IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 22:59

Może ten jeden szczegół zaważył na tym, że Tiara nie przydzieliła Tanji do Slytherinu. Jakby przejrzeć całą listę jej znajomości, większy prym mieli Ślizgoni nad Gryfonami. W dużej mierze zaważył fakt, że to wśród domu Lwa miała najwięcej antypatii. Chociażby Lacroix-o-zgniłkowych-oczach oraz Prior. Chociaż z tej dwójki to Tanja najchętniej powitała by zniknięcie tej pierwszej, co w gruncie rzeczy się sprawdziło. W końcu miała spokój we własnej sypialni. Tanja chociaż skryta i pozbawiona bliższych relacji z ludźmi, pozostawała wierna osobom, które były dla niej ważne. Może nie raz bywało tak, że dyskrecja na nic się nie zdała, ale własne zasady to priorytet. Uśmiech na ustach Asena wcale nie wzbudzał w dziewczynie ciepłych emocji. Znała takie gesty na wylot. Nigdy nie wróżyły dla niej nic dobrego. Brak zaufania do chłopaków chyba zostanie w niej już na zawsze. Każdego, którego do siebie dopuszczała znikał prędzej czy później. Nie potrafiła chyba zaufać im do końca albo nie trafiła na właściwego.
-Serio? Nie wygląda. -roześmiała się cicho, chociaż raz pozbywając się jawnego zniecierpliwienia tą rozmową. Skrzyżowała ręce pod biustem, chcąc dodać sobie pewności siebie. Uśmiechnęła się powątpiewająco, gdy mówił o przeprosinach.
-Asen, przestań. Zmacanie mnie sprawiło Ci czystą przyjemność. Tyle w tym szczerości, co we mnie, gdy mówię, że się cieszę na Twój widok. -rzuciła w przestrzeń. Naruszenie jej sfery prywatnej tylko pogłębiła niechęć do Ślizgona i chyba tylko cud mógł sprawić, że Tanja by się do niego przekonała. Lekka doza irytacji zawitała w gryfońskiej krwi. Potrzepała gniewnie głową, wprowadzając w ruch ciemne kosmyki włosów.
-Tacy jak Ty. Nie narzekasz na brak kasy, kiedy ja muszę na każdy galeon zarobić. Masz ojca i matkę, a ja jestem sierotą. Masz gdzie wracać co wakacje, a ja muszę szukać. Nikt taki jak Ty, nie zadawałby się z kimś takim jak ja. Przerabiałam to. Nie raz, Asen. -odrobina złości wymknęła się spod kontroli jej głosu, ale panowała nad sobą. Wyprostowała głowę, starając się zneutralizować tę nerwowość. Czemu tak swobodnie o tym mówiła? Prorok codzienny zdążył szeroko opisać wydarzenia wakacyjne, kiedy to Sean Everett bestialsko zabił żonę i spalił dom. Każdy w Hogwarcie znał już jej sekret, po co więc nadal go ukrywać? Najlepiej się z nim zmierzyć. -W Twoim rozumowaniu... Ty jesteś "elitą", a ja najniższą półką. -dodała już spokojniej. Miała nadzieje, że tym go do siebie zrazi.
Skinęła głową z miną "wiedziałam!", gdy padło ostatecznie pytanie.
-O tym, że jest naiwny zadając się z Tobą. Cała reszta rozmowy mojej z Hallem nie wyszła i nigdy nie wyjdzie poza drzwi gabinetu, więc nie czuję się ani trochę zobowiązana mówić o tym Tobie ani komukolwiek innemu. Może sam Ci powie, skoro tak się zakumplowaliście. -odparła butnie. W głowie zaświtała myśl, że może chodziło o fakt homoseksualnego związku ojca Asena z Hallem... ale Misza nie miał się czym martwić. Tanja już udawała, że o tym nie wie.
-Daruj sobie, niektórzy pracują, jak inni balują. Poza tym nawet mając wolną sobotę wolałabym dobrowolnie iść na szlaban do Filcha niż iść z Tobą na kawę. A co do lubienia... to tylko domysły. Jak mniemam, trafne, bo nie widzisz we mnie nic, oprócz cycków, co mógłbyś lubić. -rzuciła, czując się coraz gorzej w tej rozmowie.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro 29 Cze 2016, 23:45

Przewrócił oczami. Znaczy, podobał mu się ten jawny bunt, który wykazywała i już otwarcie przyznawał przed samym sobą, że Tanja Everett niesamowicie go kręciła ale jednak upór dziewczyny był trochę męczący dla Asena, który przywykł otrzymywać wszystko jak na tacy. Oczywiście nie mógł zaprzeczyć jej słowom, bo raz że faktycznie nie narzekał po tym jak PRZYPADKIEM wpadł w jej biust a dwa, że żaden normalny facet nie stwierdziłby że to coś złego.
- Przyznam, że cycki masz świetne, ale serio, powinienem najpierw zapytać cię o zgodę zanim się przewróciłem i gdybyś mi jej nie udzieliła to wtedy powinienem cię skonfundować i dopiero zmacać. Generalnie zachowałem się nagannie - powiedział mając nadzieję, że może tym razem uda mu się gryfonkę przekonać. W istocie nie wyglądał na przesadnie skruszonego - przeciwnie, mało mu brakowało do szerokiego uśmiechu - ale jednak coś tam w środku mówiło mu, że Tanja nie jest taka jak inne i nie powinien się do niej zabierać w ten sposób.
Wzruszył ramionami słysząc jej zarzuty. Też coś. To jej śmieszne wytłumaczenie w żadnym stopniu do Asena nie przemawiało. Kimże był by kogokolwiek osądzać? To co, że miał kasę, skoro notorycznie zadłużał się u Priora, ponieważ jego matka i ojciec chociaż raz byli zgodni i stwierdzili, że dwadzieścia galeonów miesięcznie wystarczy mu w zupełności? Co z tego, że miał rodziców, skoro jego rodzina była rozbita a na dodatek jego ojciec nagle stwierdził, że zmienia orientację? Co z tego, że miał aż dwa kraje do których mógł wracać na wakacje skoro jedyne miejsce, które nazywał domem leżało w zimnej Norwegii i należało do rodziców jego najlepszego przyjaciela? Miszy można było naprawdę wiele zarzucić. Był arogancki, butny, był nicponiem, żartownisiem, często nie liczył się z innymi i jego osoba spędzała sen z powiek prawie całej kadrze Hogwartu. Nigdy nie można jednak było oskarżyć go o wywyższanie się, czy o poczucie bycia lepszym. Dlatego też z każdym wypowiadanym przez Everett słowem więcej jego brwi wędrowały stopniowo ku górze.
- Nie moja wina, że do tej pory umawiałaś się z troglodytami - stwierdził dosadnie. Szczerze mówiąc nie znał do końca historii tej dziewczyny. Coś tam zasłyszał od Priora oraz przypominał sobie o jakimś pobieżnie przeczytanym artykule w Proroku. Niewiele mu to jednak mówiło a czuł, że to dość istotna kwestia. Postanowił przy najbliższej okazji wypytać przyjaciela o szczegóły, bo przecież podbijając do panny nie można być takim ignorantem!
- Everett. Średnio interesuje mnie Twój regałowy system wartości. Jeśli chcesz to chętnie poprawię ci samoocenę, bo chyba jesteś dla siebie zbyt surowa. A dla mnie zbyt łaskawa, co jest dziwne biorąc pod uwagę fakt, że za mną nie przepadasz - wyszczerzył się nic sobie nie robiąc z chwilowej irytacji dziewczyny. Płeć żeńska szybko irytowała się w jego towarzystwie. Szczerze mówiąc, zdążył przywyknąć.
- Nie zakumplowaliśmy się - zaprzeczył pośpiesznie, zupełnie jakby to była kwestia honoru, gdy tylko Tanja podjęła temat Halla i tego jakie informacje jej sprzedał. Nie mógł ukryć, że poczuł jak potężna fala ulgi zalewa jego osobę, ale mimo wszystko musiał wiedzieć. Musiał zapytać o podstawową kwestię.
- No a mówił coś o mnie? Albo o kimś z mojej rodziny? Powiedz tylko tak lub nie. - Zszedł z tonu. Nadal się uśmiechał ale już nie tak szeroko. Wsadził dłonie do kieszeni a potem skrzywił się bo zapomniał, że w jednej z nich były składniki dla Priora a w drugiej pozostałości po zielonej mazi, która atakowała ich w gabinecie.
- To ty daj spokój. Co ci szkodzi? To tylko jedna kawa. No i przecież skoro zapraszam to płacę. Zarzucasz mi, że lubię w tobie tylko cycki, ale szczerze to tylko one dały mi się z bliska poznać...
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw 30 Cze 2016, 00:59

Wysłuchiwanie komplementów na temat swoich cycków nie należało do codzienności, więc Tanja prychnęła cicho słysząc pochwałę.
-Prawdziwy z Ciebie gentleman, serio. Na milion procent bym się nie zgodziła, ale koniec końców wolę, że byłam tego świadoma. Skonfundowana nie byłabym w stanie wymyślić odpowiedniej zemsty na Twojej skromnej osobie. –odparła tonem, jakby zaistniały stan rzeczy nie był wcale taki najgorszy. Nie przywykła do sytuacji, w których ktoś maca jej cycki od tak, więc można było zaliczyć jej spóźnioną reakcję obronną do szoku pourazowego.
-Nie przeczę, należy mi się solidne zadośćuczynienie. Twoja w tym głowa, bo inaczej uznam, że moja zemsta była niewspółmierna do zarzucanego Ci czynu i będę musiała ją rozszerzyć. –mruknęła.
Właśnie za kogoś takiego miała Asena. Za wywyższającego się dupka, który myślał, że każda będzie jego jeśli tylko tego będzie chciał. Nie znała go i w sumie poznawać nie chciała, to skąd miała wiedzieć, że wysunięte przeciwko niemu zarzuty tak bardzo imały się prawdy? A nawet jeśli dane by było Gryfonce poznać prawdę, po stokroć wolała by latać z Bułgarii do Anglii, niż oglądać się non stop za ramię w obawie, że ojciec zechce jej walnąć avadą w plecy. Z pocałowaniem ręki wzięłaby ograniczenie do dwudziestu galeonów na miesiąc bez żadnej pracy, kiedy w Trzech Miotłach w czasie weekendów dostawała połowę tego. Z napiwkami ciut więcej. Jednakże punkt widzenia zależał od punktu siedzenia – Tanja nie miała prawa tego wiedzieć, więc nie było w tym jej winy.
Słysząc komentarz Miszy na temat facetów, z którymi się spotykała, początkowo wybałuszyła błękitne oczy, a w następnej chwili roześmiała się szczerze, chowając usta w dłoniach. W tęczówkach zalśniły wesołe błyski.
-Sama bym lepiej tego nie ujęła. –pokręciła głową rozbawiona. Wzruszyła ramionami, kiedy doszło do rozkładania na czynniki pierwsze jej systemu wartości. Wesołość jej nie opuszczała.
-Doprawdy? Jest rzecz, wobec której nie mam zaniżonej samooceny, a jest to fakt, że jestem od Ciebie lepsza w quidditcha. Łaskawa jestem, że nie zrzucam Cię z miotły. –nie mogła się oprzeć pokusie, aby nie pokazać swojej dominacji nad Asenem w tej dziedzinie.
Spojrzała na Asena spod powiek, kiedy tak szybko zaprzeczył, że wcale się nie kumplują. Wydało jej się to nader podejrzane. Ochłonęła nieco po tym wybuchu śmiechu, więc przybrała swój standardowy wyraz twarzy. Błyskotliwe iskierki nadal jednak skakały w jej tęczówkach.
Reakcja Ślizgona tylko upewniła dziewczynę, że chodzi o orientację ojca. I co było w tym złego? Chociaż w sumie Misza miał czym się stresować, skoro istniał. Świadczyło to więc o tym, że Asen senior miał wcześniej inne preferencje.
-Tak, mówił. I jeśli myślimy o tym samym to wiedz, że nie wywarło to na mnie żadnego wrażenia, a i nie czuję potrzeby dzielenia się tym z kimkolwiek. –odparła już nieco znudzona tym, że Misza tak ją naciska. Okej, może ona sama inaczej by przyjęła fakt, że ma ojca geja, ale koniec końców jeśli tylko to miało by go uszczęśliwiać...
-Asen, ale jesteś upierdliwy, serio. Ciesz się, że chociaż to udało Ci się poznać, bo to była zapewne pierwsza i ostatnia taka okazja w życiu. Nie chcę iść i już. Szkoda Twojego i mojego czasu. –odmówiła po raz kolejny.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią 01 Lip 2016, 22:17

Misza mógł jej powiedzieć, że tak sięgając  pamięcią wstecz to chyba nigdy nie widział cycków lepszych niż te Everett. Nie był jednak pewny jej reakcji, a przecież, umówmy się, chciał się z nią kiedyś zamknąć w schowku na miotły a ewentualny cios w twarz na pewno nie przybliżyłby go do tego celu. Przemilczał więc już kwestię biustu, chociaż tylko on wiedział jak bardzo cisnęły mu się na usta komplementy, których wypowiedzenie mogło przynieść opłakane skutki.
Ah ten Prior. Asen po dzisiejszym spotkaniu i tak zainteresowałby się Tanją ale teraz wyjdzie na to, że mu ją polecił i tylko dlatego Misza postanowił ją zbajerować. Swoją drogą pewnie będzie musiał go podpytać o wszystko, co tyczyło się gryfonki dając mu pewnie fałszywe poczucie spełnienia dobrego uczynku przez znalezienie Bułgarowi nowego obiektu westchnień. Nie oszukujmy się - Tanja naprawdę mocno zaintrygowała ślizgona, który nie odpuści już tak łatwo. Właśnie dlatego zacznie zachowywać się tak jak przystało, by nie zrazić jej do siebie bardziej niż jest to w chwili obecnej.
- A to znaczy, że już się zemściłaś? Te gluty na twarzy to była zemsta? - zapytał udając zdziwienie. Po chwili jednak uśmiechnął się znacząco spoglądając na twarz Tanji pobłażliwym wzrokiem. - No tak, przecież nie jesteś ślizgonką. Gryfoni nie słyną z pomysłowego odpłacania się pięknym za nadobne, no i może to dobrze. Gdyby tak było to faktycznie miałbym czego się bać.
Zadośćuczynienie? No jak to, przecież właśnie zapraszał ją na kawę. Czy to nie wystarczyło na początek? Misza był pomysłowy, oczywiście. W ciągu kilku zaledwie sekund potrafił wymyślić idealną randkę, by potencjalnej dziewczynie już na wstępie miękły kolana i tak dalej. Problem w tym, że Tanja nie chciała pójść z nim na zwykły spacer, a szczerze mówiąc Asen nigdy nie musiał starać się o względy jakiejś dziewczyny tak mocno. Zawsze się od kawy zaczynało a potem już z górki. Skoro gryfonka tej kawy nie chciała to może...
- Okej, w takim razie w ramach pokuty mogę nosić za tobą torbę przez tydzień, ale to wiąże się z moją ciągłą obecnością, a przecież oboje nie chcemy żebym ci się znudził. Mogę też czesać ci włosy, szukać zagubionych skarpetek do pary, odebrać od Jonathana wszystkie twoje pióra albo nie wiem... Albo zabrać cię na kawę do Hogsmeade. Zabrałbym cię już jutro ale wiem jak wy, gryfoni, nie lubicie łamać regulaminu, dlatego proponuję weekend.
Mikhail w zasadzie był chłopakiem, który myślał, że każda dziewczyna będzie jego jeśli tylko będzie tego chciał. W tej kwestii Tanja niewiele się pomyliła. Dlaczego miałoby być inaczej? Według powszechnej opinii był przystojny, zabawny, grał, nawet całkiem dobrze, w Quidditcha... Nie miał dotąd problemu ze zdobywaniem panienek. Jeśli chodziło o Everett też nie zakładał porażki. Domyślał się oczywiście, że może być trudno bo to jak widać dziewczę dość uparte i całkiem inne niż ta reszta podobnych do siebie pseudoindywidualistek, z którymi się umawiał, ale to wszystko. Uda mu się. Niczego mu przecież nie brakowało. W grę wchodziła po prostu lekko stracona pozycja, na której był przez Priora ale da radę. No kto jak kto, ale Misza nie da?
Słowa Tanji utwierdziły go w przekonaniu, że ta gryfonka nie jest nie do zdobycia. Przyznał sobie w duchu punkt za doprowadzenie do tego uroczego śmiechu. Miło było dla odmiany zobaczyć wesołość zamiast nienawiści w oczach brunetki toteż mogła go przyłapać na tym że dłużej i intensywniej się jej przyglądał. No i jeszcze ta kwestia chłopaków, z którymi przerabiała to, że czuła się gorsza. Misza westchnął jakby przed chwilą powiedział coś oczywistego a do Tanji nadal nie dotarł sens jego słów i musiał wytłumaczyć o co mu chodziło jeszcze raz.
- Everett, powiedz mi który to. Który sprawił, że uważasz się za gorszą kategorię ode mnie. Chętnie sobie z nim porozmawiam i wytłumaczę mu, że go chyba pogięło. - Pokręcił głową jakby lekko zdenerwowany. Ewidentnie gryfonka miała traumę przez jakiegoś jaskiniowca i teraz Miszy trudniej było przekonać ją na choćby głupią kawę. To było jawnie niesprawiedliwe, że ktoś taki miał sposobność się z Tanją pospotykać a Asen, który kochał wszystkie dziewczyny - nie. Szczerze mówiąc gdyby wpadła na pomysł porozmawiania z którąś z byłych ślizgona to żadna się o nim źle nie wyrażała. Taka Chayenne na przykład. Czy miałaby podstawy do stwierdzenia, że Mikhail nie był dla niej ideałem chłopaka? One po prostu wszystkie wiedziały, że nie mają szans zatrzymać go przy sobie. Taki już po prostu był.
Przystanął. Tanja wbiła szpileczkę uszczypliwości w najbardziej czułe miejsce chłopaka. Wpatrywał się w nią trzymając dłonie w kieszeni z niedowierzaniem rosnącym na twarzy.
- Ty mała gryfońska mendo! - zawołał znów kręcąc głową, ale tym razem jeszcze się przy tym uśmiechał.  - Twierdzisz, że jesteś ode mnie lepsza na miotle? Nigdy w życiu. - stwierdził i znów ruszył przed siebie. Do cholery, na co niby były mu te wszystkie bułgarskie treningi pod okiem prywatnych nauczycieli, które załatwiał mu stary? Ślizgon w żadnym stopniu nie umniejszał jej talentu ale, spójrzmy prawdzie w oczy, żaden gryfon, nawet Everett, nie był lepszy w Quidditcha od ślizgona. To, że czasami udawało im się wygrać kilka meczów było czystym uśmiechem losu. Zwyczajnym fartem szukającego,     któremu udało się dostrzec znicza przed Montgomery.
- Przekonamy się w następnym meczu. Nie będę już stosował wobec ciebie taryfy ulgowej. Przekonamy się kto jest lepszy.
Nie miał jednak czasu na to by dłużej poudawać, że czuje się urażony stwierdzeniem brunetki bo oto wyjawiła mu to, czego od początku chciał się dowiedzieć. Dwustukilogramowy kamień spadł mu z serca i ewidentnie można było wyczytać to z jego twarzy. W jednej chwili spoważniał, co było dość niespotykane. Tu jednak nie było z czego żartować. Nie robił tego przecież nawet z Priorem.
- Dziekuję - powiedział drapiąc się niepewnie po karku. To pierwsza stuprocentowo szczera kwestia jaka padła dzisiejszego wieczoru z jego ust. Popatrzył na nią niepewnie bo jednak znała jego sekret i chociaż twierdziła że nikomu o tym nie powie to jednak miała nad nim teraz faktyczną przewagę. - Wiesz, to nie jest rzecz, którą chciałbym się chwalić także... [/b]
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią 01 Lip 2016, 23:33

W tym miejscu należałoby odwdzięczyć się wdzięcznym myślom Miszy na temat biustu Everett równie rzewnym komentarzem na temat klejnotów Asena, lecz tak się składało, że dziewczyna nie poświęciła im więcej niż sekundę uwagi. W momencie, kiedy jeansy Ślizgona poleciały w dół, Tanja niczym wiedziona odruchem przed szarżującym tłuczkiem odwróciła głowę, czując zażenowanie. Nigdy nie miała okazji oglądać z tak bliska i w takiej (chociaż ubranej) krasie jakichkolwiek męskich genitaliów, a zwłaszcza należących do osoby, której nigdy by nie pragnęła zobaczyć w takiej sytuacji. Jedyne co pamiętała to opinający się materiał bokserek na wypukłości, której kształtu nie umiałaby teraz określić. Chwała Merlinowi, że jednak Misza postanowił przemilczeć komentarz na temat biustu Tanji, bo ta najpewniej sprzedała by mu jakąś paskudną klątwę.
Złożony charakter Tanji posiadał trochę wad, a jedną z nich była gryfońska duma, która powodowała, że nie raz pakowała się w niezłe kłopoty byle komuś coś udowodnić. Nie potrafiła przepuścić żadnemu pokątnie rzuconemu wyznaniowi, którymi Misza w tej rozmowie żonglował raz po raz. Przyjęła nieco wojowniczą pozę i spojrzała spod byka na Ślizgona. Dotknął wrażliwej struny.
-TO było zaledwie preludium, nie było mi w smak mścić się przy stażyście eliksirów. Szlabanów mam po dziurki w nosie. A najczęściej obrywam je przez takich jak Ty. –fuknęła ostro. –I chwała Morganie i Merlinowi, że nie jestem Ślizgonką, bo chyba bym się utopiła w jeziorze po tygodniu patrzenia na Twoją twarz. –prychnęła niczym rozjuszona kotka. Oczywiście mało było w tym prawdy, bo zapewne Everett odnalazłaby się w Slyterinie równie dobrze co w Gryffindorze. W końcu te dwa domy nienawidziły się głównie dlatego, że były tak bardzo do siebie podobne.
-Nie byłabym więc taka pewna, czy jesteś już całkowicie bezpieczny. –posłała mu jadowity uśmieszek. Cała ta rozmowa schodziła na całkiem niewygodne dla Gryfonki tory. Właśnie spędziła z nim więcej niż kwadrans rozmowy, a zwyczajowo obdarzała go raptem pojedynczym, pogardliwym spojrzeniem i uderzeniem z łokcia podczas meczu. Nigdy nie potrafiła sobie tego odmówić.  Propozycje rekompensat zaskoczyły Tanję, co okazała wybałuszeniem oczu.
-O nie, żadnego łażenia za mną! Dam sobie radę z torbą, Ty byś jeszcze coś potłukł. –burknęła, od razu skreślając ten punkt z listy propozycji Asena. Spojrzała na Ślizgona z współczującym uśmiechem, oceniając tym samym jego dalszą inwencję twórczą.
-Lepiej nie tykaj moich włosów ani skarpetek. Już nawet nie chodzi tu o moje, a raczej Twoje bezpieczeństwo... o! No widzisz, jak chcesz to potrafisz. Odzyskaj moje pióro z bociana czarnego, które Prior mi zabrał jakieś pół roku temu. Wszystkie inne zdobyłam, ale to jest unikatowe. –zarządziła, uśmiechając się z wyższością.
Już otworzyła usta na kolejną wzmiankę o kawie, gdy Asen dodał dość brzemienne w skutkach słowa odnośnie łamania regulaminu. Tanja aż się w środku zagotowała.
-To Wy jesteście tchórzami, podłe żmije. Bez większych przeszkód pojawiłabym się jutro o dziesiątej wieczorem, aby iść do Hogsmeade i wrócić bez problemu, za to Ty na samą myśl pewno byś nie wylazł z lochów. –odwarknęła, nie myśląc nad swoją wypowiedzią. Nie spodziewała się, że Asen ją podbije. W końcu należał według Tanji do tych, co wolą się nie narażać.
Westchnęła ciężko, gdy w Ślizgonie obudziły się rycerskie zrywy walczenia o jej honor.
-I tak już nie ma go w tej szkole i chwała mu za to. Poza tym, co Cię nagle wzięło na szlachetność? Nie wtykaj nosa między cudze drzwi, bo któregoś dnia ktoś Ci go boleśnie przytrzaśnie. –doradziła mu, chociaż ta odrobina wesołości wywołana określeniem byłych adoratorów Tanji nadal błąkało się po ustach. Wcale nie była urażona tym, że określała się mianem gorszego sortu. Oczywiście była tu mowa o sorcie atrakcyjności, bo poza tym Tanja nie miała sobie raczej nic do zarzucenia.
Z uśmiechem triumfu spojrzała na Ślizgona, który wyraził swoją dezaprobatę odnośnie umiejętności miotlarskich.
-A właśnie, że jestem! –krzyknęła dumnie, pomijając mimo uszu komentarz, jakoby była gryfońską mendą. W sumie nawet połechtało mile to jej ego.  Ruszyła w krok za Ślizgonem, dorównując mu.
-Gdybyś czasami nie zadzierał tak wysoko głowy, to może byś widział, jak Ci ktoś kafla podbiera, a najpewniej ja. –rzuciła z przekąsem, czując przewagę nad chłopakiem. Nie zarzucała sobie niczego pod względem gry, nawet dumnie mogła mówić, że szło jej bardzo dobrze mimo słabej miotły. Gdyby jeszcze zarobiła na swoją własną, podniosło by to jej samoocenę.
-Tak się składa, że to ja przestanę dawać Ci szansę byś się rozejrzał, tylko bez ostrzeżenia odbiorę Ci piłkę. –zagroziła z uśmiechem. Wiedziała, że jest na wygranej pozycji.
Kiedy tylko z usta Tanji padło stwierdzenie, że oczywiście wie o sekrecie rodziny Asenów i nie ma zamiaru z nikim się nim dzielić, dojrzała szczerą ulgę. Z zaskoczeniem musiała stwierdzić, że jednak było coś co Mikhaila ruszało i pilnował tego jak najdroższego skarbu. Upewniło ją tylko w tym, że nie należy używać tej informacji jako zemsty. Nawet względem niego.
-Asen, za kogo mnie masz, co? To, że Cię nie lubię nie znaczy, że chcę zniszczyć Ci życie w szkole. Pewno Ty zachowałbyś się podobnie... a raczej chciałabym w to wierzyć. –rzuciła z przekąsem. –Nikt nigdy się o tym nie dowie, a na pewno nie z moich ust. –dodała, a następnie westchnęła ciężko. –Merlinie, i tym sposobem coś jednak nas łączy. Sekret. By to szlag tę gryfońską szlachetność. –mruknęła, kręcąc głową.
Zobacz profil autora
Mikhail Asen
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 02 Lip 2016, 23:24

Tak. Asen nosił bokserki w hipogryfy i oczywiście był z nich bardzo dumny. Miał w swojej kolekcji także gacie w jednorożce, centaury, znicze, kafle, latające miotły i trolle. Jeśli Tanja tylko zapragnie to jej tę kolekcję pokaże, czemu nie. Pamiętał jednak jej zmieszanie w gabinecie Halla więc szczerze powątpiewał by kiedyś miało do tego dojść. W każdym razie wydawało mu się, że najbardziej chyba wkurzyła się właśnie o to paradowanie bez spodni i zmacanie. To, że rzucali w siebie galaretą nie było powodem do zemsty.
Uniósł brwi i zacmokał powątpiewająco. Miał na koncie tuzin szlabanów miesięcznie i nigdy nie spotkał na swojej drodze tej gryfonki. Albo to on po prostu zawsze trafiał do Filcha a inni uczniowie korzystali z taryfy ulgowej, albo dziewczyna przesadzała. Bardziej skłaniał się ku drugiej opcji bo...
- Ty i szlaban? Nie wierzę - pokręcił głową. - Jakoś nie wyobrażam sobie ciebie myjącej podłogę w izbie pamięci, czy coś.
Dlaczego była dla niego taka okropna? Nie to, żeby mu to jakoś przeszkadzało. Wzajemne docinki niesamowicie poprawiały mu humor tym bardziej, że Everett zamiast się obrażać dopłacała tym samym.
Bardziej zastanawiał się skąd się to u niej wzięło. Kwestia charakteru? W końcu aż do dzisiejszego dnia spotykali się głównie na boisku i grali przeciwko sobie ale Misza miał bardziej na pieńku z pałkarzami z gryffindoru, którzy notorycznie próbowali wycelować tłuczkiem w jego bułgarskie czoło.
Nic jej nie zrobił. Nie był Priorem, który uwziął się na nią i dzień w dzień kradł jej pióra. Chyba po prostu był sobą i na dodatek przyjacielem Jonathana, co od razu skreślało go w jej oczach. W ogóle nie wpadł na to, że jego dość poszlakowana opinia może mieć na to wpływ. Do tej pory nikomu to nie przeszkadzało, dlaczego więc teraz miałoby?
- Everett, przecież moja twarz o poranku to najpiękniejszy widok świata. Szczególnie gdy się nie uczeszę. Albo nie ubiorę koszulki... - brwi chłopaka kilkukrotnie powędrowały to w dół, to w górę. Może i nie miał sylwetki pałkarza ale i nie mógł się powstydzić swojej kondycji. Regularne treningi dawały efekty i chłopak mógł się poszczycić może i nie atletyczną, ale jednak całkiem przyjemną dla oka sylwetką.
Gdy stanowczo zaprzeczyła jakoby miał nosić jej torbę przez kilka dni lekko się zdziwił. Przecież mógłby to zrobić bez żenady. Nie obawiał się wcale pogardliwych spojrzeń i określeń typu "pantofel". Dla kogoś takiego jak Tanja Everett gotów był zrobić naprawdę wiele tym bardziej, że coraz bardziej mu się podobała i liczył, że na tym jednym przypadkowym zbliżeniu się nie skończy.
- Potłukł? To co ty tam nosisz, porcelanę? - parsknął śmiechem. Nie chciała też rozważyć żadnej z innych propozycji rzuconych przez ślizgona za wyjątkiem jednej. W zasadzie jak już zacznie się z Tanją spotykać będzie musiał uciąć sobie poważną z Priorem rozmowę. Norweg będzie musiał skończyć z tym całym cyrkiem i Misza miał ogromną nadzieję, że przyjaciel posłucha. Byli jak bracia, będzie musiał przychylić się do prośby Asena.
Słysząc jawne oskarżenie ze strony dziewczyny nie mógł się nie zaśmiać. To nic, że przez jego donośny głos czarodziej z obrazu spojrzał na niego krzywo, a zbroja w kącie pokręciła przyłbicą. Mikhail nigdy jeszcze nie usłyszał większej niedorzeczności toteż musiał na nią odpowiednio zareagować.
- Dziesiąta wieczorem. Koło posągu jednookiej wiedźmy. Jeśli się nie pojawisz to znaczy, że stchórzyłaś i będę się nabijał z ciebie aż do końca siódmej klasy. - Oczywiście, że nie miał problemu z przedostaniem się do Hogsmeade o takiej porze. Robił to dosyć regularnie i do tej pory tylko raz został na tym przyłapany, kiedy akurat wpadł na McGonagall za rogiem sklepu Zonka. Chłopak był naprawdę ciekawy czy Tanja serio się pojawi, czy tylko się zgrywa. Tak naprawdę mogła go tylko podpuszczać żeby wyszedł poza dormitorium podczas ciszy nocnej i zarobił kolejny szlaban. Coś w jej tonie jednak upewniło Asena, że bierze to wyzwanie na poważnie toteż już czuł miły dreszczyk przebiegający mu wzdłuż kręgosłupa na myśl o jutrzejszym wypadzie.
Gdy przyszło do rozmowy na temat chłopaka, przez którego Everett oceniała się tak mało pochlebnie po raz kolejny przystanął. Jak ona mogła zarzucać mu brak rycerskości? Przecież cały czas chciał przekazać jej, że właśnie tego mu nie brakuje. Jedyną jego wadą była niestałość w uczuciach ale winę za to ponosiła nuda. Według niego wszystkie dziewczyny były takie same, bez polotu. Czuł jednak, że w towarzystwie Tanji nudzić się raczej nie będzie.
- Ja zawsze byłem, jestem i będę szlachetny. Tak mnie mama wychowała, wiesz? - odparł oczywistym tonem. Podobał mu się jednak wyraz twarzy dziewczyny. To, że teraz uśmieszek czy to triumfu, czy bezczelności mieszał się z prawdziwymi, szczerymi emocjami. To miła odmiana do pogardliwych spojrzeń, którymi go jeszcze dziś obdarzała. Złapał się nawet na tym, że przez głowę przeszła mu myśl mówiąca, że mógłby ten uśmiech widywać codziennie. Śmiał się z przyjaciela, który tak jakby się zakochał, a teraz to samo dopadło chyba Asena. Tak jakby, bo sam do końca jeszcze pewny nie był.
- Nie rób sobie nadziei. I tak nie wygracie z nami. Musiałbym złamać obie ręce i nogi, żebyście mieli w ogóle szanse - powiedział. Temat pozostawał do rozstrzygnięcia. Misza bardzo chętnie zmierzyłby się z Tanją sam na sam ale nie chciał wybiegać tak daleko w przyszłość. Dopiero co podstępem wyciągnął ją do Hogsmeade ale zauważył, że jeśli tylko zagra na dumie dziewczyny ta będzie chciała za wszelką cenę udowodnić, że się co do niej myli. Mógł już, szczerze mówiąc szykować miotłę, bo gryfonka na sto procent zapragnie utrzeć Asenowi nosa i pokazać mu kto jest lepszy na boisku. To było bardziej niż pewne.
Ale wracając do najważniejszego. Misza szczerze chciał wierzyć, że gdyby zamienili się miejscami to postąpiłby tak samo. Że nie wyjawiłby nikomu jej tajemnicy. Przyzwoitości mu nie brakowało, ale gdyby chodziło o zemstę... Chyba by nie mógł sobie zaufać. Pech chciał, że dziś musiał zaufać Tanji, dziewczynie, której prawie nie znał.
Na jego ustach pojawił się cień uśmiechu. Gdy przychodziło do rozmawiania na temat wybryku jego ojca Misza zdawał nie być już taki pewny siebie, a co najpewniejsze - przestawał pajacować.
- Jak widzisz też mam trochę przerąbane w życiu. Myślałem, że moi starzy się kiedyś zejdą a tu takie rewelacje. Niby nie mam nic do Halla, kurde, nawet gościa lubię, ale jak sobie pomyślę, że on i mój ojciec... - wyznał. - No i uwierz mi, że sam bym wolał, żeby ta tajemnica nas nigdy nie łączyła.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie 03 Lip 2016, 01:21

Istotnie coś było na rzeczy w rozumowaniu Asena, szukając powodu złości Tanji. Największym jego przewinieniem było faktycznie naruszenie strefy intymnej dziewczyny, a przysłowiowy gwałt na oczach nadmiarem golizny był tylko gwoździem do trumny. Nie interesowała ją bielizna Asena, mógł nosić nawet bokserki w kształcie słonika, z trąbą w wiadomym miejscu. Gdyby Asen zechciał o tym rozprawiać na głos to najpewniej wizja tego rozbawiła by Tanję do żywego, ale jakiś szczęśliwy traf ją przed tym uchronił.
Tanja ściągnęła usta w dzióbek niezadowolenia, kiedy to Misza poruszył temat szlabanów. Wcale nie ustępowała mu ilością kar, chociaż nie był to dla niej powód do dumy. Połowa z nich była niezasłużenie.
-Tak, ja i szlabany. Ostatnio miałam u Smoczycy i robiłam ze składnikami eliksirów. Podłogi to może nie, ale wymienię Ci wszystkich nagrodzonych z Izby Pamięci za zasługi dla szkoły. Czytałam te srebrne plakietki chyba tysiąc razy. –zmarszczyła nos na samo wspomnienie pasty do polerowania. Chyba jedyny zapach, który napawał ją mdłościami.
-Ty pewno tylko skrobiesz jakieś „nie będę wychodził po północy” i tak dalej. –machnęła ręką. Ostatnią rzeczą o jakiej chciała rozmawiać z Asenem to dorobek szlabanowy.
Nie zwykła się obrażać, gdyż potęgowało to w ludziach przekonanie, że jest taka jak inne. Stereotypowa dziewczyna, strzelająca focha o wszystko co uraziło jej delikatną dumę. Tanja prędzej oddała by komuś pięknym za nadobne. Życie z takim tyranem w domu nauczyło ją, że należy się bronić i walczyć, bo inaczej zostanie zadeptana. Można było więc powiedzieć, że to była istotnie kwestia charakteru.
Może faktycznie Tanja mocno się pospieszyła z tą negatywną opinią Asena, ale wyszła z założenia, że osoba, która jest najlepszym przyjacielem Priora musi być do niego podobna. Chyba uaktywnił się tu system obronny, aby nie narażać się na zbyteczny atak ze strony tej dwójki. Nie była nigdy za klasyfikowaniem ludzi zanim się ich nie pozna, ale tutaj wolała zachować ostrożność. Może los kiedyś to zmieni. Zwłaszcza, że Asen wydawał się z jakiegoś powodu uwziąć na Tanję i narzucać swoją obecność.
Spojrzała powątpiewająco na Miszę, który myślał, że wyobrażenie sobie go bez koszulki miało w jakikolwiek sposób przekonać Tanję do skromnej osoby Ślizgona.
-Mam ogromną nadzieję, że nigdy nie będę mieć okazji widzieć Cię z rana. Umarłabym na zawał serca, gdybym Cię zobaczyła w chwili przebudzenia. –westchnęła. Brak koszulki nie był dla Tanji niczym fascynującym, w końcu chłopcy po treningu czy meczu paradowali bez nich po całej szatni. Nie sądziła, aby pod ubraniem Asena kryło się coś, czego nie miała jeszcze okazji widzieć.
Wizja chodzącego za nią krok w krok Asena przeraził ją na tyle, że zaraz odrzuciła tę propozycję. Spojrzenia znajomych i ich śmiechy nie opuszczały by jej miesiącami. Wolała nie znosić kpin aż do końca roku. Posłała chłopakowi jadowity uśmieszek, gdy rozbawiła go prawdopodobna zawartość torby.
-Nie, szklane fiolki z eliksirami. Poza tym noszę w niej Rubina, bałabym się o jego życie. –prychnęła, zdradzając się z imieniem pupila. Dobrze, że został w sypialni. Nie zniósłby glutowej wojny.
Jej piórowa kolekcja była dość spora, pełna unikatów. Kiedyś miała zwyczaj odbierać okazy od innych uczniów wprost na korytarzu, ale od czasu kiedy Prior zaczął jej zabierać pióra ledwie po przekazaniu, umawiała się z ludźmi poza szkołą i to w godzinach nocnych. To bocianie pióro sporo ją kosztowało i nie mogła przeboleć jego straty. Może nagła rycerskość Asena będzie miała jakieś swoje plusy?
Podejście Mikhaila odnośnie spotkania okazało się skuteczne, nawet jeśli było nieświadome. Dziewczyna za wszelką cenę chciała udowodnić, że Ślizgoni to byli tchórze nad tchórzami. Zmrużyła gniewnie oczy, kiedy ją wyśmiał. Taki był hardy? Okaże się.
-Dziesiąta wieczorem. Przy posągu. Szykuj się na całoroczne kpiny, jeśli się nie zjawisz. –rzuciła z uśmiechem triumfu. Kolejne wyzwanie, któremu nie umiała się oprzeć. I dziwić się, że dziewczyna co rusz wpadała w kłopoty. Nie raz już bywała o tej porze, a nawet później poza zamkiem. Raz czy dwa dała się złapać, ale ten drugi był nie z jej winy. Gdyby nie kłótnia na korytarzu z pewną osobą, na którą się natknęła, najpewniej ominęłaby ich kara. W ciemnowłosej główce zaczynały pojawiać się pierwsze pomysły na to, jak upokorzyć Asena jeśli ten się nie zjawi, a jak kiedy się pojawi. Miała mnóstwo pomysłów, należało jedynie je dopracować.
Przystanęła wraz z Asenem, kiedy ten oburzył się zarzucanym mu brakiem rycerskości.
-Chwała jej za to, może kiedyś to zauważę. Na razie nie widzę różnicy między szlachetnością, a interesownością. –stwierdziła, uśmiechając się kwaśno. Początkowe zdenerwowanie jakoś przeminęło wraz z napływem wesołości odnośnie troglodytów. Starała się jakoś zgasić ten uśmiech, ale nie potrafiła. Wizja adoratorów jako troglodytów bardzo ją bawiła. Nawet przeniosło się to na jej oczy, które nie były już lodowate, a przypominały niebo w ciepły poranek. Cholerny Asen, no!
Przez myśl jej przeszło, że może faktycznie Asen nie był taki zły jak myślała? Odgoniła jednak szybko tę możliwość. Wiedziała, że to złudne i nie może się dać temu ponieść.
Roześmiała się ponownie wbrew sobie, kiedy Misza stwierdził, że tylko trwała kontuzja wszystkich kończyn wyeliminowała by go z gry, a zwycięstwo Ślizgonów przepadło by z kretesem.
-To da się zrobić, ale uważam, że lepiej Cię pokonać w pełni sprawnego. Większa satysfakcja. –uśmiechnęła się triumfalnie, nie wątpiąc w to, że Asen pozwoli się rozproszyć byle pierdołą. Może nie pochwalała specjalnego utrudniania przeciwnikom gry, ale zawsze mogły to być „przypadkowe” i „nieświadome” sytuacje, które i tak mogły by zaistnieć na boisku w każdej chwili. Tanja była oporna na tego typu sprawy, widząc tylko w zasięgu swego wzroku tłuczki, kafla, pałkarzy i najbliższego ścigającego innej drużyny. Gdybym tylko mogła pożyczyć od kogoś lepszą miotłę, aby jej szanse nie zależały od pechu jakim jest toporna miotła.
Chwila spokoju jaką zafundował Misza odłożeniem na bok zabawnego tonu pozwoliła Tanji odetchnąć. Chyba było go stać na chwilę powagi.
-Nie wątpię, że może być to… trudne. Chyba jednak nie pozostaje Ci nic innego jak to zaakceptować tak jak ja. Jeśli to czyni Alexa szczęśliwym, to nie mam zamiaru stawać temu na przeszkodzie. Może powinieneś zrobić to samo. Chyba lepiej tak niż wiecznie skłóceni rodzice. Sama nie wiem, nie wiem co to… normalna rodzina. –uśmiechnęła się wymuszenie. Wzruszyła ramionami.
-Najlepiej będzie zapomnieć o tym i udawać, że ja nic nie wiem. Wtedy nic nas nie będzie łączyć, na szczęście. –rzuciła, robiąc krok w stronę schodów. –Nie stchórz. –dodała i skierowała się w górę ku wieży Gryffindoru. Jak i Asen w stronę lochów.
Z tematu x2
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:01

Jedną z wielu zalet bycia siódmoklasistą były tak zwane okienka. Czas przeznaczony na totalne lenistwo i psychiczne przygotowywanie się do dwugodzinnych eliksirów. Podczas, gdy Conus oddawał się macaniu jakiegoś gryfońskiego dziewczęcia Castiel przesiadywał na parapecie okiennym i oddawał się pracy papierkowej nad najbliższym treningiem quidditcha. Z notesem opartym o zgięte kolana zawzięcie rysował na kartce sylwetki siedmiu zawodników połączonych serią strzałek. Tutaj zakreślił jedną postać z dużym czerwonym wykrzyknikiem, a tu z tej strony zamazał szkic aż przedziurawił kartkę na wylot. Obok Castiela leżał sobie kafel, którym rzucał w Miszę podczas przerwy lekcyjnej rzecz jasna w celach poprawy koordynacji ruchowej, a nie po prostu perfidnemu przerywaniu w próbach poderwania cycatej Puchonki. Orle pióro łaskotało chłopaka w brodę, gdy ten wydarł całą kartkę z notesu, zwinął ją w kulkę i wyrzucił na podłogę. Nie przejął się tym, że kosz na śmieci znajduje się raptem kilka metrów dalej. Zaleta bycia na ostatnim roku - nikt poza nauczycielem nie mógł go zmusić do zbierania papierków z podłogi. Prefektowie mogli równie dobrze mówić do ściany, zwyczajnie się tym nie przejmował. Zamoczył pióro w atramencie i zaczął szkicować boisko od nowa. Jego drobne i ledwie czytelne pismo zajmowało całą wolną przestrzeń kartki. Wzdychał raz po raz i popychał palcem narysowane modele zawodników, aby przesunęły się w inne miejsce. Horn cierpliwie szukał poprawnego szyku, który sprawdziłby się podczas sytuacji zagrożenia utraty kafla. Dziesięć nazw różnych sekwencji, a i tak co chwila znajdował coś, co mu wyjątkowo nie pasowało. To praca na długie wieczory. Tak wiele miał na głowie, dlatego poświęcał wolną godzinę na dopieszczanie scenariusza treningu. Słońce padało wprost na jego twarz, która w świetle wydawała się dosyć blada, choć równie dobrze mogła to być tylko gra świateł. Po paru minutach poprawiania sekwencji nazwanej Dziką Klaustrofobią chłopak westchnął. Wyciągnął długie ręce nad głowę i przeciągnął się leniwie. Stopy odziane w porządne glany oparł o przeciwległą ścianę, prawie na wysokości swojej głowy. Odkąd Filch siedział w swojej klitce na zwolnieniu lekarskim, Castiel używał sobie wolności. A to palił papierosy we wnęce korytarza, a to bezczelnie podkradał czyjąś słodką bułkę lub chodził ubłoconymi buciorami po wykładzinie. Nie przejmował się widmem woźnego i mógł robić co mu się żywnie podobało, o ile nie widział w pobliżu jakiegoś nauczyciela. Korytarze były puste, przynajmniej ten tutaj na czwartym piętrze. Podwinął rękawy do łokci, zsunął zapisany i otwarty notes na podłogę i położył sobie na kolanach kafel. Wyciągnął różdżkę i objął ją palcami niczym zwyczajny ołówek. Z pół uśmiechem na ustach grawerował na piłce sobie tylko znane słowa. Posada kapitana drużyny daje pewne przywileje - mógł robić z piłkami co tylko chciał i miał pełne prawo zwalić winę na kogoś innego. Zaiste popołudnie było miłe, spokojne i pomimo wizji dwugodzinnych eliksirów Castiel zachowywał względnie dopuszczalny i znośny humor.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:02

Promienie słońca wpadające do dormitorium dziewczyn będąc zapowiedzią piękniejszego dnia. Blondynka mozolnie otworzyła oczy, w pierwszej kolejności przyzwyczajając je do jasności, która panowała w pomieszczeniu, chwilę zajęło jej określenie gdzie właściwie się znajduje. Dormitorium. Hogwart. Anglia powtarzała w myślach niczym mantrę od pierwszego dnia, i choć minęło ich aż cztery nadal nie mogła przyzwyczaić się do nowego miejsca. Czasem jeszcze czuła się tu obco, najgorsze były momenty kiedy nie było przy niej Viniego, wtedy bardzo często myliła klasy, magiczne schody które obrały sobie ją za ofiarę właśnie w takich momentach lubiły płatać jej figle sprawiając, że ta gubiła się w zakamarkach zamku. Z jakiegoś powodu prawie wszystkie korytarze tutaj wyglądały tak samo, utrudniając tym samym odnalezienie miejsca, który obierała sobie za cel. Dlatego też, dwa dni temu trafiła na lekcje transmutacji zamiast zaklęć, a wczoraj poszła spać bez kolacji, o czym głośno przypomniało jej burczenie w brzuchu. Westchnęła cicho zgarniając dłonią resztki senności z twarzy, usiadła leniwie na łóżku wkładając na nogi swoje ulubione kapcie z głowa psa. Szurając ruszyła do toalety, mimo radosnego tła w postaci docierających do pokoju promieni słońca Gabrielle czuła jakiś wewnętrzny niepokój.
Ubrana w zielone spodenki, które dość mocno opinały jej uda oraz tylną część ciała, biały podkoszulek oraz adidasy ruszyła, by odbyć swój codzienny rytuał. Poranne bieganie, wydychanie rześkiego powietrza, które tylko przez kilkanaście minut miało zapach świeżej rosy, zanim umknęło pod naporem ciepła słońca lub ciężarem burzowych chmur było dla niej niczym oaza na pustyni dla spragnionego wędrowca. nie potrafiła bez tego normlanie funkcjonować, niby nic wielkiego, jednak dziewczynie dawało energii na cały dzień, endorfiny uwalniające się podczas wysiłku ładowały jej mały akumulatorek, a wtedy uśmiech nie potrafił zejść z jej ust. Włosy związane w kuc poskakiwały przy każdym kolejnym kroku, nierówna powierzchnia była dodatkowym wyzwaniem, którego nie bała się podjąć. Lubiła przekraczać własne granice, czuć żar mięśni, ich ból kolejnego dnia, często ćwiczyła ponad siły, ale to właśnie ukształtowało w niej wewnętrzną wojowniczkę, dzięki temu zawsze walczyła do końca, nawet jeżeli inni dawano postanowili się poddać.
***
Wolnym krokiem przekroczyła wrota zamku, od razu kierując się ku schodom, czuła jak pot płynie po jej plecach, kreśląc mokrą strużkę wzdłuż kręgosłupa. Wspięła się na pierwsze trzy schodki, kiedy ten diabelski pomiot szkoły, jakby wyczuwając, że właśnie ona po nich stąpa ruszyły, w ostatniej chwili blondynka chwyciła poręczy, tym samym zachowując równowagę. Zaklęła pod nosem w rodzimym język, westchnęła prostując się, nic nie mogło zepsuć jej dzisiaj tego dnia, dlatego na twarzy dziewczyny pojawił się uśmiech. Weszła na korytarz, jeden z wielu znajdujących się w murach Hogwartu, mijane obrazy witała pełna szacunku lub po prostu szerokim uśmiechem, kiedy przyglądały się jej z wyraźnym zainteresowaniem. Właśnie mijała kolejne okiennice przez które rozpościerał się piękny widok na jezioro, nucąc pod nosem słowa piosenki, kiedy jej uwagę zwrócił chłopak siedzący na jednym z parapetów, trzymał w ręku kafla. W oczach Francuzki mimowolnie pojawiły się wesołe ogniki, sprawiając że kolor źrenic był jeszcze bardziej zielony. Szybkim krokiem przemierzyła dzielącą ich odległość, prawie że materializując się przed brunetem znikąd.
-Cześć! - powiedziała na powitanie, chociaż nawet na niego nie spojrzała, jej uwagę przykuła piłka oraz leżący nieopodal notatnik, w którym narysowani piłkarze odgrywali swoje role. -Grasz w Quidditcha?! - zapytała uniesionym o oktawę głosem przepełnionym ekscytacją. -Dobry jesteś? - zadała kolejne pytanie, nie czekając aż odpowie na poprzednie. Wzięła notes do ręki przyglądając mu się uważnie, marszczyła delikatnie nos, jakby w ustawieniu przedstawionemu na kawałku papieru coś nie pasowało. –Hm… osaczenie ścigającego z trzech stron to bardzo mądre posunięcie, rok temu coś podobnego w rozgrywkach krajowych zastosowali Francuzi, ale oni brali pod uwagę to, że wtedy cała trójka jest jakby wyłączona z gry, a ty bierzesz to pod uwagę? – dopiero teraz na niego spojrzała, i do razu pożałowała.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:04

Siedząc tak myślami w quidditchu i widząc intensywnie grzejące wiosenne słońce nabrał ochoty na wzbicie się w powietrze. Miał jeszcze sporo czasu do następnej lekcji, więc równie dobrze mógł iść oddać się przyjemności. Odstresowałby się przed eliksirami, zapomniał o dręczących go emocjach i przy okazji oszacowałby stosowne odległości i wysokości, które mogłyby przydać się do dokładniejszego zorganizowania scenariusza treningu. Włożył zatem różdżkę za ucho i odłożył kafel na bok. Nie ma co zwlekać, skoro ochota naszła i czasu również nie brakowało. Zsunął buciory na podłogę i dokładnie w tym samym momencie podbiegła do niego jakaś dziewczyna. Najpierw dostrzegł bladą i szczupłą dłoń sięgającą po jego prywatny notes. Mina jaka zdobiła jego twarz pozostawiała wiele do życzenia. Niemalże z mordem w oczach wyrwał dziewczynie z ręki swoją własność. Dopiero po tym fakcie przyjrzał się jej i aż uniósł wysoko brwi. Zagwizdał, bezczelnie zagwizdał i zlustrował nagie łydki dziewczęcia, nie omieszkał skomplementować w duchu jej pośladków. Uniósł wzrok wyżej i wcale się nie rozczarowywał. Talia i jej wymiary były perfekcyjne, a twarz... Castiel zrobił przysłowiowego "karpia", bo nigdy nie spotkał jeszcze tak ładnej dziewczyny. Musiała być nowa, bo niemożliwym było, aby uchowała się nietknięta przed rękoma któregoś z jego przyjaciół. Sam Castiel chętnie by ją oczarowywał i podrywał, gdyby nie to, że zdążył się zakochać na zabój w innej dziewczynie. Mimo, że ta tutaj robiła wrażenie, ośmieliła się ruszyć jego własność. Byłby w stanie jej to wybaczyć... ale na razie nie był aż tak wyrozumiały. Słyszał jej akcent. Obcokrajowiec, musi być z wymiany.
- Po pierwsze, widzę, żeś nowa to poznaj zasadę - nie ruszaj rzeczy, które nie należą do ciebie. To chyba jasne w każdej społeczności, chyba, że pochodzisz z bezludnej wyspy. Po drugie ośmielasz się pytać kapitana drużyny czy jest dobry w quidditchu. Odważna albo głupia. - wstał i górował nad nią. Podrapał się po brodzie i lustrował ją wzrokiem. - Po trzecie nie proszę o żadną poradę ani komentarze dotyczących moich prywatnych notatek. - schował notes do tylnej kieszeni spodni. Nie umknęło mu, że była ubrana na sportowo. Przełknął nadmiar śliny na samą myśl jak ta dziewczyna musi wyglądać bez całej tej zbędnej wierzchniej odzieży. Mimo fizycznej zalety nie miał nastroju, by dawać jej taryfę ulgową w traktowaniu. Jeśli liczyła na przyjemne powitanie to poda jej namiary na Conusa i Miszę. Raz dwa zaproszą ją do schowka i zmacają raz, a porządnie. Castiel, ten dziwaczny człowieczyna, był gotów odstąpić tę tutaj pannicę. I tak wolał Nessie. Sięgnął po kafel i wpakował go pod pachę.
- Do którego domu trafiłaś? Wiedziałbym, gdybyś dołączyła do Slytherinu. - zapytał bez cienia uśmiechu na ustach i w oczach. Gdyby była w domu Węża połowa chłopaków rzuciłaby się na nią z wygłodniałym i obłąkanym wzrokiem. Nie umknęłoby to nawet największemu outsiderowi. Ba, nawet Konieczny z Ravenclawu by to zauważył, a wiadomo jak wielkim jest odludkiem.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:05

Poczuła szarpnięcie, a notatnik, który jeszcze sekundę temu spoczywał w jej drobnych dłoniach pozostawił jedynie niebieski ślad niedoschniętego atramentu na koniuszkach palców. Zmarszczyła czoło, a uśmiech zdobiący jej usta, ukazujący szereg białych zębów znikł. Patrząc w oczy chłopaka widziała w nich wymalowaną chęć mordu, skierowaną bezpośrednio w jej osobę. Zmarszczka na czole pogłębiła się delikatnie, a na policzki wstąpił rumieniec wstydu, który już sekundę później został zastąpiony czerwonymi plamami złości. Nieznajomy bezwstydnie zlustrował ją od dołu do góry, znacząco wyrażając swoją opinie. Krew zawrzała w brunetce, zacisnęła małe dłonie w piąstki z nieodpartą ochotą przywalenia mu prosto w nos. Jak on śmiał?! Dupek! Cham i prostak! pomyślała w pierwszej chwili biorąc głęboki wdech, żyła na jej skroni pulsowała w zastraszającym tempie, wyraźnie odznaczając się na bladej cerze.
-Con! (dupek) – syknęła w ojczystym języku, krzyżując ręce na piesiach. Jak on mógł potraktować ją tak przedmiotowo? A gdzie szacunek należny płci przeciwnej? Tylko bycie damą powstrzymywało ją przed tym, aby walnąć chłopaka, tak gdzie zaboli go najbardziej. Kilka wdechów, liczenie do dziesięciu, to pozwoliło Gab uspokoić się na tyle, by móc z nim dalej rozmawiać, gdyby nie fakt, że grał w Quiddirtcha, zapewne już dawno obróciłaby się na pięcie i odeszła. Wstał, dopiero teraz zdała sobie sprawę jak wysoki jest, mając ponad 170 cm wzrostu i tak była od niego znacznie niższa, jednak to nie przestraszyło jej. Obdarzyła go wyzywającym wzrokiem zielonych tęczówek, które nadal mieniły się w geście ekscytacji mimo, że teraz starała się ukryć ten fakt.
- Po pierwsze nie nauczono cię szacunku do kobiet? Czy jesteś aż tak bardzo opóźniony w rozwój, a twój wygląd dorosłego już mężczyzny to jedynie przykrywka? - zaczęła wyliczać zupełnie jak ona z zaciętym wyrazem twarzy, nie lubiła takich typów, który oceniali dziewczyny jedynie na podstawie ich wyglądu, to doprowadzało ją do szału, budząc przy okazji potrzebę obrony. – Po drugie, ten notes sobie leżał, nie ma na nim twojego imienia i nazwiska więc również dobrze mógłby należeć do kogoś innego – stwierdziła, opierając dłonie na swoich biodrach, wyprostowała się, dzięki temu wydawała się nieco wyższa, a różnica wzrostu była mniej zauważalna, przynajmniej dla niej. –Po trzecie nie miałam pojęcia że jesteś kapitanem – zauważyła –A nawet jeśli to radziłabym ci słuchać innych, który mają pojęcie o tym sporcie. Wykorzystujesz utarty schemat i myślisz, że nikt tego nie zauważy? Ha! – zaśmiała się wrednie, rzadko kiedy zachowywała się w podobny sposób, ale ten zaszedł jej za skórę. Nie mogła… nie umiała puścić mu płazem zniewagi, której się dopuścił. Anglicy!
Widziała jego lubieżny wzrok skupiający się na jej ciele, jednak nawet nie chciała myśleć co siedzi w głowie nastolatka, u którego buzują hormony. Wolała zignorować to całkowicie, nie dając tym samym powodów do kolejnej nieprzyjemnej wymiany zdań. Westchnęła, wywracając teatralnie oczami. –Hufflepuff – odpowiedziała rzeczowo, po czym kiedy ten się zupełnie tego nie spodziewał odebrała mu zręcznie kafla. –Trenuj mnie – powiedziała, niby prosząc, niby wręcz rozkazując, kręcąc piłka bączka na jednym palcu.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:05

Uniósł lewą brew.
- Con? Con - co? Wiesz, jesteśmy w Szkocji i wymagany jest tu przyzwoity angielski. Jeśli masz z tym problem mój kumpel jest doskonały w nauczaniu języków. - puścił do niej oczko, bo oczywiście jego wypowiedź była przesycona podtekstami. Z drugiej strony miło jest wywoływać rumieńce i perfidne zawstydzenie u dziewczyn. Castiel był gruboskórny. Nie przejął się ani trochę swoim nietaktem. Nie miał dzisiaj nastroju na okazywanie dobrego wychowania. Skoro postanowiła dotknąć jego prywatności, poużywa sobie na niej i wyżyje się na niej słowem. Jakoś człowiek musi funkcjonować, gdy nosi w klatce piersiowej pęknięte na pół serce. Ta tutaj nie jest w stanie tego zrozumieć. Nie żeby Castiel miał zamiar się jej tłumaczyć. Gdy odpyskowała mu, zrobił do niej gwałtowny krok. Stanął blisko, pochylił się przed jej twarzą z groźną miną.
- Zważaj na słowa, bo nie wiesz z kim rozmawiasz. - syknął i patrzył na nią zimno. Jego wzmożona drażliwość doprowadzała jego przyjaciół do szewskiej pasji. Biedna pannica, mogła nieświadomie go rozjuszyć, a miał taką ochotę na sport. - Co ty masz pod tą złotą czupryną? Bo chyba szare komórki musiały uciec z wrzaskiem, gdy zobaczyły twoje zdolności intelektualne. Mądry człowiek zajrzy na pierwszą stronę kajetu. - aż wyjął zeszyt, otworzył w odpowiednim miejscu, przyłożył tam palec a następnie przysunął okładkę pod sam nos Puchonki. Jak byk było napisane "Własność Castiela Horna.
- Co, angielski sprawia problemy? Lepiej czuje się panna w trytońskim, hm? - ociekał kpiną, uśmiechnął się złośliwie do niej. Nakręciła go, sama była sobie winna. Taka śliczna a taka tępa. Nie miał ochoty wysilać się, by sprawdzać co kryje się poza ładną buzią, cudnymi cyckami i zgrabnym tyłkiem. Dziewczyny przysparzały mu samych problemów, a więc nie zamierzał pakować się w intensywne interakcje z nimi. Co prawda Misza mówił zgoła coś przeciwnego - zachęcał go do obmacywania panienek, a nuż wybiłby sobie z głowy Ness. Horn nie mógł się do tego przełamać. Nie, odkąd wie kogo kocha.
Spomiędzy jego zębów wydostał się dziwny dźwięk o zabarwieniu ostrzegawczym.
- Nie wypowiadaj się na temat, o którym nie masz bladego pojęcia. Nie będę ci się z niczego tłumaczył, a gdybyś była bystrzejsza zapoznałabyś się z ogólnodostępną rozpiską prefektów i kapitanów. - wywrócił oczami, schował notes z powrotem do kieszeni. Nie zamierzał tracić na nią czasu. Chętnie by się na niej powyżywał, jednak skoro miał docelowo zająć się sportem winien to uczynić zanim całkowicie zepsuje mu się humor. Nim zdołał odwrócić się do niej plecami odebrała mu kafla. Zaczęła popisywać się, czym zdumiała Ślizgona. Ostatnie o co podejrzewał tę porcelanową lalę to umiejętności związane z quiddtichem.
- Niby czemu miałbym to zrobić? - prychnął. Zapisał sobie w myślach przynależność do jej domu. W Huffelpuffie nie brakowało ładnych panienek, a więc tradycji stało się zadość. Da cynk Conusowi, niech sobie ją dorwie i zrobi z nią co zechce. Jego samego drażniła, a więc bez wyrzutów sumienia odstąpi prawo do pierwszeństwa poderwania jej. Bardzo szybkim ruchem wyciągnął ku niej rękę, zbił kafla i przerzucił go sobie do drugiej ręki. Odwrócił się do niej plecami i zaczął maszerować wzdłuż korytarza, ku schodom prowadzącym na parter.
- Gdybyś była tak mądra jak jesteś śliczna to bym rozważył, gdybyś ładnie poprosiła. Nie wychodzi ci. - rzucił do niej przez ramię i po prostu bezczelnie sobie odszedł kawałek dalej.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:06


Prychnęła słysząc jego uwagę, złość ponownie rozlała się po jej drobnym ciele, dłonie zacisnęła w piąstki, ostatkiem sił powstrzymując się przed przywaleniem mu. Palant! powoli brakowało jej słów, by określić chamstwo chłopaka. Nieco przydługie paznokcie wbijała w wewnętrzną stronę dłoni, by zapanować nad targającymi nią emocjami. Była damą, damą. Założyła zaplątany kosmyk włosów za ucho wypinając do przodu dumnie pierś. Uniosła głowę do góry, patrząc mu prosto w oczy. – Wymagana jest też znajomość większej ilości języków niż tylko angielski… gdybyś był nieco bardziej oczytany, zapewne wiedziałby jakim językiem się posługuje, i kto tu wychodzi na głupka? – zapytała wyzywająco wręcz, jednocześnie ignorując komentarz dotyczący jego kumpla. Nie sądziła, że Anglicy to takie chamy, uważała ich za oczytanych ludzi. Finn i Vinni byli zupełnie inni niż brunet stojący przed nią. On był taki… wkurzający, budził w niej uczucia, które na co dzień nie towarzyszyły jej. Kolejny rumieniec wstąpił na policzki dziewczyny, wywołany tak głupim gestem jak puszczenie przezeń oczka. Irracjonalna była reakcja jej organizmu, nad którą zupełnie nie mogła zapanować. Uśmiech zniknął już dawno z jej ust, które teraz tworzyły jedną, cienką linie, całkowicie załamując ich ponętny, naturalny kształt.
Czy musiała mieć tak niebywałego pecha, że trafił się jej cham i prostak? Nim zdążyła zareagować, ten zbliżył się do niej na odległość zaledwie pięciu centymetrów, łypiąc na nią groźnie. Myślał, że się go wystraszy? Dobre sobie pomyślała, w tym momencie górę nad Puchonką wzięła ta jej wojownicza natura, która zawsze pakowała ją w kłopoty. Również zrobiła krok do przodu, tak że teraz właściwie stykali się klatką piersiową. Teraz wcale nie wydawał się taki wysoki, kiedy zadarła lekko głowę ich usta prawie znajdowały się na jednym poziomie.
-Sęk w tym, że doskonale wiem z kim rozmawiam. Jesteś palantem – odpowiedziała, nie robiąc sobie nic z jego lodowatego spojrzenia. Kiedy stała tak blisko mógł wyczuć kwiatowy zapach wymieszany z kwaskowatą wonią dojrzewających truskawek, pachniała niezwykle pięknie. –Gdybyś lepiej to przemyślał, wiedziałbyś że podszyć się pod kogoś to wcale nie tak trudna sztuka. Nie znam cię, nie wiem też kim jest Castiel Głupek Horn. Więc? – zadawała kolejne pytanie kładąc nacisk na słowo „głupek”. W przeciwieństwie do niego była świadoma wad taktyki którą obrał, w Quidditcha grała jeszcze zanim zaczęła chodzić, kiedy nauczyła się czytać w wieku 5 lat najpierw studiowała podstawowy poradnik do gry, a potem wraz z wiekiem analizowała grę każdej drużyny biorącej udział w turnieju. Śledziła na bieżąco ich taktykę, ustawienia, nawet posiadała notatnik w który zapisywała wady i zalety każdego bardziej znanego zawodnika, ale tego Horn nie mógł wiedzieć, z góry zakładając że jest ciemną masą.
-Jakbyś ty posiadał chociaż jedną komórkę pod tą swoją bujną czupryną wiedziałbyś, że język trytoński przystosowany jest do życia pod wodą i brzmi on podobnie do angielskiego oraz każdego innego w zależności od tego, gdzie trytony żyją – odpowiedziała, wymądrzała się? Tak. On zdecydowanie źle dzisiaj trafił dokonując swojej pochopnej oceny patrząc jedynie na jej wygląd. On bywa mylący. Poza sportem Francuzka miała też wiele innych zainteresowań, w tym języki. Och, biedny Castiel. Widząc jego zszokowaną minę uśmiechnęła się triumfalnie. W tym momencie zyskiwała nad nim przewagę. Widziała jak z każdym kolejnym wypowiedzianym zdaniem doprowadza go do wściekłości, najzabawniejszy w tym wszystkim był fakt, że ją to bawiło. Nie odczuwała nawet odrobiny strachu, wręcz przeciwnie emanowała niezwykłą pewnością siebie. Była wyzwaniem. - Imię i nazwisko wypisane na tablicy nie daje zbyt wiele. Alecto Carrow, Jon Morensen, Castiel Głupek Horn, Resa Anderson. To tylko litery składające się na pełne wyrazy, nawet jeśli je znam to nie wiem kto jak wygląda. Logiczne – zauważyła, choć czasami mówienie szybciej w języku angielskim sprawiało jej problemy, tak teraz wypowiadała się niezwykle płynnie i zrozumiale, dzięki czemu francuski akcent zanikał na ułamek sekundy. Była to zapewne sprawka adrenaliny krążącej w jej żyłach, przyjemne a zarazem niebezpieczne.
-Bo. Jestem. W. Tym. Dobra – oznajmiła, robiąc coś na kształt dramatycznej pauzy między każdym słowem. Nim dodała coś jeszcze ten szybkim ruchem wyciągnął z jej dłoni kafla, po czym przerzucając go do drugiej ręki, tym samym ograniczając do minimum odebranie mu go, odwrócił się na pięcie, ruszając przed siebie. Blondynka cicho warknęła pod nosem. Kiedy bezczelnie odszedł ruszyła zanim, prychając w momencie gdy ich ramiona wyrównały się –Nie zamierzam. Powiedziałeś że jestem śliczna? Jednak stać cię na bycie miłym ? – zapytała uśmiechając się szeroko.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:16

Zmniejszenie dystansu między nimi miało na celu pokazanie tejże dziewuszce, że nie jest skory do żartów. Zaimponowała mu uniesieniem podbródka i tą wyzywającą postawą. W innym przypadku ucieszyłby się jak dziecko z kontaktu z jej biustem. Teraz to go rozdrażniło, bo obiecał sobie, że nie będzie tracić czasu na puste laleczki. Oceniał ją krzywdząco i nie silił się na poszerzenie horyzontu. Mimowolnie zaczerpnął oddechu, a więc dotarł do niego wiosenny zapach perfum. Celowo i kontrolowanie wzdrygnął się, by ją do siebie zniechęcić. Nie miał najmniejszej ochoty na jej towarzystwo mimo, że przyciągała wzrok i była cholernie śliczna. Patrzenie na nią bolało. Oglądał sobie jej zielone, przymrużone oczęta odpowiadając wzrokiem zimnym jak zamarznięty lód. Chyba nie oczekiwała od niego ciepłego powitania? Jeśli tak, to trafiła pod przeciwny adres. Czuł dziką satysfakcję z tego, że udało mu się ją zawstydzić. Nie była jakoś specjalnie niska, odważnie pokonywała przyzwoite granice narzucone przez społeczeństwo. Widział doskonale jej usta. Wykrzywił się, cofnął. Zbyt intensywny bodziec wytrąci go z równowagi. Nie sądził, by jakakolwiek dziewczyna mogłaby go wystawić na pokuszenie pomimo uczuć, jakie go od środka trawią.
- Racja, jestem palantem, chamem, sukinsynem. To się może przedstaw, słodziutka, co? Gorgona? Syrena? Kretynka? Skoro ośmielasz się mnie obrażać chwilę po tym, gdy zaczęłaś się wtrącać w nieswoje sprawy? - nachylił się do jej ucha. Czuł przez krótki moment ciepło bijące od jej skóry. - Nie testuj mnie. - szepnął powoli i wyraźnie. Odszedł. Podniosła mu ciśnienie, a był taki dumny z utrzymania od rana względnie dobrego humoru. Szlag wszystko jasny trafiał.
- Amerykę odkryłaś. Brawo, owacje na stojąco dla tej pani proszę. - zatrzymał się, pchnął kafel z powrotem pod ramię i bezczelnie zaczął klaskać. Uniósł głowę w kierunku obrazów. - Proszę państwa, bijmy brawo dla tej panny. Zasługuje, no, wszyscy razem. - zmienił ton na znacznie łagodniejszy, a więc postacie z obrazu - niewprowadzone w treść ich dyskusji, a usłyszawszy tylko głośniejszą prośbę chłopaka - wstały ze swoich krzeseł, sof, traw, koców i biły brawo, nie bardzo rozumiejąc za co.
- Zadzieraj ze mną dalej, a będziesz ryczeć na samą myśl o mnie. - skoro testowała jego cierpliwość, on sprawdzał jej odporność psychiczną. Wątpił, by dała radę z nim wytrzymać. Najbliższa jego sercu przyjaciółka nie wytrzymała jego ostatnich wyczynów, więc czemu miałaby to zrobić ta tutaj? Dalej nie znał jej imienia i szczerze powiedziawszy, im mniej o niej wiedział tym lepiej się czuł.
- Jestem pod wrażeniem. Jednak używasz tego, co masz w głowie. Czyli jednak w tej francuskiej szkole czegoś uczą. Szał. - burknął jednocześnie dając jej znać, że dodał sobie dwa do dwóch i uzyskał poprawny wynik. Przyspieszył. Słyszał, że za nim idzie. Co za uparte babsko.
- Kto ci to powiedział? Samowychwalające lustro? Wiesz, że ono tak naprawdę wciska kity czy właśnie zniszczyłem twoją samoocenę? Oj jaki jestem wredny, tak bardzo nie jest mi przykro. - zrównała z nim krok, wyszczerzyła się. Nie tak zwyczajnie, w bardzo olśniewający sposób. Przez chwilę Castiel był pewien, że przez ścianę przebiło się słońce. Przymrużył oczy, jakby oślepiły go promienie. Stwierdził, że ta panna nie zna jeszcze zasad panujących w Hogwarcie. Mógłby ją trochę wkręcić i się później z niej nabijać.
- Wydawało ci się, nie jestem miły. - wolał, by przestała cieszyć swojej buzi. Nie do niego, on tego nie chce. Nie prosił o to, odmawiał, protestował. Niech weźmie sobie ten swój uśmiech i da komukolwiek, ale nie jemu. Ta dziewuszka rozmawia z jednym z najbardziej nawiedzonych chłopaków ostatniego dziesięciolecia. Jej naturalny blask i wdzięk go mierził. Zatruwał jego ciemności, nie chciał być mu podatnym. Im szybciej się jej pozbędzie, tym lepiej.
- Idź na parter do trzecich drzwi po lewej i poszukaj sobie miotły, wtedy pogadamy. - nie mógł powstrzymać paskudnego uśmiechu. Nie patrzył na nią. Właśnie poinstruował ją jak trafić do klitki Filcha, gdzie sam szanowny pan woźny dogorywa w smrodzie, pocie i bólu po nokaucie wykonanym przez jednego ze ślizgońskich siódmoklasistów. Szedł dalej, mijał filary, kamienne posągi, blaszane błyszczące zbroje rycerzy, grupkę pierwszoklasistów, uciekające kociołki i otwarte na oścież okna. Zbliżał się już do schodów, a dziewczyna dalej za nim szła. Zapytał sam siebie w myślach - czym on sobie zasłużył na taką karę?
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:17

Doskonale wiedziała, co chłopak chciał osiągnąć swoim zachowaniem, jednakże ona nie zamierzała uciec niczym pies z podkulonym ogonem. Była uparta, nie poddawała się szybko, a jego wyzywająca postawa jedynie prowokowała ją do zachowania, którym na co dzień się brzydziła. Nie pochwalała słownych pyskówek, dziewczynie w jej wieku, tak nieprzyzwoite słowa nie powinny nawet przejść przez gardło, a jednak… kilka gorszych cisnęło się jej na usta, za każdym razem gdy Castiel otwierał swoje. Wyciągnięte przez niego wnioski, przyklejenie łatki głupiej blondyneczki wzburzało francuską krew płynącą w żyłach Gabrielle. Dlatego nie mogła tak po prostu odejść, musiała bronić swojego imienia, jednocześnie poczuła potrzebę udowodnienia mu, że nie jest pępkiem świata, za który ewidentnie się uważał. Zaciągnęła się powietrzem, którego część stanowił zapach perfum chłopak, był przyjemny, delikatny, ale za razem intensywny. Pasował do niego. Zmarszczyła delikatnie czoło widząc jak teatralnie się wzdrygnął, kpiący uśmiech pojawił się na jej ustach. Zabawne. Próbował nabrać tą, która występując na scenie musiała grać. Ludzie nawet nie zdawali sobie sprawę, jak osobie doświadczonej łatwo było zauważyć takie niuanse, które pokazywały czy ktoś jest naturalny.
Jakież to szatańskie nasienie podkusiło ją, aby podejść właśnie do Horna? Przecież w szkole było tylu innych graczy, którzy mogli ją czegoś nauczyć, a jednak… widząc zapiski w notesie, uwadze blondynki nie umknął fakt, że posiada on szeroką wiedzę na temat Quidditcha. Widziała jak skupia swoje spojrzenie na jej ustach, po czym zrobił krok do tyłu, jakby oparzony. Uśmiechnęła się triumfalnie, w myślach dziękując Merlinowi za swoją urodę, która nawet na Castielu robiła wrażenie. - Jestem Gabrielle – odpowiedziała z wyraźnym francuskim akcentem, ignorując resztę słów, nie zamierzała komentować wiązanki obelg skierowanych w stronę jej osoby. Uważała to za zbędne. –Testuj? – zapytała nieznacznie unosząc do góry brew, zamrugała długimi rzęsami, jak typowa panienka, która poza ładną buźką nie ma zupełnie nic do zaoferowania. Jak bardzo nie pasowała do tego utartego schematu. Szkoda tylko, że Ślizgon nie był jeszcze tego świadom. Trafiła kosa na kamień. Nieprzyjemny dreszcz, a może jednak przyjemny – ciężko było jej to określić, przeszedł przez ciało panienki Levasseur. Napsuła mu nerwów, zupełnie jak on jej, w chwili kiedy postanowił odezwać się do niej tym zarozumiałym tonem.
Zgromiła go spojrzeniem, w chwili gdy postacie w ramach wstały bijąc jej brawo. –Nie udawaj teraz takiego mądrego, pewnie nawet o tym nie wiedziałeś. Wysoki jak brzoza, głupi jak koza – warknęła zaciskając zęby, powiedzenie idealnie określało, to co teraz sądziła o chłopaku. Coraz bardziej podnosił jej ciśnienie, nawet te endorfiny, które jeszcze chwilę temu wywoływały szeroki uśmiech na jej ustach przestały działać, zmuszając ją tym samym do przybrania obronnej postawy. Może i była młodsza, nieco słabsza fizycznie, zdecydowanie ładniejsza, ale nie oznaczało to, że mógł tak z nią postępować. Głupi Angol przeszło dziewczynie przez głowę, dlaczego oni byli tacy grr…?
-Pewnie ze śmiechu, zachowujesz się jak błazen – burknęła, nadal igrając z nim. To nie była zwykła gra o to, kto z nich ma racje, podświadomie czuła, że ta potyczka ma jakiś głębszy sens, którego jeszcze nie potrafiła odnaleźć. To było frustrujące, narażać się na gniew kapitana ślizgońskiej drużyny, tylko po to, by móc się czegoś od niego nauczyć. Już teraz wiedziała, że nawet jeśli zgodzi się ją drenować, nie będzie milszy w obyciu. Czy była na to gotowa? Znosić jego humorki, narażać się na obelgi wymierzone prosto w nią? Czy była gotowa do walki z nim, aby udowodnić, że wcale nie jest głupiutką blondynką? Właściwie dlaczego chciała mu to udowadniać? Nie znała go, jego zdanie mało ją obchodziło. To irracjonalne. Nie miała zamiaru się poddać, tak czy inaczej będzie ją trenował. To już postanowione!
Szła stawiając większe niż zazwyczaj kroki, przez co spodenki które na sobie miała zdawały się być jeszcze bardziej obcisłe, dotrzymywała mu kroku, ignorując głupie dogryzki. –Moja samoocena jest wystarczająco wysoka, za to ty mógłby nad sobą nico popracować. Jak ma się tak długie włosy, to jednak trzeba o nie dbać – prychnęła w odpowiedzi, chwytając kosmyk jego włosów, podtykając mu pod sam nos, lekko zaniedbane końcówki. Mogła tak cały dzień, na jego pyskówkę zawsze znajdzie odpowiedź, jeżeli myślał że odpuści po kilku nieprzyjemnych słowach, to bardzo się mylił. –Śmiem sądzić inaczej – odpowiedziała obdarzając go uroczym uśmiechem, kiedy to widać było szereg jej białych zębów. Z jakiegoś powodu powoli wracał jej dobry nastrój. Podstęp. Widziała w oczach chłopaka te dziwne ogniki, od których włos jeżył się na karku, czyżby próbował wpędzić ją w maliny? –Mam miotłę w dormitorium – odpowiedziała, w szybkim tempie przemierzali kolejne metry. Nie wytrzymała, przyspieszyła kroku stając naprzeciwko niego, tym samym zmuszając by się zatrzymał. –Posłuchaj mnie uważnie – zarządziła, stając prosto, patrząc na niego intensywnie i z wyraźną wolą walki w zielonych tęczówkach -Nie wiem za kogoś się uważasz. Osądzasz mnie nawet nie znając, jednak dla twojej wiadomości. Nie jestem jakąś tępą idiotką, która nie zna się na Quidditchu. Dobrze wiem co to kafel, kim jest szukający, że w drużynie gra siedem zawodników. Wiem też doskonale ile cali ma kafel, kim była Daisy Pennifold. Znam każdą zasadę tej gry, mogę je wyrecytować obudzona w środku nocy. Wiem, co to trał, nicowanie, wtyk czy ogłupianie. Znam taktyki stosowane podczas meczów, jak Kleszcze Parkina, Dubel, Rozgwiazda, nawet Zwód Wrońskiego. Znam każdą drużynę, mogę wymienić wszystkie kraje biorące udział w rozgrywkach i najlepszych graczy. I chce żebyś mnie trenował – oznajmiła.

Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 10 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... , 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
IV piętro
-