IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 3:31 pm

Stara klasa znajdująca się nieopodal kuchni, z której nikt już nie korzysta, by prowadzić zajęcia. Zamknięta na klucz zbiera wewnątrz kurz, mieszcząc raptem kilka krzeseł i jedną samotną ławkę. Nie ma w niej nic specjalnego, ot kolejne opuszczone pomieszczenie, o którym niewielu pamięta.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 4:28 pm

Część pierwsza tutaj.

STOP

Watts chyba całkowicie stracił rozum. Najpierw rzuca w nią srebrną tacą, a później, kiedy chciała zniknąć z pola widzenia chłopaka, ten postanowił złapać ją i wynieść przerzuconą sobie przez ramię. Z tego szoku zupełnie nie wiedziała co robić, a przede wszystkim, jak w tej chwili zareagować. Prawdę mówiąc, w ogóle nie przywykła do noszenia jej na rękach i to w taki sposób, w jaki postanowił zrobić to Ben. Zaskoczona zwisała całym ciałem, jak szmaciana lalka i nie reagowała, chociaż w normalnym przypadku najpewniej by się wierzgała i z pewnością odgrażała, że zamorduje jego i całą brać Krukonów, dla zasady. A jednak nie ruszała się, nie robiła zupełnie nic, tylko spoglądała na swoje ręce z obrzydzeniem. Wiedziała, że utrzymane jej sekretu nie będzie należało do najłatwiejszych, ale nie spodziewała się, że przez taką głupotę jak srebro będzie narażona na zdemaskowanie o wiele, wiele szybciej. W dodatku pierwszą osobą, z jaką przyszło jej się zmierzyć był oczywiście Ben Watts. Dlaczego nie mógłby to być jakiś Puchon, który by nie połączył faktów i uznał, że Porunn ma alergię na ziemniaki? Pech jednak chciał, żeby to kujon pierwszy zobaczył jak skóra z jej rąk odpada płatami, jak jakaś paskudna choroba. Coś jej się zdawało, że słowa wytłumaczenia, takie jak mam uczulenie na kujonów zupełnie nie przejdzie. Niestety nie był głupi, jego mać.
Zaprowadził ją do jakiejś starej klasy, która już dawno nie była wykorzystywana do prowadzenia lekcji. A więc tutaj odbędzie się jej ostateczny mord. Porunn Fimmel jeszcze tego dnia miała zostać ostatecznie potępiona i wrzucona do piecyka, aby spaliła się żywcem i to bynajmniej nie ze wstydu. Gdy ją odstawił na ziemię, odsunęła się do tyłu chwiejnymi krokami, chowając tym samym ręce za siebie, jakby w ogóle nic się nie stało. Zmierzyła go ostrzegawczym spojrzeniem, jednak nie odezwała się nawet przez moment, nie wyrwało się z jej ust żadne słowo, żadne chociażby ciche przekleństwo. Świdrowała go w zamian spojrzeniem błękitnych ślepiów, które gdyby miały moc zabijania z zimną krwią, to w tej chwili Ben leżałby już martwy w kałuży krwi i z wyjedzonymi wnętrznościami przez szczury. Zacisnęła pięści ze zdenerwowania, po czym w końcu udało jej się wypowiedzieć ostre słowa przez zaciśnięte mocno zęby:
- Na co mnie tutaj przyprowadziłeś, co? Chcesz się pośmiać? Zadawać pytania? Pan Prefekt broniący swoich własnych zasad! Uważaj, bo jeszcze zostaniesz jakimś super bohaterem.
Jej słowa brzmiały jak warkot, który wydobywał się z jej gardła z niesamowitym wysiłkiem. Była wściekła za to, że znalazła się w takiej sytuacji. Złość niemalże ją obejmowała, zaciskając przy okazji zimne dłonie na szyi. Dusiła się w obecności Bena, zwłaszcza w takiej sytuacji, jaką była obecna. Miała wrażenie, że była zapędzona w kozi róg, bez możliwości ucieczki. Wszystko, albo nic. Mogła wbiec w niego, spróbować popchnąć na podłogę i rzucić się do ucieczki, jednak miała wrażenie, że przy jego gabarytach i jej skromnych sześćdziesięciu kilogramach, raczej miała małe szanse na powalenie Bena. Że też musiał być tak wyrośnięty. Miał jakieś powiązania rodzinne z Hagridem, czy jaka cholera? Postanowiła jednak spróbować chociażby go zastraszyć. Wyciągnęła różdżkę i zmrużyła powieki.
- Odsuń się, albo rzucę w ciebie zaklęciem, które rozwali ci mózg – syknęła. Nie miała pojęcia czy takie w ogóle istniało, ale nie miała zamiaru pozbywać się Bena tak na stałe. Przecież kto inny zapewniałby jej rozrywkę w postaci worka treningowego? Gorzej, jak Watts rozgada całej szkole, że wie o sekrecie Porunn. Chyba, że… Chyba, że nie wie! A Porunn była po prostu głupią paranoiczką. To też brzmiało całkiem dobrze.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 4:29 pm

/bilo ciąg dalszy~

Nic już z tego nie rozumiał – ale czy tak nie było za każdym razem, gdy Ben miał styczność z Porunn? Dziewczyna posiadała tą niesamowitą zdolność wyprowadzania go z równowagi najmniejszym krzywym spojrzeniem, głosem o pół tonu wyższym niż społecznie akceptowany, czy zupełnie nieprzewidywalną reakcją na zdawałoby się oczywistą sytuację. Często czuł w jej towarzystwie drobne skurcze dłoni, zerkał na palce mimowolnie zaciskające się w pięści. Nie lubił tego dziwnego stanu oderwania od samego siebie, popychany ku granicy szału rozjeżdżał się w szwach, desperacko próbując utrzymać wszystko w kupie. Czuł przez skórę, że jeśli choć raz pozwoli sobie na przekroczenie pewnej granicy, na skok prosto w kuszące objęcia ciemności, może nie znaleźć drogi powrotnej. Może w ogóle nie chcieć jej szukać.
Brak reakcji Porunn był na swój sposób zaskakujący – spodziewał się dzikiej walki, wierzgania, soczystych przekleństw i tłuczenia pięściami na oślep. Zamiana w milczącą, szmacianą lalkę, bezwładnie wiszącą mu na ramieniu nie została uwzględniona jako możliwa opcja. Ślizgonka nie była ciężka, nie ciążyła chłopakowi w żaden sposób. Cieszył się tylko, że na krótkiej trasie dzielącej kuchnię od starej klasy, która od razu przyszła mu na myśl, nie napatoczył się absolutnie nikt – dodatkowe plotki i domysły nie były potrzebne żadnemu z zainteresowanych. Tylko tego brakowało, żeby Lustro z powrotem zwróciło wzrok ku tej dwójce, snując domysły nie mające żadnego przełożenia na rzeczywistość. Ben wciąż chciał dopaść redaktora szkolnego szmatławca, ale spadło to kilka pozycji niżej na liście aktualnych priorytetów.
Drzwi do starej klasy otworzył krótką Alohomorą, po czym naparł na nie ramieniem, mając w większości zajęte ręce. Panna Fimmel została postawiona bez najmniejszego ostrzeżenia, ale na tyle ostrożnie, żeby utrzymała równowagę. Ben aktualnie nie miał ochoty wycierać nią podłogi. Odetchnął krótko, wykrzywiając usta w grymasie, gdy jego wzrok padł na zranioną przez srebro rękę dziewczyny – nie wyglądało to ani odrobinę lepiej, wręcz gorzej niż kilka chwil temu i chyba poczuł nieśmiałe wyrzuty sumienia.
- Co ty wiesz o superbohaterach – mruknął, nie przejmując się resztą tego komentarza. Wyzwiska i groźby powtarzane po raz enty naprawdę nie nabierały na efektywności, a wręcz przeciwnie – póki co wywoływały jeszcze drobne ukłucia rozdrażnienia, które niedługo z pewnością przestaną w ogóle cokolwiek znaczyć. Porunn bardzo jasno i wyraźnie wyrażała swoje myśli, nie zostawiając wiele miejsca na domysły.
- Z czego mam się niby śmiać? Chyba tylko z twojej głupiej miny – stwierdził, kręcąc nieco głową i pewniej chwytając wiązową różdżkę. Tłumaczenie w tym momencie, że Ben nigdy się nie śmiał, mijałoby się z celem. Poza tym, Ślizgonka wcale nie musiała wiedzieć o tych drobnych skrzywieniach charakteru prefekta, które zwykle odstraszały od niego nowych ludzi. Zrobił krok w momencie, w którym padła kolejna groźba, ale i ona została po części zignorowana. - Nie opłaca ci się to. Musiałabyś szukać nowego worka treningowego – powiedział kwaśno, czując drgający lekko mięsień na szczęce. Wciąż miał na szyi siniaki po jej palcach i wcale nie czuł się z tym faktem dobrze. Obserwując reakcje Porunn, gotów obronić się przed ewentualnym atakiem, powoli uniósł różdżkę.
- Doloris Finis – jego głos brzmiał pewnie, nieco twardo, ale intencja płynąca z zaklęcia uśmierzającego ból była aż nadto jasna. Promień łagodnego światła rozlewającego się po rękach Fimmelówny i wnikający w jej ciało przez moment rzucał na twarz groteskowe cienie. Krukon wyciągnął pustą dłoń, rzucając Ślizgonce wyczekujące spojrzenie.
- Na Merlina, jakbym chciał urwać ci te ręce, nie bawiłbym się tak – mruknął ze zniecierpliwieniem po chwili bezruchu, samemu biorąc ją za nadgarstek i nakierowując najgorzej zranione przedramię tak, by stało się lepiej widoczne. Wskazówki Sama odnośnie potencjalnie odpowiednich zaklęć same wysunęły się na pierwszy plan, wypełniając głowę Krukona. Zmarszczenie brwi nadało jego twarzy posępnego wyrazu, gdy w skupieniu powtarzał znane formuły:
- Episkey. Rakkausinta.
Nie wystarczyło to, by naprawić uszkodzenia wywołane reakcją na srebro, ale pod czujnym okiem prefekta skóra powoli nabierała swojego naturalnego koloru, a łuszczenie jej płatów przebiegało jakby wolniej, niemrawo. Ben nie czuł nic – skupiony na rozwiązaniu problemu na chwilę odsunął od siebie wszelkie uprzedzenia. Rolka bandaża, którą jak wiele innych rzeczy nosił stale w kieszeni szaty, wraz z krótkim Ferula pomknęła ku zranieniom Fimmelówny, otaczając je zgrabnym kokonem opatrunku. Zanim z powrotem przeniósł spojrzenie na twarz znienawidzonej dziewczyny, Szkot odetchnął głęboko, jak najciaśniej uczepiając się spokoju, którego strzęp przyniosło zajęcie się obrażeniami.
- Taka reakcja na srebro nie jest normalna – powiedział krótko, patrząc w jasne oczy Porunn. - To jedna z tych rzeczy, które lubią wymieniać w podręcznikach do OPCMu.
Próbował ją wybadać, nie rzucając przedwcześnie żadnych oskarżeń.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 4:30 pm

Sytuacja była dla niej bardzo niekomfortowa, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że była zamknięta w klasie z chłopakiem, którego głowę najchętniej oglądałaby nabitą na kijek przed wejściem do Hogwartu. Było w nim coś, co prowadziło do zachowań przez nią zupełnie nieprzewidzianych, jakby kierowała nią siła, której nie potrafiła się przeciwstawić. Brzmienie jego imienia doprowadzało do uczucia skurczu gdzieś w dole brzucha. Za jednym jego spojrzeniem, otwierał się jej nóż w kieszeni. Najwidoczniej jednak tego dnia wszystko miało się obejść bez obijania sobie wzajemnie twarzy. Oby. Porunn niestety dostała od Bena manto w taki sposób, w jaki chyba nikt się nie spodziewał. Miała tylko nadzieję, że nic nie będzie podejrzewał, a nawet jeśli, to da jej święty spokój z pytaniami. Jej problemy nie należały do jego spraw i tego wszyscy powinni się trzymać. Dziewczyna nigdy nie była zwolenniczką opowiadania jak bardzo jest jej źle. Trzymała wszystko w sobie, wyżywając się po prostu na innych, rozładowując tym samym negatywną energię nagromadzoną w jej głowie.
Zacisnęła mocno pięść na swojej broni, gdy Ben się zbliżył, wyciągając tym samym różdżkę w jej kierunku. Dojdzie w tym miejscu do ich kolejnej potyczki, z której to Watts tym razem wyjdzie zwycięsko? Bała się, że wyczarowanie skutecznego zaklęcia byłoby przez nią teraz niemożliwe, gdyż przeszywający ból rąk był nie do wytrzymania. Odpadająca skóra płatami na pewno nie wyglądała apetycznie ani nie zachęcała do bliższego kontaktu. Nie wiedziała jeszcze jak długo ten stan się utrzyma, niestety, zaklęć z magii leczniczych zupełnie nie znała, a do skrzydła szpitalnego jakoś jej się nie spieszyło. Spojrzała z niechęcią w stronę Bena i dosłownie w tym samym momencie oślepiło ją delikatne białe światło wydobywające się z jego różdżki. Owinęło ją błogie uczucie uśnieżonego bólu, który znacznie zelżał i nie był już tak bardzo dotkliwy, jak jeszcze sekundę temu. Milczała, wypuszczając swoją różdżkę z dłoni, która potoczyła się pod ścianę sali, w której oboje mieli zamiar spędzić trochę czasu. Znowu ją można powiedzieć, że ratował. Nic więc dziwnego, że jej siostra, Aria, tak bardzo go lubiła. Watts zdawał się być tym cholernym księciem na białym koniu, który ratował z opresji, będąc przy tym także niezwykle delikatnym. I być może Porunn mogłaby się z nim w jakiś sposób dogadać, to raczej małe szanse, żeby na dłużą metę się ze sobą zgadzali i bez problemu porozumiewali. I to nie z winy Bena, a raczej Porunn, która działała impulsywnie, niszcząc przy okazji wszystko, co stawało jej na drodze, dopiero później ewentualnie dostrzegając konsekwencje swojego zachowania i czynów.
Ben szarpnął ją za nadgarstek, przyciągając tym samym jej ręce, prostując je. Zaczął znów rzucać jakieś zaklęcia, które może kiedyś obiły jej się o uszy, jednak długo w głowie nie zostawiły. Może powinna się zacząć i tego uczyć? Być może z pozoru niewinnie wypowiedziane formuły w rzeczywistości stanowiły śmiertelną broń, która dzięki podstępem zasadzała w jej żyłach truciznę, zabijając ją powoli, czasami nawet tygodniami. Paranoja? Raczej zdrowy rozsądek, podpowiadający jej, że nieśmiertelna nie była, a na każdym rogu czaiły się osoby, które chciały odpłacić jej pięknym za nadobne. Nim się jednak zorientowała, rolka bandażu popłynęła prosto na nią, owijając się wokół jej zranionych dłoni. I to było niesamowicie dziwne, że ta magia tak bardzo ją zadziwiała. Była przydatna, jednak jednocześnie zdawała się bardzo jej obca. Szybko przeszło jej przez myśl, że może powinna poprosić swoją siostrę o kilka lekcji prostych do zapamiętania zaklęć, które mogły być całkiem przydatne w życiu codziennym. Taki bandaż mógł świetnie nadawać się do powieszenia kogoś na drzewie… wróć, zatamowania krwotoku zewnętrznego.
- Słuchaj. Gdybym umiała tę dziedzinę zaklęć, to może i bym się odwdzięczyła, rzucając jakieś czary-mary w stronę twojej posiniaczonej szyi. Bylibyśmy kwita – powiedziała, wskazując palcem na wysoki kołnierz, pod którym doskonale wiedziała co ukrywa. Dziwiła się, ze pomimo znajomości białej magii, postanowił pozostawić sobie ślady na szyi, ryzykując, że ktoś je zauważy. Dumbledore trzymał w swojej szkole chorych uczniów, i tak, Porunn zdecydowanie zaliczała się do tego niewinnego grona.
Myślenie Bena zmierzało jednak w zupełnie nie tym kierunku, który powinien. Zaczął się zastanawiać skąd taka reakcja na srebro, szybko powiązując ją z książkami z obrony przed czarną magia. . Cholera. Musiała coś szybko wymyślić, żeby z tego wybrnąć w miarę podniesioną głową.
- Napotkałam na swojej drodze Chrobotka, w Skandynawii. Byłam na parę dni w domu. Upadłam i mnie poraniły. Teraz mam uczulenie na wszystko co zimne, bo tak reaguje moja skóra, organizm jeszcze nie doszedł do siebie – powiedziała, mając tylko nadzieję, że złapie haczyk i przestanie się dopytywać. Nie była to jego sprawa przecież. A nawet jeśli by się dowiedział prawdy, to nawet nie chciała myśleć o tym, co by z tym wszystkim zrobił. Użył wiedzy jako broni przeciwko niej samej? W sumie, na pewno w jakiś sposób by to zadziałało, bo im więcej osób by wiedziało, że w szkole uczy się wilkołak, tym wywołałoby to większą panikę i być może, musiałaby opuścić mury szkoły.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 4:31 pm

Nie spodziewał się wiele po tym dziwnym spotkaniu – zakładał raczej, że jedynymi rzeczami, jakie z niego wyniesie, będą rozdrażnienie oraz utrzymujący się podły humor. Nawet uzyskanie chwilowej przewagi nad krnąbrną, nieprzewidywalną dziewczyną nie przynosiło mu takiej satysfakcji, jak się tego spodziewał. Może odrobinę. Tyle, by zaspokoić najbardziej podstawową potrzebę kontroli i dominacji, które w jego przypadku sukcesywnie rozrastały się do ponadprzeciętnych rozmiarów. Nikomu nie było to na rękę, szczególnie samemu zainteresowanemu.
Skupienie na konkretnym zadaniu, w tym przypadku leczeniu cudzych obrażeń, wyłączało w głowie Bena nadmiar emocji, ściszając je do szumu gdzieś w tle. Mogłoby się walić i palić, a on prawdopodobnie dalej robiłby to, co do niego należało – w granicach rozsądku oczywiście, każdy zauważyłby, że sufit mu spada na głowę, albo ziemia rozstępuje się pod nogami. Póki wymawiał formuły zaklęć ze zmarszczką koncentracji żłobiącą niewielkie wgłębienie między brwiami, był jak kwiat lotosu na tafli niezmąconego jeziora. Nie obserwował twarzy Porunn, szukając na niej ewentualnych reakcji na to, co robił, przez dłuższy moment zainteresowany tylko i wyłącznie rękami Ślizgonki. Które, nie chwaląc się, zaczęły wyglądać lepiej. Dopiero kiedy wyciągnięta z kieszeni rolka bandaża podskoczyła pod wpływem czaru, Szkot odetchnął krótko, podnosząc dłoń. Powoli potarł skroń palcami, jakby chciał odpędzić nadchodzący ból głowy. Z pewnym zaskoczeniem zerknął na twarz dziewczyny, gdy zaczęła coś mówić o wyrównywaniu rachunków i o tym, że gdyby mogła, zmyłaby z jego skóry ślady po siniakach. Czy to... Czy to był jej dziwaczny sposób na przeprosiny?
- Lepiej, żebyś już nie wyciągała rąk do mojej szyi – mruknął, krzywiąc się w niezbyt elegancki sposób. Samodzielnie mógł się pozbyć tych śladów i nie potrzebował do tego cudzej pomocy – a już tym bardziej od osoby, za której sprawą tam wykwitły. Musiały zagoić się w swoim tempie, bez przyspieszania całego procesu. Być może zmuszony do przeżywania związanych z tym niedogodności, Ben w końcu nauczyłby się nie pokładać w Porunn nawet okruszka zaufania. Nie należało jej się.
- Chrobotki – powtórzył powoli, kiedy Norweżka odpowiedziała na wzmiankę o srebrze. Watts nie był może orłem z ONMSu, ale pamiętał co nieco na temat stworzeń przypominających mięsiste, różowe grzyby uzbrojone na kapeluszach w kłującą szczecinę. Umysł uparcie nie chciał podsuwać informacji na temat możliwych toksyn, a całe to wyjaśnienie z reakcją alergiczną na chłód wydawało się bardzo, BARDZO naciągane. Krukon ugryzł się w język, by nie wysyczeć, że nie był idiotą i potrafił rozpoznać kłamstwo, w dodatku szyte tak grubymi nićmi, decydując się na zupełnie inne posunięcie. Przekrzywił nieco głowę, dłuższą chwilę przyglądając się pannie Fimmel, jakby oczekiwał, że doda coś jeszcze – gdy nie otworzyła już ust, wycelował różdżką w przestrzeń nad ich głowami, dokładnie wymawiając zaklęcie:
- Efulgeonivosus.
Niewidoczne krople wody krążące w powietrzu uderzone promieniem transmutacyjnego czaru zaczęły się wytrącać i przemieniać w płatki śniegu. W jednej chwili zimny, biały puch rozsypał się nad głowami Bena i Porunn, osiadając im na włosach, ramionach, lepiąc się do twarzy. Spojrzenie Szkota wyraźnie się zachmurzyło, gdy pod wpływem chłodu nie zadziało się zupełnie nic – żadnego syczenia i dymienia skóry, żadnej separacji i płatów odrywających się od reszty.
- Mogłaś chociaż wymyślić lepsze kłamstwo – powiedział zadziwiająco spokojnie, biorąc pod uwagę narastającą irytację. Nie był w stanie znieść, gdy mówiło mu się nieprawdę, rozjuszało go to z niewytłumaczalną skutecznością. Wystarczyło na początku powiedzieć, że nie chciało się czegoś mówić – jeśli nie uważał, że brak informacji może zagrozić czyjemuś zdrowiu lub życiu, odpuściłby. A tak tym usilniej zaczął się zastanawiać, co powodowało gwałtowną reakcję ciała na srebro. Pierwsze, najbardziej oczywiste wyjaśnienie zmroziło go na moment do szpiku kości, podsuwając wizje pełni księżyca, kłów i pazurów. Być może nawet zbladł, ale nie miał jak tego sprawdzić. Zrobił kilka kroków do przodu, zmuszając tym samym Porunn, by się cofnęła, jeśli nie chciała zostać stratowana, a gdy oparła się plecami o ścianę, chwycił za przód jej mundurka. Śmiało patrząc jej prosto w oczy, Ben przycisnął różdżkę do boku dziewczyny i powiedział tylko jedno słowo:
- Legilimens.*


*użycie legilimencji uzgodnione z drugim graczem.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Wrz 20, 2015 5:29 pm

Ben okazał się osobą o znacznie wyższym poziomie inteligencji i spostrzegawczości niż Porunn wcześniej zakładała. Niestety, posiadał też talent do wpadania w tarapaty, o dziwo z nią w roli głównej. Brak instynktu samozachowawczego z pewnością będzie miał wpływ na późniejszą karierę w jego życiu. Albo nie doczeka spokojnej starości i zginie śmiercią tragiczną, bądź trafi na sam szczyt. Wszystko zależało od sytuacji w jakiej się w danym momencie znajdzie i postanowi wepchać łeb w paszczę lwa. No cóż, do odważnych świat należy, jak to mówią. Była ciekawa jak dużo prawdy w tych słowach się znajdowało i ile się sprawdzi w przyszłości.
Nim się zorientowała, Ben rzucił zaklęcie, którego się nie spodziewała. Był po prostu bezczelny! Sprawdzał, czy mówiła prawdę czy nie? Tak naprawdę w ogóle nie powinno go to obchodzić skąd się wzięły te rany. Przecież nie jego sprawa, a teraz, kiedy pod wpływem zaklęcia woda zamieniła się w chłodne płatki śniegu  opadające na jej skórę, mógł po prostu wywnioskować, że kłamała. Nie umiała dobrze kłamać, przynajmniej nie wtedy, kiedy była wściekła i zarazem roztrzęsiona. W dodatku Watts wywoływał u niej niepohamowane odruchy, których nie umiała powstrzymać. Najchętniej wepchnęłaby go do piecyka i sprawdziła jak jego skóra reaguje na ogień. Byłoby to co najmniej zabawne. Z autopsji wiedziała, że sama miała alergię na ogień.
- Watts, nie powinno cię to interesować. Lepiej dla twojego dobra, abyś po prostu odpuścił i … - nie skończyła zdania, kiedy chłopak postanowił wypowiedzieć kolejne zaklęcie. Inkantacja wydawała się dla niej bardzo znana, kiedyś chyba czytała o tym w księgach czarno magicznych. No tak… ten dupek nauczył się czegoś, o co go w pierwszej chwili nawet nie podejrzewała. Kto by pomyślał, że z pozoru grzeczny i ułożony prefekt Ravenclawu postanowił zacząć babrać się w tego typu zaklęciach. Pewnie, gdyby nie użył go właśnie na niej, poczułaby do niego respekt. Teraz jednak sprawił jej psychiczny ból, a powrót do tych konkretnych wspomnień i sytuacji sprawił, że było to co najmniej niekomfortowe.

Ojciec siedzący w fotelu, utykający. List, konkretny list, który musiała dostarczyć komuś, czekającemu w dzielnicy Śmiertelnego Nokturnu. Poszła tam sama, bo przecież co mogłoby się jej przydarzyć? Była dzielna, nie czuła strachu, a nawet jeśli, to starała się zupełnie tego po sobie nie pokazywać. W końcu to na pewno przykułoby uwagę osób mijających ją. Od dawna wiadomo, że konkretna dzielnica nie należała do przyjemnych, a niebezpieczeństwo czaiło się na każdym kroku. I gdyby wtedy tam się nie pojawiła, to być może wszystkiego by uniknęła. Jednak skąd mogła o tym wiedzieć? Życie było pasmem niespodzianek, najczęściej tych nieprzyjemnych. Każdy jednak z tym żył, albo ginął w potwornych męczarniach.
Tawerna, nie było jakoś mnóstwo ludzi. Pomniejsze jednostki siedziały przy drewnianych stołach i sączyły to niesamowicie wstrętne piwo, które i Porunn sobie zamówiła. Dostarczyła list osobie, która uciekała przed nią, prowadząc właśnie tutaj. A później po prostu przekazała jej ostrzeżenie, jednak Porunn go nie zrozumiała. Zlekceważyła je, postanawiając trochę odpocząć w towarzystwie podejrzanych jej osób. Jeśli chciał ją przestraszyć, to zupełnie mu nie wyszło. Podniosła się dopiero po pewnym czasie, gdy kufel wątpliwej czystości był już pusty. Szykowała się do wyjścia, założyła czarny płaszcz i kaptur na głowę i ogarniając jeszcze raz miejsce spojrzeniem, wyszła.
Ciemna uliczka. Ktoś ją cały czas śledził, jednak gdy przyspieszyła kroku i skręciła w złą uliczkę, która okazała się ślepą. Poczuła jak ciężar wielkiego cielska ją przygniata, a ona upada z impetem na zimny i mokry bruk. Szarpała się, jednak przeszywający ból rozszarpanej pazurami ręki sprawił, że poczuła nie tylko strach, a przerażenie. Pierwszy raz w życiu uświadomiła sobie, że nie chciała umierać. Nie w taki sposób. Krew, zapach krwi, jej własnej, pobudził zmysły, a ona niczym zaatakowana owca, chciała ze wszystkich sił się uwolnić i uciec. Niestety, nie udało się. Ostre jak brzytwa kły napastnika zatopiły się w bok jej brzucha, a ona miała wrażenie, że zaraz zwymiotuje z bólu. Później nic nie mogła sobie przypomnieć, nie pamiętała co się stało dalej. Tylko te żółte ślepia, które spędzały jej do dzisiaj sen w powiek.


Odsunęła się od Wattsa jak oparzona, zakrywając twarz dłońmi, gdy tylko poczuła, że miała mokre od łez policzki. Przytuliła się plecami do zimnej ściany klasy, starając się opanować przyspieszony oddech. Nie miała zamiaru pokazać mu, że płakała. Gdy pierwszy szok minął, otarła łzy rękawem i spojrzała na chłopaka rozwścieczonymi błękitnymi oczami. Poczuła, jak uderza stopą o różdżkę. Szybko się po nią schyliła i wyprostowała rękę, celując prosto w chłopaka. Jeśli mogła go jeszcze bardziej nienawidzić, to właśnie się to udało. Nie miał prawa zaglądać do jej głowy, niczym niechciany podglądacz. Wiedział o niej to, o czym prawie nikt nie miał prawa wiedzieć. A jednak okazało się, że mogło być znacznie gorzej, niż zakładała na samym początku.
- Jak śmiałeś?! – warknęła, oddychając w przyspieszonym tempie. Nie udało jej się w pełni opanować, a może nawet nie chciała próbować. Jedyne, czego teraz pragnęła, to zobaczenie głowy Wattsa nabitej na wielki kij w jej pokoju. Jako przestroga, żeby nie pozwalać innym osobom zbliżać się do niej zbyt mocno. Nie miała w ogóle pewności, że Krukon dotrzyma tajemnicy. Niby z jakiej racji? Nie ruszyła się o krok, celując bez przerwy leszczynową różdżką w chłopaka. Niech tylko się ruszy o krok, a rozwali mu tę głowę najstraszliwszym zaklęciem, jakie znała. Nic jej nie powstrzyma, a wizja Azkabanu za morderstwo w tej chwili jej w żadnym wypadku nie przerażała.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Wto Wrz 29, 2015 5:09 pm

Zanurzył się w znajomej ciemności, wsunął dłoń we fragment ciasnego splotu miliona cieniutkich nitek, szarpnął za niego bez litości z wyraźną intencją. Obraz, który przywołał, był ostry jak świeżo wyjęta z pojemnika wywoływacza fotografia.
Hallvard Fimmel, ojciec którego nigdy nie chciała zawieść – jej największy wyznacznik wartości i dumy z własnego życia. Zadanie, choć przyjęte z pewną niechęcią palącą delikatnie trzewia, podsycającą strach, jaki czuła gdzieś na dnie serca, ale usilnie nie pozwalała mu podnieść łba oraz dojść do głosu. Powoli wycofał się ze wspomnienia, niemal pieszczotliwie odłożył je na miejsce i pozwolił ukryć się pod kolejnym kłębkiem myśli. Delikatnie rozsunął poplątane nitki obrazów, cierpliwie odszukał kolejne, te coraz ważniejsze, te których naprawdę szukał. Dostrzegając złotawy poblask, nakierowujący w odpowiednim kierunku, zacisnął mocniej palce na jednej z nici, które  przelewały się w jego dłoni, pociągnął i zanurzył się we wszystkim, co tworzyło zlepek wspomnień. Czuł na języku nieprzyjemny smak cienkiego piwa, czuł unoszącą się w powietrzu kwaśną woń spoconych ciał wypełniającą tawernę. Rozdrażnienie i nieznany mu dotąd rodzaj chaotycznej złości wartko popłynęły żyłami, kiedy osoba, jaką musiał odnaleźć, rozpoczęła idiotyczną ucieczkę, która zakończyła się niezrozumiałym ostrzeżeniem. Wariat. Otaczali go dziwni, maluczcy wariaci, niewarci jego uwagi. Spadkobierca starego, potężnego rodu nie musi na nich patrzeć inaczej niż jak na bezwartościowe wory mięsa i kości. Ojciec jednak czekał, a jego cierpliwości nie można było testować w nieskończoność, wiedział o tym od zawsze. Właśnie dlatego w końcu się podniósł i rzucając pozostającym w tawernie ostatnie, płonące pogardą spojrzenie, wyszedł z powrotem na ulicę, wdychając haust zimnego powietrza, które zabolało przełyk i na moment zakręciło w głowie igiełką bólu. Sądził, że dokładnie pamięta drogę, pewność paliła pod skórą jak ogień. Wraz ze złym skrętem, ciężar śmierdzącego zwierzęco cielska powalił go na ziemię z siłą wstrząsającą kręgosłupem.
Ciężar uczuć Porunn zalewał płuca, rósł, grożąc rozerwaniem klatki piersiowej.
JA NIE CHCĘ UMIERAĆ!
Czuł jej gwałtowny, palący strach jak własny – czuł jak rozlewa się po wszystkich członkach, jak rosi skronie potem, jak wywołuje pożar.
Zgaśnie jak świeczka zdmuchnięta w ciemny wieczór. Zgaśnie, jeśli zaraz czegoś nie zrobi, jeśli nie przełamie przerażenia.
Para żółtych ślepiów wyryła się już na zawsze pod powiekami, przypominając o sobie za każdym razem, gdy zamknie oczy.


By dokonać zakończonego sukcesem ataku na czyjś umysł, trzeba było dwóch rzeczy: miażdżąco silnej woli oraz idealnej koncentracji. Nie istniała inna droga, inne rozwiązanie – bez opanowania siebie samego nie mogło być mowy o zajęciu się tą dziedziną magii. Jednakże, wyćwiczone miesiącami treningów skupienie czasem było jednocześnie błogosławieństwem i przekleństwem.
Zagłębiając się w cudzych myślach, wspomnieniach, emocjach – wszystkim, co stanowiło o wyjątkowości jednostki – Ben całkowicie odcinał się od zewnętrznego świata. Poświęcał jej swoją niepodzielną uwagę. Byłoby w tym niezakłóconym studium duszy coś poetyckiego, gdyby nie jeden bardzo prosty fakt. Używając legilimencji, Watts był całkowicie bezbronny wobec zewnętrznego ataku. Choć trzy lata ćwiczeń mogłyby wydawać się niektórym długim okresem, było to zdecydowanie zbyt mało, by wyrobił w sobie odpowiednią podzielność tak silnie ukierunkowanej uwagi. Tylko dlatego Porunn zdołała wyrwać się dłoni trzymającej w garści materiał jej mundurka.
Głos Norweżki docierał jak spod wody, leniwie rozpędzał ciemność pod powiekami. Zbyt długo nie ćwiczył tak, jak powinien, jak uczył go Peter. Oszołomienie nie było niczym dziwnym, nie kiedy zszedł tak głęboko – stanowiło to jednak wybitnie głupie posunięcie, gdy nikt nie pilnował twoich pleców.
Weź oddech, upewnij się, że wciąż masz ciało. Że nie jesteś tylko świadomą kupką atomów dryfującą w przestrzeni.
Zamglone, nie skupione na żadnym konkretnym punkcie spojrzenie powoli się rozjaśniało, nabierając wcześniejszej przejrzystości i przenikliwości. Dłoń Bena, ta w której nie trzymał różdżki, odruchowo powędrowała ku bokowi, którego rozszarpanie kłami jeszcze niedawno odczuwał jak własne. Na krótki moment zacisnął palce w tym miejscu na ubraniu, nieświadomie marszcząc brwi i oddychając szybciej, płycej, jakby właśnie przebiegł maraton. Ciężar wiedzy, którą właśnie posiadł... Nie, którą wyrwał z cudzego umysłu, zaciążyła na ramionach, zginając kark ku ziemi, zmuszając by walczył z własnym sumieniem i na powrót się wyprostował. Zaakceptował to, co zrobił i zajął się możliwymi konsekwencjami.
Ben powoli wyprostował sylwetkę, poruszając nieznacznie głową, by przegonić sztywność szyi i dopiero wtedy spojrzał z powrotem na Porunn – gniew płonący w jej oczach nagle wydał mu się o wiele bardziej zrozumiały po tym, jak samodzielnie go doświadczył w najbardziej intymny z dostępnych czarodziejom sposobów. Z zaskoczeniem zdał sobie sprawę, że teraz w jego obliczu był w stanie bez większego problemu unieść tarczę spokoju, a widok różdżki wycelowanej w sam środek torsu nie powodował chęci odgryzienia Ślizgonce głowy. Swego rodzaju oswojenie jej wściekłości okazało się bardzo ożywcze.
Ale nie to było w tej sytuacji największym problemem.
- Nie zacznę nagle rzucać w ciebie srebrem, ani rozpowiadać na korytarzach, że miewasz problemy z owłosieniem. Możesz opuścić różdżkę – zaczął i choć jego słowa mogłyby zabrzmieć niezwykle sarkastycznie, sam tembr głosu Bena był wyprany z emocji. Chłodny, praktyczny, metodyczny. - Nie przeproszę cię za to, co zrobiłem. Kłamstwo wyzwala we mnie najgorsze instynkty.
Choć Szkot nie schował z powrotem różdżki, nie wykonywał też żadnego ruchu, by ją unieść i strzelić w Porunn zaklęciem, kiedy najmniej będzie się tego spodziewać. Poczeka na swoją okazję, taka zawsze się nadarzała – jedno krótkie Obliviate, a Ślizgonka nie będzie pamiętać, co zaszło w tej klasie, jakiego czaru użył na niej Ben, ani czego się dowiedział. Trzeba tylko wykazać się cierpliwością i sprytem. A potem nigdy więcej nie zbliżać się do Porunn, szczególnie w okresie zbliżającej się pełni księżyca.
- Ktoś w szkole wie poza Arią? – spytał, przekrzywiając nieco głowę, choć prawdę mówiąc, w ogóle nie spodziewał się, że Fimmelówna uraczy go odpowiedzią. Prędzej jakąś wredną klątwą, ale na to przynajmniej był przygotowany, dyskretnie zerkając ku dłoni, w której trzymała różdżkę, gotów rzucać przeciwzaklęcia przy jej najmniejszym drgnięciu.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon Paź 12, 2015 9:47 pm

Ben wszedł tam, gdzie nie powinien, gdzie wstęp był surowo zabroniony. A jednak postanowił zlekceważyć zakazy, przy okazji nie biorąc nawet pod uwagę tego, że mogło się to dla niego źle skończyć. Miał jednak niebywałe szczęście, że Porunn była tak zdezorientowana tym, co się właściwie stało, że nie zareagowała tak, jak było to dla niej typowe. Stała przez chwilę jak wryta w ziemię, trzymając różdżkę tak mocno zaciśniętą dłonią, aż zbielały jej kłykcie. W oczach dziewczyny malował się żal, wymalowany z niepohamowaną furią, która tylko czekała na upust i zaprezentowanie się w całej swojej okazałości. Z trudem jednak dziewczyna utrzymywała się w ryzach, nie dając tym razem potworowi wydostać się, aby zniszczył wszystko, co stało jej na drodze. W pewnym sensie poczuła niebywałą ulgę, gdy ktoś przejął jej uczucia chociaż na chwilę, dając jej po prostu odetchnąć. Nie uważała, żeby Krukon nagle ją zrozumiał i wybaczył wszystkie krzywdy, jakie mu wyrządziła. Nawet tego nie chciała, nie była słabeuszem, o nie. Szczególnie, że nie miała go za co przepraszać, tak mówiła jej duma, która czasami przyćmiewała jej normalny, obiektywny osąd sytuacji, w jakiej się znalazła. Porunn może i miała zadatki na bycie w Gryffindorze, jednak jedno było nie do podważenia i być może właśnie dlatego Tiara Przydziału postanowiła ją umieścić w domu Węża; była to chora ambicja bycia lepszym od wszystkich, poczucie wyższości nad innymi. Jej błękitne, szalone spojrzenie świdrowało w tej chwili Wattsa, jakby chciała mu wyrwać serce z piersi i zmiażdżyć z niebywałą łatwością. A jednak nie zrobiła zupełnie nic, a słowa, które wcześniej wypowiedziała, brzmiały po prostu w jej głowie jak echo, które raz uleciało w powietrze i zniknęło równie szybko, jak się pojawiło.
Nagle, ruszyła się w jego kierunku, a następnie chwyciła obiema dłońmi przód jego koszuli, przytulając się swoim ciałem do jego. Utrzymywała z nim kontakt wzrokowy niemalże cały czas, nie zwracając uwagi na to, że trzymał wycelowaną w nią różdżkę, gotów rzucić w każdej chwili zaklęcie. Sama trzymała swoją, jednak w przeciwieństwie do niego, tym razem nie miała zamiaru jej używać. Była na to zbyt zmęczona, zbyt wściekła i po prostu zagubiona. Mógł poczuć jej zapach; ziemię połączoną z piżmem i lasem. Drażnił nozdrza, gdyż nagle stał się taki adekwatny w odbiorze, dopasowany do jej prawdziwej natury, którą starała się rozpaczliwie schować w najgłębszej szufladzie, zamykanej najtrudniejszymi zaklęciami i klątwami, aby nikt nie mógł jej odkryć. Sekret jednak został wyrwany niemalże siłą z jej umysłu i rozłożony na części pierwsze, lekceważąc przy tym podstawowe zasady moralności. Czego jednak można było się spodziewać po tej konkretnej dwójce, która gdy tylko się widziała, miała ochotę skoczyć sobie do gardła, rozrywając je w najbardziej dotkliwy sposób, jaki tylko istniał.
Nie miała pojęcia, że utrzymywanie swojej tajemnicy będzie takie trudne. Nagle ludzie zdawali się być zagrożeniem, niechcianymi gapiami, którzy z pewnością coś podejrzewali. Oczywiście nie musiało wcale tak być, a jej myśli można było po prostu porównać do stanów paranoidalnych, które trudno było powstrzymać. Wszyscy wiedzieli, a jeśli nie teraz, to na pewno niedługo będą. Po co więc pytał o Arię?
- Może znowu wejdziesz w moją głowę i sobie sprawdzisz? – syknęła tuż przy jego uchu, gdy mówiąc lekko się do niego nachyliła. Na niczym już jej nie zależało. Zobaczył coś, czego nie miał widzieć nikt. I nie chodziło tutaj o to, czym się stała. Widział ją przerażoną, zrozpaczoną i zagubioną, kiedy tak naprawdę każdy miał uważać Porunn za osobę twardą, niebojącą się wyzwań, ryzykującą wszystkim, stawiając swoje życie na szali, jakby jej nie zależało. A jednak, za każdym razem, kiedy patrzyła śmierci w oczy, ona śmiała się z niej, coraz bardziej krzywdząc, cały czas zmieniając przy tym swoją postać. Najpierw potwór wynurzający się z ognia, a następnie żółte ślepia i ostre pazury, rozrywające jej ciało na strzępy.
Jedną dłoń, w której trzymała swoją różdżkę, przesunęła wzdłuż torsu blondyna, aby wsunąć swoją jedyną broń za skórzany pasek jego spodni. Dopiero wtedy rozprostowała swoje ręce na boki i odsunęła się krok od Krukona.
- Czekam.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Wto Paź 27, 2015 5:05 pm

Zabawne, że to akurat Porunn pokazał ciemną stronę swojego charakteru – ale może nie było to tak zaskakujące, jak można by sądzić? Denerwowała go wszystkim, co robiła, co mówiła, choć wcale nie tak dawno wiele by dał, by zaskarbić sobie jej zainteresowanie i przychylniejsze spojrzenie. Zauroczenie to paskudna sprawa. Szczególnie, gdy przeradza się w coś tak toksycznego i raniącego jak to, co mimo wszelkich protestów łączyło Bena z zieloną Fimmelówną.
Bo choćby zapierali się, wrzeszczeli i urywali łby przypadkowym świadkom, między nimi wciąż pozostawała jakaś dziwaczna więź. Prawdopodobnie na szkodę obojga.
Przygotowany na nią, oswojony niejako z gwałtownością, która zawsze tak chętnie przejawiała się w ruchach Porunn, Watts czekał z przeciwzaklęciami na języku, gotów bronić się przed furią. Przed burzą, przed huraganem i trzęsieniem ziemi zamkniętymi w tym niepozornym ciele. Biorąc pod uwagę, co jej właściwie zrobił, byłaby to najbardziej prawdopodobna reakcja, paradoksalnie najlogiczniejsze posunięcie, by odpowiedzieć atakiem na atak. Jego zapewnienia o trzymaniu gęby na kłódkę były niczym, nie miały żadnej wymiernej wartości – Porunn musiałaby zaufać krukońskiej uczciwości.
Wraz z pierwszym krokiem dziewczyny, dłoń uzbrojona w różdżkę drgnęła, usta rozchyliły się, by uformować zaklęcie i odpowiedzieć atakiem na atak, jednak zamiast ostrego smagnięcia klątwy,  Szkotowi dane było poczuć tylko ciepło. No dobrze, tego się akurat w ogóle nie spodziewał, bo co jak co, ale kto podchodzi i przytula się do kogoś, kto właśnie popieścił go zaklęciem kwalifikowanym jako czarnomagiczne? Na pewno nikt normalny, ale Fimmelówna zdecydowanie nie należała do tej kategorii. Gdyby zapytać Bena, co dokładnie myślał w tej chwili, nie byłby w stanie jednoznacznie odpowiedzieć, bowiem kłóciły się w nim dwie natury. Jedna chciała z obrzydzeniem odepchnąć dziewczynę i kazać jej trzymać łapy przy sobie, druga natomiast... Druga pragnęła stawiać czoła każdemu wyzwaniu stawianemu przez Porunn, odczuwała podniecenie na samą myśl o nich i dziką satysfakcję z możliwości pokonania Ślizgonki.
Co miało wygrać, rozum czy ambicja? Sześć lat wcześniej, Tiara Przydziału też miała problem ze zmierzeniem, co mocniej przemawiało w charakterze młodego Wattsa, między Ravenclawem a Slytherinem wreszcie decydując się na to pierwsze. Patrząc wstecz, pytanie czy słusznie.
Szczuła go, mamiąc ciepłem, oddechem muskającym policzek i szyję, gdy stanęła lekko na palce, by wysyczeć pytanie, które wcale nim nie było. Ciężar jej ciała zaczynał działać na nerwy, rozpalać miejsca, które Ben wolałby na zawsze osłonić przed Ślizgonką, ale było w tej niedookreślonej torturze coś słodkiego, coś co niewątpliwie dotykało psychiki w najgorszy z możliwych sposobów. Ciężko jest wysnuwać klarowne wnioski oraz formułować plany, kiedy w twoim wnętrzu szaleje istny sztorm.
Dopiero, kiedy dłoń dziewczyny przesunęła się po jego torsie, zostawiając po sobie elektryczny ślad, Ben poczuł drgnięcie mięśnia na szczęce i wykrzywienie wargi. Wraz z zatknięciem leszczynowej różdżki za pasek, zmarszczył nieco brwi, przyglądając się Porunn, jakby wietrzył podstęp. Rozkładając ręce na boki, szczując, by uderzył ją tym samym zaklęciem co przed chwilą, rzucała rękawicę, bezgłośnie nalegając, by podjął wyzwanie. Wydawało mu się, że miała jednak trochę więcej finezji, by odwołać się do czegoś innego niż jego skrzywione poczucie moralności – teraz już powinna wiedzieć, że daleko mu było do kryształowości.
Nie spuszczając wzroku z dziewczyny, Krukon zadarł nieco brodę w geście, który wyglądał w jego przypadku po prostu niewłaściwie, znów kierując koniec różdżki w stronę celu. Nie był potulnym, ugodowym i naiwnym obrońcą uciśnionych, niezdolnym do zrobienia krzywdy dla własnej korzyści oraz spokoju. A teraz, by usunąć irytujący problem, wystarczyło jedno zaklęcie.
- Obli...!
Koniec wiązowej różdżki rozjarzył się łagodnym światłem, które wraz z niedokończoną formułą zgasło jak zdmuchnięta świeczka. Co on wyrabiał...? Przez ułamek sekundy mógł przysiąc, że w miejscu Porunn zobaczył kogoś zupełnie innego, kogoś kto od ponad roku zajmował przytulną celę w Azkabanie. Widmo Petera Hawkinsa nie chciało opuścić Bena, przykleiło się do niego jak pijawka, przypominając o sobie w momentach takich, jak te. Widząc, co działo się w tej zapomnianej klasie, dawny nauczyciel zapewne uśmiechnąłby się z zadowoleniem, bezgłośnie gratulując, że jego najlepszy uczeń nie zawodził, potrafiąc sięgnąć po to, czego potrzebował i pragnął, a potem efektywnie posprzątać swój bałagan. Brawo, panie Watts. A teraz proszę dokończyć zaklęcie i usunąć z głowy tej młodej damy wspomnienia o swoich zdolnościach. Tak będzie lepiej dla ciebie. Zawsze pilnuj przede wszystkim własnych interesów, nie zapominaj o tym.
Stety lub niestety, Krukon nie chciał iść w ślady Petera, ani teraz ani nigdy.
Z rozumowego punktu widzenia niedokończenie czaru modyfikującego pamięć, było wybitnie głupim posunięciem – było też jednocześnie krokiem niezbędnym, by Ben cofnął się tam, gdzie się zapędził, odszukując z powrotem drogę do światła.
- Lubisz, kiedy ktoś sprawia ci ból? – spytał powoli, zniżając głos i krok za krokiem, zaczął niespiesznie okrążać Fimmelównę. Rozbroiła się na własne życzenie, będąc teraz na łasce lub niełasce chłopaka, którego ponoć nienawidziła, a którego intencji i posunięć nie mogła teraz przewidzieć ze stuprocentową pewnością. Wyrywając jej wspomnienia w sposób tak bezpardonowy, tak bezczelny, odsłonił elementy mechanizmu, o jakich wcześniej nie miała pojęcia. Koniec wiązowej różdżki dotknął karku Ślizgonki, powoli przesunął się w dół wzdłuż linii kręgosłupa, zatrzymując się dopiero w okolicy krzyża. Głos Bena zabrzmiał tuż przy uchu Porunn, gdy nieco pochylił głowę, ciepły oddech musnął lekko policzek.
- Czy podobało ci się to? Kiedy byłem w twojej głowie i poznawałem cię tak, jak nikt wcześniej? Czułem to co ty, ten sam zwierzęcy strach, ten sam bunt i pożar pod skórą.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Pon Lis 02, 2015 11:56 pm

Gdy zaczął wymawiać dobrze znane jej zaklęcie zapomnienia, zmarszczyła brwi, uśmiechając się tym samym kpiąco. Poznawała jego ciemniejsze strony, co bardzo, ale to bardzo jej odpowiadało. Mogła się nawet przystać na to, co chciał zrobić chociaż zapomniałaby co zaszło tej nocy, to z pewnością cieszyłby się chociaż przez tę chwilę jej uznaniem, na który sobie zapracował. Uniosła ze zdziwienia brwi, gdy jednak nie rzucił żadnego zaklęcia, opuszczając różdżkę ze zrezygnowaniem. Czyli jednak postanowił inaczej rozegrać to spotkanie? W porządku. Jeśli ma pamiętać o tym, że perfekcyjny pan prefekt miał swoją ciemną stronę, to musiała to jakoś wykorzystać. Nawet stricte dla siebie, w końcu on również znał jej tajemnice. Porunn wbrew pozorom nie była osobą, która nie potrafi się odwdzięczyć za to, co się dla niej zrobiło, a Watts ewidentnie schronił ją przed spojrzeniem innych uczniów w opuszczonej, zapomnianej przez wszystkich klasie. To było na swój sposób miłe, jednak Porunn nie mogła mu pokazać ot tak, że była mu wdzięczna za to, co zrobił. W końcu targnął do jej umysłu niczym nieproszony gość i zebrał informacje, którymi dzielić się wybitnie nie chciała. Stało się i nie mogła tego zmienić. Musiała znaleźć w tej sytuacji coś pozytywnego, co mogłoby jej się przysłużyć w przyszłości. To był bardzo dobry pomysł, jednak współpraca z Wattsem, chociaż jeszcze niedawno tak odległa, w tej chwili naprawdę wydawała się całkiem sensowna i możliwa do wcielenia w życie.
Zaczął ją okrążać, przez co i oka śledziła go spojrzeniem, uważnie obserwując. Miała wrażenie, że chciał się zabawić w kotka i myszkę, gdzie to właśnie on był tym razem drapieżnikiem. Sama oddała mu swoją różdżkę, dając mu tym samym przyzwolenie na poczucie w sobie odrobiny władzy. Gdyby chciał ją skrzywdzić, zrobiłby to w tej chwili. A ona… no cóż. Nie od dzisiaj było wiadomo, że Porunn uwielbiała, kiedy ktoś zadawał jej mniejszy lub większy ból. Jeśli kończyło się to oczywiście na krzywdzeniu. Na tamten świat jej się nie spieszyło, ale poczucie tego, że żyła jak najbardziej było akceptowalne. Nie sądziła jednak, żeby Watts zniżył się do tego poziomu, chcąc zrobić coś dziewczynie, nieważne jaka by nie była. Uśmiechnęła się kątem ust, gdy przesunął różdżką wzdłuż jej kręgosłupa. Przyjemny dreszcz wstrząsnął jej ciałem, powodując przedziwne uczucie ciepła i silnych emocji. Z jednej strony chciała się na niego rzucić i go rozszarpać za sam fakt, że się zbliżył, a z drugiej strony… mógłby podejść jeszcze bliżej, aby mogła poczuć ciepło jego ciała. I chociaż wciąż żywiła wyraźnie mocne uczucie przywiązania do Vincenta, to musiała przyznać, że i Watts miał specjalne miejsce w jej sercu. Chciała, żeby obaj cierpieli tak mocno, jak tylko było to możliwe. Była szalona. Szaleństwo przyćmiewało jej zdrowy rozsądek i myślenie, jednak jedyne, czego w tej chwili chciała, to żeby po prostu był blisko.
Odwróciła się twarzą w jego kierunku, zaciskając tym samym mocno dłonie na przedzie jego koszulki. Spojrzała mu w jasne oczu, po czym zmrużyła swoje, mając na końcu języka jakąś kąśliwą uwagę, którą jednak stłumiła w sobie, nie wypowiadając nic na głos.
Tak, uwielbiam ból. Uwielbiam, kiedy ktoś bezczelnie uświadamia mi, jak słaba jeszcze jestem i jak jeszcze wiele musze się nauczyć, żeby osiągnąć swój zamierzony cel, przeszło jej przez myśl, mając tym samym ochotę po prostu skręcić mu kark i o dziwo, mogła to zrobić bez żadnego problemu. Wystarczyło tylko znać technikę, jak najłatwiej można to zrobić, bez zbędnego wysiłku. Uznała jednak, że był zbyt mocno przydatny. Pomagał jej budować samą siebie.
- Przestań pierdolić, Watts, tylko zostań ze mną na tę noc w tej cholernej klasie. Moje rany, zadane tak de facto przez ciebie, muszą się zagoić inaczej wzbudzi to w uczniach podejrzenia, których chciałam uniknąć – powiedziała przez zaciśnięte zęby, nie odsuwając się od niego chociażby na milimetr.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Czw Lis 12, 2015 9:25 pm

Ludzie lubili sobie wyobrażać, że wszystkie rzeczy na tym świecie można było rozdzielić między dwiema kategoriami: czernią i bielą, dobrem i złem. Łatwo szło przypinać poszczególnym osobom łatki, segregować je w wygodne szufladki, nie zastanawiać się nad bardziej skomplikowaną siatką połączeń, przekonań czy tysięcy klocków doświadczeń składających się na unikatowość jednostki. Każdy miał w sobie trochę światła i trochę ciemności – zapominanie o tym, przekonanie, że świat w ten sposób nie działał, stanowiło kardynalny błąd. Częściej niż rzadziej, to właśnie ci, którzy wydawali się niezbrukani, kryształowi i czyści, nosili w sobie pamięć o rzeczach, które potrafiły zjeżyć włosy na karku.
Bena zaczynała męczyć ta gra, ten dziwaczny taniec, w którym musiał uważać na każdy krok, bo potknięcie potencjalnie oznaczało śmierć. Porunn zdawała się mieć taki efekt – wysysała energię niczym wampir krew i gdyby Krukon nie wiedział, że była czymś zupełnie innym, mógłby zarzucić jej przynależność do rodziny lestatów. Póki co jednak, miał nad dziewczyną przewagę i na Merlina, poczucie kontroli, władzy nad sytuacją, było tak oszałamiające i słodkie jak pierwszy młodzieńczy pocałunek. To, że okrążał Fimmelównę, szczuł ją słowami, stanowiło choć częściową odpłatę za krzywdę, którą mu wyrządziła w ten lub inny sposób. Do pełnego wyrównania rachunków była jeszcze daleka, daleka droga.
Kiedy Ślizgonka obróciła się w jego stronę, górna warga Bena drgnęła, jakby miał zamiar warknąć, ale powstrzymał się w ostatniej chwili. Dłoń z różdżką nie ruszyła się z miejsca, celując gdzieś w brzuch dziewczyny nawet, gdy zacisnęła dłonie na koszuli Wattsa, mnąc w palcach materiał. Jeden ruch zbyt wiele, tylko jeden, a wyśle ją do Skrzydła Szpitalnego w pudełku. Uczucie zagrożenia, jakie wywoływała mimo zamiany ról, wciąż żywo odzywało się tuż pod skórą, przypominając, by nie opuszczać gardy. Gdyby potrafił, Ben roześmiałby się w reakcji na słowa Porunn, zabił ją tym dźwiękiem, przygniótł jak pieprzonym głazem i patrzył, jak wijąc się na podłodze, próbuje z powrotem wstać.
- Chyba sama się nie słyszysz – zaczął, podnosząc wolną rękę i zaciskając palce na jednej z dłoni trzymających tak uparcie jego koszulę. - Nie stoisz na pozycji, z której można ciskać żądania.
Pochylił lekko głowę, by móc spojrzeć w oczy Fimmelówny z równego jej poziomu.
- Wciąż mogę wymazać ci pamięć i powiedzieć wszystkim o twoim futerkowym problemie. A prawda jest taka, że teraz nie mogłabyś mnie powstrzymać – odczekał chwilę, pozwalając wadze tych słów dobrze dotrzeć do samej zainteresowanej. - Na razie tego nie zrobię, bo jakaś część mnie nie chce zrujnować ci życia – w tym miejscu przewrócił oczami – Ale pilnuj się. I śpisz w drugim kącie sali. Bez różdżki.
Nie była to prośba, a warunek bez którego ich małe rendez-vous nie mogło toczyć się dalej. Dopiero, kiedy Porunn cofnęła się, zabierając dłonie, Ben odetchnął bezgłośnie, obserwując sylwetkę dziewczyny póki nie znalazła się tam, gdzie miała być. Dopiero wtedy przysunął sobie jedno z niewielu zakurzonych krzeseł, ustawił je pod ścianą i zajął miejsce. Nie było to zbyt wygodne, ale Krukon nawet się z tego powodu ucieszył – zdecydowanie łatwiej przesiedzieć całą noc bez snu, gdy coś ci ciągle uwiera. Krzyżując ręce na torsie, z różdżką wciąż w pogotowiu, Watts oparł tył głowy o ścianę, z mocnym przekonaniem, że choćby nie wiadomo co się działo, nie zaśnie w towarzystwie Fimmelówny. Cóż, jak się okazało kilka godzin później, pobożne życzenia i ciche postanowienia to nie wszystko.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Gru 27, 2015 2:30 pm

Gdyby ktoś powiedział kiedyś, że Porunn znajdzie się w takiej sytuacji, w której to Ben miał niezaprzeczalną przewagę, wyśmiałaby tę osobę. Nigdy nie wyobrażała sobie tak bardzo karykaturalnej scenerii, jaką była ta chwila, w której ona oddawała mu różdżkę, zdając się na jego łaskę. Co sobie wtedy myślała? I czy można było w ogóle nazwać to myśleniem? Prawda była jednak taka, że Porunn lubiła ryzyko, które dodawało jej siły, budowało i sprawiało, że jeszcze bardziej chciała brnąć w to wszystko, stąpając na krawędzi przepaści. Jeden, nieodpowiedni ruch, zły krok w przód, a mogłaby runąć w niekończącą się czarną otchłań bez dna. Ostrożność nie szła jednak w parze z szaleństwem, który był dla dziewczyny niczym chleb powszedni.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy chłopak w końcu przystał na jej propozycje zostania w tej klasie na noc. Czyli jednak nie chciał jej całkowitego zniszczenia pomimo krzywd, jakie mu wyrządziła. Nie mogła zrozumieć dlaczego zawsze grał księcia na białym koniu i dlaczego tak dobrze mu to wychodziło. Przewróciła oczami, po czym odsunęła się od niego na kilka kroków, po czym tak jak powiedział, poszła na drugi koniec sali. Nie miała przecież ochoty nawet spędzać nocy w jego bliskim towarzystwie, bez przesady. Potrafiła sobie sama poradzić w niesprzyjających warunkach do spania. Już nie raz nocowała w lesie i całkiem wygodnie jej było. Usiadła więc pod ścianą i podkuliła pod siebie nogi. Zerknęła jeszcze raz na rany, które powoli, płatami zaczęły się goić, jednak jeszcze sporo czasu minie, zanim znikną bez śladu. Opadła brodę o kolana i spojrzała na Wattsa, który najwidoczniej szybko zasnął. Zmarszczyła brwi i również tego spróbowała, jednak nie było to takie proste jak wcześniej zakładała. Gdy w końcu udało jej się zmrużyć chociaż na chwilę oczy, usłyszała ciche pojękiwanie. Otworzyła oczy i rozejrzała się po klasie, aż jej zaspane spojrzenie spoczęło na Benie. Nie wyglądało na to, że spał smacznie, albo czy w ogóle spał. Przez chwilę starała się ignorować te dźwięki. Być może coś mu się śniło, albo były to inne sprawy. Dopiero gdy nie przestawał się szamotać w kącie, podniosła się z miejsca nieco zirytowana, po czym ruszyła w jego kierunku, stając nad nim, aby się przyjrzeć bliżej. Spał, miał zamknięte oczy, a jego ciało wyglądało na bardzo spięte, jakby cierpiało katusze. Przykucnęła przed nim i wyciągnęła w jego kierunku dłonie, aby położyć je na ramionach, przez chwilę tylko tak stała, spoglądając na jego wykrzywioną w grymasie twarz i szybko wywnioskowała, że całkiem dobrze tak wyglądał. Niestety, chciała spać, więc nie mogła ot tak pozwolić mu hałasować. To było gorsze niż chrapanie i mówienie przez sen Arii.
- Watts, pobudka - powiedziała, po czym zamaszystymi ruchami, zaczęła nim potrząsać, aby ten wypadł w końcu z tego amoku, jakim były koszmary. Nie wyglądało to na zwykły mocny sen. Bardziej przypominało jej to zaklęcie czarno magiczne.Jednak kto też mógł potraktować go czymś takim? Nie, to raczej były jej domysły, które nie zostały poparte niczym konkretnym. Warknęła pod nosem, po czym wyciągnęła zza jego paska swoją różdżkę, po czym zmarszczyła brwi.
- Aquamenti! - wymamrotała, mając nadzieję, że zimny prysznic go rozbudzi.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Sob Sty 02, 2016 11:07 pm

Ben od dawna nie miewał koszmarów – przynajmniej nie takich, które sprawiały, że budziłeś się zlany potem i rozdygotany jak chory podczas ataku febry. Pamiętał, jak niedługo po przyjeździe do Hogwartu uparcie zaczęła śnić mu się matka. I jej śmierć w najróżniejsze możliwe sposoby, ale to tylko mózg żerował na spychanych w tył umysłu obawach. Tutaj... Tutaj było zupełnie inaczej. Jakby coś wyciągnęło po niego lepkie łapska, gdy tylko usiadł na krześle w kącie z mocnym postanowieniem, że nie zaśnie, póki Porunn znajdowała się w zasięgu wzroku. Zacisnęło długie, cienkie palce na gardle Krukona, oplotło nimi głowę, odcinając dostęp światła do oczu i zepchnęło siłą w sen. Co to były za sny! Gdyby mógł myśleć trzeźwo, Watts na pewno postanowiłby brać eliksiry każdego wieczora, byleby nie powtórzyć tego doświadczenia.
Przeżywał po kolei wszystkie najgorsze momenty swojego życia, jakby ktoś rozwijał przed nim rolkę upiornego filmu, na którym nie musiał tylko patrzeć, a grał w nim. Grał przestraszone, kilkuletnie dziecko podporządkowane surowemu tonowi ojca, jego zachciankom i planom. Patrzył w ciemną toń stawu za domem, którym groził, jeśli nie będzie posłuszny. Brnął przez kolejne klatki, tańcząc jak marionetka na sznurkach i życząc sobie, by mógł się rozpłynąć w powietrzu, nigdy nie istnieć, jeśli tak miało wyglądać dalej jego życie. Potem był gniew – niewyobrażalna wściekłość, którą tłumił w sobie, która rozrastała się jak czarny rak, gdy zamieszkał z wydziedziczonym wujem i plugawym mugolem. Były kłótnie, była pogarda i ostre słowa. A kilka scen później, gdy dziecko odrosło od ziemi i stało się nastolatkiem, był też Peter. Peter o przenikliwych oczach, który poprowadził go z własnej woli za rękę ku kratom, gdzie kłębiła się ciemność. Wsunął w dłoń klucz i pokazał jak skutecznie panować nad emocjami, jak rozłupać czyjąś czaszkę i wedrzeć się do umysłu. Jak wyrywać z człowieka wszystko, kawałek po kawałku, rozchlapując krew dookoła, aż nie zostawało nic ponad pustą skorupę. Peter, któremu musiał podać jego własne lekarstwo, wlać mu je tak głęboko w gardło, by utonął, by nie był w stanie podnieść więcej ręki. Była panika, był strach o własną wolność, były wyrzuty sumienia.
I był gniew, wciąż ten sam, wciąż tak samo gęsty i duszący, jak od zawsze pamiętał.
Choć nad tym nie panował, ciało Krukona drżało, dłonie zaciskały się w spazmach, głowa raz po raz osuwała się nieco i znów ostro podrywała do góry. Przemoczona potem koszula lepiła mu się do pleców, a drobne kropelki pojawiały się na czole i skroniach. Mamrotał słowa tak cicho, że nie sposób było dosłyszeć, co miały znaczyć, jeśli nie podeszło się odpowiednio blisko i nie nachyliło nad nim. Był wyraźnie spięty, niespokojny. Cierpiał, a potrząsanie, od którego zaczęła Porunn, by wybudzić chłopaka z tego dziwnego letargu, niewiele dało. Zmarszczył tylko mocniej brwi, wypuszczając spomiędzy ust urywany oddech i mocniej zaciskając dłoń na różdżce, której przez cały czas nie wypuścił.
Dopiero chluśnięcie wodą, które zgrało się w czasie z ponowną wizją stawu w głowie Bena, wywołało reakcję – poderwał się z krzesła jak rażony prądem, powalając Fimmelównę na podłogę z dźwiękiem, którego nie można było nawet nazwać wrzaskiem. Gdy mgła zasnuwająca niebieskie oczy Krukona rozpłynęła się po kilku urywanych oddechach, mrugnął, zdając sobie sprawę z kilku rzeczy – zaciskał dłoń na gardle Ślizgonki, przygniatając ją swoim ciężarem, a dłoń w której trzymał różdżkę, celując w głowę dziewczyny, drżała tak wyraźnie, że nie trafiłby w nic, co byłoby mniejsze od pieprzonego garboroga. Adrenalina pędziła w żyłach, spinała wszystkie mięśnie jak sprężyny, wykrzywiała rysy twarzy. Ben wzdrygnął się, gdy strumyczek wody, którą oblała go Porunn popłynął mu za koszulę. Powoli, dysząc ciężko jak po maratonie, odgiął po kolei palce zaciśnięte na gardle Ślizgonki. A potem wstał, nie broniąc się już przed falą gniewu wypierającego panikę, wlewającego się gwałtowną falą w każdy zakamarek, w którym pozostała wolna wola, wyostrzającego czerwień świata.
Ktoś mu to musiał zrobić. Takie koszmary nie były normalne.
Nie zwracając uwagi na Porunn, którą porzucił powaloną i podduszoną na podłodze, Ben pochylił głowę, zaciskając dłonie w pięści – zaklęcie, którego formuła była tak zniekształcona gardłowym głosem Krukona, że nie szło jej rozpoznać, rąbnęło w zakurzoną szafę, roztrzaskując ją na drobne kawałki. Drzazgi i kawałki większych elementów posypały się po podłodze, wzbiły gęsty obłok kurzu.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 789
Skąd : Norwegia Północna

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Sty 03, 2016 9:21 pm

Reakcja Bena zaskoczyła ją na tyle, że dała się przycisnąć mocno do podłogi. Zacisnęła dłonie na jego nadgarstku, gdy chłopak złapał ją mocno za szyję. Miała przez chwilę wrażenie, że właśnie się jej zrewanżował, byli kwita. Wiedziała, że nie mogła mu ufać, że był tak samo nieprzewidywalny jak ona. Dobrze, wiedziała o nim coraz więcej, dzięki czemu wiedziała kiedy i gdzie uderzyć, żeby go całkowicie zniszczyć. Czy jednak, gdy tylko zadawała sobie pytanie, czy naprawdę chciała skończyć z Wattsem raz na zawsze… nie znała na nie odpowiedzi. W tej chwili, gdy patrzyła na jego twarz, tym samym unieruchomiona z niesamowitą siłą, chciała tylko się dowiedzieć co też się stało. Taka reakcja zazwyczaj opanowanego chłopaka nie była normalna. Szczególnie, że już trochę go znała. Miała nawet wrażenie, że lepiej niż ktokolwiek inny. Cała ta sytuacja była na swój sposób fascynująca, ale jednak tak samo przerażająca. Nie wiedziała tak naprawdę co też czuła do Bena. Nienawiść? Tak, zdecydowanie. Jednak było w tym wszystkim miejsce na pozytywne emocje, nawet teraz, kiedy próbował ją udusić. Ktoś mu zrobił krzywdę i to nie byle jaką. Czarnomagiczne zaklęcie, powodujące, że ofierze śnią się koszmary, z których nie jest się w stanie przebudzić. Na to wyglądało i nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Gdyby tylko z niej zszedł i dał cokolwiek powiedzieć, z pewnością by mu to wyjaśniła. Tak przynajmniej powinna zrobić.
Gdy się odsunął, podniosła się na równe nogi i otrzepała, nie chowając jednak różdżki. Spoglądała niewzruszona, kiedy Watts daje upust swoim emocjom, rozwalając pobliską szafę. Zastanawiała się co też mu się śniło, jakie koszmary sprawiły, że obudził się w takim stanie. Nie była jednak osobą, która wciskała nos w nie swoje sprawy, nie interesowało ją to aż tak bardzo, żeby się pytać i próbować w jakiś sposób pocieszyć. W ogóle nie była w tym dobra, więc milczała, zaciskając mocniej palce na różdżce.
- Somitomortis, tak brzmi zaklęcie - powiedziała, w końcu, zastanawiając się jak teraz zareaguje Watts. Było to co najmniej ciekawe doświadczenie, oglądając nadzwyczaj spokojnego, opanowanego Krukona. Już kolejny raz była świadkiem jego wybuchu złości. Gdyby tak nim trochę pokierować, pokazać co mógłby zrobić ze swoim potencjałem, zostałby naprawdę ciekawym okazem czarodzieja. Nie powstrzymywała go od wybuchów złości, od siania zniszczenia, które wychodziło mu niesamowicie dobrze. Na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu, efekt zadowolenia, które odczuwała obserwując Wattsa w niesamowitym skupieniu. Stała w miejscu, nie mając zamiaru się do niego zbliżać. Była tylko ciekawa efektów, reakcji. Wszystkiego, dzięki czemu mogłaby go jeszcze bliżej poznać.

_________________


Teach me how to fight, I'll show you how to win
Put me to the test, I'll prove that I am strong

♪♫♪♫
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   Nie Sty 03, 2016 10:19 pm

W jednej kwestii Porunn na pewno miała rację – dane jej było poznawać krukońskiego prefekta od zupełnie innej strony. Tej, której nie szło dojrzeć na co dzień, bo wszystkich oślepiał blask rycerskiej zbroi, omamiał spokój, uprzejme zainteresowanie oraz rozdawane łatwo uśmiechy. Ślizgonka nie znalazła się w zamkniętym pomieszczeniu z rozeźlonym chłopakiem, któremu łatwo mogłaby nakopać i wbić do głowy, że nie da rady w bójce – nie, Ben przypominał teraz bardziej dzikie zwierzę. Cholernie niebezpieczne, jeśli tylko wykonać jeden nieostrożny ruch. O pomyłkę było bardzo łatwo, a najrozsądniejszym rozwiązaniem jawiło się wycofanie i pozostawienie go samemu sobie.
Panna Fimmel jednak nie przekalkulowała,co jej się w tej sytuacji najbardziej opłacało, albo miała wypaczony instynkt samozachowawczy – a może powód był jeszcze zupełnie inny? Tak czy inaczej stała na swoim miejscu podniósłwszy się z podłogi, przezornie nie wypuszczając różdżki z dłoni. Ta sytuacja mogła się bardzo łatwo zmienić w rzeźnię, bo choć Ben potrafił panować nad swoimi emocjami, gdy coś lub ktoś wyrwało mu tę kontrolę z rąk, odzyskanie jej przychodziło z ogromnym trudem. Wciąż roztrzęsiony po koszmarach, w które został wepchnięty siłą, Krukon ani myślał spowalniać oddechu, uspokajać bicia serca czy zamykać oczu i liczyć wstecz od stu. Nie chciał być spokojny, nie chciał być zrównoważony, miał tego wszystkiego dość. Jedyne, czego w tej chwili pragnął to roznieść na krwawe strzępy sukinsyna, który podstępnie popieścił go nieznanym zaklęciem. Szkoda, że najpierw musiała ucierpieć niewinna szafa, ale pozwoliło to Wattsowi rozładować choć cząstkę gniewu, zanim wypełnił go tak ciasno, że skóra by nie wytrzymała, a ciało eksplodowało od nadmiaru emocji.
Szkot drgnął wyraźnie na dźwięk głosu Porunn, podnosząc znowu głowę, zadzierając lekko brodę w geście, który był charakterystyczny dla Mary, a jemu przyszedł zupełnie bezwiednie. Wattsowie musieli mieć w genach coś, co w odpowiedniej sytuacji pozwalało im bez wysiłku pokazywać wyższość i ustanawiać dominację. Zadziwiająco miękko, jakby spazmy i dreszcze wciąż wstrząsające ciałem nie umniejszały nad nim kontroli, Ben obrócił głowę, spoglądając z ukosa na Fimmelównę. Niebieskie, zwykle chłodne jak fiord oczy teraz płonęły w gorączce. Somitomortis. Ona wiedziała, musiała wiedzieć. Nie czuł ani okrucha zaskoczenia pojmując, że Porunn parała się czarną magią. Słowa opuściły jego gardło, zanim zdążył je przeanalizować i przemyśleć:
- Naucz mnie.
To nie był rozkaz – raczej twarda, wypowiedziana tak pewnie prośba, że ciężko byłoby jej odmówić, zwracając przy okazji uwagę na aktualny stan Bena. Kto wie jak mógł przyjąć odmowę, gdy hamulce obsługiwane przez silną wolę zostały uszkodzone. Watts zetknął się już z czarną magią – legilimencja była przez niektórych klasyfikowana jako zdolność z tej dziedziny – i wiedział, jak mogła smakować jej nauka. Potem, krwią i bólem, ale w tej chwili nie potrafiłby się garnąć do czegoś innego równie namiętnie i z tak głęboką potrzebą. Chciał odpłacić temu, kto mu to zrobił i nigdy więcej nie zostać bezbronnym wobec sztuki, której nie pozwalała im poznać szkoła. Chciał potrafić skrzywdzić i zabić, jeśli zajdzie taka potrzeba.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Stara, nieużywana klasa   

 

Stara, nieużywana klasa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Nieużywana cieplarnia nr 3
» Stara, pusta klasa
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Pusta Klasa
» Klasa Artystyczna

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-