IndeksIndeks  SzukajSzukaj  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 EmptySob 29 Wrz 2018, 20:33

– Tak źle- odpowiedziała hardo patrząc na bruneta jakby nieco oburzona jego wyznaniem. Dlaczego taki był? Czy takie podejście do życia wpisane było w charakter każdego Ślizgona? Ewidentnie był to objaw choroby duszy, która zapewne w jego przypadku gniła od środka. Gabrielle nie mogła zrozumieć, jak tak młoda osoba mogła już posiadać wypaczony obraz rzeczywistości. To prawda. Żyli w ciężkich czasach, zewsząd dochodziły do nich doniesienia dotyczące Czarnego Pana oraz jego popleczników . Niektórym odbierano życie, innych poddawano torturom, aż nie zwariowali. Dokładając do tego obowiązki jakie spoczywały na nich, uczniach: egzaminy, ważniejsze turnieje, relacje międzyludzkie i budujące hormony, można byłoby odnieść wrażenie, że świat to naprawdę okrutne miejsce. Ale przecież w obliczu tego wszystkiego, w cieniu bestialskich wydarzeń miały miejsce te chwile, które sprawiały że nagle w ciemnościach pojawiało się światło. Nadzieja. Blondynka należała do grona ludzi, którzy właśnie to światło dostrzegali w każdej sytuacji, a także w każdej osobie. Nawet Castiel, który na pozór wydawał się być gburowatym dupkiem- jej zdaniem – posiadać w sobie dobro. Powstrzymała się przed tym, by na głos wyrazić swoje myśli, posiadała instynkt samozachowawczy, choć czasami można było odnieść zupełnie inne wrażenie.
Spojrzenie dziewczyny powędrowało za ruchem jego ręki, zdusiła w sobie jęk, była obandażowana, to co najważniejsze niewidoczne był dla jej oczu. Mogła się jedynie domyślać, co skryte jest pod białym materiałem. Po raz kolejny nie powiedziała nic, to on przerwał ciszę między nimi. Zmarszczyła nos w ten zabawny sposób, kiedy ozy dziewczyny stawały się mniejsze, a górna warga unosiła ku górze. –Co znowu? – zapytała, nie wiedząc o co mu właściwie chodzi. Spiął się, widziała to wyraźnie bo wtedy trochę bardziej niż normalnie nad nią górował. –Czasem cię nie rozumiem – były to słowa wypowiedziane bardziej do siebie samej niż Ślizgona, ale i tak wywołały u niej delikatny uśmiech. Właściwie miała prawo do takiego stwierdzenia, to było zaledwie ich drugie spotkanie, a tak skrajnie różniło się od poprzedniego. Był dla niej zagadką, pełen sprzeczności, obdarzony wieloma twarzami, jednak tę aktualną lubiła najbardziej. Bycie dupkiem wychodziło mu dobrze, ale kiedy patrzyła w te jego czekoladowe oczy trudniej było odpierać ataki. W ich toni skute były jego prawdzie emocje, czasem brały nad nim górę, innym razem skrywał je tak głęboko, że wątpiła czy w ogóle istnieją.
Nie raz czy dwa złapała się na tym, że jej myśli wędrują ku jego osobie, najczęściej w momentach najbardziej nieoczekiwanych, jak chociażby lekcja wróżbiarstwa. Czasem zastanawiała się też, czy on myśli o niej. czy wspomina chwilę gdy zostawił ją z uwięzioną nogą i załzawionymi oczami. Ale w takich chwilach najczęściej odzywał się - nieproszony głos rozsądku mówiący „chyba sobie żartujesz”. On. Ślizgon, kapitan drużyny oraz zapewne dusza towarzystwa miałby sobie zaprzątać głowę jej osobą. Żart. –No widzisz, tak rozwiąże się twój problem – klasnęła w dłonie z wymuszonym uśmiechem, a głos Puchonki wręcz ociekał sarkazmem. Było to nawiązanie, będące jednocześnie komentarzem jego na świat, które według niej było pozbawione sensu, a przede wszystkim bardzo smutne. Teraz ciężko było je określić czy ich rozmowa jest wynikiem ubocznego działania marihuany, czy może zaczął ją traktować bardziej ludzko. Westchnęła wypuszczając spomiędzy różowych warg głośno powietrze. Co by to nie było, ta pozycja kiedy znajdowali się prawie na równi bardziej odpowiadała Francuzce. Jej tylna część ciała nadal nosiła ślady upadku. Samo wspomnienie tamtej chwili wywoływało u niej nieprzyjemny dreszcz, biegnący od zakończeń palców u rąk, aż do tyłka. Cichy, zdławiony jęk opuścił jej usta.
-Werter – poprawiła go rozbawiona faktem, że teraz on szuka chyba właściwego słowa, jednak to które opuściło jego usta rozbawiło ją. [i]Niezwykle elokwentne określenie Horn[/b] – pomyślała gryząc się w język zanim owa myśl opuściła jej usta. Wzruszyła zrezygnowana ramionami, po czym sprawnie zeskoczyła z parapetu, bosymi stopami dotykając zimnej, marmurowej podłogi – To nie tak – pospieszyła z wyjaśnieniami, stając przed nim. –Ta historia jest dużo bardziej zawiła. On jej nie oddał, to ona dokonała wyboru – wpatrywała się w chłopaka zielonymi tęczówkami, które wraz z kolejno wypowiedzianym słowem zdawały się nabierać blasku. Mimo, iż opowieść o Werterze nie kończyła się zbyt szczęśliwie, była to książka, którą panienka Levasseur uwielbiała i mogłaby godzinami rozprawiać nad tym, co tak naprawdę czuł główny bohater, choć sama nigdy czegoś podobnego nie doświadczyła. –To było tak, że gdy Werter zakochał się w Locie, ta była już dawno zaręczona z innym, o czym on doskonale wiedział. Po swoim ślubie dziewczyna wdała się w zdawałoby się nieszkodliwy romans z nim. Kiedy ta każe mu się do niej nie zbliżać, on łamie ten zakaz. Podczas jednej z rozmów sam na sam całuje dziewczynę, która ucieka zamykając się w innym pokoju. To odrzucenie z jej strony staje się punktem zapalnym. Zrozpaczony chłopak, porzucony przez ukochaną postanawia popełnić samobójstwo, i to właśnie Lota przekazuje pistolet, którym on dokonuje tego czynu. – opowiedziała całą, zawiłą historię w dużym skrócie uważnie przy tym obserwując Ślizgona. Nie wiedziała na ile historia młodego Wertera pokrywa się z tą Castiela, jednak uważała, że u obojgu to samo można było dostrzec wpatrując się dłużej w ich oczy.
Było jej zimno w stopy, czuła że krążenie w nich zwalnia, jednak zignorowała to całkowicie, gdy usta bruneta opuściły tak znaczące i ważne słowa. Pchana dziwnym impulsem podeszła do niego, na tule blisko że ich ciała stykały się. Z niezwykłą delikatnością palcami dotknęła zabandażowanej ręki. Wpatrywała się w nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy i niezwykłą intensywnością w oczach, które po dłuższej chwili przeniosła na twarz chłopaka – Przecież TO – pokazała na jego dłoń – Niczego nie zmienia. Co? Bo jesteś niekompletny w ilości palców? – zapytała unosząc lewą brew –To się nie liczy. Liczy się to co masz TU – oznajmiła chwytając jego zdrową dłoń w swoją, po czym przyłożyła je w miejscu gdzie było jego serce. Czuła je. Jak uderza z niebywałą mocą. Dopiero po niespełna minucie dotarło do niej, co tak właściwie robi. Ciemne, wręcz purpurowe rumieńce wstąpiły na jej policzki, szybko zabrała swoją dłoń robiąc przy tym krok w tył. –Mmm… ja… przepraszam – powiedziała pospiesznie podnosząc swoje pantofelki, sprawnie założyła je na nogi. O ile z obuwiem poszło jej szybko, tak zapięcie dla jej drżących dłoni było nie lada wyzwaniem –Cholera! – słowo opuściło usta blondynki odbijając się echem od ścian korytarza.


Castiel Horn
Castiel Horn

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 EmptySob 29 Wrz 2018, 20:34

Drażniła go. Nie tylko jej uroda mu przeszkadzała, ale też jej harde spojrzenia i opór w głosie. Mimo, że sam przed sobą przyznał, że czerpie z tej chorej relacji jakąś satysfakcję, zastanawiał się czemu na to pozwala. Gabrielle była jakaś dziwna. Ten sposób w jaki się w niego wpatrywała, gdy burzyła się i przeciwstawiała jego chamstwu. A jednak doprowadził ją do łez i nie miał z tego powodu wyrzutów sumienia. Prosił ją przecież. Prosił, by nie pakowała się w próby zaprzyjaźnienia się z nim, bo to zniszczy. Wbrew swojej woli, ot tak, bo przecież nie umiał dłużej niż dwie minuty być bardziej ludzkim.
- Nigdy mnie nie zrozumiesz. - poprawił ją zdziwiony jednocześnie oschłością swojego głosu. Zaczynał się wycofywać myślami i emocjami. Wracał z powrotem tam, skąd Gabrielle łagodnie go wyciągała. Próbował wyrwać się atmosferze i cofnąć tak, by nie musieć przyznawać się do tego, że cokolwiek czuje. Miał w sobie pełno sprzeczności, krzywdzących zarówno jego samego jak i otoczenie. Stracił Nessie. Po prostu stracił i choć żyła, zostawiła w jego sercu ogromną dziurę. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie umiał jej za to nienawidzić. Nikt nie może zobaczyć tych ran i tych strat. Gabrielle była punktem, który mógłby pomóc mu udawać, że wszystko jest okej. Sęk w tym, że miała na niego dziwny wpływ. Odsłonił się, choć nie powinien tego robić pod żadnym pozorem. Obwiniał ją za to, obwiniał też siebie. - To twój problem się rozwiąże. Nigdy więcej mnie nie zobaczysz. - rzekł cicho, chłodno choć bez cienia nienawiści. Bez mrugnięcia okiem wpatrywał się w zieloną toń jej oczu. Chciał ją przepłoszyć i zrazić do siebie. To tego planu powinien się trzymać lecz wypadł z rytmu.
- Twój werter jest skończonym chujem w takim razie, a jego ukochana dziwką, skoro skazała na śmierć tego, który dawał jej jedynie miłość. - włożył w to dużo jadu. Jego własna interpretacja bardzo mu się spodobała. Brzmiała o wiele sensowniej i realniej. Mimo, że mówili o książce, wyżywał się na niej. Wylewał z siebie tłumioną wściekłość właśnie w takich maluczkich sytuacjach. Lepsze to niż mordowanie wron i obijanie twarzy przyjaciela.
Zamiast wystraszyć dziewczynę swoim chamstwem... obserwował jak przekracza podstawową granicę. Zbliża się, zmienia ton, narusza prywatną cielesność. Nie drgnął, wydawać się mogło, że nie zareagował na to. Siedział na parapecie i patrzył nań z dołu, co mu się nie spodobało. Nim zdołał wyprostować się postanowiła dotknąć jego obandażowanej i okaleczonej dłoni. Blask zaklęcia pokrywającego bandaż rozświetlił skórę palców Gab w tym miejscu, gdzie trzymała rękę. W oczach Castiela pojawił się mord. Kontrolowany, bowiem poza tym chłopak nie powiedział ani nie zrobił nic. Słuchał jej słów i przez chwilę nie panował nad sytuacją. Naruszała jego przestrzeń, czuł słodkawy zapach jej perfum. Utrzymała jego dłoń przy mostku, w miejscu, gdzie myślała, że ma serce. Tego było za wiele. Nie z nim te numery. Blady, z szeroko otwartymi oczami patrzył z lubością na purpurowe plamy na jej policzkach. Jej dłonie trzęsły się, nie umiała zapiąć dziewczęcych bucików. Horn wstał. Stanął przed nią, wysoki i bladoskóry. Czarne jak noc włosy opadły po bokach jego twarzy, palce zdrowej ręki zacisnęły się na odsłoniętym i nagim ramieniu Gab. Nie mocno, ale też nie delikatnie. Przyciągnął ją do siebie siłą większą niż można przypuszczać. Dzielił ich raptem cal, może dwa. Wbił w nią spojrzenie, w których kryło się morze lodu. Bez kropli nienawiści.
- Słuchaj mnie. - szepnął chyląc się do jej ucha. Wypuścił powietrze z płuc, by owionęło jej twarz. - Nie ożywisz umarłego, a więc czegokolwiek we mnie szukasz to tego nie znajdziesz. - jeśli próbowała się wyrwać, nie pozwalał. Miała miękką i gorącą skórę. - Pewne usterki są na wieki. - odsunął się od jej ucha, spojrzał w zieleń jej oczu. Była taka niewinna i jasna, ktoś kiedyś przyjdzie i to stłamsi. Zabierze jej urok, wdzięk, przygasi światło w oczach. Nie chciał być tą osobą, a będzie tak, jeśli Gabrielle sobie nie odpuści. Castiel znał samego siebie. Popadał w depresję, a to prowokowało do zachowań destrukcyjnych. Nie miał motywacji, by się rano budzić. Nie miał chęci, by wracać do żywych. Ból za mostkiem wzmógł się, nasilił, wykrzywił jego usta w grymasie niemego cierpienia. Rozplótł palce z jej ramienia, cofnął i opuścił rękę wzdłuż ciała. Chciał tonąć. Chciał uwolnić się od uczucia beznadziejności. Zgubił kawałek siebie, tą konkretną część duszy.
- Zrób coś dla siebie i odejdź. - poprosił zmienionym tonem. - Nie dziś, młoda. Dziś umarłem, więc nie teraz. - powiódł wzrokiem do obrazu ponad jej głową. Portret ruszył biegiem do pielęgniarki by donieść o zbiegu ze skrzydła szpitalnego.
Gabrielle Levasseur
Gabrielle Levasseur

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 EmptySob 29 Wrz 2018, 20:34

Drażnił ją. Nie chodziło jedynie o jego chamskie, pozbawione taktu oraz wyczucia komentarze, nie chodziło nawet o tą maskę dupka, którą przywdziewał ilekroć się spotykali. Denerwował ją fakt, że chłopak był tak pełen  sprzeczności, że przy nim robiąc krok naprzód wystarczył niewinny zdawałoby się gest, by nagle cofnąć się o dwa kroki w tył. Prowadzili chorą grę, walkę, od chwili gdy pierwszy raz los postawił ich sobie na drodze. Najgorsze w tym wszystkim było to, że czerpała z tego dziwną przyjemność. Budził w niej sprzeczne emocje nad którymi ledwo co panowała. Wcześniej, żyjąc jakby pod kloszem nie miała nawet pojęcia o ich istnieniu. Spojrzenie jego brązowych oczu, pełne chłodu, tak nie pasowało do ciepłego odcienia o barwie płynnej czekolady. Było w nim tyle sprzeczności. Był dla niej swego rodzaju wyzwaniem  
Uniosła brew zdziwiona jego komentarzem. Czy próbowała to zrobić? Zdecydowanie nie. Zrozumienie drugiej osoby jest niemożliwe, wiedziała o tym. Każdy z nas jest inny , inaczej reaguje w różnych sytuacjach, inaczej ponosi porażki i świętuje zwycięstwa. Nawet jeśli dwoje ludzi w swoim życiu poddawani są tej samej próbie, nawet oni nie są w twni4 zrozumieć sobie nawzajem. Chciała go poznać. Tak, to dobre określenie, to jego powinna użyć. Chciała wiedzieć jaki jest, dlaczego taki jest, jakimi wartościami w życiu się kieruje i co ono mu przynosi. Tak . Chciała go poznać, dlatego  uparta niczym osioł trwała przy nim nawet wtedy, kiedy mieszał ją z błotem. Przyjmowała jego ataki, częściej na nie odpowiadając, była nieugięta. On powinien jak najszybciej zdać sobie sprawę z tego, iż blondynka tak łatwo nie odpuści.
Westchnęła, w jego tonie wyczuł, że właśnie cofnęła się dwa kroki wstecz. Ten ponownie przybrał postawę bojową. Jedyne co im wychodziło to bawienie się w kotka i myszkę . Nie skomentowała słów Ślizgona, nawet znając go tak krótko wiedziała, to co rozjuszy. Nie chciała tego. Z jakiegoś dziwnego powodu nie chciała by się na nią złościł, mimo całej tej obronnej postawy, hardego wyrazu twarzy i pewności w głosie jego słowa czasem były krzywdzące. Gdyby nie znała swojej wartości, która mama wpajała jej od małego zapewne już przy pierwszym starciu szybko schowałaby głowę w piasek. – No widzisz jak pięknie się składa – skomentowała głosem ociekającym sarkazmem. Ta rozmowa nie szła teraz w najlepszym kierunku, czuła to we krwi, która jakby szybciej zaczęła krążyć w jej żyłach, a serce znacznie przyspieszyło. Czyżby szykował się kolejna walka? Nie sądziła , że tak szybko uzyska odpowiedź na swoje pytanie. Słowa bruneta ociekały jadem, to wywołało nieprzyjemny deszcze, który rozszedł się po ciele Puchonki. –Jesteś głupi – rzuciła gniewnie, jak on mógł? W tak prostacki sposób wypowiadać się o książce i jej postaciach nawet nie czytając tej pozycji? Zdenerwował ją swoim zachowaniem. Czuła jak robi się czerwona ze złości.
Potem było tylko gorzej. Kierowana impulsem podeszła zbyt blisko naruszając strefę jego komfortu, a przecież wiedziała jaj to się kończy. Siniak na tyłku wciąż jej o tym przypominał, więc dlaczego go prowokowała? Wystarczyło kilka sekund, by odzyskała rozum, odsuwając się i szybko zbierając się do ucieczki zanim coś się stanie. Głupie pantofelki! warknęła w myślach, świat przesłoniły jej blond włosy opadające na twarz. Już myślała, że się uda kiedy na ramieniu poczuła ciepło jego dłoni.  Spięła mięśnie, sparaliżowana tym gestem. Przyciągnął ją do siebie, była zgubiona. Niepewnie, z lekką dozą przerażenia w oczach spojrzała w jego. Morze lodu całkowicie zakryło ciepło, które kilka sekund temu w sobie miał. Nie pozostawiając złudzeń. Jego ciepły oddech owiał jej twarz, słodki zapach zupełnie nie pasujący do Ślizgona. Uważnie wysłuchała słów, które chciał jej przekazać chcąc tym samym pozbawić ją nadziei. Nadaremnie.  Francuzka wiedziała swoje i nie zamierzała się poddać. Stanęła na palcach, przybliżając swoją twarz do jego, nie zrywając kontaktu wzrokowego –Nawet tęczy potrzebny jest deszcz – powiedziała zagadkowo, po czym musnęła delikatnie ustami jego policzek. Zabrała z parapetu notes i z wysoko uniesioną głową minęła go, uśmiech rozjaśnił jej twarz kiedy zrobiła trzy pierwsze, spore kroki, by następnie puścić się biegiem. – Jeszcze się spotkamy - obiecała, a słowa odbiły się od ścian korytarza dochodząc do chłopaka. Zniknęła zaraz za zakrętem.


zt x2
Marcus Glom
Marcus Glom

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 EmptyPon 18 Mar 2019, 14:21

Glom wędrował przez korytarz, niczym panisko przenajświętsze u boku mając swego kompana, nicponia, hultaja, huncwota i gwałtownika - Nasha Padmore'a. Być może z tym gwałtownikiem trochę przesadził, ale kto wie do czego był zdolny ten szubrawiec? Tak czy siak - wędrowali razem z prowadzoną zaklęciem szafą - nic zresztą dziwnego, każdemu czasem zdarzy się wyprowadzić szafę na spacer. Jeśli ktoś wypatrywał tam jakichś ukrytych zamiarów, jak bo ja wiem, ukrytego tam woźnego to zdecydowanie był w błędzie. Zdissowanego Filcha tam na pewno nie było. Tak czy siak plan był prosty - przekraść się, nie dać się przyłapać, a potem jakoś się z tego wyłgać bo w towarzystwie jego kompana to że ktoś ich dorwie, było pewne jak "w dupę" po "chuj Ci" w znanym wyrażeniu, którego używało się zazwyczaj do swych nieprzyjaciół i wrogów. Glomowi zostało tylko obstawiać któż to będzie - liczył że nie wpadną na "Ponętną kicię, mamuśkę lat grubo ponad sto, która pozna przystojnego pana bez nałogów". Liczył również że nie natkną się na szanownego dyrektora tej pięknej placówki, bo wtedy dupa - całe szczęście że Marcus nie wiedział, że to stwierdzenie mogłoby być zbyt dosłowne gdyby dropsik był bardziej radykalny. Najlepiej by było gdyby dorwała ich Smoczyca - ona była spoko, jakoś by się wykręcili. Z tym że nie ma tak dobrze. Już zaczynał szykować wymówki, bo raczej nie spodziewał się że ktokolwiek mu uwierzy że "wyprowadzają szafę na spacer". W atak ślepej kiszki też raczej nikt nie uwierzy. "To moja szafa i będę z nią robił co mi się podoba" ? Nie, to też nie brzmiało najlepiej. A zresztą, mniejsza - i tak wpadną w kłopoty i tak, od momentu w którym ujrzał Nasha na swej drodze, wiedział że tak będzie. Teraz zostało tylko zastanawiać się - w jakie dokładnie.
- Gdyby nie te cholerne czary obronne, to moglibyśmy ją po prostu przeteleportować. Marnują mój czas - mruknął cicho z niesmakiem. Fakt faktem, dlaczego magia obronna zawsze musi stawać na drodze dobrego żartu? Kiedy skończy się to jarzmo białej magii? Ten świat wymagał gruntownej przebudowy.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Nash Padmore
Nash Padmore

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 EmptyPon 25 Mar 2019, 21:20

Plan wydawał się genialny do momentu, jak przyszło opuścić kanciapę Wielebnego. Parter był cichy i spokojny, poza nimi nikt nie pałętał się po korytarzu. Argus - być może nadal nieprzytomny, albo tak sprawnie zakneblowany - nie miotał się w szafie, tym samym zwiększając ich szansę na dokończenie psikusa. Kiedy Marcus transportował mebel drogą powietrzną, Nash był gotowy użyć swojej różdżki, żeby się kogoś ewentualnie dyskretnie pozbyć. Zatrzaśnięcie świadka w kiblu nie było dużym przewinieniem, więc nie można się tu było doszukiwać wielkiej odwagi. I tak wykazał się jako nicpoń, nie wracając na lekcję z ową cholerną kredą. Nawet nie sprawdził, czy charłak ma coś takiego na składzie, a była to bardzo wątpliwa kwestia. Niech Matka Koteczków sama sobie przetrząsa ten śmierdzący przybytek, prędzej natrafi na kolonię cywilizacji założoną przez spleśniałą mortadelę niż coś tak przyziemnego i BRUDZĄCEGO jak kreda. Niezbadane są wyroki boskie i zbiory woźnego.
- Bez ryzyka nie ma zabawy - brunet wzruszył ramionami. Czy byliby równie zainteresowani gdyby dało się tak szybko i sprawnie pozbyć tego mebla? Mimo, że oboje marudzili, było coś ekscytującego w tym, że jakiś nieświadomy prawdy dzieciak zejrzy ich na korytarzu i postanowi podkablować. Albo, że natkną się na kogoś z kadry. Wtedy być może ciśnienie Nasha podniesie się na tyle, by ponownie zaskoczyły mu szare komórki w mózgu. Ale wtedy będzie już za późno. Wierzył w to, że Glom oprawi całą historyjkę w takie ramki, że szafa ostatecznie skończy tam, gdzie zaplanowali, nawet jeśli po lekcji OPCM mieliby miesiąc pucować kible. Nawet tak nieprzyjemny koniec tej akcji byłby tego warty. Ślizgona niesamowicie fascynowało, ile czasu zajmie gówniarzom ogarnięcie, że to nie bogin tylko prawdziwy woźny. I ile zajmie Argusowi, żeby się zorientować czemu banda szczeniaków celuje w niego znienawidzonymi patykami i to za przyzwoleniem nauczyciela!
- Mam wrażenie, że nowy koleś od OPCM nie popracuje tu za długo - zaśmiał się złośliwie, odsuwając im z drogi jakąś porzuconą stertę książek. - Filch w wyniku szoku najpewniej to jego oskarży o atak na ciało pedagogiczne. Założę się, że nawet nie będzie pamiętał, skąd się tam znalazł. Przydałoby się podrzucić coś, co ostatecznie skieruje podejrzenia na tych debili z Gryffindoru...
Sponsored content

Korytarz - Page 6 Empty
PisanieTemat: Re: Korytarz   Korytarz - Page 6 Empty

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-