IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto 29 Mar 2016, 20:06

Jak to się stało, że najlepszym przyjacielem ślizgona jest gryfon? Przypadek? A może to przewrotny los sprawił, że ta dwójka poznała się już na długo przed szkołą, a potem w dzień, w którym Tiara Przydziału rozdzieliła ich bezlitośnie postanowili, że to tylko drobna przeszkoda i że to w zasadzie lepiej - Asen będzie mógł się dzięki temu zakradać się do Pokoju Wspólnego Gryffindoru a Prior odwrotnie - do ślizgonów? Nie przeszkadzało to im wcale w siedzeniu razem w ławce kiedy mieli wspólne zajęcia, ani też nikt nigdy nie ośmielił się nazwać ich zdrajcami. Przyjaźń miała swoje prawa, których nigdy nie zrozumie ten, kto nie posiadał kumpla, gotowego zrobić dla drugiego naprawdę wiele. Albo nawet jeśli nie zrobić to przynajmniej znosić tego drugiego, a tu mamy przykład jak można się odnaleźć w korcu maku.
Asen nie miał bladego pojęcia jakim cudem Prior trafił do domu lwa. Byli przecież identyczni, takie same popaprane charaktery. Ślizgon pewnego razu stwierdził, że Norweg musi mieć po prostu więcej przyzwoitości ale i w to czasami powątpiewał. Tiara się pomyliła. Zobaczyła dwóch takich małych gnojków i postanowiła się zabawić, na co chłopcy w odpowiedzi pokazali jej metaforycznego faka.
Zobaczył go jak wychodził z miejsca do którego sam zmierzał i zaśmiał się pod nosem. To oczywiste, że Priorowi chciało się zawsze dokładnie wtedy kiedy jemu się chciało. Intuicja Miszy była bezbłędna i w tym przypadku.
Zbliżył się niespiesznie a potem, bez zbędnych frazesów przyjrzał gryfonowi, z miną wyrażająca współczucie.
- Pieprzysz jak potłuczony - skomentował w pierwszej chwili, bo ani nie rozumiał, co Norweg miał na myśli ani nie miał nawet ku temu możliwości, ponieważ monolog chłopaka skutecznie mu to uniemożliwiał.
- Po co biegasz za kimś, kto cię unika? - stwierdził w końcu, kiedy dotarł już do niego sens wypowiadanych przez przyjaciela słów. - O kogo ci chodzi? O laske?
Wsadził ręce do kieszeni spodni, uprzednio zarzucając plecak na oba ramiona. Był, mówiąc delikatnie, lekko zdziwiony pytaniem Jonathana, bo przecież wydawało mu się, że oboje wyznają podobną teorię - łatwo przyszło, łatwo poszło. Teoria ta pozwalała na minimalny wysiłek, kilka tygodni uciech i krótki żal. Układ idealny. Miszka nie znalazł jeszcze nikogo, kto wart był jakiegokolwiek poświęcenia z jego strony. No, może poza siostrami Yaxley, ale to był temat z góry skazany na porażkę, toteż Bułgar od razu sobie odpuścił. Bo biorąc pod uwagę Lyssę, to faktycznie, było warto, ale po co?
- Tak Prior, jesteś zajebisty - zakpił w dobrze im znany sposób. - Jak mogłoby być inaczej, skoro zadajesz się ze mną.
Ale zaraz, zaraz, po co on tu... Ah! Po sianko. Potrzebował Jonathana bo potrzebował pieniędzy, a chciał uniknąć tłumaczenia się ojcu. Już otwierał usta by zapytać gryfona o pożyczkę, kiedy ten jak zwykle mu przerwał i wybił go z rytmu. Wyjdzie na to, że w ogóle nie kupi tego krawatu ani dzisiaj, ani za dziesięć lat.
- A ty nie masz od tego jakichś paziów? Jakichś małych krukonków, którzy odrabiają za ciebie lekcje i znają odpowiedzi na twoje pytania? - uniósł brwi, ale jednak autentycznie zaczął się zastanawiać, bo może i był ślizgonem, to nie był wcale takim ignorantem. - Nie no, nie wiem. Podaj jakiś przykład, to może coś mi się nasunie.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto 29 Mar 2016, 21:00

Tiara musiała cierpieć już ze starości, skoro po wejściu do głowy Jonathana jęknęła i dostała zapewne migreny. Sęk w tym, że umysł Priora był bardziej chaotyczny niż Mike'a. Mike potrafił uporządkować sobie w głowie i poprawnie wyciągać wnioski z różnych sytuacji. Dobrze mu szło w byciu lubianym przez wszystkich, a co zaś tyczy się Jonathana - był po prostu bardziej pierdolnięty. Nie wyciągał dobrych wniosków, a wyciągał jedynie korzystne dla samego siebie. Dało się go albo lubić albo nienawidzić, Priora niemożliwym było potraktowanie na stopie neutralnej. Być może jego wyluzowane podejście do statusu krwi i ślepa lojalność wobec rodziny, z którą nie miał nigdy dobrych kontaktów przyczyniło się do przekazania jedenastoletniego chłoptasia pod lwie łapy. Z ich dwojga to Jonathan robił brudną robotę, a Mike pilnował, aby ni jeden ni drugi od tego nie zginęli. Wzajemnie uzupełniali swoje umysły dzięki czemu nadawali na tych samych falach. Nawet będąc na dwóch krańcach Hogwartu potrafili telepatycznie być pewnym, co ten drugi kretyn zrobi w tej czy tamtej sytuacji. Ich umysły pracowały na tych samych korbkach. Nic dziwnego, że nikt dotąd nie nazwał ich zdrajcami domów. W końcu u zarania dziejów Godryk i Salazar się przyjaźnili, a o czym nikt jakoś nie pamięta.
To Mike'owi chciało się potrzeby fizjologicznej wtedy, kiedy Jonathanowi. To zasadniczy szczegół, który Asen notorycznie przeinaczał. Mogli równie dobrze spotkać się na szlabanie u Filcha albo na korytarzu, gdy Jonathan był wleczony przez profesorka Wattsa na bolesną karę, a Mike przez woźnego na wieszanie do sufitu. Lepiej spotkać się tutaj niż w innym, mniej bezpiecznym miejscu.
- Ty się pytasz o kogo mi chodzi? Na rajtuzy Merlina, to tobie trzeba laski bo zaczynasz myśleć tak wolno jak wiedźma Fimmel. Oczywiście, że chodzi mi o laskę. A o kogo innego? - westchnął, spoglądając na Mike'a z politowaniem. Nie mówił nazwiska obecnego celu i "obiektu westchnień", bo miana planowanych dziewcząt zmieniały się tak szybko, że trudno było nadążyć za knuciem Priora. Jednego dnia robił maślane do oczy do Krukonki, następnego dnia do Ślizgonki, zapominając imienia poprzedniej. Jego 'westchnięcia' zmieniały się z godziny na godzinę. Mike sam domyśli się prędzej czy później, że aktualne 'westchnięcie' zapowiada się na dłużej, skoro trwa już jakiś tydzień. To całkiem dobre rokowania.
- Zakręć się wokół Everett, to dobra sztuka. Mnie nienawidzi, to na ciebie poleci. - klepnął go konkretnie w plecy, szczerząc się przy tym idiotycznie. Jonathan mógłby łatwiej i sprawniej wykradać Tanji pióra, bo z pomocą Asena, w którym by się zabujała, zabrałby jej wszystkie, jakie do tej pory uzbierała. Wtedy, jak będzie miał każde pióro, zaoferuje je do sprzedaży. To mógłby być niezły interes.
- Cały czas mylisz pojęcia, Asen. Całe życie wmawiasz sobie głupoty, a obaj dobrze wiemy, że to dzięki mnie jesteś zajebisty. - standardowe przekomarzanie było na porządku dziennym. To tak jak oddychanie i uśmiechanie się, odruch bezwarunkowy i mimowolny.
- Kasa powoli mi się kończy. Dla Lyyry muszę znaleźć krew nietoperza, bo nie mam jej jak zapłacić. Dlatego potrzebne mi odwrócenie ode mnie uwagi Tanji. Zrobiłbyś to dla mnie? - wiadomo, że jedyną osobą poza Lyyrą czy jak ona się tam zwie (co z tego, że ex. Nie musi umieć pisać i wymawiać imienia ex, skoro tylko się z nią obściskiwał, a nie rozmawiał i nie apostrofował imionami) posiadającą nietoperza jest Tanja. Coś Priorowi mówiło, że bez pomocy Asena się nie obejdzie. Trzeba upuścić krwi pupilowi Everettówny. To cieżka misja, ale dla tej dwójki możliwa do wykonania pod warunkiem, że połączą siły.
- Mogę tobie pożyczyć tę skradzioną książkę, bo nie znam wszystkich przedrostków. Jest ich około trzydziestu i każdy odpowiada czemu innemu. Może tobie wpadnie w oko któryś z nich, który nie rozpierdzieli jedną sylabą połowy korytarza. - choć nie miałby nic przeciwko temu o czym Asen dobrze wiedział.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto 29 Mar 2016, 22:36

Rozmarzył się, bo w wyobraźni stanęła mu dziewczęca postać, najlepiej jakąś taka ze średnim biustem, blondynka w długich włosach. Albo brunetka, nie miał jakichś specjalnych preferencji. Ważne, żeby dobrze całowała i dawała się złapać w to, czy inne miejsce.
- Zdecydowanie, potrzeba mi dziewczyny - przyznał szczerze. - Najlepiej już teraz. Jak będziesz chciał mi robić gwiazdkowy prezent to nie trudź się, po prostu przyślij mi jakąś panienkę - charakterystyczny wyszczerz pojawił się na twarzy Miszki, który w ostatnim czasie wcale nie myślał o podrywaniu dziewcząt. Wszystko przez tę cholerną Lyssę Yaxley, która nie przebierając w słowach dała mu do wiwatu co strasznie go wtedy śmieszyło, ale to może była wina alkoholu, którego niemałe ilości wlał w siebie na balu. A ten mu teraz wyskakiwał z jakimiś gryfonkami. Tanja Everett? To prawda, kiedyś o tym myślał, ale szkoda mu było zachodu bo wiedział, że musiałby się postarać. Nie za bardzo mu się chciało, więc nie za bardzo podobał mu się ten pomysł. Nie, żeby nie było warto, bo Everett miała i czym oddychać i nawet coś mądrego czasem powiedziała, ale jednak. Tu wkradał się wysiłek. Dla lenia takiego jak Asen wysiłek to rzecz bardzo kosztowna.
- Świetnie Prior. Dzięki wielkie. Twoje pozwolenie jest dla mnie szalenie istotne - zaśmiał się, po czym oparł barkiem o ścianę, przy drzwiach do kibelka. Jonathan typował mu laski, tego jeszcze nie było.
- Nienawidzi ciebie mówisz? To może jeszcze to rozważę, bo będę miał z nią świetny temat do rozmów, pomiędzy całowaniem oczywiście. Zresztą, pogadam z Taneshą, może jako jej przyjaciółka coś mi podpowie, ale wątpię..
Nie no, co on wygadywał. Mówił tak, jakby chciał się starać, a przecież nie chciał. Nawet tej Tanji tak dobrze nie znał. Kto wie, czy dorównywała Lyssie. Na Merlina, Asen się starzał chyba.
- Ale wracając do rzeczy, to kto cię unika i dlaczego ciebie to tak jakby obchodzi? - spytał żywo zainteresowany, bo przecież musiał wiedzieć wszystko o życiu uczuciowym Priora. Jego życie uczuciowe było prawie życiem uczuciowym Miszki, więc wypadałoby wiedzieć co nieco. A najlepiej wszystko.
- Kasa ci się kończy? A ja właśnie chciałem się u ciebie zadłużyć! Nie rób mi tego. Nie chcę pisać do ojca, bo nie chcę mu przeszkadzać w jego igraszkach z tym Hallem, co ma praktyki u Szątel. - Jonathan oczywiście wiedział o rozterkach Mikhaila, dotyczących orientacji jego taty. Nikolai spotykał się z facetem, chociaż kiedyś przecież był w nieformalnym związku z jego matką. To popaprane i Asen nadal przyjmował to do wiadomości, nie wiedząc jak ma się do tego odnieść.
- Chcesz zabijać nietoperza? Mam lepszy pomysł. Może zapytam mojego nowego wujka Alexa to mi trochę da. Powiem, że potrzebuję do nauki. Pewnie chce, żebym ich zaakceptował to raczej nie odmówi.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 30 Mar 2016, 06:49

- Sprawdzę która się nadaje i spełnia wymagania i wyślę. Zapakować TYLKO w kokardkę czy sam chcesz jak coś ROZPAKOWAĆ prezent? - zapytał, myślami przeszukując już w pamięci twarze dziewcząt, które zdołał zapamiętać. Jedno było pewne, Jonathan 'nie podaruje' dziewczyny mdłej, nudnej, nijakiej. Wybierał tylko te wyróżniające się spośród tłumu, nie ważne czy grube, chude, niskie, wysokie. Jonathan miał specyficzny typ dziewczyn. Najważniejsza była siła charakteru, a dopiero potem wygląd. Co prawda jakby jakiś pasztet miał siłę woli równającą się powiedzmy Dumbledore'owi to zastanowiłby się dziesięć razy zanim by na pasztet spojrzał. Dla swojego druha wybierze jednak dziewczę z miękkim biustem, coby mógł tam kłaść głowę na nudnych lekcjach i czymś konkretniejszym w mózgu, aby miał kto za niego odrabiać prace domowe. Leń lenia zrozumie, chociaż Jonathan przepadał za podchodami i podrywaniem, a Mikhail znowuż nie. Większego lenia Prior nie znał, ale wcale mu się nie dziwił. Czasami hormony nie pozwalały na podchody i czułe słówka, gdy w głowie huczały dwa słowa: cycki, całowanie, cycki, całowanie. Ale uznajmy, że obaj panowie są jeszcze w jakimś stopniu porządni i nie traktują płci przeciwnej cokolwiek przedmiotowo.
- Ta-neshą? Tym jej cholernym klonem? Człowieku, jak ty je odróżniasz? One są identyczne, kiedyś je spotkałem w odstępie kilku minut i dostałem ataku deja vu. - dziwił się, bo nie przepadał za bliźniakami. Jakimikolwiek, bo nie umiał ich odróżnić. Fimmelówny były wyjątkiem, bo nawet ślepiec wiedziałby która jest tą starą wiedźmą, a która tą nudną, nijaką i niewidzialną szarą myszką. Everettówna i Hanyasha mogły wmawiać sobie, że nie są spokrewnione, ale każda wie, że są. Klony muszą mieć połączone więzy krwi.
- Nie śmiej się, ale tym razem trafiła mi się szara myszka, która po bliższych oględzinach spełnia prawie wszystkie moje wymagania. - wyszczerzył się, bo przed Mikhailem nie zamierzał niczego ukrywać. Jeszcze w pamięci trzymał tajemnicę Puchonki i chyba jej nie wyda, choć korciło go, aby wyjaśnić wszystko Asenowi.
- Blackwood. Huffelpuff. Nie jest ruda, nie ma dużych cycków, ale człowieku! - zachłysnął się powietrzem na wspomnienie kiedy ręce mu do niej lgnęły, a on nic nie mógł z tym zrobić. - Całkiem wygadana i długo mnie znosi. Pobija rekord. Problem tylko w tym, że... no kurczę, ona mi się przyda później jako człowiek, a jedyne, na co mam ochotę to zamknąć się z nią w schowku. Wiesz jak to się potem wszystko kończy. - ostatnie słowa wypowiedział ciszej z grymasem na twarzy. Kończyło się złamanym sercem dziewczyny, gdy ta odkrywała, że z Priora nie da się zrobić człowieka. A skoro Jonathan chciałby Blake nie jako obiekt do całowania i obmacywania, to nie powinien jej uwodzić i w sobie rozkochiwać, aby uniknąć jej złamanego serca i naturalnego znienawidzenia, zerwania kontaktow i wzdrygania się za kazdym razem kiedy go widzi. Sądząc po błyskach w ciemnych ślepiach szatyna, długo nie wytrzyma w swoim postanowieniu i w końcu jego łapska dobiorą się do pewnych części ciała Blake. Do diabła, i jej się to spodoba.
- Merlinie, nawet nie chcę myśleć o koligacjach twojego ojca z Hallem. - prawie się wzdrygnął, ale z uprzejmości i szacunku do Mikhaila, jakoś się powstrzymał. Jonathan absolutnie nie akceptował związków jednopłciowych, zapewne zresztą jak dziewięćdziesiąt osiem procent społeczeństwa. Ale skoro z tym 'problemem' borykał się Mike, to będzie musiał to przeanalizować i tolerować. W końcu wiele razy nocował u Asenów i dopóki nie wiedział, nie było problemu. Jak już wiedział, też nie było problemu, ale dystans mimowolnie tak.
- Nie bądź obleśny, tylko trzymaj. - wywrócił oczami i sięgnął do tylnej kieszeni spodni. Ostatnie galeony, ostatnie! Jednak jeśli Mikhail prosił, to Mikhail dostawał nawet ostatnie knuty. Podał Ślizgonowi trzy galeony i dziesięć knutów, garść monet ratujących żywot.
- Co, znowu zgubiłeś krawaty? Mówię ci, to ta pryszczata mała z czwartego roku kradnie twoją garderobę. - roześmiał się złośliwie. - Nie myśl, że nie naliczam tobie odsetek. Jak nie oddasz mi do końca stycznia to podwoję sumę. - wyszczerzył się, patrząc w ślepia ślizgona.
- Od razu zabijać. Upolować, upuścić krwi i wypuścić na wolność. Jak zdechnie to trudno, nikt nie zauważy. - nie trzeba traktować go od razu jak mordercę. Doprawdy, Jonathan cenił czyjś żywot, ale cel uświęcał środki. Lepiej dać krew Lyyrze niż potem samemu sobie upuszczać w ramach pokuty i kary. Ex potrafiły napawać grozą jak się postarały.
- Te, serio? Zagadasz do niego? Super, obędzie się bez mordowania. Lyyra chce jeszcze kieł węża, ale węża nie upoluję, bo profesorek Watts na mnie czyha. Jak mi to załatwisz to zwolnię cię z tej pożyczki. - wskazał ręką na monety, dumny jak paw, że nie tylko znalazł jakieś sensowne wyjście, ale i ubije na tym niezły interes. Nie doceniał Asena, musiał bardziej zawierzać mu szkolne 'problemy'. Konszachty z Hallem mogły wyjść im obojgu na dobre. Prior oparł się o ten sam kawałek ściany i wyjął z futerału lśniącą trąbkę.
- Dziś wieczorem znowu daję koncert na dziedzińcu. Będzie dużo lasek, co prawda poniżej piętnastego roku życia, ale jak chcesz, wpadnij i sobie jakąś wybierz na te parę chwil w schowku.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 30 Mar 2016, 08:46

- Nie trudź się opakowaniem. Bądź co bądź dziewczyny są prezentem same w sobie - stwierdził. A, że lubił i dziewczyny i prezenty, to jeśli Prior dotrzyma słowa, to tegoroczna gwiazdka mogła należeć do najlepszych w jego życiu. Kurde, a może powinien też zrobić prezent Hallowi? W końcu to niby jest jakiś tam partner Nikolaia, więc chyba wypada, prawda? Co za poprana patologia, normalni nastolatkowie nie mają takich dylematów!
- Nie są identyczne - odparł z przekonaniem. - Taneshy źle z oczu patrzy, to je zasadniczo różni.
Szczerze mówiąc bał się trochę tej ślizgonki, ale na głos się przecież nie przyzna. Nawet Priorowi. Nawet samemu sobie się nie przyzna, po prostu zrzucał tę niechęć na instynkt samozachowawczy, który każe mu trzymać łapska przy sobie, jeśli o nią chodziło. No, chyba że chciał się pożegnać na zawsze ze swoim przyrodzeniem. A nie chciał, był do niego naprawdę przywiązany.
Mikhail oderwał się od ściany po tym, jak zaburczało mu w brzuchu. Czy to...? Tak, spoglądając na zegarek podarowany przez ojca upewnił się, że za dwa kwadranse obiad. Jak to dobrze, bo już umierał z głodu. W zasadzie mogli już kierować się powoli do Wielkiej Sali. Być pierwszymi osobami przy korycie.
- To ty masz jakieś wymagania? Zawsze sądziłem, że twoimi wytycznymi było "żeby nogi miało, ale na drzewo nie uciekało" - zaśmiał się. Jak on uwielbiał dogryzać Jonathanowi. Kochał to. Wiedział, że może bo jego przyjaciel zamiast się obrazić najpewniej odpowie mu czymś podobnym albo jeszcze gorszym. Oni nie musieli sie licytować w ilości zmacanych dziewczyn. Oni mogli konkurować w tym, czyja docinka była mocniejsza i tak robili. Dlatego gryfon był idealnym przyjacielem. Idealnym dla Miszki.
- Blackwood, hufflepuff - zamyślił się starając się dopasować imię i dom do konkretnej twarzy. Coś mu mówiło, że powinna mu kojarzyć się z balem, a to coś, co mu to mówiło zaraz podsunęło mu w świadomości wspomnienie. I już wiedział kto to Blackwood z Hufflepuffu.
- To ta od tego krukońskiego pałkarza, Romulusa? Na zimowy bal chłopak przyszedł z Vane, ale zaraz potem zjawił się Franz i go pogonił. No więc ten synalek Xandrii poszedł do stolika, przy którym siedziała ta cała Blackwood ale nie doszli do porozumienia, bo Blackrivers ciągle dolewał jej czegoś do kieliszka i chyba nie ogarnęła zbytnio co się dzieje. Nie mów, że ci tego nie opowiadałem! I ty teraz z nią... Nie no, ładna. Na balu nie była zbyt elokwentna ale ja w sumie też nie byłem, więc co ja tam mogę wiedzieć - wyjaśnił. To wszystko, co wiedział na jej temat i oczywiście nie omieszkał się tym z przyjacielem podzielić. Powszechna opinia głosiła, że to dziewczyny są największymi plotkarami. Bzdura. Asen i Prior regularnie obrabiali innym tyłki. Może niezbyt świadomie ale lubili być na bieżąco. Tylko oni sami wiedzieli ile z tych plotek było ich autorstwa i często śmiali się z tego jak potem owe plotki wracały do nich całkowicie zmienione. To dobry eksperyment. Prior lubił eksperymenty, a Asen lubił Priora. Proste.
- W każdym razie powodzenia, masz moje błogosławieństwo. Tylko nadal nie powiedziałeś mi, dlaczego cię unika.
Koligacje jego ojca z Hallem były dla Miszki w pierwszej chwili szokiem. Takiej ilości wszelkiej maści emocji na twarzy ślizgona oprócz tego momentu w którym się o tym dowiedział nie było. Niedowierzanie, złość, obrzydzenie, rezygnacja. Teraz już niby przeszedł z tym do porządku dziennego, ale jednak. Nie chciał nazywać Nikolaia brzydko, ale gdy się na niego wściekał w myślach często tak robił. Kiedyś często do niego jeździł, teraz ich kontakty nieco się osłabiły, bo Mikhail nie zawierzał sobie na tyle by być pewnym, że nie zrobi czegoś głupiego gdy zobaczy Alexa wychodzącego z sypialni starego w samych bokserkach.
Fuj, na samą myśl robiło mu się słabo.
- Nie no, jak to są twoje ostatnie to nie chcę - powiedział oddając gryfonowi wszystkie pieniądze z wyjątkiem jednego. - Albo wezmę galeona, a drugiego wyżebram od Jolene Dunbar. Ona przynajmniej nie policzy prowizji.
Miszka tak słuchał o tym upuszczaniu krwi biednym zwierzętom lotnym i coś mu nie pasowało. Coś bardzo istotnego. Coś, co mogło zepsuć cały misterny plan ułożony przez Priora. Tylko co to było...
- Ej, ale przypadkiem jedynego nietoperza w tej szkole nie posiada Jasmine Vane? Everett ma chyba fretkę, a przynajmniej tak mi się kojarzy. Widzisz, dobrze, że masz mnie. Albo nie, dobrze, że masz mnie, który ma ojca, który stuka się z Hallem. Zagadam, może nawet jeszcze dziś. - Wzruszył ramionami. - A co do koncertu to jesteś pewny, że chcesz mnie zapraszać? Dobrze wiesz, że dziewczęta nie będą się mogły wtedy skupić na twojej grze, tylko zajmą się moją wyrzeźbioną klatą.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 30 Mar 2016, 19:27

- Musiałem zaproponować, żebyś potem nie jojoczył, że o tobie zapominam w święta czy coś. Załatwię tobie laskę, jeśli jakąś znajdę, a tobie polecam wzięcie się za Everett. - tylko Mike mógł stwierdzić, że dziewczyny są prezentem samym w sobie. Nikt normalny by nie wymyślał tego typu zacnych i dżentelmeńskich sentencji. Z ich dwójki to Asen zgromadził całą ogładę i oczytanie, zostawiając Jonathanowi resztę szaleństwa. Asen i Prior byli jak para dobrze dobranych skarpetek. Oby tylko jedna z nich nie zaginęła bez śladu, bo skarpetki mają to w zwyczaju. Potem całe życie jeden z nich szukałby swojej drugiej pary skarpetki i nawet w towarzystwie innych skarpetek, czułby, że do siebie nie pasują. W ostatnim starciu samotna skarpetka zostałaby skazana na nicość i przepaść, bo kto by chciał taką bezpańską, bez pary skarpetkę, która do niczego nie pasuje? Dlatego Asen i Prior musieli się trzymać razem.
- Są identyczne. Tanesha cała źle patrzy, ale czego ty się spodziewasz po arystokratycznych ślizgońskich damulkach, hę? Dlatego sądzę, że Everettówna jest gorętsza i bardziej dla ciebie odpowiednia, bo nie zadziera nosa jak ten jej klon. - w imię solidarności z Gryffindorem zamierzał obronić godność panny Everett mimo, że ta go nienawidziła. Takie sprzeczki z Mikem też były w porządku, choć ani jeden ani drugi serio tego nie odbierał. Co nie zmienia faktu, że Mikhail powinien zakręcić się wokół Gryfońskiego klona, a nie wokół ślizgońskiego, który myśli tylko o wyrywaniu jaj. Doprawdy Jonathan nie zazdrościł Mikhailowi zielonych barw. Jakie on musiał mieć tam nudne dziewczyny! Dlatego teraz prosił i szukał jakiejś laski, bo tam nie mógł się do żadnej dotknąć, bo który z płci przeciwnej jest "godny" patrzeć na ślizgońskie kobiece ciała? Mniejsza z tym, Jonathan znajdzie kumplowi odpowiednią kandydatkę na romans.
- Taaa, mam wymagania, bardzo śmieszne. Toć nigdy w życiu nie umówię się z taką Arią z Ravenclawu. Toż to nudne jak flaki z olejem, niewidzialne i boleśnie milutkie. Moje wymagania to takie coś jak jej siostra, tylko bez morderczego wzroku. - w miarę nakreślił i uprzytomniał tępej mózgownicy Asena jakie to wymagania ma Jonathan odnośnie rodzaju dziewcząt. Co prawda Blackwood była nijaka i nie wyróżniała się z tłumu, ale odkąd z nią poważnie porozmawiał (do tej pory nie wie jak to się stało, że był poważny przez 20minut, pierwszy raz w swoim życiu się wtedy nie szczerzył jak idiota) zauważał, że kurczę, ta Blake to niezła laska i warto się przy niej zakręcić. O ile wcześniej wszystkiego nie spierdoli, ale to już inna bajka, bardzo możliwa i prosta do zrealizowania.
- Co ty mi u diabła mówisz? - minę miał zgłupiałą, bo nie zrozumiał żadnego słowa oprócz "Ta Blake od krukońskiego pałkarza". - Nie wiem o kim ty mi tutaj gęgasz, ale jak to od krukońskiego pałkarza? Czyżby ta szara myszka miała za uszami paru ex i mi teraz zgrywa niewiniątko? - zapytał podejrzliwie, czując w ciele narastającą irytację i zazdrość.
- Gdybym wiedział dlaczego mnie unika, to bym nie próbował jej teraz zdenerwować, aby sama do mnie przyszła. Merlinowi dzięki za twoje błogosławieństwo. Bez tego nie ruszyłbym palcem w jej stronę. - jego głos kipiał sarkazmem, a usta wyginały się w cholernie drażniącym otoczenie uśmiechu, do którego nie szło się po prostu przyzwyczaić, jeśli nie znało się Priora chociaż trochę.
Nie wziął galeonów z powrotem, bo misja, jaką miał wykonać Mike była warta nawet dziesięciu galeonów. W końcu Asen zgodził się wyżebrać od padwana Smoczycy i chłoptasia swego ojca krew nietoperza i kła węża i do tego wymyślić sensowny powód, dla którego potrzebne są mu te składniki. Do tego trzeba mieć gryfońskiej odwagi, a nawet Jonathan wolał póki co odłożyć w ostateczność wizytę w jamie smoka.
- Bierz wszystkie i mi nie fikaj, bo zarobisz w zęby. Znowu jakaś laska, co? Wybierasz laski niż mnie, swojego przyjaciela? Ja ci dam. Bierz kasę i załatw mi tę krew, póki jeszcze żyję. - co z tego, że ostatnie? Zarobi jakoś, wyżebra od kogoś, zabierze ze skarbonki Asena, jeśli będzie w większej niż obecnie potrzebie finansowej. Jonathan miał w nosie, że właśnie Gryfon pomaga Ślizgonowi w zachowaniu punktów domu i wyjściu na jeszcze większe prowadzenie w walce o Puchar Domu. Miał to głęboko w poważaniu.
-Kuźwa. !@#$%^&*. Fretka, nietoperz, co za różnica. Jedno i drugie tak samo obleśne. - po seri przekleństw w języku ojczystym, nastąpił potężny facepalm i uderzenie się w sam środek czoła. To wszystko wina Everett. Tak o niej opowiadał i gadał, że pomieszało mu się. Zresztą, fretka i nietoperz to stwory podobne, tylko jedno bez skrzydeł. Mordy tak samo odrażające, a więc Prior miał święte prawo się pomylić. To tylko utrudniało nabycie krwi, bo Vane prędzej mu zawiąże jaja na supeł niż pozwoli tknąć nietoperza. Wtedy musiałby poprosić Mikhaila o umówienie się na randkę z Vane, która zaliczała się do grona arystokratycznych damulek, do których stóp nikt nie dorastał. To byłaby trudna sprawa, gdyby nie propozycja kumpla i misja zdobycia składników u Halla. A wszystko przez głupią wyobraźnię Lyyry, która za poprawę wypracowania transmutacji zażyczyła sobie cholernych składników do eliksirów. Przez to Jonathan stawał na głowie, dwoił się i troił, żeby wszystko uzyskać, bo zaufanie Lyyry mu się przyda na przyszłe ratowanie tyłka przez Trollami na koniec semestru. Kobiety, z nimi są same problemyi i nikt nie wmówi mu, że jest inaczej.
Tym bardziej odczuwał wdzięczność dla przyjaciela. Z niedzwiedzią siłą ścisnął mu ramię i uśmiechnął się z ulgą. Faktycznie, co on by bez niego zrobił?
- Widzisz, dlatego się z tobą zadaję. Myślisz lepiej ode mnie, co nie znaczy, że odwrócisz uwagę tych słodkich nastolatek ode mnie i mojego koncertu. Zapomnij o tym, masz zbyt wysoką samoocenę, koleś. - prychnął i otworzył wieczko futerału. Z czułością dotknął pozłacanej trąbki. Za każdym razem jak otwierał futerał, Jonathan wyglądał, jakby dopiero co wygrał milion galeonów albo zobaczył miłość swojego życia.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw 31 Mar 2016, 07:38

- Coś za bardzo mi ją polecasz - stwierdził podejrzliwie. - założyłeś się z kimś o coś, że to zrobię czy coś? Zagadam do niej, ale dlatego, że mi się po prostu podoba, już kiedyś chciałem to zrobić ale ona chyba kogoś tam miała. Zresztą nie wiem, czy teraz też nie ma - zauważył drapiąc się po policzku i próbując sobie przypomnieć, czy nie widział ostatnio panienki Everett w towarzystwie jakiegoś cieniasa. Chyba widział. Chyba widział ją na balu z Syriuszem Blackiem. A może to była Tanesha? W każdym razie, trzeba ją było ratować, bo dziewczę się zmarnuje przy starszym bracie Rega. Zadając się z nim przecież nie mogła już trafić gorzej.
Zastanowił się chwilę, gdy Prior opowiadał o arystokratycznych rodach i po raz kolejny przypomniało mu się spotkanie z Lyssą Yaxley. Ona też była z wyższych sfer, ale to zadzieranie nosa było tylko przykrywką. Połowa ślizgonek pochodziła z dobrych rodów co niestety sprawiało, że w grę wchodziły jakieś ustawiane z góry małżeństwa, narzeczeństwa, czy ogółem związki, które miały przynieść pożytek rodzicom owych panien. Eponine i van Vuuren, przecież to jakaś bzdura. Chayenne też wspominała o kimś, kogo nawet nie widziała na oczy. Całe szczęście, że Hogwart pełen był krukonek, gryfonek, czy innych takich puchonek, których starzy nie wpadali na tak wspaniałe pomysły jak sprzedaż swojej latorośli. Kogo on by wtedy podrywał?
- Wiesz, że od dawna podejrzewałem, że czujesz miętę do Porunn? - powiedział, nie przestając się nabijać. - Jest na czym oko zawiesić, to prawda, ale jest zbyt popaprana jak na mój gust, dobrze, że odpuściłeś - zakończył ze śmiechem. Drgnął lekko, bo zbliżała się godzina obiadu. Zakomunikował to przyjacielowi, po czym ruszył powoli w stronę schodów wiodących na parter. Był cholernie głodny i miał nadzieję, że skrzaty podołają dziś swojemu zadaniu.
W międzyczasie oczywiście starał się przypomnieć sobie coś więcej z balu, na którym widział tę całą Blackwood, by móc powiedzieć o tym Priorowi. Problem w tym, że Miszka wtedy nie żałował sobie alkoholu i mogło mu wiele umknąć. Poza tym zajęty był trochę wygrywaniem zakładu, który mówił o tym, że przed północą kogoś pocałuje. Przecież nie mógł przegrać! Dobrze, że w tedy przez głowę mu nie przeszło, żeby całować Blake - mieliby teraz z Jonathanem mały kłopot, bo widząc jego zazdrosną minę mógł wysnuć prosty wniosek: jego przyjaciel ewidentnie się zauroczył tą małą puchoneczką.
- Nie wiem ilu miała ex, ale wiem, że widywałem ją kiedyś na treningach krukonów jak na niego czekała na trybunach, a potem już przestałem ją widywać, więc pewnie już nie są razem - zauważył niezwykle błyskotliwie. - Ale on to żadna konkurencja. Taki włoski lowelas. Ostatnio ciągle kręci się w lochach i czatuje na Jasmine lub na Porunn. Dziwię się, że one go w ogóle znoszą. Chyba trzeba z nimi poważnie porozmawiać.
Gdy Prior nazwał Dunbar "jakąś laską" Mikhail spojrzał na niego zdumiony. Nie. Dunbar nie należała ani do przeszłych, ani do teraźniejszych, ani do przyszłych obiektów zainteresowań tego ślizgona. Asen miał do niej jeden afront - była mugolaczką, a jeśli nie miał żadnych oporów przed podrywaniem puchonek, czy gryfonek, którymi to wychowankowie Slytherinu zwyczajnie gardzą, tak brudna w całości krew mu po prostu przeszkadzała. Może i nie były to właściwe poglądy, zwłaszcza w tych czasach, ale Miszka miał swoje zasady i się ich trzymał: Charłaczkom i szlamom mówimy stanowczo nie.
- Eeee... Nie. Jolene to takie stworzenie, które lubię, jak czegoś potrzebuję. Na przykład galeonów. Albo pracy domowej - wyjaśnił. Bo chociaż mugolka, to lojalna. Asen nie mógł wyrzec się znajomości z nią, bo tylko by na tym stracił.
- Oddam Ci w przyszłym tygodniu jak dostanę zastrzyk gotówki na święta - obiecał. Nie lubił nie oddawać, nawet jeśli miała być to kasa za załatwienie składników dla Lyyry. Jonathan odwdzięczy mu się kiedyś w inny sposób.
Uśmiechnął się słysząc słowa gryfona. Co tam uśmiechnął. Wyszczerzył od ucha do ucha! Zamknął oczy i rozmarzył się.
- Toż to miód na moje uszy. Mów mi tak więcej. Zawsze lubię słuchać, że myślę lepiej od kogoś. To podbudowuje moje i tak wysokie ego - parsknął. Kątem oka dostrzegł wyraz twarzy Priora, gdy otwierał futerał z instrumentem. Momentalnie spoważniał.
- Przyjdę, przecież wiesz. I będę siedział w pierwszym rzędzie, nie ważne, czy będę komuś zasłaniał, czy nie. Ale za to ty masz przyjść na mój mecz Quidditcha z krukonami i masz mi dopingować najgłośniej.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw 31 Mar 2016, 19:10

- Dbam o ciebie mendo i jak zawsze podejrzewasz mnie o najgorsze. Biedny ja, tak niegodnie potraktowany. - aby podkreślić ból, jaki Mikhail wywołał, Jonathan położył rękę na piersi i spuścił głowę tak, że brodą dotykał obojczyka. Cała warstwa włosów utrzymująca się najgęściej na czubku głowy opadła na skronie i czoło, tworząc wokół głowy Priora gęstą zasłonę. Gdy wyprostował kark, musiał zarzucić je wszystkie na tył i oczyścić teren sprzed oczu. Lada dzień będzie musiał wynająć kogoś do obcięcia mu ich, bo szkoda było mu pieniędzy na magofryzjera, a do rodziców nie chciał jechać, bo nie miał na to najmniejszej ochoty. Poza tym tylko nastoletnia dziewczyna, którą on przekupi i zauroczy będzie w stanie odnaleźć się w warstwach odziedziczonych po ojcu loków. Można je obcinać, obcinać i obcinać, a ich wcale nie ubywało. Nie kończyły się i gdy miały rano humor, czasami nie skręcały się w spiralki, dzięki czemu Prior nie wyglądał jak żywcem z thrillera wyjęty.
- Przejmujesz się jej potencjalnym chłopakiem? - uniósł zaczepnie brew, patrząc na ślizgona z góry. Od kiedy to im przeszkadzało w osiągnięciu celu? Bo Jonathan musiał ten moment przegapić. Jeśli się uprą, zamkną się w schowku z każdą dziewczyną, nawet już w związku, o ile ich luby nie jest dwa razy większy od nich. Choć nawet wtedy takowy nie ma szans ze śmiercionośnymi siłami połączanego Ślizgona i Gryfona. Mieszanka wybuchowa, dosłownie wybuchowa.
Na następne słowa aż zamknął futerał, odrywając się od świecącej i błyszczącej trąbki. Spojrzał na Mike'a, jakby ten spadł właśnie z kosmosu i oznajmił, że Czarny Pan umawia się na randki z jego ojcem.
- Wiesz co? Oddawaj tę kasę, bo zaczynasz bredzić. - nie mówił dosłownie z oddaniem pożyczki, a tylko podkreślał oburzenie. Aż w nim zawrzało od tłumionego gniewu, a i tak z jego oczu ciskały gromy. - Nie upadłem na głowę, żeby durzyć się w tej cholernie brzydkiej wiedźmie. Wolę pocałować Jęczącą Martę i Panią Norris niż kręcić się w ten sposób przy Fimmelównie. - wykrzywił się, nieświadomy, że zacisnął pięść. Nawet różdżka w kieszeni zaczęła cicho wibrować, gotowa coś rozwalić. Atak wściekłości szybko minął, bo przy Mikhailu potrafił się jeszcze opanować. Za każdym razem gdy nabierał ochoty przyłożenia mu w zęby, przypominał sobie dlaczego u diabła się z nim przyjaźni i się do niego otwarcie przyznaje. Wtedy przełykał gulę w gardle i mu jako tako odpuszczał.
Bez słowa protestu ruszył ramię w ramię z Asenem do wodopoju i szkolnej jadłodajni. Nie był specjalnie głodny, bo chwilę przed wyjściem z łazienek, pożarł osiem fasolek Bertiego. W ustach miał jeszcze smak skrzacich włosów. Chętnie zapije to paskudztwo sokiem dyniowym.
- Nie interesuje mnie z kim się szlajała. Interesuje mnie, że teraz będzie chodzić ze mną. Muszę ją tylko o tym poinformować. - miał w nosie krukońskich lowelasów. Ze wszytkich domów Hogwartu, Jonathan nie cierpiał najbardziej Ravenclawu. Kojarzyło mu się z zarozumiałymi gębami, zjadaniem wszystkich rozumów, wymądrzaniem się i arogancją. Z przyjemnością wytępiłby stamtąd połowę populacji, gdyby nie pilnowała ich Porunn. Pozbycie się jej jest zbyt ryzykownym przedsięwzięciem i nie wartym wyniszczenia stada Krukonów. Poza tym, cholera jasna, lubił Porunn, w normalny sposób, bo tylko ona go gasiła i odpowiadała na jego charakter i pomysły z nawiązką.
- Po co masz z nimi rozmawiać? Poradzą sobie, przynajmniej Porunn. Co najwyżej wyrwie mu jaja. Mnie tam to obchodzi tyle co zeszłoroczny śnieg. Mam ważniejsze osoby na głowie. - uderzył celowo ramieniem Krukona, który nie ustąpił mu miejsca na schodach, tylko na siłę pchał się przy poręczy w przeciwną stronę. Posłał mu groźne spojrzenie i póki co, nikt mu dalej nie przeszkadzał w swobodnym schodzeniu. Zatrzymał się i szarpnął Asenem w tył, bo byłby spadł, gdyby zrobił ten krok, który chciał zrobić. Dosłownie w tej samej sekundzie schody spieprzyły i musieli czekać na następne.
- Dobrze wyhodować sobie takie stworzenie. Te wszystkie, które ja załatwiłem, w końcu posyłały mnie do diabła i dlatego musiałem uciekać się do błagania swojej ex o poprawienie transmutacji. Taa, desperata za mnie, wiem. - dodał, widząc wzrok ślizgona. Kto normalny utrzymuje kontakty z byłą? No Jonathan, bo to była jego ostatnia deska ratunku. Miał nadzieję, że nie będzie musiał już prosić Lyyry o nic aż do końca swoich dni. Co będzie następne? Może zażyczy sobie serca charłaka? Dlatego Prior nie lubił Krukonów i Krukonek. Do diabła z nimi.
- Nie popadaj w samozachwyt, bo się zrzygam na twoje zajebiste buciki. - roześmiał się głucho i przechodząc na kolejne schody, zsunął plecak z ramienia i pakował tam futerał z trąbką.
- Jeśli pokonacie te niedorajdy z Ravenclawu, stawiam całej drużynie slytherinu dwie zgrzewki gorzkiego piwa z Norwegii. Wuj ma mi wysłać po świętach. - miał nadzieję, że ta drobna zachęta zmotywuje slytherin do skopania krukońskich tyłków.
- Będę, się wie. Jak zawsze postaram się o wynajęcie całego trybuna. Mam zamiar zamazać go graffitii jakimś napisem. Jeśli zdążę, wyczaruję gorące zagrzanie do walki. - uśmiechnął się złośliwie. Jeśli jego doping ma pomóc w pokonaniu Ravenclawu, Prior da z siebie wszystko i zaryzykuje dożywotni szlaban u Wattsa.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw 31 Mar 2016, 21:22

Mikhail parsknął śmiechem widząc udawane urażenie przyjaciela. Oczywiście, że o niego dbał. Jak to było z tymi skarpetkami? Bo to w zasadzie dobre porównanie. Jedna skarpetka bez drugiej już nie jest tym, czym jest w parze. Jonathan okazywał się prawdziwym przyjacielem w niejednej biedzie, choć też wcale ich aż tak dużo w szesnastoletnim życiu Miszki nie było. Tak czy siak to właśnie Prior pomógł mu strawić początki szoku, gdy wyszły na jaw preferencje seksualne bułgarskiego staruszka. To on zakupił pierwszą butelkę Ognistej, a potem załatwił zwolnienie z zajęć u pani Pomfrey na cały tydzień i w końcu to on dźgał go różdżką w ramię za każdym razem, gdy ślizgon zaczął jęczeć mówiąc coś w stylu ja się zabiję, mój stary to gej.
Miszka doceniał jego obecność i nigdy, ale to nigdy nie pomyślałby o tym, by go w czymś zawieść. Kochał go jak brata, którego nigdy nie miał... Dobra koniec tych sentymentów.
Asen powrócił do rzeczywistości przez pytanie gryfona i od razu pokręcił głową z uśmiechem.
- Oczywiście, że nie. Dlaczego miałby martwić mnie jakiś pajac Syriusz Black? To oczywiste, że za nim stoją ten Potter, ten Lupin, ten Pettigrew, a dalej idąc tym tropem - twoja ukochana prefekt Evans, ale co to dla mnie. Nie mają szans z moim urokiem osobistym, który obezwładni duszę Everett. Nie muszę nawet startować w wyścigach, już jestem zwycięzcą. - Nie no, tak naprawdę to wcale się nie martwił. Przecież nie miał zamiaru zabijać Tanji, tylko ją w sobie rozkochać. A potem pewnie rzucić. Znaczy, zanim ona prędzej nie rzuci jego bo zawsze kończyło się tak samo i w tym przypadku niczym nie różnił się od Priora. Miszka nie należał do facetów udomowionych i razem z Jonathanem przyrzekli sobie, że żadna dziewczyna do tego nigdy nie doprowadzi, choćby nie wiadomo jak duże cycki miała.
- Wiesz co, naprawdę wszystko bym o Porunn powiedział. Serio, no nie ma takiej rzeczy, oprócz jednej - że jest brzydką wiedźmą. Jest popaprana do potęgi, ale jednocześnie jest to niezwykle seksowna młoda dama - wyraził swój sprzeciw dla słów bruneta, zatrzymując się przed tym w pół kroku i przybierając na twarzy kolejny, ze swojego szerokiego zasobu uśmiechów. - Ale jakby losy ludzkości zależały od nas dwoje, to ludzkość by niestety padła. To smutny i niepodważalny niestety fakt.
Kontynuował pokonywanie drogi do Wielkiej Sali, zastanawiając się, czy na pewno wszystko co wiedział o rzeczonej puchonce, która znalazła się nagle na pierwszym planie gryfona, temu gryfonowi przedstawił. Chyba tak. Chyba niczego nie przeoczył, a jeśli nawet, to nie było to wcale ważne. Słuchał Priora i nie mógł wyjść z podziwu, bo jego przyjaciel nigdy przedtem nie wypowiadał się w ten sposób o żadnej ze swoich dziewczyn. A ta Blake z tego co wywnioskował nawet nią jeszcze nie była!
- No pewnie, że nie powinno cie interesować z kim ona wcześniej chodziła. Bo nawet jeśli ona miała jednego chłopaka czy dwóch, to ty miałeś Je-De-Naś-Cie dziewczyn. To ty masz bogatsze doświadczenie. - zaśmiał się po raz wtóry tego popołudnia i po raz kolejny także docenić musiał obecność Jonathana. Te przeklęte schody znów zabawiły się ich kosztem, a przecież Miszka był taki głodny. Przecież tak bardzo chciał czym prędzej zasiąść do talerza i nałożyć sobie pokaźną porcję pieczonych ziemniaczków i kurczęcych udek. Musiał mieć siły na wieczorny trening. Po drugie miał dziś bardzo napięty grafik biorąc pod uwagę koncert gryfona i spotkanie z Hallem w celu zdobycia składników dla Lyyry.
- Twoja była jest popaprana - wtrącił mimochodem. Też nie przepadał za krukonami, ani krukonkami i właśnie uświadomił sobie, że właśnie z tego domu pochodziło najmniej jego chwilowych zauroczeń. Doszedł też do wniosku, że panny z domu Roweny są nudniejsze niż z Hufflepuffu, bo puchonki były w ten uroczy sposób niezdarne i chciało się nimi opiekować, natomiast krukonki były często przemądrzałe. A Asen nie lubił jak ktoś był mądrzejszy niż wszyscy. Sam miał o sobie wysokie mniemanie ale posiadał też do siebie dystans. Zauważył, że często wychowankom domu kruka tego brakowało. - Mogłeś mi powiedzieć, to Jolene napisałaby ci to za "dziękuję" nie wymagając przy tym gwiazdki z nieba. Lyyra jest spoko jeśli chodzi o wymknięcie się do Hogsmeade, jeśli chodziło o zrobienie komuś kawału. Ale nie do zamykania się z nią w schowku. Do dziś się zastanawiam, czy ty z nią byłeś świadomie, czy ona cię przypadkiem po kryjomu nie konfundowała.
Schody powróciły na swoje miejsce, toteż chłopcy mogli dalej wędrować ku swojemu przeznaczeniu. Byli już coraz bliżej. Asen coraz mocniej czuł aromat ziół, w których zapiekane były wieprzowe sznycle. Od tego wszystkiego zaburczało mu głośno w brzuchu, co skomentował donośnym śmiechem. Był gotów do zatopienia zębów w tych pysznościach. W przeciwieństwie do Jonathana nie miał w ustach niczego od czasu śniadania.
Słysząc komentarz Priora rzucił okiem na swoje zdezelowane trampki. Cóż, skoro gryfon twierdził, że były zajebiste w takim stanie, to co powiedziałby na nowe?
- Rzygaj, nic już im chyba nie zaszkodzi.
Docierając do parteru mogli dosłyszeć szmer uczniów, którzy zbierali się powoli w Wielkiej Sali. Jednak nie byli pierwsi co w sumie było najmniej ważne. Misza jednak chwilowo zapomniał o jedzeniu i utkwił uważne spojrzenie w Norwegu.
- Tylko uważaj, żeby nie podpalić McGonagall. Jak da ci szlaban to nici z naszego wyjścia do Hogs za dwa tygodnie. A pamiętaj, że mamy rezerwację na strzelające minigargulce u Zonka. Jak się spóźnimy, ktoś nam je sprzątnie sprzed nosa.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw 31 Mar 2016, 22:19

Sprawdzanie czy zwłoki przyjaciela jeszcze oddychają i żyją nie wymagało zbyt wielkiego wysiłku. Zresztą, czuł się podobnie jak on. Jeśli Mikhail wyglądał jak dwadzieścia nieszczęść, to Jonathan zabierał mu trzynaście nieszczęść i obaj wyglądali jakby dopiero co zmartwychwstali. To normalne działanie przyjaciół, zależność obustronna. Każda para skarpetek musi o siebie dbać. Nawet jeśli chodzi tylko o ożywianie zwłok drugiej skarpetki i kopanie jej w tyłek, aby się podniosła, bo są gorsze rzeczy niż stary gej. Na przykład klasówka u Smoczycy, seriously. W końcu, siłą rzeczy, mimo, że to obrzydliwe, Hall i Asen nie robili nic złego, a zupełnie odwrotnego. Dobrego dla siebie. Mniejsza z tym, Jonathan nie zamierzał się nad tym rozwodzić dłużej niż to konieczne. Mike sobie świetnie radził i dopóki nie przypominał Filcha o poranku, nie trzeba było go niczym dźgać.
Roześmiał się w głos i suszył zęby. No tak, za Everettówną stali tylko Huncwoci i drapieżna pani prefekt.
- Łatwizna. Co to dla nas? Huncwoci? Dobre sobie. - znowu się roześmiał, ale już z mniejszą werwą, bo w sumie nie mieli z nimi najmniejszych szans. To sobie Everettówna znalazła opiekunów, do diabła z nią. Nie zna dnia ani godziny, gdy Asen ją znajdzie i w ciągu kilku słówek owinie sobie ją wokół palca. Jeśli się nie uda, to najwyżej do akcji wkroczy Jonathan i zagrozi spaleniem wszystkich skradzionych piór, jeśli nie umówi się na randkę z Asenem. Nie, żeby przyjaciel potrzebował jakiejkolwiek pomocy, ale warto mieć w zapasie plan B.
- Wiem o tym, kretynie. - wycedził przez zęby, nie patrząc mu w oczy, tylko przed siebie. O tak, Jonathan dobrze wiedział, że Porunn uchodzi za piękną. Tyle razy trzymał ją w ramionach (gdy niósł złożyć ją w ofierze Filchowi w zamian za wolność), tyle razy ją macał (chroniąc przyrodzenie przed odcięciem) i tyle razy ją obściskiwał (przy próbie złamania kości), że bardzo dobrze zapoznał się z urodą ślizgonśkiej wiedźmy. Nie chciał się do tego na głos przyznawać, bo to mogłoby wzbudzić u Asena atak histerycznego śmiechu. Najwidoczniej jednak przyjaciel był dzisiaj tępy i nie rozumiał tego, czego Prior nie mówił ustami, a wzrokiem. Ech, z kim on się u diabła zadaje?
- Dokładnie tak jak mówisz. Poza tym już jest przeze mnie zajęta, więc całe to gadanie o popapranych byłych jest bez sensu. - wzruszył ramionami, nie widząc po sobie, żeby mówił o Blake z większym zainteresowaniem niż na temat jedenastu poprzednich ex. Blackwood podzieliła się z nim swoją tajemnicą (co z tego, że przypadkiem, wbrew sobie) i choć jeszcze się z tym nie oswoił, to tylko dodało mu motywacji, aby ją w sobie rozkochać. Czemu by nie? Puchonki miały gorącą krew, wcześniej o tym nie wiedział. Jonathan musiał bardziej przyjrzeć się puchońskiej części dziewcząt. Dunbar, teraz Blackwood. Milutkie i skore do pomocy, o ile odpowiednio owinie się je sobie wokół palca. Dla Asena i Priora to pestka, mieli w tym niezłą wprawę.
- Myślę, że mnie konfudowała. Ale jest ruda... - mruknął z wyczuwalną słabością w głosie. Dla rudych zawsze znajdzie się czas na schowanie się w schowku na miotły. Tyle razy przerabiał ten temat z Asenem, że dzisiaj nie miał sił kolejny raz go wałkować. Machnął tylko ręką, zakładając z powrotem plecak na ramię. Do nozdrzy docierał zapach żarcia, co tylko pobudzało żołądek do wtórowania odgłosom wnętrzności Asena. Zarechotał jak i on.
- Pozwól, że zrzygam się później. Najpierw chcę jeść. - przyspieszył i zaczął zeskakiwać ze schodków po dwa, wyprzedzając Mikhaila. Pobiegł do Wielkiej Sali i zapakował się do pierwszego lepszego stołu, robiąc miejsca dla przyjaciela. Nie odrywając oczu od błyszczących talerzy wysłuchał jeszcze ostatnich przestróg.
- Spokojna twoja rozczochrana. Nie dostanę szlabanu, o ile mnie profesorek Watts nie złapie. O rezerwacji pamiętam, dlatego od wczoraj nic jesio nie wysadziłem. Planuję podrasować minigargulce... - uśmiechnął się porozumiewawczo do ślizgona.
Potem już nie rozmawiali. Rzucili się na faszerowane udka z kurczaka, pieczone ziemniaki w sosie grzybowym. Więcej im do szczęścia nie było już nic potrzebne.

[zt x 2 przystojniaki]
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 18:54

Oparł plecy o zimną ścianę i przybliżył umazane bliżej nieokreśloną mazią spodnie do twarzy, by w półmroku móc określić w jak złym są stanie i czy gdyby je teraz włożył to przykleiłyby mu się do tyłka. Wyciągnął różdżkę z jednej z kieszeni i chociaż przyniosło to marny skutek trzykrotnie wymówił zaklęcie czyszczące. Kilka plam w istocie zniknęło ale była to zaledwie kropla w morzu innych plam, więc powtórzył to jeszcze raz po czym przeklął pod nosem nad swoim smutnym losem, a następnie z miną cierpiętnika zdjął buty i wsunął klejące się jeszcze jeansy.
Mógł oczywiście poczekać na Tanję w samych bokserkach, nie przeszkadzało mu to. Był Mikhailem Asenem, który nic nie robił sobie z tego co myślą o nim inni bo przede wszystkim myśleli źle i gdyby miał się tym przejmować chyba popadłby w depresję.
Nie chciał jednak znów paradować przed nią w gaciach. Chciał wyciągnąć od niej wszystko co Alex Hall wygadywał jej za drzwiami do gabinetu, które przed chwilą za sobą zamknął. Chciał wiedzieć, czy zapytała po co Misza tam poszedł i chciał wiedzieć, co stażysta jej powiedział. Czy wyjawił jej że sypia z Asenem seniorem? Jak zareagowała? Mikhail czuł się dość niewygodnie z myślą, że ktoś poznał jego niefajną tajemnicę. Do tej pory wiedział o tym tylko Prior. Przez te długie i zimne miesiące tylko Jonathan słuchał o tym jak żałosne jest teraz życie Miszy bo jego stary okazał się gejem. Sam nie wiedział jak zareaguje, gdy to wszystko wyjdzie na jaw. A jeśli Tanja okaże się plotkarą? Jeśli Hall powiedział jej o swoim gejostwie, jeśli Everett przekaże to dalej (oczywiście w tajemnicy) na przykład swojej bliźniaczej wersji Taneshy, a Tanesha poda sekret jeszcze dalej i w efekcie dowie się cały Hogwart to... Co wtedy? Zmieniłby szkołę. Definitywnie. I zmieniłby przy okazji ojca, na takiego normalnego co to nie uwodzi pracowników zamku, w którym uczy się jego syn. Albo zmieniłby tożsamość.
Żeby tego uniknąć musiał więc poczekać na tym okropnym i ciemnym korytarzu, a potem musiał dowiedzieć się czy Tanja wie i co z tą wiedzą zrobi. A potem ewentualnie musiał ją zabić.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 19:54

Wizyta w gabinecie Halla w najśmielszych nawet snach nie zakładała aż takiego rozwoju wypadków. Jak już przyzwyczaiła się do myśli, że miała "bliskie" kontakty z Asenem i zielonym glutem, tak wiedza przekazana jej przez stażystę nadal mieszała w głowie. Nie mogła sobie poukładać w umyśle tych wszystkich nowinek. Gdyby wiedziała, że Misza stał i na nią czekał, zapewne obrałaby inną drogę. Nie miała ochoty toczyć z nim bezsensownej dysputy, a najprawdopodobniej sam jego widok wywołałby w Gryfonce odruch wymiotny. Zaniosła bluzę Halla do prania skrzatom, swoje ubranie ratując zaklęciami czyszczącymi. Spodnie udało się jednak odratować. Chcąc dać odpocząć myślom, zaczęła planować paskudną zemstę na Ślizgonie, gdy tylko go napotka. Nie spodziewała się, że natknie się na niego już za chwilę. Przystanęła przed zbroją na korytarzu, dostrzegając na rękawie bluzy odrobinę zielonej substancji. Wyciągnęła różdżkę i zaczęła wywabiać klejące się plamy. Nie miała zbyt wielu ubrań, musiała więc dbać o te co ma. Westchnęła cicho i ruszyła w dalszą drogę, momentalnie zauważając Ślizgona przy ścianie. Uniosła brew do góry, zaciekawiona tym faktem.
-Teraz już nie masz takiej odwagi paradować w majtkach po koytarzu, co? -rzuciła rozbawiona, chcąc minąć Ślizgona po tych słowach. Nie paliła się do rozmowy.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 20:40

Co ona robiła tam tak długo? Musieli prowadzić naprawdę poważne rozmowy. Wstyd się przyznać, ale Misza zaczął się nieco denerwować. Gdy tylko wychodząc z gabinetu uświadomił sobie, że Tanja należy do tego gatunku bystrych osób, które potrafią dodawać do siebie dwa do dwóch i być może zaczęła zastanawiać się skąd Hall zna rozmiary przyrodzeń w rodzinie Asenów, zbladł. Przeszedł jeszcze kilka kroków usilnie zastanawiając się co z tym faktem zrobić, po czym wymyślił, że poczeka na Everett na następnym piętrze, przez które prowadziła droga do dormitorium gryfonów. Tanja będzie przechodzić tym korytarzem a Misza wtedy ją po prostu zaczepi i o wszystko ją wypyta. Musiał wiedzieć. Przerażała go myśl, że ktoś poznał jego tajemnicę. Sprawę pogarszał fakt, że tym ktosiem była dziewczyna, która mu się podobała. Jeśli będzie miała nad nim przewagę Mikhail tego nie zniesie.
Wreszcie na piętrze dało się słyszeć kroki. Odwrócił głowę w kierunku z którego dobiegały odgłosy i już po chwili mógł dostrzec dziewczęcą postać kierującą się w jego stronę, tak jak wcześniej założył.
Nie ruszył się jednak. Poczekał, aż pierwsza go zauważy, bo ostatnie czego teraz pragnął to Tanję przestraszyć. Mogłaby odruchowo rzucić w niego jakimś urokiem (chociaż i tak już go przecież zauroczyła hehehe), a ślizgon i tak miał już dość magii na dziś.
Uśmiechnął się krzywo choć w nikłym blasku świec dobiegającym z kandelabr jego uśmiech wydawał się być bardziej zwyczajnym grymasem.
- Nie chciałem po prostu przeziębić mojego przyjaciela - powiedział swobodnym tonem, który był jednak tylko pozornie lekki. W głębi duszy denerwował się tak bardzo, jak jeszcze nigdy się w życiu nie denerwował.
Nie miał bladego pojęcia jak zacząć. Jak podjąć niewygodny temat by przypadkiem nie zdradzić się przed Tanją w razie gdyby jednak o niczym nie wiedziała. Zrównał się z nią gotów odprowadzić dziewczynę pod samo tajemne wejście do jej Pokoju Wspólnego byleby tylko dowiedzieć się prawdy. Postanowił spróbować swoich sił z całkiem innej strony, dlatego też drapiąc się po karku zapytał:
- Co powiesz na kawę w najbliższą sobotę? Obiecuję być miły. A przynajmniej obiecuję się postarać. - Uśmiechnął się, gratulując sobie w duchu. To mógł być dobry sposób, bo Everett mogła teraz stwierdzić, że nigdy w życiu, bo ma ojca geja. Mogła powiedzieć, że po jej trupie, bo nie spotyka się z synami innych ojców. Mogła odmówić ze względu na to co usłyszała w gabinecie Alexa ale oczywiście istniało ryzyko, że odmówi bo Asena po prostu nienawidzi. Chłopak zakładał taką możliwość i wcale by się nie zdziwił gdyby otrzymał odpowiedź w stylu "chyba cię pogięło". Musiał jednak spróbować, a jeśli przy okazji jednak uda mu się nakłonić Tanję na randkę to upiecze dwie pieczenie na jednym ogniu, prawda?
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 21:34

Nigdy nie przeszło jej przez myśl, aby zaraz pobiec do kogoś z faktem, że ojciec Asena woli facetów. Chociaż nie lubiła Miszy, nie byłaby na siłach aby zrobić komuś takie świństwo. Mówiąc o Asenie seniorze, jednocześnie wyjawia sekret o Hallu. Nie chciałaby tego. Nie rozumiała robienia komuś złej opinii za plecami. Wykorzystywanie takich sekretów było poniżej pasa. Wolała zostawić sobie tę tajemnice do grobu. Gdyby tylko znała myśli Asena, najpewniej od razu by go upewniła, że do niczego jej ta wiedza i poszłaby swoją drogą. Teraz musiała domyślać się jego intencji, a każda kolejna nie napawała ją dobrą myślą. Te dziwne sytuacje, jakie miały miejsce w gabinecie napawały ją... lękiem. Nie bała się samego Ślizgona, a raczej jego zamiarów. Jakakolwiek bliskość rodu męskiego, którego intencji nie znała powodowała, że przybierała postawę obronną. Złe wspomnienia z Grossem budziły w niej strach. Jak reagował przerażony lew? Ryczał i wyciągał pazury. Tak samo robiła Tanja.
Gryfonka uśmiechnęła się ironicznie na wzmiankę o przyjacielu.
-Byłaby to niebywała strata. Czym byś myślał? -zapytała z przekąsem, zwalniając nieco krok. Nie chciała z nim rozmawiać, ale ten gryfoński zadzior nie pozwalał jej odejść bez słowa. Ta cholerna duma. Kiedy Misza się z nią zrównał, gdy kontynuowała spacer ku wieży, odruchowo się odsunęła o krok. Nie chciała okazywać obawy, która by zdradziła, czemu nie chce mieć kontaktów z Asenem.
-A Ty gdzie? Lochy są w drugą stronę. -zrugała go. Wysłuchała propozycji jaką złożył, komentując go uniesieniem jednego kącika ust ku górze. Ze złośliwym błyskiem w oku. Położyła dłonie na biodrach, przyjmując bojową postawę.
-Asen, postawmy sprawę jasno. Nie lubię Cię, Ty nie lubisz mnie. Po co więc ten wybieg? Chcesz czegoś ode mnie? Jeśli tak to powiedz wprost, ja Ci odpowiem i każdy pójdzie w swoją stronę. Tacy jak TY nie chodzą na kawę z kimś takim jak JA. -odpowiedziała, krzywiąc się. Nie lubiła nieszczerości. Od Ślizgona na kilometr śmierdziało fortelem. Pytanie tylko, o co toczyła się ta gra.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 22:19

Asen myślał swoimi kategoriami. Kategoriami ślizgonów. Wychowankowie Slytherinu nie mieliby oporów przed zdradzeniem Asenowego sekretu i to właśnie był chyba podstawowy powód dla którego nie przyjaźnił się bliżej z nikim ze swojego domu. Dlatego właśnie jego jedynym kumplem był gryfon. Dlaczego więc nie pomyślał o tym zanim zaczął podejrzewać ją o te tak bardzo niehonorowe rzeczy? Nadal obawiał się wyjawienia sekretu. Nadal chciał wiedzieć czy Tanja jest w posiadaniu informacji, których nie powinna znać. Misza nie wiedział o bliskich relacjach jej i Halla, toteż nie miał pojęcia, że to dla jego dobra nigdy podzieliłaby się nimi z nikim innym.
Tym razem naprawdę się uśmiechnął. Słysząc sarkastyczną odpowiedź Everett nie mógł nie unieść kącików ust, bo było to silniejsze od niego. Już prawie nawet zapomniał po co tu na nią czekał, bo zaczął myśleć o tym jak bardzo zdążyła go zaskoczyć w zaledwie pół godziny. Zarówno w gabinecie Alexa jak i teraz pokazywała, że nie jest stereotypową gryfonką, której jedynym życiowym celem jest ocalenie świata. Pokazywała charakterek i Misza zaczynał to doceniać. Zaczynał zastanawiać się dlaczego do tej pory umawiał się z takimi nudnymi pannami mając pod nosem całkiem bystrą i wyrazistą Tanję.
- Możesz nie wierzyć, ale czasami używam też głowy - odparł w odpowiedzi przybierając ten sam, co dziewczyna ton. Może i uchodził za łamacza serc ale nie był pogromcą dziewic. W zasadzie miał podobnie jak Prior. Szukał. Jego priorytetem był wygrany mecz a nie bzykanie. Dziewczyny były dodatkiem do wizerunku, ale gdyby zdarzyło mu się spotkać dziewczynę, dla której straciłby głowę pewnie zmieniłby zdanie. Jak żył jeszcze takiej nie poznał, choć razem z Jonathanem usilnie starali się udowodnić, że w tym zamku istnieją jeszcze normalne dziewczyny, które oprócz świecenia biustem mają jeszcze coś do powiedzenia.
- Ja... - zawiesił się chwilę szukając w głowie dobrej odpowiedzi. - Chciałem cię przeprosić! Serio. Za moje zachowanie w gabinecie, że cie zmacałem bez twojej zgody - w półmroku błysnął uśmiech Miszy, który w zasadzie nie kłamał aż tak bardzo. Może i faktycznie wpadł na pomysł przeprosin przed chwilą, ale nikt nie mógł mu zarzucić, że robił to nieszczerze.
- Tacy jak ja? Czyli jacy? - zdziwił się. Osobiście nie uważał by w szkole nastąpił jakiś podział na jednych i drugich. Tym bardziej jeśli chodziło o dziewczyny. Nigdy żadnej nie skreślał NO CHYBA, że zdążyła być ofiarą Priora. Nie mieszali się w swoje miłosne podboje. Zasady to zasady.
Tanja jednak zadała pytanie, które przypomniało Asenowi dlaczego tu w ogóle tkwił. Przystanął, zastanawiając się, czy dalej owijać w bawełnę, czy nie. Everett przejrzała go na wylot i nie zajęło jej to dłużej niż trzy sekundy. Robienie z siebie debila chyba nie miało już najmniejszego sensu.
- Chciałem zapytać o czym rozmawiałaś z Hallem. No i umówić się z tobą. Nie wiem dlaczego uważasz, że cię nie lubię.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
IV piętro
-