IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wierzba Bijąca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Wierzba Bijąca   Sob 15 Lut 2014, 17:00



Wierzba Bijąca


Bardzo niebezpieczne drzewo, do którego lepiej się nie zbliżać! Rzadko kiedy obronisz się zaklęciem i wyjdziesz bez szwanku po spotkaniu z jej 'przyjaznymi' gałęziami...
Stoi na uboczu, na skraju terenów zamkowych. Rośnie tutaj praktycznie od zawsze i pomimo pewnych problemów, które sprawia zwłaszcza ciekawskim pierwszorocznym, nikt jakoś nie pomyślał o ścięciu wierzby.
Niby nic nieznacząca... Więc dlaczego w każdą pełnię księżyca zbierają się tu Huncwoci?

Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sro 30 Kwi 2014, 22:18

Okolice Wierzby Bijącej były ostatnimi, gdzie uczniowie chcieliby się znaleźć. Wielkie drzewo było tak gwałtowne i silne, że jedno uderzenie mogłoby powalić niejednego na łopatki, ba... a nawet zabić.
Dla Doriana to miejsce było idealnym - spokój, cisza i brak ludzi. Przecież to prawie raj na ziemi, nie licząc oczywiście śmiercionośnego drzewa. Prawda jednak była taka, że trzymanie się na dystans, sprawiało, że był w miarę bezpieczny.
Miał ze sobą wielką książkę do Numerologii. Wybrał sobie ten przedmiot jako jeden, który będzie zdawał na Okropnie Wyczerpujących Testach Magicznych. Sam nie wiedział dlaczego wybrał sobie ten przedmiot, jako jeden z pięciu, który musiał zdać, aby dostać pracę w Ministerstwie Magii. Jego ojciec tam pracował, a on miał nadzieję, że mimo trudności losu, da radę mieć podobny status. Jako jedyny rodzic, był dla Doriana autorytetem, chciał iść w jego ślady.
Zmarszczył brwi, przewracając kolejną kratkę. Ostatnio dosyć się rozleniwił i zaniedbał, jeśli chodziło o ten przedmiot, a teraz musiał wszystko szybko nadrobić. Czasu miał niewiele.
Słońce wyszło zza chmur, a ciepłe promienie słońca sprawiły, że ciarki przeszły mu po plecach. Pogoda była zmienna, raz było zimno, a raz nie. Nie mógł teraz się przeziębić, gdy czekały na niego ważne sprawy. Zastanawiał się też gdzie się podziała jego siostra, miała się tutaj zjawić, ale pewnie jak zwykle o tym zapomniała i poszła gdzieś indziej. Później z nią o tym porozmawia, ale na razie miał inne obowiązki, a ich zaniedbać niestety nie mógł.
Rozejrzał się krótko dookoła i prychnął cicho pod nosem. Ktoś się zbliżał i to wcale nie była Wanda. No to chwila samotności… faktycznie stała się tylko „chwilą”.
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sro 30 Kwi 2014, 22:49

Cú Chulainn właściwie nie miał w planach odwiedzin u wątpliwej przyjaciółki, jaką stanowiła Wierzba Bijąca. Pamiętał bardzo wyraźnie jak to perfidne drzewo rzuciło nim jak szmacianą lalką, gdy był na trzecim roku. Au. Kilka dni w skrzydle szpitalnym miał jak w banku. Normalna osoba po czymś takim omijałaby Wierzbę szerokim łukiem, ale on do tej grupy nie należał, więc już po tygodniu znowu trafił w to niebezpieczne miejsce. Tym razem obyło się bez uszczerbku na zdrowiu, jednakże tylko fartem. Minimalnie wolniejszy bieg, słabszy refleks i tym razem pewnie dorzuciłaby nim do jeziora. Wkurzone drzewo, a na deser wielka kałamarnica. Miodzio.
Tego dnia trafił w to miejsce z powodu swojej sowy, która mogłaby czasem konkurować z Wierzbą o tytuł najbardziej złośliwego stworzenia na świecie. Wyrównany pojedynek, nie ma co. Wracając jednak - Berserker znowu się zirytował, gdy w pobliżu było więcej niż jedna osoba i komu się dostało? Oczywiście O'Connorowi, bo jakżeby inaczej. Podziobała go i poleciała w siną dal. Niestety, sina dal rozpościerała się za perfidnym drzewskiem.
Sapnął z bezsilności i lekkiego poirytowania. No naprawdę, już tak dobrze im szła współpraca, a tu humorek. Czasem się zastanawiał jakiej Berserker jest płci, bo aż korciło go w takich momentach przyrównać do kobiety. Szedł szybkim, acz równym krokiem przed siebie. Ze względu na porę roku krawat miał luźno zawiązany, kołnierz koszuli też powiewał na lekkim wietrze, rękawy zaś był podwinięte za łokcie. W jednej ręce niósł szatę, zaś druga - ta okaleczona - ściskała różdżkę, na wypadek pojawienia się sowy w zasięgu wzroku. W myślach już przypominał sobie odpowiednie zaklęcia, które sparaliżują poszukiwanego. Już on sobie poważnie pogada z tą sową.
W pewnej chwili kątem oka zauważył coś jeszcze, a po odwróceniu głowy zorientował się, że coś okazało się ktosiem i to najwyraźniej Krukonem, patrząc na barwy krawata. Westchnął ponownie przeczesując palcami włosy i skierował swoje kroki w stronę drugiego ucznia - a nuż widział obrażoną sowę. Może. Marne szanse, ale zapyta.
Kojarzył chłopaka z twarzy, ale nie potrafił przywołać z pamięci jego imienia. Zaraz, miał takie charakterystyczne nazwisko, no. I ładną siostrę. O, może to mu pomoże. Jak to było?
- Hej. Widzę, ze jak na Krukona przystało siedzisz w książkach. - zaczął z tym uśmiechem, jakby całe życie było zabawą, który albo potrafił zirytować, albo poprawić humor. Nie było trzeciej opcji. - Postaram się streścić. Widziałeś może gdzieś wkurzoną na sowę jarzębatą? Emanowała pogardą.
Stanął obok "niebieskiego" i przesunął jeszcze wzrokiem po niebie i okolicznych drzewach w nadziei na wyłapanie najmniejszej wskazówki.
- Przysięgam, że dam temu ptaszysku szlaban na jedzenie. I tak mu się przytyło.
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Czw 01 Maj 2014, 00:31

Co przyprowadziło Emm właśnie w okolice Bijącej Wierzby? Może ta przepiękna pogoda, która nie pozwalała jej gnić w zamku przy książkach? Albo ta nieodparta ochota na latanie? Hmm, chyba wszystko po trochu. Z miotłą w ręku wyszła ze szkoły i udała się w stronę błoni, a stamtąd właśnie ku zwariowanemu drzewu, które już widziała z daleka. Bardzo lubiła latać. W powietrzu czuła się tak swobodnie i wręcz promieniała kiedy mogła wsiąść na swojego Zmiatacza piątkę. Nie była jednak aż tak dobra, aby mieć szanse dostać się do drużyny, więc nawet nie próbowała. Wolała po prostu sama dla siebie, dla własnej przyjemności od czasu do czasu polatać.
Tego dnia miała na sobie białą bokserkę i szkarłatną spódnicę od mundurku, której nie zdążyła przebrać po eliksirach. Włosy spięła w koński ogon, tak po prostu - dla wygody. Szła ku Bijącej Wierzbie aby polatać gdzieś w jej okolicach, bo tylko tam nikt z nauczycieli jej nie zauważy, jednak w pewnym momencie zauważyła dwie, rozmawiające ze sobą postacie. Nie no w takim razie nie polata...
Podeszła jednak bliżej nich i zauważywszy, że jeden z nich jest z jej domu, pacnęła go dosyć mocno w ramię, po czym zaśmiała się widząc minę drugiego chłopaka.
- A wy co romansujecie? - zagadnęła, podpierając się nonszalancko miotłą. - A nie... jednak nie. Uczycie się? Dajcie spokój! Jesteście młodzi - chodźcie zaszaleć! Na naukę jeszcze będzie czas. - dodała, zabawnie poruszając brwiami. Zawsze jak chciała wyciągnąć koleżanki z dormitorium na jakąś imprezę stosowała te same argumenty i te same zagrania. I o dziwo zawsze działały.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Czw 01 Maj 2014, 11:53

Dorian cicho westchnął, a gdy Gryfon do niego podszedł, podniósł nieznacznie głowę, aby na niego spojrzeć. Mówił coś o sowie, tak? Chłopak zastanowił się przez chwilę, aby sięgnąć pamięcią tego, co mógł zobaczyć zanim utopił się w lekturze. Podrapał się po brodzie, w geście zastanowienia, a wszystko robił w ciszy i milczeniu. Pod palcami mógł wyczuć lekki zarost, który w tej chwili mu ani trochę nie przeszkadzał. Chciał już coś powiedzieć, gdy jego nowy towarzysz znów otworzył usta. Mówił teraz coś o tyciu i szlabanie na jedzenie…?
- O czym ty teraz… - zmarszczył na chwilę brwi i znów wypuścił powietrze z płuc z cichym świstem. – Jak mu się przytyło to zmień paszę na jakąś niskokaloryczną – mruknął i rozejrzał się dookoła. – Nie widziałem twojej sowy – dodał w końcu, mając nadzieję, że teraz znów pozostanie sam.
Jakie było jego zdziwienie, gdy kolejna osoba stwierdziła, że najlepszym miejscem na spędzenie popołudnia były okolice Wierzby Bijącej. Fantastycznie! Tego mu przecież brakowało – towarzystwa. Chłopaka mógł zdzierżyć, nie narzucał się tak bardzo, ale… nowoprzybyła sprawiła, że się wzdrygnął. Zdecydowanie mówiła za dużo. W tym potoku słów, jaki wydobył się z ust „Miotlanej dziewczyny”, gdy tylko do nich podeszła wyłapał pojedyncze słowa, takie jak „romansujecie”, „będzie czas” i „zaszaleć”. O co chodziło?
Dorian przechylił głowę lekko w bok, lustrując dziewczynę spojrzeniem. Jak ona się nazywała? Chyba widział ją już kiedyś w Wielkiej Sali, ale teraz zupełnie nie mógł jej skojarzyć. Za to drugiego znał dość dobrze – kręcił się koło jego siostry Wandy… No jak mógłby zapomnieć tę twarz.
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Czw 01 Maj 2014, 12:20

Nie trudnym było zauważenie, że Krukon nie za bardzo ogarnia co się wokół niego dzieje. Właściwie to było to dosyć popularne zjawisko w sytuacji, w której ktoś wytraci kogoś z Ravenclaw z rytmu nauki. Naprawdę, czasem można było odnieść wrażenie, że ci ludzie nic innego od życia nie chcą poza ślęczeniem z nosem w książkach. Obojętnie jakich, byle książkach. Dlatego też w wieku jedenastu lat O'Connor wiedział, że nie ma takiej siły na ziemi, by Tiara Przydziału wrzasnęła radosne "Ravenclaw!" na całą Wielką Salę. Większość jego rodziny trafiała do Gryffindoru, więc w tej kwestii raczej był spokojny, a na niektóre piękne damy skutecznie działało hasło "hear me roar".
Już miał Whisperowi (o, właśnie tak się nazywał, racja) odpowiedzieć na temat bardzo wybrednego gustu Berserkera w kwestii pokarmu, gdy podeszła do nich dziewczyna z jego własnego domu. Zaraz, nie Emily tylko... Emmelina, właśnie. O dziwo bardzo często te dwa imiona mu się myliły. Czasem razem latali na miotłach, więc znali się całkiem dobrze. Uśmiechnął się szerzej w odpowiedzi na jej radosny i zupełnie swobodny ton głosu. W przeciwieństwie do Krukona, on wyłapał każde jedno słowo. Ba, właściwie często sam używał podobnego przekazu, gdy chciał kogoś wyciągnąć na kreatywne spędzanie czasu - obojętnie czy była to noc, środek dnia czy blady świt.
Rozczochrał jej nieco włosy odpłacając się za powitanie.
- Wiesz, że do szaleństw jestem pierwszy. Nie uczyłbym się w tak piękną pogodę,szczególnie, że moja sowa dała nogę. - założył ręce na piersi, po czym spojrzał na Whispera. - No chodź, chłopie. Co to, numerologia? Jeszcze zdążysz się pouczyć, nie gnij w tych książkach jak każdy Krukon. I tak będziecie mieć najwyższe statystyki w całej szkole, jak zawsze, geniuszu.
Ewentualnie chłopak zrobi tak jak jego siostra przed każdym zaliczeniem. "Nie zdam, na brodę Merlina, przeczytałam to tylko pięć razy, a nie piętnaście, hańba dla rodziny!", a potem przychodzi ci taka z najwyższą oceną i tym niewinnym uśmieszkiem "O. No proszę, co za szczęście". Doprawdy, nie znosił czegoś takiego, ale Wanda była na tyle urocza i sympatyczna, że nie potrafił się za to boczyć. Szczególnie, że zawsze potrafiła go przekupić czekoladowymi żabami.
- Nikt nie trafia do Ravenclaw przez przypadek. Obaj dobrze wiemy, że nie masz się o co martwić, jeśli przeczytasz coś tylko osiem razy zamiast dziewięciu. Rozluźnij się, to też jest wybitnie potrzebne dla prawidłowego rozwoju i nauki.
Przybrał twarz uczonego i zaczął potakiwać głową, chcąc wyglądać jak jeden z profesorów.
- No chyba nie odmówisz damie. - uśmiechnął się zawadiacko.
Zobacz profil autora
Emmelina Vance
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pią 02 Maj 2014, 12:36

Wyglądało na to, że Krukon wcale nie był zadowolony z obecności ani jej samej ani drugiego Gryfona. Chyba rzeczywiście przyszedł tam aby się pouczyć, a przybycie dwóch osobników uniemożliwiało mu to. Nigdy nie rozumiała ludzi, którzy całkowicie poświęcali się nauce. Owszem, można przykładać się do zajęć, które w przyszłości się przydadzą (tak jak zaklęcia czy OPCzM, ewentualnie eliksiry), ale po co komu znać dzieje osiemnastowiecznych czarodziejów? Albo wróżyć z fusów... Kompletna strata czasu. Zamiast wkuwać bezsensowne treści można było porobić milion innych, ciekawszych rzeczy. Jednak wychowankowie z Domu Kruka już tacy byli. Ich cechą rozpoznawczą była inteligencja, a oprócz tego bystrość i ambicja. Po prostu - sami z siebie chcieli pochłaniać wiedzę w ogromnych ilościach. Emm z reguły nie rozumiała tego, ale to tylko dlatego, że sama uważała książki za największe zło świata, a jedyne miejsce w Hogwarcie, które omijała szerokim łukiem to biblioteka.
Chłopaka w błękitnych szatach nie kojarzyła za bardzo. Może i przemknął koło niej na korytarzu nie raz, ale nie miała pamięci do twarzy, więc ostatecznie stwierdziła, że widzi go pierwszy raz na oczy. Postanowiła więc się przedstawić. Wyciągnęła dłoń w jego kierunku, przybierając na twarzy lekki uśmiech.
- Tak w ogóle jestem Emmelina Vance, ale możesz mi mówić po prostu Emm. - oznajmiła wesoło. W jednym momencie miała wrażenie, że Krukon zignoruje jej rękę, ale powiedziała sobie w duchu, że przecież to byłoby niemiłe z jego strony. Może i przeszkodziła mu w uczeniu, zaburzyła całkowicie jego spokój, przychodząc i z podekscytowaniem namawiając go do jakichś szalonych pomysłów, ale mimo wszystko miała dobre intencje. Chciała po prostu, żeby się rozerwał. Domyślała się, że ciągła nauka musi być strasznie męcząca. Dla niej z pewnością była, kiedy miała pisać esej na historię magii...
Usłyszawszy odpowiedź Cú Chulainna, z którym się kolegowała głównie przez to, że łączyła ich miłość do latania uśmiechnęła się jeszcze szerzej (o ile to było w ogóle jeszcze możliwe).
- O! No to ściągaj tu swoją miotłę i robimy wyścigi. Ostatnim razem wygrałeś i chce rewanżu! - rzuciła, z nieukrywanym entuzjazmem. Za chwilę jednak przypomniała sobie jego wzmiankę o sowie. Zmarszczyła nieco brwi. Chyba po drodze tutaj, widziała jakieś ptaszysko. Zwróciła się znów do Gryfona.
- Sowa? Nie masz czasem na myśli tego puchatego potwora, który siedzi na głazie na błoniach i atakuje szponami pierwszorocznych? Hm... a przynajmniej to robiła jakieś pare minut temu, kiedy tamtędy przechodziłam. - wytłumaczyła, przypominając sobie tamtą scenkę. Grupka dziewczyn z pierwszego roku naprawdę nie miała z ptakiem zbyt przyjaznych relacji... Emm wiedziała dobrze jak to jest mieć niesfornego puchacza, bo sama takowego posiadała i czasami nie mogła sobie z nim poradzić. Kiedy od czasu do czasu strzeli focha, to ona i koleżanki z dormitorium nie mogą w nocy spać, tak nosi go po klatce...
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 03 Maj 2014, 12:46

Dorian spoglądał na O’Connora z nikłym zainteresowaniem, myślami będąc już gdzie indziej. Numerologia całkowicie mu wypadła z głowy – na tym przedmiocie ciążyła chyba jakaś klątwa czy coś podobnego. W sumie… co mu odbiło, żeby wziąć ten przedmiot jako obowiązkowy do zdawania na egzaminach końcowych? Ambicja go chyba przerosła na tyle, że zaczynał się obawiać o swoją średnią. Zmarszczył brwi, w myślach odliczając do trzech, aby uspokoić swoje nerwy. W sumie… nic dziwnego, że siódmoklasista nie potrafił się skupić na dobrych emocjach, żeby wyczarować Patronusa. Może powinien poćwiczyć? Dobrze by było to umieć.
Z nikłym przekonaniem stwierdził, że może to, o czym mówił Gryfon, pomoże mu wyzwolić jakieś dobre emocje. Jakaś zabawa? Rozrywka? On takich rzeczy nie lubił. Zdecydowanie nie lubił. Chociaż ostatnio pewien osobnik z innego domu, próbował go wyciągnąć na jakieś „tea party” na błoniach. Kurcze, czemu przyczepiali się do niego sami dziwni ludzie? Czym on zawinił? Zawsze przecież starał się być kimś, na kogo nie zwracało się jakiejkolwiek uwagi. Niestety, chyba ta taktyka nie zadziałała tak, jak on chciał i to zwiększyło liczbę dziwnych osób, kręcących się w jego otoczeniu.
- No dobra – mruknął w końcu, bez jakiegokolwiek przekonania i podniósł się z ziemi, zamykając z trzaskiem książkę. Jego spojrzenie skierowało się na Emmelinę. Był wyższy od niej prawie o głowę, co sprawiło, że spoglądał na nią z góry. Jego zimne, błękitne oczy przeszyły ją na wskroś, jak ostre sopelki lodu. Gdy ta podała mu dłoń, przez chwilę nie zareagował, jednak gdy dziewczyna chciała ją ze zrezygnowaniem opuścić znów w dół, złapał ją i ścisnął.
- Dorian – przedstawił się bez zbytniego entuzjazmu. – Gdzie idziemy? – spytał, nie patrząc na żadne z nich. Jego spojrzenie było skierowane w jakiś przypadkowy punkt na Wierzbie Bijącej.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Nie 04 Maj 2014, 21:54

Pojawił się znikąd. Skąd? Wyleciał z drzewa? Wyrósł spod ziemi? A może tu był, wisiał na którejś gałęzi i oglądał zbiorowisko uczniów? Może się im przysłuchiwał? Cokolwiek robił, robił to cicho. Nadzwyczaj jak na jego dosyć głośną naturę. To nie plotki, iż upodobał sobie Krukonów. Wszystko można to zawdzięczać panience di Scarno, która zapadła mu głęboko w serducho. To ona skazała swój dom na wieczne męczarnie, ewentualnie dopóki mu się to nie znudzi. Cóż z tego, że byli tu gryfoni? Więcej uczniów oznaczało więcej zabawy. Doprawdy, poltergeistowi nie robiło to różnicy.
Wierzba Bijąca poruszyła się, jakby właśnie wybudziła się z głębokiego snu. Na ziemię spadł deszcz różowych kwiatków, gdy zatrzęsła się i przekręciła o kilkadziesiąt stopni, jakby rozprostowując swe gałęzie. Zawiał mocniejszy wiatr, wzbił wszystkie małe pąki w powietrze. Nic groźnego. Nic groźnego dopóki dopóty uczniowie nie usłyszeli dziwnego chichotu przypominającego jęki Jęczącej Marty. Był to pisk, śmiech cichutki i dziecięcy, jakby obserwowało ich dziecko, a nie żądny hałasu bezlitosny duch. Zanim trójka uczniów mogła domyślić się co to też mają znaczyć te dziwne dźwięki, Irytek siedząc okrakiem na największej gałęzi szczerzył się złośliwie. Żonglował balonami, a było ich niecały tuzin. Balony z reguły są niegroźne, jednak te były nieco cięższe, a w środku nich coś bulgotało - była to farba ze sklepu Zonka, a więc nie byle jaka. Zasychała bardzo szybko, a zwykłe pojedynczeChłoszczyść niewiele pomagało; wymagało wielu takich zaklęć. Z ubrań się nie chciało to sprać, chyba, że kupiłoby się ekstra drogi specyfik.  Słońce na chwilę schowało się za chmurami, a cień, który padł na wierzbę bijącą zdemaskował Jego Osobistość Króla i Pana Hogwartu Znanego Wszystkim Kochanego Poltergeista Irytka, w skrócie Irysia. Za późno było na jakąkolwiek reakcję. Powietrze przecięły balony, jeden po drugim trafiając najpierw w pannę Vance (trzy sztuki), następnie w tył głowy pana Whispera (cztery sztuki), znowuż cztery kolejne poleciały wprost w klatkę piersiową pana O'Connora. Był to masowy atak, bezlitosny i bardzo głośny, bo chwilę po dotarciu do celu balonów, Irytek wybuchnął szyderczym, histerycznym śmiechem, spadając wręcz z gałęzi Wierzby Bijącej, która notabene jeszcze gwałtowniej się poruszyła. Zaczął latać wokół nich i rechotać w najlepsze, zanosząc się z radości na ich bezcenne, godne zapamiętania miny. Turlał się w powietrzu i nagle bęc. Zatrzymał się przy Whisperze, rzucając mu ostatni balon wprost na nos. Posłał mu buziaka.
- Pozdrowienia dla mojej kochanej di Scarno. - westchnął marzycielsko i pstryknął palcami w powietrzu. Kwiatki, które opadły wcześniej z Wierzby zaatakowały troje uczniów, perfekcyjnie i dokładnie mieszając się z farbą na ich ciałach i włosach.
- Nudno ci krukonie miły? Chodź, to się zabawimyyyyy! - zapiał mu wprost do ucha, wyszczerzył się, spojrzał na oszołomionych gryfonów i zanurkował w ziemi, aby po chwili dziesięć metrów dalej rzucić się na gromadkę Merlinowi winnych drugo- i trzecioklasistów rzecz jasna z Ravenclawu. Mieli oni zaiste przechlapane, bo obrywali łajnobombami.

[zt]
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 05 Maj 2014, 22:03

Musiał przyznać, że spodziewał się większych oporów ze strony Krukona. Zazwyczaj to i stadem smoków by go było ciężko gdziekolwiek zagonić. A przynajmniej w miejsce inne niż biblioteka czy jego własny pałac książek. O'Connor mógł się założyć, że po skompletowaniu wszystkich ksiąg i pergaminów Krukonów dałoby się zbudować drugi Hogwart w skali jeden do jednego. Z piór może nawet zrobiliby mini Zakazany Las. Uznał tę wizję za wybitnie ciekawą i zabawną, co poskutkowało lekkim poszerzeniem się uśmiechu na jego twarzy. Kto wie, może na zakończenie siódmego roku zorganizują coś takiego? Tak, tak,stereotypy powinno się ignorować lub negować, ale jeśli chodzi o naukę w Ravenclaw to nawet bez veritaserum nikt nie będzie w stanie skłamać.
Kiedy wszyscy stali, a dwójka Gryfonów w wyraźnie dobrych humorach i z zapałem do życia(czego nie można było powiedzieć o Dorianie, ale starał się, pięć punktów dla Ravenclaw) Cú Chulainn podparł się pod boki gotów do rzucenia planu na spędzenie najbliższego wolnego czasu. Na tej gotowości się skończyło, a ów koniec zwiastował pewien irytujący acz wybitnie znajomy śmiech. Nie przepadał za dziećmi, dlatego też głos Irytka zawsze przyprawiał go o mordercze instynkty. Gdy miał zły dzień owych instynktów nie powstydziłby się nawet Śmierciożerca.
Ledwo zdążył unieść wzrok, by spojrzeć na Bijącą Wierzbę i drgnąć ręką w celu chwycenia różdżki, ale jak to było w dziewięćdziesięciu procentach przypadków przy spotkaniu z Irytkiem - już było za późno. Najpierw zobaczył jak Emmelina obrywa(a przez głowę przebiegło mu, że w sumie pasuje jej ten kolor), potem zaś cofnął się krok w tył czując jak farba sztuk kilka trafia w jego brzuch.
- No naprawdę?! - krzyknął poirytowany, gdy duch już znikał z pola widzenia, by uprzykrzać życie komuś innemu. - Przysięgam, że kiedyś pozbędę się tego cudactwa raz na zawsze.
Spojrzał na swoją kamizelkę i wypuścił ciężko powietrze. Wyciągnął różdżkę i spróbował Chłoszczyć, ale pierwsze podejście pokazało znikome skutki. Zerknął na Emm i wzruszył bezradnie ramionami.
- Chyba trzeba będzie Chłoszczyć przez północy. Co myślisz, Whis...O stary.
O'Conner, patrząc na Whispera stwierdził, że właściwie sam nie miał tak źle. Przynajmniej nie został chodzącymi barwami swojego domu. W pierwszej chwili chciał wykorzystać zaklęcie na jego twarzy, ale szybko opuścił dłoń. To mogło się kiepsko skończyć, a jak miało się na kimś eksperymentować to wolał sam być ochotnikiem jak już.
- No to cię załatwił. Że też się zadurzył w Krukonce. - stwierdził z lekkim współczuciem.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 06 Maj 2014, 18:03

Spotkanie z Irytkiem sprawiło, że największy smutas Krukonów dotarł do limitu swojej wytrzymałości psychicznej. Fakt, że ktoś zakłócił  jego święty spokój w zaciszu Wierzby Bijącej był dla niego ciężkostrawny, jednak Gryfoni nie chcieli źle, nawet on to wiedział. W duchu doceniał ich zainteresowanie, chociaż prawdę mówiąc, to nawet przed samym sobą nie chciał się do tego przyznać.
Poltergeist przeciął szalę jego cierpliwości. Już sam śmiech zmroził mu krew w żyłach, i to bynajmniej nie ze strachu. Pierwsze o czym pomyślał Dorian, to o zaklęciu typu drętwota, jednak szybko sobie przypomniał, że na te francowate duchy to nie zadziała. Nawet w sumie nie zdążył wyciągnąć różdżki zza paska, kiedy oberwał pierwszym pociskiem ze strony Irytka. Nie było nawet takiej tragedii... ubranie da się przecież zmienić, wyprać, cokolwiek. Gorzej było z tym, że w drugiej turze pocisków dostał prosto w twarz niebieskimi pociskami. Tego było już za wiele. W niebieskim mu do twarzy? Nie, niebieskie barwy na twarzy przytłaczały jego kolor oczu...I jak teraz ktokolwiek ma odczytać w nich jakąś emocję? Na dodatek ten pierdzielony, irytujący duch zdążył się ulotnić!
- Jego jasna... pierdolona, irytująca mać! – Whisper nawet nie starał się opanowywać swoich emocji, ale trwało to dosłownie przez chwilę. Wziął książkę pod pachę i nie zaszczycając już Gryfonów nawet jednym spojrzeniem, powiedział tylko: - Bywajcie.
I odszedł w stronę szkoły, wymyślając  w duchu plan zamordowania Irytka z zimną krwią. I naprawdę w nosie miał to, że ten pieron już od dawna nie żyje.

[z/t]
Zobacz profil autora
Cú Chulainn O'Connor
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 12 Maj 2014, 21:24

O'Connor obserwował jak Dorian odchodzi wkurzony na cały świat i wszystko co poza nim. Właściwie nie mógł się dziwić, bo Krukoni faktycznie mieli przegwizdane odkąd Rosier ze Slytherinu zaczął się kręcić dookoła wielkiej Irytkowej miłości właśnie z domu Whispera. No naprawdę, ci Ślizgoni to czasem nie wiedzieli kiedy trzymać łapy przy sobie. Niektórzy by powiedzieli, że w czym problem, to tylko duch. W tym jednak rzecz, że Irytek to na tyle... specyficzny duch, że chociażby dla własnego dobra i świętego spokoju należało unikać zwracania na siebie jego uwagi.
Westchnął i spojrzał znów na swoją szatę. No pięknie. Dobrze, że po zeszłym roku zaopatrzył się w drugą zapasową. Doczyści obecną za ten czas.
Wtedy na niebie coś mu zamajaczyło. Owe majaczenie przybierało coraz bardziej znajomy kształt, by w końcu stać się wyraźnie widoczną sową, która szarżowała przez przestworza w stronę O'Connora.
- O nie. - rzucił tylko i przygotował się do konfrontacji. Złapał sowę, która zaczęła próbować dorobić mu komplet blizn na rękach i twarzy, ale przed tym drugim skutecznie się bronił kosztem pierwszego.
- Wiesz co, Em? Ja może najpierw ogarnę to ptaszysko i zobaczę o co mu chodzi. Potem się zgadamy na to latanie, zgoda? - uśmiechnął się do niej szarmancko-przepraszająco(umiał tak, a i owszem). - Do później!
I skierował się ku szkole, by pogadać sobie poważnie z sową. Berserker, na gacie Merlina, perfekcyjne imię.

z/t
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 26 Paź 2015, 20:42

Nie chodziło wcale o gorsze stopnie czy gwałtownie zmniejszoną aktywność towarzyską. Nie chodziło wcale o to, że Jo większość czasu spędzała na czterech łapach i dziwiła się, że jeszcze nie rozbudziła tym plotek. Srebrny, chudy wyrośnięty kot przemykał niczym cień między korytarzami i zaprzyjaźnił się z Bijącą Wierzbą. Brano ją za Panią Norris potraktowaną farbą niezmywalną...
Chodziło o brak światła. Choć ono wschodziło i zachodziło, w błękitn... w szarych oczach Jo już go nie było. Rozmawiała, ale nie mówiła. Słyszała, ale nie słuchała. Patrzyła, ale nie widziała. Takie pół życie. Pół duszy, pół serca, siedemnastolatka pogrążona w niekończącej się żałobie. Dzień w dzień rozpoczynał się ten sam rytuał. Unikanie towarzystwa zaraz po kolacji i czmychnięcie z zasięgu wzroku ludzi nim ktokolwiek mógł wpaść na pomysł zagadania jej. Chowała się nieopodal bijącej wierzby, choć nie w promieniu jej gałęzi. Lało czy świeciło delikatnie słońce, Jo tu siedziała na pupie, marzła i patrzyła na drzewo. Mogłaby siedzieć tak bez końca. Można rzec, że odkąd została w połowie zabita, zaprzyjaźniła się z drzewem słynącym z morderczych zapędów. Jo jej zazdrościła. Wierzba była potężna. Nie było śmiałków, którzy chcieliby do niej podejść. Potrafiła się obronić, nikt nie mógł jej zranić. Większość zaklęć nie była w stanie jej zaszkodzić. Budziła lęk i była potężna, niezwyciężona. Gruba, twarda kora chroniła soki życiowe płynące wewnątrz, w pniu, w korzeniach. Tak trudno było ją zranić... Każdego wieczoru Jo zamykała oczy i wyobrażała sobie na swej skórze taką samą korę. W sercu też. Głównie w sercu, w resztkach dawnej siebie.

Wilgotna trawa łaskotała odrobinę odsłonięte kostki. Dziewczyna siedziała na ziemi z podkulonymi nogami i głową opartą na kolanach. Wyraźnie schudła, a więc nie groziła jej już kulkowatość tak, jak niegdyś Callas wróżył. Nie była w Miodowym Królestwie od... wiadomo od kiedy. Prawdę mówiąc, całe ziemskie życie przestało sprawiać jej radość. Nie mogła znaleźć w niczym ani w nikim ukojenia. Przytulano ją, tulano, głaskano i karmiono słodkościami, a mimo to rana w środku wciąż krwawiła i nie zapowiadało się, aby rozpoczął się proces gojenia. Z Jo było źle. Ben uratował ją środkami nasennymi z nieznanych jej ziół, dzięki którym zasypiała i budziła się o poranku. Meredith codziennie pilnowała, aby jadła. Przynajmniej trzy posiłki dziennie. Percy zaś dostarczała dawkę przytulania i raz na jakiś czas sprawdzała czy Jo się pozbiera czy nie pozbiera. Wyciągała ją na dwór, do świata. Dni stały się ciężkie i Jo marzyła, aby się skończyły.
Słońce zachodziło leniwie barwiąc chmury na różowy kolor. Od... wiadomo kiedy ani razu nie wypowiedziała na głos imienia przyjaciela. Nawet w myślach nie miała odwagi, bo każda sylaba jego imienia wywoływała fizyczny ból, bolesne skurcze i duszności. W Hufflepuffie również o nim nie mówiono ze względu na Jo. Pamiętano, dzięki Antkowi i jego plakietkom, ale nie wypowiadano go na głos.
Przytuliła zimny policzek do szorstkiego rękawa czarnej szaty i nie odrywała oczu od Bijącej Wierzby. Lubiła to drzewo. Nawet bardzo. Lubiła ocierać się sierścią o chropowatą korę bądź rozlewać na wystających korzeniach i czuć. Czuła ciepło w środku, życie płynące w korzeniach. Drgały, delikatnie wiły się i akceptowały obecność opuszczonego, pół żywego żbika.
Kurtyna włosów przesłoniła połowę bladej buzi Jo.
Czekała, aż dzień się w końcu skończy.
Zobacz profil autora
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 26 Paź 2015, 21:29

Czterdzieści osiem, czterdzieści dziewięć, pięćdziesiąt dwa… Nie, zaraz, to nie to… – myśli pełne były niedookreślonych liczb, kiedy Dwayne stanął we własnym dormitorium i patrzył na kalendarz przybity gwoździem do drzwi. Sprawdzając jak wiele czasu uciekło mu z magicznego życia wyczuwał nadchodzącą małymi krokami katastrofę, początkowo widoczną w postaci zdezorientowanych nauczycieli. Informacja o śmierci Dwayne’a dotarła aż tutaj, jednak odwrócenie tej sytuacji stanowiło zupełnie inną kwestię.
Ubrany w czarną koszulkę nie miał odwagi na zerknięcie przez ramię, gdzie na łóżku pozbawionym kołdry rozciągnięte były wyprasowane szaty pożyczone od współmieszkańca z pokoju. Zatrzymał się dosłownie na moment, a nie potrafił doliczyć się dni z wyrwanych kartek kalendarza, a póki co spędził tutaj kwadrans i wciąż nie odnalazł potrzebnej mu daty. W roztargnieniu rzucił plecak z kilkoma najważniejszymi przedmiotami w miejsce pustego kufra, kiedy tęsknota zaatakowała go w niewłaściwie silny sposób. Trzasnął drzwiami, mijając po drodze Puchonów traktujących go jako huragan i zezłoszczonych jedynie jego nachalnością, nieświadomych cudownego odnalezienia Piotrusia Pana. Sam zainteresowany zaś nie dostrzegł piór doczepionych do szat współmieszkańców, zaślepiony duszącą potrzebą wyrwania się na świeże powietrze, poza mury pełne wspomnień i radości, która wydawała się teraz szara. Kiedy przekraczał korytarz w dormitorium zaczepił jedną z dziewcząt, nie potrafiąc przypomnieć jej imienia i wyciągnął z niej najpotrzebniejsze mu informacje.
Chłód listopadowego wieczoru ukoił rozerwane na strzępy wspomnienia, a Dwayne nawet nie spostrzegł momentu, w którym miarowy i pośpieszny marsz zamienił na regularny, niemalże monotonny bieg. Z początku sprawdził miejsce znaczące dla Nich obojga, gdzie wszystko wywróciło się do góry nogami i szczęście otrzymało ich imiona. Serce nieomal wyskoczyło mu z piersi, kiedy pokonując ostatni pagórek, rozglądał z poszukiwaniu blond czupryny rozwianej przez wiatr. Prawdziwie zaczął żyć dopiero przy Wierzbie Bijącej, gdzie skulona postać nie przypominała tej zatartej w pamięci: pełnej życia, niespożytej energii i kłębiastej miłości przytoczonej kilkoma zbędnymi kilogramami.
Zatrzymując ciało kilka metrów przed puchoniastą pięknością nie miał pewności czy wyrwanie z rozmyślań jest najodpowiedniejszym sposobem do przywitania. Idealnie spięte kosmyki nadawały surowości, niezrozumiałej dla prostego rozumowania troglodyty, jakim ostatnimi czasy się stał. Dlatego właśnie nie rozpoznał w znajomej sylwetce ukochanej iskierki słońca, zmniejszając dzielący ich dystans z dużą dozą ostrożności i podejrzliwości nakazującej wstrzemięźliwość uczuć. Wilgotna trawa tłumiła odgłosy podeszwy wojskowych podeszw, umożliwiając Dwaynowi zachowanie efektu zaskoczenia aż do momentu chrząknięcia.
- Przepraszam, widziałaś może Jolene…? – twardy i pewny bas przedarł w bolesny sposób milczenie otaczające szczupłą sylwetkę uczennicy odzianej w czarno-żółte szaty. Powinien ją kojarzyć, ponieważ z aparycji wyglądała na rówieśnicę, jednak w odmętach pamięci miał zapamiętane inne rysy twarzy, kształt ramion i szczupłych nóg podkreślonych spódnicami wszelkiej maści. On sam wydawał się roślejszy i szerszy, zdecydowanie potężniejszy niż na początku września. Niekończąca się mutacja obniżyła ostatecznie jego głos do donośnej tonacji, niemalże wibrującej w płucach i zupełnie nieadekwatnej do wieku chłopaka – takim basem powinien szczycić się dojrzały mężczyzna, najlepiej spiker radiowy. Z niecierpliwości wsunął dłonie w przednie kieszenie zielonej kurty, która posiadała niezliczoną liczbę kieszeni i schowków na najpotrzebniejsze drobiazgi, zaś na lewej piersi doszyte zostało czarną nicią: D. Morison. Nawet czarna czapka, wciśnięta na głowę i która rzucała lekki cień na jego twarz oznakowana była w ten sam sposób.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 26 Paź 2015, 21:50

Delikatny szum wiatru tworzył cichą, przykrą i smutną melodię dźwięczącą w jej uszach. Szelest trawy, szelest ocierających się o siebie liści i głos gorącego oddechu... nic nie było w stanie ukoić bólu. Nie potrafiła umniejszyć sobie cierpienia, bo nie przywykła żyć w samotności. Stanęła twarzą w twarz z własnym boginem, także na próżno oczekiwać od niej odwagi, dzielności i siły. Jo nie była silna. Nigdy nie była. Zaliczała się do przeciętnej części świata i niczym się nie wyróżniała. Jedna z wielu i cierpiała tak samo, jak cierpią inni. Chciała pocieszać się i wmówić sobie, że boli ją bardziej niż kogoś innego, a jednak tak nie było. Wiele osób umierało w środku tak jak ona, tracąc miłość, dziecko, brata, siostrę, syna, córkę... i nikt nigdy nie wynalazł sposobu, aby to przetrwać. W żadnej książce, w żadnej runie i mądrościach gromadzonych tysiące lat nie było nawet wzmianki o tym jak sobie radzić po utracie sensu życia.
Skierowała zamknięte powieki w stronę ciepłych promieni słońca. Próbowała czuć życie. Niegdyś słońce pozwalało jej odebrać strumień pozytywnej energii, zaś teraz ledwie drgnęła, gdy ciepły promyk oświetlił zziębnięte poliki Puchonki.
Nie potrafiła nawet odpowiednio zareagować na niespodziewane zjawienie się towarzystwa. Większość uczniów przestała do niej podchodzić pozwalając jej w samotności lizać rany i cierpieć. Choć wsłuchiwała się w odgłosy przyrody, jego nie słyszała. Jo słucha, lecz nie słyszy. Oddycha, choć nie żyje. Tuż obok jej stopy wędrowało stadko mrówek i nawet ich bezszelestny chód tętnił smutkiem. Natura tętniła smutkiem wsiąkającym w skórę Jo jak powietrze. Nie tak miała potoczyć się przyszłość.

Głos nieznajomego nie wzbudził w niej wspomnień, choć powinien. Wróć, to nie była romantyczna książka ani romantyczny film, w którym po spotkaniu kochankowie padają sobie w ramiona i wszystek przebaczają. To było gorzkie życie i gorzki początek końca. Po upływie głośnych sekund, dziewczyna drgnęła, jakby po czasie zdała sobie sprawę, że nauczyciel zadał jej pytanie i czeka na odpowiedź. Rozchyliła powieki, odwracając je od skromnego słońca. Obraz był zamazany, przez kilka kolejnych sekund widziała czarne plamy, takie jak po potarciu oczu knykciami. Plama padła akurat na buzię nieznajomego, więc nie rozpoznała ani nie wyczuła nic. Powinna. Bez pośpiechu wstała stwierdziwszy, że skoro została zagadana, to powinna przemienić się w żbika i ukryć wśród gałęzi Bijącej Wierzby, aby uzyskać oczekiwany spokój. Zakręciło się jej w głowie bez przyczyny. Dotknęła czoła i kilkakrotnie zamrugała, aby odzyskać wyrazistość krajobrazu zakłóconego przez kogoś...
Poczuła, że spada. Czy okruszki serca można jeszcze bardziej zniszczyć? Rzuciła okiem na blade usta, a już wiedziała. Reszta nie pasowała do... do niego, tylko te usta. Z gardła Jolene wydobył się dziwny dźwięk przypominający jęk zmieszany z krzykiem. Cofnęła się gwałtownie i z sercem bijącym niczym dzwon skrzyżowała wzrok z ciemnymi oczami... Dwayne'a. On tu był.
Żył.
Był ciepły, żywy.
Wrócił.
Kłamali.
Żyje.
Jej dusza żyje, zmartwychwstała.
Żył.
Naprawdę żył.
Mimo tego nie ruszyła się. Jo przypominała małe zwierzątko zapędzone w kąt. Spłoszone, przerażone małe zwierzątko, które niesłusznie zostało ukarane. Zakryła usta dłonią i dusiła się w środku. Nie umiała złapać oddechu, nie wierzyła. Tak bardzo tego pragnęła, a nie potrafiła zrobić niczego sensownego. Czuła, że lada chwila przewróci się i straci przytomność. Trzęsła się tak samo, jak w chwili odczytania koszmarnego listu.
Takich rzeczy nie robi się ludziom.
To bestialskie i nieludzkie. Wmawiać komuś, że nie żyje.
Nie odrywała zaszklonych, martwych oczu od buzi obcego chłopaka tak bardzo przypominającego jej... jej... jej Dwayne'a. Zgarbiła się od skurczu serca wywołanego zlepkiem liter tworzących definicję życia. Wydała z siebie głuchy, pusty szloch.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   

 

Wierzba Bijąca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Wierzba Bijąca
» Wierzba Bijąca
» Wierzba Bijąca
» Płacząca wierzba przy stawie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-