IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Sob 15 Lut 2014, 20:55


Zatrucia eliksilarne i roślinne


Jeśli tylko dostaniesz jakąś wysypkę, wymioty czy niekontrolowanego chichotu, udaj się zaraz na trzecie piętro Szpitala Świętego Munga! Wykwalifikowana kadra uzdrowicieli zaraz Ci pomoże z Twoim jakże denerwującym problemem i zaraz sprawi, że poczujesz się o wiele lepiej. I pamiętaj! Już nigdy nie eksperymentuj z eliksirami, jeśli nie potrafisz ich poprawnie wyważyć ani z roślinami, jeśli nie potrafisz ich odpowiednio pielęgnować!

Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Pią 01 Sty 2016, 20:16

To wina dekoncentracji i zmęczenia. Nic innego nie wyjaśniało, dlaczego znająca się przecież na rzeczy panna Annesley nie dostrzegła wcześniejszych znaków ostrzegawczych i tak po prostu dała się oparzyć. Podobne wypadki jej się nie zdarzały, po prostu nie i już. Zawsze wiedziała, co należy dodać do eliksiru żeby otrzymać pożądany wywar, zawsze umiała odmierzyć odpowiednie ilości poszczególnych składników, zawsze wiedziała, kiedy należy zdjąć kociołek z ognia, by wszystko wyszło jak trzeba. Ale nie tym razem. Tym razem naczynie wprawdzie jej nie eksplodowało, ale przygotowywana mieszanina wyrwała się na wolność w postaci wrzącej fontanny, swym gorącym pocałunkiem muskając także prawą dłoń i połowę dziewczęcego przedramienia.
Z takimi przypadkami zazwyczaj radziło sobie Skrzydło Szpitalne, teraz jednak coś poszło nie tak. Tu również w grę wchodzić mogło wyczerpanie Puchonki - działające zazwyczaj eliksiry na poparzenia i te neutralizujące toksyczny wpływ co niektórych eliksirów tym razem nie dały pożądanych efektów. Ręka panny Annesley wciąż bolała jak diabli, skóra zaczerwieniła się nieładnie i parzyła przy każdym dotyku. Werdykt? Bez wizyty w Szpitalu Św. Munga się nie obędzie.
Po raz pierwszy w swej całej karierze Irlandka opuściła więc eliksiry przed czasem, jako ofiara własnej nieuwagi. Czerwona na twarzy, zawstydzona i zła jednocześnie spoglądała na nieudolność szkolnych medyków, z rosnącymi obawami przyjmując wiadomość o konieczności wyprawy do specjalisty. Och, tylko tego jej było trzeba! Czyż nie wystarczy samo upokorzenie? I to, że tak bardzo bolała ją ręka? I może jeszcze ten wyraz szczerej troski w oczach starszego brata, Darcy'ego, który stawił się w Hogwarcie by towarzyszyć młodszej Annesley'ównie w tym nieprzyjemnym doświadczeniu, jakim miała być wyprawa do kliniki? Cóż, najwyraźniej nie wystarczyło.
Teraz więc Claire siedziała skulona na jednym z krzesełek w poczekalni wbijając nieobecne, pełne niepokoju spojrzenie w prowizoryczny opatrunek założony jej w Skrzydle. Nasmarowana maściami łagodzącymi skutki oparzenia i napojona eliksirem przeciwbólowym czekała na uzdrowiciela jak na skazanie. Zresztą, tu nawet jeden lekarz nie mógł zaradzić - musiało dwóch. Skierowana na oddział zatruć eliksiralnych miała być poddana również ocenie przez uzdrowiciela bardziej ogólnego, czy aby na pewno kociołek nie zrobił jej krzywdy, czy w żadnym fragmencie drobnej ręki nie tkwi żaden samotny fragment naczynia.
- Nie patrz tak na mnie, Darcy - burknęła cicho, wyłapując kolejne troskliwe spojrzenie brata. Wiedziała, że jest dla niego oczkiem w głowie - i tak samo on był dla niej. Teraz jednak drażnił ją doprowadzając do myśli, że może lepiej byłoby, gdyby czekała tu sama. Albo z jakimś nauczycielem. Albo z którymś z Gallagherów, na przykład. Z kimś, komu na niej nie zależało.'
Darcy westchnął ciężko i pokręcił głową nic nie mówiąc, a Claire znów wróciła do apatycznego wpatrywania się w pierwszy, mający niebawem ulec wymianie opatrunek.
Wszystko się koncertowo spieprzyło, drodzy państwo. Wszystko.
Zobacz profil autora
Darling Pryde
avatar

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Pią 01 Sty 2016, 20:47

- Na diadem Roweny, nie możesz spędzać tu dwudziestu godzin na dobę, czy ty, niemądra dziewczyno, nie masz przypadkiem jakiegoś kawalera, który czekałby na Ciebie w domu z gorącym obiadem? – wyraźnie zatroskana Poppy Adams, czterdziestoletnia pomoc medyczna ułożyła swoją pulchniutką dłoń na jeszcze bardziej pulchnym biodrze. Od przeszło dwóch tygodni, czuła się zobowiązana, by regularnie – co kilka godzin – sprawdzać, czy Szkotka zdążyła wziąć sobie jej troskliwe rady do serca. Tak się dziwnie składało, że Darling w ciągu minionych 14 dni nie zdążyła założyć rodziny, narodzić dzieci i kupić psa, ale była pewna, że dopóki jej status związku nie ulegnie zmianie, pozostanie pod opieką dobrotliwej pani Adams. Informację o przybyciu do Świętego Munga poszkodowanej z Hogwartu Ruda przyjęła, więc z pocałowaniem ręki. Z niemałą ulgą opuściła pokój lekarzy, by odszukać wreszcie szesnastoletnią Claire.
- Witam państwa, nazywam się Darling Pryde i zajmę się Panią i pani kontuzją, Panno Annesley – wyrecytowała niemal automatycznie, kiedy już znalazła się naprzeciw dwójki głównych zainteresowanych. Jako, że krążący nerwowo po korytarzu towarzysz pacjentki wyglądał na bardziej przejętego sytuacją niż sama poszkodowana, Pryde uśmiechnęła się do dziewczyny pokrzepiająco.
- Zabiorę teraz Pannę Annesley do gabinetu zabiegowego żeby obejrzeć rany, a Pana proszę o cierpliwość, jestem pewna, że Edgar, nasz pielęgniarz, chętnie wskaże Panu lokalną herbaciarnię – rzuciła, tym samym ucinając ewentualną dyskusję nad szpitalnymi przepisami.  
Czarownica poczekała aż Claire podniesie się z krzesełka i poprowadziła ją kilka metrów dalej, by ostatecznie zaprosić do zajęcia miejsca w wolnym gabinecie. Sama, zamknąwszy drzwi, usiadła na obrotowym krzesełku naprzeciw.
- No dobrze, Panno Annesley, chciałabym żebyś mi opowiedziała, co dokładnie się wydarzyło, potem obejrzę Twoje ramię i dłoń  żeby mieć pewność, że w skrzydle niczego nie pominięto i wymienię opatrunek, w porządku?
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Pią 01 Sty 2016, 21:46

Gdy na horyzoncie pojawiła się rudowłosa uzdrowicielka, zmierzająca w dodatku wyraźnie ku niej, skulonej w kącie Claire Annesley, Puchonka zdążyła dotrzeć do standardowych ostatnio dwóch wniosków - po pierwsze: sama się skrzywdziłaś, Annesley i po drugie: dla Gallagherów lepiej byłoby, gdybyśmy się już nigdy nie spotkali. Jedno z drugim było oczywiście ściśle powiązane, ale nad specyfiką tych powiązań zastanawiać się już - przynajmniej tym razem - nie miała kiedy.
Całe powitanie przesiedziała w posępnym milczeniu, nijak nie zareagowała też na prędkie ucięcie tematu. Darcy, jasna sprawa, coś tam próbował powiedzieć, jakoś zaprotestować, zapewne wprosić się do gabinetu - Claire jednak uciszyła go jednym znaczącym spojrzeniem. Na brodę Merlina, Darcy, nie rób scen. I najlepiej to wróć już do domu. Doskonale odczytując przekaz najstarszy z rodzeństwa Annesley'ów popukał się tylko w głowę, tak czy inaczej oklapł potulnie na pobliskie krzesło i zastygł. Herbaciarnia herbaciarnią, nie zapowiadało się jednak na to, by przejęty chłopak gdzieś się wybierał. Cóż. Tyle dobrego, że chociaż spotulniał, nie?
Claire natomiast grzecznie pomaszerowała za uzdrowicielką, starając się nie koncentrować na tym, co za chwilę będzie się działo - czyli że będzie pacjentką. Sama mając niepodważalne ciągoty do uzdrawiania Klara miała zasadniczy problem z byciem po drugiej stronie frontu - bardzo, ale to naprawdę bardzo się szpitali bała. Wizja bycia pacjentką sprawiała, że w sarnich oczach pojawiał się najczystszy lęk. Zwalczała go, oczywiście, zwalczała tym silniej, im więcej osób jej bliskich miała obok siebie. Bo przecież jej rodzina - pojęcie bliscy w tej chwili właśnie do tego się sprowadzało - i tak się martwią, po co więc ma im dokładać jeszcze swój własny lęk? Niee, nie, nie, tak się po prostu nie robi. Annesley póki mogła póty zgrywała więc twardszą niż była, zrzucając maskę dopiero tam, gdzie nikt z troszczących się o nią ludzi jej nie widział.
Czyli, na przykład, za drzwiami gabinetu lekarskiego. Siadając na wskazanym krzesełku ułożyła pulsującą bólem rękę na blacie stolika zabiegowego (jakieś okruchy rozsądku i zdobytej wiedzy medycznej podpowiadały jej, że tak należy, żeby krew nie spływała ciągle do i tak opuchniętego, drażliwego miejsca) i odetchnęła cicho.
- Na zajęciach warzyliśmy miksturę bezlęku... - Tłumaczenie, że wcale nie robili tego całą grupą, że na próbę sporządzenia tego wywaru pozwolono tylko niektórym byłoby zbyt czasochłonne, Claire szybko więc sprawę uogólniła. - ...i coś pomieszałam. Może ilość składników, albo też zamieszałam nie tak, bo... W każdym razie, zagotowało mi się. - Wzruszyła lekko ramionami, choć spojrzenie wbite w obandażowaną rękę było bardziej niż smętne. - Rozlało mi się to dookoła no i na rękę. W Skrzydle dali mi standardowy zestaw, te wszystkie przeciwoparzeniowe, neutralizujące działanie eliksirów... - Nie złapała się na tym, że uczniowie raczej tak nie mówią, że w ogóle nie wiedzą, co wchodzi w skład standardowego zestawu. Cóż, ona wiedziała. - Ale nie podziałało. Tylko przeciwbólowy się przyjął. - Ponownie wzruszyła lekko ramionami, bo faktycznie, nie bolało tak jak na początku. - Zrobili mi opatrunek i wysłali tutaj.
Odetchnęła cicho. Naprawdę trudno było jej być na miejscu chorej. Naprawdę bardzo źle czuła się w szpitalnym środowisku, nie spoglądając na nie z perspektywy gościa czy lekarza.
Zobacz profil autora
Darling Pryde
avatar

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Pią 01 Sty 2016, 23:05

-Mikstura bezlęku? – powtórzyła niczym echo, unosząc ładnie zakreślone brwi ku górze. Tak naprawdę elementem wypowiedzi Puchonki, który najbardziej ją zaskoczył, wcale nie była wzmianka o eliksirze. Bardziej intrygującą częścią był dokładny opis, wykonanych przez skrzydło szpitalne, czynności ratunkowych. Nie każda nastolatka rozróżniała eliksiry uzdrawiające. Pryde przez chwilę w milczeniu studiowała buzię uczennicy, jakby starała się wyczytać coś więcej z wyrazu jej twarzy. Wreszcie, poderwała się lekko z miejsca i przez moment krzątała po gabinecie, przygotowując niezbędne do zabiegu rzeczy.
- To dość trudna do przygotowania receptura – zauważyła, wciągając na dłonie jednorazowe rękawiczki, wchodzące w skład podstawowego stroju każdego uzdrowiciela. Nie chciała jej rozliczać, ani tym bardziej naciągać na zwierzenia, raczej odwrócić uwagę. Puchonka wyglądała na bardzo spiętą i przejętą. Całą sobą zdawała się krzyczeć, że Święty Mung jest ostatnim z miejsc na Ziemi, gdzie chciała się znaleźć. Zgoda, Darling nie była może najbardziej empatyczną osobą w personelu medycznym – prawdę mówiąc mogła wręcz być najbardziej nieczułą osobą na trzecim piętrze – ale nie mogła przecież jeszcze bardziej zestresować poszkodowanej. Wszystko wskazywało na to, że najadła się już strachu.– Uczęszczasz na bardziej zaawansowany kurs eliksirów czy progra ewoluował, odkąd opuściłam mury zamku?
Ruda ostrożnie, ale dość sprawnie, pozbyła się opatrunku i natychmiast przeszła do rzeczy. Potrzebowała kilku minut, by porządnie przyjrzeć się prawej dłoni dziewczyny i jej przedramieniu.
- Nie wygląda to bardzo źle, ale rany należy oczyścić. Eliksir odkażający nie zawiera, niewskazanego przy poparzeniach, alkoholu, ale będzie odrobinę szczypać. Potem zaaplikuję Ci esencję dyptamu i założę opatrunek. Pamiętaj też na przyszłość, że oparzenia nie idą w parze z żadnymi maściami, tłuste w takich przypadkach szkodzi – Pryde podejrzewała, że rezolutna Puchonka będzie chciała wiedzieć, co się z nią dzieje, więc nim rozpoczęła zabieg, poinformowała ją o swoich zamiarach. Gdy tylko panna Annesley przyswoiła jej słowa, Ruda zabrała się do pracy. Po oczyszczeniu dłoni i przedramienia pacjentki eliksirem o purpurowej barwie, podała jej niedużą fiolkę z intensywnie pachnącym płynem, zachęcając ją do opróżnienia zawartości cichym do dna!, a sama zajęła się zakładaniem opatrunku. Nie było tak źle, prawda?
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   Sob 02 Sty 2016, 18:27

Udzielanie odpowiedzi miała we krwi. Dobrze wychowana, nie widziała powodu, dla którego miałaby kiedykolwiek tupnąć nóżką i odmówić wyjaśnienia jakiegoś zagadnienia. Oczywiście, teraz wyglądało to trochę inaczej niż jeszcze miesiąc temu - asertywność przychodziła jej coraz łatwiej, tak łatwo, jak może przychodzić osobie o dotkliwie zranionym, złamanym, rozerwanym na kawałeczki sercu - wciąż jednak najpierw odpowiadała na postawione pytanie, a dopiero później zastanawiała się, czy rzeczywiście powinna i czy miała na to ochotę. Pal licho, jeśli dotyczyło to sytuacji takich jak teraz - w gabinecie lekarskim, gdy rozmowa mogła odwrócić jej uwagę od własnej krzywdy. Łatwo jednak się domyślić, że w innych okolicznościach skutki nazbyt kulturalnego zachowania wcale nie musiały być zawsze pozytywne!
- Nie, program chyba się nie zmienił, ja... - Uświadomiwszy sobie, że faktycznie, bawienie się w podobnie trudne preparacje nie było na porządku dziennym Claire oderwała wreszcie wzrok od własnej ręki i spojrzała na rudowłosą uzdrowicielkę. Bladą twarzyczkę Irlandki rozjaśnił niepewny, pełen rezygnacji uśmiech. - Kilka osób mogło spróbować. Mieliśmy robić wywar w dużym rozcieńczeniu, żeby nikt nie zrobił sobie krzywdy, ale... To najwyraźniej nie wystarczyło. - Wypuściła powietrze i odwróciła wzrok. Porażka bardzo, ale to bardzo ją bolała, szczególnie że wcale nie wynikała z tego, że eliksir był dla niej za trudny. Gdyby wszystko sprowadzało się tylko do tego, że zadanie ją przerosło, dużo łatwiej byłoby się z tym pogodzić - po prostu bardziej przyłożyłaby się do nauki i prędko nadrobiła braki. Teraz jednak w głowie miała całą wiedzę, jaka była jej potrzebna, a jedynym powodem tak spektakularnej przegranej było jej własne roztargnienie. Chaos myśli już i tak był uciążliwy, a teraz miał dodatkowo skutkować niepowodzeniami na zajęciach? To nie była optymistyczna wizja, ani trochę.
Potem zamilkła na dłuższą chwilę. Wyjaśnień pani doktor słuchała z uwagą, przytakując na znak, że słucha, zaś chora ciekawość kazała jej wrócić spojrzeniem na własną rękę i śledzić kolejne czynione na niej zabiegi. Choć więc kończyna nie wyglądała ani trochę ładnie - spuchnięta, czerwona, część skóry zdążyła gdzieniegdzie oderwać się w sporych płatach, gdzie indziej wyrosły nieprzyjemne pęcherze - Annesley zacisnęła zęby i patrzyła. Rozwijanie dotychczasowego opatrunku, odkażanie, nowy opatrunek - na wszystko to spoglądała z uwagą, dekoncentrując się tylko na chwilę, gdy zmuszona była do przyjęcia leku. Zachęcona przez uzdrowicielkę westchnęła cicho i na raz wlała w siebie całą zawartość fiolki, krzywiąc się potem niemiłosiernie. Lecznicze wywary miały to do siebie, że rzadko kiedy były smaczne, ale jeśli miało to pomóc...
Oddając później puste naczynie, Klara ponownie zerknęła na uzdrowicielkę. Myśl, że za parę lat mogłaby znaleźć się na jej miejscu, po drugiej stronie biurka była niezwykle przyjemna - i odrobinę ekscytacji być może dało się dostrzec w sarnich oczach Puchonki. Ręka mogła boleć, panna Annesley mogła mieć w perspektywie kilka ciężkich dni oszczędzania prawej kończyny, ale nic z tego nie mogło stłumić przyjemnego mrowienia wzdłuż kręgosłupa, jakie odczuwała za każdym razem, gdy myślała o swej przyszłości.

nas tu już chyba nie ma ;-;
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne   

 

III piętro - Zatrucia eliksilarne i roślinne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Szpital Św. Munga
-