IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 IV piętro - Urazy Pozaklęciowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 15 Lut 2014, 20:57

IV piętro - Urazy Pozaklęciowe


Urazy pozaklęciowe... Oddział, który jest najczęściej odwiedzany przez aurorów orz czarodziei należących do Brygady Uderzeniowej. Jeśli ktoś bądź nawet Ty sam użyjesz niewłaściwie zaklęcie - wylądujesz właśnie tutaj. Osoby, które padły ofiarami uroków nieusuwalnych zazwyczaj trafiają do tak zwanego oddziału zamkniętego, gdzie są zarejestrowani na pobyt długotrwały.
Jest to dość przykre miejsce i właściwie to nie chcesz tutaj dłużej przebywać...

Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 30 Sie 2014, 00:02

Gross coraz bardziej zirytowany wędrował w poszukiwaniu odpowiedniej sali. Gdzie oni tego durnego Whispera położyli i czy poprzednim razem jak tu był to nie było to inaczej rozłożone. I jeszcze ta dziwna baba...nieważne, tak czy siak wyruszał na akcję pod tytułem "wyśmiać Whispera". O tak, jego sumienie nie przyjmowało do siebie czegoś takiego jak "bezinteresowność", nie mógłby tak przecież.
Swoją drogą...Gross zastanawiał się poważnie nad tym czy powinien iść. Ostatnimi czasy był trochę nie w sosie, mimo że starał się udawać jakby wszystko było wporządku. Szczerze mówiąc miał bardzo kiepski nastrój ze względu na kilkanaście ostatnich wydarzeń w jego życiu. Porażka.
Wreszcie udało mu sie znaleźć tą dżdżownicę Doriana - no nieźle sie ukrył cwaniaczek. Wparował do środka i rzucił beznamiętnie.
-Whisper Ty kretynie, co z Ciebie za czarodziej? Żeby tak dać się mojemu teściowi załatwić?-rzucił zamiast dzieńdobry i wykonał parodię szarmanckiego uśmiechu. Rozpiął wreszcie długi płaszcz, podlazł do łóżka kolegi i rozejrzał się po kryjomu czy nikt go nie obserwuje. Po czym odchylił połę płaszcza i rzekł;
-Nie martw się, miłe słowo to nie wszystko. Mam jeszcze coś w zanadrzu
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 30 Sie 2014, 00:30

Dorian nie spodziewał się gości. Dopiero co rozesłał sowy, a już pojawił się pierwszy ochotnik, który z przyjemnością go odwiedził. Pierwsza noc, podczas której powoli zaczęła odrastać mu kość była tak przewalona, że w duchu karcił wszystkich uzdrowicieli, którzy zamiast mu coś przynieść przeciwbólowego, to tylko patrzyli na jego cierpienia. I jak tu żyć, jak żyć?
Widok Grossherzoga sprawił, że jego usta wykrzywiły się w parodii uśmiechu, po czym klepnął go w ramię na powitanie. Nie mógł wstać, żeby go uściskać, a nawet, jeśli by mógł, to i tak by tego nie zrobił.
- Grossherzog, nie wiem o czym mówisz. Jakiego teścia? Co, zeswatali Cię z Porunn? – spytał, nie zdając sobie sprawy, że Aria podczas ich ostatniego spotkania zataiła przed nim bardzo ważną rzecz. Pewnie nawet jakby mu powiedziała, to w żadnym wypadku nie uwierzyłby od razu. Ona i Gilgamesh? Świat chyba na głowę by upadł, jakby taka para w ogóle miała miejsce bytu. To było wręcz niewykonalne, a Dorian był prawie pewien, że to chodziło o drugą z bliźniaczek.
- No opowiadałeś mi, że wy tam z Porunn coś tam w lesie, już nie pamiętam dokładnie, chyba i tak wygadałeś mi za dużo w stanie upojenia alkoholowego – powiedział, po czym wyciągnął dłonie w stronę whisky, którą jego przyjaciel przemycił na oddział. Szybko schował ją pod poduszkę i oparł się znów wygodnie, aby nie wzbudzać żadnych niepotrzebnych podejrzeń.
Chwilę milczał, po czym podniósł spojrzenie na Grossa i westchnął.
- Rozmawiałeś z Wandą? Wiem, że jesteście blisko, a morderstwa naszego ojca nie przyjęła zbyt lekko – powiedział i ciężko westchnął. Wciąż miał przed oczami minę Wandy, kiedy powiedział jej o tym, że ich ojciec zmarł. Z trudem zniósł to pełne rozpaczy spojrzenie jego małej, ukochanej siostrzyczki, która na pewno była teraz bardzo samotna. Miał nadzieję, że chociaż Gilgamesh z nią porozmawiał i trochę pocieszył…
- … Nie wiesz? - sądząc po jego zaskoczonej minie raczej nie miał pojęcia co się wydarzyło. No tak, przecież nie czytał gazet.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 30 Sie 2014, 01:13

Gross już chciał się roześmiać z grzeczności, kiedy dotarło do niego że Dorian wcale nie próbował, tylko że naprawdę nie miał się skąd dowiedzieć. Chociaż sama myśl małżeństwa z Porunn była wyjątkowo śmieszna. Cóż, musiał go najwyraźniej uświadomić w jak wielkim błędzie jest. Wyszczerzył się złośliwie.
-No co Ty stary, przecież wiesz że zawsze lubiłem Krukonki. Nie Porunn, Aria - chyba ją znasz co?-powiedział doskonale zdając sobie sprawę z tego że Whispera to zaskoczy. Kto by się w końcu spodziewał, że stary Fimmel odda swoją bardziej kobiecą i zdecydowanie bardziej nieśmiałą córkę komuś takiemu jak Gilgamesh von Zaliczęwszystkie...wszystkie. No cóż, ale skoro już to zrobił to teraz nic tylko poczekać aż nadejdzie konsumpcja tego związku - po powrocie do szkoły zamierzał przyszpilić Arię tak szybko jak sie da w końcu na co niby miał czekać?
Na następne słowa Whispera uniósł brwi i zamrugał szybko. Morderstwo starego Whispera? No to już nie było zbyt ciekawe raczej. Poczuł ukłucie lekkiego żalu - nie rozmawiał z Wandą odkąd się rozeszli na peronie, nie pisał nawet sów...co prawda miał dość ważny powód, ale jednak mimo wszystko - było mu trochę głupio. Chociaż fakt faktem, dziewczyna też mogła napisać, raczej nie stałoby sie jej nic złego z tego powodu gdyby pierwsza rozpoczeła korespondencje. Tak czy siak, trochę dziwne.
-A skąd niby miałem wiedzieć? Odkąd te hieny zaczęły obsmarowywać mnie w gazetach to nie prenumeruje nic prócz "100 sposobów na ułatwienie życia psychopaty", bo tam przynajmniej podają prawdziwe informacje. Gdybyś pomyślał to byś się domyślił i mnie o tym poinformował, no ale po cholerę. Zresztą mogłeś ją do mnie wysłać - gdyby mnie odwiedziła to bym zadbał żeby jej poprawić humor. No ale oczywiście, Grossa nikt o niczym łaskawie nie poinformuje.-wygłosił lekko oburzony.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Nie 31 Sie 2014, 20:39

Dorian otworzył szeroko oczy z zaskoczenia. Aria była narzeczoną Gilgamesha? Przez chwilę próbował w myślach połączyć tę dwójkę razem, ale w żadnym wypadku, nawet jakby się starał, to nie mógł znaleźć chociaż jednego powodu, żeby do siebie pasowali. On, wielki podrywacz, znany na całą szkołę i Ona, zagubiona i nieśmiała owieczka, która nie potrafiła znaleźć sobie miejsca na Ziemi. Nic nie współgrało, wszystko wyglądało jak jeden wielki żart, jednak znając Pana Fimmela i Grossherzoga, to wszystko mogło być możliwe – obaj mieli na pewno nieprzeciętne poczucie humoru. Jego spojrzenie powędrowało ku przyjacielowi i wypuścił zaskoczony powietrze z płuc.
- No to trafiła Ci się żelazna dziewica, stary – powiedział, po czym poklepał go po ramieniu, aby dodać mu otuchy. Jak spotka się z Krukonką, będzie musiał się zapytać dlaczego tak bardzo wstydziła się powiedzieć o zaręczynach. Mógł ją wesprzeć w tych trudnych chwilach, bo na pewno wieść o tym, że jest przeznaczona największej, szkolnej ladacznicy nie była powodem do radości. No cóż, życie płatało różne figle, które nie każdemu mogły się spodobać i przypaść do gustu.
Dorian przez chwilę spoglądał na Niemca w milczeniu, słuchając jego wywodu na temat nieczytania gazet i o tym, że z przyjemnością zaopiekowałby się jego siostrą. Nie wątpił w to. Wiedział, że Gil żywi do dziewczyny naprawdę ciepłe uczucia i znał go na tyle, żeby być pewnym, że przy nim nie stanie się jej żadna krzywda. Gorsze było jednak to, że Wanda na pewno nie przyjmie dobrze wiadomości o tym, że Niemiec jest zaręczony z kimś innym, jednak żadnym sposobem nie mógł się przemóc chociaż na odrobinę współczucia. Nie czuł nic, jakby był wielkim soplem lodu, który przystawał teraz na wszystkie sprzeczności losu i nie przejmował się nimi.
- Stary, pomogę Ci z Wandą, jeśli będzie trzeba. Możesz na mnie liczyć – powiedział, spoglądając na Grossa spojrzeniem tak pustym, że aż przerażającym. Jakby Dorian był pozbawiony wszelkich uczuć i odruchów, które powinien posiadać normalny człowiek.


Ostatnio zmieniony przez Dorian Whisper dnia Nie 31 Sie 2014, 20:41, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Matka Ziemia taka przez dużą literę.)
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Pon 01 Wrz 2014, 16:11

Dziewczyna była wdzięczna losowi, sytuacji i Aurorom, którzy nie zakłócając zajęć dotyczących magii leczniczej wyprowadzili ją jak gdyby nigdy nic z Sali, w której tak naprawdę nie powinna się znaleźć. Według niej ten cały obóz był jedną, wielką pomyłką. Nie chciała tam jechać, nie widziała sensu w siedzeniu z ludźmi, z którymi nie chciała siedzieć. Co z tego, że mogła nauczyć się czegoś nowego. Od kogo? Od ludzi, którzy nie potrafili obronić jej ojca? Czy może od tych, którzy doprowadzili do jego śmierci?
Przez te wszystkie dni Whisperówna nie odezwała się do nikogo ani słowem. Nie miała takiej potrzeby – co więcej, wiedziała doskonale, że każda próba nawiązania z kimś bliższej relacji skończyłaby się lamentowaniem, płaczem i wyzwiskami. Dlatego ta wolała milczeć, siedzieć w namiocie albo w innej kryjówce gdzie nikt nie będzie na nią patrzył z politowaniem.
Śmierć ojca przeżyła dogłębnie. Każda jej komóreczka krzyczała z bólu po jego stracie. Bała się o siebie, o swój dom i o brata. Co teraz z nimi będzie? Dorian teoretycznie jest już dorosły, ale jego buńczuczne zachowanie niezbyt pasuje do prawnego opiekuna dziewczyny. Głowa pękała jej od problemów i mnóstwa zmartwień, które zdecydowanie nie powinny ją zajmować. Dlatego odsapnęła gdy została wyprowadzona przez mężczyznę z Sali, chociaż zaraz w jej umyśle zapaliła się czerwona lampka – coś musiało się zdarzyć ważnego, że sam dyrektor pozwolił jej na opuszczenie obozu…
Co się wydarzyło - o tym Wanda dowiedziała się zaraz po tym jak jej towarzysze przetransportowali ją pod szpital – bywała tutaj nie raz, nie dwa, a kilkukrotnie. Uniosła wzrok na budynek i powolnym krokiem przemierzała kręte korytarze, słysząc jedynie odbijaną podeszwę od posadzki i stukot swojego serca, które waliło jak oszalałe. Im bliżej celu tym jej serce podchodziło coraz wyżej i wyżej, a dłonie czarownicy z sekundy na sekundę drżały coraz bardziej. Gdy znalazła się pod odpowiednimi drzwiami, zerknęła ku oddalającym się postaciom. Przez chwilę stała w bezruchu, obserwując tylko w milczeniu drzwi z numerem pokoju, w którym leżał jej brat. Po chwili wahania jednak nacisnęła klamkę i pchnęła wrota kompletnie nie wiedząc czego się spodziewać. Być może jej ukochany braciszek leży połamany, ze szramami i bliznami gdzie popadnie? Bała się jednak najbardziej tego, że starszy Whisper może być w stanie agonalnym. Co ona wtedy by biedna zrobiła? Bez rodziny, bez nikogo bliskiego? Przez jej ciało przeszedł jeden dreszcz, i zaraz drugi gdy jej oczom ukazał się jej brat, cały w pieleszach, taki zabiedzony i biedny. Przynajmniej tak wyglądał w jej oczach…
- Dorian! – Pisnęła i ruszyła ku chłopakowi, który nie wyglądał tak źle jak zakładała na początku. Faktycznie, wyglądał niemrawo, ale widocznie chyba zawsze taki był – niepozorny. Przypatrzyła mu się badawczo i dopiero zaraz, za chwilę kątem oka zauważyła jeszcze jedną postać, dobrze jej znaną, na której widok jej żołądek wykonał dwa albo trzy salta do tyłu. Przygryzła wargę i pomachała dłonią w kierunku Ślizgona, który umościł się wygodnie w Sali.
- Witaj, Gilgamesh. – Jej głos i tak cichy teraz zniżył się do szeptu, a spojrzenie powędrowało na Grossa – oczy Whisperówny zdawały się błyszczeć, były podpuchnięte – zapewne przez godziny i dnie spędzone na płaczu, a twarz nieumalowana. Dłonią przesunęła po kołdrze, pod którą leżał Dorian i pozwoliwszy sobie na okazanie siostrzanej miłości przytuliła się do brata mocno i zacisnęła powieki, by znowu się nie rozpłakać mimo, że czuła jak łzy płyną jej po twarzy – cóż, chęć wylania z siebie żalu była silniejsza.
- Ty idioto. Jak mogłeś zrobić coś takiego. Dopuścić do tego, że znalazłeś się tutaj… Chcesz mnie zostawić samą? – Pytała gorączkowo, szepcząc mu do ucha to wszystko i czując jak jej palce zaciskają się na materiale koszulki Whispera. Przez chwilę jeszcze przyciskała go do piersi by zaraz się odsunąć, posłać mu blady uśmiech – nie uśmiech i usiadła na dajmy na to jednym z wielu krzesełek, które się tutaj znalazły. Westchnęła cicho i jeszcze raz ukradkiem zerknęła na siedzącego tutaj Grossa. Nie spodziewała się go tutaj, co to to nie – jak widać jednak miał dobre relacje z jej bratem, co nie przeszkadzało dziewczynie. Zastanawiała się także co u niego słychać… wszakże nie mieli kontaktu ze sobą od momentu rozstania na peronie… Odwróciła wzrok zaraz po tym jak zdała sobie sprawę, że wpatruje się w niego odrobinę za długo.
- Mam nadzieję, że nie przeszkodziłam… – Mruknęła zawstydzona.
- I Dorian, proszę Cię, mam nadzieję, że nie robiłeś żadnych głupstw? - Spytała i zaraz starała się złapać Dorianeła za dłoń, by chociaż przez moment pobyć z nim blisko.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Pon 01 Wrz 2014, 23:49

-Więc niech żelazna dziewica zmierzy się ze sprośnym księciem. To będzie emocjonująca walka dobra ze złem. Jednakże nie martw się - zanim do niej dojdzie to ze 3 razy zdążą mnie pochować - Aria mnie chyba wybitnie nie lubi. Takie odniosłem wrażenie. Chociaż fakt faktem do skarbca już musiałem ją dopisać. Prosta więc sprawa że z obowiązku muszę urwać czerep każdemu kto ją splugawi swoim parszywym dotykiem.-wygłosił, starając się uprzyjemnić Whisperowi czas widokiem odrywania głów osób które postanowiły obcałowywać jego narzeczoną. Liczył że go rozbawi - bardziej się poświęcać nie zamierzał, bo Dorian był aspołecznym dupkiem. Sam nie wiedział jak to możliwe że zachowywali dobre stosunki - przecież ten człowiek chyba gardził każdym kim sie dało, a tu nagle wpadł Gross i się lubią. Niezbadane są koleje losu, a ten wykolejony pociąg to chyba był żart - tak czy siak, chyba cieszył się z tego żartu. Nie wymienił by tego dupka Whispera na żadnego innego dupka, więc można uznać że jego obecność była pozytywem. Chyba.
-Nie martw sobie, z Wandą sobie dam radę jak będzie trzeba. No, chyba że ma mnie głęboko w dupie - wówczas to chyba zostanie mi sobie pójść i olać sprawę.-powiedział. Chciał jeszcze coś dodać, ale wtedy stało się coś co go zaskoczyło. Zupełnie jakby przed "Wanda" wypowiedział słowo "Accio". Przybyła idealnie na czas.
-Cześć Wando...-co prawda chciał dołączyć do jej imienia jeszcze jedno słowo, ale uznał że denerwowanie kogoś pozbawionego kości w nodze jest wyjątkowo nietaktowne. Chociaż...może dlatego właśnie powinien to powiedzieć? Tak czy siak - czuł się trochę niekomfortowo. Wanda poza ochrzanianiem brata za utratę kości, gapiła się na niego, jak głodne dziecko na lizaka na wystawie. Czy on jej coś zrobił złego? Przecież był dla niej raczej miły, a o narzeczonej nie wiedziała...no, chyba że to miał być okaz tęsknoty, wówczas wszystko w porządku. Chociaż to w sumie urocze że przybiegła zatroszczyć się o chorego, lekkomyślnego braciszka który postanowił powydurniać się przy śmierciożercy. Hmm, w sumie...Dorian pewnie nie wiedział o tym kim jest Hallvard, on nie miał ojca w ich stowarzyszeniu. W sumie...Dorian wcale już nie miał ojca. Ironia losu.
Wtedy go coś tknęło. Fakt że Wanda przyszła odwiedzić swojego starszego brata trochę go ubódł. Nie żeby mu przeszkadzała miłość rodzeństwa - po prostu zorientował się o czymś, o czym dotąd nie myślał. Nawet sierota miała młodszą siostrę która z radością go odwiedzała w szpitalu. A Gross...Gross nie miał nikogo. Choćby umierał na łóżku podobnym do tego, to miał świadomość że nikt nie będzie przy tym łóżku sterczał. Cholera, on umrze w samotności...zanotować w pamięci - w wypadku zagrożenia życia, nigdy go nie przeżyć. To byłoby przykre tak leżeć samotnie w szpitalu - chyba już lepiej było się doczekać okrutnej śmierci. Byle szybkiej. I bezbolesnej. Albo w sumie to przeżyć i uniknąć szpitala. Taaak, to jest myśl.
Aczkolwiek...w sumie warto powiedzieć coś miłego Wandzie, tak długo się nie widzieli. Zbliżył się do niej i nachylił do jej ucha, po drodze wyszczerzając się jeszcze do Doriana na znak że nie ma zamiaru jej gwałcić tu i teraz (w końcu gdyby tego nie zrobił, chłopak byłby gotów uciąć mu...rękę), po czym szepnął:
-Nie zostałabyś sama. Masz jeszcze mnie.
Potem wyprostował się i uznał że zbyt dużo sie namyślał, więc postanowił myśleć mniej na tematy ważkie i trudne - po co mu to niby? Pora rozluźnić atmosferę.
-Zresztą Dorian mądry chłop. To że czasem komuś podpadnie to nic mu sie nie stanie. Zresztą jakby był w prawdziwym niebezpieczeństwie to użyłby naszego sprytnego sposobu na przekazanie informacji że trzeba ratować jego tyłek, no nie Dor?
Nie mieli żadnego sposobu na szybkie przekazywanie informacji, to był durny blef. Miał tylko nadzieję że ex-Krukon to podchwyci i pomoże mu uspokoić rozhisteryzowaną Wandzie - w końcu i tak musiała sie źle czuć od śmierci ojca, to po co dokładać jej jeszcze nerwów o narwanego brata?
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sro 03 Wrz 2014, 19:51

Powiedzieć, że Dorian nie był zdziwiony, że Wanda przyszła go odwiedzić, byłoby dużym niedomówieniem. Chłopak był pewien , że siostra przebywa na terenie obozu i uczy się przydatnych dla niej rzeczy. Można więc sobie wyobrazić jego zdziwienie, gdy ujrzał ją w drzwiach prowadzących do sali chorych. Była przerażona, a jej oczy szkliły się od łez… nie wspominając już o tych okropnych podkowach pod oczami, jakby cały czas płakała. No cóż, nie każdy potrafił przyjąć do wiadomości  śmierć dwóch najważniejszych osób życiu… i to z dnia na dzień. Dla niego już nie nic miało znaczenia, ktoś umierał, ktoś się rodził. Normalna kolej rzeczy. On kiedyś też umrze i pozostanie po nim tylko ciche echo jego własnego imienia. Może ktoś się tym przejmie, może nie – jego już to nie interesowało. Jego chłodne, błękitne oczy przeszywały Wandę na wskroś, jednak gdy ta rzuciła mu się w objęcia wybił się z rytmu. Nie przywykł do okazywania mu miłości i czułości w taki sposób. Sam fakt, że ktoś go dotykał był dla niego czymś dziwnym, obcym i zupełnie niezrozumiałym. Wanda była jego siostrą, miała prawo się do niego przytulić i w pełni to akceptował, mimo iż czuł się niekomfortowo. Widocznie potrzebowała braterskiego uścisku, żeby poczuć się chociaż trochę bezpiecznie. Niestety, prawda była taka, że przy takiej osobnie, jak Dorian nikt nie był bezpieczny. Niespiesznie położył dłoń na jej potylicy, a drugą ręką objął ją w pasie i przycisnął ją mocniej do siebie, aby dać jej chociaż złudne poczucie bezpieczeństwa i ostoi.
- No już, już… Jeszcze mi piżamę umoczysz we łzach. Przestań się mazać – powiedział Dorian, zaciskając delikatnie pięść na jej włosach, jednak nie było to bolesne. Sam nie wiedział co to miało oznaczać. Napiął mięśnie, czując, jak ciało Wandy napiera na jego stanowczo za mocno. Przygryzł wargę i przewrócił oczami. Na następne jej słowa… wypuścił z płuc powietrze ze świstem.
- Ja? Głupstwa? Za kogo mnie masz, za jakąś szlamę? – mruknął, a w jego głosie można było usłyszeć nutę pogardy, która jeszcze nigdy w życiu nie była aż tak mocna. Whisper raczej nie miał problemu ani z mugolakami, ani z ogólnym pojęciem osób niemagicznych. Teraz można było zauważyć coś zupełnie odmiennego. Jego kącik ust drgnął, jakby się powstrzymywał od powiedzenia czegoś jeszcze. Czegoś, co całkowicie zaburzyłoby jego wizerunek tolerancyjnego chłopaka, którym już dawno przestał być. Zmrużył powieki, a jego spojrzenie padło na Gilgamesha, mając nadzieję, że weźmie sprawy w swoje ręce, w końcu powinien się wykazać i pokazać dziewczynie, że mu na niej zależy. Bo zależy, prawda? Niemiec odezwał się po chwili, na co Whisper kiwnął głową z przekonaniem.
- Oczywiście, że użyłbym jakiegoś sposobu na komunikowanie się z innymi, aby uzyskać pomoc. Od tego są przyjaciele, aby innych ratować w potrzebie, czy coś – powiedział, zaciskając pięść na ubraniu swojej siostry, mając nadzieję, że jej przytulanie się nie potrwa jakoś długo. Tak naprawdę, to zaczynało mu brakować tchu i ciężko było oddychać. Co to za brednie on teraz powiedział? Przyjaciele, pomoc? On nie potrzebował żadnej pomocy, nie potrzebował wciągać w swoje życie już nikogo, uważając, że słabość do innych ludzi była tylko uciążliwym uczuciem - dezorientacja i słabość. Dorian mógł działać sam, a gdyby zginął, to nic. Nie zależało mu. Teraz jednak miał jeden cel, który chciał zrealizować. Podrzucić komuś Wandę, aby nie stała mu na drodze do całkowitej destrukcji i zemsty. Musiał pozbyć się wszystkiego, co mogłoby sprawić, że będzie słaby i niezdecydowany. Chęć zemsty była napędem, które popychało go do działania. Oh, niech on tylko wyjdzie z tego szpitala.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Czw 04 Wrz 2014, 15:43

Po tym jak rozsiadła się prawie, że wygodnie na krześle szpitalnym – które z wygodą miało tyle samo wspólnego co Shakira z Sapkowskim, drgnęła i puściła dłoń brata w momencie, gdy poczuła znajomą woń męskich perfum i głęboki baryton Grossa, który o dziwo postanowił podzielić się z nią swoją troską o nią, czy o Doriana. No, nie spodziewała się usłyszeć czegoś miłego, dlatego też jej brwi powędrowały do góry, a jej głowa obróciła się minimalnie w bok, by ta mogła spojrzeć na chłopaka z niemieckiego rodu. Kącik jej ust drgnął mimowolnie, a jej się zrobiło głupio, że pojawiła się tu zapuchnięta i bez makijażu. Uczucie to jednak zniknęło tak szybko jak się pojawiło, bo zostało zastąpione przez inne, dotąd jej nieznane. Jej żołądek wykonał jeszcze jedno podwójne salto, a wzdłuż kręgosłupa przeszedł dziwny dreszcz. Szatynka zaraz to odwróciła wzrok od Gila mamrocząc przy tym jakieś podziękowania, za które naprawdę była wdzięczna. Kiwnęła jeszcze głową na słowa chłopaka.
- Och, wiem, wiem, ale mimo wszystko. Po tym co ostatnio nam się przydarzyło jestem wyjątkowo drażliwa na temat zdrowia mojego brata. I na razie nic tego nie zmieni. – Powiedziała siląc się na spokojny ton, co uniemożliwiała jej gula nieznanego pochodzenia w gardle. Zaraz jednak opanowała się na tyle, by rzucić Dorianowi jedno ze spojrzeń zarezerwowanych wyłącznie dla niego typu Mówisz to na serio czy tylko udajesz?. Martwiła się o brata, i on nie miał teraz ciężko. Najpierw śmierć Alexandra, potem ich ojciec, potem sam on zdecydował się na samotną walkę z jednym z przedstawicieli zła, co jej się kompletnie nie podobało. Nie miała jednak za wiele do gadania, bo w końcu to on był starszy, on teraz sprawował opiekę nad Wandą, czy tego chciała czy nie. Wolała jednak gdyby ten chociaż przez chwilę nie myślał tylko o sobie i złagodzeniu bólu po stracie ukochanego – przynajmniej według jej mniemania.
Poza tym zachowanie starszego Whispera trochę ją zaskoczyła. Ich rodzina zawsze była przyjaźnie nastawiona do wszystkich jugoli czy mieszańców – wszak sama Wandzia posiadała kilku dobrych znajomych, którzy pochodzili z rodzin nie – magicznych i nigdy nie było problemu by Ci ją odwiedzali w rodzinnym domu. Dlatego też zmarszczyła brwi słysząc ten pogardliwy ton – zupełnie jakby ten brzydził się tego słowa i ludzi, którzy noszą tą obraźliwą nazwę.
- Dorian... Nie używaj przy mnie tego słowa, proszę Cię. Wiesz, że tego nie toleruję. – Fuknęła na niego poirytowana, nie zwracając w ogóle uwagi na Gilgamesha, którego obecność jej nie przeszkadzała – świadczyło o tym właśnie między innymi jej swobodne zachowanie do jakiego się dopuściła. Zamilkła na moment, rozmyślając o tym i owym, bardziej skupiając się na bracie, który nie był chyba zbyt zadowolony, że ta tutaj się znalazła. Zagryzła bezwiednie dolną wargę…
- Wiadomo kiedy Cię wypuszczają? Chciałabym zabrać Cię do domu… – Zerknęła niepewnie w stronę leżącego, by za chwilę przenieść spojrzenie na Gilgamesha, do którego uśmiechnęła się lekko. Ledwie zauważalnie.
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 06 Wrz 2014, 01:24

Aria już od pewnego czasu zastanawiała się, czy powinna wysłać sowę do Doriana. Ich ostatnie spotkanie sprawiło, że często o nim myślała, martwiąc się jego stanem. Nie wyglądał dobrze, a jego szybka ucieczka i wzmianka o szpitalu nie pomagały jej w skupieniu myśli. Nawet zakupy, na które tamtego dnia zabrał ją ojciec, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów, była niezwykle milcząca. A może była to wina tego, że musiała sama zostać z Hallvardem? W jego obecności ciągle czuła się spięta, jakby się nieustannie obawiała. Nagłe pojawienie się czyjejś sowy wyrwało ją ze skupienia. Początkowo myślała, że może Porunn znów ma dla niej jakieś wieści, ale nie potrafiła przypisać stworzonka do właściciela. Odebrała list, po czym poczęstowała sowę smakołykiem i pozwoliła jej znów wrócić do Doriana. Wiadomość wydała jej się… dziwna? Na przemian odczuwała rozbawienie, zmartwienie i zakłopotanie. Wzmianka o okładzie na zlodowaciałe serce i sukience wybiły ją z rytmu, ale pomyślała, że może Whispera napchano jakimiś dziwnymi eliksirami w szpitalu… Nie chciała, by ten list wpadł w ręce ojca, który zapewne zinterpretował go po swojemu… Obawiając się, wyciągnęła różdżkę i przyłożyła ją do listu. Zaklęcie wypowiedziała szeptem, a papier szybko obrócił się w popiół.

Długo się wahała, lecz sumienie chyba nie dałoby jej spokoju, gdyby w końcu nie wybrała się do szpitala. Choremu się nie odmawia, prawda? Nie bywała tu zbyt często, ale bez trudu trafiła na odpowiedni oddział. Z każdym krokiem czuła jak jej pewność siebie gdzieś umyka, a na jej miejsce wkracza zagubienie. Może Dorian nawet nie pamiętał, że do niej napisał? Norweżka pokręciła głową, by odgonić takie myśli – myśli, przez które czuła się jeszcze gorzej i które na dodatek były nielogiczne. W końcu odnalazła odpowiednie pomieszczenie i po prostu weszła do środka, nie chcąc, by kolejna chwila zawahania kosztowała ją ucieczkę do domu. Aria zatrzymała się gwałtownie widząc znajome twarze. Nie spodziewała się, że Dorian nie będzie miał gości, obecność jego siostry jej wcale nie dziwiła. Ale na Merlina, czy musiał tu również być Grossherzog? Obecność Ślizgona zawsze dziwne na nią działała, a tym razem miała ochotę zawrócić i rzucić się do ucieczki. Zamiast tego, zrobiła kolejny krok do przodu, aż znalazła się obok Wandy. Dopiero teraz była na tyle skupiona, że zauważyła na jak bardzo zmęczoną i smutną wyglądała Krukonka.
- Cześć… - wykrztusiła, chcąc powitać wszystkich za jednym razem. Położyła dłoń na ramieniu Wandy, nie wiedząc co powiedzieć ani co właściwe powinna teraz zrobić. Nie chciała im przeszkadzać w rozmowie, więc postanowiła nie mówić nic więcej. Kątem oka zerknęła jeszcze na Gilgamesha, po czym jej wzrok spoczął na Dorianie, lustrując jego stan. Nie wyglądał najlepiej, ale przynajmniej nie siedział już w pubie zerkając do kieliszka.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 06 Wrz 2014, 14:27

Gross nic więcej nie powiedział przez pewien czas - to było uzasadnione. Po prostu wolał się nie wcinać za bardzo w relacje brat-siostra. Niestety, potem jego życie się trochę pokomplikowało. Do pomieszczenia weszła kolejna osoba - Aria. Nie miał żadnych wątpliwości - to Dorian ją zaprosił. Zacisnął dłonie w pięści tak żeby nikt nie widział i z obojętnym wyrazem twarzy oraz furią płonącą w jego uderzająco zielonych oczach, spojrzał na Whispera płci męskiej - chłopak załatwił biednego Gilgamesha, załatwił go tak że był bez pola manewru. Zupełnie jakby cała trójka wisiała nad przepaścią, a liny zaczęły się przeciążać - aby kogokolwiek uratować, on, właśnie on, musiał kogoś odciąć i posłać w przepaść pełną wygłodniałych rekinów i kolczastych skał. Jak mógłby wybierać pomiędzy narzeczoną, przyjacielem i kimś tak ważnym w jego życiu jak Wanda? Nie mógł, po prostu nie mógł. Sprawa była prosta.
Musiał posłać w otchłań całą trójkę. Po kolei.
Najpierw Dorian - zdecydowanie cała sytuacja wynikła z jego (choćby i nieświadomej) winy, więc dlaczego miałby go oszczędzać? Nie, zamierzał mu troszkę sieknąć i to w miły, kulturalny sposób.
-No, no, Whisper, szlama? Takich słów się po Tobie nie spodziewałem, chociaż nie dziwi mnie to. To ile czasu spędzasz w Alexie, sprawia że powoli się w niego zmieniasz - już niedługo będziesz tępym skurwysynkiem przekonanym o swojej wyższości, ojciec będzie z Ciebie dumny, a ja zacznę się nawet do Ciebie przyznawać.-powiedział cicho i "żartobliwym" tonem. Oczywiście nie mógł wiedzieć o tym że dowalił tymi słowami bardziej niż zamierzał - to wyszło mu zupełnie przypadkiem. A przecież nic złego nie zrobił - po prostu sobie pożartował z brzydkiego wyrażania się kolegi, prawda? Nic złego.
Następna Wanda - mimo że robił to z trudem, należało jej się, mimo wszystko. Przecież ją ostrzegał, a ona mimo to kazała mu czekać - to świetna okazja żeby powiedzieć "a nie mówiłem?".
-Swoją drogą, Wando - mam nadzieję że znasz moją narzeczoną Arię? Tak jak Cie informowałem w czerwcu, niebawem ojciec mi wybierze jakąś i oto ona
Jeśli Whisperówne faktycznie tak obchodził jak twierdziła (a przecież nie mogło być inaczej) to teraz, w takim już kiepskim stanie, powinno jej być jeszcze gorzej. Gdyby przyjęła zaręczyny, wszystko wyglądałoby inaczej - kto wie, może nawet protekcja ojca Grossa pomogłaby przeżyć teściowi Gilgamesha? Tak czy siak, to był jej wybór i niech weźmie całe konsekwencje na klatę - on nosił je już wystarczająco długo.
Aria - nie był do końca pewien jakie ma stosunki z jego aktualnym teściem - cóż, zaraz się dowie. Dorian był na tyle mundry żeby wsadzić mu w dłonie potężny oręż - zamierzał się nim posłużyć, aby zwyczajnie się wyżyć. Bo cóż innego niby znaczyły jego spokojne bądź żartobliwe wypowiedzi? On był po prostu wściekły i się wyżywał, tylko że w bardziej podstępny sposób.
-Tak, tak, cześć Ario. Powiem Ci szczerze że najwidoczniej Cie nie doceniłem nigdy. Zawsze myślałem że jesteś inna niż Porunn, jednakże zachowujesz się wręcz wzorowo, zupełnie jak na Fimmela przystało - przychodzisz do sali szpitalnej aby powyśmiewać faceta, którego Twój ojciec pozbawił wszystkich kości. Naprawdę, jesteś bardziej okrutna niż sądziłem - winszuję.
Tyle wystarczyło - jeśli znał ich na tyle dobrze co sądził, to właśnie dowalił każdemu po trochu i to w miły i przyjemny sposób. Chociaż kto wie, może i się pomylił.
Rozłożył szeroko ręce symulując zdumienie mruknął:
-Jaki ten świat jest mały.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 06 Wrz 2014, 20:23

To, że Wanda była wyjątkową wielbicielką mugolaków wiedzieli wszyscy, a szczególnie Dorian.  Tylko udawał, że nie widział, jak wlepiała swoje piękne oczęta w Alexa Halla, aurora przychodzącego do nich, aby trochę dokształcać siostrę z eliksirów. Westchnął ciężko, dusząc w sobie słowa, które mogły niekoniecznie pozytywnie wpłynąć na relacje między nim, a siostrą. Uważał, że czasami lepiej przemilczeć pewne kwestie, które zdecydowanie mogły kogoś zranić. Dorian wykazywał się instynktem samozachowawczym, który podpowiadał mu, że nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć, a tylko przysporzyć mu więcej problemów, jakim był dajmy na to konflikt z Wandą, którego chciał za wszelką cenę uniknąć. Cenił sobie święty spokój, jednak nie miał zamiaru zmienić swojego zdania na temat osób urodzonych w mugolskiej rodzinie i samych mugoli. Zacisnął pięści i przewrócił oczami, wlepiając na chwilę spojrzenie w okno, przez które przedzierało się jasne i ciepłe światło słońca.
Dźwięk kroków na chwilę wyrwał go z letargu i zwrócił spojrzenie nowoprzybyłej osobie. Widok Arii sprawił, że jego usta wykrzywiły się w parodii uśmiechu, jakby chciał chociaż trochę ocieplić swój wizerunek, który w tej chwili nie był zbyt pozytywny. No cóż, kto normalny wyglądał dobrze na tle szpitalnej sali? Dokładnie. Zmierzył dziewczynę badawczym spojrzeniem, chłonąc jej jak zwykle śliczny, delikatny wygląd. Czasami się zastanawiał czy miał do czynienia z córką Hodowcy Smoków, czy też może jakąś wróżką wyjętą żywcem z czarodziejskiej baśni z obrazkami.
- Cześć, Ario – powiedział, nie spuszczając z niej spojrzenia chociażby na chwilę. Przyszła, a więc go lubiła i chyba zapomniała o tym, że jeszcze dwa dni temu pocałował ją w policzek na oczach ojca. Wtedy nawet się nie zastanawiał nad konsekwencjami, jakie mogła ponieść ona… bo jeśli chodzi o konsekwencje tego czynu, jakie poniósł Dorian… można było tylko zerknąć na jego nogę pozbawioną kości, która w tej chwili okropnie bolała.
Nie minęło kilka chwil, kiedy odezwał się Gilgamesh, który przez pewien czas siedział cicho, jak mysz pod miotłą, jakby coś kombinował. Pierwsze słowa, jakie wylały się z jego ust były jak siarczysty policzek. Kilka. Pod rząd. Wiedział, że Niemiec nie przepadał za Alexandrem, a biorąc pod uwagę fakt, że nie czytał gazet, to nie wiedział co się stało z jego ukochanym. Przygryzł wargę, a jego błękitne oczy nagle straciły blask, zdawały się być matowe, całkowicie bez wyrazu. Resztę słów skierowanych do obecnych dziewcząt nawet nie usłyszał. W jego głowie kotłowały się właśnie słowa wypowiedziane do niego. Do Doriana powoli docierało to, że Alexander nie żyje, że nie wróci, a on tylko czekał na jego wizytę jak ostatni kretyn. Łudził się, że zaraz przekroczy próg sali i będzie śmiał się mu w twarz, a później poklepie po ramieniu, mówiąc, że musi szybko się wykurować, bo wakacje jeszcze się nie skończyły. Adrenalina coraz mocniej dawała o sobie znać, jakby powoli stawała się napędem do zupełnie nieprzemyślanych gestów i słów. Podniósł spojrzenie na Niemca, a jego usta ponownie wykrzywiły się w uśmiechu. Wyraz twarzy Anglika był wręcz przerażający, jakby osoba była całkowicie pozbawiona jakichkolwiek odruchów ludzkich.
- Szkoda, że O’Malley nie żyje – powiedział tonem głosu, który był jak ostre sople lodu, powoli wbijające się w ciało osoby, do której słowa były kierowane. Dorian zacisnął mocno pięść i nim się Gilmagesh zorientował, chwycił za wazon z kwiatami i ostro przywalił mu w twarz, aż naczynie rozbiło się na drobne kawałeczki. Oddychał ciężko, a żądza mordu niemalże wypływała z niego, jak wrząca lawa.  Whisper od dobrego czasu był uśpionym wulkanem, który tylko czekał aż jakiś czynnik sprawi, że niespodziewanie wybuchnie. Na samym uderzeniu nie skończył. Rzucił się na Gilgamesha, powalając go z krzesła. Obaj upadli na zimną posadzkę, a Whisper mocno przytrzymał chłopaka za szyję, w tej chwili życząc mu bolesnej i długiej śmierci.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Sob 06 Wrz 2014, 22:13

Dziewczyna zawiesiła wzrok na twarzy swojego brata – z rozmyślań o niej, o jej rodzeństwie i rodzinie, która właśnie się rozpadła wyrwał ją stukot zamykanych drzwi. Ta instynktownie odwróciła głowę, by spojrzeć kto wszedł do pomieszczenia. Między jej brwiami pojawiła się delikatna zmarszczka, jednak w jej oczach można było dojrzeć coś w stylu ulgi – dziewczyna uniosła kącik ust na widok swojej koleżanki z domu. Nie zastanawiała się nad tym dlaczego ta tutaj przyszła – nie łączyła jako tako osoby krukonki ze swoim bratem – wszak Dorian wykazywał zainteresowanie zupełnie innymi personami niż panna F. Uśmiechnęła się jednak bo była wdzięczna, że ta przyszła tutaj, nieważne czy dla niej czy dla niego – wiedziała co się dzieje w ich rodzinie i ta była zadowolona, że nic nie komentowała, a po prostu była. Whisperówna pozwoliła sobie na okazanie czułości i dotknęła lekko ręką dłoni swojej dobrej koleżanki z klasy. Zaraz jednak przeniosła spojrzenie na  Grossa, który postanowił podzielić się z wszystkimi wszelkimi nowinkami dotyczącego każdego ucznia z osobna.
Słysząc ten jad wydobywający się z wnętrza Gila wykrzywiła tylko usta w paskudnym grymasie – była niezadowolona z faktu, że Gross, który podawał się za przyjaciela starszego Whispera, nie wiedział, że jego ukochany od jakiegoś czasu nie żyje, jest martwy, a jego truchło leży gdzieś tam i zapewnie pożywienie wygłodniałemu robactwu. Do tego wzmianka o ich ojcu – w oczach Wandzi zabłysnęła złość przemieszana z bezsilnością – jej twarz poszarzała gdy od słowa do słowa wyszło na to z im obecnie związany jest Gil. Dziewczyna zacisnęła usta tworząc z nich cienką linię, czując jak oczy ją pieką – strzepnęła delikatnie dłoń Arii i wstała z krzesła, na szczęście zanim jej ukochany krewny zdołał wyskoczyć z pieleszy tak szczelnie go okrywających. Dalszych słów podobnie jak on nie dosłyszała, bo zbyt była zajęta analizowaniem słów Niemca. Wszystko toczyło się wokół jednego pieprzonego słówka, które tak ją dotknęło.
- Narzeczona? - Szepnęła tylko ni to do nich ni to do siebie i obdarzyła najpierw drugą z dziewczyn badawczym i jakby niedowierzającym spojrzeniem, po czym przeniosła je na Gilgamesha temu już nie szczędząc wyrzutów. Wszystko co ją dotychczas spotkało obniżało tylko wartość amej młodej kobiety, została praktycznie sama na tym świecie, jej brat właśnie oszalał, chłopak, który mógłby być dla niej kimś więcej ma już wybrankę serca.
Wszystko to było jak małe igiełki, które po kolei z dokładnością co do milimetra wbijały się w jej serce. Nie miała dokąd pójść, komu się wyżalić bo osoby otaczające ją myślały tylko o sobie. Dorian zaślepiony homoseksualną miłością rzucił się na Ślizgona, wcześniej racząc go słodką frazą i przemiłym spotkaniem z Bogu ducha winnym dzbankiem.
Wanda widząc jak starszy młodzieniec zareagował nie zrobiła dosłownie nic by go powstrzymać. Była jak figura woskowa – nie ruszyła się chociażby o milimetr, obserwując bacznie jednak co się dzieje na posadzce, jak Ci dwaj chłopcy się szamoczą. Jej jasne oczy błyszczały, a kilka pojedynczych łęz spłynęło po jej bladych policzkach.
Miała dość wszystkiego, wszystkiego co się tutaj działo. Złość, chęć mordu i niedowierzanie to tylko część czynników, które krążyły wokół wszystkich tu zebranych osób. Atmosfera była gęsta, zrobiło się naprawdę nieprzyjemnie. Dziewczyna z Ravenclawu stała tylko przez chwilę gdzieś z tyłu, nie wiedząc za bardzo co ma powiedzieć i co zrobić. Nie podobało się jej jednak co się działo obecnie na podłodze, dlatego też jednym płynnym ruchem wyciągnęła różdżkę i podchodząc bliżej dwóch gagatków wycelowała w nich swój oręż – nie miała kompletnie nic do stracenia, było jej wszystko jedno.
Nie chciała ich krzywdzić, bardziej chodziło jej o rozdzielenie ich, jednak szok odmalowany na jej twarzy dawał się jej we znaki najbardziej. Dłoń dzierżąca różdżkę drżała ledwo zauważalnie, a spojrzenie dziewczyny pociemniało mimo łez tłoczących skarpy na jej drobnej buzi. Szła powoli, robiąc delikatne koło wokół chłopaków, którzy jak dzikie lwy toczące bój o mięsiwo szarpali się na ziemi.
- Zostaw go Dorian. Sądzę, że nie warto tracić nerwów i siły na niego. Ty do tego jesteś osłabiony. – Powiedziała siląc się na spokojny ton czując jednak jak potężna gula przeszkadza jej w mowie. Lada chwila, a ta rozklei się już całkowicie. Już teraz wargi jej drgały, a serce o mało nie wyskoczyło jej z piersi. Zerknęła najpierw na brata, by za chwilę spojrzeć na Grossa, który znajdował się w niezbyt fajnej sytuacji.
- Bardzo się na Tobie zawiodłam, Gilgamesh. Nie sądziłam, że jesteś jednak zdolny do czegoś takiego. Nie wiedziałam, że z taką łatwością mnie poinformujesz o planowanym ślubie. Myślałam, że znaczyłam dla Ciebie coś więcej. – Rzekła zaraz powoli cedząc słowa bez nienawiści, a ze smutkiem. Jej głos zazwyczaj słodki i przyjemny dla ucha był teraz cichy i pozbawiony wszelakiej czułości. Grobowy ton, puste spojrzenie i bolące serce.
Dziewczyna żałowała, że się tutaj znalazła.[/b]
Zobacz profil autora
Aria Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Nie 07 Wrz 2014, 20:23

Gest Wandy sprawił, że Norweżka nieco się rozluźniła i przestała powoli czuć się jak intruz. Choć tej dwójki dziewcząt nie łączyła przyjaźń, Aria chciała dać koleżance odczuć, że mimo wszystko może na nią liczyć. Drobne, ciepłe gesty zawsze trochę podnosiły na duchu Krukonkę, liczyła więc na to, że uda jej się przelać trochę tego ciepła na Wandę. Początkowo nie zdawała sobie sprawy z wzrastającej agresji jej narzeczonego. Spojrzenie Doriana nie pozwalało jej się skupić na niczym innym, gdy nagle Gilgamesh zaczął wylewać na nich po kolei swój jad. Wiedziała, że nie należał do grona osób, które uważała za dobre, ale nie rozumiała o co mu chodziło. Dlaczego to robił? Patrzyła na niego z niedowierzaniem, czując jak cała krew odpływa z jej twarzy i robi jej się słabo. Słowa Niemca zdawały jej się ostre niczym brzytwa. Tak trudno mu było zauważyć, że Dorian i tak był już w rozsypce?
Nagle zwrócił się w stronę Wandy, która po chwili strzepnęła dłoń drugiej Krukonki, by za chwilę wstać z krzesła. Aria nie wiedziała co takiego było w słowach Grossa, co ją zraniło. Nie mogła wiedzieć jakie relacje łączyły tę dwójkę, lecz prawie niesłyszalny szept z ust Wandy dał jej do zrozumienia, że zapewne było to coś więcej niż tylko przyjaźń… Pożałowała, że tego feralnego dnia, którego dowiedziała się o zaręczynach, cudem złapał strzałę tuż przed swoją twarzą. Może powinna była pozwolić Ingrid go wtedy wykończyć? Przeraziły ją to, nie powinna była tak myśleć…
W końcu przyszła kolej i na nią. Choć początkowo Fimmelówna nie wiedziała, do czego dążył, dalsza część wypowiedzi podziałała na nią jak kubeł zimnej wody. Otworzyła usta, by coś powiedzieć, ale nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, całe jej ciało odmówiło posłuszeństwa. Nie miała podstaw, by mu wierzyć… dlaczego miałby jednak kłamać? I skąd przyszło by mu w ogóle coś takiego na myśl? Ojciec był zdolny do wszystkiego, przypomniała sobie jak wtedy w pubie wyciągnął różdżkę… Spojrzała pytająco w stronę Doriana, łudząc się, że znajdzie u niego odpowiedź.
Napięcie w sali zaczęło wzrastać, a Arii zdawało się, że powietrze stało się ciężkie; jakby wszystko działo się w zwolnionym tempie. Zmysły miała wyostrzone, starała się myśleć chłodno i nie dać się ponieść emocjom, zachować zimną krew. Czuła się jak bierny obserwator, gdy Dorian rozbijał na głowie Gilgamesha wazon, po czym się na niego rzucił, a oboje z tępym hukiem upadli na posadzkę. Widziała wywracające się krzesło, dłonie na szyi Ślizgona, rozsypane kwiaty i kawałki ostrego szkła. Łzy na twarzy Wandy, która zdawała się działać niczym lalka pociągana za sznurki, gdy wyciągnęła różdżkę. Wycelowała ją w szamotających się na podłodze młodzieńców, lecz wyraz jej twarzy nie zdradzał zamiarów. Aria widziała tylko skrzywdzoną dziewczynę, która już zbyt wiele musiała przejść i czuć. Okrążała ich, a jej wewnętrzne rozdarcie malowało się na jej twarzy, było widoczne w każdym ruchu. Norweżka miała wrażenie, że cała energia Wandy była skupiona na tym, by zachować pozorny spokój. Słowa były przepełnione takim bólem, że nieomal sama zaczęłaby się rozklejać. Zamrugała kilka razy, by się nie rozpłakać. Nie mogła do tego dopuścić, musiała działać, natychmiast. Nim będzie za późno i któreś z nich zrobi coś, czego będzie żałować do końca życia.
Czas nadal nie wrócił do swojego normalnego tempa, nie w oczach Arii, która z pozornie stoickim spokojem wyciągnęła swoją różdżkę. Przez ułamek sekundy jej brązowe oczy spoczęły na magicznym kawałku drewna, który ścisnęła mocniej, by poczuć się pewniej. Zrobiła kilka kroków w stronę zamieszania, po czym postanowiła spróbować swojego szczęścia. - Immobilus - wypowiedziane zaklęcia zabrzmiało obco, jakby teraz ona była kierowaną przez kogoś innego kukiełką. Gdyby zaklęcie się udało, dziewczyna zaczęłaby pokładać większą ufność w swoje umiejętności. Mogłaby również spróbować odciągnąć walczących od siebie. Jeżeli nie, z zawahaniem spojrzałaby na Wandę, licząc na to, że bez pomocy zaklęcia uda się im ich rozdzielić.


[następny post Mistrzyni Alpacalipsy]
Zobacz profil autora
Mistrzyni Alpacalipsa
avatar

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   Nie 07 Wrz 2014, 20:44

Są takie słowa i sytuacje, które wybudzają w ludziach najgorsze instynkty. Są czyny, których nie sposób wybaczyć, tak boleśnie raniące, że sama moc ich istnienia wyrywa z istoty ludzkiej coś zwierzęcego, pierwotnego. Żądnego krwi, spragnionego cierpienia, okrutnego, złaknionego chorej satysfakcji i litościwej sprawiedliwości, wymierzonej osobie, która pierwsza rozlała krew, pierwsza sprawiła cierpienie, osobie okrutnej w swej bezmyślności i niewiedzy. Nieświadomej ran, jakie rozdrapuje zwykła, dziecinna niechęć. Zwykła, dziecinna głupota. A chociaż często te instynkty mylone są z odruchem histerycznym, pan Whisper zdecydowanie wiedział co w tym momencie odczuwa względem swojego ślizgońskiego przyjaciela. Wiedział i nie omieszkał tego okazać, nie zważając na pokiereszowane ciało, nie zważając na obecność młodszej siostry i panienki Fimmel, wpatrującej się w to wszystko nierozumiejącym wzrokiem. Koniec końców jednak to właśnie ona zareagowała odpowiednio, to ona zdecydowała się ująć różdżkę w dłoń. To ona, nikt inny, nie pogrążeni w nierównej walce chłopcy, nie panna Whisper, zapatrzona w czubek własnego nosa i cierpienia, tylko właśnie ona - spokojna, niepozorna panna Fimmel zdecydowała, że na przemoc należy reagować przemocą. Nawet jeśli dążyła ona do uspokojenia zamieszania. I nawet jeśli panienka Fimmel nie miała zbyt dużego doświadczenia na tym polu, jej zaklęcie unieruchamiające (próg: 6. wartość 4 + 3 = 7) zadziałało wystarczająco dobrze, by opanować iskrzący wściekłością chaos na kilka chwil.


Ostatnio zmieniony przez Mistrzyni Alpacalipsa dnia Nie 07 Wrz 2014, 20:46, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: IV piętro - Urazy Pozaklęciowe   

 

IV piętro - Urazy Pozaklęciowe

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Drzwi wejściowe

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Londyn
 :: 
Szpital Św. Munga
-