IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 23:59

Uslyszał za sobą opanowany glos nauczyciela. Znał go… Był to Harry Milton, nauczyciel Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Mieli przerąbane. Przynajmniej Christopher, który był głównym podejrzanym. Przełknął głośno ślinę i spojrzał na przerażonego Mortimiera. Ten już miał się wygadać, jednak, gdy zobaczył znaczący wzrok Ślizgona, zaprzestał. Szesnastolatek wziął głęboki oddech i wypowiedział następujące słowa.
- Christopher Richardson, szósta klasa – Nie chciał się przyznawać, jednak wiedział, że prawda i tak wyjdzie na jaw. W oczach pracownika czaiła się groza. Patrzył on raz na Chrisa, a potem na niewinnego Mortimiera. W tej samej chwili przybył znikacz, którego przytulił Puchon. To byłaby dobra odpłata jeśli ten poskarżyłby się nauczycielowi, jednakże Christopher nigdy nie skrzywdziłby żywego stworzenia. Pomijając ludzi, ale to też tylko niektórych. Na ucznia Hufflepuffu spojrzał z politowaniem. – Profesorze, my po prostu trenowaliśmy obronę przed groźnymi stworzeniami, które pewnie nam pan przedstawi, na którejś lekcji… - rzucił krótko. Jego następne słowa zaskoczyły go samego. Sam nie wierzył w to co powiedział, jednak stało się i nie było już żadnego odwrotu. – Zaprowadzi profesor do Pana Filcha. – powiedział.
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 17:01

Sytuacja, którą widział już z daleka nie wydawała się wcale groźna. To była zapewne tylko zwykła przepychanka nastolatków, próbujących określić swoje miejsce w szkolnym stadzie. Harry aż za dobrze poznał ten mechanizm w dzieciństwie, ulegając silniejszym osobowościom w marnych próbach obrony.
Przyglądając się Puchonowi, nie dostrzegł na jego ciele żadnych widocznych obrażeń, najmniejszych nawet śladów po znęcaniu się. Z niewypowiedzianą ulgą przywitał chęć współpracy, zakrywając zdradzające go spojrzenie za kotarą przymrużonych powiek. Nie usłyszał resztek dyskusji między chłopakami, dlatego nie wiedział czego ona dotyczy, zbyt mocno oderwany od społeczeństwa czarodziei. W ciągu kilku dni zdążył nadrobić wszystko na temat równości i poglądów poszczególnych domów, szczególną uwagę poświęcając mieszkańcom domu Salazara Slytherina. Wielbienie czystości krwi. Tępienie słabszych brudasów. Jednak czy ten chłopak, który pokazał się Harry’emu z dobrej strony wyznaje te same wartości? Ściągnął mocniej brwi, tworząc między nimi wyraźną zmarszczkę.
- Pan Richardson i… – przesuwając spojrzeniem zrobił dramatyczną pauzę w wypowiedzi, obserwując bez wzruszenia chwilową zabawę Puchona ze swoim pupilem. Znikacz z tak młodą osobą był niecodzienną historią, jednak Milton musiał pohamować swoją ciekawość – … Pffiffi jaki? – Dokończył całkowicie poważnym tonem, chociaż zdawał sobie sprawę kto tak naprawdę nosił to miano. Póki co starał się usidlić beztroskiego chłopaka, aby poznać jego dane personalne.
- Pan Filch jest zajęty. Akurat potrzebuję dwójki współpracujących ze sobą uczniów do czyszczenia klatek. Może w międzyczasie opowiecie mi dokładnie co między wami zaszło. – Zgrabnie wymanewrował przed użyciem słowa „szlaban”, zastanawiając się czy odjęcie punktów dla domu wpłynie na zachowanie chłopców. Każdego dnia czytał dokładnie regulamin szkoły, aby zapamiętać wszystkie zasady. Nie zgadzał się z metodą karania wprowadzoną przez któregoś z kolei dyrektora, ale jako pracownik szkoły musiał się z tym pogodzić. Wcale nikt nie zabraniał mu stosowania własnych metod, wprowadzonych subtelnie i powoli.
- Pozbieraj się z podłogi, macie teraz jakieś zajęcia?
Zobacz profil autora
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 17:12

Odetchnął z ulgą. Wydawało mu się, że Profesor Milton uznał go za dobrego ucznia, który nikogo by nie skrzywdził. Wiedział, że ten pupil Puchona zainteresował nauczyciela Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Czyszczenie klatek było wiele milszą karą niż sądził. Myślał, że trafią do dyrektora, czy coś w tym stylu. I kolejny raz stwierdził, że Harry Milton jest miłym, wyluzowanym człowiekiem.
- Zajęć nie mamy. A przynajmniej ja, bo nie wiem, jak ten drugi... - odpowiedział profesorowi zgodnie z prawdą. Co prawda pragnął zapisać się na naukę patronusa, jednakże i tak było jeszcze dużo czasu. Czekał na odpowiedź powstającego Mortimera i zauważył w jego oczach nieopisaną radość kiedy to tulił się z swoim małym pupilem. Znał historię tych magicznych stworzeń. Niegdyś były na skraju wyginięcia, a jednak udało im się. To dzięki wprowadzeniu do gry w Quidditcha urządzenia zwanego złotym zniczem. Spojrzał na nowego nauczyciela i ewentualnie poszedł za nim jeśli nie miał już nic innego do powiedzenia. Liczył, jednak na to, że będą musieli uniknąć tłumaczenia się z tego zdarzenia. Nie mógł się dowiedzieć zbyt wielu rzeczy...

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 17:18

Cała sytuacja była dla Mortimera bardzo straszna. Nauczyciel, który go przyłapał za to, że Ślizgon się nad nim znęcał, a dodatkowo bał się także co się stanie z Piffim. Piffy był najbliższym przyjacielem puchona, którego on sam obdarzał wielką miłością, której ukazanie zajęłoby pewnie nawet i wiele lat. Zresztą sama historia znalezienia tego znikacza była... straszna. Mortimer znalazł tą kruszynkę, gdy już miała zostać dobita przez zwierzę z lasu. Chłopak w tamtej chwili wyczuł wielką chęć obrony i nie patrząc na okazję rzucił się na zwierzę, które miało zamiar dobić Piffiego. Cała akcja zakończyła się tym, że Mortimer nabył dużej ilości zadrapań, ale sama satysfakcja z ocalenia ptaka była wielka.
Jednak Mortimer wracając do rzeczywistości usłyszał w końcu jak nauczyciel odezwał się znowu do niego. - Przepraszam, to jest... to jest... Mortimer Duchlaow, szósty rocznik. - dokończył pytanie zadane przez profesora Miltona.
Puchon bardzo zdziwił się natomiast reakcją Christophera, który to chciał zostać zaprowadzony do Argusa Filcha, woźnego. Czyżby miał z nim jakieś układy? pomyślał szesnastolatek,  następnie powstając z ziemi na polecenie profesora.
- Nie, profesorze. Kolejne zajęcia mam dopiero wieczorem. Ale... - Już znowu chciał coś dodać, jednak zawiesił wzrok na dużych krzakach w których leżała JEGO różdżka. Ta ulubiona, ten dowód, że nie jest jednak zwyczajny. - Nic nie zrobi pan Piffiemu, prawda?
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 18:01

Dostrzegł cień przemykający po twarzy Ślizgona na moment przed tym, jak sam powiódł spojrzeniem w stronę oddalonego dziedzińca i nieuchronnej wizji spędzenia przynajmniej dwóch godzin na pilnowaniu niesfornego duetu. Niewielkim ruchem głowy oznajmił, że przyjął do wiadomości ich obowiązki względem nadchodzącego dnia. Słońce dopiero niedawno wyjrzało zza chmur, a odpoczynek Harry’ego odsuwał się w czasie – na własne życzenie. Z ciężkim sercem pożegnał miękkie i wygodne łóżko w gabinecie, ale jeszcze trudniej byłoby mu oddać uczniów na pastwę sławetnego Argusa Filcha. Jego sława wyprzedzała go, ponieważ nauczyciel nie zdążył jeszcze go spotkać.
Z lekkim ukuciem satysfakcji obserwował popłoch w oczach Mortimera (swoją drogą, kto nadaje dziecku takie imię?), kiedy próbował zawładnąć nad swoimi myślami i przedstawić się w należyty sposób. Harry odnosił się do uczniów z szacunkiem, oczekując od nich tego samego i partnerskiej współpracy, którą zamierzał okazywać na każdych swoich zajęciach.
„Duchlaow” utknęło między szarymi komórkami wampira, tak samo jak niewygodny kawałek mięsa po soczystym posiłku. Do wydobycia resztek jedzenia potrzebna była wykałaczka, a Harry nie miał takowej przy sobie. Postanowił sprawdzić listę uczniów z szóstego rocznika i upewnić się, czy chłopak powinien pojawić się na jego zajęciach czy też pomylił go z kimś innym. Na granice podświadomości spychał możliwość znania krewnego (zapewne przodka) tego właśnie Puchona.
Zmarszczki mimiczne dookoła ust mężczyzny wygładziły się za przyczyną uśmiechu, który nabrał wyraźnych cech politowania. – Wiesz kim jestem, chłopcze? – zapytał twardym i ostrym tonem, ukrywając w ten sposób mieszaninę rozbawienia i zdziwienia, jakie właśnie przepełniały jego duszę. Nie pozwalając na wtrącenie się Puchona, zrobił niewielką przerwę w swojej wypoedzi: -Christopher, przypomnij, proszę, koledze. – Przez cały czas nie spuszczał z Mortimera surowego spojrzenia, jak gdyby czekał na przeprosiny z jego strony. Prześwietlony zatrwożonymi oczyma chłopaka zastanawiał się, czym zasłużył sobie na tak dziwne pytania i odpowiedź nasunęła się od razu: doświadczenia, jakie miał chłopak nie należały do miłych. Harry nie wiedział czy dotyczyły one dorosłych i serce drżało mu na myśl, że jednak chodziło o podejście nauczycieli w Hogwarcie. Rozkładał na czynniki pierwsze reakcje chłopaka, próbując dociec sedna sprawy bez rozciągania jej na niekończący się monolog.
I tylko krótkie, ukradkowe spojrzenie poświęcił na ocenę znikacza.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 18:27

- Bardzo przepraszam, panie profesorze. Nie widzę... nie widzę jednak błędu w swoich zachowaniu. Po prostu... znam pana bardzo mało. Zaledwie kilka lekcji. - No tak, kilka lekcji. Mortimer spędził te kilka lekcji będąc tłuczonym w łazience przez ślizgonów, którzy następnie spuścili w toalecie jeden z jego zeszytów. Jak zresztą mógł im na to pozwolić? Przecież to jego zeszyt. Ale cóż, był tylko słabym, ciamajdowatym puchonem z wielką inteligencją. Za to jednak zawsze ciekawiło go dlaczego nie trafił do Ravenclaw. Może to właśnie przez to, że jest taki słaby. Może. - Chciałbym jeszcze raz pana przeprosić za swoje niegodne zachowanie względem pana, profesorze Milton. Przepraszam. - Mortimer czuł w sobie skrępowanie i przerażenie, że nauczyciel w ogóle musiał zadać pytanie "Wiesz kim jestem". To znowu powodowało wspomnienie niemiłego spotkania w którym to silniejszy ślizgon trzymał Mortimera za twarz i zadał to pytanie. Mając to w głowie, Mortimer zaczął pocierać się ręką o swoje ramię, po prostu miał wyrobiony taki tik, gdy czuł skrępowanie. Gdyby Harry Milton przyjrzał się dokładniej ramieniu chłopaka to zobaczyłby parę siniaków na szyi, które najwyraźniej Mortimer chciał jak najbardziej skryć przed innymi. Kolejne co zaobserwowałby Milton to odbieganie ciągle wzrokiem na lewo i prawo, ale głównie w tą lewą stronę, gdzie były krzaki. Było to szybkie przewracanie oczami, które starały się nie stracić z oczu i nauczyciela i różdżki, która właśnie leżała w tych zaroślach.
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 18:28

Był wyraźnie rozbawiony kiedy to Mortimer próbował się wysłowić. Naprawdę tak się bał, że prawie zapomniał swojego imienia? Nauczyciel i tak wydał się Christoperowi miły i opanowany. Nie okazywał zbytnio rozbawienia, które pewnie gdzieś w głębi go ogarniało.
Chłopak parsknął śmiechem na pytanie zadane przez Mortimiera. A myślał, że jest inteligentny… Tak interesował się nauką, że nie sprawdził, kto jest nauczycielem przedmiotu, na który się zapisał? Pokręcił z rozbawieniem głową. Przecież nauczyciel Opieki nad Magicznymi Stworzeniami nie zrobiłby krzywdy takiemu rzadkiemu ptakowi. Rudowłosy nauczyciel posyłał uczniowi domu Borsuka surowe spojrzenie i jakby czekał na przeprosiny. Była to w pewnym sensie obraza, można było tak przynajmniej stwierdzić… Przypomniała mu się też lekcja o nielotach Dodo, ale wtedy to nie miało większego znaczenia i posłusznie wykonał wydane polecenie. Następujące zdanie wypowiedział bardzo powoli, jakby mówił do przedszkolaka, któremu trzeba tak właśnie przemawiać. Nauczyciel był kilka kroków dalej, więc musiał oszczędzić sobie wyzwisk.
- Profesor ten naucza przedmiotu zwanym Opieką nad Magicznymi stworzeniami. – rzucił Mortimerowi spojrzenie pełne politowania. Christopher nie miał zamiaru się nikomu podlizywać. Wolał zdobyć uszanowanie nauczyciela w zupełnie inny, normalny sposób. Niestety musiał się bardzo pilnie uczyć, a to były czasem tortury. Dodatkowe prace zajmujące kilka rolek pergaminu. Musiał zdobywać wiele dobrych ocen. W końcu za rok czekały go najważniejsze egzaminy w życiu czarodzieja i musiał być, jak najlepiej przygotowany. A wolny czas, który przekazany był dla uczniów szóstej klasy, wykorzystywał głównie do nauki. Nie omieszkał się, jednak spotkać z znajomymi. Na przykład jeszcze przed chwilą kłócił się z tą niezdarą, Mortimerem, a teraz stoi koło pracownika Hogwartu i z rozbawieniem oglądał reakcje Puchona na zadawane przez Miltona pytania.
Począł się, jednak w końcu niecierpliwić. Bo, ileż czasu można było czekać aż jakiś głupi uczeń ogarnie się i w końcu odzyska umiejętność mówienia? Syknął przez zęby, w jego oczach pojawiły się płomyki i zacisnął pięści tak mocno, że zbielały mu knykcie.
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 18:47

Nie zamierzał iść do Hogwartu przed wyjaśnieniem sprawy i poznaniem szczegółów, które wydawały się istotne. Mortimer rzucał ukradkowe spojrzenia w kierunku krzaków, oddalonych od nich o kilka dłuższych kroków. Czujność nauczyciela wzmagała się z każdą mijającą minutą, a utarte mechanizmy obronne uniemożliwiały porzucenie podejrzliwości. Lata, które spędził na wojnie sprawiły, że stał się bardziej nerwowym człowiekiem, przepełnionym niespokojnymi snami o przeszłości. Obecność potężnego czarnoksiężnika w czarodziejskim świecie nie ułatwiała mu życia, a artykuły zamieszczane w „Proroku codziennym” potrafiły zamrozić krew w żyłach Miltona. – Idź po ten przedmiot, który leży w krzakach i dogoń nas – polecił chłopakowi w całkiem słusznej wierze, że spełni jego polecenia. Rozkojarzenie wylewało się wręcz z nerwowych gestów Puchona, a w oczach czaiło się coś więcej innego niż strach przed niesłuszną karą. Słabe zasinienia wystające zza krawędzi szkolnego mundurka dawały mocny dowód na psychiczne upodlenie, jakiemu uległa psychika Mortimera.
Nic nie wskazywało na konszachty chłopców z Tym-Którego-Imienia-Nie-Wolno-Wymawiać, a absurdalność tego pomysłu rozbawiła Harry’ego. Zmuszał się do rozluźnienia ramion, ponieważ spięcie na karku stało się dotkliwie bolesne. Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, aby utrzymać pozorną surowość w swoim wyglądzie. W krzakach czaiło się nic innego jak różdżka Mortimera, która była groźna dopiero w rękach nieodpowiedniej osoby. Na przykład takiej, która bez mrugnięcia okiem potrafiła wyrwać życie z czyjegoś ciała i posłać do zaświatów. Obaj chłopcy nie wyglądali na niebezpiecznych morderców, a ich edukacja kończyła się dopiero za dwa lata. Harry wiedział, że jest w stanie swoim autorytetem zmienić ich sposób zachowania. Głowę trzymał skierowaną na Puchona, ale spojrzeniem sprawdzał emocje malujące się na twarzy Ślizgona. Podczas pierwszych zajęć, Christopher wykazał się dobrą wiedzą teoretyczną i wyraźną chęcią poszerzania swojej nauki, która współgrała z odpowiednim zachowaniem pokornego ucznia. Przekonania Harry’ego, że nawet najgrzeczniejszy chłopiec ma złe uczynki na swoim sumieniu, były ugruntowane wieloletnim doświadczeniem. Postanowił przyglądać się jego poczynaniom, dla bezpieczeństwa wszystkich dookoła.
Nie odprowadzał Puchona spojrzeniem, przekonany że w podskokach zagłębi się w krzakach i zacznie szukać swojej zguby. Harry skinął głową, wskazując oddalony dziedziniec, wyławiając wzrok zirytowanego Christophera. Ruszył w stronę głównego wejścia z nowym towarzyszem. Zła energia jaka otaczała spięte mięśnie była odczuwalna dla wampira tylko w jeden sposób – jako pewność, że serce wykonuje zwiększoną pracę przy wzburzeniu i pompuje więcej krwi. – Dlaczego go zaczepiłeś? – szept, jaki wydobył się spomiędzy warg mężczyzny przeznaczony był tylko i wyłącznie dla uszu Ślizgona. Harry czekał, aż podniesie on spojrzenie na twarz nauczyciela i dostrzeże zachmurzone oczy, nie pozostawiające żadnych złudzeń.
Wielka inteligencja objawić się mogła na różne sposoby, ale jej wykorzystanie stanowiło o wiele trudniejszą sztukę niż korzystanie z niej podczas zajęć. – Masz certyfikat od pana Filcha? – spytał pozornie pobłażliwym tonem w stronę Puchona, kiedy tylko ich dogonił. Harry sprawdzał dokładnie wydawane przez woźnego pozwolenia, chociaż nie do końca zgadzał się ze sposobem ich wydawania.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 19:19

- Dz-dziękuję profesorze Milton. - Na ustach chłopaka ukazał się wdzięczny uśmiech, a raczej delikatne uniesienie warg w górę. Kolejnym czynem, którym zajął się młodzieniec było odszukanie swojej różdżki, którą bezczelnie rzucił w krzaki Christopher. Jednak nie tylko to czynił Mortimer. Będąc w krzakach przy okazji zauważył jak profesor oraz ślizgon o czymś rozmawiali. Można by powiedzieć, że Mortimer miał jakieś swoje chore wizje na temat tej rozmowy, ale postanowił puścić to mimo uszu i przynajmniej skupić się na tym, aby z jego głowy nie wypadło to, że powinien teraz uważniej obserwować ślizgona. Puchon nie chciał bowiem znowu być ofiarą Christophera. Momentalnie jednak wrócił ponownie do szukania swojej różdżki. W końcu, po dłuższej chwili Puchon znalazł swoją różdżkę obok wystającego korzenia, gdzie dłuższa jej część tkwiła w ziemi. Wyjmując ubrudzony kijek, Mortimer wytarł go o swoją szatę wsadzając różdżkę za pas spodni. Tym samym odzyskując swój najcenniejszy skarb, chłopak pozwolił sobie na odejście od krzaków. Na ramieniu Mortimera przysiadł jego radosny znikacz, który dziobał rozkosznie ramię swojego pana. Na jego twarzy malował się cudny uśmiech z powodu tego, że w tym całym zamieszaniu tylko znikacz jest dobry. Dobry to złe słowo. Raczej było na myśli to, że Piffy jest w wyśmienitym humorze.
Z twarzy Mortimera zniknął szybko uśmiech, kiedy zauważył jak dwoje tych ludzi ze sobą rozmawiało. Wiadomo, odpowiadała za to głęboka nieufność do wszystkich ludzi. Postanowił zatem na chwilę patrzyć na oboje ludzi nie próbując jakoś odejść. Może nie zorientują się. Gdy Mortimer uznał już, że może się odezwać, podszedł bliżej do profesora zniżając lekko głowę. - Jeszcze raz przepraszam pana. Jestem po prostu.... żałosny. Znaczy moje zachowanie wtedy było żałosne. No i... Chciałbym, żeby pan wybaczył mi oraz kolega Christopher mi wybaczy, ale... - Chłopiec wziął głęboki wdech, a następnie wydech i zamknął na chwilę oczy, by następnie spojrzeć w oczy profesorowi Miltonowi. - ...ale to nie moja wina. Nic nie zrobiłem złego. Siedziałem tylko przy drzewie, czytałem książkę, kiedy to właśnie Ch.... - Mortimer zatrzymał na chwilę mowę, aby przemyśleć czy chce to powiedzieć. To był niewyobrażalny lęk dla Mortimera, że oboje – i nauczyciel i ślizgon – potraktują go nieuczciwie i ukarzą. - …Christopher zaczepił mnie. Nie wiem nawet w jakim celu. Ale bardzo proszę pana tylko o jedno. Niech pan nie zawiadamia pana Filcha o Piffim. To tylko niewinny ptak. A pan Filch zrobi mu krzywdę. Albo gorzej, będzie go źle traktował. To dobry ptak. - Znikacz przyfrunął na ramię profesora Miltona, patrząc się na niego swoimi czarnymi, małymi ślepkami.
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 19:35

Dokładnie obserwował poczynania przerażonego Mortimera. Od początku wiedział, że ta niezdara wypatrywała jej w kępach krzaków. Lekko ciekawiło go to, że ten w ogóle nie interesował się książką, którą mu wtedy wyrwano. W końcu przemówił nauczyciel i wydał pozwolenie temu nędznemu człowieczkowi. Christopher wiedział, że jego koledzy z Domu Slytherina często bili i poniżali mądrego Puchona. Nigdy, jednak nie zauważył żadnych śladów na jego ciele. Zapewne skutecznie je krył. Rozbawiony Ślizgon ruszył za opanowanym nauczycielem. Szli tak w spokoju w ogóle się nie odzywając. Richardson nie chciał tego przerywać, nie miał ochoty słuchać pytań na temat tego zdarzenia. Liczył nawet na to, że tego uniknie, jednak nie… Harry Milton wypowiedział trzy, dokładnie trzy ledwie słyszalne słowa. Nie wiedział co odpowiedzieć. W końcu dziwnie zabrzmiałoby ‘’Nienawidzę mugoli i mugolaków, a on pochodzi z rodziny niemagicznej. Należało mu się’’. Tak. Nawet nie chciał myśleć o reakcji pracownika na te słowa. Chris pomyślał, że nauczyciel z pewnością wiedział, że Ślizgoni przywiązują sobie dużą wagę do czystości krwi. Wielu z nich traktowało to jako najważniejszą część na świecie. Byli dumni, że pochodzą z takiego, a nie innego rodu.
- Nie przepadam za nim… Podpadł mi… - rzucił krótko Christopher. Na tyle było go stać, nic więcej nie wychodziło mu z ust. To, że milczał nie znaczy, że nie miał nic do powiedzenia. Miał. I to wiele… Ale nie nauczycielowi. To jego ojciec nauczył go takiego stosunku do ludzi, jak Mortimer. Co prawda, jego matka trafiła do Huflepuffu, była sprawiedliwa i miła. Richardson, jednak nie otrzymał jej cech charakteru. Był typowym Ślizgonem – aroganckim, pewnym siebie chłopakiem. Wykorzystywał każdą okazje do poniżenia ucznia niższej rangi. Nie miał dla nich litości i tylko obecność nauczycieli powstrzymywała go od jakiegoś większego uszkodzenia ofiary. Nie chciał myśleć o swoich rodzicielach. W końcu przybył zdenerwowany Mortimer. Zaczął coś mamrotać, z początku był tego niepewny, ale w końcu wygadał się. Powiedział wszystko. Wydał Christophera. Ślizgon poczuł, że musi coś z tym zrobić. Zadarł z złym człowiekiem, pomyślał. Przeczesał swoje ciemne włosy, poprawił szatę i rzucił Mortimerowi krótkie, pełne grozy spojrzenie. Wściekłość opanowywała go całego. Spojrzał na tego znika cza i wyobraził sobie, jak powiadamia pana Filcha o ‘’karygodnym’’ zachowaniu Puchona. Pani Norris z pewnością ucieszyłaby się z wizyty tego złotego ptaszka…
Nie chciał być, jednak perfidnym skarżypytą i postanowił, że odpłaci się w inny sposób. Po prostu zacisnął zęby, pięści i wymyślał coraz to gorsze sposoby odpłacenia się temu głupiemu człowieczkowi. W jego oczach czaiła się chęć mordu.
- Nie nazywaj mnie swoim przyjacielem – powiedział z nutą grozy w głosie. – Po prostu się do mnie nie odzywaj - Sam się sobie dziwił. Odezwał się tak do ucznia w obecności nauczyciela. Może nie było to tak obraźliwe, ale po prostu się hamował. Hamował się, żeby nie dostać jeszcze większego szlabanu. Teraz nie mógł dać temu głupiemu kujonowi spokoju. Musiał mu uprzykrzyć życie. Po prostu musiał. Pomyślał też, że dobrze byłoby rozwiesić ogłoszenia z informacją, żeby uważać na Mortimiera. Po chwili dodał jeszcze kilka następujących słów. - A, jak powiedziałeś, że Ślizgoni są głupi to już zapomniałeś, tak? Albo o mojej głupiej, chorej matce?
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 19 Gru 2014, 20:03

Pięćdziesiąt osiem lat, pięćdziesiąt osiem długich lat miał na to, aby wyrobić w sobie wystarczająco dużo cierpliwości do nieprzewidywalnych sytuacji. Potrafił stanąć naprzeciwko rozwścieczonego garbatoroga i pozbawić go życia, za usprawiedliwienie okrucieństwa mając jedynie uprawnienia z Ministerstwa Magii. Był w stanie przez kilka dni obserwować hipogryfa, aby upewnić się czy zagraża położonej farmie czarodziei. Nie nauczył się rozmawiać z nastolatkami i odgadywać ich reakcji, aby przypisać ich zachowaniu jakieś konkretne przyczyny problemów. Z mozołem pokonywał wszelkie bariery i otwierał się na innych ludzi na tyle, żeby prowadzić z nimi swobodny dialog, nie zagłębiając się we własne poglądy czy przekonania. Ze wszystkich sił starał się zachować neutralność, która już niedługo może zostać mu odebrana siłą. Nawet teraz, przebierał w znanych sobie środkach, aby dotrzeć do chłopców i nie zatrzeć granicy swojego autorytetu, jaki planował wyrobić sobie wśród uczniów. Przeszywał wzrokiem Chrisa, próbując zerwać z niego otoczkę gniewu i dobrnąć do głębszych warstw jego osobowości. Dostrzegał w nim potencjał na wybitnego ucznia, ale z tak nagannym zachowaniem jakie przejawiał na błoniach, kiedy nikt nie patrzył – miał również szansę zejść na przestępczą ścieżkę. Harry nie życzył mu tego, ponieważ Ślizgon miał jeszcze przed sobą najpiękniejsze miesiące dzieciństwa i mnóstwo możliwości.
Gniew zmieszany z rozbawieniem był jednym z zachowań, które włączały ostrzegawczą lampkę w umyśle Harry’ego. Ukradkiem obserwował wyższego od siebie chłopaka, z niezadowoleniem dostrzegając grymasy spinający jego mięśnie. – Czym ci podpadł? – bez pardonu kontynuował dalsze wypytywanie, docierając w ten sposób do kolejnych warstw zaistniałego konfliktu. Słyszał o ciężkiej ręce stosowanej przez ostrych rodziców w wychowaniu potomstwa z arystokratycznego rodu, ale niechęć jaką żywił do własnych doświadczeń stawiała go w niekomfortowej sytuacji. Usilnie doszukiwał się jakiegoś sensownego powodu dla afery, która zmieniła się w mało wybredny żart od losu.
Mortimer sprawiał wrażenie dobrego chłopaka, chociaż Harry nie uległ pierwszemu wrażeniu i próbował dowiedzieć się o konflikcie nieco więcej. Obaj uczniowie zabrnęli głęboko we wzajemnej niechęci, czego nie potrafił zrozumieć, przyglądając się temu z boku. Ocenianie zachowania brzmiało niezwykle dumnie. Gorzej, jeśli trzeba było wchodzić w interakcję z nastolatkami i nie spowodować przy tym zagorzenia konfliktu. Okres próbny, na jaki się zdecydował Milton, stawiał przed nim niebagatelnie trudne zadania. Przyzwyczajony do lat spędzonych w samotności, musiał przewartościować swój system priorytetów na tyle, by służyć dobrą radą. Nie potrafił z dnia na dzień zmienić przyzwyczajeń i wyczekiwał pierwszych podszeptów na temat jego metod wychowawczych czy systemu prowadzenia lekcji, który nie każdemu przypadł do gustu.
Ciężar obowiązków spadł na Harry’ego bez ostrzeżenia, kiedy dyskusja między nastolatkami zagorzała na nowo. Przystanął na dwie sekundy, posyłając kolejno złowrogie spojrzenie z iskrzącą się irytacją na samym dnie.
- Dość – podniósł rękę i tłumiąc chęć trzepnięcia ich po głowie, zacisnął palce w powietrzu. – Jako uczeń Hogwartu musisz otrzymać certyfikat zezwalający na obecność znikacza w szkole. Zaraz po szlabanie – zaakcentował mocno ostatnie słowo, podnosząc stopniowo głos – pójdziesz ze mną do pana Filcha. Udam, że nie słyszałem prośby o złamanie regulaminu szkolnego.
Nie, on się całkowicie nie nadawał do tej gromady dzieci. Po raz kolejny zaczął wątpić w sens przybycia tutaj i jego myśli popędziły w stronę Poppy, która jako jedyna miała wpływ na zmianę decyzji Miltona. – Porozmawiamy w gabinecie, a teraz marsz przede mną w ciszy i spokoju – rozkazał władczym głosem, przyspieszając kroku. Nie zamierzał czekać na chłopców, zawierzając ich instynktowi samozachowawczemu.

[zmiana tematu]
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 05 Mar 2015, 17:43

Najpierw zza drzewa wyłoniły się długie, nagie od kolan nogi, a następnie reszta ciała Jolene. Przytulała do siebie pień drzewa, rozglądając się ukradkiem na boki. Raptem dziesięć minut podebrała z tajemniczego schowka, dwie stare, szkolne miotły, a teraz próbowała je ukryć przed potencjalnymi zainteresowanymi. Głównie obawiała się, że zobaczy ją ktoś z Hufflepuffu, a konkretniej z drużyny quidditcha. Dwayne, Edgar, Henry, Artie... osobniki zdający sobie sprawę jakie niebezpieczeństwo Jolene stanowi dla otoczenia, w szczególności na miotle. Dotychczas żaden z nich nie pozwalał jej dotknąć się do drewnianego, latającego cuda pamiętając dokładnie liczne kolizje oraz faule sprzed lat - każda próba okiełznania miotły kończyła się zderzeniem z osobami bądź drzewami. Nie wspomniawszy o tragicznej śmierci miotły. Dokładnie siedem mioteł poległo pod pupą Joe. Dzisiaj miała być ósma próba, nielegalna. Joe kierowała się świętym przekonaniem, iż opanuje naukę latania. Niezrażona licznymi porażkami i siniakami, upierała się, że potrzebuje prób, cierpliwości i około stu mioteł, aby odnaleźć tę jedną jedyną i stać się świetnym graczem quidditcha. Henry nigdy nie przyjął jej do drużyny. Udowodni i jemu i innym chłopcom z drużyny, że jest świetna w tym fachu! Równie dobrze Joe mogłaby zaprosić na herbatkę dementora niż nauczyć się latać, jednakże nikomu nie udało się przemówić Puchonce do rozumu. Próby ujarzmienia miotły zawsze kończyły się fiaskiem, lecz w końcu się uda! Jeśli nie dziś, to jutro.
Wybiła godzina piętnasta. Uczniowie wlewali się do Wielkiej Sali na obiad, a więc korzystając z ich nieobecności podkradła miotły i stała na czatach, wyglądając znajomej sylwetki Erica. Eric, jak to Eric, lojalnie stał u boku Joe na trybunach, pozwalał malować sobie buzię i zakładać na głowę dziwaczne kapelusze ilekroć odbywał się szkolny mecz. Gryfon jako jedyny rozumiał postanowienie Joe i nie zniechęcał jej do zaniechania prób. Zaprosiła go dzisiaj na mini wyścigi. Umyślnie nie wybrała boiska, tylko kawałek błoni i niski pagórek skrywający odrobinę świata przed bramą główną zamku. Za plecami Joe lewitowały cichutko dwie miotełki, bodajże Zmiatacze Jedynki. Sądząc po przerzedzonym włosiu i brudnym kiju, miały swoje lata. Puchonka pogłaskała obie z czułością, czując adrenalinę szumiącą w uszach. Po ostatnich stresujących przeżyciach potrzebowała dać ujście swoim uczuciom. Miotła nadawała się idealnie do oczyszczenia Jolene z goryczy i smutku.
Dziewczyna zgarnęła z czoła czerwony kosmyk, chowając go za ucho. Mrugając kilkakrotnie wyłapała w oddali Erica. Uniosła rękę i pomachała mu energicznie. Nie mogła się doczekać aż odbiją się od ziemi. Okropny z Miotlarstwa nie demotywował ani odrobinę nastoletniej Puchonki.
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 05 Mar 2015, 18:32

Gdy tylko sowa Gryfona –Fiołek - dopadła go pomiędzy zajęciami, wiedział już, że to nie kolejny kupon rabatowy ze sklepu Zonka, albo inna śmieciowa ulotka. Czekał na wiadomość od Joe już bardzo długo przez co nie potrafił skupić się na niczym innym – co właściwie sprawiło, że kolejny raz dostał dodatkową pracę domową u profesor McGonagall. Oczyma wyobraźni widział już obraz mknących  wokół murów Hogwartu, niedocenianych od lat uczniów. Nareszcie pokażę Potterowi i pozostałym, że nadaję się do drużyny. Jednak odczytawszy na przerwie list od Puchonki z którą snuł plany już od dawna, jego zapał zmalał na kilka chwil. Spotkanie z Joe miało odbyć się punktualnie o piętnastej- a przecież był to czas obiadu! Najważniejszego elementu- oprócz zajęć z profesor Odinevą – w całym grafiku Erica. Przemyślawszy jednak wszystkie za i przeciw(Nie zważając na słowa psora od Historii, za co zarobił kolejną dodatkową pracę domową), Gryfon postanowił bez chwili zwłoki – choć wydawało mu się, że czuje aromat brukselek z Wielkiej Sali – udać się na umówione miejsce. Postawiwszy ledwie stopę na błoniach, uznał, że deszcz padający o dawna może być ich sprzymierzeńcem, może i będzie trudniej odbić się od gruntu gdy nurzasz się po kostki w błocie, ale z drugiej strony, to zawsze jakieś zabezpieczenie, lepiej przecież upaść w miękkie błocko niż twardą, sprażoną lub zlodowaciałą ziemię. A tego, że upadną był pewien. Nie można jednak powiedzieć, że Eric był zły w lataniu – nie dlatego nie przyjęto go do drużyny, w jego mniemaniu był nawet lepszy niż niektórzy w zespole, a już na pewno lepszy niż 2/3 składu ścigających(wyłączając Rowston którą szczerze podziwiał), jednak to nie on –nawet mimo prześladującego go od 6 lat pecha podczas naborów  - stanowił tutaj zagrożenie dla otoczenia i siebie samej. Joe – puchonka o wielkim zapale(i zdolnościach szpiegowiskich), jednak o bardzo niskich umiejętnościach w kwestii latania była w nieco trudniejszej sytuacji niż gryfon. Eric mimo to wierzył, że każdy może przezwyciężyć swoje słabości, jeśli tylko będzie pewna siebie, zaufa miotle i kilku poradom które ma zamiar przekazać jej jako specjalista – na pewno razem pokażą wszystkim na co ich stać. Chlupocąc stopami o błoto przemierzył całkiem duży kawałek błoń w stronę umówionego miejsca, aż w końcu dostrzegł jak macha ręką w jego stronę. Odwzajemnił gest i przyśpieszył nieco kroku, a gdy był wystarczająco blisko odezwał się niezbyt głośno, w obawie, że ktoś może go usłyszeć.
-Siemasz Joe, gotowa przejść do legendy?- powiedział rozpromieniony i omiótł wzrokiem unoszące się za nią miotły – Zmiatacze 1? – dodał fachowym tonem.
Puchonka wyglądała na bardzo przejętą, co jakiś czas rozglądała się wokół, jakby chciała upewnić się, że nikt nie udaremni ich - w świetle zasad szkoły i zdrowego rozsądku- okropnie  głupiego planu.
-Nie martw się, nikt mnie nie śledził – rzekł szczerząc zęby Eric. –Tzn. Chyba, nie jestem takim mistrzem kamuflażu jak Ty -.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 05 Mar 2015, 19:12

Ominięcie obiadu rzeczywiście było poważną tragedią i dużym poświęceniem. Joe nie przeżywała tego tak mocno (kochała jedzenie, dla rozwiania wątpliwości), ponieważ w dormitorium czekały na nią świeżo zakupione słodycze z Miodowego Królestwa. Odłożyła połowę kieszonkowego na swoje urodziny, drugą połowę przeznaczyła na pichcenie słodkości dla Fhancisa, a trzecią połowę wydała na słodycze. Planowała obdarować Erica częścią swego prowiantu w ramach podziękowania za niezwłoczne przybycie i opuszczenie obiadu.
Uśmiech rozjaśnił jej buzię przy Ericu. Dbał o tajemnicę ich przedsięwzięcia za co była mu bardzo wdzięczna. Rozumiał ją jak nikt inny. Własny przyjaciel grymasił i marudził na pytania o quidditch, zaś Gryfon od razu pojął w czym rzecz i nie odmawiał jej radości. Umiał latać - to istotny element. Jechali na tym samym wózku, zaś Joe zechciała podszlifować swe umiejętności sportowe. Co innego biegać wokół jeziorka z Benem, a co innego ujarzmić dziką, starą miotłę.
Błotniste podłoże również nie zniechęcało Puchonki. Gdy postanowiła sobie duży cel, szła do niego po trupach. Bądź po błocie, nawiązując do cudownej październikowej pogody.
- Zwarta i gotowa, aby przejść do legendy, proszę pana. - zasalutowała, prostując dumnie pierś, gotowa poświęcić własne zdrowie i ciepłotę ciała na rzecz nauki latania na miotle odcinek 2456. Zamrugała powiekami (umalowanymi starannie, wszak poświęciła na jedno oko całe czternaście minut pielęgnacji), nie dziwiąc się znajomości Erica z miotłami. Z nim czuła się bezpieczniej - nie żeby podejrzewała jakieś niepowodzenia - uspokojona jego doświadczeniem w zakresie latania. Smuciła się, że nie przyjęto go do drużyny Gryffindoru. Joe prawie próbowała demonstrować wobec tego sprzeciw, jednakże uroda Jamesa Pottera była zbyt duża, aby nań nakrzyczeć bądź nie stopnieć pod jego uśmiechem. Ograniczyła się do gorącego dopingowania Erica i towarzyszenia mu w czasie rekrutacji.
- Wzięłam pierwsze lepsze, bo się spieszyłam. Są śliczne, prawda? - odwróciła się za pień drzewa i wyprowadziła miotły między nich, tak na wysokości bioder. Pogłaskała z czułością miotełkę, wybierając tę bardziej zadbaną.
- Drużyna Puchonów poszła atakować jedzenie. Widziałam, bo dzisiaj rano obudził mnie wyjec Henry'ego. Obudził Laurel i połowę dormitorium. Mieli trening, a więc nie powinni interesować się miotłami do jutra. - wyjaśniła ze szczerym błyskiem satysfakcji w ciemnoniebieskich oczętach. Autentycznie cieszyła się z ich przedsięwzięcia.
- W trzeciej klasie Artie mnie prześcignął, więc muszę poćwiczyć szybsze latanie. - poinformowała Erica i uśmiechnęła się doń olśniewająco, chcąc zdobyć jego zapewnienie towarzystwa i zebrania jej z trawy, błota, wody, na wypadek nieprzewidzianej i nieoczywistej kolizji. Przesunęła miotłę i usiadła na nią bokiem. Ta delikatnie opuściła się niżej pod ciężarem, jednak po chwili uniosła się z powrotem na podobną wysokość, łagodnie podrygując pod pupą Joe. Dziewczyna już się cieszyła i promieniała. Zupełnie, jakby ostatni tydzień nie była wyjęta z życia.
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 05 Mar 2015, 21:01

-Moja droga Joe, nie mogłaś wybrać lepiej – pochwalił puchonkę Eric gdy wyprowadziła miotły bliżej nich, doskonale zdawał sobie sprawę, że próżno szukać szybszego i bardziej zwrotnego modelu pośród szkolnych gratów – Ale pamiętaj, miotła to miotła, ma być wydajna a nie wyglądać – dodał gdy zobaczył jak dziewczyna pogłaskała delikatnie trzonek – I nie rozczulaj się nad nimi jakoś specjalnie, to twardzi zawodnicy, tak samo jak ludzie którzy ich dosiadają, pewność siebie to podstawa – oznajmił z nutą dumy w głosie, czuł się prawie jak kapitan własnej drużyny. Z jednej strony spodobało mu się to uczucie, jednak po chwili zdał sobie sprawę z odpowiedzialności która na nim ciążyła. Zaczął się nawet zastanawiać czy to aby na pewno dobry pomysł, ale gdy Joe wspomniała o obiedzie i pałaszującej w najlepsze drużynie puchonów, jego myśli odpłynęły w zupełnie innym kierunku. Na kilka sekund zatracił się w marzeniach  o ciepłym obiedzie tak bardzo, że pomimo wyjącego, październikowego wiatru, usłyszał swoje głośne burczenie w brzuchu.
-Doskonale zatem,  dziękuję za raport – odparł próbując zagłuszyć kompromitujący dźwięk i uśmiechnął się – jak to miał w zwyczaju - dość głupio. – Niech sobie jedzą te wszystkie ciepłe dania, tak pieczołowicie przygotowywane przez skrzaty – zaczął nieco złośliwym i zarazem osobliwie tęsknym tonem – My dziś pobijemy rekord prędkości, następnym razem gdy spotkasz Artiego nie będzie miał najmniejszych szans – kontynuował pełen entuzjazmu a Joe – która usiadła właśnie na wybranej przez siebie miotle - patrzyła na niego z uwagą. Gryfon musiał przyznać, że wyglądała dziś całkiem ładnie, a może nawet za ładnie jak na lot na miotle, nie odezwał się jednak ani słowem, z doświadczenia wiedział, że dziewczyny dziwnie reagują na stwierdzenie, że „wyglądają całkiem ładnie” – choćby to była najszczersza prawda.
- Nie ma co przedłużać – rzekł z uśmiechem, po czym chwycił własną miotłę i przełożył ją między nogami – Pierwszą zasadę już znasz-pewność siebie, teraz kolejna zasada – na miotle siedzimy okrakiem, wystarczy tej wygody – dodał komentując – pewnie nieco uszczypliwie - sposób siedzenia puchonki. Przeczesawszy ówcześnie dłonią włosy, wyjął z kieszeni czarną czapkę z symbolem lwa i założył ją na głowę.
-Lepiej zrób coś z włosami – poradził  - Nie chcesz chyba stracić widoczności i uderzyć w... – przerwał na chwilę by się rozejrzeć - na przykład w to drzewo.
Nie czekając na odpowiedź  - z głośnym mlaśnięciem błocka - odbił się od ziemi i trzymając pewnie trzonek lewitował około 1,5 metra nad błoniami. Spojrzał ostatni raz tęsknie w stronę wielkiej Sali,  w końcu jednak zacisnął uchwyt i zwrócił twarz w stronę Jade.
-Jeśli jesteś absolutnie pewna, że nie boisz się wyrzucenia ze szkoły odbij się mocno nogami i podleć do mnie – powiedział czując na twarzy delikatny powiem wiatru, który sprawiał, że aż miał ochotę roześmiać się ze szczęścia. – To będzie niesamowite popołudnie, pokażemy jak się lata –uśmiechnął się by dodać dziewczynie otuchy, żałuj, że tego nie widzisz Murph – pomyślał o przyjaciółce.


Ostatnio zmieniony przez Eric Henley dnia Wto 09 Cze 2015, 17:40, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Drzewo   

 

Drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-