IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next
AutorWiadomość
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob 16 Cze 2018, 22:10

Senność, która wcześniej towarzyszyła Ślizgonce opuściła ją już na wieść o możliwości pracy w parach. Kiedy dodała do tej informacji entuzjazm profesora Wattsa, miała już w zasadzie pewność, że nie było szans na sztampowe zajęcia. Zapowiadało się coś na prawdę świeżego i interesującego. Pozwoliła swojej niebliźniaczce pójść po niezbędne materiały oraz złożyć ich " oficjalną" broń w szkatule. Korzystając, że miała chwilę dla siebie, Tan rozejrzała się jeszcze raz po towarzystwie, by w przypływie narastającej ekscytacji dzisiejszymi zajęciami, pomachać do Jona z przesadnym jak na nią entuzjazmem. Zaraz później zauważyła nadlatującego Zgreda. Przekonana, że gad to z nią postanowił się przywitać, uśmiechnęła się ... A następnie z nieco zdziwioną miną spojrzała na Nessy, która posłużyła jaszczurowi za lądowisko. Może i znały się całkiem nieźle, a na wymiany ploteczek widywały często... Hanyasha nie podejrzewała, że Krukonka AŻ TAK boi się różnych stworzeń. Nie wiedziała co ją bardziej zaskoczyło - atak histerii u panny Temple czy szybka reakcja kuzyna, który zabrał Zgreda, nim ten zatopił pazury w ramieniu dziewczyny, na co często sobie pozwalał przy ludziach, których znał. Nim sama zdążyła cokolwiek powiedzieć, pod adresem Padmore'a posypaly się już pierwsze groźby od Lucasa. Widząc, że chłopak całkiem sprawnie pozbierał jej koleżankę z gleby, skierowała swą uwagę na biednego jaszczura. Widząc, jak miota się, trzymany za sprezentowany mu przez Tan sweterek,  uznała, że musi interweniować.
- Nash, puść go! - jakże kulturalną uwagę okrasiła mniej kulturalnym pacnięciem kuzyna w czoło. Nie przeszkadzał jej w tym nawet fakt, że była o ponad głowę niższa.
- Jeszcze go uszkodzisz! - teraz Ślizgonka dodatkowo trzymała go już za rękaw kurtki, wręcz piorunując wzrokiem.
- A przede wszystkim przeproś Nessy, bo to był wypadek. Zgred się chciał tylko przywitać. - brunetka skierowała przepraszające spojrzenie w kierunku Temple. Znała jaszczura i dobrze wiedziała, że jest to szczera prawda. Inaczej Nessy mogłaby skończyć osmolona albo pozbawiona kępki włosów.
- A pan Padmore teraz pójdzie i przyniesie ci materiały, żebyś spokojnie mogła dojść do siebie. Ok?
Mimo, że widziała poirytowanie Nasha, Tan nadal uważała, że rozsądniej załatwi sprawę. Brunet był jeszcze większą sierotą w kontaktach z płcią przeciwna niż ona sama. Wolała zdecydować za niego, dla dobra Zgreda. I pośrednio kuzyna. Na wszelki wypadek posłała mu spojrzenie nie pozostawiające wątpliwości - "Rób co mówię bo odeśle cię do skrzydła szpitalnego parasolem."

_________________

Let's get this party started!
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob 16 Cze 2018, 23:59

Czemu ona sobie to zrobiła, no czemu? Co jej się nie podobało w ciepłym łóżku, w wieży astronomicznej, lochach, kuchni, bibliotece, no co? Mogła spędzić tę lekcję gdziekolwiek, odnaleźć siebie, zostać trenerem personalnym albo brzuchomówcą. Nie, jej się zachciało bawić z magicznymi zwierzętami, bardzo mądrze Temple, to co następnym razem, skusisz się na samotną jazdę mugolską taksówką, czy podróż w kosmos w pralce?
Trzęsąc się jak zielona galaretka, skupiając wzrok gdziekolwiek indziej, byle nie na postaci zażenowanego Ślizgona, prawie nie zauważa, kiedy pochyla się nad nią Lucas, by pomóc się jej podnieść. Jego silne ramię nie jest jednak dla niej podporą zbyt długo, bo już za chwilę ucieka w stronę Nicolasa… Sharewood… Proszę, nie mówcie, że on to wszystko widział. Krew ponownie odpływa z twarzy Nessy, prawie uginając pod nią nogi, niewiele brakowało by znowu wylądowała na ziemię. Czemu to wszystko zawsze musiało spotkać akurat ją, mało było innych niezdar na tym świecie?
Nie było czasu zastanawiać się nad sprawiedliwością lub jej brakiem, bo nagle pojawia się przed nią Castiel. Kiedy jego głos dochodzi do jej uszu, mimowolnie stara się skurczyć w sobie. Słyszy, że jest zdenerwowany, nie musi patrzeć na to jak zaciska dłoń w pięści, na oczy strzelające piorunami. Przestraszona tym nagłym przypływem zainteresowania ze strony Horna, pozwala sobie wypuścić z oka, jedną pojedynczą długą łzę.
- Nie chcę. - Mówi szeptem, tak by tylko Ślizgon ją usłyszał, ale ten już wraca do swojej byłej.
Kiedy Temple myśli, że już została sama, że jedynie Smoczy Chłopiec, trzymający dość brutalnie swojego potwora zwraca na nią uwagę pojawia się Tanesha, która szybko przejmuje kontrolę nad całym zamieszaniem, posyłając w ich stronę rozkazy i polecenia, niczym generał na wojnie. Może by się od tego wszystkiego pozbierała, ale cały czas czuła na sobie spojrzenie tych gadzich paczajek, a wizja zmierzenia się z kolejnymi w dalszej części lekcji, przyprawia ją o silniejsze palpitację.
- Nie trzeba, poradzę sob… - nie udaje się jej dokończyć, rozglądając się dookoła dostrzega, że jej wszyscy znajomi już połączyli się w pary Resa, Lucas, Castiel, nie Siostry, Black, Finn i oprócz kilku npceków, została zupełnie sama, bez pary, w tym nierównym zadaniu wymagającym kontaktu ze zwierzętami. Bliska jest popłakania się, kiedy w głowie przytłumionej strachem pojawia się obraz Ślizgona, który (wchodzi cały na biało) okazuje się ostatnią osobą bez pary. Przez chwilę Nessy walczy ze sobą, wolałaby się dać pokroić niż znowu stanąć w oczy z tym potworem, ale… no właśnie ale, jest on swego rodzaju dowodem, że ten dziwny koleś zna się na zwierzątkach. Czemu nawet na skraju załamania Agnes musisz być tak cholernie praktyczna?
- Będzie mi… bardzo miło. - Głos jej się lekko zawiesza, kiedy to mówi, ale stara się wykrzywić usta w coś co przy dobrych wiatrach można uznać za uśmiech.
Takim o to sposobem, starając się zniknąć czeka aż Nash przyniesie im materiały.

Nash & Nessy
Zobacz profil autora
Kenneth Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 17 Cze 2018, 00:35

Kiedy Kenneth nabrał pewności co do tego, że wszyscy oddali swoje różdżki, odebrali sakiewki i pergaminy, zaklaskał w ręce ucieszony... lecz nim mógł zacząć, zaciekawił go przeraźliwy pisk gdzieś w oddali. Marszcząc brwi szybkim krokiem udał się do pana Padmore'a i panny Temple.
-O!-wyrwało się z ust nauczyciela widząc Zgreda. Takiego okazu nie miał jeszcze widzieć. Wrodzona sympatia do wszelakich stworzeń walczyła teraz z surową osobą nauczyciela. Przecież był wizytator! Kenneth mimo początkowego zafascynowania odchrząknął głośno.
-Pozwolę sobie zatrzymać tego... smokopodobnego stwora do końca zajęć w ogniotrwałej klatce. Później porozmawiamy o restrykcja z posiadania tak niebezpiecznego stworzenia. -Kenneth był bardzo poważy i oficjalny, co spotkało się z potakiwaniem wizytatora. Sam Watts natomiast mrugnął do Nasha pocieszająco. Przywołał różdżką klatkę i gestem nakazał, aby Padmore zamknął w niej zwierzaka. Spojrzał troskliwie na Nessy.
-Wszystko w porządku panienko? Nie trzeba Ci iść do skrzydła? -zapytał. Po przekonaniu się, że nic dziewczynie nie jest, odwrócił się do reszty uczniów.
-Za mną!-zakomenderował i podprowadził wszystkich na sam skraj błoni, gdzie znajdował się wielki padok hipogryfów. Widać było, że są osłabione i zdenerwowane. Większość z nich leżała i ciężko oddychała.
-Sprawa wygląda tak. Ja już wiem, co im jest. Nie, na szczęście nie umrą. Chciałbym, abyście w swoich parach podeszli do jednego z hipogryfów zachowując SZCZEGÓLNĄ ostrożność... -[/b]zaznaczył uważnie Kenneth. -Będę obok w pogotowiu, ale wolałbym nie walczyć z chorymi zwierzakami. Kwestie etyczne. Kiedy wszystkie pary obejrzą swoje zwierzaki, ustawcie się obok mnie i ja dam Wam znak byście pobiegli do cieplarni numer 3. Tam dostaniecie dalsze wskazówki. -nakazał.


Hipogryfy oprócz ogólne osłabienia miały marnie wyglądające pióra, jakby wyschnięte? Oczy również wydawały się nie lśnić jak zawsze. Aby móc się dowiedzieć, co im zaszkodziło, należało obejrzeć miejsce na szyi, mocno zaognione i podbiegłe ropą.


***
Do dzieła! Proszę, aby wszystkie osoby odpisały do wtorku 19.06.2018 do godziny 23:59:60. Zabawa będzie przednia!

Uprasza się o zniwelowanie ofiar śmiertelnych do zera.
Zobacz profil autora
Katarina Vento
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 17 Cze 2018, 13:06

Zupełnie nie przejęła się reakcją Jona na postawieniu go przed faktem dokonanym. Zauważyła niezadowolenie na jego twarzy, aczkolwiek Katarina skupiła się zupełnie na innych aspektach tego chwilowego obrazu. W czasie kilku sekund jej umysł urządzał istny wyścig przemyśleń i obserwacji, byleby tylko wyrobić się z każdym szczegółem, który mózg Krukonki mógłby zakodować i kto wie, może kiedyś wykorzystać - lub po prostu mieć co prześledzić we wspomnieniach, gdy życie uruchomi w przyszłości ciąg skojarzeń. Dlatego też jej chłodne oczy, dla postronnego obserwatora poruszające się zaskakująco szybko , acz ledwo zauważalnie, przesunęły spojrzeniem po delikatnie zmarszczonym czole chłopaka, wyłapały drgnięcie mięśni twarzy w okolicy nosa, a także drobne napięcie, które pojawiło się na linii szczęki oraz szyi. Kiedy odkładała swoją różdżkę do depozytu pokusiła się nawet o myśl, że jej obecny współpracownik ma specyficzny typ urody, co zauważa się dopiero przy głębszej analizie anatomii twarzy Jona.
Wysłuchała dokładnie wszystkiego, co miał jej do powiedzenia uznając, że początek ich znajomości może faktycznie nie był czymś powszechnie uważanym za odpowiedni. Nie rozumiała czemu, w końcu była rzeczowa, szybka, a nawet wplotła w pierwsze wrażenie powitanie i swoje imię. Wszystko powinno grać. Chociaż może powinna była zapytać? Albo po prostu się uśmiechnąć? Po co? Doskonale już zdawała sobie sprawę, że uśmiech byłby chwilowy, a i tak Krukon przez całą pracę w parach byłby "skazany" na jego brak i jakikolwiek czar pierwszego wrażenia by uleciał. To prawie jak kłamstwo. Nigdy nie kłamała.
Na szczęście chłopak sprawnie i w godnym pochwały szybkim tempie zmienił jej tok myślenia, prowadząc go w stronę eliksirów. A więc tego ci brakuje. - przeszło jej przez myśl, a kąciki ust uniosły się zauważalnie, by zaraz przekształcić się w całkiem urokliwy, pewny siebie uśmiech, który zniknął dwie sekundy później. Idealnie się złożyło, wręcz perfekcyjnie. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami stanowiła jej najsłabszy punkt z trójcy potrzebnych na tę lekcję przedmiotów, a wciągnęła w kooperację siódmorocznego, który najwyraźniej właśnie w tej dziedzinie jest pewny swego. Na dodatek pyta ją o eliksiry, które są jej numerem jeden. Po raz kolejny pożałowała, że nie miała czasu tego dnia rozłożyć swojego horoskopu. Na wszelki wypadek powinna zapytać Krukona o znak zodiaku. Na przyszłość.
- O eliksiry nie musisz się martwić. - odpowiedziała tuż przed tym jak nauczyciel postanowił zabrać głos. On z kolei zwrócił jej uwagę na pewną charakterystyczną gadzinę, która już kiedyś zaskarbiła sobie jej sympatię. Niby dla Vento jej włosy to świętość, ale zwierzętom prawdopodobnie wszystko ujdzie płazem, jeszcze im za to podziękuje. Przesunęła wzrokiem po grupie uczniów, by w końcu odnaleźć w niej Nasha. Lubiła go, głownie przez Zgreda, ale dodatkowo szanowała pomysł z transmutowaniem zwierzątka. Nie raz, nie dwa wyrwało jej się "fascynujące", gdy przelatywał gdzieś obok niej.
Wróciła myślami do zadania, zupełnie ignorując roztrzęsioną "ofiarę" jaszczuro-smoka. Wysłuchała wszystkiego, co profesor Watts miał im do przekazania, a następnie spojrzała krótko na Jona i podeszła powoli w pobliże jednego z hipogryfów. Zatrzymała się w odpowiedniej odległości, by zapewnić cierpiącemu stworzeniu komfort przestrzeni, a także by nie przeszkadzać współpracownikowi w części zadania, do której zgłosił swoją kandydaturę. Jej plan na ten moment był prosty - nie odzywać się niepytana, skupiając całe swoje jestestwo na obserwacji całego hipogryfa - jego zachowania, wyglądu rany, rodzaj oddechu. Każde drgnięcie mięśni  czy piór ma pozostać w wielkiej kartotece umysłu Vento. Dlatego chociażby Katarina nie robiła notatek na lekcji, chyba, że była pewna, że zapamiętanie czegoś sprawi jej problem. Pisanie zabiera czas na obserwację i zwiększa prawdopodobieństwo ominięcia ważnego szczegółu.
Ukłoniła się nisko, a gdy zabrali się do pracy wyglądała jak zjawa, choć nie mogła mieć tej świadomości. Stała nieruchomo, przemieszczała się tylko, gdy było to niezbędne, wywołane zablokowaniem jej możliwości dojrzenia czegoś interesującego. Jedynym co się poruszało były jej oczy oraz włosy, targane od czasu do czasu silnymi podmuchami wiatru. Nawet nie podnosiła ręki, by przytrzymać zbuntowane fale. Opanowała do perfekcji delikatne manewrowanie ułożeniem głowy względem kierunku wiatru, by ruda chmura swobodnie korzystała z dobrodziejstw pogodowych, a jej obserwacje pozostały nieprzerwane. W między czasie wertowała w pamięci informacje zebrane na lekcjach zielarstwa i eliksirów, które pasowałyby do zaobserwowanych objawów. Dopiero kiedy upewniła się, że tę część mają za sobą, podeszła do blondyna.
- Jon. - zaczęła, podnosząc wzrok na Krukona, jakby co najmniej chciała w ten sposób wyczytać historię jego rodziny piętnaście pokoleń wstecz, jednocześnie wyrazem twarzy oznajmiając, że nie interesują ją nawet pół pokolenia, nawet osoba, która stoi przed nią.
- Jaki masz znak zodiaku?
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 17 Cze 2018, 21:31

Skupiając swoją uwagę na nauczycielu, nie zauważała nawet kiedy przy jej boku pojawił się Castiel, zapewne nadal nie miałaby o tym pojęcia, gdyby Rosie nie zareagowała z takim entuzjazmem na jego widok. Panienka Carrow przeniosła na niego swoje spojrzenie, zaś uśmiech nie schodził z ust dziewczyny.
- Bez jaj - gdzieś w przestrzeń wzbił się ten "patetyczny" komentarz wypowiedziany przez blondwłosą Ślizgonkę, łapiąc się dłonią za czoło z dozą aktorskiego ubolewania i stanu agonalnego uśmiechnęła się do chłopaka. Przez chwilę na twarzy Alecto malował się wyraz zastanowienie, kiedy rozejrzała się dookoła, jakby w poszukiwaniu lepszej opcji, niestety. Powróciła do Horna uśmiechając się do niego szeroko, lecz w tym momencie uwagę chłopaka zwrócił rozdzierający powietrze krzyk, na co ten zareagował wyraźną złością, zaciskając palce w pięść. Blondynka wzruszyła jedynie ramionami, w żaden sposób nie komentując sytuacji mającej przed chwilą miejsce. Lekcja tak naprawdę jeszcze dobrze się nie zaczęła, a niektórzy już odpadali w przedbiegach, co tylko wywoływało jej radość.  Nie minęła kolejna minuta, a ona w dłoniach zamiast swojej ukochanej różdżki dzierżyła pergamin oraz mały pakunek, nie czekając na Ślizgona otworzyła go, wyciągając kolejno: rękawice, sztylet oraz krzesiwo. Chciała podzielić się ze swoim partnerem treścią, którą głosiły słowa wypisane na pergaminie, lecz ten zniknął już w grupie uczniów, zapewne pędząc na ratunek pokrzywdzonej damie.
Wrócił w chwili, kiedy dziewczyna zapoznała się z całą treścią, z zaciętą miną i podłym humorze, bez słowa wręczyła mu pergamin, po czym spojrzała na niego z wyraźnie poirytowanym wyrazem twarzy, czy on zawsze musiał wyprowadzać ją z równowagi? –Horn, weź się lepiej w garść. Nie zamierzam odpaść w pierwszym etapie, bo ciebie obchodzi jakaś tam Krukonka – oznajmiła, wręczając mu rękawice. Ona nie zamierzała stawać w szranki z hipogryfem, to zadanie należało do chłopaka.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 17 Cze 2018, 22:28

Spojrzał chłodno na Alecto.
- Nie twój interes. - burknął w równie atrakcyjnym nastroju co ona. - To zamiast się krzywić jak Norisska, mów jakie dali nam zadanie. - świetnie wypadną przed urzędnikiem z ministerstwa. Doszło już do krzyku, ataku, paniki... czy ta Ness co chwila musi pakować w kłopoty? Nie patrzył już na nią, bo jeszcze bardziej by się zdenerwował. Wziął od ex rękawice, nie bardzo wiedząc co mają robić. Wyjął z jej ręki rulon, nie doczekawszy się szybkiej odpowiedzi i przeleciał wzrokiem z góry na dół po treści. Wywrócił oczami. To będzie długa lekcja. Za tego typu rywalizacją Castiel nie przepadał. Dodatkowo Alecto zrzuciła mu na głowę podejście do hipogryfa. Stroiła sobie z niego żarty myśląc, że na to się zgodzi. Spojrzał na nią i w sumie nie miał nic do gadania. Znał minę Wielkiej Królowej Slytherinu. Ta należała do min nieugiętych. Może stać i protestować, a i jeszcze się panna na niego obrazi. Jak zawsze.
Założył rękawice z miną cierpiętnika. Westchnął jeden raz i drugi.
- W sumie masz rację. Na twój widok hipogryf niechybnie by dostał zawału. - puścił jej oczko i począł przygotowywać się do podejścia do honorowego zwierzęcia. Przypomniał sobie co o nim wiedział i pamiętał jedną zasadę - nie obrażać go, szczególnie jeśli takowy jest chory.
Bardzo powoli Castiel ruszył w kierunku jednego z hipogryfów. Gdy ten na niego spojrzał, zatrzymał się i pokazał otwarte dłonie w imię zasady - nie mam broni, nie mam różdżki, nie skrzywdzę cię. Nie odzywał się i koncentrował na zadaniu, by znów się nie zdenerwować obecnością pewnej dziewczyny. Będąc w bezpiecznej odległości od hipogryfa, Castiel wykonał głęboki ukłon przed zwierzęciem. Ostrożny, pełen szacunku. Ot, przezornie. Upewniwszy się, że nie zostanie zaatakowany, zrobił krok w przód, bliżej. Wzrokiem śledził oznaki choroby zwierzaka.
- Alecto, rusz się i zapisz. - zawołał do niej, nie odrywając oczu od stworzenia. -Potencjalne odwodnienie, wskazują na to wysuszone, pozbawione blasku pióra. Ślepia matowe. Ma coś na szyi... na Merlina, tutaj musi być przyczyna. - wytężył wzrok, ale nie widział nic z takiej odległości. Musiałby podejść bliżej, ale nauczyciel nie mówił nic o nawiązywaniu kontaktu fizycznego z hipogryfami. Mogłoby się to skończyć różnorako, a najpewniej krwawo.

Nie wiem czy mam rzucać kostką czy co robić, by dowiedzieć się więcej na temat tego, co ma tam na szyi...
Zobacz profil autora
Nash Padmore
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 00:40

Pakowanie się w kłopoty było nie tyle pierwszorzędnym hobby co obowiązkiem Ślizgona, przynajmniej od momentu kiedy siostra postanowiła pomóc mu transmutować Zgreda w smoka. A raczej latajacą zapalniczkę, która za nic miała nerwy Nasha i osób postronnych. Brunet zaliczał już rozmaite sytuacje, mniej i bardziej przyjemne, ale dzisiejsza była dla niego nowością. Mocno nieprzyjemną.
Nash był tak bardzo skupiony by w porę zabrać Zgreda, nim ten rozgości się na ramieniu Krukonki, że nawet nie przyszło mu do głowy, że mógł ją w ten sposób bardziej wystraszyć. Nadal trzymając niezadowolonego gada za jego szmaragdowy sweterek, patrzył jak Lucas podnosi nieszczęśniczkę z ziemi. Sam już częściowo świadomy, jak cała sytuacja musiała wyglądać, wolał nie zbliżać się do dziewczyny i nie dokładać jej kolejnej dawki stresu. Uwagę Krukona, który najwyraźniej zamierzał mu się później odpłacić pięścią, przyjął bez słowa, tak samo pewnie spojrzał mu w oczy. A później Shaw odszedł w stronę swojego kumpla. Ślizgon zdziwił się nieco, bo oto panna Temple została tylko w towarzystwie Taneshy... Zaraz jednak znalazł się panicz Horn, który najwyraźniej również miał zapał do bijatyki z Padmorem, ale po kolejnych groźbach również się oddalił. Nash starał się nie patrzeć bezpośrednio na Krukonkę, mimo to nie umknęło jego uwadze, że dziewczynie ewidentnie "pocą się" oczy w związku z czym poczuł kolejny, nieprzyjemny skurcz w żołądku. Dawno wypadek z udziałem Zgreda nie wyglądał aż tak beznadziejnie. I wtedy do akcji, niczym wisienka na torcie, postanowiła wkroczyć jego jakże urocza, taktowna i znana z ogłady kuzynka. Pacnięcie w czoło zdecydowanie przywróciło go do rzeczywistości, tak samo jak fakt, że Ślizgonka opieprza go dodatkowo za Zgreda, który teraz, po swoim prywatnym ataku histerii wisiał sobie trzymany za sweterek i mlaskał z niezadowoleniem.
- Uspokój się, kobieto - burknął, rozcierając sobie czoło. Zaraz się jednak zreflektował, ze względu na poszkodowaną Krukonkę i przybrał nieco przyjemniejszy wyraz twarzy. Przynajmniej sugerujący, że nie zamierza oddać Hanyashy po głowie. Kierując się sugestią dziewczyny, złapał pewniej gada i przycisnął do swojego boku. Jaszczur pozbawiony możliwości latania, wyglądał teraz jak bardzo niezadowolony, łysy kot, który chwilę wcześniej sam przeszedł samospalenie. I dlatego nie ma uszu.
- To zdecydowanie był wypadek. - potwierdził Nash, z trudem kierując wzrok na pannę Temple - Chciał się tylko przywitać. Ewentualnie pomylił cię z Taneshą. Zdarza mu się.
Nie potrafił stwierdzić, czy czuje się bardziej jak kretyn czy powoli puszczają mu nerwy z powodu tej całej nagonki na jego osobę. Zwłaszcza, że winowajca całej sytuacji siedział sobie teraz wygodnie pod jego pachą i udawał, że o niczym nie wie. Teraz już nawet nie mlaskał. Przyglądał się tylko to Tan to Nessy, jakby to zupełnie nie o nim rozmawiano a on był wyłącznie uprzejmym słuchaczem.
Na kolejne słowa Ślizgonki, Padmore'a już przytkało. Czy ona właśnie kazała mu być w parze z tą histeryzującą dziewczyną? Czy ona ma rozum i godność człowieka?! Przeklął w duchu, rzucając kuzynce mordercze spojrzenie w odpowiedzi na jej nieme groźby. I to ma być pomoc? Fundowanie zestresowanej dziewczynie towarzystwa jej "oprawcy"? Już miał powiedzieć głośno co o tym myśli, kiedy dotarły do niego słowa Nessy. Pierwsze po krzykach i nazwaniu Zgreda potworem. Poczuł jak zaciska szczękę, ale zaraz się opanował przywołując na twarz coś, co mogło uchodzić za uprzejmą obojętność... "Będzie mi bardzo miło."
Brunet odwrócił się na pięcie i praktycznie na autopilocie podszedł do profesora Wattsa, odbierając potrzebne materiały. W całym tym zamieszaniu zupełnie wypadło mu z głowy, że powinni oddać swoje różdżki. Tak samo umknął mu fakt, że nadal ma ze sobą gada, którego formalnie tu nie powinno być i że nie wszyscy uważają, że Nash nosi ze sobą truchło spalonego kota...
Wracając do tych dziwnych kobiet, przeczytał po drodze zawartość zwoju i dopiero dotarł do niego absurd całej sytuacji. On, okrutny Ślizgon, który doprowadził Nessy do płaczu i ataku histerii, jest z nią w parze na zajęciach, gdzie będą jeszcze gorsze stwory od Zgreda... bo aż dwóch obrońców, którzy zamierzali mu przyłożyć, porzuciło Krukonkę zamiast być z nią w parze, dla jej komfortu i bezpieczeństwa. Brunet poczuł jak ręce mu opadają, omal nie upuszczając przy tym przysypiającego już Zgreda.
- Jasna cholera i inne plagi... - pozwolił sobie podsumować ten tok myślowy. Nawet nie wiedział kiedy zapożyczył ten zwrot od Taneshy. Podszedł do dziewczyn i w tym momencie przypomniało mu się, że mieli oddać patyki mocy. Najwyraźniej profesor również o tym pamiętał, bo zjawił się przy ich trójce. A raczej czwórce, bo jaszczur również nie został pominięty. Na słowa nauczyciela Nash poczuł jak resztki koloru opuszczają jego twarz. Przełknął głośno ślinę, coś tam wymamrotał, a miało to chyba uchodzić za przeprosiny, po czym ze zbolałym sercem wsadził Zgreda do klatki. Jak tylko drzwiczki się zamknęły, gada jakby coś opętało. Wydarł się niemiłosiernie, tłukąc skrzydłami o pręty. W każdym razie, raczej nie poprawiał swojej sytuacji. Gdyby panna Temple znała teraz jego myśli, zamiast w kierunku padoku hipogryfów, mogliby się razem skierować w stronę urwiska. On też miał ochotę tak jakby umrzeć. Najlepiej w tej chwili...
***
Tymczasem rozbrojony zarówno z różdżki jak i rozzłoszczonego Zgreda, Ślizgon ruszył za innymi, jedynie zerkając kątem oka czy Krukonka jest obok. Milczał dłuższą chwilę, pozwalając by zapoznała się z zawartością pergaminu i zastanawiał się, co też powinien jej powiedzieć. Po tym jak Nessy zareagowała na gada, raczej nie obstawiał, że to pojedynczy przypadek, a na co dzień Krukonka prowadzi Fanklub Harpii i Gumochłonów. Zasępił się nieco, czego raczej dziewczyna i tak nie miała szansy zauważyć, bo smoliste włosy chłopaka latały na wietrze we wszystkie strony. W tym na twarz, więc w końcu sięgnął do kieszeni po kawałek rzemyka i związał je w niedbały kucyk.
- Posłuchaj... Nessy. Hipogryf jest jak... daleka, bogata i do tego stara ciotka. Taka bezdzietna, która ma kilka domów, w tym jakiś nad morzem a inny w San Francisco. Taka, dla której wszyscy są uprzejmi, bo liczą, że się załapią przynajmniej na komplet zabytkowej porcelany, jak krewna wreszcie wykituje i zostawi spadek. Dlatego bezwzględnie każdy powinien jej wchodzić w tyłek. Żadnych wyjątków. Jedna mała uwaga siostry i nici z San Francisco. Mówiąc krótko, uprzejmość to gwarant bezpieczeństwa. I ewentualnych profitów. Właśnie takie są hipogryfy. - na litość boską, nie boską i humory Morgiany... co ty chrzanisz, Padmore?
- W każdym razie, podejdź za mną, ukłoń się i trzymaj na odległość. Najlepiej nie krzycz, ale jak już musisz, to nie myśl głośno. Stare ciotki mają dobry słuch i nadal uważają, że są atrakcyjne. Wiesz, o co mi chodzi...
Nie obrażaj hipogryfa, bo będę zmuszony zginąć śmiercią tragiczną, a nie specjalnie mi się uśmiecha.
Ślizgon na widok tych pięknych zwierząt natychmiast się ożywił. Profesor Watts był znany z dość szalonych pomysłów na lekcje i często pozwalał im się zmagać z dość niebezpiecznymi stworzeniami... hipogryfów jednak dawno nie mieli okazji podziwiać, także mimo tykającej bomby w postaci Nessy, brunet i tak się ucieszył. Przyspieszył kroku by mieć szansę jeszcze wybrać z większej grupy, a szukał wzrokiem osobnika osłabionego, ale nie szczególnie rozdrażnionego, ze względu na Krukonkę. Wypatrzył wreszcie okaz nadający się dla ich dwójki, samca z bardzo charakterystycznymi plamkami na upierzeniu. Ubrał otrzymane od nauczyciela rękawice i podszedł powoli, czekając aż zwierzę nawiąże kontakt wzrokowy po czym ukłonił się dość nisko. Czekał cierpliwie, jednocześnie starając się wyczuć, gdzie też była Temple za jego plecami. Hipogryf wreszcie się odkłonił a Ślizgon równie ostrożnie co wcześniej, podszedł bliżej. Wyciągnął rękę i dotknął dzioba, który po wstępnych oględzinach wydawał się w porządku. Natomiast zarejestrował nieco mętne spojrzenie zwierzęcia. Przesunął dłonią po łbie hipogryfa, a przesadny szelest piór był kolejnym objawem choroby.
- Co z tobą nie tak, przyjacielu? - Ślizgon nigdy nie mógł się powstrzymać, by nie "rozmawiać" ze stworzeniami. Zwłaszcza takimi, które mogą cię zjeść albo przynajmniej podpalić. Kątem oka zerkał na Nessy, czy aby na pewno jest bezpieczna i żaden z hipogryfów nie ma ochoty się z nią zaznajomić... Brunet kontynuował oględziny dalej, w kierunku szyi, kiedy poczuł dość nieprzyjemną woń. Ostrożnie przesuwając dłońmi, odnalazł miejsce w którym najwyraźniej rozwijało się zakażenie. Nie chcąc drażnić zwierzęcia, jedynie delikatnie odsunął pióra by móc się przyjrzeć bliżej. Rana się jątrzyła i była dość rozległa. Dodając do tego pozostałe objawy, Ślizgon mógł mieć już pewne przypuszczenia co do powodu osłabienia hipogryfów. Fakt, że zachorowały wszystkie, też był pewną wskazówką. Pogłaskał jeszcze osłabione stworzenie i z niejakim żalem wycofał się spokojnie do panny Temple.
- Ogólne osłabienie, ropiejąca rana na szyi. Mętny wzrok i zmizerniałe pióra mogą wskazywać na gorączkę i odwodnienie. Generalnie wygląda mi to na infekcję organizmu. Biorąc pod uwagę, że zachorowały wszystkie, a miejsce zaognienia występuje na pierzu... obstawiam, że mogły ją spowodować pasożyty - streścił dziewczynie zaobserwowane objawy i wstępne wnioski.
- Jak sobie radzisz z zielarstwem i eliksirami? - zagadnął po chwili, siląc się na lekki uśmiech, kiedy zdejmował rękawice.

wybaczcie srajtaśmę, nadrabiam interakcję z tyloma postaciami za dwie kolejki...
Zobacz profil autora
Marcus Glom
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 13:14

Odczuł pewien rodzaj złośliwej satysfakcji, widząc jak to jaszczuropodobne stworzenie Nasha dogryza panience Temple - zdecydowanie było to coś, co przywołało mu na chwile trochę dobrego humoru. Na chwilę - potem to zignorował, to w końcu tylko upierdliwa była, którą powinno się wymazać z historii Hogwartu, albo wrzucić do kociołka. Byłe takie są, nie ma co się nad tym rozwodzić, chociaż musiał przyznać że mimo że planeta Ziemia jest domem dla każdego rodzaju istot, to ilekroć spotykał Nessy to myślał o eksmisji.
Następnym co zanotował jest fakt, że był tutaj Black - ten bardziej interesujący go Black oczywiście. Wcześniej go nawet nie zauważył, chociaż to prawdopodobnie dlatego że ogólnie nie bardzo zwracał uwagę na wszystkich w okół. W sumie to ma sens, że na lekcji na której mieli być wszyscy był Regulus, gratuluję Glom, mistrzu przenikliwości. W każdym razie, uścisnął mu dłoń, jednakże potem przywołał na twarz wyraz oburzenia.
- Proponujesz mi czterdziestoprocentowy alkohol po lekcji? - spytał wyraźnie urażony - Kim jest ten Puchoński abstynent i co zrobił z moim przyjacielem o wężowym sercu? Spirytus już nie w modzie? - dodał, udając wielkie oburzenie, jednakże Black na pewno wiedział że taka wypowiedź w jego ustach to mniejwięcej to samo co "jasne, czemu nie".
Wysłuchał uważnie instrukcji i nim postanowił jakkolwiek inaczej na nie zareagować ziewnął przeciągle. Przynajmniej lubił hipogryfy, a hipogryfy lubiły jego. Z prostego względu - mieli podobny charakter. Zarówno on jak i one, preferowałi gdy inni pochylali przed nimi głowy.
- Przyjrzę się mu - mruknął tylko do Rega. W końca obserwacja była czymś, z czym radził sobie raczej nieźle więc uznał że ta część zadania należy do niego. Podszedł do jednego z hipogryfów i zamaszystym ruchem odgiął rękę na całą długość, po czym przyłożył ją do klatki piersiowej i pochylił głowę, czekając potem uprzejmie aż hipogryf zrobi to samo. Spróbowałby tylko nie - gdyby to stworzenie okazało się takim niekulturalnym chamem, to wręcz musiałby zadbać aby straciło głowę, w końcu nie każdemu kłania się Marcus Glom. Na szczęście hipogryfy były raczej honorne, więc nie powinno być problemu. Kiedy doczekał się już tego momentu, podszedł do niego i przyjrzał się mu beznamiętnym, analizującym spojrzeniem. Ogólnie hipogryf wyglądał jak siedem nieszczęść. Wyschnięte pióra, ropiejąca rana...szczerze mówiąc kojarzyło mu się to z jakąś reakcją na ukąszenie, czegoś zdecydowanie nieprzyjemnego.
- Coś go upierdoliło. I to tak porządnie. - mruknął do Rega.
Zobacz profil autora
Viní Marlow
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 15:15

Z początku zrobiło mu się głupio, że tak przestraszył zamyślonego kumpla, ale skrucha ta nie trwała zbyt długo - parsknął, próbując powstrzymać śmiech, który uparcie chciał się zeń wyrwać i rozbrzmieć na całych błoniach. Małe nieporozumienie do jakiego przez przypadek doszło wcale nie pomagało mu w zachowaniu powagi. Zaskoczona mina Ruperta w połączeniu z wizją randki ze smokiem przyprawiał go o ból mięśni brzucha, wstrząsanego kolejnymi atakami śmiechu, który był coraz głośniejszy, mimo że zasłaniał sobie usta dłonią.
- Randka ze Zgredem - atak śmiechu - a niech mnie - napad kaszlu spowodowanym kłakiem włosów, który wskutek mocnego wiatru wpadł mu do otwartej buzi.
W końcu z trudem opanował tę niekontrolowaną wesołość, ocierając załzawione oczy dłonią - obawiał się, że ściągnięcie na siebie uwagi przełożonych nie jest najlepszym pomysłem, gdyby nie to, pewnie tarzałby się w mokrej trawie.
- Może to jest rozwiązanie Twojego problemu... - na jego ustach błąkał się uśmiech, ale ton głosu sugerował, że Marlow najwyraźniej na serio rozważa plusy i minusy bliższego zapoznania Ruperta ze Zgredem. Mógłby mu pomóc łapać ropuchy, a w porze śniadania poprawiać niedopieczone tosty - w tym akurat miał wprawę. Dobrze, że jego prywatny Tost nie zauważył obecności jaszczura, na jego widok miał bowiem paskudny, acz zrozumiały zwyczaj uciekania gdzie pieprz rośnie.
Na jego prychnięcie wzruszył tylko ramionami, wcale nie zamierzał się poddawać. Jeśli nie Anderson, to może jakaś inna...? Sytuacja z Resą była dość beznadziejna, jedynym pozytywem było to, że Gryfonka za kilka miesięcy miała ukończyć Hogwart i może wtedy Rupert odzyska rozum. No i obierze sobie za obiekt westchnień kogoś bardziej, hm, wolnego.
Nagłe poruszenie wśród uczniów przykuło jego uwagę. Wszyscy szeptali coś między sobą, a co najmniej połowa wyglądała na zdrowo wystraszonych, oni jednak stali za daleko od innych osób by mógł coś usłyszeć i jakoś połączyć wątki - wszystko razem tworzyło dla niego niezrozumiały szum. Uświadomił sobie, że wciąż nie wie co się tutaj dzieje i z tego powodu na wszelki wypadek postanowił trzymać się Ruperta, mając świadomość, że mimo wszelkich niefortunnych zdarzeń, jakie zwykle ich spotykały kiedy próbowali robić coś wspólnie, przynajmniej spędzi czas,  ba, może nawet ostatnie minuty swojego życia w towarzystwie najlepszego kumpla. Okazało się, że całkiem przypadkiem obrał dobrą taktykę, bowiem spośród całego tego bałaganu w końcu wyklarowały się pary uczniów, a profesor Watts rozdał pergaminy zawierające, jak się okazało, zadanie.
- Zginiemy marnie. - mruknął do Ruperta, z nietęgą miną obserwując jak kolejne różdżki lądują w skrzyni - która pozostanie dla nich zamknięta przez całą lekcję. Niechętnie i z ociąganiem włożył tam swój magiczny patyk, z którym nienawidził się rozstawać i przyjął pakunek. Rękawice, sztylet i krzesiwo? Kiedy myślał o swoich ofensywnych zdolnościach, sztylet jawił mu się jako co najwyżej narzędzie do dłubania pod paznokciem. Jego uwagę odwróciło zamieszanie, jakie powstało wokół Nasha i Zgreda. Biedny jaszczur wylądował w smoczym areszcie i najwyraźniej miał tam pozostać do końca lekcji. Vini, krzywiąc się nieznacznie, posłał Ślizgonowi współczujące spojrzenie i jakby skulił się w sobie, kiedy wrzask uwięzionego Zgreda dosięgnął jego uszu. Biedne stworzonko pozbawione wolności, której tak potrzebowało.
Westchnął ciężko, ale ekscytacja jaką odczuwał na myśl o leczeniu chorych hipogryfów szybko wzięła górę, przywracając mu pogodę ducha. Ruszyli za nauczycielem w stronę padoku, na którym przebywały te majestatyczne zwierzęta.
- Zielarstwo zostaw mi, ale w eliksirach chyba nie pomogę Ci za bardzo. - zasępił się, temat eliksirów i jego kompletnego braku talentu w tej dziedzinie był dla niego nader drażliwy. Co to za uzdrowiciel, który nie potrafi przyrządzić lekarstw? - Pójdę przodem, niektóre hipogryfy denerwują się na widok intensywnych kolorów. - miał tu na myśli rude włosy chłopaka, choć nie powiedział tego wprost, nie chcąc być niegrzecznym. Nie miał wątpliwości, że obaj równie dobrze znają procedurę podchodzenia do hipogryfów, ale wiedział też, że często prześladuje ich życiowy pech.
Swoje loczki zebrał wysoko, związując je w niedbały koczek i w końcu był gotowy żeby podejść do zwierzęcia. Dopiero teraz przyjrzał się zgromadzonym na placu zwierzętom - piękne, majestatyczne - ich widok chwytał go za serce, ale stan, w jakim się obecnie znajdowały sprawiał, że nie potrafił się cieszyć. Były tak przygaszone jakby uleciało z nich całe życia. Powoli podszedł do jednego z nich i skłonił się nisko, oczekując na aprobatę ze strony hipogryfa. Zdawało mu się, że minęła co najmniej godzina, ale zwierz w końcu skłonił nieznacznie ociężałą głowę, przyzwalając na podejście Puchonów.
- Mętne spojrzenie i otępienie wskazuje na osłabienie. Myślę, że to przez gorączkę tak zaniemogły. - stwierdził, zanim jeszcze dobrze podszedł. - I te pióra... coś z dietą albo efekt odwodnienia? - spojrzał na Ruperta z błyskiem w oku, szukając u niego potwierdzenia. Dokładne badanie zwierzęcia przynosiło mu nie lada frajdę, nawet pomimo złego stanu pacjenta. W końcu dotarł do szyi, gdzie czekał na niego nieprzyjemny widok. Syknął mimowolnie, widząc paprzące się miejsce. - To musi być źródło gorączki, całe to miejsce jest zaognione. I ta ropa... Biedaczysko. - delikatnie pogładził hipogryfa po łbie, kierując ostatnie słowo bardziej do niego, niźli do swojego partnera.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 17:05

Jej nadzieje spełniły się i Lucas zebrał z ziemi Ness, jednocześnie ciskając z oczu gromy w stronę Nasha. Faceci. Anderson, mimo całej sympatii dla Agnes, uważała, że ta trochę przesadziła ze swoją reakcją i właściwie bardziej współczuła Nashowi, na którego spadła teraz niechęć i złość otaczających go ludzi. Biedny Padmore trzymał smoczka, a wokół robiło się coraz większe zamieszanie.
Uśmiechnęła się i powróciła wzrokiem do swojego rozmówcy, słysząc jego powściągliwą aprobatę. Nie była pewna czy był zadowolony z jej towarzystwa, ale skoro się zgodził, nie było to już jej problemem. Może skrycie liczyła na trochę większy entuzjazm, ale z drugiej strony było to podejście co najmniej naiwne - znali się od niedawna, zamienili kilka słów i tyle. Nie stał się nagle jej przyjacielem, a i ona nie była jego sojuszniczką numer jeden, gotową obronić go przed złem tego świata.
No dobra, może trochę była, ale Puchon mógł nie być tego do końca świadomy.
Swoje różdżki odłożyli do przeznaczonej na to skrzynki, a Resa wzięła pakunek dla siebie i dla Ethrana. Po minach niektórych uczniów wnioskowała, że byli przerażeni wizją porzucenia swoich różdżek, ona nie miała jednak takiego problemu - wciąż zostawały jej sprawne ręce i nogi, a nawet, jak się okazało, sztylet, z którego mogła zrobić jakiś użytek. Jasne, że brak możliwości rzucania czarów bardzo ograniczał jej możliwości, ale wierzyła w swoje inne umiejętności, a przy tym fizyczną siłę i ogrom uporu.
Eth już ruszył, ale Anderson szybko go dogoniła, krocząc sprężystym krokiem osoby, która właśnie dowiedziała się, że będzie mogła dotknąć hipogryfa. Rzadko mieli tego typu atrakcje.
- Mogę iść pierwsza? Prooszę - właściwie nie czekała nawet na odpowiedź chłopaka, kiedy doszli na miejsce po prostu ruszyła w stronę chorego zwierzęcia, które upatrzyła sobie już z daleka. Zachowując wszelką ostrożność zbliżyła się do Hipogryfa i nisko skłoniła, czekając na jego gest. Kiedy już mogła podejść zupełnie blisko z radością to uczyniła, niezwłocznie dokonując oględzin zwierza. Pierwszym co rzuciło jej się w oczy była paskudnie wyglądająca rana - zaogniona i ropiejąca.
- Jest ranny, chyba wdało się zakażenie. Najwyraźniej ma gorączkę i stąd to osłabienie, widać to po oczach. - zagryzła wargę, szukając jeszcze jakichś niepokojących szczegółów i prawie przeoczyła dziwnie przyschnięte pióra. Zauważyła je w chwili, kiedy już miała wstać i skierować się do profesora.
- O, jest jeszcze coś. Te pióra wyglądają dziwnie, takie przyschnięte... jest odwodniony, jeśli w taki sposób może się to objawiać albo to przez tę infekcję.
Przykro było patrzeć na hipogryfy w tym stanie. Choroba sprawiła, że ledwo było widać jak majestatyczne i dumne są to zwierzęta.

_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Jon Morensen
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 19:04

Jeśli ktoś stał dość blisko, wyraźnie mógł usłyszeć głośne chrupnięcie i trzask kości. Krukon przeciągnął swoje nieco zesztywniałe od zimnego wiatru ciało i jeszcze raz poprawił postawiony kołnierz, nieco bardziej chroniąc w ten sposób swoją szyję. O ile nie szło  powiedzieć, aby był zadowolony z nagłości i braku możliwości wyboru partnerki do wykonania zadania, o tyle śmiało można stwierdzić, że odpowiedź na pytanie o eliksiry w postaci -  trzeba przyznać, dość czarującego i pewnego siebie - uśmiechu rudowłosej szóstoroczniaczki, jak najbardziej zadowoliła Jona. Eliksiry były jego platoniczną miłością. Kochanką wśród innych dziedzin, której nigdy  nie potrafił poświęcić odpowiedniej ilości czasu, a która to odwdzięczyła się pięknym za nadobne. To nie tak, że Morensen nie potrafił uwarzyć prostych eliksirów – te tworzył bez większych problemów. Trzeba też powiedzieć, że siedzenie nad księgą, kociołkiem i stosem ingrediencji sprawiało mu niebywałą przyjemność, kwestia taka, że robił to za rzadko, a to praktyka, jak wiadomo, czyni człowieka mistrzem. Dodajmy dwa lata wyjęte z eliksirowego życia spędzone w Durmstrangu na „intensywnym treningu machania różdżką” i mamy sytuację obecną, objawiającą się dwoma uczuciami: uwielbieniem do lekcji prowadzonych przez Smoczycę oraz niepewnością, czy owa pani profesor w ogóle chce go wiedzieć na swoich zajęciach.
- W takim razie cieszę się, Katarino – odpowiedział jej, samemu szczerząc zęby w dość serdeczny sposób. – Wybacz mi moje bucowate nastawienie. Ciężka noc. Inna rzecz, że serio nie lubię, gdy się decyduje za mnie – powiedział szczerze i bez ogródek, bo zawsze zwykł tak robić. Złagodził jednak ton ostatniego zdania puszczając do niej oko w sobie tylko właściwy, szelmowsko-bezczelny sposób. Potem rozejrzał się na boki, czując na sobie czyjś wzrok, którego właścicielką okazała się Tanesha machająca energicznie, nawet zbyt energicznie, w jego stronę. Chłopak tylko z niedowierzaniem, ale za to serdecznie się uśmiechnął i odsalutował Parasolkowej Pannie, w niemy sposób życząc jej powodzenia i jak zawsze w sytuacji, gdy nie pracowali razem – na swój sposób wyzywając ja na przyjacielski pojedynek w wykonywanym zadaniu. Kto wie, może któreś z nich wygra kolejkę Ognistej?

Co do całej akcji ze Zgredem, jego właścicielem i zszokowaną Krukonką, należy powiedzieć, że Jon najzwyczajniej w świecie nie przejął się pokrzykiwaniem dochodzącym już zza jego pleców, w którym to kierunku przez chwilę, z niemałym zaciekawieniem, patrzyła się panna Vento. Chłopak uznał taką wrzawę za coś normalnego przed zajęciami, szczególnie przed lekcją Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami. Zamiast zwracać uwagę na jakieś błahe (jego zdaniem, bo na pewno nie przez urzędnika z Ministerstwa czy innych, zamieszanych w milusińskie starcie z transmutowaną jaszczurką) sprzeczki, blondyn postanowił skupić się na swoim zadaniu. W celu doprowadzenia się do pełnego ładu zmierzwił swoją płową czuprynę, podrapał się po linii szczęki, po czym zdjął skórzane rękawiczki, aby swobodnie strzelić palcami. Nawyk ten pozostał mu z dawnego dzieciństwa, nauczył się go od mugolskich łobuziaków biegających z nim po ulicach wszystkich dzielnic Londynu.
Teraz należało sięgnąć po ekwipunek przydzielony do zadania przez pana profesora. Rękawiczki ze smoczej skóry zostały bez przeszkód nałożone na blade, długopalczaste dłonie chłopaka. Jedyne czego teraz mu brakowało, to jakiegoś wewnętrznego komentarza od jednej z jego osobowości, jednak to uczucie zniknęło w tej samej sekundzie, w której się pojawiło. Dawno nie miał aż tak jasno w głowie, jak dzisiaj.
- Ad rem, partnerko. Tylko bez gwałtownych ruchów – powiedział luźno do dziewczyny, zanim obrócił się i wyruszył w stronę wybranego przez siebie samca hipogryfa. W odległości około siedmiu metrów, to jest w momencie, gdy rdzawopióre stworzenie przekrzywiło leniwie głowę w kierunku intruza, Jon zatrzymał się w miejscu, kierując swe spojrzenie prosto w jedno ze złotych, aczkolwiek zmatowiałych z osłabienia, orlich ślepi.
„Witam Cię i pozdrawiam” – dokładnie to przekazywał młodzieniec swoją postawą i spojrzeniem w kierunku chimery gryfa i konia. Chłopak rozłożył ręce, jakby miał przywitać się z dawno nie widzianym przyjacielem, ukazując w ten sposób, że przychodzi w pokojowych zamiarach i nie ukrywa żadnego niepożądanego przedmiotu; automatycznie, jego ciało przeszło w płynny sposób do eleganckiego ukłonu, trzeba jednak zaznaczyć, że stalowo-srebrno-szare tęczówki człowieka i złote ślepię zwierzęcia przez cały czas utrzymywały kontakt, którego nie zakłóciło nawet jedno mrugnięcie okiem.
Nie, hipogryfie. Nie jestem słabszy. Obaj jesteśmy honorowi, jesteśmy równi – pomyślał, szukając u stworzenia znaku aprobaty.
Po chwili trwania tego układu, orla głowa odkłoniła się reprezentantowi domu Kruka, który jak na umówiony znak, powoli wrócił do pionowej postawy i niespiesznie zbliżył się do niezwykłego pacjenta. W ramach przywitania i podziękowania, Jon pogłaskał delikatnie obszar między spiczastymi uszami, na co hipogryf zareagował zmęczonym, ale wdzięcznym przymknięciem powiek. W tym momencie należało już tylko przejść do oględzin i ewentualnej diagnozy. Zwierzę, było rzeczywiście w kiepskim stanie. Chłopak w objawach pominął zmatowiałe oczy i ciężki oddech – Watts zapewnił, że życiu stworzeń nie grozi niebezpieczeństwo, poza tym, akurat te objawy występowały w prawie każdej ptasiej chorobie.  Uwagę za to przykuwał przerzedzone, upierzenie. Brakowało mu też odpowiedniego połysku, niektóre pióra zdawały się słabo lub wręcz źle wykształcone. Morensen przyklęknął, aby lepiej przyjrzeć się szyi.
Stan zapalny z napływającą ropą…? O ile uszkodzenia w piórach wskazują na pasożyty, najprawdopodobniej coś w rodzaju wszołów, o tyle ten ropień… – myślał ze zmarszczonym czołem. Sięgnął ręką i delikatnie, ledwo dotykając, zaczął badać strukturę wokół zaognionego miejsca. Nie spodobało się to gryfonowi, który zasyczał. Chłopak uspokoił stwora i cofnął rękę, przepraszając za niedogodności.
Infekcja bakteryjna. Nie mam pojęcia, czy to gronkowiec, czy paciorkowiec, oba wywołują takie objawy… Ale to chyba bez znaczenia, odpowiednie eliksiry i zioła działają na oba typy.
Chłopak uśmiechnął się do pacjenta, jakby chwaląc go za wytrwałość.
-Wyjdziesz z tego, mały. Dziękuję za współpracę. – powiedział, po czym oddalił się w kierunku Katariny, z którą to podzielił się dyskretnie swoimi spostrzeżeniami, ściągając jednocześnie rękawice ze smoczej skóry. Krukonka zdała się jednak mieć inne priorytety, bo zamiast rzucić jakimś konceptem odnośnie efektywnego w tej sprawie eliksiru, zapytała blondyna o rzecz zgoła inną, związaną raczej z astrologią. Jon wyraźnie się skrzywił.
- Sagittarius, ascendant in Scorpione – rzucił niedbale. Nigdy nie uważał, żeby znak zodiaku dobrze go opisywał. – Nie, Katarino. Nie wierzę w horoskopy. Astrologia centaurów jakoś bardziej do mnie przemawia. A teraz chodź, musimy się ustawić obok profesora. Chyba nie chcesz być ostatnia w cieplarni, co? Mam też nadzieję, że przyjdzie Ci do głowy jakiś skuteczny eliksir, bo ja niestety pojęcia nie mam, co może zadziałać - mówił, cały czas zachowując dyskrecję rozmowy. Koniec końców ustawił się niedaleko profesora Wattsa.
Zobacz profil autora
Nicolas Sharewood
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 20:54

Nicolas nie potrafił wyzbyć się potrzeby obserwowania panienki Everett, kiedy ta dołączyła do grona, składającego się z braci Black oraz bliżej mu nie znanej Ślizgonki, wcześniej obdarzając ho jedynie przelotnym spojrzeniem. Ignorowała go, właściwie próbowała to robić od czasu ich ostatniego, bezpośredniego spotkania w szpitalu. Każda ta próba zazwyczaj kończyła się fiaskiem, doskonale wiedział, że wciąż wzrokiem wracała do jego osoby, a wtedy zawzięcie wychodził naprzeciw jej niepewnemu spojrzeniu. Był pewien, że myśli o nim częściej niż by tego chciała, znał to uczucie z autopsji, jemu również zdarzało się myśleć o Gryfonce, kiedy najbardziej chciał tego uniknąć. Ich dramatyczne spotkania wdarły się do jego umysłu, jednocześnie wydzierając w sercu otwartą szczelinę, doprowadzając do tego, że obudziły się w nim uczucia o których istnieniu nie miał właściwie pojęcia. Nie potrafił tego racjonalnie wyjaśnić, próbował zabić w zarodku te emocje, które targały nim za każdym razem, gdy ją widział, lecz nie dało się tego już zatrzymać. Toczył w sobie wewnętrzną walkę między tym co czuł, a co czuć powinien.
Z zamyślenia wyrwał go krzyk Finna, na którego mimochodem przeniósł swoje stalowo-niebieskie źrenice, zaś delikatny uśmiech wstąpił na jego usta, tak że ich kąciki uniosły się nieznacznie ku górze. Puchon był osobą, z którą Nicolasa nie łączyła zbyt duża zażyłość, jednak oboje byli powiernikami tajemnicy, która zapewne gdyby ujrzała światło dzienne, zaburzyłaby postrzeganie Gryfona wśród innych uczniów. Można powiedzieć, że brunet darzył Garda swego rodzaju sympatiom bardziej niż pozostałych wychowanków domu Huffelpuff, co nie znaczyło, że się przyjaźnili. On nie miał przyjaciół i tak miało pozostać..
W oczach blondyna dostrzegł ten błysk, który świadczył, iż to właśnie jego wybrał sobie do duetu, na potwierdzenie posyłając mu szeroki uśmiech. W ciągu sekundy przez głowę Sharewooda przebiegło milion myśli, a jedna uparcie tłukła się w jego umyśle. Podejście Finna do zwierząt był tak dramatyczne, jak jego do wróżbiarstwa, więc gdy Syriusz zaproponował chłopakowi współpracę, brunet poczuł ulgę, dziękując samemu Merlinowi za czuwanie nad nim. Musiał się wykazać podczas dzisiejszych zajęć, a blondyn byłby dla niego jedynie niczym kula u nogi, ciągnąca go na dno, nie mógł na to pozwolić. Nie minęła kolejna minuta, kiedy uwagę Gryfona przykuł dziewczęcy pisk, spojrzał w stronę z której dobiegał ten rozdzierający powietrzę dźwięk. To co ujrzał wpierw odebrało mu mowę, nie kto inny jak urocza Nessy Temple walczyła z najeźdźcą w postaci smokopodobnego tworu, który postanowił uraczyć ją swoją obecnością, by następnie zdziwienie i szok, zamienił się w cichy śmiech opuszczający jego usta. Mimo swego tragizmu cała ta sytuacja była dosyć zabawna, zwłaszcza że na ratunek Krukonce ruszyło na raz kilka osób. Wśród nich był również Shaw, który chwilę potem pojawił się u jego boku oznajmiając, iż będą tworzy parę, co Sharewood przyjął z wielką ulgą. Oboje mieli większe szanse niż pięćdziesiąt procent pozostałych uczniów. Ponownie spojrzał w stronę Nessy, której spojrzenie napotkał sekundę później, uśmiechnął się do niej pocieszająco, kiedy krew odpłynęła z jej twarzy, przez co była jeszcze bledsza niż na co dzień.
Profesor po raz kolejny zabrał głos, uważnie wysłuchał jego słów, dając jednocześnie Lucasowi do zrozumienia, że ma iść odebrać fanty. Sam usiadł na jednym z powalonych konarów drzew, analizując słowa nauczyciela, kiedy poczuł jak coś, a raczej ktoś z impetem ląduje na jego kolanach. Spojrzał w dół, wtem jego oczy napotkały kształtne futerko w postaci fretki – Rubina, doskonale go znał i uwielbiał równie mocno jak swojego Puszka. Widok zwierzaka wywołał u niego szeroki uśmiech, podrapał stworzonko za uszkiem, które w zamian wtulając się w niego jeszcze bardziej, jednocześnie ignorując nawoływanie właścicielki, która pojawiła się przed nim równie niespodziewanie. Pochłonięta pogonią za fretką nie do końca panowała nad swoją koordynacją ruchową, czego efektem końcowym był upadek. Nicolas zerwał się na nogi, by pomóc Gryfonce, której piękne niebieskie oczy zalśniły od łez spowodowanych bólem. –Wszystko w porządku? – zapytał przejętym głosem, nieco bardziej niż chciał – Jeszcze żadna dziewczyna nie padała przede mną na kolana Everett – zaśmiał się, użyczając jej swojego ramienia, by ta mogła wstać. Kiedy oparła się o niego, powolnym krokiem skierował ją ku pniu, zmuszając Tanje, aby na nim usiadła.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 18 Cze 2018, 22:15

Hipogryf?! Hipogryf… CZEMU TO, KURWA, MUSI BYĆ HIPOGRYF! Ze wsztystkich strasznych, okropnych, pierdolonych magicznych stworzeń, akurat to, którego ego przewyższała i to jednego z jej byłych! Było blisko, dziewczę zakołysało się lekko na swoich zgrabnych nóżkach, które ponownie postanowił na krótką chwilę stracić jakiekolwiek chęci do życia. Tym razem razem planowała upaść bardziej dramatycznie, może coś z zarzucaniem włosami i wygiętą artystycznie szyją, tak żeby zaprezentować idealne kości obojczyków? Tak ładnie zarysowane obojczyki to podstawa, kiedy ma się ochotę umrzeć i zakończyć nierówną walkę ze światem zwierząt, które z nieznanych jej powodów miały wyraźną przewagę liczebną. Losie bądź łaskawy i zabierz ją, byle delikatnie, nie chce mieć brzydkich śladów na jasnej, porcelanowej szyi.
Już miała się obrócić, szybkim krokiem uciec w stronę zamku i wmówić wszystkim, że przecież wcale jej tam nie było, gdyby nagle dzieje się coś nieoczekiwanego. Pełen przerażenia i nadziei na szybki koniec zabawy, wzrok Nessy pada na Nicolasa Sharewooda, który jakimś niespodziewanym zbiegiem okoliczności, również spoglądał w jej stronę. Cholerny Gryfon, nie patrz się tu! Czy naprawdę na tych cholernych błoniach nie działo się nic ciekawszego, szybko przypomina swój krzyk, który był całkiem, całkiem, pierwsza klasa, wszystko wyszło gładko z przepony, nawet ten króliczy świr byłby dumny z jej wysokiego c. Wróćmy jednak do puenty, wystarczył jeden pieprzony uśmiech, cholernego Nicolasa, by nogi na chwilę znowu zmieniły się w gumę. Mimowolnie podnosząc dłoń do twarzy, chcąc poprawić rozczochrane włosy, posyła mu smutny uśmiech, po czym rusza za swoim towarzyszem.
Zanim z gryfońskiego spojrzenia uda jej się wrócić na ziemię i skupić na słowach Krukona on już jest w połowie pierwszej dawki informacji, coś o jakiś ciotkach, spadkach? Nessy nie do końca rrozumie co chłopak mówi, ale dla ogólnego dobra postanawia nie zbliżać się do potwora, kiedy Nash będzie się mu przyglądać.
Kiedy docierają do zagrody, najdalej jak tylko może by słyszeć słowa Ślizgona Nessy zamiera w ukłonie tak wspaniałym, że jej wygięte ciało tworzy idealny kąt prosty. Wpatrzona w swoje stopy, stara się zakamuflować i nie wyróżniać z otoczenia, zniknąć przed wzrokiem wszystkich.
Kiedy nagle słyszy nad sobą głos chłopaka przekazujący jej diagnozę, z ulgą stwierdza, że jej partner przeżył i zdawał się nie potrzebować jej pomocy. Wzdycha z ulgą, a kiedy pada pytanie o jej umiejętności z wymuszoną skromnością odpowiada.
- Jestem całkiem niezła w eliksirach, ale w zielarstwie raczej przeciętna. - Mówi nadal zgięta w pasie, wpatrując się teraz w buty chłopaka. - Mogę się już podnieść? Brzuch mnie zaczyna boleć, chyba nie mam mięśni.
Zobacz profil autora
Finn Gard
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto 19 Cze 2018, 05:54

Zamieszanie wytrąciło go z zamyślenia. Finn rozglądał się po okolicy chłonąc jak gąbka niepokojące wydarzenia. Z zaniepokojeniem namierzył źródło chaosu. Nessy z Ravenclawu miała dzisiaj kiepski dzień. Zapewne w innych okolicznościach podszedłby do niej i zapytał o samopoczucie. Być może wspomógłby w odciąganiu Zgreda od jej twarzy, jednak sytuacja toczyła się w szybkim tempie wykluczającym Puchona z włączenia się do interwencji. Z ulgą zaobserwował zainteresowanie nauczyciela, zapominając całkowicie o obecności wizytatora z Ministerswa. Widząc kilka jednostek rzucających się na pomoc Agnes, zaniechał narzucania swojego towarzystwa. Zakończył już robienie do nich maślanych oczu. Kiedyś mu się podobała, ale dzisiaj ma inną dziewczynę - gitarę.
Słuchał komentarzy Syriusza jednym uchem i postanowił jednak mu na nie odpowiedzieć, aby nie poczuł się urażony.
- Nie wygląda na dzieciaka Smoczycy. Bardziej jak nieudany eksperyment szalonego naukowca. - wyraził swoją opinię na temat Zgreda. - Wiesz, że i ja poznałem go bliżej? Spalił jeden rulon moich nut. - uniósł rękę do twarzy, aby podrapać się po brodzie. Przypominał sobie pierwsze spotkanie z jaszczurką. Według opinii Puchona, stwór posiadał ciekawą aparycję. Finn nie przepadał za zwierzętami, jednak bohatera dzisiejszych zajęć (i wbrew pozorom nie były to hipogryfy) jako tako potrafił docenić, co Nash ze Slytherinu miał okazję zauważyć. Nie pytajcie czemu. Pewnych aspektów nie da się zrozumieć. Sam Finn nie do końca pojmował tego sens.
Uniósł dłoń w geście powitania Vinci'emu, który dobrał się w parę z Rupertem. Co do swojej pary Finan nie miał zastrzeżeń. Black nie był głupkiem, więc połączone siły powinny przynieść efekt. Z drugiej strony Puchon zastanawiał się, co on właściwie tutaj robi. Nie lubił ONMS, a profesor Watts nie raz i nie dwa śnił mu się po nocach. Uświadomiwszy sobie, co może ich dzisiaj czekać, Finn leko pobladł. Oddał Syriuszowi swoją różdżkę, aby ten schował ją w skrzynce profesora. Nie był to powód, dla którego miał darzyć go dodatkową sympatią. Z duszą na ramieniu obserwował minę Syriusza. Słyszał jego głos i zadwolenie, gdy zdradził treść zadania. Finn nie wyglądał najlepiej. Chwycił dłonią swoją głowę, wydając z siebie bolesny jęk na widok stada hipogryfów. Chłopak przypominał osobę zagubioną, niezbyt rozumiejącą skąd się tutaj wzięła. Posiadanie zwierząt nie było dobrym pomysłem, w mniemaniu Finna. Spójrzmy na takiego Zgreda, łaknącego uwagi pięknych Krukonek. Bądź na Tanję, która poświęciła się w gonitwie za fretką. Brakowało Filcha płaczącego nad panią Norris i Irytka porywającego żaby. Posiadanie podopiecznych nie wiązało się z żadnymi przyziemnymi przyjemnościami. Podchodził do tego sceptycznie, wolny od jakiejkolwiek odpowiedzialności za gatunek w niższej kategorii łańcucha pokarmowego.
Hipogryfy to była inna bajka. Te potrafiły wyrządzić krzywdę, zatem prośba profesora, aby zachować jak najmniejszy rozlew krwi mogła dotyczyć się głównie Finna - osoby najgorzej zaprzyjaźnionej z kopytnymi. Dlaczego, na Merlina, nie mógł im dać czegoś mniej niebezpiecznego do oględzin?!
- Łapa... - zaczął niepewnie ze wzrokiem wbitym w jego oblicze. Czuł jak nogi wrastają mu w ziemię. - Pozwól, że zajmę się ziołami i połowicznie eliksirami. - przełknął ślinę i zniżył głos do szeptu, nachylając się do towarzysza niedoli. Jemu do radości nie szło. Preferował obecność Smoczycy niźli hipogryfów. Naprawdę.
- Nie podejdę do tych przerośniętych paskud.  Idź, obejrzyj je, lepiej mi wyjdzie trzymanie się od nich z daleka. Wiesz, biorę sobie do serca brak ofiar. Poczekam tu. - uśmiechnął się do niego wymuszenie i poklepał go po ramieniu. Puchon skrzyżował ręce na plecach ukrywając fakt jak mocno zaciska je w pięści. Nie posiadał własnego pupila. Posiadał za to problemy w nawiązywaniu interakcji z wszelakimi sowami, kotami - nawet puffkami pigmejskimi. Dzięki braku sowy Finn nauczył się wysyłać listy za pomogą magii, bez użycia przenośników. Gdy w przyszłości opanuje zaklęcie patronusa, przestanie mu doskwierać brak lotnej pomocy pocztowej. Wobec oględzin hipogryfa planował przyjąć rolę drugoplanową. Pałeczkę przejmie przy tworzeniu eliksirów z ziół. To mniej niebezpieczne przedsięwzięcie. Zioła nie zechcą oderwać mu kawałka mięsa z żeber, jeśli je obrazi.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Błonia   

 

Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 16 z 18Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 15, 16, 17, 18  Next

 Similar topics

-
» Gabinet prof. McGonagall

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-