IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet prof. Rogińskiego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Vincent Roginsky
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 62
Skąd : Moskwa, Rosja

PisanieTemat: Gabinet prof. Rogińskiego   Sob Lut 15, 2014 11:03 pm

Gabinet profesora Rogińskiego to dość przestronne pomieszczenie. Nic dziwnego, pewnie żaden inny gabinet nie pomieściłby tylu regałów z różnymi księgami pełnymi historycznych zagwozdek i zawiłości. Choć ksiąg było tutaj co najmniej kilkaset, Vincent rzadko sięgał do którejkolwiek. Mogło się to wydawać niepojęte, ale profesor prawie wszystkie znał niemalże na pamięć. Mężczyzna był ogromnym miłośnikiem historii, co w dzisiejszych czasach było cechą wyjątkową. Przedmiot, którego nauczył spotykał się bowiem z ogólnym znudzeniem uczniów. Roginsky nie próbował przekonywać do niego młodych, bo wiedział, że i tak nic by z tego nie wyszło. Po prostu odwalał swoje, w dodatku nie zważał na to, że prawie nikt nie będzie zamierzał wiązać swej przyszłości z historią. Wymagał od uczniów tyle samo, ile wymagali nauczyciele innych przedmiotów, a czasami może nawet i za bardzo biedaków przyciskał. Prócz regałów zapełnionych książkami na umeblowanie gabinetu składało się potężne biurko z ciemnego dębu w starodawnym stylu oraz trzy krzesła do kompletu. Jedno większe i wygodniejsze dla nauczyciela, a dwa pozostałe po drugiej stronie biurka dla ewentualnych gości, którymi zazwyczaj byli gnębieni przez niego Gryfoni. Oprócz tego wielkiego biurka w pokoju znajdowało się jeszcze parę innych mebli i dekoracji, choćby kilka obrazów przedstawiających historyczne sceny lub postacią. I tak oto pierwszy rzucał się w oczy obraz ukazujący brutalne spalenie na stosie średniowiecznej czarownicy. Oczywiście wszystko na obrazie ruszało się, a na twarzy ofiary można było zobaczyć nie ból i grymas, wręcz przeciwnie, postać śmiała się zupełnie tak, jakby płomienie nie paliły jej skóry, a łaskotały ją tylko. Mówiąc o gabinecie Rosjanina, warto wspomnieć również o jego rozmieszczeniu. Mieści się on na samym końcu korytarza, oświetlają go dwa sporych rozmiarów okna i kilka niewielkich lamp, jednak wszystko to daje wystarczająco światła, aby pokój nie przybrał zbyt mrocznej atmosfery, którą i tak potęguje już ciemna kolorystyka wnętrza – ciemnoczerwony kolor ścian, obrazy o ponurych barwach i meble z ciemnego dębu.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Rogińskiego   Czw Cze 26, 2014 8:17 pm

Henry przechodził korytarzem ze stosem ulotek w rękach i w torbie. Upiorni Wyjcy w Hogsmade! Nie mógł tego przegapić. Tak więc na prośbę Madame Rosmerty razem z Harley rozdawał wszystkim ulotki i przyklejał je gdzie się dało. Nie można przegapić takiego wydarzenia! Upiorne Wyjce pojawiały się w Hogsmade baardzo rzadko, a ich sława była potężna. Przykleił zwitek do ściany, uśmiechnął się do zdjęcia i pognał dalej przed siebie.



UPIORNE WYJCE W HOGSMADE





Uwaga ludzie! Frank Lemarchal, wokalista i lider zespołu Upiorni Wyjce, we wczorajszym wydaniu Czarownicy powiadomił swoich licznych fanów o nadchodzącym koncercie w Hogsmade. Odbędzie się on 10 lipca 1977 roku, niedaleko Wrzeszczącej Chaty.




Mało tego! James Backerman, sławny gitarzysta zapowiedział, że do wygrania będą ekstra koszulki Upiornych Wyjców. Jest to główna nagroda przewidziana za najlepiej wykonany jego ulubiony utwór pt "This is the night". Koszule są unikalne, niedostępne w żadnym sklepie, tylko podczas koncertu w Hogsmade. Nie możecie tego przegapić!



Koszt biletu wynosi tylko 40 galeonów, zaś miejsca VIP i w  Loży Honorowej (tuż obok naszego zaproszonego Ministra Magii) 80 galeonów. Połowa środków zostanie przekazana na akcje charytatywne, które mają na celu pomoc osobom poszkodowanym przez działalność Śmierciożerców.



Bilety można nabyć u wspaniałej Madame Rosmerty, która wyjątkowo zgodziła się prowadzić punkt sprzedaży od godziny 10:00 do 21:00 w "Trzech Miotłach" od poniedziałku do soboty. Za kupno pierwszych dziesięciu biletów, zobowiązała się podarować po jednym piwie kremowym, a więc nie zwlekajcie! Liczba biletów jest ograniczona!

Zobacz profil autora
Vincent Roginsky
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 62
Skąd : Moskwa, Rosja

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Rogińskiego   Nie Gru 28, 2014 7:43 pm

Vincent tego wieczora nie miał żadnych szczególnych planów. Zresztą od kiedy pod przymusem zrezygnował z pełnionej przez niemalże dwa lata funkcji opiekuna Slytherinu, miał zdecydowanie więcej czasu dla siebie. Niekiedy pogrążał się więc w jakiejś historycznej lekturze, jednak znacznie częściej siadał po prostu przy biurku w gabinecie, polewając sobie do szklanki ulubionej whiskey i kontemplując. Ktoś mógłby powiedzieć, że bezproduktywnie marnował kolejne godziny, które mógłby przeznaczyć na o wiele bardziej wartościowe. On jednak czuł, że potrzebuje świętego spokoju i odrobiny odpoczynku. Odnosił wrażenie, że Voldemort o nim zapomniał, ale czy tak było naprawdę? Czarny Pan nigdy o nikim nie zapominał. Co najwyżej odkładał niektóre niezamknięte jeszcze sprawy na bardziej odpowiedni moment. Do czego był mu jeszcze potrzebny Rogiński? Czarnoksiężnik chyba już dawno zrozumiał, że nie ma prawa oczekiwać od nauczyciela historii magii posłuszeństwa. Szantażowanie go po raz kolejny wydawało się natomiast zbyt czasochłonnym procesem, biorąc pod uwagę, że istniały o wiele łatwiejsze sposoby rozwiązywania lub likwidowania problemów. No właśnie. Może Voldemort po prostu przestał traktować Vincenta jako rzeczywisty problem? Może twierdził, że ten mężczyzna nie jest mu w stanie zagrozić nawet w najmniejszym stopniu? Być może dlatego oszczędził jego życie...
Nie, to brzmiało zupełnie bezsensownie. Rogiński napełnił szklankę alkoholem i upił łyka, starając się zrozumieć motywy, jakimi podąża jego największy wróg. Próbował przewidzieć jego kolejny krok, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Jedyny punkt zaczepienia stanowił ostatni artykuł w Proroku Codziennym traktujący o dwóch śmierciożercach, którzy podjęli się nieudanej wyprawy do skrytki w banku Gringotta. Skrytki należącej do członka Departamentu Tajemnic. Co mogła skrywać ta skrytka? Zbyt wiele pytań, na które brakowało odpowiedzi. Rogogon powoli tracił wiarę, że może sam czegoś dokonać. Wiedział jednak, że Czarny Pan nie próżnuje, że zbiera gdzieś skrzętnie swoich popleczników, podczas gdy druga strona batalii nie wiedziała, czego się spodziewać. Potrzeba było współpracy, być może także i pomocy Ministerstwa Magii, którego Vince starał się unikać za wszelką cenę. Te wszystkie urzędasy przypominały mu przecież o pobycie w Azkabanie, a jakichkolwiek słów profesor by nie użył, nie potrafiłby opisać tego miejsca. Jedno było jednak pewne - wolałby zginąć, niż trafić tam po raz wtóry.
Rogiński upił jeszcze kilka łyków whiskey, stwierdzając, że powinien się odprężyć i przynajmniej na jakiś czas zapomnieć o tym wszystkim, co wydarzyło się podczas ostatniego roku szkolnego. Miał świadomość tego, że przyjdzie czas i na niego, ale póki nikt nie kwapił się, by wciągać go w kolejne mroczne wydarzenia, winien wykorzystać okazję.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Rogińskiego   Nie Gru 28, 2014 8:52 pm

Powrót do Hogwartu z Wrzeszczącej Chaty wydawał się Franzowi tego wieczora wyjątkowym przeżyciem. Powolny marsz korytarzem znajdującym się obok Wielkiej Sali przywoływał mnóstwo wspomnień dotyczących chwil przeżytych w murach ogromnego, pełnego tajemniczych zakamarków zamczyska. Chłopak starał się omijać wszystkie te zakątki, gdzie Argusowi i jego kotce najłatwiej byłoby go złapać. Bynajmniej nie obawiał się spotkania ze starym woźnym. Raczej wolał uniknąć jakichkolwiek opóźnień i szlabanów z racji zleconej mu misji. Postanowił poczekać na nadarzającą się okazję. Okazję, która miała nadejść kolejnego samotnego wieczoru. Początkowo niemiecki czarodziej myślał, by dokonać zbrodni po zmroku, wówczas, kiedy wszyscy inni znikną w czterech ścianach swojego dormitorium. Stwierdził jednak, że jeśli zostanie przyłapany w takich okolicznościach, wszelkie wątpliwości będą przemawiały na jego niekorzyść. Zrobi to więc około godziny dwudziestej, kiedy uczniowie będą wracali z ostatnich dodatkowych lekcji, na które on akurat nie uczęszczał. Kiedy wszyscy inni, którzy mają wolne, przechadzać się będą po szkolnych korytarzach nieświadomi tego, co zaraz nastąpi. Włożył rękę do kieszeni, ściskając między palcami niewielką fiolkę wypełnioną trucizną. Wystarczy kilka kropel, by wypełnić wolę tego, którego imienia nie wolno było wymawiać w obecności zdecydowanej większości czarodziejów. Wystarczy kilka kropel, by zasłużyć sobie na zaufanie, na nagrodę obiecywaną mu od lat wczesnego dzieciństwa. Przecież już wtedy Ślizgon zdawał sobie sprawę z tego, że jest przeznaczony do wyższych celów, o których wielu uczniów nie śniłoby nawet w swych najgorszych koszmarach. Czasami zastanawiał się, dlaczego akurat on urodził się w rodzinie popierającej Voldemorta i dlaczego to jemu przyjdzie kiedyś stanąć przed sądem ostatecznym. Zwykle jednak przerywał swe rozmyślania, stwierdzając, że i tak nie dojdzie do konstruktywnych wniosków. Nie miał wyboru, a nawet, jeśli w jakimś stopniu uwierzyłby w słowa głoszone przez Drake'a, nie mógłby pozwolić sobie na porażkę akurat teraz. Rachunek był prosty - albo Vincent zniknie z Hogwartu, albo Franza pochowają kilka metrów pod ziemią. Poza tym... czy podświadomie wychowanek Slytherinu nie marzył o sławie i poważaniu? Być może była to jedyna okazja, w świetle której miał szansę udowodnić swoją wartość. Pokazać, że potrafi przechytrzyć znacznie silniejszych od siebie.
Wszedł do dormitorium, zachowując się zupełnie tak, jakby nic się nie stało. I tak często unikał rozmów ze swoimi współlokatorami, więc w tym, że milczał od samego przybycia do pokoju nie było nic dziwnego. Odwiesił marynarkę na krzesło, razem z fiolką otrzymaną od Voldemorta w kieszeni, po czym położył się do łóżka. Nie mógł zasnąć, ale powód takiego stanu rzeczy również nie powinien budzić żadnych wątpliwości. Chłopak czuł bowiem już na swoich barkach ciężar odpowiedzialności. Wbrew pozorom jednak na razie na próżno było szukać w jego głowie wyrzutów sumienia, które ustąpiły raczej miejsca poczuciu zobowiązania. Sen przyszedł dopiero po kilku godzinach, a i tak siedemnastolatek obudził się już chwilę po siódmej. Właściwie nie czuł się nawet wyczerpany. Krążąca w jego krwi adrenalina pobudzała do działania i nie pozwalała na zamknięcie oczu. Jedynie rutyna, leniwe przesiadywanie na lekcjach ze świadomością tego, co stanie się wieczorem, było męczące, a Krueger nie potrafił się skupić na niczym innym, jak na fiolce, która leżała ukryta gdzieś głęboko w kieszeni marynarki.
Po zajęciach siedział do wieczora w dormitorium. Ba, nawet zagrał ze znajomym ze Slytherinu partię w czarodziejskie szachy, którą jednak przegrał dość sromotnie, gdyż jego myśli zajęte były czymś znacznie poważniejszym, niżeli ochrona króla. Kumpel obiecał jednak Franzowi rewanż, a i poczęstował szklaneczką Ognistej Whiskey. Miło z jego strony, biorąc pod uwagę, że dawka wysokoprocentowego trunku na odwagę okazała się niezwykle trafionym pomysłem. Uśpiła tę jaśniejszą część duszy, która mogła przeszkodzić w dokonaniu tego, co zabronione i niemoralne. Pozwoliła, by mrok zapanował nad ciałem i umysłem chłopaka, pchając go do wypełnienia nieuniknionej misji. Zresztą, gdyby nie on, na pewno znalazłby się ktoś inny, kto zrealizowałby plan w ramach zastępstwa. Voldemort nie był idiotą i na pewno przygotował się na obie wersje wydarzeń. Ciekawe tylko, czy wierzył, że Franz nie podda się tym ostatkom ludzkich uczuć, które po zerwaniu z Jasmine tkwiły gdzieś uśpione, czekając na jakiś sygnał, pozytywny przejaw pozwalający rozkwitnąć im na nowo.
Przed dwudziestą opuścił dormitorium, wędrując po korytarzach, jakby przygotowując się psychicznie do swojego zadania. Miał ochotę na jeszcze jedną szklankę whiskey, ale na razie nie miał czasu na przyjemności. Skierował się wreszcie do gabinetu Rogińskiego. Zapukał głośno do drzwi, a kiedy usłyszał pozwolenie na wejście, nacisnął mocno klamkę i zasiadł po drugiej stronie biurka. Uśmiechnął się w duchu, kiedy zobaczył na biurku byłego opiekuna Slytherinu butelkę Ognistej. Wszystko wyglądało tak, jak zwizualizował to sobie wcześniej w swojej głowie. Może jednak jego misja wcale nie okaże się taka trudna do zrealizowania.
Przywitał się uprzejmie, gawędząc jakiś czas o różnych niemających dla niego żadnego znaczenia sprawach, by nie przechodzić od razu do sedna. Byłoby to ewidentnie niekulturalne. Odmówił jednak zaproponowanej whiskey, mimo że jego gardziel domagała się kolejnej dawki kojącego trunku. Wiedział, że po wszystkim ktoś zacznie węszyć w gabinecie. Jeżeli odnajdzie truciznę tylko w jednej szklance, okoliczności potwierdzą, że za zatruciem stoi ktoś, kto przebywał tego dnia w gabinecie profesora. Franz wolał zaś poszerzyć spektrum podejrzanych, dodając do tego osoby, od których nauczyciel mógł kupić, bądź dostać butelkę trunku - może nawet od jakiegoś innego członka grona pedagogicznego? W tej chwili chłopak potrzebował już tylko jakiegoś asumptu, wobec którego profesor historii magii zostawiłby go na chwilę samego przy biurku. Wymyślił to sobie już wcześniej. Zdecydował, że poprosi Rogińskiego o książkę, której ten będzie musiał poszukać. Musiała być to pozycja, której nie czytywali raczej wychowankowie Hogwartu, ale która przy okazji nie wzbudzała podejrzeń, a którą nauczyciel na pewno trzymał gdzieś w swoim gabinecie, chociażby z sentymentu.
- Pomyślałem, że może ma pan książkę opisującą historię Durmstrangu, profesorze. - rzucił krótko, kiedy uznał, że nadszedł odpowiedni moment na koncert życzeń. Ślizgon miał świadomość tego, że Vincent uczęszczał do tej Szkoły Magii i Czarodziejstwa. Ponadto mężczyzna często wracał na prowadzonych przez siebie lekcjach do czasów szkolnych. Porównywał systemy nauczania. Wydawało się więc, że powinien posiadać takie tomy. Rogiński był jednak nieco zaskoczony zainteresowaniem swojego ucznia. Przez chwilę zawahał się nawet, choć ostatecznie przyznał, że ma gdzieś to, czego szuka Franz. Wyszedł do swojej sypialni, dając młodzieńcowi okazję do tego, by ten uratował swój tyłek. Siedemnastolatek nie myślał o tym, co robi, nie myślał o konsekwencjach, właściwie miał pustkę w głowie. Zdrowy rozsądek wycofał się, pozwalając instynktowi przetrwania na przejęcie inicjatywy. Nie było przecież czasu na wątpliwości. Wystarczyło tylko kilka kropel, by wypełnić wolę największego czarnoksiężnika. Franz sięgnął do kieszeni i przelał zawartość fiolki do stojącej na biurku butelki z whiskey, w której alkoholu było już znacznie mniej niż połowa. Kiedy chował fiolkę z powrotem, odwrócił jeszcze raz swoje spojrzenie na alkohol, jakby w nadziei na to, że nie zmienił on znacznie swojej barwy. Trudno powiedzieć. Chłopakowi zdawało się, że zatruta ciecz jest nieco ciemniejsza niż alkohol pozostały w szklance, jednak to mózg mógł mu jedynie płatać figle. Ponadto, nawet jeśli była to prawda, różnica była ledwie dostrzegalna i nie powinna być zauważona przez kogoś, kto nie miał świadomości tego, co zaszło przed momentem.
Rogiński powrócił do gabinetu wraz z opasłym tomem z zamkiem na okładce. Franz wziął go do ręki i położył przed sobą, dziękując za pomoc i wspominając ostatnią lekcję prowadzoną przez nauczyciela. Udawał tylko, że cokolwiek z niej pamięta, choć tak naprawdę wcale się na niej nie koncentrował. Historia magii pozostawała zawsze poza zakresem jego zainteresowań. Zresztą, jeżeli Krueger miał być szczery, ta mugolska była o niebo ciekawsza, choć fakt, takie stwierdzenie padające z ust czarodzieja mogło wydawać się dziwne. Chłopak patrzył jak profesor ponownie napełnia szklankę, pochłaniając kolejne łyki Ognistej. Zasypiał tak spokojnie jak małe dziecko. Zginął? Tego Niemiec nie wiedział. Czarny Pan nie wyjaśnił mu sposobu działania eliksiru. Mimo wszystko, należało jeszcze zatrzeć ślady. Wychowanek Slytherinu wrzucił pustą fiolkę do ognia w kominku, po czym wziął księgę pod pachę i wyszedł z gabinetu, kierując się w stronę korytarza na siódmym piętrze, który o tej porze raczej rzadko był odwiedzany. Mało kto wysyłał w końcu wieczorami sowy, zaś zajęcia w obserwatorium odbywały się dopiero o północy. Idealne miejsce do tego, by dokończyć swoją misję. Dlaczego tylko Franz zabrał ze sobą książkę? Cóż, nie łudził się, że nikt nie widział jak wchodzi do gabinetu Rogińskiego. Wolał odsunąć od siebie cień podejrzeń i w razie tego typu zarzutów przyznać się, że pożyczył tom, który zresztą zamierzał w wolnej chwili i tak przeczytać. To jeszcze nie był żaden dowód przesądzający o jego winie. W końcu nikt nie mógł wiedzieć, dlaczego Vincent nagle poczuł się źle. A nawet, jeżeli ktoś odnalazłby ślad trucizny w opróżnionej szklance po whiskey, nie można by było na sto procent powiedzieć, że to Krueger zatruł swojego profesora.

zt.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Mistrzyni Sophie
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 232

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Rogińskiego   Pon Gru 29, 2014 1:24 am

Chwilę po tym zdarzeniu panika zawitała na korytarzach Hogwartu. Za oknami na tle bezkresnego, ciemnego nieba jaśniał Mroczny Znak. Kto go wyczarował? Dlaczego go wyczarował? Nauczyciele wybiegli z gabinetów i zaczęli zaganiać uczniów do dormitoriów. Jedna ze Ślizgonek z trzeciej klasy pobiegła ile sił w nogach do pana Roginskiego, którego osobiście uwielbiała. Czuła się przy nim bezpiecznie i nie wiedziała, czemu jeszcze go nie było wśród byłych wychowanków. Zapukała parę razy, ale nikt jej nie odpowiadał. Weszła więc bez pukania. Zauważyła śpiącego nauczyciela w fotelu. Zaczęła nim potrząsać, ale nie zdawało to egzaminu. Coraz bardzie zrozpaczona błagała nauczyciela, by się ocknął. Przez otwarte drzwi usłyszała to Chantal, która kierowała Ślizgonów do lochów. Zajrzała do środka.
-Odsuń się, Claro.-poinstruowała wychowankę i nachyliła się nad Vincentem. Zbadała mu puls, następnie spojrzała na butelkę z alkoholem. Wachlującym ruchem powąchała zawartość. Jednak nie odłożyła butelki z powrotem na biurko.
-Biegnij po panią Pomfrey. Profesor został otruty. -mruknęła, a w jej chmurnych oczach pojawił się niepokojący błysk. Nie znała tej trucizny, ale bez trudu dojrzała zmianę koloru, te pojawiające się w alkoholu smugi, źle rozmieszanego eliksiru i ten nieprzyjemny zapach lukrecji. Nieprzyjemny dla niej, bo z reguły zwiastował coś niedobrego w napojach.
Nie pomyliła się.
Już po chwili pielęgniarka wraz z Chantal wyprowadziły Vincenta na magicznych noszach, a zaskoczonym wychowankom domu Węża panna Lacroix przekazała, że to jest ofiara, którą zwiastował Mroczny Znak.

Z tematu.

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet prof. Rogińskiego   

 

Gabinet prof. Rogińskiego

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet prof. Rogińskiego
» Gabinet prof. McGonagall
» Gabinet prof. Obrony Przed Czarną Magią
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-