IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Wierzba Bijąca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 09 Kwi 2016, 16:04

Tak, rozwścieczyć wiedźmę, a potem stwierdzić, że właśnie za to się z nią zadaje. Nieoficjalnie, bo powszechnie uważani byli za dwóch świrów, ścigających się w coraz to bardziej szalonych pomysłach. Pech chciał, że Fimmelówna potrafiła go rozwścieczyć, a on ją już nie za bardzo. Powstawało pytanie, dlaczego to robił? Dlaczego ostatnimi czasy zrobił się bardziej upierdliwy i bardziej jej doskwierał? Czemu u licha dorzucał jej do kociołka zły składnik, który powodował wybuch, dlaczego podrzucał jej do torby łajnobombę, z jakiej przyczyny trącał książki w jej dłoniach i zwiewał potem po całym korytarzu zaśmiewając się w głos? Prior ślepy nie był. Widział, że ostatnimi czasy Porunn zmizerniała i działo się coś złego. Nie wnikał w to, bo po pierwsze, nie chciał tego wiedzieć, a po drugie nigdy w życiu by mu tego nie powiedziała. Mógł temu zaradzić w jeden sposób. Odwracać jej uwagę od tego, co się musiało dziać w jej życiu. Dlatego przykładał się bardziej do zajmowania ślizgońskiego cennego czasu. To pokrętny sposób okazania jej, że... że w sumie gdyby nie była ślepą, zarozumiałą zrzędą, to zauważyłaby, że stoi za nią murem. Stety była tą zrzędą i marudą i dzięki Merlinowi nie analizowała jego zachowania.
- Zapłacisz mi za to. - syknął, próbując wetrzeć śnieg w ten szyderczy uśmieszek, który doprowadzał go do szewskiej pasji. Jonathan nie myślał o konsekwencjach zdrowotnych. Miał krzepę i trudno było go zapędzić do łóżka szpitalnego, więc tym zacieklej walczył o górowanie nad wiedźmą i zrównanie jej ze śniegiem.
Nim zdążył odeprzeć atak, dostał śniegiem w zęby. Wykrzywił się i wypluł to wprost na Porunn, mając nadzieję, że nie zebrała żółtego śniegu do ataku. Wtedy nigdy nie uzyska wybaczenia. Sądząc po smaku, miała farta.
Wydostała się z jego idealnej pułapki i przechylała szalę zwycięstwa na swoją stronę. Nie mógł na to pozwolić. Jak ona u diabła to robiła, że nie miał czasu na reakcję? Z jękiem padł plecami na puch, przygnieciony ciałem Fimmelówny. I ona mówi, że na niego nie leci? Rzuca się z pazurami jak rozjuszona kotka. Chciało mu się śmiać, a że Jonathan nigdy się nie hamował, parsknął jej prosto w twarz, odwracając głowę na boki, aby nie dostać śnieżką. Wzdrygnął się czując na karku topniejący śnieg. Chwycił ją momentalnie za łokcie i próbował z siebie ściągnąć.
- Przylepiłaś... się do mnie... odbiło ci... - znowu się roześmiał, tuszując wściekłość jaką w nim budziła. Nie będzie leżał na ziemi przygnieciony przez takie chucherko! Może i nie docenił jej siły, ale nie pozwoli jej na triumf. Obie dłonie zacisnął na ramionach Porunn i ją od siebie odepchnął z całych swoich sił. Od razu zerwał się na kolana i rzucił się na nią, chwytając ją w pasie. Z rechotem oplótł jej talię i nie zważając na zadawane obrażenia, podniósł się z klęczek i poderwał ją w powietrze. Przerzucił sobie przez ramię, odchylając głowę, żeby nie obrywać. Jakieś trzy razy prawie upadł na kolana, przygnieciony wiercącym się ciężarem Porunn. Ale szedł, uparcie szedł, trzymając jej nogi w żelaznym uścisku.
- Zgadnij gdzie teraz wylądujesz. - wydyszał, kierując się w stronę zaspy niedaleko Bijącej Wierzby. Był tam parę godzin temu sprawdzając czy gałęzie mają zasięg, ale okazało się, że nie. Filch musiał mieć pietra, żeby podejść tak blisko drzewa, ale nie Prior, Gryfon w trzystu procentach.
- Na rajtuzy Merlina, przestań mnie tłuc, wiedźmo. - warknął, nawet nie chcąc domyślać się z iloma siniakami się jutro obudzi.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 09 Kwi 2016, 16:05

Przepychanki, którymi się obdarzali w tej chwili należały do codzienności. Porunn się nie hamowała przy nim. Jeśli chciała mu przyłożyć, to właśnie tak robiła i nie zwracała uwagi czy udało jej się złamać mu nos czy też wybić przedniego zęba. Wszystko robiła z szerokim uśmiechem na twarzy, nie przejmując się ewentualnymi siniakami na dzień następny. W sytuacji w jakiej się teraz znajdowała, to naprawdę było jej najmniejsze zmartwienie, a ból towarzyszący przy tym był po prostu jedną z przyjemności, na które ostatnimi czasy średnio mogła sobie pozwolić. Wszystko ze względu na obawę przed niepohamowanym wybuchem agresji i chęcią niszczenia wszystkiego co stało jej na drodze, jak w przypadku Enzo. Było minęło, a teraz miała na głowie Priora, który nie wiadomo co jeszcze mógł wymyślić.
Nim się zorientowała, niósł ja w kierunku zaspy śnieżnej. Nie miała tylko pojęcia, że miejsce było niedaleko wierzby bijącej. Przecież żaden trzeźwo myślący człowiek nie zrobiłby takiej głupoty, jak zabawa w bijatykę w tych okolicach. Prawda? Problem był jednak taki, że ani Porunn, a ni Jonathan nie należeli do osób normalnych. Roześmiała się głośno, a następnie zaczęła kopać i wymachiwać rękami, uderzając tym samym chłopaka w plecy, po głowie i innych częściach ciała, których była w stanie sięgnąć i zmaltretować.
- Postaraj się wymyślić coś innego, bo mnie nudzisz! Albo sama coś zaraz znajdę, co mocno tobą wstrząśnie! - krzyknęła, a następnie znów się szarpnęła, śmiejąc się jak szalona. Miała naprawdę bardzo dobry humor, wręcz wyborny. W rękach kurczowo trzymała różdżkę, której za nic w świecie nie miała zamiaru upuścić i zgubić w śniegu. Leszczyna by chyba jej tego  nie wybaczyła, więc Porunn musiała się mieć na baczności, aby nie rozgniewać magicznego drewna.
- Expulso! - krzyknęła, celując prosto w śnieg, co poskutkowało natychmiastowym odrzuceniem dwójki w nie do końca kontrolowanym  i przewidzianym kierunku. Dwójka niemalże natychmiast znalazła się w zasięgu Wierzby Bijącej, uderzając wcześniej o jej konar. Wyśmienicie! Teraz z pewnością żadne z nich nie będzie narzekało na nudę, a już na pewno nie wyjdzie z tej potyczki niepokonanym. Problem polegał jednak na czymś innym. Rozwścieczyli drzewo samą swoją obecnością, a teraz mieli czelność jeszcze w nie uderzać z taką siłą. Niewybaczalne.
- Idioto - syknęła Porunn, masując się po głowie. Potrząsnęła nią kilka razy, aby dojść do siebie i rozejrzeć się dookoła. Nie miała pojęcia, że na błoniach znajdowało się tak wielkie drzewo. Zamrugała oczami, a następnie szybko się zorientowała, ze już dawno opuścili dziedziniec i znaleźli się… w nie do końca bezpiecznym dla nich miejscu. Gdy wielka gałąź śmignęła jej tuż przed nosem, Porunn mocniej przycisnęła się do konaru drzewa i zacisnęła pięść na szacie kolegi.
- Jesteś trupem - warknęła, główkując szybko, co mogliby zrobić, żeby uciec i nie dostać mocno po twarz przez szalejące drzewo. Gdyby tak rzucić Priora przodem? To mogłoby się udać, jednak czy byłoby to zgodne z zasadami moralnego zachowania? W końcu mogłoby to go nieźle potłuc…
Porunn wzruszyła ramionami, a następnie szarpnęła Priorem za ramię, aby ten się podniósł ze śniegu razem z nią, cały czas przyciskając się do drzewa. Zastanawiała się jak długo będą w stanie tak sterczeć, zanim Wierzba nie zdecyduje się położyć i tym samym przynieść ich swoim ciężarem.
Innymi słowy - mieli przesrane.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 09 Kwi 2016, 16:05

Cel można uznać za osiągnięty. Porunn krztusiła się ze śmiechu i właśnie przegrywała krwawe starcie z kimś o wiele lepszym od siebie. Nie oczekiwał, że przyzna się do porażki i uwielbienia jego skromnej osoby, ale śmiech i pogróżki to całkiem dobry zamiennik. Mężnie znosił ataki rąk i nóg, jednak za nic w świecie nie puścił jej wolno. Ta zaspa wyglądała tak kusząco i niewinnie. Teoretycznie pod nią powinien być pagórek, jednak w praktyce przeczuwał, że zanurzą się w śniegu po biodra. A raczej Porunn, bo Jonathan nie planował dołączać do nacierania śniegiem. Te starcie zamierzał wygrać za wszelką cenę i żadne rozchichotane diablę go nie powstrzyma.
Nie mógł się spodziewać, że panna Fimmel jest na tyle tępa i głupia, skoro używa zaklęć, kiedy niesie ją na rękach i po pierwsze: nie zamortyzuje w żaden sposób upadku, po drugie: nie odpowie przeciwzaklęciem i po trzecie: nie jest teraz w stanie uratować ich przed... gdy chwilę po gwałtownym szarpnięciu i oderwaniu stóp od podłoża zderzył się bokiem z pniem drzewa, jęknął, zsuwając z siebie tę bardziej przeklętą Fimmelównę. Chwilę mu zajęło zanim zorientował się w jakim są położeniu. Jedno spojrzenie na trzęsące się z gniewu gałęzie i już wiedział, że mają przechlapane. Zastanówmy się z czyjej winy.
- Co ty u diabła wyprawiasz? Zawsze wpędzisz nas w kłopoty. - szarpnął jej ramię, przyciągając do siebie i do pnia. Jeden krok w złą stronę i zostanie z nich krwawa miazga. Wbijał palce w jej ramię, średnio zadowolony, że utknął w tak nieromantycznym miejscu z tak nienormalną dziewczyną.
- Oboje jesteśmy trupem, bo pewien ktoś, kto nie powinien czarować, bo jest z tego nogą, bierze się za czary. Na gacie Merlina. - jęknął i podniósł się, gdy nim szarpała. - Ty nazywasz się wiedźmą? - warknął i przylgnął plecami do szorstkiego pnia. Szybko analizował sytuację. Wniosek był jeden: nie obejdzie się bez kontuzji i ofiar. W pierwszej chwili chciał pchnąć Porunn i dać ją na pożarcie, skoro rwie się do czarów. W drugiej chwili zastanowił się i spojrzał na jej profil. Westchnął, bo choćby chciał nie byłby w stanie jej poświęcić i rzucić na pierwszy ogień. Wciąż trzymając rękę zaciśniętą na jej przedramieniu, odwrócił jej osobę do siebie. Wbił wzrok w jej źrenice i przez ułamek sekundy widział w odbiciu swoich niezidentyfikowany błysk. W tej krótkiej chwili Jonathan zdążył dobrze zapamiętać szczegóły jej twarzy, przyjrzeć się każdej zmarszczce, której wcześniej nie było.
- Masz trzy sekundy na ucieczkę. - zakomunikował i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, odwrócił ją od siebie i z całych sił pchnął na wysokości łopatek, wyskakując tuż zaraz za nią w przeciwną stronę. Dawał jej naprawdę wiele czasu na ucieczkę.
- Ty parszywy zgniły krzaku, nie złapiesz mnie! - zamachał rękoma, wychodząc w sam środek promienia rażenia. W następnej sekundzie mina mu zrzedła, bo szarżowały na niego dwa pnącza i gigantyczna gałąź. Jonathan zaklął szpetnie i rzucił się do ucieczki. W ostatniej chwili padł na ziemię, co wykorzystały pnącza. Zacisnęły się wokół jego nadgarstków i zaczęły ciągnąć po śniegu. Z jękiem dał się szarpać przez dwadzieścia metrów, czując w dziesięciu miejscach nowe siniaki, gdy obijał się o kamienie. W ostatniej chwili przed poderwaniem w powietrze, zdołał złapać ręką jakiś wystający korzeń. Z całych sił się go chwycił i się zaparł, próbując powstrzymać pnącza przed oderwaniem mu rąk. W pewnej chwili złapał jeden z nich i owinął go sobie bardziej wokół nadgarstka, a potem szarpnął nim, odrywając go od drzewa. Usłyszał za plecami świst gałęzi. Zerwał się na równe nogi i krzyknął z bólu, gdy drugie pnącze szarpnęło się, wykręcając mu lewy nadgarstek pod złym kątem. Jonathan słyszał trzask małych kości i bolesne promieniowanie aż do ramienia. Dobył różdżki i z największą satysfakcją podpalił pnącze, uwalniając drugą rękę.
Odwrócił się. Odwrócił się i w tym samym momencie oberwał. Nie miał nawet sekundy na reakcję. Gruba gałąź na szerokość sześciu stóp uderzyła go w klatkę piersiową, podrywając go w powietrze i odpychając na kilkanaście metrów. Odleciał jakieś dziesięć stóp za Porunn, twardo lądując w innej zaspie śniegu. Zderzenie z ziemią samo w sobie nie było złe, bo bardziej martwił się o zwichnięte żebro, bo to jego trzask czuł we wszystkich kościach. Z błogą przyjemnością dał się porwać na pięć minut błogiemu uczuciu braku przytomności.
Zanim otworzył oczy, kilka razy jęknął i próbował zorientować się w swoim położeniu. Znajdował się już poza zasięgiem Wierzby Bijącej, ale był za to nie tylko poobijany, ale i połamany. Lewy nadgarstek puchł i bardzo bolał, nie wspominając o jednym z żeber, choć odczuwał to tak, jakby miał ich połamanych co najmniej pięć. Z jękiem podniósł głowę, nie zwracając już uwagi na litry śniegu wsiąkające w ubranie. Podniósł się do siadu i z grymasem na twarzy próbował stanąć na nogi. Udało mu się mimo, że przypłacał to bólem wszystkich części ciała. Stękając jak Filch o poranku zlokalizował leżącą Porunn, która zasłużyła na... chwila, leżąca Porunn? Momentalnie otrzeźwiał i wyostrzył wzrok. Przeklęta baba, miała trzy sekundy na ucieczkę. To bardzo długo, jeśli ucieka się przed Bijącą Wierzbą! Czy nawet z tym sobie nie poradziła? Albo wyleguje się na śniegu i czeka na niego, oglądając spektakl pt "Jak Prior jest bity przez drzewo". Poczłapał do niej na uginających się kolanach, przyciskając do piersi obolały nadgarstek. Gdy znalazł się wystarczająco blisko, po prostu padł plecami na śnieg, z głową na wysokości jej ramienia. Przez chwilę milczał, oddychając głęboko.
- Nawet nacieranie cię śniegiem kończy się walką o życie. - podsumował, coby nie koncentrować się tak na bólu.
- Miałaś trzy sekundy wiedźmo. Trzy sekundy. Do diabła. - jęknął, zdrową ręką dotykając czoła. - Widzę, że nic ci nie oderwała. Szkoda. - burknął i to była jego forma zapytania Co ci złamała?, czyli priorowy przejaw troski.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 09 Kwi 2016, 16:06

Sekundy dzieliły ich od katastrofy. Zareagowała automatycznie, gdy ten idiota popchnął ją w stronę ucieczki, sam rzucając się dosłownie na pożarcie przez agresywne drzewo. Oboje jednak ją rozwścieczyli, Porunn wyznawała zasadę, żeby nigdy nie pozostawiać wspólnika z konsekwencjami. Jak już się bawić, to bawić na całego, nawet jeśli groziło to nawet utratą życia. Ona jednak miała nadzieję, że aż tak źle nie będzie i oderwie jej co najwyżej nogę i rękę. Grunt, to pozytywne nastawienie, nawet w najgorszym bagnie, w które się niestety, ale samo wdepnęło. Dlatego też Fimmel nie rzuciła się do ucieczki, tak jak jej rozkazał. Wszak nie przyjmowała żadnych rozkazów i robiła to na co miała ochotę! Plus bez przesady, ale nie miała zamiaru go zostawiać, a sama uciekać w popłochu. Jeszcze całą sławę zgarnie dla siebie, a ona będzie tym, kto po prostu uciekł, jak jakiś skończony tchórz. No już na pewno do tego nie dopuści. Porunn nigdy by nie pozwoliła na to, aby w szkole inni zaczęli ją wytykać palcami, nazywając uciekinierką.
I właśnie przez zbyt długie zamyślenie, bicie się z myślami i udawanie bohatera, nie zauważyła nadciągającej w jej kierunku gałęzi. Została uderzona z nieziemską siłą w brzuch, aż zaparło jej dech w piersiach. Chwyciła się odruchowo gałęzi, dzięki czemu poleciała razem z nią w bliżej nieokreślonym kierunku, aby zaraz później zostać wyrzucona ze straszną prędkością do góry. Zakręciło jej się w głowie i nawet nie zorientowała się, gdy kolejna gałąź uderzyła ją, tym samym rzucając niczym piłeczką tenisową prosto w śnieg. Zetknięcie się z zimnym podłożem Porunn zniosła nawet całkiem dobrze. Problemem był fakt, że upadła niekoniecznie dobrze, tym samym łamiąc sobie nogę. To sprawiło, że jej reakcja była jeszcze wolniejsza niż przed sekundą, ponieważ zanim udało jej się dostrzec atak, znów dostała wielką gałęzią, która rzuciła ją prosto na kamień. Uderzyła się mocno w plecy, wydając z siebie tym samym okropny wrzask bólu. Na szczęście była już poza zasięgiem bijącej wierzby. Jednak nie pocieszało ją to ani trochę. Nie mogła znaleźć Priora, który najwidoczniej bawił się z drzewem z drugiej strony.
Oddychała bardzo ciężko. Miała wrażenie, że każdy ruch sprawiał jej okropny ból, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że odczuwane przez nią jakichkolwiek uszczerbki na zdrowiu były znacznie mniejsze. W tej chwili dziękowała swojemu genowi wilkołactwa za to, że co pełnię przeżywała serię łamania kości. Dlatego też złamana noga i żebra były niczym w porównaniu z bólem podczas przemiany. Miała wrażenie, że mogłaby jeszcze się w miarę możliwości podnieść i poszukać Jonathana, który nagle wylądował niedaleko niej. Pokręciła głową, nagle zdając sobie sprawę z tego, że i ona ją bolała. I to dosyć konkretnie. Przesunęła dłonią po twarzy, rozmazując krew na policzkach i nosie. Najwyraźniej uderzenie było na tyle poważne, że uszkodziła sobie nie tylko kości, ale i też skórę. Oboje wyglądali jak dwa nieszczęścia, które wracały właśnie z wojny. Jedno było jednak pewne - żyli, a kończyny, może i połamane, to nie zostały oderwane. Mieli cholerne szczęście. Najgorsze jednak było przed nimi. Jak tu teraz iść do szkoły, skoro nie mogli się ruszyć?
- Żyjesz? - spytała i przysunęła się powoli w kierunku Gryfona, aby z niesamowitym wysiłkiem wymalowanym na twarzy, chwycić go za tył koszuli i pociągnąć z całych sił jeszcze dalej od Wierzby Bijącej. Wpakowali się w niezłą kabałę i teraz musieli wspólnie z niej wyjść.
- Musimy… coś wymyślić, jak wrócić do Hogwartu nie zwracając na siebie niczyjej uwagi - wymamrotała, zaciskając pięści mocniej na ubraniu Priora. Nie interesowało ją to, że może miał coś uszkodzone, a na pewno miał. Oboje byli idiotami, którzy nie potrafili się bawić jak normalni ludzie, tylko wymyślali gry, przez które mogli stracić życie.
- Wyglądasz jak pobita ciamajda z trzeciego roku. Będziesz płakał, czy zmywamy się stąd? - powiedziała dziewczyna, wykrzywiając usta w krzywym uśmiechu, który co jak co, ale wciąż zdradzał, że cholernie ją wszystko bolało. Była jednak bardzo wytrzymała i nie miała zamiaru nawet pisnąć cokolwiek na swoje samopoczucie.
Zobacz profil autora
Jonathan Prior
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sob 09 Kwi 2016, 16:07

Umieranie z Porunn nie należało do przyjemności. Nie dość, że wszystko popsuła i zniweczyła wspaniały, mizernie ułożony plan natarcia jej od góry do dołu, to jeszcze buntowała się przeciwko ratowaniu jej tyłka. Przeklął ją soczyście po norwesku, co miał nadzieję, dobrze usłyszała zanim nie poleciała kilkanaście metrów dalej uderzona przez wielką gałąź. Przez chwilę powiało grozą i przez długą minutę Jonathan był blady jak ściana, najzwyczajniej w świecie bojąc się czy Porunn nie przypłaci tego życiem. Oczywiście zabicie Fimmelówny to nie byle gratka. Trzeba się postarać, żeby pomóc zejść jej z ziemskiego padołu, a więc Wierzba Bijąca mogła sobie tylko pomachać gałęziami. Nie zabije jej, choćby się starała.
Jak zwykle myślała po kretyńsku i udowadniała swojej głupoty. Toć sam ją wypychał poza promień rażenia, a ona oczywiście nazywała to ucieczką. Miał ochotę namówić Wierzbę, aby zdzieliła ją po głowie, a nuż się toto opamięta i zacznie poprawnie funkcjonować. Tylko bez przesady, stuknięta powinna zostać, bo kto inny próbowałby mu wtedy wyrwać jaja z taką subtelnością?
Jej wrzask rozszedł się chyba po całych błoniach. Gryfon momentalnie stracił dech w piersiach i to nie z powodu bólu w piersiach, ale ze strachu. Do diabła, on zrobi jej kiedyś krzywdę za napędzanie mu stracha. Miało być nacieranie śniegiem, a nie łamanie sobie kończyn. Z kim on się musi zadawać? Minęła dobra chwila zanim Wierzba Bijąca się względnie uspokoiła i przestała gałęziami na nich nacierać, gotowa skrócić ich o głowy, jeśli wystawią w jej stronę choćby kawałek dużego palucha.
- Przestań mnie, kurwa, szarpać. - wycedził przez zaciśnięte zęby, odrywając od siebie jej rękę. Widząc jej stan i krew na twarzy miał ochotę wyrąbać Wierzbę wraz z korzeniami i spalić ją w kominku. Gdy go nie puściła, tylko jęknął i jeszcze bardziej się wściekł. Wszystko go bolało, żebra to miał jednak połamane wszystkie, sądząc po ogromnych trudnościach z oddychaniem. Lewą rękę równie dobrze mógłby sobie odciąć. Wolał nie patrzeć na Porunn, bo mógłby naprawdę się podnieść i iść na pewną śmierć do Wierzby, gotów ją spalić aż do ostatniego listka.
- Milcz, wiedźmo. Przez ciebie są same kłopoty. Zaraz się zrzygam. - czuł się dziesięć razy gorzej, bo niechcący na nią spojrzał, na tę twarz pokrytą krwią i wykrzywioną bólem. Oczywiście nie pisnęła nic na temat swoich połamanych kończyn. On na jej miejscu wyłby z wściekłości, ale to była Fimmelówna. Nie wiedział co się z nią ostatnio działo, ale zrobiła się przez to jeszcze twardsza. Prior musiał się teraz niebywale postarać, żeby się jej odgryźć.
Całe szczęście nie musieli się jakoś wysilać, aby zawołać pomoc. Kilka osób widziało co robiła z nimi Wierzba, a więc zaraz zleciała się do nich chmara uczniów. Uratował ich w efekcie Hagrid, który miał do nich najbliżej. Przegonił towarzystwo i wziął Fimmelównę na ręcę. Jonathan przeklął pomocne ręce i dopiero gdy przed oczami zobaczył bladą twarz Mikhaila, dał się zaprowadzić za Hagridem do skrzydła szpitalnego.
[zt x 2]
Zobacz profil autora
Victor Greth
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sro 27 Cze 2018, 23:38

Victor, cały wkurzony, przemierzyl zgrabnie subtelnie zamrożone trawniki, decydując się na nieomal romantyczny spacerek w świetle księżyca. Był ultrawściekły, wiedząc, ze tak na dobrą sprawę nie zrobił nic durnego. Ciekawość jednak wzięła górę i mężczyzna postanowił dowiedzieć się, kto stoi za tymi liścikami. Stanął jednak w ukryciu i obserwował w ciszy okolicę, gotowy do ucieczki w każdej chwili. W pogotowiu trzymał różdżkę, choć bardziej profilaktycznie niż ze strachu. Być może nie doceniał przeciwnika, któż to wie.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Czw 28 Cze 2018, 11:03

Ciekawość Victora miała zostać szybko zaspokojona, bowiem niedługo po nim w pobliżu wierzby zjawił się pewien odziany w czerwień, białowłosy młodzieniec. Nigdzie nie widział nauczyciela, nie był więc pewien czy Greth nie postanowił go rozczarować i nie przyjść, jednakże brał też pod uwagę że być może w tej chwili go obserwuje z jakiejś sprytnej kryjówki. Wyciągnął z kieszeni płaszcza jabłko i odgryzł kawałek. Przegryzł spokojnie po czym rzucił w powietrze:
- Możesz wyjść z ukrycia. Jestem absolutny, przede mną nie możesz się schować
Oczywiście nie wiedział czy faktycznie osoba którą tu zaprosił zaszczyciła go swoją obecnością. To było proste zagranie taktyczne - jeśli nikogo tu nie było, nic nie tracił, w końcu i tak nikt go nie słyszy. Jeśli jednak ktoś tu był, to na początek dorobi sobie trochę punktów, ba, może nawet ktoś uzna to za niepokojące. Różnie ludzie podchodzili do takich zagrywek psychologicznych, jednakże było to coś czego nie można było zignorować, no chyba że się było ignorantem. Odczekał chwilę aż nauczyciel zielarstwa przestanie się bawić w chowanego. Kiedy jego ukochany członek grona pedagogicznego pojawił się w zasięgu jego wzroku, z trudem zachował samokontrolę. Jego instynkt wręcz wrzeszczał, nakazując mu zrobić krzywdę, sięgnąć po różdżkę, albo nawet nie bawić się w różdżki i pourywać mu kończyny własnoręcznie. Nie zamierzał mu jednak robić nic złego. Póki co. W końcu przyszli tu porozmawiać, powstrzymał się więc. Oblicze Gloma było beznamiętne i nieprzeniknione, jedynym co mogło zdradzać jakiekolwiek emocje były oczy. Lodowate spojrzenie i specyficzny typ pionowych źrenic, które pojawiały się u Ślizgona tylko w niektórych sytuacjach.
- Chcesz jabłuszko, Greth? - spytał cicho i po raz kolejny ugryzł swoje. Nie żartował - naprawdę miał jeszcze jedno, którym mógłby go poczęstować. Nie takie, jakie podarowano Królewnie Śnieżce. Zwykłe, niezatrute jabłko. Trochę uprzejmości nie zaszkodzi. Nie czekał na odpowiedź. Od razu zamierzał przejść do rzeczy.
- Wpakowałeś się w poważne kłopoty. Nauczyciel który dobiera się do uczennicy, to nieetyczne i zabronione. To może kosztować Cię pracę. Jednakże gdy uczennica musi używać zaklęć, żeby się obronić, to jest to już próba gwałtu. - powiedział cichym, lodowatym głosem, który sprawiał że otoczenie wydawało się wręcz ciepłe i zachęcające - Gdyby ktoś się o tym dowiedział, być może niedługo miałbyś okazję obcałowywać dementorów. Byłoby przykro, prawda?
Tak, to był oczywisty szantaż. Co prawda Marcus nie należał do osób które lubią skarżyć i wolałby tego nie robić, jednakże był prawie pewien że Victor zachowa się rozważnie i skoro proponują mu ugodę, to nie odrzuci takiej możliwości. Dodatkowo Glom nie wyciągnął różdżki, co sprawiało że można było wręcz założyć że nie ma złych zamiarów. Nie żeby był kretynem, który nie podejmuje środków ostrożności. Po prostu miał ją w rękawie, gotowy wysunąć ją w dowolnym momencie, gdyby się okazało że jednak sprawy przyjmą mniej werbalny obrót.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Victor Greth
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Pon 02 Lip 2018, 22:18

Włosy chłopaka mieniły się w świetle księżyca niczym skropiona rosą pajęczyna. W dodatku jego szata wcale nie kamuflowała go, a jedynie idealnie znaczyła miejsce, w którym ten się znajdował. Victor, nie powiem, był zaskoczony jegoe widokiem, spodziewał się... nie, nie spodziewał się tak na dobrą sprawę nikogo szczególnego. Szczerze powiedziawszy, uznał to za durny żart i myślał, że będzie tu sterczał do rana. Lecz, w porządku, uczeń, który śmiało mógłby uchodzić za syna najlepszego przyjaciela Victora, pojawił się w tym miejscu i Greth bynajmniej nie zamierzał uniknąć konfrontacji z chłopakiem, który najwyraźniej miał jakiś powód, ażeby znaleźć się tu o tej porze.
Tak więc gdy w końcu profesor stanął naprzeciwko Gloma, był wyprostowany, choć nie było w nim ni grama stresu. Nie był durnym uczniem, był dość zdolny jeśli chodziło o przedmiot Gretha, lecz jakby nigdy nie mieli ze sobą do czynienia. Marcus w naturalny sposób irytował Victora wyglądem, bo te blond kłaki przywodziły mu na myśl Raya, lecz nic innego do niego nie miał. Dlatego słowa, którymi Marcus uraczył nauczyciela, sprawiły, że brwi starszego z mężczyzn uniosły się. Noszkurwamać. To wcale nie było tak, że ta cholerna, przeklęta, walnięta Ślizgonka... a, chuj, dobra. Sorry za chuj. To nie tak miało być. Sorry again.
Gdy Victor się odezwał, jego głos był stonowany i spokojny. Nie ma tu miejsca na rzucanie mięsem, oddychaj.
- Uczennica, która pojawia się w salach lekcyjnych poza lekcjami, z butelką wysokoprocentowego alkoholu, czy to jest etyczne i dozwolone? Mogło kosztować ją każdy wolny weekend. I naprawdę sądzisz, panie Glom, że zrobiła to, by się obronić? - prychnął z rozbawieniem. A więc to tak. Tylko co tu jest grane, do jasnej Merlinki, dlaczego dziewczyna postanowiła się komukolwiek skarżyć? Czyżby niezaspokojony popęd ją rozjuszył? Deeeeeejm.
- To jest uczennica, ja jestem nauczycielem, a jak sam pan słusznie zauważył, byłoby to nieetyczne i zabronione, gdybym się do niej dobierał. - Na potwierdzenie tych słów Greth pokiwał gorliwie głową. Tak właściwie czuł się już totalnie wyluzowany. Trzymał różdżkę, ale nie zamierzał jej używać. Naprawdę, nie zamierzał. Przemoc nie była rozwiązaniem, oj nie. Była tu zresztą zupełnie zbyteczna.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 03 Lip 2018, 00:20

Glom nie miał już najmniejszych wątpliwości - kiedy stał naprzeciwko tego człowieka, miał najbardziej zrozumiałą na świecie ochotę żeby go zniszczyć, wyrwać mu serce i pożreć je na jego oczach, nim jego wzrok przestanie działać a to tak wspaniale śmiertelne ciało przeminie na dobre. Chciał wyszarpnąć różdżkę i pokazać mu czego nauczył się z dziedziny czarnej magii. Nie zrobił jednak żadnej z tych rzeczy tylko uśmiechnął się promiennie. Mimo fałszywego grymasu na jego twarzy, szumnie nazywanego uśmiechem, atmosfera zgęstniała. To jedna z tych sytuacji, kiedy czyjaś chęć mordu jest na tyle silna, że wręcz odczuwalna dla osób postronnych, a co dopiero dla tych, którzy w same wydarzenie są zaangażowani. Być może to jego słowa wywołały ten efekt - być może to owe prychnięcie. Coś w jego rozmówcy sprawiało że nie mógł go znieść. A może to po prostu zaborczość i zawiść przemawiała przez niego - jakkolwiek by nie było, jednego był pewien. Nie okazując nawet grama skruchy, ten oto mężczyzna sprowadził sobie na głowę najgorszy rodzaj przeciwnika. Dlaczego najgorszy? Taktyk, który niedawno poznał smak prawdziwego życia, to nigdy nie zwiastowało nic dobrego.
- Oczywiście że nie jest. Dostała już za to swą karę. Jej pośladki na długo ją popamiętają - odparł, nie urywając kontaktu wzrokowego nawet na chwilę, uniósł jednak lekko brwi. Drobna zaczepka, kolejna gierka psychologiczna, jednakże Victor zrobił mu prezent - mimochodem przyznał się do zarzucanych mu czynów. Miał potwierdzenie, od osoby trzeciej, nie wplątanej w jego własną relację z Nemesis. Co więcej, od oskarżonego we własnej osobie. Ugryzł kolejny kęs swojego wspaniałego jabłuszka. Ciekawe czy Victor pamiętał jego głupie żarty, zanim to wszystko się wydarzyło. Ciekawe, czy połączy to jakkolwiek z obecnym stanem rzeczy, bowiem ten owoc miał swoje znaczenie. To była groźba. Bardzo zawoalowana i nawet sam Marcus wątpił, by osoba z którą ucinał sobie pogawędkę, była dość inteligentna żeby ją wyłapać. Był jednak otwarty na zaskoczenie ze strony osób trzecich, zawsze bowiem warto z tyłu głowy mieć scenariusz w którym się kogoś nie doceni.
- Jednakże, rozumiesz chyba sam że źle to wygląda, Victorze Greth. Uczennica upojona alkoholem, obmacywana i zmuszana do czynności seksualnych przez nauczyciela, w cieplarni w której tamten prowadzi zajęcia. Nawet Twoje własne wspomnienia są przeciwko Tobie, nawet jeśli inaczej to postrzegasz - tutaj zrobił krótką pauzę aby te słowa zawisły pomiędzy nimi. W końcu każdy powinien mieć chwilę, aby przemyśleć swoje postępowanie. A Marcus całkiem nieźle się bawił - jak dobrze by to nie wyglądało dla nauczyciela, doskonale wiedział że ma pewnego rodzaju przewagę. Nierównomierność kar. Ukaranie uczennicy szlabanem nie równało się utracie posady i możliwą odsiadką, gdyby prawo stanęło po ich stronie. Glom na szalę rzucał niewiele. Profesor do stracenia, miał natomiast wystarczająco dużo by być zmuszonym do kooperacji. Ślizgon doskonale to wiedział, bardzo możliwe że wiedział o tym również Victor.
- Jestem człowiekiem pełnym zrozumienia, więc chętnie zaproponuje Ci ugodę, bym puścił w niepamięć to wydarzenie. To moim zdaniem rozsądne ją przyjąć. Pytanie, czy Ty jesteś gotów przełknąć idiotyczną dumę i przyjąć wyciągniętą rękę? - spytał jadowicie, a za każdym głosem czaiło się jedno z ulubionych zdań Gloma "Twoja porażka będzie absolutna".
- Jesteś rozsądnym czarodziejem, Victorze Greth. Przynajmniej taką mam nadzieję. Przekreślenie swojej przyszłości nie ma sensu, gdy małym kosztem możesz odkupić swe winy - powiedział zaskakująco łagodnie, lekko przymykając oczy. To był odpowiedni ruch - nie tylko skrywał swe oczy, które sugerowały że zamierza mu zrobić krzywdę, ale również przez moment mógł nawet wyglądać sympatycznie. Dobry ziomek, Marcus Glom.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Victor Greth
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 03 Lip 2018, 00:38

Marcus wyglądał pięknie spowity blaskiem księżyca. Victor przyciągnął go do siebie i złożył na jego uśmiechniętych ustach pocałunek... przepraszam, takie głupie żarty, nie mogłam powstrzymać się.
Wracając. Victorowi powoli zaczynało chcieć się siku, był też ultrasenny, a w dodatku nie pamiętał, czy Amnesis dostała dzisiaj jeść. Pewnie sobie coś upolowała tak czy inaczej, lecz mimo wszystko w sercu nauczyciela zostało zasiane ziarno niepokoju. Nie potrafił przejmować się swoim - być może - podłym położeniem, bo zwyczajnie nie dostrzegał powagi sytuacji. Jasne, nie mógł zaprzeczyć, że w tamtym momencie zrobiłby dziewczynie mnóstwo rzeczy, które z pewnością były zabronione przez któryś z kodeksów moralnych, lecz nie sprowokował tej sytuacji, przez którą teraz zaś musiał stać nieopodal Wierzby Bijącej, w towarzystwie klona Raya.
Słowa, które wydobyły się z ust blondyna, wbiły się boleśnie w uszy mężczyzny. Teraz, po opadnięciu emocji, Nemesis była dla niego uczennicą i tylko i wyłącznie uczennicą, toteż myślał główką, nie przyrodzeniem, a co za tym idzie - powiązywanie Ślizgonki z jakimiś seksualnymi czynnościami było dla niego dość niesmaczne. Coś to jednak uświadomiło profesorowi...
- Och, zakochani? To takie słodkie. - Nieomal klasnął w dłonie z radością. Czyżby miał rację? Czy to było powodem złości chłopaka? Cóż, jeśli miał przed sobą chlopca, który żywił uczucia do dziewczyny, to logicznym było, że uwierzy w każde jej słowo i co by się nie działo, sztywno będzie trzymał jej stronę. Ot, normalna prawidłowa sytuacja, nie negował tego. Ale, cholercia, Victor naprawdę miał mnóstwo na głowie i to już nawet nie chodzi o przesadzanie mandragor czy mycie listków trzepotki, ale sprawy jego penisa już dawno zeszły na drugi, a nawet siedemnasty plan. Tylko teraz chwilę słabości będzie musiał pokutować całe życie, jasny gwint!
A ten jeszcze żarł to jabłko. Czy L musiał umrzeć...?
- Śmiem twierdzić, iż nikt nie został do niczego zmuszony, a tym bardziej do czynności seksualnych. - Zmrużył niebezpiecznie oczy, poirytowany już do cna zaistniałą sytuacją. Żeby jeszcze coś z tego miał, cholibka, to jeszcze, jeszcze można jakoś zrozumieć. To, że chłopiec zwracał się do niego per ty, uchodziło jakby uszom profesora. Prawdopodobnie zupełnie mu to nie przeszkadzało lub nawet nie zwrócił na to uwagi, akurat te kwestie to był najmniejszy problem. Typ chciał się z nim układać, hoho, oby nie chodziło o pieniądze.
Vicky, musi to przyznać, został zainteresowany tą tak zwaną ugodą. Nie dlatego że uważał, iż jest mu potrzebna, o nie. Ot, zaciekawiło go, co takiego może chcieć od niego blondyn.
- Czego oczekujesz? - Kolejny uśmiech, ciepły i uroczy, niemalże ojcowski. Ehh, Victor powinien teraz właśnie bawić dzieci, a nie użerać się ze zbuntowanymi nastolatkami!
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 03 Lip 2018, 15:06

Glom też sobie coś uświadomił. Jego rozmówca traktował go pobłażliwie, ani myśląc brać go faktycznie na poważnie. W sumie nic dziwnego, przecież był tylko zwykłym Ślizgonem z szóstego roku, w końcu dorosły mężczyzna nie miał żadnego powodu aby się przejmować kimś takim. Marcus jednak był specyficznym typem nastolatka i takie zachowanie można było postawić na równi z "o, tu jest przełącznik", "chodź do mnie mała dziwna dziewczynko w środku lasu" czy "tak? to potrzymaj mi piwo". Musiał jednak Victorowi oddać, że jeśli zamierzał doprowadzić go do furii, to zdecydowanie był w tym całkiem niezły. Różdżka spoczywała w rękawie, tak bardzo go kusiła, tak bardzo pragnął jej użyć, potraktować go kilkoma zaklęciami z dziedziny czarnej magii, w których się tak bardzo lubował. Tak bardzo pragnął wyciskać z nauczyciela życie do ostatniej kropli krwi. Tylko wysoki poziom samokontroli sprawiał, że wciąż był opanowany, zaś w powietrzu nie latały czary które niespecjalnie by się spodobały jaśnie panującemu Dropsowi.
- To miłe, gdy mówi mi to nauczyciel zielarstwa - odparł na komentarz o zakochanych, lekko skłaniając głowę, kładąc jadowity nacisk na ostatnim słowie. Naturalnie że przyszedł tu w miarę przygotowany, robiąc wcześniej mały research, w końcu warto wiedzieć coś o kimś z kim zamierza prowadzić się przyjacielską dyskusję. Nie był pewien czy dalej gdzieś go to piecze, jednakże jeśli tak - warto było o tym wspomnieć. Jeśli nie, to przecież nie powiedział nic takiego, po prostu nazwał nauczyciela zielarstwa, nauczycielem zielarstwa, dlatego też ta drobna złośliwość nie była w żaden sposób ryzykowna.
- Śmiem twierdzić że nauczyciel naruszający jedno prawo, jest znacznie mniej wiarygodny gdy sądzą go o sprawę pokrewną. Śmiem również twierdzić, że już jeden z profesorów pożegnał się z posadą, gdy za bardzo pociągała go jedna z jego podopiecznych - powiedział cicho. To akurat była prawda. Chyba każdy pamiętał historię profesora Heisenberga, z zeszłego roku. Wilsonie, och Wilsonie, gdzie jesteś gdy znowu trzeba przyłapywać zboczeńców z ciągotami w stronę młodych uczennic. Zdecydowanie zbyt młodych Victorze, zdecydowanie zbyt młodych.
Musiał jednak przyznać, że mały, drobny gest który udało mu się zauważyć u rozmówcy trochę go usatysfakcjonował. Nie wiedział czy naruszył jakiś wrażliwy punkt, czy może po prostu sama irracjonalność sytuacji tak zadziałała, ale wszelka irytacja była mile widziana. Ba, chociaż plan był inny, to gdyby Marcusowi udało się sprowokować profesora do zaatakowania go, to dopiero byłoby coś. Zupełnie jak przyzwolenie, na wszelkie nieczyste zagrywki. Obawiał się jednak że to może nie być proste.
- Śmiem również twierdzić, że mógłbyś wybronić się z tych zarzutów. Prawo może stać po Twojej stronie. Powiedz mi, co byłoby Twoim zdaniem gorsze. To, co zrobiłby Ci ród Sigita wiedząc, że Greth nie jest nazwiskiem starego, czystokrwistego rodu? A może plotki? Pogłoski z czasem rozwijają się samoistnie. Nadopiekuńczy rodzice, obawiający się o swoje córki w Hogwarcie. Puryści, którzy w świecie czarodziejskim dokonaliby samosądu, niezależnie od tego czy przewinienie jest prawdziwe. Reputacja to wybredna suka, Victorze Greth, a lekkomyślne wybryki mogą sprawić że utracisz ją na zawsze - wygłosił. Mówił cicho i spokojnie, nawet jeśli w jego wnętrzu się gotowało. Odkrył kilka swych kart, uznając że najwyraźniej musi być bardziej dosadny, skoro nauczyciel wciąż się nie zorientował, jaką lawinę taki mały, lekkomyślnie rzucony kamień może wywołać. Glom czuł się trochę jakby uczył właśnie trolla korzystać z sedesu. Myślał, że to coś tak elementarnego, że każdy to zrozumie, a tu proszę, jednak instrukcje były niejasne. Miał tylko nadzieję że to wystarczy żeby wyjaśnić sytuację, jeśli nie - nie wiedział już w jakich słowach musi do niego przemawiać.
- Moja propozycja jest prosta, niezbyt wymagająca. Jak już mówiłem, jestem człowiekiem pełnym zrozumienia. Udaj się ze mną do Hogsmeade - jako nauczyciel, o dowolnej porze możesz mnie tam zabrać, bez żadnych problemów. Następnie udamy się do tawerny i spożyjemy parę szklaneczek czegoś wyskokowego, za które Ty zapłacisz. Potraktuje to jako Twoją skruchę i odkupienie win. Cena niezbyt wygórowana, prawda? - spytał, ponownie mrużąc oczy i uśmiechając się przyjaźnie. Rzucił przynętę a nic w jego głosie nie mogło świadczyć o tym, że może się tu czaić jakikolwiek podstęp. Był w końcu tylko zwykłym, szóstorocznym Ślizgonem, który marzył o tym aby napić się alkoholu za darmo. W końcu synowie Węża to Ci źli, dlatego też szantażował nauczyciela, aby mu go zafundował. A przecież uczniowie nie znają tajemnych przejść, więc nie może sam udać się do Hogsmeade. To taki niewinny kaprys, rozsądna propozycja ugody. Nie ma w tym nic podejrzanego.


Przepraszam że taka srajtaśma wyszła, dajesz mi cholernie dużo punktów zaczepienia

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Victor Greth
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 03 Lip 2018, 19:10

Porównując Marcusa do Nemesis musiał przyznać, że w jakiś dziwny, pokręcony sposób, byli dla siebie stworzeni. Odnosił jednak wrażenie, że to dziewczyna nosi w tym układzie, związku, cokolwiek, spodnie, a nie ten aniołek. Cóż, gdyby Victor wiedział, że ten aniołek z chęcią ubabrałby jego truchło w czarnej magii. Czy Vicky znał jakieś zaklęcia, które nie są powszechnie dopuszczone do użytku? Ano, pewnie znał, ale, uwaga, nigdy ich nie użył. Prędzej miał do czynienia z zakazanymi roślinkami i eliksirami niż formułami, a te też potrafiły narobić, hehe, bigosu. Mimo wszysto Greth nie był szczególnie oddany Jasnej Stronie, on chyba tak naprawdę za bardzo nie wiedział, co się dzieje. Dla niego to były sprawy polityczne, a nie ogólnoświatowe, a takimi rzeczami on interesował się, jak już przeholował z alkoholem i zazwyczaj wcale rzewnych dysput o walce między Zakonem a Śmierciożercami nie pamiętał. Nauczyciel zielarstwa, ach, no tak. Normalnie Victor wywróciłby oczami, ale powstrzymal się. Cóż, obaj wkładali wiele wysiłku w to, by nie zrobić tego, czego tak bardzo pragnęli. Victor chciał siku, strzeliłby też jakiego kielona, bo to w końcu późna godzina, jutro do roboty, a spać jakoś trzeba. No, w każdym razie mężczyzna nie skomentował w ogóle tego przytyku, o ile bylo to przytykiem, wkurzył się tylko w myślach, bo rzeczywiście, dalej drażnił go fakt, że jego wymarzoną posadę objęła jakaś gówniara na kiju. Hehe, na kiju.
Cóż, Victor nie był łatwym obiektem do sprowokowania. Ciskanie zaklęciami to durna sprawa, szczególnie dla osoby tak inteligentnej jak Victor. Eh, niestety, typ wmawiał sobie, że są lepsze i bardziej wysmakowane metody pokonania przeciwnika niż przemoc. Słodziak. Wspomnienie niepracującego już profesora w żaden sposób nie ugodziło Gretha. On naprawdę czuł się bez winy, tyle że z jego perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej niż dziołcha przedstawiła. No i masz ci babo placek, one takie są, pamiętaj, nigdy nie ufaj samicy, chyba że do reszty cię pogięło. W następnej kolejności został zastraszony, hmm, chyba morderstwem lub obrzydliwymi torturami ze strony rodzinki Nemesis. Merlinie Długobrody, jesteś dla kogoś miły, przyzwalasz mu na sączenie alkoholu i w ogóle puszczasz w niepamięć przykrości tobie wyrządzone, a tu taka sytuacja się wywiązuje! Victorze Greth, musisz zacząć egzekwować swoje prawa, nawet jeśli zupełnie nie zależy ci na niektórych z nich. I nawet jeśli twoja racja nie zmieni biegu wszechświata.
Przez ten cały czas profesor zielarstwa milczał, pozwalając chłopcu wyrzucić swoje bóle i żale, jego słowa były, rzecz jasna, tragiczne, lecz to właśnie ostatnie zdanie sprawiło, że w Victorze zrodziło się zainteresowanie. Oho, alkoholizm! Zaraz jednak mężczyzna się otrząsnął, przestań myśleć o rozkosznie pieszczącym twój przełyk trunku, który rozpali przyjemnie żołądek i delikatnie omami zmysły, odprężając wybornie całe twoje ciało... dość!
- Panie Glom, śmiem twierdzić, iż cały ten czas próbował pan skarcić mnie za rzekome złamanie prawa, a teraz sam pan mnie do tego namawia... - Greth uniósł brwi, pytająco wpatrując się w młodzieńca. Dobrze, że miał inną twarz niż Ray, bo w przeciwnym wypadku Victor wziąłby go już dawno pod pachę i pewnie teraz śpiewaliby gdzieś, nawaleni, jakiś wątpliwy hit Hobogoblinów. - Przedstawił się pan przed chwilą jako osoba kompetentna, która zgrabnie odbębniła pracę domową, a teraz, ot tak, prezentuje pan dalece idącą hipokryzję. Jak mam to interpretować? - spytał, poważnie zaniepokojony i zdruzgotany faktem, że chłopiec tak dobrze się zapowiadał, a zupełnie nie utrzymał tego stanu. W sumie, mógłby go upoić Eliksirem Wielosokowym i... Ech, dobrze wiesz, że masz problem z alkoholem, kiedy chcesz wyskoczyć na drinka z świeżo upieczonym wrogiem. Porażka, Greth, liczę na to, że ktoś lub coś finalnie oczyści twoją głowę i krwioobieg z trującego wpływu procentów. Ohydka.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Wto 03 Lip 2018, 23:59

Czymże była najprawdziwsza ironia losu? Oto stoją, nauczyciel i uczeń, przy wierzbie bijącej i dyskutują na ważkie tematy czy cokolwiek. Ironią jest fakt, że zamiast pana Gretha i ucznia Marcusa, aktualnie zwracali się do siebie Victorze i panie Glom. Ślizgon musiał jednak oddać swojemu rozmówcy że całkiem ładnie próbował się wykręcić z roli oskarżonego i zostać dumnym, magicznym prokuratorem - szanował to. Pomiędzy nimi toczyła się subtelna gra, astralny pojedynek, metagra i takie tam. Gra, która miała zdecydować o tym kto właściwie wyjdzie na swoje, a prawda była taka że ten konkretny uczniak nie potrafił przegrywać. Nie zdarzało mu się to, przez co zamierzał dołożyć wszelkich starań aby zwyciężyć tą wymianę zdań, jakkolwiek źle by to nie brzmiało. Nawet gdyby Victor się sklonował i w ten sposób uformował swoje Victory, ten aniołek z domu węża nie zamierzał pozwolić sobie na utratę kontroli. Musiał jednak docenić swojego przeciwnika, nie dawał się tak łatwo zwodzić jak mu się wydawało. Jednakże Marcus Glom zawsze miał plan w zanadrzu. Zawsze wygrywał. Nie dlatego, że był chodzącym ideałem, istotą absolutną i reszta tych bzdetów które sam sobie wkręcał. Wygrywał zawsze dlatego, że jego wrodzone zdolności taktyczne pozwalały mu tworzyć i zapamiętywać setki planów na każdą ewentualność. Tym zawsze nadrabiał swoje ewentualne niedoskonałości.
- Skarcić? - spytał i uniósł brwi, lekko otwierając usta. Posiadał pewne umiejętności aktorskie, niezbędne w kłamstwie, a jak każdy wie kłamstwo i manipulacja potrafią być orężem potężniejszym od czystej, destrukcyjnej siły, dlatego też Ślizgacz codzienny podpowiadał - bez opanowania tej umiejętności, nawet nie wychodź z domu.
- Najwyraźniej źle mnie zrozumiałeś, Victorze - powiedział cicho i przybrał na twarz uprzejmy uśmieszek, którym mógłby zbajerować i samego Czarnego Pana, tylko po to aby wybrali się na wspólne głaskanie kotków w piwnicy. Dobra, to było trochę creepy.
- Nie karcę Cię, raczej informuję. Informacja to potężny oręż. Ta wiedza powinna zostać w gronie przyjaciół, bowiem w rękach Twoich wrogów jest wystarczająco groźna - wyłożył gładko, częstując go kolejnym uśmieszkiem. Ależ ten Glom był obłudną, fałszywą mendą gdy przychodziła na to pora. Pod swymi anielskimi skrzydłami, od zawsze skrywał paskudne, robaczywe wnętrze, którego zgłębienie zawsze źle się kończyło.
- Po prostu uważam, że każdy ma swoją wersję. Z radością wysłuchałbym Twojej przy szklaneczce czegoś mocniejszego, bowiem wtedy najlepiej prowadzić męskie dyskusje. - rzucił i znowu urwał na moment. Czy to była pauza dla efektu, a może jednak chodziło tylko o to aby po raz kolejny ugryźć jabłko? Jego słowa momentami mogły wręcz ociekać lepkimi strugami fałszu, jednakże balansował na krawędzi. Był na tyle kłamliwy, na ile powinien, starając się nie przekroczyć tej wąskiej granicy, która mogła wepchnąć go do otchłani nakrycia na gorącym uczynku. Gdyby bowiem jedna część układanki zawaliła się, prawdopodobnie cała, tkana przez niego sprawnie pajęczyna rozerwała by się, natomiast ofiara wokół której cały czas delikatnie i dyskretnie zaciskał swe sidła, mogła by uciec mu bez trudu. A przecież nie o to chodziło.
- Proponuję Ci możliwość przedstawienia swej wersji. Nie pozwól by wyciągnięta ręka, zmieniła się w zaciśniętą pięść. To nierozważne, prawda? To jak będzie - dogadamy się? - spytał, ugryzł ostatni kęs jabłka i rzucił ogryzek w stronę wierzby bijącej, która gdy tylko wyczuła ruch zmiażdżyła resztkę owocu. Przez całą rozmowę dbał, aby to właśnie nauczyciel stał pomiędzy nim a drzewem. Nie żeby miał jakieś okrutne plany, co to to nie, w końcu to zdominowany przez Nemesis aniołek, Marcus Glom, uciemiężona dusza posłusznie wykonująca rozkazy swej partnerki, jednakże ze złotym sercem które nie pozwala mu cośtam i inne odmiany bullshitu. Prawda była taka, że ich rozstawienie było jego zabezpieczeniem, na wypadek gdyby całą akcja spaliła na panewce, a rybka zerwała się z haczyka. W końcu nieudane łowy były tym, na co on nie mógł sobie pozwolić. Co wtedy powiedziałby jego martwy ojciec, który był fanatykiem wędkarstwa, pół mieszkania...

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Victor Greth
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sro 04 Lip 2018, 16:03

Naturalnie, uznajmy, że to Vicky ma więcej taktu i po prostu jest wspaniały, dlatego nie pozwala sobie na zwracanie się do ucznia inaczej. Taki mężczyzna to skarb! Faktem jednak jest, że czasem powinien być mniej ułożony i pozwolić sobie na popuszczenie więzów godności. Bo to, że coś wypada, a czegoś nie wypada robić, to nie jest żadna reguła. Zasady są względne, subiektywne. Wiciuś, obudź się troszkę albo za chwilę będziesz musiał rolować dropsa Dropsowi, żeby cię nie wyrzucił. Fuj, ohydka, przestańmy.
- Jesteś taki uprzejmy, panie Glom. Tylko nadal nie rozumiem, jak pan ma w tym interes. - Skrzyżował ramiona na piersi. To podobno oznacza zamknięcie się na rozmówcę, niechęć kontynuowania rozmowy i tak dalej. Nikt nie bierze jednak pod uwagę, że Victorowi było po prostu odrobinę chłodno plus takie majtanie rękami po bokach było dziwaczne, a tak przynajmniej elegancko je złożył na klatce piersiowej. Wciąż był zainteresowany młodzieńcem, przynajmniej na tyle, ile mu się o tej porze chciało. Szczerze zastanowił się nad jego intencjami. Może chodziło rzeczywiście tylko o wpakowanie Gretha w kłopoty typu kupowanie alkoholu nieletniemu uczniowi, a może w Hogsmeade miał dokonać się jakiś paskudny wyrok na mężczyźnie? Ziewający głosik z tyłu głowy wypowiadał cichutką modlitwę, żeby śmierć nadeszła po wypiciu solidnej dawki alkoholu... Lecz, halo, może jakiś detoks, co, Greth? Pamiętasz, do czego ostatnio doprowadziła butelka Ognistej? Może wyciągniemy jakieś słuszne wnioski z przeszłości? Pouczymy się troszkę na swoich błędach? Nie? No jasne, lepiej zaufać totalnie przypadkowemu, choć w sumie nie do końca, wściekłemu Ślizgonowi, który groził ci śmiercią, wie, że może cię zniszczyć na różne sposoby, a ty masz sobie tylko wybrać metodę egzekucji. Victor był świadomy, że chłopaka gówno obchodzi "jego wersja" i właśnie dlatego nie wiedział, czego się spodziewać. Co takiego mogłoby dokonać się w Hogsmeade, czego nie można zrobić tutaj?
Nie umknęło uwadze Victora podłe potraktowanie ogryzka przez Wierzbę Bijącą. Vic był zafascynowany tą rośliną, odczuwał wręcz z nią pewną super więź, nie zapominajmy, że to w końcu profesor zielarstwa. A ojciec, pewnie, kurła, zatkałby się bigosem, ot co.
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   Sro 04 Lip 2018, 16:29

Glom nigdy nie pomyślałby że kiedykolwiek będzie musiał tak długo namawiać innego faceta na alkohol. Skubany coś przeczuwał, ewentualnie naprawdę stronił od alkoholu. Jak tak dalej pójdzie to prędzej namówi to cholerne drzewo żeby skoczyło z nim na drina, niż tego jegomościa. Prawdopodobnie to instynkt jego rozmówcy nakazywał mu bronić się rękami i nogami przed tą propozycją. Sprytnie, rozważnie...powiedzmy. Stworzona sytuacja była korzystna raczej dla Ślizgona i był cholernie zaskoczony faktem, że ktoś mając do wyboru tylko złe opcje wciąż się opiera. Przez chwilę musiał przyjąć założenie, że Victor faktycznie wie czym może grozić wyprawa do Hogsmeade z tym oto uczniem. Przyjął odpowiednie założenia, zastanowił się nad tym przez moment i uznał że w sumie, on to na jego miejscu dla własnego dobra wybrałby jednak wykonywanie poleceń. Młody syn węża mógł co najwyżej zrobić mu trochę krzywdy. W alternatywie którą mu stworzył, było między innymi spotkanie z przyszłą teściową Marcusa - nawet on sam wolałby tak nie ryzykować, więc najprawdopodobniejsze jest że albo Victor nie miał pojęcia co naprawdę planuje chłopaczyna, albo nie brał pod uwagę że czegokolwiek by nie planował to i tak będzie to mniej niesympatyczne. Westchnął.
- Interes, interes. Wiem gdzie mam swój interes - mruknął i przewrócił oczami, a przez myśl mu przeszło gdzie ostatnimi czasy trzyma swój interes. A raczej w kim. To sprawiło że łatwiej mu było odgrywać kogoś zadowolonego z życia, bez absolutnie żadnych złych intencji.
- Wydawało mi się, że wyraźnie już powiedziałem jaki mam w tym interes. Uważam że przy alkoholu, wszyscy robią się prawdomówni. Widząc wszędzie spiski i ukryte intencje, możesz sam sobie zaszkodzić, zamykając przed sobą drzwi - powiedział spokojnie. Naprawdę świerzbiła go różdżka. Mógł od razu potraktować go drętwotą, zaciągnąć do zakazanego lasu, potłuc po mordzie a potem przekonać centaury że żadna dama spośród ich ludu nie smakuje równie wybornie co nauczyciel z Hogwartu, czy cokolwiek równie nieprzyjemnego. W sumie to dalej była jakaś opcja, jeśli jego rozmówca dalej będzie mu krzyżować plany to będzie to musiał naprawdę przemyśleć, bo ta gierka powoli robiła się uciążliwa. Nie tak to sobie zaplanował - w jego głowie Victor znacznie łatwiej wpadał w sidła. Niestety, rozpoczął już dyskusję, teraz musiał to ciągnąć. A wystarczyło od razu pomyśleć o planie z centaurami, przyjść tu znacznie wcześniej i zaatakować go z ukrycia. Cholera, że też musiał sobie wymyślić małą rozgrywkę psychiczną. Dobrze się przygotował na to spotkanie, ale nikt mu nie wspomniał jak bardzo uparty jest ten waćpan. Czyli jednak, były pewne braki. Nie zmienia to faktu, że Ślizgońskie serduszko Gloma łkało, widząc mężczyznę który broni się przed ofertą wyjścia na ognistą. A może to inna kwestia? Może to chodziło tylko o to, że nakazał mu zafundować cały wypad? Czyżby Victor Greth po prostu był skąpiradłem i stąd ta cała zamknięta postawa?
- Zresztą to Twój wybór, sądzę że powiedziałem już wszystko co powinienem. Teraz to już zależy od Ciebie, Victorze Greth. - powiedział tylko chowając ręce w rękawach płaszcza. Zimno mu, tak, właśnie o to chodzi, zimno. To nie tak że na wszelki wypadek chwycił schowaną tam różdżkę, gdyby okazało się że nie otrzyma odpowiedzi która go satysfakcjonuje. A może powinien wjechać mu na ambicję, czy coś? "Decyduj się pan, bo mam już nauczycielkę eliksirów na pana miejsce" brzmiało nieźle. Za późno, zresztą to brzmiałoby trochę irracjonalnie.

_________________
Lower your head, my orders are absolute.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Wierzba Bijąca   

 

Wierzba Bijąca

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Wierzba Bijąca

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-