IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Klasa Wróżbiarstwa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Rosalie Rabe
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Czw 24 Wrz 2015, 22:43

Czym dłużej przesiadywała i zaciągała się podejrzanie pachnącymi kadzidłami, tym bardziej czuła się rozluźniona. Ostatnie tygodnie nie były dla niej łatwe, wręcz przeciwnie - stres i zmartwienie zjadały ją od środka, wyjadając to, co  w ogóle jeszcze pozostało. Natomiast teraz - siedząc zatopiona w pufie, z której ani myślała się ruszyć - miała wrażenie, że wszystkie jej problemy gdzieś znikają. Zmrużyła na moment oczy, w pierwszej chwili nie dostrzegając nawet dosiadającej się do niej Gwendolyn, panny, z którą przyszło jej spędzić wyjątkowo ciekawą noc i wcale nie mamy tutaj na myśli łóżkowych igraszek, oj nie! No, powiedzmy.
- Scrimgeour, jak zwykle okaz kobiecości - puściła do niej oko z nieco błogim wyrazem twarzy i na powrót przymknęła powieki, czekając w świętym spokoju na rozpoczęcie lekcji. Jej uszu doszły jakieś nieprzychylne uwagi Krukonki skierowane w stronę Aristos, z którą bądź co bądź łączyły ją całkiem w porządku relacje, jednakże nie na tyle mocne, by jakkolwiek kpina blondynki obok zrobiła na niej wrażenie.
Jak można było się spowiedziewać nie była zbyt zadowolona, kiedy Xandria przydzieliła jej do grupy z samymi Gryfonkami, ale właściwie na dobrą sprawę, było jej wszystko jedno. Pewnie w normalnych warunkach zmarszczyłaby nos, z obrzydzeniem dosiadając się do Tanji, obłędnie przypominającej dziewczynę ze Slytherinu i Resy, która to wybitnie pannę Rabe irytowała; teraz jednak tylko leniwie przeczłapała do ich stolika i opadła na kolejną pufę, nie racząc obu dziewczyn nawet najkrótszym uśmiechem. Za mało kadzideł na takie szaleństwa.
Sny, które rozbrzmiewały w klasie sprawiły, że z politowaniem pokręciła głową. Nadchodzą ciężkie czasy, a jedyne, o czym myślą te gówniary, to ciasto francuskie i wzajemna adoracja. Dopiero koszmary senne panny Scrimgeour rozbawiły Rosalie, która zaśmiała się nieco histerycznie pod nosem. Doskonale rozumiała Krukonkę, też nie byłaby zadowolona, gdyby Chantal wykopała ją do Hufflepuffu. Dobrze, że o tym nie było mowy nawet w jej najczarniejszych scenariuszach.
- Hm - zamyśliła się chwilę, próbując przypomnieć sobie swój najświeższy sen. Ostatni miesiąc był dla niej pusty we wspomnienia senne, jak zamykała oczy, tak otwierała je rano i żadne dzikie obrazy nie przesuwały się po ich powiekach. Ale może to i lepiej. - zgromadziłam stadko Puchonów w takim dużym, pięknym pomieszczeniu...wie pani. Łańcuchy na ścianach i takie tam - wzruszyła ramionami, jakby opowiadała historię najzwyklejszą ze zwykłych, przytrafiających się niemalże każdemu na co dzień - zrobiliśmy sobie taką jakby imprezkę herbacianą, ale potem poderżnęłam im gardła, poćwiartowałam i rzuciłam wilkom na pożarcie, pojawiły się tam nie wiadomo skąd, więc musiałam nakarmić, rozumie pani. - na jej usta wkradł się najsłodszy ze znanych uśmiechów - trucizn i zerknęła na Gwen, puszczając doń perskie oko. A niech ma.
Zobacz profil autora
Anthony Gallagher
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Czw 24 Wrz 2015, 23:35

Rozparł się wygodniej na pufie, wyprostował, wyciągnął nogi w podartych trampkach pod stolikiem i wsparł ramiona o blat, czochrając sobie ręką zwichrzoną czuprynę. Opary z kadzideł wirowały leniwie w powietrzu, a choć po kilku minutach przyzwyczaił się do słodkawego, dosyć intensywnego zapachu, to musiał przyznać, że stosunkowo szybko jego umysł wypełnił się podejrzaną lekkością, poczuł się odprężony, zrelaksowany, dziwnie oderwany. Wiedział, że za chwilę wpadnie za nim do sali panienka Lacroix i zacznie wygrażać się klątwą w kopercie, kosą w żebrach albo obdzieraniem ze skóry, ale niewiele go to obchodziło. Ostentacyjnie, choć odrobinę żartobliwie manifestując na koszulce swój brak poparcia dla Voldemorta z pewnością zdążył już znaleźć sobie kilku wrogów w tej klasie, a o następnych, jak to bywało u Gallagherów, na pewno nie zapomni zadbać sam. Uśmiechnął się tylko lekko na słowa Xandrii i poczuł jak jego wargi wyginają się samoistnie w szerszym uśmiechu, który nieuchronnie szedł w parze z podsycaną działaniem narkotyku wesołością. Chyba już wiedział, kto zgarnie dzisiaj w puli ponuraka.
— Gdzie się podział pani dryg do interesów? — zapytał jedynie, wsuwając dłonie do obszernych kieszeni wierzchniej szaty i lekko odchylając się na swojej pufie. Powiódł spojrzeniem za opuszczającą klasę profesor Romulus i w tym samym czasie wyczuł również, jak ktoś wsuwa ramię pod jego bark, jak obdarza go uroczym spojrzeniem w kolorze bławatka, a potem dźga bez litości między żebra. Syknął w odpowiedzi i wzdrygnął się zupełnie odruchowo, wyrywając Aristos różdżkę pod blatem stolika. — Doceniam propozycję tego, ale prawdziwy mężczyzna nie kupuje kobiet, rozumiesz.
Nie przejmując się jej świętym oburzeniem, rozejrzał się po wnętrzu sali, wyłapując twarze wchodzących uczniów, z których większość, jak sądził, została przed sekundą zwerbowana ze szkolnego korytarza w ramach uzupełniania braków w obecnościach. Większość niewiele mu mówiła, część kojarzył z gryfońskiej drużyny, ewentualnie spomiędzy znajomych Wandy, część nie wydała mu się szczególnie interesująca. Dostrzegł gdzieś na końcu sali Claire, z zaróżowionymi policzkami i rozwianym włosem, więc machnął do niej dłonią, zapraszając ją do ich stolika, przy którym wciąż było wolne miejsce. Nim jednak zdążył przywołać ją przez połowę klasy, zanim dojrzał w jej spojrzeniu cokolwiek niepokojącego, Xandria wróciła z misji zwiadowczej z ostatnimi zdobyczami. Gdy się przywitała, zasalutował tylko krótkim, oszczędnym ruchem nadgarstka, nie odrywając łokcia od blatu stolika i przewracając lekko oczami, wciąż jednak z lekkim uśmiechem człowieka, który nie zwykł brać życia zupełnie poważnie. Mrugnął do Annesley, gdy się do nich dosiadła, a potem połowicznie skupił się na opowieściach innych uczniów.
— Te dwie muszą mieć jakiś kompleks na punkcie Puchonów — mruknął do swoich towarzyszek niezbyt cicho, wskazując podbródkiem na Rose i Gwen. — Niskie poczucie własnej wartości i trudności z zaakceptowaniem wewnętrznego Puchona, tak sądzę. W końcu sny odbijają nasze obawy i kompleksy. Zaufajcie mi, jestem Gallagherem, znam się na psychoanalizie. — Opary z kadzideł powoli mieszały mu w głowie, świat zwolnił jakby odrobinę, a na język cisnęły się coraz to nowe słowa. Omiótł rozbawionym spojrzeniem Claire i przeniósł wzrok na profesor Romulus, zmyślając na poczekaniu dowolną historyjkę. — Śniło mi się, że panna Scrimgeour błagała mnie, abym zamienił się z nią miejscem w Hufflepuffie. Ach nie, przepraszam, to nie był sen.
Wyszczerzył się do Krukonki ponad ramieniem Aristos i ponownie wsparł łokciami o blat stolika. Dym z kadzidła wirował tuż przed jego twarzą, tworzył spirale, rozpływał tuż pod sufitem.
— Wiecie — zaczął ospale, tonem odkrywcy, zwracając się do dziewczyn przy stoliku — że gdyby Lupin ożenił się z Xandrią i przejął jej nazwisko, nazywałby się Remus Romulus? I ship it.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Pią 25 Wrz 2015, 11:50

Poczuła się niesłusznie ukaraną. W każdej innej sytuacji sama, bez dodatkowej zachęty, zajęłaby miejsce obok Gallaghera, teraz jednak zmieniała stolik idąc jak na ścięcie. Nie zająknęła się nawet na temat tego, jak bardzo jej się to nie podoba - była w końcu Claire, a Claire nie wybrzydza - jednak urażona mina dobitnie świadczyła o tym, że tego dnia, na tych zajęciach wolałaby usiąść chociażby koło Wattsa. Do niego przynajmniej nie przyklejała się żadna z obecnych tu dziewczyn.
Tym niemniej, po niekończącej się podróży przez opary kadzideł, opadła wreszcie na pufę przy puchońsko-gryfońskim stoliku, całkiem naturalnie zajmując miejsce obok Irlandczyka. Nie odwzajemniła co prawda jego radości, a jedyny uśmiech, na który zdobyła się w odpowiedzi na posłane jej mrugnięcie był wyrazem wymuszonym i pełnym swoistej goryczy, ale... Wiecie, to nadal był Tony. W tej chwili mogła czuć się urażoną (zupełnie niesłusznie, bo przecież ani ona nie miała do chłopaka żadnych praw, ani też Aristos - czemu Annesley nie dawała teraz jednak wiary - nie była Gallagherem zainteresowana), ale nie mogło to nijak wpłynąć na jej fascynację. Naburmuszenie nie mogło utrzymywać się wiecznie, a do głowy panny Claire zauroczenie uderzy ponownie znacznie szybciej, niż można by się spodziewać.
Tymczasem jednak postanowiła się skupić na zajęciach. To był całkiem niezły sposób na ucieczkę od zmartwień, stąd starając się ignorować zarówno bliskość swego nieszczęsnego wybranka, jak i nawracające obrazy mającej miejsce przed momentem sceny, swą uwagę skoncentrowała na nauczycielce i postawionym zadaniu.
Sny.
W oczach panny Claire zagościł strach. Zwykły, przyziemny, trudny jednak do zrozumienia dla kogoś, kto Annesyelówny nie znał. A że źródło tego lęku było jedną z tajemnic, sekretów, których Irlandka nie rozpowiadała na prawo i lewo, to jedynym, który mógł wyraz twarzy dziewczęcia rozszyfrować był, niestety, Anthony. Oczywistym było, że Irlandka na temat snów rozmawiać nie zamierza. Już nawet nie dlatego, że nic się jej nie śniło lub, wręcz przeciwnie, że śniło jej się coś nazbyt prywatnego. Nie. Claire po prostu tematu snów nigdy nie poruszała. Nigdy.
Ściskając dłonie kolanami, odetchnęła bardzo powoli. Słuchając wymysłów wszystkich tu zebranych, już nawet nie czuła się poruszona przytykami do reprezentowanego przez nią domu. Żarty, żarty, żarty. Kpiny, które nie miały znaczenia. Prześmiewcze komentarze, na które Annesley nigdy by sobie nie pozwoliła.
Będąc córką Idy nie potrafiła bagatelizować snów. Nie potrafiła żartować z czegoś, co napawało ją tak ogromnym lękiem.
Zwieszając głowę, milczała więc uparcie. Ograniczając się tylko do słuchania, nie zareagowała nawet na żarcik Gallaghera, który w tym momencie nawet jej nie bawił.
Sny. Cholerne sny. Zacznijmy już wróżyć z herbaty, proszę.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Pią 25 Wrz 2015, 22:47

/Przepraszam za tego posta, nie mam siły na nic lepszego/

Ciężko jej było wrócić do rzeczywistości szkolnej - z jednej strony tęskniła za tym jak za niczym innym, z drugiej cały czas odpływała gdzieś myślami i zachowywała się dziwnie, jak na nią, cicho. Zupełnie jakby nagle zrobiło się tylko pół Anderson i jej energii. Podniosła wzrok znad stolika dopiero kiedy ktoś usiadł obok niej. A był to nie byle kto, bo sama Tanja! Przytuliła ją i uśmiechnęła się szczerze na widok dziewczyny, na której pojawienie się tak bardzo liczyła i powiodła wzrokiem po klasie. Nawet nie zauważyła kiedy w klasie pojawiło się tyle osób.
- To długa historia, musimy pogadać po lekcjach. Tylko błagam, nie bądź na mnie zła.
Wystarczyło jej to, że zebrało jej się od Lucasa. Oj, ten to się zdenerwował. Ale przecież miał ku temu wszelkie powody. Przyjrzała się uważnie ślizgońskiej Tan, kiedy ta usiadła przy ich stoliku i tylko uśmiechnęła się na powitanie. Zapowiadała się lekcja w miłym gronie i to ją bardzo cieszyło.
Szybko jednak czar prysnął, Romulus podobierała ich w grupy, a ona i Tanja wylądowały razem z Rabe. Nie można powiedzieć, że Resa nie zachichotała w myślach, wiedziała, że Rosalie często irytuje się w jej towarzystwie, a to tylko skłaniało Anderson do większej aktywności i gadatliwości. W każdym razie nie miała w zwyczaju przejmować się tą niechęcią. Rabe usiadła z nimi i z wyniosłością je ignorowała. No i dobrze.
Zaczęła zastanawiać się nad snem z dzisiejszej nocy, ale z zamyślenia wyrwał ją głos Tanji. Ledwie powstrzymała się od parsknięcia śmiechem - to by było na tyle jeśli chodzi o poważną lekcję, z której można by coś wynieść. Niechętnie znalazła w głowie nocne obrazy, głównie składające się z wizerunku Lucasa. Ostatnio Shaw był najczęściej pojawiającym się motywem, co przyprawiało ją zarówno o irytacje, jak i szybsze bicie serca. Jak jednak miała o tym powiedzieć przy innych? Zarumieniła się delikatnie.
- Śniło mi się, że leciałam na smoku nad Irlandią... - zaczęła, ale zaraz stwierdziła, że tyle wystarczy. Zarówno smoki jak i Irlandia kojarzyły jej się z Krukonem, więc... może wcale nie skłamała? Tak, to tylko delikatne pominięcie kilku nieistotnych faktów.

_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Xandria Romulus
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Sob 26 Wrz 2015, 00:23

Xandria przysunęła sobie siedzenie bliżej uczniów, po czym chwyciła za swoją filiżankę herbaty, która niemalże przypłynęła do niej w powietrzu i upiła łyka, obserwując wszystkich uczniów uważnie. Niektórzy z nich się nie odzywali, a inni niemalże chwalili bardzo bujną wyobraźnią. Co jak co, Xandria wiedziała, że robili sobie żarty, ale kto by traktował te zajęcia poważnie? Sama nauczycielka podchodziła do tego z takim dystansem, którego powinna się wstydzić, ale nie po to rozpylała w powietrzu opium i marihuanę, żeby się nudzić, prawda? Ważne, żeby uczniom humory dopisywały,  a ona zbierała należytą zapłatę za swoje trudy. Chociaż na brak galeonów nie narzekała, to nigdy ich za dużo, prawda? Jeśli chodzi o opowiadane sny, to jakoś bardzo się nie zaskoczyła. Słyszała od Sebastiana, że panna Scrimgeour uwielbiała Puchonów, a Rabe, skoro była z domu węża, wręcz nie musiała zgadywać.
- Widzę, że macie sny, które składają się w całość – powiedziała, uśmiechając się szeroko do dziewcząt, po czym przesunęła opuszkami po linii swojej szczęki i westchnęła.  – Dziewczęta, dziewczęta. Jeśli chodzi o łańcuchy, to nie wróży nic dobrego, panienko! Czeka cię samotna starość. A co do marzeniach sennych o moim synu, panno Gwen, to… Kochana, nie jest dobrze! Oznacza to, że twoje fantazje nigdy, ale to nigdy nie staną się rzeczywiste. Nie wiem jakie to fantazje, ale nie wgłębiam się w to. Nie chcę wiedzieć. Wiem tylko, że nie będziesz szczęśliwa, kochana – westchnęła ciężko, po czym upiła jak gdyby nigdy nic łyka swojego Earl Greya.
Następne, które odważyły się opowiedzieć o swoich snach były Tanja oraz Tanesha.
- Tanju, pióra nie znaczą nic dobrego, kochanie. Czekają cię długotrwałe zmartwienia – zaczęła, dobrze wiedząc co niedawno przydarzyło się dziewczynie, chodziło oczywiście o pożar. Nie kontynuowała jednak dalej, po czym przeniosła spojrzenie na Taneshę, która wyglądało na to, także nieziemsko wręcz się bawiła.
- Jeśli o Ciebie chodzi, to ziemniaki świadczą o ubóstwie! Będziesz biedna, jak mysz kościelna, kochaniutka, ale nie przejmuj się. Wiele ludzi boryka się z problemami finansowymi – powiedziała, posyłając jej szeroki uśmiech, który nie pokazywał nawet krzty współczucia. Widocznie Xandria też się dobrze bawiła, a znaczenia snów znała na pamięć, więc nikt nie mógł się z nią równać.
Następnie spojrzała na Anthony’ego, który najwyraźniej najlepiej ze wszystkich się bawił. Podniosła się, po czym stanęła za nim, po czym położyła dłonie na ramionach chłopaka i zacisnęła mocno palce. Cały czas się uśmiechała, jakby cała ta sytuacja była prześwietną zabawą.
- Remus Romulus? Czy sugerujesz, że jestem pedofilką, panie Gallagher? – spytała, po czym zrobiła dramatyczną pauzę między kontynuacją. – Muszę Cię rozczarować. Nie jestem, a twój tyłek wystawiony w całej szkole zupełnie mnie nie kręcił. Masz za mało jędrne poślady – powiedziała, a następnie odsunęła się i wróciła na miejsce.  
Dopiero Resa postanowiła nie robić sobie żartów i chyba jej sen zdawał się najbardziej realny z tych wszystkich bajek, które teraz usłyszała.
- Lot nie wróży nic dobrego, panno Anderson. Czekają cię zmartwienia – powiedziała, a następnie zakończyła interpretację snów, rzucając smutne spojrzenie Benowi, który się nie odezwał ani słowem! Miała nadzieję, że umówi się z nią na specjalną herbatkę z wróżbami w tle. Może da mu ciasteczko z kokainą w środku? Czekałby go totalny odlot.

Gdy herbata się zaparzyła, Xandria wstała, nakazując im gestem wypicie pachnącego Earl Greya. W milczeniu przyglądała się, jak uczniowie walczą ze sobą na spojrzenia i migi. W sumie, mogła ich trochę lepiej posadzić. Panna Scrimgeour na pewno byłaby zachwycona mogąc dzielić prywatną przestrzeń życiową z panem Puchonem, zawnym: Antek bez Majtek.
- Porozmawiajmy więc o czymś innym, moi drodzy. Powiedzcie mi co to ogólnie wróżby, kto był pierwszym najważniejszym wróżbitą, jasnowidzem. Rozumiecie, taka luźna rozmowa przy herbatce.

Następny post: 30.09 godzina: około 22:00
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Nie 27 Wrz 2015, 16:43

Jak na temat snów mogła się nie wypowiadać, jak mogła nie reagować na średnio udane żarty wszystkich innych obecnych w sali, jak wreszcie mogła właściwie ignorować komentarze samej Romulus (nie zdobyła się przy nich nawet na nieznaczny uśmiech, co przecież było zupełnie do Claire niepodobne!), ale nie wypadało, po prostu nie wypadało udawać głupszej, niż jest. Ogólnie na większości przedmiotów, w większości tematów mogła spokojnie usuwać się w cień, oszczędzać sobie i innym publicznych popisów i udzielania poprawnych odpowiedzi na wszystkie zadawane jej pytania, ogólnie - przestać być Annesleyówną, ale... Ale nie w przypadku dwóch zagadnień. Magii leczniczej i wróżbiarstwa.
Nic więc dziwnego, że gdy padło wreszcie jakieś konkretne, precyzyjnie sformułowane pytanie, Klara uniosła głowę, spojrzała na Xandrię i odpowiedziała bez wahania, ubiegając przy tym wszystkich pozostałych... Chociaż, naprawdę? Naprawdę komukolwiek z tu zebranych zależało na tym, by z wróżbiarstwa cokolwiek wynieść? Cokolwiek się nauczyć? Przecież wszyscy traktowali to albo za świetny żart, albo za nieuniknioną karę, nic więcej.
- Wróżbiarstwo to sposób na przewidzenie zdarzeń, które mogą, lecz nie muszą się wydarzyć - zaczęła spokojnie, ignorując fakt, że jej słowa mogą brzmieć patetycznie i dla większości tutaj - zwyczajnie śmiesznie. Przyzwyczaiła się już do tego, że jej fascynacja czytaniem w kartach, szklanej kuli czy fusach jest przedmiotem żartów, podobnie jak - tak również bywało - jej lęk przed snami. Z tym ostatnim wprawdzie nie afiszowała się za bardzo, ale wszyscy przecież wiedzą, że mało co da się ukryć przed rówieśnikami, szczególnie żyjąc z nimi na co dzień.
- Wydarzenia mogące mieć miejsce w przyszłości bardzo często mają odbicie w teraźniejszości - kontynuowała więc niezrażona. Warto zauważyć, że nie miała zamiaru sięgać po żadną podręcznikową teorię. Używała tych samych słów, które słyszała od matki, niczego więcej. Na ile były one słuszne, na ile bliskie prawdy? Szczerze mówiąc - nie miała pojęcia. Tłumaczenia Idy Annesley zawsze jednak do niej przemawiały, przemawiały znacznie bardziej, niż suche, formalne regułki z podręczników.
- To trochę jak ze zdrapkami - gdy zacznie ścierać się wierzchnią warstwę, niemal od razu można dostrzec fragmenty ze spodu. Tak jest z wróżbami. Używają kart czy kuli zdrapujemy srebrną powłokę, by zajrzeć w to, co dopiero nas czeka. Trzeba w tym wprawy, bo ani kabała, ani inne rodzaje wróżb nie są jednoznaczne. Interpretacje zawsze łatwo nagiąć do własnych oczekiwań i potrzeb, dlatego tak mało jest faktycznie poważanych wróżbitów. - Wzruszyła lekko ramionami. - Inną sprawą jest też jasnowidzenie. Do wizji nie potrzeba niczego ponad darem widzenia, ale interpretacja tego, co się widzi - to już zupełnie inna sprawa.
Odetchnęła cicho, w kolejnej chwili gryząc się w język. Koniec. Dość. Nie, żeby opinia kujonki szczególnie ją ruszała, ale... bez przesady. Znajomością nazwisk niech popisze się ktoś inny, Annesley powiedziała już, co chciała.
Składając dłonie na blacie stolika, wbiła spojrzenie we własne, splecione palce. Wróżby. Najbardziej grząski temat, z jakim można by się zetknąć. Grząski, pełen niedopowiedzeń i przez to - oceniany zupełnie na opak. Mało kto wierzył, że w prostokątnych, barwnych kartonikach naprawdę da się coś zobaczyć. Mało kto gotów był dać wiarę w to, że jaśniejąca, szklana kula naprawdę może pozwolić rozwiać mgły przyszłości. Mało kto, prawie nikt. Ale Claire... Cóż, Eklerka z pewnością należała do tych nielicznych, którzy ufali, którzy umiejętność wróżenia doceniali tak, jak doceniać się ją powinno.
Kątem oka zerknęła na Tony'ego, potem na Aristos. W kolejnej chwili znów zainteresowała się raczej swoimi dłońmi, a jeszcze później - parzoną w filiżance herbatą. Spoglądając, jak ciepły brąz rozlewa się w przejrzystym jeszcze przed chwilą wrzątku, westchnęła cicho. Znacznie bardziej wolałaby uczyć się wróżb sama, bez otoczki ciągłych kpin i niedowierzania. Luźna atmosfera, wspaniałe nastroje i całe wiązanki żartów nigdy do niej nie przemawiały.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Wto 29 Wrz 2015, 19:54

/Przepraszam za ewentualne błędy, piszę z telefonu/
/posteł został uklepany/

Po reszcie snów opowiedzianych przez uczniów w klasie, dość łatwo było się domyślić, że solidnie popuścili wodze fantazji. Ewentualnie, że mają niezłego dilera. Na przykład takiego jak Xandria. Kilkanaście minut od wejścia do klasy prawdopodobnie nie było już nikogo, kto żył w przekonaniu, że wdychają zwyczajne, gryzące kadzidło. To co unosiło się w powietrzu z pewnością miało wpływ na ich nastrój - z ludzi czekających na ścięcie zmienili się niemal w wesołków. No, z małymi wyjątkami. Tanesha przysłuchiwała się kolejnym opowieściom marszcząc nieco brwi. Zwłaszcza zachowaniu blondynki ze Slytherinu, której najwyraźniej dym udzielił się wyjątkowo mocno. Sama nie przepadała za Puchonami, a już zwłaszcza tymi, których miała okazję poznać. Bardzo możliwe, że nie trafiła najlepiej, ale nie były to osobistości o których chciałaby śnić. A już zwłaszcza dzielić ich na porcje rosołowe, mimo że zaledwie w krainie Morfeusza. Tak, Rabe z pewnością miała coś nie halo z głową. A gdyby Tan wiedziała, co myśli o niej i jej bliźniaczce z pewnością by się w tym utwierdziła. Dziewczyna rzuciła ukradkowe spojrzenie na Wattsa z którym dzieliła stolik - opary najwyraźniej nie były w stanie go pocieszyć, a następnie na dziewczyny siedzące w towarzystwie Anthony'ego. One również nie wyglądały na zaangażowane. Profesor Romulus nie wyglądała na przejętą ich brakiem zainteresowania a chwilę później zarobiła u Hanyashy tytuł równej babki. Ślizgonka była ciekawa jak kobieta zareaguje na te wszystkie, mało prawdopodobne historie. Może nawet po cichu liczyła, że wyrzuci je za to z klasy. Tymczasem Xandria wydawała się być w swoim żywiole, nie szczędząc nikomu swojej wiedzy w zakresie snów. Zastanawiające było tylko to, czy tak wielką przyjemność sprawia jej interpretowanie symboli o wydźwięku negatywnym czy też po prostu jej uśmiech był przyklejony na stałe.
- Czyli miałam rację. Jak dziadka kocham, będę musiała na niego donieść, zanim przyjdzie nam przeprowadzić się do kartonów pod mostem. I przy okazji przypomnieć matce, że planowała mnie wydać za Regulusa. Pieniądze szczęścia nie dają ale zawsze przyjemniej płakać w dworze niż w skrzynce po ziemniakach. - podsumowała interpretację nauczycielki. I w pewien sposób była z siebie zadowolona, że poszła całkiem trafnym tokiem myślowym. Sięgnęła po swoją filiżankę. Napój nadal intensywnie parował ale ciemna barwa wyraźnie wskazywała, że w sam raz nadaje się do picia. Brunetka upiła łyk i w myślach pochwaliła kolejnego dostawcę Romulus. Nie zdążyła wypić więcej, kiedy wyżej wspomniana nauczycielka nie zignorowała żartu Puchona i odgryzła mu się całkiem solidnie. Hanyasha zmarszczyła brwi jakby próbując przywołać w pamięci wspomniany incydent ale nic takiego w swojej chorej głowie nie znalazła.
- Coś mnie ominęło? - zagaiła do Gwen przechylając się nieco nad stolikiem i rzucając jej pytające spojrzenie. Być może nauczycielka tylko sobie zakpiła... ale nie zaszkodzi zapytać. Kiedy wszyscy popijali herbatę, głos w lekcyjnej sprawie postanowiła wreszcie zabrać dziewczyna z Domu Borsuka, która chwilę wcześniej zachowywała się jakby chciała zniknąć. Po ilości informacji jakie z siebie wylała, Tan doszła do wniosku, że wyraźnie traktuje ten przedmiot poważniej niż sama prowadząca.
- Do wróżb często używa się przedmiotów osobistych, bądź w inny sposób powiązanych z osobą, której się wróży, bądź innej, której ma dotyczyć wróżba, jak jest to na przykład we wróżbach miłosnych. W każdym razie, tak mi się to jakoś kojarzy... - dorzuciła swoje trzy grosze. Wypowiedź Annesley'ówny była na tyle rzeczowa i skrypulatna, że Ślizgonka niewiele mogła dorzucić ze swoich zasobów wiedzy. Może był w tej klasie ktoś równie obeznany w temacie jak Puchonka i odpowie na resztę pytań. Tan zabrała się za dopijanie herbaty pozostawiając pole do popisu kolejnym śmiałkom.

_________________

Let's get this party started!


Ostatnio zmieniony przez Tanesha Hanyasha dnia Pią 02 Paź 2015, 22:59, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Anthony Gallagher
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Wto 29 Wrz 2015, 23:54

Interpretacji profesor Romulus słuchał już właściwie tylko jednym uchem, bowiem jego uwagę przyciągnęła wreszcie podejrzana cichość jego towarzyszek, szczególnie Claire, co do której wiedział dobrze, że w jakiś sposób ceniła sobie ten przedmiot. Przeniósł na nią nieco roztargnione spojrzenie i omiótł nim jej twarz, marszcząc przy tym brwi w wyrazie lekkiego zamyślenia. W powszechnej atmosferze rozluźnienia i wesołości jej poważna, lekko wystraszona mina wydawała się czymś tak niepasującym i odstającym od normy, że niemal raziła wszystkie zmysły delikatnie upalonego Irlandczyka. Nie miał pojęcia, że te ukradkowe spojrzenia i lekko wydęte usta świadczą o najstarszej broni kobiety przeciwko mężczyźnie – najzwyklejszym w świecie fochu; że dziewczyna jest po prostu zazdrosna, bo i nie przyszłoby mu do głowy, że można być zazdrosnym o jego relację z młodą Lacroix. Wiedział jednak, choć zrozumiał to dopiero po krótkiej chwili, że nagłe spięcie jej mięśni i wyraźne zdystansowanie wynikało z narzuconego przez nauczycielkę tematu, że kwestia snów i marzeń sennych, a już szczególnie interpretowania ich przebiegu, nie była dla niej niczym przyjemnym. Do tej pory potrafił w najdrobniejszym szczególe przywołać z pamięci wyraz jej oczu, kiedy przyszła do niego pewnego poranka i przerażona jak nigdy opowiedziała o sennej wizji pożaru browaru Gallagherów. Chyba nigdy nie widział jej równie wystraszonej.
Dyskretnie wyciągnął rękę na stoliku i ujął jej dłoń, ściągając na siebie jej spojrzenie. Uśmiechnął się przelotnie, półgębkiem i poruszył ustami w słowach, które formułować się miały najpewniej w ciche rozluźnij się, nim jednak dokończył, poczuł zaciskające się na ramionach palce i zupełnie zaskoczony automatycznie wypuścił dłoń Claire z uścisku, wzdragając się jak oparzony. Westchnął lekko zrezygnowany i zerknął przez ramię na Xandrię, pocierając kark. Niezależnie od oskarżeń o pomówienia o pedofilię, wciąż uważał, że Remus Romulus brzmi całkiem, cholera, wybornie.
— Po prostu za rzadko je spinam, profesor Romulus — odparł bez cienia zażenowania, wygodniej rozpierając się na pufie. Oczy miał lekko przekrwione, a na ustach majaczył błogi uśmiech, który wskazywał na spokojny stan narkotycznego zrelaksowania. I jak tu nie lubić wróżbiarstwa? — W przeciwieństwie do niektórych w tej sali. Napinają cztery litery tak intensywnie, że muszą mieć tyłek pierwsza klasa.
Być może oszczędziłby sobie tych rewelacji, gdyby nie zdwojone działanie kadzideł i aromatycznej herbatki Xandrii, które uderzało do młodego umysłu szybko i celnie, obejmując go obezwładniającym uczuciem radosnej obojętności. Czy dla chłopaka z powracającymi przypadkami tłumionej agresji znalazłaby się lepsza terapia dla rozładowania gromadzącej się od czasu do czasu pod skórą frustracji niż godzina tygodniowo spędzona w gęstych oparach marihuany? Prawdopodobnie tak, ale kto w tej szkole przejmowałby się zasadami BHP, nie wyłączywszy z tego kardy nauczycielskiej i samego dyrektora. Gdy ci smutno, gdy ci źle, pójdź do Xandrii, sztachnij się.
— Dwajścia punktów dla Hufflepuffu — mruknął cicho do Annesley, kiedy skończyła przemawiać, a potem sam dodał swoje trzy grosze: — Był, zdaje się, grecki jasnowidz Mopsus, który odbył pojedynek jasnowidzów z Calchas. Jakkolwiek wyglądają pojedynki jasnowidzów, Calchas odszedł po nim smutny jak mops… us.
Był jeden minus tych zajęć - im więcej kadzideł wdychał, tym bardziej suche miał żarty, niestety.
Zobacz profil autora
Rosalie Rabe
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Sro 30 Wrz 2015, 19:28

A więc przyjdzie jej samotna starość! Kadzidła niewiadomego pochodzenia tylko wyolbrzymiały entuzjazm, jaki wymalował się na bladym licu blondynki na te wspaniałe wieści. Nie będzie musiała użerać się z mężem do końca swoich dni! Umrze młodo, pewnie jeszcze ona sama zabije swojego partnera. Wspaniale, wspaniale, kilkakrotnie zaklaskała w dłonie, czego zapewne by nie zrobiła gdyby nie jednoznaczny zapaszek w powietrzu i ze stoickim spokojem rozłożyła się w najlepsze na pufie, wzdychając błogo i zakładając nogę na nogę.
- Więc to tak! Wspaniała wiadomość, pani Romulus, nie mogła mi pani wywróżyć nic lepszego! - oczami wyobraźni, wbrew sobie, zobaczyła ją starą z wysokim mężczyzną obok, który w jednej ręce trzymał szklaneczkę whisky a w drugiej...wiśniowego chesterfielda? Potrząsnęła głową, w jej mniemaniu normalnie, w rzeczywistości trzepiąc nią na lewo i prawo jak rasowa wariatka. Pani Xandrio, pani Xandrio, za dużo tego zielonego na tę biedną, słabą główkę!
Dopadła Rose swoista senność, przymuszająca dziewczynę do przymknięcia oczu - były one jednak tak suche, że dotyk powieki na źrenicy niemalże bolał. Otworzyła je z powrotem, ale niestety - tak też nie było dobrze. Dopiero teraz uświadomiła sobie, jak okropnie nienaturalnie zaschło jej w gardle i jak mocno biło jej serce - bynajmniej nie przez wspomnienie Austera. Szybko sięgnęła więc po herbatę i wypiła duszkiem, nie zwracając nawet uwagi zbytnio na smak napoju i jego ciepło. Odetchnęła z ulgą, niestety ugaszenie pragnienia nie trwało zbyt długo.
- Pani profesor, czy mogę prosić nalewkę? - myśl przyszła ułamek sekundy wcześniej niż słowa, więc już w trakcie wybuchnęła gromkim, wypełniającym całą salę chichotem. Śmiała się tak długo, aż nie rozbolał ją brzuch; wytarła łzy z kącików oczu i machnęła ręką, na znak, że wszystko już w porządku. - dolewkę, znaczy się.
Odwróciła głowę w kierunku Tanji i Resy, uśmiechając się do nich głupawo. Może i dziewczę ślizgońskie potrafiło rzucać zaklęcia, ale widać nawet mała dawka marihuany potrafi załatwić kozaka.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Sro 30 Wrz 2015, 20:08

Lekcja wróżbiarstwa robiła się coraz ciekawsza i Tanja nie mogła nie zauważyć, że upojne spojrzenia i głupkowate uśmiechy to efekt działania owych kadzideł. Ciekawa była składu wonnych oparów, ale coś jej podpowiadało, że mogła to być dość sławna wśród niektórych mugoli konopia indyjska. Tudzież jakieś opioidy. Na Merlina, jedno i drugie! Czy tam trzecie, może nawet jakieś czarodziejskie ziele, które otumaniało i rozbawiało. Może wcale nie byli na lekcji tylko to był stan hipnozy? Alb jakiś sen? Przecież wszystko wydawało się takie irracjonalne i zarazem śmieszne...
Słysząc wypowiedź Taneshy Tanja zaczęła się cicho śmiać, chowając usta za kołnierzem szaty. Zrobiła się czerwona na policzkach i powoli zaczynało brakować jej powietrza. Wyobraźnia uczniów nie znała granic. W końcu się opanowała i puściła oko do Taneshy.
-Ale będzie zabawa. -rzuciła do Resy. Wcale nie przejęła się interpretacją snu jaki zafundowała jej Xandria. Przecież to było tak dawno, kto by się teraz przejmował ojcem Śmierciożercą?
Sen Resy wzbudził zainteresowanie dziewczyny. Spojrzała uważnie na koleżankę.
-Widziałaś się po powrocie z Lucasem, hm? -zagadnęła ją z szerokim uśmiechem.
Tanja ochoczo wzięła swój kubek z herbatą i upiła łyk. Westchnęła.
-Earl Grey. Miałam nadzieję na napar z Puchona. Albo rum. Czemu rum tak szybko znika. -rzuciła na głos i wzięła kolejny łyk.
Wsłuchiwała się w odpowiedzi innych i kiwała głową. Wiedza Tanji nie była jakaś ogromna na ten temat.
-Kasandra! -rzuciła głośno jakby olśniona. -Znaczy wieszczka grecka, córka Priama. Przewidziała upadek Troi ale przez klątwę nikt jej nie wierzył. O. -siorbnęła znowu herbatki.
Słysząc chichot Rosalie, sama Tanja nie mogła się od tego powstrzymać, chociaż mocno walczyła z rozsądkiem. Zasłoniła usta dłonią i modliła się o spokój ducha.
-Też mogę być wróżbitką, wywróżę Antkowi, że znowu będzie Antkiem bez Gatek. -mruknęła dość słyszalnie do Resy. Niech się pośmieje!
Zobacz profil autora
Xandria Romulus
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Czw 01 Paź 2015, 19:22

Pierwszą osobą, która się odezwała, była Claire. Wcześniej ta dziewczyna siedziała cicho i udawała, że jej nie było. Kobieta też nie zwracała na nią większej uwagi, wiedząc, że jako jedna z nielicznych była tutaj z własnej woli po to, aby czegoś się nauczyć. Teraz jednak całą uwagę skupiła właśnie na Puchonce. Zdawała się mieć pojęcie o czym mówi. Uśmiechnęła się szeroko do dziewczyny i kiwnęła głową, potwierdzając tym samym jej słowa. Gestem uciszyła Gallaghera gestem dłoni, który wydawał się wybitnie dobrze bawić, albo ziółka, tak jak Rosalie Rabe uderzyły mu do głowy. Oj, słabi byli, jednak czego tutaj się dziwić, skoro zajęcia odbywały się tylko raz w tygodniu. Gdyby wdychali napary codziennie, jak jej synowie, to z pewnością byliby znacznie bardziej odporniejsi na dobry humor.
- Dziesięć punktów dla Hufflepuffu, za bardzo dobre rozumowanie, panno Annesley. Proszę się bardziej udzielać na moich zajęciach, a mogę ręczyć, że przegonicie niedługo Ślizgonów w walce o Puchar Domów – powiedziała, uśmiechając się do nieśmiałej Claire, a następnie spojrzała na Puchona siedzącego obok niej.
- Dobrze, panie Gallagher, dobrze – dodała ucieszona, gdy w końcu chłopak zaczął brać w połowie poważnie jej pytania. – Zgadza się, pierwszym jasnowidzem, który wygrał pojedynek jasnowidzów był Mopsus. Jego portret można znaleźć w naszej szkole na szóstym piętrze. Czasami przepowiada uczniom ponuraki i rychłą śmierć, jaką jest spadek ze schodów. Pięć punktów, panie Gallagher, może być pan z siebie dumny – wyjaśniła, po czym poprawiła swój kapelusz, który od wymachiwania głową, lekko zsunął się na jej oczy, przez co miała ograniczoną widoczność. Połyskiwał brokatem, który w tej chwili był w każdym zakątku tego pomieszczenia, także i na uczniach. Błyszczeli jak jakaś kula dyskotekowa.
Spojrzała w stronę Taneshy, która postanowiła także wziąć zajęcia na poważnie, co bardzo ją ucieszyło. Dokładnie, luźna rozmowa przy herbatce o wróżbach jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
- Dobrze, panienko. Musisz chodzić częściej na moje zajęcia, bo widzę w tobie naprawdę wielki potencjał! Jak panienka myśli, czy przy użyciu włosów swojego wybranka, można wywróżyć mu przyszłość? Jeśli tak, to w jaki sposób najlepiej się za to zabrać – spytała, spoglądając cały czas na Ślizgonkę. Pytanie jednak było zadane do wszystkich uczniów zebranych w tym miejscu.
Spojrzała w kierunku Rosalie, która wybitnie dobrze się bawiła, a może to zioła uderzyły jej do głowy?
- Panienko Rabe. W tej Sali serwuje się herbatkę, a nie nalewkę. Jeśli jest panienka spragniona alkoholu, to mój syn panią nim uraczy, ale nie obiecuję, że ta dawka procentów nie będzie też i śmiertelną – wyjaśniła, uśmiechając się szeroko, po czym podskoczyła, gdy do sali, po drabinie wszedł wspomniany przez nią mężczyzna. Powiedział, że jest mu bardzo pilnie potrzebny prefekt krukonów, Ben Watts i natychmiast musi opuścić zajęcia. Xandria kiwnęła tylko głową, po czym pomachała im na pożegnanie, gdy zniknęli pod podłogą, a klapa zamknęła się z hukiem.
Wróciła do uczniów, po czym spojrzała na Tanję Everett, która wspomniała o Kasandrze.
- Muszę Wam powiedzieć, że i w tym wieku żyje jasnowidząca, o imieniu Kasandra. Kasandra Trelawney. Uczęszczała tutaj do szkoły. Wszyscy mieli ją za wariatkę, ale tak naprawdę była utalentowaną jasnowidzącą – powiedziała. – Pięć punktów dla Gryffindoru.

Gdy wszyscy wypili swoją herbatę, nadeszła najważniejsza część dzisiejszych zajęć. Wróżby i interpretowanie znaków, które mogłyby mówić o przyszłości, dalekiej lub późniejszej.
- Moi drodzy. A teraz, powiedzcie mi, co widzicie. Opiszcie dokładnie wasze odczucia, gdy spoglądacie na przedstawiony przez fusy obraz. Czujecie niepokój? Radość? Jest on wyraźny, czy też nie?

Następny post: 6.10. Czas na napisanie postów: 19:00.

Ben Watts: usunięty z zajęć na prośbę gracza.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Nie 04 Paź 2015, 13:53

Chyba tylko pochwała Xandrii powstrzymała Claire od natychmiastowego wyrwania ręki z dłoni Tony'ego. Nie zrozummy się źle - Annesley nie miała problemu z bliskością przyjaciela, co więcej, jego dotyk, nawet w tak banalnej formie jak teraz, był dokładnie tym, czego potrzebowała. W tym momencie jednak, jak już zostało słusznie zauważone, miała focha. A foch ma to do siebie, że zadziera nosa wysoko do góry i z przesadną dumą odtrąca wszystko to, co, nawet jeśli przyjemne, miałoby podważyć jego pozycję. Na niemą radę uśmiechnęła się więc tylko nieznacznie, wymuszenie i wytrwała w chwili czułości, z ulgą zabierając jednak rękę gdy tylko uścisk Gallaghera się poluźnił. Wzdychając cicho, zacisnęła zęby i upomniała się w myślach. Trzymaj fason, Claire. Jesteś Annesleyówną, pamiętaj o tym.
A pamiętać było zdecydowanie łatwiej, gdy poddała się rytmowi lekcji. Nieco odurzona ziołowymi oparami, stopniowo zapominała o tak drażniącej ją scenie, koncentrując się na tym, co ważne, czyli zajęciach. Tak, chciała z nich coś wynieść. Tak, chciała w nich uczestniczyć. Nie, nie zamierzała dołączyć do średnio zdolnych żartownisiów w ich próbach - również niezbyt skutecznych, jeśli by ktoś zapytał Claire - rozbawienia całej sali i podważenia rangi wróżbiarstwa.
Ostatecznie lekkim uśmiechem podziękowała więc za docenienie, skinieniem głowy zapewniła też o swej aktywności - oczywiście, że zamierzała się udzielać, jak mogłaby nie? - nieco szerszym uśmiechem przyjęła wieść o tym, że razem z Tonym zdobyli dla domu kilkanaście punktów (cóż, to był niewielki plus, który przebaczenia Irlandczykowi zdobyć nie mógł, ale i tak zadziałał na korzyść chłopaka), by potem, przy kolejnym pytaniu (nie tym jednak dotyczącym włosów, bo Annesley nie lubiła się wcinać i uważała, że pierwszeństwo odpowiedzi ma jednak zapytana Ślizgonka), również zabrać głos jako pierwsza. Gdy odeszli od tematyki snów, uczestniczenie w lekcji stało się nagle znacznie, znacznie prostsze. Herbaciane fusy nie były w końcu tak przerażające, jak umykające ludzkiemu pojmowaniu nocne mary.
- To... coś jakby zamek. Albo raczej - pałac - powiedziała po chwili, wpatrując się intensywnie w utworzony przez osad obraz. Claire była kreatywna, stąd wiele mogła sobie dopowiedzieć, ale w końcu chodziło o skojarzenia, prawda? - Nie jest wyraźny, to bardziej zarys. Wygląda trochę jak rzucany przez budynek cień. Najłatwiej dostrzec dwie wieżyczki. - Annesley mimowolnie uśmiechnęła się. Wychowana na opowiadanych jej na dobranoc bajkach wciąż była fanką tych nie mających wiele wspólnego z rzeczywistością historyjek o księżniczkach i rycerzach, dziewczynkach z dobrego domu i ich niebywale przystojnych wybrankach. Jako romantyczka i marzycielka nie mogła więc czuć się zaniepokojona tym, co próbowały przedstawić jej fusy - albo co sama sobie wmówiła, że widzi.
- To całkiem miły widok - podsumowała więc, unosząc spojrzenie znad filiżanki i zerkając na Xandrię. To, czy zostanie w tej chwili wyśmiana przez rówieśników - chociażby za ewentualne marzenia o życiu w zbytku i luksusie - nie miało dla niej najmniejszego znaczenia. Teraz z pewnością podobnymi przytykami by się nie martwiła, bo... Bo nie. Ewentualny żal i uraza przyszłyby później, wieczorem.
Zobacz profil autora
Aristos Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Nie 04 Paź 2015, 20:47

Klasa wypełniała się uczniami, a widok jednej, czy dwóch osób sprawił, że Aristos z trudem powstrzymała się od przewrócenia oczami. Ostatnich kilka miesięcy nauczyło ją jednak, że wytłumianie pewnych zachowań i gestów na dłuższą metę pozwala spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, uzyskać przewagę. Niewzruszona skupiła się więc na próbie wyrwania Antkowi swojej różdżki, co, niestety, do najłatwiejszych zadań nie należało, jeśli chciało się tego dokonać po pierwsze pod ławką, po drugie po cichu, po trzecie – najlepiej tak, żeby nikt nie widział.
Zamieszanie spowodowane rozpoczęciem lekcji zmusiło ją jednak do zaprzestania walki o swoją własność. Zadowoliła się więc dźgnięciem Puchona w bok, tym razem palcami, lecz już nie tak mocno. Bądź co bądź, lubiła tego gałgana. Czasem.
Naburmuszona mina dziewczęcia, które przysiadło się do ich stolika zastanowiła ją nieco, uniosła jedną z jasnych brwi w górę, skłoniła paznokcie do niespokojnego stukotu w blat. Nie zauważyła nawet, że wciąż obejmuje ramię Gallaghera, jak gdyby nigdy nic, kompletnie skoncentrowana na próbach rozłożenia na czynniki pierwsze unoszących się w klasie oparów. Nie była jednak w stanie zidentyfikować żadnego z aromatów, może za wyjątkiem opium, którego ciężkie nuty nie dawały pomylić się z niczym innym. Cóż. Skoro już tu wylądowała, nie będzie przecież wychodziła w trakcie. Przecierpi, a w międzyczasie wymyśli w jaki sposób zemścić się na podstępnym Puchonie. Bo w końcu była w stu procentach pewna, że sprowokowal ją umyślnie. Gallagherowi nie wolno było ufać.
Kiedy Xandria zadała pytanie, przez moment walczyła z pokusą uniesienia dłoni i podania odpowiedzi, zrezygnowała jednak prędko, pozwalając by intensywny aromat unoszący się w klasie opanował jej zmysły, oplótł powoli rozleniwiające się ciało. Wzdychając ciężko wyswobodziła Tony’ego z uścisku i wsparła podbródek na pięści, palcem kręcąc kółka we wnętrzu ucha od filiżanki. Nigdy nie przepadała za angielską herbatą; jej mocny smak i zapach drażniły czuły nos, osiadały goryczą na języku i pozostawiały zwyczajny niesmak na wiele godzin. Podsunęła ją więc Antkowi, posyłając mu spojrzenie nie tyle błagalne, co wyraźnie mówiące: ”zlituj się, człowieku”.
Dno jej filiżnki nie wydawało się być jednak specjalnie fascynujące. Wysłuchała bajkowej relacji Claire, posyłając jej co jakiś czas krótkie spojrzenie, a później, znów stukając paznokciami w blat, kolejny raz zajrzała do własnej. Głowa, do tej pory jedynie ćmiąca niewyraźnie w okolicach skroni, zaczynała pulsować coraz silniej.
- Róże – rzuciła krótko, przyglądając się ciemnobrązowym kształtom na dnie filiżanki. Bo chociaż Aristos nie należała do osób przesądnych, doświadczenia z runiczną klątwą sprawiły, że mniej sceptycznie spoglądała na kwestię odczytywania przyszłości i mieszania w niciach losu.
- Widzę róże. Wydaje mi się, że pnące. Młode, nie wszystkie pączki są rozwinięte – mruknęła, pocierając czoło palcami – To może sugerować, że moja filiżanka przeżywa właśnie wiosnę ludów – parsknęła jeszcze, już bardziej w stronę Antka, niż samej nauczycielki.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Pon 05 Paź 2015, 21:29

Brunetka przysłuchiwała się wypowiedziom innych uczniów. Oparła się łokciami o stolik przyglądając po kolei tym, którzy odważyli się zabrać głos. I tym razem nie mówili głupot. Uniosła nieco brwi a na jej twarzy malowało się lekkie zaskoczenie. Wydawało jej się, że prawie wszyscy są tu z przypadku, a jednak posiadali jakieś pokłady wiedzy w tej dziedzinie. Albo być może Xandria to przewidziała. W końcu prowadziła zajęcia z wróżbiarstwa, więc równie dobrze mogła być jasnowidzką, czyż nie?
Po tym jak Tan spojrzała na swoją nie biologiczną bliźniaczkę, w jej głowie zakiełkowała nowa myśl, która w połączeniu z narkotycznym otumanieniem wydała jej się całkiem ciekawa. Wychyliła się mocno z pufa  w stronę Gryfonki i odezwała na tyle cicho by nie przeszkadzać innym.
- Pssst, Everett. Właśnie sobie pomyślałam, co by było gdybyśmy obie wyszły za braci. Pomyśl tylko, to samo nazwisko. Myślę, że łatwiej by mi było pogodzić się z byciem mężatką gdyby wiązało się to z uprzykrzeniem życia urzędników maści wszelakiej i to na długie lata. Jak myślisz? - uśmiechnęła się nieco łobuzersko i wróciła do pierwotnej pozycji, nie powodującej ryzyka spadnięcia z pufy. Które mogłoby nastąpić po tym, jak nauczycielka postanowiła ją pochwalić za te drobne przemyślenia, które ośmieliła się wtrącić po wypowiedzi Puchonki.
- Z włosów? - powtórzyła, zapadając na chwilę w głębokie zamyślenie - Po włosach łatwo poznać czy ktoś jest zdrowy czy nie, ponieważ zarówno włosy jak i paznokcie dostają witaminy i inne potrzebne składniki na szarym końcu... także jeśli ktoś ma niedobory... to będzie to raczej widać. - podparła podbródek na dłoni i postukała się lekko palcem w usta - Czyli niejako można to powiązać ze zdrowiem... a poza tym, jak się z czegoś wróży to się używa chociażby wody... albo ognia... O, może ścięty kosmyk należy spalić? Ale co później to nie mam pojęcia. Może jak z dobrym towarem, im lepiej się pali tym lepsza wróżba? - wzruszyła ramionami po czym szybko dodała, zdając sobie sprawę co inni mogli pomyśleć słysząc "towar" - Węgiel na przykład. Kamienny pali się lepiej od brunatnego bo jest bardziej kaloryczny... albo suche drewno, kontra mokre drewno... zaraz. Co mnie wzięło z tym opałem? - brwi Hanyashy zjechały się po środku czoła w akcie konsternacji.
Panujący w sali zaduch zdawał się mieć wiele faz działania. Z początku drażniący swoją wonią, drapiący w gardło, stopniowo upajał uczniowskie umysły, rozluźniał ciała i najwyraźniej poprawiał parametry wewnętrznego oka. Po fali żartów i zmyślań, którą solidnie popłynęli w interpretacji snów, towarzystwo zdawało się przejść na kolejny etap wdychania narkotyków. Teraz już nieco spokojniejsi, popijali Earl Greya by dostać się do dna pełnego fusów, które w normalnych okolicznościach miały swoje miejsce w zlewie lub koszu. Teraz te małe drobinki, których nieumyśle wciągnięcie razem z łykiem herbaty groziło nawet uduszeniem... miały przewidzieć ich przyszłość. Po takiej ilości wspomagaczy - zarówno tych z powietrza jak i uznania profesor Romulus, Ślizgonka postanowiła uruchomić resztki powagi, czające się gdzieś po kątach upojonego umysłu. Dopiła aromatyczny napój i przyjrzała się jego pozostałości na ściankach filiżanki.
- Czy to prawda, że powinno się zakręcić resztką w filiżance, mniej sprawną ręką? - zagaiła do Xandrii, najwyraźniej przypominając sobie jakiś epizod z dzieciństwa. Widok fusów przywołał pewne odległe obrazy, jakoby kiedyś bawiła się w coś podobnego z babcią. - I czy jest tak, że im głębiej w filiżankę tym dalsza przyszłość? Było też coś apropo ucha, ale nie potrafię sobie przypomnieć w tej chwili... chyba że to jakieś mugolskie wymysły? - brunetka odwróciła wzrok od prowadzącej i ponownie zerknęła w czeluście eleganckiej filiżanki. Resztki herbaty pozostawiały sporo osadów na całej powierzchni. Dziewczyna ostrożnie obracała porcelanę w dłoniach przypatrując się wzorom, lekko mrużąc oczy.
- To ja do zamku dorzucam żeliwną bramę, taką ażurową- odezwała się po chwili w patrywania w cienkie szlaczki fusów, odwróciła filiżankę by obejrzeć drugą stronę ścianki - I fontannę... taką dwupoziomową... ładne to nawet. Ponuraka ani śladu, albo mam już omamy i się gdzieś ukrywa... - zerknęła głębiej do naczynia - Everett, odpalaj oko. Znajdziemy drania.

_________________

Let's get this party started!
Zobacz profil autora
Irytek
avatar

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   Sob 10 Paź 2015, 00:14

Śmiechy - chichy uczniaków rozbrzmiewały o wiele dalej niż klapa wejścia do sali wróżbiarstwa. Odbijały się echem od ścian wieży, a potem dalej i dalej na korytarze Hogwartu. Nie byłoby w tym nic dziwnego, każde kolejne zajęcia z durnego wgapiania się w kulę oprócz przyprawiania o zeza robiło wodę z mózgu dzieciakom. I jeszcze te opary niewiadomo czego unoszące się wszędzie w powietrzu. Prawie jak zielone chmury zatrutego powietrza z pod kołdry Hagrida! No więc śmiech niósł się wystarczająco daleko, aby sprowadzić na siódme piętro JEGO.
Nagle przez podłogę w sali, przez miejsce będące środkiem okrągłego pomieszczenia, przeniknął biały turban, następnie równie biała i fluorescencyjna głowa z doczepionymi goblinimi szpiczastymi uszami. A potem nicość stała się ciałem i cały Irytek przeleciał dostojnie unosząc się pośród białej mgły prawie narkotyków. Nogi miał skrzyżowane jakby siedział w powietrzu po turecku. Poltergeist oparł ręce na swoich kolanach, zamknął swoje widmowe oczy i skrzeczącym głosem przekrzyczał Taneshę, a także całą resztę.
- Oświecenia droga, łatwą nie jest. Wytworzyć nos drugi, wy musicie... - zaskrzeczał piskliwym głosem. Składnia zdania była dziwna i samo zachowanie Irytka również. Przez kilka sekund, które wydawałoby się że trwają w nieskończoność, duch nie odzywał się ani słowem, a na sali zapadła cisza jak makiem zasiał.
- ABY W PEŁNI DOŚWIADCZYĆ OŚWIECENIA! - żartowniś wydarłszy się szybko uniósł się do góry i rozpoczął regularne bombardowanie uczniów łajnobombami.
- BLAM! Zamordowałem Cię! KABLOOEY prosto w pysk! - Łajnobomba trafiła prosto w twarz Aristos Lacroix, a potem kolejna w ramię Tanji Everett. Każde celne trafienie (a wszystkie były celne) opatrzone było takim właśnie komentarzem. Poltergeist latał jak wariat w te i we w te kręcąc się pod sufitem, nadlatując z krzykiem na uciekających z równie głośnym piskiem uczniów. Claire i Resa były całe brązowe.
- Jak śmiecie zaczynać zabawę beze mnie, wy śmiecie! Przyjemnej kąpieli świnki Hagrida! - Irytas nie mógł przepuścić takiej okazji, a skutki jego odwiedzin uczniowie będą odczuwać jeszcze trochę czasu.

[z/t dla wszystkich, ubrania do wyrzucenia i miłej, długiej kąpieli z bliską wam osobą! Niech wam plecki porządnie wymyje  ]
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Klasa Wróżbiarstwa   

 

Klasa Wróżbiarstwa

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

 Similar topics

-
» Klasa eliksirów

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
VII piętro
-