IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pon 08 Lut 2016, 17:46

Wyczuwała jej obecność każdym nerwem, a za obecnością Ari kryło się przeraźliwe poczucie winy i niechęć do własnej osoby. By ratować siebie musiała skrzywdzić przyjaciółkę. Yumi błagała ją w głębi duszy o odrobinę zrozumienia. Tak wiele się działo, a tak mało słów było na świecie, aby opisać własne uczucia, historię i tragedię, która niemalże ją zabiła.
Trzymała się kurczowo sylwetki Ari, aby nie upaść po kolana w śniegu. Dzisiaj ich role się zamieniły; Yumi była słabszym ogniwem, który nie radził sobie ze światem, a Aria ją podtrzymywała mimo, że Yu na to absolutnie nie zasługiwała. Widząc jej zaszklone oczy z siłą powstrzymała w gardle krzyk. To nie tak powinno wyglądać. Tak wiele się zmieniło od momentu jej wyjazdu. Już nigdy nie będzie tak jak kiedyś, ale może uda im się wiernie odtworzyć przynajmniej własną przyjaźń. Rzecz cenną w tych czasach, gdy uczniowie giną bez śladu, a wojna przybliża się ku nim wielkimi krwawymi krokami.
- Będę cię przepraszać do końca swoich dni. - prawie weszła jej w słowo, odpowiadając zbyt agresywnie niż z początku to planowała. Nie chciała litości i łatwego wybaczenia; nie od Ari! Skrzywdziła ją, a więc chciała odbyć pokutę, cierpieć za to i dostać za to nauczkę. Aria była zbyt dobra dla niej, zbyt kochana dla osoby, ktora ją zraniła.
- Gdy będę znikać powiem ci o tym albo zabiorę cię ze sobą. - wymusiła na ustach nieśmiały uśmiech. Otarła knykciami zmarznięte i wilgotne policzki. Nie powinna się rozklejać, to nie w jej stylu. Westchnęła, bo odczuła ulgę. Spotykając się z Arią, czuła się jak w domu, którego nie miała.
- Och, Aria. To ja ponoszę za to winę... wtedy byłam chora, nie mogłam ci powiedzieć jak blisko byłam... - nie udało się jej wypowiedzieć ostatniego słowa, bo nie tylko głos ugrzązł w gardle, ale też strach chwycił szponami struny głosowe. Jedno było pewne, Yumi nie była w stanie słuchać pośrednich przeprosin. Nikt nie musiał jej za nic przepraszać, to ona żyła z poczuciem winy i straty.
- W każdym razie przysięgłam sobie mówić. Mówienie jest srebrem, muszę mówić. - mówiła do siebie jak i również do Arii, pierwsze słowa terapii. Nie puszczała dłoni Krukonki, bo nie była jeszcze na to gotowa. Lękała się, że gdy ją puści, Aria rozpłynie się w powietrzu i okaże się, że nie wyszła po nią, że pogardziła jej przyjaźnią i zachowaniem. Yumi spuściła głowę, pozwalając aby włosy zakryły jej twarz. Wstydziła się, bardzo. To takie nieprzyjemne uczucie. Nagle straciła odwagę na patrzenie w oczy przyjaciółki. Wbiła wzrok w jej buty i zgarbiła ramiona, czując się bardzo źle w obliczu gorzkiej prawdy.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 13 Lut 2016, 20:04

Norweżka postanowiła nie odpowiadać na zbyt szybko wypowiedziane słowa o przeprosinach. Dziewczynie nie zależało na tym, by odzyskana przyjaciółka do końca swoich dni miała się karać za to, że zniknęła. W końcu musiała mieć ku temu swoje powody, a Aria nie była w stanie jej wtedy pomóc, mimo szczerych chęci i rwącego się do walki serca. Koniec końców każdy musiał podążać własną ścieżką, podejmować własne decyzje i ratować się jak tylko może. Czasem liczyło się już tylko przetrwanie, a nie zawsze człowiek dostrzegał najprostszy fakt, że to w grupie tkwi siła. Samemu można było walczyć, lecz walka ta odbijała się dobitniej w duszy, niż gdyby pozwoliło się przejąć przyjaciołom połowę swojego bólu. W końcu od tego byli, prawda? By wspierać, wysłuchać, doradzić, a jeśli trzeba to rozkwasić komuś nos. By być, nieważne czy działo się dobrze, czy źle. Mimo zmieniającego się świata, Aria wciąż chciała wierzyć, że znajdą się osoby, które nigdy nie zdradzą i nie opuszczą. To samo musiała udowodnić Yumi, bo od dnia ich ostatniego spotkania wcale nie zaczęła jej mniej kochać. Zbyt wiele straciła, by mogła myśleć i czuć inaczej.
- Zgoda, we dwójkę będzie nam raźniej – odpowiedziała, próbując uspokoić trzepoczące serce. Aria miała jednak nadzieję, że nie będą musiały znikać... Delikatny uśmiech nie schodził z jej twarzy, choć widząc jak Yui ocierała wciąż pojawiające się łzy, jej samej również wilgotniały oczy.
- Yumi, wysłucham wszystkiego, co chciałabyś mi powiedzieć. Jesteśmy przyjaciółkami, nigdy o tym nie zapominaj – zapewniła przyjaciółkę, próbując utrzymać z nią kontakt wzrokowy. Nie naciskała jednak, sama wiedząc, jak wiele trudności jej samej sprawiało patrzenie komuś w oczy, gdy nie miało się wystarczająco dużo siły.
Kilka mroźnych sekund – a może minut? – przeminęło w zupełnej ciszy. Trzymając się za rękę wśród wirujących płatków śniegu, obie nie miały zamiaru przedwcześnie kończyć spotkania. Zbyt wiele czasu minęło, by Aria mogła po prostu pozwolić Yumi ponownie odejść.
- Chodź… Pójdziemy gdzieś, gdzie jest cieplej. – Aria jako pierwsza przerwała milczenie, delikatnie ciągnąc Japonkę za sobą. Ruch był lekki i nienatarczywy, wciąż pozwalający młodszej dziewczynie na zmianę zdania. Ogromny kamień jednak spadł z serca Norweżki, gdy przyjaciółka postanowiła do niej dołączyć, a jedynym słyszalnym dźwiękiem był skrzypiący pod butami śnieg.

[z/t x 2]
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 20:29

| bieżące.

Wydawać, by się mogło, że wszystko wokół niej płynęło - życie, to osobiste jak i szkolne - obijało się o ściany jej świadomości, kiedy i ona spoglądała na to wszystko z narzuconym wręcz dystansem.
Zbliżająca, albo i nawet nie - trwająca w okowach wojna dawała się jej we znaki, a tajne spotkania Zakonu spędzały jej sen z powiek, chociażby warto dodać, że dziewczyna była z siebie niezwykle dumna, że udało się jej dokonać czegoś wielkiego. Wielkiego, na miarę dobrego czarodzieja, chociaż jeszcze niezbyt doświadczonego, ale przecież wszystko przyjdzie z czasem.
Czuła się lepiej - było jej o wiele lepiej, niż na samym początku, niż przed świętami. Mimo tego, że wydawało się jej, że straciła coś cennego w życiu, to teraz, odkąd miała misję oraz przyjaciół wokół siebie życie nie dawało jej już tak bardzo po tyłku jak przedtem. Jej twarz znowu nabrała rumieńców, a słowa rzucane przez nauczycieli chłonęła z dwa razy mocniejszym i silniejszym zapałem niż kiedykolwiek wcześniej.
Wciąż pełniła swoją funkcję prefekta i pilnowała młodszych uczniów, gdy zachodziła taka potrzeba wiedząc, że póki nie nadejdzie prawdziwa walka jej obowiązki będą ograniczały się właśnie do tego. Do ochrony słabszych.
Tego dnia jednak nie ochraniała słabszych, a spędzała czas w towarzystwie milusińskiego olbrzyma, który uraczył ją nie tylko ciepłą herbatą i twardymi jak kamień ciasteczkami, ale ziołami mającymi zwalczyć cholerny ból głowy, który męczył ją ostatnimi czasy. Może to wizja nadciągających egzaminów tak ją przytłaczała, a może jeszcze coś albo ktoś?
Przemierzając kolejne zaspy śnieżne, w które z łatwością wpadała kierowała się wraz z małym pakunkiem w stronę szkoły - zimny wiatr targał jej ciemne loki, a piwne oczy wpatrywały się nie przed siebie, a pod nogi, by zgrabiej móc ominąć wszelakie utrudnienia. Czuła jak szczypią ją policzki, jak w gardle zasycha, jak bolą ją zęby po hagridowych wypiekach. Powinna wspomnieć mu następnym razem, by nie dodawał tyle mąki do ciastek, bo nijak się jej widziała wizyta u magicznego dentysty.
Poprawiła pakunek pod pachą, drugą dłoń obleczoną błękitną rękawicą wsunęła do kieszeni czarnego i przede wszystkim ciepłego płaszcza. Gruby szal w barwach domu zwisał łagodnie z jej szyi i ramion dając jako - takie schronienie przed mrozem, ale cóż z tego skoro i tak, raptem parę kroków stąd nie udało się jej dostrzec sylwetki jej byłego chłopaka.
Miała więc jeszcze chwilę, by po prostu pomyśleć sobie o niczym ważnym, o tym, co dzisiaj zje na kolację, czy jej podopieczny odrobił już zadanie domowe z historii magii. Nie będzie musiała myśleć o złamanym sercu, które z trudem zaleczyła nawałem pracy i poświęceniem.
Kolejna sekunda, dwie, krok, następny i kolejny - szła raźno, chuchając i dmuchając byleby się rozgrzać, byleby nie zamarznąć i nie utknąć w miejscu.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 20:40

Wypuścił powietrze z płuc i dzielnie postąpił krok w tył. Bramy Hogwartu zamknęły się przed nim z trzaskiem. Trzymał w ręku klatkę z płomykówką, której zapomniał zabrać z Devon. Tak samo jak wielu innych pierdół, których normalnie nigdy nie zostawiłby w domu. Z ulgą pożegnał cholernie drogiego kuriera lądowego, który tułał się do Hogwartu bite dwa dni, aby dostarczyć ruchliwą i jeszcze (ledwo)żywą przesyłkę. Heniek wsunął rękę między szczebelki klatki, dotykając miękkich piór zaniedbanej przez właściciela sowy. Jego sylwetka była ledwie widoczna na tle wczesnego, a jak ciemnego wieczoru. Nie miał na sobie kurtki ani płaszcza. Palcami sięgnął po rąbek kaptura bluzy i naciągnął go na twarz. Schował jaśniejące już limo, podarunek od jednego z Krukonów, na którego natknął się w Wielkiej Sali. Negatywne nastawienie Hogwartu o dziwo go nie denerwowało. Zachowywał spokój, z zaciśniętymi zębami chodził po korytarzach w godzinach szczytu. Nie zwracał uwagi na zaczepki i wskazywanie go sobie palcem. Ci, którzy mieli czas zawracać sobie nim głowę z największą przyjemnością piętnowali go na każdym kroku. Lancaster reagował spokojem, znosząc wszystko cierpliwie. W końcu się znudzą. Ludzie zapominają, zawsze. Zwykle potrzeba na to wiele czasu, ale koniec konców odpuszczają sobie i znajdują inną ofiarę. To nic, że jest na ustach prawie całej szkoły. To nic, że w Hufflepuffie został osądzony i odizolowany od większości osób. On tu wrócił, żeby skończyć szkołę, a później wyjechać na drugi koniec świata zacząć od nowa nawiązywanie relacji.
Kolejny raz wypuścił zimne powietrze z ust. Zgarbił ramiona i patrzył na obrażone sowisko, które jeszcze nie udziobało mu palców. Nie winił jej za to. Przez pół roku próbował o niej pamiętać, karmić ją, czyścić i pielęgnować i za każdym razem zapominał. Nie pomagały rozwieszone po pokoju i mieszkaniu karteczki. Zawsze czegoś nie zrobił i kogoś zaniedbał. Co mu po pamięci, skoro nie działała poprawnie?
Przesunął głośno butami po śniegu, brodząc nimi po kostki. Najbliższe kilka miesięcy, tygodni i dni ma wypełnione od szóstej rano do siódmej wieczór. Włącznie z weekendami, co jest kosztem nadrabiania całego semestru. Uzdrowiciel przygotował mu na ten czas odpowiednią dawkę lekarstw, które dostarczać ma mu każdego pierwszego poniedziałku miesiąca. Kolorowe tabletki były winowajcami naćpanego i niezdrowego wyglądu Heńka. Przestał się wprawdzie odzywać. Na lekcjach siadał na ostatnich, skrzypiących, krzywych i brudnych ławkach. Zrezygnował z Wielkiej Sali na rzecz przytulnej kuchni w porach mniej uczęszczanych. Przystosowanie się do samotności w Hogwarcie potrzebowało trochę czasu. Dobrze mu szło. Miał wprawę po sześciomiesięcznym oglądaniu czterech ścian swojego pokoju i gabinetu Uzdrowiciela.
Uniósł klatkę wyżej, aby nie uderzała o łydki podczas transportu. Nie widział zbyt wiele; jedynym światłem była nikła świeca wiszącej latarni. Zapalała się za każdym razem, gdy ktoś stał przy bramie i gasła, gdy ktoś od niej zawracał. Henry musiał sprężać się i stąd zmykać, jeśli nie zamierzał mieć na karku pana woźnego. Przesunął wzrokiem po okolicy aby upewnić się, że nie ma niepotrzebnego towarzystwa. Dobrze, że tak zrobił, bo właśnie wtedy zobaczył czyjąś sylwetkę. Jak szedł, tak się zatrzymał narażając klatkę z sową na trzask, co zostało skomentowane pełnym skargi huknięciem. Nie ważne kto to był. Henry wycofał się w cień, prawie pod sam mur zamku. Uciszył sowę, która choć niezadowolona, to go posłuchała. Postawił klatkę na śniegu, a ręce schował do kieszeni bluzy. Czekał aż ta osoba go minie i wróci do ciepłego zamku.
Był posągiem w cieniu, znieruchomiałą rzeźbą marmurową i nie ruszył się nawet o milimetr nawet gdy do jego nozdrzy dopłynął zapach wanilii, ciastek, ciepła. Zapach przesiadywania w kuchni późnym wieczorem, opijaniem się piwem kremowym i wsiadaniem na dzikie szkolne miotły. Odwrócił głowę w bok, ale nie podniósł wzroku. Krew zastygła w żyłach. Henry nagle czuł zimno powietrza i pory roku. Musiał zamknąć oczy. Próbował oderwać się od bodźców, a tylko je spotęgował, chłonąc chód, dźwięki i dalekie zapachy innymi zmysłami. Zacisnął wargi w wąską, bladą linię. Zaciskał pięści i szczękę, chyba nie oddychał. Ponaglał ją, aby przeszła dalej. Szybciej, spiesz się! Niedługo Henry będzie musiał zaczerpnąć powietrza, a nie chciał katować się wtedy jej wonią. Stłumił w gardle warknięcie.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 21:29

Podczas gdy on siedział w domu, zamknięty w czterech ścianach ucząc się życia na nowo, ona w tym czasie uczyła innych jak żyć, nie cierpiąc. Zajmowała się wszystkim i niczym, aby zapomnieć, aby móc ponownie rozkoszować się szkolną aurą jaką roztaczał wokół siebie Hogwart wraz ze wszystkim, co oferował jej i innym uczniom każdego dnia. Chłonęła więc dodatkowe zajęcia, korepetycje, spędzała miliony godzin nad książkami w bibliotece, praktycznie zapamiętując wszystkie imiona osób tam przychodzących. Rozdawała uśmiechy na lewo i prawo, by nikt z obecnych nie był w stanie wyłapać osadzonego głęboko w jej spojrzeniu smutku, cząstki tego, czego utraciła, wydawać by się mogło tak niedawno.
Od ich ostatniego spotkania minęło wiele miesięcy. Od ostatniego, naznaczonego łzami i słowami, które teraz nie chciałyby jej przejść przez gardło. Mimo tego co zrobił, że ją skrzywdził, że tak po prostu odszedł prawie o niej zapominając to nie czuła złości ani bólu. Nie teraz, gdy uporządkowała swe myśli, gdy miała misję i chęci do działania. Gdy wiedziała kiedy powiedzieć stop, a kiedy nawrócić się na wcześniej obraną drogę. Podobnie jak teraz, gdy w oddali dostrzegła jakąś sylwetkę, rozmywającą się na tle ciemnego muru. Światło opadające na dziedziniec zgasło, a i ona nie potrafiła dojrzeć nikogo prócz ciemności rozlewającej się w okolicy. Pozostało jej raptem kilka kroków, metr, może dwa, zanim latarenka znowu rozbłyśnie i obleje jej postać ciepłem, które wkradnie się pomiędzy jej ciemne loki, odbije w czekoladowych tęczówkach i rozjaśni jej grymas zdziwienia, gdy natknie się właśnie na niego.
Zbliżała się nie ubłagalnie, i właśnie oto wkroczyła na iście zakazany teren, szorując podeszwami ciężkich, zimowych butów dostosowanych akuratnie do pogody. W przeciwieństwie do Lancastera, który chyba zapomniał, by się ubrać przed wyjściem na taką pogodę.
W końcu usłyszała ciche i wręcz magiczne tknięcie wraz z towarzyszącym huknięciem sowy uwięzionej w klatce. Odruchowo odwróciła pełną buzię w stronę źródła dźwięku i zamarła, dostrzegając jasne piórka i znajome oczyska zwierzaka wpatrującego się w nią z zaciekawieniem - zupełnie jakby sobie o niej przypomniała, jakby Nero zaczynała rozumieć kogo ma przed sobą. Podobnie jak Wanda, która w lot zatrzymała się, zaciskając mocniej dłoń na pakunku, który nieomal nie spotkał się z ziemią.
Mimo tego, że słyszała plotki o pojawieniu się Henryka w szkole, to usilnie je ignorowała - nie słuchała ich, nie wypytywała o nie, nie mając ochoty zagłębiać się w dany temat. Nie uważała tego za konieczne, zwłaszcza, że domyślała się iż powrót do szkoły dla kogoś takiego jak Puchon okaże się nie tyle co kłopotliwe, a trudne. Nie chciała zadręczać go swoją obecnością - bo jakby się wtedy czuł?
Tak jak i ona teraz? Niepewnie, nie będąc świadomą tego jakim źródłem jest jego siniak zakwitły na buzi. Nie prosiła nikogo o obronę, pomoc, nie chciała robić mu na złość. Nie chciała, by czuł się jak ona.
Powiodła ciemnym spojrzeniem po jego sylwecie, zauważając cienką bluzę i twarz należącą o jej byłej miłości. Serce zatrzepotało w jej klatce piersiowej, jakby chcąc się wyrwać ku chłopakowi. Drżącą ręką pogładziła materiał pakunku i otworzyła usta, nie odrywając jednak wzroku od blondyna.
- Henry. - Wychrypiała zamiast zwyczajowego przywitania, będąc w szoku, że go widzi. Tutaj, teraz. Gdy tak naprawdę był na wyciągnięcie jej ręki. Którą po chwili wyciągnęła, by móc dotknąć jego ramienia. Może z przyzwyczajenia, a może tylko po to, by sprawdzić czy faktycznie tu przed nią stoi i nie jest wymysłem jej wyobraźni.
- Jesteś tu. - Zauważyła głupio, odsuwając zaraz rękę, parzące palce, czując jak czerwienie, jak straciła już dawno temu sposobność na dotyk.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 21:50

Przeklął ją tysiąc razy w myślach, zapominając, że to tak nie działa. Musi go zobaczyć, bo to odpowiada scenerii. Co mu po ukrywaniu się w cieniu, skoro niegdyś Wanda była w stanie wyczuć jego nastrój bez użycia słów i pytań? Ból we wnętrzu dłoni powiedział mu jak mocno wbijał w ręce paznokcie. Nie zareagował na swoje imię, zupełnie jakby do niego nie należało. Otworzył oczy i zawiesił wzrok w błyszczącej warstwie białego puchu, od którego odbijało się milion świateł. Mroźne powietrze ocucało go i nakłaniało do reakcji. Wiele razy przerabiał w myślach scenariusz natknięcia się na Wandę. To było nieuniknione. Gdy przychodziło co do czego, głos wiązł mu w gardle, a w trzewiach narastała wściekłość. Tak, na Whisperównę, bo jest tak popularna, że nienawidzi go przez to cała szkoła. Przez jej sławę i powszechną sympatię Henry nie ma życia towarzyskiego. Nie żeby go żądał, w końcu z własnej woli uciekał się do izolacji od społeczeństwa. Nie miał ochoty spotykać Wandy. Mógł jej powiedzieć wiele, ale nie powie nic. Odbił się plecami od ściany i skostniałymi palcami podniósł zimną, śliską klatkę ze zdradziecką sową. Nie było westchnięcia, wzdychania, a jedynie cichy haust powietrza, aby móc spokojnie minąć dziewczynę.
Musiał na nią w końcu spojrzeć. Nie z własnej woli, co to, to nie. Podniosła rękę, zupełnie jakby chciała go dotknąć. Rękę bez różdżki. Rękę, kończynę, na co on zareagował postawieniem nogi w tył i wykonaniem uniku przed nawiązywaniu z Wandą dialogów i relacji. Nie zaskarbiał sobie w ten sposób jej sympatii czy szans na przebaczenie, normalne życie w szkole. Lancaster nie mógł zachować się normalnie. Jedyne, co mógł dla niej zrobić to utwierdzać ją w przekonaniu, że go nienawidzi. Ukrywał twarz pod kapturem i wbijał wzrok tępo gdzieś w bok, nie w ziemię jak skazaniec czy marnotrawne dziecko. Patrzył w śnieg, a napięcie zdradzała napięta szczęka. Gdy szamotanie się Nero przybrało na sile, kucnął kolanem w śniegu. Majstrował przy zamku i koniec końców wypuścił sowę na wolność. Zatrzepotała skrzydłami, zdzielając przy okazji połowę twarzy swojego właściciela i poszybowała przed siebie, zataczając koło i pohukując przyjaźnie na Wandę. Z dwoja złego przynajmniej ptaszycho stosownie powitało Krukonkę. Henry zaś nie patrzył na nią, nie krzyżował z nią wzroku i z całej siły woli udawał obojętnego. Trawiły go wspomnienia zanim zniknął bez słowa po tym, co sobie przypomniał. Zwlekał z zamknięciem klatki i powstaniem z klęczek. Mógł tę czynność wykonać w ciągu dwóch sekund, a w maksymalnie ośmiu zniknąć sprzed bramy i ukryć się w lochach. Otrzepał kolano ze śniegu, drżąc od zimna wywołanego kontaktem ze śniegiem.
Siłą woli zmusił się do ruszenia do przodu. Zatrzymał się bez udziału świadomości, gdy zrównał się ramieniem z Wandą. Stał do niej bokiem, cały czas nie nawiązywał z nią kontaktu wzrokowego ani fizycznego w obawie, że ugnie się pod ciężarem sumienia. Stał tak niekończącą się minutę, może dwie, jak nie dziesięć. Po wtłoczeniu do organizmu świeższych wspomnień i charakterystycznej, słodkiej woni, w jakiś sposób rozluźnił palce z pięści i wyprostował barki. Nie czuł się zbyt dobrze pod jej sokolim wzrokiem. Prawdopodobnie nigdy więcej nie poczuje się w jej towarzystwie miło.
- Przykro mi. - zdołał wydusić.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 22:18

Wiele się działo przez jego nieobecność - wiele się zmieniło, zarówno w szkole jak i na jej obrzeżach. W jej sercu, życiu. Nie chodzi tu o zmianę tematyki na szkolnych korytarzach, która z każdą chwilą zamieniała w gorzejącą dyskusję na temat poszczególnych racji. Nie o zmianę rozdziału w książce, ani o kolejną i nową parę w szkole.
Wraz z nadejściem jednego z miesięcy odzyskała wiarę w swoje umiejętności - zdobyła wiedzę, przyjaciół i cel, do którego zmierzała.
A ten zawsze posiadała - początkowo była to tylko nauka, zdobywanie jak najlepszych stopni. Dopiero potem rozgorzała w niej niechęć do śmierciożerców, do Voldemorta i wszystkich jego sługusów, którzy zabrali jej rodziców. Brata udało się jej odzyskać i dbała o niego bardziej niż o kogokolwiek. Słuchała go, chuchała i dmuchała nie chcąc ponownie go stracić.
Tak, jak straciła Henryka.
Wyczuwała jego dystans, który narzucił z samego początku pierwszych sekund ich spotkania. Patrzyła na niego, chociaż ten nie widział jej twarzy, nie widział zakwitłych rumieńców na jej pulchnych policzkach, gdy przypomniała sobie wspólnie spędzane chwile. Czuła się niepewnie, bo nie wiedziała czy chłopak, który przed nią stoi był tym, którego niegdyś pokochała.
A kto teraz jest obrzucany wyzwiskami i nienawistnymi spojrzeniami z góry informujących o antypatii do ów pana. Wanda nie prosiła nikogo z nich o protekcję - nie prosiła ich o pomoc, o cokolwiek, co byłoby związane z Lancasterem. Domyślała się jednak, że może nie mieć lekko, zwłaszcza po tym jak szkołę obiegła plotka o jego zniknięciu, o jej złamanym sercu. Pamiętała minę Gwen, gdy tamta zobaczyła ją zapłakaną, z listem pożegnalnym w dłoni. Pamiętała Riaana klepiącego ją po ramieniu i Tima kroczącego obok, trzymającego się na uboczu, a jednak nie odchodzącego zbyt daleko.
Nie miała mu za złe, nie była nawet na niego wściekła. Jej złość uciekła, uciekała i płynęła wraz z kolejnym miesiącem od ich rozstania. Była jedynie zdziwiona, że nie dał się dotknąć - jak głupia gąska odsunęła dłoń i schowała w niej pakunek, karcąc siebie w duchu, że popełniła błąd. Miała jednak nadzieję, że pierwszy i ostatni w ich starciu.
Obserwowała go w milczeniu, widząc jak siłuje się z klatką, jak białe jak puch skrzydła omiatają atmosferę, jak unoszą się w powietrzu. Uśmiechnęła się do zwierzaka, właśnie w nim wyczuwając bratnią duszę. Miała ochotę sięgnąć po nią, ale nie była na tyle odważna. Nie teraz, gdy Henry zrobił krok w tył, gdy przekreślił ich wspólnie budowaną przyszłość.
Nie mówiła nic gdy wstał, gdy się z nią zrównał, jakby chciał się z nią minąć. Nie widziała jego oczu, ani wyrazu twarzy, bo przed nią uciekał. Chciała podejść do niego z sercem i wyrozumiałością ale nie, gdy ten odrzucał jej pomoc już na samym starcie. Gdy nie chciał się pokusić o chwilę dla nich, dla wytłumaczenia się, dla rozmowy.
- Za co? - Spytała głucho, będąc zaskoczoną, że jej głos może mieć tak metaliczny wydźwięk. Odsunęła się, odwracając się zaraz w jego stronę, butnie, jakby nic sobie nie robiła ze słów, które wypowiedział.
- Za to, że zniknąłeś nie żegnając się ze mną, tak jak przystało? - Dopytała, może z początku bezczelnie - nie tego chciała. Zaraz zamilkła, wiedząc, że mogła go tym wystraszyć.
- Nie uciekaj znowu, Henry. Nie taki jesteś i nie taki byłeś. Nie uciekaj, nie teraz, gdy mogę na Ciebie spojrzeć. Nie jestem zła. Nie jestem wściekła. Nie będę, ale porozmawiaj ze mną. - Ona nie prosiła, nie błagała o chwilę uwagi, a zwyczajnie żądała. Twardo i nieustępliwie.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sro 18 Maj 2016, 22:49

I on nie poznawał swojego głosu. Nie należał do wesołego szesnastolatka, ale do jakiegoś starego zrzędy z rodu Filcha. Nic nie mógł na to zdziałać, a i tak zrobił postęp, że powstrzymał wyminięcie Wandy i skrzywdzeniem jej jeszcze bardziej. Mógł łatwo przywyknąć do ogólnej nienawiści i zaczepek, bo to przypominało mu, że powinien trzymać się na uboczu i w samotności leczyć swoją głowę. Chwilę temu był spokojny i miał nawet dobry humor, a w chwili obecnej serce dudniło i rozchodziło się echem wewnątrz uszkodzonej czaszki. Mróz siekał go po plecach i pchał w stronę ciepłego zamczyska, jednak to postać Wandy nie ułatwiała mu podniesienia stopy i natychmiastowej ewakuacji sprzed jej oblicza.
Nie był na tyle silny, aby wczuć się w położenie Krukonki. Stchórzył i nie stawiał się w jej sytuacji w obawie, że skończy się to dla niego tragicznie. On w szkole miał normalnieć i odpoczywać, jednocześnie kończąc edukację, a nie zachowywać się jak typowy masochista. Dosyć już przeszedł, teraz miał mieć czas na wcielenie się w outsidera pospolitego. Dobrze mu szło, dopóki Wanda nie przyszpiliła go słowami do ziemi. Uniósł wolną rękę do czoła, potarł palcami oczy, bo jeszcze chwila, a spojrzy na dziewczynę i wyda się, że w środku jest prawie taki sam jak kiedyś.
- Stoję. - zakomunikował jej sztywno. Palnął głupotę, bo mógł powiedzieć tysiąc innych bardziej sensownych słów. Słysząc drżący głos Wandy chciał ją odruchowo uspokoić i zapewnić, że nie ucieka. A uciekał, chciał uciekać. Nie miał ochoty i sił, aby z nią teraz rozmawiać. Może jutro, za tydzień, za miesiąc? Gdy zaczepki spadną na sile i będzie mógł w spokoju posiedzieć w dormitorium bez narażania się na aroganckie traktowanie.
- Zrozum. - ostrożnie dobierał słowa, mówił ze słyszalnym napięciem. - Nie możemy porozmawiać. Przykro mi. - niewerbalne natarcie i nieustępliwy wzrok Wandy tak wiercił mu dziurę w czaszce, że i jego defensywna postawa poszła w diabły. Otarł dłonią twarz z emocji, opuścił ją wzdłuż ciała i uniósł umęczone, szare oczy, zaglądając w śmiertelnie poważne tęczówki Wandy.
- To nie pomoże. - dodał nieswoim głosem, ginąc prawie pod spojrzeniem dziewczyny. Za mostkiem coś go podduszało i wpędzało w tachykardię. Przepraszał ją wzrokiem, bo nie umiał słowami. Henry'emu od zawsze ciężko było zadośćuczynić krzywdy, pocieszyć czy poprosić o wybaczenie. Stojąc tak przed Wandą, stwierdził w myślach, że woli trzech Riaanów i pięciu Timów gotowych przemeblować jego twarz niż czuć teraz na sobie nieustępliwe spojrzenie jednej dziewczyny. Nigdy nie nazywał się odważnym. Amnezja minęła. Nie umiał wrócić do normalności pamiętając co zrobił i komu to zafundował.
Sięgnął do potylicy i zdjął kaptur z głowy odsłaniając zmienioną twarz. Wydłużoną, wyraźnie zarysowaną i bledszą z sińcami pod oczami. Słabe światło latarni kreowało jego wygląd na upiorny. Henry nie próbował tego nawet ukryć. Najzwyczajniej w świecie nie miał ku temu sił.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 19 Maj 2016, 12:56

Tak naprawdę to nie sądziła, że uda się jej go jeszcze spotkać - wydawało się jej raczej, że po prostu dokończy ostatni rok w Hogwarcie, a Henry jakby wiedziony instynktem wróci do szkoły, ale dopiero od września. By się z nią minąć, by jej już więcej nie zobaczyć i nie obwiniać się o to co jej zrobił.
Miało być tak właśnie, o wiele wygodniej dla obojga, gdyby się nie widzieli - gdyby po prostu ich nazwiska więcej się już nie spotkały, nie natykały na siebie. Ale to było niemożliwe, nie w świecie magii, nie w świecie, w którym nie istniało słowo niemożliwe.
Wielokrotnie zastanawiała się jak będzie wyglądać jej spotkanie z Lancasterem - po kilku tygodniach, miesiącach, latach, aż w końcu straciła nadzieję na jakikolwiek odzew z jego strony. Tylko ślepy los mógł zagnać ich w kąt i dać im chwilę na wyjaśnienia - bo znając życie i charakter Puchona to ten nie raczyłby się do niej odezwać.
Targał nim wstyd i poczucie winy, co było całkowicie zrozumiałe - Whisper jednak pojąć tego nie mogła - miał tyle czasu na rzucenie jej wyjaśnień, na chociażby wysłanie jednej i marnej sowy. Przecież nie była potworem, przecież miała dobre serce i zrozumiałaby absolutnie wszystko. Nigdy go o nic nie pytała, zawsze była u jego boku i trwała przy nim do końca. Dlaczego więc zachował się tak niedojrzale?
Spoglądała na niego, spod wachlarza rzęs i zastanawiała się czy to wszystko przez nią, jej zachowanie i oddanie czy może przez nawrót wszystkich wspomnie związanych nie tylko z jej osobą, ale i Soleil, atakiem śmierciożercy. Potrzebował chwili wytchnienia, ale ta do cholery się już skończyła wraz z przekroczeniem progu szkoły i on winien wiedzieć o tym doskonale. Jak nikt inny.
Słyszała go - znowu usłyszała ten przyjemny niegdyś dla ucha bas, głos, który przerodził się w kilka miesięcy od ich ostatniego widzenia w głębszy ton - ale i bardziej suchy, komunikacyjny. Nie oczekiwała niczego więcej jak rozmowy - żadnych czułości, słodyczy ani wyznań. Chciała dowiedzieć się co z nim się działo, jak się czuł, czy nie potrzebuje przypadkiem pomocy. Mogłaby mu ją zaoferować, mogłaby powiedzieć wiele, uspokoić go, tak jak przedtem on to zawsze robił. Ale nie mogła.
Nie była w stanie - coś ją tknęło, zacisnęło się na jej trzewiach, gdy spokojnie oznajmił, że nie mogą porozmawiać. Wykrzywiła wargi w krzywym uśmiechu, niezwykle smutnym, ale i pełnym niezrozumienia dla sytuacji. Wbiła paznokcie w materiał rękawiczek i trwała tak dobrą chwilę, zanim nie natknęła się na szare tafle, w których niegdyś mogła utonąć. Patrzyła na niego odważnie widząc pełną zmian twarz swojej dawnej miłości i zastanawiała się, co też musiało się z nim dziać. Natychmiast zapragnęła go dokarmić, przytulić i obiecać, że wszystkim się zajmie.
Powstrzymała się, nie roniąc ni łzy, będąc przygotowana na taką ewentualność.
- Musimy porozmawiać Henry, to nie była prośba. - Zaczęła, odgarniając ciemny kosmyk grzywki wprost z oczu. Wstąpiła w nią determinacja, dziwna siła, którą mogłaby łamać drzewa jednym skinieniem palca, ale i niepewność wtargnęła do jej serca na ten widok.
- Nie chcę Cię unikać. Nie chcę by to tak wyglądało. Przeszedłeś wiele i pewnie jest Ci teraz ciężko, ale nie odwracaj się ode mnie. - Poruszyła ustami czując jak zdradliwy rumieniec wkrada się na jej lico i szyję. Miała ochotę się schować i przeczekać chwilowy kryzys, ale jeżeli tego nie powie teraz, to czy później będzie mieć okazję?
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 19 Maj 2016, 21:33

Lancaster doskonale wiedział, że Wanda ma dobre serce i zrozumie wszystko, zaakceptuje najbardziej banalne wyjaśnienie i nie daj Merlinie, jeszcze mu wybaczy. Problem w tym, że Henry właśnie nie chciał jej zrozumienia, bo to nie odpowiadało jego sumieniu, które nie brało pod uwagę czyjegokolwiek rozgrzeszenia. Tylko około dwóch tysięcy razy pisał na pergaminie wyjaśnienia, listy i przemowy do Wandy, ale żadne z tych pism nie zostało wysłane ani zapakowane w kopertę. To bardziej Henry próbował sam siebie usprawiedliwić przed samym sobą w próbach wysłania listu. Koniec końców zachował się jak ostatni drań i choć miał prawo zniknąć bez słowa, bo Wanda nie wiedziała jak wyglądał i czuł się po powrocie pamięci, był jej winny wyjaśnienia. Miał je na końcu języka, prawie się przełamał i prawie był gotów opowiedzieć jej wszystko ze szczegółami. Zacisnął szczękę mocniej, aby żadne słowo nie wydostało się spomiędzy jego ust. Nie mógł brać od niej pomocy ani troski. Dla Henry'ego na chwilę obecną nie było żadnych możliwości powrotu do przeszłości. Musiał uporać się sam ze sobą, a to nie brało pod uwagę obecności popularnej i prawdziwej dobrotliwości Wandy.
Na dźwięk jej nieustępliwego głosu, drgnął w środku. Tego u niej nie pamiętał. To musiało się pojawić po jego odejściu i ciekawość zżerała go od środka. Kiedy Whisperówna stała się tak... ostra i jakby to powiedzieć, silniejsza? Zmarszczył brwi i czoło, zdziwiony siłą jej żądania jak i wyczuwalnego wokół niej siły autorytetu. Jeśli miało mu to pomóc w poprawnym funkcjonowaniu rozsądku, nie wyszło.
Choć nie miała zapewne nic złego w intencjach, zirytował się, bo po raz kolejny oferowała pomoc. Wanda Whisper zawsze pomagała. Każdemu, bez względu na koszty. Wyciągała rękę nawet do osób, którym nie powinna ułatwiać podnoszenia się z ziemi. Kiedyś lubił tę zaletę, bo był podobny. Na chwilę obecną to tylko go rozdrażniło.
- Nie pomagaj mi na siłę. - odpowiedział odruchowo, stojąc do niej cały czas bokiem. Mimo, że minęło pół roku, to i tak Puchon potrzebował jeszcze czasu, aby do siebie dojść i ustawić się w jednym miejscu, w punkcie, z którego będzie mógł oceniać świat i ludzi.
- Nie musisz mnie unikać, ale nie mogę spełnić twojego żądania. Chcę, ale nie mogę. Naprawdę mi przykro. - wytrzymał jej wzrok, nie reagując na widok pojawiającego się na jej twarzy rumieńca. - Na chwilę obecną wszystko musi pozostać tak... jak jest. - machnął ręką rysując w powietrzu półkole, pokazując "wszystko", w którym mieścili się tylko oni, sowa i mrygająca latarnia. Za oczami poczuł ciemniejący ból, stały gość nabyty pół roku temu. Przymknął powieki i skoncentrował się na pulsacjach. Tkwił tak dwa momenty, a gdy z powrotem spojrzał na Wandę, sprawiał wrażenie jeszcze bardziej zmęczonego. Sam zerwał kontakt wzrokowy, bo nie mógł znieść bijącej od niej troski. To go gryzło i deprawowało. Zaczerpnął głęboki haust powietrza i schował skostniałe z zimna ręce do kieszeni bluzy. Skinął dziewczynie głową, aby wracała do Hogwartu. Pójdzie za nią w stosownej odległości, aby nie widziała jak dzięki jej popularności traktuje go szkolne społeczeństwo.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 19 Maj 2016, 22:04

Błędem było wyciąganie ręki do kogoś, kto nie chciał otrzymać od niej pomocy. Była świadoma tego, że Henry zmienił się - nie tylko pod względem fizycznym, gdzie zwyczajnie osłabł, ale i pod względem radzenia sobie z emocjami. Był jak wypruty, wiecznie zmęczony chłopiec nie potrafiący spojrzeć w oczu swemu przeznaczeniu.
To ona nad nim górowała, była znacznie silniejsza - ona wiedziała co mówić, nie chowała się przed jego spojrzeniem, a szukała go. Instynktownie, chcąc ujrzeć ponownie szare tęczówki niegdyś wpatrujące się w nią z uwielbieniem i miłością, którą darzyli się nawzajem. Żałowała wielokrotnie, że amnezja mu go zabrała, że ten nie potrafił sobie z nią poradzić, że uciekł jak zbite szczenię.
Wydoroślała, o ile było to jeszcze możliwe i korzystała ze swej przewagi, przy każdej nadarzającej się okazji. Nie było tutaj miejsca na łzy, na przeprosiny i godzinne rozmowy, zwłaszcza, że pogoda nie sprzyjała takim spotkaniom. Odkąd została wtajemniczona do Zakonu wiedziała już, że wszystkie swoje słabości powinna zostawić za sobą i do nich nie wracać. Wciąż była młodą dziewczyną, nastolatką, chociaż pod względem prawnym już osobą dorosłą, która może sama o sobie decydować.
Teraz poniekąd chciała zadecydować i za nich oboje - chciała z nim rozmawiać, chociaż nie powinna. Chciała poznać jego wszystkie sekrety i zmartwienia i mu pomóc - nie oczekiwała wiele, chwili zrozumienia i spojrzenia na minione wydarzenia z szerszej perspektywy.
Podczas gdy on stał bokiem do niej, ona truptała w miejscu, by nie zamarznąć - przekładała jedną nogę o drugą, zmieniała swoje położenie, nie mogąc wysiedzieć w jednym punkcie. Miała go cały czas na oku, nawet gdy ten usilnie unikał jej wzroku jakby tym samym chcąc powiedzieć, że nie ma ochoty na jakiekolwiek obcowanie z jej osobą.
Powinna to zrozumieć, ale nie mogła, nie chciała - była nieustępliwa, nawet kiedy wyznał jej, że wszystko powinno zostać tak jak jest.
- Nie mów, że Ci przykro. Bo to nie pomoże, nie załagodzi tego co zrobiłeś. - Wyrzuciła z siebie, nie mogąc się powstrzymać od rzucenia kilku fraz, krzywdzących nie tylko jego ale i ją samą. Nie chciała się na nim wyżywać, ale czuła podświadomie, że nie da rady siedzieć z założonymi rękoma i nic nie robić.
- Skąd to masz? - Spytała raptownie, mając na myśli oczywiście cudownie fioletowy siniec znajdujący się tuż pod okiem.

Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 19 Maj 2016, 22:22

Czuł się przy niej obco. Słabo, bo rzeczywiście był słaby, zmizerniały i niezbyt atrakcyjny. Nie pasował sam do siebie, cały czas pilnował się, aby pamiętać o wszystkim i wszystkich. Dochodził do zdrowia i nie chciał pomocy czy litości. O, biedny Heniek, tyle przeszedł! Trzeba mu pomóc, bo biedak sobie nie poradzi. Nagle przed oczami zobaczył Soleil i ich ostatnią rozmowę, gdy była dla niego tak dobrodusznie wyrozumiała. Wyraz oczu Wandy nałożył się na obraz Sol i zobaczył wtedy jak obie go traktują i jak go widzą. Marnota, cienias, z którym trzeba obchodzić się jak z jajkiem. Wyprostował ramiona, plecy, kręgosłup przypominając Wandzie, że przez pół roku udało mu się widocznie podrosnąć. Przewyższał ją o całe czoło.
- Ty nawiązałaś ze mną rozmowę, więc powiedziałem prawdę. - odparł, nie pokazując po sobie, że nadepnęła mu na dotkliwie bolesny odcisk. Zimno jeszcze bardziej dawało się mu we znaki, w końcu wyszedł po sowę kiepsko ubrany. W świetle latarni zauważył odznakę prefekta na mundurku Wandy. Prawie się uśmiechnął na ten widok, bo ich role się odwróciły. Jakąś wieczność temu to on był prektem, a ona (nie)zwykłą uczennicą.
Henry był względnie spokojny, bo już dawno temu był gotowy przyjąć na klatę krukońską wściekłość w obojętnie jakiej postaci. Bez mrugnięcia okiem mogła wyżywać się na nim, a jego jedynym celem byłoby powstrzymanie się przed odpowiedzeniem z nawiązką, bo to mogłoby się skończyć tragicznie.
- Słuchaj, Wanda... - gwałtownie wciągnął powietrze do płuc, bo właśnie pojął, że wypowiedział jej imię pierwszy raz od kilku długich miesięcy. Potarł oko, te posiniałe.
- Prezent powitalny od twojego przyjaciela. - wzruszył ramionami, nie mając ochoty na wymianę nazwiska Riaana i narażania się na niekończące się przytyki od Gryfona. W końcu mu się znudzi, o ile nie postanowi pokolorować mu drugiego oka, jak tylko pozna przebieg obecnej rozmowy.
- Wracaj uparciuchu do zamku. Nie męcz się tutaj. - spuścił z tonu i zadrżał od lodowatego wiatru, który dostał się do karku. - Będzie dobrze. Obiecuję. - dodał łagodniej, choć nie wyjaśnił co miał na myśli. Sam nie zrozumiał dlaczego ją właśnie pocieszał i wykazał odruch troski, a przecież obiecał sobie utrzymanie kilometrowego dystansu emocjonalnego dopóki nie wyleczy głowy i problemów z pamięcią oraz koncentracją.
- Tak ogólnie to miło mi widzieć, że dobrze sobie radzisz. Świetnie wyglądasz, wiem, że jesteś jeszcze bardziej popularna, znana i lubiana. I ten twój autorytet! Podziel się nim trochę. Zrobiłaś się taka silna, ciekaw jestem dlaczego. Mam milion pytań do ciebie, może usiądziemy gdzieś i pogadamy? Fajnie byłoby nadrobić te pół roku.
Niestety tego jego usta nie powiedziały. Tkwiły sklejone w białą kreskę.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 19 Maj 2016, 23:30

Czy powinna poczuć się winna, że w ogóle go zauważyła, że zagadała, że dała o sobie znać? Według niektórych pojęcia takie jak Henry czy Lancaster nie mogły istnieć, nie w tej rzeczywistości i nie w tych latach. Nie, kiedy ów chłopak złamał jej serce i sprawił, że kiedy najbardziej go potrzebowała zniknął. Nie pozostawił po sobie nic, ni jednego słodkiego słowa, którym mógł ją uraczyć, a którym karmiła by się przez kolejne, miałkie miesiące.
Po pojmaniu Doriana to właśnie Puchon miał być dla niej wielkim oparciem, kimś z kim miała spędzić święta, komu chciała się oddać i zostać z nim do końca. Zamiast tego otrzymała wielkie nic, zlepek kilku słów, które nijak się miały do obecnej sytuacji.
Przełknęła w sobie to jednak, zdusiła złość i odratowała się - dzięki nauce, poświęceniu, sprawie, która wiązała ich wszystkich oraz dzięki pomocy przyjaciołom - Ci nie zostawili jej, nie odsunęli się. Do tej pory trzymała wszystkie listy od bliskich, po tym jak szkołę obiegła wieść o cichym zerwaniu Whisperówny i Lancastera.
To prawda, teraz to ona posiadała na własność odznakę prefekta naznaczoną błękitem i w przeciwieństwie do Henryka to ona miała dostęp do znanej wszystkim łaźni. Na samą myśl o łazience odwróciła głowę, by zerknąć na latarnię, by odsunąć od siebie myśli o wspólnie spędzonym wówczas popołudniu. Z jej piersi wydarło się zdradliwe westchnięcie przepełnione tęsknotą do starszych czasów, kiedy wszystko było proste i klarowne. Przeczesała dłonią włosy, widząc drżenie ramion blondyna co postawiło ją do pionu. Natychmiast otrzeźwiała zostawiając za sobą niedokończone sprawy i ckliwości, którymi mogła się przykryć, gdyby zaszła taka potrzeba.
Chciała powiedzieć, że nie będzie przepraszać za to, że się do niego odezwał jako pierwsza - domyślała się, że na jego odzew musiałaby czekać kolejne pół roku, aż w końcu powitałby ją w momencie odbierani świadectwa ukończenia szkoły.
Cisza między nimi powoli stawała się nieznośna, aż do momentu, w którym usłyszała swoje imię. Coś ścisnęło ją w gardle, a gula zamieszkała tam od tych kilku chwil, w których się widzieli urosła do granic możliwości. Nie wyczuła dobrze znanej miękkości, ale coś w jej postrzeganiu Henry’ego się zmieniło - może powinna dać mu czas? Jeszcze trochę, tydzień, miesiąc?
- Chodźmy już. O tej porze nie powinno być nikogo n korytarzu. - Odezwała się, zdając sobie sprawę, że jej przyjaciele nie dają żyć Henrykowi - nie wiedziała jednak, że będą w stanie posunąć się do utarczek siłowych co niezbyt się jej podobało, bo nigdy nie lubiła takich rozwiązań. Odetchnęła ponownie, łapiąc za klamkę i otwierając drzwi, by Lancaster zdołał się przez nie przecisnąć. Nie miła ochoty na kłótnie, a i widziała, że on jest zmęczony tym wszystkim.
Chciała coś jednak osiągnąć. Pytanie tylko, co?
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pią 20 Maj 2016, 07:34

Warto zauważyć, że Henry jeszcze się ani razu nie wytłumaczył ze swojego zachowania i co gorsza nie wykazywał żadnej inicjatywy, aby to zacząć. Powinien podsuwać tysiące argumentów mające ułagodzić własny żywot w Hogwarcie przez najbliższe półtora roku. Nie, Lancaster nie mówił nic, a jeśli już otworzył usta, mówił coś, czego nie powinien. Spotkanie z Wandą nie przechodziło tak jak miał w planach. Z perspektywy czasu widział już, że jakiekolwiek plany związane z krukonśką popularnością nie miały szansy się ziścić.
Ruszył się, zawołał obruszoną Nero i wpakował ją do klatki. Wolał nie ryzykować przedłużenia wieczoru na spotkanie z woźnym w jego nadzwyczaj romantycznej klitce. Nie oponował przeciwko powrotu do szkoły, bo prawdę mówiąc, było mu cholernie zimno, bo nie planował stać tu dłużej niż dziesięć minut, a właśnie mijała dwudziesta dziewiąta minuta. Kiwnął głową Wandzie i ruszył całkiem żwawo do zamku. Nie patrzył czy za nim idzie, bo patrzenie za siebie jest formą pokazania uczuć. Henry był boleśnie świadomy tego, że Wanda jest znów na wyciągnięcie ręki, a na jej policzkach i szyi widnieje znów ten sam rumieniec, i choć jest wywołany zimnem, przypominał stare, dobre dzieje. Oboje tęsknili do starych czasów. Puchon serio ubolewał, że nie ma zmieniacza czasu.
Latarnia za nimi zgasła, jak tylko oddalili się na stosowną odległość. Henry westchnął, tak jak kiedyś, typowo po henrykowemu i pociągnął żelazne drzwi na większą szerokość. Skinął Wandzie, aby wśliznęła się pierwsza. To, że wyglądał upiornie i słabo nie znaczyło, że zapomniał co to znaczy dżentelmeński odruch. Ojciec skróciłby go o uszy, gdyby zobaczył, że jakakolwiek panna otwiera przed nim drzwi.
W środku uderzyło go nagłe ciepło i ... gwar. Ludzie wychodzili dopiero z wielkiej sali po kolacji. Chyba się zasiedzieli, albo to Henry zapomniał o której godzinie kończy się ostatni posiłek. Stał około półtorej minuty przy drzwiach i z przygnębiająco zgarbionymi ramionami patrzył na masę uczniów rozbiegających się w różne strony korytarza. Puchon, świadomy obecności Wandy, w końcu czuł ciepło bijące od jej ramienia, odezwał się cicho.
- Porozmawiamy, gdy albo jeśli wyleczę głowę. Trzymaj się. - i zanim zdążyła cokolwiek odpowiedzieć, dał porwać się tłumowi. Niósł klatkę w ramionach i dołączył się do węża puchonów kierujących się do dormitorium w lochach. Czuł na plecach palący wzrok przewiercający się aż do kręgosłupa. To nie tak miało wyglądać.

[z tematu]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   

 

Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Drzwi wejściowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-