IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Stara klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Nie 27 Mar 2016, 20:56

Święta, święta i po świętach - i bardzo dobrze, bo im dłużej panna Annesley siedziała w domu, tym bardziej ambiwalentne uczucia budziły w niej znajome i kochane przecież kąty. Z jednej strony długotrwała przerwa spędzona w cieple rodzinnego pubu, w towarzystwie najważniejszych dla niej ludzi sprawiała, że Claire coraz trudniej było się pogodzić z myślą, że będzie musiała wrócić w znacznie mniej przyjemne mury Hogwartu. Oczywiście, szkoła nie była dla niej złem koniecznym - Irlandka lubiła się przecież uczyć, a zamkowe korytarze mieściły wystarczająco wielu znajomych, by chciała do nich wrócić - jednakże w porównaniu z Rudą Annie po prostu nie miała szans. Rodzinny dom był bezkonkurencyjny i kropka. To była jedna strona. A ta druga? Cóż, druga powodowała, że Irlandia zaczynała Klarę... męczyć? Nie, raczej perfidnie przypominać o wszystkim, czego już nie mogła jej zaoferować. Niby wciąż miała te wszystkie znane i kochane ścieżki, niby nadal mogła włóczyć się po tych samych łąkach i odwiedzać te same wsie, ale... To jednak nie to samo. Nie to samo, bo nigdy nie robiła tego przecież sama. Zawsze w towarzystwie i to niekoniecznie w postaci własnego rodzeństwa.
W efekcie, gdy nadszedł dzień powrotu do szkoły, Klara nie mogła uchronić się przed swego rodzaju ulgą. Wycałowała policzki rodziców, uściskała mocno małą Mi, ale potem, stojąc już na znajomej posadzce zamku, nie mogła nie poczuć się lepiej. Hogwart. W Hogwarcie łatwiej było znaleźć zajęcie, które nie będzie przypominać o tym, o czym nie powinno.
Ostatecznie Klara wylądowała więc w sali do eliksirów. Nie tej głównej, w której odbywały się codzienne zajęcia, ale w tej starszej, wyremontowanej na życzenie profesor Lacroix. Klasa ta jednak od standardowej nie różniła się znowu aż tak bardzo, dawała podobne możliwości jeśli chodzi o naukę, nic więc dziwnego, że Annesley gościem bywała tu dość częstym. Albo z Alexem, by podszkolić się dodatkowo, uwarzyć coś poza godzinami lekcyjnymi, albo sama, by zająć się teorią. Tak jak teraz, gdy zapomniane trochę jeszcze przed świętami notatki domagały się uzupełnienia, płaszcząc i piszcząc z tęsknoty za piórem i drobnym pismem mogącym zapełnić kolejne stronice zeszytu.
Panna Klara umościła się więc teraz wygodnie w jednej z ławek, obłożyła stosem książek - tych swoich, tych z biblioteki i tych, które można było znaleźć w samej klasie - i przystąpiła do pracy... No, mniej więcej. Przynajmniej próbowała. Tekst jednak nie chciał płynąć, słowa nie chciały układać się w zrozumiałe zwroty i jedynym, co tak naprawdę z łatwością pojawiło się na czystej stronie, był rysunek. Mająca być początkowo prostym schematem akonitu ilustracja szybko zaczęła się rozrastać, przeistaczając się w nieco bardziej złożony, florystyczny wzór.
Nie, z nauką niewiele miało to wspólnego, w pewnym momencie jednak Klara tak bardzo odpłynęła w świat własnych myśli, że złapanie się na zwyczajnym nieróbstwie stało się po prostu niemożliwe.
Zobacz profil autora
Envy Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Nie 27 Mar 2016, 22:27

Świnta, świnta i po świntach. Pride dalej był zdania, że obchodzenie świąt Bożego Narodzenia jest tragicznie irracjonalne. Wykształceni, inteligentni czarodzieje, którzy wierzą w to że w środku zimy rodzą się jacyś mugolscy bogowie - czy tylko dla niego to brzmiało jakby ktoś się nawdychał za dużo oparów z kociołka jakiegoś Gryfona? Oczywiście nie narzekał na przerwy świąteczne, jednakże wciąż sądził że to wyjątkowa głupota zarządzać je z tak błahych powodów - to tak jakby spadała ta cholerna biała paciaja i wszyscy nagle tracili resztki rozumu. To był kolejny powód, który tylko utwierdzał go w przekonaniu że ludzie są niesamowicie żałośni jak na pozornie rozumną rasę - wstyd się przyznać, że należy do samego tego gatunku, ale cóż - wyboru nikt mu nie dał.
Oczywiście czas świąteczny wykorzystał na swój sposób - w domu zawsze znajdzie się okazja by wplątać się w mniej lub bardziej groźną bójkę, zbrzuchacić cudzą dziewkę czy nadużyć alkoholu bądź też innych substancji odurzających. W końcu święta to czas zadumy, a że nad niczym się lepiej nie duma niż nad własnymi niecnymi uczynkami...chyba nie trudno się domyślić, prawda? Niezależnie od tego, ten czas minął na tyle szybko że nawet sam się nie zorientował, kiedy jego ochrypły głos stał się bardziej ochrypły, poprzez tak zwany "alkoholowy equalizator". I oto był w tych jakże "cudownych" murach szkoły, przepełniony jakże ogromnym entuzjazmem że znów będzie miał okazję spędzić trochę czasu w towarzystwie ameb, pantofelków, chodzących encyklopedii i zdrajców wszelkiej maści. Jakże cudownie. Właściwie to nie miał żadnego planu co ze sobą zrobić po powrocie, więc włóczył się bez celu - w końcu takie włóczenie się nie raz i nie dwa nieznacznie pomagało rozwiać mu szarą codzienność na chwilę, w ten czy inny sposób. Czasem nawet niepozorna łazęga była w stanie zabić trochę nudy, stąd też Envy był już nauczony by w miarę możliwości zwracać uwagę na każdego sterczącego samotnie osobnika lub osobniczkę. W końcu każdy ma coś, czego wolałby nie stracić - a czy jest lepszy sposób na spędzanie wolnego czasu, niż odbieranie innym właśnie takich rzeczy? Wymyślanie różnorakich taktyk, kombinowanie, tworzenie subtelnej gry z kłamstwa, zdrady czy przemocy - czy mogło być coś piękniejszego? Nie, chyba nie.
Nie zdziwiło go też zresztą, że gdy w końcu gdzieś dotarł (sam zresztą nie wiedział gdzie, bo nie patrzył gdzie właściwie idzie) to natknął się na jakiegoś rudzielca. Przez moment nawet pozwolił sobie na myśl że to akurat ten rudzielec który dość często chodził mu po głowie, ale gdy tylko nieznacznie się zbliżył, zorientował się że to zdecydowanie ktoś inny, ktoś kogo w sumie jeszcze nie miał okazji poznać. A co za tym idzie - ten ktoś mógł jeszcze nie znać jego. A anonimowość mniejsza lub większa, była zdecydowanie użytecznym orężem. Cóż więc mógł zrobić w takiej sytuacji? Let's get this party started. Jak to mówią "zegar tyka, wódka paruje" to po co miałby marnować więcej czasu, gdy można rozpocząć nowego questa? Kontynuował więc skradanie się i gdy udało mu się już niezauważenie przekraść się za plecy dziewczyny, to dopiero pozwolił sobie żeby "dać głos".
- Lochy to chyba nie jest najlepsze miejsce dla tak kruchych istotek, nie uważasz? - zagadał przybierając na usta jeden ze swoich najurokliwszych, najprzyjemniejszych uśmiechów na jakie było go stać. A przynajmniej taki właśnie był w jego mniemaniu - w praktyce, ten rodzaj mimiki twarzy przywodził na myśl raczej pięciolatka zajętego wyżeraniem jelit Twojego starszego brata, więc na pewno nie był aż tak przyjemny - raczej mniej lub bardziej przerażający, zależnie od tego co kto lubi. Zresztą kto znał Envy'ego wiedział, że to jest ta chwila w której należy zacząć uważać na słowa, otoczenie i zwracać uwagę w którą stronę jest wycelowana różdżka Ślizgona, w końcu nigdy nic nie wiadomo, no nie?
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Nie 27 Mar 2016, 23:13

Claire nie należała do osób, które łatwo zastraszyć. Przestraszyć - owszem, wystarczył drobny element zaskoczenia, by Irlandka drgnęła, zachłysnęła się powietrzem i zaliczyła szybki reset systemu, konieczny by ponownie zorientować się w sytuacji. Ale przerazić tak, by Annesley zaczęła rozważać ucieczkę? Jakkolwiek mogła na to nie wyglądać, panna Klara doskonale radziła sobie z unikaniem podobnego stanu. Faktem jest, że nie musiała się zbyt często zmagać z podobnymi próbami - los jakoś tak chciał, że mało kiedy ktoś miał wobec Irlandki niecne zamiary - ale jeśli już przychodziło co do czego, Puchonka nie zapominała języka w gębie i nie bladła też jak ostatnia sierota, za jaką być może wielu ją postrzegało. Wyłączając jakieś tam pojedyncze przypadki, gdy Claire rzeczywiście w kontaktach międzyludzkich okazywała rzeczywisty lęk, w większości sytuacji radziła sobie nie najgorzej. 
Z tym, że teraz zaskoczenie przekroczyło nieco dopuszczalne miary. Wszystko przez to, że Annesley zwyczajnie się zapomniała - tworzenie nieplanowanego rysunku, w dodatku w samym środku swych notatek z eliksirów i zielarstwa (choć to dwa odrębne przedmioty, Klara już jakiś czas temu postanowiła stworzyć sobie jeden podręczny zeszyt pozwalający w logiczny sposób te dziedziny powiązać), pochłonęło ją na tyle, że ani ciche skrzypnięcie drzwi do klasy, ani też chłopięce kroki nie zwróciły jej uwagi, choć powinny. Nie, w tym momencie trzeba było czegoś więcej, by uświadomić dziewczynie, że nie jest sama. Czegoś więcej, czyli na przykład - głosu. Głosu tuż za jej plecami.
Zbyt mocno dociśnięte pióro przedziurawiło kartkę a jeden z rozrysowywanych liści przerodził się w nieszczególnie atrakcyjną plamę atramentu. Claire syknęła cicho, rozdrażniona podobnym rozwojem sytuacji - nie lubiła być zaskakiwana, przynajmniej nie w ten sposób, a jeszcze mniej lubiła, gdy zaskoczenie przynosiło takie, widoczne gołym okiem, nieprzyjemne skutki. A tak ładnie jej szło! Żadna z niej była artystka, przynajmniej w kwestii rysunku, ale... To było ładne. Zanim pojawił się ten kleks.
- Wręcz przeciwnie, doskonałe. - Gdy zdecydowała się wreszcie obejrzeć na nieznajomego, który zakłócił jej nau... ok, nie naukę, ale wstęp do niej - to choć z pewnością zaniepokojona w jakimś stopniu jego uśmiechem (sto procent Ślizgona, jeśli by ktoś jeszcze wątpił), odpowiedziała spokojnie. Może nie tyle przemyślanie, co po prostu automatycznie, ale przy tym absolutnie zgodnie z prawdą. Bo czy przypadkiem dormitoria Puchonów nie mieściły się właśnie tutaj, w zamkowych piwnicach? Mieściły się. Stwierdzenie, że lochy nie były dla niej odpowiednim miejscem, było więc co najmniej zabawne.
W każdym razie, poświęciła jeszcze chwilę na bezradne wgapianie się w zepsuty rysunek, by wreszcie westchnąć, odłożyć pióro, założyć ręce na piersi i ostatecznie zwrócić swą uwagę na przybyłego chłopaka. 
- Szukasz tu czegoś konkretnego? - zapytała może i niezbyt grzecznie, ale tonem mimo wszystko ugładzonym, kulturalnym. - Książki? Ziół? Zapasowego kociołka? - Szczerze mówiąc, nieszczególnie wierzyła, by Ślizgon na cokolwiek z tego odpowiedział twierdząco. Mało było ludzi, którzy uczyli się wtedy, kiedy nie musieli. A w tym momencie podobny przymus... Cóż, nie dotyczył raczej nikogo. Nawet tych stojących przed egzaminami - do testów było jeszcze trochę czasu, dość, by nie rzucać się na podręczniki już w pierwszych dniach po powrocie z przerwy świątecznej. Nie, w tej chwili nie było powodu, dla którego jakakolwiek klasa miałaby kogokolwiek interesować w godzinach innych, niż lekcyjne. Ani jednego powodu - poza chęciami. Ale własne chęci i nieprzymuszoną wolę mało kto miał.
Zobacz profil autora
Envy Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sro 30 Mar 2016, 16:30

Uwadze Envy'ego nie umknęło oczywiście, że dziewczyna zepsuła rysunek, stąd też zdobył w posiadanie wyjątkowo bezużyteczny fakt - nie spodziewała się jego przybycia, była też na tyle rozproszona że nie zauważyła jak się przekrada. Chociaż z drugiej strony, skoro posiadała ona takie skłonności do zamyślania się, to zapewne można to wykorzystać w ten czy inny sposób - będzie to musiał brać pod uwagę.
Jej odpowiedź rozbawiła go - najwidoczniej pozostali Ślizgoni załatwili mu idealną przykrywkę, zostawiając po sobie wrażenie niekompetentnych, szkolnych bedbojów - ewentualnie po prostu ściemniała, tak czy siak - skoro na sam widok kogoś kto może być Ślizgonem nie uciekała w popłochu, oznaczało to że przez święta nic sie nie zmieniło, nikt nie spłonął, nie wyleciał przez okno i nie utopił się w sedesie. To by w końcu było widać po reakcjach ludzkich. Wniosek więc był prosty - ta szkoła WCIĄŻ jest tak obsesyjnie nudnym miejscem, że trzeba samemu znajdować sobie rozrywkę.
Mimo że tak naprawdę opuścił mury szkolne tylko na kilka dni, czuł się jakby ta przerwa trwała miesiącami, jakby nie było go tu już od dawna i jakby musiał od nowa się uczyć, jak bardzo beznadziejne może być wszystko co tu znajdzie. W końcu czyż to nie jest smutne, gdy interesujące jednostki są chlubnymi wyjątkami? Nawiasem mówiąc, nielicznymi chlubnymi wyjątkami. "A Ty, czy nim właśnie jesteś?" - zapytał w myślach, mając świadomość że dziewczyna raczej nie korzysta z legilimencji. Zresztą, gdyby odpowiedziała mu na niewerbalne pytanie retoryczne, to sam nie wiedziałby czy uznać to za oznakę głupoty, braku kultury czy może za potencjalne zagrożenie mniejsze lub większe?
- Po prostu rzadko widuje się, jak ktoś z własnej woli pakuje się w gniazdo pełne węży z wścieklizną macicy - rzucił cicho i wzruszył ramionami. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że węże macic raczej nie posiadają, ale nawet Gryfon załapałby tak proste określenie - chociaż szczyt głupoty nie został jeszcze osiągnięty, więc kto wie, kto wie. Jednakże osoba z którą miał doczynienia sprawiała wrażenie pozornie korzystającej z przynajmniej 3 szarych komórek naraz (co nie było tu tak często spotykane), więc nie powinno być aż tak tragicznie.
Następna wypowiedź wywołała na jego ustach lekki, nieprzyjemny uśmieszek, zupełnie jakby chciał powiedzieć "ojojoj, bajdźio gjoźna jeśtem, bajdźio, gjoźna i staniowćia". Książki i zioła? Czy ona go podejrzewa o pędzenie bimbru o tak wczesnej godzinie? Zabawne. Jak jednak można się domyślić, Pride trzy pytania w tył, miał zwykle sześć odpowiedzi w przód przygotowanych, więc nie musiał się zbyt długo zastanawiać co odpowiedzieć.
- Czy konkretnego to nie wiem. Tak czy siak, najwyraźniej Ciebie. - odparł spokojnie, a na twarzy nie drgnął mu ani jeden nerw. Oczywiście nie miał pojęcia kim właściwie dziewczyna jest, ale nie przeszkadzało mu to ani trochę - czemu miałby sie przejmować takimi błahostkami?
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sro 30 Mar 2016, 18:05

Westchnęła cicho. Oczywiście, nie mogło być tak prosto i bezboleśnie. Nie mogło być też szybko. Nie ważne, że ostatecznie nie uczyła się, nie ważne, że traciła czas w zasadzie na niczym - chciała to robić dalej, sama, w kojącym zaciszu klasy do eliksirów. Miała do tego prawo, prawda? Każdy miał. Pragnienie świętego spokoju nie było chyba aż tak wygórowane, by los miał jej wyśmiać i z premedytacją jej odmówić. Na co dzień dla innych robiła bardzo wiele, a że raz zdarzyło jej się zachcieć czasu dla samej siebie...
Cóż, najwyraźniej jednak życzyła sobie nazbyt wiele, stąd ta obecność nieznajomego Ślizgona. Czy jednak na pewno...? Zmarszczyła lekko brwi, wydobywając zza mgieł zapomnienia pewien szczegół. Bo chyba nie był jednak tak do końca nieznajomy. To znaczy, rzeczywiście, nigdy z nim nie rozmawiała, nie poznała osobiście, ale wiedziała, kim jest. Ktoś jej go już pokazał, wytknął usłużnie palcem na szkolnym korytarzu. Bo skoro była przyjaciółką Blackwood to powinna wiedzieć, na pewno powinna. Oczywiście, sama Claire nie widziała sensu w takim toku myślenia, skoro jednak ktoś zatrzymał ją wtedy za rękaw i zmusił ją do spojrzenia na Ślizgona, to teraz musiała pamiętać. Nie od razu skojarzyła, ale jednak pamiętała. Czy to jednak coś zmieniało? Nie, poza tym, że po prostu znała już jego nazwisko.
Tę kwestię zostawiła jednak na później, najpierw siadając wygodniej na krzesełku i zakładając ręce na piersi. Oczywiście, w którymś momencie musiała zacząć mieć wątpliwości, czy powinna tu przesiadywać, czy rzeczywiście powinna spędzać czas w tym towarzystwie - ale Annesley nie uciekała. Robiła głupio i przekornie, ale nie uciekała, nie od razu. Na razie zresztą nie miała powodu, by gdzieś się przenosić - a przynajmniej takiego nie znała. Nazwisko Ślizgona wcale nie było tu argumentem.
Co więcej, było wręcz przeciwnie. Nie miała powodu, by uciekać, za to miała powód, by roześmiać się ze szczerym rozbawieniem. Gniazdo pełne węży z wścieklizną macicy. Całkiem ładne określenie, nie ma co. Podobało jej się. Bawiło ją.
- Rzeczywiście, rzadko - przytaknęła więc, spoglądając na chłopaka z nieco większym zaciekawieniem. Bo może jednak nie był aż tak typowy, jak wszyscy poznani dotąd Ślizgoni. Może, na przykład, używał mózgu. Annesley nie miała uprzedzeń, ale dotychczasowe doświadczenia z Zielonymi nie pozwalały jej zbytnio wyrobić sobie o nich dobrego zdania. - Może dlatego, że rzeczywiście w to wierzą. W to, że takie gniazdo rzeczywiście się tu mieści. - Wzruszyła lekko ramionami. - A przecież tak naprawdę nie jest aż tak źle. Nie każdy wąż kąsa, podobno. Niektóre można nawet polubić, tak mówią. Wścieklizna nie ma tu nic do rzeczy - parsknęła cicho.
Zbywając nieprzyjemny uśmiech chłopaka lekkim zaniepokojeniem wciąż jednak tkwiła na swoim miejscu, spoglądając na nastolatka uważnie.
- Mnie - powtórzyła spokojnie. - A czymże miałabym sobie na to zasłużyć? - zapytała i po chwili uśmiechnęła się nieznacznie. - To ty jesteś Pride. Envy Pride - stwierdziła, bo przecież nie oczekiwała potwierdzenia.
Zobacz profil autora
Envy Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Czw 31 Mar 2016, 20:04

Jeśli ktoś chociaż przez sekundę zakładałby że Envy jest przynajmniej zbliżony do szablonu typowego Ślizgona, to równie dobrze mógłby uwierzyć w magiczne ciasteczkowe ludziki tańczące w świetle księżyca i wabiące młode dziewice, w celu wymuszenia niepokalanego poczęcia. To była prawda znana nie od dziś, dlatego też gdyby był świadom że dziewczyna miała co do tego jakiekolwiek wątpliwości, prawdopodobnie by się rozrechotał na dobre. Sam Pride miał świadomość że jest na zupełnie innym poziomie świadomości niż jakikolwiek uczeń jego domu na świecie, z prostego powodu - Ślizgoni byli zaledwie formą larwalną, on zaś był już ukształtowanym, dojrzałym okazem boa dławiciela (tłumaczenie dla niekumatych - kawał z niego wrednej kutangi).
- Te małe żmijki są niebezpieczne tylko jeśli nie wie się jak łatwo im poprzestawiać kręgi - rzucił beztrosko, zupełnie jakby na codzień jedną z jego rutynowych czynności było łapanie innych członków (tym razem nie chodzi o kutangi) Slytherinu za stopy i strzelenie jednym i drugim o ścianę, w celu połamania ich kręgosłupów. Oczywiście nie miałby nic przeciwko takiej rozrywce o poranku, ale z jakiegoś dziwnego powodu, w regulaminie szkolnym prawdopodobnie był punkt "nie wolno łamać kręgosłupów kolegom i koleżankom". A jeśli nie było, to gdzieś zawsze znajdzie się na to właściwy paragraf, czego czasem naprawdę żałował. Szczególnie tutaj, gdzie znaczna część ludzi była odmóżdżona zaś ich resztki godności były pozbawione resztek, resztek godności.
- Ja, mój przyjaciel wąż i podróż pełna przygód. - zakpił jeszcze cicho.
I w końcu dziewczyna zrobiła coś czym nawet udało jej się go lekko zaskoczyć, chociaż powinien być do tego już przyzwyczajony - a więc wiedziała kim jest, huh? No proszę i wciąż nie uciekła z krzykiem - to dobry znak, najwidoczniej jednak plotki o jego prawdziwej naturze nie rozeszły się jeszcze zbyt daleko, a nawet jeśli to najwidoczniej nie każdy brał je sobie do serca. To oczywiście poważny błąd z jej strony, jednakże jak najbardziej mu to było na rękę - w końcu dni bez żadnych obiektów do mniejszych bądź większych gierek psychologicznych, były po prostu stracone. Może to i zabrzmi mało ambitnie, ale gdy nie mógł dążyć do swojego głównego celu (który ostatnimi czasy trochę...rozmył sie w powietrzu) to czy zostało mu coś innego do roboty, niż poszukiwanie wszelkiego rodzaju rozrywki? W końcu bycie pozbawionym jakichkolwiek planów na przyszłość to jeszcze nie koniec świata - jest tyle cennych rzeczy i osób, które można odebrać komuś, w celu zniszczenia cudzego dnia, miesiąca, roku, dekady bądź życia - trzeba więc szukać okazji, to wszystko.
- Tak. To ja jestem Envy Pride. I jestem z tego dumny - powiedział cicho po czym dodał: - Nie widzę powodu aby Cię szukać, jednakże - z jakiegoś powodu Cie znalazłem. Czy to nie wystarczy Ci jako "dowód że sobie czymś zasłużyłaś"? - dodał cicho, z lekko jadowitą nutą w głosie. Rozgrywka rozpoczęta - teraz już nie można było rzucić kart i stwierdzić że sie pasuje, ot co.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Czw 31 Mar 2016, 20:36

To, dlaczego Annesley mogła uznać Pride'a za typowego przedstawiciela jego domu było proste - po prostu go nie znała. Imię i nazwisko nic jej nie mówiło poza tym, co zdążyła jej przekazać uczynna koleżanka na szkolnym korytarzu (hej, Claire, poznałaś już Pride'a? to ten, co puknął Blackwood, wiesz?), a to było zbyt mało, by traktować chłopaka... inaczej. Jako w jakiś sposób wyjątkowego. Co więcej, to był wręcz argument każący sądzić, że jest dokładnie taki sam, jak reszta. W efekcie Envy mógłby śmiać się do woli, a ona i tak wzruszyłaby tylko lekko ramionami. Był inny? Ok, to niech sobie będzie. Przyjmie to do wiadomości, zanotuje, zapamięta. I tyle. Bo dla Klary w tej chwili to i tak niewiele znaczyło, przecież nigdy nie opierała się na osądach od kogoś zasłyszanych. Ludzi oceniała sama i dopiero wtedy, po wystawieniu swojej własnej noty, mogła uznać, że ktoś jakiś jest lub jakiś nie jest. Plotki, domysłu snute przez żądne wrażeń społeczeństwo szkolne - to nigdy do niej nie przemawiało.
- Czyli dokładnie tak, jak wszystko inne - stwierdziła lekko. Że co, na komentarz o przestawianiu kręgów powinna się zrazić, obruszyć, oburzyć? Może, ale dajcie spokój, przecież to takie gadanie. Ilu uczniów szafowało podobnymi stwierdzeniami? Bardzo wielu. Zresztą, już nawet pomijając ten fakt - to w jakiś sposób była prawda, czyż nie? Wszystko było niebezpieczne tylko do momentu, w którym człowiek posiadł wiedzę o skutecznych metodach pacyfikacji problemu, ani chwili dłużej. To jedna z zasad życia, nic nowego.
Kpinę zbywając cichym parsknięciem, od razu przeszła do tego, co było, być może, istotniejsze... Chociaż czy aby na pewno? Envy Pride. To nic więcej, jak tylko nazwisko, ani go nie definiowało, ani nie warunkowało nastawienia Klary do chłopaka. Bo, szczerze, czemu miałoby? Szczerze mówiąc, nawet znając preferencje Ślizgona, wiedząc, w jaki sposób lubi bawić się z ludźmi, czy może raczej - ludźmi, nawet wtedy zachowywałaby się chyba dokładnie tak samo. Może i byłaby zaniepokojona nieco bardziej, może poważniej podchodziłaby do kwestii przedwczesnego opuszczenia klasy, ale na tym etapie byłoby raczej identycznie. Uśmiechałaby się lekko, rozmawiała i póki co nie zbierała jeszcze do wyjścia. Każdy był jakiś i nawet, jeśli nie pochwalała czyjejś postawy - a w przypadku Envy'ego zapewne tak właśnie by było - to nie traktowała tego jeszcze jako ostatecznego argumentu przeciw danemu człowiekowi. Bo, wbrew pozorom, Annesley nie była aż tak naiwna, słodka i ślepa, za jaką wielu mogłoby ją uważać. Nie, ona była bystra, dość bystra, by nigdy nie podawać sobie ręki z konserwatyzmem, by zamykać się w sztywnych ramach czerni i bieli. Świat był całą masą różnych odcieni szarości i Puchonka zawsze wzbraniała się przed ostatecznym osądem kogo- i czegokolwiek. Jeśli nawet coś było złe, to... Może nie do końca. Może nie zawsze. Może nie było to takie proste.
- To chyba dobrze - parsknęła cicho na stwierdzenie, że nazwisko Pride'a bardzo mu odpowiada. Zresztą... Jest z niego dumny, co? Całkiem zabawna gra słów. 
Odgarniając rudy kosmyk za ucho, przekrzywiła lekko głowę z uwagą przysłuchując się jego kolejnym słowom.
- Nie. - Krótko i na temat. Zapytał - odpowiedziała, rozwijając dopiero po krótkiej chwili. - Nie wystarcza. To jest tylko dowód, że światem rządzi przypadek. Albo po prostu na to, że nuda skłania cię do zaczepiania pierwszej osoby, która akurat ci się trafi. W tym nie ma żadnej zasługi. - Wzruszyła lekko ramionami.
Zobacz profil autora
Envy Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Pią 01 Kwi 2016, 13:16

Tak jak wszystko inne? Zabrzmiało ciekawie - prawie jak sugestia, że wystarczy wiedzieć jak wszystko unicestwić - a unicestwienie wszystkiego i doprowadzenie rasy ludzkiej do upadku...cóż, kim był żeby nie pociągała go tak wspaniała możliwość? Zdecydowanie, na jego liście priorytetów mógł się znaleźć cel "doprowadzić ludzi do wymarcia". W pewien sposób, sama taka ewentualność podniecała jego wypaczony umysł. O ile bowiem nie uważał że wypełnianie ludzkich istnień cierpieniem jest pięknem samo w sobie, to wytępienie całego gatunku było czymś wielkim, czymś co wymagało ambicji - a tego nigdy mu nie brakowało.
- Wszystko? Zabawna jesteś, skoro siedząc w klatce reguł sama wykułaś kolejne pręty - powiedział z "milutkim" uśmiechem. Mimo że rozmawiał z nią lekko i w miarę przyjaźnie, to jednak chyba nikt nie wątpił w to że to tylko maska, że to jedna wielka ściema i że starannie dobiera słowa. W końcu Envy nie lubił za bardzo się otwierać, chociaż niektórzy mogli uważać inaczej - mówił dużo, jednakże jak wiele z tego było zgodne z prawdą? Prawdopodobnie nikt nigdy się nie dowie, jak wiele kłamstw padło z jego ust - ba, nawet we własnych myślach zdarzało mu się kłamać, a to z prostego powodu. Nigdy nie można być pewnym, czy nie rozmawia się z legilimentą, więc nawet szczerość umysłowa powinna być ograniczona do minimum. Być może podchodziło to już pod paranoję, jednakże...czy naprawdę ktoś powinien się tym przejmować?
- A Ty jesteś... ? - spytał, wiedząc że tak naprawdę to nie ma żadnego znaczenia. Jakkolwiek by się nie nazywała, nie zmieniało to absolutnie nic w jego postrzeganiu jej. Uczeń Hogwartu to uczeń i zaledwie kilku było na tyle wyjątkowych, że poświęcił im trochę więcej uwagi. Nie spodziewał się że znajdzie o wiele więcej obiektów zainteresowania, jednakże teraz też trochę chwytał sie wszystkiego co rozwieje jego nudę chociaż troszeczkę - w końcu nieważne jak wielkim i dumnym sie nie jest, pozbawiony celu człowiek to tylko nędzna kreatura, zaledwie zjawa swojej dawnej świetności. A taki własnie aktualnie był pan Pride - przez ostatnie okoliczności, jego życie nie miło aktualnie jakiegoś zdefiniowanego sensu, stąd też czasami...czasami miał wrażenie, że tym co pozostało mu w życiu to zjeść, wypróżnić się i umrzeć. A to raczej nie było mu za bardzo na rękę.
- Wierzysz w przypadki? To wiele wyjaśnia - rzucił, pozwalając sobie na okazanie drobnego ułamka pogardy, jaką mógłby ją za to obdarzyć. Sam był w końcu świadom że przypadki nie istnieją. Wierzył w to, lub przynajmniej chciał w to wierzyć.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Pią 01 Kwi 2016, 15:05

Parsknęła cicho. Słowa Pride'a, jego sugestia, że Klara sama dokładała coś do obszernego zestawu rządzących życiem zasad, była zabawna. Jasne, każdy człowiek potrafił dorzucać kolejne elementy do własnej klatki, z tym że... Tak naprawdę mało kto to robił. Nawet, jeśli wrażenie było inne - jeśli sądziło się, że jakaś teoria jest nową, wykutą przez samego siebie tylko po to, by zacieśnić jeszcze wiążące cię pęta - to zazwyczaj nijak się to miało do rzeczywistości. Bo cały ten zbiór reguł był sam w sobie wystarczająco obszerny, by mieścić niemal wszystko, na co ludzie mogli wpaść. Wrażenie nowości pozostawało w efekcie tylko złudzeniem, któremu czasem naprawdę było ulec.
- Ja? - zaśmiała się więc tylko krótko. - Nie zrobiłam tego, Pride. To nie jest nic nowego, nic, co do swojej klatki trzeba specjalnie zapraszać. - Odruchowo zamykając otwarty dotąd zeszyt potraktowała go jednocześnie jako podpórkę pod jedno z przedramion. - Ta zasada to akurat element stały. - Wzruszyła lekko ramionami. Nigdy nie aspirowała do roli kogoś, kto miałby pouczać czy, tym bardziej, odkrywać jakieś nowe mądrości. Szczerze mówiąc nie wiedziała nawet, czy podobne odkrycia były w ogóle w jej zasięgu - świat sam w sobie był tak bardzo złożony, że wynalezienie w nim jakiejkolwiek zupełnie nowej wartości, materialnej czy intelektualnej, było niezwykle trudne.
- Claire Annesley - przedstawiła się tymczasem w odpowiedzi na pytanie Envy'ego, choć była niemal pewna, że odpowiedź ta nic dla niego nie znaczy. To było jednak całkiem naturalne, samo imię i nazwisko... Metka, za którą nic nie szło. Metka, którą zaopatrzyć w stosowne treści należało samodzielnie, na własną rękę wiążąc nadane po urodzeniu miano z czymś więcej, czymś rzeczywiście znaczącym.
- Istotnie, wierzę - przyznała tymczasem. Tak, była druga teoria, mówiąca o tym, że przypadków nie było, ale... Naprawdę? Annesley nigdy nie potrafiła się ku niej przychylić. Większość wydarzeń może i można było interpretować w kontekście jakichś ciągów przyczynowo-skutkowych, zdarzeń wywołanych przez inne epizody, ale zawsze można było znaleźć coś, co do takiej teorii nie pasowało. 
- A ty nie? - zapytała jednak spokojnie, spoglądając na Ślizgona z uwagą. Ta rozmowa była... Może nie tyle przyjemna, co dziwnie satysfakcjonująca. Claire nie była pasjonatką wznoszenia się na wyżyny filozofii, zmuszania swego mózgu do tak silnie teoretycznej gimnastyki, nie znaczyło to jednak, że nie umiała czegoś takiego doceniać. Umiała i doceniała, tak jak chociażby teraz. Bo, powiedzmy to sobie szczerze, to przypadkowe spotkanie odbiegało charakterem od większości podobnych kontaktów. Gdyby miała przypomnieć sobie, kiedy i z kim ostatnio rozmawiała na podobne tematy, miałaby spory problem. - Uważasz, że wszystko jest ze sobą powiązane, że zawsze jedno wynika z drugiego?
Zobacz profil autora
Envy Pride
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sob 02 Kwi 2016, 18:50

Tego Envy nie był w stanie pojąć - jak można tak sztywno patrzyć na tak zwane "elementy stałe". Czy rasa ludzka nie słynęła z tego że miała skłonności do rewolucji, zmian świata i innych temu podobnych reakcji? Dlatego też uważał że takie podejście jakie prezentowała mu Puchonka było wyjątkowo ciasne, niszowe, że była to oznaka małej wyobraźni i braku ambicji, a to nie było coś co Pride pochwalał u kogokolwiek.
- Więc siedzisz w klatce, tłumacząc że tak było od zawsze. Hmm...masz jakichś krewnych wśród skrzatów domowych? - zapytał ze złośliwym politowaniem. Oczywiście nie zamierzał jej w żaden sposób moralizować, jednakże nie mógł się powstrzymać od dogryzenia jej trochę. To nie tak że nie brał pod uwagę że ktoś może mieć inny światopogląd od jego własnego. Zdawał sobie z tego sprawę, ba, nawet nic do tego nie miał. Nawet szacunku. Stąd też nie trudno się domyślić że mniej lub bardziej postanowił to zakomunikować, chociaż oczywiście nie chciał strzelić jej tutaj wykładu dlaczego jego zdaniem postępuje wyjątkowo głupio. Nie zamierzał nikomu pomagać za darmo, tym bardziej nie zamierzał się otwierać na tyle - w końcu żeby poprawiać cudze poglądy, najpierw trzeba przedstawić własne, a Envy wolał ujawniać co najwyżej drobną część prawdy. Uważał że jeśli ktoś wie o nim zbyt dużo, to jest na to tylko jedno uzasadnienie - ten ktoś miał już wyznaczoną datę rychłego zgonu, a że odnośnie życia Claire nic nie planował - cóż, to chyba oczywiste że nie zamierzał jej powiedzieć zbyt wiele, prawda?
- Powiedziałbym że miło mi Cię poznać, ale nie sądzę by imponowały Ci grzecznościowe kłamstwa - odparł na jej przedstawienie się. W końcu jakoś musiał zareagować skoro sam zapytał, ale czy prawdą by było że miło mu ją poznać? Nie, raczej nie. To nie był kontakt na którym opierałby cokolwiek, nie był nawet znaczący w żaden sposób - po prostu zabijali nudę, nie ma co przykładać do tego raczej jakiejkolwiek wagi. Ona chyba zresztą też nie patrzyła na tą dyskusje jak na coś istotnego - ot spotkali się rzekomym przypadkiem, a co z tego wyniknie to już wyniknie, nie ma co nad tym debatować. Zwykłe spotkanie takie samo jak tysiąc innych które mogły mu się zdarzyć każdego dnia.
- A czy wyglądam Ci na kogoś na tyle głupiego, by pozwalać by całym jego życiem kierował przypadek? Ranisz mnie - rzucił chłodno i uniósł brwi zupełnie jakby to rażące niedopatrzenie zaskoczyło go niezmiernie.
- Uważam że to od nas i naszych decyzji zależy, jak nisko upadniemy. To że nie znamy efektów dalekosiężnych działań podjętych dawno temu, to już inna kwestia. - powiedział cicho, jakby obojętnie - zupełnie jakby deklamował jakiś wyjątkowo nudny referat na historii magii który absolutnie nie ma znaczenia, a zarazem był tak oczywisty że nawet autystyczne nieślubne dziecko Pettigrewa i Filcha, tworzone w czworokącie z panią Norris i Grubym Mnichem, było w stanie to pojąć bez większych problemów.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Nie 03 Kwi 2016, 13:30

Rewolucja, tak, ludzie rzeczywiście mieli do niej skłonność - podobnie jak do wykrwawiania się na kolejnych nieudolnych, z góry skazanych na niepowodzenie próbach. Obalanie reguł, całego istniejącego porządku, wyłamywanie szczebli klatki - to wszystko brzmiało pięknie i wyglądało pięknie, ale tak naprawdę tylko na papierze, na płaszczyźnie gdybań i teorii. Bo gdy przychodziło co do czego, złamane i wyrzucone na śmietnik zasady zastępowały nowe, które jednak, w dłuższej perspektywie, niczym nie różniły się od tych obalonych. Nie były lepsze, nie przynosiły więcej korzyści, nie sprawiały, że komukolwiek - nawet samemu rewolucjoniście, dyktującemu nowy kodeks - żyło się lepiej. Nie, zdaniem Claire pewne rzeczy były stałe w dosłownym tego słowa znaczeniu. Można było zmieniać ich powierzchowność, ale zasadniczy sens pozostawał zawsze taki sam.
Annesley nie zamierzała jednak wchodzić w podobny dyskurs, wnikać coraz głębiej we wszystkie zawiłości nie tylko światowej polityki, ale przede wszystkim - ludzkiej psychiki. Nie zamierzała, bo choć swych przekonań była pewna, to wiedziała, że każdą taką dyskusję po prostu przegra. W pewnym momencie podobne rozmowy zawsze ją przerastały - nie umiała wystarczająco długo i sprytnie bronić swego zdania, przynajmniej dotyczącego tematów tak pokręconych i ciężkich, prędzej czy później ulegając albo wstydowi, albo bezradności, albo też zwykłej irytacji. Zamiast więc ciągnąć temat parsknęła tylko cicho na wzmiankę o skrzatach domowych - no tak, przecież ucieleśniały każdy rodzaj podporządkowania się, zduszenia jakichkolwiek rewolucyjnych myśli - i pokręciła lekko głową. Jeśli Pride chciał ją urazić, to mógł postarać się bardziej... Chociaż, szczerze mówiąc, Puchonka nie sądziła, by to rzeczywiście był jego zamiar. Nie, Ślizgon miał raczej taki styl bycia - dogryzać, czepiać się wszystkiego, czego mógł. To nie było tym samym, co perfidny, bezpośredni atak.
Zamiast więc oburzać się w jakikolwiek sposób, skinęła tylko głową na jego kolejne stwierdzenie - rzeczywiście, podobne zwroty nie robiły na niej wrażenia i z pewnością nie potrzebowała ich wtedy, gdy były aż nadto wyraźnie fałszywe - i z westchnieniem zgarnęła ze stolika swoje przybory. Wrzucając je do torby wstała też z miejsca, by odłożyć na półkę jedną z tutejszych książek, z której w efekcie nie skorzystała. Bo wszystko wszystkim, ale jednak... Nie mogła tak po prostu tracić czasu. Nie mogła, bo to zbyt łatwo doprowadzi ją do różnych nieprzyjemnych wniosków, niekoniecznie związanych z Pridem, ale i tak niepożądanych.
Wróciwszy do ławki nie usiadła więc już ponownie, zamiast tego podpierając się opuszkami palców o blat stolika i spoglądając na Ślizgona z zaciekawieniem. Lubiła słuchać o innych poglądach, wymieniać je, dzielić się własnymi spostrzeżeniami i w zamian dostawać inne. Oczywiście, liczenie na to, że podobny dyskurs mogłaby toczyć z tym oto Ślizgonem byłoby głupie, bo Envy nie wyglądał na takiego, który czymkolwiek chciałby się dzielić, jednakże powiedzmy, że aktualnie mieli tu namiastkę takiej właśnie rozmowy.
- Nie podzielam tego zdania, jednak... - Wzruszyła lekko ramionami. - W jakimś stopniu na pewno tak jest. Każdy jest kowalem swojego losu i tak dalej. Myśl jednak, że wszystko, absolutnie wszystko da się racjonalnie wytłumaczyć, wskazać konkretną przyczynę, czynniki warunkujące... - Potrząsnęła lekko głową. Nie wyobrażała sobie tego, po prostu nie potrafiła przyjąć do wiadomości, że tak mogłoby być. Zresztą, może nawet nie chciała? Gdyby było tak, jak mówił Envy, życie byłoby mocno schematyczne, naprawdę mocno. Element przypadku wprowadzałby zaś odrobinę losowości, z której Annesley nie chciała rezygnować.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sob 11 Sie 2018, 19:51

Po wątpliwie przyjemnych przeżyciach rodem z żałosnego reality show, Hanyasha ledwo skończyła gotować jeden wywar a już myślała o kolejnym. Tym razem jednak, zamiast majtać w garze łyżką i dosypywać części robaczych trucheł, marzył jej się raczej trunek klarowny, wysokoprocentowy, elegancko opuszczający szklane rury ołtarza destylacji. W pełni świadoma nielegalności tegoż boskiego zjawiska, przeciwwskazań zdrowotnych i regulaminowych, a także, że uczniowskim stróżom prawa nie uchodzi... z całkowitą premedytacją  napisała oszczędny liścik do prefekta naczelnego. Czy mogło być coś bardziej odrażającego moralnie, niż wytypowana z gawiedzi szkolnej ostoja sprawiedliwości, doglądająca działań bimbrowniczych? Z pewnością tak, jednakże Hanyasha zdecydowanie preferowała działania, które zakładały, że mimo wszystko jej bielizna pozostanie na miejscu. Jak tylko wyszorowała się z nabożną czcią, na wypadek gdyby argusiane wonie o intensywnej nucie wiecznego niedomycia i zdechłego kopru postanowiły przeniknąć jej odzienie i pory skóry, ubrała się w wygodną sukienkę z śliwkowej tafty i ruszyła w głąb lochu, na spotkanie ze swoją ukochaną... aparaturą destylacyjną, która pewnego pięknego dnia objawiła jej się za drzwiami pokoju życzeń, w momencie kiedy Ślizgonka toczyła w myślach debatę co też powinna począć ze swoim życiem. Po czym o zmierzchu, mając w poważaniu ewentualne patrole Wielebnego, sprawiła, że delikatna, szklana konstrukcja pofrunęła gładko do jednej z sal w lochach. Przez nikogo niepokojona, wślizgnęła się do owej sali, ostoi łamania regulaminu i rozejrzała. Wszystko wydawało się jak najbardziej na miejscu, poza brakiem obecności drugiego bimbrownika, w osobie Pana Naczelnika, znanego raczej jako Jon Morensen. Brunetka wyciągnęła różdżkę zza dekoltu i ekspresowo oczyściła ich stanowisko pracy z narastającego kurzu. Poza swoją skromną osobą miała też sporej wielkości pakunek, który zamierzała otworzyć dopiero w towarzystwie Krukona, a który niewątpliwie zawierał środki, za które w mugolskim świecie miałaby przed sobą kilka lat przymusowych wakacji w zakładzie karnym. Bardzo ją to jednak obeszło, bo z całkowitym spokojem przysiadła na blacie ławki i wyciągnęła ręcznie skręcanego papierosa. Zaciągając się tym nowym wynalazkiem swej drogiej kuzynki, który roztaczał specyficzny, ziołowy i dziwnie odświeżający zapach, ponownie pogrzebała w przyniesionym ze sobą ekwipunku. Jej palce szybko odnalazły starannie związany pliczek odbitek, dowód zbrodni dokonanych na Argusie Filchu i stanowiących dokumentację rzekomej śmierci pani Noriss. Poza tymi małymi arcydziełami, z których wyzierała zarówno beznadzieja, przerażenie jak i wybuchy, Hanyasha przyniosła też kilka uroczych ramek, naklejanych ozdobników i eleganckich papierów. A wszystko to w celu dokonania twórczej przemiany zwykłych zdjęć w coś, co można by nazwać obiektem kultu. Nieśpiesznie paląc papierosa, przeglądała obrazki argusianego nieszczęścia, ukradkiem zerkając w kierunki drzwi.

_________________

Let's get this party started!
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Nie 12 Sie 2018, 20:41

Krótko po lekcji, w rękach Krukona wylądował zapisany świstek papieru. Chłopak tylko się uśmiechnął i zaraz po zakodowaniu sobie we łbie wiadomości, spalił karteczkę, używając swojej niezawodnej sztormówki.
Mam jeszcze trochę czasu.
___________________________________

Jon udał się wyszorować i zdezynfekować, ponieważ przebywanie w jednym pomieszczeniu z Woźnym źle wpływało na jego nastrój, biomet i wszelkie inne, mniej lub bardziej użyteczne wskaźniki.
Angie: Hmph! Nie mam pojęcia, po jaką cholerę się jeszcze do niego nachylałeś! Nie było mnie tam, ale dalej czuć od nas koper, Żą. – marudziła mu. Chłopak tylko westchnął, nie komentując uwag jednego ze swoich „innych ja”. Spojrzał z nieodgadnionym wyrazem twarzy na połyskującą wśród jego szat, porzuconych na podłodze łazienki prefektów, odznakę Naczelnika. Znów westchnął, nieco zrezygnowany.
- Zbieramy się, Angie. Tan na mnie czeka – powiedział cicho. Mógł na to sobie pozwolić tylko dlatego, że był pewien, iż absolutnie nikt go nie usłyszy. Chłopak przebrał się w świeże rzeczy i powędrował w umówione miejsce.

Absolutna cisza korytarzy podziemnej kondygnacji zamku została zakłócona przez odgłosy sprężystych, zdecydowanie stawianych kroków, dochodzących od strony schodów na parter.
Chłopak bez wahania zanurzył się w całkiem znajomy mu półmrok lochów – trzeba przyznać, że jak na kogoś mającego swoje dormitorium w wieży, spędzał bardzo dużo czasu na terenie Ślizgonów.
Tym razem, jego odwiedziny były związane z długo już trwającą rywalizacją pomiędzy Taneshą, a Jonem. Nie żeby owa rywalizacja sprawiała, iż ta dwójka skacze sobie do oczu, co to, to nie.
Było to całkiem zdrowe współzawodnictwo, przeplatane współpracą i innymi, w miarę pozytywnymi akcentami, lecz wszystko – prędzej czy później – sprowadzało się do różnych ilości bardziej lub mniej wytwornych roztworów alkoholu etylowego, zakupowanych przez stronę, która „przegrała” daną rundę. Dziś jednak wyniki lekcji jasno wskazywały na remis.
W końcu dotarł do drzwi, kryjących Fabrykę Demoralizacji. Zapukał w drzwi w wcześniej umówiony sposób i wkroczył do środka.
- Panno Hanyasha. Raczy mi pani wyjaśnić, co tu się dzieje? To wbrew regulaminowi. – powiedział zaraz po wejściu, podpierając się pod boki i unosząc brwi w wyrazie udawanego zdziwienia zmieszanego z oburzeniem.
- Tak chyba powinienem mówić jako Naczelnik, co?.. Eeeeh. – westchnął. – Do czarta z tym, co się dzieje w tej szkole to jakiś komediodramat. – powiedział z cierpkim wyrazem twarzy. – Cóż dziś tu mamy, Tanesho?
Z zaciekawieniem patrzył na paczkę oraz ruchome zdjęcia i ramki, które to leżały na stole obok siedzącej dziewczyny,  
Angie: Jon, Jon, Jon, pochwal jej sukienkę, taaaaaaaaaaaaak mi się podoba, JOOON! Iiiii, zapytaj o te zdjęcia, ramki, chcę zobaczyć! I w ogóle, nie uważasz, że z tym papierosem i w tej pozie wygląda jak artystka?
Jon: Oh, zamknij się, nieokrzesana dziewucho.
Mimo to, jego spojrzenie powędrowało ku Tan, ubranej w śliwkową sukienkę z połyskującego materiału, popalającej własnoręcznie skręconego papierosa. Nie tylko Ślizgonka wybrała nieco luźniejszy ubiór. Chłopak zrzucił uczniowski płaszcz i odwiesił go na jeden z kołków wbitych w ścianę. Zrzucenie uczniowskiego kamuflażu ukazało dość wysokie glany, bojówki w kolorze khaki, oraz szary, gładki  T-shirt – ubiór zdecydowanie nie przystający do powierzonej chłopakowi, prefekciej roli, do roli, która zdecydowanie mu ciążyła, ale jednocześnie nie nie odpowiadała.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sro 15 Sie 2018, 00:09

Nie trudno było sobie wyobrazić ten tłok w łazienkach zaraz po lekcji wizytacyjnej, nie wspominając o zapełnionych linkach na pranie, również tych prowizorycznych rozwieszonych w pokojach wspólnych. Nie miało to nic wspólnego z poceniem się jak mysz, zarówno z bieganiny jak i stresu z powodu ziejącej w karki profesor Lacorix. Woda kolońska Argusa miała to do siebie, że nie tylko utrzymywała się jakąś wieczność na kapoku użytkownika, ale i wżerała się z całą mocą we wszystko na co swoimi zwalającymi z nóg oparami natrafiła. Zakładając, że jej towarzysz nie należy do tajemnych zwolenników koprowego swądu, z rozmysłem odłożyła spotkanie w czasie, w sam raz żeby zdążyć się wyszorować, wstawić pranie, wysłać list do matki i jeszcze pokontemplować nad sensem istnienia, bynajmniej swoim.
Ślizgonka była mniej więcej w połowie upajania się tym specyficznym skrętem, kiedy drzwi uchyliły się by wpuścić do środka Prefekta Naczelnego. Zaciągając się nieśpiesznie ziołowym specyfikiem, omiotła sylwetkę Krukona nic nie robiąc sobie z faktu, że ot siedzi przyłapana na złamaniu co najmniej kilku punktów regulaminu. Z pewnością Wielebny przyłapując ją w podobnej sytuacji zdołałby z martwych powstać i tocząc hektolitry śliny, krzykiem godnym dogorewającej sroki oznajmić jej, że ot, jest szubrawą ostoją nikczemności i najbliższy tydzień spędzi w bliskim towarzystwie sanitariatu i produktów pani Skower. Ale i w takim wypadku Hanyasha nie zamierzałaby porzucać swojego hipsterskiego papierosa.
- Och, złapał mnie pan na gorącym uczynku. - Rzuciła beznamiętnie, wypuszczając z ust kłąb gęstego dymu. - Jak mniemam czeka mnie rewizja. Z góry przepraszam za niewyjściowe pończochy.
Tanesha zsunęła się z ławki, a jej sznurowane trzewiki zastukały lekko o posadzkę. Plik argusianych zdjęć trafił na stolik, facjatą Wielebnego do dołu. Tę zabawę przewidziała na później. Dokończyła proces palenia, nie odrywając wzroku od Krukona, który postanowił się częściowo rozebrać. Uniosła brew lustrując go z góry do dołu i nawet nie próbując powstrzymać lekkiego uśmiechu. Jeśli ktoś jednak tu przyjdzie to w pierwszej kolejności pomyśli, że mózg mu się zlasował. Zarówno Tanesha jak i Jon nadawali się na czeladników w tej Fabryce Demoralizacji, jak stary charłak na stróża prawa. Pani Gorzelniczka odstawiona jak na podwieczorek u hrabiów i Pan Naczelnik, przyodziany jakby miał w planach zutylizować ewentualnych świadków tego niecnego postępku.
- Po tym co ostatnio reprezentuje sobą Argus Filch, powiedziałabym raczej, że egzystujemy w chlewie, nie szkole. W każdym razie niewiele już brakuje... - zdusiła niedopałek o blat innej ławki, po czym wyciągnęła w stronę Jona paczkę swoich osobliwych skręcików.
- Zapal sobie, Morensen. Dobrze przeczyszcza zatoki po tym charłaczym fetorze. Merlin miał nas w opiece, że tylko jakieś pół klasy się porzygało...
Po tej jakże stosownej i przekonującej zachęcie, odwróciła się na pięcie by powrócić do swoich rzeczy. Z niemalże namaszczeniem wyciągnęła paczkę, od której wcześniej odpięła tylko liścik od Gloma, zostawiając zawartość jako niespodziankę dla nich obojga. Brunetka niespiesznie rozdarła papier i czekając aż Morensen podejdzie, zaczęła przeglądać ich ingrediencje. Obejrzała z uwagą zarówno solidną paczuszkę z czymś, co raczej nie było cukrem pudrem. Zapas cukru, również nie do herbaty. Opakowanie konopi oraz dwie butelki czegoś w stanie płynnym, a zapewne równie walącym po bani. Marcus najwyraźniej wziął sobie mocno do serca jej zapewnienia, że cała gawiedź sobie łyknie ich bimbru, nawet jeśli nie chce.
- Morensen, jako Naczelnik na pewno się orientujesz. Na ile nas wsadzą za uwalenie tym całej szkoły?
Odwróciła się do chłopaka z tym swoim kocim uśmieszkiem, który najczęściej znaczył, że albo zaplanowała burdel, albo burdel na kółkach. Niepotrzebne podkreślić.

_________________

Let's get this party started!
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    Sro 15 Sie 2018, 22:14

Od ostatniego weekendu, to jest od momentu otrzymania przez Jona odznaki, chłopak dość często zastanawiał się nad pojęciem moralności jako takiej, a także zdrowiem psychicznym grona pedagogicznego, które zadecydowało o roszadach w szeregach prefektów, szczególnie, że owe zmiany zostały wprowadzone tak późno w roku szkolnym. Wszelkie przemyślenia tego typu były szybko kwitowane szelmowskim uśmieszkiem do swojej własnej osoby – Morensen może wydawał się prawym uczniem, miał całkiem dobre stopnie, starał się na lekcjach i brał udział w zajęciach dodatkowych, jednakowoż to była tylko jedna strona jego szkolnego życia. Łamanie regulaminu wcale nie było mu obce, nie była to też praktyka rzadka – bimbrownicza spółka z Taneshą jest tylko jednym z wielu działań wbrew prawu, w których to maczał palce nasz Krukon. Funkcja Prefekta Naczelnego? Och, to przecież idealne narzędzie do tuszowania różnych spraw, usprawiedliwiania nocnych spacerów i nieobecności, czyż nie? Miało to co prawda swoją cenę – czasami trzeba było kontrolować swoich podopiecznych, organizować zebrania i wypełniać papierki, ale to mała cena za pakiet uzyskanych korzyści.
Do owych korzyści niekoniecznie zaliczało się prawo dokonywania rewizji. Może inaczej: korzyść nie aplikowała się w przypadku panny Hanyashy. Niewyjściowe pończochy? Jon zignorował tę informację rzuconą mu w formie ironicznego żartu. Gdyby to był kto inny niż Tanesha, to może… Zresztą, nieważne. Blondyn traktował tę dziewczynę jako partnerkę i wspólniczkę w wielu przygodach i przedsięwzięciach. Prawdopodobnie to nastawienie sprawiło, że Jon nie doświadczył bliskiego spotkania z parasolką ślizgońskiej Nie-siostry.
Tan zakryła zdjęcia przestawiające niewątpliwie Wielebnego, odstawiając ten temat na później i gasząc niedopałek o ławkę. Dla Jona było to tak naturalne, ze nawet tego nie zarejestrował. Cóż to za stróż prawa?
- Chlew? Raczej burdel na kółkach. Nie wiem, co oni mają we łbach. Argus to po prostu szalony, zdziadziały knur, ale mianowanie mnie Naczelnikiem… – nie dokończył. – Cóż. Przynajmniej da się to wykorzystać, prawda, moja droga?
Bez słowa przyjął oferowanego papierosa, lecz póki co go nie odpalił. Na co dzień nie był palaczem, zdarzały się jednak chwile, że z chęcią sięgał po tę używkę, a momenty te najczęściej zawierały w sobie obecność Teneshy oraz majstrowanie przy systemie szklanych rurek, probówek, fiolek i różnych ingrediencji znoszonych przez tę dwójkę do sali, w której obecnie przebywali.
- Porzygali? – prychnął. – Ja o mało co, a przyozdobiłbym mu ten quazi-frak swoim śniadaniem, a oczy to mi autentycznie wyschły. Podejrzewam, że gdyby wrzucić go do jeziora, wszystkie trytony i Wielka Kałamarnica by zdechły. – skomentował, podążając za dziewczyną w kierunku stolika, na której to leżała paczka. Jej zawartość w równym stopniu zaskoczyła, jak i zafascynowała młodzieńca. Chłopak zanurzył koniuszek palca w czymś, co zdecydowanie nie było cukrem pudrem, po czym przeniósł tę tycinkę proszku na język.
Jon: No proszę…
Angie: Czy to…?
Jon: Nie inaczej, Angie, nie inaczej.

Jego wzrok omiótł cały arsenał psychoaktywnych ingrediencji. Skąd wiedział z czym ma do czynienia? Nie na darmo Jon spędził dużo czasu w Londynie wśród mugoli. Sam może nie używał podobnych rzeczy, ale miał z nimi styczność. Na pytanie koleżanki chłopak nie odpowiedział od razu. Zamiast tego przysunął sobie krzesełko, ustawił je oparciem w stronę stołu, po czym zajął na nim miejsce, ustawiając swoje łokcie na oparciu. Wsadził papierosa do ust, cały czas wpatrując się w zawartość paczki. Jego dłoń powędrowała do jednej z kieszeni spodni. Stamtąd wydobył swoją niezawodną sztormówkę i użył jej dziś po raz drugi, tym razem w celu odpalenia skręta. Zaciągnął się głęboko, mrużąc przy tym swoje oczy o barwie zbliżonej do rtęci.
- Ile? – zapytał, wypuszczając z płuc kłąb dymu, który całkiem przyjemnie podrażniał jego drogi oddechowe, po czym roześmiał się śmiechem tak złowrogim, że aż godnym samego Mefistofelesa.
- Pytasz o kozę u Filcha, czy może jednak Azkaban, moja droga Tanesho? Dużo zależy od tego, kto by nas złapał... jeśli w ogóle. Jak mniemam, nie mamy zamiaru dawać się złapać, prawda, Pani Kierownik?
Na twarzy chłopaka wyrósł pewny siebie, paskudny, bezczelny i zawadiacki uśmiech, uśmiech który był odpowiednikiem kociego uśmieszku siedzącego naprzeciw dziewczęcia.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stara klasa eliksirów    

 

Stara klasa eliksirów

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Klasa eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-