IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sro Lut 04, 2015 8:41 pm

Musiał jak najszybciej do łazienki. JUŻ! To pilna potrzeba, jego jelita długo nie wytrzymają, a jeśli zaraz nie dostanie klozetu na wyłączność, zapach dopływający z rur kanalizacyjnych Marty, będzie niczym w porównaniu z tym, co się zacznie. Tajemniczy piernik bardzo zaszkodził delikatnemu żołądkowi charłaka. Mógł nie żreć całego od razu, jakby to był ostatni posiłek w jego życiu. Albo... nie, to musiało być od panny Pince, przecież nikt w szkole nie używa perfum o zapachu cebuli! Wmawiał sobie, że to tylko i wyłącznie przeczyszczenie z powodu jego zachłanności i łakomstwa. Kara Merlina za to, że nie podzielił się z panią Norris podarunkiem.
Jedyną rzeczą jaka mogła go teraz rozjuszyć, była właśnie taka istota jak Jęcząca Marta. Przez jej wrzask, Filch też wrzasnął i poślizgnął się, w efekcie lądując twardo na czterech literach w wodzie po pas. Wyglądało to groźnie, ale mina woźnego świadczyła, że bardziej cierpi z dolegliwości żołądkowych niż potłuczenia chudego zadka.
- Przestań wrzeszczeć! - wydarł się, bo bębniło mu w uszach od przerażającego pisku ducha. Nie lubił jej. Ciągle gadała, nawijała, piszczała i mu jęczała nad uchem podczas, gdy Filch miał o wiele ważniejsze sprawy na głowie. Na przykład, natychmiastowe odnalezienie łazienki albo pani Pomfrey. Ktoś musi mu coś na to dać, bo jak się oczyści dołem, a nie górą, to szkołę będzie trzeba zamknąć na minimum miesiąc. Wietrzenie murów i te sprawy...
- Dobra, dobra! Przyślę tobie przeklętego Rosiera czy kogo tam chcesz, ale się zamknij na gacie Merlina! Muszę do łazienki, jędzo, zejdź mi z drogi! - warknął, bo w tym stanie był skłonny zgadzać się na wszystko, byleby dorwać się do klozetu i sobie ulżyć. Podniósł się do pionu, a z jego starej, wiekowej i dziesięć tysięcy razy łatanej szaty spływała woda. Kapu kap nie ułatwiało mu przetrwanie w tej długiej drodze do łazienki.
A gdy pojawił się jeszcze uczeń, i to ten, który miał u niego tuzin zaległych szlabanów, twarz Filcha zrobiła się na przemian zielona i czerwona. Na nic były słodkie uprzejmości, nie w takim momencie (ani w żadnym innym), gdy Filchem kierowały naturalne potrzeby zaprzyjaźnienia się z klapą sedesową.
- CICHO! MASZ SZLABAN ZA WEJŚCIE DO WODY I ROBIENIE ŚLADÓW NA PODŁODZE. WYLAŁEŚ MI WODĘ Z MOPA! - wrzasnął, przebijając jęki Marty, która doprowadzała go do szewskiej pasji. Filch zgiął się w pół i dyszał. Przez nich zapomniał w którą szedł stronę i które to są drzwi do opuszczonej łazienki. Nie bez powodu tam się nie zapuszczał, coby oszczędzić sobie migren. Ale dzisiaj oboje przechodzili samych siebie. Jakby nie mogli pojawić się w innym czasie, gdy nie potrzebował iść do klozetu. Pot spływał ciurkiem po świecącej łepetynie charłaka, a kolor jego skóry robił wrażenie. Może gdyby nie był charłakiem, zostałby metamorfomagiem? Miał ku temu predyspozycje, skoro tak szybko udawało mu się zmieniać kolor twarzy z zielonego na czerwony, z czerwonego na biały, z białego na sino- fioletowy i na odwrót.
- Zejdźcie mi z drogi, wstrętni recydywiści! Łazienka, masz w tej chwili mi pokazać łazienkę. JUŻ! - nie wiadomo do kogo to mówił, ale jeśli ktoś zaraz mu nie pomoże, woźny kopnie w kalendarz i Hogwart pozbędzie się pierwszej zmory ze swoich murów. Trzęsąc się jak osika i czerwieniąc niczym rąkla, zgięty pod dziwnym kątem powłóczył nogami przed siebie, odpędzając od siebie bladą sylwetkę Marty. Filch wolał ją tysiąc razy bardziej niz Irytka. Przynajmniej siedziała posłusznie w kanałach i nie przyklejała mu do pleców a pani Norris do sierści za pomocą Trwałego Przylepca,czy to gum do żucia czy to kartek ze sprośnymi tekstami. Jej wycie było całkowicie nie na miejscu a gęganie ślizgona tylko go rozjuszało. Niedługo dostanie szlaban za zbyt głośne oddychanie, a teraz jest to bardzo prawdopodobne.

_________________

Zobacz profil autora
Jęcząca Marta
avatar
Data przyłączenia : 05/11/2014
Liczba postów : 12
Skąd : Łazienka dziewcząt na Pierwszym Piętrze

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Lut 09, 2015 10:33 pm

Marta nie przestawała krążyć wokół Argusa Filcha. Zdawała się jakby w ogóle go nie słuchała, nawet wtedy, kiedy staruszek podniósł głos. Śpiewała pod nosem tylko sobie znane piosenki na przemian krzycząc do ucha woźnemu o tym, że jej łazienka jest brudna i nikt tam nie sprząta. Dopiero gdy ten zgodził się przysłać jednego z bożyszczy nastolatek. Tak naprawdę nie musiał to być sam Evan Rosier, ale i też inny przystojny ślizgon, krukon, puchon czy gryfon. Marta nie była wcale taka wymagająca co do swoich partnerów życiowych, gdyż no nie oszukujmy się, trochę życia z niej ubyło.
- Nie wrzeszczę! Nikt nie docenia tego, że komuś ufam i się zwierzam ze swoich problemów. Nigdy nie miałam przyjaciółki, która by słuchała tego i mówiła co zrobić! Jestem biedną, samotną i nic nie znaczącą Martą, która potrzebuje tylko troszeczkę miłości i ciepła, którego nigdy w życiu nie dostanie – jęknęła, dryfując w powietrzu, po czym nagle opadła w dół i przeleciała przez podłogę. Przez chwilę panowała cisza, aż nagle duch znów pojawił się przed woźnym. Tym razem już nie krzyczała, jednak widać było, że nawet nie próbowała powstrzymywać łez.
- Grossherzog! – krzyknęła przy okazu kalecząc język niemiecki jak tylko się dało. Zauważyła nadciągającego z daleka chłopaka. Był niesamowicie przystojny, jednak nie był do końca w typie Marty. Ona uwielbiała tych niedostępnych, którzy skrywali tę nutę tajemnicy. Ten owy ślizgon był dla niej po prostu… nudny. Na pewno nie był osobą, która bywała na „stałe”. W dodatku nie lubił mugolaków, a przecież ona była takową…
- SZLAMĄ! – jęknęła rozżalona, niemalże natychmiast podlatując prosto przed chłopaka. Zatrzymała się i zamachnęła się dłonią, która przeleciała przez głowę Gilgamesha. Spoglądała na niego rozwścieczonymi oczami.
Słyszałam jak nazywałeś mnie szlamą! Nie traktuje się tak uczniów! A już na pewno nie biedne, bezbronne dziewczynki takie jak ja! Cóż to za słownictwo! Nie wybacza się! – krzyknęła, wlepiając w niego martwe ślepia. Poszybowała w górę i wróciła do woźnego. Słysząc jego słowa uśmiechnęła się triumfalnie.
- Niech on mi posprząta łazienkę. OOOOOON! – wrzasnęła na cały korytarz. Mała zemsta jeszcze nikomu nie zaszkodziła, a już na pewno nie osobie, która od trzydziestu czterech lat była martwa.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 26/04/2014
Liczba postów : 526
Skąd : Deutschland, Deutschland uber alles

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Lut 10, 2015 1:22 am

To się porobiło. Kolejny szlaban - ten paskudny charłak sam się prosił o to żeby spotkało go coś nieprzyjemnego, albo co jeszcze lepsze - żeby coś złego przytrafiło się temu jego wyliniałemu wyciorowi do fajki. Mimo to nie równało się to nawet do tego co zaserwowała mu ta brudna, martwa szlama. Teraz to Gross dopiero był wściekły - to nie mogło obejść się bez wyjątkowo adekwatnej reakcji, którą zamierzał tu zaraz zaserwować. Jednakże nie zamierzał walczyć na dwa fronty - musiał wybrać jedną stronę, w końcu nie miał ochoty przegrać z kretesem.
-Takie słowa ranią moją niewinność proszę pana.-mruknął udając zbitego z tropu. W końcu jak już miał wybierać, to wolał Filcha - nawet paskudny charłak był lepszy od tłustego mugolaka, którego życiowym celem było doprowadzanie wszystkich wokoło do szewskiej pasji. Z dwojga złego, woźny wcale nie wydawał się taki paskudny, ba - przy Marcie zdawało się że to całkiem miły, uczciwy, dobrze wychowany człowiek, którego towarzystwo doprowadza do radości i szczęścia. Mimo wszystko zasłużył na karę, więc to musiało chwilę potrwać nim się z nim krótkotrwale sprzymierzy. Niech jeszcze pocierpi.
Teraz należało w końcu poświęcić trochę czasu wspaniałej Martusi. Zrobiła kilka zasadniczych błędów. Najbardziej rażącym był brak szacunku - za to Gross postanowił że choćby miał dostać pięćdziesiąt szlabanów od Argusa za swoje zachowanie, to ukaże to brudne, obrzydliwe stworzenie.
-Nigdy więcej nie kalecz mojego nazwiska, swoimi plugawymi ustami, brudna szlamo. Dla Ciebie jestem Księciem Slytherinu-syknął a jego zielone oczy wypełniła furia, zdolna uciszyć nawet Irytka. Nie zamierzał się nawet patyczkować - miał zamiar po prostu sprawić żeby ten paskudny wybryk natury nauczył się jak zwracać się do lepszych.
-Uczniów?-spytał ironicznie podnosząc głos-Nie jesteś uczniem. Jesteś martwym, paskudnym, odpychającym duchem, który działa na nerwy dosłownie każdemu - nawet nasz woźny nie potrafi Ci znieść, a przecież jest to człowiek o stalowych nerwach. Zrozum wycieruchu że w ten sposób zrażasz do siebie wszystkich. A Rosier nigdy by nie spojrzał na coś takiego. Zresztą zaraz mnie szlak trafi jak nie zamkniesz w końcu pyska-rzucił do Marty gniewnie i wyszarpnął różdżkę celują w ducha-To jest dobry pomysł. Zamknij się wreszcie. Lignum.
Przymknął oczy i postarał się uspokoić - nie zamierzał spędzać popołudnia szorując jakieś schody czy wykonując inne równie głupie zajęcie dla Filcha. Musiał teraz odegrać swoją rolę do końca, musiał się uspokoić i dać mu do zrozumienia że go szanuje, mimo że prędzej obdarzyłby szacunkiem gumochłona. Skoro i tak już nie miał szans na dogadanie się z Martą, to może uda mu się przynajmniej jakoś udobruchać swojego oprawcę - może uda mu się uniknąć szlabanu, albo przynajmniej zajmie go na tyle długo żeby zdążyć się oddalić i zaszyć gdzieś gdzie tamten nie będzie go szukać.
-Męską łazienkę ma pan tam-rzekł wskazując na odpowiednie drzwi, starając się przemawiać spokojnie. Miał wrażenie że zaraz zwymiotuje od tej gry - nie potrafił znosić myśli że odnosi się do tego paskudnego starca w tak uprzejmy sposób. Mimo to starał się zachować spokój i powagę, choć szczerze mówiąc miał ochotę po prostu strzelić mu drętwotą a później zrzucić ze schodów. Jednakże nie tym razem, musiał chociaż tym razem odegrać miłego, niesprawiedliwie potraktowanego ucznia - nikt by w to nie uwierzył, ale może za zasługi uniknie kary, a to by mu było na rękę - miał co robić z wolnym czasem.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Lut 14, 2015 10:24 am

Głowa pulsowała mu od decybeli Martuchy. Ryczała i non stop latała wokół woźnego jak wielka zmutowana mucha. Nie mógł się od niej odpędzić, chociaż cel mieli ten sam: dręczenie uczniów. Co prawda z innych pobudek, ale efekt taki sam. Syknął na nią, gdy zaniosła się rykiem tuż przed nim. Nie mogła wypłakiwać się na ramieniu nieszczęśliwego ucznia, który chyba miał zaburzone odruchy samozachowawcze skoro jeszcze tutaj był. Lada chwila, a zwabi Irytka i wtedy cała trójka będzie mieć przechlapane. Filch zgiął się w pół i dyszał. Nie mógł już wytrzymać, musiał iść w tej chwili do kibla bo inaczej to źle się skończy. Po co on pożerał cały piernik...
Chrząknął od histerycznego śmiechu trawiącego jego trzewia.
- Niewinny Slytherin? Ty chłopcze nie wciśniesz mi takiego kłamstwa! - tak skomentował jego "niewinność", w którą nie wierzył. Każdy miał coś na sumieniu. Każdy Gryfon, Puchon, Kurkon, a już w szczególności Ślizgoni, chociaż ci mieli na tyle oleju w głowie, że nie pchali się w kłopoty tak często jak na przykład przeklęci gryfoni. Jednym uchem wysłuchał ich wzajemnej kłótni. Na dobrą sprawę nie interesowało go kto w jaki sposób zwraca się do Jęczącej Marty. Ale gdy sobie przypomniał co Grosherzorg narobił na Hogwardzkim Spisie Futrzastym od razu mu się humor poprawił i zadecydował, że jednak się tym zainteresuje.
- Gorsherzorg, masz zaległe szlabany i dzisiejszy. Bierz mopa i masz posprzątać z wody łazienkę Marty. Bierz się do roboty, przeklęty dzieciaku, ja dobrze pamiętam co narobiłeś na HSF, a za używanie różdżki między lekcjami załatwię tobie odjęcie punktów. DO ROBOTY! - ryknął i poczerwieniał jak piwonia, bo utrzymanie jelit na wodzy powoli go wyczerpywało. Rozglądał się za łazienką mimo, że uczeń mu wskazał drogę. Za daleko, zdecydowanie za daleko. Filch musi znaleźć najbliższy kibel i wszystko wskazywało na to, że we troje się tam zaraz udadzą. Filch za naturalną potrzebą, Marta, bo... tam mieszkała, a uczeń, bo miał tam wykonać szlaban. Nie daj Merlinie, jeśli zwabią Irytka to spędzą tam miło czas we czworo. Woźny pokuśtykał do mopa i wiadra. Podsunął nogą niemieckiemu chłopakowi jego pomoce dydaktyczne i machnął gwałtownie ręką rozkazując mu iść z tym przodem do łazienki. Filch musiał skorzystać z kibelka. Znając życie odleci zaraz po tym jak na niego usiądzie, ale do tego czasu korzystał z życia i okazji, aby kogoś dręczyć i mieć ku temu powód.

_________________

Zobacz profil autora
Jęcząca Marta
avatar
Data przyłączenia : 05/11/2014
Liczba postów : 12
Skąd : Łazienka dziewcząt na Pierwszym Piętrze

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pią Lut 20, 2015 8:18 pm

Zaklęcie zadziałało, a ona nawet nie zdążyła niczego powiedzieć. Wzbiła się w powietrze i przeleciała przez Gilgamesha. Chłopak mógł się poczuć, jakby jego ciało nagle dostało wiadrem zimnej wody. Wszystko jednak odbyło się w ciszy, bez charakterystycznego krzyku i jęku, jaki zawsze towarzyszył Martwej. Widać było, że nie duchowi się to nie podobało, jednak cóż innego mogła zrobić, jak tylko oddalić się, ignorując całkowicie Filcha i jego potrzeby. Jeśli miał zapędzić Gilgamesha do sprzątania jej łazienki, to lepiej, żeby zrobił to teraz! Natychmiast! Ona nie miała zamiaru z nimi rozmawiać i to wcale nie chodziło o to, że nie mogła. Cóż za brak dobrego wychowania! Nienawidziła Niemca, szczerze go nienawidziła!
Zniknęła im z pola widzenia, jednak wciąż błąkała się po zalanym, pierwszym piętrze, czekając na swojego księcia z bajki, który w końcu musiał nadejść i ją ocalić.
Zobacz profil autora
Jiro Guo
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 26/04/2015
Liczba postów : 19
Skąd : prefektura Aichi, miasteczko Aisai

PisanieTemat: Re: Korytarz   Nie Kwi 26, 2015 4:20 pm

Stał przed ciężkim dylematem, pozostawiony przez dwójkę chichoczących pod nosem uczniów w czarno-czerwonych szatach. Odprowadził ich niepewnym spojrzeniem aż za filar, niechętnie przyznając im rację: dotarcie do Skrzydła Szpitalnego bez zamoczenia butów i nogawek graniczyło z cudem. Pobieżnie zrozumiał informacje o wylanej wodzie, jednak nie spodziewał się zastać aż tak wielkiego potopu. Niewiedza związana z kiepską znajomością języka uderzyła go ze zdwojoną siłą, kiedy przystanął zszokowany chwilę wcześniej.
Miał dwie możliwości – próbować szczęścia i zaczepiając uczniów, odnaleźć okrężną drogę do miejsca pracy albo pokonać wpław wylewającą się wodę. Pokręcił z powątpiewaniem głową, poprawiając w dłoni słownik zatytułowany – zgadnijcie – słownik angielsko-japoński w ojczystym narzeczu Jiro. Zamek robił piorunujące wrażenie ogromnymi korytarzami i tysiącem niezbadanych drzwi i tylko wcześniejsze przygotowanie, nie pozwoliło mu zagubić się w pierwszych godzinach pobytu. Nie spodziewał się takiej niespodzianki.
Zdezorientowany powiódł spojrzeniem za plecami, wsłuchując się z rosnącym zainteresowaniem w odgłos obcasów, zdradzających pośpiech ich właścicielki. Nie zwlekając aż kolejna osoba minie go na korytarzu, posyłając marnie ukrywaną ciekawość wyszedł na spotkanie wysokiej i szczupłej uczennicy. Przywołał na twarz najbardziej sympatyczny uśmiech jaki posiadał, chcąc nadrobić niedoskonałości językowe nieporadnym wyglądem. – Przepraszam! – podniósł głos ze sztywnym akcentem przekształcając najczęściej używane w Londynie słówko, opanowując je – według własnej oceny – mistrzowsko. Ręka wyciągnięta w kierunku Rosaline jedynie pokreśliła pilną potrzebę rozmowy.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Kwi 27, 2015 8:16 pm

-Cholerna szkoła.
Dzień jak co dzień – miliony powodów do złości, miliony powodów do zakopania się pod gruby koc w dormitorium i pozostania tam do końca swojego życia (albo przynajmniej zimy), miliony powodów do zajadania smutków czekoladkami z likierem w naprawdę ogromnych ilościach. Gdyby Rosalie dostawała knuta za każdym razem, kiedy się zirytuje, najprawdopodobniej byłaby teraz najbogatszą ślizgońską uczennicą; w zamian za to może liczyć tylko na osiwienie w wieku lat trzydziestu i zmarszczki, w imię reguły, że złość i tak już wątpliwej piękności szkodzi.
Przemierzała więc korytarz swoim typowym chodem obrażonej na świat kobiety, nie zwracając uwagi na wodę pod grubymi podeszwami modnych w tamtym czasie koturn. Wzdychała raz za razem, zawijając na długi palec kosmyk blond włosów i rozmyślając, czy uda jej się znaleźć w toalecie dziewcząt zgubioną bransoletkę, której brak zauważyła wczesnym rankiem i o ile pamięć jej nie myliła ostatni raz ściągała ją w owej łazience na pierwszym piętrze. Nie była dla Rose szczególnie ważna, bynajmniej nie tak ważna jak noszony nieprzerwanie złoty łańcuszek na szyi z którym nie rozstawała się nawet w trakcie kąpieli, więc może i znalezienie zguby nie przyniosłoby z góry oczekiwanej satysfakcji i ulgi, ale po głowie Rabe plątało się zbyt wiele myśli na nic-nie-robienie. Potrzebowała zajęcia, a to wydawało się najbardziej sensowne.
Kiedy usłyszała krótkie „przepraszam”, najpewniej kierowane do niej biorąc pod uwagę że nikogo innego na całej długości zalanego korytarza nie dostrzegła, zmarszczyła brwi w niemałym zdziwieniu. Wydawało się blondynce, że ludzie zdążyli na tyle poznać jej skromną i sympatyczną osobę, by bez kija, albo chociaż miotły, nie podchodzić – okazało się, że jednak chyba była w błędzie. Wykrzywiła twarz w grymasie, przystając i obracając się gwałtownie, niemalże będąc zbulwersowaną, gotową do opieprzenia przerywającego jej spokój śmiałka i stanęła jak wryta. Z tego, co wiedziała, grupa skośnookich ze szkoły nie posiadała w swoim gronie osobnika stojącego z ręką wyciągniętą w jej stronę, a i sama mężczyznę widziała po raz pierwszy. Mogłoby się zdawać, że Azjata był w wieku Rose, jedynie charakterystyczne, głębokie worki pod oczami świadczyły o tych kilku latach więcej i bagażu doświadczenia. Dziewczynie przemknęło przez myśl, że oni to zawsze wyglądają tak młodo, a pyskować do nowego nauczyciela nie miała zamiaru. Nie po balu, nie po opluciu nowego członka grona pedagogicznego na oczach wszystkich; zdecydowanie by przegięła. Ale na zbędne czułostki też silić się nie zamierzała, nawet biorąc pod uwagę swoją słabość do łamanej angielszczyzny.
-Słucham? – założyła ręce na biodrach, nie przerywając natarczywego kontaktu wzrokowego nawet na sekundę. Coby sobie nie myślał.
Zobacz profil autora
Jiro Guo
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 26/04/2015
Liczba postów : 19
Skąd : prefektura Aichi, miasteczko Aisai

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Kwi 27, 2015 8:48 pm

Przez ten krótki moment między pierwszym skrzyżowaniem spojrzeń a pytaniem zastygłym na wargach uczennicy, w jego umyśle zabłysnęła ostrzegawczo żółta lampka. Nie potrafił wyjaśnić co takiego urzekło go w dziewczynie z dumnie uniesionym podbródek i chłodnym racjonalizmem wyzierającym ze spojrzenia. Coś jednak przyczyniło się do zmiany grymasu na twarzy Jiro, nadając rysom pobłażliwego charakteru i arogancji błyszczącej ulotnie w oczach. Bezwiednie opuścił ramię, osiągając zamierzony cel jedynie dzięki prostackim przeprosinom, wśród których Anglicy się pławili.
- Czi to jedynii pszeiścii do śpitala? – robiąc połowę kroku do tył, wystawił dłoń w geście otaczającym rozlewisko zasłaniające korytarz. Zahipnotyzowany siłą drzemiącą w samym spojrzeniu nieznajomej podejmował wysiłek utrzymania kontaktu wzrokowego, czekając aż spierzchnięte wargi przybiorą kształt podkówki uniesionej w górę. Samoistnie starał się zarazić ją uśmiechem, nie kryjąc całkowitej dezorientacji w terenie. Nieśpiesznie położył dłoń na mostku i dodał: - nowi staziśta, magiimediik.
Zerknął przelotnie na rękawy dziewczyny, aby odszukać charakterystycznej odznaki w zielnych barwach i zwierzęciem owijającym się wokół litery H. Dzięki temu szybko spostrzegł, że uczennica nie posiada przywilejów prefekta – fakt ten z nieznanych mu względów przyniósł leki zawód.
W przypływie dodatkowych pomysłów przeniósł rękę przed siebie, wskazując jeden z palców przy równoczesnym okrzyku olśnienia: - oo! – i nie zerkając na dziewczynę, zaczął pośpiesznie kartkować przytargany słownik. Odnalezienie odpowiedniej frazy zajęło mu trochę czasu, jednak wybawicielka wyglądała dorośle i być może wykazywała się większą cierpliwością niż poprzednia dwójka uczniów. – Ci pojdziiś ze mii na kolacii? – spytał z nosem wciśniętym niemalże w sam środek książki, niemo powtarzając je dwukrotnie w celu utrwalenia nowych słówek. Dopiero po chwili podniósł wzrok, aby na nowo skrzyżować spojrzenie z nieznajomą i uzyskać odpowiedź – może nie ratującą życie, ale z pewnością ułatwiającą.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Kwi 27, 2015 9:47 pm

Wpatrywała się osłupiała w nowo poznanego mężczyznę z uniesioną wysoko jedną brwią i z twarzą zastygniętą w wyrazie dogłębnego zaskoczenia i zmieszania. Angielski, o ile w ogóle można było nazwać słowa wypływające z ust Azjaty językiem angielskim, swoim charakterystycznym zabarwieniem wschodnioazjatyckim w normalnych warunkach doprowadziłby Ślizgonkę do łez (masz ci pan specyficzne poczucie humoru); ta jednak, czująca się jak wsadzona w środek odcinka koreańskiej dramy, z całej tej konsternacji gapiła się ogłupiała na magomedyka z nosem wsadzonym w słownik i niedowierzająca w absurd sytuacji. Pokręciła głową, wyrywając się z ogarniającego oszołomienia.
-O ile dobrze zrozumiałam pytanie – wycedziła przez zęby, akcentując starannie każde słowo, by stażysta mógł ją zrozumieć – by dostać się do skrzydła szpitalnego inną drogą, musisz okrążyć całe piętro – uniosła podbródek na zakończenie aktu pomocy, nieczęsto występującego w jej wypadku, i przypatrywała się dalej zmieszaniu i błyskom nowych pomysłów malujących się na twarzy mężczyzny.
Na okrzyk nieco się wzdrygnęła, nie rozumiejąc dokładnie co się wokół niej dzieje i dlaczego ten krzyczy, jakby przypomniał sobie o niezamknięciu klatki groźnego stworzenia, sikającego w momencie nieobecności właściciela na wycieraczkę i poduszkę przed wyjściem na miasto czy inny gruby melanż. W ogłupieniu odwzajemniła uśmiech, czując się naprawdę dziwnie i nienaturalnie.
-Czy pójdę z tobą gdzie, przepraszam? – zmrużyła oczy, chłonąc nimi najmniejszą zmianę w wyrazie twarzy nieunoszącego wzroku znad książki mężczyzny. Posłała mu kilka gromów, tak na wypadek, gdyby ów „kolacii” faktycznie było tym, czym myślała, że jest.
Zadziwiający był jedynie fakt, że sytuacja zamiast niebywale ją drażnić sprawiała Rose podświadomie dziką frajdę. Łamany angielski, zdezorientowany chłopak i ta iskierka zainteresowania w oczach bruneta złożyły się na wybitne poprawienie humoru blondynki, która sprytnie maskowała to miną osoby nie wiedzącej, co generalnie się dzieje. Szczwana lisica.
-Chcesz, żebym zaprowadziła cię do skrzydła szpitalnego? – spytała nie chcąc pozbawiać siebie rozrywki słuchania wymowy rodem z dobrej komedii. Nie, żeby wyśmiewała stażystę czy coś tego typu. Nie, nie, jej intencje były w stu procentach czyste, a kierowała nią chęć pomocy nowemu pracownikowi Hogwartu, oczywiście.
Zobacz profil autora
Jiro Guo
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 26/04/2015
Liczba postów : 19
Skąd : prefektura Aichi, miasteczko Aisai

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Kwi 28, 2015 6:42 am

Zmiana, jaka nastąpiła w gwałtowny sposób na twarzy dziewczyny nie wprawiła go w zamieszanie, ponieważ zdążył przyzwyczaić się do rozbawionych spojrzeń bezwstydnie kierowanych na jego osobę. W przeciągu, zaledwie, dwóch miesięcy zdążył zatęsknić za Tokyo, gdzie obcokrajowców nie potrafiących porozumiewać się po japońsku, można było policzyć na palcach jednej ręki. Na szczęście kluczem do sukcesu był dystans, który Jiro postanowił zachować wraz z optymizmem. Z pomocą przychodziła mu myśl o siostrze i poprawę jakości jej życia, między innymi dzięki temu wyjazdowi.
Pomimo osłupiałego spojrzenia utkwionego ponownie w jego oczy, zdążył dostrzec sztywność w kolejnej wypowiedzi, doceniając wolniejsze dobieranie słów. Problemem wielu osób uczących się nowego, wcześniej nie spotkanego języka jest nadążenie za tempem wypowiedzi rozmówców posługujących się danym narzeczem od maleńkości. Chłopak skinął bezmyślnie głową, próbując przetłumaczyć w głowie poszczególne słowa, aby uzyskać ogólny chociaż sens. Próbował zrobić dobrą minę do złej gry, odnosząc sukces, zważywszy na delikatny uśmiech rozluźniający mięśnie dookoła ust nieznajomej. Początkowa ulga zdążyła rozlać się na ramionach chłopaka, który opuścił je wraz z nadejściem większej swobody podczas rozmowy.
Zmarszczył brwi w niezrozumieniu, kiedy natrafił na barierę potężnego muru piorunującego spojrzenia, mogącego spopielić każdego przechodnia pojawiającego się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Jiro miał wrażenie, że sam jest kimś takim, zupełnie nie rozumiejąc skąd nagła agresja wyzierająca z błękitnych tęczówek. Z mocno zaciśniętymi ustami zerknął przelotnie na wybraną stronę, aby wykluczyć nieporozumienie związane z nieodpowiednim doborem słów.
- Na kolaća – powtórzył twardo, przekonany nad niezawodnością trzymanego w ręku słownika. Tym razem nie szurał końcówką nosa po stronnicach, skupiając większą uwagę na reakcji dziewczyny. Na szczęście ona sama wyszła z propozycją, skracając męki zdezorientowanego stażysty na tyle, by się zrozumieli. Za potwierdzenie musiała uznać łagodne skinięcie głową, ponieważ Jiro odwrócił profil w stronę wody, która w chwili obecnej sięgała im zaledwie podeszwy. – Co tiu si staic? – wyraźnie ociągał się przed dotarciem do docelowego miejsca pracy, zniesmaczony widokiem rozlewiska utrudniającego dotarcie. Podejrzewał, że gdzieś pękła rura, jednak wówczas podtopienie nie sięgałoby aż tak wysokiego poziomu jaki można dostrzec podążając w głąb korytarza. – Kti usunić wodii minerilnii? – powracając wzrokiem na twarz dziewczyny, próbował odszukać na niej poszlak jak długo ma czekać na zlikwidowanie usterki i do kogo ewentualnie się zgłosić.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarz   Czw Maj 21, 2015 4:44 pm

Nie dowierzając samej sobie, że w ogóle wysiliła się na wyciągnięcie pomocnej ręki ku młodemu Azjacie, kręciła subtelnie i ledwo zauważalnie głową, prowadząc mężczyznę wzdłuż korytarza niedotkniętego psikusami Irytka. Postanowiła nie reagować na pierwsze pytanie, w razie czego tłumacząc się brakiem zrozumienia (co w końcu przecież było prawdą) i prostym niedosłyszeniem wypowiedzianych słów. Zastanowiła się chwilę, jak wytłumaczyć zaistaniałą z wrednym duchem szkolną sytuację, ale wzruszyła tylko ramionami i odwróciła głowę w kierunku idącym dwa kroki za nią stażysty.
-Nic szczególnego. Po prostu pracownicy tej szkoły to totalne lenie. – stwierdziła, odgarniając jednym, zgrabnym ruchem dłoni włosy z czoła – Jestem Rabe Rosalie – uśmiechnęła się delikatnie, chociaż grymas warg nie dosięgnął chłodnych oczu Ślizgonki. Wyciągnęła ku niemu rękę i czekała, aż wspaniałomyślnie ją uściśnie.
Rzecz, która bardzo ją raziła w dzisiejszych mężczyznach, to prostactwo. Miała wrażenie, że ojcowie nie nauczyli ich chociażby podstawowych zasad kultury w stosunku do kobiet – rzadko zdarzało się, by którykolwiek przepuszczał ją w drzwiach, za to często spotykała się z wyciągniętą ku niej męską dłonią, jakby te wielkie samce alfa nie zdawały sobie sprawy, że w zachciance kobiety to ona pierwsza pozwala uścisnąć sobie dłoń. Nie mówiąc już o grzecznościowym ucałowaniu. Szacunku należy domagać się zawsze.
-Co robisz w Hogwarcie? To znaczy – gestykulując nadmiernie miała nadzieję, że uda mu się ją zrozumieć – mam na myśli, dlaczego akurat ta szkoła? Nie było miejsca dla stażysty w szkole w Twojej okolicy?
Niewiele wiedziała o szkołach znajdujących się poza Europą, a szczerze powiedziawszy bardzo ją to interesowało. Czy jest podział na domy, czy uczniowie są sobie równi? W końcu, w jej mniemaniu, szkoła do której uczęszczała miała jasną hierarchię – Ślizgoni, Krukoni, a na samym szarym końcu, gdzieś tam na dnie, Puchoni i Gryfoni. Była dogłębnie przekonana o wyższości uczniów Domu Węża nad całą resztą, zresztą – nie tylko ona.
Uniosła więc odrobinę brew, czekając na odpowiedź.
Zobacz profil autora
Jiro Guo
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 26/04/2015
Liczba postów : 19
Skąd : prefektura Aichi, miasteczko Aisai

PisanieTemat: Re: Korytarz   Pon Maj 25, 2015 11:10 am

Zerknął nieodgadnionym spojrzeniem w kierunku zalanego korytarza, rozmyślając nad możliwością poruszenia odpowiednich osób, do wykonania brudnej roboty i uporządkowania tego bałaganu. Dojście do skrzydła szpitalnego z pewnością utrudniłoby dotarcie tym uczniom, którzy mieli jakiś nagły wypadek i musieli najszybszą drogą dotrzeć do szkolnej pielęgniarki. Nie bez żalu zostawił tę sprawę, ruszając za dumnie wyprostowaną dziewczyną.
- Jiro Guo – próbując zmodulować swój głos na wyraźniejszy, w międzyczasie uścisnął stanowczym ruchem wyciągniętą dłoń. W pewien sposób ten gest niósł ze sobą pewnego rodzaju dyskomfort, któremu chłopak nie poświęcał zbyt wiele uwagi, nie próbując nawet zdefiniować źródła. Miał zresztą zupełnie inne rzeczy na głowie, jak na przykład pośpieszne tłumaczenie słów gestykulującej żywo dziewczyny.
- Uzdrowicil – wskazał na siebie palcem, podejrzewając że Rołsisi pyta o jego zawód lub właściwą przyczynę pobytu w Hogwarcie, pozbawiając się trudu rozszyfrowywania dalszych słów odnoszących do wyboru konkretnej placówki.
Przyśpieszając kroku próbował pogonić dziewczynę, a nerwowe spoglądanie na zegarek z pewnością utwierdziło jaw przekonaniu, że Jiro nie miał czasu na leniwą rozmowę. Co więcej, pochylił się z niezrozumiałym podziękowaniem na ustach i czmychnął w głąb korytarza, zanim dziewczyna zdążyła go zatrzymać.

[zt x2]
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Korytarz   Wto Maj 26, 2015 9:08 am

Dopadłby nicponi. Dopadłby i rozerwał ich na strzępy, bo Jęcząca Marta jest tak miła, że postanowiła mu pomóc w ujęciu zbiegów. Co prawda gdyby nie ona, to przebiegłby się po Hogwarcie z dziesięć razy zanim zauważyłby, że mu zwiali sprzed nosa.
- ZATRZYMAJ ICH, SĄ ARESZTOWANI! - rzucił się ku drzwiom łazienki Marty wyciągając mokre od wymiocin szpony oraz drgającą miotłę w ich stronę, a miał ich tym wszystkim zdzielić po głowie. Filch budził grozę. Szczęka i policzki trzęsły się w spazmach niekontrolowanej wściekłości. Cuchnął niemiłosiernie! Brak butów i prezentacja dziurawych, sztywnych skarpet nie mogła nikomu wyjść na zdrowie. Rzucił się na nicponi, ale ci, jak rażeni piorunem rzucili się do ucieczki. Znowu.
- NIE RUSZAĆ SIĘ! - zawył purpurowo-czerwono-niebieski na wątłej starej i pomarszczonej twarzy. Z kącik jego ust toczyła się ślina. Biegł za trójką zbiegów z oczami wychodzącymi z orbit. Przypominał dorodny okaz bazyliszka, gdy ślizgał się po wypolerowanej podłodze z wyciągniętymi w różne strony świata kończynami. Łepetyna woźnego lśniła od potu, a tam w środku dudniło echo i maleńka myśl, gdzie to też włóczy się jego ukochana pani Norris? Ona umie łapać zbiegów, ma świetny zmysł łowcy. Wtedy dla trójki uciekinierów nie byłoby najmniejszych szans.
Przyspieszył biegu i rzucił się, chwytając za rękaw Petera. Zacisnął szpony na jego nadgarstku i nachylił się nad nim, aby otoczyła go zabójcza (dosłownie) mieszanka zgniłych jaj, wymiocin, strawionego obiadu, niemytego kota, niepranych skarpetek, potu, nieświeżego oddechu, kociej karmy, detergentu do mycia podłóg i ścian oraz wody kolońskiej koperkowo-cebulowej.
- Wypatroszę cię! Nigdy nie ujrzysz światła dziennego! Będziesz płaszczyć się przede mną i zapamiętasz tę karę do końca swoich dni, ty przeklęty recydywisto! - wrzasnął mu prosto w twarz, zapominając, że przecież ta ofiara losu miała ze sobą towarzystwo. Tamtym pozwalał uciec, bo nikt nie zalazł mu jeszcze za skórę tak jak ten tutaj nicpoń, którego wykrzywioną twarz zapamięta do końca życia. Będzie wiedział kogo tropić i dręczyć, bo nikt jeszcze nigdy nie zwymiotował na Argusa Filcha i uszło mu to płazem. Choinka na jego uchu dyndała do przodu i do tyły, ale woźny tego nie zauważał, chociaż gdzieś tam w mikroskopijnej części mikroskopijnego móżdżku czaiło się pytanie, czemu to czuje przy sobie las? Ach tak, to ta młodzież! Przebywała na zakazanym terenie Zakazanego Lasu, a przecież Zakazany Las był z a k a a z a n y!!
- Rzucę cię na pożarcie kałamarnicy. Albo nie, wierzby bijącej. O nie, nie, nie. Irytkowi... nie, też nie. WIEM! MARTOOOO, MAM DLA CIEBIE CIEPŁOKRWISTY PREZEEEENT! - ryknął i uśmiechnął się obleśnie, opluwając przy tym nieszczęsnego ucznia Gryffindoru.

/ hmm... ratujcie go :D

_________________

Zobacz profil autora
Adrien Creed
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 11/07/2015
Liczba postów : 51
Skąd : Sydney, Australia

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Sie 22, 2015 7:47 pm

Która była godzina? Dwudziesta pierwsza? Zdecydowanie za cicho. Szósta rano? Nie... za ciemno. Zegar wybił gdzieś trzecią, przecinając nocną ciszę, lecz nie budząc nikogo. Obrazy spały w swoich ramach, chrapiąc często tak głośno, iż echo niosło dźwięk na cały korytarz. Trzecia w nocy jest raczej marną porą na przechadzkę po zamku, a przynajmniej rozsądek nakazywałby zostanie w Pokoju Wspólnym, jeśli nie chce się stracić punktów i zarobić szlabanu. Łatwiej jednak powiedzieć niż wykonać - zwłaszcza, gdy przechadzka po ciemku jest niezłym zastrzykiem adrenaliny oraz wyzwaniem.
Nic nie wskazywało na to, że tej nocy coś będzie nie tak jak powinno. Adrien nigdy nie umiał przewidzieć swoich... khem... problemów. Przychodziły ot tak, a potem budził się gdzieś, gdzie nie powinien. Nie pamiętał jednak razu, by został złapany przez nauczyciela, choć możliwe, iż po prostu zawiodła jego mózgownica i tak naprawdę każda wycieczka kończyła się karą, o której nawet nie wiedział. Mimo wszystko nie wyrósł jednak ze swoich nocnych wędrówek, choć teoretycznie raczej powinien. Jedynym pocieszeniem mógł stać się fakt, iż ostatnio nie zdarza mu się to minimum raz w tygodniu, jak parę lat wcześniej. Za każdym razem do niechcianej wycieczki zmuszają go sny. I chociaż zwykle kończył gdzieś w kącie dormitorium albo pod którąś ze ścian Pokoju Wspólnego, zdarzyło mu się nawet zawędrować na siódme piętro albo zabłądzić w wieży. Nigdy jednak nie udało mu się wyjść poza mury zamku. Teraz również mu to nie wyszło.
Ślizgon ubrany w czarną piżamę z zielonymi elementami, po których można było domyślać się domu, wywędrował bezgłośnie najpierw z pokoiku zawierającego chrapiących kolegów, a potem z pustego salonu, trafiając do lochów. Bose stopy nie wydawały zbyt głośnych dźwięków, gdy szedł po zimnej, kamiennej posadzce. Otwarte oczy nie mrugały, mocno rozszerzone źrenice nie poruszały się. Burza czarnych włosów sterczała na wszystkie strony, dając ewentualnemu detektywowi poszlakę: dopiero spał w łóżku. Był zdecydowanie bledszy niż zwykle. W całkowitych ciemnościach wolno szedł przed siebie, o dziwo na nic nie wpadając. Zupełnie jakby wiedział, gdzie zmierza.
W ciszy dotarł na pierwsze piętro, skręcił w korytarz. Gdzie pójdzie? Łazienka Marty, Skrzydło Szpitalne? Stopy wydawały niemrawe odgłosy, gdy dotykały posadzki. Krok, drugi, trzeci. Klasy nudnych przedmiotów minięte. Jeszcze kilka kroków i... nagły skręt. Adrien stanął przed drzwiami do małego składziku, podszedł, osunął się. Klęczał przez chwilę w bezczynności i milczeniu, po czym przywalił w drewniane drzwi głową. Głuchy dźwięk potoczył się po najbliższej okolicy, a po kilkunastu sekundach został powtórzony.
Zobacz profil autora
Colton Summers
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 19/08/2015
Liczba postów : 34
Skąd : Detroit, Michigan USA

PisanieTemat: Re: Korytarz   Sob Sie 22, 2015 8:35 pm

Hogwart to potężne zamczysko i nawet przy użyciu magii ciężko je ogarnąć. Owszem, można by ściągnąć do pilnowania szkoły dementory, wtedy na bank nikt nie wyszedłby z Pokoju Wspólnego po dwudziestej pierwszej. Niestety (zapewne ku uciesze uczniów) przyprawiło by to o zawał Argusa Filcha, a kto jak nie on zasługuje na tytuł pracownika roku? Profesor Summers w swego rodzaju geście miłosierdzia postanowił, że w mniejszym, czy większym stopniu odciąży cierpiącego na bóle reumatyczne charłaka. W jakimś stopniu nawet go podziwiał, bo do niektórych uczniów Hogwartu naprawdę trzeba mieć nie lada cierpliwość.
Colton spacerował po korytarzu ubrany w jeansy i biały T-Shirt mając nadzieję, że tym razem obejdzie się bez jakichkolwiek incydentów. Niczym niezmąconą ciszę wypełniającą oświetloną pochodniami przestrzeń, niespodziewanie przerwał dudniący odgłos. Jakby ktoś kopnął w bramę zamku. Mężczyzna przyśpieszył kroku, skręcił za róg, trzymając różdżkę w pogotowiu. Jednak widok jaki ujrzał rozbawił go bardziej niż przestraszył. Otóż w składziku na różne fanty pomagające Filchowi na utrzymanie tu jako takiego porządku znajdował się uczeń. Ślizgon, na oko szósty rok nauki. Summers prędzej spodziewałby się, ucznia biegającego za jakimś obiektem westchnień, niż chuderlaczka z bujnym włosiem śpiącego w składziku jak jakiś kloszard:
- Amigo....chyba coś Ci się pomyliło? - powiedział donośnym głosem szturchając chłopaka na tyle mocno, by go obudzić. Wycelował różdżkę na twarz chłopaka i szepnął:
- Aquamenti! - malutki strumień wody oblał twarz chłopaka definitywnie go rozbudzając.
Czekał w milczeniu na słowa wyjaśnienia.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarz   

 

Korytarz

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Tajemniczy korytarz
» Korytarz w lochach
» Korytarz na II piętrze
» Korytarz
» Korytarz

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-