IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next
AutorWiadomość
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Gru 05, 2014 9:25 pm

Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Tak było i z wakacjami, które również dla nauczycieli były momentem wytchnienia od rozwrzeszczanych uczniowskich gardeł. Również Chantal korzystała z dobroci jakie dawał relaks w ramionach ukochanego. Zabawne, czyż nie? Ktoś był w stanie oswoić Smoczycę - jak to pieszczotliwie zwano nauczycielkę eliksirów. Aczkolwiek prawdziwe. Jeszcze przed rozpoczęciem roku szkolnego panna Lacroix dostała sowę od Dumbledore'a, że został jej przydzielony na nowy rok praktykant. Chantal nawet nie miała zbytnio czasu wczytać się w personalia owego mężczyzny. Tyle wyłapała z całego skupiska pochylonych wyrazów. Gdy czytała list Diar akurat postanowił objąć ją w pasie i porwać w nieznane rejony namietności, więc plik pergaminów z kwalifikacjami Alexa stał się mniej ważną częścią szkolnych dokumentów. Później już nie było czasu przyglądać się referencjom, gdyż Chantal wychodziła z założenia, że nawet najlepsze mogły się okazać stekiem bzdur i najlepiej będzie przetestować gówniarza osobiście. Plik pergaminu wylądował w torbie w rozgardiaszu pakowania się. Ujrzał światło dzienne dopiero teraz, gdy Chantal spowita w granatowy atłas, który oczywiście musiał podkreślać każdy walor jej ciała, wyjęła go z torby i rzuciła na biurko. Upiła łyk malinowego soku i zaczęła czytać. Nazwisko Hall coś jej mówiło.... Akurat wtedy przerwało jej pukanie.
-Proszę. -odpowiedziała, chcąc iść na żywioł. Podniosła głowę i ujrzała swego praktykanta. Wstała dość niespiesznie. Przyjrzała się mężczyźnie. Wyglądał na niewiele starszego od niej. Gdy zjawił się w kręgu wątłego światła, trybiki w mózgu Chantal zaskoczyły powoli. Znałą ten profil.. ten uśmiech i aparycję. Znała... ale skąd?
-Kultura wymaga ubrania lepszych ciuchów na spotkanie z opiekunem stażu. -skrytykowała go na dzień dobry i przekrzywiła głowę. Podeszła o jegomościa, chcąc w kpiący sposób obejść się z jego koszulą. Wtedy jej chmurne oczy zabłysnęły.
-Ah... Alex Hall. Cudowny przyjaciel Sebastiana Machiavellego... cóż za miła niespodzianka! Po tylu latach wpaść prosto w moje delikatne ręce. -Chantal z miną triumfu skrzyżowała ręce na piersi. Chyba zapowiadał się niezły rok szkolny....
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Gru 05, 2014 9:28 pm

Wnętrze gabinetu wyglądało dokładnie tak, jak można się tego było spodziewać po pomieszczeniu usytuowanym w lochach. Chłodne, choć w kominku palił się ogień, pogrążone w półmroku. I te regały od podłogi do sufitu pełne słoi z najróżniejszą zawartością... Chętnie spędziłby tu popołudnie, sprawdzając, co też ciekawego pani profesor trzymała pod ręką. Nawet tak pozornie obrzydliwe komponenty eliksirów jak szczurze móżdżki, gałki oczne traszek czy pot trolla napełniały go ekscytacją – ile można było z nimi zrobić ciekawych rzeczy! Poza zastosowaniem w najróżniejszych wywarach, nieźle sprawdzały się jako broń na potencjalnych wrogów. Taki pot trolla, czy inne płyny, jakie pozyskiwało się od tych uroczych stworzeń potrafiły być szczególnie uciążliwe. Konkretniej, śmierdziały tak mocno, że łatwo było zemdleć. A zmycie tego świństwa należało do cudów małego kalibru...
- Dzień dobry, pani profesor – powiedział na powitanie, nie chcąc wyjść na neandertala bez ogłady, choć na krótki moment poczuł się, jakby 7 lat, które minęło od opuszczenia Hogwartu nigdy nie miało miejsca i wciąż stał na pozycji ucznia przed swoim nauczycielem. Szybko odpędził tę myśl. Kilka kroków w głąb gabinetu pozwoliło Alexowi wreszcie zobaczyć pannę (panią?) Lacroix, znajdująca się w kręgu poświaty bijącej od kominka. Pierwszym, co rzuciło mu się w oczy była burza ciemnych loków, które aż prosiły się, by przeczesać je palcami. Twarz osoby, która musiała być w podobnym wieku co sam Hall (albo nadużywała odpowiednich eliksirów, nie byłoby to dziwne, biorąc pod uwagę jej profesję), wydawała mu się niepokojąco znajoma. Pozwolił delikatnemu uśmiechowi unieść kąt ust dokładnie w tej samej chwili, w której kobieta zdecydowała się skrytykować jego ubiór. Dobry start.
- Proszę wybaczyć, pani profesor – zaczął tonem, którego jeszcze nie można było posądzić o otwarty sarkazm. - Ostatni garnitur nie wytrzymał randki ze Śmierciożercami – powiedział, przekrzywiając nieznacznie głowę i obdarzając Chantal pewnym spojrzeniem intensywnie zielonych oczu, od którego stopiło się niejedno serce. Względnie kulturalne zachowanie z jego strony nie oznaczało, że położy się i przyjmie rolę wycieraczki z funkcją podnóżka. Zdecydowanie nie był fanem sado-maso, nawet jeśli ktoś posiadał tak ujmującą aparycję jak panna Lacroix.
Wspomnienie Sebastiana uwolniło gwałtowną falę wspomnień, które odnotowały się na twarzy Alexa uniesieniem brwi i ustami tworzącymi niewielkie „o”. Lacroix. Lacroix Chantal, Ślizgonka, flirtująca z Machiavellim w sposób, który sprawiał, że ledwie odrosłemu od ziemi Alexowi włosy na karku stawały kiedyś dęba. Wszystkie elementy grzecznie ułożyły się na swoich miejscach, tworząc całość, która wreszcie miała dla aurora sens.
- Ach – rzucił tonem, w którym przebrzmiała delikatna nuta rozbawienia. Uśmiech z powrotem odnalazł drogę na twarz mężczyzny, ścierając poprzednie zaskoczenie, jakby nigdy go tam nie było. Przez lata umiejętność zmieniania masek stała się dla Alexa drugą naturą. - Przyjaciel to zdecydowanie zbyt mocne słowo. Ale cudowny? Nie śmiem kłócić się z damą.
Mgliście zdawał sobie sprawę, że stąpał po bardzo cienkim lodzie, ale nie potrafił odmówić sobie odpowiedzi równie subtelnych jak zawoalowane, niesprecyzowane jeszcze groźby z ust Chantal. Teraz, gdy mógł przypisać twarz do nazwiska, przypominał sobie co najmniej kilka sytuacji, w których kobieta zmieniała się w istny huragan. Nic dziwnego, że nadano jej przydomek smoczycy.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Gru 05, 2014 9:30 pm

Nie dało się ukryć, że chociaż PANNA Lacroix zaczynała dopiero 3 rok nauczania w Hogwarcie, tak dała się poznać od jak najlepszej strony. Dosłownie najlepszej. Już na pierwszych zajęciach Chantal skorzystała z prostej strategi. Z przepięknym uśmiechem powitała zgraję rozwrzeszczanych Gryfonów, wpuściła ich do sali w lochach... a potem zatrzasnęła mocno drzwi, zgasiła jednym zaklęciem wszystkie pochodnie. Z głośnym stukotem obcasów stanęła za katedrą i w prostych, lecz ostrych słowach skomentowała ich zachowanie. Bardzo dosadnie określiła ich mianem niewychowanych nicponi, określiła, co powinno się z nimi zrobić - czyli w telegraficznym skrócie ugotować w paskudnym eliksirze, obedrzeć ze skóry, wytarzać w kolcach jeżozwierza, a także rzucić smokom na pożarcie. Wystarczajaco, by przerazić grupę trzecioklasistów. Później z minuty na minutę było tylko gorzej. Chantal dyszała im w karki, strofując za każdą pomyłkę, a nawet i jej brak, byle tylko im dokopać. Oczywiście sprawa się miała inaczej co do domu. Jeśli na jej lekcji byli Ślizgoni, była bardziej wyrozumiała i sympatyczniejsza, ale także nie tolerowała niektórych zachowań. Jej subiektywizm był głęboko zakorzeniony, już za czasów szkoły, gdzie nie przepadała za Gryfonami. Alex był Gryfonem, więc wiedział dobrze, jak zaczął się ich "konflikt". Móc zobaczyć Alexa tuż przed swoim obliczem i mieć świadomość, że jest jej podwładnym... napawało ją to ekscytacją. Dostawała w swoje dłoń nieocenioną broń i miała zamiar nędznie i może nieco wrednie ją wykorzystać. Na jej malinowych ustach zagościł kpiący uśmieszek, ukryty pod słowami uprzejmości i wrodzoną kulturą osobistą.
-Uwierz, że Śmierciożercy to nie najgorsza rzecz, która może zniszczyć Twój ubiór. -przechyliła głowę. Nie mogła zaprzeczyć temu, że jej stażysta wyprzystojniał. Jego rysy wyostrzyły się, pojawił się lekki zarościk. Usta stały się nieco bardziej wypukłe, włosy przybrały nieco chaotyczny, ale artystyczny nieład. Gdyby nie charakter to Chantal była skłonna spojrzeć na niego nieco przychylniej. Wyszła zza biurka, przesuwając opuszkami palców. Bawiło ją, że Hall najwyraźniej jej nie poznaje. Lecz ta chwila, moment przebłysku w jego oczach, kiedy wszystko zaczęło mu się układać...
"Tak Alexie, to ja. Ślizgonka Chantal Lacroix. Twój przeszły i obecny koszmar" - przemknęło przez jej myśli.
Nie powiedziała ani słowa, za to uśmiechnęła się zagadkowo.
-Ah. -powtórzyła po nim. -Entuzjazm aż z nas kipi jak bulgoczący eliksir w kociołku. -oparła dłoń na biodrze. Jej chmurne oczy błyszczały z radości, że trafiła się tu taka gratka. -Przygotuj się na orkę na ugorze. Nie dopuszczę Cię do moich preparatów ani nawet kociołka, jeśli będzesz okazywał taki sam brak profesjonalizmu jak jeszcze parę lat temu. Może aurorskie szkolenie wykrzesało jakieś pozytywne cechy z Ciebie. -mruknęła sucho i oficjalnie. -Za mną. -cicho oznajmiła, odwracając się na pięcie i prowadząc go do spiżarni. Oparła się ręką na drzwiach i odczekała, aż stażysta do niej dotrze.
-Te drzwi to najważniejsze drzwi w szkole. Są tam niebezpieczne półprodukty oraz gotowe eliksiry. Jak przejdziesz testy kwalifikacyjne to może uzyskasz do nich dostęp. Zanim jednak Ci się to uda, o ile... -zakpiła z uśmieszkiem. -...wara Ci od niego, bo specjalny system odgryzie Ci nie tylko palce. Jakieś pytania ?
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Gru 05, 2014 9:32 pm

Pierwsze spotkanie z nauczycielką prowadzącą przedmiot szło zaiste jak po maśle – przebywali niecałe pięć minut w jednym pomieszczeniu, a kobieta zdążyła obrazić jego ubiór, posłać kilka chmurnych spojrzeń i wyraźnie kipieć z tego sadystycznego rodzaju radości, że ktoś zostaje skazany na jej przewodnictwo. Świetny start, podręcznikowy wręcz. Alex starał się jednak nie tracić zbyt szybko dobrego humoru – a raczej jego sfabrykowanej, sztucznej wersji objawiającej się na twarzy delikatnym uśmiechem i blaskiem rozjaśniającym zielone oczy. Nic bardziej nie denerwowało źle nastawionych do niego ludzi niż brak wyraźnej reakcji na ich zaczepki. Nauka tego typu postawy zajęła byłemu Gryfonowi wiele lat, bo z natury był osobą dosyć gwałtowną. Można by powiedzieć, że żywą iskrą i sztormową falą w jednym, niezaprzeczalnie atrakcyjnym opakowaniu.
- Zawsze, droga pani profesor – odparł na uwagę dotyczącą entuzjazmu, gdy pamięć wreszcie podsunęła mu odpowiednie obrazy. Triumf wyraźnie odciskający się na urzekającej twarzy panny Lacroix był aż nadto widoczny. Kto by pomyślał, że kobieta mogła się cieszyć z takiego spotkania po latach? Hall nie miał żadnych złudzeń co do treści aktualnych myśli czarownicy, jeśli wnioskować tylko po tym, co zapamiętał na jej temat ze szkoły. Jeśli przeżyje ten rok szkolny bez uszczerbku na zdrowiu i psychice, będzie mógł mówić o cudzie. A wszystko dlatego, że dał się przekonać kilku umiejętnie złożonym zdaniom i pociągnięciom za odpowiednie struny. Do swojego CV William powinien dopisać „wirtuozeria w graniu na emocjach Alexa Halla”.
Mężczyzna lekko zagryzł dolną wargę, powstrzymując się od śmiechu – bo jak inaczej miał w tym momencie reagować? Chantal straszyła go pracą, nie wiedząc, że uwielbiał urabiać się po łokcie, a potem podważała ocenę charakteru, jaką wystawiono Alexowi podczas testów sprawdzających, czy nadawał się, by przejść szkolenie na aurora. Chyba próbowała upakować wszystkie możliwe obelgi w jedno spotkanie. Blondyn nie był pewien, czy powinien być bardziej wzruszony czy może zauroczony jej zaangażowaniem w sprawę.
Posłusznie ruszył za szkolną mistrzynią eliksirów, z łatwością dotrzymując jej kroku aż do drzwi składziku. Powoli obrzucił je spojrzeniem, gdzieś w głębi ducha pewien, że w razie potrzeby nie powstrzymałby go żaden wściekły system, ale po co narażać kończyny i inne ciekawe fragmenty anatomii bez wyraźnej przyczyny? Tylko fakt podważania jego wiedzy oraz kwalifikacji był w pewien sposób irytujący – gdyby byle idioci dostawali się na szkolenie, Biuro Aurorów nie miałoby żadnego problemu z uzupełnieniem braków personelu.
- Uroczo – skomentował krótko, odrywając spojrzenie od drzwi i przenosząc je na profesor Lacroix. - Tylko dwa. Jakie są moje obowiązki i kiedy zaczynam?
Był przekonany, że odpowiedź na pytanie „kiedy” brzmieć będzie „natychmiast”, ale wypadało spytać.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Nie Gru 14, 2014 1:44 am

Jak miała się nie cieszyć z tego spotkania? Mężczyzna, który już dawno temu, za czasów szkoły nadepnął jej na odcisk tyle razy, że chyba wygrywał we wszystkich rankingach. Bezczelny Gryfon. Młodszy kolega Machiavellego. Impertynencki i wyraźnie działający jej na nerwach. Wystarczyło, aby znaleźć się na czarnej liście Chantal, która notabene, była dość długa. Kobieta starała się wychwycić nowe cechy wyglądu jak i charakteru Alexa, by nic jej nie umknęło. A może współpraca wbrew pozorom będzie owocna i korzystna dla obojga?
Panna Lacroix nie była skora do dzielenia się swoimi skarbami, nie lubiła, gdy ktoś jej się panoszył po spiżarni, przeglądał książki w biblioteczce i na Merlina - wtrącał się do jej prowadzenia lekcji. Co do ostatniego to mogła się przekonać, gdy na obozie przydybał ją Diar. Tylko słodki głos skierowany do ucha odratował jego głowę od ścięcia. Po ostrzeżeniu, jakie Chantal zastosowała wobec Halla, skrzyżowała ręce pod biustem i mruknęła coś niezrozumiałego pod nosem.
Uśmiechnęła się pod nosem, o dziwo, mało jadowicie jak na nią.
-Wszystko, co jest pod moją pieczą jest urocze. Każdy eliksir, składnik, uczeń Slytherinu.... -westchnęła z lekkim... politowaniem? -...może stażysta będzie wyjątkiem, który potwierdzi regułę. -rzuciła nieco kąśliwie. Oparła się plecami o drzwi składziku. Jej nic nie groziło.
-Ty JUŻ zacząłeś. -poprawiła go tak, jak się spodziewał. -Lista Twoich obowiązków będzie rosła współmiernie do tego, jak wzrośnie moje zaufanie wobec Twej osoby... czyli może nie przemęczysz się za bardzo. -zamyśliła się chwilę. -Każdego ranka przy śniadaniu dostaniesz ode mnie listę tematów wszystkich lekcji danego dnia. Masz przygotowywać salę i szafki ze składnikami na każdą z nich. Będziesz odpowiedzialny za warzenie antidotów na eliksiry, które uczniowie mogą zepsuć i się nimi zatruć. Będziesz obecny na każdej mojej lekcji. Na razie będziesz oceniał tylko prace pisemne uczniów. Wszystkie niezaliczone eliksiry uczniowie będą odrabiać z Tobą po zajęciach. Na sam koniec będziesz doprowadzał salę do porządku. Z biegiem dni dojdzie Ci prowadzenie lekcji pod moim nadzorem, inwentaryzacja całej spiżarni i uzupełnienie ewentualnych braków... i coś co nawinie mi się po drodze. -wymieniła wszystko, co miała zaplanowanie dla stażysty jeszcze zanim poznała jego godność. Wcale nie było tego dużo w jej mniemaniu.
-Jakieś pytania? Zażalenia? Może coś Ci się nie podoba? -zapytała zaskakująco miłym tonem, kreując wizerunek troskliwej nauczycielki. Do czasu.
Zobacz profil autora
Poppy Pomfrey
avatar
Uzdrowiciel
Data przyłączenia : 07/08/2014
Liczba postów : 97
Skąd : Glasgow

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Nie Gru 14, 2014 5:52 pm

Stukot obcasów informował o nadejściu pielęgniarki. To cecha charakterystyczna Poppy, nie rozstającej się z obcasami. Opanowała w nich nawet bieg na trzydzieści metrów w ciągu minuty. Stare dzieje i przyzwyczajenia towarzyszyły jej aż po dziś dzień.
Kobieta niosła przy sobie plik kartek. Zeszła z pierwszego piętra i raźnym krokiem udała się do lochów w poszukiwaniu nauczycielki od eliksirów. Od czasu do czasu odwiedzała panią Lacroix użyczając jej pewnych składników bądź na odwrót - z obietnicą oddania z nawiązką, pożyczała czy to krew nietoperza czy główkę tykwobulwy. Tym razem Poppy zauważyła brak ważnego składnika eliksiru pieprzowego - rogów dwurożca. Lato powoli żegnało Wielką Brytanię, zaś Poppy przeczuwała nadejście fali przeziębień i gryp, szczególnie przed zaplanowanymi sportowymi treningami. W Hogwarcie znalazło się kilku młodzieńców przesadnie dbających o swe zdrowie w czasie zapotrzebowania sił witalnych na mecze. Pielęgniarka cechowała się przezornością, a więc już w pierwszym tygodniu września poczęła uzupełniać wszelakie eliksiry.
Zapukała dwa razy w drzwi i po pozwoleniu na wizytę, weszła do środka z łagodnym uśmiechem na ustach otoczonych siateczką kilku zmarszczek.
- Witaj Chantal. Moja droga, przyszłam z prośbą wysoce naglącą. - spojrzała ciepło na nauczycielkę eliksirów. Dostrzegła panicza w pomieszczeniu i jego witając w ten sam sposób.
- Dzień dobry i panu. - skinęła mu życzliwie głową, przyglądając się mu z zaciekawieniem. Zmarszczki na twarzy pielęgniarki znacznie się pogłębiły. Rzadko odczuwała wrażenie, że kogoś już znała i widziała. Poppy miała bardzo dobrą pamięć, znowuż auror-stażysta do złudzenia przypominał jej dawnych znajomych. Och nie, to niemożliwe przecież. Przyłapała się na przyglądaniu mężczyźnie, co było wysoce niekulturalne.
- Och przepraszam. Wydaje mi się, albo kiedyś już się spotkaliśmy? - jak na damę przystało, posłała mu przepraszające matczyne spojrzenie, szczerze wyznając jakie sprawił na niej wrażenie. Kobieta powróciła spojrzeniem do Chantal.
- Moja droga, czy masz może sakiewkę rogów dwurożca? Uwierzysz, że w aptece na Pokątnej już ich nie ma? Dopiero wrzesień, a czarodzieje uzbrajają się w składniki do eliksiru ekstrapieprzowego. - złączyła dłonie przed sobą, uśmiechając się do młodej kobiety życzliwie.
- Odkupię je, jak tylko zrealizują moje zamówienie. Zawsze masz zapasy, stąd moja prośba. W skrzydle leży już jeden chłopczyk ze slytherinu. Młodzież skupia zbyt mało uwagi na swym zdrowiu. - zapewniła o oddaniu deficytowych składników, jednocześnie napominając o naglącej potrzebie ich uzupełnienia. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Chcąc nie chcąc, ponownie skrzyżowała spojrzenia z młodym aurorem. Widziała go już kiedyś bądź kogoś z jego rodziny. Czy świat byłby taki mały?  W pierwszej chwili Poppy miała wrażenie, jakby miała przed sobą Jamesa Halla.
- Przepraszam, nie przedstawiłam się. Jestem Poppy Pomfrey, szkolna pielęgniarka. - wyciągnęła w jego stronę dłoń, jednocześnie ufając, że pozna jego nazwisko. Ot, dla pewności.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 21/05/2014
Liczba postów : 431
Skąd : Plymouth, Anglia

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Nie Gru 14, 2014 11:14 pm

Choć ich spotkanie przebiegało w sposób, który nie zwiastował przyjemnej współpracy, Alex wciąż uważał w duchu, że mogło pójść dużo gorzej. Wraz z Chantal nie przepadali za sobą z powodów zawartych gdzieś w szkolnej przeszłości, ale mimo złośliwości, sarkazmu i pogardy przebijającej się czasem w słowach hogwardzkiej mistrzyni eliksirów, nie sięgnęli do otwartej agresji. Drobnostka, ale na swój sposób pocieszająca. Tak długo, jak zachowywali w sposób przystający dorosłym ludziom, Hall mógł puszczać przytyki mimo uszu. Kto wie, może w pewnym momencie zacznie uważać utarczki słowne z panną Lacroix za świetną rozrywkę? Mimo animozji, podobał mu się jej cięty język. Ostry dowcip zawsze stanowił dla niego wyznacznik inteligencji, choć kiedyś nie potrafił go w pełni docenić.
Ani drgnął słuchając listy obowiązków wiążących się ze stażem pod okiem Chantal, ku swojemu cichemu zaskoczeniu nie odnajdując na niej nic, co mogłoby zabrzmieć niedorzecznie na tyle, by być narzędziem zemsty. Oczywiście został zredukowany do poziomu „przynieś-podaj-pozamiataj”, ale spodziewał się tego od momentu, gdy pojął, do czyjego gabinetu przyszło mu wejść. W tej chwili najmniej cieszył się na perspektywę możliwego prowadzenia zajęć, czując, że to dopiero stanie się drogą przez mękę, jeśli szkolna mistrzyni eliksirów nie zmieni do niego podejścia. Cała reszta... Z tym mógł żyć, choć zdecydowanie musiał znaleźć sobie bardziej odpowiedzialne zajęcia, by nie wpaść w znajomą spiralę frustracji. Czuł przez skórę, że dzięki tym wszystkim pracom porządkowym wreszcie dobrze wyćwiczy zaklęcia czyszczące i typowo gospodarskie. Może nawet zacznie wrzucać skarpetki do prania parami, a nie porozwalane byle jak. Ha. To by było dobre.
- W trakcie lekcji mam być milczącym fragmentem tła, czy inaczej to pani widzi, pani profesor? - spytał krótko, pytając o jedyną rzecz, którą w tym momencie chciał mieć wyjaśnioną i rozłożoną na czynniki pierwsze. Kiedy stawiało się go przed pewnym zadaniem, Alex był bardzo konkretną i skupioną osobą. Tak dla odmiany od jego zwykłego, łobuzerskiego charakteru, który wielu podsuwał obraz człowieka nieodpowiedzialnego i niegodnego zaufania.
Zaraz po tym jak Chantal zaprosiła do gabinetu osobę pukającą do drzwi, mężczyzna obrócił się lekko, zwracając spojrzenie zaciekawionych zielonych oczu na nowoprzybyłą czarownicę. Jeszcze zanim jej łagodny głos zabrzmiał w półmroku pomieszczenia, twarz naznaczona zmarszczkami uśmiechu wywołała u aurora same przyjemne skojarzenia. Choć nie wyglądała na tak starą, przemknęło mu przez myśl, że właśnie tak powinny wyglądać babcie z tych obrzydliwie słodkich historii na dobranoc, których tomiki stały na półce sierocińca Birmingham za czasów jego dzieciństwa.
- Chyba nie, nie sądzę. Zapamiętałbym tak uroczą twarz – odparł z delikatnym uśmiechem, zupełnie odmiennym od każdego, którym w trakcie ostatniego kwadransa obdarzył Chantal. Zaraz potem umilkł, nie przeszkadzając obu kobietom w rozmowie. Nie znaczyło to jednak, że nie przyglądał się z pewnym zainteresowaniem reakcjom nauczycielki eliksirów – był ciekaw, czy wobec innych przedstawicieli personelu też zachowywała się tak uprzejmie, jak w stosunku do niego.
Ponowne zostanie obiektem zainteresowania starszej czarownicy trochę go zaskoczyło, ale bez wahania uścisnął wyciągniętą dłoń, nie wkładając w to tyle siły, jak przy powitaniach z mężczyznami. Nie chciał jej przecież połamać palców.
- Alex Hall, auror i stażysta profesor Lacroix. Miło poznać.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Wto Gru 16, 2014 12:00 am

Uniosła kąciki ust w rozbawionym uśmiechu kobiety, która niedawno opracowała idealny plan uprzykrzenia komuś życia.
-Na razie będziesz tłem, na które mam nadzieje, nikt nie wyleje swojej mikstury. Szkoda by było zmieniać tapetę, kiedy w końcu jest.... miła dla oka. -mruknęła pół głosem.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Nawet "znęcanie" się nad Alexem musiało dobiec końca, z racji tego, że pojawiła się Poppy. Zastukała łągodnie, jak to miała w zwyczaju i przez to Chantal ją rozpoznała. Odwróciła głowę od Halla i poprawiła rękawy szaty. Drzwi uchyliły się chwilę potem. Nauczycielka skinęła lekko głową na widok pielęgniarki. Mistrzyni Eliksirów i szkolna uzdrowicielka to pokrewne zawody, który polegał na wzajemnej współpracy. Chantal doceniała starszą koleżankę po fachu za jej doświadczenie i opanowanie, czasem bawiło ją jej nadmierna troska, ale to chyba było wpisane w profesję.
-Dzień dobry, Poppy. W czym mogę Ci pomóc? -zapytała nader uprzejmym tonem, lecz nie miał w sobie ani krztyny sztywności. Między nimi nie było sztucznych barier.
-Oczywiście, że mam. Zaraz Ci przyniosę. -przytaknęła. Rzuciłą ostatnie spojrzenie na Alexa. Wieść o tym, że to Ślizgon potrzebuje pomocy jakoś przekonało Chantal, żeby jednak zająć się zamówieniem Poppy. Nie trwało to długo. Wróciła z zaplecza gabinetu z mieszkiem składnika. Podała go pielęgniarce.
-Proszę i nie musisz się spieszyć. A teraz wybaczcie, muszę pilnie wyjść, a z pełnym szacunkiem, nie zostawię was w moim gabinecie. -delikatnie i uprzejmie wyprosiła Poppy i Alexa z gabinetu. Pożegnała się z nimi na korytarzu i ruszyła w przeciwnym do nich kierunku.

Z tematu.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sro Gru 31, 2014 5:21 pm

Chantal uniosła brew, słysząc komentarz nauczyciela. Oh nie, nie rozłościła się. Słyszała już to i owo o nim i wiedziała, że to była normalna kolej rzeczy. Poza tym, która kobieta nie lubiła komplementów i delikatnie wplecionego do rozmowy flirtu? Schyliła się po książkę, która upadła i podała ją Keeganowi. Uniosła kąciki ust ku górze, jakby w rozbawieniu.
-Obawiam się, że nie wytrzymałbyś tempa, w jakim bym szła na ten koniec świata. -odpowiedziała. Poszerzyła uśmiech, gdy mile połechtano jej ego.
-Eliksiry to nie nauka. To misterna sztuka, którą nie każdy potrafi pojąć. Potrafi usidlić zmysły i omamić umysł. Dlatego uwielbiam zgłębiać ich tajemnice. -skinęła lekko głową. Włosy zalśniły rubinowo, raz za razem, lecz potem znów wróciły do głębokiej czerni.
Wskazała ręką kierunek marszu do jej gabinetu. Szła krok dalej, by podprowadzić profesora do gabinetu. Otworzyła drzwi różdżką i pokazała, aby Keegan usiadł. Chantal zamknęła drzwi.
-Myślę, że pora skończyć z panowaniem. Nie odmówisz szklanki whiskey na bruderszafta? -zaproponowała, siadając naprzeciwko mężczyzny. Kryształowa karafka z alkoholem nalała po porcji napoju do szklanek. Chantal uniosła lekko swoją.
-Chantal Lacroix. Mistrzyni Eliksirów. Przez uczniów zwana Smoczycą. -uśmiechnęła się jadowicie. Po toaście kobieta wstała, zamiatając powietrze swą czerwoną szatą. Zaczęła przeglądać książki.
-Jakieś konkretne eliksiry Cię interesują, Keeganie? Te ciekawsze mam chyba na wyższych półkach... -mruczała pod nosem w zastanowieniu.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pią Sty 02, 2015 2:13 pm

Kiedy zaproponowała mu wielbiony przez niego alkohol, musiał ukrywać swoje zadowolenie. Tak mu tego brakowało! Bo ile można było chodzić i karcić uczniów bez żadnego, wypełnionego kieliszka? Musiał być jednak bardzo kulturalny i powstrzymywał się od wypicia tego wszystkiego w błyskawicznym tempie.
- Ja jestem Keegan, jak już wiesz zresztą – przedstawił się. Zamyślił się na krótko, przypomniał sobie o pewnym liście, który bardzo go wkurzył. Ten pomocnik z skrzydła szpitalnego nie miał prawa wysyłać mu kartek nasączonych jakimś niebezpiecznym eliksirem! Co to to nie. – Wiesz coś może o eliksirach wywołujących swędzenie na rękach? – zapytał z nutą ciekawości w głosie. Po prostu musiał o tym wiedzieć. Musiał. Bo co jeśli ten brodacz posiadał go nielegalnie? Miał okazje go wreszcie wkopać! Na jego twarzy pojawił się szyderczy uśmiech. Na razie postanowił nie mówić jej o tym wydarzeniu podczas wysyłania sobie korespodencji. Jeśli miała się zapytać to pewnie chciałaby się dowiedzieć. Cierpliwie wyczekiwał odpowiedzi kobiety. Upił kolejny, nieco większy łyk i podszedł do niej, by w razie czego pomoc jej ściągnąć z półki odpowiednią księgę. Chciałby obsmarować tego Onriego, który zdawał się dołączyć do Hogwartu tylko dlatego, żeby wyżywać się na uczniach. Co to za uzdrowiciel? Taki powinien być sympatyczny, opanowany. A ten gośc… kto w ogóle dał mu taką robotę?
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sob Sty 03, 2015 9:01 pm

Mistrzyni Eliksirów wyglądała na taką, która nie lubi otaczać się ludźmi. Pasowała jej samotnia w lochach. Ona i jej mikstury. Dobrze, że to tylko wrażenie. Tak na prawdę Chantal była młodą kobietą, łasą na spotkania towarzyskie i zabawę. Tyle, że ona dobierała sobie bliskie osoby pod bardzo rygorystycznym kątem. Liczyła się dla niej "jakość", a nie "ilość". Nauczyciel wróżbiarstwa wydawał się dość sympatycznym, nieco nienormalnym typem. Ciekawiło to pannę Lacroix. Chciała go bliżej poznać, skoro byli znajomymi z pracy i byli na siebie skazani przez większość roku.
-Plotki szybko się rozchodzą, nie trudno było poznać Twoje imię od jednej, zauroczonej w Tobie studentki. -przyznała kobieta, upijając łyk whiskey. Uniosła nieco kącik ust w pobłażliwym uśmieszku. -Chodzą już niezłe legendy o Tobie. -dodała, unosząc się na palcach. Musiała odczytać tytuły ksiąg.
Przesunęła palcem po grzbietach ksiąg, które nie były nigdy zakurzone. Roześmiała się krótko pod nosem.
-A czemu pytasz? Czyżbyś wkładał łapy gdzie nie trzeba? -zapytała rozbawiona. Oparła się o półkę, zatrzymując spojrzenie na Keeganie, który stanął obok niej.
-Niekoniecznie musi to być eliksir, wiele składników mikstur daje takie wrażenie. To silne alergeny, ale z reguły użycie łagodzącej maści pozwala pozbyć się problemu. Jeden eliksir owszem ma takie działanie, ale raczej jest wykorzystywany do zrobienia komuś psikusa. Jakiś niesforny uczeń? -zagadnęła, odnajdując właściwy tytuł. Wskazała palcem na dany tom.
-To ta księga, jeśliś łaskaw, zdejmij ją. -rzuciła, odbiegając nieco od tematu, chociaż zżerała ją ciekawość.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Pon Sty 05, 2015 11:14 am

Chantal Lacroix była w sumie pierwszą nauczycielką, z którą rozmawiał dłużej niż pięć minut. Ogółem widział niektórych kiedy jeszcze nie pracował w Hogwarcie, ale nawet z nimi nie rozmawiał. Teraz mógł zawsze zapytać się jej o jakiś eliksir, który go męczył. Albo napić się trochę alkoholu. Bo zawsze raźniej pić z kimś niż samemu.
- Cóż – podrapał się w tył głowy. Na jego twarz wkradły się rumieńce, gdy usłyszał komentarz nauczycielki eliksirów. Uznawana była ona bowiem za najsurowszą z Grona Pedagogicznego. Jednak kiedy się ją bliżej poznało można stwierdzić, że jest sympatyczną osobą. Po chwili parsknął śmiechem. – Naprawdę uważasz, że ten eliksir miał być głupim psikusem? Czy myślisz, że ten Partangen zna się na jakichkolwiek żartach? – zapytał z niedowierzaniem w głosie. Nie był zły na kobietę stojącą obok niego, a raczej na samego siebie, że dał się wrobić! Sięgnął ręką po książkę, którą wskazała i ściągnął ją z półki. Nie było na niej ani śladu kurzu i innych zanieczyszeń. Ogółem gabinet Lacroix wydawał się Keeganowi bardzo zadbany. I na pewno takich był, bo ona sama sprawiała wrażenie kobiety dbającej o porządek. Co prawda, w Hogwarcie sprzątały skrzaty. Landon nie wytrzymywał do wieczora – zawsze musiał coś wyczyścić i zazwyczaj cały gabinet przeznaczony dla jego osoby lśnił czystością. Magiczne stworzenia nie miały co robić i czyściły jedynie futerko jego kota, Mihueta. Poczekał aż Lacroix usiądzie przy stole, po czym on sam wykonał tą czynność i położył księgę na środek.
- Zdrowie – uniósł szklankę czekając na ten sam gest.
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Sob Sty 10, 2015 2:33 am

Zasłużyła sobie przezwiskiem "Smoczyca", nie bez powodu. Każdy wie, że nie drażni się nawet śpiącego smoka. Potrafiła wybuchnąć złością w momencie, chociażby minutę temu była oazą spokoju. Po prostu potrafiła dobrze ukrywać swoje emocje,co dla niektórych było odbierano jako względny spokój. Prawda była taka, że miała swoje pokłady cierpliwości. Do czasu. Kto jak kto, ale uczniowie mieli się przy niej na baczność. Uważali na słowa i gesty, by jej nie zezłościć. Wtedy robiła się nieobliczalna. Nawet Ślizgoni znali jej gniew. Dziwnym trafem Diar wychodził z najmniejszym szwankiem z każdego takiego ataku złości swojej kobiety. Wiedział, gdzie miała czułe punkty i które elementy jej świadomości poruszyć, by się uspokoiła. Niesprawiedliwe, ale jednak skuteczne.
Chantal uśmiechnęła się pobłażliwie do zarumienionego profesora. Chyba nie była aż taka zła przy bliższym poznaniu, czyż nie?
Odczekała, aż Keegan zjawi się obok niej. Przy okazji mogła dostrzec szczegóły jego muskulatury czy ubrań. Uniosła brwi komentując coś tylko w swoich myślach. Spojrzała na tom, który Keegan zdjął.
-Ah, czyż by nowy uzdrowiciel zalazł Ci za skórę? -zawtórowała mu śmiechem i oparła się o półkę. -Nie znam go na tyle, ale najwyraźniej to była zemsta. Dość urocza moim zdaniem, mógł Cię potraktować nierozcieńczoną ropą z czyrakobulwy, to by było boleśniejsze. Chcesz coś na to czy już sobie poradziłeś? -zapytała, przyglądając się niedyskretnie jego dłoniom.
Wrócili do biurka, gdzie czekała whiskey. Chantal uniosła swoją szklankę.
-Zdrowie się przyda. Przy tej zgrai nowych uczniów. -westchnęła, ale wzięła łyk. Karafka sama się uniosła i dolała nauczycielom po porcji.
-Kończyłeś Hogwart w ogóle? -zagadnęła go, zakładając nogę na nogę i bezczelnie rozwalając się w fotelu. Była u siebie.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Nie Sty 11, 2015 8:43 pm

Chantal wydawała się być miłą osobą, więc Keegan przestawał wierzyć w opinie uczniów. Wszyscy uważali ją za tzw. Smoczycę, najgorszą nauczycielkę pod względem kar. Nikt nie chciał mieć z nią szlabanu i podobnie było z Jaredem Wilsonem, nauczycielem Patronusa.
- Tak. Sam się obawiam tych uczniów, o których słyszałem same najgorsze rzeczy… Szlabany, dokuczanie słabszym. Chyba jakoś sobie poradzę, ale czasem ogarniają mnie nerwy, jak na nich patrzę. A teraz tych cwaniaków przybyło – rzucił krótko. Większość osób należących do domu Węża miało taki charakter. Szlamy uważali za najgorsze osoby, nie zasługujące na życie. Przypomniał sobie siebie w Hogwarcie i głośno przełknął ślinę. Był taki sam. Dopiero potem wszyscy go zostawili i nawet do niego nie zagadali. Stał się wariatem. Ale tylko wariaci są czegoś warci. – Oczywiście, że ukończyłem. Jak możesz się spodziewać najlepsze wyniki uzyskałem na wróżbiarstwie, dlatego też postanowiłem tutaj powrócić. Jak miło móc znowu tutaj przebywać. A ty? Z przyjemności tutaj, czy raczej zawodowe sprawy? – Dobrze mu się z Lacroix rozmawiało, a poza tym posiadała przecudowny alkohol, który mógłby pić codziennie. – Gdzie kupiłaś whiskey? Czy może dostałaś od jakiegoś adoratora? – nie mógł ukryć iż nauczycielka eliksirów była tą najładniejszą pracowniczką Hogwartu. Urodą grzeszyła i na dodatek mogła nią manipulować dzięki swoim umiejętnościom.
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   Wto Sty 13, 2015 8:28 pm

Rozmowa z Keeganem przebiegała o wiele lepiej, niż można się było spodziewać. Chantal miło spędzała czas, rozmawiając z nowym nauczycielem, popijając co chwila odrobinę whiskey. Przyjemnie rozgrzewała od środka, a dodatkowo miała ciekawy bukiet.
Uśmiechnęła się rozbawiona komentarzem o uczniach.
-Coś takiego... ja uważam, że trzeba znaleźć na nich sposób. Jak wiesz, większość albo się mnie boi, a Ci starsi poważają. Nie chcą zaleźć mi za skórę, dobrze ich wychowałam. Nie zapomnę pierwszych lekcji... -westchnęła rozmarzona. -Wszyscy byli pewni, że jestem niezwykle miła i mogą mi podskakiwać. Zdziwili się, gdy uwaliłam cały czwarty rok Gryfonów dwoma rolkami pergaminu wypracowania. I usłyszeli siłę mego głosu wraz ze zmianą koloru włosów na czerwony. -mruknęła, biorąc kolejny łyk.
-Jeśli będą problemy ze Ślizgonami, w co wątpię, od razu wysyłaj ich do mnie. Nie chcę żadnych kłopotów. -poleciła mu.
Roześmiała się krótko, słysząc kolejne pytanie.
-Pojęłam chyba prawie wszystkie nauki na temat eliksirów, które uwielbiałam. Chcę ją przekazywać dalej. Chociaż nigdy nie myślałam o byciu nauczycielką. -przyznała. Dopiła trunek.
-Sama wybieram sobie alkohol, jak chcesz... -wstała, zamiatając podłogę szatą. Wyjęła z półki jedną butelkę i podarowała ją Keeganowi. -...uznaj to za miłe rozpoczęcie naszej znajomości.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet profesor Lacroix   

 

Gabinet profesor Lacroix

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 5Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5  Next

 Similar topics

-
» Gabinet profesor Lacroix
» Walka wręcz - zajęcia z profesor Lacroix
» Gabinet profesor McGonagall
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-