IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pią Kwi 17, 2015 10:44 pm

Mała zmiana:

Czas trwania: 10-14 dni
Limit odpisu: 48 godzin
Limit słów: max 600 słów

ZabawoLekcjo, trwaj.

***

Czasami osoby układające plan lekcji wydawały się żyć poza realiami dzisiejszego świata. Nie mieli pojęcia, kto z kim drze koty, czy między jedną lekcją, a druga nie ma przypadkiem czterech godzin przerwy czy wręcz na odwrót - zdążyć z szklarni z zajęć zielarstwa na wróżbiarstwo w jednej z wież w ciągu dziesięciu minut graniczyło z cudem.
Chantal Lacroix przeglądając plan zajęć zastanawiała się, kto był tak odważny by przydzielić jej na podwójnej lekcji eliksirów zarówno Ślizgonów jak i Gryfonów z najwyższych roczników. Żeby tego było mało, jej stażystą był Hall. Chantal cicho, ale znacząco faworyzowała Ślizgonów, a Alex na pewno był dumny z przeszłości w barwach Domu Lwa. Temat również był przedni.
Eliksiry Miłosne.
Przeżytek dawnych lat, kiedy to zdesperowane wieśniaczki chciały w sobie rozkochać hrabiów czy przedstawicieli arystokracji, nie mogąc wzbudzić w nich prawdziwego uczucia. Osiągały swój cel, lecz to za miłość, która raczej przypominała obsesję i zwierzęce pożądanie? Nie mniej, mnogość przepisów na ów mikstury jest ogromna i chodzą słuchy, że do dzisiaj są wykorzystywane. Chyba prędzej do żartów niż realizacji marzeń. Nie było zmiłuj, eliksiry miłosne należały do tematów obowiązujących na egzaminach. Chantal poleciła Alexowi, by przygotował parę eliksirów, które chciała przedstawić na lekcji. Później uczniowie spróbują zrobić jeden z nich. Spróbują - mimo wszytko te paskudne mikstury były dość trudne w wykonaniu. Długie loki panny Lacroix przybrały dzisiaj hebanowy odcień brązu. Komponowały się niezwykle dobrze z turkusową szatą, która oblekała jej ciało. Kobieta zebrała potrzebne pergaminy ze sobą i wyszła z gabinetu, kierując się do sali. Miała właśnie otworzyć drzwi do niej, gdy te same się rozwarły. Nauczycielka weszła do środka, zauważając tylko Halla.
-Witam. Eliksiry przygotowane? -zapytała, od razu przechodząc do rzeczy. Rzuciła pergaminy na biurko, a sama zajęła się sprawdzaniem koloru, zapachu i konsystencji mikstur. Były bez zarzutu. W ostatnim kociołku, nad którym unosiły się spiralne opary zatrzymała się na dłużej. Do jej nozdrzy doszedł zapach męskich perfum z cedru, lawendy, szałwii i kolendry. Tylko jeden mężczyzna ich używał. To nie było wszystko. Chantal wyczuła również zapach powietrza po burzy, świeżej kawy i... croissantów pieczonych przez jej mamę, gdy ta była mała. Doprawdy mała. Odrobinka melancholii zakradła się do jej serca. Wyprostowała się dzielnie i skinęła głową do Halla.
-Dobra robota. Jestem mile zaskoczona. Tym oraz faktem, że zostałeś zastępcą Jareda. Winszuję awansu. -przysiadła na skraju ławki, czekając na uczniów. Coś czuła, że lekcja będzie odbiegać od normalności.

Kolejny post (Chantal lub Alexa) w niedzielę 19.04 ok 23:00
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pią Kwi 17, 2015 10:59 pm

Czekolada była najlepszym (legalnym) sposobem na poprawienie sobie humoru w ten jakże wesoły i zapowiadający się całkiem uroczo listopadowy dzień. Nic nie działało lepiej od trzech tabliczek karmelowej zjedzonych pod rząd, na oczywiście pusty żołądek z samego rana, więc Rose czuła się po prostu znakomicie. Ten niewielki optymistyczny dodatek w postaci bolącego kręgosłupa tylko polepszał boski nastrój Ślizgonki, marzącej jedynie o pozwolenie na zostanie w łóżku i ciche, samotne umieranie w towarzystwie pustego opakowania po cytrynowych dropsach.
Za to jednak przeczesała tylko włosy, próbując doprowadzić je do względnego porządku, poprawiła szatę i wciskając sobie do ust ostatni kawałek niezjedzonej czekolady opuściła ślizgońskie dormitorium. W imię zasady, że spóźniać się nie powinno wyszła kilka minut wcześniej, coby przez jakiś niefortunny przypadek nie wpaść z opóźnieniem do sali i nie zwrócić na siebie niepotrzebnej uwagi. Nie chciała rozzłościć Smoczycy, zresztą – tym razem założeniem było przemęczyć zajęcia w miarę spokojny i grzeczny sposób. Od Jesiennego Balu miała serdecznie dość kłótni i niepotrzebnych konfrontacji z niechcianymi osobami takimi jak Murphy czy Eric, którzy zapewne również pojawią się na eliksirach. Sama ich obecność sprawiała, że Rose miała ochotę zwymiotować wszystko, co zjadła, a biorąc pod uwagę ilości skonsumowanej czekolady za dobrze by się to nie skończyło. O ile w ogóle coś takiego może skończyć się dobrze.
Przemierzyła korytarze dzielące ją od klasy szybkim krokiem, nie rozglądając się bez potrzeby dookoła i wkroczyła do chłodnego pomieszczenia, zastając w nim tylko stażystę eliksirów, Halla, no i oczywiście nauczycielkę eliksirów oraz opiekunkę Domu Węża - Chantal.
-Dzień dobry, profesor Lacroix – uśmiechnęła się lekko w stronę ciemnowłosej kobiety, by zaraz posłać obojętne spojrzenie Panu Stażyście. Ile lat mógł być starszy od niej, dziesięć? Na pewno nie miała w zamiarze się z nim witać.
Zajęła jedno ze stanowisk przy kociołku, rzuciła torbę z podręcznikami pod stół i leniwie wsparła głowę na dłoni. Żałowała, że nie ma jeszcze reszty Ślizgonów, miała nadzieję, że wkrótce się zjawią. Przebywanie w jednej klasie z dwoma nauczycielami bądź co bądź nie było zbyt komfortowe.
Tylko co tak pięknie pachnie?
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 29/04/2014
Liczba postów : 598
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob Kwi 18, 2015 12:17 pm

Przymiotem każdego dobrego aktora - każdego, który chciał się liczyć w tej branży - który chciał coś znaczyć i odnieść sukces, była przede wszystkim absolutna, pełna kontrola nad własną twarzą. Kiedy coś szło nie tak, gdy wydawało się, że każde przedsięwzięcie, jakie bierzemy w dłonie rozpada się na kawałki, twarz aktora musiała pozostawać niewzruszona. Nieco drwiąca. Odrobinę obojętna.
Stała jak obraz.
Aristos poprawiła niesforny pukiel włosów opadający jej na oczy i wzdychając ciężko ruszyła w dół schodów prowadzących do lochu, w którym mieściły się klasy eliksirów, powstrzymując tym samym odruch mówiący jej, że powinna wrócić do dormitorium, spakować się i wynieść z cholernego zamku. Wspomnienie wizyty w domu żywo krążyło jej po głowie, rozpraszało najmniej nawet wartościowe skupiska myśli, nie pozwalało na sen, jedzenie czy chwilę spokoju. Na to pierwsze nie miała zwyczajnie czasu, pogrążona w księgach, zakopana w materiałach, których przeglądanie możliwe było jedynie późnym wieczorem, gdy oddechy współlokatorek wyrównywały się, wpadały w jednostajny rytm, wyciszały. Drugie wykluczała fala żółci podchodząca do przełyku za każdym razem, gdy znajdowała się w pobliżu Wielkiej Sali wypełnionej tłumem uczniów, zastępem aurorów i potrawami o zapachu tak intensywnym i zniechęcającym, że nie raz i nie dwa zdarzyło jej się w ciągu ostatniego tygodnia zatykać usta dłonią, oddalając się pospiesznie.
Myśląc natomiast o spokoju, to czy doprawdy w tych czasach ktokolwiek miał na niego szansę?
Twarz aktora musiała pozostać niewzruszona – Gryfonka przestąpiła próg klasy, wstrzymując lekko oddech by zapach eliksirów przepełniający powietrze, kamienie i drewno nie otumanił zmysłów już na początku, nie rozproszył jej zbytnio. Pomieszczenie było praktycznie puste, nie licząc może Rosalie, do której dziewczyna uśmiechnęła się przelotnie.
Bławatkowe spojrzenie przesunęło się po klasie, dotarło do przystojnej twarzy Halla, wykrzywiło wargi dziewczyny w pogardliwym uśmiechu i powędrowało dalej, nie zaszczycając stażysty nawet sekundą uwagi, choćby krótkim skinieniem głowy. Dopiero widok Chantal zainteresował Aristos na tyle, by zdecydowała się zostawić torbę na jednej z ławek w tylnym rzędzie, podchodząc do stanowiska nauczycielki.
- Dzień dobry, ciociu – uśmiech, który wykwitł na jej ustach miał wiele więcej wspólnego z radością, niż jakikolwiek, do którego zmusiła się w ciągu ostatnich kilku dni. Chantal zawsze była jej ulubienicą, ostoją, dobrą radą i przyjaciółką, a teraz – jedyną osobą z rodziny, do której gotowa była zwrócić się po pomoc w sytuacji bez wyjścia. Lecz jeszcze nie dziś, nie w tej chwili.
- Mogę..? – spytała, choć pytanie to było jedynie uprzejmością, tendencyjną zresztą. Pocałowała kobietę w policzek i prześlizgnęła się obok niej, zaglądając do kociołków. Część eliksirów była jej znana, część zupełnie zagadkowa, ostatni zaś…
Intensywny, lepki zapach tytoniu przylgnął do jej skóry nim się spostrzegła; mocna, kręcąca w nosie nuta cedru zabarwionego piżmem, poganiana aromatem pergaminu i rozkwitających w letnie wieczory maciejek, których płatki tak doskonale potrafiła przywołać z pamięci sprawiła, że dziewczyna odsunęła się gwałtownie, a bławatkowe spojrzenie pociemniało wyraźnie nad rozchylonymi w ciężkich wdechach ustami.
Potrząsnęła głową, zmywając z siebie wspomnienie dotyku i posłała Chantal rozbawione spojrzenie, usiłując zamaskować nim falę gorąca wspinającą się po ciele.
- Amortencja. Mam nadzieję, że nie planujesz otruć tym żadnego biedaka – rzuciła jeszcze, nim spokojnym krokiem wróciła do ławki, zajmując miejsce.
Zobacz profil autora
Remus Lupin
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/02/2014
Liczba postów : 117
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob Kwi 18, 2015 3:27 pm

Remi zaklnął pod nosem, patrząc na zegarek.
Tak, no cóż, niestety czasem i najlepszym się zdarza. Są chwilę, są sytuacje, są lekcje (a nie przebierając w słowach - są nauczyciele) których każdy normalny uczeń nienawidzi. Co w sumie jest obowiązkowe, bo co to za uczeń, który nie darzy nienawiścią jakiejś części ze swojego planu dnia? Dla jednych jest to śmiertelnie (tak, to był żarty słowny profesorze!) nudna historia magii, dla innych runy (ja tu widzę jakieś krzaczki…) a dla niego - eliksiry.
I nie chodzi o to, jakoby nie lubił krojenia żab, zapachu skórek boomslanga, mieszania mysich ogonów posrebrzaną łyżką o 365 i pół stopnia w lewo… nie, skądże! W jakimś innym świecie Remus byłby w tym mistrzem, w końcu cierpliwości mu nie brak - patrz niańczenie Łapy i Rogacza. Takie eliksiry to sumie całkiem urocze zajęcie, można powiedzieć - niewinne. Pozornie niewinne. A to przecież wielka zaleta, ukryty potencjał - czy nie?
Tylko... ta smoczyca go niezwykle odpychała.
Zdążył się już przyzwyczaić, oj zdążył - do bycia pogardzanym, poniżanym, etetera. Do Lacroix też zdążył się przyzwyczaić i chociaż niezwykle odpychała go jej skromna osoba zmuszony był uczęszczać na eliksiry nawet w ostatniej klasie. A nóż uda mu się zostać tym aurorem? Słabe szanse, ale o Orderze Merlina Pierwszej Klasy może sobie chociaż pomarzyć…
- Dzień dobry, pani profesor - odparł niechętnie, wchodząc do klasy. Trącony przeczuciem, że lepiej się przywitać. Tam na lekcje czekały już Rose i Aristos. Dziewczętom pokiwał na powitanie, minimalnie siląc się na uprzejmość w stosunku do ślizgoniastej, starając się zachować jakiekolwiek reszty codziennej pogody ducha, po czym usiadł w wolnej ławce. Karma, gdyby karma istniała - to byłaby wspaniała rzecz! Być może całe to silenie się na bycie zwyczajnie uprzejmym człowiekiem w jakikolwiek sposób by mu się opłaciło.
A ten trzeci, to…? Luniek zlustrował wzrokiem nieznaną twarz, mężczyzny nieco starszego od przeciętnego uczniaka.
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob Kwi 18, 2015 5:03 pm

Eliksiry może nie były konikiem Vincenta, ale skłamałby mówiąc, że nie sprawiały mu przyjemności. Czasem coś poeksperymentował w Durmstrangu i w przeciwieństwie do zaklęć nie zrażały go porażki. Nie udało się, trudno, a oparzenia czy inne efekty uboczne można było z łatwością złagodzić. Jako iż w Hogwarcie szczęście mu póki co wyjątkowo sprzyjało nauczycielką tego przedmiotu był nie kto inny jak jego droga ciotka. Z tego co pamiętał Chantal miała dosyć pozytywne stosunki z jego ojcem, choć oczywiście do miłości po grób by tego nie przyrównał. Już widział kobietę w akcji na zajęciach z kamuflażu podczas obozu letniego i musiał przyznać, że jej temperament pasował do tej rodziny, choć bardziej interesowała go jej metamorfomagia. Koligacje rodzinne otwierały wiele drzwi, więc może i tutaj uda mu się z tego skorzystać.
Wszedł do klasy razem z Porunn, już na wejściu skinąwszy głową ciotce.
- Witam, pani profesor. - powiedział z lekkim uśmiechem, mijając czarownicę. Rodzina, nie rodzina, przede wszystkim podczas zajęć była to profesor Lacroix. Uprzejmości zostawi na bardziej prywatne spotkania.
Przeniósł spojrzenie na Alexa, którego już zdążył poznać na Patronusie, i do którego miał raczej neutralne podejście. Nie zaimponował mu jakoś szczególnie, nie zalazł za skórę, cóż więcej można rzec. Jemu również skinął głową z krótkim "witam" do pary, by następnie skierować się w stronę kociołków, w których na pierwszy rzut oka znajdowały się zupełnie różne od siebie mikstury. Nie umknęła jego uwadze obecność Aristos, z którą nie miał okazji nawiązać żadnego kontaktu od czasu obozu. Nie żeby sam się do tego palił, miał po prostu inne zajęcia w planie, szczególnie, że Gryfonka zalazła mu za skórę podczas drugiego etapu. Jeśli Lustro zawierało ziarno prawdy to miała nowego chłoptasia do pary, widocznie Irlandczyk nie zdał egzaminu. No cóż, plotki plotkami, ale trzeba było jakoś to rozegrać. Wyniosłe ignorowanie drugiej osoby nie należało do ulubionych praktyk Vincenta, więc i tym razem nie sięgnął po tę dzieciną broń.
- Dzień dobry i tobie, kuzynko. - powiedział z urokliwym uśmiechem i błyskiem w oczach. - Dziwnie widzieć cię bez towarzystwa.
Następnie wyminął ją, by razem z Porunn zająć stanowisko dwa kociołki dalej. Przywitał się ze Ślizgonką, której nie zdążył jeszcze poznać, natomiast Gryfonów tylko zaszczycił spojrzeniem. Żadnej pogardy w nim nie można było znaleźć, w końcu Pride nie miał powodów do dzielenia ślizgońskiej niechęci względem domu lwa. Wszyscy byli uczniami, w każdym z nich płynęła krew, a w niej pulsowała magia. Kolor krawata naprawdę nie robił mu różnicy.
Przyjrzał się zawartości kociołków, zaintrygowany zapachami, których nie sposób było zignorować. Przez chwilę się wahał, jednakże w końcu pokusił się o zidentyfikowanie specyfiku jako amortencja - tylko w swoich myślach, bo głowy nie dałby sobie odciąć za ten strzał. Jeśli miał rację to lekcja zapowiadała się co najmniej ciekawie. Ciekawe kto jeszcze się pojawi - może Jasmine? Miał nadzieję tylko, że Porunn nie będzie piorunować jej spojrzeniem przez cały czas trwania zajęć, szczególnie nie po tym jak zakończyło się ich ostatnie spotkanie. Śmierć Vane przez rozszarpanie byłaby co najmniej przykre.
Zobacz profil autora
Eric Henley
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/02/2015
Liczba postów : 346
Skąd : Leicester, Anglia

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob Kwi 18, 2015 8:37 pm

Eric szedł żwawym krokiem poprzez korytarz w chłodnych głębinach lochów. Gryfon niemal promieniał radością, czuł przedziwną euforię która rzadko kiedy towarzyszyła mu gdy na horyzoncie pojawiało się widmo lekcji z Lacroix(zwłaszcza gdy dzielili zajęcia z obślizgłymi ślizgonami) i  której to aktualnie nie potrafił w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć. Mimo, że pogoda niezbyt dopisywała i każdy zwyczajny człowiek był raczej powściągliwy w swoich zapędach do jakiejkolwiek aktywności, to młodego chłopaka po prostu rozpierała energia. Wymijając niemal tanecznym krokiem flegmatycznie poruszających się uczniów na korytarzu, stanął wreszcie przed drewnianymi drzwiami do starszej niż stara sala eliksirów – co było w jakimś sensie niemałym wyczynem, gdyż dopiero jakieś 20 minut temu dowiedział się, że Smoczyca zmieniła miejsce lekcji i to tylko dzięki temu, że przypadkiem podsłuchał rozmowę jakiejś nieznanej mu z imienia starszej Gryfonki . Wprawdzie nic wielkiego się nie stało(może oprócz niedojedzonej kanapki w ręku), bo najwyraźniej zdążył przed rozpoczęciem, to  Henley postawiłby garść galeonów na to, że każdy Ślizgon otrzymał stosowną informację, ze sporym wyprzedzeniem zresztą. Chociaż całkiem prawdopodobny jest również scenariusz w którym Eric najzwyczajniej w świecie zignorował wszystkie informacje nie mające nic wspólnego z Quidditchem. Odseparowanie się od świata nauki i nudnych lekcji nie było niczym nadzwyczajnym jeśli wziąć pod uwagę to iż nie dość, że nareszcie awansował na ścigającego z prawdziwego zdarzenia, że nareszcie był w pierwszym składzie, to na domiar tego,  Potter przyjął na pozycję pałkarza jego najlepszą przyjaciółkę  Murph, która swe talenty do bicia ludzi po głowach uskuteczniała z dzierżonym w dłoni, ciężkim woluminem do Numerologii. Najczęściej ofiarą był oczywiście Henley, ale teraz wszystko miało ulec zmianie. W jakimś stopniu Gryfon niemal współczuł graczom drużyny przeciwnej.  Pomyślawszy o  ranach jakich prawdopodobnie doznają po rozegraniu meczu z ognistą w składzie, poczuł na ciele dreszcz przerażenia. A może to przez dojmujący chłód w pomieszczeniu? Eric wzruszył ramionami,  po czym zauważywszy, że na ręku pojawiła mu się gęsia skórka opuścił rękawy koszuli. Powinien był już dawno przyzwyczaić się do warunków w jakich odbywały się lekcje eliksirów, jednak za każdym razem  naiwnie zbiegał do lochów ubrany  jakby za oknem prażyło słońce a on zmierzał na piknik w cieniu drzewa.
Nie zwlekając już ani chwili dłużej, Eric wepchnął spory kawałek kanapki z szynką do ust  i otworzywszy drzwi przekroczył próg Sali w której ku jego niezadowoleniu roiło się od obślizgłych ślizgonów. Postąpił kilka kroków naprzód i przystanął, żeby przełknąwszy ledwie mieszczącą się w ustach kanapkę przywitać  Lacroix.
-Dzień  dobry– powiedział skinąwszy nieznacznie głową najpierw w kierunku Smoczycy a następnie do Halla, Aurora który pracował jako jej stażysta.
Zorientowawszy się, że jedynymi Gryfonami w klasie byli prefekci, Eric uśmiechnął się pod nosem. Wiedział, że eliksiry nie cieszyły się wielką popularnością wśród reprezentantów domu Lwa, ale żeby aż do tego stopnia?
Rzucił obojgu krótkie „Siemasz” i z szerokim uśmiechem na ustach, usiadł jak najdalej od Rosie.
Wybrał wolną ławkę, musiał przecież zająć miejsce dla ludzi którzy nie potrafią trzymać się rozkładu zajęć i przychodzą zawsze spóźnieni. A pomyśleć, że jeszcze niedawno Murph wypominała mu transmutację. Wyjmując z torby podręcznik, Eric poczuł delikatny zapach Wanilii, a później zielonej herbaty z wiśnią którą często zdarzało mu się popijać w domu. Zmarszczył nieco brwi i rozejrzał się ukradkiem  po klasie. Smoczyca parzyła herbatę? I to w dodatku jego ulubioną? Gdyby nie opakowanie porzeczkowych dropsów  które właśnie ukradkiem otwierał, zapewne zainteresowałby się tym jego zmysł przyszłego Aurora. A tak, zwyczajnie włożył niepostrzeżenie do ust cukierka i wyciągnął się na krześle.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Sob Kwi 18, 2015 9:33 pm

Porunn nie lubiła lekcji eliksirów. Szły jej fatalnie, a sumy ledwo zdała, co było dla niej niemałym zaskoczeniem. Postanowiła pójść na zajęcia tylko i wyłącznie ze względu na obu prowadzących. Opiekunka domu, profesor Lacroix była jednym z jej ulubionych nauczycieli mimo, iż jej temperament przerażał tych najodważniejszych. Alexa Halla natomiast była bardzo ciekawa. Polubiła go na lekcjach patronusa, a on wysłał jej kilka czekoladowych żab. To było miłe z jego strony i ona miała się zamiar odwdzięczyć chociażby obecnością na zajęciach, aby zaświecić swoją nikłą wiedzą.
Do klasy przyszła wraz z Vincentem. Szła obok niego, z rękami schowanymi do kieszeni czarnej, szkolnej szaty. Nie była zbyt pewna tego, co tak naprawdę robiła w tym miejscu, ale skoro już tutaj przyszła, to powinna wykazać się odrobiną wiedzy, której, no cóż, nie posiadała.
- Dzień dobry, pani profesor i panie Hall– powiedziała, zauważając, że dwoje prowadzących było już w środku i czekało na resztę uczniów. W samym pomieszczeniu było też już sporo uczniów, między innymi koleżanka z domu węża, Rosalie Rabe, z którą osobiście nie miała za wiele do czynienia. Skinęła jej jednak na powitanie głową, po czym przebiegła spojrzeniem po pozostałych zebranych. Nie patrzyła nawet gdzie idzie, po prostu śledząc każdy ruch Vincenta. Gdy zatrzymał się przy Aristos, Porunn nawet nie uraczyła jej chociażby krótkim spojrzeniem, kierując błękitne oczy na innych gryfonów w poszukiwaniu O’Connora. Nie było go, co skomentowała tylko cichym westchnięciem. Przez myśl przeszło jej nawet, że coś mu się stało, szczególnie, że przez tę harpię Lacroix nie był w dobrym nastroju, tak jej się wydawało. Ostatnie Lustro, które wspominało coś o Gryfonce i Wattsie, być może trafiło i do jej przyjaciela. Nie miała okazji z nim porozmawiać i ewentualnie pocieszyć, za co pluła sobie w twarz za każdym razem jak tylko o tym pomyślała. A potem zaraz jej negatywne myśli skierowały się z powrotem na Aristos, paradoksalnie poprawiając sobie tym samym humor.
W milczeniu minęła dziewczynę i ruszyła w kierunku, który znów obrał Vincent, w końcu docierając do wolnej ławki z kociołkiem. Usiadła i oparła łokcie o blat, robiąc znudzoną, nieco poirytowaną minę, która świadczyła o tym, że niespecjalnie chciała tutaj być. Zapach Vincenta zdawał się być niesamowicie intensywny, zbyt intensywny niż normalnie. Zmarszczyła brwi i zerknęła na swojego chłopaka z lekką konsternacją wymalowaną na twarzy.
- Coś ty się tak wyperfumował, jak na jakiś bal albo randkę? – mruknęła, po czym wypuściła z płuc powietrze, przenosząc spojrzenie na Chantal, która sprawdzała coś nie coś przy eliksirach. Nie miała zupełnie pojęcia o czym miała być dzisiejsza lekcja, gdyż niedawno wstała z łóżka i nie do końca ogarniała co się też działo. Ostatnio nie spała zbyt dobrze, więc gdy trzeba było rano wstawać, to było to bardzo cieżkie, czasami nawet wręcz niemożliwe. Czuła się jakby dźwigała worek pełen kamieni, schowany w głowie. Ziewnęła przeciągle, kładąc głowę na blacie ławki.
- Co ja tutaj robię do cholery? - prychnęła pod nosem.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Murphy Hathaway
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 17/02/2015
Liczba postów : 263
Skąd : Aberdeen, Szkocja

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie Kwi 19, 2015 9:52 am

Westchnęła przeciągle, odgarniając rude kłaki z twarzy.
Ciężki jest żywot Gryfona, oj ciężki. Od rana nie myślała o niczym innym niż jak o dzisiejszej lekcji, upojnych chwilach spędzonych w zatęchłych lochach, w doborowym towarzystwie nieskazitelnie nieskazitelnych, tych pięknych oraz mądrych - Ślizgonów. I może nie byłoby tak źle, gdyby nie osoba Smoczycy, aka Jeźdźcy Apokalipsy, aka pani profesor Lacroix. Opiekunki zielonych a zarazem najbardziej stronniczej oraz niesprawiedliwej nauczycielki w wielowiekowej historii szkoły -  ona była…wcieleniem Belzebuba na żałosnym, ziemskim padole, przynajmniej dla niektórych…  W sumie dla wszystkich oprócz swoich podopiecznych, jakie to typowe. Widząc to kółeczko wzajemnej adoracji, nie wiedziała czy się śmiać czy płakać.
Z takimi myślami pod niesforną czupryną przemierzała żwawym krokiem lodowato zimne lochy, przynajmniej w jej skromnych odczuciu, czując jak powoli ogarnia ją przygnębienie. Niezwiązane, o dziwo, z balowymi doświadczeniami z dementorami dementerami, których wspomnienie już tylko czasami dręczyło Murph. W końcu minęło już trochę czasu a ona poprzysięgła sobie… zmiany. Szerokopojęte zmiany. Kropla goryczy się przelała, świat się zmienia a ona nie pozostanie tak żałośnie bezsilna jak dotychczas. Skończyło się.
Wracając jednak do tematu -  Murph była ogarniało przygnębienie, bo tęskniła! Za słońcem, jego odżywczym ciepłem oraz blaskiem a zimne mury podziemi jedynie potęgowały uczucie chłodu - ile Murph by dała za przyjemną lekcje zielarstwa razem z Jagódką, czy też profesor Sprout! Nawet jeśli miały padać deszcz, nawet w asyście irytującego odgłosu kropel bębniących o szybę - byłoby o niebo przyjemniej niż tutaj. Cholerne eliksiry, cholerne lochy, cholerni Ślizgoni, pomyślała opatulając się szatą. No cóż, przynajmniej myśl jej małym, osobistym sukcesie dodawała jej otuchy - dostanie się do drużyny Gryfów, jak wspaniale. Nie mogła się doczekać sowy od Chrisa, ciekawe co o na to.
W końcu dotarła do tych przeklętych drzwi, nad którymi ktoś dawno powinien wyczarować napis „Porzućcie wszelką nadzieje, Wy którzy to wchodzicie” i z niemrawym uśmiechem na twarzy przestąpiła próg.
- Dzień dobry - skinęła głową w kierunku Belzebubowej, okazując jako tako szacunek, choć gdyby mogła nie szanowałaby jej wcale. Nie z powodu złego wychowania, uchowaj Merlinie (matka to chyba by ją zabiła, gdyby dowiedziała się jak mówi na nauczycielkę) było to raczej motywowane osobistym przekonaniem Murph, że nie warto silić się na szacunek ludzi, którzy nie szanują ciebie, nawet jeśli są starsi. Co pewnie kiedyś zaprowadzi ją do grobu, no ale cóż.
Nie zignorowała Halla, witając się również i z nim, uśmiechając się przy tym półgębkiem. Alex Hall chyba chodził do szkoły, wtedy kiedy jej brat, jego nazwisko obiło się jej o uszy. Poza tym obiegła szybkim spojrzeniem całą klasę - ignorując nieznanych jej bliżej Ślizgonów, skinęła na powitanie na powitanie Ari, za którą w gruncie rzeczy nie przepadła, oraz Luńkowi. Nie obdarowawszy Rose ani jednym pogardliwym spojrzeniem, skierowała swe kroki w stronę czekającego już na nią Erica.
Niech się ślizgoniasta goni, Murph była nadal wściekła za przedbalowe pogróżki.
- Cześć - przywitała się pogonie, kładąc torbę na ławkę. Wyjmując podręczniki, rzuciła pogodnie - Chyba się nie spóźniłam?
Wyjąwszy potrzebne przyrządy, narzędzia, podręczniki czy cokolwiek - odłożyła torbę na ziemie. Prostując się, ściągnęła brwi, lekko zdziwiona. Kto tu robił popcorn?
Zobacz profil autora
Lloyd Avery
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 27/07/2014
Liczba postów : 80
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie Kwi 19, 2015 4:34 pm

Szum po wydarzeniach rozgrywających się podczas balu przetoczył się huraganem po pokoju wspólnym Ślizgonów, zachęcając do ożywionych dyskusji na temat wojny, Voldemorta i snucia planów różnorakiego pokroju, często nie mających nic wspólnego z łagodną, traktującą o ‘wspólnej sile’ i ‘mocy przyjaźni’ propagandą, jaką dyrektor zwykł rozwlekać w swoich fascynująco nudnych przemówieniach. Avery z rozbawieniem przysłuchiwał się głupotom, plecionym przez ludzi absolutnie nie mających nic wspólnego z faktycznym działaniem. Przysłuchiwał się im i jednocześnie błądząc wzrokiem od skupionej, nachmurzonej twarzy Rosiera do oblicza Amycusa, jak zwykle poważnego, niemożliwego do odczytania, leniwie gładził palcami przedramię w miejscu, w którym już niedługo spodziewał się ujrzeć nagrodę, wyróżnienie, dowód na wierność i lojalność. Cierpliwie czekał na wezwanie, na rozkazy, toczył długie rozmowy z ojcem i dyskretnie wyciągał z niego informacje, których Avery senior wcale nie zamierzał chłopakowi skąpić – zasiane na złej ziemi ziarno wzrosło wszak dokładnie w taki sposób, jakiego mężczyzna oczekiwał. Lloyd Eric Avery II był idealnym kandydatem na przyszłego śmierciożercę.
Nieco mniej idealnym kandydatem był za to do tegorocznych egzaminów końcowych – zwłaszcza gdy lekcje odbywały się popołudniami, a on do rana włóczył się po zamku, zaglądając we wszystkie możliwe kąty w poszukiwaniu kłopotów.
Nic więc dziwnego, że w klasie profesor Lacroix pojawił się jako jeden z ostatnich, w krawacie nie do końca zawiązanym, w koszuli nie do końca dopiętej, z rękawami podwiniętymi do łokci i szatą przewieszoną przez dyndającą na ramieniu torbę. Prześlizgnął się przez drzwi i uniósł dłoń w powitalnym geście, uśmiechając się rozbrajająco do panny Lacroix.
- Dzień dobry, Chantal – rzucił beztrosko, a następnie pokłonił się nisko, zamaszyście wręcz, obecnego u boku Smoczycy Halla obdarzając jedynie przelotnym spojrzeniem. Nie interesował go, dopóki nie dawał powodów do zainteresowania. Ot, kolejny stażysta-auror, który przybył w tym roku do Hogwartu by uganiać się bezskutecznie za prężnie działającymi w murach szkolnych poplecznikami Czarnego Pana.
Lepki, gęsty, kręcący w nos zapach eliksirów różnego rodzaju rozprzestrzenił się w klasie szybko i skutecznie, nic więc dziwnego, że Avery, zajmując miejsce w środkowym tylnym rzędzie, skrzywił się nieco niechętnie. Duchota panująca w lochach nigdy mu nie odpowiadała, zwłaszcza, gdy dookoła tyle było gryfońskiego pomiotu; diabli wiedzą, czy toto tałatajstwo w ogóle wie do czego służyły środki czystości, niemniej jednak niosąca się za nimi woń bezinteresownego bohaterstwa, głupoty i naiwności wybitnie Ślizgonowi nie pasowała.
Mrugnął do panienki Rabe, widząc jak odwraca się do niego na krótką chwilę, a później rzucił torbę na kamienną podłogę i oparł ramiona na ławce, bezceremonialnie chowając w nich głowę – dopóki reszta towarzystwa błądziła po lochach, mógł spokojnie zdrzemnąć się chwilę, lub dwie.
Zobacz profil autora
Evan Rosier
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 535
Skąd : Wiltshire.

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie Kwi 19, 2015 5:38 pm

Kilka dni po balu powietrze wciąż gęste było od plotek, atmosfera napięta i gorąca, a krytyczne głosy odzywały się coraz śmielej i natarczywiej, nie tylko w prasie, której pierwsze strony zapłonęły tysiącem chwytliwych nagłówków, lecz również w zaciszu domowym każdej czarodziejskiej rodziny, która zdawała sobie sprawę z tego, co się dzieje, bo ciężko było sobie sprawy nie zdawać. Na tym lęgowisku wątpliwości i narastających lęków bardzo łatwo było żerować, ludzie bali się, tracili zaufanie do Ministerstwa, a już szczególnie do dyrektora, wskutek czego podatni byli na sugestię i manipulację. W tych korzystnych warunkach nad wyraz dogodnie było działać, wpleść odrobinę niepewności tam, gdzie płomień był chybotliwy i niezdecydowany, gdzie grał na wietrze tak, jak ten mu akurat powiał, zareagować zanim ci drudzy obudzą się z zimowego snu. W wieczór po balu, gdy w Pokoju Wspólnym trwały ożywione dyskusje, podobnie jak towarzysz spoglądał na twarze Avery’ego i Carrowa uważnie, chłodno i z jasnym, zrozumiałym przekazem.
Pojawił się w klasie eliksirów przed czasem, acz w jednej z ostatnich chwil, w drodze podwijając jeszcze rękawy koszuli i zatykając różdżkę za pasek spodni. Przywitał się zdawkowo z Chantal, jeszcze bardziej zdawkowo z Hallem, nie do końca potrafiąc zrozumieć fenomen zastępcy szefa aurorów nurzającego łokcie w kociołkach w okresie bez wątpienia gorącym i niepewnym dla jego urzędu. Gdyby ktoś wpuścił tu pismaka, nie pozostawiono by na nim suchej nitki, co w zasadzie wręcz prosiło się o zrealizowanie. Omiótł spojrzeniem całe pomieszczenie, przemieszczając się między ławkami do tych położonych dalej, a mijając panienkę Lacroix, tę młodszą, rzecz jasna, zerknął na nią przelotnie z góry, a następnie krótko, uszczypliwie zmierzwił palcami jej jasne loki. Miejmy nadzieję, że nie układała tej fryzury cały ranek. Nie zatrzymał się przy niej jednak, jego spojrzenie sprawnie odnalazło sylwetkę Rabe, którą pozdrowił zwięźle, a tuż za nią, ławkę czy dwie dalej, Avery’ego rozwalonego na blacie bezwładnie jak Potter w meczu na murawie. Uniósł lekko brwi, lecz zaraz rzucił torbę na kamienną posadzkę tuż obok jego stóp, odsuwając krzesło z nieprzyjemnym szuraniem, które obudziłoby i zmarłego.
— Avery — mruknął, uśmiechając się cynicznie do jego nieprzytomnego spojrzenia. — W Wilson drzemie taki demon, że nie daje ci zmrużyć oka?

krótkość mocno.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie Kwi 19, 2015 10:46 pm

Przybycie na lekcję eliksirów prawie przed samym rozpoczęciem należało do nienormalności w mniemaniu Jasmine, ale ostatnio miała spore problemy z odmierzaniem czasu. Los jednak wydawał się czuwać nad nią, gdyż zaalarmował jej skromną personę, że coś jest nie tak. Jedno spojrzenie na zegarek i już wiedziała, w czym rzecz. Miała szczęście być w pokoju wspólnym Slyterinu, więc wystarczyło chwycić torbę, zarzucić ja pretensjonalnie na ramię i wyjść, nie zaszczycając nikogo spojrzeniem wyszła. Sala była już pełna ludzi, jednak udało jej się znaleźć wolne miejsce. Nie chciała się do nikogo przysiadać, z racji tego, że na zajęciach z warzenia mikstur wolała mieć święty spokój. Skupienie. Chłodny umysł. Dokładność. Niezmącona niczym precyzja. Tego jej było trzeba.
-Dzień dobry profesor Lacroix.... panie Hall. -rzuciła, podnosząc wzrok na dwójkę nauczycieli. Zastanawiała się, jak opiekunka domu wytrzymywała ze stażystą, nie było nowością, że Mistrzyni wolała pracę w swoim własnym zakresie, nawet zaufanych uczniów nie dopuszczała do swoich zbiorów. Ostatni bal miał za zadanie wyrwać Jasmine z okowów smutku, a nagłe pojawienie się przynoszących smutek dementorów spowodowało jedynie pogorszenie jej stanu psychicznego. Przez dwie noce nie spała, dręczona przez koszmary. Raz o Wyacie, raz o Franzu. W efekcie pod jej czekoladowymi oczami pojawiły się lekko sine pręgi.
Przywitała się skinieniem głowy z Evanem, Avery, Ros oraz Ari, sama zajmując miejsce pod ścianą. Gdy się rozsiadła, rzucając torbę pod stół, dojrzała Porunn oraz Vincenta. Uśmiechnęła się do obojga, nie mając pojęcia, że panna Fimmel najchętniej zabiłaby ją za ten gest.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through


Ostatnio zmieniony przez Jasmine Vane dnia Nie Kwi 19, 2015 11:25 pm, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar
Opiekun Slytherinu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Devon

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Nie Kwi 19, 2015 11:23 pm

Uczniowie z wolna zlewali się do klasy, zajmując kolejne miejsca. Chantal odpowiadała na ich powitania skinienie głowy, czasem posyłając zdawkowy uśmiech, jeśli akurat witała się z nią osoba jej znana i lubiana. Czyli praktycznie każdy Ślizgon oraz ci, którzy wiedzieli chociaż trochę na temat eliksirów. Pozwoliła swojej siostrzenicy ucałować jej policzek, odpowiadając na jej spostrzeżenie tylko krótkim uśmieszkiem, jakby chciała zataić przed nią ten fakt. Kogo ona by chciała poić eliksirem miłosnym? Na pewno nie siebie. Były ona zakazane w szkole oraz wielu instytucjach, także była by to niezła zabawa z prawem.
-W swoim czasie. -rzuciła, kiedy Gryfonka wracała na miejsce. Ile razy się zastanawiała, czemu akurat ona trafiła do domu Lwa? Widocznie Ślizgonów i Gryfonów łączyło o wiele więcej niż się mogło wydawać. Kobieta zatarła ręce, gdy pojawiła się panienka Vane. Wstała z biurka i rozejrzała się po sali.
-Dzisiejszą lekcję poprowadzę razem z panem stażystą, panem Hallem. Z racji tego, że dzisiejszy temat jest dość delikatny, ale nie pozbawiony ryzyka radziłabym wszystkim słuchać się moich poleceń. -zaczęła. Po chwili namysłu dodała. -I Halla.
Przeszła się wzdłuż ławek.
-Tematem zajęć są eliksiry miłosne. Od starożytności głównie kobiety starały się posiąść uczucia mężczyzny, który w większości przypadków pochodził z wysokiego rodu i szansa na zgodny związek była bliska zeru. Rzadziej stosowali to mężczyźni, ale zdarzało się. -zaczęła od małego wstępu teoretycznego. Przechadzała się wolno po klasie.
-Moda na eliksiry miłosne rozkwitła nawet wśród mugoli. Nie były to jednak napoje wzbudzające prawdziwe uczucie, raczej afrodyzjaki, które miały na celu obudzić pożądanie. Mało skuteczne, ale czego się można było spodziewać. -rzuciła z przekąsem. -Eliksir ma za zadanie wzbudzić "miłość". Jest to jednak najbardziej mylne określenie tych mikstur. Żaden z nich, nawet najdoskonalszy nie potrafi wzbudzić prawdziwego uczucia. Zapamiętajcie, że żaden eliksir nie wzbudzi w nikim miłości, przyjaźni, nienawiści. To wszystko będzie złudną iluzją opartą na zamiennikach. Miłosne wzbudzały pożądanie, obsesję, fizyczny pociąg, może przywiązanie. To wszystko. -wróciła do kociołków na środku sali.
-Podejść. -rzuciła rozkazującym tonem. Poczekała, aż wszyscy zgromadzili się wokół pierwszego kociołka z mlecznym napojem. -Dzięki uprzejmości pana Halla mamy tu przygotowane próbne eliksiry. Ten tutaj nosi nazwę Miłosnego Napoju Azteków. Został wymyślony w dużej mierze przez mugoli, jego składniki są czysto niemagiczne. Jednakże jest bardzo silnym afrodyzjakiem. Można nad nim zapanować. -wskazała dłonią na kolejny kociołek, z nad którego pojawiały się czerwone opary.
-Tutaj już mamy do czynienia z eliksirem starogreckim. Ten został stworzony przez czarodzieja. Jest dość silny. Jeden z najstarszych znanych przepisów, a niezawodny po dziś dzień. Cała tajemnica tkwi w wrzuceniu do środka włosa kochanka lub kochanki. Dzięki niemu są te opary. Nie będę pytać pana stażysty, czyj włos tam jest, więc radzę wam jednak nie sięgać po ten eliksir. -uśmiechnęła się ironicznie. Podeszła do ostatniego kociołka.
-Mimo, że to nie jest trucizna, to najbardziej niebezpieczny eliksir jaki poznała ludzkość. Najsilniejszy eliksir miłosny. Wzbudza wręcz chorobliwą obsesję. Amortencja. Łatwo go poznać, bo nawet w soku czy kawie unoszą się obłoczki w lekkich spiralach. Nie tylko to jest charakterystyczne. Niech każdy z was zdradzi chociaż jeden zapach, jaki czują. -poleciła, czekając na odpowiedzi uczniów.
-Każdy z was czuje co innego. Każdy z was czuje zapach, który najbardziej was pociąga. Zapach, który może wywołać, że czujecie się błogo, za którego źródłem będziecie się oglądać. Związany z osobą, miejscem, wydarzeniem. Wracajcie do ławek. -znowu rozkazała. Stanęła przed kociołkami, rozglądając się znowu po klasie.
-Myślę, że temat nie jest wam obcy. Znacie jakieś inne nazwy eliksirów miłosnych? Albo składników, które znane są mugolom jako afrodyzjaki, a są podstawą prawie każdego takiego napoju? Chyba nie mam do czynienia z ignorantami, którzy nic nie wiedzą na ten temat. -zapytała, oczekując odpowiedzi. Chociaż jednej.

Odpis we wtorek 21.04.2015 ok. 23
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 549
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon Kwi 20, 2015 5:07 pm

Do klasy w nierównych odstępach wchodzili kolejni uczniowie, zazwyczaj samotnie, jedynie Vincent i Porunn z domu Rose byli wyjątkiem, który wkroczył do Sali w duecie. Oboje wydawali się być całkiem w porządku, w porządku oczywiście mierząc miarą Rabe; postanowiła przyjrzeć im się dokładniej w najbliższej przyszłości. Do przyjaźni jej było niespieszno, ale osoby takie jak oni należało trzymać bliżej, aniżeli za daleko. Nie wiadomo, kiedy owa znajomość mogłaby się blondynce przydać, a posiadać wrogów czystej krwi we własnym, zielonym gnieździe było wyjątkowo nierozsądne.
Na przywitania odpowiadała zwykle bladym uśmiechem, jedynie Lloydowi pomachała leniwie, próbując wymazać z głowy obraz jego przeszywającego spojrzenia, które zdawała się odczuwać do teraz. Westchnęła cicho, wwiercając niebieskie tęczówki w odwróconą tyłem, rudą czuprynę znienawidzonej Gryfonki. Miała wielką nadzieję, że na dzisiejszych zajęciach przerobią coś zabójczego, ewentualnie bardzo szkodzącego, i akurat dziwnym trafem odrobinę specyfiku znajdzie się w organizmie Rudej. Mogłaby nawet sama tego dopilnować, chociaż znając Smoczycę nie byłoby bardzo szokujące, gdyby dziwnym trafem i bez specjalnego kombinowania akurat Murphy została poszkodowana. Przez przypadek, oczywiście.
Z płytkiego zamyślenia wyrwał ją głos profesor Chantal.
-Eliksiry miłosne? – prychnęła pod nosem, prostując się na krześle – no tak, dla co poniektórych w tej klasie to ostatnia nadzieja – powiedziała do siebie, nie odwracając wzroku od siedzących kilka ławek przed nią Gryfonów.  Na wzmiankę o mugolach zachichotała cicho, obdarzając Lacroix spojrzeniem niemalże kipiącym sympatią. Każda niemiła, kąśliwa uwaga rozpalała w niej niewielki ognik zadowolenia i satysfakcji z przybycia na niezbyt lubiane zajęcia. Będzie warto.
Nie spiesząc się zbytnio odsunęła krzesło i wstała od ławki, podtrzymując się dłonią; kolana strzyknęły nieprzyjemnie, rozsyłając w dół piszczela bolące prądy. Zignorowała to, poprawiając blond loki opadające na ramiona i podeszła za resztą uczniów do wskazanego przez Chantal miejsca. Na moment zawiesiła spojrzenie na stażyście, niejakim Hallu, dochodząc do wniosku, że nie jest brzydki i w wypadku nudnej lekcji będzie miała czym nacieszyć oczy. I wyobraźnię, przy okazji.  Wsłuchiwała się uważnie w słowa ciemnowłosej profesor, zapamiętując głównie wygląd i zapach dwóch pierwszych eliksirów. Przezorny zawsze ubezpieczony, jeszcze jakiś Gryfon zechce omamić ją swoją osobą i co wtedy? No wtedy to chyba nie przeżyje i podświadomie zapadnie się pod ziemię. Nigdy.
Dopiero przy trzecim, uświadamiając sobie, że to właśnie ów kociołek jest źródłem przepięknego zapachu, złapała ją chwila błogiego rozmarzenia. Woń cynamonu przyjemnie łaskotała ją w nosie, doprawiając nutką...wiśni? Nie, wiśniowych papierosów. Automatycznie w Rose się zagotowało; wyrzuciła myśl z głowy, skupiając się na pozostałych zapachach: cynamon – to na pewno. Pieczone ciasto, korzenne. Woń róż, którymi zwykła pachnieć jej babcia i...
-Czuję palony cukier – wyrzuciła i odwracając się na pięcie wróciła do ławki.  Cholerny Ben Auster, cholerne Chesterfieldy.
Po usłyszeniu pytania uniosła odrobinę dłoń, nie czekając na udzielenie prawa do mówienia.
-Miłosny napój wenus – powiedziała donośnie, nieco niby od niechcenia – z tego, co kojarzę składa się wyłącznie z mugolskich składników, ale nie jest taki prosty do przygotowania. Bardzo słodki, można nawet rzec kobiecy – zmarszczyła brwi, krzyżując ręce na klatce piersiowej – mam rację?
Zobacz profil autora
Remus Lupin
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/02/2014
Liczba postów : 117
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon Kwi 20, 2015 10:06 pm

Stukał miarowo w blat, a myśli pierzchły w każdą stronę.
Remus nie potrafił się dzisiaj skupić, rozpraszało go wszystko w lochu, w którym się znajdował. Zimne mury, półmrok, nerwowe szepty - dla niego mogłoby to nie istnieć. Nie rejestrował nowoprzybyłych twarzy, na ewentualne powitania reagował zdawkowo, nie zauważył także, że lekcja jako tako się zaczęła.
Z głębokiego otumanienia wybudziło go dopiero słowo „miłosne”. Miłość i inne pochodne, były najmniej lubianym przez niego tematem, choć jak na ironię - został właśnie brutalnie oderwany od romantycznych wspomnień. Związanych z lasami rozciągającymi się wokół szkolnego, letniego obozowiska, z dotykiem mchu porastającego kamienne ruiny… Chłopak ściągnął pochmurnie brwi, wysłuchując monologu pani profesor i czując w nozdrzach zapach gorzkiej czekolady, zaklął siarczyście w myślach. Gorzka była jej ulubioną.
Teraz rozumiał o co chodzi, eliksiry miłosne.
Wstał i zerknął przelotnie na wskazany na mlecznobiały wywar, winszując w skrytości serca talentu Hallowi. Eliksir wyglądał dokładnie tak jak miał, przynajmniej w odczuciu Remusa, choć nie był w tej dziedzinie ekspertem. Mimo to, musiał przyznać, że perlisty wywar mógł ujść za całkiem, można powiedzieć - apetyczny. Przypominał mu, nie wiedzieć czemu, ciepłe mleko z miodem i chociaż nie był chętny do próbowania, mógł się założyć, że smak byłby porównywalnie przyjemny.
Podszedł do drugiego kociołka, obserwując z zaciekawieniem czerwone opary. Zastanawiając się, jak głupim należy być aby nie zauważyć ich ulatniających się z nad twojego pucharu? Chyba, że eliksir był niewidoczny, dolany do napoju, co stawiało wszystkich mężczyzn w o wiele gorszej sytuacji niż przypuszczał. A być może… kobiety przemycają go w inny sposób. Co to może być - ciasteczka? Paszteciki?
Remus obiecał sobie solennie jeść tylko jedzenie z pewnych, sprawdzonych źródeł. W sumie ciekawe dlaczego nikt do tej pory nie próbował w ten sposób, uwieść, dajmy na to… Syriusza? Chociaż kto wie co tam mogła mieć pod czupryną Dorcas, jakie plany i myśli. W końcu szalał za nią i to dosyć beznadziejnie, co teraz wydało się Remusowi dosyć podejrzane.
Natomiast słysząc słowo "amortencja", westchnął cicho świadomy siły zapachów. Jednak życie nie jest miłe, więc... deszczu pod rynnę, jak to mówią. Luniek chcą nie chcąc podszedł posłusznie do kociołka, świadomy wspomnień mających zaraz zaatakować - bo przedstawienie musi trwać, jak to śpiewał pewien mugolski piosenkarz prawie dwadzieścia lat po opisanych wydarzeniach. Remus z obawą niemalże dorównującą ciekawością… odetchnął głęboko, całą piersią czując jak wypełnia go seria zapachów. Czuł wspomnianą czekoladę, najmocniej, najintensywniej ale czuł o wiele więcej. Świeżą miętę, oraz woń miętowych ciasteczek mamy, zapach gorzkiej herbaty oraz kawy, silną woń drzewnej żywicy. Morską bryzę. Był nad morzem raz w życiu, a jednak zapamiętał ten zapach po dzień dzisiejszy. I tym właśnie postanowił się podzielić.
- Czuję… zapach morza - odpowiedział dosyć cicho, jakby zawstydzony prostotą wspomnienia. Morze w ogóle ma zapach, to był chyba ten zapach soli, prawda? Pewnie palnął głupstwo.
Westchnął cicho, raz jeszcze pozwalając sobie na zaznanie luksusu wspomnień gorzkiej czekolady. Powrócił potulnie do ławki, a słysząc pytanie, zmrużył lekko powieki.
Przecież ostatnio czytał o tym, w jakiejś książce… o taborach. O Cyganach.
Podniósł rękę, czekając na swoją kolej i jeśli Smoczyca mu go udzieliła, odpowiedział rzeczowo.- Miłosny Napój Cygański. Dosyć trudny do uwarzenia, ale za to nie wymaga magicznych składników - jedynie ziół, roślin i wina. Działa tydzień, osoba o której pomyślałeś zakocha się w Tobie na tydzień - swą wypowiedz z nutą melancholii w głosie.
Niechcianą.
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 29/04/2014
Liczba postów : 598
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   Pon Kwi 20, 2015 11:06 pm

Mając żywo w pamięci ich ostatnie spotkanie podczas obozu, gdy pokonany, krwawiący i żałośnie słaby leżał u jej stóp, Aristos uśmiechnęła się drwiąco w odpowiedzi na powitanie Vincenta i odwróciła wzrok, a jej brwi powędrowały leniwie w górę, nadając kociej twarzyczce wyraz, któremu niezbyt daleko było do pełnej politowania pogardy. Na Porunn nie zwróciła nawet uwagi, ignorując ją zupełnie – skoro dziewucha była na tyle głupia, by przestawać z kimś tak niestabilnym, psychicznie przekręconym jak kołatka w pozytywce i nie do końca skrycie sadystycznym, Gryfonka nie zamierzała ogrzewać tej odrobiny sympatii jaka zbudziła się w niej na obozie, gdy razem, z czystej przekory, pragnąc utrzeć nosa złośliwości losu, wygrały Tor Przeszkód.
Klasa powoli robiła się zatłoczona, ławki wypełniały uczniami, a słodki aromat eliksirów unoszących się w powietrzu sprawił, że dziewczyna rozluźniła się, uspokoiła, odnajując w precyzji eliksirów, w ich powtarzalności i subtelnym pięknie pierwiastek opanowania, którego tak jej brakowało. Wyciągnęła z torby rękawice ze smoczej skóry, gobliniej roboty wagę do składników i różdżkę, odkładając wszystko na blat ławki; miała nadzieję, że Chantal nie zarządzi prac w grupach, że oszczędzi jej stresu współpracowania z którymś z Gryfonów, a co za tym idzie – pozwoli dziewczynie zrobić eliksir, nie partacząc go przy pomocy nieumiejętnych rąk. Nachylała się akurat nad podręcznikiem, szukając w nim listy ingrediencji niezbędnych do przygotowania amortencji, kiedy ktoś przysłonił jej i tak mdłe światło lamp, a nim zdążyła zareagować, znajoma dłoń wplątała się w jasne loki, zburzyła je, zmierzwiła bez poszanowania i czci, sprawiając, że jasnozłote pukle zakryły pannie Lacroix twarz.
Parsknęła jak kotka, prostując się gwałtownie, Rosier był już jednak poza zasięgiem jej dłoni i paznokci, gotowych wymierzyć impertynentowi sprawiedliwość.
Zaklęła po francusku, na tyle głośno, by zdołał ją usłyszeć przez szum panujący w pomieszczeniu, odwróciła się ostentacyjnie i odrzucając włosy na plecy by nie przeszkadzały więcej, a w myślach przysięgając Evanowi zemstę, wróciła wzrokiem do podręcznika dopóki Chantal nie zawołała ich wszystkich bliżej.
Zapach amortencji uderzył ją w nos po raz kolejny, przywołał na wargi nieświadomy uśmiech, a następnie starł go prędko, gdy okazało się, że znajomy, utęskniony aromat pochodzi nie tylko z kociołka ale i zza jej pleców.
- Pergamin. Tytoń. I nutę skrzaciego wina… - mruknęła w odpowiedzi na pytanie Chantal, mrużąc oczy i odwracając spojrzenie, czując jak na jej policzki wstępuje niechciany rumieniec. Nic więc dziwnego, że z ulgą wykorzystała polecenie powrotu do ławki i zaszyła się w niej, zaciskając dłonie na rękawach koszuli.
- Miłosny napój z lubczyku, choć, prawdę mówiąc, jak dla mnie jest to jedynie wzmocniony ziołami alkohol – rzuciła od niechcenia, koncentrując spojrzenie na spiralnych oparach – Znanym mugolom afrodyzjakiem, którego używa się w niektórych eliksirach leczniczych, jest też szafran – dodała po chwili, kręcąc się niespokojnie na krześle; kark palił spojrzeniem, uczuciem bycia obserwowaną.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Klasa eliksirów   

 

Klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Klasa eliksirów
» Klasa Eliksirów
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-