IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sob Maj 24, 2014 2:34 am

Jeden gwałtowniejszy poryw serca, jedno ulegnięcie jego namowom i już kosztowała jego ust i nie potafiła przestać. Pięć minut temu chciała go wyrzucić na zbity pysk.. a teraz? Teraz chciała nim rzucić. O ścianę, podłogę lub na łóżko. Co prawda nie dała by rady, porównując ich masy ciała, ale czuła, że gdyby się postarała - zrobiła by to. Nawet gdyby chciała się opierać, wyglądało by to śmiesznie i nie miało by sensu. Skoro pozwoliła się pocałować, pozwoliła by na wszystko inne i Diar o tym wiedział. Ile to razy była na niego obrażona? Milion razy. Gdy tylko pozwoliła mu się przytulić lub pocałować - on już wiedział, że może więcej. I chociaż duma nakazywała, aby nie dawać mu niczego poza chłodnym spojrzeniem.. no cóż, to zawsze obok była jakaś pusta sala.
Teraz to był mrok pustego gabinetu.
Uległa, smocza kość. Jednak uległa.
Łapczywe pocałunki wcale jej nie pomagały by się skupić i odsunąć od siebie Diara. Co więcej, łaknęła ich coraz bardziej. Pozwalała by ich wargi zwarły się w niebezpiecznym tańcu, który nie mógł się skończyć niewinnie.
I znowu to zrobił. Złapał ją jak piórko i posadził na biurku, pozwalając aby wszelkie buteleczki i prace domowe wylądowały na podłodze. Słychać był brzdęk rozbijanego szkła.
-A prace domowe uczniów też odkupisz? -zapytała go między pocałunkami, słysząc trzask poddającego się materiału. Objęła go nogami w pasie i przysunęła do siebie tak mocno, że nieomal z jej ust wydarł się cichy jęk.
Pal licho dumę.
Odchyliła głowę czując te mocne i drapiące pocałunki na ciele. Zacisnęła palce na jego koszulce ciągnąć ją ku górze.
-Zawsze lubiłam Twoje ubrania. Na ziemi. Dwa metry ode mnie. -uniosła się by ostatecznie zrobić to co powiedziała. Przesunęła dłońmi po jego torsie. Dlaczego jej to robił? Musiał być tak niecenzuralnie seksowny? Przylgnęła do niego i wpiła usta w miejscu, gdzie szyja łączyła się z obojczykiem. Przesunęła dłońmi po plecach, znacząc je paznokciami, które zostawiły czerwone ślady, które zaraz zniknęły.
Powróciła ustami do jego warg i zadziornie przygryzła dolną wargę. O tak.. nigdy nie można było im odmówić zaborczości czy gwałtowności..
Ich języki zdawały się kłócić o dominację... lub harmonijnie współgrać, kto wie..
A włosy błyszczały ogniście.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sob Maj 24, 2014 2:10 pm

Odchyliła głowę, pozwalając by z gardła wydobył sięcichy pomruk rozbawienia.
-Drodzy uczniowie, wasze zadania uległy zniszczeniu przez profesora transmutacji, mam nadzieje, ze z zachwytem napiszecie je po raz drugi. -przybrała znany już społeczności uczniowskiej ton głosu, który nie znosił sprzeciwu i wręcz domagał się ponownego oddania prac. Jej śmiech brzmiał cicho, ale nad wyraz lekko, bez jadowitości jak to zwykle jej się zdarzało. Tak brzmiał jej śmiech jeszcze w czasach szkoły.
Wróciły wspomnienia, lecz nie te złe, koszmary ostatnich lat. W jej pamięci ukazała się ta pierwsza z ich jakże wspaniałych chwil.. kiedy się poznali. Kto nie znał Diarmuida Ua Duibhne'go w tamtych czasach? Zawsze otaczał go wianuszek fanek i adoratorek, w których mógł przebierać jak w ulęgałkach. Chantal faktycznie przyznawała, że był przystojny, lecz mijając raz jego grupę rozkosznej adoracji z nim samym w centrum zainteresowania, rzuciła niewybrednym komentarzem, że widywała lepsze ciacha.. Diarmuid nie byłby sobą, gdyby wtedy jej nie odszczekał. Później to już rozwinęło się samo. Od słowa do słowa, coraz głośniej i ironiczniej do... wybuchu namiętności, która rozbudziła się ot tak, na przekór złości w ich sercach. Los bywał przewrotny.
To musiał być Diarmuid, on jeden wiedział, że wystarczyło ją dobrze podejść i uległa by. Tak jak teraz.
Jego śmiech rozbrzmiał w uszach jak najcudowniejsza melodia, a pożądanie, chociażby nieco tłumione teraz rozgorzało z nową siłą. Jego uśmiech zawsze był zapalnikiem wszystkiego. Uśmiechnęła się do Diara, ale inaczej jak przez ostatnie czternaście lat. To był jej prawdziwy uśmiech, tajemniczy, z nutką pikanterii, ale też z innym uczuciem, którego chyba od dawna nie doznała.. uczucia szczęścia.
Rzuciła jego koszulkę gdzieś na bok. Przygryzła zadziornie dolną wargę, co nigdy nie zapowiadało niczego grzecznego.
-A chcesz się przekonać? Możesz sprawdzić nawet teraz... -pożądanie sięgało u niej zenitu, ale specjalnie go zwodziła, nie dawała mu tego czego chce, chociaż sama tego chciała.. ale wyczekane lepiej smakuje, nieprawdaż? Chociaż już się swoje naczekali..Całe czternaście lat.
Położyła dłonie na jego dłoniach, które właśnie majstrowały jak pozbyć się jej koszuli. Korciło, prawda? Ją także..
Kolejny pocałunek spowodował, że westchnęła cicho. Nie, musiała dalej go stopować.. w granicach rozsądku.
-No nie wiem.. nie wiem... z tego co pamiętam, to Ty masz niezłą kolekcję mojej bielizny, pod koniec roku musiałam... -zamilkła na chwilę, kiedy jego palce mimo wszystko drażniły jej najczulsze miejsca. Nie umiała go powstrzymać tak całkowicie.. Merlinie..
-...mmm...musiałam chodzić bez... -uśmiechnęła się po cichym jęku. Walka z nim była bezsensowna.. ale przynajmniej trzymała napięcie. Ciekawe jak długo Diar spokojnie będzie się na to zgadzał.. oboje słynęli z gwałtowności. I Chantal często go irytowała.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Maj 29, 2014 11:48 pm

Jej zabiegi przyniosły oczekiwany skutek - chociaż Diarmuid się starał i to dosyć umiejętnie, nie był w stanie pozbyć się jej koszuli i wziąć jej ot - na blacie biurka. Było by to nader kuszące, ale czy nie wyczekane najlepiej smakuje? Czuć na języku smak zbliżającej się rozkoszy, ale jeszcze jej nie doświadczyć? Jeśli znała mężczyznę dobrze, a nie łudźmy się - znała go nawet bardzo dobrze - to każda kolejna minuta zwłoki powodowała, że się irytował i robił się coraz bardziej zaborczy, pragnął ją bardziej, a ona ulegała mu coraz bardziej widząc ten poirytowany wyraz twarzy..
-Jeśli to zrobisz, to rzesza uczniów jęknie z zawodu... mam renomę grzecznej pani profesor... -sama z siebie pocałowała go krótko, zagryzając jego dolną wargę ponętnie. Jak dawno nie czuła tego smaku.. nie czuła tego mocnego, gorzko-ostrego zapachu perfum pomieszanego z wonią rozpalonego ciała.. jak to się zaczęło? Ohm, pierwszy raz właśnie z Diarem w pewną letnią, gorącą noc pod rozłożystym drzewem.. i historia zataczała koło. Faktycznie wydała z siebie jęk, kiedy tylko poczuła palce na pośladkach i ten zaprawiony pieprzem ból.. przyjemny ból. Zamroczona tym obezwładniającym uczuciem nawet nie dojrzała śladu, który miał być oznaką jej przynależności i zdradzać, co robiła tej nocy. Lekko rozchylone usta, pragnące się jeszcze raz sprzeciwić, chociaż przegrana była już ogłoszona wieki temu.
Przesunęła wargami po jego ramieniu aż do szyi, gdzie złożyła mocny pocałunek. Owiała jego skórę ciepłym oddechem.
-Nie omieszkam.. o każdej porze dnia i nocy.. -szepnęła do jego ucha z cynicznym uśmieszkiem i pozwoliła sobie pomęczyć płatek jego ucha gorącymi ustami. Nie trwało to długo, bo Diar postanowił je zetknąć ze swoimi. Posłusznie dała się unieść i oplotła go nogami jeszcze mocniej, aby nie upaść, chociaż kto jak kto - ale on by jej nie upuścił.
Namiętny i zapalczywy pocałunek miał smak tęsknoty. Złości. Wyczekania... ale przede wszystkim miłości. Niepokornej i niezrozumiałej. Chociaż nie było to tak nazwane, jednak istniało. Nigdy nie zaginęło.
Rzucenie na łóżko podziałało jak zapalnik - zaparło dech w piersi i wywołało kolejny niecichy jęk. Chantal nigdy nie tłumiła swoich wewnętrznych przeżyć, przez co Diar czasem jej dokuczał, chociaż uwielbiał tego słuchać.
Tak jak ona tego niskiego, basowego mruczenia przy uchu.
Dzieliły ich od siebie pojedyncze części garderoby.. koszula, której Chant uparcie nie chciała zdjąć, jego spodnie..
Chantal przesunęła dłońmi po jego plecach, znacząc je paznokciami, aż nie dotarła do materiału ubrania. Zahaczyła o nie palcem i zadziornie zsunęła. Przestawiała stawiać opór, ale zebrała jeszcze w sobie siły na tyle, aby znaleźć się na górze. Chociaż przez sekundę. Chociaż na chwilę przenieść dłonie z zacnego tyłu na jeszcze ciekawszy przód. Szarpnęła spodniami w dół, odsłaniając nieskromnie jego męskość i nawet spoczął na niej wzrok panny Lacroix. Puściła materiał, który wrócił wstydliwie na swoje miejsce. Rozochocona tym widokiem przylgnęła z powrotem do jego ust. Ramiączka koszuli już dawno opadły na ramionach, odsłaniając biust na tyle znacznie, że dwa sterczące od podniecenia i pożądania sutki graniczyły z materiałem koszuli.
-Zerwij ze mnie tę koszulę.. obnaż mnie z wszystkiego co mam.. chcę być Twoją niewolnicą Diarrrr... -ostatnia litera, tak mrucząco przeciagnięta utonęła w kolejnym pocałunku. Chociaż Chantal była esencją siły i dominacji - w tej chwili chciała być zniewolona. Raz po razie.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Cze 12, 2014 1:16 am

+18
Łóżko, które zawsze było ostoją spokoju i chłodu, z racji wilgoci panującej w lochy tej nocy nie chciało słuchać się rozkazów i utartych schematów użytkowania go przez Chantal. Odkąd pracowała w Hogwarcie, w tym łóżku nie zawitał nikt prócz niej samej. Kobieta wyprostowała się na łóżku, kiedy poczuła niecierpliwie palce na swoim karku.. stanowczy, dominujący, gwałtowny... sama esencja Diarmuida. Napastliwość, pożądanie skryte w oczach, których kolor Chantal mogła przypomnieć sobie o każdej porze dnia i nocy. Trzask materiału uświadomił jej, że przecież nic nie posiadała pod koszulą, której resztki smętnie leżały już koło łóżka. Mistrzyni eliksirów poczuła przyjemny dreszcz przechodzący przez jej ciało, wprowadzajacy wszystko w stan gotowości. Nogi, jeszcze wstydliwie zaciśnięte skrywały kwiat jej kobiecości, który był znany Diarmuidowi. Kobieta westchnęła z skrytej fascynacji, jaka ją ogarnęła. Tęskniła za tym całe czternaście lat. Pieprzonych, czternaście lat. Widziała, jak na nią patrzył.. jak łapczywie starał się dojrzeć każdy skrawek jej ciała.. jak przypomina sobie jak ją zapamiętał i co nowego przybyło. Nie zmieniła się zbyt wiele.. oprócz wzrostu. Rozmiaru biustu. Może paru nowych pieprzyków tu i tam..
Jeden z nich, który Diar na pewno dobrze znał był zaraz pod lewą piersią. Skryty przed całym światem.. znajomy tylko jemu.
Z jej ust wydarł się cichy, zduszony jęk, gdy rozchylił jej nogi w bezwstydnym geście. Oddychała szybko, czekając na nieuniknione. Merlinie, czemu on się tak nad nią znęcał? Zemsta za każde z tych spotkań, gdzie wyślizgiwała mu się z rąk zawsze gdy do czegoś dążył?
Czuła się zniewolona. I chciała nią być. Zacisnęła palce na dłoniach Diara i próbowała je wyrwać, szarpiąc się chwilę, ale z góry wiedziała, że to nie miało sensu. Mrużyła oczy, czując zalewajace fale rozkoszy, kiedy szeptał do jej ucha.. kiedy tak gwałtownie pokazywał swoją dominację. Z reguły Chantal na to nie pozwalała, nie pozwalała się dominować, to była wieczna walka.. walka, którą przegrywała w znacznej większości. Cichy jęk ponownie opuścił jej gardło, słysząc słowa wypowiedziane głosem, który zawsze działał na nią tak samo. Oddychała chaotycznie, pierś unosiła się i opadała, a atmosfera między tymi paroma centymetrami, które ich dzieliły była gorętsza niż na Słońcu. Kolano taranujące sobie drogę do niej było niewzruszone na to, co powodowało. Chantal czuła budzące się w podbrzuszu ciepło i lekki, ledwo wyczuwalny ból zaciskanych palców. Szarpnęła się jeszcze raz, by ostatecznie ulegle wygiąć plecy w łuk.
-W takim razie.. do cholery.. bierz co Twoje. -wyrzuciła urywanym głosem. Jakakolwiek akcja z jej strony była blokowana i musiała niecierpliwie czekać, pozwolić być zniewoloną.. a tego chciała, prawda? Kolano, które było intruzem nagle stało się miłym gościem, kiedy niesiona pragnieniami mistrzyni eliksirów ocierała się o nie. Chciała spotęgować to, co on zwlekał by jej dać. Specjalnie. Na złość. W końcu była Złośnicą.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Cze 12, 2014 10:52 pm

Doprowadzał ją do furii. NA prawdę, pożądanie i nienawiść u Chantal zajmowały to samo miejsce, jeśli tylko tyczyło się to Diarmuida. Leżała na rozgrzanej pościeli, obnażona ze wszystkiego - ze wszystkich niedoskonałości ciała, piegów, blizn, znamion.. leżała całkowicie naga i bezbronna. Różdżka leżała smętnie w szufladzie szafki i nie przyleciała by do niej nawet wezwana.. poza tym.. po co miała by ją wzywać?
Chantal szarpnęła się jeszcze raz i wydała cichy syk, który oznaczał jej rozczarowanie i irytacje. Nabrzmiałe karminowe usta domagały się pieszczoty, bo ile to już minęło od czasu ostatniego pocałunku? Łaknęły tego bardziej niż zbawczego tlenu..
-Nienawidzę Cię! -poderwała ciało do góry z marnym skutkiem. Każdy jej cala chciał jego. każdy skrawek skóry płonął żywym ogniem. Przyspieszony oddech znacozny był co chwila skrytym jękiem, czy to zawodu czy irytacji czy wyczekiwania.. robił to specjalnie. Mścił się za każde spotkanie, gdy robiła to samo.
Kiedy umykała przed jego ustami tylko dlatego, by zrobić mu na złość.
Wiła się na pościeli niczym żmija, podjudzona do ataku.. ale nadal bezbronna, gdyż jej nadgarstki były mocno trzymane przez Diarmuida. Pożałuje tego.. a raczej zemści się na nim tak, że padnie z braku sił witalnych. Postara się o to.
Nie doczekała się pożądliwego pocałunku, nie dane jej było posmakować tych ust jeszcze raz. Na skórze pojawiły się dreszcze, sunące za wilgotnymi wargami nauczyciela transmutacji. Dłoń na biodrze, sunąca ku górze.. Chantal odchyliła głowę do tyłu, zamykajac oczy od nadmiaru doznań. Mogło by sie to wydawać niecodzienne, pare gestów i dotyków i takie reakcje jej ciała.. ale zbyt długo czekała. I jej ciało zawsze było. nadwrażliwe na bodźce.
Kręciła się zniewolona na łóżku, czując ucisk na piersi i te niepokorne usta ssące drugą.. To było zbyt wiele. Z jej gardła wydarło się głośne "oh!". Chant nigdy nie dbała o dyskrecje. Podświadomie ocierała swoje nogi o siebie, domagajac się mocniejszych doznań,na które Diarmuida było stać.. ale właśnie. Chciał się z nią droczyć.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sob Cze 14, 2014 9:42 pm

Torturom nie było końca, Chantal przeżywała istne katusze. Zimna, niedostępna pani profesor, której ciemne loki były koszmarem niejednego ucznia. Za sprawą tęsknoty, słów i czułych gestów znowu była tamtą Chantal, wiecznie spragnioną kochanką i czułą kobietą. Nigdy nie miała łatwego charakteru.. ale przez te czternaście lat, na zmianę oskarżając siebie albo jego straciła jakąkolwiek radość życia. Odnalazła jej pochodną w dręczeniu uczniów i kontynuowania studiów nad misterną sztuką tworzenia eliksirów.
Po raz kolejny chciała się rzucić, wyrwać z tych silnych dłoni, ale nie mogła. Jęknęła cicho, nie mogąc dłużej blokować swojego ciała. Podobało jej się to i on o tym wiedział. I wykorzystywał. Nienawidziła go tak bardzo, że już uczucie to przemieniało się w bezgraniczne uwielbienie.
Płonęła, a każde muśnięcie skóry przez Diara odczuwała po trzykroć intensywniej. Chyba jej modły zostały wysłuchane, bo męska dłoń przeniosła się na kark, a Chanti została poderwana do góry. Powitała te zmianę pozycji stłumionym krzykiem. Jej ognisto czerwone włosy połaskotały twarz mężczyzny. Łapczywie oddawałą pocałunki tak, jakby całowała go po raz ostatni i chciała zapamiętać ich smak.. dyrdymały, ona je doskonale znała..
Niecierpliwe palce, w końcu wolne sunęły po karku i torsie Diara, zmierzając ku spodniom. Nie mogąc się powstrzymać pomagała mu w rozpinaniu paska, co oczywiście dało przeciwny efekt.
Spoiler:
 
Te słowa napełniły ją czymś dziwnym.. czymś, czego dawno nie czuła. Mimo nadmiaru doznań, zbliżającej się niechybnie rozkoszy otworzyła oczy i spojrzała wprost w te od mężczyzny. Nikt, kto znał Chantal chociaż pobieżnie nie widział tej miny od lat. Nie widział, jak jej niebieskie oczy błyszczały mając tak piękny, głęboki odcień.. nie widział tych ledwie widocznych iskierek, przeskakujących z oczu na skórę. Nie widział tak pełnych i ciemnych od nadmiaru wrażeń ust, które były stworzone do całowania.. wróć. Do całowania tylko i wyłącznie przez niego.
Wplotła dłoń w jego włosy i przylgnęła bardzo mocno, nie przerywając aktu jaki się między nimi rozgrywał.
-Kocham Cię. -wyszło z jej ust, co zaraz okrasiła jękiem, kiedy pierwsze prądy rozkosznego uniesienia zaczynały rozchodzić się po ciele, odbierając zdolność do logicznego myślenia.. Wpiła się mimo to w jego usta, co i tak nie stłumiło jęków, westchnięć ani nie uspokoiło odruchów ciała, które już zaraz miało zostać zalane bezgraniczną falą przyjemności i przylgnąć do ciała tego, do którego należało od zawsze. Na zawsze.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pon Cze 23, 2014 9:14 pm

Niezwykła noc. Miała być kolejną, chłodną pozbawioną sensu nocą. Odpoczynkiem dla zmęczonych mięśni. Miała. Jego przybycie o niebotycznej godzinie miało wywołać wściekłość. Miały rozbijać się wazony o ściany, kiedy to ona by chciała go uszkodzić. Boleśnie. Jednak on znowu musiał wszystko zepsuć! Cały misterny plan! Wiedział, jak ją podejść. Wiedział, jak dotykać, jak pieścić słowem, by zaczęła za nim tęsknić. By zaczęła go pragnąć. Pogrzebała dzisiaj swoją dumę tak głęboko, że już nie pamiętała, gdzie dokładnie leżała na tym cmentarzysku.
Przylgnęła mocno do jego nagiego torsu, narkotyzowała się zapachem perfum i potu, skóra paliła od gorąca. Wytęsknione serce chciało chyba za wszelką cenę wtargnąć do tego od Diarmuida, by stało się jednością. Przez te czternaście lat żyło jak tylko połowa... połowa pozbawiona uczuć. Teraz na nowo odżyło i lepiej wiedziało, czego Chantal chciała.
Chciała jego.
I wszystko wskazywało na to, że on chciał ją.
Wystarczyło jedno mocniejsze pchnięcie bioder, by znalazła się w innym świecie wraz z Diarmuidem. Jęk przerodził się w głośny krzyk. Nie kryła tego, jak było jej dobrze. Jak było jej dobrze z nim. Padła bezwiednie na poduszki, chłodny jedwab drażnij skórę niemiłosiernie. Wygięła swoje ciało w łuk, chroniąc się przed zimnem.
Dyszała ciężko od nadmiaru emocji. Nigdy tak się nie czuła. Nawet, gdy kochali się po raz pierwszy w pokoju życzeń. Kiedy odbierał jej dziewictwo.
Chwilę jej zajął powrót do rzeczywistości. Ognisto czerwone włosy gasły, przybierając na nowo połyskliwy odcień kasztanu. Otworzyła oczy. Uśmiechnęła się do Diarmuida, a był to uśmiech kobiety spełnionej. Zakochanej.
-Chyba nie masz innego wyjścia... -odparła szeptem, jakby każdy głośniejszy dźwięk miał zabić magię tej chwili. Odbierała, ale i oddawała pocałunki delikatnie, z namaszczeniem. Poskromił złośnicę.
Wtuliła się w jego tors, czując... szczęście. Po raz pierwszy od dawna.

Nie mówili już nic... dopóki ocknięcie się z tego słodkiego snu uświadomiło im, że za chwilę zaczynają swoje zajęcia. Może nie tak za chwilę, bo za niecałą godzinę. Chantal zerwała się z łóżka, nadal w kasztanowych kosmykach na głowie. Przeskakując nad ciałem Diarmuida, złożyła na jego ustach szybki pocałunek, uświadamiając go, że też powinien już wstawać. Zaczęli się zbierać i ubierać, by nie zaliczyć pierwszego od początku kariery spóźnienia na lekcje.

Z tematu x2
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Czw Cze 26, 2014 8:14 pm

Henry przechodził korytarzem ze stosem ulotek w rękach i w torbie. Upiorni Wyjcy w Hogsmade! Nie mógł tego przegapić. Tak więc na prośbę Madame Rosmerty razem z Harley rozdawał wszystkim ulotki i przyklejał je gdzie się dało. Nie można przegapić takiego wydarzenia! Upiorne Wyjce pojawiały się w Hogsmade baardzo rzadko, a ich sława była potężna. Przykleił zwitek do ściany, uśmiechnął się do zdjęcia i pognał dalej przed siebie.



UPIORNE WYJCE W HOGSMADE





Uwaga ludzie! Frank Lemarchal, wokalista i lider zespołu Upiorni Wyjce, we wczorajszym wydaniu Czarownicy powiadomił swoich licznych fanów o nadchodzącym koncercie w Hogsmade. Odbędzie się on 10 lipca 1977 roku, niedaleko Wrzeszczącej Chaty.




Mało tego! James Backerman, sławny gitarzysta zapowiedział, że do wygrania będą ekstra koszulki Upiornych Wyjców. Jest to główna nagroda przewidziana za najlepiej wykonany jego ulubiony utwór pt "This is the night". Koszule są unikalne, niedostępne w żadnym sklepie, tylko podczas koncertu w Hogsmade. Nie możecie tego przegapić!



Koszt biletu wynosi tylko 40 galeonów, zaś miejsca VIP i w  Loży Honorowej (tuż obok naszego zaproszonego Ministra Magii) 80 galeonów. Połowa środków zostanie przekazana na akcje charytatywne, które mają na celu pomoc osobom poszkodowanym przez działalność Śmierciożerców.



Bilety można nabyć u wspaniałej Madame Rosmerty, która wyjątkowo zgodziła się prowadzić punkt sprzedaży od godziny 10:00 do 21:00 w "Trzech Miotłach" od poniedziałku do soboty. Za kupno pierwszych dziesięciu biletów, zobowiązała się podarować po jednym piwie kremowym, a więc nie zwlekajcie! Liczba biletów jest ograniczona!

Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Gru 05, 2014 9:14 pm

Poranek po uczcie powitalnej przywitał Alexa odległym szumem głosów i kroków, który w jakiś dziwny sposób zdołał przedrzeć się przez grube, kamienne ściany sypialni, jaką przyszło mu zająć. Znowu. Hogwart znowu miał stać się jego domem, przynajmniej na czas jednego roku szkolnego i nie do końca wiedział, co zrobić z tym faktem. To nie tak, że z zamkiem wiązały się głównie złe wspomnienia, wręcz przeciwnie – dopiero tutaj mógł w pełni przeżywać spóźnione dzieciństwo, uwolniony ze szponów sióstr zakonnych z Birmingham. Mimo to powoli rozglądając się po niedużym pokoju, który posiadał absolutnie wszystko od wygodnego łóżka i drewnianego biurka z szufladkami po cholerne zasłony (ZIELONE. Jego gryfońska dusza się buntowała), by nazwać go przytulnym, auror nie mógł pozbyć się wrażenia pełznących tuż pod skórą ciarek. Nie czuł się tak nawet, gdy miał świadomość, że ministerstwo wysyłało ich w sam środek strefy zagrożenia. Tam przynajmniej wróg miał namacalną postać i wystarczył porządnie, precyzyjnie rzucony urok, by pozbyć się problemu, lub w mgnieniu oka zmniejszyć jego szkodliwość. Tutaj... Tutaj sam nie wiedział, czego się właściwie obawiał. Prawdopodobnie uroił sobie niewidzialnego potwora, który jak dym uciekał przez palce, ilekroć próbował go pochwycić i zmusić do ujawnienia swoich kształtów.
Alex zdecydowanym ruchem obmył twarz zimną wodą, potrząsając głową. Weź się w garść, Hall. To tylko szkoła. Pierwszą rzeczą, jaką powinien zrobić tego ranka tuż po śniadaniu, było odwiedzenie profesora eliksirów. Tudzież profesorki, jak zdążył się dowiedzieć nie tak dawno od Doriana, gdy przypadkiem spotkali się w Trzech Miotłach. Lacroix, Lacroix... Im dłużej o tym myślał, tym bardziej był pewien, że spotkał kiedyś osobę o takim nazwisku, ale nie mógł zlokalizować żadnego wspomnienia, które zaoferowałoby jakąś podpowiedź. No trudno, niedługo i tak się dowie, czy spotkał kiedyś tę kobietę.
Tuż przed samym wyjściem na korytarz chwycił koszulę w kolorze ciemnej, głębokiej czerwieni, którą zostawił na krześle, wypakowując kufer. Narzucona na zwykłego czarnego tshirta, z podwiniętymi rękawami była jednym z tych zestawień, jakie w dziwny sposób poprawiały mu humor. Jeśli zrobi z siebie kretyna, przynajmniej będzie wyglądał dobrze. Nie tylko kobiety mogły używać stereotypu głupiej blondynki na swoją korzyść.
Ku swojemu zadowolonemu zaskoczeniu nie zgubił się ani razu w drodze do lochów, żadne schody nie chciały zrobić mu żartu, Irytek nagle nie wyskoczył zza rogu... Zanim się obejrzał, stał już przed ciężkimi drzwiami do gabinetu pani profesor eliksirów. Zapukał dwukrotnie i otworzył drzwi dopiero, gdy głos z wnętrza pozwolił mu wejść. Głupio byłoby na wstępie zrazić do siebie kogoś, z kim musiał ściśle pracować przez kilka następnych miesięcy.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   

 

Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Gabinet profesor Lacroix
» Walka wręcz - zajęcia z profesor Lacroix
» Gabinet profesor McGonagall
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-