IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Adrien Creed
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie 23 Sie 2015, 15:41

Podczas przemierzania szkolnych korytarzy o zakazanej porze, we śnie wędrował po labiryncie. Mury wyrastały po obu stronach, ograniczając widoczność. Mógł patrzeć wyłącznie za lub przed siebie, lecz nie za dużo to dawało - korytarz niknął w mroku po obu stronach. Z różdżki sączyło się słabe światło, tajemniczo pochłaniane przez okolicę, w rezultacie czego Adrien mógł widzieć zaledwie parę metrów. Nie miał pojęcia gdzie jest i dokąd zmierza, jednakże miał świadomość podążania za jakąś istotą. Za każdym razem, gdy się zbliżał, jego stopy natrafiały na gęstniejącą mgłę sięgającą ostatecznie nie wyżej niż do kolan. Szybko znikała, jak gdyby śledzone stworzenie się płoszyło. Po kilku zakrętach, czarnowłosy dotarł do przepaści. W tym właśnie momencie osunął się na kolana, to samo robiąc w świecie realnym. Czynnikiem zmuszającym go do walnięcia głową w drzwi było pochylenie się przez sen. Drugie uderzenie spowodowało otwarcie się przejścia i niezamierzone wpadnięcie do schowka. Świat jego wyobraźni zniknął w ciemnościach, gdy spadał w dół. Przez barierę snu usłyszał jakiś niewyraźny głos.
Świadomość uderzyła w niego niczym puchacz w okno - nagle i z hukiem. Przewrócił przypadkiem miotłę, gdy machnął ręką i usiadł w bardziej ludzkiej pozycji. Przez dłuższą chwilę nie miał pojęcia, co się tak właściwie dzieje, a przynajmniej póki jego zaspany wzrok nie natknął się na jakąś osobę przed nim. Cudownie, nauczyciel. Ślizgon rozchylił wargi i zamknął je zaraz, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. Rzucił okiem na pomieszczenie, trybiki w mózgu poruszyły się leniwie. Skojarzył fakty i zaczął domyślać się, gdzie jest oraz jak się wśród narzędzi pracy Szanownego Pana Filcha znalazł. Spojrzał przed siebie. Oj, punkty się posypią...
- D-dobry wieczór - bo grunt to dobre wrażenie. Wyglądem przypominał raczej menela po tygodniowej libacji, choć brakowało mu trochę zarostu na twarzy. Wrażenie zrobić więc trzeba było dobrym wychowaniem. Spróbował trochę uspokoić siebie i rozbiegane myśli. Kary niby jeszcze nie dostał, więc chyba wszystko zależy od tego, czy ma dobre wytłumaczenie. Nie było też po co kłamać, bo mógł się tylko pogrążyć.
-Ja... Ten... To tak przypadkiem... - wymamrotał, odgarniając z twarzy niesforną, potarganą grzywkę. Jeśli ktoś powie, że Adrien w tym momencie się nie bał, to minie się z prawdą łukiem tak szerokim, jakim omija się Sosnowiec. - Bo wie pan... Lunatykuję i tak jakoś wyszło... - dodał po kilku krótkich chwilach ciszy. Przełknął ślinę. Serce próbowało właśnie rozwinąć swój galop i uciec daleko od tego miejsca. Liczyć na dobre serduszko nauczyciela, czy wiać w tej chwili jak najszybciej i najdalej? Druga opcja byłaby raczej mało rozsądna, więc póki co patrzył z niepewnością na starszego mężczyznę.
Zobacz profil autora
Colton Summers
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie 23 Sie 2015, 16:43

Australijczyk mógł mówić naprawdę o niemałym szczęściu. Gdyby bowiem trafił na innego nauczyciela zostałby zrugany, zmieszany z błotem na czym świat stoi. Tymczasem Colton patrzył na niego tak, jakby miał ochotę parsknąć śmiechem. Summers miał chyba niezły humor, choć po jego twarzy trudny było poznać, czy czuje się dobrze. Wygląda niemal zawsze jak wojownik gotowy do walki. Wycelowana różdżka i jego oblicze mogło powodować tylko jedną myśl "O nie! Potraktuje mnie avadą!" Na szczęście skończyło się na Aquamenti.
Profesor dość bezceremonialnie wytargał go z komódki charłaka i postawił na korytarzu niemal jak krnąbrnego brzdąca. Jeszcze tego brakowało, by zobaczył go Argus Filch ze swoją upośledzoną kotką Panią Norris.
- Lunatykujesz? Ja w takim razie jestem Dumbledore - westchnął ciężko - - jednak na wypadek, gdyby było w tym ziarenko prawdy, odejmuję Slytherinowi nie 10, a 5 punktów. Co nie zmienia faktu, że zbierasz szlaban i przez 3 dni będziesz odwiedzał mnie w gabinecie i pomagał katalogować mugolskie gadżety. Teraz marsz do mojego gabinetu, za mną! - powiedział oschle i skierował się w stronę swojego azylu.
// z.t. Oboje do Gabinetu Coltona
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:21

Nigdy nie zastanawiał się jak to jest być martwym w środku, a żywym na zewnątrz. Dwie tragedie zbiegły się w czasie i rąbnęły w Castiela bez cienia litości. Sam nie wiedział już co jest gorsze - popękane serce czy odcięte palce. Z dwojga złego wolałby pozbyć się całej ręki niż musieć przechodzić przez wewnętrzne piekło. Castiel wyglądał trupioblado. Siedział na parapecie okiennym, w ciasnej wnęce, ubrany w szpitalną piżamę, na którą założył szary sweter z zielonym motywem. Butów zapomniał, bowiem spieszył się w ucieczce. Pomfrey nie pochwalała jego nałogu i zakazywała mu kategorycznie opuszczać łóżka, co on szczerze mówiąc, miał głęboko w nosie. Był w tak podłym stanie, że nie przejmował się jakimiś tam zakazami. Wiedział, żeby nie ruszać lewej ręki i ją oszczędzać. Poczuł też na własnej skórze co to znaczy gwałtowniejszy ruch tułowia - opatrzony tors dalej dawał mu się we znaki, gdy przykładowo przewracał się w łóżku na drugą stronę. Można było dostrzec bandaż na wysokości jego obojczyka, nieosłoniętego kołnierzem swetra. Horn palił. Dzięki cwaniactwu Miszy miał przy sobie całą paczkę papierosów. Wypalał już drugiego. Uchylił okienko zewnętrzne i wystawiał tam rękę z fajkiem trzymanym między dwoma palcami. Zaspokajał nałóg. Próbował otrząsnąć się, zapomnieć, cokolwiek. Nie udawało mu się nic z tych rzeczy. Czuł się bardziej trupem niż żywym człowiekiem. Nie pogodził się jeszcze z utratą dwóch palców. Pielęgniarka powiedziała mu po cichu, że skoro zostały usunięte przez nieczystą magię to nie jest w stanie ich zrekonstruować ani ona ani największy uzdrowiciel w Wielkiej Brytanii. Gdyby nie eliksiry znieczulające zapewne nie wpadłby na pomysł zwiania ze Skrzydła w celu trucia płuc. W nocy było najgorzej, ręka go paliła żywym ogniem, w płuca wbijało się tysiąc igieł przy głębszym wdechu... to wszystko było niczym w porównaniu z jego sercem i umysłem. Musiał uciec od sterylności Skrzydła Szpitalnego. Miał dosyć tych wszystkich ludzi, który zerkali do środka zaciekawieni i niesieni plotką - czy to aby prawda, że Horn stracił rękę aż do łokcia w walce z Czarnym Panem. Drażnił go zapach medykamentów i płynu do szorowania podłogi. Stracił chęci do rozmowy i wchodzenia w jakąkolwiek interakcję. Mógł pogadać o tym i z Conorem i z Miszą, ale nie mógł. Miał jakąś blokadę, więc siedział sztywny, zimny i otępiały z papierosem, ukryty za kamienną i zimną ścianą. Dym tytoniowy wypełniał jego płuca i odrobinę koił wewnętrzne bolączki. Tylko odrobinę, ale i za to był wdzięczny. Korciło go by poprosić o jeszcze jeden eliksir znieczulający. Wydawało mu się, że jeśli zażyje ich więcej to serce przestanie tak boleć ilekroć pomyśli o Ness. Zdarzało się to często, bowiem pamiętał jej łzy, gdy Lupin ewakuował ją z kaplicy. Wzdrygnął się cały na wspomnienie tego piekła. Z jego gardła wydobył się jęk. Papieros wypadł z jego dłoni za okno, gdy zdrową rękę przycisnął do czoła. Pochylił kark, spiął się cały i oddychał przez zaciśnięte zęby. Co rusz nawiedzały go wizje. Widział śmierć aurorów, pojawiała się przed oczyma zmasakrowana twarz Puchona, echo wrzasku bólu Blaise'a, furia na jego nieludzkiej twarzy, widok swojej pociętej dłoni... nie umiał się przed tym schować, więc czekał aż ten atak wspomnień przeminie. Czuł się skrajnie beznadziejnie. Pusto, martwo, cicho. Wszystek to było widać na jego twarzy, jeśli ktokolwiek odważył się zajrzeć w brąz jego oczu.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:24

Dni mijały, czas zdawał się uciekać przez palce, w tej szalonej gonitwie, w której z góry skazana była na przegraną, powoli przyzwyczajała się do nowego miejsca. Coraz łatwiej przychodziło odnajdywanie jej poszczególnych miejsc, unikanie pułapek zastawianych przez magiczne schody, choć zapewne przed matką głośno by tego nie przyznała, to Hogwart zaczynał się naprawdę podobać Francuzce. Korytarz znajdujący się na pierwszym piętrze, którego ściany i marmurowa posadzka prowadził do Skrzydła Szpitalnego, był miejscem rzadko odwiedzanym przez uczniów, być może dlatego stał się tym ulubionym przez Gabrielle, choć zapewne fakt, że schody tu prowadzące jako jedyne nie miały fałszywych schodków było dodatkowym atutem. Poza panią Pomfrey, miłą pielęgniarką, z którą blondynka od czasu do czasu wdawała się w uroczą pogawędkę i obrazów patrzących na wszystkich z góry, rzadko kiedy można było spotkać tu żywą duszę. Panienka Levasseur nie miała zupełnie pojęcia z czego wynikał ten fakt, może to zapach medykamentów i chloru, którym odkażane były szpitalne sale skutecznie odstraszał wszystkich odwiedzających, a może to te obrazy, które zdawały się być bardzo nieprzyjazne, ciężko było określić.
Trzymając w rękach notatnik, oprawiony w brązową skórę, nuciła pod nosem tekst piosenki If I'm too young,. To fall in love. Why do you keep running through my brain? If I'm too young. To know anything. Why do I know that I'm just not the same? Don't tell me I won't, don't tell me I can't feel. What I'm feeling is real! 'Cause I'm not too young.- jej głos niósł się po wydawałoby się pustym korytarzu, odbijając się echem od ścian, przerywany jedynie cichym pukaniem pantofli dziewczyny o marmurową posadzkę. Palcami wolnej dłoni błądziła po kamiennej ścianie, kreśląc jakby niewidzialną linią drogę swojej wędrówki. Zmierzała do jednego konkretnego miejsca, niewidocznego dla postronnych odwiedzających – wnęki znajdującej się na samym końcu. Było to nieoficjalnie jej miejsce. Siedząc na parapecie okna, wpatrując się przed siebie dostrzec można było przepięknym, rozpościerający się nad horyzontem widok. Tylko tutaj, z dala od zgiełku Wielkiej Sali, śmiechu rozdzierającego Pokój Wspólny Puchonów oraz dormitorium dziewczyn, bez ciekawskich spojrzeń miała chwilę by pomyśleć.
W ostatnim czasie często łapała się na tym, że myślami wracała do pewnego osobnika. Castiel Dupek Horn, nawet kiedy nie było go przy niej, doprowadzał ją do szału siedząc wciąż w jej głowie. Jak to było możliwe? Czyżby czuła się winna? Wiedziała, że podczas ich pierwszego spotkania nie wykazał się finezją i dobrymi manierami, a jednak to właśnie on nakazał temu czwartoklasiści jej pomóc. Przygryzła dolną wargę, ten chłopak był tak pełen sprzeczności, co doprowadzało ją do szału. Raz życzyła mu śmierci, by zaraz potem dopadły ją z tego powodu wyrzuty sumienia. Zacisnęła swoje długie palce na skórzanym notesie, zapisane przez słowa piosenek kartki, oraz ta jedna w której pierwszym słowem było jakże ważne i wiele mówiące „przepraszam”. Zrobiła kolejne trzy kroki, nucąc pod nosem wymyśloną przez siebie melodię, nieco smutną, a jednocześnie przepełnioną tak liczną ilością sprzecznych emocji.
Nie potrafiła powiedzieć kiedy słowa piosenki same pojawiły się w jej głowie, często przychodziły w najmniej spodziewanych momentach, dlatego zawsze nosiła przy sobie długopis oraz przynajmniej jedną papierową kartkę. Jeszcze nie zdążyła porozmawiać z Finnem na temat nowego utworu, jednakże nie omieszkała tego dokonać w najbliższym czasie. Mimo początkowych obaw bardzo szybko odnalazła się w zespole, a każda kolejna próba z chłopakami dodawała jej pewności siebie. Przemierzyła kolejne metry, kiedy uderzył ją zapach dymu papierosowego, zmarszczyła nos, zatrzymując się na krótką chwilę, by zaraz kontynuować swoją wędrówkę z większą ostrożnością.
Siedział tam. Dojrzała go zaledwie kilka sekund przed tym zanim on zdał sobie sprawę z obecności drugiej osoby. Poczuła jak gula w jej gardle powiększa się do niebywałych rozmiarów odbierając tym samym możliwość oddychania czy mówienia. Siedział tam. Ubrany w szpitalną piżamę, z narzuconym szarozielonym swetrem, bose stopy spoczywały na kamiennym parapecie, jednak nie to przykuło uwagę blondynki. Bandaże na wysokości obojczyka, twarz oszpecona ranami, które teraz pokrywały strupy. Otworzyła szerzej oczy. A pierwszym, co przyszło jej do głowy były słowa, że to jej wina. Poczucie winy przygniotło ją tak mocno, że nogi się pod nią ugięły. Życzyła mu śmierci, raz czy dwa, może z piętnaście, jednakże nie były to prawdziwe życzenia, a jedynie słowa wyrzutu wywołane jego chamskim zachowaniem.
-Castiel? – zapytała, niepewnie. Patrząc na niego z wyraźnym szokiem, ale i troską wymalowaną w spojrzeniu zielonych tęczówek.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:24

Póki nikt nie mącił ciszy jakoś sobie radził. Wytrzymywał natłok myśli i emocji. Stawiał im czoła i próbował wrócić do rzeczywistości choć na dobrą sprawę nie miał żadnej motywacji. Alecto popełniała spory błąd ofiarowując swoje uczucia bestii w ludzkiej skórze, Nessie wychodzi na to, że wolała kryć się w ramionach gryfońskich jegomości, bo w ich towarzystwie non stop ją widywał. Gardło miał ściśnięte. Jedyne co mu pozostało to szlifowanie swojego ciętego języka i co najwyżej skoncentrowanie się na samorealizacji. Świat nie miał mu już nic do zaoferowania, a więc Horn musiał sam znaleźć sobie punkt zaczepienia w życiu. Opierał potylicę o zimną ścianę, mentalnie zawieszony w pustce. Przymknął oczy i tak trwał nieruchomo dopóki do jego uszu nie dobiegł dźwięk czyjegoś głosu. Zmarszczył czoło i zaraz je rozluźnił, bowiem śpiewane słowa nie wywoływały migreny a jedynie dziwne uczucie... uniesienia. Castiel nie chciał wpadać w gwałtowniejsze emocje. Nie miał na to sił, a więc po namyśle stwierdził, że słuchanie śpiewu stworzy w jego głowie większy mętlik niż mógłby przypuszczać. Kto postanowił przerywać tę błogą ciszę, w której się tak intensywnie zatracał? Wątpił, by Pomfrey potrafiła śpiewać głosem młodziutkiej dziewczyny. W dodatku o ile dobrze wyłapywał sens słów, piosenka traktowała o zakochaniu. Zacisnął palce prawej ręki i próbował wyłączyć się na ten bodziec. Rozważał czy warto byłoby rzucić zaklęciem na oślep, a nuż śpiewająca osoba stwierdzi, że jednak warto zaniechać występu. Zrezygnował z tego bowiem jeśli wychyliłby się ze swojej kryjówki któryś z obrazów jak nic doniósłby pielęgniarce o zbiegłym wię... pacjencie. Wytrzymywał zatem niepożądane melodie i czekał aż autorka minie go i zniknie na kolejnym piętrze.nCastiel nie miał sił się wściec, gdy nie dość, że dziewczyna się zatrzymała obok niego, to w dodatku była to Gabrielle. Próżno zatem doszukiwać się w jego mimice oczekiwanej zimnej furii. Minę miał zobojętniałą mimo, że w środku się zirytował. Uczucie minęło szybciej niż się pojawiło. Wystąpił w nim gwałtowny deficyt rezerw w nakręcaniu swojej złości.
- Nie. Alguff Odrażający Rogoręki. - odpowiedział martwo, nawet nie nakierowując wzroku na Puchonkę. Kolejna osoba, która zapewne zjawiła się tutaj zwabiona plotką.
- Wydasz mnie. - rzucił w eter, próbując w ten sposób zasugerować jej natychmiastową zmianę położenia. Te sześć słów wyraźnie nadwyrężyło jego ochotę do konwersacji, bo raptem umilkł. Zimnymi i lekko drżącymi palcami wyciągnął z paczki trzeciego papierosa. Przytrzymał go między zębami i podpalił za pomocą niewerbalnego Incendio. Nie używał lewej dłoni. Leżała luźno, niemalże bezwładnie na udach owinięta w grubą warstwę bandaża kończącego się na łokciu. Zaciągnął się tytoniem, a różdżkę położył między nogą a oknem. Podczas ostatniego spotkania z Gabrielle drażniła go samą swoją obecnością. Dzisiaj nie robiło to na nim żadnego wrażenia. Nie nawiązywał z nią kontaktu wzrokowego ani nie wykazywał żadnych chęci w celu przeprowadzenia z nią jakiejkolwiek rozmowy. Zresztą nie tylko z nią, z każdą humanoidalną istotą. Nie wierzył, by którykolwiek z ludzi mógł zrozumieć to, co się z nim teraz dzieje. Gdzieś na tyłach umysłu trwało przekonanie, że Puchonka stąd nie pójdzie. Sposób w jaki zaakcentowała jego imię wyrażał zatroskanie, a tego miał już po dziurki w nosie. Chwycił gilsę między palec wskazujący a kciuk i wypuścił z płuc szarą smugę dymu. Nakierował ją w stronę okna, by zapach tytoniu nie zwabił prefektów, nauczycieli czy charłaków. Zatrzymał wzrok na widoku za oknem. Na dziedzińcu roiło się od uczniów pragnących za wszelką cenę wykorzystać ładną pogodę. Jeszcze w zeszłym tygodniu sam tam siedział obok fontanny i próbował wepchnąć do niej Miszę, by ostudzić jego zapał na widok odsłoniętych nóg i dekoltów dziewcząt. Czuł jakby działo się to wieki temu. Wydawało mu się, że piekło z pogrzebu jeszcze się nie zakończyło. Efekty tamtych wydarzeń miały się ciągnąć za Hornem jeszcze długi czas. Nie zachowywał się jak on. Tak na dobrą sprawę zaczął zapominać o obecności drugiej osoby. Zanurzył się w otchłani myśli i próbował skoncentrować na posmaku tytoniu oraz powiewie wiatru przedostającego się przez uchylone okno.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:25

Słowa ugrzęzły jej w gardle, na przemian otwierała i zamykała usta, jednak nie wydobywał się z nich żaden dźwięk. Wpatrywała się w Ślizgona z niemym szokiem wypisanym w oczach. Nawet na nią nie spojrzał, w innych okolicznościach zapewne zwróciłaby na to uwagę, bezczelnie wypominając mu ten fakt, jednak teraz była wręcz wdzięczna chłopakowi za to. Nie była pewna czy wytrzymałaby spojrzenie jego oczu, tych brązowych, które pod wpływem emocji zmieniały swoją barwę, na bardziej intensywną prawie wręcz czarną, kiedy złość targała jego ciałem lub blakły pod wpływem słów uderzających w najczulszy punkt. Co teraz by w nich zobaczyła? Jego głos, przyzwyczajona do tonu wyrażającego pogardę, śmiejącego się z niej podczas ostatniego spotkania, teraz powodował u niej to nieprzyjemne uczucie, a włosy na karku stanęły dęba. Był martwy, pozbawiony jakichkolwiek emocji. Zimny dreszcz przeszył jej ciało, a zdrowy rozsądek podpowiadała, by zawróciła lub poszła dalej pozostawiając chłopaka samego sobie. Zignorowała go. Zrobiła krok w jego kierunku, starając się by był on wręcz bezszelestny, czuła jak materiał golfu zaciska się wokół jej szyi pozbawiając ją tchu. Wpatrywała się w bruneta chcąc dojrzeć jak najwięcej. Nie słyszała plotek, nie należała do osób które interesowały się nimi czy też wierzyły w ich prawdziwość. Jego widok w takim stanie odbierał jej głos, jednocześnie budząc tak wiele niezrozumiałych uczuć. Co powinna zrobić? Odejść? Zostać? Tak wiele pytań rodziło się w jej głowie, a ona niczym słup soli stała w jednym miejscu. Reszta świata zwyczajnie przestała istnieć, nawet zapach dymu z papierosa nie był tak irytujący, choć nigdy nie była zwolenniczką tego nałogu.
Chciała zaprzeczyć jego słowom, jednak odpowiedziała mu tylko cisza. Przenikająca na wskroś powietrze, wywołująca nieprzyjemne dreszcze. W tej ciszy było coś ciężkiego, jakby słowa których oboje się bali zatrzymały się w niej. Poczuła się przytłoczona tym wszystkim, mimo iż nie wiedziała, co go spotkało, z jakiegoś powodu czuła się za to odpowiedzialna, przecież jeszcze jakiś czas temu życzyła mu śmierci. Nie chciała posyłać w jego stronę tego zatroskanego spojrzenia, nie chciała by jej głos brzmiał w taki sposób, to było silniejsze od niej, choć wiedziała że to ostatnie czego chciał, czego od niej oczekiwał. Nikt nie lubił, gdy druga osoba się nad nim użalała, ona również tego nienawidziła. W chwili gdy prawda o jej ojcu wychodziła na jaw, zawsze widziała to współczujące spojrzenie, które tylko ją denerwowało, bo co? Bo należało jej współczuć? Bo nie zna swojego ojca? Westchnęła na tyle cicho, aby jej nie usłyszał.
Zebrała w sobie wszystkie pokłady siły jakie posiadała, by uśmiechnąć się do niego. –Hm… nie wydam cię, ale pod jednym warunkiem – oznajmiła, starając się by jej głos brzmiał nieco radośniej. Właściwie przecież miała powody do radości, był tu przed nią, żył, oddychał. Czy to właśnie nie jest powód do radości? On zdawał się odpłynąć myślami daleko, wybiegając poza rzeczywistość, jedynie tępo wpatrywał się w okno i widok rozpościerający się przed nim. Wesołych uczniów, który cieszyli się jednym ze słonecznych dni, chwytając promienie słońca przez ich blade twarze. Nie pytając go o zdanie podeszła jeszcze bliżej, tak że wystarczyło by delikatnie uniosła swoją dłoń ku górze, a ich ciała spotkałyby się ze sobą w subtelnym dotyku, nie wykona jednak żadnego ruchu. Ostatnio takie bliższe spotkanie nie skończyło się dla niej zbyt łaskawie.

Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:25

Tak bardzo zajął się swoimi myślami, że głos Gabrielle zabrzmiał jak huk wybuchającego zaklęcia. Drgnął, wyrwany gwałtownie z zacisza umysłu i odwrócił głowę w kierunku dziewczyny z pytającym spojrzeniem. Jak się domyślał, została tutaj. W imię tradycji posłała mu rozbrajający uśmiech, który pomimo chęci nie trafił do niego. Obserwował jak podchodzi i nie mógł przewidzieć jej zamiaru. Po chwili namysłu stwierdził, że jeśli ma nie dopuścić do zainteresowania obrazów akurat tą wnęką powinien zrobić Gabrielle miejsce. Wiedziony doświadczeniem pojął, że nie sposób będzie się teraz jej pozbyć więc równie dobrze może darować to sobie. Obawiał się jej trochę. Nie chciał usłyszeć tego okropnego pełnego współczucia tonu. Co prawda nie zarzuciła go gradem pytań jak jej poprzednicy, ale i tak istniało prawdopodobieństwo, że ciekawość zwycięży. Zabrał nogi z drugiej części parapetu i przyciągnął je do siebie, robiąc tym samym sporo miejsca dla Gab. Wystarczająco, by nie musieli się stykać nawet ubraniem. Wtłoczył do płuc świeży trujący tytoń i skinął głową na znak, żeby usiadła i przestała zwracać na siebie uwagę portretów. Patrzył na nią z niższej pozycji zważyszy, że siedział i gdy ją już tak oglądał pustym wzrokiem zauważył jej elegancki strój. Nie pojmował ludzi, którzy przebierali się między lekcjami, skoro na zajęciach obowiązkowe były właśnie mundurki. To jakaś kobieca tajemnica, której nigdy nie pozna. Na dzień dobry postanowiła stawiać mu warunki. Westchnął ciężko, cicho i głęboko. Nie miał pojęcia czego od niego chce i jaki temat zechce poruszyć. To wielka niewiadoma, a skoro stronił od wpadania w tryb skrajnie emocjonalny musiał się pilnować. Sęk w tym, że nie miał na to werwy.
- Jaki? Treningi zawieszam z powodu niedysponowania. Najwcześniej za tydzień, półtora. - jego głos był pozbawiony uczuć. Oczy miał podkrążone, zmęczone. Rzuciło mu się kontrast między nimi. Gabrielle elegancko odziana, uczesana, zdrowa, ciepła i pełna życia. Usta skore do uśmiechu mimo, że odniósł wrażenie, że trochę go wymusiła na sobie. Zastanowił się jak musi wyglądać.
- Palisz? - teraz to on wysilił się na pociągnięcie rozmowy. Im szybciej będzie miał to za sobą tym prędzej wróci do swojego trybu otumanienia. Tam, gdzie pojawiała się ulga i wytchnienie od regularnie pojawiających się bóli różnego pochodzenia. Raz na jakiś czas przez jego twarz przemykał skurcz, który mógł oznaczać tylko chwilowy atak dyskomfortu, to znaczy bólu. Eliksir znieczulający traci na swojej mocy, a on jeszcze nie wypalił wszystkich papierosów. Wykrzywił się, stłumił przekleństwo w ustach i poprawił tak, jak siedział. Samo poruszenie obandażowaną dłonią posłało do całego ciała zimny prąd bólu. Chwycił swój łokieć, jakby to miało jakąkolwiek szansę zmniejszyć cierpienie. Odczekał chwilę aż odzyskał kontrolę nad oddechem. Jak gdyby nigdy nic się nie stało wyciągnął w kierunku dziewczyny paczkę papierosów zwyczajnie ją nimi częstując. Nie będzie mógł zabrać ich z powrotem do skrzydła. Pielęgniarka jak nic wyczuje od niego tytoń i skonfiskuje źródło nałogu.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:26

Odniosła wrażenie, że dopiero jej głos wyrwał Castiela z tego dziwnego otępienia w które wpadł. Zdawał się być taki bezbronny, podatny, mimo postury niedźwiedzia, swojego wzrostu, odziany w szpitalne szaty, obandażowanym ciałem i licznymi strupami pokrywającymi jego twarz wydawał się być taki delikatny. Nie mogła powstrzymać swojego serca, które zaczęło bić tak mocno, prawie że boleśnie uderzając w jej klatkę piersiową. Spojrzał na nią pytająco, jego oczy były pełne niewyobrażalnego bólu, widziała jak bardzo straciły na kolorze, teraz zamiast barwą przypominać płynną czekoladę były jakby pozbawione życia, niczym nieurodzajna ziemia spieczona letnim słońcem. Taka martwa. Przeraził ją ten widok. Znikające w nich życie, bała się. Mimo to nadal wierzyła, że jego dusza wciąż tam jest, nie miała pojęcia jak wiele zniszczeń dokonało przewrotne fatum, kolejnymi ciosami wypalając w niej dziury, niczym w szwajcarskim serze.
W tej nieświadomości była nieco dziecinna, przecież widziała jak wygląda, teraz wystarczyło zadać kilka odpowiednich pytań by poznać prawdę, jednak nie chciała tego robić. Kierowana impulsem pragnęła unikać tematu tego przez co musiał przejść, dopóki sam go nie poruszy. Wiedziała, że o niektórych rzeczach nie łatwo jest mówić, zupełnie jak odpowiadać na pytania, których nie chciało się słuchać. Uniosła ku górze prawą brew, kiedy zrobił miejsce i dla niej, mogłaby przysiąc że jeszcze chwilę temu wcale jej tu nie chciał, czyżby coś się nagle zmieniło? Czuła, że ich walka rozpoczęta kilka dni temu jeszcze nie dobiegła końca, jednak teraz on był osłabiony, za to ona – zdezorientowana. Usiadła więc na ogrzanym, kamiennym parapecie podkulając kolana pod brodę, swój notes położyła pomiędzy nimi, wyznaczając nim jednocześnie niewidzialną granicę, której nie mogła i nie powinna przekraczać. Trwając w ogólnie panującej ciszy wydęła usta niczym ryba, podobno ciężej jest znieść ciszę niż słowa, nawet te najgorsze słyszane z ust drugiej osoby, jednak jej ona wcale nie przeszkadzała. Oparła brodę o kolana patrząc się gdzieś przed siebie, w jeden określony punkt, cierpliwie czekając na jego reakcje. Dym papierosowy drażnił jej zmysł węchu, przez nos dostawał się do gardła i płuc, powstrzymywała się by przypadkiem nie zacząć kasłać. Nigdy nie rozumiała osób ulegających tego rodzaju używką, nie dość że szkodziło to zdrowiu, to dodatkowo nie dawało nic w zamian. Ilekroć pytała „dlaczego palisz?”, zawsze spotykała się z jedną i tą samą reakcją – wzruszenie ramion.
-Domyśliłam się, jakbyś nie zauważył nie jestem głupia – odpowiedziała na jego słowa, wchodząc w stan wzmożonej czujności, czy nawet w takiej sytuacji on musiał, świadomie czy też nie, sugerować jej, że jest głupiutką blondynką? Zacisnęła zęby, jednak wystarczyło jedno spojrzenie w jego kierunku, by ten chwilowy napad złość minął. Nabrała i wypuściła powietrze z ust, ciesząc się rześkim powiewem wiosny, który docierał zza uchylonego okna. Zmęczenie widoczne było na jego twarzy, blada cera, podkrążone oczy, wszystko wskazywało na to, że w ostatnich dniach nie sypiał zbyt dobrze. Gdzieś w głębi duszy ciekawość którą odczuwała zmusiła ją do zastanowienia się, co lub kto doprowadził Horna do takiego stanu. Nawet przez myśl nie przeszedł jej pomysł, że był to nikt inny jak Daniel Blais, jej ukochany kuzyn. Gdyby tylko Ślizgon wiedział, zapewne znienawidziłby ją jeszcze bardziej za sam fakt, że w jej żyłach płynie ta sama krew, co u jego oprawcy. Gdyby tylko Gabrielle wiedziała, jak przerażającą osobą i pozbawioną uczuć w oczach Castiela był ten, którego ona kochała całym serce i uwielbiała.
-Nie – odpowiedziała na jego pytanie –To durny nałóg – przyznała, całkowicie ignorując poprzednie pytanie. Warunek, warunek. Właściwie chciała by ten udostępnił jej kawałek parapetu, ale on musiał przewidzieć jej myśli. –Już spełniłeś ten warunek. Twój sekret będzie bezpieczny – oznajmiła, kąciki jej ust drgnęły delikatnie ku górze, kiedy chwyciła w dłonie swój notatnik. –Hm… lubisz muzykę? – zapytała, otwierając pierwszą stronę, na której delikatnym pismem wypisany był tekst piosenki. Nie była pewna czy jeśli zacznie nucić coś pod nosem, nie zdenerwuje go. Musiała skończyć tekst piosenki, by zaprezentować go chłopakom podczas kolejnej próby.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:27

Zaczerpnął głęboki haust powietrza przygotowując się do prowadzenia konwersacji. Spróbuje a nuż na chwilę oderwie myśli. Póki nie obrzucała go pytaniami rozmowa nie była tak szczególnie trudna jak mu się wydawało.
- Tym razem nie chodziło mi o głupotę a niewiedzę. Przyszłaś tu z powodu plotek? Jeśli tak to wszystkie kłamią. - obserwował jak sadowi się naprzeciw. Im dalej szedł z nią w jakiekolwiek interakcje tym bardziej jej nie rozumiał. Zachowywał się wcześniej wobec niej chamsko, a skorzystała z wymuszonego zaproszenia i usiadła na zajętym połowicznie parapecie okiennym. Skinął głową na znak, że zostali związani tajemnicą tego miejsca.
- Zamierzam tu zwiewać o ile Pomfrey nie przywiąże mnie do łóżka. Groziła mi wynajęciem zbroi rycerskiej jako straży. - sam nie wiedział dlaczego to mówi. Czemu rozmawia, czemu sili się na jakiekolwiek objawy życia. Nie miał na to ochoty, a jednak jakaś jego wewnętrzna część chciała normalnego towarzystwa, które na powitanie nie zacznie mu współczuć. To było żałosne.
- Durny, ale przyjemny. - zerknął na fajka już do połowy wypalonego. Zabrał z powrotem do kieszeni resztę paczki zastanawiając się jakie miał szanse przemycić je przed jastrzębim wzrokiem pielęgniarki. Nie była zbyt zadowolona z tego jakim trudnym był pacjentem i podwoiła czuwanie nad jego stanem i zachowaniem. Porzuciwszy próby wymyślenia misternego planu, chcąc nie chcąc skupił się na Gabrielle. Teraz to ona trzymała swój notes. Czy tylko on zauważył, że ponownie spotkali się na korytarzu i jedno z nich miało cenny zeszyt? Wyciągnął zdrową, długą rękę w kierunku dziewczyny i wyjął z jej go z dłoni. Nic nie zrobił sobie z jej protestów. Oparł go na kolanach i otworzył na pierwszej stronie, szukając jej nazwiska.
- Le...ve.. jak się wypowiada twoje nazwisko? - zapytał znad zeszytu. Powiódł wzrokiem po treści, zmrużył oczy, bo nie mógł rozczytać jdziewczęcego pisma. Nie znalazł tutaj żadnego rysunku. Gdyby miał przy sobie ołówek raz dwa uzupełniłby zeszyt o stosowną zawartość żenujących obrazków. Niby dziecinne zachowanie, a jednak była to tradycja, której nie mógł się oprzeć.
- Nie lubię. - stwierdził niemalże bezczelnie. Trudno było orzec czy mówi prawdę czy też kłamie. W jego oczach tkwiła obojętność, która utrudniała poprawną interpretację jego emocji. - Czemu śpiewałaś o zakochaniu? Trafiło cię to cholerstwo? Jeśli tak, to moje kondolencje. - nie oddawał jej zeszytu. Nawet przy tej banalnej czynności doskwierał mu brak w pełni sprawnej drugiej ręki. Kartkował lecz niewiele rozumiał z zawartości. Nie silił się na wyczytanie wszystkiego ze środka. Czuł w sobie brak życia, co było katastroficznie niesprawiedliwe. Castiel szukał, szukał ciągle sposobu, aby wykrzesać z siebie choć trochę energii i włożyć ją chociażby w swoją mowę. Spoglądał znad swoich kolan na Gabrielle wzrokiem czujnym, wyczekującym na coś... co nie zostało jeszcze wypowiedziane. Dopalił papierosa i wyrzucił go przez okno. Udało mu się minimalnie rozluźnić, a to był znak zaspokojenia głodu nikotynowego.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:27

Czasem bywa tak, że przekorny los stawia na swojej drodze dwójkę tak różnych od siebie osób, że ich przypadkowe spotkanie zdaje się być wyrwą, niepasującą do prosto biegnącej linii czasu. Staje się wypaczeniem historii, która idąc swoim biegiem powinna mieć zupełnie inne zakończenie. Patrząc z boku na dwójkę nastolatków dzielących, ten sam kamienny parapet zdawać się może, że właśnie oni są takimi osobami, które postanowiły zmienić bieg własnych historii łącząc je niewidzialnymi nićmi w jedną, pełną niespodzianek i przewrotów opowieść. Opowieść o ogniu i lodzie, opowieść o pięknej i bestii. Pochyliła długie place ku zapięciom pantofelków, sprawnym ruchem pozbywając się ich ze swoich stóp. Tak było znacznie łatwiej utrzymać jej stopy na parapecie. Buty z głuchym odgłosem wylądowały na podłodze. Spojrzała na niego z niemym wyrzutem w oczach, kiedy wspomniał o plotkach –Nie, nie słucham plotek, tak naprawdę nie wiedziałam, że jesteś w skrzydle szpitalnym – odpowiedziała spokojnie –Po prostu, lubię ten parapet, a ty wyrobiłeś w sobie głupi nawyk kradzienia… podkradania… interesowania się tym co ja – dodała gubiąc się nieco w odpowiednim brzmieniu słowa, które miała na myśli, uśmiechnęła się do niego delikatnie. Zadziwiające jak różni byli, a jednak jakaś niewidzialna siła pchała ich ku sobie. On - będący jej całkowitym przeciwieństwem zajmował jej ulubione miejsca, interesował się tym, co ona. To było wręcz irytujące, zwłaszcza w chwilach kiedy przybierał postawę Castiel Dupek Horn, w tym momencie zdawał się być dużo przyjaźniejszy i milszy w obyciu. Sama nie do końca pojmowała pobudki, którymi kierowała się trwając przy Ślizgonie, nawet wtedy kiedy ewidentnie sobie tego nie życzył. To było silniejsze od niej samej, mimowolnie założyła kosmyk włosów opadających jej na twarz, nie spuszczając z niego spojrzenia zielonych tęczówek.
Roześmiała się szczerze, choć nagły atak wesołości zniknął tak szybko jak się pojawił –Pani Pomfrey jest bardzo miła – przyznała, miała okazję zamienić z pielęgniarką kilka słów, choć ich rozmowy ograniczały się głównie do przypadków z jakimi w swojej karierę kobieta miała do czynienia, Gabrielle była pewna, że nie jest ona taka zła jak Castiel myślał. Zwyczajnie o niego dbała, by ten dochodził do siebie jak najszybciej, nie sądziła iż chce dla niego źle. Pokręciła głową na znak niedorzeczności jego wypowiedzi –Jak coś, co szkodzi może być przyjemne? – zapytała zastanawiając się nad tym chwilę, marszcząc przy tym w śmieszny sposób nos. Przyjemne było bieganie, latanie na miotle, kiedy czuło się ten cudowny podmuch wiatru smagający twarz, wtedy powietrze pachniało jakoś inaczej, przyjemniej. Opary dumy papierosowego drażniły, wywoływały kaszel. Co było w tym takiego przyjemnego?
Nie minęła sekunda, kiedy poczuła zdecydowane szarpnięcie, a notes który chwilę temu znajdował się w jej dłoniach zniknął, zmieniając swojego właściciela. Z zaciekawieniem przyglądała mu się kiedy wertował kartki w poszukiwaniu czegoś, nie słuchając jej protestów. Dopiero kiedy nieumiejętnie próbował odczytać jej nazwisko, zrozumiała. - Levasseur – powiedziała z typowym francuskim akcentem, uniosła przy tym nieznacznie brodę. Była dumna z nazwiska, które nosiła. Odziedziczone po matce, która ją samotnie wychowała, to właśnie dzięki niej wyrosła na osobę którą teraz była. Ona nauczyła ją wszystkiego, pokazała jak silne kobiety należą do jej rodu, nauczyła radzić sobie nawet w najtrudniejszych sytuacjach. To dzięki tej kobiecie, blondynka nie odczuwała tak ogromnej pustki, w połowie czuła się kompletna. Dopiero po przyjeździe do Anglii częściej uciekała myślami ku osobie jej ojca, tak wiele pytań kłębiło się w głowie Gab, postanowiła za jakiś czas poszukać na nie odpowiedzi, była to jedna z niewielu rzeczy, której była pewna. Posmutniała lekko słysząc jego odpowiedź, jak dobrze że w murach zamku poza nim mieszkali Finn oraz Vinni podzielający jej miłość do tej wymagającej sztuki.
Spojrzała w jego oczu, mimo próby pozbycia się tej koszmarnej obojętności, ona nadal tam tkwiła, czyhała na chwilę samotności, kiedy znowu otępić będzie mogła jego zmysły, wyciągając go w wir myśli, by zapomniał o świecie rzeczywistym. – Nie martw się – pocieszyła go, nie rozumiejąc do końca słów, które wypowiedział –To tylko piosenka, słowa… przychodzą same. – wyjaśniła rumieniąc się nieznacznie. Uciekła od niego spojrzeniem, przysłaniając twarz włosami, które opadły w chwili, gdy opuściła głowę w dół. –A ty? Jesteś zakochany? – zapytała niepewnie, nie odważyła się na niego spojrzeć.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:29

Im dalej w czas tym bardziej przypominał bestię. Kto wie co jeszcze życie trzyma w ukryciu i czeka aż go pierdolnie raz a porządnie? Musi pogadać z Resą i wymusić na niej jakieś wizje. Nie miał bladego pojęcia jak wywołać jasnowidzenie, jednak jeśli będzie zmuszony łazić za Anderson dzień w dzień bądź co gorsza obłapywać ją tu i tam, by zdobyć to, czego chce - zrobi to bez wahania. Jakoś sprowokuje pojawienie się przyszłości, choćby miał zmacać przyjaciółkę Temple. Skoro jedna wizja sprzed miesięcy spełniła się, trzeba narzucić na barki Resy odrobinę presji by wywołać drugą. Horn wolałby dowiedzieć się czy w przyszłości ktoś lub coś nie postanowi odciąć mu na przykład głowy. Wystarczy jedno maleńkie objawienie niedalekiej przyszłości i od razu będzie mu lżej funkcjonować. Współczuł Anderson. Czeka ją długi okropny czas, kiedy to nie dane będzie pozbyć się towarzystwa Horna. Co ma być to będzie.
Nie spodziewał się, że Gabrielle powie cokolwiek, co mogłoby go wybudzić z tego mentalnego letargu i marazmu. Mimo wszystko jej naturalne słowne potknięcie wywołało w Castielu coś na kształt politowania i rozbawienia. Kącik jego ust drgnął lecz siłą woli Cas powstrzymał się przed szerszym uśmiechem. To mogłoby wywołać falę emocji przed którymi tam gorliwie uciekał.
- Jesteś nowa, więc nie masz pierwszeństwa do rezerwacji pewnych dogodnych lokacji. Ta tutaj jest moja tak długo aż nie zostanę wypuszczony z więzienia. - nie zorientował się, że nazwał skrzydło szpitalne więzieniem. Zastanawiał się jak wiele razy będzie zmuszony wykładać Gabrielle zasady funkcjonowania w tej szkole. Nie ofiarowywał jej żadnej wiedzy tajemnej aczkolwiek ta dziewczyna wykazywała zadziwiające skłonności do bezpodstawnego roszczenia sobie praw do miejsc i przedmiotów, z którymi nie miała żadnego związku. Nie dawał wiary jej słowom jakoby ten parapet upatrzyła sobie na wypadek potrzeby samotności. Z daleka czuł, że to dusza towarzystwa, która lubi być w centrum uwagi. Nie pojmował również czemu uparła się akurat na niego - outsidera, niezbyt skorego do nawiązywania znajomości, jeśli nie ma na to odpowiedniego nastroju. Skoro jednak już tutaj była i postanowiła znowu się do niego uśmiechać, jedyne co mu pozostało to po prostu to zaakceptować. Dziwił się jej. Ostatnio, gdy ją widział miała oczy pełne łez i to przez niego, przez jego zachowanie. Kątem oka zarejestrował spadające na podłogę buty. Czuł, że dziewczyna szybko tego pożałuje - jego stopy były już ładnie zziębnięte. Mimo wszsytko byli w zamczysku, a w nim podłogi i ściany nigdy nie były ciepłe. Zmarszczył czoło, gdy się zaśmiała. To nie pasowało do tej atmosfery, burzyło ją, rozrzedzało chmury, które pomagały mu się skoncentrować. Żałował, że nie jest w stanie wyjaśnić tego słowami.
- Miła? Nasyłając na mnie zbroje i grożąc pasami? Mam w takim razie przedawnioną definicję uprzejmości. - doskonale zdawał sobie sprawę jakimi pobudkami kieruje się pielęgniarka. Mimo, że słownie narzekał na mus przebywania na oddziale dzień w dzień przez jakieś dwa tygodnie, to tak naprawdę doceniał to, co dla niego zrobiła. Nieświadomie zerknął na swoją lewą rękę. To ona opatrywała te rany, to ona zmieniała mu okłady kiedy pierwszej nocy dostał wysokiej gorączki. Poppy Pomfrey jest złotą osobą, jednak obowiązkiem szanującego się nastolatka jest narzekanie na nadopiekuńczość dorosłych.
Zamknął oczy gdy Gab zadała na pozór niewinne pytanie. Jak coś, co szkodzi może być przyjemne? Ano może. Niestety myśli Castiela pomknęły galopem ku innej odpowiedzi na to pytanie - zakochanie również jest przyjemne, a szkodzi bardziej niż upływ krwi z ciała. Nie zdobył się, by wypowiedzieć to na głos. Nie odpowiedział na to w ogóle w obawie, że zostanie potem sam z szalonymi myślami, którymi będzie się katować przez całą noc. Minęło kilka dni od oficjalnej rozmowy z Nessie i przez cały ten czas pobolewanie za mostkiem nie słabło. Wyglądało na to, że miało tak zostać już na zawsze. Przez jego ciało przeszedł zimny dreszcz niepokoju, gdy nieumyślnie sprowokował pojawienie się pytania. Zawisło w powietrzu, pobrzmiewało echem. Nie przejął się tym, że nie odpowiedziała mu tylko obeszła to na swój sposób. Przełknął gulę w gardle, wzdrygnął się, gdy ból za mostkiem gwałtownie się nasilił. Przed oczami znowu widział zranioną twarz Nessie i jej niemą prośbę, by za nią nie szedł. Syknął przez zaciśnięte zęby i wstrzymał oddech w oczekiwaniu aż najgorsze przeminie.
- Może... darujmy sobie ten temat. - wydusił z siebie ostatkami sił. - Wolę dać uciąć sobie drugą rękę niż o tym rozmawiać. - dokładnie te same słowa skierował kilka dni temu do Conusa i Miszy, gdy pytali "co z Ness?".
- Jesteś dziwna, Levasseur. - stwierdził po paru pełnych napięcia chwili. Okaleczył akcent jej nazwiska - nie żeby się jakoś starał wypowiedieć je poprawnie. - Siedzisz tu i zachowujesz się jak gdyby nigdy nic. - zamknął zeszyt i go oddał poprzez położenie go na jej kolanach. - Nie rozumiem czemu ze mną rozmawiasz skoro byłem wobec ciebie chamski i nie rozumiem jeszcze bardziej tego, że powstrzymujesz pytanie co się stało. Jak długo będziesz je trzymać za zębami? - w jego głosie nie było agresji ani kpiny. Ludzkie pytanie, zwykła potrzeba dowiedzenia się czym się Gabrielle kieruje. Mimo wszystko nieświadomie spiął mięśnie ramion i bacznie się jej przyglądał. Przecież nawet jej nie lubił i ona jego też nie. A jednak siedzieli w swoim towarzystwie i ani ona nie zamierzała tego zmienić ani... Castiel, który to zwyczajnie zaakceptował.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:30

Gabrielle przyglądała się Ślizgonowi z wyraźnym zainteresowaniem, podczas tych ulotnych minut, w których panowała między nimi cisza, zastanawiała się, co też skrywają jego myśli. Był dla niej niczym zagadka, którą pragnęła rozwiązań. Pełen sprzeczności, o których istnieniu zapewne nawet nie miał pojęcia. Ona je dostrzegała, prawie nieznaczące, często ledwo dostrzegalne gesty, które mimo gruboskórności jakąś wykazywał się wobec niej wskazywały na to, że posiada serce. Bijące w piersi, tym charakterystycznym tylko i wyłącznie dla niego rytmem. Była pewna, że gdyby teraz przyłożyła głowę do jego piersi zapewne by je usłyszała, a on i tak za wszelką cenę próbowałby udowodnić jej, że się myli. Próbowałby wmówić, że to tylko jej własne, która bije zbyt mocno, tworząc ułudę że i on posiada ten organ. To była ich gra, którą rozpoczęli podczas pierwszego, nieoczekiwanego spotkania. Zasady ustalone przez los, tylko ona czasem je łamała, wychodząc poza ramy i konwenanse. Taka już była, być może właśnie dlatego na swojej drodze spotkała właśnie Horna, zamiast innego Ślizgona.
Życie to seria przypadków, zakrętów i przewrotów na które często człowiek, jako istota nadal pierwotna nie ma wpływu. Wychodząc naprzeciw życiu często ponosimy klęskę, doprowadzając do własnego upadku. Panienka Levasseur doskonale zdawała sobie z tego sprawę, choć miała zaledwie piętnaście lat. Nauczyła się przyjmować życie takim, jakie ono jest i iść wraz z jego prądem, zamiast próbować je pokonać.
Dostrzegła ją, tą niewielką zmianę w twarzy chłopaka, kąciki jego ust nieśmiało wystrzeliły ku górze, widziała tą walkę, by nie pokazał zbyt wiele niż chciał. Odwzajemniła delikatnie ten gest. Gdy tak na niego patrzyła w głowie pojawiały się myśli, słowa i muzyka która zaczęła płynąć w jej żyłach. Potrzebowała pokładów dłużej samokontroli żeby przypadkiem nie zacząć śpiewać słów, które same cisnęły się jej na usta. Przygryzła policzek od wewnętrznej strony, aby pohamować te wariackie rządze.
-Więzienia? – zapytała unosząc przy tym jedną z brwi, która wystrzeliła ku górze, przez co dziewczyna wyglądała nieco komicznie. Nie sadziła, że miejsce gdzie otoczonym się jest opieką, dostaje się dobre jedzenie i gdzie można bezwstydnie obijać się przez okrągłe dwadzieścia cztery godziny na dobę może mieć miano więzienia –Chyba źle na to wszystko patrzysz – skwitowała, wyraźnie zachęcona jego ponurą miną –Dlaczego nie widzisz pozytywów tej sytuacji? Masz całodobową opiekę, ktoś bez mrugnięcia okiem podaje ci szklankę wody, nie masz żadnych obowiązków, nie musisz chodzić na zajęcia, użerać się z nauczycielami i innymi przedstawicielami grona pedagogicznego, dostajesz jeść, nikt nie suszy ci głowy, nie jesteś zmuszona do tego, by znosić ciekawskie spojrzenia lub co gorsza te pełne współczucia. Leżysz, jesz co chcesz i nikt nie robi ci wyrzutów, że tego jednak nie powinieneś… w takich ilościach. Czy to nie jest piękne? – zapytała z rozbrajającym uśmiechem na ustach, ukazując chłopakowi rząd swoich śnieżnobiałych zębów, w pełnej okazałości. Ona w przeciwieństwie do Ślizgona w każdej sytuacji starała się znaleźć jakieś pozytywy, to pozwalało dłużej odpychać od siebie widmo depresji, w którą zwykli pobadać jej rówieśnicy. -A to, że jestem nowa, nie znaczy że nie mogę mieć swoich miejsc w tym zamku, będziesz musiał się ze mną dzielić tym skrawkiem – oznajmiła z poważna miną. Nie żartowała, on nie mógł odebrać jej prawa do określania niektórych zakamarków zamku mianem swoich. Właściwie chyba nikt nie mógł jej tego zabronić poza dyrektorem, a i on zdawał się mieć ograniczoną władze. Z tego co czytała w Historii Magii to sam zamek często decydował, które z jego tajnych miejsc zostanie odkryte przez uczniów. Dlatego nie zamierzała robić sobie nic ze słów Horna. Pokręciła głową z rozbawieniem na kolejne słowa opuszczające jego usta, niby był starszy a głupszy niż przypuszczała, dlatego nawet ich nie skomentowała. Zamiast tego wybrała punkt na podłodze, malutką plamkę na czwartym od okna kamieniu wpatrując się w nią z uporem maniaka. Z jakiego powodu nie chciała na niego spoglądać, weszli na temat o którym Gab nie miała zielonego pojęcia, a on – znał go zbyt dobrze z autopsji. Ponownie zapadła między nimi cisza. On pogrążony we własnych wspomnieniach zdawał się zapomnieć o jej obecności, blondynka również miała się nad czym zastanawiać. Jak to jest kochać drugą osobę? Chłopaka? Nigdy przedtem o tym nie myślała, może była zbyt młoda, niedojrzała. A może nie wiedziała jak kochać kogoś płci przeciwnej. Wokół niej zawsze kręciło się wielu chłopaków, zawdzięczała to nie tylko swojej urodzie, która widoczna była od najmłodszych lat, ale również zamiłowaniu do różnego rodzaju sportu. Jednak sama nigdy nie zainteresował się nikim w sposób, w jaki dziewczyna można interesować się chłopakiem.
Z gonitwy myśli wyrwał ją głos Castiela. Spojrzała na niego kiedy wspomniał o ucięciu ręki. Drugą? Uciąć? Jak to? przez myśl przemknęły jej te trzy pytania, jednak nie wypowiedziała ich na głos. –To chyba mniej bolesne – przyznała patrząc na niego w zupełnie inny sposób niż dotychczas, czyżby on poznał smak miłości? Może na własnej skórze przekonał się jak bolesna potrafi być? Może właśnie dlatego wobec niej zachowywał się jak dupek? Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć jednak nie dał jej dość do słowa. Jesteś dziwna, to określenie jej osoby odbiło się echem w jej głowie, spojrzała na niego pytająco, a słowa były niczym lodowaty prysznic. Przeniosła wzrok z niego na swoje bose stopy. Wcześniej się nad tym nie zastanawiała, po prostu była, bo tak. Nie miała wyższych pobudek które by nią kierowały. Opuściła nogi, by swobodnie zwisały wzdłuż ściany, a dłonie oparła po obu stronach ciała.
-Nie zwykłam pytać ludzi o rzeczy, które mnie nie dotyczą, dzisiaj wyglądałeś tak jakbyś potrzebował czyjegoś towarzystwa… wiem, że nie koniecznie mojego – przyznała po dłuższej chwili ciszy, w której próbowała zebrać myśli, by odpowiedzieć na każde zadane pytanie. – Nie wiem, dlaczego byłeś dla mnie chamski, właściwie nic ci nie zrobiłam… twoje oczy. Wtedy podczas tamtego spotkania, wydawały się takie…triste (polski odpowiednik smutne)…nie wiem jak to będzie po angielsku. – przygryzła dolną wargę.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:30

Zamrugał słuchając jej słów zabarwionych tak dużą dozą pozytywizmu iż poczuł w żołądku specyficzny ból. Rozmawiała z nawiedzonym i pozbawionym chęci do życia człowiekiem. Zatrząsł się porażony różnicą ich zdań i sposobu oceniania danej sytuacji. Nawet nie wpadł na pomysł ujrzenia swojego położenia w pozytywnym świetle. Wszak co zyskał tracąc dwa palce, których nie da się już odczarować? Potrząsnął głową.
- To spójrz na to moimi oczami. Jesteś przywiązana do łóżka, wszyscy owszem, ciągle wokół ciebie skaczą. Pytają co dwie minuty czy czegoś ci nie trzeba, zaglądają przez parawan co szmer, na siłę przesiadują w nogach twojego łóżka i ślą ci pełne żenującej litości spojrzenie. Jedzenie jest lekkostrawne i niesycące, a to dla mnie, jako zawodnika sportowego, w dodatku pałkarza to mizerny sposób na powrót do zdrowia. Ciągle chodzę głodny i kradnę Resie żarcie. Wolę siedzieć trzy godziny na historii magii niż wysłuchiwać jęków czy śmiechów za oknem. Łóżko jest cholernie niewygodne i twarde, pościel cuchnie chlorem. Realizm, dziewczyno. Realizm. - to chyba była najdłuższa wypowiedź jaką do niej skierował. - Nudzę się jak cholera i nie mogę odpocząć ni w dzień ni w nocy. - wzdrygnął się i wyciągnął kolejnego papierosa z opakowania. Podpalił tak samo jak dwa wcześniejsze i uzupełniał zapas trucizny dla płuc. Co prawda nawdychał się czadu i dymu ogniowego, ale skoro nie miał po tym żadnych powikłań to co ma sobie odbierać jedynego póki co sposobu na minimalne odstresowanie się. Prychnął pod nosem i wypuścił z płuc smugę dymu tytoniowego kierując twarz w stronę okna. Nie odwzajemniał jej uśmiechów. Nie miał na to ochoty.
- Luz. Za dwa miesiące kończę szkołę, będziesz mogła włazić gdzie chcesz. - mruknął, choć wizja stałego opuszczenia zamku wzbudzała w nim nieprzyjemne uczucia. Nie miał rodziny, nie miał rodowej przeszłości. Został sam i sam będzie musiał pracować na swoją przyszłość. Czekała go ciężka praca, a brak dwóch palców wcale mu tego nie ułatwiał.
- W rzeczy samej. - przyznał jej rację, bowiem pierwszy raz zgodzili się co do odróżniania skali bólu - co boli bardziej miłość czy odcinanie kończyn? Odcinanie kończyn i to definitywnie. Ból ręki przeminie, ale ten pierdolony za mostkiem oczywiście zostanie, bo czemu miałby zniknąć? Nie ma tak dobrze. Wykrzywił się po raz enty na samą myśl o tym co się działo w ciągu ostatnich dni. To dopiero początek kwietnia, a już miał go serdecznie dosyć. Strach pomyśleć co przyniesie reszta miesiąca. Przyglądał się dziewczynie bez mrugnięcia okiem. Jak odwraca się do niego bokiem, jak opuszcza głowę. Nie tego się spodziewał. Tak, była dziwna, ale całkiem znośna.
- Mylisz się. Nie szukałem towarzystwa, ale to nie znaczy, że cię stąd wyganiam. Jesteś pierwszą osobą która odezwała się do mnie normalnie. Gdybym umiał dziękować to pewnie bym to zrobił, ale jestem beznadziejny w te klocki. - przyznał, gdy naszło go na chwilę szczerości. Czasami się to zdarza i jest w stanie na chwilę przestać oszukiwać i kłamać.
- To pomyśl jakie to słowo. Nie wiem, zademonstruj, cokolwiek bo to niemiłe, kiedy zaczęłaś mówić coś tak istotnego i nie umiesz tego dokończyć przez cholerną barierę językową. Kurwa, co ten Misza mi dał? - zerknął na papierosa podejrzliwie. - To nie jest zwykły tytoń. Inaczej bym tak nie gadał i nie był tak cholernie głodny. - powiedział sam do siebie i próbował wyczuć w dymie czy to nie przypadkiem mugolski joint. Cokolwiek Misza tam wpakował dostanie od niego po łbie. Poczuł na karku chłód i nie był on związany z przeciągiem jaki właśnie robił. Sama myśl, że Gabrielle mogła dostrzec coś nieprzeznaczonego dla jej oczu budził w nim niepokój. Stwierdził, że póki nie zapyta to nie będzie mówił jej co się wydarzyło i jak naprawdę wygląda sytuacja z jego dłonią. Nie był pewien jak mogłaby zareagować, bo póki co zachowywała się inaczej niż pozostali.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:31

Wysłuchała uważnie słów bruneta, jednak szok wywołało w niej to, z jak wielkim pesymizmem podchodziło on do życia, kiedy próbowała mu w jasny sposób pokazać, że w każdej sytuacji można znaleźć jakieś plusy. Ten mimo wszystko uparcie chciał udowodnić jej, że tak nie jest, jakby jego słowa, które usłyszała podczas ich pierwszego starcia były prawdą, a jego życiowym celem było niszczenie wszystkiego, co piękne, nawet tych zdawałoby się mało znaczących rzeczy. Spojrzała na niego smutnymi, zielonymi oczami, jak nieszczęśliwym człowiekiem musiał być. Czyżby właśnie to nieszczęście próbował zakryć chamskim zachowaniem? Taka osoba musiała widzieć świat jedynie w ciemnych barwach, pewnie nawet tęcza w jego oczach nie mieniła się wielobarwnym światłem. To takie smutne. –Jestem realistką – przyznała –To ty wszystko dzielisz na białe i czarne – stwierdziła, nie do końca mając pojęcie jak określić jednym słowem osobę, którą był Castiel. Czy on prawdę nie widział, że świat to kombinacja miliona barw, różnych ocieni kolorów oraz zbiór najpiękniejszych dźwięków? Westchnęła. Przeniosła wzrok na notatnik, który teraz spoczywał na jej udzie. Zbyt długie patrzenie na Ślizgona budziło w niej dziwne uczucia, których nie potrafiła określić, nazwać ich w odpowiedni sposób, dlatego wolała zbyt długo nie wpatrywać się w jego oczy.
Wyciągnął kolejnego papierosa, dziewczyna zmarszczyła delikatnie nos. Nigdy nie lubiła zapachu dymu papierosowego, drażnił jej nozdrza, często doprowadzając do niekontrolowanego napadu kaszlu. Jak na ścięcie czekała, aż szara chmura wypełni jej płuca, jednak to co poczuła, wcale nie przypominało zapachu palącego się tytoniu. Był to specyficzny zapach, lekko słodkawy, nieco ciężki. Gabrielle zawsze przypominał zapach waniliowych kadzidełek, nie był tak duszący oraz ostry. Uniosła do góry brew, jednak nie skomentowała faktu, że Cas trzymał w ręku mugolskiego joint, zamiast zwykłego papierosa. Przez chwilę biła się z myślami, czy nie uświadomić bruneta, jednak kiedy przez myśl przeszło jej, co mógłby sobie pomyśleć o niej, porzuciła ten pomysł.
Poczuła smutek. Nie rozumiała dlaczego słowa Castiela wywołały właśnie to uczucie. Przecież powinna się cieszyć. On odejdzie ze szkoły, a ona będzie miała w końcu spokój od jego głupich i chamskich komentarzy, tych spojrzeń pełnych pogardy, które ciskały w nią błyskawice. Powinna się cieszyć, zdecydowanie. –To będzie najszczęśliwszy dzień mojego życia – skłamała, uśmiechając się przy tym szeroko. Już teraz ta znajomość była jak rollercoaster, który wywoływał w niej mieszane, wręcz niezrozumiałe uczucia, więc postanowiła zachować pozory normalności. Ich walka mimo chwilowej kapitulacji Castiela Dupka Horna nadal trwała, czuła to, widziała jego spojrzeniu, słyszała w jego głosie oraz reakcji ciała. Nie skomentowała jego słów, nie chciała zadawać pytań na które on i tak zapewne nie udzieliłby jej odpowiedzi, a jeśli nawet to ponownie zostałaby zbesztana z błotem, za nadmierną ciekawość.
Wyszczerzyła białe zęby w szerokim uśmiechu, który sięgając oczu wydobył urocze dołeczki z jej policzków. –Powiedzmy, że przyjmuje podziękowania – zarumieniła się delikatnie. Nigdy, by nie posądziła Ślizgona o to, że skieruje ku niej takie słowa. Poczuła się naprawdę przyjemnie, a ciepło rozlało się po jej ciele. –Pachnie jak marihuana – oznajmiła, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie, roześmiała się. Zabawne, że on tak późno zdał sobie z tego sprawę, gdy właściwie ¾ „papierosa” było już tylko wspomnieniem. To w pewien sposób usprawiedliwiało jego wylewność oraz nagły przypływ szczerości. I oto piękny sen o uroczym Hornie prysł jak bańka mydlana. Czuła, że to zbyt piękne by taka normalna relacja była między nimi możliwa.
-Hmm…- zastanowiła się chwilę, mimo wszystko kontynuując rozpoczętą rozmowę. – Czasami nie rozumiem wprost, jak może i śmie kochać ją inny, gdy to ja przecież kocham ją tak wyłącznie, szczerze i bezwzględnie, że nic innego nie znam, nie wiem i nie mam poza nią jedyną – wyrecytowała słowa jednego z bohaterów książki, którego przypominał jej Ślizgon, była to pierwsza książka, którą w całości przeczytała po angielsku, a słowa te mocno zapadły jej w pamięć, kiedy ten spojrzał na nią jak na idiotkę pospieszyła z wyjaśnieniami –Był taki chłopak…Walt, Walter, Wolter... czekaj – wydymała usta –Werter! – klasnęła w dłonie radośnie, kiedy w końcu przypomniała sobie imię głównego bohatera. – W twoich oczach widać werterowskie spojrzenie – uniosła głowę, zabłąkany kosmyk chowając za ucho. Była z siebie naprawdę dumna. Uwadze blondynki nie umknął fakt zabandażowanej dłoni, z jednej strony chciała zapytać, co się stało, z drugiej bała się. Bała się, że to pytanie rozbudzi w nim wspomnienia, których chciał się ewidentnie pozbyć, że ta ich chwilowa więź zniknie, ale czy to nie jest właśnie czas żeby zadawać trudne pytania? Oboje wiedzieli, że kolejnej szansy nie dostaną.
-Chcesz właściwie o tym rozmawiać? – zapytała wskazując na bandaże.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob 29 Wrz 2018, 20:32

- Czy to źle, Gabrielle? Nie ma odcieni szarości. Nie chcę niczego pośrodku. - mówił do niej lecz wzrok miał utkwiony w swojej poranionej dłoni. Wzdrygał się ilekroć widział tę szpetotę. Nie potrafił się do niej przyzwyczaić. Na dzień dzisiejszy nie był w stanie pokazać tego światu, skoro sam jeszcze się z tym nie uporał. Wrócił do niej wzrokiem, gdy swoim uciekła w bok. Nie chciał dawać wiary, że usiadła obok niego po prostu, ot tak, bo uważała, że potrzebował towarzystwa. Znów zapomniał, że pochodzi z Huffelpuffu - tam są umieszczane właśnie takie jaskrawe wesołe słońca, bezinteresowne i sprawiedliwe. Mdliło go zazwyczaj w ich obecności, jednak tutaj sytuacja wyglądała inaczej. Póki nie uśmiechała się jakby widziała w nim coś wzruszającego, był w stanie nawet... polubić te krótkie chwile, kiedy mogli się przekomarzać. Zacisnął usta. Ledwie pomyślał o porażającej sile jej uśmiechu i właśnie go znów otrzymał. W dodatku z rumieńcem, jakby sprawił jej najlepszy komplement świata. Zapomniał się i lewą dłonią sięgnął ku twarzy, by zetrzeć z niej szok i ciepło, jakie poczuł od bijącej z Gab radości. Syknął, posłał ręce pełne wyrzutu spojrzenie i założył ją za głowę. Kark opierał o przedramię, a reszta swobodnie ukryta od strony okna. Gab roześmiała się tak wesoło i promiennie po raz kolejny naruszając jego gradowe chmury. Przymrużył oczy.
- No nie wierzę, znowu... - wymamrotał pod nosem i potrząsnął głową. Spiął ramiona, by móc bronić się przed jej radością. Mogłaby zasiać w nim chaos, a na to nie mógł pozwolić. Odkąd dostał figę z makiem od tej, którą pokochał, wolał trzymać się z daleka od cieplejszych i rozgrzewających uśmiechów. Nie wyszedł na tym dobrze. Straty obecne: osiem palców i pół serca. Więcej nie chciał już tracić.
- Taaa... Pomfrey mnie udusi. - zgasił fajka i go wyrzucił przez okno. Łączenie tego z eliksirem leczniczym nie wyjdzie mu na dobre. Nawet on, ignorant, zdawał sobie z tego sprawę. Poza tym tak sobie tylko tłumaczył swoje gadulstwo. Nie był pewien ile prawdy było w tym usprawiedliwieniu. Nie wnikał. Prawda bywała gorzka i bardzo niewygodna.
W pierwszym momencie nie zorientował się, że to cytat czegokolwiek. Słuchał i się dziwił co jej strzeliło do głowy lecz nie przerwał w żaden sposób, gdy tylko poznał o czym ona właściwie mówi. Podrapał się po brodzie i próbował przypomnieć sobie moment, w którym się czymkolwiek zdradził. Skąd mogłaby wiedzieć? Czy może jest wystarczająco spostrzegawcza i wyłapała krótkie momenty jego słabości? Cokolwiek to było, nie pochwalał tego. Nie chciał się zaprzyjaźniać z tak ładną dziewczyną, bo mogło się to skończyć fiaskiem. Z drugiej strony skoro utracił przyjaciółkę, a z Alecto miał inny problem to... brakowało mu kogoś, z kim mógłby się po ludzku przekomarzać. Zaiste, ta pannica o francuskim akcencie wprowadzała zamęt w jego chaosie. To było coś niebywałego.
- Werte...co? To brzmiało jak... eh... - teraz to on szukał angielskiego słowa adekwatnego do wypowiedzianego cytatu. Nie była taka głupia za jaką chciał ją uważać. Im dłużej z nią rozmawiał to mimowolnie dostrzegał w jej zachowaniu błyski inteligencji i bystrości. Opierał się. Odmawiał, a mimo tego dalej z nią rozmawiał.
- Ten twój Werst zabrzmiał jak ciota, która oddała lubą innemu. - przedstawił swój skrajny pesymizm. Westchnął. - Wiem o jakie słowo ci chodzi, znam jego angielski odpowiednik, ale nie wiem czy chcę wypowiadać go na głos. - powiedział to poważniejszym tonem. Musiałby uchylić kawałek swojej tajemnicy... a to wzbudzało w nim pewną dozę paniki. Ciche pytanie padające z jej ust zawisło w powietrzu. Położył rękę z powrotem na udzie i też się na nią zapatrzył. Milczał, myślał, bił się z myślami. Pytanie Gabrielle nie było sztuczne. Nie słyszał w tym współczucia ani litości. Zwyczajne słowa, ot, rzucone w eter i czekające na odzew.
- Nie wiem. - wykrztusił z siebie. - Niedobrze mi, gdy na nią patrzę. - wykrzywił się, wyraźnie wzdrygnął z obrzydzeniem. Mówił prawdę; odwrócił wzrok od Gab. - Łatwo jest się nabijać z ośmiu palców, ale patrzeć na to... to zbiera mi się na wymioty. - zaryzykował, powiedział kawałek tego, co siedzi w jego głowie i choć czuł, że już za bardzo się odsłonił, próbował powstrzymać się i gwałtownie nie wycofać. Gotów był do ucieczki i zamknięcia dyskusji w każdej sekundzie rozmowy. Wystarczy drżąca nuta w jej głosie, zbyt gorące spojrzenie, a będzie musiał zrobić w tył zwrot. Z chłopakami sobie z tego żartuje , wymyśla dowcipy na temat ubytku lecz to, co się dzieje w jego głowie to tylko ułamek tego, co właśnie powiedział.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Korytarz
» Korytarz
» Podziemny korytarz
» Czerwony korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-