IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarze w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Richard Rabe
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 14/10/2015
Liczba postów : 19
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Paź 18, 2015 3:24 pm

Nowa szkoła, świat, ludzie, zasady, przedmioty, miejsca, atmosfera, nawet klimat. Od tych wszystkich zmian Richard miała wrażenie, że jego głowa zaraz eksploduje. Wybuchnie i swoimi mózgiem ubabra całą tę graciarnię dyrektora, jaka to by była wielka szkoda, kto wie czy elementy jego świadomości nie wpłynęłyby na działalność tego całego szmelcu. Może dzięki jego wrodzonemu sceptycyzmu portrety Dyrektorów zaczęłyby mówić same złe rzeczy, wróżyć zbliżający się koniec świata, albo koniec produkcji dropsów cytrynowych, to był dopiero armagedon.
Kiedy w końcu wszystko stało się jasne, a przynajmniej dla Dyrektora bo mu te wszystkie nazwy domów nic nie mówiły. Gryffindore, Ravenclaw, Hufflepuff i Slytherin, co za poroniony umysł tworzył coś takiego, dodatkowo bredząc o równouprawnieniu, czy przydzielanie dzieci do czterech kolorowych domów i wmawiania im, że te są z góry kujonami, te są szprytne, tamte jakieś, ech bez sensu. Na początku Rich nawet próbował zrozumieć o co w tym wszystkim chodzi, szybko jednak zrezygnował, próby zrozumienia mogłyby jeszcze sprawić, że polubiłby ten nowy dziwny stan rzeczy, a dla zdrowia psychicznego swojej siostry i swojego do czegoś takiego nie można było dopuścić. Polubienie tego zamku i wszystkich jego popierdzielonych zasad równałoby się z przyznaniem racji ojcu. A do tego dojść nie mogło.
Czy ten zamek zawsze był takich cichy (Rabe mógłby to polubić), odkąd wyszli z tamtego gabinetu i na czuja zaczęli przemierzać korytarze (uczniów, który mieli ich zaprowadzić odprawił, tłumacząc, że jego siostra jest tak wdzięczna, że tu jest że gotowa jest im powyrywać kończyny, tylko po to by wyładować swoją radość). Zamek był cichy i jedynie odgłos ich kroków przerywał ten stan rzeczy. Chyba mógłby się do tego przyzwyczaić, do nowego brzmienia ciszy.
Nagle z zamyślenia wyrwał go głos Reginy, która jak na swoje możliwości pędziła po hogwardzkich korytarzach. Wyglądała jakby miała strzelić jakimś zaklęciem w pierwszą osobę, która przetnie im drogę. Było by zabawnie. Przez twarz przemyka mu ironiczny uśmieszek, ale nie trwa on dłużej niż pół sekundy.
Zatrzymał się u jej boku po czym zsunął się plecami po ścianie i usiadł na podłodze. Zimno, nieprzyjemnie drażniło mu plecy i tyłek, ale nie miał zamiaru się podnosić, najchętniej zasnąłby w tym miejscu, albo poszedł do Edith, będzie musiał się dowiedzieć gdzie tu trzymają sowy.
-I co sugerujesz moja droga, że mamy się uśmiechać i być do rany przyłóż. Nie mam zamiaru grać w grę pokaż się z dobrej strony.- Przymyka oczy cały świat na chwilę znika za cienką barierą powiek.-Nie mam zamiaru grać w tę grę.
Zobacz profil autora
Regina Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 13/10/2015
Liczba postów : 41
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Paź 18, 2015 4:35 pm

Gdyby nie on to na dzień dobry Regina dostałaby szlaban za swoje zachowanie, wkurwienie i okazywanie swej niechęci do tego wielkiego miejsca. On zawsze był jej stróżem. Bronił od wszystkiego złego, pilnował jej zdrowia, kazał jej trzeźwieć kiedy ta przesadzała z ilością alkoholu na imprezach. On był tym rozsądniejszym bratem, ona znowu tą rozrabiarą. Jak w jakiejś powieści.
Nieco zmęczona również zsunęła się po ścianie i usiadła tuż obok brata z głośnym westchnięciem. To będą bardzo ciężkie 2 lata.
Kiedy się odezwał przewróciła oczami jak to miała w zwyczaju. Czemu on zawsze taki był? Taki zimny, anty wszystko. Większego gbura chyba nie poznała. Nawet nie chciało jej się komentować jego odpowiedzi. Bo znał jej stanowisko a ona jego, mieli swoje racje całkowicie różniące się od siebie. Tak było od dzieciństwa. A mimo to jakoś potrafili żyć ze sobą.
- Rób co chcesz - odburknęła zaplatając ręce na piersi i obróciła głowę w drugą stronę patrząc przez chwilę gdzieś wgłąb korytarza.
Rabe już miała mały plan w głowie żeby przetrwać te dzikie miesiące w deszczowej Anglii. Musiała pokazać że jest dobrym kompanem do zabaw i że nie jest jakąś snobką czy outsiderem. Pokaże, że warto się z nią zadawać a nie zbywać przy każdej możliwej okazji. Ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie ten czas.
- Już się uspokoiłam - powiedziała a jej oddech już wrócił do normalności, tak samo i ciśnienie, które jeszcze przed chwilą osiągało chyba maksimum. Aż cudem było, że nie dostała ataku astmy, zwłaszcza, że kończą jej się eliksiry i będzie musiała w najbliższym czasie przygotować nowe.
- Boje się spotkania z Rose. Coś czuje, że będzie próbowała udusić mnie poduszką w nocy - wypaplała odtwarzając sobie w głowie tą scenę rodem z jakiegoś horroru... albo bardziej czarnej komedii. Ogólnie Reg była ciekawa jaka ona tak naprawdę była, bo nic o niej nie wiedziała, nawet nie za bardzo jak wygląda. Kilka zdjęć to za mało. Jedno było pewne, nie przyjmie ich z otwartymi ramionami i nie uściska jak kochające się rodzeństwo.
Zobacz profil autora
Richard Rabe
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 14/10/2015
Liczba postów : 19
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Paź 19, 2015 4:53 pm

Cisza korytarza powoli uspokajała imadło szalejące w jego głowie. Już miał się uśmiechnąć do tego błogiego stanu, kiedy uświadomił sobie, że w tym pomieszczeniu poprzedzającym ich sypialnie jest milion osób, które zaraz zaczną mu się przyglądać jak nowemu eksponatowi, część z nich za pewne rzuci się na niego jak na kawał surowego mięsa, zaczną zadawać pytania, a kim jest, skąd jest i dlaczego go tam nie chcieli. Na samą myśl o tym zmasowanym ataku Żółtych Ludzików głowa rozbolała go jeszcze bardziej.
Westchnął cicho, mrucząc po francusku jakieś przekleństwo. Wkłada rękę do kieszeni i już po chwili bawi się małym słoiczkiem wypełnionym białymi tabletkami. Szybkim ruchem odkręca pokrywkę bierze dwie tabletki po czym chowa całość do kieszeni. Nie proponuje siostrze, domyśla się, że od razu jak tylko spotka się z nowymi znajomymi urządzi im imprezę w swoim stylu, lepiej dla niego, żeby nie mieszała tabletek przeciwbólowych z alkoholem, ma wystarczająco dużo problemów, żeby się jeszcze martwić, czy ta wariatka czegoś sobie nie zrobi. Echhh jeśli tak będzie dalej to do egzaminów skończy jako ćpun środków przeciwbólowych, są większe nieszczęścia.
-Dzięki za pozwolenie.- Mruczy pod nosem i przygląda się ścianie naprzeciwko. Kiedy Mała opada obok niego na podłodze, delikatnie szturcha ją w bok, przez sekundę na twarzy ma ironiczny uśmieszek, po czym wraca do swego zwyczajnego braku uczuć.
-Poduszką? To nasza siostra, użyje czegoś bardziej wyrafinowanego, macie w dormitoriach lampy z abażurem?- Głos Richarda jest bezuczuciowy, nie zmienia się, dla wielu ludzi jest nudny, czasami słychać w nim odrobinę ironii albo kpiny, ale to rzadko, bo po co.
Zobacz profil autora
Regina Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 13/10/2015
Liczba postów : 41
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Paź 19, 2015 5:45 pm

Zmarszczyła brwi kiedy Richard wyciągał ten tajemniczy pojemniczek. Ledwo go głowa zabolała i już łyka jakieś medykamenty? Bitch, please. Ona miała chory kręgosłup, raz sobie go złamała i do dzisiaj daje się jej we znaki. Jednak już tak przyzwyczaiła się do tego bólu, że przestał jej aż tak dokuczać. Poza tym, no właśnie, była świetna z eliksirów i wiedziała, że mieszanie różnych substancji może mieć niefajny skutek, a jak jedną z nich był alkohol to już najlepiej w ogóle nie brać nic innego. Tą teorie sprawdziła już kilka razy, Richard znowu był świadkiem efektów.
- Nie bierz tego świństwa, przecież mogę Ci przygotować coś lepszego - powiedziała obserwując jak łyka te tabletki. Na magii leczniczej z racji swoich schorzeń musiała się znać, bo kto jej pomoże w razie "W" jak nie ona sama kiedy Richarda nie będzie obok? Chociaż jemu jakiś Riddicolus będzie lepszy niż eliksir uśmierzający ból. Byłby przynajmniej zabawniejszy a nie jak ponurak.
Znów głośno westchnęła kiedy ten coś tam sobie mruczał pod nosem. Mógłby czasem głośniej mówić. Albo już naprawdę dziewczyna zaczyna mieć problemy ze słuchem. Jak tak dalej pójdzie to jeszcze przed dwudziestką będzie bardziej chorowita niż nie jeden wiekowy profesor nauczający w tej placówce. Brakuje tylko żeby zaczęły pojawiać się zmarszczki i siwe włosy. Wtedy to tylko położyć się do trumny i czekać.
Oparła głowę na jego ramieniu kiedy ją szturchnął. Tak o po prostu lubiła się o niego oprzeć, lubiła to jak biło od niego ciepło, choć z zewnątrz wydawałoby się, że jest jednym wielkim kawałkiem lodu. Ale ona widziała swoje i nikt nie miał prawa z nią dyskutować na temat Richarda. Przecież znała go całe swoje życie.
- Wiesz, że nie mam zielonego pojęcia? Byłam tam może 5 sekund, zaniosłam kuferki, położyłam Candy na łóżku i wyszłam. W ogóle tam wszystko jest takie zielone i mroczne, i widać jezioro, ale tak jakby pod wodą. Ciekawe czy pływają tam te... jak im było... trytony! W sumie to mogłabym je namalować. Dawno nie malowałam. - i proszę państwa mamy słowotok. To znak, że Reginie się polepszyło, wściekłość gdzieś zniknęła i nie chciała już zabijać wzrokiem każdego kto się napatoczył. Trzeba dodać, że gadała cały czas oparta o brata nawet nie ruszając się z miejsca. Jedynie gestykulowała jak trzeba było.
- A Ty? Podoba Ci się nowa sypialnia? - zapytała, bo jednak przydałoby się czasem o coś go zapytać a nie gadać tylko o sobie.
Zobacz profil autora
Richard Rabe
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 14/10/2015
Liczba postów : 19
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Wto Paź 20, 2015 7:56 pm

Widząc jej zirytowaną minę na widok pudełka pastylek, ma ochotę jeszcze raz go wyjąć i pomachać jej nim przed twarzą. Pewnie gdyby łeb nie chciał mu eksplodować to by to zrobił, ale w obecnej sytuacji geopolitycznej taki czyn wydaje się być równy z popełnieniem seppuku.
Czy to naprawdę jest takie dziwne, że od tych wszystkich magicznych specyfików woli te mugolskie. Leki, bez smaku, wpadają był, nie ma, no magia, nie trzeba przełykać jakiś okropnych eliksirów o smaku woszczyny, albo innego syfa, mugole w swojej prostocie i opóźnieniu rozwojowym, wymyślili wiele bardzo przyjemnych uproszczeń. Niech żyją mugole, byle jak najdłużej i jak najdalej od niego. Jakoś wydawało mu się, że mugole przy bliższym spotkaniu są równie irytujący i męczący jak inne otaczające go istoty rozumne (tak mówią), więc dla nich wszystkich lepiej, żeby trzymali się od niego na bezpieczną odległość.
-Lepsze, ale jakim kosztem. Piłaś ty to kiedyś, nie mam zamiaru mordować języka kosztem głowy.- Mruknął pod nosem, nawet nie racząc jej swoim spojrzeniem.
Po chwili poczuł jak coś małego i kościstego wbija mu się w ramię. Prychnął pod nosem cicho, ale nie odepchnął jej w zasadzie w ogóle nie zareagował. Przez chwilę chciał ją popacać w czubek głowy, ale powstrzymał się, skąd u niego nagle tyle cierpliwości i dobra, ona przecież wkroczyła w jego sferę osobistą, no właśnie ONA.
No i się zaczęło, kącik ust delikatnie uniósł mu się do góry, by szybko opaść ilość słów wypadających z jej ust, była za duża dla normalnego homo sapiens sapiens, a już dla takiego leniwego i powolnego człowieka to było jak strzał kałachem w łeb. Z nie do końca rozgarniętą miną próbował nadążyć za tokiem rozumowania siostry. Pod koniec pierwszego zdania zrezygnował, swoje zadanie ograniczył do przytakiwania w momentach, w którym zdawało mu się, że wypowiedź Reginy zwalniała i jak mu się wydawało wymagało to zapewnienia, że ją słucha.
-Tak, masz rację.- Odpowiedział nawet nie zwracając uwagi na to co do niego mówiła i fakt, że nie była to odpowiedź na pytanie z żadnej strony.
Zobacz profil autora
Regina Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 13/10/2015
Liczba postów : 41
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Paź 26, 2015 10:13 pm

Tak to naprawdę było dziwne, że wolał te mugolskie dziwne specyfiki. Eliksiry może i były paskudne w smaku ale działały od razu i to na długo. No chyba, że się uzależniło od nich jak w przypadku Reginy, która musiała niektóre brać codziennie. Oczywiście nie przyznawała się nikomu, bo nie chciała denerwować tej cudnej, idealnej rodzinki.
- Cienias - mruknęła w odpowiedzi. Czasami się zastanawiała czemu on jest niby taki jakiś delikatny? Wygląda jakby nie jadł z miesiąc, lata sobie na tej swojej obręczy, trójkącie czy tam trapezie, ludzie sprawiają, że czuje odrazę... a to ona przecież jest tą, która powinna być delikatna. Powinna, bo cały czas coś sobie robi i musi cały czas uważać by przypadkiem nie skręcić sobie karku na schodach. Nie rozumiała tego w ogóle jak może się tak zachowywać, nawet kiedyś próbowała wyciągnąć go na jakaś imprezę ale kończyło się to zawsze tak samo. Później to on ją musiał holować do domu.
Prawdą było, że Regina była zazdrosna o to, że nic mu tak naprawdę nie było. Że nie musi się ograniczać, że może robić co mu się żywnie podoba. Ona była w tym mocno ograniczona. Miała dożywotni zakaz uprawiania jakiegokolwiek sportu. Niby nie mogła też pić alkoholu, ale to skutecznie omija nie zważając na żadne konsekwencje. Było jeszcze kilka rzeczy, których nie mogła ale to również olewała. Miała do cholery 16 lat, przed sobą miała całe gówniane życie, musiała się jakoś zabawić.
Po tym jej monologu na jednym tchu zamilkła oczekując odpowiedzi. Zamilkła i czekała. A odpowiedź którą dostała nie satysfakcjonowała jej w ogóle. Nawet prychnęła i oderwała głowę od jego ramienia kręcąc na boki.
- Jak zwykle mnie nie słuchasz - westchnęła cicho odrywając głowę od jego ramienia i przyjrzała mu się z bliska podejrzliwym wzrokiem. - Chyba już sobie pójdę, może znajdzie się jakiś CHŁOPAK, który mnie wysłucha - rzekła pretensjonalnym tonem unosząc znacząco jedną z brwi co by jeszcze bardziej podkreślić charakter wypowiedzi. Żeby tego było mało wstała z zimnej posadzki dosyć szybko przez co nieco się zachwiała ale tylko na moment by za chwilę ruszyć przed siebie.
Zobacz profil autora
Richard Rabe
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 14/10/2015
Liczba postów : 19
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Sro Paź 28, 2015 1:27 pm

Siła odpowiedzialna za stworzenie całego tego grajdołka miała naprawdę fascynujące poczucie humoru. Stworzyła bowiem mężczyzn, wielkich, kudłatych, perfekcyjnych w każdym minimetrze swej osoby, tylko po to by równocześnie zrobić z nich najbardziej nieodporne na ból stworzenia w całym wszechświecie. Nie panowie, nie oszukujmy się, nie ma na świecie bardziej irytującego, odbierającego chęci do życia stworzenia od chorego mężczyzny, albo od faceta, który zobaczył krew, bo przecież wszyscy wiedzą, że od zacięcia kartką papieru się umiera, o ile wcześniej nie zaklei się jej metrem bandaża.
Na komentarz siostry tylko prychnął po czym pogrążył się w niemyśleniu. Nie myślenie, wolne dryfowanie w bliżej nieokreślonej przestrzeni, pozbawione większego sensu, po za tym dotyczącym wyciszenia. Łupanie w okolicy skroni, powoli uspokajało się, a on mógł, wyzbywając się wcześniejszych niedogodności cieszyć się chwilą względnego spokoju.
Spokój jednak nigdy nie trwa wiecznie bo już po chwili okazało się, że jego odpowiedź na pytanie nie jest tą właściwą, oczekiwaną. Westchnął cicho i z miną męczennika spojrzał za odchodzącą siostrą, która pod swoich noskiem gadała coś od rzeczy, chyba próbowała go zirytować, zdenerwować, wkurzyć.
Czy ona zawsze musiała taka być? Przeszło mu przez głowę, po czym leniwie podniósł swoje długie ciało i wolnym krokiem ruszył za nią. Po całej jego postawie, mimice, nie dało się poznać, czy wypowiedziane przez nią słowa w ogóle do niego doszły.
Często słyszał od ludzi, że wydaje im się opóźniony, czemu od razu tak niegrzecznie, on po prostu nie marnował swojej uwagi na większość wychodzących z ich ust informacji. Nie wydawały mu się być ciekawe, nie miały także mocy zmienienia czegokolwiek w jego życiu, skoro więc nic nie wnosiły to po co było marnować czas na ich słuchanie?
Nie odezwał się na jej próbę szantażu bo po co, to było jej życie i niech je sobie marnuje jak chce, go to nie obchodzi. Dlaczego więc głowa znowu zaczęła go boleć bardziej?
Zobacz profil autora
Regina Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 13/10/2015
Liczba postów : 41
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Lis 16, 2015 8:34 pm

Faceci zawsze muszą umierać jak tylko poczują, że coś ich bierze... i nie była to żadna długonoga brunetka, na taki widok raczej wszelkie dolegliwości zniknęłyby w mgnieniu oka. Wystarczy zwykły katar żeby brać wolne od życia. Gdyby ona miała narzekać na każde przeziębienie które łapie, musiałaby być zamknięta w jednym pomieszczeniu przez cały czas. Dlatego też często nie przyznaje się do tych bolączek, nie mogłaby chadzać tam gdzie zwykle chadza. Bo Regina lubi sobie czasem zaszaleć.
Odwróciła się tylko by móc zerknąć kątem oka czy jej braciszek ruszył swój kościsty tyłek z tej lodowatej posadzki czy też tkwi tam dalej w bezruchu czekając na śmierć z kosą coby go jakoś uwolniła z tego piekła nazwanego życiem. Jednak wstał i szedł za nią. Przez myśl jej przeleciało coby przyśpieszyć i skręcić gdzieś tylko by go zgubić jednak doszło do niej, że sama by się zgubiła w tym labiryncie korytarzy. Potrzebowała mapy albo przewodnika. Tak, przewodnik płci męskiej byłby jak najbardziej wskazanym kandydatem. Przecież ta dziecinka mogłaby się gdzieś zapodziać w drodze na bardzo ważne zajęcia.
Dochodząc do głównego korytarza zatrzymała się i poczekała aż Richard zrówna się z nią. Poważną miną nieco odzwierciadlającą jego wyraz twarzy spojrzała na Puchona
- Idę się rozpakować, Tobie radzę odwiedzić pielęgniarkę. Nara Rich - rzekła i odwróciwszy się na pięcie ruszyła w stronę tajemnego przejścia do Pokoju Wspólnego ślizgonów, a przynajmniej tak jej się wydawało.
Zobacz profil autora
Richard Rabe
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 14/10/2015
Liczba postów : 19
Skąd : Francja

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Lis 16, 2015 10:12 pm

Zrównał się z nią. Była jakaś taka strasznie drobna, czy tak było zawsze czy może ostatnio tak zmalała, skurczyła się w sobie. Czemu tego nie zauważył. Bez sensu. Przygląda się swojej młodszej siostrze, która właśnie zmierzała do paszczy lwa. Regina nie była świadoma jak bardzo się cieszył, że nie trafił do tego samego domu co ich starsza siostra, jak bardzo dziękował stwórcy, Merlinowi, Morganie i wszystkim tym legendarnym czarodziejom, że oszczędzili mu takiego losu. Teraz jednak jego mała siostra zmierzała do miejsca, gdzie nie mógł mieć jej na oku. Trochę go to niepokoiło, od tak dawna byli zawsze razem, a przynajmniej niedaleko, a teraz ona szła do jakiegoś mrocznego miejsca, do którego on nie miał wstępu. Coś go ścisnęło w żołądku na tą myśl, jednak nic nie powiedział. Tylko przyglądał się, ktoś bardzo spostrzegawczy mógłby powiedzieć, że na krótka chwilę coś w jego spojrzeniu się zmieniło, że jakby złagodniało, a może to tylko wina światła. Na pewno światło.
-Trzymaj się Mała, nie daj się im zjeść.- Poczochrał jej włosy po czym wolno ruszył w stronę swojego nowego domu. Sunął powoli jakby ktoś nagle zwiększył tarcie działające na jego osobę. Ciekawe dlaczego tak się działo. Kątem oka spoglądał raz po raz w stronę odchodzącej w swoją stronę siostrę. Przez chwilę miał nawet ochotę zatrzymać się pod oporem tej wielkiej siły, odwrócić się w stronę Reginy i coś jej jeszcze powiedzieć na odchodne. Tylko co trzymaj się, jak coś to jestem obok, gdyby słonie latały można by z nich robić super szybkie tenisówki, absurdy, które pojawiły się w jego głowie zirytowały go na chwilę, więc tylko obrócił nerwowo oczami, ostatni raz spojrzał za siostrą znikającą za rogiem i definitywnie został sam.
Tylko czemu ta wizja jakoś za bardzo go nie cieszyła?
No cóż wzruszył ramionami i ruszył z nową siłą ku nowej przygodzie... bardziej nowemu łóżku. Cóż w życiu trzeba mieć jakieś priorytety.

nmm
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/10/2015
Liczba postów : 103
Skąd : Berwick-upon-Tweed, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Gru 06, 2015 7:59 pm

Było całkiem miło. Inicjatywa niejakiego Teddy'ego Sommera, by swe siedemnaste urodziny świętować hucznie i z przytupem, była godna pochwały tyleż samo, co późniejsza realizacja planów. Zapowiedziana na zabawę wręcz ogromną, mającą umożliwić integrację nieprawdopodobnie dużej liczby uczniów celebracja odbyć miała się w jednej z większych, opuszczonych komnat Wschodniej Wieży. Biorąc pod uwagę, że solenizant był reprezentantem domu kruka, taki wybór miejsca był oczywisty choćby z tego powodu. Inną sprawą jest jednak to, że kondygnacje tego konkretnego rejonu zamku gwarantują po prostu odpowiednią dawkę spokoju i prywatności, by świętować bez obaw. A że w tym przypadku świętowanie związane było dość ściśle z potokami alkoholu Merlin wie jak przemyconego (w takich ilościach!) na teren zamku, to prywatność była jak najbardziej w cenie.
W każdym razie, wszystko rzeczywiście odbyło się zgodnie z planem. Zabawa była przednia i Lowther mógł łaskawie przyznać, że w jego własnym przypadku sporą rolę miała też panna Avery. Jako, że już na samym początku zapowiedziano, iż osoby towarzyszące są mile widziane, Timothy zdołał przeprowadzić szybki casting i w efekcie na urodziny pójść właśnie ze ślizgońską księżniczką u boku.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że przed opuszczeniem komnaty wydało się, dlaczego wygrała akurat kandydatura Noelle. Tak, była jego znajomą, tak, w zasadzie dość ją lubił, była też wystarczająco atrakcyjna, by chciał się gdzieś z nią pokazać - ale w tym konkretnym przypadku chodziło o zakład. Założył się mianowicie z nikim innym, jak właśnie z dzisiejszym solenizantem, tematem zakładu było zaś to, że panna Avery nie zdoła mu odmówić. Dla niego sprawa była prosta, wygraną miał w kieszeni już w tej chwili, w której w ogóle na zakład przystał, ale z boku to mogło nie wyglądać tak łatwo. Jego relacja z Noelle miała bowiem to do siebie, że więcej się na siebie wściekali niż rozmawiali cywilizowanie, nic więc dziwnego, że nikt tak łatwej wygranej po Timie się nie spodziewał. Oczekiwano, że Ślizgonka go, na przykład, wyśmieje, wykpi, ale z pewnością odrzuci propozycję. Nie odrzuciła jednak i wieczór można by uznać za w pełni udany, gdyby nie te nieszczęsne gratulacje, którymi upojony Teddy uraczył Lowthera na odchodnym.
Teraz więc sprawa miała się tak, że chcąc odprowadzić panną Avery pod drzwi Pokoju Wspólnego Ślizgonów mógł co najwyżej iść o krok za nią i z rozbawieniem przyglądać się, jak piętnastoletnie dziewczę odchodzi od zmysłów - w mniej lub bardziej oczywisty sposób. Bo nikt nie lubi być tematem zakładów, a już tym bardziej nikt nie lubi, gdy druga strona dodatkowo zdarzenie to po prostu lekceważy - tak, jak w tej chwili robił to Tim. Dla Krukona nie zdarzyło się bowiem nic strasznego, ot, po prostu potknięcie. Nie widział nic złego w tym, że głównym powodem, dla którego zwrócił na Noelle uwagę, była chęć udowodnienia koledze, jak bardzo ten się myli. Ostatecznie nigdy nie powiedział Ślizgonce, że za nią szaleje, w podobnym zaproszeniu mogła więc z daleka wyczuć podstęp.
Zobacz profil autora
Noelle Avery
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 16/06/2015
Liczba postów : 49
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Gru 06, 2015 9:01 pm

Zaproszenie na imprezę celebrującą siedemnaste urodziny Teddy'ego Sommera pojawiło się przy czwartkowym obiedzie dwa tygodnie temu- zapewne w dniu w którym solenizant zdecydował się na huczną celebrację tego dnia i na zaproszenie swoich kolegów przy okazji wspominając, by Ci koledzy znaleźli sobie stosowne do okoliczności partnerki. Nie spodziewała się, że będzie zaliczać się do tego starannie wyselekcjonowanego grona i głównie przez ten element zaskoczenia zgodziła się nie zastanawiając nad tym zbytnio i nie czyniąc przy tym złośliwych uwag jak to miała w zwyczaju. Czas do namysłu przyszedł po tym nie sakramentalnym, ale jakże istotnym "tak", jednakże panna Avery nie szukała dziury w całym zwyczajnie ciesząc się. Tak, zaproszenie od Tima łechtało jej próżną naturę, więc zrobiła wszystko ażeby swojej decyzji nie żałował. Założyła więc bluzkę w kolorze butelkowej zieleni, dokładnie takiej samej jak jej tęczówki, zestawiając ją z krótką, rozkloszowaną spódniczką barwy czarnej, a włosy lekko zakręciła i ułożyła tak, że "niedbale" opadały na jej ramiona. Zdobyła się nawet na wysiłek założenia butów na obcasie, choć niezbyt wysokim, to i tak podkreślającym smukłość jej nóg. Dla absolutnego dopełnienia wizerunku zdobyła się nawet na użycie maskary i zalotki, a wargi zostały pokryte cienką warstwą truskawkowego błyszczyku. Nie była pewna, czy wygląda należycie stosownie co do okazji, bo uczestnictwo w tak mało elitarnych przyjęciach nie było jej specjalnością, ale nie można powiedzieć, że wyglądała źle. Wręcz przeciwnie. Prezentowała się wyjątkowo atrakcyjnie i nie ulegało wątpliwości, że panicz Lowther nie spotka się z krytyką swoich współtowarzyszy przyprowadzając ze sobą piętnastolatkę. A nie chciała, naprawdę nie chciała narobić mu wstydu. I sama nie wiedziała dlaczego aż tak bardzo jej na tym zależy. Jednak przez cały wieczór była miła, trzymając wszystkie złośliwe i krytyczne uwagi za zębami, choć miała ich całą masę. Uśmiechała się za to często gęsto, żartowała i nawet trochę tańczyła. I wszystko zapisałaby w pamiętniczku pod hasłem "dobra zabawa" gdyby nie pożegnanie. Gratulacje od Sommera pojawiły się znikąd, a jedno uprzejmie zadane pytanie "Jaki zakład?" sprawiło, że poznała całą prawdę. Uśmiech znikł z jej twarzy, a oczy ciskały gromy kiedy wychodzili. Przez całą drogę do dormitorium Ślizgonów milczała zastanawiając się czy uda jej się zamordować Krukona tak, by potem wszystko zrzucić na ponowne otwarcie Komnaty Tajemnic. Cóż, to było możliwe, ale wysmarowanie całego korytarza jego posoką nijak nie uspokoiłoby jej chęci zemsty.
- Mała aktualizacja naszej relacji, Lowther: nienawidzę Cię - powiedziała chłodnym tonem kiedy znaleźli się na najniższym dostępnym dla uczniów poziomie. Była wściekła, ale starała się to utrzymać w sobie. Jak dama. Młoda dama którą przecież była. A raczej: musiała być. Tego od niej oczekiwano, a oczekiwania ludu jako miłosiernie panująca księżniczka starała się spełniać. Chwilami tylko puszczały jej nerwy. Jak teraz. Zatrzymała się na chwilę i spojrzała mu w twarz gdzie malowało się rozbawienie. Ciśnienie skoczyło jej jeszcze trochę, a z ust wydobyło się złowrogie sapnięcie.
- Widzę, że doskonale się bawisz. Wielki Zwycięzca się znalazł. Ile jestem warta, Timothy? - podniosła nieco głos na koniec unosząc też jedną brew, a dłonie automatycznie ułożyły się w odruchu obronnym krzyżując się na piersiach.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/10/2015
Liczba postów : 103
Skąd : Berwick-upon-Tweed, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Gru 07, 2015 11:41 am

Zabranie ze sobą piętnastolatki mogło nie być najlepszym pomysłem - Timothy aż do ostatniej chwili miał spore wątpliwości co do czego, czy rzeczywiście warto się na podobne towarzystwo porywać tylko po to, by coś komuś udowodnić. Podobne problemy przestały mieć jednak rację bytu na widok panny Avery, ich nieistotność potwierdzona została też przez niecodziennie przykładne zachowanie Ślizgonki. Jak aż do samej imprezy Lowther zastanawiał się jeszcze, ile nerwów będzie kosztowało go wybranie tej konkretnej partnerki, tak już po pierwszych chwilach zastanawiać się przestał - Noelle to był dobry wybór, naprawdę dobry. Świetnie się bawił, nie odrzucił też okazji zatańczenia z atrakcyjną koleżanką, wypalił ze trzy papierosy, podczas której to czynności mógł bezczelnie lustrować wzrokiem swą chwilową zdobycz i... No tak, nie przewidział tylko tego, że Sommer może być tak głupi. A podobno do Ravenclawu nie trafiają zidiociali, tak? Najwyraźniej jednak po alkoholu wszyscy nadają się tylko i wyłącznie do Hufflepuffu.
W każdym razie, Tim nie byłby jednak sobą, gdyby jakoś nadmiernie wydaniem się tajemnicy przejął. Stało się i trudno, rozpaczać z tego powodu nie będzie - szczególnie, że jego arogancja utwierdzała go tylko w przekonaniu, że to nic nie zmieni. Noelle się powścieka - ale czy to pierwszy raz? Sam Lowther na co dzień skutecznie starał się o to, by panna Avery zapomniała o pojęciu spokoju, na koniec zawsze podsumowując ją usłużną radą w stylu niewinnego złość piękności szkodzi. Biorąc pod uwagę, że nie zrobił dziewczynie żadnej wymiernej krzywdy - co więcej, zakład czy nie, ale chyba zafundował jej całkiem przyzwoite popołudnie, czyż nie? - nie widział powodu, dla którego miałby zblednąć teraz i zadrżeć z przerażenia. Nic się nie stało, tak naprawdę sytuacja była całkiem zabawna.
Najwyraźniej jednak nie dla Ślizgonki. Aktualizacja relacji? Też coś!
- Jak bym cię nie znał to może bym uwierzył - stwierdził bez wahania, wciskając ręce do kieszeni spodni. Nad podziw trzeźwy - w końcu rzadko kiedy pił, a ostatni wypad z Wandą tylko go w abstynencji utwierdził - zachował pełnię swej elokwencji i bystrości, które w tym momencie mogły być aż nadto przydatne.
- Oczywiście, że tak. Lubię udowadniać swoim znajomym, jak bardzo się mylą. - Gdy nastolatka zatrzymała się, Timothy uczynił jeszcze kilka kroków, by zatrzymać się tuż przednią. Dla bezpieczeństwa pozostawił między nimi stosowny dystans, chociaż... Nie był pewien, czy rzeczywiście było po co. Jeszcze godzinę temu o podobnej odległości nie było mowy, ręce też zdążył już trzymać znacznie poniżej przyzwoitej wysokości, może więc mógł sobie obecną kurtuazję darować. Z drugiej strony, panna Avery mogła wyrazić chęć fizycznego odegrania się za obecne upokorzenie - chyba tak właśnie to teraz postrzegała - a w takiej sytuacji wolał mieć możliwość zareagowania.
- To był zakład o przekonanie, Noelle. O honor. - Wzruszył lekko ramionami. Timothy nie potrzebował materialnej motywacji, by o cokolwiek się zakładać. Satysfakcjonowało go udowodnienie, że racja jest po jego stronie. - O co się jednak wściekasz, hm? Poszliśmy razem. Nieźle się bawiliśmy. To akurat niepodważalny fakt. - Spoglądając na nią z uwagą i tym razem nie powstrzymał lekkiego, dwuznacznego uśmiechu.
Zobacz profil autora
Noelle Avery
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 16/06/2015
Liczba postów : 49
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Wto Gru 08, 2015 1:19 am

Był bezczelny i arogancki- żadna nowość. Znała go nie od dziś, a te cechy naprawdę ciężko ukryć. Jednak dziś w jej ocenie przechodził samego siebie. Wygięła wargi w uśmiechu kręcąc głową niedowierzająco, że znalazła się w takiej sytuacji. Bezczelność Lowthera zdecydowanie wyszła na wyższy poziom.
- Strasznie Cię nienawidzę - stwierdziła po krótkiej chwili ciszy przy okazji jedynie poszerzając uśmiech malujący się na jego twarzy. Bawił się nią. Bawił się tą sytuacją. Bawił się wszystkim. I za to miała ochotę go udusić, a jednocześnie pogratulować podejścia do życia. Zamiast tego zacisnęła bezsilnie dłonie w pięści licząc na jakiekolwiek przeprosiny. Nie ulega chyba najmniejszym wątpliwościom, że takie właśnie w tej chwili się jej należały. A może tylko tak jej się wydawało? Nie, nie wydawało jej się. Co jak co, ale doskonale potrafiła określić swoje uczucia, a obecnie czuła, że jej wielka duma została boleśnie zraniona powodując wściekłość, która za jakiś kwadrans zamieni się w smutek do którego już nikomu się nie przyzna. Patrzyła mu butnie w oczy czekając aż zrozumie. Cokolwiek zrozumie. Jednak zamiast tego usłyszała słowa które wydobyły z niej prychnięcie godne kocicy, a nie młodej damy. Jednak nie zasłoniła ust dłonią udając, że ten dźwięk to nie jest jej sprawka, jak to zapewne zrobiłaby będąc w domu. Zamiast tego wyprostowała się wypychając dumnie pierś do przodu.
- Honor? W tym rachunku zapomniałeś o moim - stwierdziła wydymając nieco wargi dając mu już jasno do zrozumienia, że jest zła. A jeszcze przed chwilą było tak miło! Tak sympatycznie! Tak wesoło jak nie z panną Avery.
- Myślisz, że jakbyś powiedział mi o zakładzie to bym się nie pojawiła? - pytanie retoryczne. Oczywiście, że by się pojawiła. Założyłaby nawet na siebie coś co można by opisać słowem "seksowny" i zrobiła przedstawienie pt. "Piękna zakochała się w Bestii". Mógł wygrać ten zakład z kretesem gdyby tylko o nim wiedziała. A tak?
- Czuję się oszukana, Timothy, a to uczucie nie należy do moich ulubionych. Dlatego się wściekam - opuściła bezradnie ręce i podeszła do jednej ze ścian aby się o nią oprzeć. Chłód kamiennej ściany sprawił, że przez jej ciało przeszedł jeden nieprzyjemny dreszcz kiedy jej rozgrzana skóra spotkała się z tak skrajną zmianą klimatu.
- Wystarczyło mi powiedzieć. Nikt nie lubi być obiektem żartów i zakładów, Tim - powiedziała cichutko unosząc oczy ku niebu. Wściekłość powoli ustępowała, a na jej miejsce wchodził smutek. Smutek który miał to do siebie, że pojawiał się znikąd wraz z morzem łez. To było warunkowane posiadaniem jajników- a przynajmniej tak to zjawisko tłumaczyła sobie Elle u której pod powiekami już pojawiła się wilgotna słona mgiełka sprawiając, że jej duże zielone oczy niebezpiecznie się zaszkliły.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 28/10/2015
Liczba postów : 103
Skąd : Berwick-upon-Tweed, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Sro Gru 09, 2015 9:13 pm

Timothy jak każdy rasowy mężczyzna potrzebował jakiegoś konkretnego, dosadnego argumentu, by zrozumieć swój błąd. Bo to, że wykorzystanie Noelle w ten sposób było błędem, było wiadome dla każdego, kto miałby prawo cokolwiek na ten temat powiedzieć. Timothy musiał jednak do tej oceny dojrzeć i by to zrobić, potrzebował... Czegoś. Na przykład niebezpiecznie bliskich łez panny Avery.
Nie należał do tych mężczyzn, którzy na widok kobiecego smutku wpadają w panikę, z pewnością jednak go rozumiał i umiał stosownie zinterpretować. Samo stwierdzenie, że coś zrobił źle, mało kiedy faktycznie go ruszało, ale już wymiernych, widocznych gołym okiem skutków takiego potknięcia nie mógł ignorować. Nawet jeśli miał ochotę w jakiś sposób odbić jeszcze piłeczkę, czymś Ślizgonce dogryźć, to niczego takiego nie zrobił. Westchnął tylko ciężko i w dwóch krokach znalazł się obok, pozbywając się resztek narzuconego przedtem dystansu.
- Ok, nie tak to powinno wyglądać. - Wzruszył lekko ramionami, tym samym przyznając Noelle rację. Bezpośredniego przepraszam raczej nie było co po nim oczekiwać - słowami o podobnej wadze Lowther nie szafował, zachowując je na naprawdę szczególne okazje - ale obecne słowa mogły być stosownym zamiennikiem.
- Rzeczywiście powinienem ci powiedzieć, a tak... Słabo wyszło. - Oparł się o ścianę obok Avery i spojrzał na nią z uwagą. Argumentacja, że gdyby wiedziała, mogliby rozegrać to lepiej raczej by do niego nie przemówiła - panna i tak wyglądała dobrze, bardzo dobrze, dodatkowe sceny nie były potrzebne. Z drugiej strony dostrzegł przynajmniej to, że nie był wobec niej w porządku.
Choć bawił się nieźle, w tej kwestii nic się nie zmieniło. Nie byłby sobą, gdyby do tego nie nawiązał, rozładowując - a przynajmniej próbując rozładować - sytuację.
- Ale przyznaj, że mimo wszystko wyszło nie najgorzej. Pomijając zakład, było nieźle. - Uniósł znacząco brwi, bezwstydnie lustrując Noelle wzrokiem. - Ty byłaś niezła. - Uśmiechnął się półgębkiem. Naprawdę dobrze się bawił, jeśli chodzi o sam udział w urodzinach i dobrane towarzystwo niczego nie żałował. Tylko ten zakład... Z drugiej strony nic takiego przecież się nie stało. Można to chyba puścić w niepamięć? Jego zdaniem można było, pytanie tylko, czy Avery też tak uważała. I czy na podobne ustępstwo zamierzała pójść za darmo.
Bez wahania sięgnął więc do policzka Ślizgonki, by zetrzeć z niego pojedynczą, niesforną łzę, która wyrwała się spod kontroli. Z pewnością można było potraktować to za wstęp do negocjacji. W końcu nim puści Noelle do jej Pokoju Wspólnego, wolałby, by była w lepszym nastroju. Spotkania powinny kończyć się obopólną satysfakcją - taką bądź inną - a nie rozżaleniem jednej ze stron.
Zobacz profil autora
Noelle Avery
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 16/06/2015
Liczba postów : 49
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Gru 13, 2015 1:29 am

Nie tak powinno to wyglądać? Brawo, panie Lowther! A podobno to pan może się poszczycić całkiem niezłym IQ i przynależnością do domu Kruka. Jej mina dokładnie świadczyła o tym, że to co powiedział nie jest godne Złotego Merlina w dziedzinie odkryć. To fakt. Fakt który dopiero teraz do niego dotarł. Dopiero teraz, bo jest upośledzony emocjonalnie. I to bardzo. Bardziej niż ona. Wiedziała, że nie usłyszy od niego zwykłego "przepraszam", bo dla niego było czymś niezwykłym. Czymś z czego nie korzysta, nawet kiedy sytuacja wskazuje na to, że powinien. Dlatego, że był popieprzony na więcej sposobów niż Christian Grey w pewnej poczytnej powieści o kolorystycznie brzmiącym tytule. Przygryzła dolną wargę starając się uspokoić, a spojrzenie utkwiła w suficie. Jednak na jej szczęście jego słowa znów otworzyły pudełko ze słowem wściekłość.
- Słabo wyszło? Ej, no... Nie mów. Naprawdę? - sarkastyczny ton pojawił się znikąd, ale odsunął na moment wizję płaczącej na środku korytarza Noelle. Nawet głos jej nie zadrżał. Nie mógł zadrżeć na jej sarkastycznym tonie. W końcu ten ton był jej specjalnością! Dzięki niemu uzyskała łatkę "wrednej suki". A wredne suki nie płaczą na korytarzach. Nawet jeśli czują, że nie wszystko jest tak jak powinno być. A teraz tak właśnie było. Jednak po chwili znów wrócił smutek, a dolna warga niebezpiecznie zadrżała. Górnolotne komplementy siódmoklasisty sprawiły, że przechyliła lekko głowę.
- Tylko niezła? - upewniła się cicho podczas gdy na jej policzek wytoczyła się jedna łza która od kilku chwil pod tą powieką się gromadziła. Zanim jednak zdołała ją zetrzeć poczuła jego dłoń na swoim policzku.
- Było w porządku - przyznała mu rację po dłuższej chwili wpatrując się w niego swoimi wielkimi, zielonymi oczyskami. Miała ochotę go pocałować, a to tylko dlatego, że był zbyt blisko. I dotykał jej twarzy. I wyglądał jakby zaczynało powoli odrastać mu sumienie. Bardzo powoli. A raczej... jakby sobie przypomniał, że je ma. I przyznał, że wyszło słabo. I strasznie dobrze wyglądał. I odprowadzał ją do Pokoju. I w ogóle. Jednak nie zrobiła pierwszego ruchu w tym kierunku. Jej ciało odłączyło się od mózgu. Jedyne co mogła zrobić to lekko rozchylić wargi na wypadek gdyby on się zdecydował to zrobić.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   

 

Korytarze w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Korytarz w lochach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-