IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 08 Maj 2014, 22:11

Skąd brał się ten upór? Było to trywialnie proste, a rozwiązanie tkwiło w samym charakterze Jasmine. Nauczono ją, by nigdy nie odpuszczać, a przekorna natura wręcz wymuszała na niej, by zawsze wrzucić swoje trzy knuty. Miało wyjść na jej i już. Gilgamesh był idealnym konkurentem do słownych bojów. Panna Vane miała jeden cel - pokazać mu, że się go nie boi i że nadaje się do drużyny. Skoro Evan Rosier wybrał ją do składu, a nie oszukujmy się - testy do najłatwiejszych nie należały - musiała być coś warta. Po tych wszystkich kłótniach mógłby ją już dawno wywalić na zbity pysk. Czemu tego nie zrobił Po prostu była za dobra. Jednak dyskryminacja płci żeńskiej w wykonaniu Niemca błagała o pomstę do nieba, więc zadaniem Jasmine było naprowadzić chłopaka z powrotem na dobre tory.
Wywróciła oczami,słysząc o perspektywie. Tak, Gil był od niej wyższy i mógł zaglądać jej wszędzie, co nie znaczyło, że spotykało się to z pełną aprobatą Jasmine.
-Mi to tam obojętne, co Ty robisz pod prysznicem, przynajmniej nie wejdziesz mi do kabiny, bo ja zdąże się w tym czasie cztery razy umyć.. ale chłopaki zastanawiają się, co Cię tak tam pochłania. -wzruszyła ramionami, jakby to była najmniej interesująca ją rzecz na świecie. Nadmierna uwaga poświęcona Gilgameshoi dawała odwrotny efekt, niż sie zamierzało, dlatego Jas skupiała się bardziej na własnych paznokciach jak na nim.
Jednak widząc wyszczerz chłopaka, Jas mimowolnie odwzajemniła to, nie mogąc się po prostu powstrzymać. Był zaraźliwy, a zołzy też się czasem uśmiechają.
Spojrzała z politowaniem na Niemca.
-Nie martwiła by się przy Tobie nawet o to, czy stracę włos z głowy, a co dopiero strój.... a co do ołtarzyków.. no wiesz, mam swoje wtyki w męskiej części domu Węża. -uśmiechneła się chytrze, bo to był jeden wielki blef, ale najwyraźniej podziałał na chłopaka o wiele mocniej, niż się można było spodziewać.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pią 09 Maj 2014, 07:16

Postanowił już nie ciągnąć tematu swojego prysznica, bo jeszcze zaraz Jas zacznie go posądzać o coś dziwnego. Prawda była taka, że ponad połowę czasu prysznica zużywał nie na mycie się, a na rozmyślanie nad sensem życia i nad głębią swej zajebistości. Jednakże nie każdy musiał to wiedzieć, bo jeszcze wszyscy zaczęli by robić to samo. A wolałby żeby męska część jego drużyny raczej nie myślała o nim pod prysznicem. To mogłoby być wyjątkowo deprymujące. Dlatego też zamiast werbalnej odpowiedzi, po prostu uśmiechnął się i zmrużył oczy na sekundę. Kiedy usłyszał uwagę o swojej rzekomej niegroźności, uniósł brew.
-Nie martwiłabyś się hm? No popatrz, czyli jednak jesteś dość naiwna-odparł spokojnie, jakby lekko rozbawiony. Doskonale zdawał sobie sprawę że próbowała go zgasić, ale zdecydowanie nie pozwoliłby sobie zamknąć ust w tak banalny sposób, chociaż gdyby te słowa wypowiedział ktoś inny, kogo mniej zna, miałby świetny powód aby się mścić. Ale nie w tym wypadku - lubił Jas, poza tym zachowywała masywność cycków, zresztą takie drobne werbalne ugryzienia po takim czasie były już codziennością.
-Meh, no to skoro już ktoś się wygadał, to dorzuć mi jeszcze stanik - powieszę na honorowym miejscu.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Wto 13 Maj 2014, 22:47

Dziewczyna nie bała się ani trochę Gilgamesha, nie sprawiał dla niej wrażenia groźnego.. był raczej takim próżnym i wpatrzonym w siebie lalusiem, którego opinia miała być najważniejsza na świecie. Nie miała więc problemu rozłożyć się wygodnie pod drzewem i obserwować mniej czy bardziej uważnie zachowanie i gesty chłopaka. Ziewnęła ostentacyjnie pokazując mu, jak bardzo nudzą ją jego dywagacje na temat naiwności.
-Naiwna? Ty po prostu nie przejawiasz dla mnie jakiegokolwiek powodu, bym się miała czegokolwiek bać... Twoje gadki już dawno nie robią na mnie żadnego wrażenia. -przymknęła oczy, lubując się przyjemnym wiatrem i szumem drzewa, pod którym się znajdowała.
Musiała korzystać z ostatnich chwil wolności.. i nie mowa tutaj o egzaminach, a o finałowym meczu Ślizgonów! JAki to problem zetrzeć na proch te miernoty..
-I może majtki do kompletu? -zapytała go ironicznie dając mu tym samym do zrozumienia, że nie dostanie ani jednego ani drugiego.. niedoczekanie. Spojrzała na Gilgamesha łaskawie. Dotknęła jego wyćwiczonych ramion i bezczelnie.. pomacała.
-No no... doskonałe mięśnie, dużo ćwiczysz ręcznie? -zapytała go ni to żartobliwie ni to poważnie. Faktycznie... mięśnie to miał imponujące, ale jak ona ma się do tego przyznać? Lepiej okrasić to sporą dawką ironii co by nie pomyślał, że serio zasługują na podziw.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Sro 14 Maj 2014, 23:20

W wypadku każdej innej dziewczyny, Gilgamesh poczuł się urażony, jednakże panna Vane od dawna miała specjalne prawa. Była takim jego nadwornym dogadywaczem, który dbał o to by panicz pozostał tak skromny jak teraz. Bo w końcu nie byłoby dobrze gdyby miał zbyt wysokie ego. Na szczęście go to nie czekało, po prostu znał swoją wartość.
-No popatrz, czyli jednak taktyka działa.-odparł tak jakby to był faktycznie genialny plan, który miał na celu osłabić jej czujność i wystawić ją na pastwę młodego Grossherzoga. Gilgamesh odchylił się do tyłu i spokojnie poleciał na trawę obok Jas. Tym razem miał szczęście - nie zahaczył o nic głową, a to było możliwe. To nie byłoby raczej przyjemne gdyby jego wspaniały manewr opadania został zakłócony przez jakieś odstające...cokolwiek. Swoją drogą nie najlepiej by było gdyby źle wymierzył i przypadkiem przygniótł biedną Ślizgonkę swoim boskim ciałem.
-Majtki? Phii, po co? Twoje już mam.-odparował tak jakby nie wyczuł ironii i mówił całkiem poważnie. Lubił swój udawany poważny ton. Do czego jak do czego, ale do udawania Gilgamesh nadawał się lepiej niż do czegokolwiek. Potrafił udawać wszystko - powagę, skruchę, miłość, nienawiść, orgazm. Dosłownie wszystko! Gdyby naszła taka potrzeba to i głupie kompleksy byłby w stanie udawać, z tym że taka potrzeba raczej w tym życiu go nie zastanie. Kiedy Jasmine tak bezceremonialnie zaczęła obmacywać jego idealne ramiona poczuł się trochę jak towar na półce sklepu. Nu nu nu, tak nie wolno robić, no tak nie wolno robić!
-Obsługa pałki swoje robił.-odparł wyszczerzony, doskonale zdając sobie sprawę że mogło to zabrzmieć conajmniej źle. Szczególnie że jego rozmówczyni była Ślizgonką, a tacy potrafili wszystko odebrać dziwnie. Swoją drogą, wpadł mu głupi i bezczelny plan do głowy, który mógłby zdecydowanie poirytować towarzyszkę jego rozmowy. Co prawda wychodziło to trochę poza zwykła wymianę uprzejmości, jednakże co tam - raz się żyje. Przyjął beznamiętny wyraz twarzy, dotknął jej piersi, jednakże odpuszczając sobie nadmierne macanie, po czym zabrał rękę i próbując parodiować jej ton rzucił:
-No no...doskonałe piersi, prawdziwe?
Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego że reakcja koleżanki może się odbić na jego twarzy na wiele dni, jednakże uznał że jeśli jest szansa że w ten sposób ją troszkę poddenerwuje, to zdecydowanie warto. Swoją drogą, jego "komplement" akurat kłamstwem czy tylko żartem nie był. Jasmine zdecydowanie była hojnie obdarzona, chociaż wolałby o tym raczej nie myśleć. Tak na wszelki wypadek.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Pon 19 Maj 2014, 23:44

Znajomość z Gilem miała swoje dobre i złe strony, ale Jasmine już dawno znalazła na niego haka. Po prostu nie dała się wywalić z drużyny, a nawet więcej, pokazywała, że nie trafiła tam przez przypadek.. uniosłą brew w wyzywającym geście i zgromiła chłopaka wzrokiem.
-Taktyka? Jaka taktyka, Gil, nie jesteś w stanie mnie niczym zaskoczyć ani wzburzyć. -prychnęła niczym rozjuszona kotka. Przyjemny wiaterek owiewał jej skórę i dawał chociaż chwilę ukojenia. Jasmine nie przepadała za nadmiernym słońcem, dlatego wypad pod drzewo, gdzie było mnóstwo cienia wydawał jej się najlepszym rozwiązaniem.. cóż. Gilgamesh miał chyba ten sam plan. Rozłożył się wygodnie, tylko o parę cali omijając Jasmine. Ta spojrzała na niego rozbawiona i pokręciła głową. Chłopcy..
Jego poważny ton zadziałał jak sygnał alarmujący i Jasmine trochę za szybko odwróciła głowę.
-Co? Skąd? Do sypialni nie masz wstępu, a swoje.. mam na moim jędrnym tyłeczku cały czas. -wykryła w tym ironię, chociaż początkowo zareagowała jak on w kwestii ołtarzyka.. już myślała, że Franz jej jakiejś zabrał podczas nocnej schadzki i potem się nimi chwalił.. no ale. Ich pokrętny związek należał do ściśle tajnych i nikt oprócz nich samych o nim nie wiedział.
Roześmiała się po komentarzu Gila. Obsługa pałki.. dwuznaczności były wpisane w ich rozmowy od samego początku. Odsunęła rękę by przerwać te ostentacyjne "macanie" jego mięśni.
Pannę Vane jednak nieco zmroziło kiedy poczuła, że Gil w odwecie dotyka jej biustu. Ciśnienie lekko jej podskoczyło i w pierwszej chwili, w ramach obrony własnej chciała faktycznie zdzielić Gila po twarzy... ale powstrzymała się. Wyprostowała się, biorąc głęboki wdech.
-No wiesz co! Śmiesz wątpić w ich prawdziwość?! -fuknęła rozeźlona taką dywagacją. Nie była by sobą, gdyby się nie zemściła.
Również się położyła, ale zaraz potem odwróciła tak, aby wisieć nad Gilem oparta na dłoniach. Dobrze, że miała trochę siły w rękach by utrzymać ten stan rzeczy.
-Jak sam widzisz, reagują na grawitację, czyli muszą być prawdziwe. -stwierdziła dobitnie wiedząc, że Gil ma przed oczami właśnie jej dekolt. Uśmiechnęła się ironicznie. Wróciła do wcześniejszej pozycji. Dwa jeden dla niej.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 22 Maj 2014, 20:50

-Taktyka, jaka taktyka, nie jesteś w stanie mnie zadziwić-przedrzeźniał ją. A co, mógł sobie chłopak pozwolić. Małe zirytowanie panny Vane zawsze było mile widziane, w jego rozkładzie dnia. Lubił ten rodzaj kontaktu.
-Widzę że masz tą kwestię wyuczoną co? Na każdym treningu chyba to słyszysz.-rzucił i się uśmiechnął, w lekko złośliwy sposób. Chociaż to nie była jego riposta życia. Zdecydowanie średnio mu to wyszło. Poziom doskonałości tej odzywki, był na zaskakująco niskim poziomie. Za dużo słońca. To na pewno wina słońca. Wzmiankę o majtkach mógł skomentować tylko w jeden sposób - prawie dokładnym cytatem. Zrobił głupią minę i starając się wiernie oddać kobiecy głos Jas, powiedział:
-No wiesz, mam swoje wtyki w żeńskiej części domu Węża
I wtedy dopiero go zaskoczyła. Był z niej dumny - mimo że zwykle mniejwięcej spodziewał się co zaraz zrobi, to teraz udało jej się wywrzeć na nim spore wrażenie. Bez żadnych oporów spojrzał jej w dekolt fachowym okiem. Hmm, kształt odpowiedni, wielkość bez zarzutów i faktycznie - podlegały grawitacji. Był zadowolony takim stanem rzeczy, jednakże niestety nie trwało to długo. Nie zdążył się napatrzyć! Mimo wszystko z uprzejmości postanowił okazać swe uczucia, więc zrobił zaskoczoną minę. Trwało to chwilę, jednakże nie byłby sobą gdyby dłużej się tym przejmował. Uśmiechnął się więc lekko i rzekł:
-No no, zarówno w dotyku jak i z wyglądu są całkiem niezłe. W rankingu szkolnych biustów zajmujesz szlachetne trzecie miejsce. Jestem z Ciebie dumny Jas.
Skłamał. Tak naprawdę to był drugi najlepszy szkolny biust jaki miał okazje zarówno zobaczyć, choć nie w pełnej okazałości, jak i dotknąć. Ale przecież nie mógł sie przyznać i musiał zaniżyć. Nie mógł być zbyt miły, to by źle na niego wpłynęło. Przecież miałby kaca moralnego przez najbliższy tydzień, gdyby za bardzo ją skomplementował! Zaczynał się zastanawiać, czy to byłoby zbyt okrutne, gdyby poprosił aby zdjęła dla niego stanik by mógł ocenić je lepiej, jednakże wtedy przypomniał sobie o tym, że miał wysłać list z pogróżkami. Jak mógł zapomnieć?
-Wybacz że nie mogę przyjrzeć się im dokładniej, jednakże pora na mnie. Następnym razem Jas, następnym razem.-rzucił po czym rozeszli się, każde w swoją stronę.

z/t x2
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 26 Cze 2014, 21:17

Henry przechodził korytarzem ze stosem ulotek w rękach i w torbie. Upiorni Wyjcy w Hogsmade! Nie mógł tego przegapić. Tak więc na prośbę Madame Rosmerty razem z Harley rozdawał wszystkim ulotki i przyklejał je gdzie się dało. Nie można przegapić takiego wydarzenia! Upiorne Wyjce pojawiały się w Hogsmade baardzo rzadko, a ich sława była potężna. Przykleił zwitek do drzewa, uśmiechnął się do zdjęcia i pognał dalej przed siebie.



UPIORNE WYJCE W HOGSMADE





Uwaga ludzie! Frank Lemarchal, wokalista i lider zespołu Upiorni Wyjce, we wczorajszym wydaniu Czarownicy powiadomił swoich licznych fanów o nadchodzącym koncercie w Hogsmade. Odbędzie się on 10 lipca 1977 roku, niedaleko Wrzeszczącej Chaty.




Mało tego! James Backerman, sławny gitarzysta zapowiedział, że do wygrania będą ekstra koszulki Upiornych Wyjców. Jest to główna nagroda przewidziana za najlepiej wykonany jego ulubiony utwór pt "This is the night". Koszule są unikalne, niedostępne w żadnym sklepie, tylko podczas koncertu w Hogsmade. Nie możecie tego przegapić!



Koszt biletu wynosi tylko 40 galeonów, zaś miejsca VIP i w  Loży Honorowej (tuż obok naszego zaproszonego Ministra Magii) 80 galeonów. Połowa środków zostanie przekazana na akcje charytatywne, które mają na celu pomoc osobom poszkodowanym przez działalność Śmierciożerców.



Bilety można nabyć u wspaniałej Madame Rosmerty, która wyjątkowo zgodziła się prowadzić punkt sprzedaży od godziny 10:00 do 21:00 w "Trzech Miotłach" od poniedziałku do soboty. Za kupno pierwszych dziesięciu biletów, zobowiązała się podarować po jednym piwie kremowym, a więc nie zwlekajcie! Liczba biletów jest ograniczona!

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 17:51

Dziwny był ten dzień dla Mortimera. Najpierw rano gdzieś zginęła mu skarpetka, a druga utknęła w bucie. Idąc w poszukiwania pierwszej skarpetki, chłopak wszedł na klocek, którym bawił się jego współlokator. Ten niemiłosierny ból w podeszwę był naprawdę nie do zniesienia. A później już tylko uderzenie małym palcem o framugę. Kurde twarz, Mortimer naprawdę był niezdarą, ale nie aż takim jak dzisiaj. Po zjedzonym śniadaniu w Wielkiej Sali, chłopak wyszedł na lekcje na których będąc znowu aktywnym nie zauważył, gdy zadzwonił ostatni dzwonek oznaczający koniec dziennych zajęć. Teraz już tylko zajęcia wieczorem. Patrzenie przez teleskop, a później patrzenie przez niego na stado lecących ptaków.
Chcąc poświęcić ten czas jak najlepiej, chłopak postanowił oddać się głębokiemu czytaniu interesującej książki o czarodzieju Cantellocie.
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 18:00

Szedł przez zalane słońcem błonia. Jego celem było wyrastające z ziemi, wielkie drzewo. Na jego twarzy gościł chytry uśmieszek. Prawie nigdy nie opuszczał jego twarzy. Przeczesał ręką włosy i wreszcie dotarł. Zauważył znajomą, rudą czuprynę. Wyciągnął różdżkę zza pazuchy szaty i rzucił zaklęcie Wingardium Leviosa. Książka, którą chłopak czytał wylądowała gdzieś koło. Co, jak co, ale z Filchem zadzierać nie chciał. A nie wiedział, czy to własność szkoły, czy tego kujona.
- Proszę, proszę... Kogo my tu mamy? - zadrwił. Akurat teraz miał ochotę na kimś się wyżyć, a ten dureń się napatoczył. - Jak tam leci, mugolaku? Brudna krew... - wycedził przez zaciśnięte zęby Christopher. - Nie jesteście potrzebni społeczeństwu czarodziejów. Szlamy... - pokręcił przecząco głową. Takiego stosunku do czarodziejów o tym statusie krwi nauczył go jego ojczulek. Rodziciel stchórzył. Uciekł. Zostawił go samego z matką, która zwariowała. Tak. Ciężkie on miał życie. Ale teraz tego rozpamiętywać nie mógł. Wycelował różdżką w ofiarę...
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 18:10

- Świetnie. Przybył kolejny fanatyk czystej krwi. Widziałem już was takich setki dzisiaj. Może dasz mi w końcu odpocząć, Chris? - prychnął Mortimer zajadając się dopiero co odpakowaną czekoladową żabą. Świetnie, znalazł drugą kartę czarodziejów. Zawsze to jakieś dobre wspomnienie z dzisiejszego dnia. Jak mówią "Cześć, dzisiaj znowu trafiłem do obręczy na stadionie. A ty co dzisiaj znalazłeś?" to on odpowiada "A ja znalazłem kartę czarodziejów". Taa, odpowiedziałby tak, gdyby miał w ogóle jakiś znajomyh, którzy z chęcią odzywaliby się do niego. Mortimer był po prostu odludkiem.
Nie lubił jednak, kiedy ktoś mówił do niego z takim tonem jakby się nim brzydził. Zresztą każdy ślizgon czy fanatyk czystości tak mówił do chłopaka. - A tak apropos, jak tam twoja mama? - Nie wyczuwał tutaj żadnego podtekstu do wyśmiania. Szkoda tylko, że nie w porę ugryzł się w język. Nie chciał denerwować swojego gnębiciela.
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 18:24

Christopher syknął przez zęby. Wściekłość opanowywała go całego... Oczywiście się nie poddał, a kontynuował.
- Nie mów o niej w mojej obecności. W ogóle o niej nie mów... - wycedził. Nie mógł używać zaklęć na innym uczniu, nie teraz, gdy był ranek, a na błoniach patrolował nauczyciel. Spojrzał na niego z góry, był tylko trochę wyższy. Żaden głupi, przemądrzały Puchon nie miał prawa odzywać się na temat matki Christophera w jego obecności. - A jak tam twoi rodzice, mugole? Słyszałeś w proroku codziennym? Śmierciożercy walczą, zabijają niewinnych. Może wśród nich znajdą się twoi rodzice? Mam nadzieje - parsknął śmiechem. Wiedział, że to co mówił jest złe, jednakże w pewien sposób go to śmieszyło, odprężało. Mógł odreagować, a ten uczeń był tam, gdzie był Chris. Więc czemu miał nie korzystać z tych licznych okazji do poniżenia go? - A tak właściwie... Zastanawiałem się ostatnio, czy tam... U mugoli też tak się nad tobą znęcają. Czy może im się stawiasz? - zaśmiał się sztucznie. I wtedy rzucił chłopaka na twardy grunt. Stanął nad nim, był silniejszy i sprawniejszy. Jednak tamten był inteligentny i Christopher zawsze się dziwił, dlaczego nie przydzielono go do Ravenclawu. - Krukon, Puchon... Nieważne... Gdzie się podziali twoi obrońcy? - chwycił jego różdżkę i rzucił ją pod drzewo.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 18:33

- Nie wstydź się swoich rodziców. To na pewno mili ludzie. - Zdołał tylko na to odważyć się Mortimer, który następnie po prostu zaczynał słuchać obelg na swój temat i swojej rodziny. - Wiesz, tam jest inne życie. A tutaj jestem tylko Mortimerem. - Powiedział krótko puchon. Chciał nawet odpowiedzieć mu tak, jakby odzywał się do niego chłodno. Ale nie wychodziło mu to. Będąc popchniętym na ziemię, chłopak chciał wstać, ale silniejszy od niego Christopher po prostu przycisnął go do podłoża swoją nogą. Cóż, takie było życie i taka hierarchia. Słabe osobniki muszą uginać się pod ciężarem silniejszych. Krótka ekologia. - Nigdy nie będą na celowniku. Są mądrzejsi o stokroć więcej niż ty i cały przeklęty Slytherin. - Widząc jak chłopak wyrzucił różdżkę Mortimera pod drzewo, puchon tylko jęknął przestraszony. - Moja różdżka.
Christopher Richardson
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 19:21

- Moja różdżka - zaczął naśladować swoją ofiarą. - Szybko jej nie odzyskasz... A teraz wybacz, ale muszę się na kimś wyżyć, a jesteś tutaj ty - rzucił krótko. Christopher był bardzo agresywny, ale co się dziwić. Wpajano to chłopakowi już od najmłodszych lat. Miał pójść w ślady swojego ojca, śmierciożercy. - Moi rodzice to nie mili ludzie. Moja matka jest wariatką, która siedzi u Munga, a ojciec pieprzonym przestępcą. - Sam nie wiedział czemu to powiedział. Może chciał się komuś wyżalić, znaleźć osobę, której zawsze mógłby się zwierzyć. Jednak nie może być nią ten Puchon. O nie może pokazać, że gdzieś tam daleko, w środku, był słaby. Psychicznie, bo fizycznie był wyszkolony wręcz znakomicie. - A jeśli o tym komuś powiesz to ci się oberwie... - Następnie przygwoździł ofiarę do ściany i posadził go na ziemi. Różdżkę Mortimera rzucił gdzieś w krzaki. - A może... Wytłumaczysz mi co tam innego jest u Mugoli?
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 20:37

Był ranek, a jego organizm jeszcze nie przyzwyczaił się do zmiany rytmu dobowego. Zamierzał położyć się po porannym patrolu, odciążając swoją nadgorliwością kilku nauczycielskich śpiochów. Harry’emu zostały jeszcze do sprawdzenia okolice jeziora, aby upewnić się czy wszyscy uczniowie podążają powoli w stronę sal lekcyjnych. Zamierzał dopełnić swojego obowiązku, nie widząc na horyzoncie żadnych komplikacji. Pojawiły się one, kiedy wyszedł zza rozłożystego drzewa nad brzegiem, a jego spojrzenie pomknęło w kierunku kępy drzew. A dokładniej jednego drzewa. Dużego. Pod którym leżał jakiś uczeń, kulący się przed nadchodzącym ciosem górującego nad nim dryblasa.
Harry przyspieszył kroku, zachodząc uczniów w taki sposób, aby nie dostrzegli jego sylwetki przedwcześnie. – Co tu się dzieje – zagrzmiał w niedokończonym pytaniu, pochylając się nad jedną z rozłożystych gałęzi. Na jego twarzy wymalowane było zaskoczenie, ale w ciemnych oczach krył się uśpiony gniew. Skrzyżował spojrzenie z ciemnowłosym chłopakiem, kątem oka sprawdzając znaczki przyczepione na mundurkach uczniów. Był pewien, że żaden z uczniów nie odpowie na jego pytanie i obaj zaczną udawać najlepszych przyjaciół, aby tylko uniknąć szlabanu. – Wasze nazwiska i rocznik – rozkazał bez krztyny współczucia w głosie, chociaż sytuacja w jakiej się znalazł była zupełnie…nowa. Przystąpił z nogi na nogę, w oczekiwaniu na skruchę.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Drzewo   Czw 18 Gru 2014, 20:47

- Moja różdżka. - Jęknął znowu Mortimer, próbując odrzucić z siebie nogę Christophera i pójść po nią. Różdżka była jego całym życiem. Owszem, stać go było na nową, ale ta była unikalna, Mortimer był z nią aż do obecnego momentu. Zżył się z nią, a ona pewnie z nim także. Jednak Mortimer był słaby i nie miał sił, aby to uczynić. - Wiesz co jest takie w mugolach, czego nie ma w was? Jest to, że... - I w tym momencie Mortimer dokończyłby zdanie, gdyby nie to, że usłyszał donośny głos mężczyzny starszego od nich. To był profesor Milton, nauczał na próbnym okresie ONMS. Według Mortimera był on groźny, ale gdy poznało się go lepiej to pewnie byłby super facetem. Tego sam chłopak nie będzie wiedział bo nie miał chwili na dłuższe rozmowy z nim. Jedynie co chciał to powiedzieć to: - Panie profesorze, bo on.... - I przerwał. Chciał to powiedzieć, ale bał się. Nie bał się odpowiedzi nauczyciela, ale samego Christophera, który mógłby wyrządzić późniejszą karę Mortimerowi, albo co gorsza... Piffiemu. Apropos Piffiego, ten sympatyczny znikacz w pewnym momencie rozbłysnął na niebie i pojawił się już blisko Mortimera ćwierkając radośnie. - Piffy! - Krzyknął uradowy Mortimer, który teraz przytulał i głaskał po dziobie swojego pupila.
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Drzewo   

 

Drzewo

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-