IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11
AutorWiadomość
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:18


- A spadaj na drzewo. Mam ważne sprawę do załatwienia. Idź poszukaj sobie prefekta, a ja pójdę przestać marnować tutaj czas. - kiepsko trafiła. Na najgorszą osobę pod względem gościnności i wywierania pierwszego wrażenia. Nie dbał o to, co o nim pomyśli. Liczył się dla niego jedynie święty spokój. Reagował rozdrażnieniem na zbyt nachalnych ludzi, a panna, jak się okazało Gabrielle właśnie się do tego grona zaliczała. Wydawało mu się, że jeśli napotka opór, odczuje bijącą od niego niechęć to porzuci swoje wielkie plany nauczenia się latania na miotle. To nie jego wina, że Huffelpuff ma problem ze składem drużyny. Nie będzie niańczył i edukował dziewczyny z innego domu choćby nie wiadomo jak ładna była. Udawał, że nie obchodzi go jej uroda. Odkąd zrozumiał, że jest w kimś zakochany tak nagle wokół niego zaczęły się pojawiać śliczne dziewczyny. Co za paskudny żart losu. Dlaczego nie wcześniej? Dlaczego nie te cholerne dwa tygodnie temu? Wtedy zachowałby się zupełnie inaczej, byłby bardziej przystępny. Próbowałby poderwać Gabrielle, uwziąłby się na Sophie i skorzystałby z życia. Teraz nie cieszyło go to w żadnym przypadku. Bardziej przeszkadzało i wytrącało z równowagi.
- O rany, nie wiedziałem, że jestem błaznem. Muszę pognać do Filcha i wypożyczyć rajtuzy a potem nasłać na ciebie Irytka, byś się w końcu ode mnie odczepiła. - zapewne nazwisko woźnego i imię poltergeista niewiele jej mówiły zważywszy na to, że jest nowa. Nie miał żadnej pewności czy została wprowadzona w hogwardzkie zasady i reguły. Na pewno nie zamierzał wyświadczać jej tej przysługi i ułatwiać życia. Gdy przyszedł pierwszy raz do Hogwartu też nikt go nie wprowadzał. Sama sobie poradzi, to nie jego problem. Zatrzymał się i zmroził ją wzrokiem, gdy dotknęła jego włosów. Przeklinał na nią w myślach.
- Co cię to interesuje, hę? - zapytał marszcząc przy tym czoło. Czyżby było po nim widać jego tak zwany "dół"? Nie sądził, aby przypadkiem pokazał po sobie codzienny ból. Nie powinien wzbudzić zainteresowania, więc nie pojmował czemu doczepiła się do jego samooceny. Odsunął jej dłoń od swojej twarzy, niecelowo przy tym ocierając palcami o jej nadgarstek.
- Zajebiście! - zawołał entuzjastycznie, choć kpina wylewała się z niego strumieniem. - Skoro masz miotłę to idź do niej i zacznij zamiatać. Filch będzie wniebowzięty, chętnie da ci korki z tego i owego. - wbijał jej szpilę, skoro nie słuchała tego, co do niej mówił. Z drugiej strony trochę mu imponowała swoim uporem. Opierała się, nie zaszkliły się jej oczy, nie spuściła głowy. Czyżby jednak warto było poświęcić jej trochę uwagi? Mógłby doprowadzić Conusa do zielonej zazdrości jakby spotkał go w towarzystwie tak urodziwej panny. Odrzucił ten pomysł. Alecto zaczęłaby zadawać mu pytania, a przed nimi nie udałoby mu się raczej uciec, poza tym czułby wtedy zimne spojrzenia Nessie na plecach, gdyby pozwolił plotce pójść po hogwardzkim świecie. Jak widać z dziewczynami są same problemy, koniec i kropka.
Chciał kontynuować chód, ponieważ stali już przy schodach. Zrobił raptem parę kroków, gdy Gabrielle wyskoczyła centralnie przed nim i w końcu pokazała trochę więcej emocji niż zirytowanie. Ah, karmił się jej wzrokiem, tą furią i bijącą odeń chęcią walki. Nie podejrzewał jej o taką piekielną twarz. Ogólnie nie wysilał się za bardzo przy przyklejaniu jej łatki, a tu proszę, obrała sobie za cel udowodnić mu, że jest inaczej. Podziwiał ją. Jemu by się nie chciało.
- Oj weź, daj spokój - Gabrielle. - jęknął, bo widział już, że zapowiada się na damski wykład jaki to on nie jest, co powinien robić, a czego nie i tak dalej i tak dalej. Westchnął z rezygnacją i spojrzał w jej zielone oczy czekając aż zacznie i równie szybko skończy nudną paplaninę. O dziwo, nudy w tym jednak nie było. Ponownie uniósł brwi. Ba, skrzyżował ręce na piersi, w dłoni trzymając kafel. Nie mógł po sobie pokazać, że zrobiła na nim wrażenie. Tym bardziej nie przyzna się do błędu, a o przeprosinach można zapomnieć. Powieka mu zadrgała, dał się zaskoczyć złotowłosej pannie z Pucholandu. Stwierdził, że musiało się jej coś przestawić w mózgu skoro obrała sobie za cel nękanie kapitana Slytherinu. Z tego co wiedział Puchoni nie mieli swojego, stąd zachowanie dziewczyny. Gdy już wywnioskował potencjalną przyczynę jej oślego uporu, wywrócił oczami.
- Wiedza nie da ci umiejętności praktycznych. - zakomunikował, choć zapewne o tym wiedziała. Nie bez przyczyny jęczała mu o lekcję quidditcha. Czemu nie pójdzie do profesor Hooch? Postanowił obrać inną taktykę.
- Dobrze, załóżmy, że łaskawie rozważę twoją nie-prośbę. Co będę z tego miał? - zapytał i posłał jej wyzywające spojrzenie. Nie zamierzał jej ułatwiać, a tym bardziej nie będzie wcielać się w wolontariusza. Lekcje u samego kapitana drużyny nie są za darmo, szczególnie jeśli ten pochodzi z konkurencyjnego domu. - Warto ci wiedzieć, że nikt poza Puchonami nie jest bezinteresowny. Dawanie tobie jakichkolwiek lekcji nie powinno być brane w ogóle pod uwagę, bo nie jesteś z mojego domu. Mogę nagiąć tę zasadę, ale musi mi się to opłacać. Wymyśl coś. Zaskocz mnie, bo inaczej nie mamy o czym rozmawiać. - dodał. Połowa sukcesu, że przestał burczeć tylko przeszedł w normalny, choć surowy ton. Sam fakt, że posiadała wiedzę teoretyczną dawał świetne podstawy ku przejściu do praktyki. Dla Castiela nie byłby to żaden wysiłek dać jej kilka wskazówek, których nie mogłaby wykorzystać przeciwko niemu, jeśli kiedykolwiek zachciałoby się jej dołączyć do drużyny Puchonów. Rozchodziło się o jego czas, jak i również o zysk. Sam nie wiedział co mógłby od niej chcieć. Radził sobie bez dodatkowych, nowych ludzi. Zaczynał lubić samotność, bo tam nie musiał tłumić wściekłości i bólu popękanego serca.

Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:20

Mimo uszu puściła jego „prośbę”, nie odstępując go nawet na krok. Był od niej znacznie wyższy, samą posturą powinien budzić u niej respekt, dodając do tego chamskie odzywki oraz niestosowane zachowanie wobec niej jako kobiety – inna dziewczyna na jej miejscu zapewne już po pierwszych słowach uciekłaby z płaczem zaszywając się gdzieś, byle jak najdalej od niego. Niestety Horn również dziś źle trafił. Cóż za okrutne fatum postawiło ich sobie na drodze? Chłopak ze złamanym sercem i dziewczyna, która pozytywnym nastawieniem mogłaby obdarować cały Hogwart. Ogień i lód. Czerń i biel. A czy nie jest tak, że to właśnie przeciwieństwa się przyciągają?
-Potrzebuje trenera, nie prefekta – powiedziała dość dosadnie i nieco głośniej niż wymagała tego sytuacja. Czy on by taki głupi czy tylko udawał? Chwila konsternacji, ukradkowe spojrzenie na bruneta…Musiał udawać – prosty wniosek. Właśnie z tego powodu nie zamierzała dać za wygraną, nawet jeżeli jego obecność doprowadzała ją do szwedzkiej pasji, gdyby tak tylko przestał się odzywać. W chwilach gdy jego usta nie poruszały się, wydawał się trochę bardziej przystępny.
Wywróciła oczami, nie miała bladego pojęcia o kim lub o czym mówi. Była tu zaledwie pięć dni, nie zdążyła jeszcze dobrze poznać grona pedagogicznego, nie mówiąc już o tych wszystkich duchach, duszkach czy innych magicznych stworzeniach, które zamieszkiwały zakamarki zamku. Nie rozumiała też, dlaczego Castiel tak bardzo bronił się przed jej towarzystwem. Westchnęła cicho, nie zagłębiając się bardziej w swoje myśli. Wiedziała że zmiana szkoły nie jest łatwym procesem, i choć spotkała tu wielu życzliwych i miłych osób, musiała w końcu trafić na jakiegoś dupka, to było nieuniknione. Prawda natury musiały zostać zachowane, bo przecież w niej nic nie ginie, a szkoda.
-Po prostu – odparła wzruszając ramionami, właściwie nie powinno ją to zupełnie interesować, a jednak mimo ogólnego chłodu bijącego od Ślizgona w jego oczach można było dostrzec coś na kształt smutku. Nieco matowe tęczówki sprawiające, że ich barwa nie była tak intensywna jak powinna. Być może właśnie ten fakt zmusił blondynkę do pozostania przy nim. Szybko odsunął dłoń dziewczyny ocierając długimi palcami o nadgarstek. Poczuła w tym miejscu dziwny prąd, który z prędkością światła rozprzestrzenił się po jej ciele torując sobie ścieżkę od nadgarstka przez ramię, bark, rozchodząc się po całych plecach, w dół aż do najmniejszego palca u nogi. Na chwilę zabrakło jej tchu, zupełnie jakby ten subtelny, nieplanowany gest odebrał jej dostęp powietrza, tlenu tak niezbędnego do życia. Z tego dziwnego stanu otrząsnęła się w chwili, gdy ten wyraził swoje „entuzjastyczne” podejście.
- Kim jest ten Filch? – zapytała w końcu, kiedy drugi raz z kolei zostało wymienione jego nazwisko. Puchonka nie posiadała jeszcze wiedzy na temat tego, jak wielką „sympatiom” darzony był ten mężczyzna oraz jego kotka. Biedna, nieświadoma Gabrielle. Widziała ten błysk w jego oczach, kiedy zaczęła prowadzić swoją wyliczankę i choć ten z całych sił próbował mową ciała zamaskować fakt, że zrobiła na nim wrażenie , ona wiedziała. Uśmiechnęła się triumfalnie patrząc na niego roześmianymi, zielonymi oczami, w których na nowo zaczęły iskrzyć się charakterystyczne dla blondynki ogniki. Czuła się prawie jak zwycięzca, jednak to uczucie szybko zostało rozmyte kolejnym zdaniem które wypowiedział. Momentalnie jej policzki nabrały purpurowej barwy, oczy zwężyły się, a plecy spięły. Zaśmiała się sarkastycznie w myślach. Nadal uważał, że nic nie umie. Grr… złość w niej kipiała, gdyby występowali w kreskówce zapewne z jej uszu właśnie leciałaby para. Wypuścił powoli powietrze z płuc, nie zdając sobie sprawy, że wstrzymywała oddech. To pozwoliło jej się trochę uspokoić. –Wiem o tym. Dlaczego zakładasz z góry, że nie posiadam umiejętności praktycznych? – zapytała nad wyraz spokojnym tonem głosu, zupełnie nie pasującym do tych wszystkich emocji, które nią targały. Dlaczego nie mógł uwierzyć, że ona naprawdę potrafi grać? Mylił go wygląd? Wystrzeliła spojrzeniem ku górze słysząc pytanie. W ciszy wpatrywała się w niego przez dłuższą chwilę. Intensywne myśli napłynęły do głowy Francuzki. Cóż mogła mu zaoferować? Czego on od niej oczekiwał? Zmarszczyła czoło wydymając przy tym usta, przez co wydawały się znacznie większe.
Niezmiernie cieszyła się zmianą jego podejścia, lecz nauczona doświadczeniem nadal doszukiwała się podstępu. Przyjrzała mu się badawczo. –Hm… może niech ceną każdego wspólnego treningu, KTÓRY MNIE CZEGOŚ NAUCZY dostaniesz butelkę grzanego miodu z korzeniami? – zaproponowała, kładąc nacisk na słowa „który mnie czegoś nauczy”. Wbiła w niego wyczekujące, a jednocześnie pełne nadziei oczy. Było to pierwsze, co przyszło jej do głowy, całkowicie zapominając o tak znaczącym ograniczeniu jakim był jej wiek.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:20

Jak długo miał jeszcze jej ubliżać, aby w końcu zrozumiała, że wcale nie chce jego towarzystwa? Gdzie jej instynkt samozachowawczy? Głupia była czy wytrwała? Nie dawał jej żadnej podstawy do odczuwania chęci we wchodzenie z nim w interakcję. Zachowywał się chamsko, nawet jak na siebie. Mimo tego dalej szła obok i dalej tak świeciła włosami, oczami, uśmiechem. Raziła go. Przeszkadzała w utrzymaniu dobrego humoru. Zrobił się przy niej ponury, miał ogromną ochotę zetrzeć ten jej uśmieszek z twarzy. Robiła mu nieporządek w chaosie, jak miał to wytrzymać? Upierdliwa mała dziewucha.
Diabeł, ukryte w nim ciągotki ku poltergeistom właśnie się uaktywniły. Miał wspaniałą szansę nakarmić Gabrielle soczystym kłamstwem. Oszustwem, które może przejść do legend Hogwartu. Stała tu przed nim, z takim niewinnym pytającym wyrazem twarzy. Nie wiedziała nic o tej szkole, nie znała nawet pogłosek i prosiła o informację jedną z najgorszych do wyboru osób. Na jego usta wpełzł naprawdę paskudny uśmieszek.
- To nauczyciel manier i etykiety. - powiedział nonszalancko i wzruszył ramionami. W środku tarzał się ze śmiechu. - Taka trochę jęczybuła, ale zajęcia są u niego obowiązkowe dla każdego, bez wyjątku przez pierwszy rok nauki. - tutaj przeniósł na nią wzrok brązowych oczu. - Lepiej zapisz się zanim dowali ci szlaban za zwłokę. Najszybciej dorwiesz go w Wielkiej Sali podczas kolacji. - mruknął tonem, jakby mówił jej to tylko po to, aby się od niego odczepiła. Tym samym trzymał kciuki, aby na oczach całej szkoły zapytała woźnego o możliwość przyjęcia do nauki manier i etykiety. "Lustro" będzie rozchwytywane bardziej niż kiedykolwiek. Ach, gdyby Gabrielle się na to nabrała dostarczyłaby radości wszystkim uczniom Hogwartu, każdemu nauczycielowi i nawet duchowi. Nie wspominając już o samym Filchu, który by odkrył w tejże niewinnej dziewczynie najwspanialszy okaz do stresującego wychowania. Uniósł brew na jej kolejne pytanie.
- Jestem dupkiem, zapomniałaś? Patrzę na twój wygląd i wątpię w twoje tak zwane umiejętności. Chyba, że masz na myśli anatomię w schowku na miotły. - znowu puścił jej oczko i uśmiechnął się półgębkiem. Niech się przyzwyczaja do takiego traktowania. Są w tej szkole dżentelmeni ale są i również paskudy takie jak Horn. Najważniejsze, że był szczery. Powinna to docenić, wszak prawda rzadko gości na jego ustach. Kłamstwa są o wiele ciekawsze, zabawniejsze.
- Każdy trening, jaki miałbym ci przeprowadzić to poświęcony mój czas i jednoczesne zaniedbanie własnej drużyny. Za każde spotkanie na boisku wisisz mi zgrzewkę tego miodu. Wtedy będę mógł napoić nim kumpli i nie będą jęczeć, że ich nie trenuję. - powiedział spokojnie, patrząc prosto w jej oczy. Dobijała go jej uroda. Zdecydowanie łatwiej byłoby, gdyby była chociaż trochę brudna. Mógłby wtedy oglądać jakąś niedoskonałość na jej skórze. Jeśli nie wywinie się od tego "treningu" to postara się, by ją bardzo, ale to bardzo wytarzać w błocie i piachu.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:21

Jak długo miała jeszcze miała przeciwstawiać się jego chamskim odzywką, żeby w końcu zrozumiał, nie zamierzała się poddawać tak po prostu. Była wytrwała, pełna determinacji, a w dodatku bardzo uparta, jak przystało na przedstawicielkę jej rodu, gdzie właśnie ta cecha dziedziczona była wraz z nazwiskiem. Jedni uważali ją za wadę, inni zaś zaletę. Wdając się w interakcje z Castielem nie kierowała się głupotą, był to impuls który nakazywał jej zwrócenie na niego uwagi. Potem wszystko potoczyło się tak szybko, że nawet nie potrafiła określić kiedy niepozorne spotkanie przeistoczyło się w słowną walkę. I choć nie była dumna ze swojego zachowania, cieszyła się, że każdą jego chamską była w stanie odeprzeć. Było w nim coś, czego nie potrafiła zidentyfikować. Niby bił od niego chłód, jego oczy ciskały w nią pioruny, cała postawa mówiła by trzymać się od niego z daleka, ale oczy…one były zwierciadłem jego duszy, która zdawała się być przepełniona czymś na kształt smutku.
Dziewczyna nie miała zupełnie pojęcia o tym, w jakim etapie życia znajduje się Ślizgon, nieświadoma jego miłosnych rozterek stała się upierdliwą wesołą pszczółką, która zaburzała jego pozornie ułożony dzień. Nie była pewna czy pytanie, które zadała nie zapędzi ją w tarapaty. Błysk który na sekundę pojawił się w tęczówkach chłopaka obudził w niej czujność. Był w nim coś niebezpiecznego, dziwnego. Czyżby po raz kolejny coś knuł? Pragnął wykorzystać jej niewiedzę, aby wyszła przed innymi na głupią blondynkę, którą w jego oczach przecież była? Paskudny uśmieszek, jedynie potwierdził jej przypuszczenia, spięła się. Zwężając nieco oczy uważnie przysłuchiwała się jego słowom. Coś jej nie pasowało. Zdecydowanie coś było nie tak, czuła to w koniuszkach palców.
-Jakbyś jeszcze nie zauważył zostałam tu przeniesiona, to jest mój siódmy już rok nauki, we Francji mamy inny system nauczania, i może dobrze. Bo patrząc na ciebie trochę późno zacząłeś – odpyskowała, nie mogła się przed tym powstrzymać, czuła, że normalna rozmowa nie będzie z nim możliwa, jeżeli on w końcu nie zacznie traktować jej, jak równą sobie. Westchnęła, cichy jęk opuścił jej różowe usta, poprawiła włosy, zakładając ich kosmyk za ucho, który pod wpływem targających emocji, co chwilę opadały jej na twarz.
-Nie zapomniałam, ale może jednak w twojej piersi bije serce co? - zapytała uśmiechając się uroczo. Drażniła się z nim, może wręcz przeciwnie, naprawdę wierzyła w swoje słowa? Może była naiwna? Nie, Gabrielle była po prostu osobą, która w każdym doszukiwała się czegoś dobrego, wiedząc że często za taką postawą, kryje się smutna historia. -Daruj sobie te uśmieszki i puszczanie oczka – burknęła, miała ogromną chęć wystawić mu język, ale wtedy on zapewne uznałby że to takie dziecinne i pasujące do niej. Jak dobrze, że nie był świadom ile ma lat, w tym momencie dziękowała Merlinowi, za to, iż wygląda na nieco starszą niż jest w rzeczywistości. –Dlaczego taki jesteś co? – kolejne pytanie opuściło jej usta, a wyzywające spojrzenie wwiercało się w niego.
-Całą…całą zgrzewkę – jęknęła. Nie było to niewykonalne, jednakże mocno nadszarpnęłoby jej kieszonkowe, żałowała. Mogła mu zaproponować wino z winnicy jej dziadków, bardziej opłacalne i zapewne dużo smaczniejsze niż miód. Zapanowała między nimi cisza, w czasie której Gab rozważała wszystkie za i przeciw. Wydęła wargi w geście konsternacji. Przygryzła policzek od wewnątrz. –Dobra… – wyciągnęła ku niemu swoją drobną dłoń –ale tylko za ten trening, który mnie czegoś nauczy – podkreśliła, patrząc na niego wymownie.

Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:22

Nie jej pierwszej psuł krew i nie ostatniej. Gabrielle miała w sobie coś, co go drażniło i wywoływało wzrost irytacji. Czy to wina jej oszałamiającej urody czy oślego uporu nie dane było mu się dowiedzieć. Samo to, że wciąż przed nim stała wiele mogło o niej powiedzieć. Nie była delikatną sarenką, którą spłoszy byle dosadniejszy tekst. Żyła więc w nieświadomości tego, jak mu zaimponowała i jak go zaskoczyła. Miała zatem możliwości wytrzymać ślizgońskie humory i żarty. Mogłaby nadążyć za tempem jego słów i myśli. Pytanie tylko, na co by jej to było potrzebne? Co jej nakazywało stać tu przed nim, przed człowiekiem aroganckim i zwyczajnie chamskim? Chciał ją o to spytać lecz czuł, że to by tylko przedłużyło ich rozmowę, a wszak dąży ponoć do ucieczki z jej jasnego i miłego dla oka towarzystwa. Nagle popatrzyła nań jakoś inaczej. Czuł na sobie przenikliwy wzrok Puchonki, którą prawdopodobnie podjęła się próby wykrycia w jego twarzy przyczyny takiego zachowania. Chciał się z niej śmiać. Niektórzy mają takie charaktery, to nie tylko kwestia nastroju. Nie musi wiedzieć, że spotkała go w zły dzień ani tego, że zazwyczaj jest bardziej przystępny i koleżeński. Starał się zrobić minę niewiniątka, co wyszło mu połowicznie. Miał nadzieję, że się na to nabierze i narobi sobie wstydu podczas kolacji w dWielkiej Sali.
- Nie wyglądasz na siódmy rok. Stawiam na trzeci, bo taka mała i śmieszna jesteś. Wiesz, że wydymasz usta jak pięciolatka?-
jej wiek nie był tematem jego zainteresowania, co nie znaczy, że nie wykorzysta tego, by jeszcze bardziej się jej narazić. Aż zatrzymał wzrok na jej ustach, tak mimochodem, na chwilę i stwierdził, że te usta nie mają nic wspólnego z dziecięcym wyglądem. Zmarszczył czoło niezadowolony z reakcji swego ciała w obliczu tych obserwacji. Przez kręgosłup przemknął gorący dreszcz lecz na szczęście zniknął jak tylko wrócił wzrokiem do oczu dziewczyny. Wodził wzrokiem za jej ręką, odgarniającą z twarzy jasny pukiel włosów. Tak, powinien ją wytarzać w błocie by zniszczyć jej perfekcję zewnętrzną. To zaczyna być jego hobby - niszczyć ideały, by taka jednostka zaczęła w końcu pasować do reszty społeczeństwa.
Zamiast zaśmiać się na wzmiankę o sercu, jego oczy na chwilę straciły swój blask.
- Na chwilę obecną go tam nie ma, więc nie łudź się, nie będę miły. - powiedział w przypływie mimowolnej szczerości.
“Wrócił” do swojego pierwotnego trybu, do postawy znudzonej i udręczonej obecnością głośnej i pełnej życia osoby. On, nawiedzony, o duszy obecnie bezbarwnej i chłodnej nie był przyzwyczajony do takiej ilości uśmiechów i to w dodatku tak hojnie mu podarowywanych. To nienaturalne, to jakiś wyłom w ścianie ciszy i gęstego mroku.
- Aha, wolisz więc żebym rozbierał cię wzrokiem? Nie mam na to teraz ochoty, więc musisz poczekać na lepszy dzień. Choć tyłek masz niezły. - rzucił nonszalancko, aby zatuszować wcześniejszą chwilę szczerości, nad którą zwyczajnie nie zapanował.
Zadała mu ciekawe pytanie. Czemu taki jest? Musi to mieć zapewne jakiś związek z tym, że miłość jego życia go nie chce. Nie powie tego przecież tej obcej dziewuszce.
- Nie zadawaj pytań, których odpowiedzi nie jesteś w stanie zrozumieć. Zapamiętaj to sobie, gdy spotkasz gorszą ode mnie osobę. - odpowiedział wymijająco i też uciekł wtedy wzrokiem.
Ruszył po schodach w dół. Omijał odruchowo fałszywe schodki, a kątem oka spoglądał wyczekująco na Gab aż ta się potknie bądź da sobie przyciąć stopę między stopniami. Miałby świetny powód do radości i jedyną korzyść tego spotkania. Włożył ręce do kieszeni spodni i leniwym krokiem schodził na dół.
- Powiedziałem, że za wszystkie treningi chcę alkohol. Nie wybiórczo. Znaj ulotny przypływ mojej dobroci, nie musi być to zgrzewka ale minimum dwie butelki. - nie był pewien skąd u niego ten przypływ wyrozumiałości i dla spokojnych myśli postanowił w to nie wnikać.
Zerknął na jej wyciągniętą rękę. Wyjął swoją z kieszeni i długimi palcami ścisnął delikatnie jej dłoń. Nie użył do tego siły bowiem zaskoczyła go miękkość i delikatność jej skóry. W porównaniu z jego szorstkimi wielkimi łapami… cóż, mógłby zostawić po sobie czerwony ślad, a jeśli ma już cokolwiek po sobie jej zostawiać to preferowałby malinki - gdyby tylko miał na to ochotę. Chciałby mieć, naprawdę. To mogłoby pomóc zapomnieć o Ness, ale nie dał rady się przełamać i tego poczuć. Miał w sobie blokadę zwaną złudną nadzieją, że ta, którą pokochał jednak to odwzajemni. Potrzasnął głową by pozbyć się gorących myśli.
- Skorośmy umówieni to znaczy, że dasz mi już spokój? - zapytał z nadzieją w głosie i tą prowokującą nutą.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:24

Gabrielle zacisnęła pięści, próbując stłumić przypływ gniewu jaki po raz kolejny wzbudził w niej Castiel. Nie rozumiała tej całej niechęcie kierowanej ku jej osobie, zazwyczaj łatwo nawiązywała relacje międzyludzkie, w dużej mierze te pozytywne. Do każdego starała się podchodzić z uśmiechem na ustach i szacunkiem, jednakże ze Ślizgonem z jakiegoś powodu sprawa wyglądała zupełnie inaczej. Działał jej na nerwy, wyzwalając pokłady ukrytej złośliwości, którą gdzieś głęboko skrywała. - A kto powiedział, że jestem na siódmym roku, niby taki mądry jesteś, a nie wiesz… we Francji wcześniej zaczynamy naukę – odparła spokojnie z wrodzoną pewnością i wyniosłością. Ani na moment nie spuszczała go z oczu, cały czas uważnie obserwując jego reakcje. Blondynka w jego oczach mogła wyglądać na spokojną, jednak w środku targały nią wyjątkowo liczne i sprzeczne emocje oraz uczucia. Z jednej strony umowa którą chciała zawrzeć z Hornem była jej wyjątkowo na rękę, z drugiej zaś rozsądek nakazywał by nie wdawać się w żadne układy z nim. Przecież to dupek. Horn, właśnie ten pieprzony dupek, kapitan Slytherinu, zapewne najgorszy Ślizgon i najpewniej jeden z tych, których powinna wręcz omijać szerokim łukiem, a ona? Stała przed nim z zaciętym wyrazem twarzy, przeciwstawiając się każdej jego uwadze, ignorując docinki, odpowiadając chamstwem na chamstwo.
W swoim krótkim życiu miała okazję spotkać wiele osób, wiele różnych charakterów, jednakże w chłopaku który stał przed Puchonką, wpatrując się w nią intensywnie tymi ciemnymi oczami było coś, czego nie potrafiła zidentyfikować, jeszcze. Wydawał się taki pewny siebie, w sposób bardzo otwarty, a jednocześnie impertynencki komentując jej wygląd, doprowadzając tym samym dziewczynę do irytacji. Przyglądając mu się bliżej, doszła do wniosku, że to tylko pozory, imitacja stworzona przez niego, aby tylko dała mu spokój. Właśnie z tego powodu nie zamierzała dać za wygraną. –Coś zwróciło twoją uwagę? – zapytała wywyższającym się tonem, chciała wypowiedzią dodatkowo go zdenerwować, bawiło ją kiedy chcąc oprzeć się jej urodzie popadał w jeszcze większą irytację, którą potęgowały jej słowa. Jeżeli myślał że szybko się podda, źle dzisiaj trafił. Chciała być miła, nie należała do osób lubiących  sprzeczać się z kimś czy też określać osoby jej nieznajome epitetami niegodnymi dziewczyny.
Gdyby tylko chciała, właściwie gdyby tylko umiała oczarowałaby go swoim urokiem osobistym, który przecież posiadała. Blond włosy sięgająca do połowy pleców, ładna buzia i wysportowana figura, wcale nie przypominająca wieszaka na ubrania, były cechami pożądanymi u dziewcząt, nawet on musiał zdawać sobie z tego sprawę. Z resztą każda jego reakcja jasno na to wskazywały. Niestety Gabriella nie należała do dziewczyn, które świadomie oddziałowują na chłopaków, wszystko co robiła przychodziło jej zupełnie naturalnie, dlatego często dziwiła się, że wśród osobników płci przeciwnej wywołuje tak duże zainteresowanie. – Nie śmiem nawet tego od ciebie oczekiwać – oznajmiła równie szczerze jak on. Pogodziła się z faktem, że jest dupkiem i teraz nieważne jak bardzo by się starał, a ewidentnie nawet nie miał takiego zamiaru nie uwierzyłaby w jego szczere zamiary. Pierwsze wrażenie wywrzeć można jedynie raz, w jego wykonaniu nie było ono udane. Skrzyżowała ręce na piersi słysząc jego pytanie, a jej policzki nabrały różowego odcieniu. Czuła jak jej prawa dłoń wręcz wyrywał się do tego, aby spotkać jego twarz, uniosła wysoką podbródek, zabijając go wzrokiem. –Za to twój jest średni – opowiedziała, delikatnie wychylając się za niego, na usta blondynki wpełzł wredny uśmieszek. Czyżby nabrała nieco pewności siebie? Komentarze Horna Dupka, choć chamskie poniekąd napawały ją dumą, ciężko pracowała nad swoją figurą, niestety nie wszyscy są idealni od urodzenia. Zmarszczyła czoło –Skąd wiesz, że nie jestem co? – zapytała z niemym wyzwaniem w spojrzeniu zielonych tęczówek. Miała po dziurki w nosie, tego że traktował ją jak tępą blondynkę, głupie europejskie stereotypy.
-Dwie butelki mogą być – zgodziła się, nie będąc do końca zadowolona wynegocjowanych warunków, lecz to była znacznie lepsza opcja niż cała zgrzewka, dodatkowo miała ogromną szanse by nauczyć się czegoś nowego. Wybór Castiela na kapitana drużyny przecież nie mógł być przypadkowy. Taka osoba powinna posiadać pewne cechy, wiedzę oraz przede wszystkim umiejętności, to w pewien sposób dodawało jej otuchy, że treningi z nim nie będą czasem straconym.  Zaśmiała się słysząc jego kolejne pytanie –Ale jak? Przecież będziemy razem trenować -  ruszyła za nim, stopy prawie bezgłośnie uderzyły w betonowe stopnie. Pewnie szła przed siebie, wiedząc że właściwie wygrała ich dziwną walkę. Patrzyła jak sylwetka chłopaka z wyraźną gracją, tak nie pasującą do jego postury przemierza kolejne odcinki drogi. Uśmiechnęła się, była to jednak przedwczesna radość.  W jednej chwili pod stopami poczuła pustkę, instynktownie chwytając barierki jednakże zabieg ten okazał się daremny, straciła równowagę, kiedy nagle stopień na którym miała stanąć rozpłynął się w powietrzu. Z przerażeniem wymalowanym w oczach czekała aż przyjdzie nieunikniona, oczami wyobraźni widziała jak jej twarz spotyka się z podłogą, wtem w tej samej sekundzie Castiel odwrócił się w jej stroną, a ona z impetem wylądowała w ramionach chłopaka. Wbrew wszelkim prawom fizyki czuła się jakby czas stanął.  Ciepłe ramiona bruneta otaczały ją chroniąc drobne ciało przed upadkiem. Serce blondynki zabiło mocniej, a przez ciało przebiegł ten dziwny, a jednocześnie przyjemnie ciepły dreszcz. Wzięła głębszy oddech doskonale czując jego zapach, był taki przyjemny, drażnił jej zmysły. Nie była pewna ile czasu trwali w tej cichy, którą to właśnie on przerwał.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:24

Ona bez problemu nawiązywała kontakty międzyludzkie, a on miał zamiłowanie do utrudniania konwersacji z jego zacną osobą. Testował wówczas, sprawdzał osobnika na ile jest odporny. Czy byle chłód go wystraszy? Byle nieprzyjemne słowo, pierwsze wrażenie? Kto ma w sobie ten upór, by brnąć dalej i ranić sobie przy tym skórę? Ta panienka tutaj przeszła ten test i mimo, że posiadł już tę wiedzę nie chciał kontynuować z nią znajomości. Drażniła go swym uśmiechem i urodą, była za ładna by móc się w pełni skoncentrować. Żałował, że nie ma w pobliżu Irytka - ten poltergeist z pewnością podzieliłby obserwacje Horna i ba, mógłby zrobić w tym kierunku coś epickiego. Przez chwilę Castiel zastanawiał się czy warto byłoby zaprosić Gabrielle do Hagrida, gdzie z pewnością zostałaby zaatakowana przez Kła. Psisko raz dwa wybrudziłoby ją w błocie, piachu i trawie. Zrezygnował jednak z tego pomysłu, bo to zmuszałoby do spędzenia więcej czasu w jej towarzystwie. Tego dzisiaj nie chciał. Musiał się przygotować psychicznie na prowadzenie z nią rozmów i stawianie czynnego oporu przed poziomem jej urody. Potrzebował zwyczajnie napić się alkoholu przed spotkaniem się z nią na sam. Mógłby również poprosić Campbella i Asena, by ją wymacali, to raz dwa zrezygnowałaby z jakichkolwiek interakcji ze Ślizgonami.
- Zdajesz sobie sprawę, że mnie to nie interesuje? Jesteś w Szkocji, ogarnij się. - wywrócił oczami z miną pełną zniecierpliwienia. Ach, nie umknęła mu ta jej wyniosła mina, o nie. Znał ją zbyt dobrze. Widywał ją na twarzach większości Ślizgonek i szczerze mówiąc, chciało mu się od tego rzygać. Gdzie jakaś różnorodność? Po co ta rutyna i bezbarwna mina? Z dwojga złego wolał u Gabrielle oglądać ten zadarty ku niebu nos niż zbyt intrygujące uśmiechy.
- Oceniasz mój tyłek, dobrze słyszę? No no, nie spodziewałbym się takiej lubieżności po wielkiej damie "ĄĘ". - parsknął, nie przejmując się jej uwagą. Znosił tego typu zaczepki od paru lat, a padały często ze strony kumpli. Musiałaby postarać się, by go zgasić. Raz się jej udało, gdy zaskoczyła go swoją wiedzą lecz na nic innego się nie zgodzi.
- Po prostu wiem. Widać to po twojej średnio bystrej buzi. - burknął ostrzej niż zamierzał. Niepotrzebnie spoglądał na jej profil. Był idealny, znowu. Rany boskie, czy ona ma coś w sobie niedoskonałego? Oprócz rzecz jasna mózgu? Poczuł się w jej towarzystwie trochę nieswojo. Zadrżał z bliżej niezidentyfikowanego powodu. Zamyśliła się i miał dosłownie dwie sekundy, aby móc przyjrzeć się jej twarzy. To niemożliwe, aby była taka z powodu urodzenia. Ludzie tak nie wyglądają. Musi mieć sobie coś z wili, musi i da sobie rękę uciąć, bo był tego pewien.
- Nie będę robić ci teraz treningu. Nie wiesz, że chłopak głodny to chłopak zły? Idę się najeść, a ty pójdziesz świecić oczami na drugi koniec zamku. - nakazał tonem nieznoszącym sprzeciwu. Przyspieszył kroku, wyprzedził ją i pierwszy schodził po schodach. Chciał przejść się skrótem na parter jednak stwierdził, że skoro szlaja się za nim jakaś Puchonka to nie będzie jej edukować w kwestii tajemniczych przejść. Niech się trudzi, nie zamierza jej niczego ułatwiać, jak już postanowił to wcześniej. Ziewnął zasłaniając usta pięścią, sięgnął po kafel i rzucił go do pół piętra niżej wprost w ręce rezerwowego gracza quidditcha ze Slytherinu. Nagle usłyszał stłumiony jęk i poczuł na karku muśnięcie powietrza. Odwrócił się błyskawicznie, bowiem przypominało mu to odgłos lecącego w jego stronę zaklęcia. Zamiast ujrzeć błysk oberwał z dziewczyny. Dosłownie, bo gdy na niego wpadła, zrobił krok w tył schodząc o jeden stopień. Odruchowo objął jej ramiona, by ciężar jej ciała nie przeważył i nie go nie zrzucił. Schody właśnie dotarły do trzeciego piętra i czekały aż jaśnie uczniowie z nich zejdą. Nic z tych rzeczy, Horn był zakotwiczony w miejscu przez gorące jak cholera ciało dziewuszyska. Parzyło go przez ubranie, a więc zanim zdołał westchnąć z ulgi, odepchnął ją od siebie tak, by upadła tyłkiem na schodek. Pomasował dłonią przedramię, gdzie dotykała go palcami. Miał ochotę całym ciałem przejść kwarantannę przeciwko oddziaływaniu jej urody na płeć męską. Czuł się oszołomiony. Jego policzki trochę poczerwieniały, choć równie dobrze mogło to wywołać złość, którą dane było zobaczyć, jeśli się zerknęło w jego brązowe oczy. Zacisnął usta i patrzył z góry na równie zdezorientowaną Puchonkę. Mroził ją wzrokiem lecz pod wpływem jej spojrzenia, zmiękł. Po chwili Castiel wybuchnął śmiechem, takim suchym, bez uczucia wesołości i rozpaczy. To parsknięcie z powodu jej ślamazarności i unieruchomionej stopy między fałszywym a prawdziwym schodkiem.
- Rany boskie, wszystkie mnie macają, tylko nie ona. - wymamrotał pod nosem, szybko, zwięźle, prawie niesłyszalnie. Pokręcił głową i przykucnął na kolano przed Gabrielle. Oparł łokieć o nogę i uniósł brwi.
- I co teraz, mała? Tak zadzierałaś nosa, że nie zauważyłaś fałszywego schodka. Myśl lepiej nad zapłatą za uwolnienie twojej stopy. Pewien koleś z czwartej klasy siedział tak pół nocy zanim ktokolwiek się nad nim ulitował i był to dopiero Filch. - posłał jej pełen triumfu uśmieszek. Tym razem brzmiał szczerze.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:24

Gabrielle nie zdawał sobie sprawy, że Ślizgon poddaje jej jakiejś próbie charakteru, wręcz przeciwnie. Przekona o jego dupkowatej naturze łatwowiernie uwierzyła, że jest taki naprawdę, niezależnie od dnia czy sytuacji w jakiej się znajdował. Zadziwiające jak jedna osoba łatwo może stworzyć wokół siebie pozory, które zamieniając się w przyklejoną do niej łatkę. Nie lubiła oceniać ludzi z góry, dopóki nie poznała kogoś lepiej blondynka rzadko kiedy wyrabiała sobie o kimś opinie, Castiel był wyjątkiem od tej reguły. Traktował ją z góry, łamał wszystkie konwenanse oraz prawa przyzwoitego zachowania wobec innych osób. Jedyna przewaga Puchonki polegała na tym, że nie był on jeszcze świadomy jej umiejętności, właściwie to nie wiedział o niej nic poza tym, że wykazuje się czasem wręcz głupim uporem oraz ciętym językiem, jednocześnie posiadając twarz anioła. Wszyscy wiedzą, że diabeł tkwił w szczegółach, których on nie był jeszcze świadom.
Kilkunastominutowa rozmowa, który wywiązała się miedzy nimi przez zrządzenie losu nie ukazywała całej prawdy o tej dwójce nastolatków. Może gdyby spotkali się w innym momencie swojego życia, cała ta sytuacja wyglądałaby zupełnie inaczej. Gabrielle nie potrafiła jeszcze racjonalnie wytłumaczyć emocji, które wywoływał w niej Horn, z jednej strony działał jej na nerwy jak nikt inny, zaś z drugiej coś ją do niego ciągnęło. Jakaś niewidzialna siła nakazująca blondynce zadręczać go prośbą o treningi, których tak właściwie nie potrzebowała. Quidditch był jej ulubioną dziedziną sportu, trenowała go od jakiś dziewięciu lat pod czujnym okiem byłego trenera francuskiej drużyny, który jednocześnie był przyszywanym wujkiem Puchonki. Nigdy nikomu się tym nie chwaliła, była to słodka tajemnica skrywana niegdyś przez małą dziewczynkę, której marzeniem było grać w reprezentacji. Naturalnym proces jest, że małe dziewczynki dorastają, zmieniają się też marzenia oraz priorytety i choć Gab nadal kochała sport w każdym wydaniu, zachłysnęła się również muzyką, w szczególności śpiewem. Mając aktualnie naście lat pragnęła właśnie w taki sposób wyrażać to co czuje, wtedy świat zdawał się być łatwiejszy do zaakceptowania. Jak na tak młodą i delikatną osobę w jej życiu, wiele było aspektów które wręcz wymagały ucieczki, aby przypadkiem nie zwariować.
Od kilku lat czuła się tak, jakby nie wiedziała kim jest naprawdę. Wychowywana przez całe swoje życie przez matkę, czuła się niekompletna. Nie znała swojego ojca, a to utwierdzało ją w przekonaniu, że nigdy nie będzie naprawdę sobą dopóki nie pozna o nim prawdy. Niestety w rodzinie był to temat tabu, nawet jeżeli poruszany od czasu do czasu, często kończył się na wymijających odpowiedziach, które niczego nie wnosiły do życia blondynki. W takich momentach czuła się jeszcze bardziej zagubiona. Zagubienie. To było właśnie to uczucie, ten rodzaj emocji które widziała w oczach Ślizgona, jego brązowe tęczówki były odbiciem jej zielonych oczu. Potrząsnęła głową by odgonić gonitwę myśli, zaciekawiona własnymi przemyśleniami skierowała wzrok na ślepia chłopaka, jednak teraz poza zniecierpliwieniem, nie potrafiła w nich ujrzeć nic innego. Westchnęła zrezygnowana.
-Angielski bufon z ciebie – odparowała, nieco obrażonym tonem. Dlaczego on taki był? Co ona mu zrobiła? Czyżby swoim zachowaniem nadepnęła mu na odcisk? A może po prostu trafiła na jakiś gorszy dzień? Pozostawała jeszcze opcja, że on po prostu taki już był, a ona musiała się z tym pogodzić jeżeli miał zostać jej trenerem. Zacisnęła ze złości zęby, jednocześnie na twarz przyodziewając najpiękniejszy uśmiech na jaki w tym momencie było ją stać. – Jeszcze wielu rzeczy się zapewne po mnie nie spodziewasz – stwierdziła, godząc się z tym jaką łatkę postanowił jej przykleić. W głowie miała już pewien plan, zamierzała mu udowodnić jak bardzo się myli. Wymagało to od niej niebywałej cierpliwości, którą on nadszarpywał za każdym razem kiedy się odzywał, ale na szczęście poza nią miała w sobie ogromne pokłady wytrwałości.
Zmrużyła oczy, zacisnęła dłonie w pięści, wyraźnie nadszarpywał jej możliwości samokontroli, zapewne gdyby miała nieco gorszy dzień teraz walnęłaby go w twarz, jednak kierując się samokontrolą na niebywale wysokim poziomie, gryzła się jedynie w język, nie odpowiadając nic na tą jakże dziecinna zaczepkę. Znała swoją wartość, miała świadomość posiadanej wiedzy i nie zamierzała jakiemuś pajacowi w tym momencie udowadniać, że jest warta dużo więcej niż mu się wydaje. Policzki dziewczyny przybrały kolor purpury, sprawiając że wyglądała niezwykle uroczo. To było coś nieprawdopodobnego, tego typu „defekty” organizmy zazwyczaj wpływały na pogorszenie aparycji dziewcząt, u niej działało to na opak. Rumieńce dodawały jej urody, zamiast jej ją odbierać.
Wspomnienie o jedzeniu automatycznie poskutkowało zabraniem głosu przez jej brzuch, który opuściło głośne burczenie, jakby przypominając dziewczynie, że dzisiejszego poranka właściwie nic nie zjadła. Najpierw poranny trening, teraz spotkanie z Castielem skutecznie odpędzały jej myśli od pożywienia, które niestety potrzebne było jej do normalnego funkcjonowania. O ile było to możliwe, policzki blondynki poczerwieniały jeszcze bardziej, była pewna, że on usłyszał ten dźwięk i teraz będzie miał z niej niezły ubaw, szybko jednak uczucie wstydu zostało zastąpione przerażeniem.
Kolejne emocje pojawiały się i znikały niezwykle szybko, nie pozwalając by dziewczyna dłużej się nad nimi zastanawiała. To mogło doprowadzić do szaleństwa, buzujące w nastolatkach hormony rzadko kiedy pozwalały na jasną ocenę sytuacji, dlatego kiedy tylko poczuła to dziwne uczucie, które pojawiło się w chwili kontaktu jej ciała z ciałem chłopaka zignorowała je. Z resztą zachowanie bruneta nie pozostawiało po sobie złudzeń. Popchnął ją na tyle mocno, że boleśnie upadła na jeden ze schodków, tucząc sobie przy tym pośladki, już czuła że będzie miała tam wielkiego siniaka. Oczy Gabrielle zaszkliły się od łez, które powstrzymywała z wielkim wysiłkiem. Skierowała spojrzenie na swoją uwięziona stopę, tylko dlatego by nie zdradzić się przed nim, jak bolesny był to upadek, była przecież silną dziewczyną. Była. Ta myśl trzymała jej łzy ciągle na wodzy. Śmiech Dupka Horna rozległ się, hucząc w jej uszach, jednocześnie wywołując niezwykle nieprzyjemny dreszcz.
-Widocznie ONA wie, jaki z ciebie dupek – oznajmiła, komentując jego słowa, które i tak zdołała usłyszeć, głos Puchonki nieco się łamał, zacisnęła więc usta, chwytając za kostkę, w nadziei że uda jej się wyswobodzić nogę. Ni stąd poczuła jak ten kuca przy niej. –Sama sobie poradzę, nie potrzebuje TWOJEJ pomocy – warknęła na niego, nawet nie patrząc mu w oczy. Jak on śmiał?! Najpierw doprowadził do jej upadku, a teraz chciał zgrywać rycerza?! Pieprzony Castiel Dupek Horn! krzyczała w myślach, a jej usta opuścił jedynie cichy dźwięk, który na myśl przywoływał dziecięce kwilenie. –Wolę tego całego Filcha niż ciebie – dodała, jedna, samotna łza opuściła jej oko, spadając na nagie kolano, zacisnęła mocniej powieki, by nie dopuścić by kolejne poszły w jej ślady.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:25

Więcej na nią nie patrzył. Miała w sobie coś, co go wyjątkowo drażniło. Nie spotkał się jeszcze z takim czymś. Gdy ktoś go irytował samą swoją obecnością po prostu wychodził rzucając na odchodnym oschły komentarz. Gabrielle była jak rzep i choć po cichu, poza jej wiedzą doceniał ten upór, nie rozumiał skąd się wziął. Karmił ją przykrymi słowami, a mimo wszystko rozciągała usta w szerokim uśmiechu jakby właśnie sprawił jej najpiękniejszy komplement stulecia. Dlaczego tylko ona tak działa? Dałby sobie rękę uciąć, że nikt poza nią ze szkolnych panienek nie byłby w stanie reagować takim uśmiechem na jego ignorancję i chamstwo. Wzdychał zatem z bezsilności wierząc, że prędzej czy później dziewczyna sobie odpuści. Wystarczy dosyć długo odpierać jej ataki, a podda się i zrezygnuje. Spisze go na straty. Horn nie chciał się sam przed sobą przyznać jaką przyjemność sprawiają mu słowne potyczki z Gab. Czerpał z tego jakąś dziwną satysfakcję, ponieważ nie nudziła go, umiała odparować cios i choć domyślał się, że działa jej mocno na nerwy, nie dała się całkowicie zgasić.
- No. - skomentował niezwykle elokwentnie nowe określenie jego zacnej osoby. Dopisze ją do listy epitetów jakie usłyszał w ciągu ostatnich siedmiu lat. Dzisiejszego dnia ładnie się ona wzbogaci. Ciekaw był kiedy nastąpi punkt kulminacyjny i stwierdzi, że jednak nie chce być tak nazywanym. Prawdopodobnie nigdy. Musiałby zacząć przejmować się opinią drugiego człowieka, a z tym miał katastrofalny problem. Zachłysnął się powietrzem w obliczu potężnego i intensywnie promieniującego uśmiechu. Otworzył szerzej oczy wyraźnie tknięty tą mimiką. Zmrużył powieki i po chwili zacisnął je z całych sił. Czemu się do niego u licha szczerzyła? Co z tego, że to uśmiech pełen samozadowolenia i dumy, nie powinna. Nie bez powodu próbował zminimalizować ryzyko pojawienia się go w trakcie ich konwersacji. Co za tępa dziewczyna, chyba nie pojęła jeszcze aluzji o co mu właściwie chodzi. Bolała go myśl, że nie umie wywołać takiego uśmiechu u tej najważniejszej i najbliższej jego sercu. Nawalił na całej linii i samoświadomość tego miała bardzo gorzki smak. Gdy jej policzki oblał purpurowy rumieniec, kącik jego ust drgnął. Udało się, powinien sobie pogratulować i dopisać kolejne imię do listy dziewczyn, które wpędził w zawstydzenie bądź zakłopotanie. Słyszał burczenie w jej żołądku jednak o dziwo nie skomentował tego ni słowem ni śmiechem, bowiem jego brzuch również intonował pieśń głodu i udręki. Nie wpadł na pomysł zaproszenia jej na wspólny posiłek. Miał zaćmienie umysłu, nie ogarniał co wypada, a co nie. Priorytetem było ewakuowanie się w ciche miejsce, pełne ciemności i świętego spokoju - adekwatnie do swego stanu emocjonalnego.
Horn nie wyglądał na przejętego. Prawdopodobnie za mocno ją popchnął; żądał zwyczajnie, by przestała być bliżej niż na to pozwala. Wstydził się tego jak jego ciało reaguje wzrostem temperatury wrzenia krwi. Próbował pokazać po sobie, że nie rusza go jej urok, a gówno prawda, bo działał. To go wnerwiało. Minę miał obojętną, znudzoną kiedy oglądał jej zielone oszklone od łez oczy. Dopiął swego, doprowadza ją do płaczu. Zapewnił sobie zatem, że da mu święty spokój. Mimo wszystko coś nie pozwalało mu sobie iść jak to zaplanował. Chciał z nią się sprzeczać. Nie dzisiaj, ale innego dnia. Skoro nie dane jest mu z Nessie się przekomarzać to znajdzie tymczasowe zastępstwo i wykombinuje sposób, by dać ujście emocjom w słownych potyczkach. Skoro Gabrielle jest w stanie to wytrzymać...Ale agresję fizyczną już nie, usłyszał swój cichy głos w głowie. Spiął ramiona i zacisnął zęby, gdy okazało się, że usłyszała jego wymamrotany komentarz. Nie powinna, to nie było przeznaczone dla jej uszu. Przełknął napad furii, wytrzymał. Wiódł wzrokiem po jej licach.
- Nie dasz rady się uwolnić. Tym czwartoklasistą byłem ja. - burknął, spuszczając nieco z tonu. Nienawidził łez. Lada moment spieprzy stąd poza zasięg ich działania. Niedobrze mu było, bowiem płacz wywoływał u niego coś takiego jak wyrzuty sumienia.
- Powiem ci coś, Gabrielle. - zniżył głos do szeptu. - Nie chciej się ze mną przyjaźnić. Jestem wadliwy i niszczę piękno. Nie rób tego sobie. - wstał, wyprostował się. Nie strugał bohatera, nie zamierzał przykładać rąk do wymacania jej uwięzionej kostki. Zaczął stronić od narzucania swojej obecności widząc jak się to skończyło z jego Ness. Co za ból. Nie miał prawa tak jej nazywać. Wykrzywił się. - Narka. - zawołał luzacko i jak gdyby nigdy nic odwrócił się do niej plecami. Odszedł na kolejne schody i następne aż na parter. Nie odwrócił się ani razu. Dopiero na parterze złapał za fraki znajomka z niższej klasy, powiedział mu co i jak i nakazał anonimowo pójść do Gabrielle i uwolnić jej kostkę. Zrezygnował z planów ćwiczenia quidditcha, jakoś stracił na to ochotę. Zjadł porządnie, a później prawie z ochotą zaszył się w sali eliksirów na cudowne dwie godziny odosobnienia.

[zt]
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 15 Wrz 2018, 23:25

Nie chciała pokazać mu swoich łez, każda niezależnie czym spowodowana była oznaką słabości. A przecież ona nie była słaba! Tak długo opierała się jego docinkom, bezczelnym uwagom, temu spojrzeniu, które jasno dawało do zrozumienia, że jej tu niech chce. Każdy atak jego chamstwa kwitowała uśmiechem, a teraz? Wystarczyło zwykłe popchnięcie, aby w jej oczach zaszkliły się łzy, nie potrafiła nad nimi zapanować, choć bardzo chciała. Właściwie nie pamiętała kiedy ostatni raz płakała, nawet w tych cięższych chwilach potrafiła powstrzymać te zdradzieckie, słone krople. Wystarczyło by na jej drodze pojawił się Castiel Dupek Horn, by te opuściły jej oczy, torując swoją ścieżkę wzdłuż uda blondynki.
Ból zastąpiony został przez złość, która z każdą sekundą przybierała na sile. Była zła na niego za to, że ją popchał, za stłuczony i obolały tyłek, za to że ośmielił się potraktować ją w tak rażący sposób, była wręcz wściekła na siebie, za swoją nieostrożność, za to, że nie potrafiła złapać równowagi. Krew w jej żyłach buzowała, napędzając bicie serca, które teraz w oszalałym tempie pompowało ludzką posokę. Wierzchem prawej dłoni starła kolejną złe, nie pozwalając by zabrnęła zbyt daleko. Czy można być jednocześnie wściekłym i smutnym? Gabrielle była namacalnym dowodem na to, że można. Nie potrafiła słowami wyjaśnić takiego stanu rzeczy, nie potrafiła też jasno określić skąd w jej sercu wziął się ten dziwny, rozdzierający serce smutek. Była osobą wręcz aż nazbyt wesołą, promieniejący uśmiechem, którym roztaczała wokół sobie ten cudowny czar, rzadko kiedy opuszczał jej usta. Miała wrażenie, że coś się zmieniło. Jeszcze mocniej zacisnęła wargi, które teraz tworzyły jedną, cienką linię. Miała ochotę zapytać go czy jest z siebie dumny? Czy w końcu dopiął swego? Zamiast tego milczała. Z uporem godnym podziwu powstrzymując wszystkie słowa cisnące się na usta.
-Mam to gdzieś, idź już sobie. Spotkamy się na treningu - odpowiedziała na jego słowa, może wywarły na niej nieznaczne wrażenie, jednak nie zamierzała dać po sobie tego poznać. Nie podniosła nadal swoich zaszklonych oczu, z uporem maniaka wpatrując się w swoją uwięzioną stopę, analizując swoje położenie i wszystkie możliwości jakie miała. Dostała nauczkę, schody nie tylko lubiły mylić kierunki, ale też znikać, sprawiając że uczeń mógł w łatwy sposób stać się ich więźniem. Nastała cisza, w czasie której trwania miała nadzieję, że Ślizgon odejdzie, dając jej spokój na resztę dnia. Jakże się myliła, kiedy tuż koło jej ucha rozległ się szept. Jego słowa były tak ujmujące, pełne szczerości. Uniosła na niego zielone tęczówki, które teraz płonęły dziwnym żarem. W tej samej chwili ten wstał i po prostu odszedł, zostawiając ją samą. –Idiot! – krzyknęła za nim, choć ten nawet nie zaszczycił ją pożegnalnym spojrzeniem.
Kilka sekund później pojawił się przy niej rudowłosy chłopak, który pomógł jej wydostać się z pułapki. Podziękowała mu pięknym uśmiechem, wracając do naturalnego rytmu dnia, jednak w myślach aż do końca dnia wracała myślami ku osobie Castiela Dupka Horna.

zt

Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 11 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 9, 10, 11

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
IV piętro
-