IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Gabinet Hristiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Gabinet Hristiny   Nie Maj 17, 2015 3:49 pm

Cytat :

Gabinet jest przestronny, sprawia wrażenie większego niż jest w rzeczywistości. Niewielki kominek w rogu, mnóstwo półek na książki, świece oraz duże, ciężkie biurko z dwoma fotelami twarzą składną, minimalistyczną całość. Masa woluminów, poduszek oraz komiksów sprawiają, że pomieszczenie wydaje się być przytulne, wręcz zachęcające do pozostania w nim na dłużej. Wzrok przykuwa przede wszystkim duże okno i takie samo znajduje się również tuż nad łóżkiem, choć jego szczególnym plusem jest szeroki parapet. Koc, poduszka i oto mamy idealne miejsce do przesiadywania. Ta osobista, by nie rzec domowa przestrzeń jest oddzielona drzwiami, które są zamykane na klucz, gdy Hristina akurat w niej nie przebywa. Jednym słowem - kameralnie, miło i wygodnie.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Nie Maj 17, 2015 6:54 pm

stop

Ben sądził, że po ataku Irytka, nie mógł tego dnia doświadczyć rzeczy bardziej przykrej, bardziej irytującej – zrozumiał, jak bardzo się mylił, gdy profesor Machiavelli zatrzymał go jeszcze na moment przed wyjściem z klasy. Ni to szlaban, ni to pokręcona kara za nie wiadomo co, którą miał odbyć obok chatki gajowego wraz z Porunn Fimmel wypadała właśnie dziś. Sebastian z łobuzerskim uśmiechem wcisnął prefektowi do ręki klucz od gabinetu, jaki miał przypaść rudej stażystce, a potem oświadczył, gdzie po jej odprowadzeniu ma się udać. I jak zabezpieczyć, bo najwyraźniej niepomny na zranioną dłoń swojego wychowanka, z pełną powagą uprzedził, że będzie przerzucał nawóz w zagrodzie. Merlinie, Morgano i inni światli czarodzieje... Krukon nie miał nawet siły się denerwować – przynajmniej dopóki pewna ślizgońska panna nie próbowała ciskać w jego stronę bezpodstawnymi oskarżeniami i śmiesznymi obelgami. Po felernym wypadku pod gadającym gobelinem obiecał sobie już nigdy nie stracić opanowania w jej obecności, a zaślepienie złością choćby i siłą przekuć w lodowatą obojętność. Ciekawe na ile mu się to dzisiaj uda.
Póki co jednak miał na obsypanej brokatem głowie dużo przyjemniejsze obowiązki i chwytając za progiem walizkę nowej stażystki, zaprowadził ją na koniec długiego korytarza do drzwi nieco ukrytych w małej wnęce. Klucz gładko przekręcił się w zamku, otwierając pomieszczenie, którego Watts nigdy nie widział, a które po szybkich oględzinach okazało się dokładnie wysprzątane i przygotowane na przyjęcie gościa.
- Jedno jest pewne, do klasy runów niedaleko – rzucił, stawiając bagaż Hristiny pod jedną ze ścian, by póki co nie przeszkadzał w komunikacji. Z każdym, nawet najmniejszym ruchem wciąż rozsiewał błyszczące drobinki i choć nikt go wcześniej nie wyśmiał, teraz Ben bał się gwałtowniej poruszyć, by nie zaśmiecić nieswojej przestrzeni. Odchrząknął krótko, wsuwając dłonie do obszernych kieszeni wierzchniej szaty, mimowolnie podążając wzrokiem za nową właścicielką niewielkiego gabinetu. Wszyscy dotychczasowi stażyści, którzy pojawili się w szkole roztaczali pozornie przyjazną aurę, ale wyczuwało się do nich dystans tak jak do całej reszty grona pedagogicznego – tutaj jednak? Szkot nie dostrzegał przepaści i nie był pewien, czy to dobrze, czy źle. Zbyt duża swoboda potrafiła czasem doprowadzać do niezwykle nieprzyjemnych sytuacji, a on nawet nie wiedział, jak brzmiało nazwisko rudowłosej. I jak tu się teraz do niej zwracać? Panno Hristino? Brzmiało to nieco idiotycznie nawet w jego własnej głowie. Niekoniecznie o to pytany, Ben sam podjął się choć pobieżnego wyjaśnienia rozkładu zamku – jeszcze pamiętał jak mylące potrafiły być plątaniny korytarzy i zastanawianie się, co leżało na którym piętrze.
- Wyżej jest już tylko jedno piętro i wieże z obserwatorium, sowiarnią i gabinetem dyrektora. Na czwartym mamy bibliotekę, na pierwszym skrzydło szpitalne, na parterze wielką salę, gdzie odbywają się wszystkie posiłki. To tak w bardzo dużym skrócie – powiedział z cieniem uśmiechu czającym się gdzieś w kącie ust. Och, wiele by teraz dał, żeby zamienić swoje spotkanie ze ślizgońską Fimmelówną na zwiedzanie zamku. Jeśli Sebastian chciał go ukarać za jakieś niejasne przewinienie, mógłby to zrobić właśnie w ten sposób, Watts zdecydowanie by nie narzekał. Oczywiście zrobiłby kilka stosownie cierpiętniczych min, żeby zachować pozory, a potem w przyjemnej atmosferze pokazał co ciekawsze pomieszczenia, jakimi dysponował Hogwart.
- Proszę pytać, jest tyle różnych rzeczy do powiedzenia o tej szkole, że ciężko zdecydować od czego zacząć – dodał po chwili, robiąc wolny krok do przodu i opierając się ramieniem o ścianę. - No i profesor Machiavelli nie podsłuchuje.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Czw Maj 21, 2015 7:22 pm

Pokój nie był kosmicznych rozmiarów, ale ten aspekt akurat działał na jego korzyść. Hristina preferowała mniejsze przestrzenie, wydawały jej się być bardziej komfortowe i przytulne. Jak to mówią - "ciasne, ale własne". Warunkiem koniecznym do egzystencji na małym metrażu było duże okno, które potrafiło robić niesamowite wrażenie przestrzeni. Albo miała niesamowite szczęście, albo dyrektor znał jej preferencje i przydzielił jej idealne pomieszczenie na umoszczenie się w tym zamczysku. Co prawda kolorystyka pościeli czy zasłon nie do końca odpowiadała jej poczuciu estetyki, ale temu mogła zaradzić dwoma machnięciami różdżki, co zamierzała uczynić, jak tylko opanuje potrzebne zaklęcie. Ech, trzeba było się bardziej przyłożyć na lekcjach zaklęć, a nie siedzieć z nosem w runach. Nie żeby żałowała swojego geniuszu w tej dziedzinie, ale powinna była się zaopatrzyć w zmieniacz czasu chociażby na jeden semestr.
Po wstępnych oględzinach podeszła do swojej walizki, wyciągając z niej swojego ukochanego jaśka z logo bułgarskiej drużyny quidditcha, by rzucić go na łóżko. Vlad dreptał po podłodze z jednej części gabinetu do drugiej, stukając pazurkami, by przypadkiem nie zapomnieć o jego obecności. W sypialni już czekała na nią starannie opakowana miotła, którą wysłała tutaj wcześniej. Trochę pluła sobie w brodę z tego powodu, bo mając Zmiatacza przy sobie nie musiałaby się użerać z tymi porąbanymi schodami.
Wysłuchała skróconej informacji na temat rozmieszczenia najważniejszych miejsc w Hogwarcie, ze smutkiem odkrywając, że jadalnia jest dalej niż piętro od jej lokum. Przynajmniej wierze niedaleko, będzie łatwo się wkraść, by podziwiać widoki lub wyskakiwać na karkołomne loty na miotle, ćwicząc manewry ukochanej drużyny. O, może zacznie podpatrywać tutejsze drużyny szkolne?
- Machiavelli sprawia wrażenie takiego, który chętnie otrzymałby zaproszenie na piżama party, by obgadywać co ciekawsze sekrety. - parsknęła śmiechem, po czym przymknęła walizkę. - Staniesz na chwilę na środku, o tutaj? Idealnie. A teraz, panie imprezowiczu, proszę się okręcić wokół własnej osi, byle szybko. Albo machać rękami jak wściekły łabędź. Chcę tu mieć imprezownie pierwszej klasy.
Jej uśmiech był rozbrajająco szczery i szeroki jakby co najmniej dostała Nimbusa 1000 z wielką wstążką na trzonku. Kiedy chmura brokatu wzbiła się w powietrze, osiadając powoli na podłodze, meblach i półkach, dziewczyna zaśmiała się zamykając oczy. Potrząsnęła głową odruchowo, po czym skinęła nią energicznie.
- No, o to chodziło. Muszę robić olśniewające wrażenie, a taki gabinet będzie doskonałym początkiem.
Wróciła do walizki, wyciągając z niej księgi i zwoje runiczne, paczki z ubraniami i bielizną, kuferek z przyborami piśmienniczymi oraz masę - dosłownie masę komiksów. Marvel tu, Marvel tam, wszędzie Marvel jak okiem sięgnąć.
- A tak przy okazji, bo się czuję staro - mów mi po prostu po imieniu. Albo Hristi. Ewentualnie Vodka, też zareaguję - puściła mu oko, przeglądając zeszyty. - W końcu skończyłam szkołę tylko rok temu, wolę nie mieć wrażenia, że dorównuję wiekiem waszemu dyrektorowi. A niech to, tak to jest jak pozwalam siostrze pakować moje rzeczy. "Poukładaj tytułami i numerami", mówię. A po co!
Z rezygnacją i drgającą z irytacji brwią zatrzymała się w połowie dystansu do osobistej części, po czym rzuciła stos komiksów na połowę, która została zalana Marvelem. Oczywiście wszystkie numery znajdowały się w koszulkach zabezpieczających, nie ma to tamto. Westchnęła teatralnie i usiadła tuż przy tej wielobarwnej kupie.
- Chcesz pomóc, brokatowy chłopcze? Jestem strasznie pedantyczna jeśli chodzi o takie rzeczy. - powiedziała rozchmurzywszy się w sekundzie, chwytając pierwszy lepszy zeszyt. - Są tu jakieś ciekawe i zakazane miejsca? Ewentualnie przyjemne lokacje, gdzie można napić się i zjeść coś dobrego poza szkołą? No i jak podchodzi się tutaj do latania na miotle po korytarzu? Te wasze schody są straszne.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Pią Maj 22, 2015 1:47 am

Atmosfera swobody, którą energiczna Bułgarka z łatwością wprowadzała do pomieszczenia, w pierwszej chwili wydawała się nieco przytłaczająco. Mniej więcej do momentu, w jakim ta żywa iskra rozpoczęła ekspansję, bez zawahania zaczynając przystosowanie niewielkiego gabinetu na własne potrzeby. Zdecydowanie, z uśmiechem i bez najmniejszego nawet cienia speszenia, którego można by spodziewać się po osobie wkraczającej na zupełnie obce terytorium. Jeśli wierzyć pierwszemu wrażeniu, miała w sobie dużo zdrowej pewności siebie – Benowi jak dotąd nie udało się wyczuć fałszu ani arogancji w jej głosie i choć światło, które roztaczała, ciągnęło go jak zagubioną w ciemności ćmę, póki co oglądał je z daleka. Czasem światełko pozornie wskazujące drogę okazywało się płomieniem zdolnym spalić na popiół w chwili trwającej krócej niż mgnienie oka.
Na zmianę przenosząc powoli spojrzenie z nowej stażystki na jej beztrosko drepczącą po podłodze sowę, omówił pokrótce rozkład zamku, nie do końca będąc pewnym, co najbardziej może zainteresować Hristinę. Oczywiście zawsze pozostawała opcja zgadywania, ale wiedział zbyt mało, by się na nią pokusić. Pazurki płomykówki miarowo stukały o deski, mimowolnie ściągając na dłużej uwagę prefekta, który tylko uśmiechał się lekko, przypominając sobie, jak jego własna sowa nie odstępowała go na krok przez pierwszy rok nauki. Było to powodem wielu frustracji, niekoniecznie śmiesznych wypadków i piór utopionych w pucharze z sokiem dyniowym, ale Szkot miło wspominał ten okres. Teraz Sofia okazywała uczucia z większą rezerwą, czasem próbując posmakować jego palców, gdy uznała, że głaskał ją zbyt długo.
W ostatniej chwili ugryzł się w język, nie pozwalając przebrzmieć komentarzowi, iż na potencjalnym piżama party opiekun Ravenclawu byłby prawdopodobnie bardziej zajęty obmacywaniem każdej chętnej panny, jaka nawinęłaby mu się pod ręce. Nietrudno zauważyć, że Sebastian Machiavelli był kobieciarzem pierwszej wody, swego rodzaju zdobywcą i nawet jeśli Ben miał swoje opinie, niektóre nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. Dla jego spokoju i wszystkich innych dookoła, nie wspominając już o zwykłej kulturze. Lekko marszcząc brwi, prefekt przeszedł we wskazane miejsce na środku dywanu, po czym słysząc instrukcje wydane przez stażystkę, posłał jej spojrzenie mówiące ni mniej ni więcej a Czy ty raczysz sobie robić ze mnie jaja?. Kto normalny chciał, by w jego pokoju, osobistej przestrzeni zapewniającej odpoczynek, po wsze czasy walały się błyszczące drobiny? Watts nieco przekrzywił głowę, po czym chwycił poły wierzchniej szaty, zamknął oczy i gwałtownie potrząsnął nią kilka razy, wzbijając w powietrze wielokolorową chmurę. Zrobił to w sumie z dwóch powodów – po pierwsze, uśmiech rudej stażystki był odrobinę zbyt obezwładniający w swojej szczerości, a po drugie... Cóż. Ben zawsze starał się przestrzegać regulaminów, nikomu mniej lub bardziej nie zawadzać i być po prostu dobrym uczniem. Możliwość zrobienia czegoś, co wskazywałoby na niejaki bunt (poza alkoholem w dormitorium) i to w dodatku za czyimś pozwoleństwem, kusiła. Tak po prostu.
- Do łabędzia mi daleko z tym gabarytem – rzucił, otrzepując o siebie ręce, by pozbyć się drobinek, które nawchodziły we wszystkie możliwe zagłębienia bandaża. Jeśli cokolwiek dostałoby się do jątrzących się ran, Krukon zdecydowanie nie byłby zadowolony. Jeszcze tego mu brakowało do towarzystwa krwi i ropy.
Na usta Szkota mimowolnie znów wypełzł uśmiech czający się w ich kącie i utworzył niewielkie zagłębienie w policzku. Chciała robić olśniewające wrażenie? Powinien zapoznać ją z Irytkiem, na pewno podzieliłby się swoimi zasobami dla tak słusznej inicjatywy. Póki Hristina o to nie prosiła, nie zamierzał wyciągać rąk do jej bagażu, choć coś rwało się do instynktownej pomocy. Starał się omijać wzrokiem wyciągane po kolei przedmioty, by nie wyszło na to, że się najzwyczajniej w świecie gapił na nieswoje rzeczy. Może powinien wyjść?
A potem z walizki wysypały się starannie opakowane komiksy, które mimowolnie przyciągnęły uważniejsze spojrzenie Bena. Jeśli go pamięć nie myliła, to widział podobne rzeczy w mugolskich sklepach, chodząc z ciotką Arturią na zakupy.
- Nazywanie panią czy panną nagle nie sprawi, że urośnie ci broda jak profesorowi Dumbledorowi – rzucił z delikatnym sarkazmem, w myślach kalkulując sobie, że krzątająca się po gabinecie stażystka musiała powoli dobiegać do dwudziestki. Wyglądała tak młodo, iż ciężko było precyzyjnie określić jej wiek, mając na uwadze przynależność do grona pedagogicznego, póki sama nie dała jakichś wskazówek. Kiwnął lekko głową na znak solidarności w kwestii pedantyzmu. - Niektórzy nie rozumieją, że jeśli coś poukładają jak trzeba, to potem nie będą spędzać godzin nad szukaniem odpowiedniej rzeczy.
Zsunął obsypaną brokatem szatę z ramion, zwijając ją we względnie elegancki pakunek i porzucił na jakiś czas na jednej z pustych półek. Przy każdym ruchu podnosił chmurki brokatu w powietrze, a te kręciły go w nosie – mógł sobie chyba trochę ulżyć. Uważając, by przypadkiem nie nadepnąć na któryś z zeszytów, przysiadł niedaleko Bułgarki, chwytając pierwszy lepszy tytuł. Kapitan Ameryka, no dobrze, sortowanie i układanie komiksów zawsze jawiło się jako lepsza perspektywa niż spotkanie z Porunn, które odkładał dodatkową pomocą stażystce. A niech sobie poczeka.
- Pytasz prefekta o zakazane miejsca? – spytał z ledwie ukrywanym rozbawieniem, kątem oka zerkając na Hristinę. Jeśli w odpowiednim momencie złowiła jego wzrok, mogła dojrzeć błysk w niebieskich tęczówkach. - Mamy las, który jest dosłownie zakazany, bo biega po nim sporo różnych stworzeń. W zamku... – urwał na krótki moment, wybierając ze stosu kilka kolejnych numerów, które pasowały do zeszytu, jaki miał już w rękach. - Teoretycznie nie możemy wchodzić do kuchni, ale i tak większość to robi. Skrzaty nigdy nie mają nic przeciwko, same wciskają jedzenie. Mamy też pokój, który spełnia życzenia. Nie dosłownie, ale zawsze pojawia się w nim to, czego akurat najbardziej potrzebujesz. Powiedziałbym też, że nie powinnaś wchodzić do różnych składzików, ale jesteś stażystką, więc pewnie ujdzie ci to na sucho – oparł przedramiona o uda, pochylając się nieco do przodu. Był po cichu zaskoczony z jaką łatwością przychodziło mu pomijanie formalnego „pani”, choć później, gdy się nad tym zastanowi, pewnie będzie ciosał sobie kołki na głowie za tę niefrasobliwość. Nawet jeśli Hristina wyraźnie powiedziała, by mówić jej po imieniu. - Jeśli chcesz wyjść gdzieś blisko, to tylko do Hogsmeade. Mają miły pub, trochę mniej miłą gospodę, w której rzadko się sprząta i masę sklepów, które przyjemnie odkrywa się samemu. A z miotłami powinnaś dogadać się z panną Blackwall, naszą nauczycielką latania. To ciotka mojego przyjaciela, bardzo pogodna kobieta, do rany przyłóż. Też ruda i niewysoka, bez problemu wypatrzysz ją przy nauczycielskim stole na kolacji.
Rozmowa z kimś zupełnie nowym była na swój sposób odświeżająca, pozwalała na chwilę zapomnieć o codziennych zmartwieniach. Nie mogło to potrwać zbyt długo, bo stażystka runów prędzej czy później musiała się zaklimatyzować, wejść w rytm pracy szkoły, poznać inne osoby, z którymi przyjdzie jej pracować. Pewnie sporą rzeszę uczniów, sądząc po łatwości z jaką rozmawiała z Benem. Znajdzie grupkę wygadanych, wesołych znajomych i będzie się dobrze bawić – ciężko było dojrzeć inne rozwinięcie sytuacji.
- To mugolskie pisma? – spytał nagle, unosząc aktualnie trzymany w dłoni numer.

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Pani Norris
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 26/10/2014
Liczba postów : 38
Skąd : z Nieba (lub Piekła)

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Sob Maj 23, 2015 6:31 pm

Na miękkich puszystych łapkach przechadzała się po korytarza siejąc grozę i spustoszenie wśród osobników o słabszej kondycji mentalnej i fizycznej. Kilka osób wrzasnęło na jej widok i rzuciło się do ucieczki, a inni jeszcze wskoczyli na wysokie parapety i wygrażali się grubymi książkami. A Pani Norris szła dalej niezrażona. Wracała właśnie na parter do swojego Pana, aby mu pomóc w wymierzaniu Sprawiedliwości i Cierpieniu tych pokracznych nieopierzonych piskląt zwanych potocznie, jak to Pan wspomina, -Przeklęci recydywiści, ja wam dam popalić, będziecie ryczeć i błagać o litość, nieznośni nicponie - kotka nie wiedziała co znaczy ten ciąg dźwięków zarzynanych kurczaków, ale podpisywała się pod tym swą zgrabną łapką.
Podczas spacerku na szóstym piętrze, Pani Norris zachciało się siku. A skoro Pani Norris była Panią Norris, czyli Panią i Królową Hogwartu, mogła zaspokoić swoje potrzeby fizjologiczne gdzie tylko się jej to podobało. Wczoraj były to kapusty w ogródku gajowego, przedwczoraj klasówki faceta od transmutacji, a dzisiaj wycieraczka przed jakimś gabinetem. Uniosła tylną łapę i po korytarzu rozległ się cichutki dźwięk lanej wody. Nie zagłębiając się w opis kociej ekstazy przy tej intymnej czynności, jasne było, że wycieraczka pływała w śmierdzącym kocim moczu. Pani Norris wcześniej wylizała rozlane na podłodze piwo kremowe wylane przez jakiegoś pierwszoklasistę, bodaj Wilsona Juniora.
Wyciągnęła zad do góry, zatrzęsła zgrabnym i ponętnym cielskiem na boki, rozsiewając wokół siebie kawałki rudego, wyliniałego futra włącznie z jego mieszkańcami, którym wynajmowała rude futerko.
A gdy zobaczyła szczura, rzuciła się ze szponami i obnażonymi kłami ku następnej ofierze.
[z tematu kot]
Zobacz profil autora
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Sob Cze 06, 2015 6:55 pm

Hristina uradowana brokatem, który osiadł w tempie ekspresowym na każdym przedmiocie w polu rażenia, postanowiła skwitować to szerokim uśmiechem, który bardzo długo jeszcze siedział przyklejony do jej twarzy. Perfekcyjnie, imprezownia u Georgiew - odhaczona.
- Ależ skąd. - machnęła ręką z lekkim prychnięciem. - Upasionego łabędzia nigdy nie widziałeś? Moja siostra jednego non stop dokarmia i dziwię się, że jeszcze nie stał się łodzią podwodną.
Wspomnienie znikającego z domu chleba w ilościach hurtowych na moment wywołało zmarszczenie brwi u rudowłosej. Stary chleb nie robił jej różnicy, nawet lepiej, że jakieś ptaki zyskają obiad zamiast wyrzucać kilka kromek lub czasem i pół bochenka, gdy wszyscy byli zabiegani. Ale nikt, absolutnie nikt, nie miał prawa zabierać świeżego chleba czy bułek. Świeże pieczywo było jednym z ulubionych posiłków dziewczyny i nie wybaczała odbierania jej tej przyjemności. To było jak smarowanie kanapki masłem, gdy w planach był dżem lub krem czekoladowy. Herezja piątego stopnia, Azkaban na dożywociu. Co jej przypomniało, że powinna zahaczyć niedługo o kuchnię, by zagwarantować sobie kosz świeżych bułek każdego dnia na "dzień dobry".
Na uwagę o brodzie obrzuciła Bena spojrzeniem, które mówiło tyle co "masz pewność, ale taką zupełna pewność?" lub "nie zaryzykuję podwójnych butelek szamponu, chyba, że ty płacisz". Oba przekazy były poprawne. Ona z brodą, jeszcze czego. Wikingowie byli bardzo dobrymi partiami dla Hristiny, ale nigdy nie zamierzała zostać jednym z nich, a już na pewno nie zmieniać do tego płci. Poświęcać wolała się w innych dziedzinach, pomijając fakt, iż bardziej ciągnęło ją do mórz i oceanów, a Rudobrodym nie zamierzała zostawać. Broń cię Merlinie, nie marzyła jej sie własna galera tylko po to, by pokolenia opowiadały o "pięknym postrachu mórz, uwodzącym mężów i synów na całym świecie". Ani nie zamierzała być syreną, ani bohaterką taniego romansidła.
Układanie komiksów nie było uciążliwe, acz mozolne, by wszystko leżało poukładane jak należy. Prawdę powiedziawszy, spodziewała się cierpiętniczej miny lub zupełnego braku obeznania z porządkiem ze strony Wattsa, a wszystko przez przyzwyczajenie wypracowane przez siostrę. Miłym zaskoczeniem było jego zrozumienie, a nawet sprawność z jaką łączył numery. No, może poza jednym, ale powstrzymała się od zagrożenia mu Azkabanem za ten karygodny błąd.
- Ten idzie do innej serii, bo to kontynuacja, widzisz? - przechyliła się do niego, by pokazać mu podtytuł, napisany niewielkim drukiem. Czcionka była fantazyjna jak na tamte czasy, acz jej kolorystyka kamuflowała tekst wśród barwnych postaci.
- Wybaczam pierwszy błąd, bo też mi się zdarzył na samym początku. Przy drugim poszczuję cię sową. - zagroziła poważnym tonem głosu, jednakże szelmowski uśmiech, tak pasujący do jej pirackich zapędów, sprawiał, że delikwent nie mógł być pewien co do prawdziwości gróźb dziewczyny. -I tak, pytam prefekta o zakazane miejsca. Skoro dali ci tę funkcję to musisz ogarniać doskonale co, kto, jak i gdzie. Co za tym idzie - robisz póki co za moja prywatna informację w kwestii dobrej zabawy.
Wysłuchała sprawozdania Krukona na temat co ciekawszych miejsc lub faktów z nimi związanych w skupieniu grupując kolejne zeszyty. Zakazany Las, co za twórcza nazwa. Przynajmniej pierwszaki mają wyłożone czarno na białym, gdzie chodzić, a czego unikać. Co prawda szła o zakład, że każdy uczeń przynajmniej raz przekroczył granicę drzew tego urokliwego kawałka terenu. Gorzej, że żadne z nich nie mogło skłamać, że nie miało pojęcia o zakazie - chyba, że było kretynem lub miało talent do robienia pięknych oczu jak Hristina. Po krótkim rozmyślaniu złapała się na tym, że faktycznie byłaby w stanie spróbować grać bardzo naiwną i głupią, jeśli stawka byłaby tego warta. Wstyd.
Pomocne skrzaty w kuchni? Idealnie! Gdy oddeleguje już Bena do jego zaszczytnych obowiązków szeryfa sporządzi listę codziennych racji żywnościowych i podrzuci do kuchni. Co prawda będzie to przypominało rozpisane menu tygodniowe ze stołówki, ale nie przejmowała się tym. Ojciec często przyczepiał w kuchni zapowiedzi obiadów, by żadna z córek nie wyjadła wcześniej któregoś z potrzebnych składników. Bułki, owoce morza, dużo ryb, pizza... Zaraz, mają tu pizzę? Przynajmniej alkohol wzięła z domu, a co miesiąc znajomi przysyłają jej po butelce ze swoich rodzinnych stron. Wódki, rumy, wina, żyć i nie umierać.
- Hogsmead nie brzmi jak Dublin, ale obawiam się, że musi wystarczyć. - wzruszyła ramionami. - Małe puby mają swój urok i chętnie sprawdzę jak to wyglądu u was. Jak widziała, w razie porażki ognisko nad jeziorem, z gitara w ręku tez wchodzi w grę. To nie morze, ale musi wystarczyć.
Rudowłosa, niska nauczycielka latania? Brzmiało jak znak od losu dla stażystki, która rozważała plan awaryjny w postaci grania w drużynie. No i chętnie się podszkoli u kogoś swojego pokroju. Miała tylko nadzieję, że ta Blackwall nie okaże się zołzą, gdyż byłoby to co najmniej przykre. No i zawsze to fory u któregoś z nauczycieli, w kwestii podróżowania wszędzie na miotle. A może załatwiłaby jakąś wycieczkę do Zakazanego Lasu w formie powietrznej? Z nauczycielem to nie łamanie regulaminu, a nawet jeśli nie była zwykłym uczniem lubiła korzystać z furtek, które podsuwał jej los.
- Skoro niewysoka to ja nie wiem czy tak łatwo ją wypatrzyć. - rzuciła, odkładając kolejną sagę na półkę. - A tobie to pewnie zdarzyło się kogoś zdeptać z tym wzrostem, co? Jak kiedyś mnie staranujesz i usłyszę "nie zauważyłem cię" to przysięgam, że nie doliczysz się run, które ci podrzucę. Nawet gabaryt upasionego łabędzia ci nie pomoże.
Podobno groźby wypowiadane ze słodkim uśmiechem są najgroźniejsze, szczególnie, kiedy padają ze strony jeszcze słodszego rudzielca. Ciekawe czy Krukon zechce przetestować w praktyce jak mistrz run z Durmstrangu potrafi się mścić. Była złośliwa, jak to rudzielce, ale odrobina dystansu do samego siebie niwelowała otoczkę wredoty, której większość ludzi nie lubiła. Nie starała się być niemiła dla efektu swoich przechwałek, sama nie znosiła tego typu zabiegów. Jej sposób wypowiedzi można było raczej przyrównać do konwersacji bardzo dobrego przyjaciela - tak dobrego, że sam wchodzi do mieszkania i nie pytając wyjada ostatnie plasterki żółtego sera.
- Tak, nie znasz? Znajomy mi je podsunął, gdy przeniósł się na staż do Stanów, od tamtego czasu przysyła mi je regularnie co miesiąc lub dwa tygodnie. Co prawda jestem jeszcze zielona, ale to amerykańskie cholerstwo niesamowicie wciąga. Superbohaterowie zawsze mnie ciągnęli, posiadanie takie mocy byłoby ciekawe. Niby mamy magię i nikt z nas by z tego nie zrezygnował dobrowolnie, ale formuła superżołnierza, mutacje dające takie zdolności jak manipulowanie pogodą samą siłą myśli - to dopiero czad.
W jej oczach zamigotały ogniki podniecenia, gdy na moment zapatrzyła się na jedną z okładek X-Men. Kąciki ust drgnęły mimowolnie i ledwo zauważalnie, szybko się jednak otrząsnęła, chcąc przeszukać stertę w oszukiwaniu drugiego numeru. W tej ciszy dotarł do niej dźwięk, którego raczej nie powinna uświadczyć, a już na pewno nie pod swoimi drzwiami. Vlad, który odwrócił głowę o sto osiemdziesiąt stopni, tylko upewnił ją, że nie miała omamów.
Podniosła się szybko i omijając o włos Krukona podeszła, by otworzyć drzwi. Od razu spojrzała na wycieraczkę i przez chwilę ją zatkało - tylko chwilę, gdyż zaraz z jej ust padła wiązanka bułgarskich przekleństw, wśród których zawieruszyło się nawet polskie "kurwa" - pamiątka po wycieczce autostopem po Europie. Polacy już zawsze będą dla niej mistrzami ekspresji, nawet jeśli to jedno słowo miało zastosowanie przy każdej okazji, tak negatywnej jak i wyrażając radość.
- Chłoszczyć. - powiedziała ostro, celując różdżką w ślad kociego bytowania, po czym zamknęła drzwi z trzaskiem, rzucając jeszcze jedno z najgorszych bułgarskich przekleństwa, jakie udało jej się podsłuchać w jednej z pirackich knajp w rodzinnym mieście. Ciężko opadła obok Wattsa, chwytając za komiks.
- Kogo mam zamordować za tę zniewagę? Przysięgam, że posypię rany solą i powieszę jak jakąś Roszpunkę na najwyższej wieży. Za nogę. - burknęła, a wyraz jej twarzy wyraźnie przypominał jaką szkołę skończyła Hristina i że jej urok osobisty jest jedną ze zdolności maskujących.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Sob Cze 06, 2015 10:42 pm

Choć cała sytuacja z chwili na chwilę robiła się coraz bardziej kuriozalna i nosząca znamiona szaleństwa, Ben nie odczuwał potrzeby uciekać, by schronić się w bezpiecznym, znajomym kącie. Być może dlatego, że wariactwo pozostawało dosyć wąsko zakrojone, ograniczone do przestrzeni gabinetu, a jego jedynymi świadkami była sowa, nowa stażystka i on sam. Przy większej publiczności, pan prefekt więcej niż prawdopodobnie odczuwałby dyskomfort i przemożoną chęć zniknięcia z powierzchni ziemi.
- Tak właściwie to nie. Spasione kaczki i kury tak, bo mieszkam prawie na wsi, ale łabędzia nigdy – rzucił, rejestrując wzmiankę o siostrze. Drobna igiełka zazdrości zagnieździła się gdzieś pod klatką żebrową Szkota, przywołując na jego twarz nieco kwaśny, krótki uśmiech, który nie sięgał oczu. Choć nie mówił tego na głos, zawsze chciał mieć rodzeństwo, nieważne starsze czy młodsze. Z pewnym utęsknieniem bawił się czasem myślą o członku rodziny w podobnym wieku, kimś kim mógłby się zająć i powierzyć sekrety, kimś kto byłby z tej samej krwi. Pozwalał sobie na moment fantazji, a potem brał głęboki oddech i wracał na ziemię, gdzie czekał nieduży krąg zaufanych przyjaciół, którzy stanowili drugą, przyszywaną rodzinę.
Na nieco podejrzliwe, ostrożne spojrzenie po komentarzu o brodzie odpowiedział w sposób bardzo prosty – bez większych problemów utrzymując kontakt wzrokowy, a potem wzruszając nieznacznie ramionami. Często w żartach czy podczas przekomarzanek mówił do znajomych dziewcząt per panna, dodając do całości ich nazwisko i jakoś żadnej nie wyrosła jeszcze majestatyczna, długa broda na modłę mugolskiego świętego mikołaja. Czasem zastanawiał się, czy aby profesor Dumbledore się nim nie inspirował zapuszczając własną. Byłoby to w pewnym sensie w jego stylu.
W porządkowaniu było coś przyjemnego, niemal terapeutycznego – pozwalało skupić się na konkretnej czynności, kawałek po kawałku odkładać na miejsca poszczególne kawałeczki chaosu. Krzykliwe okładki utrzymane w zupełnie odmiennej estetyce niż ilustracje w magicznych woluminach o dziwo nie rozpraszały uwagi, gdy Watts zerkał na numery wydań i tytuły. Niekoniecznie przypadały mu one do gustu na pierwszy rzut oka, ale może gdyby mógł kiedyś zajrzeć do środka i poznać treść... Odruchowo zastygł na moment, kiedy Hristina nachyliła się w jego stronę, zwracając uwagę na pomyłkę. A niech to cholera weźmie.
- Wydawcy lubią chyba zmuszać swoich czytelników do myślenia tym ukrywaniem podtytułów – rzucił dosyć neutralnym tonem, przekładając numer na inny stosik. Zaraz jednak w jego oczach zamigotało coś wesołego, może nieco złośliwego gdyby się uprzeć na tę interpretację. - Ostrzegam, psuję sowy. Puchacz koleżanki notorycznie pakuje mi się pod bluzę.
Zaraz jednak przekrzywił nieco głowę, zapewniając sobie wygodniejszą obserwację profilu stażystki. Musiał po cichu przyznać, że była po prostu ładna w ten uroczy, ciepły sposób i przyjemnie się na nią patrzyło.
- A czy informacja ma cokolwiek do powiedzenia? – spytał, ale najwyraźniej nie oczekiwał odpowiedzi, bo mimo to podjął się wymienienia lokacji, które ją interesowały.
- Nie chcę być nudny, ale mamy w zamku godzinę policyjną, gdybyś je planowała, to najlepiej wcześniej.
Hm, morze... Ben odetchnął cicho, może nieco z nutą utęsknienia – co roku będąc na wakacjach w domu Silverów, spędzali z Samem mnóstwo czasu na pobliskiej plaży, zagrzebując się w piasku i urządzając wyścigi, który szybciej wyskoczy z ubrań i wbiegnie do wody. Lubił zapach słonego wiatru na długo przylegający do skóry.
- Oj wypatrzysz. Albo usłyszy... – urwał wypowiedź odnośnie nauczycielki latania, krzywiąc się nieznacznie. - Wam niskim ludziom chyba się wydaje, że bycie wzrostu małego olbrzyma to taka fajna rzecz. Spróbuj nie zwracać uwagi nauczyciela, kiedy przewyższasz resztę klasy albo znaleźć ubrania w sklepie, które nie mają za krótkich rękawów czy nogawek. Nie wspominam już nawet o tym, że strach wchodzić między półki, bo jeden nieuważny obrót posyła wszystko na ziemię. I tak, kiedyś mi się zdarzało przypadkiem wpadać na innych. Teraz robię to tylko specjalnie, kiedy zajdą mi za skórę – przyłożył obandażowaną dłoń w okolicy serca, pochylając się nieco w parodii dżentelmeńskiego ukłonu. - Chętnie zobaczę, co potrafisz z runami. Nie zdziw się tylko, jeśli przypadkiem w coś cię przetransmutuję, kiedy źle wybierzesz cel – dodał zaraz lekkim, przyjemnym tonem, który nijak nie pasował do treści przekazu. Wiele osób lubiło o tym zapominać, ale był z natury bardzo sarkastycznym stworzeniem.
Powrócił zaraz do sortowania leżących na podłodze zeszytów, jakby absolutnie nic się nie stało, kręcąc lekko głową na pytanie o znajomość komiksów. Ciocia Arturia może i była mugolką, ale nawet przy mnogości informacji o niemagicznym świecie, jakie wprowadzała do domowego życia, nie istniała żadna gwarancja, że będzie w stanie pokazać go z najdrobniejszymi szczegółami. I całe szczęście, bo dzięki temu zawsze było coś, czego jeszcze się nie widziało. Sądząc tylko po entuzjazmie, jaki roztaczała Hristina mówiąc o tych niepozornych komiksach, coś musiało być na rzeczy. Może kiedyś zapyta i poprosi o pożyczenie kilku na jeden wieczór?
Chłopak mimowolnie powędrował spojrzeniem za podnoszącą się naprędce stażystką, uchylając się, by nie zdzieliła go przypadkiem łokciem w nos. Jeszcze zanim otworzyła drzwi, zmarszczył nieco brwi mając paskudne wrażenie, że czuje... Aha. Koci mocz. Na myśl nasuwał się tylko jeden futerkowy sprawca tej miniaturowej Apokalipsy, choć po Hogwarcie krążył niejeden dumny właściciel puchatego ogona i wąsów.
- Zaraza by to wzięła – mruknął sam do siebie, przewracając oczami i odkładając kilka zebranych razem numerów na równy stosik. Sądził, że nie musi pytać, by dowiedzieć się, co też takiego Hristina właśnie rzucała w przestrzeń. Nacechowanie emocjonalne w jej głosie było wystarczającą wskazówką. Takie małe, takie urocze, a charakterek siarczy... Aż chciałoby się pogłaskać po głowie i uspokoić. Ben na szczęście miał co nieco instynktu samozachowawczego i utrzymał kończyny przy sobie, nie chcąc stracić palców w wyjątkowo bolesny oraz jakże idiotyczny sposób. Poprawił nieco pozycję, gdy Bułgarka siadła na powrót obok, by nie zderzali się łokciami sięgając do kupki pozostałych przed nimi komiksów.
- Szkoła byłaby ci wdzięczna – zaczął, czując jak kąciki ust ciągnęło do góry coś zgoła innego niż wesołość. - Stawiam rękę, że to była kotka woźnego, pani Norris. Wredne i zawistne tak samo jak pan. Przeuroczy człowiek, zepchnąłbym go z wieży astronomicznej i patrzył, czy równo leci.
Umilkł na moment, ze wzrokiem utkwionym w przypadkowy punkt – gdyby nie ruchy klatki piersiowej przy wdechu i wydechu, wyglądałby jak posąg.
- No ale, twój pomysł brzmi lepiej. Bardziej widowiskowo – dodał po chwili, wyrwany z krótkiego zamyślenia dźwiękiem pazurków stukających o deski. Płomykówka stażystki, która jeszcze całkiem niedawno zwiedzała pomieszczenie, najwyraźniej zdecydowała, że przyszła pora na sprawdzenie, co to za wielkolud wciąż zajmował przestrzeń koło jej pani. Lustrowany spojrzeniem wilgotnych, ciemnych oczu ptaka, Ben powoli sięgnął do kieszeni spodni, wyjmując owinięte w chusteczkę przysmaki dla sów. Nosił je przy sobie absolutnie wszędzie, tak samo jak kawałki nugatowych bryłek – nigdy nie wiadomo, czy akurat nie będzie musiał obłaskawiać cudzego pierzastego listonosza albo własnej sowy. Podsunął Vladowi jeden z przysmaków na otwartej dłoni, ciekaw reakcji. Udziobie, czy kulturalnie zje?

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Czw Cze 11, 2015 12:05 pm

Incydent z kociskiem, a raczej Panią Noriss, nieco poirytował rudzielca, ale nie na długo. Szybko w swojej płomiennej główce zaczęła kreślić fantazyjne plany zemsty, które za cel obierały zwierzaka łącznie z właścicielem. A co, odpowiedzialność zbiorowa i jeśli Wattsowi można było ufać w takich kwestiach(a na razie nic nie wskazywało, że nie) to jeszcze reszta uczniów wystawi jej pomnik. Ha, to byłoby dopiero ekstra - wrócić do domu, ewentualnie przysłać list ze zdjęciem i treścią "hej ho, tato, jestem taka wspaniała, że już mam tutaj własny pomnik, więc chyba nie jest tak źle". W grę wchodził również wyjec z radosnym "MAM POMNIK!", którego krzyk dotarłby pewnie do sąsiadów z końca ulicy. Nie przepadała za tymi mugolskimi sąsiadami, a przynajmniej rówieśnikami, pamiętając jak w dzieciństwie i podczas pierwszych lat w Durmstrangu chciała się bardzo pochwalić swoimi zdolnościami, ewentualnie zemścić w mało finezyjny sposób, ale nawet gdyby nie miała zakazu do ukończenia siedemnastego roku życia, to i tak nie mogła. Więc nauczyła się celować idealnie pięścią w nos, splot słoneczny i inne czułe punkty. No i szybko biegać, w końcu talent do miotły nie uratuje jej na mugolskim podwórku. W połączeniu z Durmstrangiem wyrosło z niej niezłe ziółko, którego nie należało lekceważyć patrząc w te duże, czekoladowe oczy.
- Ja mieszkam w mieście i to stolicy, więc często marzył mi się domek na wsi. Większa swoboda, gdy jesteś czarodziejem. - dodała jeszcze, a propos wzmianki na temat lokum Bena poza Hogwartem. - A co do imprez przed godziną policyjną - calm down, your prefect is showing. Nigdy nie chciałeś albo nie zaliczyłeś imprezy w stu procentach nielegalnej, gdy grzeczne dziewczynki już śpią?
Spojrzała na niego mrużąc oczy, jednocześnie unosząc brwi do podkreślenia tej drobnej złośliwości. Nie uwierzy, że ten gość siedzący obok niej jest ministrantem, który je kolacje o wyznaczonej godzinie, a przed snem modli się do jeden Merlin wie kogo.
- Prawie bym zasugerowała, że może jesteś jeszcze dziewiczym gruntem, ale nie wyglądasz na takiego. - dodała z cichym parsknięciem. Nie miała nic złego na myśli i wcale nie zamierzała przypisywać Bena do przysłowia "ciało puszczone raz puszcza się cały czas". Miała nadzieję, że jest zupełnie inny, prawdę powiedziawszy, bo takich się naoglądała i nie tylko już wcześniej. Wolała mieć z Krukonem dobre kontakty, gdyż właśnie prefekt umożliwiłby libacje na w miarę bezpiecznym gruncie. Informacje o dyżurach nauczycieli, obchodach, przejściach, i tak dalej. Same profity.
Odpowiedział na jej groźbę właśnie w taki sposób, by nie dostać od Hristiny dożywotniej plakietki z napisem "kurczaczek". Wręcz rzucił jej wyzwanie! Ha, fantastycznie! Nic nie odpowiedziała na te przechwałki transmutacją i nie dlatego, że wątpiła w zdolności blondyna. O nie, po prostu zdawała sobie sprawę dlaczego wybrała właśnie runy - bo działały na dystans i potrafiły dawać niesamowitą ochronę. Terefere kuku, jednym słowem.
Dochodząc do wygrażania woźnemu i jego wypłoszowi przewróciła oczami. Zrzucenie z wieży i tyle? Szkoła dzieci kwiatów, jak Morgane kocha. Potem wychodzą tacy pacyfiści, którzy nie wiedzą w co ręce włożyć albo jak w ogóle wygląda realny świat poza rodzinnym domem i murami szkoły. Przykro patrzeć i słuchać, ale może jak prefekt poprzebywa z Hristiną nieco dłużej to się wyrobi. Szkoda byłoby takiej buźki.
- Uwierz mi, moje widowiskowe pomysły zaczynają się znacznie dalej, to stanowi tylko rozgrzewkę. Bój się. - dorzuciła w bonusie, choć w końcu na jej wargi powrócił ten łobuzerski uśmiech, oświadczając Benowi, że ta groźba nie jest taka straszna i bezwzględna. Układając ostatnie dwa tytuły przyglądała się ukradkiem jak Watts wkupuje się w łaski Vlada. Sowa Hristina stanowiła swego rodzaju wyrocznię i o tym się już przekonała niejednokrotnie. Wszystkich poprzednich facetów swojej pani chciała zadziobać na śmierć, gdy podeszli na odległość mniejsza niż metr i żaden smakołyk nie był w stanie jej przekupić. Płomykówka zjadała ofiarowane jej przysmaki tylko wtedy, gdy "doprawiła" je krew z ran po dziobie, patrząc w oczy delikwentowi, jakby chciała powiedzieć "to będziesz ty". Niestety, Georgiew nauczyła się ufać swojemu pupilowi w kwestii znajomości dopiero na ostatnim roku, gdy hormony wpakowały ją w wystarczającą ilość bagien.
Vlad przechylił łeb, prawie patrząc na Wattsa do góry nogami, ale zaraz wrócił do pozycji nie sugerującej przetrąconego kręgosłupa. Patrzyła na niego badawczo, po czym zrobił jeden krok. Drugi krok. Trzecie, czwarty, piąty, zmniejszając konsekwentnie dystans. Po bardzo długim namyśle wsunął w siebie smakołyki, ale przy ostatnim nie omieszkał mimo wszystko dziabnąć. Niewzruszony spojrzał na chłopaka, a jego spojrzenie aż krzyczało "mam cię na oku". Ruda tylko się zaśmiała, gdy płomykówka majestatycznie odchodziła w stronę okna.
- I tak było całkiem nieźle, zazwyczaj najpierw dziobał, a potem jadł - o ile jadł. - zachichotała, wstając, by odłożyć ostatnie zeszyty na właściwe miejsce. Sowa zatrzepotała skrzydłami, po czym podleciała na półkę, by przysiąść tuż obok książek.
- W sumie to zawsze chciałam mieć skrzydła. - dodała nieco ciszej, w zamyśleniu. Po kilku sekundach otrząsnęła się i przeciągnęła. - Takie tam. Jak chcesz pożyczyć trochę komiksów to wiesz, gdzie zachodzić. Herbaty? Czy może czas na obowiązki, o których mówił Sebastian?
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Nie Cze 14, 2015 12:22 am

Słysząc, że będzie miał do czynienia z nowym członkiem ciała pedagogicznego, Watts mógł z automatu podejrzewać kilka schematów zachowania: uprzejma wymiana zdań czy wywyższanie stanowiły tylko wierzchołek góry lodowej. Tym, czego się z całą pewnością nie spodziewał, było całkowicie bezbolesne przejście na „ty” oraz rozmowa, w trakcie której nie czuł się, jakby każde słowo poddawano ocenie. Wielu osobom, kolegom i koleżankom z rocznika mimo upływu lat nie udało się sięgnąć tego poziomu przyjemnej swobody, muśnięciami ciepła rozluźniającej napięte mimowolnie mięśnie. Jeśli nie było się odpowiednio ostrożnym, uzależnienie mogło przyjść bardzo łatwo – nie pukając wpaść do sypialni i zagrzebać się gdzieś pod poduszką ofiary, a potem we śnie objąć łapkami szyję oraz wbić się w kark. Wyrwanie takiego pasożyta bywało długim, bolesnym procesem, często zostawiającym za sobą trwałe poczucie zgorzknienia.
Uniesienie kąta ust oraz wymowne spojrzenie musiało być jedyną odpowiedzią odnośnie tematu imprez – Hristina mogła to zinterpretować tak, jak się jej żywnie podobało. Faktem pozostawało, że prefekt był prefektem i zwyczajnie nie wypadało mówić o tym, jak samemu łamało się regulamin. Przynajmniej na razie, póki znajdowali się ledwie w przedsionku znajomości, a Ben nie wiedział, jak długi był naprawdę język nowej stażystki. I czy nie lubiła nałogowo dzielić się pewnymi informacjami z przypadkowymi osobami. Niestety po plotkach wywoływanych swego czasu przez Lustro, Watts stał się nieco bardziej wycofany, ograniczając pewne tematy rozmów do grupki osób zaufanych.
Następne ni to stwierdzenie, ni to zawoalowane pytanie sprawiło jednak, że Krukon zwyczajnie zdębiał, nie będąc pewnym, czy już uznać to za bezczelność czy jeszcze za... Sam nie wiedział za co. Faktem pozostawało, iż przekrzywił nieco głowę, czując szarpnięcie jednej z tych strun, do jakich nikt zwykle nie ośmielał się nawet wyciągnąć ręki. Hristina nieświadomie wkroczyła dziarskim krokiem na teren, który mógł okazać się bardzo grząski.
- Dobrze, że nie sugerujesz – stwierdził, próbując zabrzmieć normalnie, ale nawet we  własnych uszach wyszło to jakoś nieswojo.
Zaczątki atmosfery niezręczności rozwiały się na szczęście bardzo szybko, ku cichej uldze blondyna pozwalając na powrót do łatwej kamraderii. Wymiana drobnych złośliwości oczyściła powietrze, przykleiła do twarzy mniej lub bardziej widoczne uśmieszki, zostawiła na dnie tęczówek powoli wygasające błyski. Mogła z tej znajomości wyniknąć cała masa kłopotów, co do tego Ben nie miał nawet cienia złudzeń. Jeśli sądzić tylko po wrażeniu, jakie wokół siebie roztaczała, panna Georgiew lubiła zamęt oraz szeroko pojęte żarty – niech ich wszystkie siły bronią przed jej komitywą z Irytkiem.
- Słowa, słowa – rzucił z pewnym rozbawieniem na wspomnienie rozgrzewki, niepotrzebnie pakując się na własne życzenie w coś, w czym pewnie nie chciałby brać udziału, gdyby myślał całkiem trzeźwo. A choć nie pił nic wyskokowego, czuł się właśnie trochę tak, jakby alkohol krążył mu w żyłach, wprowadzając w ten przyjemny, bardziej szczery stan, gdzie wszystko było dużo zabawniejsze, a pseudofilozoficzne dysputy o sensie życia mogły się zacząć od byle komentarza i trwać póki wszyscy imprezowicze nie posnęli. Według Bena istniały tylko dwa stany, w których naprawdę można było poznać człowieka: gdy piło się razem, lub prowadziło ciche rozmowy między trzecią a czwartą rano. Na powierzchnię wypływały wtedy rzeczy, które normalnie skrzętnie ukrywano gdzieś w środku, bojąc się poddać je ocenie w ostrym świetle dnia, gdy wszystkie wady i niedociągnięcia wydawały się o wiele głębsze i straszniejsze niż w rzeczywistości. Albo wystarczyło obejrzeć czyjś umysł, ale na tak błahe wykorzystanie paskudnych zdolności nie pozwalała moralność Krukona. Pokręcona, bo pokręcona, ale jednak jakaś.
Nieświadom wagi tego momentu, Watts bez żadnych oczekiwań podjął się wkupienia w łaski Vlada, obserwując jego ruchy z łagodnym oczekiwaniem. Sowy jak każde zwierzęta nie musiały i zwykle nie kochały każdego, kto tylko podsuwał im jedzenie, czy chciał głaskać i robić dobrze. Należało to uszanować, a najgorsze co można było zrobić, to przyspieszać proces i zmuszać zwierzę do współpracy. Stamtąd prostą, równiutką drogą pędziło się ku porażce. Chłopak mimowolnie uśmiechnął się z pewnym triumfem, kiedy kawałki przysmaku zaczęły znikać w dziobie i nawet się nie skrzywił, czując skubnięcie we wnętrzu dłoni. Sięgnął tylko po różdżkę, krótkim Rakkausinta zasklepiając skaleczenie. Dostąpił zaszczytu namaszczenia przez cudzą sowę, ha.
- Charakterny ptak – skwitował z nutą czegoś miękkiego w głosie, obserwując krótki lot płomykówki, która jak gdyby nigdy nic zajęła sobie miejsce na jednej z półek. Prawie umknął mu wypowiedziany ciszej komentarz, do którego w żaden sposób się nie odniósł – wydawał się być czymś bardzo osobistym, nieprzeznaczonym dla uszu postronnych. Choć nie miał na to żadnego wpływu, Ben poczuł muśnięcie zawstydzenia, jakby podglądał przez dziurkę od klucza coś, do czego nie posiadał żadnych praw. Gdy poznawał kogoś lepiej, chciał wiedzieć o nim wszystko to, co naprawdę się liczyło – jakie miał marzenia, co sprawiało, że się uśmiechał, na której stronie łóżka wolał spać, lub czy smarował tosta masłem, jeśli w planach był dżem. Wszystkie te drobne i większe informacje zbierało się w czasie, budując sobie w myślach kopię obrazu żywej osoby. Już na samym wstępie posiadać tak istotny element układanki zdawało się w jakiś sposób być świętokradztwem.
- Mówiłaś z takim entuzjazmem, że chętnie zobaczę, co w nich świetnego – zaczął, gdy moment minął, a Hristina zadała kolejne pytanie. Podniósł się z podłogi, zerkając w stronę okna i wyobrażając sobie przelotnie, że Porunn właśnie w tej chwili siedziała przy zagrodzie Hagrida, klnąc na czym świat stoi. Wcale mu się nie spieszyło do niej dołączyć. - Obowiązek i tak mnie zwyzywa, nieważne czy przyszedłbym przed czasem czy spóźniony – stwierdził z cichym westchnięciem, krzyżując ręce na torsie. - Jeśli jeszcze nie masz mnie dość, to chętnie napiję się herbaty. No i mogę skoczyć do kuchni po ciastka, ze słodkim wszystko wydaje się lepsze.
Jeśli o niego chodziło, to mógł układać różne rzeczy i w trzech takich gabinetach, jeśli to tylko oznaczało odłożenie spotkania ze Ślizgonką. Nie bał się jej, w żadnym wypadku, ale po co narażać się na nieprzyjemne konfrontacje, gdy nie stanowiły one absolutnej konieczności?

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Hristina Georgiew
avatar
Stażysta
Data przyłączenia : 28/04/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Bułgaria

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Wto Cze 16, 2015 4:32 pm

Nie uszło jej uwadze, że ton głosu Wattsa uległ nieznacznej zmianie w pewnym momencie rozmowy. Co prawda zaraz potem wrócił do normy, nie zdradzając niczego nieprzyjemnego czy też niepokojącego, ale tyle wystarczyło, by Georgiew zaczęła się nad tym zastanawiać. Oczywiście nie kontynuowała, trochę głupio byłoby już na wstępie kogoś do siebie zrazić, szczególnie, że ta osoba wydawała się być naprawdę w porządku. Zostawiło to procesom myślowym, które w zaciszu jej umysłu starały się rozpracować co też chłopaka mogło tak wyprowadzić z równowagi - a przynajmniej ją zachwiać, bo mimo wszystko była to bardzo mała zmiana w głosie. Czyżby temat relacji towarzyskich stanowił tak grząski grunt? Tylko dlaczego? Ruda były nieco wścibska z natury, więc pewnie przez jakiś czas będzie ją to zastanawiało. Czyżby były jakieś plotki? Zawiłości na gruncie koligacji damsko-męskich? A może męsko-męskich? W końcu kto tam wie, akurat jej było wszystko jedno kto z im sypiał - dopóki nie byli to jej własny facet i przyjaciółka/jego była/zupełnie obca abominacja z rocznika niżej. O nie, takich wykroczeń nie tolerowała i w ich obliczu zamieniała się w najgorszy ze sztormów, zostawiając za sobą pobojowisko. Gorzej, że w jej wnętrzu również takowe pobojowisko zostawało, tylko pięć razy większe. Potrafiła być okrutna, wredna, niesprawiedliwa, a nawet chamska, ale od zawsze gardziła zabawą czyimiś uczuciami czy kłamstwem, które raniło drugą osobą. Nawet jako zemstę preferowała otwarte starcia lub po prostu swoje ukochane runy. Jej przyjaciółka z rodzinnej Bułgarii śmiała się z niej czasem, że zostanie starą panną z kotami, których imiona będą nazwami run. Po każdym takim tekście Hristina trafiała gazetą lub książką w jej głowę, acz z biegiem lat i posiadanymi doświadczeniami zaczynała brać taką wizję przyszłości pod uwagę. Nie dlatego, że "już nie ma dla niej ratunku", miała dopiero dziewiętnaście lat, na Merlina. Nie, najzwyczajniej w świecie brała to za najlepszą opcję dla jej samopoczucia i poniekąd bezpieczeństwa. Może właśnie dlatego była tak zainteresowana czyimiś sekretami na tym polu, szczególnie, gdy była to zupełnie nowa znajomość. Czyżby Ben miał coś do ukrycia? Co prawda nie wygląda na ten typ faceta, ale jak to mówią - cicha woda brzegi rwie, a może wyrywa też i co drugą w szkole. Jak nie zapomni może dorwie się do jakiś plotek z ostatnich miesięcy i lat. Teraz jednak nie było sensu na podstawie bajek stworzonych przez wyobraźnię burzyć to przyjemne popołudnie. Carpe Diem i tak dalej.
- Może i słowa, ale kto powiedział, że mają mniejszą moc? W końcu zaklęcia to też słowa, jakby nie patrzeć - a z tego co wiem możesz nimi zabić lub torturować na przynajmniej sto jeden sposobów. - odpowiedziała z szelmowskim uśmiechem, darując Benowi szczegółu, że raz na nudnej lekcji ze znajomym z klasy niżej zrobili taką listę i każdy wziął kopię, w ramach dobrych wspomnień. Nie, to jeszcze nie czas, by pokazywać panu szeryfowi tę część siebie.
Nieco ulżyło Hristinie, gdy Vlad "przechrzcił" Wattsa, choć nie był tak grzeczny jak pewnie chciałaby by był. Czyli było lepiej niż w poprzednich przypadkach, ale nie tak różowo? To miała na myśli płomykówka? Siedziała w runach odkąd odkryła ich istnienie, więc wszędzie doszukiwała się ukrytych znaczeń, było to jedno ze spaczeń, jakie powodowała ta dziedzina magii. Nie sądziła, by była bliska tej sławnej utracie rozumu na rzecz świata symboli, ale nie mogła zaprzeczyć, że wszędzie patrzyła za drugim, trzecim czy dziewiątym dnem.
Na odpowiedź odnośnie komiksów zareagowała szerokim uśmiechem i ognikami w brązowych oczach, które z entuzjazmu pojaśniały do odcienia karmelu. Podskoczyła do półki i przebiegając szybko palcami po zeszytach wyciągnęła sześć z nich, potem kolejnych sześć i jeszcze pięć. Następnie zmniejszyła je zaklęciem i wpakowała do małego pudełeczka, które wręczyła Benowi.
- Masz tu małą próbkę - tak byś poznał na pierwszy rzut Kapitana, Iron-Mana i Thora. Jak ci będzie odpowiadało to przejdziemy na poziom drugi - powiedziała z dumą, jakby już co najmniej ochroniła duszę Krukona przed szatanem, Voldemortem i Cthulhu jednocześnie. - A co do herbaty i jedzenia - jestem jak najbardziej za. W sumie zabiorę się z tobą do tej kuchni, muszę obadać geografię tego miejsca. ...Chyba, że każesz mi chodzić po tych szalonych schodach, wtedy odmawiam współpracy.
Zobacz profil autora
Ben Watts
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 10/05/2014
Liczba postów : 832
Skąd : obrzeża Oban, Szkocja

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   Sro Cze 17, 2015 5:05 pm

Czas szybko mija w dobrym towarzystwie – czasem bywa ono tak zajmujące, że nie ma się ochoty spoglądać na zegarek, czy przypominać sobie, jaki był kolejny punkt na liście rzeczy do zrobienia. Ben co prawda aż do tego stopnia nie tracił głowy podczas tego spotkania, ale zapytany nie wykręcałby się od odpowiedzi, że faktycznie chciałby zapomnieć o upływie kolejnych minut i kwadransów, a nawet istnieniu całych list obowiązków. Zawsze szukał dookoła siebie, choćby podświadomie, ludzi których myśli płynęły gdzieś w tych samych częstotliwościach co jego własne, ludzi jakich nie odpychała marudna i pozornie oziębła powierzchowność. Hristina zdawała się w ogóle niewzruszona tym, co dla większości osób w podobnym wieku wyznaczało granicę i nakazywało trzymać się od prefekta na pewien dystans. Odświeżające, przyjemne doświadczenie, niewątpliwie mające wpływ na samopoczucie i podejście Wattsa. Choć od czasu obozu i niefortunnych przepychanek z Porunn dużo ostrożniej dobierał osoby, które umieszczał w małym metaforycznym pudełeczku z napisem MOJE, NIE TYKAĆ, BO UGRYZĘ, miał przeczucie że z czasem i panna Georgiew wśliźnie się do środka, nie pytając o zdanie.
Ale to wszystko czas pokaże, wybieganie w przyszłość jeszcze nikomu nie wyszło na zdrowie.
Podnosząc się z podłogi i otrzepując spodnie, na których irytująco (podobnie jak na każdym innym kawałku odzieży) połyskiwały drobinki brokatu, Ben mimowolnie utkwił wzrok w sylwetce nowej stażystki. Ledwie poukładali i uporządkowali jej kolekcję komiksów, a już coś w niej grzebała, już wyciągała z iskrami sypiącymi się z oczu. Jeszcze moment, a któraś padłaby na regał i wznieciła pożar w ledwie zajętym gabinecie. To by była dopiero złośliwość losu.
Choć Krukon i tak miał zamiar w pewnym momencie poprosić o pożyczenie kilku numerów, wyglądało na to, że jego myśli zostały w jakiś sposób odczytane, bo już po chwili dzierżył w dłoni pudełko z pomniejszonymi komiksami. Nie zbaraniał, ani nie zrobił żadnej innej głupiej miny, a wyglądał na zwyczajnie zaskoczonego, jeśli wierzyć lekko uniesionym brwiom.
- Powiało grozą – rzucił jednak z pewnym rozbawieniem w głosie, wsuwając zdobycz do kieszeni spodni. - To na pewno tylko komiksy, a nie jakaś sekta? I jeszcze wciągają w to biednego Thora.
Nie miał pojęcia, co sądzić o tym całym Kapitanie i Iron Manie, dopóki nic nie przeczytał, ale imię nordyckiego boga piorunów na pewno intrygowało – szczególnie że może i niekoniecznie je lubił, ale runy i wszystko, co z nimi związane, łatwo zostawało w krukońskiej głowie. Gdyby nie miał w sobie blokady stworzonej swego czasu przez despotycznego ojca, Ben zaśmiałby się głośno i szczerze na wzmiankę o schodach, a tak tylko jego ramiona i klatka piersiowa nieco się zatrzęsły, jakby dusił coś w sobie - dziwne wrażenie rozwiewał jednak uśmiech przyklejony do twarzy.
- Nie są takie złe, przyzwyczaisz się. Panie przodem – rzucił jeszcze, nim oboje opuścili gabinet.

[z/t x2]

_________________



I'm the ocean, I'm the sea
                       there is a storm inside of me



Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Gabinet Hristiny   

 

Gabinet Hristiny

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Gabinet Pielęgniarski
» Gabinet Ministra Magii
» Gabinet Śmiechu
» Gabinet Dyrektora
» Gabinet burmistrza (najwyższe piętro)

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
VI piętro
-