IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sro Kwi 30, 2014 5:03 pm

Ona nie wyobrażała go sobie jako swojego męża. A jak to było z nim?
Przez chwilkę na jego ustach zagościł lubieżny uśmiech, a wszystko to na myśl o wspólnej nocy poślubnej. Jednak nie ma się co czarować, nie ma u niej szans. Wrócił zatem do rzeczywistości, która nie okazała się przyjemna.
- No tak. - burknął tylko pod nosem, bo i cóż więcej mógł powiedzieć? Został skrytykowany, i choć była to odpowiednio delikatna i konstruktywna opinia, uraziła jego iście Ślizgońską dumę. Mimo to nie dał tego po sobie poznać, uśmiech pozbawiony ironii tak czy inaczej był rzadkim gościem na jego twarzy, a naburmuszenie bardzo często przypisywano rozpieszczonym chłopcom z wyższych sfer.
- Problem w tym, droga Chantal, że jestem bardzo przywiązany do tej grzywki i...
Zadrżał delikatnie kiedy dotknęła jego włosów, mało komu pozwalał na taką poufałość. Kiedy ktoś dotykał kruczoczarnych kosmyków Blais zazwyczaj czuł się jakby ktoś kładł łapska na drogocennych rzeczach, które w dodatku bardzo łatwo uszkodzić.
Czy ufał krewnej na tyle, by oddać swoją fryzurę w jej zadbane dłonie? Cholera, ciężki wybór. Może świadomość, że jest mistrzynią eliksirów powinna mieć jakieś znaczenie? Czy będzie w stanie pomóc mu kiedy coś pójdzie nie tak? Zerknął na odbicie w szybce i z ulgą stwierdził, że kobieta trzyma w dłoni różdżkę, a nie mugolskie narzędzie zbrodni.
W końcu podjął decyzję. Czas pozbyć się dziecinnego wyglądu. Może po tej małej metamorfozie Alecto w końcu się do niego przekona?
Niepewnie skinął głową, a w końcu odetchnął i z ironicznym półuśmieszkiem wypowiedział ciche...
- Działaj, ciotuniu. Tylko bądź ostrożna.
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Maj 01, 2014 5:41 pm

Roześmiała się perliście, delikatnie.. jak nie ona. Darzyła sympatią Danielka, więc jego strach o grzywkę był dla niej uroczy.
-Oj... przecież mi ufasz, prawda? -zapytała go, lecz ton ten wskazywał, że jeśli zaprzeczy, spotka się to z ostrym niezadowoleniem profesor eliksirów. Jeszcze raz spojrzała w szybę komody, która podziałała jak lustro. Zaczęła układać jego włosy w zadowalający ją sposób..
-Grzywka jest urocza, ale czas skończyć z opinią małego, słodkiego chłopca... a na pewno spodoba się to kobietom.. wiem co mówię, jestem jedną z nich. -nachyliła się, przykładając swój policzek do policzka Ślizgona. Wpatrywali się razem w swoje odbicie w szybie, któe prezentowało się nadzwyczaj dobrze.
-Będę ostrożna, wierz mi... -ucałowała swymi wargami skórę na policzku, co powinno mieć wydźwięk buziaka, jaki ciocia może dać ukochanemu siostrzeńcowi czy bratankowi.. Wyprostowała się i zebrała kosmyk włosów w dwa palce. Przejechała nad nimi różdżką, a ciemne włosy spadły na podłogę. W ten sposób kontynuowała obcinanie. Ucierpiała i grzywka Ślizgona, skrócona o znaczną długość. Trwało milczenie ze strony Chantal, nie komentowała reakcji Daniela na jej zabiegi. Kiedy uznała, że wystarczy tego "skalpowania", wzięła z półki pewien specyfik i wzięła go odrobinę na palec. Przyjemnie pachniał bzem. Roztarła go w palcach i przeczesała włosy chłopaka. Uniosła przód do góry i nieco w bok. Postawiła na bardzo artystyczny, ale utrzymany w ryzach nieład. Zadowolona ze swojego efektu w końcu odezwała się.
-Voile'a. Jak dla mnie... drapieżnie i przystojnie. -skomentowała nieskromnie swoje dzieło.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Nie Maj 04, 2014 7:55 pm

Pierwsze kosmyki, tak jak i wszystkie inne, które później spadły na ziemię nie były mu obojętne. Ze smutkiem obserwował jak podłoga wokół miejsca, w którym siedział pokrywa się czarnymi jak smoła włosami. Nie cierpiał długo - w końcu zamkną oczy i w pełni oddał się w doświadczone ręce czarownicy. Przecież ta różdżka, magia, która się w niej kryła la każdego czarodzieja była całym życiem, to zupełnie zrozumiałe, że wszystko co nią robi będzie wykonane po mistrzowsku.
Tak przynajmniej powtarzał sobie w myślach. Ufaj ciotuni, ufaj ciotuni, tylko ufaj ciotuni. I nie daj po sobie poznać ile cię to kosztuje. to była jego mantra.
W końcu jednak koszmar dobiegł końca, kosmyki przestały opadać, Chantal przeczesała jego włosy palcami, aby sprawdzić końcowy efekt i Danielek zorientował się, że wytrzymał do samego końca. Niepewnie uchylił jedną powiekę, potem drugą i przyjrzał się blademu odbiciu w szybie. Nie był pewien co ma zrobić. Krzyczeć? Cieszyć się?
Zdecydowanie było inaczej. Grzywka z ulizanej zmieniła się na pełną objętości i niełatwą do potargania, w przeciwieństwie do poprzedniej. Skrócone po bokach włosy wyszczuplały jego twarz i wreszcie nadały jej właściwy kształt. Będzie potrzebował czasu, by w pełni zaakceptować nowy wizerunek, ale stwierdził, że wyszło całkiem nieźle. Może Alecto spojrzy na niego łaskawszym wzrokiem?
- Chyba wiem do kogo w razie problemów zwrócić się o radę - obdarzył ciocię uśmiechem, wyjątkowo pozbawionym ironii i wypił ostatniego łyka herbaty z filiżanki. Potem zerknął na drogi zegarek zdobiący jego nadgarstek i westchnął, niezadowolony.
- Jako że jestem grzecznym prefektem naczelnym, wypadałoby już iść, robi się późno, w zasadzie to już zaczęła się kolacja. Dzięki za wszystko... Chantal. Smacznego posiłku.
Z pewną obawą czy nie przypłaci tego gestu życiem ucałował policzek nauczycielki i wyszedł dotykając palcami nowej czupryny.
Cóż... ładnemu we wszystkim ładnie - pomyślał i opuścił gabinet Lacroix.

z/t
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Wto Maj 20, 2014 8:37 pm

Los wydawał się nie być łaskawy dla pani.. przepraszam, panny Lacroix. Parę dni temu, gdy weszła do sali eliksirów przeżyła istny szok. Wypracowania uczniów leżały w ogólnym nieładzie po całej sali. Atrament wsiąknął w drewno biurka... krzesła były powywracane, szafka na ingrediencje leżała w kawałkach u jej stóp.. okruszki kryształowych fiolek chrzęściły pod obcasami, a biurko stało pod dziwnym kątem pod samym oknem. Przez chwilę Chantal stała nieruchomo i nawet jej oczy nie zdradzały, jakie emocje się w niej kłębią. To była cisza przed burzą.. w momencie jej włosy zaczęły żyć własnym życiem. Przybrały kolor intensywnej czerwieni... zwykle, gdy była poirytowana przybierały kolor bordowy, ale teraz to było coś innego.. to była żądza mordu. Wystrzeliła jak z procy i otworzyła drzwi na korytarz. Pech chciał, że naprzeciwko sali stałą grupka Gryfonów z pojedynczymi jednostkami Puchonów.
-Myśleliście, że się nie dowiem?! JAZDA SPRZĄTAĆ MI TEN SYF! -ryknęła tak, że aż szyby się zatrzęsły. Na nic zdały się ciche tłumaczenia Gryfonów i Puszków. Jedno spojrzenie nauczycielki i cała grupka wleciała do sali. Zanim zabrali się za sprzątanie odebrała im różdżki.
-Ręcznie narobiliście chaosu to i ręcznie go opanujecie. Pan Filch na pewno was dopilnuje. FILCH! -warknęła, a woźny jakby czekał na taką gratkę. Chantal wyszła z lochu trzaskając drzwiami tak mocno, że najbliższa nich pochodnia spadła z hukiem. Nie obchodził ją los uczniów, ktoś musiał to posprzątać, padło na nich. Podejrzewała nawet, że gdyby trafiło na Ślizgonów to i im by się dostało... no, może kazała by im znaleźć kozłów ofiarnych.
Chantal jeszcze nie wiedziała, że to był wierzchołek góry lodowej. Później był mecz finałowy Slytherinu. Grali na prawdę dobrze! Strategicznie i tak dalej.. ale przegrali. Chociaż w sercu Chant zagościł ból, była by gotowa przełknąć tą gorzką porażkę, gdyby nie ON. Pojawił się niewiadomo skąd, przypominając o szkole.. o kłótni.. o rozstaniu.. o czekaniu. Po czternastu lat. I zachowywał się jakby nigdy nic się nie stało. Miał szczęście, że gdy ją wyprowadził to ta odeszła bez słowa, bo jakakolwiek próba rozmowy skończyła by się morderstwem. Morderstwem Diarmuida oczywiście. Po tym spotkaniu weszła do gabinetu i zaszyła się w najciemniejszym jego kącie, chcąc w spokoju wyzbyć się złości. W afekcie rozbiła parę butelek, ale szybko się zreflektowała - nie powinna niszczyć tak drogich dla niej rzeczy. Była głucha na wszelakie listy i pukania do gabinetu. Miała wolne od zajęć szkolnych, więc jej się należało. Późnym wieczorem wybyła do Hogsmeade na parę drinków i pobyć w towarzystwie starych znajomych. Nie wróciła na noc do zamku, śpiąc w pokoju gościnnym u Madame Rosmerty. Znały się dość dobrze, stara znajomość ze szkoły. Chantal straciła rachubę czasu. Następnego dnia przypomniała sobie o ważnym zakupie na ulicy Pokątnej, więc skorzystała z okazji. Pieczołowicie opakowana paczka z jadowitymi kolcami tentakuli. Wróciła do zamku późnym popołudniem i znowu była głucha na wszelakie próby dobicia się do niej. Wkładając składniki na półkę trąciła pudełko, które z cichym łupnięciem wylądowało na podłodze. Wieko zsunęło się, odsłaniając zawartość. Kupka zdjęć oraz.. zaraz.. czy to błysnęło srebro? Chantal podniosła pudełko. Zdjęcia pochodziły z czasów szkoły. Usiadła na skraju łóżka, przeglądając je. Oczywiście się ruszały. Ona z koleżankami ze Slytherinu... zdjęcie w drużynie, gdzie była ścigającą.. zdjęcia... Chantal wrzuciła zdjęcia z powrotem. Durne sentymenty... które najmocniej związane były z srebrnym świecidełkiem. Podniosła go na wysokość oczu. Medalion... srebrny medalion. Prezent od Diara... Ręczna robota goblinów. Nie musiała go otwierać, wiedziała co było w środku. Ich zdjęcie. Drobiazg, ale dla Chanti to było coś więcej.. obietnica. Obietnica wiecznego uczucia... obietnica, która według Lacroix została zerwana.
-Bajka dla dzieci. -warknęła rozeźlona i.. rozczarowana? Rzuciła go do szuflady biurka, ale zrobiła to tak nierozważnie, że tylko połowa znalazła się w środku.. łańcuszek zwisał smętnie po stronie gałki. Chantal nie lubiła wspomnień. Bolały. Poszła spać, licząc, że po przebudzeniu będzie lepiej.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Wto Maj 20, 2014 11:43 pm

Dopiero pierwszy raz od paru dni czuła to błogie zmęczenie, które pozwoliło by jej zasnąć bez większych problemów i śnić.. błogo śnić, oderwać się od problemów życia codziennego. Chciała odpocząć. Stroniła od gwaru szkolnego budynku i wychodziło jej to na dobre. I nie widziała Diarmuida, to też należało uznać za plus tej całej sytuacji. Miękka poduszka, delikatna pościel i już odpłynęła... nie pamiętała do jakiej krainy zabrał ją Morfeusz. Było jej zbyt dobrze... lecz potem coś się zepsuło. Burza? Strasznie grzmiało.. huczało w jej głowie..
Chantal ocknęła, nie do końca jeszcze orientując się, co się dzieje. Hałas nie ustępował. Spojrzała na zegarek. Dochodziła trzecia w nocy, ale pogoda nie wskazywała na to, że szaleje wichura. Dopiero teraz do niej doszło, że ktoś walił w drzwi i wyraźnie nie chciał przestać. Zaklęła soczyście i po omacku chciała znaleźć różdżkę by pogonić szaleńcza.. ale zaraz uznała, że to może ktoś z gona pedagogicznego. Tylko oni mogli przyjść o tak późnej porze. Chcąc nie chcąc wyplątała się z pościeli pozwalając, aby jedwabna koszula nocna opadła na biodra. Zawsze spała w tego rodzaju kusych koszulach nocnych. Ceniła sobie wygodę. Po ciemku znalazła szlafrok i narzuciła go na ramiona, chociaż prawie od razu się z nich osunął. Jedwab był bardzo śliski.. Starając się nie przewrócić podeszła do drzwi i odblokowała zamek. Otworzyła drzwi i dopiero po sekundzie zrozumiała, że sto w nich.. Diarmuid. Przez chwilę miała nadzieję, że się jej to śni. Szlafrok zsuwał się z ramion odsłaniając czego nie miał, włosy były lekko rozczochrane, a oczy zaspane. Oparła się o framugę, trzeźwiejąc.
-Mam nadzieję, że masz na prawdę bardzo dobry powód by mnie nachodzić o trzeciej w nocy.. bo inaczej w Proroku Porannym napiszą o morderstwie w afekcie. -przywitała go dosyć chłodno. Zakryła usta, kryjąc ziewnięcie.
-O tej porze każdy normalny człowiek śpi. -mruknęła jeszcze, przeczesując włosy palcami. Musiała wyglądać jak ostatnia sierota. Czego on oczekiwał? Powitania chlebem i solą?
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sro Maj 21, 2014 1:14 am

Chciała go spławić jak najszybciej.. wyglądał dosyć zabawnie, gdy go wyraźnie zatkało na jej widok. Musiała wyglądać na prawdę źle... albo nie spodziewał się jej zastać. Po co więc przychodził? Uniosła brew w wyrazie oczekiwania i zniecierpliwienia. Poprawiła niedbale ześlizgujący się szlafrok, który prawie od razu znowu opadł. Durny materiał..
-A więc? Czas Ci się kończy. -zauważyła dobitnie. Stali jak słupy stoli w progu drzwi do jej gabinetu czekając.. na co? Sprawa, z którą ją chciał niepokoić Diar najpewniej była błaha.. Jego odpowiedź zbiła ją z tropu. Zamrugała speszona, a chłodny wyraz twarzy rozproszył się. Szybko jednak przybrała wyraz niedowierzania połączonego z poirytowaniem.
-Jakie to słodkie.. jak widzisz, jestem cała, zdrowa, więc możesz...-nie zdążyła skończyć, bo Diarmuid wszedł do jej gabinetu jak do siebie. Odwróciła się i wywróciła oczami. No pięknie.. sądziła, że szybko to załatwi. Skrzyżowała ręce na piersi i wpatrywała się uparcie w twarz Diara, czekając na wyjaśnienia i okazję.. by go stąd wyrzucić.
-Nie wydawało mi się, abym Cię zapraszała do środka... -mruknęła cicho, ani trochę nie przybliżając się do "gościa". Wiedziała, że złamanie pewnej magicznej bariery może źle podziałać.. na oboje. Chantal mogła by go na przykład uszkodzić. Jego troska była..rozczulająca. I nawet Chantal to pochlebiało.
-Urocze Diar.. nawet bardzo. Jak już mówiłam, widzisz, że nic mi nie jest. Jestem dorosła i mogę przebywać gdzie chce i z kim chce i jesteś ostatnią osobą, której mam się z tego tłumaczyć. -mogłą mu pogratulować. Już nie chciało jej się spać,a jego obecność znowu przyprawiała ją o niezdrowe skoki ciśnienia. Znowu jakaś jedna setna część jej serca - o ile takowe miała - krzyczała z radości, że widzi go w tak luźnym, ale dopasowanym stroju i w dodatku, że się martwił o Chantal.
-Teraz będziesz mógł spać? Jak nadal masz problemy to powiedz, dam Ci po znajomości jakiś eliksir nasenny.. ja wiem.. może Wywar Żywej Śmierci? -zaironizowała. Jak widać jej najlepszą obroną był.. atak.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sro Maj 21, 2014 11:53 pm

Oczy.. niebieskie oczy Diarmuida były jedynymi wrotami do jego uczuć i emocji. Mimo tak długiej przerwy Chantal nadal pamiętała jak odczytać każdy błysk czy mrugnięcie, tak jak on robił to po jej kolorze włosów. Kiedy więc parsknął zniecierpliwiony jej reakcją, poczuła chłodny dreszcz przechodzący przez kręgosłup. Na Merlina, był Ślizgonem, potrafił pokazać się i od tej złej strony. Jak w sumie każdy. Przekrzywiła głowę, powodując, że jej ciemne loki spłynęły kaskadą na bok. Faktycznie był zmartwiony.. tylko Chantal nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Powinien był ją nienawidzić. Na pewno nie przychodzić od trzeciej w nocy z powodu bezsenności.
Oparła dłonie na biodrach, przybierając przez to bardzo wyzywającą pozę. Uciekał wzrokiem.. w sumie się nie dziwiła. Stała przed nim w koszuli nocnej, która więcej odsłaniała jak zasłaniała z szlafrokiem, który notorycznie spływał z jej ramion. Nie odzywała się, słuchając każdego słowa Diarmuida, jakby spijając je raczej niczym najsłodszy nektar. Mina jednak na to nie wskazywała. Serce jednak biło. Rozpaczliwie, czując obecność kogoś, kto był.. a raczej nadal był jej bliski. Chantal jednak uważała, że czas wiele zmienia.. a może nie zmieniał? Sama juz nie wiedziała.
To, jak on wypowiadał jej imię.. zawsze w pełnej formie. Miękko. Czule. Jakby cholera nic się nie zmieniło.
W pierwszej chwili nie zarejestrowała, że do niej podszedł. Gdy już to pojęła, było za późno. Loki musnęły jej skórę i znowu przeszedł ją dreszcz, a chcąc nie chcąc kosmyki, które miały styczność z palcami Diara błysnęły kasztanowo. Niesforne pukle..
Przymrużyła lekko oczy, czując ten znajomy, delikatny dotyk. Podniosłą głowę na mężczyznę.
-Dlaczego? -zapytała cicho. Prawie nie ruszała ustami. Uparcie czekała na odpowiedź, która by ją naprowadziła. I wcale nie pytała o to, dlaczego ją tak wkurzał o trzeciej w nocy.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Maj 22, 2014 2:48 am

Sen, jeśli jeszcze gdzieś się tlił w jej umyśle zniknął, rozproszony przez falę skrajnych emocji. Upór. Okaleczona duma. Rozżalenie. Strach.. a nawet i odrobina.. szczęścia? Miała taki mętlik w głowie, że nie wiedziała co zrobić ze swoim spojrzeniem. Gdzie ma spocząć. Na czym się skupić.. i aby nie skupiał się na jego ustach. Merlinie.
Faktycznie można było ją porównać do jednorożca. Dumnego, walecznego i wytrzymałego.. lecz gdy pojawiał się człowiek, rodziła się niepewność.. strach.. drobne gesty powoli obłaskawiały zwierzę, ale wystarczyłby jeden fałszywy ruch, tylko jeden.. i cały proces należało by zacząć od nowa. Chanti nadal chciała aby on zniknął, by ta bolesna rana w sercu nie zaczęła się otwierać. Po raz kolejny.
Znowu włosy przybrały kolor kasztana.. słowa Diarmuida tak miękkie i szczere chciały przebić się przez osłonę obojętności i dotrzeć do tej sfery jej ciała, która dawno wydawała się martwa. Kiedy znowu wymówił jej imię, dosłownie zmiękły jej kolana, a ciało zalała fala gorąca. By nie stracić panowania nad sobą oparła się prawą ręką o blat biurka, które miała za plecami.
Spięła się, czując palce na karku, ale znowu ciało wydawało się być mądrzejsze. Chantal oddychała szybko, a krew szumiała jej w uszach.
I rana się otworzyła. Wspomnienia czerwcowego dnia wróciły jak bumerang. Wrócił słono-gorzki smak łez tamtego dnia.
Przymknęła oczy, jakby widok twarzy Diarmuida był przeklęty..
Czternaście długich lat. Z roku na rok nadzieja na jego ujrzenie malała, a od jakiś czterech wynosiła zero. Słyszała o nim, a jakże. Jeden z lepszych aurorów. Odznaczenia. Zaszczyty. Awans na zastępce szefa biura aurorów. O wszystkim wiedziała. No właśnie.. tylko okaleczona duma zdawała się trzymać ją z daleka. Gorycz rozstania tak bardzo odbiła na niej swoje piętno.
Chantal w końcu odważyła się otworzyć oczy..
-Wykazaliśmy się. Obydwoje. -poprawiła go, ale nie patrzyła mu w oczy. Nadal opierała się o biurko, ale oczy wpatrywały się gdzieś w podłogę. -Czternaście durnych, gorzkich lat.. cena jaką przyszło nam zapłacić.
Zamilkła, niezdolna do wykrzesania z siebie czegokolwiek. Słuchała.. Mogano, niech on wciąż mówi. Tak miękko..
Musiała zadać to pytanie? Gdyby tego nie zrobiła, już dawno by wyrzuciła go za drzwi.. a teraz? Nie wiedziała nawet jaki był dzień tygodnia. Nie podnosiła wzroku świadomie.
Byliśmy siebie warci... a może nadal jesteśmy? Nadzieja, matka głupich zastukała do jej głowy. Nie, oczekiwała niemożliwego. Nierealnego.
Udało Ci się Diar. Udało Ci się spowodować, że ona nie wiedziała co ma powiedzieć. Bez użycia magii.
-Diar.. -zaczęła, ale język odmówił posłuszeństwa. Była w kropce.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Maj 22, 2014 4:37 pm

Osaczał ją krok po kroku, gest po geście, słowo po słowie. Chciała cisnąć w niego zaklęciem, by zniknął.. by odszedł i nie psuł jej wizerunku.. wizerunku nieczułej, chłodnej i niewzruszonej. Stała się tak przez niego.. i przez niego mogła by przestać taka być. Była zamotana, jak miała zapomnieć o tych czternastu latach, jak miała ulec tak po prostu? Jakby tamte lata się nie liczyły? Mogła mieć każdego. Mogła.. ale nie miała.
Okaleczona tak dawno duma buntowała się szaleńczo, lecz inna część jej ciała nie dawała dojść jej do słowa.
Oddychała płytko i szybko, bojąc się kolejnego ruchu, kolejnego gestu, bo może pokazać słabość.. przecież wyczuła jego zapach jeszcze zanim się odezwał. Poznała go, ale tego do siebie nie dopuszczała.
Opierała się nadal, kiedy więc zbliżył się, chciała się cofnąć.. ale za nią było tylko biurko. Syknęła cicho, gdy uderzyła o ciemne drewno mebla. Przekraczał tę cienką granicę między przyzwoitością, a pożądaniem.
-Nie rób tego.. Diarmuid, lepiej nie, bo będę zmuszona..-odezwała się drżącym od emocji głosem, lecz nie dokończyła zdania, jej ostatnia, werbalna ochrona runęła, gdy tylko poczułą ten mocny i zarazem szorstki pocałunek, tak dobrze jej znany. Przez ciało przeszła fala gorąca. Nie miała szans na ucieczkę.. ale po co uciekać przed nieuniknionym? Najpierw oszołomiona.. sekunda po sekundzie przestawała być bierna, więc gdy się oderwał, jej usta pozostały rozchylone, jakby łaknące powietrza. Otworzyła oczy, tak zamglone i otępiałe.
-Nienawidzę Cię.. -wyszeptała, pozwalając aby silne ręce objęły ją w tali. Nie żartowała. -Nienawidzę Cię za to, że nigdy.. chociaż chciałam.. nie potrafiłam.. nie mogłam... przestać.. -słowa wypowiadane urywkowo, jakby konała.. nie. Ona nie konała. Konała jej duma, zdzielona ostrym nożem przez coś innego. Przez serce. Nie dokończyła, bo te dwa słowa.. to była obietnica i ostateczna oznaka jej "przegranej". Jeszcze nie teraz..
-I myślisz, że tak mnie zdobędziesz? Że puszczę wszystko w niepamięć? -zapytała go tym znajomym, nieco chłodnym tonem. Spojrzała mu głęboko w oczy. Cholera, miał rację. Niech jednak nie myśli, że będzie dla niego słodka.. nawet w szkole nie była urocza i nie smakowała jak miód..
-Merlinie.. niech cały świat mnie za to znienawidzi, ale nie mogę inaczej. -ta słabość uległa transformacji w pożądanie. Objęła go za szyję i przygarnęła mocno, najmocniej jak tylko się dało, opierając się o cholerny kant biurka. Teraz to ona zainicjowała pocałunek, tak wyczekany i stęskniony. Potrzebowała go i potrzebowała nadrobić te stracone lata. Jego zarost drażnił jej ciało, a zapach... uderzał w nozdrza i odbierał oddechu.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   

 

Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Gabinet profesor Lacroix
» Walka wręcz - zajęcia z profesor Lacroix
» Gabinet profesor McGonagall
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-