IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Czw 13 Lis 2014, 21:35

Albus podebrał mu certyfikat i wiedział, że ma przechlapane. Odrobinkę. Usiadł pokornie na krzesełku i siedział z wyrazem twarzy skazańca. Zerknął jeszcze na Chanta, który był zajęty zapatrywaniem się w… w. No właśnie. Wziął głęboki oddech. Biedne wszystkie niewinne dusze, które to widziały. Biedne wszystkie dusze na świecie, które to wiedziały. Biedna narzeczona pana Grossenhorga. Biedny on sam. Przetarł oczy dłonią. Wiatr zaczynał mu doskwierać powoli i szturchnął Chanta, żeby wybudził się w końcu z miłosnego transu.
- Młody, pobudka. Idź spać. - stwierdził dźgając go palcem w plecy. - Idź być zakochanym gdzieś indziej. - zarządził stanowczo. Żadnej miłości na obszarze czterech metrów od Filcha. Usłyszał krzyki woźnego i skrzywił się delikatnie.
- No właśnie, Whisper. Co się obijasz? Do roboty, leniu. - stwierdził śmiertelnie poważnie i posłał Dorianowi spojrzenie pod tytułem “Widzę co robisz, czego nie robisz.”. A potem zachichotał jak roześmiana, piętnastoletnia gimnastyczka. Właściwie, nie wiedział dlaczego umie się tak śmiać. Uznał, że to śmiech niegodny i odkaszlnął i zmienił tryb na coś bliższe złoczyńcy z filmów. Przekładał namiętnie pliki certyfikatów z rogu ławeczki na środek. I znowu. Róg-środek-róg. Środek. Jednak róg. Nie, środek. Powinien kupić sobie odznakę Beznadziejnego Pana Domu. Westchnął i posłał Albusowi niewinny uśmiech i radosne spojrzenie, ukazujące prawdziwą niewinność jaka okalała serce Francisa Lacroix. Był barankiem. Był wodą. Czystą Doborową łzą. Przechylił się na krześle zamyślony. Pomoc w WDŻ? Asysta? Przecież Filch sam sobie poradzi, jako środek antykoncepcyjny tym bardziej. Może nawet uczniów nie uświadamiać. Wystarczy, że przed nimi stanie, a:
1. Stwierdzą, że nie chcą popełniać tego samego błędu.
2. Uznają, że nigdzie nie jest bezpiecznie.
3. Filch. Serio.
Wzdrygnął się na myśl, o kompromitujących rzeczach, które będzie musiał robić. Mówić. Mógł poprowadzić krótki wykład jak dbać o stare księgi, nie jak dbać o narzeczone, żony i kochanki. Wzdrygnął się przerażony i spojrzał na Doriana z miną, która zdradzała każdy gram jego bólu wewnętrznego.
Ale Argus usiadł na krześle. Dzień był piękny. Mieli przerąbane, ale dzień był piękny. Idealny. Uśmiechnął się i spojrzał w niebo.

Zobacz profil autora
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pią 14 Lis 2014, 21:48

- Co się dzieje? – Mruknął tuż nad uchem stojącego przed nim chłopaka, którego do tej pory ani nie rozpoznał, ani też nie interesował się jego humorem. Po prostu zaglądał przez jego ramię w stronę zniesmaczonego zbiorowiska tłoczącego się wokół stolika głównego, gdzie wszelkie biedne zwierzęta przechodziły z pewnością męki z rąk Filcha. Dwayne zerknął przelotnie na coś poruszające się pod ubraniem chłopaka, dlatego też odsunął się o dwa kroki z niepewnym uśmiechem, mocniej zaciskając dłoń na prowizorycznej klatce swojego pupila. Było to nic innego jak pokolorowany zieloną i niebieską farbą karton wyściełany w środku podartym na kawałki kocem. W środku leżała dość skromna zwierzyna o sierści burej – miała nie więcej niż kilka miesięcy, może nawet dopiero 5 lub 6, sam właściciel nie wiedział.
Miesiąc przed zakończeniem roku szkolnego poszukiwał właściciela zguby, wypytując każdego z Puchonów z osobna i grupowo, aż w końcu Joe zrzuciła na jego barki opiekę nad tym oto kotem. Niepewny płci osobnika ani jego wieku stwierdził, że całkiem dobrze jest udać się na badanie i dowiedzieć się nieco więcej o Znajdzie, jak nazwał ów stworzenie.
Obecnie spało sobie smacznie w puszczku trzymając jedno ucho wyświechtanego misia, pamiętającego również czasy dzieciństwa Dwayne’a. Ów chłopak uśmiechnął się szeroko do chłopaka o dziwnej twarzy i poczekał cierpliwie na swoją kolej, dostrzegając gdzieś zarys sylwetki znanych mu osób – nie czekając, ani nie zważając że wychodzi ze sznureczka prowadzącego do stolików, taktycznie wycofał się w stronę grupy V klasistów.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 15 Lis 2014, 14:23

Aria dokładnie usłyszała każde słowo Doriana, choć wolałaby, żeby było inaczej. Nie wiedziała co się z nim dzieje, ale nie podobała jej się ta zmiana. Chciała mu pomóc, stanęła w jego obronie, choć widocznie Whisper tego wcale nie potrzebował. Oczywiście nic nie mogło dziać się normalnie, zawsze ktoś musiał wywołać burzę. Po akcji jej narzeczonego, którego postanowiła ponownie unikać jak Porunn ognia, miała serdecznie dosyć. Nie chciała nic widzieć, nic słyszeć, tylko złapać kota i wrócić do domu! Dlaczego nie przytargała ze sobą siostry? Na pewno poradziłaby sobie z Grossherzogiem raz dwa.
Bella, zaalarmowana krzykiem swojego człowieka, szybko powróciła do Fimmelówny. Otarła się o jej nogi, dając znać o swoim obecności cichym miauknięciem. Norweżka schyliła się po kotkę, przytulając ją do siebie jedną ręką. Nie powitała Dumbledore’a, nie chcąc zwracać na siebie w tym momencie niczyjej uwagi. Zważając na okoliczności nie było trudno po prostu usunąć się w cień, skoro i tak chyba nikt oprócz Doriana na nią nie zwracał uwagi. Bojowy okrzyk Filcha na temat węża sprawił, że unikając patrzenia na Niemca, przeniosła wzrok na właściciela gada. Vincent. Aria odwróciła się, wypatrując swojej porzuconej wcześniej klatki. I tak jej nie potrzebowała, nie miała nawet zamiaru wciskać do niej ponownie biednego kota. Szybkim krokiem podeszła po porzucony przedmiot, po czym przemknęła w stronę Pride’a, wbijając w niego wzrok. Chyba nigdy nie patrzyła na żadnego chłopaka z taką intensywnością, ale musiała się na czymś skupić.
-Nie potrzebuję jej, a może tobie się przyda – rzuciła, wyciągając w jego stronę rękę z klatką. Była wciąż czerwona jak burak, zażenowana całą sytuacją, ale mimo to spróbowała się do niego uśmiechnąć. –Ignoruj zaczepki pana Filcha, lepiej nie narażać się jeszcze przed rozpoczęciem – szepnęła, słowa wyrzucając z siebie z prędkością światła. Sama nie rozumiała, dlaczego go ostrzegła… Woźny pewnie i tak już się na niego szykował, sądząc po jego tonie. Choć, czy nie szykował się na każdego ucznia? Poprawiła ułożenie kota w swoich ramionach, po czym zrobiła to, co potrafiła najlepiej – uciekła z miejsca zdarzenia.

[z tematu]
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 15 Lis 2014, 15:02

Dorian westchnął ciężko, gdy do akcji wkroczył dyrektor i szybko zapanował nad sytuacją. Rozgardiasz jaki wywołał Gilgamesh swoim występkiem może nie do końca przypadł każdemu do gustu, ale jedno można było mu przyznać, w końcu coś się zaczęło ciekawego dziać. Zatkał sobie uszy, gdy Filch zaczął krzyczeć. Prawie rzucił się do gardła Niemca i niewątpliwe było, że gdyby mógł, to z pewnością zabiłby go na śmierć. Sprawa powoli wymykała się spod kontroli, jednak misterny plan, jaki opracował wraz ze swoim kolegą po fachu powoli zbliżał się ku punktowi kulminacyjnemu. Wstrzymał oddech, a gdy woźny usiadł na krześle wypuścił z płuc powietrze w geście ulgi, ledwo powstrzymując się od okrzyku zwycięstwa, który na pewno nie byłby mile widziany w oczach Argusa Filcha. Uśmiechnął się tylko złośliwie, gdy ten łypnął na niego spode łba i zagonił do pracy. Wiedział, że pomysł z przyklejeniem woźnego do krzesła nic dobrego im nie przyniesie, jednak satysfakcja, która rozsadzała jego wnętrze była niesamowita. Udało się, misja wykonana. Pozostało mu tylko iść do Trzech Mioteł i upić się ze szczęścia. Kto wie, może zabierze też ze sobą Lacroixa, z którym zaczną obmyślać kolejny plan podbicia Hogwartu. Nawet się nie spodziewał, że znajdą z tym człowiekiem, którego zna dopiero od kilku dni, dogadywać się będzie naprawdę dobrze.
Jego spojrzenie padło przelotem na Arię, która podeszła do Vincenta, chłopaka, który już na wstępie dostał ochrzan od woźnego. Zawsze uważał, że Fimmelówna miała dobre serce, może coś ją łączyło z tym nowym? Kto wie. Nie chciał o nic wypytywać, w końcu to nie był jego interes, jednak mimo wszystko nie mógł oderwać od niej spojrzenia. Jego brew nieznacznie uniosła się ku górze, gdy dziewczyna podała Ślizgonowi klatkę i chwilę później zniknęła. Może faktycznie się znali trochę bliżej, skoro nie bała się o to, że jej sprzęt nie zostanie w przyszłości zwrócony.
Gdy Pride podszedł do stolika z wężem, Dorian zmrużył na chwilę oczy, po czym wyciągnął centymetr.
- Przytrzymaj go. Wiem, że cały ten spis Futrzasty jest dziwny, ale jak mus to mus – powiedział znużony. Wykonał swoją pracę dosyć szybko, po czym podniósł się i pochylił w stronę chłopaka. – Idź od razu do Lacroixa, jak ci się uda przemknąć przed Filchem, bo to dosyć świeża sprawa – doradził i znów usiadł wygodnie na krześle. Pomachał mu ręką, aby szybko zaczął działać.
Kolejnego chłopaka który przyszedł, aby sprawdzić i otrzymać certyfikat dla swojego zwierzaka, Dorian przywitał skinieniem głowy. Kojarzył go, był charakterystyczny, jak Piotruś Pan, bohater tej dziwnej mugolskiej bajki dla dzieci. Pochylił się, aby ująć w dłonie małą, futrzastą kulkę, po czym zaczął ją oglądać.
- Widzę, że masz Kota Brytyjskiego, dobry wybór rasy – powiedział, po czym zaczął go oglądać ze wszystkich stron, macać i się bawić. Była to mikroskopijnych rozmiarów samiczka. Po chwili, gdy usłyszał zniecierpliwione chrząknięcie woźnego, po prostu zmierzył go byle jak i podsunął woźnemu.
- Panie Filchu, jak żyć, kiedy takie piękne kulki nie są w stanie stopić Twego serca? – spytał, uśmiechając się szeroko do woźnego. Nie, Dorian dzisiejszego dnia nie wykazywał się zupełnie instynktem samozachowawczym.
Zobacz profil autora
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Sob 15 Lis 2014, 17:14

Dwayne jednym uchem łapał uspokajający się stopniowo rozgardiasz, z zamiarem doskoczenia w odpowiednim momencie do Joe i wypytać ją o zamiary względem nieodczytanego listu z ocenami końcowymi z V klasy. On sam dopiero po trzecim uważniejszym przeczytaniu listu odetchnął z ulgą, że przewidział się i ocena z eliksirów przedstawia poziom nieco wyższy od trolla – w przeciwnym razie oznaczałoby to pogorszenie się psychicznego stanu Smoczycy, a wówczas: nie myśl, po prostu uciekaj przed spotkaniem z nią.
Usunął nieco w dół zdobiony karton z kotem, przyglądając się wyjątkowo bacznie dłoniom stażysty czy tam praktykanta (kto go tam wiedział kim w końcu był i jaka jest różnica między tymi dwoma słowami), ponieważ przywiązanie się do takiej bezbronnej kulki jakim była Znajda (bądź Zguba) było dla Dwayne’a czymś nowym. Śmiem twierdzić, że rzuciłby się z pięściami na Filcha jeśli ten w nieodpowiedni sposób potraktowałby futrzaste stworzonko, które chwytało za serca samym swoim wyglądem.
- Kot Brytyjki? – Powtórzył z niedowierzaniem i pochylił się w przód podczas oględzin kotki, próbując doszukać się jakichś charakterystycznych oznak dla wspominanej wcześniej rasy. – Znalazłem go w czerwcu w dormitorium. Nikt nie chciał się przyznać, że zgubił zwierza to przygarnąłem. – Wzruszył ramionami czując mimowolnie rozpierającą go dumę, że wykazał się tak szlachetnym uczynkiem jak pomoc biednemu zwierzęciu. Całe szczęście, że nie posiadał on piór. Zanim kotek przeszedł pod charłacze ręce Filcha, Dwayne pochylił się jeszcze bardziej w kierunku Whispera i mruknął konspiracyjne: - Ale to kot czy kotka jest? – Przy czym był wystarczająco śmiertelnie poważny, że nie można było obrać jego pytania za żart, jakimi się przecież szczycił. Zerknął raz jeszcze na brata Dzwoneczka i zrobił większy krok w bok, kołysząc się przez krótki moment na boki z rozbrajająco szerokim uśmiechem na twarzy.
- Kot jak znalazł! Opinię weterynarza ma! – Wyprostował lewą rękę i utrzymał ją sztywno przez kilka chwil, czekając na komentarz woźnego. To nic, że chwilę wcześniej na stoliku znajdował się wąż. Straszne zwierzę, mogłoby raz dwa połknąć Zgubę (albo Znajdę). Najwyraźniej humor Doriana udzielił się Dwayne'owi.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 08:16

Dorian, WIEJ :D

Jako tako HSF wracał do normy. Jako tako, bo nie podobały mu się miny jego asystentów. Filch siedział sobie wygodnie na taborecie jak gdyby nigdy nic nie miało mu zagrozić. Sięgnął po podawaną kulkę zwaną kotem i zaczął ją obracać w rękach. Kot. Filch lubił koty, a więc właściciele kotów mieli szczęście. Co innego węże. Takich to nie tolerował i rada Doriana Whispera była trafna, aczkolwiek jak tu ominąć czujne ślepia woźnego...?
Zajrzał do pyska tego kota, pod ogon, coś tam mierzył i znudzony zapisał coś na pergaminie.
- Dbać o czyste uszy i futro, bo jak zobaczę jedną pchłę u pani Norris, dopadnę cię. - warknął w stronę pana Morisona i mówił to śmiertelnie poważnie, bo to on byłby wszystkiemu winien. To oczywiste przecież. Co Filch sobie ubzdura, to Filch wprowadzi to w życie choćby po trupach. Złapał kulkę za grzbiet i wstał, aby podać toto Francisowi. Wróćmy do "wstał". Kot Morisona wylądował na trawie, zapomniany przez chwilę. Woźny zaparł się i wyprostował nogi. Z hukiem wrócił na dawne miejsce. Jeszcze raz wstał. NIE MÓGŁ ODERWAĆ ZADKA OD KRZESŁA!
- CO się tutaj dzieje?! - wydarł się i odwrócił gapiąc się oskarżycielsko na mebel. Jeszcze raz się zaparł, ale tym razem jednocześnie odpychał od tyłka taboret. Poczerwieniał przy tym zupełnie jak parę chwil temu, gdy chciał zamordować Gilghamesha. Przerwał odpychanie od siebie krzesła jak tylko usłyszał dziwny dźwięk darcia się materiału. Jego spodnie! Spodnie kata! Na miłość Merlina, jego najukochańsze spodnie miałyby się podrzeć?! Miał je od dziesięciu lat! Tak bardzo o nie dbał. Nosił je na przesłuchania, przywdziewał na czas wizyty w Ministerstwie, na czas rozmów ze szpie... z ważnymi jednostkami położonymi wysoko. I nagle to do niego dotarło. Ktoś go przykleił.
Filch zaczął sapać, dyszeć, z kącika jego ust popłynął strumień śliny. Łepetyna łysa na czubku zaczęła błyszczeć od potu, żyły na czole i skroniach stały się bardzo widoczne, fioletowe. Dolna warga woźnego drżała od powstrzymywanego gniewu. Jak każdy znał Filcha, on nie powstrzymywał swojej wściekłości. Jak każdy go znał, od razu znalazł winnego - nawet, jeśli nie był winny.
- WHISPER, ZABIJĘ CIĘ! - wrzasnął, chwycił swój ukochany Miernik i rzucił się na asystenta. Co z tego, że do tyłka miał przyklejony taboret. Z taboretem też można kogoś gonić i zabijać. Filch wstał o własnych siłach i po prostu dopadł Doriana, machając Miernikiem w powietrzu i tłukąc go nim po głowie i ramionach, a jeśli uciekał, Filch go gonił i przysięgał zemstę, płacz, krew, łzy i błagania o litość. Wyglądał jak monstrum, chociaż zawsze go przypominał nawet jak się ubrał "czysto".
- DOPADNĘ CIĘ, SMARKACZU! POPAMIĘTASZ MNIE! - rozległ się dziki ryk rozjuszonego woźnego, doprowadzonego do skraju wytrzymałości nerwowej. Ach, jak niewygodnie było biegać z taboretem przyklejonym do zadka. Trochę go obciążało i chwiało w tył, ale jak się Argus uparł, tak biegł i gonił Doriana wokół całej bramy i stolików i ludzi, grożąc mu Miernikiem i torturami. Jak na staruszka z krzesłem doczepionym do tyłka, biegał całkiem szybko. Biada Dorianowi Whisperowi.
Zobacz profil autora
Clarissa V. Jonson
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 09:47

Zjawiła się na ustalonym miejscu z niezbyt zadowoloną miną, co od razu można było zauważyć. Przystanęła obok innych i położyła klatkę z kotem na ziemi. Nie lubiła jej używać, kupiła ją tylko dlatego, że jej kazano. Bez zastanowienia otworzyła klatkę i wyciągnęła z niej kota. Wzięła go na ręce i zaczęła go głaskać. Ten jednak nie miał na to ochoty, chciał się bawić. Miała tylko nadzieję, że jej nie ucieknie i nie zadrze z woźnym. Kocur był rudy, kochała tego psotnika. Dostała go od ojca w dzień gdy pierwszy raz wybierała się do Hogwartu. Zauważyła w oddali znajome twarze, może potem do nich dołączy. Chciała jak najszybciej przejść kontrole ze zwierzakiem i wrócić do domu.
Rozejrzała się dookoła, oprócz niej było tu jeszcze dużo innych osób. Obawiała się, że aż tak szybko jak by tego chciała nie wyjdzie stąd. W końcu długa droga przed nią zanim Filch obejrzy jej kota. Żeby uprać się z tym szybciej Clarie miała ze sobą wszystkie aktualne i zapewne potrzebne informacje na temat jej pupila. Może dzięki temu uda jej się stąd szybciej zwinąć i być może jakoś przyjemnie spędzić resztę tego dnia. Ale znając jej szczęście tak się nie stanie, a jej kot zostanie sprawdzony jako ostatni. Postawiła kocura na ziemi i kucnęła obok niego. Zaczęła się z nim bawić czekając na rozwój sytuacji.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 10:16

Joe oglądała zaskoczona wszystko, co się dzieje. W umyśle notowała świetny materiał do Lustra. Nikt nie miał pojęcia czym zajmuje się Jolene po godzinach, gdy wszyscy śpią albo myślą, że Puchonka znowu kogoś dokarmia słodyczami. Chichotała i śmiała się na zmianę z przedstawienia, a gdy jej kot został uśpiony, pobladła. Niemal doskoczyła do Filcha, aby się wykłócać. Powstrzymał ją widok Dwayne'a i Clary. Podeszła do nich, a co za tym idzie stała bliżej stołu Francisa, któremu posłała szeroki uśmiech. Niewątpliwie był najprzystojniejszą osobą w tym gronie. Nie mogła oderwać od niego wzorku, ale zacisnęła zęby i zwróciła się do Dwayne'a.
- Cześć puchoni. - przytuliła ich oboje osobno, przygarniając do siebie bardzo mocno. Następnie kucnęła i powitała kotkę Clary, głaszcząc jej sierść aż do ogona.
- Ten głupi woźny uśpił Emanuela. - jęknęła i podeszła do Francisa. - Proszę pana, pan wygląda na takiego inteligentnego i mądrego. - oparła ręce o jego stolik i uśmiechała się doń uroczo. - Dałby nam pan certyfikaty? - wskazała za siebie na dwoje puchonów. Nim zdążyła skomplementować ponownie przystojnego stażystę, pan Filch rozkrzyczał się i poczerwieniał jak burak. Jolene odruchowo zakryła usta i powstrzymywała śmiech. Powtarzała sobie w myślach, aby nie patrzeć teraz na Dwayne'a, gdyż jak tylko na niego zerknie niechybnie oboje wybuchną śmiechem na widok własnych min. Panna Dunbar trzęsła się od chichotu mając nadzieję, że nie zostanie zauważona w tym tłumie i aferze. Nawet sam pan Dumbledore jej nie onieśmielał, gdyż przedstawienie było rozbrajająco śmieszne.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 11:17

Mówiono, że morderstwo doskonałe nie istnieje. Było to wiedzą dość znaną i powszechnie uznawaną za prawdziwą i jak najbardziej aktualną. Francis z resztą zgadzał się z tym poglądem, zwłaszcza po przeczytaniu takiej solidnej dawki kryminałów w swoim życiu. Jednak teraz, kiedy oglądał tak Filcha bieżącego za Dorianem wiedział, był pewien, ze morderstwo perfekcyjne istnieje i jest właśnie jego świadkiem. Zasalutował koledze, próbując zachować względny spokój.
-Żegnaj, Dorianie Whisperze. - szepnął, posyłając mu pełne wsparcia spojrzenie. Jakakolwiek interwencja teraz byłaby samobójstwem. Zwłaszcza, że czujne oko dyrektora przyglądało się dokładnie całemu zajściu. Chyba, że był zbyt zajęty kontrolą Gilgamesha, ale z historii słyszał o czujności Albusa Dumbledora. Westchnął.
-Panie Filch! Dorian jest niewinny! - rzucił, ale prawdopodobnie i tak został nieusłyszany. Dobry był z niego kolega, z Doriana. Teraz będzie z niego dobry martwy kolega, chociaż wolałby żywego. Mruknął, zastanawiając się jak utrzymać Whispera przy życiu, ale wyglądało na to, że będzie to nieco skomplikowane. - PANIE FILCH. PANI NORRIS PANA WOŁA. - krzyknął do oddalającego się woźnego. Raz się żyje. Odwrócił się spokojnie, zachowując kamienny wyraz twarzy i chwycił pióro. Zerknął na twarz Jo, która stała przy stoliku i widząc jej desperackie próby zduszenia chichotu sam wybuchł śmiechem w mało dyskretny sposób. Rechocząc pokiwał głową puchonce i zamoczył pióro w atramencie. Drżącą dłonią wypisał certyfikat ocierając samotną łezkę, która zagościła w kąciku jego oka. Oparł dłonie na stoliku i wziął głęboki wdech, uspokajając się.
-Dałbym. Dałbym. - powiedział, kończąc wypisując drugi certyfikat. Posypał oba piaskiem, strząsnął i zwinął w rulony. Wręczył je dwójce puchonów jednocześnie. -Proszę. Nie wydajcie na głupoty.
Pogłaskał jeszcze kota Dwayna i westchnął cicho.
Sytuacja pod kontrolą.
Nieco.
Ciutkę.
Odrobinkę.
Zobacz profil autora
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 16:21

Pchły.
Były okropne i straszne, jeśli tylko spojrzy się na panią Noriss albo Filcha, którzy nie jeden i nie dwa razy musieli pozbywać się tego typu pasożytów, przekonani o zbawiennej mocy insektów. Dwayne wzdrygnął się niezbyt zadowolony ze słabszym uśmiechem, schylając się niemalże odruchowo po biednego kotka zrzuconego brutalnie na trawę. Chłopak burknął coś niewyraźnie pod nosem o paście do zębów, kierując się w stronę ostatniego człowieka w komisji – akurat wtedy dopadła go Jolene z uśpionym futrzakiem na rękach. Manewrując w odpowiedni sposób kartonem z nadaktywnym kotem w środku dał się poddusić sąsiadce, znając jej temperament i potrzebę przytulania wszystkiego co się nawinie pod ręką. – Ciesz się, że nie wykastrował! – Rzucił na odchodne zbliżając się do Francisa na chwilę przed tym, jak usłyszał donośne wyzwiska kierowane w stronę starszego z rodzeństwa Whisperów, a przyglądanie się rozgrywającej scence zrekompensowało rzucanie Znajdą (Zgubą). Tak jak trzymał się dzielnie i nie parskał śmiechem, szczerząc się niezwykle szeroko – tak przy pierwszym rechocie stażysty zawtórował mu, drżąc na całym ciele. Ciężko było w tym momencie współczuć woźnemu, a już na pewno nie osoby, które otrzymały od niego powiadomienie o zalegających szlabanach rozpoczynających się w pierwszych dniach szkoły. Dwayne’owi było tylko żal Doriana, bo go lubił i podziwiał go za odwagę, jaką się właśnie wykazał płatając psikusa charłakowi!
- Dzięki. – Mruknął pod nosem zabierając wydany certyfikat i odsunął się na bok, w oczekiwaniu na sprostanie testom Clary, aby spokojnie porozmawiać z boku.

Porozmawiał chwilę z dziewczynami, a potem gdy zaczęła się kłótnia - wymknął się ukradkiem. Jeden szlaban mu wystarczy.

zt


Ostatnio zmieniony przez Dwayne Morison dnia Wto 18 Lis 2014, 17:37, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Clarissa V. Jonson
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Nie 16 Lis 2014, 20:36

Nadal bawiła się z Vasilem nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół niej. Uniosła głowę, gdy usłyszała znajomy głos. Zobaczyła Joe i Dwayne'a, który stał obok. Uśmiechnęła się szeroko i wstała, podnosząc również kota na ręce.
- Cześć. - przywitała się - Długo już tutaj czekacie? - zapytała, głaszcząc kocura, lecz patrząc na nich. Na jej twarzy można było zauważyć oburzenie, gdy koleżanka wspomniała co takiego uczynił Filch. Jednak po chwili śmiała się, co było oczywiście zasługą Puchona. Uważnie obserwowała Jolene, uśmiechnęła się gdy ta otrzymała certyfikat. Sama postanowiła pójść w jej ślady. Podeszła i stanęła obok niej.
- Czy ja też mogłabym otrzymać certyfikat? - zapytała, uśmiechając się. Zazdrosnym wzrokiem patrzyła na dwójkę jej towarzyszy, którzy trzymali je już w dłoniach i mogli wrócić do domu. Kątem oka również obserwowała czerwonego już ze złości Filcha, uśmiechając się jeszcze szerzej. Panowała nad śmiechem, bowiem bała się, że w innym wypadku mogłaby nie otrzymać tego papierku. Czekając na odpowiedź stażysty była nieco zdenerwowana. Nie wiedząc co zrobić z rękoma, zaczęła głaskać kota, który w dalszym ciągu trzymała. Ten nie narzekał na pieszczoty, wręcz przeciwnie można było usłyszeć jak mruczy zadowolony.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pon 17 Lis 2014, 18:14

No tak, wszystko zwróciło się przeciwko niemu. Będzie fajnie, mówili. Dostaniemy opierdziel obaj, mówili. Przeklęty Lacroix, jak on już  go dorwie, to te przeklęte kłaki mu z głowy powyrywa. Mógłby chociaż  pomyśleć o tym, żeby krzesło przylepić do ziemi! Nie wiedział, czy to mogłoby się udać, ale przecież wiadome by było, że Filch bez względu na wszystko, z krzesłem przylepionym do zadka, czy nie… będzie chciał ich wszystkich pozabijać. Chciał żyć. Był młody, przystojny i inteligentny. Szkoda by go było.
- Panie Filchu, ja wszystko wyjaśnię! – powiedział, broniąc się rękami, starając się też przebierać nogami tak szybko, aby charłak z reumatyzmem go nie dopadł. Swoją drogą co było ciekawe, to to, że woźny kiedy przychodziło do wyłapywania uczniów na szlabany, to bez problemu potrafił się rzucić w pogoń za ofiarą. Coś tu śmierdziało i to nie były niewyprane kalesony Filcha. Nie chciał jednak tego sprawdzać, widząc, że woźny chwycił z miernik, który nie wyglądał na bezpieczne urządzenie i uderzenie nim na pewno bardzo bolało. Jedyne, co mu przyszło do głowy, oprócz przeklinania pod nosem, to powrót i chwycenie za swoje krzesło, które w tej chwili robiło za tarczę. Udało mu się przedostać do Francisa i warknąć:
- To co teraz? – jego błękitne oczy błysnęły z przejęcia. Cholera, naprawdę chciał żyć, aby chociaż móc poszlajać się legalnie po Zakazanym lesie. Nie chciał zginąć marnie i to na oczach wielu uczniów. Przynajmniej Aria się ulotniła i nie musiała oglądać tego całego przedstawienia, które było śmiechu warte. Oczywiście zależy dla kogo.
- Porozmawiajmy, panie Filch! Odkupię panu te spodnie, poważnie! Nikt nie chce oglądać pańskich gaci! – nie, ten sposób na udobruchanie staruszka nie było dobrym podejściem, ale zawsze miał krzesło, aby obronić się nim, kiedy woźny zada kolejny śmiercionośny cios miernikiem. Ileż on miał siły!
Dam też panu chusteczkę, aby wytarł sobie pan brodę, cały pan się obślinił. Może jakiś śliniaczek by się przydał i pielęgniarka, która poprawi poduszkę? - oby tylko Filch faktycznie nie wpadł na pomysł poszukiwania opiekunki. W końcu równie dobrze mógł wybrać Doriana z czystej złośliwości, a tego to już by nie zniósł. I jak tu pracować? Jak żyć?
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Pon 17 Lis 2014, 18:44

Zrezygnowany Francis westchnął i spojrzał na biegającego Filcha i Doriana. Idealna pora na jogging. Pokiwał głową potakująco kolejnej dziewczynie i zerknął na kota. Nie wydawał się zabójczy, morderczy, gotów rzucić się komukolwiek do gardła przez sen. A nawet mruczał. Wskazał na kota piórem.
-Traktor. Mrr. Mrr. - stwierdził rzeczowo i zabrał się do wypisywania certyfikatu. Posypał piaskiem arkusz, zawinął w rulon, po raz kolejny tego dnia i wręczył go Clarissie.
I taką nostalgiczną ciszę przerwał Dorian, który potruchtał do niego prosząc o ratunek. Albo raczej - o przyznanie się do współodpowiedzialności. Francis wstał ze swojego wygodnego (i wcale nie zaklejonego) krzesła i przeszedł przez Doriana. Rozpostarł szeroko ręce, obronnym gestem. Nagle żałował, że nie ma długiej brody. I szarej szaty.
-YOU SHALL NOT PASS. - wyszeptał z przejęciem, czując jak serduszko bije mu szybciej. Adrenaliny tyle. Wyciągnął z kieszeni różdżkę i odwrócił się na moment twarzą do Doriana. Posłał koledze uspokajający uśmiech, który wyraźnie mówił ‘spokojnie, jakoś to ogarnę.’Tak mówił uśmiech. Bo spojrzenie wyrażało gotowość na śmierć w każdej chwili. Nie jego wina, że zawsze wyglądał na niewinnego! Francis Czysta Niewinność Lacroix.
-Orchideus. - powiedział i wystawił kwiaty w kierunku woźnego. -Panie Woźny, proszę się nie gniewać! - rzucił desperacko, potrząsając delikatnie bukietem.
-Jestem przekonany, że cała ta sytuacja była jakimś niefartownym wypadkiem, którego winnego nie możemy znaleźć! Dlaczego Pan krzyczy, Panie Filch? Dlaczego w panu nie ma miłości!? - zapytał, załamującym się, aczkolwiek nieco teatralnym głosem i drżącymi dłońmi, w których trzymał różdżkę.
Najwyżej umrą oboje. Razem raźniej.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Wto 18 Lis 2014, 16:33

teraz będzie caps lock i sory, ale to konieczne aby oddać gniew Filcha :D

Rozjuszony niczym byk stanowił śmiertelne niebezpieczeństwo dla ludzi. Dzierżył w dłoni swój miecz - Miernik z wypisanymi calami. Jego zbroja ucierpiała od agresywnego krzesła przylepionego do zada. Ucierpiała. Tego nie mógł im wybaczyć, oj nie. Zginą marnie, obrócą się w proch i będą błagać o wybaczenie. Będą się płasczyć, jak tylko miecz Filcha dosięgnie twarzy winowajcy.
- ZABIJĘ CIĘĘĘĘ! - wydarł się, nie starając się nawet zachować poczytalny umysł. Czerwieniał i dyszał, biegł w tej dziwnej pozycji, żółty (albo zielony, jak kto woli) kołnierz stroju kata wzbijał się w powietrze wraz z biegiem woźnego. Osłaniał jego przystojną twarz dodając mu grozy, tajemniczości. Nie wolno lekceważyć takiego przeciwnika. I to krzesło...
Na chwilę znieruchomiał na dźwięk imienia Pani Norris i nawet się rozejrzał, ale szybko pojął, że to tylko zagrywka. Jej tu nie ma, ona czyści swe puszyste futro w jego gabinecie, w ich gabinecie.
- BĘDZIESZ MUSIAŁ KUPIĆ SOBIE NOWY NOS JAK GO TOBIE ODERWĘ I DAM NA POŻARCIE PANI NORRIS! - pogroził mu, unosząc Miernik ponad głowę. Zamachnął się całym sobą, aby dosięgnąć Doriana, ale przez nieszczęsny pech zamiast dorwać stażystę, runął na ziemię przeważony ciężarem doczepionego do tyłka krzesła. Spotkanie z trawą nie należało do przyjemnych. Ale znowuż ta trawa była czysta! Piękna, wygrabiona z liści i kup zwierząt. Przez pół sekundy Filch komplementował w duszy swą perfekcyjną pracę, a potem dźwignął się z powrotem do pozycji pionowej. Sapał, syczał, pocił się, garbił, obnażając żółte zębiska. Wbijał wyłupiaste ślepia w swą ofiarę. Przekrwione gałki oczne dodawały mu obłędu. To szaleniec.
- ZAPŁACICIE MI ZA TO! - ryknął i rzucił się do gardzieli Franicsa. Wystrzelił w jego stronę kwiaty! Śmierć, przewidywał im rychłą śmierć. Złapał za koszulę Francisa i szarpnął nim, dysząc i plując mu prosto w twarz jak zaczął przemawiać ludzkim głosem.
- Macie mi to odczepić, bo inaczej nie ujrzycie więcej światła dziennego. - wydyszał tuż nad jego młodziutką, niedoświadczoną twarzą. Groził i ta groźba była gotowa się ziścić, bowiem Miernik znajdował się bardzo blisko osoby Lacroix. Nie ważne kto był winny. Ktoś zawsze musi być i Filch sobie wybierał winowajcę, aby potem go bezlitośnie ukarać.
- SŁYSZYCIE?! - wydarł się nad ich uszami i wbił ślepia w Whispera. Odsunął się od Lacroix i wypiął się na nich... dosłownie. Wypiął im zad z doczepionym krzesłem, aby go odkleili. Jeśli życie im drogie, powinni coś wymyślić. Albo przynajmniej obciąć nogi krzesłu, żeby można było łatwiej ich złapać i obedrzeć ze skóry.
Zobacz profil autora
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   Wto 18 Lis 2014, 17:48

-ZAPŁACĘ. - krzyknął desperacko Francis czując na sobie gniew oraz ślinę Filcha. -Zapłacę, ale nie mam przy sobie gotówki. - dodał racjonalnym, nieco spokojniejszym, tonem. Przecież to oczywiste, że nie nosił ze sobą pieniędzy. Po co mu pieniądze w szkole? To mogłoby powodować złe plotki, a nie miał ochoty na takie sprawy. Ani czasu, aktualnie.
-Panie. Argusie. Proszę. Mnie. Nie. Macać! - wydeklamował w przerwach między niezbyt komfortowymi szarpnięciami. Sprawnie wyrwał się z filchowych ‘objęć’ i cofnął o krok. -Niejestpananikobietąaniładnąanirudąjestemtotalnieniezaintersowany. - wyrecytował dość szybko i dość niewyraźnie. Wygładził materiał koszuli i funknął, lekko oburzony. Brakowało mu pierunów, ale liczył, że Dorian błyśnie za niego. On się zajmie grzmoceniem (bez skojarzeń).
-SŁYSZYMY. Mamy uszy! - potwierdził Francis dobitnie.
Nagle jednak świat się zatrzymał, trzmiel do tej pory bąkający sobie gdzieś w tle zamilkł, wiatr przestał wiać, mimo dalszej obecności młodego Chanta, a kwiaty wiśni zastygły w powietrzu.
Francis zasłonił oczy przerażony, nie chcąc oglądać filchowego zadka. Koszmary się ziściły. Znowu. Niezbyt często ktoś się do niego wypinał w sposób tak dosłowny.
-Panie Filczu, tego się nie odlepi. To drewno jest. Proponuję, żeby poszedł Pan na stronę i zdjął spodnie? - zaoferował niepewnie, zasłaniając nadal oczy. Biedne dzieci, które musiały na to patrzeć. Biedny on. Biedne wszystko. Spojrzał na Doriana, odwracając wzrok od TEGO.
-Whisper. Na to jest tylko jedno rozwiązanie, ale cała tu obecna młodzież straci niewinność. My też. - wyszeptał w desperacji. -Portengo. To może być wisienka na torcie, albo nóż w brzuch. Ale… tak. - dodał, wyciągając powoli różdżkę, drugą dłonią dalej namiętnie odgradzając się od wizji filchowych pośladów.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Brama wejściowa   

 

Brama wejściowa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Wejście główne
» Wejście do kryjówki Ghosta w piwnicy.
» Drzwi wejściowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-