IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Korytarz   Sob Lut 15, 2014 6:39 pm


Prowadzi na piętro drugie i na parter. Oraz do tajemniczego przejścia, jeśli wiesz gdzie patrzeć, co dotykać, z kim rozmawiać. Schody żyją tu własnym życiem, obrazy spoglądają na Ciebie z góry, żyrafa pokazuje Ci język i oblizuje się, jakbyś był smacznym kąskiem, a latający niedaleko Gruby Mnich goni Cię, abyś z nim porozmawiał o tym, jak bardzo trzeba kochać Irytka i okazywać miłość Ślizgonom.
Te schody są bezpieczne, nie mają fałszywych schodków. Spiesz się jednak z przemieszczeniem, bo jeszcze tu utkniesz!
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lut 16, 2014 10:03 pm

Co jeszcze cudownego mogło ją spotkać w tym dniu? Pobiła dzisiaj rekord prędkości w ubieraniu się. Nie sądziła nigdy, że ktoś popełni taki fatalny błąd jakim jest wejście pod prysznic.... i nie dość, że ona tego kogoś sobie obejrzy, to ten sam osobnik obejrzy sobie ją.
Haaaa, ale najważniejsze. To był Evan Rosier. Kręcąc głową z niedowierzania w swój pech, wyszła z szatni i wyjęła z kieszeni paczkę papierosów. Raczej M-papierosów, czarodziej jednak lubił zmieniać na lepsze to co było dziełem mugoli. Podpaliła go końcem różdżki i wypaliła prawie natychmiast. Błogie uczucie rozeszło się po jej ciele i uspokoiło ją. Wolała juz nie wracać do tej sytuacji mając nadzieje, że i Evan dotrzyma tajemnicy. Lepiej, by to nie wyszło poza ich dwójkę.
Niedopałek papierosa wylądował gdzieś w trawie, jeszcze zanim otworzył drzwi wejsciowe do zamku. Po krótkim namyśle lepiej było udać się w poszukiwaniu Chiary, któej dosyć długo nie widziała i miała nadzieje gdzieś ją jednak spotkać...
Nie była świadoma, co sie działo w życiu przyjaciółki... ale może to dobrze? Dobrze, że nie musiała być świadoma wyboru, który dotknie ją tak mocno za parę lat? Może nieco wcześniej? Kiedy okaże się, że wzajemnie wycelują w siebie różdżki po przeciwnych stronach barykady?
Kto wie...
Dostała się już na pierwsze piętro, skoncentrowana na tym, by wyzbyć się resztek adrenaliny z niedawnego spotkania pod prysznicem.. ale jednak miał kawał ciała. Uśmiechnęła się do swoich myśli i poprawiła ramię od torby, przygotowując się na dalsze poszukiwania.
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lut 16, 2014 10:08 pm

Co jeszcze cudownego mogło ją spotkać? No cóż, zakładam, że wiele takich potencjalnych wydarzeń czaiło się w zakamarkach Hogwartu. Ostatecznie zaliczyła jedynie konfrontację z Rosierem, więc zostawał jeszcze zawsze Filch, Pani Norris, Irytek oraz kilka setek uczniów, z których trzy czwarte było wysoce irytujących i męczących. Przynajmniej zdaniem Chiary, które mogło być jednak nieco przerysowane, jako że w swoim życiu rozmawiała jedynie z ograniczoną liczbą osób w Hogwarcie, z których większość wliczała się do rzeczonej jednej czwartej osobników do zniesienia.
Mogło jednak ją spotkać coś istotnie przyjemnego, takiego jak na przykład spotkanie z krukońską przyjaciółką, która w tej właśnie chwili okupowała jeden z szerokich parapetów korytarza, zaczytana w grubą księgę napisaną jakimiś niesamowitymi runami. I o ile wydawała się pochłonięta lekturą, to musiała jednak zwracać pewną uwagę na otoczenie (albo miała nadludzki szósty zmysł), bo na jej ustach pojawił się lekki uśmiech kiedy Jass wkroczyła w korytarz. Przez chwilę przyglądała się dziewczynie niezauważona, potem zaś zsunęła się z parapetu i podążyła za nią, z każdym krokiem zmniejszając dzielącą je odległość, aż w końcu mogła szepnąć jej do ucha.
-Wyglądasz jakbyś miała nieczyste myśli. Jeśli rozmyślasz o kimś nagim, to mam nadzieję, że jestem to ja, albo zrobiłaś przynajmniej zdjęcie. - objęła Jasmine w talii i zrównała się z nią krokiem. Ona także cieszyła się z tego nieplanowanego spotkania. Dawno przyjaciółki nie widziała i można by chyba nawet powiedzieć, że się za nią stęskniła w stylu di Scarno. Oczywiście zawsze pozostawało jej spoglądanie na delikatny pierścionek na wskazującym palce lewej dłoni, połączonym za pomocą zaklęć z bransoletką dziewczyny, ale ostatecznie nie było to to samo, co przebywanie z żywą, mówiącą osobą.
Teraz zaś moment tego typu odprężenia bez dwóch zdań mógł się okazać przydatny. Bo wyglądała na zmęczoną i zatroskaną i nieco mniej skoncentrowaną niż zwykle. Choć prawie wszystkie siniaki znikły już od tamtej wyprawy do Czarnego Zamku, a rozcięcie na czole zagoiło się jakiś czas temu fizycznie więc powróciła do swego rodzaju normy, bo szczupłość i bladość były u niej czymś zupełnie normalnym, psychicznie jednak czuła się faktycznie dość rozbita. Jakby potrzebowała czegoś, co ostatecznie przełamałoby ten wewnętrzny impas, który pojawił się już jakiś czas temu i wciąż jeszcze nie potrafiła znaleźć na niego żadnego sposobu, który nie zakładałby jej śmierci bądź przynajmniej poważnego cierpienia.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lut 17, 2014 8:09 pm

Włosy stanęły Jas dęba, kiedy ktoś zaburzył jej sferę intymną... lecz znajomy zapach i ciepły oddech prawie od razu ukoiły spięte nerwy. Doprawdy, czy ona nie mogła wejść pod ten cholerny prysznic tylko Rosier? Jasmine uniosła kącik ust do góry, czując subtelny dotyk na swej tali wywołany dłonią Krukonki. Vane nie mogła sobie odmówić rewanżu w postaci takiego samego gestu. Zaczepiła końcówki palców o kieszeń w spodniach Chiary ot.. dla zabawy, czyż nie? Uspokoiła swój krok.. gdzie miała się spieszyć, skoro znalazła cel swej wędrówki?
-Uwierz mi, że gdybyś to była Ty, mój uśmiech byłby bardziej subtelny, a dwa górne guziki bluzki rozpięły się z nadmiaru szczęścia... -mrugnęła do dziewczyny, czując jak napięcie z wolna ustępuje. Pozwoliła sobie skierować siebie i przyjaciółkę na ostatni z szerokich parapetów. Nie oderwała jednak ręki, opierając się bokiem o rant kamienia.
-Zdjęcia też nie zrobiłam i trochę żałuję, było by czym oblepić ściany pokoju wspólnego Slytherinu. -Vane wsunęła się bokiem na parapet, rozwalając się wygodnie. Jej uśmiech nieco zbladł, a lewa powieka drgnęła. Nadal miała za złe Evanowi, że zmusił ją do poczucia wstydu i zmieszania. Najgorsza mieszanka świata.
-Wyobraź sobie, że pan... EVAN ROSIER, i nie, to nie jest żart, bezczelnie się... -tu zrobiła palcami w powietrzu znak cudzysłowia. -...pomylił się i wlazł do mojej kabiny, gdy akurat brałam prysznic. -prychnęła na końcu, na nowo przypominając rozjuszona kotkę. Na samo wspomnienie tej sytuacji, potarła nadgarstek, za który trzymał ją Ślizgon. -Marne pocieszenie, że uznał, że mam całkiem niezłe ciało pod materiałęm szat. Ładna mi pomyłka, zacznę się kąpać w jeziorze, tam mnie podejrzy tylko wielka kałamarnica. -zdmuchnęła z oczy zawadzajacy kosmyk czarnych pukli. Faktycznie, Jasmine jeszcze długo nie będzie mogła przychylnie spojrzeć na kapitana, nawet jeśli uwierzy w jego rzekomą pomyłkę.
Gdyby była świadoma jakie relacje wiążą Chiarę oraz Evana.. gdyby miała chociaż cień podejrzenia... chyba nigdy by tego nie powiedziała. Jednakże w przyjaźni liczyła się szczerość... albo coś mówisz szczerze, albo nie mówisz tego wcale. Maksyma Vane, której się bardzo mocno trzymała. Może dlatego częściej milczała..
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lut 17, 2014 9:44 pm

Jak cudownie jest znać kogoś dość dobrze, aby wiedzieć w jaki sposób można go skutecznie acz niegroźnie podrażnić. W przypadku Jasmine sprawy miały się zaś wyjątkowo dobrze, ponieważ dziewczyna w niektórych kwestiach przypominała Chiarze ją samą, a to na pewno ułatwiało knucie i spiskowanie. Przez chwilę zastanawiała się nawet czy to nieoczekiwane wkroczenie w jej osobistą przestrzeń nie skończy się w podobny sposób jak wcześniej dla Evana, ale całe szczęście miała lepsze chody niż Ślizgon i zakończyło się tylko na przyjemnym dotyku dłoni, na jej okrytym szortami pośladku. To nawet nie wyglądało jak kara!
-Na myśl o mnie twój biust automatycznie się powiększa? - zapytała przekornym szeptem, a potem uśmiechnęła się złośliwie. -Zakładam, że nie zdradzasz swoim partnerom w jaki sposób to robisz, raczej nie byliby zbyt szczęśliwi. - dodała po chwili, zdając sobie równocześnie sprawę, że odpowiedź Ślizgonki oznacza, iż faktycznie rozmyślała właśnie o kimś nagim. A to było... Cóż, równie niepokojące co ciekawe. Chiara miała tylko nadzieję, że nie jest to żaden Puchon o samobójczych skłonnościach.
Kolejne zdanie Jasmine przebiło się do jej umysłu w postaci pierwszego dzwonka alarmowego, ale przecież nie mogła jeszcze owego golasa w głowie przyjaciółki sprecyzować jako Evana. Zamiast tego uśmiechnęła się z pobłażaniem i lekceważąco odparła.
-Skoro to nie ja, to szkoda by było ładnej tapety. - nie oznaczało to, że chciałaby aby jej nagie zdjęcia ozdabiały jakiekolwiek ściany w Hogwarcie. Właściwie czyjekolwiek. Nie żeby miała cokolwiek do pornografii, ale jakichś powodów w kwestii umieszczania jej w przestrzeni publicznej miała dość konserwatywne zdanie.
Wsunęła się zgrabnie na parapet obok przyjaciółki i... prawie z niego spadła kiedy doszło do niej znaczenie niespodziewanego oświadczenia Jasmine. Zastanawiał ją zwłaszcza ten "przypadek". Kto bowiem jest na tyle głupi, aby nie zauważyć, że w kabinie ktoś jest. Cała ta sprawa z szumem wody, naturalnym hałasem wydawanym przez każdą żywą istotę i zapachami kosmetyków sprawiała, że podobne wyjaśnienie było raczej mało realne. Z drugiej strony nie mogła się dziwić, że Evan chciałby popatrzeć sobie na nagą Jass, nie pasowało jej to absolutnie, ale dziwić się nie mogła. Tyle, że skąd właściwie mógłby wiedzieć, że to właśnie ona jest w środku? Jakoś nie mogła sobie wyobrazić Ślizgona czyhającego na moment, w którym Vane pójdzie pod prysznic, tylko po to aby ją sobie obejrzeć. Należało jednak jakoś zareagować, bo milczenie z jej strony mogło spowodować jedynie niepotrzebne (choć przecież prawdziwe) podejrzenia, więc zamiast wpadać w furię, albo depresję, uśmiechnęła się lekko i dłonią odgarnęła opadające na twarz Jas kosmyki, przy okazji muskając palcami jej policzek.
-Jak dla mnie to całkiem konkretnie pocieszenie. I święta prawda. - stwierdziła gładkim tonem, usadawiając się na parapecie nieco stabilniej i starając się powściągnąć rozbiegane myśli.
-Ale teraz już zupełnie nie wiem co miałaś na myśli mówiąc o oblepianiu ścian zdjęciem. Takie zaśmiecanie przestrzeni... Toż to marnotrawstwo! - dodała złośliwie, choć w ten sposób dając upust tym emocjom, które świadczyły o tym, że Chiarze wcale nie było obojętne kogo ogląda Rosier w stroju Ewy.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lut 17, 2014 11:45 pm

Czy wyczuła w gestach i minie przyjaciółki coś podejrzanego? Chociażby nić szansy, że zna Evana trochę lepiej jak kolegę z domu Węża? Nic, kompletnie nic... chociaż... Jasmine zawiesiła wzrok na Chiarze, gdy ta dziwnym trafem nie umiała wskoczyć na parapet za pierwszym razem. Uznałą to za coś na wzór.. przywidzenia. Kto nie znał Evana? Znali go wszyscy, bardziej z tej złej, jak dobrej strony.
Może to wywołało taką, a nie inną reakcje? Sama by spadła z parapetu na wieść, że jej przyjaciółka miała okazję pooglądać Evana w stroju Adama. Było by to niedorzeczne, ale i... intrygujące.
Uśmiechnęła się konspiracyjnie do Chiary. Nie mogła wyzbyć się jawnej sympatii do Chiary, z którą co prawda była parę miesięcy.. ale był to związek bardzo burzliwy oraz namiętny. Tego, czego nauczyła się przy Chiarze... jak poznała jej oraz swoje ciało.. tego Jas nikt nie zabierze. Nawet teraz, gdy ta myśl tylko przełknęłą przez jej rozum, poczuła fascynujący dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa.
-Takie słowa z Twoich ust to najlepsze pocieszenie. -dotyk palcy na policzku był bardzo kojący. Nie ma co ukrywać, Jasmine była wrażliwa na subtelne doznania jakie di Scarno dosyć często, nawet po zerwaniu jej fundowała.
Roześmiała się wesoło, gdy Chi złośliwie skomentowała jej pomysł o tapetowaniu ścian. Vane pokręciła głową z rozbawieniem.
-W sumie nie ma tragedii,może nie ma super hiper wielkich mięśni... ale interes ma niczego sobie. -znajomy ognik zabłysnął w jej ciemnych oczach. Oparła brodę na zgiętym kolanie Chiary by bez pardonowo spoglądać na jej biust.. i łaskotać opuszkami palców skórę nóg.
-Twoje zdjecia bym zostawiła dla siebie i przeglądała je w samotne noce przy lampce wina. -odgryzła się uroczo. Z zewnątrz może to wyglądało jak dokuczanie sobie dwóch przyjaciółek.. ale one wiedziały, jakie tło miała ta rozmowa.
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lut 18, 2014 1:01 am

To już nie można nawet trochę się omsknąć w swoich obliczeniach, żeby nie wzbudzić czyichś podejrzeń! Przecież każdy miał prawo nie trafić na parapet dokładnie pod takim kątem, pod jakim planował i nie koniecznie dlatego, że jego myśli zajmowały nagle inne sprawy niżeli kierowanie własnym ciałem. Wszyscy wiedzieli, że zna Evana. To nie było żadną tajemnicą, zdarzało im się z resztą zamienić kilka słów publicznie, jednak były to kontakty tak powierzchowne, że nikt by się nie domyślił, co się za nimi kryje. Chiara miała z resztą szerokie kontakty w Slytherinie, więc dziwne by było, gdyby akurat jego nie kojarzyła. O tych wszystkich imprezach, na których zmuszano ją do jego towarzystwa nie wspomniawszy. Wyobrażanie go sobie nago zapewne nie zrzuciłoby jej z parapetu, ale wiadomość, że ktoś inny go w takim stanie oglądał to już inna sprawa.
Krukonka nie była z natury zazdrosna, miała wielu chłopaków, z niektórymi z nich nawiązywała romanse, ale nigdy jej nie przeszkadzało jeśli nie byli jej wierni. Przynajmniej nie w sensie emocjonalnym, bo nie kalała swojego ciała kontaktami z jakimiś podejrzanymi typami, którzy nie potrafili upilnować swojego interesu. Nie raniło jej to jednak osobiście. W tym przypadku czuła się trochę inaczej niż zwykle, ale składała to na karb tego, że Rosier nie wpakował się pod prysznic komuś tam, tylko konkretnie Jasmine Vane, która bez dwóch zdań nie była jej całkiem obojętna.
Wciąż jeszcze, choć przecież minął już ponad rok odkąd się rozstały. Może to dlatego, że (nie licząc Neila) była jej jedyną "miłością", z którą wciąż utrzymywała tak bliskie i tak ciepłe stosunki. Nie szczędziła jej dwuznacznych słów i dotyku, uważała bowiem za śmieszne udawanie, że nigdy nic się pomiędzy nimi nie wydarzyło. A skoro znały się tak dobrze i tak dokładnie, to przecież nic dziwnego nie było w ich zachowaniu, prawda? A jeśli ktoś miał z tym problem, cóż... to jego problem.
-Nie mów, że trzeba cie pocieszać... - stwierdziła rozbawiona -Nie jesteś małą dziewczynką, nie mów, że widok cię zszokował? - zadrwiła przyjacielsko z Jasmine, woląc nie wnikać w to jak konkretnie zachowała się dziewczyna kiedy Rosier wparował do jej kabiny.
Jej oczy drgnęły w czymś pomiędzy histerycznym rozbawieniem a szokiem, kiedy dotarły do niej kolejne słowa przyjaciółki? Hiper Super Mięśnie, interes niczego sobie? Czuła się trochę surrealistycznie, bo nie dość, że rozmawiały o Evanie, co w takim kontekście już samo w sobie było po prostu osobliwe, to na dodatek tak się jakoś składało, że to właśnie z tym chłopakiem ostatnimi czasy sypiała.
-Zaczynam żałować, że jednak nie zrobiłaś tego zdjęcia. Niektórym osobom w tej szkole przydałaby się lekcja anatomii. - zadrwiła zebrawszy się w sobie i począwszy już układać plan kolejnej rozmowy z Rosierem. Musiała go poprosić aby zaczął o siebie dbać, skoro inne dziewczyny uważają jego mięśnie za nieco zwiotczałe.
-Jego możemy użyć jako modela okolic krocza, do prezentacji mięśni brzucha i klatki piersiowej nominuję Blackriversa. - dodała po chwili, stanowczo usiłując zachować się jak na nastolatkę przystało. Nijak nie skomentowała ni wzorku ni dotyku Jasmine, nie usiłując jej także powstrzymywać. Takie zachowania były dla nich typowe. Przeważnie balansowały na granicy przyzwoitości, albo nawet ją przekraczały.
-Samotne noce? - zadrwiła cicho słysząc ripostę przyjaciółki, którą niestety dla niej dało się obrócić na jej niekorzyść. -Zamiast dogadzać sobie marnym substytutem mojej osoby w postaci zdjęcia, zawsze możesz po prostu poprosić o spotkanie. Żadna fotografia nie oddaje moich licznych atutów. - dodała z nutką autoironii w głosie. Nie była narcyzem. Egoistką i osobą pewną siebie - tak, ale narcyzem na pewno nie.
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lut 18, 2014 10:31 pm

Matthew Finnigan położył się spać dosyć późno, bo o godzinie drugiej w nocy, jako że w ogóle nie dopadało go uczucie senności. Ostatnio cierpiał na bezsenność. Potrafił siedzieć do czwartej w nocy i czytać różne książki z zakresu zielarstwa albo przyglądać się bez sensu swoim poruszającym się figurkom smoków. Nie miał jeszcze pojęcia czym jego stan jest spowodowany, nie przyszło mu do głowy to, iż może chorować na to samo, co jego matka. Na razie dolegliwości nie były bowiem zbyt dotkliwe, może prócz tego, iż po powiekach Puchona było widać, że nie śpi zbyt dobrze. Były sine i lekko opadały, podobnie jak u osoby uzależnionej od narkotyków, ale czy insomnia nie mogła przynieść podobnych skutków? Niektórzy zapewne byliby zaskoczeni tym, jak daleko może zajść zwykła bezsenność. Matt miał za to powoli przekonywać się o jej tragicznych skutkach. Kiedy już zasnął około godziny piątej, nie miał nawet świadomości tego, iż nie leżał w łóżku nawet trzydziestu minut. Zaczął się ubierać. A dokładniej zdjął piżamę i założył na siebie jeansy oraz koszulę i czarną szatę z godłem swojego domu, wziął torbę z książkami, po czym opuścił pokój wspólny Hufflepuffu. Wyglądał na zupełnie normalnego chłopaka, który wybrał się na nocną przechadzkę, ale czy tak było naprawdę? Nie. Każdy, kto rozmawiałby w tej chwili z Finniganem niestety nie byłby przez niego zapamiętany, no chyba, że pojawiłby się w jego śnie, ale i tak zapewne pod inną postacią i w zgoła odmiennej sytuacji. Śnił właśnie smacznie o młodej di Scarno, do której wreszcie odważył się podejść, a dziewczyna zgodziła się na spotkanie. Zobaczyli się w środku nocy w jednej z wieży, gdzie Matthew wyczarował jej bukiet kwiatów. Dużo rozmawiali, głównie o quidditchu oraz o tym, że Chiara lubi pływać w jeziorze nago. Bez sensu, prawda? Ale to był tylko sen, a siedemnastolatek nie miał o tym zielonego pojęcia. Obudził się bowiem nad ranem na ławce na błoniach, zmarznięty zresztą, bo temperatura w nocy niestety tak samo wysoka jak w ciągu dnia nie była. Naiwnie przekonany o tym, iż spotkał się z Krukonką w nocy, a później po prostu poszedł się przejść i usnął gdzieś na dworze, wszedł do szkoły i wyruszył na pierwsze piętro w niewiadomym celu. Właściwie, to chyba podświadomie szukał Lancastera, chcąc mu opowiedzieć o tajemniczym spotkaniu z panną di Scarno, które na jego nieszczęście, miało miejsce jedynie w jego pokręconej głowie. Nie odnalazł jednak swojego Puchońskiego przyjaciela, natomiast jego oczom ukazały się dwie dziewczęce postacie, z czego na widok jednej z nich, jego serce zaczęło bić mocniej. Ale… przecież spędzili miły wieczór, więc nie powinien tym razem obawiać się tego, aby po prostu do niej podejść i zagadać, czyż nie? Ah, jak bardzo się mylił. Gdyby tylko wiedział, że w rzeczywistości nigdy nawet nie miał okazji jej się przedstawić. Na swoją zgubę podszedł pewnym krokiem do Chiary i Jasmine.
-Hej. Przepraszam, że przeszkadzam w rozmowie. – rozpoczął tak, jak nakazywała to kultura, bo przecież widział już z daleka, że dziewczyny rozmawiają, a on, jakby nie patrzeć trochę się wtrącił. Dopiero teraz zdał sobie sprawę z tego, że ta druga może go nie kojarzyć. Dlatego wyciągnął rękę w kierunku Jasmine i przedstawił się swym imieniem i nazwiskiem, święcie przekonany, iż di Scarno poznała je już wcześniej, godząc się na wieczorne, a w zasadzie nocne spotkanie w wieży. Swoją drogą, dość dziwne było to, że nie wydało mu się podejrzane, iż ich pierwsza rozmowa, jak i spotkanie miały miejsce dzisiaj w nocy. No bo jak… spotkał ją po drugiej na szkolnym korytarzy? Cóż, jego sen w związku z chorobą był jednak na tyle realistyczny, że Puchon nie zorientował się, iż powoli zaczyna mieć problemu z odróżnieniem go od jawy.
-Chiaro, znajdziesz może dzisiaj wieczorem dla mnie trochę czasu? Zapraszam na piwo kremowe. Poza tym, mam dla Ciebie tę książkę o wodnych stworzeniach, o której mówiłaś. – dalej brnął w to, co wiedział tylko on sam. Uśmiechnął się jednak delikatnie przy tej wypowiedzi, nie obawiając się nawet ze strony panny di Scarno takiego zachowania, jakie sugerowały początkowo listy. Wtedy było mu cholernie przykro, miał ochotę wypłakać się w swojej sypialni w pokoju wspólnym Hufflepuffu. Wreszcie stwierdził, że może Chiara uznała go po prostu za tchórza i dlatego była niemiła. Stąd też postanowił, że tym razem rozegra to inaczej. Podszedł do niej, rzeczywiście, szkoda tylko, że po raz pierwszy we śnie, a teraz bredził o jakiejś książce, o której Krukonka zapewne w ogóle nie miała pojęcia. Dość skomplikowana sprawa.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 19, 2014 12:33 am

Spojrzała wymownie do góry. Taaak... widok męskich organów nie jest dla niej zaskakujący, w końcu miała swoje naście lat i pierwsze podboje za sobą.
Kontakty cielesne nie były jej obce, chociaż bardzo szanowała swoje ciało, nie każdy dostępował zaszczytu poznania smaku jej ciała... jak do tej pory dwie osoby. Jedną z nich była właśnie Chiara. Na wzmiankę o Blackriversie, Jasmine aż cicho zamruczała i uśmiechnęła się błogo.
-Chiara, nawet mi nie mów, proszę Cię.. będe miała mokre sny z Daemonem w roli głównej.... to ciało... czasem mam okazje go podotykać, ale głównie wtedy, gdy chce mu przywalić za wrzucenie mnie do jeziora albo oblanie wodą na korytarzu... -pokręciłą głową z westchnieniem, majace oznaczać "jaki on jest dziecinny!"
-Zawsze mogę wpaść do wieży Ravenclawu i po omacku znaleźć Twoje łóżko? -zapytała, co przyjaciółka powie na taki rozwój zdarzeń. W sumie Jasmine nie pogardziłą by jedną nocą spędzoną razem.. ale bez jakiś zboczeń, nie miałą w zwyczaju nakłaniać do tego, czego nie chce druga strona.
I może dalszy bieg tej konwersacji byłby równie uroczy i ekscytujący, gdyby nie pojawienie się.. jakiegoś smarkacza. Jasmine oderwała wzrok od przyjaciółki i spojrzała wymownie na chłopaka. Nie kojarzyła go jakoś szczególnie... chociaż.. może.... na samą myśl o tym, ze to jest aby Puchon, poczułą nieprzyjemne dreszcze na plecach.
Jas spojrzała na wyciągniętą ku niej rękę i uniosła brew do góry w geście niezmiernego zdziwienia. Nie uścisnęła dłoni... oj nie.
-Taaak... niezmiernie MIŁO... Ciebie poznać... -mruknęła i obejrzałą się na Chiarę, chcąc zapytać, skąd faceta zna i co do cholery tutaj robi.
Jej szok było o wiele wiele większy, gdy okazało się, że chłopak zapraszał Chiarę na piwo i mówił o jakiejś książce dla niej...
Vane zamrugała zaskoczona i przyjrzałą się Mattowi.
-Czekaj czekaj podlotku.. nie przesłyszałam się? Zapraszasz Chiarę di Scarno na piwo kremowe? -wróciłą spojrzeniem do przyjaciółki, nie kryjąc rozbawienia. -Chi, zaskakujesz mnie niezmiernie... chyba trochę zmienił Ci się gust. -jawna kpina w jej głosie była celowa. Jakim cudem Puchon mógł liczyć na jakieś specjalne względy u Chi... ona nie wiedziała. Uszczypnęłą się chcąc obudzić sie z tego nierealnego snu.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 19, 2014 1:22 pm

Doświadczenie Chiary w zakresie męskiego ciała było nieco bogatsze niż w przypadku Jasmine. Jakby na to nie patrzeć związek z di Scarno niewiele pomógł Ślizgonce w tej kwestii, a poza nią najwyraźniej ograniczyła się do jednego Wyatta, który wedle skali ocen Krukonki nie plasował się zbyt wysoko, czego oczywiście nie miała powodu w tej chwili oświadczać. Widząc reakcję przyjaciółki na myśl o Deamonie uśmiechnęła się z pobłażaniem, przez moment czując nawet jakąś mroczną potrzebę wyjawienia Vane, że miała niewątpliwą przyjemność sypiać z oboma panami, nawet niejednokrotnie. Zastanawiała się kilka sekund nad jej potencjalną reakcją, ale ostatecznie stwierdziła, że woli nie wyjawiać równie intymnych szczegółów swojego życia, nawet jeśli Jas była najbardziej odpowiednią po temu osobą, bo ostatecznie również od takich rozmów ma się w końcu przyjaciółki, prawda? Zamiast więc rozwodzić się nad swoim życiem seksualnym postanowiła skupić się na rozmowie, nawet jeśli na jej ustach pojawił się odrobinę lubieżny uśmieszek. Nie było to znowuż takie dziwne! Ten wyraz gościł na jej twarzy częściej niż u innych, nie była cnotką, lubiła swoje ciało i lubiła to, co oferowały jej kontakty z mężczyznami. Ot i cała historia.
-Moje łóżko przyjmie Cie chętnie o każdej porze dnia i nocy, o ile tylko poradzisz sobie z wejściem do naszego dormitorium. - oświadczyła z lekko ironicznym uśmiechem, który spowodowany był myślą, że choć nie istniały żadne tajemne hasła i wystarczyło jedynie odpowiedzieć na zadane prze kołatkę pytanie, od początku istnienia Hogwartu nie zanotowano wtargnięcia do Pokoju Wspólnego Krukonów żadnego intruza. Inna sprawa, że mieszkańcy wieży Ravenclawu nie raz i nie dwa musieli tłumnie zastanawiać się nad poprawną odpowiedzią, a dostanie się do dormitoriów statystycznie zajmowało im znacznie więcej czasu niż wychowankom innych domów.
-Ale skoro myśl o Blackriversie tak cię cieszy, może powinnaś wczołgiwać się obok niego? - zapytała sarkastycznie, właściwie nie wiedząc co czuje w kontekście potencjalnych kontaktów pomiędzy Jas i Demem. Wolałaby jednak aby do nich nie doszło, choćby dlatego, że to zwiększało ryzyko jej dekonspiracji. -Przynajmniej miałabyś bliżej. - dodała po chwili z lekkim uśmiechem. I może kontynuowałyby tę pełną podtekstów rozmowę, gdyby ktoś im jej nie przerwał! Chi ze zniesmaczonym wyrazem twarzy zwróciła swe spojrzenie na właściciela głosu, który ukrócił ich przekomarzania. Zlustrowała taksującym wzrokiem chłopaka notując jego niepozorny wygląd i herb Hufflepuffu na piersi. Nie miała pojęcia czego też mógłby chcieć od niej ten osobnik. I gdyby znała prawdę, zapewne odesłałaby go z kwitkiem jeszcze zanim zaczął mówić.
Słysząc jego imię i nazwisko skojarzyła go z listem który dostała jakiś tydzień temu. Przynajmniej imię się zgadzało, choć raczej nie udzielająca się towarzysko dziewczyna nie wiedziała ilu Mattów może być w Hogwarcie. Kiedy jednak Finnigan przeszedł do swojej żałosnej propozycji zyskała pewność, że to on był jej tajemniczym adoratorem. No proszę, jak nisko spadła! Widząc szok i rozbawienie na twarzy przyjaciółki niemalże zazgrzytała zębami. Nie dość, że chłopak się jej naprasza, pieprzy od rzeczy o jakichś książkach, których nie przeczytałaby nawet pod presją nauczycielską, to jeszcze musiał przerwać jej tak rzadkie sam na sam z panną Vane, co samo w sobie już zasługiwało na karę długich, wyrafinowanych cierpień.
Całe szczęście, że miała za sobą długi trening panowania nad emocjami, bo gdyby nie to zapewne wybuchłaby furią na podobieństwo rudej rówieśniczki z Gryffindoru. Tymczasem zachowała niemalże pokerową twarz, która wyrażała może jedynie niechęć i poirytowanie. Dopiero słowa Jasmine skłoniły ją do bardziej zdecydowanej reakcji.
-To nie ja tutaj gustuję w Puszkach. - odparła wyniośle, być może niezbyt delikatnie, ale za to jak w swoim stylu, szarpiąc te struny we wnętrzu Jasm, od których powinna trzymać się z daleka. Jednak Vane sama się o to prosiła, żartując w niej w chwili, kiedy zaczynała wypełniać ją irytacja.
Obrzuciła chłopaka taksującym spojrzeniem, po czym wygięła usta w niezbyt przyjaznym uśmiechu.
-Nie wiem co ci się przyśniło, ale jeśli zakończyło się to ejakulacją, to cała przyjemność po mojej stronie, choć bynajmniej w najbliższych planach nie mam udowadniania ci jak bardzo rzeczywistość może przerastać senne marzenia. - zwróciła się do Matta słodkim tonem, drwiąc z niego okrutnie i bawiąc się najwyraźniej dość delikatnymi uczuciami. Przy tym swoim zwyczajem obróciła wszystko w żart i to taki, który stawia ją w pozycji wygranego.
-Prawda, Jasmine? - mrugnęła do przyjaciółki i ponownie przywołała na twarz rozleniwiony uśmiech osoby pewnej siebie i znającej siłę swojej kobiecości. Nie wiedziała jak blisko prawdy trafiła z tym całym śnieniem, podejrzewała raczej, że chłopak na siłę szukał jakiegoś powodu, który dałby mu prawo do niej zagadać.
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 19, 2014 8:21 pm

Takiej reakcji dziewcząt zapewne nie spodziewałby się nawet w swoich najgorszych koszmarach, jeżeli już pozostajemy przy temacie snów. Cholera, żeby chociaż wiedział, jak bardzo się wygłupi. Że to wszystko działo się w jego głowie. Chyba za bardzo pragnął się z Chiarą umówić i dlatego jego mary przybrały tak realistyczny charakter, że trudno było je chłopakowi odróżnić od jawy. Tak sobie to na razie próbował wytłumaczyć, bo nie przyszło mu na myśl, że może być drugą osobą rodzinie, którą dopadła ta sama śmiertelna choroba. Czy aby jedna osoba z demencją płata czołowego w rodzinie by nie wystarczyła? To, iż młody Finnigan odziedziczył ją w genach po matce było tak strasznym i niewiarygodnym zrządzeniem losu, że aż trudno było w nie uwierzyć. Nawet samemu Puchonowi, mimo że ten już kilka dni temu powinien połączyć swoje objawy z tymi, które pamiętał z karty chorobowej swojej rodzicielki. A może po prostu nie chciał do siebie dopuścić myśli o tym, że mógłby cierpieć na coś, co dawałoby maksymalnie trzy lata życia? Może jego podświadomość automatycznie odrzucała z pamięci objawy choroby jego matki, aby czasem nie zaniepokoić go, że jest marną kontynuacją tego nieszczęsnego losu. Cóż, w chwili obecnej nie miał nawet możliwości, by się nad tym głębiej zastanowić. Został bowiem od razu zrugany przez znajomą Chiary ze Slytherinu, która nawet mu się nie przedstawiła. Poważnie? Zero kultury. Nie rozumiał, dlaczego ostatnimi czasy niektórzy zachowywali się wobec niego tak, jakby nie istniał. Fakt, że należał do Hufflepuffu nie przesądzał przecież o tym, że Matthew był kimś gorszej kategorii. Prawdę powiedziawszy, wyróżniał się nawet wśród innych uczniów w niektórych dziedzinach, jak chociażby w quidditchu, zielarstwie czy opiece nad magicznymi stworzeniami. Całkiem nieźle radził sobie nawet także z eliksirów, mimo iż przedmiot ten uznawany był w szczególności za ślizgoński, nie wiedzieć czemu. Dlaczego więc tak wiele osób nie potrafiło go docenić? Kwestia niepozornego wyglądu czy raczej ta żółta plakietka na szacie z wizerunkiem borsuka? Nienawidził tego uczucia, dlatego słowa panny Vane powoli niszczyły jego początkowo dobry nastrój. A nie oszukujmy się, młody Finnigan, choć może i słodki z aparycji, nie był taki, żeby miał tu się nagle rozpłakać. Rozpaczać mógł sobie w swojej sypialni, ale nie tutaj, skoro już odważył się podejść do dziewczyn i już raz się wygłupił, to nie chciał zrobić tego po raz kolejny.
-Tak, dobrze słyszałaś. Zazdrosna, że nie zaprosiłem Ciebie? – odburknął więc na słowa Ślizgonki równie nieprzyjemnym tonem, jako że dziewczyna potraktowała go jak jakąś ofiarę losu. I jak w ogóle śmiała powiedzieć do niego „podlotku”? Za kogo ona się w ogóle uważała? Matthew może i był nieśmiały i rzeczywiście brakowało mu słów w przypadku relacji z dziewczętami, w których rzeczywiście się podkochiwał, jednak w stosunku do innych miał akurat cięty język i nie przejmował się konsekwencjami. Potrafił bronić swoich racji nawet w starciu z o wiele groźniejszym przeciwnikiem. To nic, że później musiał być na korytarzach niezwykle ostrożny. No, i dobrze, że szybko biegał, bo jak komuś większemu gabarytami naprawdę zalazł za uszy, to ucieczka pozostawała ostatecznie i tak najlepszym rozwiązaniem. Tym razem, młody Finnigan żył jednak w błędnym przekonaniu, iż Chiara po ostatnim spotkaniu wstawi się po jego stronie. Dopiero jej słowa uświadomiły mu, że jego obraz rzeczywistości był tak bardzo wyimaginowany. Czy to był sen? Czy to był tylko cholerny sen?! Puchon stanął jak wryty, i tym razem stało się właśnie najgorsze, nie miał pojęcia, co powinien powiedzieć. Uciec też nie wypadało, bo to zdecydowanie nie ta sytuacja. Nie gonił go żaden wkurzony Ślizgon, nie było tak tragicznie. Miał teraz dwa wyjścia: dalej brnąć w coś, co wydawało się kompletnie bez sensu albo przestać się podkładać i wreszcie zrzucić z siebie ten ciężar piętnowania, zapomnieć o pannie di Scarno. Obie wersje zdarzeń były jednak dla niego tak samo nie do przyjęcia. Mógł jeszcze
-Ocenianie ludzi po herbie. To takie dojrzałe. – mruknął znów niechętnie, spoglądając na Chiarę wrogim spojrzeniem, w którym jednak prócz złości można było odnaleźć i pewną nutkę smutku i rozczarowania. Chyba nie powinno to dziwić, skoro Matt pokładał w tym spotkaniu jednak większe nadzieje, niżeli powinien.
-Hm, w sumie jak tak o tym myślę, to chyba mogłaś być w tym śnie lepsza. A już szczególnie w rzeczywistości. Ale cóż, nie pierwszy i nie ostatni raz człowiek się zawodzi, nie? – dodał po chwili zupełnie bez namysłu, choć wiedział, że później będzie tych słów żałował. Wcale tak nie myślał! Tak bardzo marzył o tym, żeby Krukonka spojrzała na niego przychylnym okiem i umówiła się z nim randkę! Ale czy to w ogóle było możliwe? Chyba nie w tym życiu. Miał zatem dalej dawać się poniżać czy może chociaż odpowiedzieć z klasą i pokazać, że nie da sobą pomiatać? Stwierdził, że to drugie rozwiązanie chociaż nie pozostawi plamy na jego honorze, skoro i tak już miał zostać z niczym. Nie sądził jednak, aby jego próba obrony została uznana przez skuteczną przez te dwie podłe przedstawicielki płci nie pięknej, a wrednej, których słowa były bolesne niczym jęk mandragory. W co on się w ogóle wplątał i po co w ogóle próbował swych sił u kogoś, kto traktował ludzi z taką obojętnością, a wręcz jadem? Chyba jego serce spłatało mu niezbyt przyjemnego figla, z którym teraz musiał się uporać, choć walka serca z rozumem toczyła się już po raz któryś i chyba pierwszy raz od dawna, to ten drugi pozwolił chłopakowi przejąć kontrolę nad sytuacją.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Lut 20, 2014 9:03 pm

Przez tyle lat Jasmine naprawdę nauczyła się, jakie jest życie i czym jest wszechobecna ironia. Sama traktowała ironię jako bliską przyjaciółkę, więc nie dziwiło jej, że czasem ona sama obracała się przeciwko Ślizgonce. Była obłudną przyjaciółką, będącą po stronie tego, który najwięcej oferował. Jednak ten stan zmieniał się z minuty na minutę.
Komentarz Chiary, jakoby to Vane gustowała w Pucholandii, oczywiście... był chwytem poniżej pasa. Di Scarno wiedziała, że targała za strunę tak cienką, że jej zerwanie groziło czymś gorszym jak wybuchem złości... nawet wśród przyjaciół panowała niezgoda... a gorzej być w stanie wojny z przyjacielem, jak wrogiem. Po wrogu wiadomo było, czego się spodziewać.
Jas nie pokazała po sobie, jak ten komentarz ją boleśnie użądlił. Nawet najmniejszy mięsień nie drgnął, gdy sens słów doszedł do rozumu Ślizgonki.
Wewnętrznie jednak była wściekła na Krukonkę. Po kim jak po kim, ale to właśnie po niej, najbliższej Jas osobie, powinna się spodziewać chociażby tego, że będzie omijać temat Puchonów szerokim łukiem.
Jednak to właśnie di Scarno najczęściej poruszała ten temat. To ona szarpała za tę cienką strunę. Ratowało Chiarę jedno. Była przyjaciółką Jasmine.
-Mmm... mają bardzo delikatną krew, zdrowo się odżywiają. -odparowała, uśmiechając się jadowicie... nie była żadnym wampirem, ale odrobina dramatyzmu nigdy nie zaszkodziła tam czy tu..
Vane uniosła brew spoglądając na Matta. Nawet pokusiła się o zimny śmiech, który w jej ustach był.. niespotykany. Śmiech drażniący, ostry jak wbijające się pod skórę igiełki.
-Masz tupet. Jedyna osoba, o jaką mogę być zazdrosna, to właśnie di Scarno.. która chyba nie żywi specjalnej chęci do spotkania z Tobą sam na sam... czyżbym się myliła, Chi? -Jasmine zamiotła włosami powietrze i posłała Krukonce znaczące spojrzenie. Jas szukała jej nie po to, aby wymieniać się komentarzami i spostrzeżeniami na temat bezczelnego Puchona, tylko by dać jej prezent z racji zbliżających się urodzin... wrodzony cynizm nakazywał jej jednak przedłużyć czekanie Krukonki.. może to chociaż odrobinę utemperuje jej ostry języczek.
Słysząc wypowiedź Chiary na temat mokrego snu, nie omieszkała się uśmiechnąć do przyjaciółki i odwzajemnić oczka. Riposta godna domu Kruka.
Jasmine wywróciła oczami i westchnęła.
-Może zostawić was sam na sam byście dalej ciągnęli te filozoficzne dysputy? Jak już są tutaj próby obalenia obrazu kobiecości Chiary di Scarno... -rzuciła znudzonym tonem, patrząc wymownie w sufit. Chyba miała dość uczestnictwa w tej jałowej rozmowie.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Lut 22, 2014 12:32 am

Przykro mi to mówić, ale Chiara nie należała do osób, po których bezpiecznie się było spodziewać czegokolwiek. Chadzała własnymi ścieżkami, bywała nieprzewidywalna i rzadko kiedy sugerowała się w swoich ocenach czy planach cudzymi uczuciami oraz potrzebami. Nie miała pojęcia, że jest najbliższą Jasmine osobą, ale nawet gdyby była owego faktu świadoma i tak nie próbowałaby okiełznać swojego języka. Taka już była, wredna, nieprzebierająca w słowach, niedelikatna, a z drugiej strony podarowała przyjaciółce wężową bransoletkę i narażała własne bezpieczeństwo aby ją uratować. Nie była łatwą osobą we współżyciu i większość ludzi ostatecznie nie wytrzymywała jej ciągłych drwin i sarkazmu, ale potrafiła czasem wyskoczyć z jakimś heroicznym gestem, miłym słowem, bądź szczerym komplementem. Po prostu aby doświadczyć tych wszystkich jasnych stron znajomości z panną di Scarno, trzeba było być równocześnie przygotowanym na to wszystko co było mniej w niej zachęcające.
Słysząc odpowiedź Jas nie mogła nie docenić kunsztu, z jakim poradziła sobie z jej zgryźliwym komentarzem. Spojrzała kątem oka na dziewczynę i ze słodkim uśmiechem dodała.
-Ach ta gładka skóra i niewinność płonąca w ich oczach! - lekki ton wskazywał na to, że nie miała w planach dalszego dogryzania Ślizgonce, a przyłączała się jedynie do tej gry, którą zaczęły prowadzić z nieświadomym tego chłopakiem. Który nota bene najwyraźniej nie wiedział jeszcze, że wkroczył w oko cyklonu, bo zachowywał się tak, jakby miał plany walczyć. Biedak, nie dość że był w mniejszości, to na dzień dobry włożył jeszcze tym krwiożerczym harpiom broń do ręki! Czy Chiara oceniała na podstawie przynależności do domu? Nie oszukujmy się, oczywiście, że to robiła. Gryfoni byli dla niej z góry skazani na pogardę za swoją żałosną odwagę i ślepą lojalność w stosunku do przyjaciół, Puchoni natomiast w większość byli z jej punktu widzenia zbyt nijacy, trochę tacy letni. I nijak się do tego miały ich zdolności magiczne, oceny i uznanie ze strony profesorów, bo ona nie zwracała na takie rzeczy większej uwagi. Od pewnego czasu zaś koncentrowała się na szkolnych sprawach jeszcze mniej niż zwykle. Słysząc jadowity ton głosu Matta aż uniosła jedną brew. Kto to widział się tak zwracać do kobiety? Przecież w kontaktach z płcią piękną należy być uprzejmym i szarmanckim!
Widząc jak złość na jego twarzy przekształca się w zdziwienie, uświadomiła sobie, że chłopak na prawdę był pewien, że ona się zgodzi! Że stanie po jego stronie i poklepie go po plecach, a potem da się zaciągnąć na kremowe piwo. Odkrycie to jeszcze bardziej ubarwiło całą tę farsę i sprawiło, że w otępiałą i raczej przytłoczoną ostatni Chi wstąpiły jakieś diabelskie moce! A mamusia mówiła, aby nie drażnić kolegów! Chłopczyna był chyba w pewnym szoku, bo słowa, które z siebie wydobył i spojrzenie jakim obdarzył Chiarę, nie były najlepszym w jego sytuacji wyjściem. Powinien powiedzieć, że najwyraźniej z kimś ją pomylił i wycofać się, póki wciąż jeszcze miał resztki honoru. Zamiast tego zaś próbował najwyraźniej pouczyć je, jak powierzchownym jest patrzenie przez pryzmat herbu. Krukonka nie miała zamiaru wdawać się nawet w równie bezsensowną dyskusję. I tak by nie doszli w tej sprawie do porozumienia, zwłaszcza że jego zdanie miało dla dziewczyny wartość piasku.
Słysząc jego kolejne słowa, zadrżała w środku od śmiechu, światu pokazując jednak idealnie urażoną minkę. Westchnęła nawet i pociągnęłaby nosem, gdyby to nie zakrawało już na grubą przesadę.
-Życie jest cmentarzem zawiedzionych oczekiwań. - stwierdziła żałobnym niemalże tonem, jednak zaraz potem dodała już swoim normalnym, odrobinę chłodnym tonem -W tym jednak przypadku, wynika to z prostego faktu, że nigdy nie miałeś okazji dowiedzieć się czegoś o moich licznych zaletach. - mrugnęła nawet do chłopaka, jakby chciała mu dać znać, ze zgrywa się trochę przed Jasmine. Była trochę ciekawa czy chłopak się na to złapie... Bawiła się biedakiem, ale skąd on mógł to wiedzieć? Nie znał jej, nie wiedział o niej niczego pewnego, być może żywił się jedynie jakimiś plotkami. Nie zamienili w życiu więcej niż kilka słów, z których większość zawierała się w dwóch zabawnych liścikach. Chiara nie potrafiła zrozumieć na jakiej podstawie osoby podobne Mattowi wysnuwały swoje uczucia. Ona sama nigdy nie czegoś podobnego nie przechodziła i nie zamierzała. Dla niej było to po prostu głupie.
Słysząc stwierdzenie Jasmine obrzuciła ją perfekcyjnie wykonanym urażonym spojrzeniem i zablokowała jej możliwość opuszczenia parapetu za pomocą swojej zgrabnej nóżki.
-Nie da się obalić czegoś, co jest niepodważalne. To jak próbować udowodnić, że ogień nie parzy, a słońce nie jest w rzeczywistości kulą gazów.
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Lut 23, 2014 5:00 pm

Nie potrafił zrozumieć dlaczego spotkał się z tak niemiłym przywitaniem, nawet jeżeli w pewnym sensie to była jego wina, że mówił o czymś, o czym okazało się, że Chiara nie ma zielonego pojęcia. Może faktycznie to spotkanie mu się przyśniło? Ale przecież ten sen był w takim układzie taki realistyczny! Ostatnio zauważył, że ma problemy z zaśnięciem, ale nie sądził, że skoro już udało mu się jakoś oddalić do krainy mar, wciągnie go ona całkiem do swojego wnętrza. Westchnął tylko ciężko, bo w ogóle nie przygotował się na taką sytuację. Prawdę mówiąc, chyba nawet żałował, że w ogóle podszedł do panny di Scarno i jej jeszcze gorszej koleżanki. Chociaż, gdyby tego nie zrobił, miałby to poczucie, że nawet nie spróbował. O ile jednak Krukonka mogła mieć mu za złe ten list, pod którym podpisał się jako tajemniczy wielbiciel, tak Jasmine w ogóle nie miała powodu do tego, by podchodzić do niego z taką nienawiścią. Cóż, Matthew najwyraźniej był zbyt naiwny w swojej wierze w dobroć i uczynność ludzi. On sam raczej charakteryzował się przyjaznym podejściem do świata i ludzi, ale coraz częściej przekonywał się o tym, że należy jednak do tej chlubnej mniejszości uczniów, która miała jeszcze jakieś ludzkie odruchy. Nienawidził tej bezpodstawnej walki pomiędzy domami w Hogwarcie, a już tym bardziej nie tolerował szufladkowania ludzi po zwierzęciu w herbie. Ba, nawet nie patrzył spode łba na Ślizgonów, mimo że ich zdecydowana większość pewnie najchętniej skopałaby mu tyłek. Wierzył, że nie wszyscy wychowankowie Węża są tacy jak Vane, choć zapewne takie przekonanie mogło prowadzić go jedynie do większej liczby rozczarowań.
-No tak, jakie to głębokie. Masz dla mnie jeszcze jakieś inne mądrości? Chyba powinienem sobie to gdzieś zapisać i zapamiętać. – mruknął tylko niechętnie, kiedy Chiara napomknęła coś o życiu jako cmentarzu zawiedzionych oczekiwań. Wydawało mu się, jakby zarzuciła cytatem z jakiejś marnej książki. Literatury pokroju Paulo Coehlo, ale co on mógł wiedzieć. Najwyraźniej pałali miłością do innego rodzaju lektury.
-Chyba nie będę żałował, że nie miałem okazji się dowiedzieć, skoro sama do tego nie dopuściłaś. Może byłoby mi przykro, gdybym to ja zawinił. – dodał po chwili a propos jej zalet, których niby nie poznał. Cóż, trudno było mu aktualnie myśleć o tych pozytywnych cechach jej charakteru, skoro ukrywała je skrzętnie pod płachtą obojętności. A może nawet i nie obojętności, bo od jej wypowiedzi wręcz czuć było jad, mimo że dziewczyna wcale nie należała do Slytherinu. I tutaj mieliśmy przykład na to, że jednak nie należało oceniać uczniów po wyborach tiary przydziału. Tak samo Finnigan, mimo że jako stereotypowy Puchon zapewne powinien uciec od dziewcząt z płaczem, bronił się jak potrafił przed kolejnymi przytykami z ich strony. Kłamał. Tak naprawdę żałował, że nie może poznać panienki di Scarno z innej strony, ale nie zamierzał się do tego przyznawać. Wolał pozostawić te resztki honoru i nie dać sobą manipulować. W głębi serca jednak cierpiał z powodu tak bolesnego odrzucenia. Chyba nie miał po prostu szczęścia do przedstawicielek płci pięknej. Był zauroczony Chiarą, bo wydawała mu się piękną, inteligentną i miłą dziewczynę. O ile jednak dwie pierwsze cechy nie odbiegały zbytnio od rzeczywistości, tak tej ostatniej zdecydowanie mu w tej chwili brakowało.
-Nie trzeba. Chyba wystarczy mi na dzisiaj filozoficznej gadaniny, o ile w ogóle w Twoim przekonaniu takowa miała miejsce. – odpowiedział jeszcze krótko na pytanie Vane, czy aby nie zostawić ich samych. Z jednej strony może i Matthew chciał wierzyć w to, że Chiara zachowywała się tak wobec niego tylko ze względu na obecność swojej przyjaciółki, jednak rozum podpowiadał chłopakowi, że nie należało się dalej pakować w przykre dla niego utarczki słowne, toteż po raz pierwszy od dawna, postanowił odrzucić to, co mówiło jego rozżalone serce. Odwrócił się więc na pięcie, nie spoglądając już nawet w drodze na postacie dwóch jego niezbyt sympatycznych rozmówczyń. Starał się przy tym nie słuchać tego, co ewentualnie miałyby jeszcze do powiedzenia o nim między sobą. Po prostu, wolał się jak najszybciej oddalić z tego miejsca, twierdząc, że lepiej wrócić na tarczy, niż zmaltretowanym przez dwie jadowite bestie.

zt.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Mar 01, 2014 12:13 am

Wsłuchiwanie się w pasjonującą rozmowę Puchona z Chiarą nie było zajęciem, które jakoś szczególnie by pochłonęło Jasmine. Było to nawet dosyć niegrzeczne, przestać słuchać rozmówców i odlecieć gdzieś w swój wyimaginowany świat... ale Jasmine nie uważała Matta za rozmówcę. Wepchał się prostacko do rozmowy, a ona nie miała zamiaru tego tolerować. Teraz można było w niej dojrzeć prawdziwą Ślizgonkę z krwi i kości. Chociaż można było się tu pokusić o stereotyp.. to i tak wszyscy wiedzieli, że Jasmine nie była przykładem stereotypu. A już na pewno wiedziała to Chiara di Scarno. Panna Vane miała to do siebie, że kochała oryginalność. Gdy szła korytarzem, to można było w ciemno mówić, że to właśnie ona. Specyficzny krok, wyrafinowany oraz bardzo subtelny, z domieszką zmysłowości... niezmieniony od lat zapach perfum. Tak, jaśminowych. Gdy była mała, matka zawieszała nad jej kołyską kwiaty jaśminu. Imię miało swoją długą historię, ale nie czas i miejsce by to opisywać. Może kiedyś...
Na komentarz Chiary o cmentarzu, Jasmine nie omieszkała się uśmiechnąć.. bardzo jadowicie. Kto jak kto, ale te kobiety wiedziały co nieco na temat zawiedzionych oczekiwań. Śmierć Wyatta, porwanie.. to wszystko tak zmieniło Jasmine, że ona nawet już nie wierzyła w coś takiego.. jak to się nazywało? Ah, miłość.. Wierzyła w zauroczenia, pragnienia, namiętności... jednak miłość? Chodziło o tę jedyną miłość, do tzw. drugiej połówki. Romantyczną. Wizja tego uczucia odleciała w siną dal już bardzo dawno temu. Jednak Jas umiała kochać. Chociażby Chiarę di Scarno. Była jej niesamowicie bliska i jeszcze teraz przejawiała zazdrość o jej osobę, co chyba pochlebiało Krukonce. Zawsze to ona była tą.. bardziej wybuchową. Zaborczą.
Nie pożegnała się z Puchonem, ale nie ukrywała, że cieszyła się z jego odejścia. Przecież to on w tej chwili był intruzem, nie one..
-Powiem Ci, że w tym Pucholandzie coraz więcej naiwnych.. -mruknęła Vane, kręcąc głową przekornie. Była rozbawiona. Jeszcze nie spotkała się z tym, aby ktoś tak obcesowo i pewnie podchodził do di Scarno. Zarówno ona jak i Jas były znane w szkole... a najpewniej z powodu ich charakteru. Nie łudźmy się, obie miały paskudne charaktery. I to było urocze, nieprawdaż?
Vane przejechała palcami po nodze di Scarno, którą przecież przed chwilą zagrodziła jej drogę "ucieczki" z parapetu. Ślizgonka skłamała by, gdyby stwierdziła, że się tego nie spodziewała. Zamruczała cicho, czując, że skóra Krukonki zachowała dobrze znaną jej miękkość i sprężystość. Ile to nocy.. ile to spędzonych chwil na poznawaniu swoich ciał?
-Jestem z Ciebie dumna. -Jas mrugnęła do Chiary zadziornie. Była by prawdziwie wzburzona, gdyby Chiara nie pogoniła tego chłopaka w taki czy może bardziej drastyczny sposób!
-Wróćmy do przyjemniejszych tematów.. a więc.. za niedługo Twoje urodziny. Tak, pamiętam. -uśmiechnęła się ironicznie, ukazując kawałek swych białych zębów. -Jednak tak się składa, że połowa prezentu nie może już czekać, źle obliczyłam jego przydatność. Nie obrazisz się, jeśli dostaniesz go teraz? -zapytała, przekrzywiając nieco głowę, aby czarna kaskada włosów opadła lekko na nogę Chiary i połaskotała ją lekko.
Nie czekając zbytnio na odpowiedź przyjaciółki, Jasmine nachyliła się ku niej i chwyciła dwoma palcami jej podbródek. Posłała jej bardzo znajome dla di Scarno spojrzenie.. nie knuła nic dobrego.
Ślizgonka złożyła na wargach di Scarno pocałunek. Krótki buziak, ot taki sam, jaki mogła złożyć przyjaciółka przyjaciółce. Trwało to dosyć krótko, przelotne muśnięcie. W tym samym czasie Ślizgonka wsunęła do ręki Chiary coś lekkiego i delikatnego. Kwiat jaśminu.
-Ups, skłamałam. Jest zaczarowany, by nigdy nie usechł. -Jasme odsunęła się z wolna do poprzedniej pozycji. -Element zaskoczenia, chyba znasz mnie od tej strony. -dodała jeszcze na swoje usprawiedliwienie.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 5Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-