IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6
AutorWiadomość
Murphy Hathaway
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 03 Maj 2015, 23:10

Zaraz pożałowała swojej decyzji.
Widząc minę Erica, tak jakby potwierdziły się jej najgorsze obawy. On wie, domyślił się o co chodziło i dlaczego się tak dziwnie zachowuje. Tego się można było spodziewać, bo przecież nigdy wcześniej atmosfera pomiędzy nimi nie była taka gęsta - nawet gdy się kłócili. A teraz? Tę ciszę można by chyba nożem przekroić czego ani ona, ani on nie zdołali uczynić. Niby Gryfoni, patrzcie ich, a jednak boją się uczuć. Nawet żarty im już nie wychodzą, jeszcze bardziej niż na co dzień.
- Taak, jasne. Weź się nie jąkaj, Mistrzu - książce, diuku, hrabio czy jak-ci-tam-było odpowiedziała nieco mrukliwie, bo wcale nie miała lepszego humoru. Chociaż zwykłe towarzystwo Erica koiło, to teraz czuła się niezwykle niezręcznie, zresztą nie tylko ona. A winę za to wszystko ponosiła ona sama, ona oraz jej niezrozumiałe uczucia. Przecież mężczyzn łamanych na chłopaków wszędzie było pełno, więc jeśli chciała sobie znaleźć jakikolwiek klin na Irlandczyka to nie musiała wybierać akurat Henleya. A zresztą, i z Cu była paskudna. To pewnie nie jego wina, że tak nagle ją zostawił, bez pożegnania. Najwyraźniej było to coś ważniejszego niż ona sama, co choć starała się zrozumieć - nadal bezskutecznie.
Nigdy w życiu nie czuła tak wiele na raz.
Pogrążona w zamyśleniach, oraz staraniach by unikać kontaktu wzrokowego z Ericem, nie zauważyła pochodzącej do nich Smoczycy. Dopiero jej głos przywrócił ją do życia, powodując na twarzy lekki uśmiech satysfakcji. Lepsza niż Rose? Nie zapomniała o niej oraz o nieskończonych połaciach nienawiści, rzecz jasna, dlatego teraz posłała jej krótkie spojrzenie mówiące bardzo wiele. Czego, można się domyślić - w każdym razie odwróciła się do przyjaciela w nieco lepszym humorze.
- Tak, musi być niepocieszona - dobrze jej tak. Może naiwniak, którego spoi tym paskudztwem ją pocieszy - odpowiedziała w miarę pogodnie, widząc jak Eric zdaje się teraz podchodzić do całej sytuacji. A może to było chwilowe i już minęło? Nie minęło, stwierdziła rzeczowo patrząc mu prosto w tęczówki, których widok, szczerze powiedziawszy spowodował o wiele szybsze bicie serce. Oraz doszczętnie zaćmiło wszystkie myśli, dlatego nie potrafiła dodać nic więcej i dalej pogrążyła się w ciszy, choć tak bardzo nie chciała. Znowu wszystko psuła.
Chwilę wewnętrznego użalania się nad sobą przerwał jakiś hałas, co Murph zarejestrowała raczej podświadomie. Jednak nie była w stanie nie usłyszeć szybkiej komendy „padnij”, na co zareagowała w jedyny dobry sposób - nie tracąc cennych sekund na obserwowanie chaosu, jaki zaprowadzał w klasie Iryt -  bo to musiał być on - schowała się pod ławkę. W ostatniej chwili, jak się potem okazało, bo sekundę potem klasę wypełnił obrzydliwy koperkowy zapach woźnego. Gdy zagrożenie, prawdopodobnie już minęło spojrzała na klasę wyłaniającą się z kłębów dymu. Pierwsze co zobaczyła, to ciecz kapiąca z ławki.
Nie jest dobrze.
Trącona tak zwaną damską intuicją, wyskoczyła spod ławki by znaleźć potwierdzenie najgorszych przypuszczeń.
- Eric! - rzuciła się tylko w jego stronę, ignorując zagrożenie jakie mogło być spowodowane tym całym stanem zakochania. Przecież był oparzony, czy nie był? Już miała ochotę poklepać go po ramieniu, pomóc osuszyć się czy coś w ten deseń gdy nagle uświadomiła sobie, co krzyczała przed chwilą Smoczyca. Słysząc odpowiedź przyjaciela, nie wiedziała co w ogóle ma o tym myśleć - Jak to, nie podziałało? -  spytała się go zbyt szybko i zbyt wyzywająco. Zbyt nieprzemyślanie, czego pewnie potem mogła żałować.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 31 Maj 2015, 20:52

/jako, że lekcja się skończyła, porywam to pomieszczenie do fabuły

Zapach suszków, zatopionych we fluorescencyjnych substancjach składników i chłodna wilgoć powietrza przesycającego klasę działały kojąco na nerwy Alexa. Nerwy wystawiane na próbę coraz mocniej od czasu niespodziewanego awansu na zastępcę Wilsona. Nie chodziło nawet o nawał obowiązków, które spadły na barki młodego aurora z dnia na dzień, przeganiając go regularnie między budynkiem Ministerstwa a Hogwartem, bo Hall zwyczajnie lubił się męczyć i czuć, że robi coś pożytecznego. Najgorsze były przekierowywane listy, na które nie potrafił odpowiadać. Nigdy nie był eleganckim, elokwentnym typem, potrafiącym dobierać do siebie wyszukane słowa.
I ta cisza. Porażająca, przeciągająca się cisza ze strony Williama, podsycająca irracjonalny strach pełzający coraz chętniej w żyłach. Gdyby nie te wszystkie rzeczy, które wymagały jego uwagi, Alex prawdopodobnie doznałby spontanicznego samozapłonu ze zmartwienia.
- A w cholerę z tym wszystkim – powiedział do siebie, ani odrobinę nie siląc się na szept i trzasnął drzwiczkami od jednego ze składzików z ingrediencjami. Profesor Lacroix nie było w pobliżu, nie miał kto zwrócić mu uwagi, by szanował mienie szkolne. Wszystko, co miało zostać przygotowane na lekcję, znalazło się na swoich miejscach, krzesła stanęły w równiutkich rządkach, kiedy machnął na nie różdżką. Kolejny ruch dłonią poderwał gąbkę, która wściekle zaczęła zmazywać tablicę, podnosząc w powietrze siwe obłoczki. Auror przysiadł na blacie jednej z pierwszych ławek, wyciągając z tylnej kieszeni spodni dwie koperty z listami dostarczonymi przy śniadaniu. Oba zaadresowane do Jareda Wilsona, jak nie trudno się było domyślić. Hall rozdarł brzegi kopert, zagłębiając się w lekturze pism pisanych językiem tak nieznośnie urzędowym, że aż robiło mu się mdło, a poprzedni posiłek chciał wydostać się na wolność tą samą drogą. Musiał coś z tym zrobić, nabrać ogłady i nauczyć się krakać tak samo jak wrony wśród których coraz częściej przebywał.
- Buty Wilsona, pogięło cię kobieto – mruknął z cichym rozbawieniem, kręcąc głową. Będzie miał ubaw przy konstruowaniu odpowiedzi, oj będzie...
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 31 Maj 2015, 22:07

Siedem kotów schowanych w dormitorium nie pomogło Jolene się uspokoić. Puchonka stresowała się i z nerwów zaczęła obgryzać paznokcie, które malowała wczoraj wieczorem przez okrągłe dwie godziny na kolor czekoladowy. Łatwiej byłoby jej to znieść, gdyby Fhancis zgodził się poświęcić jej przynajmniej piętnaście minut, jednakże brak odzewu dawał jasno i wyraźnie do zrozumienia, że nici z tego. Przeszła napad smutku i pogodzenia się z gorzką decyzją Francuza, a dzisiaj nadszedł czas, aby zrobić coś i w skomplikowany sposób zarejestrować się w Ministerstwie Magii. Problem w tym, że Jolene nigdy tam nie była. Nie wiedziała gdzie ono się dokładnie znajduje, jak się tam dostać, kogo pytać, w co się ubrać, jakie buty założyć, czy musi się uczesać inaczej, czy przynieść zaświadczenie lekarskie... ogółem, nie była pewna czego się od niej oczekuje jako animaga, który zapragnął wpisać się w rejestr. Potrzebowała pomocy z góry. Kogoś, kto jej nie zje przy pierwszym słowie (czyt. Wilson), kto nie zacznie przeszywać jej wzrokiem (czyt. Milton) czy nie wyśmieje (czyt. Fhancis). Po wielu tajnych castingach przeprowadzanych w głowie nastolatki, wybranym został Alex Hall, padwan pani Lacroix. Dzieliło ich tylko dziesięć lat różnicy, był wysoko postawiony (czytała Proroka o licznych awansach), nie wyglądał jakby właśnie wstał z grobu i posiadał umiejętność uśmiechania się. Jest też nazywany panem Nianią na patronusie, a więc definitywnie to Alex powinien być tym, którym dobrym uczynkiem uratuje Jolene przed całkowitym pożarciem paznokci.
Zrobiła pięć kółek przed salą eliksirów. Siedem razy zdążyła zatrzymać się przy drzwiach, unieść zaciśniętą pięść i próbować zapukać. Zawsze cofała się i zagryzała zęby. Nie sądziła, że będzie taka zestresowana! Mogła zabrać ze sobą Dwayne'a... ach, jeszcze z nim nie rozmawia, jest na niego zła, nie lubi go już i tak dalej. Przydałoby się przytrzymać czyjąś dłoń i wchłonąć z niej siły oraz odwagi do tej rozmowy. Jolene wzięła pięć wdechów, utkwiła wzrok w swej ręce i zmusiła ją siłą woli do zapukania. Trzy głuche ciche uderzenia. Po zaproszeniu weszła do klasy z duszą na ramieniu. Żałowała, że nie jest to insze pomieszczenie, z którymi wiązałaby miłe wspomnienia. Och, dlaczego Alex nie wybrał kuchni? Od razu byłoby łatwiej!
- Dzień dobry? - zapytała i fuknęła w następnej sekundzie za pierwszą gafę.
- To jest dzień dobry. Nie przeszkadzam, proszę pana? - zapytała, stojąc w drzwiach i cicho w myślach go prosząc, aby był zajęty i pozwolił jej odwlec nieuniknione na przyszły tydzień. Gniotła sobie palce i spoglądała niepewnie na stażystę. Jest nianią, Wanda go lubi, wspominała jej o nim. To ona go pocałowała wtedy? Joe zmarszczyła brwi próbując odtworzyć w myślach list od przyjaciółki. Tak, to ten Hall i niegdyś Wandzia coś do niego czuła. Skoro Krukonka wypowiada się o nim w samych super alternatywach, to nie powinna się teraz Joe denerwować. Uśmiechnęła się niepewnie do mężczyzny. Aurora, takiego wysoko postawionego. Mrugnęła rzęsami i z podziwem przyglądała się licom Alexa. Zamknęła za sobą drzwi. Z duszą na ramieniu podeszła do pierwszej ławki przy biurku i postawiła na niej torebkę.
- Mam taką prośbę... ale proszę pana, ja nie wiedziałam do kogo z tym iść i padło na pana, bo Wandzia pana zna. Nie chciałam iść do pana Wilsona, bo on jest przerażający, a profesor Odineva wydaje się głośna, profesor Miltona to nie brałam pod uwagę i tak... - wzięła głęboki wdech świadoma, że mówi całkowicie od rzeczy.
- ... nie powie pan nikomu? Przysięgam, że nie złamałam tym razem regulaminu! - utkwiła spłoszone oczęta w aurorze i nic nie mogła poradzić na żołądek zawinięty w harcerski supeł.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 01 Cze 2015, 14:14

Szczerze powiedziawszy, Alex zupełnie zapomniał, że ktoś miał przyjść do sali przed lekcją – tak to jest, gdy myśli się o tysiącu rzeczy naraz, a kolejne pięćset czeka, aż zwrócisz na nie uwagę. Zagubiony gdzieś pomiędzy żądaniami goblinów a wariacką prośbą o przesłanie butów Wilsona na rzecz... Czego właściwie? Zgubił już wątek. Usłyszał pukanie do drzwi nieco jak przez mgłę – dopiero uniesienie głowy i szybka analiza kilku poprzednich sekund utwierdziły go w przekonaniu, że owszem, właśnie usłyszał dźwięk sugerujący, że ktoś chciał dostać się do środka. Tylko kto mógłby mieć ochotę wpadać do klasy, gdy do zajęć pozostało jeszcze mnóstwo czasu, a profesor Lacroix zwyczajnie wwalcowałaby do środka, jakby była panią na włościach? Bo w pewien sposób była, składzik, gabinet oraz przede wszystkim klasa znajdowały się pod jej ścisłą jurysdykcją oraz niepodzielnymi rządami stalowego obcasa. Hallowi nietrudno było wyobrazić sobie tę kobietę w scenerii nieco bardziej prywatnej, dzierżącą w dłoniach gustowny pejczyk.
- Otwarte – rzucił, podnosząc nieco głos, a gdy drzwi się uchyliły, odruchowo dodał: - Porzućcie wszelką nadzieję wy, którzy wchodzicie do jaskini smoka.
Z ulgą opuścił dłoń trzymającą korespondencję, odrywając się od problemów dotyczących roszczeń o trawnik w ścisłej zabudowie Hogsmeade, przyglądając się przybyłemu dziewczęciu. Na pewno nie widział jej na zajęciach z patronusa, a na eliksirach musiała siedzieć cichutko jak mysz pod miotłą, bo twarz Puchonki nie niosła ze sobą żadnych skojarzeń.
- Nie. Twoja sprawa jest na pewno milion razy ciekawsza od korespondencji Wilsona. Uwierzysz, że ktoś napisał list, żeby prosić go o przekazanie butów? – rzucił z rozbawieniem, przywołując na twarz łatwy uśmiech. Może jeśli trochę podzieli się tym szaleństwem, stanie się nieco znośniejsze. - Ale mów, proszę – dodał, nie dając czasu na odpowiedź. Nie patrząc na listy, złożył je razem na cztery, po czym schował do tylnej kieszeni spodni tam, skąd przyszły.
Uczennica była wyraźnie zdenerwowana, nie trzeba geniusza by to zauważyć i nawet ktoś tak upośledzony w kontaktach międzyludzkich (a przynajmniej tak sądzący) potrafił dojrzeć oczywiste symptomy. Gdy podeszła bliżej, zapach truskawkowych perfum załaskotał Halla w nos. W miarę jak mówiła najpierw o Wandzie, a później o Wilsonie, coś na krótką chwilę zmieniło się w wyrazie jego twarzy – odruchowo przygryzł lekko dolną wargę, nie chcąc w tej chwili myśleć o bracie Krukonki. Znał Doriana od dłuższego czasu, choć gorzej niż ją samą, ale w pewien sposób czuł się odpowiedzialny za to rodzeństwo. Wtrącenie jednego z nich do Azkabanu zabolało.
- Wanda coś o mnie mówiła? Będę ją chyba musiał wziąć na przesłuchanie, co za plotki rozpuszcza po szkole – zażartował, płynnym ruchem zsuwając się z blatu ławki i w pełni stając na nogi. Otrzepał dłonie z niewidzialnego pyłu o uda, zerkając w stronę tablicy, by sprawdzić, czy gąbka skończyła już pracę. - Wilson wysłałby cię do mnie, więc zaoszczędziłaś sobie kłopotu. O łamaniu regulaminu nawet nie wspominaj, jeśli komuś nie urwało nogi albo głowy, masz przed sobą kogoś, kto w czasach szkolnych konkurował z Irytkiem o medal za najlepszy żart. Ale ćśś – konspiracyjnie przyłożył palec do ust. - Tylko wciąż nie wiem, w czym właściwie potrzebujesz pomocy, panno...? To ty do mnie ostatnio pisałaś, prawda? – pojął wreszcie błyskotliwie, ale za nic nie potrafił sobie przypomnieć, jakie imię i nazwisko widniało na wiadomości dostarczonej przy kolacji. I dlaczego właściwie on, skoro w całej szkole kręciło się mnóstwo kompetentnych dorosłych? Bo chyba nie mogło chodzić tylko o to, że Wanda go znała?
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 01 Cze 2015, 16:58

Jolene doceniała próby rozweselenia i uczulenia na czające się w lochach niebezpieczeństwo. Zaśmiałaby się, rozpromieniała jak słońce, gdyby nie chodziła cała w nerwach. Jolene nie wiedziała nawet, że niedługo zaczynają się jakieś zajęcia, stąd zaskakująca umówiona wizyta. Nie lubiła tego miejsca, bo nie tylko kojarzyło się ono ze złowieszczym śmiechem Smoczycy, a było tu też zimno, ciemno i ślizgońsko. Nie najlepsza atmosfera do powierzania sekretu przechowywanego przez sześć lat. Teraz, gdy mogła mówić, czasami przychodziło jej to łatwo, a czasami miała w gardle gulę, jak w tym przypadku. Dzisiaj pierwszy raz rozmawiała w cztery oczy ze stażystą. Na lekcjach niewiele miała z nim do czynienia, a spoglądała nań pod kątem dawnego obiektu westchnień Wandzi. Dobrze rozumiała przyczynę zachwytu, wszak miło patrzyło się na Alexa, sprawiało to przyjemność widzom i obserwatorom. Mógłby zarabiać jako obiekt muzealny, a zyskałby sobie licznych fanek. Przyciągał dziewczęcy, nastoletni wzrok i gdyby Jolene nie tonęła w burzy skrajnych uczuć, westchnęłaby do niego parę razy.
Pierwsze wypowiedziane słowa, a zjednał sobie następną nastolatkę. Joe rozpromieniła się z dziecinną łatwością, odsuwając na bok niepokój i wątpliwości czy aby dobrze wybrała osobę. Lepiej trafić nie mogła.
- Dlaczego buty, to rozumiem, jednak dlaczego to buty pana Wilsona... nie chcę rozumieć. - zamrugała kilkakrotnie umalowanymi rzęsami, przedstawiając się ze strony ekspertki ds. urody i bieżącej mody. Joe kochała buty. Doskonale pojmowała zachwyt obuwiem, wszak swoich miała około trzech tuzinów lecz w Cardiff, w Walii. Wszystkie nie zmieściłyby się do kufra, choć zmieni się to w przyszłym roku, gdy Jolene będzie mogła w wakacje poza szkołą czarami wszystek pomniejszyć i upchać ogromną garderobę w niewielkiej skrzynce.
- Mówiła o panu same dobre rzeczy. Wcale się temu nie dziwię. - poczuła się w obowiązku zapewnienia o dobrych intencjach jak i o wychwalanych zaletach. Dziewczyna oparła się pupą o ławkę i podczas wysłuchiwania Alexa, zbierała się na odwagę. Roześmiała się nagle, stopniała jak masełko i musiała nawet powstrzymać odruch silnej potrzeby uściskania Alexa za bycie wyluzowanym dorosłym, aurorem, nauczycielem i zastępcą pana Gbura.
- Aha! Czyli nauczyciele oszukują opowiadając, że z dowcipami daleko nie zajdziemy. Pan psocił i jest teraz aurorem i to takim ważnym. - uniosła podbródek. Zmrużyła powieki uwydatniając bardziej psotne i knujne błyski przelatujące z jednego oka na drugie. Mina jej zrzedła, gdy nadszedł czas przejścia do sedna sprawy.
- Joe. Znaczy Dunbar. Ush, Jolene Dunbar. - skinęła głową, przypominając swoje nazwisko. To i tak dobrze, że zgodził się z nią spotkać pomimo, że nie znał przyczyny listu. Inni nauczyciele kazaliby jej czekać w nieskończoność i choć Joe nie miała nic przeciwko odwlekaniu sprawy w czasie, musiała w końcu zabrać się za wykonanie nieprzyjemnego obowiązku. Spuściła wzrok na dłonie i ponownie zaczerpnęła powietrza do płuc.
- Nie byłam nigdy w ministerstwie magii, a muszę tam iść i nie wiem kogo i gdzie szukać. A muszę... bo... - zwilżyła spierzchnięte usta na wydechu. - bomuszęsięzarejestrowaćijestemanimagiemaleniechpanniemówijeszczenikomu. - uśmiechnęła się nieśmiało do nauczyciela będąc pewną, że zrozumiał cokolwiek z wypowiedzi. Jest zawodowym aurorem, a więc musi umieć rozszyfrowywać zakodowane informacje.
- Proszę, niech pan nie każe mi tego powtarzać. - poprosiła błagalnie, śląc mężczyźnie słodki, niewinny uśmiech. Rzuciła okiem na drzwi upewniając się, że są zamknięte i nikt ich nie stratuje. Towarzystwo nie było teraz mile widziane. Jeśli Joe była zdenerwowana pięć sekund temu, tak teraz prawie wyszła z siebie i stanęła obok.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob 06 Cze 2015, 16:49

Dogadywanie się z uczniami wychodziło mu coraz lepiej, jeśli sądzić tylko po uśmiechach Jolene oraz błyskach które rozjaśniały jej ciemnoniebieskie oczy. Dzieci i nastolatki zawsze zdawały się dla Alexa stanowić tajemnicę – działały na z pozoru nielogicznych schematach, były nieprzewidywalne, uparte do granic możliwości i przekonane o swojej nieomylności. Jak łatwo zapomnieć, że jeszcze niedawno było się jednym z nich.
Usta aurora rozciągnęły się w niewielkim, nieco złośliwym uśmieszku, gdy Puchonka pociągnęła temat psocenia.
- Nie sztuką jest robienie żartów, a nie danie się przyłapać – rzucił, rozkładając lekko ręce. - Ćwiczysz spryt i myślenie. No i czasem bieganie, jeśli Filch się zmaterializuje obok – pokręcił lekko głową z cichym śmiechem, jakby właśnie przypomniał sobie coś wybitnie zabawnego. Zaraz jednak odchrząknął, próbując wrócić do roli przykładnego dorosłego, który zdecydowanie przestrzega regulaminów i na pewno pokrętnie nie namawia żadnych Puchonek do puszczenia wodzy fantazji. Co to, to nie. Nigdy w życiu.
Utkwił w Jolene spojrzenie pełne uprzejmego zainteresowania, coraz wyraźniej widząc oznaki jej zdenerwowania, gdy uciekła wzrokiem, wlepiając go w dłonie. Oj, co to za tajemnica państwowa tak ją gniotła? Auror zmarszczył nieco brwi zalany potokiem słów, które miały przekazać ważną informację, ale zostały tak zniekształcone, że tylko wprawne ucho pozwoliło wyłapać najważniejszą treść. Animag. Na galopujące hipogryfy, nic dziwnego, że była taka niespokojna.
- Nie ma potrzeby powtarzać – przekrzywił nieco głowę, z powrotem wyginając usta w lekki uśmiech. Dawno temu zdążył się nauczyć, iż dużo łatwiej zjednywało się sobie ludzi mając przyjemny wyraz twarzy. - Ale muszę przyznać... Tego się na pewno nie spodziewałem – podniósł dłoń, pocierając kark w odruchu, jakiego nie mógł się wyzbyć. Zauważając niepewne spojrzenie Jolene w stronę drzwi, wyciągnął różdżkę zza paska, pieczętując je zaklęciem. - Takie sprawy załatwia się w Urzędzie Niewłaściwego Użycia Czarów. Może brzmieć trochę strasznie, ale nie zrobiłaś nic złego, więc nie masz się czego bać – zapewnił od razu, nie dając pannie Dunbar czasu na zastanawianie się nad faktem, czy w jakiś sposób złamała prawo. Obrócił kawałek magicznego drewna w palcach, zwracając się na chwilę ku własnym myślom i próbując sobie przypomnieć, co wiedział o procedurach. - Na pewno dokładnie cię wypytają o okoliczności nauki. No i będziesz musiała pokazać, jaką postać przybierasz. W rejestrach są dokładne opisy.
Alex nawet się nie wzdrygnął, gdy z końca obracanej różdżki wystrzelił niewielki snop srebrnawych iskier – miała taką tendencję, kiedy się nią w ten sposób bawił, zamiast rzucać zaklęcia.
- Ale przede wszystkim powinienem był zrobić to – rzucił nagle i zaklaskał krótko, wywołując w klasie ciche echo. - Animagia nie jest standardową umiejętnością magiczną, musisz mieć głowę porządnie osadzoną na karku, skoro ci się udało. Gratuluję, panno Dunbar.
Choć pytanie to zamajaczyło mu w tyle głowy, Hall nie spytał, czy Puchonka używała swoich umiejętności do czegoś, co można by uznać za moralnie problematyczne. Na pierwszy rzut oka wyglądała na niewinną.
- Masz z kim pójść do Ministerstwa?
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 08 Cze 2015, 19:01

Teoretycznie Jolene w tym miesiącu dołączy do grona dorosłych, dojrzałych i poważnych dorosłych. Choć zmieniła się niebywale, wciąż czuła się bardziej... po środku niźli dzieckiem czy osobą pełnoletnią. Nie zachowywała się jeszcze zbyt dojrzale, o czym świadczyły psotne myśli, knujne spojrzenia i nagminne łamanie regulaminu. Do niedawna czuła się nieomylna i wiedziała o wszystkich wszystko, jako naczelny Redaktor szkolnej gazetki. Dzisiaj straciła na pewności siebie, o czym świadczyło wyginanie palców na zewnątrz w imię stresu i zdenerwowania.
- Och tak. Wczoraj uciekałam przez dwa piętra przed Filchem... mój kolega na niego zwymiotował, ja pomalowałam go szminką, drugi kolega zawiesił mu na uchu choinkę... - opowiedziała krótko z marzycielsko-knujnym uśmiechem na wargach. Na minutkę odleciała ku wspomnieniom i wieczornej kąpieli, gdy zmywała z siebie dotyk brudnych łapsk i czarnych paznokci charłaka. Skóra na kostce u nogi jeszcze rano była czerwona i podrapana od pedantycznego szorowania gąbką.
Wytarła ręce o spódniczkę, ścierając z ich wnętrza strużkę potu. Bała się spojrzeć w oblicze Alexa, bo choć zjednał ją sobie żartami, rozluźnieniem atmosfery i uśmiechem, to była pewna, że nie da wiary słowom, zacznie się śmiać i pośle ją do dormitorium. Wpatrywała się zawzięcie w pomalowane paznokcie i z bijącym sercem czekała na reakcję. Nie odczuła ulgi, gdy zrozumiał od razu przekaz. Nie zmusiła się do uśmiechu ani do rozluźnienia mięśni. Oczywiście, że był zaskoczony i miał prawo jej nie wierzyć. Każdy na jego miejscu tak będzie się czuł. Ben również nie wierzył własnym oczom, choć wówczas wyszło tak dziwacznie i niezręcznie. Drgnęła wybudzona z nieciekawych myśli dźwiękiem zamykanych drzwi. Uniosła głowę i spojrzała na stażystę spod przymrużonych powiek. Nie była pewna, co teraz będzie. Najgorsze miała ze sobą - wydusiła prawdę i teraz powinno pójść jak z płatka. Swymi słowami wpędził Jolene w mini zawał serca i dopiero gdy zapewnił ją o tym, że nic złego nie zrobiła, Jolene była w stanie się uspokoić. Wypuściła z płuc powietrze nieświadoma jak długo je wstrzymywała. Zagryzła dolną wargę niepewna czy uda się jej przemienić na oczach starych, zdziadziałych człowieków.
- Przed wszystkimi? - zapytała cicho z nadzieją, że może jednak nie będzie musiała. Nie była pewna swoich sił. Dotychczas tylko jedna osoba ją taką widziała i przemieniła się przed nią nieświadomie, podczas snu. Później udało się, bo się skoncentrowała, ale Ben tak się w nią nie wpatrywał. A co jeśli zdziadziałe staruchy będą chcieli ją dźgać i mierzyć? Wzdrygnęła się na samą myśl.
Jo nastroszyła brwi zaskoczona odgłosem klaskania. Tak jak wcześniej przed Benem, tak teraz nie czuła, iż zasłużyła na oklaski. Owszem, głosik w głowie podpowiadał, że dopięła czegoś, o czym inni mogą marzyć, a mimo wszystko skromność czy brak wiary w siebie nie pozwalał na uśmiech i przyjęcie gratulacji. Krępowała się, nie oswoiła się jeszcze sama ze sobą. Być może dalej nie wierzyła, że się udało. Po sześciu latach! Mimo wszystko uśmiechnęła się mimowolnie, wszak miło było usłyszeć komplement z ust Alexa. Nie miał podstaw, aby jej wierzyć, a uwierzył i pogratulował. Uciekła wzrokiem i tylko troszeczkę się zarumieniła.
- Nie wiem gdzie ono jest. Moi rodzice to mugole, o niczym nie wiedzą. - bała się poprosić Alexa o towarzystwo. Być może za chwilę zbierze się i wypowie na głos prośbę, jeśli tylko przestanie się wiercić pod czujnym spojrzeniem mężczyzny. Przełknęła gulę.
- Oni będą mnie dźgać? - jęknęła. - A jeśli coś się stanie? To... wie pan... nie, nie wie pan, ale... och, to straszne. Denerwuję się. - ukryła twarz w dłoniach i zamknęła się tam, nie potrafiąc ubrać w słowa tego, co czuje. Biegając na czterech łapach nie zawsze panowała nad silnymi instynktami. Przy Harrym Miltonie traciła panowanie nad zmysłami i rzucała się do ucieczki. Ilekroć mijała nauczyciela ONMS, nie pamiętała wówczas w jaki sposób uciekła, którędy szła i jak się znalazła w danym miejscu. Silna potrzeba ucieczki brała nad nią górę. Co się stanie, gdy staruchy zaczną ją dźgać, a kociemu "ja" się to nie spodoba i podrapie ich buźki?
- Nastawiam się na to proszę pana, mentalnie od miesiąca i mi nie wychodzi. Co innego kolega, a co innego staruchy, a jeśli mi się nie uda przed nimi nic? - spojrzała na Alexa pytająco. Zresztą, nie oczekiwała, że zrozumie jej blokadę w środku. Stresowała się przed powiedzeniem wszystkiego Alexowi, a gdy przyjdzie co do czego, być może nawali, stchórzy i ucieknie. Później będzie wyjęta spod prawa jako animag niezarejestrowany, a to oznacza wpis do kartoteki inszej niż pana Filcha oraz zwykłe przestępstwo. Jolene zgarbiła ramiona i cicho westchnęła. Szukała w sobie dawnej odwagi. Znalazła jedynie okruszków, czyli za mało jak na samodzielną wizytę w Ministerstwie Magii. Być może Ben... albo Dwayne... albo Wanda... gdyby ich wzięła ze sobą, być może byłoby jej łatwiej... Jo czuła się taka niesprecyzowana.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob 13 Cze 2015, 17:10

Alex nie miał pewności, dlaczego uwierzył w słowa Jolene, nie żądając demonstracji jej nieprzeciętnych umiejętności. Być może zjednała go sobie szaloną opowieścią o wysmarowaniu Filcha szminką – nie miał wątpliwości, że wczoraj faktycznie coś się działo. Wrzaski woźnego idealnie niosły się echem i gdyby nie fakt bycia zajętym przeglądaniem dokumentów zabranych z Ministerstwa, Hall pewnie poszedłby sprawdzić, co się dzieje. I być może uratować jakieś niewinne dusze przed gniewem starego charłaka, ale jak widać, ocaliły się same. Uczniowie mieli tą niebywałą przewagę nad Filchem, że ich kości nie zżerał artretyzm, a płuca nie odmawiały współpracy przy szybszym biegu. Innymi słowy, nastolatki zwyczajnie potrafiły zwiewać, zostawiając krztuszącego się własnym jadem woźnego gdzieś daleko za plecami.
- Przed osobami, które wpiszą cię do rejestru. Inaczej każdy mógłby mówić, że potrafi to czy śmo – rzucił w odpowiedzi na pytanie o konieczność zademonstrowania umiejętności. Występy przed większymi grupami osób rzadko dla kogo stanowiły przyjemność, ale czasem nie dało się ich uniknąć.
- No tak. Przekleństwo nas mugolaków – mruknął cicho sam do siebie, gdy Jolene wyznała, że nie ma pojęcia, gdzie znajduje się Ministerstwo. Osoby magiczne pochodzące z rodzin mugolskich niestety na samym wstępie miały do przeskoczenia więcej przeszkód niż ich czystokrwiści lub mieszani koledzy. Brak informacji o kwestiach pozornie tak oczywistych, konieczność przystosowania się do życia w świecie, o jakim nie wiedziało się nic. Ani o zasadach, ani o zwyczajach. A do tego wszystkiego dochodziło często znoszenie wyzwisk tych, którzy nie potrafili wznieść się ponad swoją nietolerację, tych którym odpowiadał cieplutki kokonik swoistego rasizmu.
Auror w ciszy obserwował panikującą Jolene, nie przerywając jej krótkiego, nerwowego monologu. Głównie dlatego, że miał nikłe umiejętności w dziedzinie pocieszania ludzi i nawykł raczej motywująco zasadzać im kopa w rzyć, niż głaskać po głowie. Bardziej efektywne. Odchrząknął krótko, zastępując swobodny uśmiech łobuza maską profesjonalizmu.
- Po pierwsze: jeśli coś się stanie, będzie to tylko i wyłącznie ich wina. To oni są profesjonalistami i powinni wiedzieć, jak się zachowywać w takich przypadkach. No chyba, że zmieniasz się w słonia i specjalnie kogoś zdepczesz – kąt ładnie wykrojonych ust drgnął, gdy Alex mimo wszystko nie potrafił do końca zostać w roli chłodnego urzędnika. - Po drugie: nie zakładaj, że są straszni, starzy i na pewno nic ci nie wyjdzie. Jeśli w to uwierzysz, na pewno tak będzie. Sama się sparaliżujesz, a chwila zawahania w pewnych warunkach może kosztować życie.
Zdawał sobie sprawę, że to co mówił, mogło brzmieć strasznie, ale oswajanie się z tym, co wywoływało strach, później pozwalało na jego łatwiejsze opanowanie. W czasach, jakie nieubłagalnie nadchodziły, każdy czarodziej i czarownica powinien opuścić swój szklany klosz i choć przez chwilę spojrzeć na świat takim, jaki był. Ignorancja i brak podejmowania działania były najgorszym, co mogło przytrafić się wszystkim.
- Jolene – podjął na nowo po dłuższej chwili, ofiarowując dziewczynie całą swoją uwagę. - Czasem nie ma innego wyjścia niż być odważnym. Strach nie zniknie, bo tylko ludzie głupi się nie boją.
Umilkł, dając Puchonce chwilę sam na sam ze swoimi myślami, a sam przeszedł za katedrę nauczyciela, sprawdzając po raz drugi, czy aby na pewno poodkładał wszystko na miejsce. Nie musiał tego robić, ale Joe nie potrzebowała w tej chwili świadomości, że cała uwaga skupiła się właśnie na niej. Dopiero po kilku ciągnących się niemiłosiernie minutach, oparł przedramiona o pulpit mównicy zajmowanej zwykle przez Smoczycę i rzucił:
- To jak będzie?
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 14 Cze 2015, 19:24

O dziwo, Joe nie wpadła na pomysł zademonstrowania umiejętności Alexowi. Pochłonięta głównym problemem - rejestracją, nie poświęciła uwagi tak istotnemu szczegółowi. Udowodnienie swych słów. Mimo, że powoli wkraczała w siedemnasty rok życia, nie była traktowana poważnie przez niektórych dorosłych. Równie dobrze ktoś mógłby jej zarzucić próbę zwrócenia na siebie uwagi poprzez kłamstwo. Oczy Puchonki zionęły szczerością. Każde wypowiedziane słowo płynęło z serca.
Uwaga Alexa podsunęła Jolene pomysł demonstracji. Na samą myśl, zadrżała z napięcia. Czy się uda? Jeśli nie, to czy wciąż będzie jej wierzył? Nie miał podstaw do uwierzenia, a traktował ją poważnie. Dodatkowy powód do podziwiania i szacunku wobec aurora. Dowiedziawszy się, że i on jest mugolakiem, wszelakie wątpliwości co do trafności wyboru, przeminęły z wiatrem. Nie mogła trafić w lepsze ręce. Nikt nie zrozumiałby jej bardziej niż Alex mimo, że ledwie się znali. Dzisiejsza rozmowa była ich pierwszą.
Joe nie miała nigdy problemu z zaaklimatyzowaniem się w świecie pełnym magii. Być może związek z tym była obecność wiernego przyjaciela, a być może otwarty umysł dziewczyny. Odnalazła się tutaj bez większych przeszkód, jednak wciąż nie znała reszty świata. Poznała Hogwart, a inszy świat, poza murami, wciąż czekał na poznanie. Ministerstwo Magii... była ciekawa jak wygląda od wewnątrz, jak tam trafić, jak działa magia w życiu codziennym. Alex miał już to za sobą, a na Joe czas czekał.
Twierdził, że nie umiał pocieszać, a wystarczył żart, aby odegnać znad Joe ciemne chmury.
- Nie słoń. Kot. Żbik. - zamrugała rzęsami, wyginając usta w średnim uśmiechu. Z zapartym tchem wysłuchała słów aurora z zawodu i z powołania. Tak musiał przemawiać do swych współpracowników, do swoich podwładnych. W ten sposób musiał ich motywować do walki i siać w nich optymizm.
Odwaga. Joe nie była odważna tak, jakby chciała. Nie posiadała odwagi opisywanej w książkach ani odwagi godnej aurorki. Nigdy nie zostanie aurorką i nie jest to kwestia braku wiary we własne możliwości, a głos intuicji podpowiadającej, iż Joe w stu procentach nawaliłaby w testach. Nie potrafiłaby nauczyć się powściągliwości. Mówiąc o odwadze, przypomniał jej o Dwaynie. O lęku przed odważnym krokiem mającym albo niszczyć albo tworzyć. Dziewczyna spuściła głowę, kłócąc się ze sobą we wewnętrznym dialogu. Wiele odwagi kosztowało ją przyjście tutaj i wyłożenie sprawy. Wyjawienie tajemnicy, a jeszcze nie udowodniła swych słów. Zaczerpnęła głęboki wdech i wysunęła podbródek, podnosząc głowę wysoko. Odszukała Alexa za mównicą i zrozumiała jak bardzo powinna być mu wdzięczną za wiarę w puste słowa bez pokrycia.
- Chcę się zarejestrować. Wierzy mi pan, choć nie musi, więc chcę się zarejestrować, bo jestem animagiem i się z tego cieszę. Mogę panu pokazać i udowodnić, jeśli pan by chciał, ale najpierw musiałabym zdjąć buty. - na końcu języka miała prośbę - "Niech Pan ze mną pójdzie tam!" - jednak wciąż się powstrzymywała, odkładając to na ostatnią chwilę. Mentalnie przygotowywała się na odsłonięcie sekretu utrzymywanego przez sześć lat poza świadomością przyjaciół i świata. Alex miał całkowitą rację. Jeśli się nie odważy, to nic się nie zmieni. Przyszła tutaj, aby zrobić krok do przodu, a nie w tył. Nie mogła się wycofać. Skoro powiedziała A, to powie i B.
- Jeśli przed panem poćwiczę, to przy komisji może będzie mi łatwiej. Obiecuję, że nie drapię i nie depczę.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Czw 25 Cze 2015, 21:20

Gdyby wszystkie spotkania traktujące o sprawach urzędowych mogły przebiegać w tak sympatycznej atmosferze, Alex nie miałby nic przeciwko temu, że Wilson zrzucił na niego w ostatnim czasie dodatkowe obowiązki. Niestety Joe stanowiła przyjemną odskocznię od stad wściekłych urzędasów, goblinów, czy innych humanoidów, których sprawy w większości nie obchodziły biura aurorów. Musiały tylko przez nie przejść, zostać opieczętowane i wrócić do innych działów... Biurokracja. Hall czułby się dużo lepiej, gdyby miał tylko wykonywać rozkazy, zamiast stać tak wysoko w hierarchii podejmujących decyzje – zawsze był tylko szeregowym żołnierzem, narzędziem które bez nadanego kierunku stawało się bezużyteczne. Nie miał ambicji rządzić, chciał stać w pierwszej linii obrony, urabiać się po łokcie w najgorszej, najbardziej fundamentalnej pracy.
Jego żarty, choć nie z najwyższej półki, działały – widział to w mimice Puchonki, w sylwetce nastolatki z której gdzieniegdzie znikało napięcie. Dobrze, więc zapobiegł wybuchowi paniki, w kilku słowach przegonił najgęstsze z ciemnych chmur. To chyba ta najtrudniejsza część w sytuacji nadciągającego kryzysu?
Zakołysał się lekko na piętach stojąc za mównicą Smoczycy i zagryzł lekko wnętrze policzka, słuchając Jolene, której dał chwilę do namysłu. Zaraz jednak wybuchnął serdecznym, niepowstrzymywanym śmiechem, który odsłonił zęby, a w kącikach oczu utworzył głębokie zmarszczki. Hall pochylił głowę, czując jak trzęsły mu się ramiona, a klatka piersiowa wibrowała przyjemnym dźwiękiem.
- O rety – wydusił wreszcie, podnosząc wzrok na Puchonkę. Przy lekko zaczerwienionej twarzy piegi pokrywające twarz aurora stały się nagle bardzo wyraźne. - Przepraszam, to te buty, prześladują mnie dzisiaj. Ściągaj, co potrzebujesz... Ale może skończ na butach, bo jeszcze zostanę posądzony o molestowanie uczennic.
Wziął głębszy wdech, próbując uspokoić rozochocone endorfinami serce.
- Już nie będę. Spróbuj.

(ło matko, przepraszam, że tak mało ._.)
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 28 Cze 2015, 12:16

Rozmyślania na temat za i przeciw przerwał nagły atak śmiechu. Potrząsnęła głową odpędzając obawy i z niepewną miną posłała Alexowi pytające spojrzenie. Wychowana przy bosostopym Dwaynie nie uważała, iż zdejmowanie obuwia przy animagii było czymś dziwnym. Ogólnie rzecz biorąc Jolene nie potrafiła powiedzieć dlaczego bose stopy ułatwiały koncentrację przy metamorfozie ciała. W chwili intensywnego stresu tylko to stanowiło receptę na powodzenie. Sześć lat ćwiczeń w pokoju życzeń zawsze rozpoczynało się i kończyło bosymi stopami. Uśmiechnęła się do aurora całkiem naturalnie. Atak paniki minął bezpowrotnie, a wystarczyły ku temu miłe, podnoszące na duchu słowa. Jo absolutnie nie obawiała się niczego i nie stresowała faktem, iż Alex jest dorosłym, nauczycielem, aurorem i do tego prawą ręką Wilsona. To nie miało absolutnie nic do rzeczy, a przynajmniej tak sobie to tłumaczyła.
Roześmiała się w odpowiedzi, bo choć nie rozumiała czemu buty prześladują aurora, rozbroił ją udzieleniem pozwolenia na zdejmowanie czego tylko chciała.
- Co złego to nie ja. - uniosła ręce w geście obronnym, a mówiła to pogodnie. Rozluźniła się i nie wierzyła, że jeszcze dwadzieścia minut temu nie potrafiła usiedzieć z nerwów w jednym miejscu. Alex działał uspokajająco i nie musiał się nawet przy tym wysilać. Jo, tak jak uprzedziła, tak też zdjęła baletki ze stóp. Deja vu sprzed kilku miesięcy, czyli ostatniego ćwiczenia zwieńczonego sukcesem, wszystek ułatwiło. Między jednym mrugnięciem oka a drugim cały proces zdążył rozpocząć się i zakończyć. Im częściej przechodziła z jednego stanu do drugiego, tym mniej czasu potrzebowała do sukcesu. Przy Alexie goniła ją groźba rozmyślenia się, jednak zanim zdążyła znowu spanikować, przed ławką Smoczycy siedział srebrny żbik. Alexowi sięgał do łydek i nie wyglądał absolutnie na kota udomowionego, nie wspomniawszy o byciu czyimś pupilem. Puszysty ogon zamiatał podłogę. Z kociej gardzieli wydobyło się miauknięcie proszące o spuszczenie wzroku i zauważenie stworka. Jo na żywo była puchata. Po kociemu było to widoczne o stokroć bardziej. Puszyste futerko lśniło w blasku świec i aż prosiło się o zanurzenie w nim palców.
Aby zobaczyć minę aurora, Jo musiała wskoczyć na ławkę Smoczycy. Bezszelestnie wspięła się jednym susem do góry i usiadła przy sprawdzianach. Ogon zmiótł na podłogę ołówek i pióro przy ruchach całkowicie niezależnych od Jo. Gdyby mogła, uśmiechnęłaby się wyczekująco, a tymczasem drugi raz miauknęła. Kocie zmysły wyczuły od Alexa inną woń - obcego kota. Nie pani Norris, jeszcze innego. Kalkulowała, że mężczyzna lubi koty, skoro wokół takowego się obraca i ma go za pupila. Czuła odeń jeszcze sowę i nie potrzeba było do tego zwierzęcych zmysłów, aby się domyślić o posiadaniu ruchomej skrzynki pocztowej. Choć nie siedziała blisko niego, uderzała ją mieszanka zapachów. Proszek do prania, pasta do zębów, woda kolońska, kocia karma, charakterystyczna sowia woń, zapach atramentu i książek oraz pasta do butów? Zachowując trzeźwy umysł Jo potrafiła mniej więcej domyślić się co Alex robił w ciągu ostatnich godzin na podstawie zapachów przylepionych do jego ciała i ubrań. Żbik poruszył wąsami i trzeci raz miauknął, tym razem bez powodu. Jo rozpierała energia i silna chęć wskoczenia na każdą półkę w tej klasie, na każdy regał, złapanie latającego w powietrzu papierowego samolocika - pozostałości po lekcji i na wszystko, co kocie.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pią 03 Lip 2015, 17:59

Gdyby ktoś go o to zapytał, Alex nawet nie próbowałby kłamać i wmawiać, że nie był zainteresowany umiejętnościami Joe. Z natury stanowił niezwykle ciekawskie stworzenie, zwykle wtykające nosa tam, gdzie inni nie chcieliby go widzieć. Nic dziwnego, że w czasach dzieciństwa wyrobiło to młodemu Hallowi opinię wścibskiego, a jeśli połączyć to z zamiłowaniem do żartów oraz brakiem poszanowania zasad, zyskiwało się wybuchową mieszankę nałogowego łobuza. Konflikt z regulaminami na przestrzeni lat nieco mu się przytępił, powodując że dorosły już auror nie stawał okoniem w gardle urzędnikom próbującym wykonywać swoją pracę, pozostałe zaś cechy... No cóż. Nikt nie jest idealny, prawda? By przetrwać wystarczyło być uroczym w ten specyficzny, chochliczy sposób, który Alex opanował do perfekcji – sięgał po niego zawsze, gdy przeczuwał wpakowywanie się w kłopoty. Zwykle działało.
Zwijając palce w luźną pięść, oparł na niej brodę, kontemplując sylwetkę Puchonki przygotowującej się do przemiany. Nie rozumiał, dlaczego zdjęcie butów miałoby jej cokolwiek ułatwić, ale nie zostało mu nic więcej ponad akceptację faktu, że każdy miewał swoje większe lub mniejsze dziwactwa. To głównie one sprawiały, iż niektórzy ludzie byli interesujący w ten ciepły, hipnotyczny sposób, który nie pozwalał oderwać od nich oczu.
Auror nie był w stanie zaobserwować przemiany – wystarczyło odruchowe mrugnięcie zaciemniające na chwilę obraz, a Jolene już przed nim nie było. Był natomiast kot o srebrzystym umaszczeniu i długich wąsach, który nijak nie spojrzeć, nie wyglądał na takiego, jaki pozwoliłby się łatwo udomowić. Zielone oczy mężczyzny zdały się zalśnić w półmroku klasy, gdy nachylił się do przodu nad mównicą, nie chcąc spuścić zwierzęcia z oczu. Nigdy nie miał okazji na bliższy kontakt z animagiem – kiedyś obiło mu się o uszy, że wściekły na wszystko i wszystkich Jones z Departamentu Kontroli Nad Magicznymi Stworzeniami potrafił zmieniać się w wyliniałą koszatniczkę, ale nigdy nie zapytał go wprost. Nie lubił ludzi, którzy nie potrafili się uśmiechać i wyglądali, jakby wiecznie wąchali smocze łajno. Odrobina poczucia humoru jeszcze nikogo nie zabiła.
Miauknięcia, tak podobne i jednocześnie różne od nawoływań jego kotki, sprawiły, że coś w Alexie zmiękło, załączając w nim tryb kulki pełnej miłości i szczęścia. Obszedł mównicę, w dwóch spokojnych krokach podchodząc do ławki, którą zaanektowała sobie kocia Joe – nawet mu przez myśl nie przeszło, by zganić dziewczynę za rozrzucanie ułożonych na niej rzeczy. Widok miękkiego futerka kusił, by je dotknąć, przeczesać palcami w pieszczotliwym geście zarezerwowanym tylko dla kocich władców wszechświata i okolic. Hall ledwie się powstrzymał, by nie zacząć drapać Jolene za uchem, z niechęcią i metaforyczny wygięciem ust w podkówkę przyznając rację tej części umysłu, która podpowiadała, że wciąż jest uczennicą. Tylko w trochę bardziej miziastym opakowaniu. Przykucnął więc, opierając umięśnione przedramiona na ławce tuż przed łapkami żbika i z bliska przyjrzał się jego pyszczkowi. Gdyby zrobił to samo ze swoją własną kotką, bez zastanowienia zderzyłaby się nosem z jego czołem w geście mówiącym o przywiązaniu.
- W piątek będę miał trochę luźniejszy dzień w Ministerstwie, mogę powiadomić kogo trzeba i zaprowadzić cię pod same drzwi komisji. Co ty na to? – spytał, uśmiechając się kątem ust. Pokazywanie mu mięciutkiego kociaka, którego nie mógł pogłaskać było zbrodnią, którą miał zamiar przemilczeć z godnością. A potem wyściskać i wypieścić Alfę za wszystkie czasy, żeby sobie odbić.
Zobacz profil autora
Jolene Dunbar
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 12 Lip 2015, 20:53

Mawia się, że ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła. Na ironię właśnie dzieci i młode osoby pokroju Joe kipiały z ciekawości świata, chłonęły go garściami i łykały wygłodzone wszystek, co warte było zapamiętania. Joe osiągnęła sukces, udało się jej i cieszyła się niezmiernie, że Alex jej uwierzył, dzięki czemu łatwiej przyszło jej przejść do udowodnienia swych niecodziennych umiejętności. Pragnęła z całego serca akceptacji, a wyczuwszy od aurora niedowierzanie, a następnie odrobinkę podziwu, zapragnęła zarzucić mu ręce na szyję i wyściskać z radości. Szczęście, iż koty nie przytulają i nie miażdżą żeber inaczej Alex zostałby niewątpliwie jedną z wielu ofiar miłości panienki Dunbar.
Joe nie tylko nie gryzła, nie tylko była jakimś tam animagiem, a była również otwarta, wesoła i nie uciekła, gdy Alex powoli podszedł do ławki. Jeśli chciał obejrzeć z bliska animaga, Puchonka nie zamierzała mu tego utrudniać. Zjednał ją sobie z dziecinną łatwością i przekonał do siebie. Tylko tego potrzebowała.
Srebrne puszyste kocie poruszyło wąsami, gdy wielki Alex zniżył się i przeszył ją zielonymi oczyma. Nie widziała go jeszcze z tak bliska aczkolwiek wyczuwała z daleka narzucony na siebie dystans. Opierał się jej futerku. Jo była świadoma swego mięciutkiego futerka. Alex sprawiłby jej przyjemność, gdyby na chwilę zapomniał, że rozmawia z uczennicą. Do diaska, ma przed sobą kota i nie chce go pogłaskać. Facetów nie da się zrozumieć.
Dziewczyna, a raczej kocię uniosło zad i przeszło przed buzią pana Halla, uderzając puchatym ogonem po nosie i policzkach. Jej zachowanie wyraźnie wskazywało na urazę. Przespacerowała się po ławce i miauknęła w odpowiedzi. Szare oczęta Jo nagle rozbłysły z radości i Alex został obdarowany opcją: mruczenie zasłużone. Ciepłe, małe ciałko kotka zaczęło drżeć od mruczenia i nęciło, kusiło, aby je pogłaskać. Machnęła szczupłą łapką (na szczęście bez pazurów) trącając skórzany rzemyk owinięty na nadgarstku mężczyzny. Stwierdziła, że zanim Alex zdecyduje się co do pogłaskania bardzo puchatego kota minie cała wieczność. Zeskoczyła ponad ramieniem aurora i wylądowała zgrabnie, z kocią gracją i lekkością na czterech łapach.
Mrugnięcie okiem i puff. Puchonka stała na dwóch nogach z zarumienionymi polikami i błyszczącymi oczętami.
- Naprawdę, naprawdę poszedłby pan ze mną do ministerstwa? - zapytała z nadzieją, składając przy tym dłonie jak do modlitwy. Nic nie robiła sobie z rozczochranych włosów i bosych stóp.
- Zrobi pan to dla mnie? Naprawdę? - jeśli pięć minut temu nie wpatrywała się weń z uwielbieniem, tak teraz powstrzymywała się przed wyściskaniem go jak tubki czekolady.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 12 Lip 2015, 22:56

Ciężki żywot nauczyciela, któremu rozumek nie pozwala pogłaskać puchatej uczennicy. Jak to tak mieć przed oczami mięciutkie kocisko i odmawiać sobie wyciągnięcia ręki? Alex zawsze był kociarzem, w cichości męskiego, przepełnionego testosteronem serca wielbiąc te stworzenia z oddaniem godnym fanatycznego wyznawcy. Trzymanie w tej sytuacji rąk przy sobie sprawiało mu niemal fizyczny ból, a już na pewno wygięło usta w podkówkę, gdy Joe trzepnęła go ogonem po twarzy. Miał za swoje. Odetchnął bezgłośnie, gotów zaraz ściągać rzemyk z nadgarstka, by panna Dunbar mogła się nim pobawić, gdy dziewczę jak gdyby nigdy nic... No cóż. Stało się znowu dziewczęciem. Bosym i nieco roztrzepanym, ale jednak.
Auror podniósł się z powrotem do pionu, otrzepując z kolan nieistniejący kurz.
- Jasne – odparł, dalej odpuszczając formalny, nauczycielski sposób wyrażania się. W obliczu tak niepohamowanej radości, ciężko było mówić jakby połknęło się kij. - Dla ciebie to ważna sprawa, a mi nie zajmie więcej niż kwadrans, kiedy będziemy na miejscu. Nie widzę dlaczego miałbym tego nie zrobić.
Skrzyżował ręce na klatce piersiowej, przekrzywiając nieco głowę. Czemu wszyscy uczniowie nie mogli być tak łatwi w obsłudze jak panienka Dunbar? Może wtedy miałby o nich nieco lepsze zdanie.
- Dostaniesz sowę z godziną i miejscem zbiórki, powiadomię też twoją opiekunkę, że zabieram cię ze szkoły – wyliczył, przygryzając lekko wnętrze policzka i zastanawiając się, czy o czymś jeszcze musi w tym momencie mówić. Nic nie nasunęło się na myśl, więc dodał po chwili z nieco chochliczym uśmiechem – A póki co wsuwaj buty i leć na lekcje. Chyba, że masz ochotę na poranne powitanie z profesor Smoczycą.


[z/t x2]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   

 

Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6

 Similar topics

-
» Klasa eliksirów
» Składniki eliksirów
» Księga eliksirów
» Opuszczona klasa
» "Wybuchowe" korki z eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-