IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Next
AutorWiadomość
Cyphrus Blackwood
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 25 Paź 2015, 19:45

Po dłużącym się dniu wytwarzania mętnych specyfików na lekcjach eliksirów i wkuwania dennych regułek w cieplarni, czego wręcz nie znosił z całego planu, z uśmiechem na twarzy opuścił ostatnią salę lekcyjną i wciągnął do płuc zimne świeże powietrze. Wieczorna pora i rozgwieżdżone niebo całkowicie zrekompensowały minione katorgi w szkole. Jak mógł wytrzymywać tyle godzin kilka miesięcy temu, kiedy na dworze jeszcze prażyło słońce i uniemożliwiało racjonalne myślenie? Dobrze, że grube mury Hogwartu po części neutralizowały czynniki z zewnątrz, inaczej frekwencja bruneta diametralnie obniżyłaby się o połowę na rzecz małych wagarów z przyjaciółmi do Hogsmeade, między innymi by zaspokoić pragnienie chłodnym browarem.
Pognał pędem do pokoju wspólnego Hufflepuff’u. Na wejściu rzucił swoją torbę w kąt i przebrał czarno-żółte szaty w iście militarny ubiór, jakim odznaczał się co dzień po zajęciach. Widząc rozweselone towarzystwo z czystej ciekawości zaczął dopytywać się, co się stało. Wybierali się na imprezę. No tak, przecież był piątek. Z braku laku postanowił iść z nimi, do czasu, aż nie dowiedział się, kto jest organizatorem. Była nim jego była dziewczyna. Pokręcona, dziwaczna, wysyłająca mu ogrom listów dziewczyna. Nie widziało mu się spotkanie z nią, ani padnięcie ofiarą napoju miłosnego, po którym najpewniej wylądowaliby razem w łóżku. Co to to nie. Westchnął tylko i zamknął drzwi za balowiczami, zostając samemu w dormitorium. Podszedł do najbliższego regału z magicznymi księgami i zaczął przesuwać palcem po tytułach na okładkach. Prawie wszystko przeczytał, prawie wszystko znał na pamięć. Poza tym, incydentalnie nie miał chrapki na czytadła. Nic innego nie pozostało mu, jak tylko dłuższa przechadzka po terenach zielonych. Ponownie nałożył grubszą odzież, zabrał najpotrzebniejsze tobołki i wyszedł, wypowiadając hasło zasuwające obraz naścienny.
Brodząc po kostki w śnieżnym puchu łaził bez celu między iglakami, a to zdrapując z nich szadź, a to dziurawiąc korę soplami aż do żywicy. Zakazany Las ominął szerokim łukiem – nie chciał łamać regulaminu, ani natknąć się po drodze na stwora nieopisanego w żadnym podręczniku, odpornego na każde zaklęcie. Wierzbę Bijącą również obszedł dookoła. Zapętlające się gałęzie na jego szyi przez ukłucia ostrą krą nie wchodziły w grę, chociaż może dzięki temu nieco by się opamiętał.
Zmęczony bezsensowną wędrówką w końcu spoczął na okolicznym głazie. Z niego roztaczał się piękny widok na rozległe polany, góry, a także i rodzimą wioskę. Patrząc niżej dostrzegł chatkę Hagrida, otoczoną zagrodami i ściętymi pniakami. Urzeczony owym krajobrazem wyciągnął z plecaka notes, wyrobiony kawałek węgla i począł szkicować. Jak dotąd rysował jedynie wykres gwiazd na astronomię, to było ciekawym urozmaiceniem. Po kilkudziesięciu pociągnięciach prowizorycznym ołówkiem na kartce zawidniało przyzwoite odzwierciedlenie rzeczywistości. Kto wie, a nuż widelec zostanie architektem?
Zobacz profil autora
Ahri Crossley
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 28 Paź 2015, 17:14

Czemu zdecydowała wyruszyć na błonia? Sama nie wiedziała. Może potrzebowała chwili spokoju, świeżego powietrza, odcięcia się od otaczających ją uczniów? Tylko lekcje, lekcje i jeszcze raz lekcje. Myśląc, że w Piątej Klasie nie będzie trudno, że wszystko zrozumie, bardzo się myliła. Zrozumiała to jeszcze na transmutacji, kiedy to otrzymała okropniejszego niż okropnego, trolla. To do niej niepodobne… Co się działo? Może martwiła się nadchodzącymi SUMami?
Kiedy wyszła na świeże powietrze, nieco zbyt zimne dla jej gołej i wrażliwej skóry, poczuła ogarniający ją spokój. I coś jeszcze. Znajoma czupryna, sylwetka. Cyphrus Blackwood z Hufflepuff’u. Były obiekt dziecięcych westchnień. Cóż, jak to mawiają, pierwsza miłość nie rdzewieje, wciąż więc patrzyła na niego maślanymi oczyma. Jednak miał siedemnaście lat i niedługo musiał opuścić budynki Hogwartu.
- Witaj – uśmiechnęła się, zmierzając w jego stronę. Słowa te wypowiedziała tak głośno jak potrafiła. Z jej ust ulatywała para, którą z pewnością wywoływał zimny klimat. Ostatnio pogoda nie była zbyt ładna. Jeśli lubisz śnieg… A różowy płaszcz? Na białym tle. Dobre żarty! Niestety, nic innego nie posiadała. – Co tutaj robisz, tak późno, w dodatku sam? – zmarszczyła brwi, odgarniając rude pukle.
Puchon wyglądał całkiem przyzwoicie. Miał niemal świecące w ciemności oczy. W porównaniu z ślepiami Ahri, były bardzo malutkie. Dziewczyna wyglądała jakby zażywała dawkę narkotyków każdego dnia, o wyznaczonych godzinach. Nic zresztą dziwnego – podkreślała je tak mocno. Na kominku zawsze sterczała sowa, gapiąca się na nią jak na więźnia słynnego Azkabanu. Matka kontrolowała ją w każdy możliwy sposób. Skoro nie mogła wejść do Hogwartu, postanowiła założyć swoją małą agencje. To uciążliwe.
Podciągając jaskrawe rękawice, schowała dłonie w kieszenie ciepłego płaszcza. Rozmowa zapowiadała się… dziwnie.

wybacz, dostałeś informacje o problemach. post krotki, ale postaram sie poprawic.
Zobacz profil autora
Cyphrus Blackwood
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 01 Lis 2015, 12:26

Wytężając wzrok w ciemnościach wziął się za dorabianie szczegółów rysunku. W końcu nie mógł poprzestać na zwykłym szkicu, przeciętnym pierworysie. Założył nogę na nogę, zaostrzył kawałek szungitu i płynnymi ruchami jednej z rąk muskał nim pożółkły arkusz papieru pozwalając, aby znalazło się na nim coraz więcej kresek, zygzaków i półokręgów. Nic nie mogło mu umknąć, chciał wyodrębnić nawet najmniejszą przerwę między cegłami domu gajowego, czy kryjącego się w krzakach zwierza. Tak bardzo rozochocił się ową czynnością, że całkowicie stracił poczucie czasu, a sterczał na dworze już dobrą godzinę, jak nie półtorej. W końcu przyszedł czas na ostatnie poprawki. Zdjął rękawicę, palcem roztarł pojedyncze krawędzie, żeby uzyskać efekt cienia, zdrapał z rogów powstały szron, zdmuchnął na ziemię ukruszone resztki węgla, złapał obraz w obie dłonie oraz przyjrzał mu się fachowym okiem. Mało brakowało mu do perfekcji. Dość nieczytelnie podpisał dzieło w prawym dolnym rogu swoim nazwiskiem i zatytułował drukowanym literami przytoczony teren. Kto by pomyślał, że on jako ścisłowiec będzie miał również zdolności humanistyczne. Celując końcówką różdżki w rycinę wypowiedział zaklęcie Reducio, co by zmniejszyć jej rozmiary i bezproblemowo włożyć do zeszytu bez obaw, że się pogniecie. Następnie schował resztę przyborów na styk do sakwojażu.
Siedział jeszcze chwilę na głazie, rozmyślając nad różnymi sprawami. Za dnia bardziej oczytany człowiek przez postawę mógłby porównać go do znamienitego posągu autorstwa Auguste’a Rodina. Rychło miał zabrać manatki, wstać i udać się z powrotem do pokoju wspólnego, ale przystanął jednak i przyjrzał się ciemnej głuszy. Z niewyjaśnionych powodów zrobiło się ciszej, nienaturalnie ciszej, przez co wzdłuż jego kręgosłupa przeszedł zimny dreszcz. Gdy tu przybył, czuł się nieco bezpieczniej, teraz ta impresja została zaburzona. Nawet największy śmiałek mógłby na jego miejscu odczuć lekką trwogę, zwłaszcza że obok znajdował się zakazany dla uczniów bór, z którego mogły wyjść wszelkie ustrojstwa. W ziemię permanentnie wbiły go odgłosy stawianych kroków. Wyciągnął drżącą dłonią z kieszeni spodni piętnastocalową winorośl i wymierzył między drzewa, szybko przypominając sobie formuły czarodziejskie do samoobrony. Kiedy stanęła przed nim panienka odziana w fikuśny płaszcz, schował różdżkę dziękując w duchu za to, że nie przyszło mu się mierzyć z trollem bądź co gorsza – wilkołakiem. Z początku nie rozpoznał persony, dopiero gdy się odezwała, przypomniał sobie o małej rudej dziewczynce, jaką kiedyś przypadkiem poznał na szkolnym korytarzu i uratował od ślizgońskich ścierw. Na brodę Merlina, to była ona? Ale też urosła! Nie dzierżyła na sobie przydużych męskich bluz, miedziane włosie pierwszy raz widział uczesane, a buzię przyozdobioną kosmetykami. Zdecydowanie wyładniała, wreszcie wyglądała jak kobieta.
- Mógłbym zadać ci to samo pytanie. – uśmiechnął się głupkowato, unosząc jedną z krzaczastych brwi. Była młodsza, drobniejsza i jej wiedza o czarach nie dorównywała jego po siedmiu latach nauki. Mimo wszystko to nie przeszkodziło jej, by samotnie przemierzać błonia o tej porze i dziwnym trafem spotkać akurat jego osobę.
- A gdyby na moim miejscu znalazła się mniej przychylna jednostka? – dodał, poważniejąc.
Zobacz profil autora
Huncwot
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią 08 Cze 2018, 21:59

Dwie męskie sylwetki wyraźnie odznaczały się na skraju szkolnych błoni, a ich szatami targał porywisty wiatr. Ten poranek na szczęście nie był deszczowy i nic nie wskazywało na to, by miało to ulec zmianom, jednak silne podmuchy zimnego wiatru nie pozwalały zapomnieć o tym, że jest dopiero początek marca. Kenneth Watts, nauczyciel Opieki Nad Magicznymi Stworzeniami z zaangażowaniem tłumaczył coś swojemu towarzyszowi, który był urzędnikiem przysłanym na wizytację z Ministerstwa Magii. Jego zadaniem było sprawdzić wiedzę i umiejętności uczniów, przyjrzeć się bliżej skuteczności systemu nauczania w Hogwarcie, a przy okazji nauczyć czegoś tych, którzy tej są tej wiedzy spragnieni. Od czasu do czasu zerkał na zegarek i w stronę zamku, najpewniej wypatrując zmierzających ku nim uczniów, zbliżała się bowiem godzina wyznaczona na rozpoczęcie tej niecodziennej lekcji. W końcu pojawili się pierwsi, ci najbardziej punktualni uczniowie.

/Na odpis uczniów czekamy do poniedziałku (11.06), do północy. Bez usprawiedliwienia można opuścić maksymalnie jedną kolejkę.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 10 Cze 2018, 00:38

Na myśl o lekcji z udziałem niecodziennego gościa cieszyła się już dzień wcześniej. Kładąc się do łóżka, zastanawiała się jakie niespodzianki i zadania ich czekają, opieka nad magicznymi stworzeniami należała bowiem do ścisłej czołówki jej ulubionych przedmiotów. Naprawdę przejęła się tą lekcją, nie było więc dziwne to, że pojawiła się na błoniach jako jedna z pierwszych. Może było to też wynikiem jej porannych treningów? Była rannym ptaszkiem, więc szybkie uwinięcie się ze śniadaniem i wybiegnięcie na lekcję nie sprawiało jej najmniejszego problemu.
- Dzień dobry - uśmiechnęła się szeroko, dyskretnie mierząc wzrokiem tajemniczego mężczyznę towarzyszącego profesorowi. To musiał być ten cały wizytator z Ministerstwa, nie miała co do tego wątpliwości. Goście w Hogwarcie zawsze wywoływali spore poruszenie wśród uczniów. Nie miała pojęcia czym konkretnie zajmuje się taka osoba, jaką posiada wiedzę, ani jaka będzie jej rola podczas lekcji, ale żywiła nadzieje, że nie będzie jedynie przyglądał się z boku i pokaże im coś ciekawego.
Stanęła z boku, wyglądając nadejścia znajomych jej osób. Zimny wiatr smagał ją po twarzy, wzdymał szkolną szatę w miejscach, w których nie obejmował jej materiał płaszcza, ale zdawała się tym nie przejmować, wdychając wiosenne powietrze uśmiechała się lekko.

_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Nessy Temple
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 10 Cze 2018, 10:56

Głośne śmiechy, przebijają się przez dujący po błoniach wiatr. Rozchodzą się na wszystkie strony i ściągają w kierunku, grupki Krukonów ciekawskie spojrzenia. Wśród tej wesołej gromadki, wybitnie nie pasującym elementem zdaje się być postać Nessy Templę, której jasna, twarz zmarszczona jest w grymasie pod tytułem „Merlinie dlaczego mi to robisz, przestań, już skończ, było śmiesznie, ale ile można?”. Opieka nad magicznymi stworzeniami, wizytacja, obowiązkowe zajęcia, wszystko to połączone w jedno, w głowie panny Temple, przybierało formę równie wspaniałą i zachęcającą jak wyrywanie zębów lub apokalipsa. Pokażcie jej tego, co to usiadł sobie do pracy i pomyślał, że wizytacja na onms to świetny pomysł, wręcz doskonały i należy się podwyżka, i awans każdemu, kto był wstanie na niego wpaść. Przekręca oczami, kiedy razem z grupą „znajomych” dociera na ogłoszone miejsce spotkania. Niechętnie rozgląda się dookoła, a kiedy jej spojrzenie pada w stronę Panny Anderson, przez chwilę rozważa rzucenie w nią jakąś mnie przyjemną klątwą, ciągle mając przed oczami tamten list.
- Zabiję cię, wiesz o tym? – Podchodzi do Anderson, z uśmiechem na ustach, by kiedy stoją już zrównane wypowiedzieć swoją kwestię z jednym ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.
Zobacz profil autora
Aeron Steward
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 10 Cze 2018, 17:29

Nie spieszył się. Bo i po co? Gdyby przyszedł jako pierwszy, z pewnością uwaga tego całego wizytatora z Ministerstwa Magii skupiłaby się na nim. A jako że organ ten niezbyt miał po drodze z samym Aeronem, z różnych to względów, chłopak wolał - przynajmniej póki co – utrzymywać odpowiednio bezpieczną odległość między nimi. Tak więc szedł spokojnym krokiem, walcząc od czasu do czasu z porywistymi podmuchami wyjątkowo chłodnego wiatru. Pogoda za nic miała jakieś wymyślone lekcje na świeżym powietrzu, toteż nie oszczędzała dzisiejszego poranka nikogo. Przynajmniej nie padało. Jeszcze. Cóż, zawsze może być gorzej, prawda?
Dotarłszy na miejsce, Steward bez słowa zajął miejsce gdzieś z boku. Opieka Nad Magicznymi Stworzeniami niespecjalnie znajdowała się w kręgu jego zainteresowań. Wiedział na ten temat niewiele więcej niźli to co było wymagane, a Aeron który czegoś nie wie to cholernie wredny Aeron. Chyba jedynym plusem tej dzisiejszej lekcji była możliwość dowiedzenia się czegoś nowego. Szkoda że nie przeprowadzają zajęć z Transmutacji. Albo z mordowania puchonów. Chłopak westchnął, rzucając przy okazji nieznaczne spojrzenie po innych zebranych w tym samym miejscu uczniach. Nikogo kto mógłby przyciągnąć jego uwagę na dłużej niż parę sekund. Jaka szkoda. Oby tylko nie było pracy w grupach. Steward wiedział z doświadczenia że współpraca z kimś obcym nigdy nie kończyła się dobrze. Niestety nie miał na to wpływu.
Przyjrzał się ich dzisiejszemu gościowi. O dziwo, wyglądał raczej normalnie. Ot kolejny szary człowiek, wyróżniający się równie mocno jak drzewo w lesie. Zapowiada się doprawdy porywająca przygoda.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 11 Cze 2018, 07:30

Panicz Horn doskonale pamiętał o wizytacji. Jakże mógłby zapomnieć skoro ta wieść trąbi w szkolnych murach od dobrych paru dni. Nie było to jednakże spełnienie marzeń, a zwiastowało rychłą godzinną nudę, na której nie będzie mógł się zdrzemnąć. Gdyby nie istota zwana urzędniakiem, Castiel nie miałaby oporów przed zaszyciem się w pobliżu i oddaniu słodkim drzemkom w ramionach Morfeusza.
Chłopak pojawił się na błoniach z lekko podkrążonymi oczami. Długie górne kończyny delikatnie odbijały się od ud, gdy kroczył w umówione miejsce. Rozprostował ramiona nad głową i przeciągnął się strzykając głośno stawami. Zarzucił na głowę kaptur, chroniąc kark rzed nieprzyjemnie zimnym wiatrem. Rzucił okiem na profesora ONMS, nie rozumiejąc skąd uśmiech na jego ustach. Urzędnik zaś prezentował się równie nieciekawie jak marzenia żula. Pogoda pasowała do niego perfekcyjnie - buro, nudno, nikt jej nienchcia chciał.
Ślizgon powiódł wzrokiem po zebranych i od razu wyłapał czuprynę Nessy. Obok niej zaś dziewczę. Gdzieś w tyle zamajaczyła mu sylwetka osamotnionego Krukona, lecz cóż, nie leżał on w zainteresowaniach Castiela. Podszedł do dziewcząt przywołując na usta uśmiech przywodzący na myśl najedzonego kota.
-  Witam drogie panny. Agnes, przedstaw mnie swojej czarującej i ślicznej koleżance.  - przemówił, wpatrując się łakomie w Resę. Na Ness ledwie co zerknął. Mistrz taktu jak się znalazł. Nim krukonka zdążyła otworzyć usta, odezwał się, nie dając jej dojść do słowa.
- Poznajmy się. Castiel mnie nazwano i naprawdę ubolewam  - tu położył dłoń na swym sercu, by nadać słowom odpowiedniego wydźwięku  - że jeszcze się nie poznaliśmy. To ogromne zaniedbanie, może zechcesz to ze mną nadrobić? - posłał jej uroczy uśmiech, wyciągając doń prawą dłoń, by ją powitać. Castiel lubił mieć śliczne koleżanki.
Zobacz profil autora
Nicolas Sharewood
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 11 Cze 2018, 17:28

Opieka nad Magicznymi Stworzeniami była jednymi z nielicznych zajęć na które Nicolas uczęszczał z przyjemnością, jednocześnie starając się posiąść jak największą wiedzę na temat każdego ze zwierząt. Świat fauny magicznej interesował go bardziej niż ważenie  eliksirów czy wróżenie z fusów. Być może związane to było z faktem, iż od towarzystwa rówieśników wolał to stworzeń, nawet tych najdrapieżniejszych oraz nieprzewidywalnych.
Tego dnia jednak przemierzał drogę z zamku na błonia z dużo mniejszym entuzjazmem. Obecność podczas dzisiejszych zajęć wizytatora z Ministerstwa Magii napawała bruneta pewnego rodzaju obawą.  Doskonale zdawał sobie sprawę, iż jego ojciec posiada odpowiednie dojścia i będzie doskonale poinformowany jak panicz Sharewood wypadł podczas owej wizytacji.
Przełknął wielką gule, która tkwiła mu w gardle od rana, owijając się szczelniej płaszczem, choć deszcz przestał siąpić kilka godzin temu, wilgoć oraz chłód który za sobą niosła nadal były wyczuwalne. Pewny krok, włosy w artystycznym nieładzie i kilkudniowy zarost w ostatnim czasie były znakiem rozpoznawalnym Gryfina, dlatego zapewne przez resztę uczniów rozpoznany został z daleka, zwłaszcza że zbliżał się do nich szybkim tempem, wyraźnie skupiony nad dwójką górujących nad nimi postaciami. Westchnął cicho próbując zapanować nad delikatnymi nerwami, które dawały mu o siebie natarczywie znać. Stanął gdzieś z boku z dala od reszty towarzyszy, wcześniej witają się z nauczycielem skinieniem głowy. Nie chciał wzbudzać zbytniego zainteresowania swoją osobą zarówno wśród uczennic oraz gościa, który zaszczycił ich swoją obecnością.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 11 Cze 2018, 20:54

Marcowe poranki nigdy nie należały do przyjemnych, chłód zimy jeszcze całkowicie nie opuścił obrzeży zamku, a jedynym miejscem, gdzie mieli ochotę przebywać uczniowie były jego mury. Niestety tego dnia, jeszcze przed wybiciem dziewiątej musieli opuścić ciepłe pomieszczenie, i udać się na błonia, gdzie pod nadzorem wizytatora miała odbyć się lekcja Opieki nad Magicznymi Stworzeniami. Pewnym i typowo dumnym dla siebie krokiem, tulona czarną szatą w otoczeniu dwóch swoich przybocznych przemierzała mokrą ziemie, w nieszczególnie dobrym nastroju. Ostatnie tygodnie były dla niej ciężkie, lecz za wszelką cenę starała się to ukryć pod maską obojętności, jedynie panienka Vane znała całą prawdę dotyczącą rozterek życiowych Alecto.
Obdarzyła wszystkich nienawistnym spojrzeniem, stając nieco dalej od innych uważnie przyglądała się wizytatorowi z Ministerstwa Magii, gdy dowiedziała się o tym, że ich szkoła będzie gościć kogoś takiego była nieco przejęta, po części bojąc się o to, iż Daniel zostanie wysłany na kontrolną wizytę u nich, na szczęście był to mało znany jej mężczyzna, za co w duchu dziękowała Merlinowi.
Zobacz profil autora
Tanesha Hanyasha
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 11 Cze 2018, 23:05

Lekcja łączona i to pod nadzorem zdawała się być ciekawą alternatywą dla jeszcze niemrawych, typowych zajęć toczących się po niedawnej przerwie feryjnej. Wiosenne przesilenie dawało się we znaki również nauczycielom, efektem czego było sporo lekcji polegających jedynie na powtórce materiału, które Taneshę dość mocno nużyły. W poczuciu obowiązku ale i nadziei na ciekawe przedpołudnie albo i popołudnie, ubrana adekwatnie do pogody Ślizgonka opuściła mury zamku. Mimo, że wybierała się na zajęcia, uznała, że rozsądniej będzie ubrać nieco krótszy i bardziej przylegający do ciała płaszcz żakardowy, w którym nie tyle będzie jej cieplej, co sprawniej się poruszać. Jeśli lekcją pośrednią miało być ONMS to może mieć to kluczowe znaczenie. Na okrycie wierzchnie brunetka narzuciła jeszcze szalik w barwach domu, którym owinęła się na tyle solidnie, by nie wzdrygać się przy każdym podmuchu jeszcze dość zimnego wiatru. Poza czarnymi trzewikami na płaskiej podeszwie, Tan miała jeszcze jeden element dzisiejszej "stylizacji". Na lewym nadgarstku dziewczyny, na srebrnym łańcuszku, w rytm kroków bujała się podwójnie składana parasolka. O wiele bardziej poręczna od tradycyjnej, bez szpikulca przypominającego bagnet czy solidnej, hebanowej rączki, dorównującej pałkom od Quidditcha. Mimo to, ten z pozoru mały, poręczny gadżet mógł wywoływać uczucie niepokoju.
Jedynymi osobami, które mogłyby podejrzewać, że Hanyasha posiada jakieś dokładniejsze informacje o warunkach atmosferycznych - w tym wypadku opadach - był profesor Watts i towarzyszący mu wysłannik z Ministerstwa. Reszta obecnych, w postaci mniej lub bardziej zaspanych uczniów, raczej zdawała sobie sprawę po co Ślizgonce parasolka i raczej nikt względnie normalny nie będzie miał ochoty sprawdzać organoleptycznie, do czego ten przedmiot służy poza ochroną przed deszczem. Brunetka przystanęła przy jednym z głazów, których na błoniach był ci dostatek. Oparła się w miarę wygodnie, poprawiając poły płaszcza. Część przybyłych nie była jej obca, ale tak wczesna pora nie zachęcała do podjęcia konwersacji. O wiele przyjemniej było dyskretnie rzucić okiem na przybyłego z Ministerstwa mężczyznę i wstępnie ocenić jego rolę w dzisiejszych zajęciach. Nieco niewyspana, jak zawsze, miała nadzieję, że przynajmniej część zajęć odbędzie się w zamku bo tak samo jak jej podopieczny, Lord Łysy, była stworzeniem raczej ciepłolubnym.

_________________

Let's get this party started!
Zobacz profil autora
Syriusz Black
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 11 Cze 2018, 23:32

Syriusz nie był człowiekiem szczególnie obowiązkowym, a komunikaty wielką czcionką, zwłaszcza te o konsekwencjach względem nakazów szkolnych, nie robiły na nim szczególnego wrażenia. Powodem dla którego Gryfon zaraz po śniadaniu skierował swoje kroki na zewnątrz zamku, było zwyczajne poszukiwanie wrażeń. Po niezbyt udanym treningu Quidditcha, brakowało mu porządnej adrenaliny czy może raczej kłopotów. Zbieranina dużej ilości uczniów i lekcja eksperymentalna wydawała się Syriuszowi na tyle ryzykowna, by uznać to wydarzenie za godne jego obecności. W podniszczonej skórzanej kurtce i gryfońskim szaliku, zjawił się na miejsce podejrzanie szybko jak na swoje możliwości. Poniekąd był wręcz zaskoczony swoją przypadkową punktualnością, bo lista obecności była dużo krótsza niż pierwotnie zakładał. Ułatwiło mu to jednak rozpoznanie poszczególnych uczniów,  w tym odzianej w czerń brunetki o znajomym profilu. Skierował się w jej stronę dziarskim krokiem z zamiarem umilenia sobie pozostałego czasu rozmową i urabianiem panny Everett. Tyle, że w połowie drogi, zauważył wreszcie zielono-szare paski na szalu dziewczyny i w porę pojął swój błąd. Parasolka bujała się lekko w ręku Ślizgonki, wręcz złowieszczo przypominając Blackowi o tym, jak właśnie o włos uniknął strasznego losu. O ile od Tanji za złapanie w talii pewnie zgarnął by z łokcia, tak od Hanyashy mógłby zgarnąć tym blaszanym osprzętem, który mimo niewielkich rozmiarów, pewnie był z ołowiu czy czegoś równie przyjemnego i nadającego się do obijania gęby. Wyminął więc bliźniaczą kopię Everett z Padalcowa i przystanął nieco bliżej pozostałych ludzi.
Zobacz profil autora
The author of this message was banned from the forum - See the message
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto 12 Cze 2018, 00:39

Chociaż Tanja nie należała do rannych ptaszków, ekscytacja wywołana odmienną od innych lekcji była porównywalna do oczekiwania na mecz. Odrobina stresu, większa dawka podniecenia i ciekawości, która wiodła prym w tym wszystkim. Gdzieś jednak umknęło dziewczynie, że lekcja łączona wymagała obecności uczniów wszystkich domów i wszystkich roczników, więc zapowiadała się bardzo... drastyczna w przebiegu lekcja.
Dziewczyna wsunęła na siebie ciemne spodnie oraz wciągnęła na nieco już podleczone barki bordowy sweter. Dla wygody włosy spięła w wysoki kucyk, który przewiązała czerwono-żółtą wstążką. Czemu by nie wyglądać trochę lepiej? Narzucony na to pospiesznie płaszcz dopełnił dzieła. I schowany w kieszeni Rubin. Dziewczyna udała się w doskonałym humorze na szkolne błonia. Bijący w oddali dzwon dał jej znać, że powinna już się spieszyć. W lekkim truchcie dobiegła do grupy, z ulgą stwierdzając, że jeszcze zajęcia się nie zaczęły. Zaczęła z uśmiechem niepodobnym do jej osoby witać znajomych. Powitała Aerona uśmiechem i krótkim "cześć", mając w planie pogadać z nim po lekcji. Pomachała do grupy, w której stała Nessy, Resa i Castiel. Idąc do nich, napotkała wzrokiem Nicolasa. Na jego widok poczuła dziwny skurcz gdzieś w okolicach podbrzusza. Wiedziała, że patrzyła się na niego zdecydowanie za długo, ale zarost i ogólny wygląd jaki dziś przedstawiał zbił ją z tropu. Nie widziała go od... tak dawna. Nieco speszona dotarła do Resy. Przywitała dziewczyny ochoczo.
Na domiar złego, nie tylko Nicolas był na lekcji. Był także Syriusz, który chyba zmierzał do Taneshy z nadzieją, że to Tanja. Szlag. Była gotowa już nawet tam iść, gdy uznała, że poczeka na rozwój wypadków. Może Syriusz oberwie parasolką? Korzystając z okazji, że Tanesha na nią popatrzyła, pomachała jej niecierpliwie.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Wto 12 Cze 2018, 00:49

Lekcja na błoniach? Na pewno miała do czynienia z ONMS, a tego Lucas nie mógł przegapić! Postanowił ubrać się ciepło, ale wygodnie, bo na pewno będą musieli gonić za czymś co ma przynajmniej dwie nogi. Oby to nie był woźny Filch. Z podwiniętymi rękawami swetra przeczesał lekko włosy palcami i udał się na błonia. Oczekiwał spotkać tam swoją przyszłą żonę. Spokojnym krokiem wkroczył na błonia. Przywitał się uściskiem dłoni z Aeronem, a następnie z Nicolasem. Kumplowali się dość mocno, a połączyło ich hobby w postaci ONMS.
-Siema, stary. Ciekawy co będzie? -zagadnął w pół kroku. Oczywiście, nie olewał przyjaciela, chciał tylko ucałować swoją Resę. I w porę to chciał zrobić, bo jakiś przystojny inaczej Ślizgon szczerzył zęby do Gryfonki.
-Zaczekaj, muszę odgonić sępa. -mruknął do Nicolasa i szybkim krokiem udał się do grupki.
-Cześć wam. -Lucas przytulił delikatnie Nessy, swoją duchową siostrzyczkę, podał dłoni Rowanowi, by następnie objąć Resę w pasie i pocałować. Wyraźnie i znacząco.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Błonia   

 

Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 13 z 17Idź do strony : Previous  1 ... 8 ... 12, 13, 14, 15, 16, 17  Next

 Similar topics

-
» Gabinet prof. McGonagall
» Błonia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-