IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 24 Gru 2015, 01:43

Choć Brandon to dość "ułożone dziecko", jak mawiała niegdyś jego matka, palnie czasem jakąś głupotę, zrobi coś nietypowego, dziwnego... Ale może ma to swoje plusy? Jego życie zmieniło się niemalże o sto osiemdziesiąt stopni, gdy na dobre wyprowadził się z domu i usamodzielnił. Już nie jest tak, jak kiedyś, już nie ma tej błogiej monotonii, przewidywalnych dni, kiedy to wracało się na Święta do domu pełnego zapachów, pełnego najbliższych, pełnego ciepła i miłości. Nadeszła dorosłość, a wraz z nią nowe, trudne czasy. Sielankowej atmosferze nie sprzyjają też coraz to nowsze wieści o dominacji Czarnego Pana... Tak, czasy się zmieniły. I choć Bran tęskni za spokojem ducha i bezpieczeństwem, to dobrze mu ze świadomością, że jest potrzebny, że jego praca wymaga poświęceń dla innych.
Zastanawiało go, jak w tym wszystkim odnajduje się Sofia. Czy nie boi się o siebie i o swoich bliskich? Coś podpowiadało mu, że jest silna postawa to tylko przykrywka, że jednak walczy sama ze sobą, by się nie poddać i dowodzić swoim zespołem. Ale co on tam wie? Nie znają się dobrze, poza tym jakie on ma pojęcie o kobietach? Żaden z niego psycholog...
Zamyślił się nad tym przez chwilę, która trwała odrobinę za długo, przez co mógł wyglądać śmiesznie, wpatrując się ślepo w blat stolika... Uchylił lekko usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale... zrezygnował. Milczał przez chwilkę, walcząc ze swoimi myślami, które ni stąd, ni zowąd napłynęły mu do głowy.
Z głupiego transu wybudziło go odczucie głodu.
Przyszliśmy tu po to, by coś zjeść, kretynie.
Odetchnął z ulgą, że miejsce lunch'u nie odstraszyło Sofii. Choć, u diaska, czemu się tam tym przejmuje? Notabene, wybrała całkiem niezłe miejsce. Stolik wydawał się być w optymalnym miejscu na taką... okazję.
- Wybacz, zamyśliłem się – raczył sprostować swoje dziwne zachowanie (jakby zazwyczaj nie był sam w sobie dziwny). Potem dotarło do niego, że zasugerował wypicie alkoholu jeszcze przed godziną południową... Powinien ugryźć się w język! Nie, nie było to taktowne, ale... stracił już rachubę czasu. Mało kiedy śpi w nocy, jego tryb dnia wygląda trochę inaczej. Sofii prawdopodobnie też. Na szczęście kobieta skwitowała tę gafę z uśmiechem, obróciła to w żart, w dodatku z gracją, nie to co on. No cóż, przynajmniej udało mu się ją rozbawić. Może lepiej wyjść na pajaca niźli na pracoholika?
- Och, w takim razie już zamawiam - uśmiechnął się szeroko, wstając - Przy okazji wezmę menu - dodał i zwrócił się w stronę baru. Upijać ją? Huh, może byłoby to ciekawe..?
Sam także znał większość dań serwowanych w Trzech Miotłach, ale nie chciał popełniać kolejnych śmiesznych i mniej śmiesznych błędów. Czuł się nieco skrępowany w owej sytuacji, chociaż nie bardziej niż w przypadku innych jego kontaktów sam na sam z czarownicą. Tak, przyda mu się szklaneczka Whisky z lodem.
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 27 Gru 2015, 16:17


Praca, nowe przyzwyczajenia, towarzystwo zmieniało ludzi. I takim oto sposobem z chłopczycy, która na każdej przerwie szturchała się z kolegami z klasy zrobiła się jej większa, bardziej ponętna wersja awanturniczej panny. Brandon o ile kojarzyła raczej się nie zmienił - nie mogła ocenić go po tym jednym spotkaniu, a kierowała się przeczuciem i dotychczasowymi spotkaniami, kilkuminutowymi zazwyczaj.
Sofia, chociaż na pierwszy rzut oka sprawiała wrażenie władczej i poukładanej kobiety o planach na dalsze życie. Może i istotnie tak było, do pewnego czasu. Do czasu, kiedy ze swymi myślami musiała bić się sama i głowić, co powinna zrobić, a czego nie. Co zrobić by żyło się zarówno jej jak i innym lepiej? Jak uchronić rodziców i rozległą familię? Czy sama dałaby radę? Bez mężczyzny u boku, który co najwyżej mógłby dodatkowo przysłużyć się do przedwczesnego zawału u panny Clinton? Nie myślała o tym - działała teraz, ostatnio raczej instynktownie, nie zastanawiając się nad konsekwencjami swych czynów. W końcu nie wiadomym było ile jeszcze będzie chodzić po ziemskim padole.
Otoczeni z dwóch stron ścianami, sporym oknem, z którego mieli widok na wszystko i wszystkich oraz barwnym parawanem. Krzesła wydawały się być wygodne, a pozapalane gdzieniegdzie świece tworzyły przyjemny nastrój. Włoszka uśmiechnęła się do swojego towarzysza, który najwidoczniej był bardziej spięty niż ona jeszcze chwilę temu, gdy ten się do niej dosiadał. Zajrzała w jego szare oczy chcąc dopatrzyć się ów powodu zaniepokojenia młodzieńca, jednak jedyne co znalazła to swe niemrawe odbicie.
- Zamów mi jakiekolwiek tosty i podwójną whisky. - poprosiła go naprędce, gdy ten podnosił się ze swego miejsca, by skierować się do baru, skąd zapewne wrócił po jakimś czasie.
Gdy odszedł Włoszka oparła policzek o dłoń i spojrzała za okno obserwując tłoczących się na chodniku starszych czarodziejów, których z takiej odległości nie rozpoznała. Zamazane twarze, kontury, prószący śnieg. Odetchnęła głęboko przenosząc wzrok na postacie w barze, którzy zaśmiewali się do rozpuku, próbując różnych potraw i drocząc się ze sobą.Wyglądali na zadowolonych z życia, nie przestraszonych wizją wojny, która nad nimi wisi.
Czy tylko oni, żołnierze mieli problem z zaakceptowaniem obecnej sytuacji?
Zobacz profil autora
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 28 Gru 2015, 18:19

Bran także się zmienił, może nie w takim stopniu, ale zawsze. Każdy z wiekiem się zmienia... prawda? Może on nawet trochę... zmężniał? Wydoroślał? Na pewno zmieniły mu się priorytety życiowe. Już nie jest kujonkiem, dla którego życiowym osiągnięciem było wzorowe zdanie SUM, posiadanie większości Wybitnych oraz potem uzyskanie statusu Prefekta. Życie jednak się zmieniło, czasy także, blablabla... Trochę zmężniał, ambicje pozostały, jednak już w innym wymiarze. Brak życia uczuciowego zastępowała mu praca, tony papierów do uzupełnienia i akcje terenowe. Te ostatnie były najbardziej fascynujące, Brandon lubił poczuć przypływ adrenaliny. To smutne, ale to była jego praktycznie jedyna rozrywka. Dlatego dzisiaj poczuł taką energię, proponując wspólny lunch. Miał szczere, czyste intencje.
Poszedł szybszym krokiem do baru, złożył zamówienie. Dla siebie wziął sałatkę z grillowanym kurczakiem, była to jego ulubiona potrawa z Trzech Mioteł. Martwił się nieco, czy Sofia naje się tymi tostami. Swoją drogą - kiedy ona ostatnio jadła? Praca pracą, ale oboje powinni bardziej o siebie zadbać. I o swoją dietę. Wszak odpowiednie żywienie to fundament zdrowego organizmu. Taaaa...
Zaczekał przy barze na zamówienie. Nie trwało to długo - świat czarodziejów rządzi się swoimi prawami. I przywilejami. Odebrał posiłki i dwie szklanki whisky z lodem. Podwójną. Wrócił do stolika.
- Proszę bardzo - oznajmił z nieśmiałym uśmiechem, stawiając tacę z talerzykami i szklaneczkami na blacie. Miał ochotę z kimś porozmawiać. O wszystkim i o niczym. A Sofia wydawała się do tego odpowiednią kandydatką. Z ciekawą osobowością, z intrygującym temperamentem. Rozumiała też sposób w jaki oboje żyli. Ile razy zadręczali się pracą tylko po to, by wieczorami nie rozmyślać o swoim marnym losie i samotności?
W końcu Brandon zdołał się na odwagę i zadał pytanie, które od dłuższego czasu siedziało w jego głowie, dręczyło go.
- Jak Ty sobie z tym wszystkim radzisz? - zapytał prosto z mostu. Głos miał czuły, dało się w nim zauważyć empatię. Wziął dość duży łyk drinka i przysunął do siebie talerz z sałatką. Czekał na odpowiedź, trochę niepewnie. Ale czekał. Był ciekaw. Martwił się...
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 29 Gru 2015, 19:18

Aurorzy nie mieli zbytniego wyboru jeżeli chodzi o jakiekolwiek rozrywki. Przynajmniej Ci, którzy faktycznie oddawali się pracy i poświęcali jej każdy wolny czas. Bo na co mieli innego ten czas przeznaczyć? Na chwilowe romanse, zabawy z innymi? Sofia tak robiła, wielokrotnie, tuż po rozstaniu z Liamem nie omieszkała zapoznać się bliżej z tym i owym mężczyzną - nie poznała jednak do tej pory nikogo, z kim mogłaby na nowo ułożyć życie.
Bo nawet nie wiedziała z kim - albo wolała nie myśleć.
Nie wątpiła również w intencje chłopaka - po prostu w końcu zdobył się na wspólne wyjście - zabrał ją na śniadanie bo była głodna i zmęczona. Nic nowego, doprawdy.
Doceniała ten miły gest wiedząc już, że powinna mu się w jakiś sposób odpłacić i podziękować. Może następnym razem zabierze go na kawę albo upiecze ciasto? Kto wie, kto wie - chociaż znając jej cierpliwość, a raczej jej brak to pewnie wykona zadanie numer jeden niżeli drugie. Ale zawsze coś.
- Oooch, dziękuję. Smacznego. - odezwała się po tym jak znowu mężczyzna zamajaczył jej przed oczyma, jak usiadł i podsunął jej talerz z zamówieniem. Bursztynowa whisky stanowiła niby dodatek, aczkolwiek bardzo przyjemny, którym uraczyła swe podniebienie praktycznie od razu.
Dopiero potem zabrała się za skubanie tostów, chociaż szczerze mówiąc, gdy tylko doleciał do niej zapach alkoholu to kompletnie minęła jej ochota na jedzenie. Chociaż jego sałatka z kurczakiem wyglądała smakowicie.
Odgryzła kawałek swego śniadania wyczuwając posmak szynki i sera żółtego z czymś ostrym, co niezbyt przypadło jej do gustu - nie skomentowała tego jednak tylko w kilku kęsach pozbyła się dowodu, który ostatecznie osiadł się w jej żołądku.
Zdziwiła się, co było widać od razu - brwi zbiegły się, a ciemne oczy błysnęły niezrozumiale. Ściągnęła usta w niezadowoleniu, i ciut tylko zaintrygowana spojrzała na Colle’a
- Masz na myśli, co? To wszystko? Życie? Co robię, by nie zwariować? - W przeciwieństwie do niego spytała ostrzej i o wiele chłodniej niż zamierzała.
Wbiła w niego spojrzenie chcąc przewiercić go na wylot i oparłszy dłonie o blat odchrząknęła.
- Bywa różnie. Czasem lepiej, czasem gorzej. Lubię to co robię, ale nie lubię gdy coś nie idzie po mojej myśli. I nie lubię… nie wiem jak to określić. - Zaczęła gestykulować, chyba zwyczajnie nie potrafiąc przyznać się do tego, że czasami czuje się samotna. Przygryzła policzek od środka i wlepiła wzrok w szybę.

Zobacz profil autora
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 03 Sty 2016, 22:24

Brandon szukał prawdziwej miłości. Szukał tego ciepła, ostoi, równowagi i tej przyjemnej monotonii w aspekcie uczuciowym, a nie - tak jak teraz - tylko i wyłącznie zawodowym. Był stały w uczuciach i gdy już się zakochał - angażował się całym sobą, był oddany i wierny. Mogłoby się wydawać, że niesie to za sobą same plusy... Cóż, nie dla samego Colle. Poznał już gorzki smak rozczarowania i to w dodatku przy swoim pierwszym, wydawałoby się, prawdziwym związku. Zaufał i utracił całą swoją wiarę w ideały najpiękniejszego uczucia na świecie. Mówiąc kolokwialnie - przejechał się nieźle. Może było to wynikiem presji, jaką wywierali na nim rodzice? "Jesteś już dorosłym mężczyzną, czas się ustatkować, blablabla..." Może faktycznie te przemowy spowodowały u niego jeszcze większą chęć posiadania szczęśliwego, poważnego związku. Nie wiedział jednak, że będzie to spisek. Ba, nikt nie wiedział. Jego rodzina zachwycała się piękną, młodą i inteligentną wybranką Brana, nie mogła wyjść z podziwu, że takie ma szczęście. On również nie mógł wyjść z podziwu, był zapatrzony w nią jak w obrazek. I to go zgubiło... Skąd mógł wiedzieć, że ona chce go wykorzystać? Nie przypuszczał, że jest z niej tak dobra, perfidna aktorka... Utracił przez tą smutną historię nadzieję na szczery związek, utracił także wiele w kwestiach zawodowych. Przez niego i jego miłość spieprzyli śledztwo...
Nie może sobie dotąd tego wybaczyć, choć minęły już trzy lata. Zmienił się przez to wszystko, zmieniło się jego podejście w wielu kwestiach. Oddaje się cały pracy. Choć nie da się ukryć, że zegar biologiczny tyka, a nie jest tak kolorowo być samotnym mężczyzną.
Wiedział, że Sofia jest nieco inna pod tymi względami. Również poświęca się pracy, również jest w niej cholernie dobra. Aczkolwiek ona ma inny temperament - jest żywiołowa, zdecydowanie lepiej radzi sobie w aspektach uczuciowych niźli on. Nawet jeśli nie ma stałego partnera - ma większe doświadczenie w... romansach. I to wcale nie jest negatywne. Poza tym... piękna z niej kobieta. Może uwodzić facetów.
Mężczyzna zasępił się po wypowiedzi Sofii. Dziabnął kilka liści sałaty ze swojego talerza, a potem przepił to kolejnym dosadnym łykiem trunku. Pomimo pustego żołądka jakoś kiepsko na niego działał... A szkoda. Może by się trochę ośmielił i nie był takim ponurakiem.
Może nie powinien zadawać takiego pytania? Może było zbyt osobiste? Cieszył go jednak fakt, że czarownica odpowiedziała. I zaciekawiła go dalsza część jej wypowiedzi, ta urwana...
- Mów, proszę. - powiedział ciszej, podążając wzrokiem za jej oczami. Głos miał lekko ochrypły od alkoholu, który podrażnił nieco jego gardło. Na takie mrozy powinni zamówić sobie gorącą kawę bądź herbatę z imbirem.
- Przepraszam, jeśli nauu... - odkaszlnął i zawiesił się. A niech to! Znów to samo, dlaczego jak się bardziej zestresuje ma takie problemy z wymową? Język mu się plącze, jąka się jak dziecko... Nie wyleczył się z tego od czasów młodzieńczych... - jeśli się... narzucam - dokończył powoli. Było mu strasznie głupio, ale nic z tym już nie zrobi. I tak niechcący wprowadził Sofię w stan zadumy, taki jaki jemu towarzyszył. A szkoda, przecież miał zamiar poprawić jej (i sobie także) dzień. Miły lunch, oderwanie się od pracy i obowiązków... Taaa, jasne. Jak zwykle klapa, panie Colle!
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 04 Sty 2016, 10:52

A kto przynajmniej raz w życiu nie miał złamanego serca - kto choć raz nie zakochał się bez pamięci, nie został skrzywdzony, nie próbował łapać wzroku ukochanej mu osoby? Może i na to nie wyglądało, może Włoszka od zawsze kojarzyła się z przyjemną rozwiązłością ale też potrafiła się zaangażować uczuciowo. Mocno, z fascynacją, pewną dozą naturalności.
Pewnie zbyt często szukała ciepła w ramionach obcych sobie mężczyzn, czasami nawet uwodząc swych przyjaciół, a nie chcąc od nich nic. Była jaka była, pełna wad, których była świadoma i chociaż sama nie naciskała na bycie w związku, to ciągłe gdakanie jej matki, że w końcu powinna wrócić do Liama van Dykena , bo wyjdzie jej to na dobre doprowadzało ją do szewskiej pasji.
Nie chciała być czyjąś narzeczoną, bo tak trzeba, bo tak musi być, wyjść. Bo musi zostać matką, żoną i kochanką. Chciała żyć własnym życiem i odnaleźć miłość, nawet jeżeli miałoby jej to zająć sto lat. Bez naruszania swej prywatności i bez zostawiania swej pracy, która była jej partnerem numer jeden. Tuż za, albo i przed alkoholem i papierosami.
Nie wiedziała jaką historię może zaprezentować jej Colle - bo chociaż nie rozmawiała z nim zbyt często, to i plotki na jego temat pojawiały się wyjątkowo rzadko. Podobno miał narzeczoną, teraz powinna być jego żoną, ale obrączki na jego palcu serdecznym doszukać się pani auror nie mogła. Tak samo jak i jej pierścionek zaręczynowy zaginął, tak i Bran nie stanął na ślubnym kobiercu.
Mimo wszystko ten nie wyglądał jej na łamacza niewieścich serc, a raczej na kogoś, przy kim można byłoby się zestarzeć, dojrzeć. Widziała jego łagodne spojrzenie i słyszała ciepłotę słów, które kierował w jej stronę, chociaż nie powinien, bo i ona na to nie zasługiwała. Przyzwyczajona do ciągłej musztry i chłodnych odzywek nie wiedziała jak na co dzień ma reagować na takie zaczepki. Dlatego zachowywała dystans, jednocześnie pozostając w pełni naturalną. Nie powinna udawać, nie powinna grać - w pracy zawsze pokazywała jaka jest - pyskata, niezależna, gburowata i wydzierająca się na wszystkich, którzy wpadli jej pod nogi. Potrafiła być również czuła, miła i sympatyczna, ale tylko dla tych, którzy zbliżyli się do niej wystarczająco blisko i pozostali przy życiu czy bez uciętej kończyny.
Może i Brandon miał szansę poznać ją od tej lepszej strony - może powinna mu zaufać i pochwycić wyciągniętą w jej stronę dłoń? Zamiast tego zmarszczyła nos spoglądając na niego spode łba, nie będąc pewną do czego ma służyć całe to przedstawienie, wszystkie te pytania i spojrzenia jakie jej rzucał. Nie był wobec niej nachalny, wręcz przeciwnie. Bał się, że popełni przy niej jakiś błąd, że zrobi niewłaściwy krok, że rzuci pod jej nogi białą rękawicę.
Kobieta ostatecznie dojadła tosta, w kilku, prędkim kęsach, potem wycierając dłonie w serwetę spojrzała wyzywająco na Brandona, chcąc wyczytać z niego coś więcej niż zakłopotanie, które powoli zaczynało ją irytować, sprawiać, że goreje w niej krew, a wszystkie zmysły się wyłączają.
- Przestań. - Rzekła nagle, dość niespodziewanie. Złapała młodzieńca za nadgarstek parzącą dłonią i niewerbalnie kazała mu odwzajemnić spojrzenie. Iskierki w jej czekoladowych oczach tańczyły, a jej poważne lico pozostało nietknięte resztkami uśmiechu.
- Przestań się tak zachowywać. Przestań. Nie jesteśmy już w szkole. Nie odbiorę Ci punktów za to, że zadajesz mi pytania, Brandon. - Wciąż go trzymając mówiła pewnie, chociaż szeptem. Tych z grona twardych, nie znoszących sprzeciwów. Skoro ją zaprosił, a ona przyjęła ów zaproszenie nie powinien się stresować, jąkać i patrzeć wszędzie byle nie na nią.
Na powrót zaczął się jej jawić jako młodzieniaszek z Ravenclawu, ciągle zamyślony, z nosem w książkach. Nie był już taki, był dorosłym facetem, nie dzieciakiem, któremu kiedyś mogła podstawić nogę.
- Jesteśmy dorośli, sami wybraliśmy taką, a nie inną ścieżkę kariery. Sami chcieliśmy ratować ludzkie istnienia i walczyć ze złem, które się rozplenia. Czy nie było tak? - Nawet nie oczekiwała odpowiedzi. Sunęła wzrokiem po jego twarzy, badając jego reakcję. Na jej dotyk, na jej słowa, na jej ton.
- Byliśmy przygotowani na to, że nasze życie to praca. Romanse i miłość to tylko dodatki, które mają nieść ukojenie i dawać nam przyjemność. By to zdobyć, trzeba wiedzieć czego się chce i to okazywać. Zapamiętaj to sobie. - Mówiąc to pochyliła się w jego stronę zdecydowanie, nie po to by okazać dekolt, który i tak był zasłonięty poprawnym kołnierzykiem, a po to by znów ściszyć głos i ostatnie frazy wypowiedzieć naprawdę cicho.
Koniec końców puściła go i dopadła do szklanki whisky, której praktycznie całą zawartość wlała sobie do gardła, nie patrząc na to, że tym sposobem może dość szybko się wstawić. Odetchnęła zaraz głęboko chcąc się uspokoić i okiełznać nerwy. Wciąż drżąc zerknęła z ukosa na Colle’a.
- Jedz, bo zaraz ja Ci wszystko zjem. - Dodała mniej buntowniczym tonem, w którym co bardziej skupieni zdołaliby wyczuć pewną dozę rozbawienia.
Zobacz profil autora
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 05 Sty 2016, 00:50

Każdy ma wady. Czy istnieje w ogóle na tym pięknym globie osoba ich pozbawiona? A jeśli jakimś cudem tak - czy właśnie poprzez to nie jest... wadliwa? To właśnie nasze niedoskonałości sprawiają, że jesteśmy wyjątkowi, coś warci i ludzcy. Nawet jeżeli jesteśmy czarodziejami. Sens w tym, by znaleźć swój własny ideał w drugiej osobie, by patrzeć na nią i zauważać jej pozytywne strony, a te negatywne pomijać i tolerować. Oczywiście istnieją jakieś granice. Każdy powinien doskonalić swoją osobowość, uczyć się sam siebie. I to jest właśnie najtrudniejsze, ot co!
Bran miewał z tym problemy. I nie chodzi tu o samo jego jąkanie czy problemy z wymową przy większym stresie i zakłopotaniu - często żył w swoim literackim świecie, był zbyt wielkim lekkoduchem, żył fikcją i odcinał się od teraźniejszości. Gubiło go to nawet na akcjach, gdy za wszelką cenę chciał pokonać wroga i zapominał o swoich realnych możliwościach. A przecież bogiem nie jest (niestety). Chociaż może... jakby trochę pochodził na siłownię? Może by się coś boskiego wyrzeźbiło..?
Och, nonsens. Próżne myślenie.
Oj tak, pan auror nie był typem uwodziciela, szukał tej jedynej, książkowej miłości. Z roku na rok coraz bardziej w nią wątpił, ale... nadzieja umiera ostatnia, poniekąd. Póki co romansuje sobie ze stosikiem konspektów i sprawozdań. Jest to przynajmniej stabilny związek. I długotrwały. Bardzo. No ale wnuków z tego nie będzie. Co najwyżej awans na czwarty stopień, oby.
Ale czy Sofia nie zasługuje na ciepło od drugiego człowieka? Oczywiście, że zasługuje. Bran ośmieliłby się twierdzić, że każda istota zasługuje - tak wychowali go rodzice, aczkolwiek teraz się z tym nie zgadza. Życie nauczyło go, że niektórzy już nigdy nie docenią serdeczności okazanej ze strony drugiej osoby. Jednak nie dotyczyło się to aurorki siedzącej naprzeciwko niego. Może i nie znał jej zbyt dobrze, ale czuł, że trochę się zagubiła i potrzeba jej... przyjaciela. Kogoś, kto nie będzie oceniał, nie będzie wyzyskiwał, a ofiaruje jej bezinteresowną pomoc, choćby najdrobniejszą.
Reakcja Sofii zaskoczyła Brandona, choć mógł się jej spodziewać - gdyby tylko był bardziej rozważny i na pierwszym bliższym spotkaniu nie porywać się na takie szczerości... Prawdę mówiąc sam się sobie dziwił, dlaczego zadawał takie pytania. Co go ku temu popchnęło? Może ta aura wokół? Sympatyczne miejsce, dość intymne, świąteczna refleksyjna atmosfera... No i już. Zadziało się. Może powinien
zaczekać aż więcej wypiją? Choć znając jego mocną głowę musieliby siedzieć tu do zmroku...
Gdy złapała go za rękę - przeszedł go dreszcz. Poczuł jej dotyk tak dosadnie, że dostał ciarek na karku. Nie potrafił ocenić, czy były to odczucia pozytywne, czy negatywne... Dziwne, nietypowe. Spojrzał jej prosto w oczy, tak jak chciała. Błyszczały. I to było... piękne. Patrzył. I słuchał. Każde słowo trafiało do niego dobitnie, słuchał jej dokładnie. A jego puls przyśpieszał i przyśpieszał... Serce zaczęło mu walić jak oszalałe, czuł się trochę tak jak podczas pracy, gdy wszyscy musieli powstrzymywać bandę Śmierciożerców. Wzrost adrenaliny, płonące spojrzenie. Zacisnął zęby, mimowolnie patrzył na nią wyzywająco, sam tego nieświadomy. Słuchał, nie przerywał...
Tak właściwie poprzez te słowa otwierała się przed nim... Nawet jeśli nie była to normalna rozmowa. W ten sposób było nawet... ciekawiej. Miała sporo racji. Już nie był dzieciakiem, był mężczyzną. Zmienił się, choć nie do końca i wytykając tu jego wady - miała całkowitą słuszność.
Wysłuchał jej do końca. Gdy się pochyliła mógł ujrzeć w jej oczach płomyki. Nie odwracał wzroku, choć tego posunięcia nie przewidział. Kiedy puściła go i wypiła trunek w oka mgnieniu - uśmiechnął się nieco, koniuszek jego wargi uniósł się ku górze. Pojawiły mu się nawet zmarszczki na policzkach od hamowanego uśmiechu. Urzekła go tym. Zaimponowała stanowczością, pokazała mu, że faktycznie za bardzo cacka się sam ze sobą, ale jednocześnie... na koniec rozbawiła.
- To było... urocze - powiedział, biorąc głęboki oddech - Ale masz rację. Co do mojego postępowania, co do naszej pracy i co do mojej sałatki - stłumił śmiech, wypowiadając ostatnie słowo. Może nie powinien się tak nonszalancko zachowywać po tym wszystkim. Przemowa była dość patetyczna. Ale chyba zadziała. Wyrwała go z tej durnej zadumy i zaimponowała buntowniczością. Powinien jej podziękować.
Rozsiadł się wygodniej na krześle, także wychylił napój do końca. Zjadł trochę swojego dania, kątem oka spoglądając na Sofię.
- Może jednak się skusisz? - zapytał. Chodziło o sałatkę, aczkolwiek... nie dodawał tego. Jakoś tak, o.
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 05 Sty 2016, 11:35

Mawia się, że nie ma róży bez kolców - tak samo jak nie ma człowieka bez wady, bez jakiejkolwiek skazy. Każdy z nas ma coś, czego w sobie nie lubi - jedni nie lubią kształtu swej twarzy, jeszcze kolejni koloru włosów uważając go za zbyt mysi, a kolejni nie lubią się jąkać w towarzystwie osób im obecnych.
Trzeba zaakceptować to jakim się jest, to jakim kto jest i zacząć współpracować. Zacząć dostrzegać nie tylko wady, ale i zalety danej persony, by wszystko miało swoją równowagę. To nie było wbrew pozorom trudne, bo nawet i panna Clinton widziała w swoim zachowaniu tyle sprzeczności, które ignorowała, bo wiedziała, że współpracownicy mimo wszystko mogą na niej polegać. Że jest kimś, kto stanowi jedność z pozostałymi pracownikami Ministerstwa. O miłostkach nie myślała, bo jej kochankowie w pierwszej kolejności patrzyli na jej ciało - dopiero potem, Ci, których znała lepiej i dłużej zdaje się, że akceptowali jej wybuchowy charakter i temperament, który objawiał się również niepospolitą namiętnością.
Pozwoliła sobie na mały wybuch, na wyjście spoza ram ich spotkania i przemówiła głosem rozsądku, by i Brandon przestał się zachowywać jak dziecko - już teraz wiedziała, wyczuwała, że w jego głowie rozgrywają się dziesiątki scenariuszy, o których nie powinien myśleć, nie teraz, bo i po co? By znowu zastanawiać się dlaczego do tej pory nie zdobył serca kobiety, która by się nim zaopiekowała?
Czy Sofia byłaby w stanie się kimś zaopiekować?
Przez moment się tylko zasępiła, a cień wstąpił n jej ponuro już lico. Nie sądziła by była w stanie, to raczej ona potrzebowała opieki.
Uniosła zdziwiona brew, gdy przyuważyła płonące spojrzenie Colle’a - gdy spoglądał na nią niemal wyzywająco tymi swoimi szarymi i zazwyczaj przymglonymi oczami. Coś ją tknęło, coś ją ukłuło w okolicy klatki piersiowej kiedy tak na niego patrzyła. Chciała puścić jego nadgarstek, lecz nie mogła - nie teraz, gdy i on zdobył się na coś, o co go nie posądzała. Zmieniał się, przeobrażał i pokazywał, że może dużo, że może więcej niż tylko mamrotać pod nosem i narzekać na swój los. Chciała mu pokazać, że on jest inny, że gdyby mógł to potrafiłby przenosić góry - wystarczyło tylko chcieć. I się zmobilizować.
Odsunąwszy się od niego czuła się tak, jakby przerwała dopiero co wytworzoną nić porozumienia między nimi, która ich scalała. Ciche trzaśnięcie musnęło jej bębenki, chociaż tak naprawdę nic się nie wydarzyło. Zbawienny smak, gorycz alkoholu spływająca jej po gardzieli działał cuda. Kobieta odchyliła na moment głowę by odsapnąć i pozmagać się z własnymi myślami, przemyśleniami na temat wybuchu i zachowania, dość osobliwego zresztą Colle’a. Przez chwilę zdawała sobie sprawę, że tak naprawdę nie powinna się z nim widzieć, nie powinna z nim siedzieć i rozmawiać. Powinni na powrót stać się tylko znajomymi, raz na jakiś czas lakonicznie się witając. Po tym co powiedziała, po jej słowach, po jego słowach sprawa wyglądała jednak inaczej. Pozwoliła sobie na niedopatrzenie w jego towarzystwie, co niosło ze sobą konsekwencje.
Wyprostowała się, nic nie mówiąc, milcząc usłużnie niemal - w międzyczasie pojawił się kelner i również bez słowa napełnił ich szklanki, nawet jeżeli brandonowa leżała na wpół dopita.
Ponownie utkwiła spojrzenie w swoim rozmówcy, na pracownika przybytku nawet nie zwracając uwagi. Chłodna powaga igrała na jej bladej twarzy, a ciepły odcień czekolady majaczył w jej tęczówkach, utkwionych teraz w paniczu Colle.
- Zapamiętaj sobie. Nie jestem urocza. - Wycelowała w niego palec wskazujący i chociaż było to niegrzeczne, nie interesowało ją to. Robiła to na co miała ochotę.
Tak samo jak on miał ochotę ją wyśmiać - niezbyt otwarcie, trochę się z tym kryjąc, ale się śmiał. uśmiechał. Rozciągał wargi w przyjemnym dla oka grymasie - powinien robić to częściej, wyglądał wtedy naprawdę atrakcyjnie.
Znowu jednak zapłonęła, znowu pochyliła się nad nim nieznacznie, spoglądając w szare tafle będące zwierciadłem duszy. Była ciekawa co mogłaby w nim zobaczyć, nawet jeżeli w tej chwili jedyne na co miał ochotę to na kopnięcie go pod stołem i zjedzenie mu sałatki.
- Hej, czy uważasz, że to co powiedziałam jest zabawne? Bo nie rozumiem co Cię w tej chwili tak cieszy. - Wyrwała mu z ręki widelec i wbiła go w kawałek grillowanego kurczaka, który wsunęła między usta, co oznaczało, że się skusiła. Na sałatkę.
I chociaż odkryła drugie dno przekazu, które ją zaskoczyło, nawet jeżeli go tam nie było, a mogłoby być to poczuła jak trzewia wywracają się jej do góry nogami. Przygryzła dolną wargę, wciąż pochylając się praktycznie nad jego sałatką.
- Na co jeszcze miałabym się skusić? - Spytała mgliście.
Zobacz profil autora
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 05 Sty 2016, 15:03

Ponoć pięknym kobietom w życiu trudniej, a wcale nie łatwiej. Tyczy się to szczególnie aspektu zawodowego. Niewiele osób dostrzeże pracowitość, determinację, talent i poświęcenie, kiedy owa pracownica jest naprawdę urokliwa i pełna wdzięku. Wtedy wszyscy na około plotkują, jaka to była jej rzeczywista droga po szczeblach kariery... A dzieje się to prawdopodobnie dlatego, że rzadko kiedy uroda idzie w parze z inteligencją. Sofia miała niewątpliwie ogromny zasób i tego pierwszego, i drugiego. Czy miała poprzez to jakieś nieprzyjemności w pracy? Plotki zawsze chodzą, o każdym, nawet o takiej ułożonej i nienarzucającej się nikomu osobie jak Brandon. Sofia umiała zarządzać podwładnymi, była w pewnych momentach władcza, stanowcza. I zapewne wśród najbliższych współpracowników miała osoby zaufane. Jednak zawsze znajdą się osoby zazdrosne o posadę, które wymyślają tysiące przyczyn awansów, a w szczególności skupiają się na teoriach o romansach z szefostwem... No bo przecież piękna kobieta nie może sama zapracować na swoją posadę, czyż nie? Musi się to zawsze tyczyć jej cielesności... Ech.
Parę takich bolesnych plotek i Bran słyszał o koleżance po fachu. Bagatelizował je jednak, brzydzi się plotkarstwem i to jeszcze takim, zniżającym się do oszczerstwa. Poza tym sam dobrze wiedział, jaką ciężką robotę odwalają. Siedział prawie non stop w gabinecie bądź pokoju wspólnym Aurorów, nasłuchał się już wystarczająco i naoglądał z resztą też... Jednak nie mógł w ten sposób poznać nikogo lepiej.
A teraz może właśnie miał okazję?
Wszak sam przybrał teraz inną pozę, może nawet bardziej prawdziwą od tej dotychczasowej? Coś go tknęło, poczuł ten sam przypływ adrenaliny, który towarzyszy mu podczas śledztw, patroli bądź akcji ratunkowych. Zazwyczaj jest miłym, spokojnym facetem, który dokładnie, niemalże z pedantyczną dokładnością wykonuje swoje obowiązki, wypełnia druki, przynosi raporty. Zawsze jest nienaganny, tylko podczas akcji uruchamia w sobie... swoją dzikość. Wtedy nie myśli tak skrupulatnie nad każdym krokiem, daje się ponieść emocjom i działa automatycznie. Tutaj emocje były, a przede wszystkim pojawiła się fascynacja i ciekawość. I coś, co wywołało u niego uśmiech. I to ten z tych nonszalanckich. Dziwne. Rzadko taki bywał, zazwyczaj nie miał powodów. Tkwił w monotonii, teraz to uległo zmianie.
Kiedy ponownie pochyliła się nad nim - zrobiło mu się gorąco. Przyjemnie gorąco. Właściwie mógł przewidzieć, że to zrobi, wszak sam ją do tego nakłonił. Był zadowolony z obrotu sprawy. Nieczęsto miał w takich sytuacjach pewną przewagę... Właściwie nie był pewny, czy miał ją tutaj, ale na pewno nie zachowywał się tak, jak zazwyczaj podczas kontaktu z czarownicą. Zaskoczył ją, zaskoczył sam siebie. I to było pozytywne.
Spojrzał na nią, zaciskając wargi i lustrując wzrokiem. A co jeśli zaraz się tu posprzeczają? Była niezwykle wyzywająca i on także taki się stawał. Napięcie rosło, śnieg za oknem prószył coraz to bardziej, wiatr wiał mocniej. Wydawało się, iż aura na dworze potęguje emocje buzujące w lokalu, przy ich stoliku.
- Wiesz, ja też nie bardzo rozumiem - powiedział czystym tonem, niespiesznie, jakby był lektorem w filmie, a nie szarym czarodziejem, który miewa problemy z wymową w stresujących sytuacjach. Albo miewał. Nie był pewny, czy ta poprawa wynika z procentów zamienianych na promile, czy też z energii jaka między nimi się wytwarzała...
Wyciągnął swoją rękę nieśpiesznie w jej stronę i odebrał jej widelec. Nabił sobie na niego kilka warzyw z talerza i... zjadł je. Cały czas na nią patrzył. Następnie nabrał kolejną porcję lecz tym razem wyciągnął swoją rękę ze sztućcem w stronę Sofii. Nie uśmiechał się już. Spoważniał, a oddech miał przyśpieszony.
- Jesteś. To był komplement. - dodał ciszej, jakby sam do siebie. Zje mu z ręki? Odrzuci jego dłoń? Rzuci w niego Avadą? Wszystkie opcje rozważał, wszystkie... mu się podobały.
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 05 Sty 2016, 19:19

Nie było chyba osoby, która nie była tematem plotek - tych całkowicie wyssanych z palca, ale również tych, które niosły za sobą ziarno prawdy. Bo, bądźmy szczerzy - plotki nie biorą się znikąd, nawet jeżeli opowiadają historie iście niesłychane.
Sofia nie miała żadnego wpływu na to o czym mówią ludzie, o kim, po co i dlaczego. Bywały takie dni, kiedy coraz to nowsze ploty dochodziły do jej uszu - o tym, o jej życiu osobistym, o pracy, którą odwala, o awansie, który dostała tylko dlatego, że Jared się na nią uwziął. I może była to prawda, i może faktycznie tak było ale ją to nie interesowało. Zajmowała się własnym życiem, własną robotą i wolała skupić się na sprawach, które dotyczą jej i bezpieczeństwa wielu ludzi, a nie na przesyłanych informacji między pracownikami, którzy robią wielkie, jedno G.
Nie obchodziło ją również to czy Brandon słyszał cokolwiek na jej temat - pewnie tak, w końcu pracowali na jednym wydziale, a i ona taka święta nie była. Miała swoje epizody, z co poniektórymi jegomościami, ale tuż po tym, i dopiero po tym jak została zdradzona przez ówczesnego narzeczonego. Wcześniej wszystkich odprawiała z kwitkiem. Bo mogła, musiała i chciała.
A teraz czego chciała? Prócz chwili wytchnienia, być może spędzonej z kimś, kto tak jak i ona czuje się zraniona i samotna. Nie wiedziała. Nie mogła się skupić, na tym czego oczekiwała od losu, bo na jej oczach zachodziła pewna zmiana w zachowaniu Colle’a. Już wtedy, w Ministerstwie widać było, że ma jakąś misję do spełnienia, że pragnie się zmienić, rozerwać. Może kogoś poznać. Może poznać ją?
Jeżeli tak, to był na dobrej drodze. Powoli budował napięcie, jakie między nimi dało się wyczuć, które oddziaływało na ich zmysły - lekko stępione przez alkohol, przyjemnie mgliste. Przynajmniej jej.
Sunęła wzrokiem po jego twarzy, znajdującej się tak blisko jej własnej - dojrzała drobne zmarszczki powstające w okolicy oczu i ust. Widziała z bliska jego gęste włosy, pozostawione w nieładzie. Pasowało mu to. Ten niebanalny wygląd, sposób noszenia się. Istna nonszalancja, której u niego wcześniej nie dostrzegła - nie musiała, bo zajęta była zupełnie czym, kim innym.
Oparłszy dłonie o blat stołu wciąż mu się przyglądała, słuchając jednocześnie jego słów. Nie wiedział? Uśmiechnęła się krzywo, dosyć leniwie odwzajemniając spojrzenie wyzywająco, bo przecież właśnie tak jawiła się w jego oczach.
Nie spodziewała się sceny rodem z filmu romantycznego dla dorosłych - wpierw obserwowała jak ten sam zjada część sałatki, a dopiero potem serwuje jej kąsek przeznaczony tylko i wyłącznie dla niej, dla jej podniebienia. Zdziwiło ją to, czego oczywiście nie pokazała. Zniżyła jednak posłusznie wzrok na widelec i uszczknęła drobnej porcji, obejmując wargami widelec, co mogło mieć dosyć sugestywny aspekt zważywszy na fakt, że wciąż niezbyt dobrze się znali i byli w końcu blisko siebie. Stanowczo za blisko.
Kobieta okłamałaby samą siebie, gdyby nie przyznała się przed sobą, że nie czuła tego napięcia, podniecenia buszującego w jej trzewiach i miłego dreszczyku sunącego wzdłuż jej kręgosłupa. Brandon wiedział jak wyprowadzić ją z równowagi, wiedział co powiedzieć i co zrobić - może działał instynktownie, może nie, ale jedno jest pewne - udało się mu zwrócić uwagę Clinton na swoją osobę. Co mogło oznaczać, że nie jest byle kim za jakiego co poniektórzy mogą go uważać.
Koniuszkiem języka przesunęła po kąciku ust przechylając nieznacznie głowę na bok. Jej dłoń odnalazła szklankę z whisky stojącą nieopodal, ale nie swoją, a jego, którą pochwyciła i z której się napiła. Jakby celowo.
- Po czym wnioskujesz to, że jestem urocza? - Spytała cicho, chrapliwie niemalże mierząc go czekoladowym spojrzeniem, wysuwając pod stołem jedną ze swoich nóg, którą niby to przypadkiem dotknęła kolana współpracownika.
Zobacz profil autora
Brandon E. Colle
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 10 Sty 2016, 14:38

Zza okna dobiegał szum podmuchów zimowego wiatru. Co pewien czas słychać było uderzenia okiennic o cegły na zewnętrznej ścianie budynku. Wiatr wiał coraz to mocniej, a więc i one stukały w szybszym tempie. Odgłosy potęgowały napięcie, zdawało się jakby ich dźwięki równały się z tętnem Brandona... A ono pulsowało coraz to szybciej i szybciej. Gdyby nie był niskociśnieniowcem z natury, pewnie teraz dostałby jakiegoś zawału. Na policzki wystąpiły mu rumieńce, co podkreślało jego, już i tak dostatecznie, wystające kości policzkowe. Czuł jak wali mu serce. I nie czuł nic poza tym. Wszystko działo się tak szybko, zdecydowanie za szybko.
Miał wrażenie, jakby był marionetką, którą ktoś, jakiś figlarz, pociąga za sznurki. Sam nie wierzył w to, co się działo. A podświadomość popychała go dalej i dalej, ów figlarz miał dziś chyba bardzo dobry humor, skory do dowcipów, chciał go wpuścić w maliny i miał przy tym niezły ubaw... I do tego drogą perswazji wpływał na opętanego Colle - sprawiał, że jemu podobała się zaistniała sytuacja, podniecała go ta nieprzewidywalność i spontaniczność, choć robiło się coraz to niebezpieczniej, goręcej.
Zaraz tu spłonie. W przenośni i ze wstydu, jak dotrą do niego strzępki odpowiedzialności i rozsądku. Jak wytrzeźwieje. Od alkoholu i od emocji.
Może było mu to potrzebne? Tłamsił w sobie te uczucia od wielu lat, od wielu lat panował nad sobą w stu procentach, sądził, że przyda mu się to podczas pracy. Tak trudnej i wymagającej... Był jednak tylko człowiekiem, a posiadanie czarodziejskiej krwi sprawiało tylko, że znał parę "sztuczek" za pomocą różdżki. Emocje czarodziejów są takie same jak mugli. Ich psychika jest podobna, bardzo.
Tylko czym biedna Sofia zasłużyła sobie na całą tą sytuację? Mieli zjeść wspólnie lunch, w miłej atmosferze, może pogawędziliby o pracy, o tym, co dzieje się w Ministerstwie... Taki był zamiar. Czysty, prosty, zafałszowany i ocenzurowany, jak wszystko ostatnio... A jednak stało się.
Patrząc na Sofię i to, co zrobiła - nie wierzył własnym oczom. Był jednak z siebie dumny. Cholernie dumny. I nieco zaskoczony, bo choć rozważał taką opcję (o to, mu wszak chodziło), to nie spodziewał się jej jednak. Czy ukrył swoje zaskoczenie? Prawdopodobnie nie wyszło mu to tak dobrze, jak jej.
Przełknął głośniej ślinę. Jakby z trudem... Poruszył się niespokojnie, jednak ciągle i nieprzerwanie patrzył na swą towarzyszkę tego zimowego południa. Południa? A może już była noc? Ile tu siedzą? Ktoś liczył? Godzinę? Dwie? Paręnaście minut? Nie, nikt nie liczył, bo nie było takiej potrzeby ani sensu... Za oknem było biało, nieprzejrzyście od zawieruchy. Nieprzyjemnie. A tutaj?
Kiedy Sofia napiła się z jego szklanki - nie oponował. Może wcale tego nie zauważył... Widział tylko ją, jej oczy i... usta. Gdy zadała pytanie milczał przez chwilę.
- Masz w sobie więcej magii niż przeciętna czarownica, dlatego - odpowiedział mglistym tonem, wciąż patrząc na jej usta, ślepo, w jeden punkt. Jednak po chwili, nagle, wyprostował się, spojrzał na nią poważnym wzrokiem, takim jak patrzy się raczej na swojego podwładnego, a nie współpracownika, którym jeszcze Clinton jest. Wstał nieśpiesznie, dosunął krzesło. Wziął swój płaszcz do ręki. Spoglądał na nią z góry. Wynikało to z jego wzrostu, nie tyle z wyniosłości. Oczy miał poważne, nieco smutne. Miał wrażenie, jakby tym wszystkim niesamowicie ją zranił. Sam bał się zranienia, nie chciał wyrządzać komuś tego samego. Czuł się winny.
- To nie powinno mieć miejsca. Nie jestem odpowiednią osobą, ja... - nie dokończył, urwał - Wybacz, Sofio. - Zostawił na stole parę galeonów, które wystarczyły, by zapłacić za posiłek i napoje ich obojga. Odwrócił się w stronę drzwi wyjściowych. Zanim jednak zniknął za ścianą - odwrócił się i spojrzał w jej stronę. - Mimo wszystko... nie żałuję tego śniadania - dodał, popychając drzwi i wychodząc na mróz, na zamieć. Zniknął w białej wichurze. Jednak jego myśli nie zniknęły, kręciły się w jego głowie jak te płatki śniegu. Chyba nadal nie wrócił do normalnego stanu. Ale czy po tej sytuacji cokolwiek będzie normalne?

zt
Zobacz profil autora
Sofia L. Clinton
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 19 Sty 2016, 11:41

Byli dorośli, a zachowywali się jak nieopierzone kurczaki, które dopiero co zostały wepchnięte w otchłań dojrzałości. Nie wiedzieli co zrobić, co powiedzieć, chociaż sygnały wysyłane przez ich ciała mówiły jasno - są sobą żywo zainteresowani, być może zafascynowani. Może chcieli się lepiej poznać, nie tylko przesiadując niezliczone godziny w Ministerstwie, a poza nim, poza pracą, kiedy ich myśli nie będą spętane nićmi odpowiadającymi za siedzącą w nich agresję i odpowiedzialność.
Może poznają się na płaszczyźnie osobistej, tej skrywanej przez wszystkich aurorów, którzy postrzegani byli jako żołnierze, którzy nie mają cienia szansy na zaspokojenie swych potrzeb. Nie tylko tych fizycznych, bo z tym nigdy nie było problemu, bardziej chodziło o te duchowe, psychiczne, o których głośno się nie rozmawiało, by nie wbić przypadkiem szpilki komuś w serce.
Bo serca Ci żołnierze posiadali, często naznaczone, nabiegłe krwią i nieprzyjemnymi wspomnieniami, ale posiadali. Własne, które mogliby komuś oddać. Gdyby ktoś je tylko zechciał.
Tak poczuła się przez chwilę Sofia, kiedy szare oczy Brandona napotkały jej czekoladowe tęczówki. Jakby ten chciał jej coś powiedzieć, dotknąć jej, odsunąć kosmyki włosów z twarzy. Czuła to rosnące napięcie pełne oczekiwania na otwarcie prezentu, na poznanie drugiej osoby, z zupełnie innej perspektywy niż ta, w której się otaczali na co dzień. Bez papierków, bez rozkazów, w towarzystwie alkoholu, świec i padającego śniegu za oknem.
Panna Clinton poczuła przez chwilę tą magię, nie tą, którą władała, której według jego słów miała w sobie więcej niż inne kobiety, czego jeszcze do tej pory nie usłyszała od żadnego innego mężczyzny. Spodobało się jej to, ulotny komplement, pełen czułości i niejakiego zrozumienia, akceptacji.
Zauważyła jego spojrzenie opadające na jej wygięte usta schlebiało jej to, podniecało, podżegało do popełnienia jednego z tych czynów, z których niekoniecznie bylibyśmy dumni. Nie poganiała go, nie zachęcała dodatkowo - czekała w milczeniu.
I doczekała się, aż ten wstanie, zabierze swój płaszcz i spojrzy na nią z góry jakby była dzieciakiem, który dopiero co stawia pierwsze kroki w zawodzie. Nie jak kobieta, nie jak ktoś doświadczony.
Czuła się jakby dostała w twarz. Zaskoczona odprowadziła go wzrokiem kompletnie nie rozumiejąc - co miał na myśli mówiąc, że nie jest odpowiednim człowiekiem? Do czego? Do spędzenia z nią popołudnia? Czy może do spędzenia z nią czasu w inny sposób?
Zmarszczyła brwi i zaklęła dopijając resztę whisky. Było jej teraz jeszcze gorzej, bo mętlik w głowie nie dość, że się zwiększył to teraz nie dał się jej skupić na czymkolwiek innym.
Została tu całe popołudnie, znowu racząc swe podniebienie mocnym alkoholem i wdychając zapach i dym fajek.

Z tematu.

Zobacz profil autora
Hazel Caldwell
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 30 Sty 2016, 16:45

Pod pewnymi względami Hazel przypominała Angielkę z krwi i kości. Była sztywna jak gargulec, uprzejma, powściągliwa i posługiwała się, choć rzadko, typowo wyspiarskim poczuciem humoru. Do tego trzeba dorzucić flegmatyczność, promieniującą od niej niemrawo jak światła latarni na zamglonych ulicach Londynu. Czarownica traciła jednak w oczach rodaków i (Boże, chroń!) Królowej, ponieważ nie praktykowała chlubnego, popołudniowego picia herbaty. Codziennie, kiedy wskazówki zegara dosięgały piątej, Hazel zamykała się w swoim gabinecie i zapadała w drzemkę, podczas której zasadniczo nie groziły jej żadne niebezpieczeństwa*. Żeby jednak całkowicie nie rezygnować z podwieczorków, urządzała je wcześniej albo później. Ale nigdy o piątej.
Dochodziła więc czwarta, kiedy czarownica wylądowała na oblodzonej drodze z towarzyszącym temu świstem. Poprawiła tajemniczo wyglądające nakrycie głowy i zmrużyła oczy, bo dookoła niej było niewiarygodnie jasno. Niebo zaszło mdłym kolorem mleka, a całą wioskę spowiła gruba pierzyna śniegu. Spiczaste dachy zdawały się drapać chmury, z których nie przestawało sypać. Hazel ruszyła ostrożnym krokiem, żeby się nie poślizgnąć. Niosła papierową torbę pokaźnym rozmiarów, na którą ustawicznie zerkała, jakby w obawie, że ktoś ją ukradnie albo podmieni. Buty czarownicy znaczyły za sobą szlak podłużnych, trójkątnych śladów, który urwał się nagle pod gmachem „Trzech Mioteł”.
Hazel zawahała się, uważnie obserwując budynek. Jej oddech zmieniał się w parę, a mróz szczypał policzki. Nie taki był plan. Miała wejść do Pani Puddifoot na herbatę, posiedzieć chwilę, rozgrzać się i wrócić do zamku przed piątą. Hazel wiedziała, że wobec liczb należy być uczciwy, a ignorując choć jedną, dalsze nie mogą ułożyć się dobrze. Pomimo tej wiedzy oraz wrodzonego rozsądku, nacisnęła klamkę i niezdarnie wgramoliła się do środka.
Wnętrze nie zrobiło na niej wrażenia, właśnie tego się spodziewała. Ciemno, ciasno, w powietrzu kłęby dymu i cierpka woń alkoholu. Wiedziała, a raczej słyszała, jak jest w takich miejscach. Sama jednak nigdy nie była w "Trzech Miotłach", bo po prostu nie miała okazji. Widząc grupę uczniów, którzy zdecydowanie przesadzili z kremowym piwem, poczuła ukłucie żalu. Znowu miała wrażenie, że trochę za późno na takie próby. Że miała swój czas, ale go nie wykorzystała. Zacisnęła zęby, zdjęła kapelusz przyprószony płatkami śniegu i ruszyła przed siebie wolno, jakby wyczuwając grunt.
Torba wylądowała na posadzce, a Hazel usiadła przy barze.
– Ognistą whisky, poproszę – powiedziała sucho.
Pierwszy łyk smakował paskudnie. Następne znacznie lepiej.

___________________
* Zasadniczo, bo łóżka też bywają zdradzieckie, podobnie jak półki, sufity i wszystko, co może znajdować się nad głową śpiącego, kiedy mieszka się w zamku, gdzie nikt nie przejmuje się tym, że „przedmioty nieżywione” zachowują się jak najbardziej żywo.


Zobacz profil autora
Mistrzynie Papużki
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 01 Lut 2016, 17:30

//P.

Hazel nie miała pojęcia, że ktoś ją cały czas bacznie obserwował. Badał całą ją sylwetkę i tylko czekał, aż kobieta wreszcie wejdzie do budynku. Sama nieznajoma i podejrzana postać weszła za nią wtapiając się szybko w tłum ludzi, aby pozostać niezauważonym. Na tym jednak nie zakończył śledzenia kobiety od dobrych paru godzin. Na razie jednak pozostał przy spoglądaniu i badaniu sytuacji i bacznej obserwacji każdego, nawet najmniejszego ruchu kobiety.
A może to było po prostu takie wrażenie? W końcu tylu tutaj ludzi! Każdy mógł tutaj przesiadywać, jeśli tylko nie wszczynał bójek!
Barman podał kobiecie whiskey i przez chwilę się jej przyglądał, jakby nad czymś zastanawiając. Podrapał się po brodzie, przy okazji przygładzając długi, roczny zarost, z którego można było już pleść warkocze.
- Nowa buźka, czy stara? Nie jestem w stanie Pani sobie przypomnieć - powiedział mężczyzna, opierając się łokciami o blat, jednak nie na długo mógł pozostać w tej pozycji, gdyż nie dość, że strzykało mu w krzyżach, to chyba ktoś go wołał, wyzywając od śmierdzących nierobów. Chyba żona. Tak więc nauczycielka znów została sama, czując na plecach spojrzenia innych ludzi, którzy zainteresowani krzykami, spojrzeli prosto na nią. No cóż. Nie od dzisiaj było wiadomo, że barman lubił zaczepiać piękne kobiety i chociaż panna Caldwell miała wręcz tragiczny gust, to urody jej poskąpić nie można było. I chyba to było też powodem zazdrości gospodyni.
Nim jednak Hazel dała radę skończyć Whiskey, poczuła, że zbiera się jej na wymioty, w dodatku kręci w głowie tak, że nawet nie wiedziała kiedy zmieniła miejsce pobytu. Zaplecze? Nie, było znacznie ciemniej niż przewidywała ustawa. W dodatku te nieszczęsne zawroty głowy sprawiały, że nie potrafiła się podnieść, albo nie mogła. Zaklęcie unieruchamiające? Nie dobrze… Co teraz?

[z/t dla Hazel]

Kochana, jako, że chciałaś, abym była Twoim przewodnikiem, to piszesz tutaj: klik

_________________

knujo nieprzerwanie wiele niedobrych rzeczy
Zobacz profil autora
Mary Watts
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 15 Kwi 2016, 16:52

Mary Watts była bardzo cierpliwą kobietą – potrafiła słuchać, analizować i wyczekiwać najodpowiedniejszego momentu na podjęcie jakichkolwiek działań, a to w parze z brakiem litości czyniło z niej osobę, której zwyczajnie nie chciałoby się mieć za wroga. Jeśli zaszło się za skórę pani Watts i znało się ją chociaż odrobinę, najlepiej było od razu zacząć planować ukręcenie tej ślicznej blond główki, zanim żmija pierwsza nie zaatakuje. Tak zrobiłby człowiek posiadający instynkt samozachowawczy, a Kenneth najwyraźniej nie dorobił się go ani odrobiny od czasów młodości. Co mimo wszystko nie powinno dziwić Mary, w końcu kiedyś znali się bardzo dobrze, ale mimo wszystko odczuła niesmak w tyle gardła – choć miała go za zdrajcę krwi, wciąż uważała, że szwagra stać na o wiele, wiele więcej. W końcu był zdolnym czarodziejem, co prawda w innych dziedzinach niż jego zmarły brat, ale to wcale nie umniejszało jego indywidualnym talentom. Wciąż pamiętała, jak kiedyś godzinami potrafił opowiadać jej o magicznych stworzeniach, szukać na spacerach jakichś drobnych okazów i pokazywać, że jeśli połaskotało się odrobinę bok tego czy innego maleństwa, potrafiło rozdąć się jak balon.
Tylko, że to było kiedyś, zanim Kenneth złamał jedną z kardynalnych zasad świata Mary i stał się jej obcy – a jeśli nie obcy, to przynajmniej niepożądany. Łatwiej podsycało się gniew na jego decyzje, gdy przy boku stał wściekły mąż plujący jadem jak rozjuszona kobra, a teraz kobieta czuła, że bardziej używała tego jako wymówki. Wymówki, żeby nie poddać się woli czarodzieja i nie przyznać mu racji, bo to oznaczałoby swego rodzaju porażkę, a była zbyt dumna, by świadomie układać głowę na rzeźnickim pieńku. Już i tak zbyt dużo próbowała mu uświadomić, uznając, że przejrzy zarzuty i dostrzeże prawdziwe znaczenie jej słów, ale najwyraźniej się przeliczyła – znów. Jedno natomiast trzeba było Kennethowi oddać – zaskoczył ją nagłym przyzwoleniem na spotkanie, tak samo jak i porwaniem na ręce oraz deportacją. W pierwszym odruchu uchwyciła się ramion czarodzieja, dopiero po lądowaniu w Trzech Miotłach posyłając mu rozzłoszczone spojrzenie i wierzgając, by ją odstawił. W jakiś sposób przypomniało jej to czasy szkolne, miłą beztroskę nastolatków, ale na Merlina i Morganę, oboje już nie byli tymi samymi szczeniakami, coś się bezpowrotnie zmieniło i Mary nie mogła tak po prostu objąć szyi Wattsa, chichocząc z uciechy.
Poprawiając kożuch zmierzwiony bezczelnie przez Kena, blondynka obrzuciła spojrzeniem wnętrze Trzech Mioteł, stwierdzając po cichu, że absolutnie nic się tu nie zmieniło. Nic a nic.
- Naprawdę uznałeś pub za najlepsze miejsce? – spytała, marszcząc nieco brwi i rozglądając się uważniej po twarzach uczniów okupujących stoliki oraz ławy. Serce nagle zaczęło jej dudnić w odruchu, z którym już dawno nie miała do czynienia i nie była wcale taka pewna, czy to dobrze czy źle. Spodziewała się zupełnie czego innego po rozmowie z Kennethem, ale jeśli samodzielnie aranżował jej okazję do spotkania z synem, to dlaczego miałaby odwodzić go od tego pomysłu lub uciekać? Koniec końców przecież tego właśnie chciała.
Chociaż stali przy jednym z niewielu wolnych stolików, śmierciożerczyni wcale nie paliło się do zajmowania miejsca – stała tylko wyprostowana jak struna, z napięciem widocznym w ramionach i wodziła spojrzeniem za ruchem jak jastrząb.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 6, 7, 8, 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-