IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Brama wejściowa   Sob 15 Lut 2014, 17:06



Brama wejściowa


Imponujących rozmiarów stalowa brama, która przecina drogę pomiędzy stacją kolejową, a zamkiem. Zdobią ją posągi dwóch gargulców ustawionych przy obu końcach, których wielkie ślepia wydają się dokładnie lustrować przechodzących tędy co roku uczniów. Dopiero po jej przekroczeniu jesteśmy pod ochronnym wpływem zaklęć działających na cały zamek oraz błonia, tereny przed bramą są pozbawione ochrony. Dalej usypana ścieżka prowadzi pod górę, skąd już widać Hogwart w całej jego okazałości.

Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pon 28 Lip 2014, 19:39

Filch wyglądał wspaniale. Kto by pomyślał, że w tym starym ciele zmorzonym reumatyzmem kryje się taki przystojniak? Pan Woźny pod nieobecność wszędobylskiej dzieciarni w końcu odważył się i zaprosił panią Pince na randkę. Mieli pewność, że gdy oni pójdą szaleńczo zabawić się, szkoła będzie bezpieczna i mogą spokojnie na chwilę zejść ze Straży Porządku. Nawet oni mieli prawo do zabawy, prywatności i pewnych igraszek na osobności. Oczywiście Filch nie ma tu na myśli nic zdrożnego! On, Wzorowy Obywatel, Idealny Woźny i Ponętny Mężczyzna w każdym calu nie ośmieliłby się mieć brzydkich myśli. Chodziło mu o opuszczenie zamku i udanie się do herbaciarni pani Pudifoot w celu spędzenia wspólnego wieczoru i przeprowadzenia rozmów na temat książek, kotów, książek, kotów, szlabanów, systemu kar, książek, kotów no i oczywiście nie zapomnijmy o kotach.
Na ten ważny wieczór zrobił się na bóstwo. Większe bóstwo niż jakim był w Wielkiej Sali na zakończeniu roku. Teraz nikt nie mógłby mu się oprzeć, widząc jego uczesane siwe włosy, lśniącą, wypucowaną łysinę, ogoloną brodę (ozdobioną trzema zacięciami - przy ustach, przy nosie i z drugiej strony nosa). A ten frak! Brązowo-mysi idealnie dopasowany (może trochę przydługi w nogawkach, stąd szuranie i potykanie się co parę metrów), zapięty na trzy guziki, gdyż czwarty i piąty został zgubiony, a szycie nie było najmocniejszą stroną Argusa. Przeżółkła koszula z wielkim wystającym kołnierzem robiła wrażenie, szczególnie ze związaną z przodu czarną muchą. Sprawniejsze oko zauważy, że mucha poruszała się... od czasu do czasu, zupełnie jakby miała mieszkańców. Nie zapomnijmy zwrócić uwagi na buty! Do złudzenia przypominały te, które założył na Przesłuchaniu Numer Jeden ws. zmarłej Nette Montez. Buty kata, chociaż uczniowie nazwali to obuwiem clowna. Czarne, wypolerowane na błysk buciory z ostro zakończonymi końcówkami zadartymi do góry. Sznurówki związane na supeł, gdyż pan Filch miał duże problemy, aby schylić się wystarczająco nisko i zawiązać na kokardkę. Nigdy nie lubił kokardek. Nie umiał ich wiązać od razu za pierwszym razem, więc z reguły przywdziewał zamszowe, prehistoryczne buty kowboja na suwak. Teraz nie wypadało zakładać odzienia roboczego, skoro ten wieczór będzie usłany w wiele wrażeń z taką piękną, młodą, ponętną, kuszącą, uroczą panią Irmą Prince. Dosyć mocno skropił się wodą kolońską o zapachu koperkowym. Bardzo mocno, aż dusząco. Uznał, że pani Prince spodoba się taki specyficzny, oryginalny i rzadko spotykany zapach perfum. Jemu bardzo przypadło to do gustu, ponieważ lubił koperek. Szczególnie w ciasteczkach bekonowo-rybnych, po których miało się troszeczkę nieprzyjemny zapach w ustach.
Kotkę musiał zostawić w szkole. Zrobił to z bólem serca, błagając swą przyjaciółkę o wybaczenie. Zaniósł więc kocisko do zaufanej mu osoby - profesor McGonagall prosząc o opiekę nad panią Norris. Na szczęście pan Filch nie wiedział, iż nauczycielka transmutacji zaraz po jego wyjściu z gabinetu zamieniła kota w ślimaka. Przynajmniej była bezpieczna! Może mu kiedyś wybaczy randkę, jeśli przyniesie jej wielki kosz ze zwłokami myszek?
Tak więc odziany, pachnący, nie do końca czysty, wesoły pojawił się przy Bramie Wejściowej. To tutaj mieli spotkać się o godzinie siedemnastej czterdzieści sześć, skąd udadzą się do herbaciarni, gdzie miejsce zostało zamówione z tygodniowym wyprzedzeniem. Nawet sam profesor Najlepszy Przyjaciel Woźnego Albus Dumbledore przyklasnął wyjściu dwójki osób z grona pedagogicznego. Po cichu dał nawet woźnemu kilka galeonów, coby kupił dla swej wybranki najlepszą herbatę w Hogsmade.
Filch chodził w te i we wte przed bramą, która w wakacje chociaż wciąż pilnowana, tym razem została odbezpieczona aż wyjdą na randkę. Niecierpliwił się i stresował. Był tutaj już o siedemnastej dwadzieścia cztery, więc skazał siebie na czekanie na miłą mu bibliotekarkę, z którą miał wspaniały kontakt! Dreptał w prawo, potem w lewo, znowu w prawo i znowu w lewo... jeszcze na chwilę do tyłu i do przodu, aż zakręciło mu się w łysej łepetynie. Zatrzymał się w końcu widząc wokół głowy biegające koty i zerknął na bramę. Dostrzegł zasklepioną plamę tuż przy klamce, więc naciągnął rękaw na rękę i zaczął pucować bramę, szorując namiętnie i zawzięcie, byleby pozbyć się brzydkiego wyglądu. Odsłonił przy tym krzywe, trochę żółto-zielone zęby (przed wyjściem jadł koperkowe kotlety), dysząc, sapiąc i troszku czerwieniejąc. Pot na jego czole i czubku głowy perlił się, lecz nic nie odwodziło Filcha od pomysłu wyszorowania upartej bramy!
Zobacz profil autora
Irma Pince
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pią 08 Sie 2014, 21:34

Oh, jakiż wspaniały wieczór się zapowiadał dla Irmy! Od samego początku, odkąd tylko uchyliła powieki zobaczyła przefruwającą książkę nad jej łóżkiem, śpiewającą dobrze znaną jej piosenkę. Takie pobudki to ona miała zawsze, jednak dzisiejszego poranka melodia tak mocno zakorzeniła się w umyśle bibliotekarki, że podczas codziennych czynności porządkowo-higienicznych, podśpiewywała. Oczywiście książka przestraszona skrzekiem nie z tej ziemi uciekła i schowała się w najgłębszy kąt izby, jednak tego już Irma nie dostrzegła. Czesała z zamiłowaniem swoje długie, czarne pukle przypatrując się swojemu odbiciu w nieco spękanym i pordzewiałym przy ramie lustrze. Siedziała wyprostowana i stroiła różne miny, które miała posyłać dzisiejszego wieczoru Argusowi. Oh, jakże się cieszyła z nadchodzącego wieczoru! Nieznośni uczniowie, nie potrafiący szanować książek byli daleko od bibliotecznych zasobów Hogwartu, a ich brudne łapska i ciągle poruszające się aparaty mowy nie zaprzątały myśli panny Pince. Tak, tak, panny Pince. Oh, jakże sympatycznie było powiedzieć to trzykrotnie na głos i zachichotać za każdym razem niczym nastolatka.
Spędziła przynajmniej godzinę nad wyborem odpowiedniego kapelusza na dzisiejszą okazję, ostatecznie wybierając ten pasujący do czarnej sukienki z niewielkim dekoltem. Zachichotała zasłaniając umalowane wiśniową szminką usta, okręcając się dookoła z rumieńcami. Oh, żeby tylko Argus nie stwierdził, że ta sukienka jest zbyt wyzywająca! Irma jak porażona podeszła trzy kroki do lustra i przyglądając się krytycznie swojemu ubraniu stwierdziła, że należałoby jednak wydłużyć suknię przynajmniej do kostek. Odkrywać łydki, tóż to nie przystoi! Dlatego wyciągnęła różdżkę i machnęła nią w kierunku bosych jeszcze stóp. Czarny, lekko falbaniasty materiał wydłużył się, układając gustownie na nogach kobiety. Westchnęła z zadowoleniem i podniosła podbródek, przyglądając się swojemu odbiciu. Misternie podpięty kok z pewnością zrobi wrażenie na Argusie, tego była pewna! A kapelusz, o tak. Wybrała nie ten codzienny, ale na specjalne okazje. Nie, nie takie jak rozpoczęcie roku szkolnego, ale ważniejsze, o wiele ważniejsze.
Umieściła go na swojej głowie i już podchodziła do drzwi, już zamierzała iść na umówione spotkanie kiedy śpiewająca wcześniej książka przeleciała ponownie nad jej głową. Pogłaskała ją pieszczotliwie po grzbiecie, uzyskując odgłos mruczenia. Patrzyła z czułością na błyszczący grzbiet, z westchnięciem wspominając zawartość księgi i historie spisane na jej kartach. Przesuwała wzrokiem po swoim skromnym pomieszczeniu, kiedy zatrzymała spojrzenie na antycznym zegarze wskazującym godzinę zaledwie pierwszą w południe. Irma westchnęła nie kojarząc od razu faktów i dopiero po kilku minutach czułości, w stanie zamyślenia drgnęła i zamrugała kilka razy powiekami. Ah, godzina pierwsza w południe, może Argus zaprosi ją do jakiejś ekskluzywnej restauracji poza granicami Hogsmeade? Kobieta westchnęła, przesuwając dłonią po policzku i zatrzymała opuszki na wysokości swojego kolczyka, którym zaczęła się bawić. Druga ręka wciąż drapała przymilającą się księgę. Godzina pierwsza… Tik tak, tik, tak..
- Oh Merlinie! – Wysoki krzyk Irmy połączył się z gwałtownym podskokiem, który wywołał furkot niezadowolonych i spanikowanych ksiąg, jakie przysypiały jeszcze w izbie bibliotekarki. Przynajmniej do tej pory, ponieważ kobiecy pisk wyrwał ich z drzemki powodując zamęt. Panna Pince (ah, na moment zatrzymała się, aby powiedzieć to na spokojnie, z wyczuciem – przykładając dłoń do mostka) szybciuteńko zdjęła kapelusz i zaczęła przywoływać swoich małych pupili do porządku.

Kobieta przez blisko pięć godzin krzątała się po szkolnej bibliotece, po raz kolejny układając je wedle klasycznego, alfabetycznego pomysłu. Niecierpliwie zerkała na zegar, w którym kazała usunąć odgłos tykania. Błoga cisza, jaka ją otacza pomagała skupić myśli. Kobieta oczywiście przebrała się, bo jakże tak w wyjściowym stroju (jakże ekstrawaganckim!) mogłaby przyjść do pracy. Kiedy wybiła w końcu odpowiednia godzina, podwinęła (ha! Odsłaniając tylko kostki) granatową spódnicę i ruszyła pędem do swojej komnaty.
Uszykowała się o wiele szybciej niż rano, chociaż efekt był porównywalny. W końcu pożegnała się z księgami czule i pognała z gracją w kierunku bramy. Mijała Grubego Mnicha, który pochwalił jej wyczucie gustu i czarną sukienkę, podkreślającą kolor oczu. Podziękowała z pewną podejrzliwością, żegnając się z duchem grzecznościowym zwrotem.
Dreptała z szalem przerzuconym przez ramiona, z wysoko podniesioną głową i przyglądała się otoczeniu. Nawet powietrze wydawało się jakieś takie .. rześkie! W oddali dostrzegła znaną sobie sylwetkę woźnego, który pieczołowicie walczył chyba z … właściwie to nie wiedziała z czym. Energia, w jaką wkładał w to sprawiła, że na moment przystanęła i westchnęła rozczulona.
- Argusie, juhu! – Zawołała do najprzystojniejszego mężczyzny na świecie, podnosząc prawą rękę i machając mu dłonią oznajmiła o swojej obecności. Dodatkowo odwróciła prawy (lepszy, o wiele lepszy niż prawy) profil w jego stronę i zamrugała kokieteryjnie.

Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 09 Sie 2014, 10:18

Prawie się udało! Prawie... prawie... już... za chwilę, jeszcze trochę... troszeńkę mocniej... tak, już... już... tak...jest! Tak! Udało się! Plama znad klamki bramy zniknęła. Została wsiąknięta w zmiętoszony rękaw jego fraka. Nie szkodzi, najważniejsze, że nie było tego na bramie. Jakże mógłby otworzyć tak brudne drzwi Irmie? Co ona by sobie o nim pomyślała? Na pewno, że nie dba o Hogwart tak jak powinien! Wszystko powinno błyszczeć, a tu takie niedociągnięcie...! Filch zziajał się, zdyszał, sapał z przejęcia. Jego wypukłe przekrwione ślipia osadzona tuż pod siwymi poruszającymi się pod dziwnymi kątami brwiami, wpatrywały się morderczo w miejsce, gdzie przed chwilą widniała plama.
Podskoczył na metr nad ziemią, gdy usłyszał znajomy skrzek... piskliwy głosik dodający jego imieniu jeszcze więcej grozy. Odwrócił się gwałtownie, zachwiał, postąpił dwa kroki w tył, potem jeden w bok, aż udało mu się doprowadzić do wyprostowania sylwetki. To Irma! Na Merlina nogę, to Irma nadchodzi! Och, jak Filch wygląda? Przetarł drugim rękawem łepetynę, aby lśniła łysina, poprawił pozostałe włosie po bokach głowy, tak samo zrobił z muchą, która pisnęła i jęknęła, gdy ją trzepnął karcąco. Wiedział, że wygląda szaleńczo przystojnie, lecz czegoś tutaj brakowało... KWIAT! Arugs zapomniał przynieść kwiatka Irmie! Co ona sobie o nim pomyśli?! Taki brak wychowania, a jest przecież starym i bardzo szanowanym człowiekiem ściśle podążającym za społecznymi normami, wzorcami, konsekwentnie trzymającym się swoich zasad moralnych... a nie miał kwiatka? Charłak rozejrzał się na wszystkie strony, jakby zaraz miał wyskoczyć mu bukieciarz gotów wyczarować specjalnie dla Filcha najpiękniejszego kwiatka na świecie. Jak to było do przewidzenia, nikt się nie pojawił. Nie szkodzi, nie szkodzi! Obrócił się na pięcie i rzucił w krzaki. Nie była to ucieczka przed Irmą, co to, to nie. To było polowanie na roślinę. Wypatrzył w promieniach zachodzącego słońca tam za krzakiem czerwonego kwiatka. Wyglądał ładnie, elegancko, całkiem dostojnie, więc zerwie go i po kłopocie! Wyciągnął krzywe paluchy i objął łodygę, a potem z krzykiem cofnął się. Kolce! Filch zaczął popiskiwać, miauczeć niczym sama pani Norris i machać ręką, czerwieniejąc przy tym niczym dorodny okaz piwonii. Stukot obcasików Irmy zmusił go do działania. Wygiął się, upadając na kolana. Pokuśtykał na czworaka po trawie i w końcu zerwał kwiacisko. Podsunął go pod nos i zdziwiony zauważył, że to płatki nie są czerwone, tylko żółte. Oj tam, mała różnica. Żółty też dobry kolor! Podźwignął się, wstał, ponownie zachwiał i dysząc poprawił frak. Ręka go bolała, biedna ręka! Będzie musiał zajść do pani Pomfrey po okład z młodych... jagód, tak, jagody są bardzo dobre na wszystko... i smaczne. Filch jeszcze przez chwilę sapał. Uniósł wysoko kolano i przeszedł przez krzak. To samo z drugą nogą, wysoko wysoko prawie do brody i udało się, powrócił na swoje dawne miejsce. Tym razem z kwiatem, ha! Nie zauważył przekrzywionej wiercącej się muchy i biedronki pełzającej mu po łepetynie. Irma nadchodziła. Filch zachłysnął się powietrzem. Wcielenie piękna, ona musi być wiłą. Przynajmniej w połowie! Ten kapelusz był imponujący! Ciekawe jak to zrobiła, że się nie ruszał? Wszystkie jego "kapelusze", których z reguły nie zakłada nigdy, wszystkie one miały albo ręce albo nogi albo usta. Oniemiały oglądał przerzedzone, stare i cienkie pukle Irmy upięte w kok. A ten kolor szminki jest zaskakujący! Idealny odcień, nie wyzywający. Dekolt też był chyba mierzony linijką. Argus mógłby przyznać, że został dopasowany co do cala. Odsłonięta szyja była trochę ryzykowna, jednak byli dorosłymi, szanowanymi ludźmi. Mogli pozwolić sobie na trochę... jak to mówią młodzi? Ach tak, na trochę więcej seksapilu. Suknia przypominała trochę namiot, jednak Filchowi bardzo się podobał. Lubił namioty. Są dobrym materiałem do szorowania podłogi. I nie trzeba ich prać tak często.
Wargi Argusa zadrżały od szoku wywołanego ubiorem Irmy. Była piękna. Bardzo piękną młodą dziewczyną. Zasłaniała usta tak skromnie... była ponętna, kusząca i urocza. Jeszcze śliczniejsza niż na co dzień, gdy odwiedza ją w bibliotece. Charłak zreflektował się, odchrząknął i zasapał, podchodząc wielkimi, krzywymi krokami ku Irmie. Wyprostował ramię w łokciu i tak z wyciągniętym kwiatem podpełzł do pięknej kobiety. Był pewien swojej dostojności. Zatrzymał się w stosownej odległości, czyli regulaminowo trzydzieści cali od drugiej osoby. Wręczył żółtego kwiatka z kolcami Irmie i sięgnął po jej drugą dłoń. Zgiął się w pół (coś strzyknęło mu w kręgosłupie, lecz nic a nic nie dawał po sobie tego poznać) i na wierzchu jej pomarszczonej dłoni złożył dżentelmeński pocałunek. Na nic więcej się nie ważył, przecież nie wypada!
- Irmo... panno Pince... Jest panna tak urodziwa jak nowo narodzona kałamarnica o wschodzie słońca. - z zapartym tchem wyprostował się i z lśniącymi ślepiami gapił się na kobietę. Stwierdził, że jest trochę zbyt piękna. Będzie zwracać na siebie uwagę, gdy wyjdą poza mury Hogwartu. Będą się za nią oglądać inni! Ależ nie, ten wieczór będzie ich. Irma jest z Filchem i każdy będzie o tym wiedział. Mogą się oglądać za tą młodą dziewczyną, a Argus zostanie strażnikiem jej cnoty. Nie dopuści, aby ktokolwiek napastował tę piękną damę.
Stanął trochę z boku, kuśtykając lekko na lewą nogę (w bucie miał chyba kilka kamieni) i zaoferował kobiecie swoje ramię.
- Zamówiłem miejsce w herbaciarni, panno Pince. Pozwoli panna...? - wyciągał ku niej ramię i uśmiechał się nonszalancko i w jego mniemaniu bardzo pociągająco i czarująco. Obnażył żółtawe, krzywe zęby i nachylił się odrobinkę do bibliotekarki, aby wyczuła jego koperkową wodę kolońską.
Zobacz profil autora
Irma Pince
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 10 Sie 2014, 18:34

Irma zachichotała dostrzegając pokraczną sylwetkę Argusa, który przyprawiał ją o zawroty głowy samym swoim zapachem. Zafalowała rzęsami tuż przed tym, jak mężczyzna skoczył w krzaki w poszukiwaniu kwiatka. O tak, z pewnością mucha przytwierdzona do jego koszuli postanowiła dać nura, a przecież Argus jest tak porządnym człowiekiem lubującym się w czystości, że nie pozwolił półżywemu przedmiotowi uciec i zniszczyć swój wizerunek. Westchnęła cichutko z uznaniem, podejmując ponownie swój twardy krok, obijając obcasikami sięgającymi ledwo dwa centymetry o podłoże. Nie doszukiwała się spojrzeniem swojego ukochanego, znając jego przypadłości związane z ucieczkami poszczególnych dodatków do garderoby. I te jego cudne włosy! Irma zatrzymała się i zerknęła w krzaki, czy aby czasem woźny nie postanowił zrobić jej niespodzianki. Na szczęście miała chwilę, aby przyłożyć wychudłe palce na kościstych policzkach ozdobionych pokaźnymi rumieńcami. Irma miała wrażenie, że płonie a przecież tak nie wypada stanąć przed mężczyzną marzeń! Jęknęła zmieszana i zaczęła się rozglądała się w panice dookoła za jakimkolwiek zwierciadłem, jednak z pomocą przyszła jej niewielka kałuża. Podbiegła do niej, o mały włos nie tracąc równowagi i już, już zawisła nad nią wizja wpadnięcia w błoto, kiedy ostatkiem sił utrzymała równowagę swoim zaskakującym piruetem. Pochyliła się przestraszona nad taflą zabrudzonej wody (bardzo niechętnie, z wykrzywioną twarzą podchodząc do zasyfiałego szlamu, jaki widziała w tejże kałuży) i ostrożnie pomacała swoje policzki w poszukiwaniu oznak emocji. Wieczorna pora oraz żyjątka mieszkające w wodzie rozmyły obraz na tyle, że Irma odeszła uśmiechnięta i zadowolona, nieświadoma obecności przekrwionych naczynek, jakie uwydatniły się na policzkach.
Przyglądała się z iskrzącym się spojrzeniem na mężczyznę, który skradł jej serce i zatrzymała spojrzenie na marnym kwiatku, jaki trzymał w dłoni. Ciche westchnięcie wyrwało się z jej gardła, powodując lekkie speszenie kobiety i ponownie zasłonięcie ust. – Oh… te twoje komplementy.- Bąknęła speszona, unosząc z dumy podbródek w górę z uśmiechem zadowolenia jaki wypełzł na jej twarz. Dla podkreślenia atmosfery, jaką pragnęła wprowadzić trzepnęła mężczyznę w ramię. Ani lekko ani mocno, bo jak taka chuda szkapa miałaby wykrzesać z siebie siłę? Wystarczająco, aby zaśmiała się nerwowo i zaczęła poprawiać rękaw marynarki woźnego. – Przepraszam najmocniej, to takie urocze z pana strony. – Poprawiła się, a rumieńce nabrały niezdrowego wręcz koloru, uwypuklając każdą z żyłek na policzku bibliotekarki. Westchnęła ponownie, dopiero teraz dostrzegając wystawionego w jej stronę żółtego kwiatka. Podskoczyła w miejscu niczym rażona odnóżką meduzy i bez pytania o zgodę, wyrwała łodygę z rąk woźnego i przypatrzyła się roślince krytycznym wzrokiem. Milczenie jakie między nimi zapadło było gęste, a taksujący wzrok Irmy nie mógł napawać pozytywnymi myślami. Kobieta w końcu podniosła drugą rękę i wyrwała jeden z wielu kolców, po czym uśmiechnęła się niezwykle szeroko i chwyciła pod ramię Argusa.
- Oczywiście, oczywiście, bardzo gustowny kwiatek! Skąd pan wiedział, że to moje ulubione? – Po czym trzepnęła go drugi raz, tym razem jednak prosto w dłoń, którą już próbował poprawić swoją muchę. Uśmiechnęła się do niego – w jej mniemaniu – uroczo, ukazując niezbyt równe zębiska.
Ruszyli przed siebie, na podbój Hogsmeade. Pozostawili po sobie zapach koperkowej wody kolońskiej. Głównie.

Zmiana tematu Irma + Argus
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 08 Lis 2014, 19:55

Obowiązuje tu bilokacja na czas ZUS'u. Możecie przychodzić jak chcecie, bez wzywania aczkolwiek każdy musi otrzymać post od Filcha, Doriana i Francisa opisujący badanie zwierzęcia. Nie obowiązuje kolejka. btw. zakładamy, że każdy z uczniów i nauczycieli dostał sowę z informacją o teście - klik I pamiętajcie marudy : to jest zabawa, a więc należy się bawić :D

Przybył. Przybył w majestacie, jego inteligencja i powaga odbijała się na wiele metrów. Filch był ubrany zaiste zabawnie. Ponownie przywdział strój średniowiecznego kata/błazna (niepotrzebne skreślić). Wyglądał epicko z butami z długimi prostokątnymi czółnami i kołnierzem przedpotopowym, wykrochmalonym, żółtym. Na jego piersi widniała tabliczka

Cytat :
Filch Argus, woźny Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Upoważniony do przeprowadzenia Testu Zdrowia, Użyteczności Szczegółówej Pupila w ramach Hogwardzkiego Spisu Futrzastego 1977/1978.

Obok tego widniało poruszające się zdjęcie woźnego... szczerzącego krzywe zęby w kolorze takim samym co obszerny kołnierz.
Kroczył dumnie przez puste błonia niosąc pod pachą liczne zwoje. Przy pasie miał przypięty... pejcz? Nie, to tylko Miernik od pana Dumbledore'a, aby łatwiej mu było przeprowadzić krótki test na licznych zwierzątkach, które przybędą do zamku już za dwa tygodnie. Nareszcie, w końcu będzie mógł wyżyć się na tych niewdzięcznych dziwnych istotach za robienie sobie toalety pod jego gabinetem, za gubieniem sierści po całej szkole i atakowaniu jego najdroższej pani Norris. Teraz to Filch będzie górą, a zwierzaki będą musiały się przed nim płaszczyć, aby móc żyć w szkole. Tak, to będą cudowne trzy dni.

Brama Wejściowa została otwarta. Zaklęcia chroniące Hogwart dalej działały, a więc nie było możliwości teleportacji w odległości dziesięciu metrów. Stały trzy stoły i trzy obite miękką poduszką krzesła. Oraz podnóżek? Nie, to kosz z poduchą i kocem dla Pani Norris. Filch zażądał największych wygód, tak więc mógł być pewien, że skrzat zadba o ich przerwy śniadaniowe i najmniejsze kaprysy. Ich, czyli głównie jego i Norriski - jako Naczelnych, oraz dwoje młodzików wezwanych do tegoż przedsięwzięcia - Dorian Whisper i Francis Lacroix.
Filch usiadł, wzdychając głośno. Zadania były proste.

Stół nr 1) Dorian - mierzy zwierzę od ogona do ucha, w kłębie, waży, sprawdza uszy i pod ogonem. Rzuca zwierzęciu piłeczkę i sprawdza stan agresji. Zapisuje.
Stół nr 2) Filch - sprawdza zęby, ewentualnie usypia zwierzę eliksirem. Sprawdza pazury. Kontroluje dwa stoły i zapisuje.
Stół nr 3) Francis - Zapisuje na pergaminie imię zwierza, dane właściciela, sprawdza reakcje ślepia i wydaje/nie wydaje certyfikat.

- NA STANOWISKA! - wydarł się do obu młodzieńców, mierząc ich czujnym wzrokiem. Mieli okazję mieć woźnego po swojej stronie barykady, co zdarzało się nader rzadko, prawie nigdy. Nikt, absolutnie nikt nie miał prawa śmiać się z ubioru Filcha, jeśli nie chciał zostać zdzielonym przez głowę Miernikiem.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 08 Lis 2014, 20:53

Francis Lacroix maszerował korytarzami z miną skazańca ziewając przy tym majestatycznie. Boleśnie czuł zimny dreszcz ostatnich dni lata i coraz chłodniejszych poranków, prawie tak bardzo jak boleśnie odczuwał niemiłosierną godzinę, o której obowiązki wyciągnęły go z łózka. Opatulił się dokładniej brązową kurtką i westchnął, obracając w dłoni jego identyfikator. Przyjrzał mu się dokładnie i spróbował strząsnąć odrobinę kawy, która widocznie pojawiła się na nim tego ranka. W nie do końca wyjaśnionych okolicznościach.

Cytat :
Francis Theo Lacroix, Stażysta Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart, Upoważniony do przeprowadzenia Testu Zdrowia, Użyteczności Szczegółówej Pupila w ramach Hogwardzkiego Spisu Futrzastego 1977/1978.

Upchnął po chwili refleksji kartonik do kieszeni i postanowił o nim zapomnieć, chociaż na chwilę. Na ramieniu dyndała mu torba wypchana pergaminem i narzędziami piśmienniczymi.
Był prawie gotowy i prawie zwarty. Na tyle, na ile to było możliwe.

Stanął na dziedzińcu i zanim Filch zdążył go zauważyć pośpiesznie przypiął sobie identyfikator do piersi, który błysnął dumnie w promieniach słońca. Świecił tak moment, aż Francis nieco zdezorientowany trącił go trzykrotnie palcem, a ten wrócił do swojego spokojnego stanu. Skinął głową woźnemu z pokorą i udał się na swoje stanowisko, rozkładając wszelkie potrzebne przybory.

Przymknął oczy, słysząc krzyk woźnego i tak trwał moment. Biedne dzieci, biedni uczniowie. Biedne zwierzaczki. Biedny on. Miał nadzieję, że będzie mało kotów. Wolałby nie dostać ataku kataru.

Czekał wiernie na pierwszych uczniów, bębniąc palcami w stół i cicho zastanawiając się, kto przyjdzie tutaj TAK wcześnie. No i w głębi jego świadomości trwało wspomnienie o jeżu Yumi, którego imienia nadal nie umie wymówić. Ten trwał wiernie w kieszeni jego torby, przeczuwając, że warto ukrywać się przed Filchem i podgryzając smakołyk. Przyczajony Francis. Ukryty jeż.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 14:22

Wydarzeń z ostatnich dni Dorian nie chciał pamiętać, a kac, który tego poranka mu towarzyszył skutecznie mu to uniemożliwiał. Do Hogwartu zawitał kilka dni przed rozpoczęciem roku szkolnego i już na wstępie dostał zadanie. O dziwo, nie Hagrid potrzebował jego pomocy. Argus Filch wpadł na kolejny, pokręcony pomysł, aby uprzykrzyć uczniom życie i o dziwo, wszystko wskazywało na to, że taką inicjatywę, jak sprawdzanie zwierząt i dawanie im certyfikatów… poparł sam dyrektor. Whisper sam nie widział co o tym wszystkim myśleć, ale gdy dostał plakietkę, która mówiła, że będzie uczestniczył w tym całym przedsięwzięciu … wydał z siebie zgorzkniały jęk.

Cytat :
Dorian Whisper, pomocnik gajowego w Szkole Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Upoważniony do przeprowadzenia Testu Zdrowia, Użyteczności Szczegółówej Pupila w ramach Hogwardzkiego Spisu Futrzastego 1977/1978.

Tak, to było wszystko o czym marzył tego ranka. Może nawet zareagowałby trochę inaczej, gdyby głowa nie dawała mu znać, że ostatnie dni były mocno nasączone rumem i innymi typami alkoholu. O zgrozo, Dorian miał nadzieję, że nie zrobił dziecka przypadkowej dziewczynie, ale z tego co pamiętał i co składało się w spójną całość, to chyba nie był nikim zainteresowany w ten sposób.
Wyszedł ze swojego pokoju, który mieścił się niedaleko wieży Ravenclaw i ruszył do Bramy Wejsciowej do Hogwartu. Wcale mu się nie chciało, a jego mina nie wyrażała zbytniego entuzjazmu. Wolał już uganiać się za rozwścieczonymi akromantulami z pochodnią w ręce, niż wdychać ten cudowny zapach świeżego powietrza wymieszanego z odorem Argusa Filcha. Żyć, nie umierać. Gdy dotarł na miejsce, poklepał Francisa po ramieniu na powitania, po czym usiadł na stanowisku pierwszym. Był ciekawy jak długo zejdzie mu to sprawdzanie zwierząt. Miał tylko nadzieję, że swojego kota to upchnie po znajomości. Z zamyślenia wyrwał go jednak wrzask woźnego, który wydawał się być w niesamowitym nastroju. Coś wspaniałego.
- Ciszej tam… - burknął, czując jak dzwoni mu w uszach. Nie, kac i Filch nie byli dobrą mieszanką.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 14:51

Otrzymany list z Hogwartu mocno ją zaniepokoił, a następnie rozbawił. Akceptacja zwierząt w Hogwarcie? Czyj to był pomysł? Wystarczyło spojrzeć na podpis, a już zaczęła się bać czy jeż zostanie zaakceptowany. Strach ma wielkie oczy. Yumi dy zdała sobie sprawę, że jeża nie ma wciąż przy sobie. Pospieszny list wysłany do Francisa był chyba jedynym ratunkiem. Trzymała odpowiedź od niego w dłoni ufając, że pan Lacroix (bo tak miała się do niego zwracać w szkole) wie co robić i Filch nie wywoła awantury, że zakłóca spokój i nie przyszła z jeżem, tylko sama.
Przed bramą wejściową pojawiła się z samego rana. Z duszą na ramieniu po cichu pokonała kilka metrów dzielących ją od trzech stołów. Od razu zlokalizowała Francisa, na którego spojrzała z przestrachem jeszcze zanim zatrzymała się przed stolikami. Zdziwiła się dostrzegłszy Doriana, którego powitała szerokim uśmiechem. Uff, nie będzie tak źle! I z Francisem i z Dorianem łączyły Yu przyjazne stosunki włącznie z jeżem, którego obaj dobrze znali. Troszeńkę się uspokoiła lecz dalej wyglądała blado ilekroć zerkała na woźnego. Skai i Aria jej nie uwierzą jak się dowiedzą, że musiała oglądać Filcha w wakacje. Z radością potuptała w stronę Doriana widząc, że to od niego powinna zacząć. Czując na sobie wzrok woźnego, odsunęła się jak najdalej od jego osoby.
- Dorian, mojego jeża ma Francis. - szepnęła zerkając na stażystę zaklęć. Stała sztywno i nie wiedziała co ma ze sobą zrobić. Ufała, że Whisper pojmie w czym rzecz i zrobi coś... nie wiedziała co, ale jeśli czegoś nie wymyślą, woźny jeszcze się uprze i nie zaakceptuje jej zwierzaczka. Nie przeżyłaby takiej utraty, wszakże cierpiała przez dwa tygodnie nie mając przy sobie Cziki.

Jeż jeżem był, ale niezwykłym. Od dawien dawna Yumi podejrzewała, że jest z nim coś nie tak, gdyż wykazywał się na zmianę niebywałą inteligencją i głupotą. Głupotą, bo wychodził z kieszeni nie wtedy gdy powinien i inteligencją, bo wyczuł w pobliżu swoją panią, usłyszał jej głos i o dziwo... stęsknił się za nią. Wyściubił nosa z kieszeni Francisa i po trawie za plecami całej trójki potuptał w stronę Yumi. Dziewczyna jak tylko to ujrzała, obiecała Czice tuzin kanapek z pasztetem w nagrodę. Schyliła się, sięgnęła zwierzątko i z ulgą wymalowaną na twarzy ułożyła je na stole przed Dorianem.
- Lubi się włóczyć. - szepnęła z niewyobrażalną ulgą. Kochany jeż. A jednak pamiętał kto jest jego właścicielem i nie zdradził jej z Francisem. Yu lubiła Francisa, a jeż lubił kanapki z pasztetem.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 15:53

Początkowo myślała, że cała sprawa ze sprawdzaniem zwierząt to jakiś niezbyt udany żart. Nie była pewna czemu to ma służyć, jednak nie chciała ryzykować i postanowiła zaraz pierwszego dnia zabrać swoją kotkę na test. Zazdrościła Porunn, która nie musiała się przejmować Hogwardzkim Spisem Futrzastym… Przez chwilę nawet myślała, czy po prostu nie zrezygnować i oszczędzić sobie niepotrzebnego stresu stanięcia przed komisją, nie wyobrażała sobie jednak wrócić do Hogwartu bez Belli. Jej ciche mruczenie i miękkie futerko zawsze poprawiały dziewczynie nastrój.
Zdziwiła się, gdy przeczytała kto wchodził w skład komisji, ale poczuła też niesamowitą ulgę. Skoro Dorian był wypisany, oznaczało to, że wciąż żyje i ma się w miarę dobrze. Co prawda zignorował ostatni list i prośbę o spotkanie, ale była w stanie mu to wybaczyć. Treść jego wiadomości nadal świdrowała w jej głowie, choć próbowała odepchnąć te dziwne słowa gdzieś w zakamarki umysłu.
Tuż przed bramą wejściową zapakowała Bellę do przenośnej klatki, skoro taki był wymóg. Kotce niezbyt spodobał się ten pomysł, nie protestowała jednak. Zwinęła się w kłębek, lekko rozchylonymi błękitnymi oczami przyglądając się dalszym poczynaniom jej pani. Aria stała chwilę w bezruchu, przyglądając się trzem stanowiskom… Yumi rozpoznała od razu. Ucieszyła się, że nie będzie musiała przechodzić przez to wszystko sama, przy okazji będzie mogła psychicznie przygotować się na spotkanie z Filchem, choć właściwie to nie żywiła do niego urazy (ani odrazy). Nawet go lubiła, ku zdziwieniu większości swoich znajomych. Zawsze starała się traktować go z należytym szacunkiem i miała cichą nadzieję, że nie postanowi obdarować ją dożywotnim szlabanem, jeżeli powie coś nie tak… bądź też jej pupil stwierdzi, że ta cała sytuacja wymaga rozlewu krwi i pokaże pazurki. Choć Bella była niesamowicie spokojnym kotem, zdarzały jej się dziwne fochy. Była jednak przyzwyczajona do dziwacznego traktowania jej siostry, więc i dzisiaj powinna dać sobie radę.
Powoli podeszła do pierwszego stanowiska, które zajmował Dorian. Starała się mu zbytnio nie przyglądać, nie wiedziała nawet co powinna powiedzieć. Posłała mu jedynie delikatny uśmiech, po czym zwróciła się do Yumi. – Cześć – powiedziała cicho, nie chcąc narażać się na nieprzyjemności za zakłócanie spokoju. Do koleżanki uśmiechnęła się szerzej, zdecydowanie pewniej.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 16:25

Dorian musiał jako pierwszy odebrać zwierzęta, mierząc ich wymiary, sprawdzając uszy… Yui jako pierwsza zgłosiła się na ochotnika, przynosząc ze sobą jeża, którego w pierwszej chwili miał Francis. Nie pytał jednak dlaczego to właśnie jego kolega miał go w posiadaniu. Ważne, że chwilę później dziewczyna odzyskała swojego przyjaciela.
- Znowu uciekł, czy coś? – zagadnął, ujmując maleństwo w dłonie. Już wiele razy go znajdował w swojej torbie, albo w łóżku w dormitorium. Nauczył się więc jak to trzeba było się obchodzić z takimi stworzonkami i całkiem nieźle wychodziło mu to w praktyce. Zajrzał więc do ucha, połaskotał po brzuszku i dźgnął delikatnie w nos. Chłopak jeśli chodziło o zwierzęta, to miał wybitne podejście, znacznie lepsze niźli do ludzi. Jeszcze przez chwilę się bawił ze zwierzakiem, a gdy zauważył kątem oka Arię, podchodzącą do Yumi, na chwilę zamarł. No tak, mógł się spodziewać, że i Kurkonka zawita ze swoją kotką. Nie, żeby miał jakiś problem czy coś, ale dalej nie mógł sobie przypomnieć listów, które do niej pisał i coś mu podpowiadało, że wolałby zostać w błogiej niewiedzy.
- Er… Stawiam okejkę – powiedział do woźnego, po czym podał mu jeża... ostrożnie. Przez chwilę milczał, po czym wyjął ręce w kierunku kota Arii. Spoglądał przez chwilę na dziewczynę, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. Nie miał pojęcia jak młoda Fimmelówna go teraz odbierała. Może wrzuciła go do worka z osobami, które potrzebowały wizyty u terapeuty czy coś w tym stylu? Oprócz kaca, to Whisper czuł się nawet w miarę dobrze. Na razie musiał się skupić na powierzonej mu pracy. Kotka była wybitnie grzeczna, miała miękką sierść i na sto procent była szczepiona. Jeśli chodzi o Arię, to zdecydowanie dobrze obchodziła się ze swoimi zwierzętami. Wszystkimi, bo pewnie miała ich od grona. Wziął ten śmieszny centymetr i zaczął mierzyć. Podrapał przy okazji kotkę po podbródku i zajrzał do uszu.
- Też jest w porządku. A może powinienem dla porównania wziąć w swe ramiona Norriskę? – powiedział, patrząc prosto w stronę Argusa Filcha. Tak, uwielbiał tego charłaka z całego serca.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 17:15

Nie obchodziło go czy komuś się podoba czy nie, że musi tu sterczeć trzy dni pod rząd. Sprawiedliwość wymaga poświęceń, a idea tego przedsięwzięcia powinna motywować do dokładniejszego przyłożenia się do powierzonej pracy. Byli młodzi, nie znali się. Filch warknął pod nosem coś do Whispera, co miało być ostrzeżeniem. Podjudzony Filch to upierdliwy Filch, powinno się to rozumieć samo przez się. Obnażył zęby na widok pierwszego dziecka i już miał powiedzieć coś głośno, ale juz znalazła swoje zwierzę. Przyglądał się temu zdziwiony, jakby widział coś takiego pierwszy raz na oczy. Śledził czujnie każdy gest Doriana i wyciągnął krzywe łapska po to coś.
- Co to na garbate gargulce jest?! AUUUUUU! - wydarł się wniebogłosy,  bo to coś, co było jeżem najeżyło kolce i wbiło mu jeden w palec. Woźny upuścił zwierzę na swój stół i machnął mu Miernikiem przed ślepiami.
- To zwierzę stanowi zagrożenie młoda damo! Nie trzymasz go w klatce i nie masz dla niego kagańca. - wytknął palcem w Krukonkę i pogroził jej mrużąc swe ślepia. - To niedopuszczalne! - zanotował coś zawzięcie na pergaminie. Schylił się (wypinając zadek w stronę Whispera) pod stół i wyjął stamtąd parę rękawic ze smoczej skóry. Założył je na palce i dopiero wtedy wziął jeża na ręce. Zajrzał mu do pyska, ale nie dostrzegł kłów. Tylko te ohydne kolce.
- Lacroix, zapisać zastrzeżenie: jeśli nie zostanie zaobserwowana obecność kagańca i klatki dla tego jeża panny... ee... e.... no tej panny do dnia 2 września 1977, zostanie on ponownie skontrolowany. I zróbże coś z tymi kolcami! Upiłuj je czy coś. - charknął i podał jeża Francisowi, otrzepując rękawice z kolców. Następny: kot.
Zerkał na niego z góry sceptycznie.  
- Upiłować pazury, młoda damo. - spojrzał gniewnie na drugą dziewczynę. - I wyczyścić uszy mu, jak ty sprawdzasz to Whisper?! Nie rób maślanych oczu tylko się skup albo wylecisz zanim zdążysz powiedzieć Hogwart! - wydarł się na stażystę, który wybitnie działał mu na nerwy swoim zachowaniem. Z kotem Filch obchodził się już pewniej i delikatniej, bo sam przecież posiadał cudowne kocisko. Drugie zwierzę wylądowało u Lacroix'a. Twarz Filcha przybrała dziwny zielonkawy kolor.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 18:40

Dla El ta cała kontrola to był... hmm, jakby to powiedzieć... NAJBARDZIEJ RYPNIĘTY POMYSŁ ŚWIATA! Nie dość, że musiała sama targać te wszystkie klatki aż z Hogsmeade, to jeszcze tak jej było szkoda tych biednych zwierzaczków. Ale mus to mus, a ona nie miała zamiaru zostawiać swoich pieszczoszków samych w domu! Zaciekawiła was liczba mnoga, hę? Tak, Eleanor postanowiła zabrać z sobą pięć najbliższych jej sercu zwierzaków (resztę jakoś wcisnęła cioci, która wyglądała jakby miała dostać zawału), a mianowicie: fretkę Brunhildę, żółwia Rarytasa, parę szczurków (Kaczora i Kwokę – proszę, bez komentarza!) i najgrubszego chomika na świecie, o zacnym imieniu Salceson.
Gdy dotarła na miejsce i na chwilę postawiła klatki na ziemi z niepokojem spostrzegła, że wszyscy tam zgromadzeni mają po JEDNYM zwierzaku. Cholera, ona ma przecież pięć! Uspokój się! Nic na tym pieprzonym liście nie było napisane o ograniczeniu ilości. Zresztą jesteś dorosła, do ku*wy nędzy! Jednak takie słowa w ogóle jej nie uspokoiły. Zaczęła się zastanawiać, czy wszystkie zwierzaki przebadają za jednym razem, czy też z każdym kolejnym będzie musiała od nowa ustawiać się w kolejce. Dobra, jedziem z tym koksem. Chwyciła klatki (Brunhilda dostała ADHD i zaczęła miotać się jak szalona) i skierowała się do pierwszego stołu.
– Witamy pana... - powiedziała do mężczyzny tam siedzącego. - Zacznijmy od Salcesona... - Tak naprawdę wybrała właśnie chomika, jedynie z tego powodu, że był najbardziej spokojny (a raczej leniwy) spośród całej piątki. Odetchnęła głęboko.
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 19:31

Wyszedł naprzeciw dorosłej osoby kierującej się w ich stronę. Filch głupi nie był i okazywał szacunek nauczycielom, aby potem móc wykorzystać ich nazwisko przy na przykład straszeniu młodocianych przestępców. Jednak na widok taszczonych klatek, Filch poczerwieniał i pozieleniał na twarzy na zmianę. Szacunek uleciał.
- NIE ZGADZAM SIĘ! - wybałuszył małe przekrwione ślepia na widok szczurów. Szczury, zmora. Ileż tych szkodników pani Norris przyniosła mu w ofierze i Filch miałby to akceptować? Po stosie jego własnych trupów, nie popuści. Podszedł gniewnie do stolika Doriana zagradzając kobiecie dojście do stanowiska numer jeden.
- Proszę pani niech pójdzie do mojego stoliczka. - zaprosił ją milutkim głosem,chociaż z trudem powstrzymywał wrzask. Dolna warga woźnego drżała od powstrzymywanego gniewu. Niedorzeczne! Walne zgromadzenie "Dzikiego paznokcia" nie przewidziało tego w ustawie, ale Minister Magii na pewno!
- Może pani podać do testu tylko dwa zwierzęta. Hogwart to nie jest zoo tylko szkoła. I nie może to być żaden szczur, bo jak to w naturze mają koty, każdy szczur zostanie rozszarpany na strzępy czy ma certyfikat czy go nie ma. - uśmiechnął się do niej obrzydliwie, biorąc do dłoni Miernik. Czy mówił poważnie? Tak, Argus Filch zawsze mówił poważnie i nawet cieszyło go, że to pani Norris mogłaby rozszarpać czyjeś szczury. To Filch tu decydował i Filch uwielbiał to poczucie władzy. Wypiął dumnie pierś, aby pani Couch widziała plakietę z napisem, że jest do tego upoważniony i tak musi być.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 09 Lis 2014, 19:52

Yumi.

Francis uśmiechnął się widząc Yumi. Jeż wreszcie wróci do właściwego właściciela! Radość wypełniła jego młode serce. Nałożył na lewą dłoń średniej grubości skórzana rękawiczkę, które przygotował specjalnie na okazję Hogwarckiego Spisu Futerkowatego i przyjął jeża do siebie.
Następnie wziął go w lewą rękę, a w prawą malutkie, sześcienne, świecące pudełeczko, którym sprawdził reakcję Cziki na światło. Odstawił go delikatnie obok, przed właścicielką, a sam chwycił pióro. Trzymał je moment przed sobą i wypisał krótką notatkę, którą podsunął Yumi dyskretnie.

dla Yumi napisał:
Zignoruj kaganiec, ale klatka się przyda.

Wyciągnął z pliku arkusz certyfikatu.
- Yumi Merebet. Jeż Czika. Ravenclaw. - recytował wypisując. Odłożył pióro, posypał arkusz piaskiem, żeby szybciej zaschnął, zwinął w rulon i zawiązał sznureczek na niezdarną kokardę.
- Voila. - podał z uśmiechem Krukonce arkusz i pogładził delikatnie jeża po kolcach.

Aria.

Iiiii.... Już następna duszyczka pojawiła się obok! Kocia. Jak wiadomo, koty to dranie. Pogłaskał go, oczywiście profesjonalnie podchodząc do swojego zadania.
Poświecił pudełeczkiem przed kocimi oczami, które zareagowały idealnie, momentalnie zwężając źrenice. Mruknął zadowolony.
-Nono.-stwierdził pod nosem, wypisując certyfikat. -Aria Fimmel. Ravenclaw. Bella. Kotka... Birmańska. - powtarzał cichutko notując wszystko na certyfikat. Stara ceremonia. Sypnął piaskiem, zwinął w rulonik i zawiązał węzełek. Wystawił dłoń z tubą.
- Proszę i polecamy się na przyszłość. - stwierdził z uśmiechem. Uff. Nawet szybko szło.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   

 

Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Drzwi wejściowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-