IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 26 Kwi 2015, 15:08

Lekcja trwała w najlepsze, a sala wypełniła się aromatami i oparami. Kobieta musiała delikatnymi ruchami odganiać od siebie ów mgieł, aby czasem nie zacząć kichać od nadmiaru zapachów. Co chwila zaglądała do kolejnych kociołków, nie szczędząc swoich opinii. Dobrych i złych. Odwróciła się, słysząc zainteresowany głos Vincenta. Uśmiechnęła się lekko, jakby z politowaniem, że przecież uczniowie mogą tego nie wiedzieć. Ściszyła głos, aby wiedza dotarła tylko do nielicznych.
-Pióra turkawki należy sparzyć wrzącą wodą, przekroić po środku i poszatkować wzdłuż tych włosków. Nigdy przeciwnie. Dodajemy je na samym końcu, tuż przed włosem wybranka -podpowiedziała, pokazując na piórze dokładnie jak powinno wyglądać krojenie.
***
Początkowo Jasmine była zbyt rozkojarzona, a sama Alecto wyglądała na zbyt pochłoniętą swoimi myślami, by jakoś się przyłączyć do wspólnego warzenia. Jas pierwszy raz od dawna nie zależało na wygranej, lecz nie chciała też się poddać. Nie miała zbyt wielkiego szacunku do napojów miłosnych, ale zadanie należało wykonać. Jeśli tego wymagano na lekcji. Dziewczyna dokładnie mieszała napój, odpowiednio przygotowując pióra turkawki jak dosłyszała od swojej opiekunki, a potem odmierzając mleko rusałki. Pilnowanie czasu i porcji było nader ważne.

*****
1. Aristos i Remus =3+
2. Murpy i Eric = 2 +
3. Evan i Lloyd = 3 +
4. Porunn i Vincent = 3 +
5. Jasmine i Alecto = 1 +
6. Amycus i Rosalie = 5 +

kolejny post 28.04 ok 23
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 26 Kwi 2015, 15:08

The member 'Chantal Lacroix' has done the following action : Dices roll

'6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 26 Kwi 2015, 18:01

Zauważyła chłodny błysk w jego oku, odpowiedziała na niego uniesieniem brwi, kolejnym uśmieszkiem; wyzwanie jaśniejące na wygiętych ustach było aż nadto wyraźne. Jak gdyby nigdy nic porzuciła wreszcie obserwowanie chłopaka, wracając na swoje miejsce, gdzie Remus skrupulatnie i z precyzją odmierzał właśnie dodatkową kroplę mleka. Eliksir bulgotał przyjemnie, płomień wspinał się po ściance kociołka zostawiając na pociemniałej od użytkowania powierzchni ciemny ślad. Zmniejszyła ogień, opadając na krzesło i założyła nogę na nogę, nachylając się nieznacznie w stronę Lupina. Zapach fiołków i winogron bez problemu przebił się przez aromat eliksiru, nie był jednak natrętny czy zbyt silny; subtelnie oplatał zmysły Gryfona, przyciągał jego uwagę do bławatkowych oczu i malinowych warg, już nie tak drwiących i niechętnych. Pogodzona z losem i koniecznością zniżania się do koegzystowania podczas tego zadania z jednym ze współdomowników, zdecydowała się spojrzeć na ciemnowłosego prefekta nieco łaskawszym okiem, zwłaszcza, że ten nigdy niczym jej nie uchybił. Remus Lupin stanowił pewnego rodzaju zagadkę, chociaż Aristos od dawna podejrzewała, że za brązowymi tęczówkami, spokojnym usposobieniem i odznaczającym się sporym stoicyzmem chłopakiem skrywało się coś, co mogłoby nie przypaść do gustu opinii publicznej.
Nie kryła się za tym wiedza poparta dowodami, a jedynie przeświadczenie, podszept instynktu, który rzadko kiedy mylił ją w takich wypadkach – ludzie tacy jak siedzący obok niej Gryfon zwykle skrywali przed światem najwięcej. Niezależnie więc od tego co ukrywał małomówny, niewątpliwie zdolny i dość wycofany prefekt Gryffindoru, coś było na rzeczy, a przy pomyślniejszych wiatrach i odrobinie polotu odkrywanie jego tajemnic mogło stanowić porywającą rozrywkę na nudne, jesienne wieczory, gdy wbrew własnej woli i tak zmuszona będzie do tkwienia w wieży Gryffindoru.
- Pióra trzeba sparzyć, przekroić przez środek i poszatkować, o, wzdłuż tych włosków – odparła powoli, po chwili namysłu, odrywając spojrzenie od twarzy Lupina – Dodajemy je na sam koniec, tuż przed włosem wybranka, obawiam się jednak, że o ile nie jesteś zakochany w którejś z pannic przebywających w tym pomieszczeniu, nie mamy obiektu do eksperymentów – rzuciła jeszcze, pozwalając sobie na krótki uśmiech.
Zerknęła przez ramię, odnajdując wzrokiem Amycusa i Rosalie; tych dwoje współpracowało ze sobą najprawdopodobniej całkiem nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że kolor ich wywaru był nieco lepszy od tego, co prezentowała w tym momencie zawartość kociołka gryfońskiego duetu. Bławatkowe tęczówki odnalazły oczy Carrowa, a kiedy kontakt został nawiązany i podtrzymany, Aristos obdarzyła chłopaka uśmiechem, z którego nutkę powiązania jakie zaistniało między nimi podczas wakacji i listownej rozmowy mógł wyczytać jedynie on. Dopiero po dłuższej chwili odwróciła spojrzenie, wracając do bulgoczącego kociołka i Lupina, wygrzebującego z pudełeczka odpowiedniej jakości piórka.
Zobacz profil autora
Remus Lupin
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 26 Kwi 2015, 20:54

Czując fiołki oraz winogrona, mimowolnie zmarszczył lekko brwi. Nie żeby przeszkadzała mu swoista… bliskość, chyba można to tak określić, dziewczyny. Przyjemny zapach, który delikatnie działał na zmysły Remusa. Od dawien dawna, mianowicie od szafranowych czasów nie miał okazji poczuć, czy też może, zwrócić uwagi na to, jak ładnie mogą pachnieć istoty płci pięknej. W jego otoczeniu, pełnym męskich mężczyzn ich wybujałego ego oraz wątpliwej higieny nie było czasu na sentymenty. Oraz skraplanie się przednią wodą kolońską, przynajmniej w skromnej ocenie Lunatyka, który być może po prostu wcześniej nie zwrócił uwagi. I choć w stosunku do Aristos czuł jedynie sympatię, mimowolnie musiał uśmiechnąć się pod nosem. Spojrzał przelotnie w bławatkowe tęczówki, już nie tak bezlitośnie mordercze. Zauważył też, że malinowe usta nie wykrzywiają się w pogardliwych grymasach na co i jego wzrok złagodniał.
- Dobrze, mogę to zrobić -  zaoferował swą skromną pomoc życzliwym tonem, czując jak wyrwany z głębokiego zamyślenia odzyskuje pogodę ducha. Nawet paskudna pogoda, zimne lochy oraz pobalowe nastroje depresyjne co poniektórych uczniów nie były w stanie jej złamać, w końcu - wtedy ludzie potrzebują jej najwięcej. Przekonał się o tym, gdy sam miał ciężko - bo co by zrobił gdyby każdą pełnią miał przeżywać sam, bez pomocy i wsparcia przyjaciół? Odrywając spojrzenie od twarzy gryfoniastej, rozejrzał się przelotnie po klasie. Nawet tu w parze było łatwiej, po prostu.
Nikt nie jest samotną wyspą i tyle.
- No tak się szczęśliwa składa, że nie. Szczęśliwie dla nich, a zresztą - która zwróci na mnie uwagę przy Jamesie - odparł szczerząc zęby w uśmiechu, nie kryjąc w wypowiedzi żadnych żalów czy też innych dwuznaczności. Od zawsze, na zawsze - po prostu tak było, co zresztą Luńkowi bardzo odpowiadało. Bo jego dotychczasowe doświadczenia boleśnie ukazały, jak bardzo nie nadaje się do związku. Wszystkie te myśli przemknęły mu przez głowę podczas gdy Remus mocował się z pudełkiem, wybierając jak najlepiej prezentujące się piórka. Gdy w końcu oddzielić te najlepsze, bo i najlepszy miał być ich wywar, przetarł oczy zbierając myśli - To ja może pójdę po tę wodę na sparzenie skrzydełek a Ty znajdziesz jakiś zdatny do mikstury włos - dodał po chwili, z rozbrajającym uśmiechem na twarzy i wstał z ławki. Chociaż czekało ich aż trzydzieści minut ślęczenia nad gotującą się miksturą wolał zawczasu przygotować resztę składników. Nie szło im fantastycznie co uczciwie należało przyznać, ale nie było też fatalnie, więc może… uda im się zarobić jakieś nagordy dla Czerwonych? Byłoby wspaniale, zważywszy na to jak nisko ostatnio upadli, przez Ślizgonami. Prawie trzydzieści punktów różnicy, za co to?
Przechodząc przez klasę, rzucił okiem na poszczególne mikstury, leniwie bulgoczące nad paleniskami. Widząc przykład idealnej, podręcznikowej barwy na ławce Carrowa i Rosalie, zmarszczył lekko brwi. Szło ich chyba najlepiej, ale to końca lekcji jeszcze całe pół godziny - a nóż coś zepsują?
Z dostępnych w klasie kociołków, tych szkolnych, wybrał stosunkowo mały. Napełnił go do połowy wodą po czym przytaszczył do ławki. Rozpalił różdżką przygotowane palenisko i postanowił na nim cynowe naczynie.
- Masz już włos? - zagaił Aristos, opierając rękę na podbródku. Głowę obrócił w kierunku zegara, tykającego gdzieś ponad głowami uczniów, kontrolując upływający czas.
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 27 Kwi 2015, 21:22

Murph jak zwykle poddała w wątpliwość jego wiedzę i umiejętności. Eric słysząc jak dziewczyna bez większego zapału skomentowała jego nowy przydomek, wzruszył tylko ramionami i odparł:
-Nie moja wina, że jestem tak wszechstronnie uzdolniony…poza tym…hmm…Książę to raczej wyraz skromności z mojej strony, normalnie powinienem nazwać się Królem czy jakimś innym Szogunem -.
Ruda zapewne miała trochę racji, bo prawdopodobnie dość często sprawiał wrażenie zbyt pewnego swoich umiejętności, jednak zachowywał się tak ponieważ lubił obdarowywać wszystkich wokół optymizmem. A optymizm, w chłodnej Sali, gdzie byli otoczeni przez obślizgłych ślizgonów, wydawał się raczej niezbędny.
Po wykonaniu pierwszym kroków umieszczonych w instrukcji przyszła pora na skorzystanie z porady Aurora Halla, która właściwie była niezbędna do przyrządzenia specyfiku, bowiem jakimś przedziwnym zbiegiem okoliczności w podręczniku nie znalazła się nawet najmniejsza wzmianka o skrzydłach turkawki. Słuchając odpowiedzi stażysty, Gryfon nie bardzo zrozumiał o czym właściwie ten mówił.  Jego uwaga była aktualnie w pełni skupiona na Murph, która w całkiem niezgrabny sposób się od niego odsunęła. Przez chwilę chłopak zaczął się zastanawiać czy nie chodzi przypadkiem o jego zapach, jednak zdał sobie sprawę, że wczoraj wieczorem wyszorował się dokładnie w kąpieli, a dziś rano założył świeżo uprany mundurek szkolny. Nie, to nie mogła być wina jego zapachu, poza tym Ruda wyglądała bardziej na wystraszoną niż zniesmaczoną. Chłopak był już niemal pewien, że chodziło o któregoś ze ślizgonów i już miał zabrać głos w tej sprawie, gdy zapach włosów dziewczyny uderzył go w nozdrza, niczym tłuczek w twarz na jednym z treningów. Orchidea.
Gryfon bezceremonialnie otworzył szerzej oczy ze zdziwienia. Mieszając jedną ręką warzony przez nich eliksir, jednocześnie nie odrywał wzroku od jej rudych kłaków. Nie wiedzieć czemu, poczuł pulsujący ból w nodze, skrzywił się mocno i z przestraszonym wzrokiem ponownie zaczął wpatrywać się w Murph. Co to niby miało znaczyć? Zacisnął nieco mocniej palce na przedmiocie którym mieszał eliksir i przygryzł nieco wargę. Jak to możliwe, że Amortencja wydzielała zapach związany z rudzielcem? Przecież byli wprawdzie najlepszymi, ale wciąż tylko przyjaciółmi. Nie mógł poczuć jej zapachu w oparach eliksiru miłosnego. Może chodziło o to, że kocha ją jak kogoś bliskiego i zawsze czuje się świetnie w jej towarzystwie? Tak, to na pewno musiało mieć z tym jakiś związek. Smoczyca coś tam przecież mówiła o kojącym zapachu i czuciu się błogo i no o całej reszcie. Ale z drugiej strony powiedziała również o tym,  że każdy czuje to co najbardziej go pociąga.  Zatem jak w końcu miał to interpretować? Kochał Murph -  był to fakt, nie znał bliższej mu osoby, ale nigdy nie przyznał się przed sobą, że mogłaby działać na niego tak jak niektóre krukonki. Chociaż obiektywnie mogłaby, no bo przecież była ładną dziewczyną, miała śliczne piegi i oczy i taką uroczą burzę włosów rozwianą na wszystkie strony i w ogóle podobała się chłopakom. Poza tym podczas balu, gdy miał ją w swoich objęciach i niemal czuł ciepły oddech na swoich ustach, czuł się wspaniale i niemal nie potrafił znieść myśli o tym, że kiedykolwiek miałby ją wypuścić. Przemknęły mu wtedy przez głowę myśli o których nigdy jej nie powiedział, ale wtedy tłumaczył to sobie strachem przed jej utratą, ale w obecnej sytuacji…
Im dłużej Gryfon o tym rozmyślał, tym bardziej dokuczliwie robiło się dziwne uczucie uścisku w żołądku. Musiał się opamiętać i zabrać za skrzydła turkawki, dlatego  potrząsnął gwałtownie głową jakby chcąc odgonić niechciane obrazy i skupił się na zadaniu. Sparzył pióra i przekroił je po środku mniej więcej tak jak zaprezentował to Hall. W tym czasie Murph - w którą znów zaczął się wpatrywać - wlała mleko rusałki i zapytała nieco wystraszonym głosem o efekt ich pracy.
-Jasnoróżowy to może i nie jest, ale poczekaj, za pół godziny dodam te skrzydełka i będzie cudnie – powiedział obserwując różowy płyn w kociołku i po upływie ustalonego czasu wrzucił przedostatni składnik. Teraz eliksir wyglądał znacznie lepiej, aczkolwiek brakowało jeszcze jednej rzeczy.
-Pora na włos ukochanego – uśmiechnął się głupkowato do dziewczyny w nadziei, że nie potrafiła czytać w myślach.
[przepraszam za delikatne przekroczenie limitu pani psor]
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 27 Kwi 2015, 22:30

Odpowiedź Chantal sprawiła, że Vincent bezgłośnie odetchnął z ulgą. Czyli jednak udało się i nie pominęli piór w początkowej fazie przygotowywania eliksiru, a wręcz w samą porę udał się po radę do ciotki. Nie należało się zbytnio cieszyć, gdyż było to szczęście głupiego, jak to niektórzy nazywali. Następnym razem musi takie detale wyłapywać od razu, na samym początku, bo nawet jemu los nie zawsze sprzyja.
Skinął głową z uśmiechem, dziękując profesor za uzyskaną wskazówkę, by zaraz przenieść spojrzenie na Rosalie, która postanowiła najwyraźniej jakoś zacząć znajomość wiszącą w powietrzu od jakiegoś czasu - a na pewno od początku lekcji. Korzystając z chwili, jaką poświęcił na wypowiedzenie krótkiego "witaj", odruchowo przesunął uważnym spojrzeniem po twarzy Ślizgonki, starając się dokładnie zapamiętać jej rysy, wyraz, kolor oczu i włosów. Na moment wzrok ześlizgnął się na szyję, idąc śladem tętnicy, jednak zaraz wrócił do niebieskich tęczówek Panny Rabe.
- Całkiem nieźle. Przyzwoicie, bym rzekł. Jak widać jeszcze jesteśmy w jednym kawałku, żadnych ofiar śmiertelnych. Na razie. - ostatnie dwa słowa dodał z uśmiechem, choć w oczach pojawił się refleks światła, iskra pobrzmiewająca również w głosie, ostrzegająca przed intencjami rozmówcy. - A jak u was? Patrząc na Amycusa nieidealnie, ale może to tylko wrażenie. Przepraszam cię, trzeba w końcu uporać się z tym narkotykiem. Mam nadzieję na częstsze rozmowy, Rosalie.
Skinął głową z wyrazem sympatii na twarzy, po czym wrócił do Porunn i ich eliksiru. Razem poczekali, aż upłynie czas gotowania się eliksiru, wolną chwilę pożytkując na cięciu piór. Jak to było? Sparzyć wrzącą wodą, przekroić po środku i poszatkować wzdłuż włosków. Nigdy przeciwnie. Dodać na samym końcu, tuż przed włosem wybranka. Fimmel przygotowała wrzątek, on zajął się sparzaniem, przekrajaniem i szatkowaniem w jeden, konkretny sposób. Robił to spokojnie, bez pośpiechu, byleby zdążyć zanim upłynie pół godziny od dodania mleka rusałki. Pozwolił sobie na tę chwilę luksusu, wręcz przyjemności, gdyż wykonywanie nacięć z precyzją kojarzyło mu się z wykonywaniem sekcji czy zabawami chirurgicznymi z matką, których pewnie żaden reżyser horrorów nie chciałby uwieczniać na filmie. W końcu nadeszła chwila, w której pióra turkawki były gotowe, a czas swobodnego gotowania upłynął. Vincent dodał przedostatni składnik, mając nadzieję, że gęsta chmura trujących oparów nagle nie buchnie pod sam sufit. Byłoby to co najmniej niefortunne. Następnie skreślił składnik z listy "zakupów" i zerknął ostatni raz do sposobu przygotowania mikstury.
- Pozostał jeszcze włos wybranka lub wybranki, ale nie jestem pewien czy tę część również mamy wykonywać. Nie ogłosili chomika doświadczalnego, a raczej nie zdaliby się na nasze osobiste intencje. - powiedział do partnerki, choć równie dobrze mógł mówić do siebie. Westchnął obserwując zmiany zachodzące w kociołku i licząc na brak ogłuszającego huku, zwiastującego ziejącą wyrwę w suficie sali. Wiedział, że jest destrukcyjną siłą, ale mimo wszystko preferował kontrolowanie tego niszczycielskiego talentu.
Zobacz profil autora
Murphy Hathaway
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon 27 Kwi 2015, 23:46

Barwa eliksiru, nie obchodziła jej teraz prawie wcale - nie gdy Henley stał tu tak i patrzył na nią takim dziwnym wzrokiem. Znał ją, znał od tyłu długich lat i tak samo szybko jak ona zdała sobie sprawę z tego, że skrywana nieśmiałość zostanie przejrzana na wylot, tak samo szybko on odczytał to co tak usilnie chciała ukryć. Nieco zażenowana śmiałym spojrzeniem, odgarnęła rude kłaki za ucho i usilnie próbowała się skupić na czymś innym. Zażenowana swoim nieposkromionym pierwiastkiem kobiecym, który teraz chciał jej odebrać to, co dotąd uważała za pewne, stałe, spokojne. Przyjaciela, jej najdroższego przyjaciela. A to wszystkie przez jakieś cholerne hormony, po co one komu?
Rozejrzała się nerwowo po klasie, szukając wzrokiem czegokolwiek byleby nie patrzeć na przenikliwie spojrzenie Erica. Nie rejestrowała niczego z tego, co miała przed oczyma - wyraźnego tryumfu Rose, tuż przed piegowatym nosem Murph. Zawierania nowych śllizgońskich sojuszy, tego jak radził sobie Lupin w roli towarzyszka Księżniczki, pogardy do wszystkiego co nie jest tak wspaniałe jak ona sama, eksponowanej przez Smoczycę. Choć na co dzień byłoby inaczej, teraz miała to po prostu wszystko w głębokim poważaniu, zastanawiając się czy w sumie kiedykolwiek Eric się całował? To możliwie, mówił jej coś takiego? Na pewno musiała ten moment przeoczyć albo teraz nie umiała sobie przypomnieć, w każdym razie - wszystkie dziwnie wizje, które ją teraz nawiedzały odpędzała od siebie długim kijem. Nie z nim, nie z nim, z nim jej nie wolno, na nim jej zależało, jak na nikomu. Nie mogła pozwolić na to, by zniknął jej z życia a tak stałoby się na pewno, zważywszy na jej głupotę, lekkomyślność oraz zamiłowanie do kokieterii. Już teraz ledwo to znosił, choć tak rzadko się to tego przyznawał Murph to była o tym święcie przekonana - mogła sobie tylko wyobrażać o ile bardziej lubiłby Petera, gdyby nie ona. Był poniekąd zaborczy, choć na pewno nie tak bardzo jak ona, co mogło im obojgu tylko i wyłącznie utrudnić życie.
Bo czy nie byli za bardzo do siebie podobni?
Obserwując jego baczne spojrzenie, uśmiechnęła się niemrawo - niepewnie, bo tak mówiąc między nami już kompletnie nie wiedziała jaki był kolejny krok przepisu i co to w ogóle są te skrzydła. Nie obchodziła jej również barwa eliksiru, oraz wszystko co z nim związane - równie dobrze mógłby teraz wyskoczyć z kociołka i przyjąwszy formę brazylijskiej tancerki zatańczyć sambę. Liczyło się tylko co, to chciwie starała się spić z zielonych tęczówek - czyli to, co właściwie czuje jej przyjaciel.
- Na pewno będzie cudnie… mistrzu - odpowiedziała i choć mogło to zabrzmieć wielce dwuznacznie nie miała na myśli nic złego! To był żart, ten mistrz to był żart co przecież wyraźnie podkreśliła, poprzez odpowiednie zaakcentowanie. Bo podkreśliła, prawda?
Kolejne pół godziny spędziła patrząc z beznadziejną na tykający zegar, zastanawiając się jak musi teraz wyglądać w jego oczach i czy wiele się zmieniła i czy ich relację wrócą do normy i dlaczego takie rzeczy muszą jej się nieustannie dziać? Westchnęła cichutko, myślami wracając na chwilę do Cu. Ciekawe jak on się trzyma.
Z podobnych zamyśleń wyrwał ją ciepły głos Erica, co sprawiło, że poczuła się jeszcze głupiej. Poczuła jak krew atakuje pyzate policzki, już po raz kolejny tego dnia - a przed chwilą było już ani śladu po szkarłatnych rumieńcach - i wyprostowała się nieznacznie na krześle. Nie bardzo wiedziała co zrobić i dlaczego Henley kazał jej wybierać „ukochanego”, dlatego w przypływie nierozumianych uczuć, zrobiła coś bardzo głupiego.
Przerzedziła ręką rude włosy i wybierając jeden z tych, co dokonał już żywota skierowała go nad kociołek. Spojrzała na niego pytająco, jakby z wyzwaniem i nie czekając na odpowiedź, dodała ostatni składnik.
Zadanie trzeba wykonać.
- Zniszczymy to zaraz po zajęciach - oznajmiła.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Wto 28 Kwi 2015, 17:17

Ściągnęła brwi na uwagę o ofiarach śmiertelnych wypowiedzianą z jasną dwuznacznością, biorąc pod uwagę niebezpieczny błysk iskrzący się w jaśniejszych od jej własnych, niebieskich tęczówkach. Na umalowane odcieniem słabej czerwieni usta panny Rabe wkradł się finezyjny uśmiech, produkt wynikający bardziej z respektu czy podświadomej próby nawiązania porozumienia niż sympatii. Chłopak był dziwny, co do tego nie miała żadnych wątpliwości, nie do końca potrafiła odgadnąć co kryje się pod tą powłoką względnie miłej osoby, posiadającej bardzo charakterystyczne iskry w oczach dla szaleńca. Rose znała je tak dobrze, jak babcie w moherowych beretach znają litanię do serca jezusowego.
-Nieidealnie, ale nie najgorzej. Nikomu krzywdy przy naszej ławce nie wyrządzono – puściła mu oczko, przytakując na ostatnie słowa Vincenta skinieniem głowy – ja również, panie Pride. Do usłyszenia – wykrzywiając raz jeszcze wargi w jego stronę przerwała kontakt wzrokowy, odwracając się w kierunku stanowiska swojego i Carrowa, rozmawiającego akurat ze spotkanym ostatnio na balu Lloydem. Westchnęła - chociaż nikogo to nie zdziwi bo wzdycha częściej niż ktokolwiek - bez zbędnego rozrzucania spojrzeniem po kociołkach innych par odmaszerowała do ławki, zajęła miejsce na starym, drewnianym krześle i dopiero wtedy posłała Avery’emu drobne wzrokowe czułostki.
-Jak zawsze, Lloyd.
Szybko ogarnęła wzrokiem stanowisko, sięgając po ów pióra turkawki i zaczęła przygotowywać je za radą Chantal z olbrzymią starannością. Zignorowała Amycusa, widocznie zbyt pochłoniętego własnymi myślami by wlać, tak jak go prosiła, mleko rusałki do warzącego się wywaru. Wkropiła siedem kropli zgodnie z instrukcją i odstawiła pióra na bok, które miały być dodane dopiero po upływie dłużących się trzydziestu minut.  
-Potrzebujemy jeszcze jednej rzeczy – wzruszyła ramionami i wyrwała z głowy pojedynczy włos koloru blond, ułożyła go przy przedostatnim składniku i złożyła ręce na blacie, w milczeniu oczekując przeminięcia wymaganych minut. W końcu i tak od razu po ocenie eliksir wyląduje w ściekach, ewentualnie na ubraniu migdalącej się właśnie na drugim końcu sali Murphy Hathaway.
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Wto 28 Kwi 2015, 18:33

Wszedł do paszczy smoka - dosłownie. I wiedział, że to przeżyje, bo jak zabić kogoś, kto już dawno nie żyje? W ogóle, czy Irytek kiedykolwiek żył? Nie zagłębiajmy się w to, a w powody, dla których postanowił odwiedzić Chantal. Stęsknił się za Smoczycą i czerwienią jej włosów. Lubił, gdy się złościła. Wyżywała się wtedy na uczniach i w ogóle... a właśnie teraz prowadziła zajęcia z Gryfonami i Ślizgonami, czyli połączenie idealne. 
Iryś wpadł z hukiem przez podłogę. Konkretniej przeleciał przez ciała bliźniąt Carrow wyrzucając coś z rąk. 
- SMOCZYCA KOCHAM CIĘ - wydarł się i zacmokał otwierając szeroko ramiona i lecąc wprost na nauczycielkę. W ostatniej chwili wykręcił porywając do góry wszystkie pergaminy w klasie. Owe rzucone cosie to były czarne kamyki. Pospadały po kolei na głowy zebranych uczniów (do kociołków też!) i wybuchły wszystkie równocześnie tworząc w klasie kłębiska gęstego, czarnego dymu śmierdzącego Filchem. Nie było nic widać ani nic czuć poza cebulowo-koperkowym aromatem znanego wszystkim woźnego. Iryś zwiał z klasy zanim Smoczyca zdążyła go dopaść. Ta to umiała dać popalić i Iryś składał jej wizytę okazjonalnie. Dalej trzymał jej tiarę, którą ukradł na początku roku szkolnego. Jak on kochał Chantal Lacroix! Legenda Hogwartu. 

[tralalala la z tematu zwiał-bo-widzi-minę-Jas
kusiło mnie od tygodnia,  ten temat ciągle na mnie patrzył, sorry :D]
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sro 29 Kwi 2015, 16:12

Poczekała aż profesor Lacroix wyjaśni co trzeba zrobić z ostatnim składnikiem, o którym w przepisie nie było mowy. A więc tak, jak myślała od początku. Książki kłamały i nie można było im wierzyć w stu procentach. Na szczęście była w parze z osobą bardzo spostrzegawczą, więc to mogło ją trochę podnieść na duchu. Jeśli mieli możliwość skorzystania z jednorazowej pomocy ze strony nauczyciela, to dlaczego by nie teraz? No właśnie.
Przez chwilę obserwowała jak Rosalie wymienia z Vincentem parę słów. Dziewczyna była interesująca i Porunn była nieco zdziwiona z faktu, że jeszcze nie rozmawiały ze sobą. Wzruszyła jednak ramionami, zamykając podręcznik. Gdy Pride wrócił na miejsce, podsunęła mu narzędzia do szatkowania, a sama znów zerknęła do kociołka, sprawdzając, czy coś się złego działo, czy może wszystko tak, jak powinno. Palcami stukała o blat stolika w rytm ulubionej piosenki, którą niedawno usłyszała. Kątem oka zerknęła na czynności, które wykonywał Ślizgon i pokiwała głową, nachylając się zaraz później przy nim.
- Precyzja przede wszystkim. Zaskakujesz mnie coraz bardziej, Pride – powiedziała, spoglądając na niego z ukosa. Posłała lekki uśmiech, myślami wracając do tego, z jaką fantazją obchodził się z bahankami. To były dobre wspomnienia, przyjemne i zapadające głęboko w pamięć. Wiedziała też, że nigdy nie chciałaby zostać osobą, którą Vincent miałby się bawić. Na dzień dzisiejszy jednak nie było nawet po co o tym myśleć. On potrzebował ją, ona jego. I może ich relacja nie było czysto romantyczna, to funkcjonowała o wiele lepiej niż wiele innych zakochanych par, które traciły zdrowy rozsądek.
Gdy minęła odpowiednia ilość czasu wsypali przedostatni składnik i wymieszali. Obserwowała każdą najmniejszą zmianę, mając nadzieję, że nic nagle na nich nie wybuchnie, czy też się nie wyleje. Odetchnęła, otwierając podręcznik na recepturze, aby przypomnieć sobie kluczowy składnik, do zakończenia procesu ważenia eliksiru. Położyła palec na dolnej wardze, zastanawiając się przez chwilę nad czymś. Włos wybranka? Może i nie był to chyba najważniejszy składnik dzisiejszego dnia, to ona miała przecież cały pukiel włosów do dyspozycji. Uśmiechnęła się lekko do Vincenta, po czym chwyciła za jego włos i wyrwała, zaraz się szczerząc, niczym Joker, dostający to, czego najbardziej chciał.
- Bolało? Przepraszam, to miała być pieszczota – powiedziała, składając chłopakowi krótki pocałunek w policzek, po czym wrzuciła ostatni składnik do przygotowanej mikstury. Zerknęła kątem oka na swojego wybranka, robiąc niewinną minę. Przecież nie zrobiła nic złego. Wymieszała zawartość kociołka z dumą, jakby była znakomitym i znanym mistrzem eliksirów. Przesunęła palcem po brodzie i przeciągnęła się. Zdecydowanie zbyt długo tutaj siedziała.
Gdy do sali wpadł Irytek, Porunn pierwsze co zrobiła, to chwyciła Vincenta za dłoń i pociągnęła pod stół, chowając się wraz z nim. Co jak co, ale nie miała zamiaru dostać po twarzy wrzątkiem. Słyszała huki, wrzaski i wywracanie się dosłownie wszystkiego. Czy to znaczy, że lekcja już się skończyła? Zacisnęła dłoń na kolanie Vincenta, natomiast drugą przyłożyła do ust, starając się nie roześmiać na cały głos i tym samym zdradzić ich pozycję.
Zobacz profil autora
Lloyd Avery
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sro 29 Kwi 2015, 22:22

- Trzymasz rękę na pulsie, co? Szkoda. Chyba wolałbym, żeby coś wybuchło. Przynajmniej mielibyśmy trochę rozrywki na tej pozbawionej polotu lekcji – mruknął, krzywiąc się lekko i posłusznie podając towarzyszowi fiolkę z mlekiem – Pióra trzeba naciąć, w jakiś bardzo fikuśny sposób, ale dodajemy je dopiero przed tym cholernym włosem – dodał jeszcze, unosząc lekko brwi i wpychając kolejny skrawek pergaminu pod palnik na którym stał kociołek, niezainteresowany dalszą częścią instrukcji warzenia, zwrócił głowę w inną stronę.
Zostawiając wszystko w rękach Rosiera toczył błędnym wzrokiem po pomieszczeniu, czując jak senność, która towarzyszyła mu na początku zajęć, powoli zaczyna wkradać się znów w łaski rozleniwionego organizmu. By nieco powstrzymać ową destrukcyjną, nakłaniającą do złożenia głowy na blacie i przyśnięcia moc, niemrawo wydobył z pudełeczka piórka turkawek i sięgnąwszy po sztylet począł z pewnego rodzaju złośliwą satysfakcją nacinać delikatny składnik, starając się zrobić to dokładnie tak, jak życzyła sobie tego Chantal.
Dopiero głos Rosiera, docierający do jego uszu niczym przez mgłę, skłonił chłopaka do wyprostowania się i zerknięcia na kapitana nieco przytomniejszym wzrokiem.
- Hm? Proponujesz mi jakąś zajmującą zabawę, Rosier? Zamieniam się w słuch. Wszystko lepsze od skrzydełek, włosów i tego bulgoczącego świństwa – mruknął cierpko, unosząc lekko brwi i odkładając sztylet. Eliksir gotował się w swoim tempie, symfonia odgłosów wydawanych przez noże siekające składniki, wagi grzechoczące cichutko ciężarkami i przyciszone rozmowy otaczała ich swoistym kokonem, w którym nawet to, co widać było gołym okiem, zdawało się zanikać we wszechobecnym rozgardiaszu. Wbrew pozorom lekcje bywały wcale wygodnym środowiskiem do najciemniejszych nawet sprawek, pod warunkiem, że spiskujący wiedzieli w jaki sposób komunikować się między sobą bez zwracania nadmiernej uwagi na ową konwersację.
Nim jednak Avery zdążył dowiedzieć się co też takiego interesującego ma mu do przekazania Rosier, w klasie zapanowało nagłe poruszenie. Irytek, pojawiwszy się w pomieszczeniu z właściwym dla siebie wdziękiem, rabanem i hukiem zafundował wszystkim obecnym, na chybił trafił, ulewę w postaci małych, czarnych kamyczków. I być może nie byłoby to tak irytujące, jak w istocie mogłoby się wydawać, gdyby nie fakt, że z jakiegoś ciężkiego do wytłumaczenia powodu kamienie wchodząc w interakcję z eliksirami na różnym stadium zaawansowania, spowodowały efektowną falę wybuchów. Żeby tego było mało, same kamyki również okazały się dość wybuchowym towarem – kłęby dymu gęstego jak jasna cholera wypełniły ciasną przestrzeń lochu, a zapach, powalając swoim aromatem, docierał nawet do ostatnich rzędów.
Avery zarechotał rozbawiony, obserwując popłoch jaki zapanował w przednich rzędach, a później wyszczerzył zęby w kierunku Rosiera.
- Myślisz, że dałoby się to podpalić? – spytał w najniewinniejszy sposób, na jaki było go stać, trzymając różdżkę w gotowości.
Tak na zaś.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pią 01 Maj 2015, 00:33

***
Z racji tego, że nie wszyscy mają statystyki uzupełnione to dodaje każdej parze wartość ze statystyk jednej osoby z pary, która jest najwyższa. Lub tej osoby z pary, która ma uzupełnione statystyki.

1. Aristos i Remus =3+4+2 =9 + 5 (statystyki Ari) = 14
2. Murpy i Eric = 2 + 4 +5 = 11 + 5 (statystyki Erica) = 16
3. Evan i Lloyd = 3 + 2 +6 = 11 +4 (statystyki Evana/Avery'ego) = 15
4. Porunn i Vincent = 3+4+4 = 11 +4(statystyki Vincenta) = 15
5. Jasmine i Alecto = 1 + 5 +6 = 12 + 7 (statystyki Alecto/Jasmine) = 19
6. Amycus i Rosalie = 5 + 2 + 4 = 11 +4 (statystyki Amycusa) = 15

Ranking:
1 miejsce - Jasmine i Alecto
2 miejsce - Murpy i Eric
3 miejsce - Amycus i Rosalie, Porunn i Vincent, Evan i Lloyd
4 miejsce - Ari i Remus

***

Eliksiry były już na ukończeniu. Chantal przyjrzała się wszystkim eliksirom bardzo dokładnie, nim odkryła, który z nich był zdecydowanie najlepszy. Mimo słabego początku najlepsza była mikstura panny Vane i Carrow. Chantal uśmiechnęła się do nich promiennie.
-Doskonale, dziewczęta! Zdecydowanie pierwsze miejsce i dwadzieścia punktów dla Slytherinu. -przyjrzała się innym kociołkom. Mimo lekkiej niechęci do domu Lwa, musiała przyznać drugie miejsce parze Gryfonów. Słowo się rzekło.
-Panna Hathaway i pan Henley, zaskakująco dobry eliksir. Dziesięć punktów. -przyznała. Chantal miała niezłą zagwózdkę, widząc resztę napojów. Były na tym samym poziomie. Oprócz mikstury Aristos i Lupina. Jednak była to rożnica tak niewielka, że nie zamierzała uwłaczać swojej siostrzenicy.
-Na trzecie miejsce zarówno zasługują panowie Rosier i Avery, państwo Carrow i Rabe, państwo Lacroix i Lupin, a także państwo Pride i Fimmel. Każda para otrzymuje po pięć punktów dla swojego domu. Muszę przyznać, że jestem z was bardzo dumna. -przyznała z uznaniem. Lecz jakikolwiek aplauz uczniów zagłuszyło wparowanie Irytka. Twarz Mistrzyni pobladła, a jej włosy zalśniły ciemną czerwienią. Ledwie co kobieta uchyliła się przed poltergeistem.
-Padnij! -rozkazała, sama chowając się za biurkiem. Pal licho, że mikstury były gorące i mogły kogoś oparzyć. Mogły co gorsza, zadziałać... Po tym nagłym nalocie kobieta wstała i rozejrzała się pilnie po uczniach.
-Czy ktoś został ochlapany? To ważne, eliksir jest tak silny, że może dawać objawy już przy kontakcie ze skórą!


Ostatnio zmieniony przez Chantal Lacroix dnia Pią 01 Maj 2015, 00:59, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pią 01 Maj 2015, 00:33

The member 'Chantal Lacroix' has done the following action : Dices roll

'6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob 02 Maj 2015, 17:32

Nawet nie spostrzegł przegapienia godziny, patrząc zamyślonym wzrokiem stanowczo zbyt daleko niż to było fizyczne możliwe, błądząc między słowami sfery duchowej. Umysł zaprzątnięty miał zupełnie czymś innym niż odpowiednią kolejnością pilnowania warzenia wywaru, leniwie mieszając go tak długo, aż zniecierpliwione spojrzenie Rose zatrzymało rękę. Mógłby przysiądź, że dojrzał w jej oczach błysk irytacji, pojawiający się w zaledwie ulotnym ułamku sekundy.
Bez najmniejszego słowa komentarza, spoglądał jak dziewczyna sięga ręką do włosów i bez wahania poświęca swoją osobę na domniemany obiekt westchnień jakiegoś nieszczęśnika (bądź kilku, jeśli eliksir wejdzie w niepowołane ręce). Przez chwilę rozmyślał skrzętne zapisanie poszczególnych składników, jednak wzrok odnalazł pióro, które zapisywało leniwie wskazówki nauczycielki tak długo, jak miała ich parze coś istotnego do przekazania.
- Panno Lacroix, chciałbym porozmawiać o czymś po lekcji. Znajdzie pani dla mnie chwilę? – Bez krępacji spojrzał w nieuchwytne spojrzenie surowej mistrzyni eliksirów, licząc na pewne względy związane z ich współpracą podczas zajęć na obozie. Bez krzty wahania w spojrzeniu odczekał na odpowiedź, sprawiając wrażenie całkowitego zapomnienia o warzonym właśnie eliksirze.
Do rzeczywistości powrócił dopiero przy drugim krzyku Irytka, nieznośnego duszka, który potrafił pokrzyżować plany najbardziej zatwardziałym osobom. Amycus zazwyczaj unikał go, jednak w chwili, kiedy spotkanie było nieuniknione, stosował technikę całkowitej ignorancji powiązanej bezpośrednio z obrzydliwą puentą, kończącą się znudzeniem poltergeista. Jak zdążył zauważyć na początku roku szkolnego, tegoroczną kandydatką na ulubienicę została sama Chantal Lacroix.
Zgodnie z poleceniem nauczycielki pochylił głowę, czując jak jeden z wybuchających kamieni wylądował na jego głowie. Nie spieszył się, aby go z siebie ściągnąć. I to był jego błąd, ponieważ w momencie kiedy jego głowa odczuła uderzenie charakterystyczne dla drobnego wybuchu, kociołek z przygotowanym wywarem również niebezpiecznie zabulgotał.
Carrow zerknął tylko na Rosaline kątem oka, sprawdzając czy zdążyła schować się pod ławką, samemu czyniąc to samo ze zwolnionym refleksem. Zakrztusił się, jak kilka innych osób odurzonych zapachem wszechobecnego woźnego i zanim się podniósł, poczuł gorącą ciecz skapującą spokojnie z brzegu ławki tuż na jego prawy bark.
- Chyba jest jedna ofiara.. – wymamrotał beznamiętnie i podniósł się, nie sprawdzając nawet czy Irytek zdążył już w odpowiedni sposób odlecieć do kolejnej sali. Nieśpiesznie strzepał niewidzialne pyłki z rękawa przemoczonego świeżo uwarzonym eliksirem, czekając cierpliwie na werdykt nauczycielki. To, że zajęli ostatnie miejsce w rankingu całej klasy wcale go nie zdziwiło. Nie oczekiwał niczego więcej niż zwyczajnego „wywar o przeciętnej sile”. Kątem oka zaobserwował Alecto, upewniając się czy nie ucierpiała aby czasem.
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie 03 Maj 2015, 00:02

Gdy Murph bez porozumienia z nim, wrzuciła własny włos do kociołka z eliksirem, Gryfon uniósł brwi i podrapał się nerwowo po głowie.
-Eee…No to rozwiązuje nasz dylemat – stwierdził Eric kiwnąwszy nieznacznie głową, nie bardzo wiedział co w obecnej sytuacji powinien powiedzieć, jak skomentować działanie przyjaciółki.
-Jasne…yyy…dopilnuję tego…yyy…nie chcę żebyś omotała nim jakiegoś Gryf…yyy…tzn. jakiegoś biednego chłopca niekoniecznie z Gryffindoru… - zaczął nieskładnie próbując zakpić z Rudej której policzki były teraz tak szkarłatne, że bez trudu mogłaby się wtopić w  sztandar Gryffindoru. Nie spodziewał się, że zacznie się kiedykolwiek jąkać w jej obecności, wszystko wyszło zupełnie nie tak jak planował. To miał być żart, a wyszło…właściwie nie do końca wiadomo co wyszło, wiadomo jednak, że nie było to zbyt elokwentne. A później zapadła niezręczna cisza, cisza z którą Eric w duchu próbował walczyć, ale za każdym razem gdy przychodziło mu cokolwiek do głowy, niemal natychmiast gryzł się w język, odnosząc bzdurne wrażenie, że jakiekolwiek słowa mogłyby jedynie pogorszyć sytuację. Cały czas zastanawiał się jedynie o czym myśli Murph. Czyżby zauważyła jego dziwne zako…zachowanie? Dlaczego się nie odzywała? Dlaczego siedziała utrzymując między nimi nienaturalny dystans?
Gryfon począł analizować wszystko co do tej pory uczynił, próbując rozgryźć co mogło sprawić, że dziewczyna traktowała go w ten sposób. Jednakże jako iż nie był najlepszy w analizowaniu czegokolwiek, nie udało mu się rozgryźć Rudej. Miał jednak nadzieję, że pod żadnym pozorem nie była w stanie domyślić się co aktualnie czuł. Chociaż to pewnie byłoby dość trudne, ponieważ sam do końca tego nie rozumiał. Targały nim teraz przeróżne emocje, pośród których prym wiodło zakłopotanie. Z zamyślenia wyrwała go jednak Smoczyca sprawdzającą zawartość kociołków o których - po dodaniu ostatniego składnika – niemal zupełnie zapomniał.
Na Erica i Muprh szczęście okazało się, że spisali się całkiem dobrze, bijąc na głowę Rosie i znaczną część Ślizgonów.
-No i sama widzisz…Książe, gdybym tytułował się Królem zajęlibyśmy pierwsze miejsce...no ale nie żebym przypisywał sobie wszelkie zasługi – powiedział półgębkiem do przyjaciółki, w nadziei, że tym komentarzem przełamie niezręczną ciszę – Rosie musi być bardzo niepocieszona, że duet Gryfońskich robaków niedorastających jej do pięt, okazał się być nieco lepszy – dodał próbując ją rozbawić.
Jeśli tak ma to wyglądać, to chrzanić zakochanie – przemknęło mu przez myśl patrząc na siedzącą w ciszy towarzyszkę  – To tylko głupi eliksir, co z tego, że wydzielał zapach Murph? Nie mam zamiaru tracić uśmiechu przyjaciółki z takiego powodu.
Wzruszył ramionami i już miał zapytać co zrobić z zawartością kociołka, gdy nagle do Sali wpadł nie kto inny, a Irytunio we własnej osobie. W jednej chwili Eric przypomniał sobie wszystkie krzywdy jakie ostatnio wyrządził wrednym wyjcem w dormitoriach zarówno chłopaków jak i dziewcząt. Już miał poczęstować go jakąś soczystą wiązanką, ale przypomniał sobie, że po pierwsze jest przecież w klasie i dopiero co zdobył punkty dla domu, które równie szybko mógł stracić znając Smoczycę, a po drugie towarzyszyły mu damy, wypadało więc ugryźć się w język i czuwać nad bezpieczeństwem własnym i bliskich. Nie miał zamiaru po raz kolejny czyścić mundurka i zbierać – uwalanych w rozlanym atramencie - notatek z podłogi. Okazało się jednak, że pergaminy przyjdzie mu jednak łapać, co wyszło mu zresztą dość zręcznie – w końcu treningi Quiddticha nie szły w las. Rozpływając się nad własnymi umiejętnościami, nie zdążył jednak zrobić uniku przed Irytkiem wcielającym w życie główny punkt programu. Gryfon niemal cały ociekał uwarzonym przed chwilą eliksirem, który na domiar złego był wciąż ciepły.
- Zatłukę Cię Ty… - wrzasnął  za znikającym poltergeistem, ale urwał spoglądając z głupowatym wyrazem Twarzy w stronę Smoczycy – Przepraszam Pani psor- rzekł drapiąc się nerwowo po głowie - Co…eee…no to Chyba Ja trochę ucierpiałem – dodał odpowiadając na pytanie nauczycielki i z przerażeniem zdał sobie sprawę, że lada chwila zapała gorącym uczuciem do przyjaciółki i (dla odmiany) zacznie się zachowywać jak kretyn, jednak nic takiego się nie stało. Nie poczuł właściwie żadnej różnicy  – Ale chyba na mnie nie podziałało – stwierdził nieco zaskoczony i wzruszył ramionami.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   

 

Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Klasa eliksirów
» Składniki eliksirów
» Księga eliksirów
» Opuszczona klasa
» "Wybuchowe" korki z eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-