IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 26 Lis 2015, 23:27

Uciekając od tłumu ludzi, od miliona pytań i niewygodnych spojrzeń zatraciła się w swoich rozmyślaniach i samotności, która pogłębiała się z każdym dniem, godziną i minutą. Zamiast wyciągnąć dłoń do przyjaciela wolała się od niego odwrócić i wtopić w ścianę, zupełnie jakby jej nie było. Bez możności dotknięcia kogoś bliskiego zwariowała – cierpiała, więc pewnie dlatego teraz pozwoliła sobie na chwilową bliskość, słabość, która z niej wypełzła.
Znowu poczuła dziwne ukłucie w sercu gdy objęła Tima – może to żal, głupota albo zwykły wstyd za swoje zachowanie, którego nikt by przecież nie pochwalił? Ona nie pochwalała, nie lubiła uciekać przed tymi, którzy chcieli dla niej dobrze – a teraz właśnie miała pewność, że Lowther nie da jej zrobić krzywdy i że jej nie opuści chociaż miałoby się palić i walić. Usłyszała to na własne uszy, miała wryte to w pamięć, widziała to w jego oczach. Czego jeszcze chcieć więcej?
Nie myślała nad konsekwencjami swego czynu – dla niej było to coś zupełnie naturalnego – byli przyjaciółmi, dotykali się w niewinny sposób, byli blisko siebie, znali się za dobrze. Zrobiła to na co miała ochotę w danej chwili i nie podejrzewała Krukona, że to na niego podziała – ta szybkość, zdecydowanie w jej ruchach i przylepiec, którym się na moment stała. Odsunąwszy się przebiegła palcami po jego nosie i uśmiechnęła się krzywo.
- Będę napastować Cię sowami, zobaczysz. – Pogroziła mu po swojemu nie dostrzegając w jego zachowaniu niczego niezwykłego. Ot, kolejny, serdeczny uścisk i garść miłych słów na załagodzenie atmosfery. Niby nic wielkiego, ale to było właśnie to coś co postawiło ją na nogi. Tuż obok dwóch wypitych wcześniej piw.
Chwilę zastanowiła się ile właściwie się znają. Nie znają, a znają. Bo jeżeli chodzi o to pierwsze to już na samym początku drogi do Hogwartu zostali skierowani do jednej klasy, gdzie przez pewien czas zwyczajnie ze sobą nie rozmawiali. Wanda była zbyt nieśmiała, albo inaczej – zbyt hałaśliwa [zależy kto jak na nią patrzył] by zagadać do cichego chłopczyka, który wydawał się być bardziej dojrzały od innych. Potem spłynęło na nią niefortunnie zauroczenie jego osobą, co będzie jej wypominane do końca jej wandowego życia, aż w końcu połączyła ich specyficzna więź, którą ciężko będzie rozerwać. Sama nie wiedziała kiedy to się stało, kiedy zaczęli spędzać ze sobą miłe i pracowite popołudnia, kiedy poznawali swoje drobne sekrety, kiedy zaczęli traktować się, no właśnie – w taki swobodny sposób. Dziewczyna jeszcze raz spojrzała na blondyna by zaraz zsunąć się ze stolika, zatoczyć kółeczko wokół mebla i odłożyć pustą już butelkę na miejscu. Sięgnęła po kolejne, trzecie już piwo i odkapslowała je tym razem zręczniej niż za pierwszym razem uważając teraz na rozciętego palca. Chwilę mocowała się ze szkłem, by zaraz unieść w geście zwycięstwa. Objęła ustami szyjkę naczynia i wydudniła kilka łyków na otrzeźwienie czując, że rozmowa znowu schodzi na niebezpiecznie tory. Dlatego przepląsała niczym leśna czy wodna nimfa tuż przy Timie – alkohol widocznie zaczynał wprawiać ją w euforię – musnęła dłonią bark kumpla i zaraz usiadła na brzegu ogromnego łóżka.
- Nie sądzę by to czego tam sobie używasz do omotania ofiary na mnie podziałało, Timmy. Ale próbować zawsze możesz. – Rzuciła jakby od niechcenia dostrzegając na suficie kolorowe plamy, których wcześniej nie zauważyła. Dziwne. Znowu przykleiła się do butelki i rozlała się na materacu dzielnie trzymając piwo w dłoni. Westchnęła czując jak temperatura jej ciała wzrasta, a płynący alkohol w jej żyłach spokojnie sunie i sprawia, że wszystko wydaje się być ciekawsze, piękniejsze i lżejsze.
- Czuję się dobrze. Wiesz? Jest fajnie. – Powiedziała znowu nagle unosząc się delikatnie na łokciach by moc zerknąć na zielonookiego.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 26 Lis 2015, 23:58

Tak, to wszystko było naturalne, Timothy umiał się przecież zachować - ale wciąż był facetem. Tylko lub aż, zależy jak na to spojrzeć. Przyjaźń przyjaźnią, ale pewne rzeczy działały na niego dokładnie tak samo zarówno wtedy, gdy otrzymywał je od kogoś obcego, jak też wtedy, gdy obdarowywała go przyjaciółka. W tym drugim przypadku działać mogły zresztą bardziej, bo to gdy kogoś znasz, to jednak wszystko wygląda trochę inaczej, inaczej przemawia, trąca inne struny. Nic więc dziwnego, że czasami, zależnie od okoliczności, Lowther czuł się odrobinę jak drażnione zwierzę, jak spięty na łańcuchu pies. Ani myślał się na to skarżyć - podobne zagrywki, niewinny podtekst tu czy tam przecież go bawił - ale czasem było trudno. Bo rozum swoje, a instynkt swoje i koniec. Nie potrafił tego wszystkiego tak po prostu ignorować, mógł co najwyżej wystawiać swą silną wolę na kolejne próby - Wanda mogła ją wystawiać.
- Proszę bardzo, chociaż nie jestem pewien, czy powinienem się na to godzić - rzucił tymczasem w odpowiedzi na jej groźbę. Napastowanie sowami. Sam nie miał nic przeciw, ale Annika kiedyś bardzo trafnie podobną zażyłość skomentowała - i to był chyba doskonały moment, by jej słowa przywołać. Timothy nigdy się do nich nie przywiązywał, ale brzmiały zabawnie i w sam raz nadawały się na odbicie piłeczki w stronę Whisper, sprowokowanie jej do kolejnych ostrzeżeń czy, przykładowo, drobnych zgryźliwości. - Żadna panna nie zniesie takiej konkurencji, a ja podobno powinienem się ustatkować. Powinienem? - Uśmiechnął się półgębkiem. Nie planował związania się z żadną na stałe, przynajmniej nie w najbliższym czasie, o ożenku tym bardziej nie było co mówić. Mogli sobie jednak pogdybać, powyobrażać sobie, jakby to było, gdyby faktycznie miał kogoś u boku - i gdyby listy Wandy przychodziły częściej niż prenumerata Proroka Codziennego. Lowther nie miałby z tym żadnego problemu, wszystko by pogodził, ale siedemnastoletnie doświadczenie życiowe podpowiadało mu, że dziewczę, której coś się obiecało, wykazuje instynkt silniejszy od wszystkich samców razem wziętych. Budzi się w takiej jakaś wygłodzona lwica, zaborczy sukkub, który inne cudowne przedstawicielki zabiłby najchętniej pierwszym, krótkim spojrzeniem. Tak na zapas, niekoniecznie czekając na dowód winy. I może nie wypadało uogólniać, generalizować, ale teraz było to zabawne. Na samo wyobrażenie, że jakaś panna miałaby go usidlić a potem strzec jak swej własności było śmieszne. Nie mógł nie parsknąć na to cicho i nie pokręcić głową z rozbawieniem,
A potem, już w kolejnej chwili, znowu musiał wziąć się w karby. Bo alkohol wyraźnie podziałał na Wandę, a Wanda zaczęła działać na Tima. Tak to po prostu było, żadna przyjaźń damsko-męska nie mogła być absolutnie czysta. Może na początku, w pierwszej fazie, ale potem? Potem przychodził przełom, bo kobiety i mężczyźni stworzeni byli jednak do relacji zgoła bardziej intensywnych. I albo przechodziło się tą ewolucję, albo wszystko traciło się w efektownej eksplozji przekleństw, wzajemnych wyrzutów i zażaleń. Timothy nie był pewien, czy chce sprawdzać, w którym rozwiązaniu oni sprawdziliby się lepiej, bo, znając siebie samego, nazbyt łatwo przychodziło mu wskazać rozwiązanie numer dwa. Wolał więc trzymać się od tego na dystans, zagłuszać jakieś tam prymitywne pobudki i nic nie zmieniać. Na wszelki wypadek.
Jak było mu trudno - to było jednak widać, szczególnie teraz. Alkohol upośledzał zdolności samokontroli, zdzierał maskę, w związku z tym Lowther oddalił się od przyzwoitości o krok czy dwa. Gdy Whisper zawirowała nieopodal - zlustrował ją bezczelnie od góry do dołu, podobnie arogancko śledząc ją wzrokiem aż do łóżka. Muśnięcie jej dłoni wzbudziło niedostrzegalne iskry, na które zacisnął tylko zęby. Upijając kolejne łyki piwa, odetchnął głęboko, powoli. W obliczu tak jawnej pokusy musiał bardzo, naprawdę bardzo uparcie przypominać sobie, że Wanda nie wie, co robi. Nie, inaczej - wie, ale dla niej to jest tak, jak zawsze. Żarty, zabawne zagrywki, nic ponadto. Jak zawsze. Więc on też musiał być jak zawsze. Podjąć grę, ale nie przeszarżować.
- Wiem - odparł więc bezczelnie na jej ostatnie pytanie wstając jednocześnie z krzesła. Rzuciła mu wyzwanie, czyż nie tak? Sugerowała, że jest oporna. A on wiedział, że nie jest, nie będzie. I musiał zbliżyć się do tej cienkiej granicy, która pozwoli mu to udowodnić, jednocześnie jednak powstrzyma przed jednym krokiem za dużo. Krokiem, którego obydwoje by później żałowali. Nie lubił takich wyzwań, nie lubił, gdy do stracenia miał tak wiele. - Ze mną nigdy nie jest inaczej.
Dosiadając się do Wandy na łóżku w kilku łykach opróżnił aktualną butelkę do połowy, wiedząc, że to jest pierwsza z głupot, którą robi. Sam sobie wszystko utrudnia. A podobno jest taki rozsądny, taki dojrzały... Nonsens. Podobnie przemądrzałe, nieme komentarze zapił kolejnym łykiem. Bez wahania sięgnął dłonią ku Wandzie, już w kolejnej chwili podejmując wędrówkę wzdłuż jej kręgosłupa. Musnął opuszkami palców jej kark, kolejne kręgi, systematycznie wędrując niżej wzdłuż najbardziej przyzwoitych z krzywizn ciała przyjaciółki. Mrużąc oczy z zaciekawieniem śledził jej reakcje. Chciał zobaczyć, czy naprawdę jest zbyt pewny siebie, czy jednak to wszystko jest proste, tak proste, jak był przekonany, że jest. Przyjaźń to jedno, ale i on, i ona podlegali przecież także innym, podstawowym zasadom. Nie wierzył, by były od tego jakiekolwiek wyjątki.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 27 Lis 2015, 12:20

Nie ukrywała, że chciała dla Tima jak najlepiej – wielokrotnie studiowała jego przelotne znajomości z dziewczętami ze szkoły, które kończyły się mniej więcej tam gdy w grę wchodziły uczucia. Jego koleżanki mogły być o nią zazdrosne, bo ona była tą, która ma możność dotknięcia go, przytulenia czy zwrócenia uwagi w każdej chwili – co często robiła jeżeli chodziło o ostatnie. Mówiła Lowtherowi co jej nie pasuje w jego zachowaniu i starała się go rozczytać względem jego podrygów do połowy pań ze szkoły – wniosek nasuwał się tylko jeden – chłopaczyna musiał się wyszaleć i to było wszystko. Miał swoje fizyczne potrzeby i chociaż ona umiejętnie je skrywała, on jakoś nie mógł. Tego jedynie nie mogła zrozumieć – tego pędu do fizycznej bliskości, ale nie tej, którą znała i dzieliła się Wanda, ale tej, z której nie miała jeszcze okazji skorzystać – i czego nie planowała w najbliższym czasie zważywszy, że jej ostatni chłopak najzwyczajniej w świecie zwiał.
Cytowane słowa trafiły do niej z pewną dozą opóźnienia – musiała się głęboko zastanowić nad odpowiedzią, a praktycznie wcale, bo wiedziała co byłoby najlepszym rozwiązaniem dla Timothy’ego – stała dziewczyna, której poświęcałby swoje wolne chwile – każdy przecież by tak robił, prawda? Nie dopytywała już o to czy by o niej zapomniał, bo podświadomie teraz wiedziała, że nie. Nie zapomniałby i odpisywałby jej na te sowy skrupulatnie, jakby od tego wciąż zależała ich przyjaźń.
- Powinieneś. – Odparła zgodnie z pierwszą myślą jaka się jej nasunęła, by zaraz zmarszczyć no gdy zauważyła jego rozbawienie. Tim był jaki był – nonszalancki i pewny siebie, świadomy swojej atrakcyjności i inteligencji – potrafił dziewczynom zawrócić w głowie, ale czy istniała taka, która zawróciłaby w jego? Póki co nie widziała odpowiedniej kandydatki, ale czego się tu spodziewać po dziewczętach ze szkoły? Były różne – były i te zupełnie poważne, te słodkie i miłe jak i te szare, na które nikt nie zwraca uwagi. Ona była mixem – nie umiała się określić jaka dokładnie jest, gdzie powinna się wpasować – była i już, kto tam o niej kiedyś słyszał i tyle. Lawirując między meblami i Timem miała minę zamyśloną, zupełnie jakby rozmyślała o super tajnym planie – tak mogło się zdawać nawet i jej biorąc pod uwagę ilość wypitego alkoholu. Ten ją zmiękczał, kazał mówić głupoty, paplać bez sensu i czuć się lekko. Była lekka, z łatwością bowiem wspięła się na łóżko czując jedynie ten gorąc – chwyciła za brzegi swojego czarnego swetra i pomotała nim chwilę wiedząc, że nie może go zdjąć, bo pod spodem nic nie ma. To nie byłoby w porządku, nawet wobec Tima, którego dalej i wciąż uważała za niegroźnego względem swojej, wyjątkowo szarej osoby. Wiedziała, domyślała się, snuła swoje teorie spiskowe, że chociaż była dziewczyną, dorastała to nie była w typie Lowthera. On zawsze cenił cechy charakterystyczne dla swej siostry, o której wiele słyszała, a która jawiła się jej jako niedościgniony ideał piękna, inteligencji i sprytu. Wanda nie była sprytna, była słaba, naiwna i zbyt empatyczna. I chociaż miewała przebłyski zachowań, które do niej nie pasowały to nie sądziła by mogła się równać z kimś takim. Dlatego głównie jak gdyby nic usiadła na łóżku, w którym niedługo się zakopie pod sam nos i upiwszy kolejne łyki napoju chmielowego ułożyła się wygodnie jakby jutra miało nie być. W głowie słyszała przyjemny szum, który zagłuszał główny tor jej myśli i nie kazał patrzeć na wzrok, którym obrzucił ją przyjaciel. Nie widziała tego, nie czuła jego napięcia, napięcia, które między nimi niewątpliwie się pojawiło, a które bezczelnie ignorowała, bo do niej zwyczajnie nie dochodziło.
Nie minęła chwila, a obok niej pojawił się Timmy – ten sam Timmy, który gromił wzrokiem połowę Hogwartu, a teraz siedzi niej tak blisko. Słyszała dudnienie jego serca, widziała jak unosił butelkę do ust, co ona skopiowała. Również pociągnęła kilka solidnych łyków nie zastanawiając się nad tym do czego teraz między nimi dojdzie i o ile dojdzie.
- Z Tobą nigdy nie jest inaczej. – powtórzyła chcąc dojrzeć drugie dno tych słów – czy to miała być obietnica czy przestroga? Uniosła wzrok na jego twarz, na bezczelny uśmiech, który chociaż dobrze znała to w jakiś sposób ją kłuł – przeszkadzał jej, dlatego czym prędzej chciała go zetrzeć, lecz nie zdążyła. Poczuła jego dłoń, jego palce na swoich plecach zahaczające o te tereny, do których rzadko kto miał dostęp. W pierwszej chwili zamarła – dając mu pewnie tym samym satysfakcję, pokazując, że jest tylko dziewczyną nieodporną na jego wdzięki jej piwne oczy rozszerzyły się, a z ust wydarło się wetchnięcie. Pogłębiło się wraz z przejściem kończyny na kark, który był jedną z najwrażliwszych stref na jej ciele, o czym ten zaraz się przekonał.
Ostatkiem silnej woli usunęła swoje piwo odkładając je na ziemię po czym położyła się i przeturlała na brzuch nie wytrzymując i parskając śmiechem. To prawda, poczuła jakiś przeskok, wyładowanie i coś co mogłoby ją – jeżeli już nie zrobiło – pobudzić, ale jego dotyk teraz miast podniecać ją łaskotał, a Whisperówna strasznie na łaskotki była podatna dlatego chwilę się wierzgała odsuwając od siebie ręce towarzysza. Poczerwieniała na twarzy i uspokoiła swój oddech wyciągając dłonie pod podbródek. Miała dobry wgląd na Tima, do którego uśmiechnęła się rozluźniona.
- Widzisz jak to się kończy. – skwitowała krótko, bo mimo chęci zrobienia na niej wrażenia, zbliżenia się do tych granic, które mogłyby przekreślić ich znajomość dziewczyna się obroniła – chcąc nie chcąc. Nie czuła się z tym źle – jakkolwiek by się nie czuła domyślała się, że jej reakcja była prawidłowa.
- Rzadko dziewczyny tak reagują na Twój dotyk, prawda? One tego chcą, ja to widzę. To jest strasznie zabawne, być takim obserwatorem i patrzeć na wszystko z boku. – Ożywiła się podnosząc na łokciach – wciąż siedzieli – w sumie leżeli – blisko siebie co jej nie przeszkadzało. Wanda znowu miała temat do wiecznych rozkmin, które pod wpływem alkoholu rzucała jak kłody pod nogi, niecelowo, nie specjalnie.
Ale to była prawda, obserwowała wszystkie podrygi dziewcząt ze szkoły – to jak nieudolnie starały się zainteresować Lowthera swoją osobą, jak mu się nadstawiały i kłóciły o miejsce u jego boku. Może trzeba było go podjąć z innej strony, zwyczajnie przy nim być i nie rzucać się na niego jak na świeże mięso na targu?
Powinna pisać poradniki dla samotnych kobiet, do czego doszła chwilę później.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 17:40

Czasem dochodził do wniosku, że mógłby wycofać się ze wszystkich tych gier i pozostawić wszystko w rękach Wandy. Jego udział wcale nie był tak konieczny, jak mogłoby się wydawać - po tak długim czasie obserwowania jego poczynań, zachowań dziewcząt i tak dalej, i tak dalej, panna Whisper doskonale poradziłaby sobie z ułożeniem mu życia. Timothy mógłby tylko usiąść i czekać, właściwie wszystko dostając podane na tacy. Dziewczynę, potem narzeczoną, wreszcie żonę. Datę pierwszej randki, pierwszego pocałunku, ślubu. Rok, w którym powinien sprawić sobie potomka i miesiąc, kiedy do domu powinien przyprowadzić psa. Datę rozmowy kwalifikacyjnej i starannie opracowane wytyczne, co powinien robić i ile wysiłku w swą pracę wkładać, by wspiąć się po drabinie kolejnych awansów. Mógłby machnąć na to wszystko ręką, bo podobne plany Wanda ułożyłaby mu znacznie lepiej, niż zrobiłby to on sam.
Wbrew pozorom - to nie była próba drwiny z troski panny prefekt. Timothy doceniał to, jak wiele dziewczyna by dla niego zrobiła i jak bardzo zależało jej na tym, by jego życie było... Dobre? Satysfakcjonujące? Pewnie każde po trochu. Byłby ostatnim idiotą gdyby odrzucał podobną bliskość i - tak również można było to nazwać - miłość. Z drugiej jednak strony wciąż pozostawał tylko nastolatkiem, który nie przepadał za dyktowaniem mu czegokolwiek. Na co dzień nie miał problemu z nawałem rad udzielanych mu przez Wandę, ale bywały dni, gdy po prostu go to męczyło. To, że ocenia każde jego spotkanie, że posyłała mu mniej lub bardziej znaczące spojrzenia widząc u jego boku nową uczennicę. To, że z uporem namawiała go do ustatkowania się i że co i raz ponawiała pytania o to, czy naprawdę nikt nie zwrócił jego uwagi. Dni, gdy faktycznie zbliżał się do granic swej cierpliwości zdarzały się wprawdzie dość rzadko, natomiast gdy już miały miejsce, stawały się też dniami, podczas których musiał zastanawiać się nad ich przyjaźnią, nad tym, czy naprawdę chce tkwić w tym dalej - czy zwyczajnie starczy mu sił na współegzystowanie z tak skrajną czasem dobrocią i troską Wandy. Takie rozmyślania zawsze kończyły się jednak w jeden sposób - po prostu odrzucał je w kąt stwierdzając, że nie potrafiłby inaczej. Nie mógłby istnieć bez świadomości, że choćby i na drugim końcu świata ma pannę Whisper, do której zwrócić może się niemal ze wszystkim.
I która potrafi w jednej chwili przewrócić okoliczności o sto osiemdziesiąt stopni.
Gdy roześmiała się, nie wytrzymując łaskotek, sam także parsknął śmiechem. Udowodnił? Udowodnił. Może nie do końca tak, jak zamierzał, ale ostatecznie liczył się skutek końcowy - w tym momencie nie było zaś wątpliwości, że gdyby pozwolił sobie na więcej, to Whisper z takich czy innych względów nie byłaby w stanie stawiać oporu. To, że uniemożliwiałyby jej to łaskotki było równie dobrym argumentem jak to, że po prostu opierać by się nie chciała.
- Rzadko - przyznał jednak, jednocześnie pozbywając się własnego swetra. W przeciwieństwie do Krukonki nie musiał obawiać się, czy nie odsłania za dużo - w końcu taki był męski przywilej - w związku z czym już po chwili rozkładał się na łóżku w jednej warstwie mniej, pozostawiając sobie tylko bokserkę. Było ciepło, bardzo ciepło. Wniosek, że zasługiwali to także wlanemu w siebie alkoholowi był bardziej niż oczywisty.
- Szczerze mówiąc, są strasznie przewidywalne. Wszystkie, co do jednej. - Zdjęty sweter rzucając niedbale na ramę łóżka przeciągnął się leniwie i pozycję dotychczas półleżącą zmienił na najwygodniejszą z możliwych. Podkładając ręce pod głowę na krótką chwilę całą swą uwagę poświęcił chropowatemu, bielonemu sufitowi, by potem ponownie spojrzeć na Wandę. - Ale to rzeczywiście zabawne, całe te podchody... Jak gdyby rzeczywiście było o co walczyć. - Wzruszył ramionami. Samokrytyka, dowód numer x. Prawda była jednak taka, że Lowther nigdy nie uważał się za kogoś, kto zasługiwał na aż takie starania. Nie miał problemów z poczuciem własnej wartości - wiedział, ile jest wart, ile zdziałać może samą swoją aparycją, ile osiągnąć pozwoli mu posiadana inteligencja - tym niemniej uważał, że to po prostu śmieszne. Ktokolwiek naprawdę sądził, że w tak żałosny sposób da się na poważnie zwrócić czyjąś uwagę? Że upokarzając się - dokładnie tak postrzegał bowiem praktykowane przez uczennice zagrywki - można coś ugrać, coś więcej niż jedną, dwie chwile? Cóż, może u kogoś było można. On po prostu korzystał z tego, co mógł, w żaden sposób nie poczuwając się do winy.
- I uwierz mi, z mojej perspektywy to równie dobry żart, co z twojej. - Wygiął wargi w nieznacznym uśmiechu rozbawienia. - Przynajmniej dopóty, dopóki nie robi się to męczące.
Przeciągając się raz jeszcze, odruchowo przeczesał palcami rozczochrane teraz niemiłosierne włosy i zerknął za okno. Pierwsze płatki wieczornego śniegu osiadły na szybie, topniejąc powoli. Widok ten prędko sprowadził Timothy'ego na tory, o który jego myśli już się przed momentem otarły.
- Nie za gorąco ci? - rzucił do Wandy. W jego słowach nie było już żadnego podtekstu, chwila na dwuznaczne żarciki skończyła się przed momentem. Teraz pozostała tylko zwykła, przyjacielska troska - mieli spędzić tu jeszcze całą noc i kawałek poranka, ostatnim, czego by w związku z tym chciał, to by panna prefekt męczyła się, gotując we własnych ciuchach.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 18:10

Była trudną osobą – trudną, skomplikowaną, przesadnie ułożoną i znającą zachowania innych osób jak nikt inny. Bywała męcząca – z tym swoim narzucaniem woli, obowiązków, wspaniałych rad, o których niektórzy nie chcieli nawet słyszeć – wynikało to jedynie z jej dobrych chęci i złotego serca, którym obdzieliłaby każdego gdyby tylko chciał. Jej upór i chęć sprawowania kontroli nad wszystkim na czym się znała były okropne i choć starała się zmienić nie wychodziło jej to – mogła albo całkowicie się usunąć z życia tej jednej osoby albo być jaka była. Decyzja była trudna – przynosiła zarazem same korzyści ale i te mroczne minusy, o których lepiej nie myśleć.
Tima traktowała jak bliskiego przyjaciela, jako kogoś, do kogo może pójść i się wypłakać po nieudanym spotkaniu z chłopakiem czy po tym jak dostała złą ocenę z wypracowania. Nie mieli przed sobą większych tajemnic, ale nie rozmawiali też o wszystkim nie uznając tego za koniecznie. Wydawałoby się, że się naprawdę dobrze znają i rozumieją ale czy tak naprawdę było? Czy znali swoje potrzeby czy woleli zakopać tą świadomość gdzieś głęboko pod kołdrą by przypadkiem tego nie wykorzystać w sposób, który mógłby być rażący dla drugiej osoby? Wanda o tym nie myślała – nie myślała by zacząć postrzegać Tima jako kogoś, kto nie musiałby być dla niej tylko mentalnym oparciem, ale również tym fizycznym. Nie powinna była wyciągać po niego ręki, nie teraz i pewnie nie w przyszłości, kiedy jej serce wciąż krwawiło po niefortunnym zakochaniu, o którym pragnęła zapomnieć, wymazać ze swej pamięci. Tak powinno być łatwiej, utopić swój smutek i żal zastanawiając się raz po raz co z nią było nie tak, dlaczego to skończyło się właśnie w takim momencie. Dlaczego nie mogło potrwać dłużej aż związek sam z siebie by się rozpadł. Tyle pytań bez odpowiedzi kłębiło się pod brązową czupryną do momentu, w którym jej przyjaciel znowu nie zabrał głosu. Spojrzała na niego odrobinę nieprzytomna zdając sobie sprawę, że i gdyby zaczął się nią interesować w tej trzeciej klasie to pewnie pozwoliłaby mu na skradnięcie jednego całusa. Lowther był przystojnym chłopakiem, za którym odwracały się niemal wszystkie panienki w wieku dojrzewania, które chcą by ten jeden, jedyny książe z Ravenclaw wybrał właśnie ją na ten wieczór. By się zabawić, poczuć aromat dziewczęcego ciała i porzucić – tak jak to zapewne robił. Bez obietnic, bez prośby o kolejne spotkanie. Z jednej strony był bardzo w porządku wobec tych biednych dziewczyn bowiem nie obiecywał im niczego. Nie obiecywał długich spacerów po błoniach, słodkich pocałunków i randek. Dawał im to czego chciały – chwili bliskości. Tego czego on sam chciał ze zrozumiałych powodów.
Obserwowała go jak się rozbiera, jak fala złotych włosów opada mierzwiąc się jeszcze bardziej. Jak materiał swetra otula ramę łóżka, a sam chłopak kładzie się w pozycji, która mu najbardziej odpowiada. Patrząc na niego nie mogła powstrzymać się od zachwytu – tak, mogła się nim zachwycać jak wszystkie inne – mogła go nawet porównywać do swoich wszystkich byłych chłopaków, bo aparycją niezbyt się od nich różnił – ale czy tutaj jedynie chodziło o fizyczność? Mogła bez obaw nazwać Tima swoim przyjacielem, tak samo jak odwrotnie – oddałaby mu się bez wahania, jeżeli chodziło o psychikę oczywiście, bo czuła pod skórą, że to jest człowiek, który wiele osiągnie. Bywał niedostępny, nieprzyjemny i zbyt arogancki, ale czy ktoś z nas nie miał wad?
- Wiesz, to są tylko zauroczone dziewczyny. Nie ma co wymagać od nich cudów. Działają pod wpływem impulsu, instynktu. Chcą dostać to czego chcą i o to walczą nie patrząc na to czy to co robią jest słuszne czy przyzwoite. – Chwilę kręciła się by i jak Lowther znaleźć odpowiednią i wygodną pozycję – w końcu jej się udało, a był to zwykły siad po turecku. Miała dobry wgląd zarówno na kumpla jak i na butelki po piwie tłoczące się w nogach łóżka. Znowu sięgnęła po swoje naczynie, w którym jawił się wodospad chmielu.
- Kurcze, zawsze jest o co walczyć. Jeżeli czuje się do kogoś sympatię to chociaż warto spróbować by zobaczyć czy coś z tego wyjdzie czy nie. Inna sprawa, że nie wszyscy potrafią dobrze to rozegrać. – Powiedziała zanim pociągnęła długi łyk alkoholu. Mówiła to co miała na myśli. Nie waliła frazesami, których nie rozumie, a w które wierzyła. Jeżeli dwoje ludzi się spotyka, podobają się sobie to dlaczego nie mogliby zrobić kroku naprzód i ze sobą być? Taki był idealny scenariusz. Życie daje nam jednak w kość i lokuje nasze uczucia w osobach, które Cię nie chcą, albo które o Tobie zapominają. Albo, co jeszcze lepsze przypominają sobie o swoich byłych i Cię rzucają. Krukonka skrzywiła się niemiłosiernie jakby zjadła plasterek cytryny i pokręciła głową odsuwając ciemne kosmyki włosów z twarzy.
- Miłość jest głupia. Ciężka. Strasznie. Dlaczego nic nie może być tak proste jak napisanie eseju z historii magii? – Wyrzuciła z siebie znów dostrzegając w swych wspomnieniach Lancastera, który rozkochał ją w sobie, a potem perfidnie rzucił. Pociągnęła nosem zaciskając dłoń na butelce przysięgając sobie, że już nigdy w życiu nie spojrzy na faceta.
Czcze gadanie.
Pannie Pierniczkowej faktycznie robiło się gorąco – od wypitego alkoholu, od chwilowej bliskości jaka się między nimi zawiązała, ale również od pieszej wycieczki. Miała jednak na sobie sam sweter, a pod nim jedynie bieliznę dlatego niestety nie mogła tak jak Timmy bez wstydu pozbawić siebie części okrycia.
- Trochę tak, ale wiesz… Nie wypada się rozbierać przy kumplach z klasy, którzy do tego mają świetną pamięć. – Wytłumaczyła mniej zgryźliwie niż zazwyczaj i jedyne o co się pokusiła to podwinięcie obszernych rękawów czarnego materiału.
-
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 19:06

Każdy był w jakiś sposób trudny. Wanda, przez to, jak bardzo chciała wszystkim pomóc, nie zawsze zważając na chęci strony bezpośrednio zainteresowanej. Timothy, bo był jaki był, tańcząc między zobowiązaniami, unikając odpowiedzialności i, poniekąd, za nic mając drugiego człowieka. To ostatnie nie było do końca prawdą - wystarczyło zasłużyć na to, by go poznać i wszystko stawało się jasne - dla większości jednak sprawy właśnie tak się przedstawiały. Był więc trudny, trudny jak każdy inny człowiek. Albo bardziej, jeśli ktoś wybitnie nie radził sobie z ciętym językiem i bezgraniczną szczerością. Lowther nie bawił się przecież w jakiekolwiek rozważanie konsekwencji swych słów. Sięgał po prawdę tak często, jak miał na to ochotę - tym częściej, im głupszy (jego zdaniem) był ktoś, z kim rozmawiał. Ubierał rzeczywistość w ostre słowa i nie brał pod uwagę, że kogoś to zrani. Poza tym - umówmy się - o jakim zranieniu była mowa? Najostrzejsza broń odbijała się zazwyczaj od niewzruszonej tarczy naiwności i braku zrozumienia, co Tim mógł podsumować równie błędnie interpretowanym uśmiechem politowania.
Z Wandą tak nie było, o czym już mówiliśmy. Z Wandą było tak skrajnie inaczej, że nic nie stało na przeszkodzie porozmawianiu o tych wszystkich nieszczęsnych pannicach, które na cokolwiek liczyły. To trochę tak jak rozmowa z najlepszym kumplem - z tym, że Whisper była kimś ważniejszym i cenniejszym niż drugi, darzony choćby i braterską miłością chłopak. Panna prefekt dawała mu drugą perspektywę, kobiece spojrzenie na to, czego jego prostu w gruncie rzeczy, męski mózg mógł nie pojąć. Odkrywała karty, których sam mógłby nie odczytać, wskazywała palcem tematy, których postrzeganie znacznie różniło się dla niego i dla niej. Była obserwatorem... Nie, bardziej analitykiem, jego własną sędziną rzeczywistości. Zbierała mu w proste schematy wszystko to, co mogło przemówić do jego moralności, uzmysłowić mu jakieś błędy. Czy rzeczywiście to robiło - to inna historia, w każdym razie nie miał argumentu, że nie wiedział, w taki sposób nie mógłby się wybronić.
- Wanda, ale to jest przecież... - Skrzywił się lekko, szukając odpowiedniego słowa. Jednocześnie namacał kolejną z butelek, otworzył, przechylił butelkę niemal pionowo, wlewając sobie do gardła kolejne łyki. - Istnieje chyba coś takiego jak godność, nie? Poczucie własnej wartości i tak dalej? Na co dzień korzystam z negacji tych pojęć, ale, cholera, to byłoby strasznie przykre, gdyby to wszystko miało po prostu wyparować. - Uniósł znacząco brwi. To naprawdę mu doskwierało, ten brak szacunku do samej siebie, jaki cechował wiele nastolatek. Można było niemal odnieść wrażenie, że czułby się lepiej, gdyby znacznie częściej spotykał się z odmową - i może faktycznie tak by było. Niewykluczone, że naprawdę wolałby zderzać się ze ścianą, pobłażliwym uśmiechem, stanowczym nie. To przynajmniej byłoby ciekawsze niż proste no to chodź, po którym nie musiał dodawać już zupełnie nic.
- Instynkt to jedno, ale są jakieś granice. Powinny być. Ja bym jeszcze rozumiał, gdyby wszystko sprowadzało się do tak prostych zasad, jak u mnie. Chcę, biorę, koniec. Ale nie... Przecież to jest jak wyścig szczurów. Kalekich. Ułomnych, z obciętymi ogonami. - Odetchnął głęboko. Alkohol sprzyjał filozofowaniu, a oni chyba właśnie otarli się o jeden z tematów, który był wiecznym punktem podziału między mężczyznami a kobietami.
- Dla faceta jesteście w stanie zrobić wszystko? - zapytał wreszcie Lowther wprost, świdrują Wandę uważnym, przenikliwym spojrzeniem. - Nieważne o co by poprosił, czego chciał? Tego was uczą, poświęcenia, własnych wyrzeczeń w imię zdobycia kogoś, kto często na to nie zasługuje? - Uniósł brwi pytająco.
Pokręcił lekko głową i upił kolejny łyk piwa, uważając, by się przy tym nie zalać. Miłość. Nic nie wiedział o miłości i gotów był przyznać to na głos - może zresztą kiedyś to już zrobił. Nic nie wiedział, bo nie miał kiedy się nauczyć, nie miał przy kim. Dotąd kochał rodziców. I siostrę. I tyle. Nie wiedział, jak to jest, kiedy serce szarpie się na łańcuchu, chcąc w każdej chwili mknąć do tej jedynej. Nie miał pojęcia, jak bardzo można to wszystko przeżywać, ile można tracić. Pod tym względem miał bardzo proste, niewymagające życie, niemal bezproblemowe.
- Wiesz, że nie jestem osobą, która ci na to odpowie - stwierdził więc po prostu. Nie zamierzał szukać żadnych satysfakcjonujących wyjaśnień. Skoro nie miał ich pod ręką, to nie chciał bawić się w wymyślanie jakichś wyższych mądrości. I Whisper o tym wiedziała, musiała wiedzieć. Jej pytanie należało do retorycznych, bo o takie rzeczy Tima po prostu się nie pytało.
Zupełnie inaczej, niż przy kolejnym temacie. O kwestie cielesności można było pytać zawsze, bez okazji. Lowther nie znał pojęcia wstydu, w tym sensie był chyba jeszcze bardziej bezczelny niż w jakiejkolwiek innej. Ciało to ciało, każdy ma podobne, co tu ukrywać? Zresztą, tu chodziło o piękno. A Timothy piękna był koneserem.
- Przestań, Whisper - skwitował więc krótko. W głowie może i miał różne rzeczy, ale przecież nie rzuci się na prefektównę gdy tylko ta pozbawi się ochronnego swetra. Nie należał do takich, cokolwiek by o nim mówić. - Jak mi się tu ugotujesz i omdlejesz z przegrzania mogę być zmuszony do reanimowania cię. Chcesz mi powiedzieć, że usta-usta są łatwiejsze do zaakceptowania? - parsknął cicho. - No, już. Nie masz nic, czego już bym nie widział - rzucił dwuznacznie, ewidentnie prowokująco. Podpuszczał Wandę? Podpuszczał, przy czym tym razem naprawdę nie chodziło o to, że chciał ją zobaczyć w samej bieliźnie.
Swoją drogą - co one wszystkie z tym mają? W bikini chętnie przeparadują przed całym samczym stadem, ale pokazać się w bieliźnie - to już wyzwanie i źródło zawstydzenia? O, to był temat wymagający naprawdę bogatego, rozległego opracowania.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 19:55

Tyle ilu było ludzi tyle było i różnych zachowań. Nie znalazłoby się na świecie dwóch takich samych osób pod względem nie tyle co fizycznym, a psychicznym. Nikt nie zachowuje się jak druga osoba, jak kopia, kropkę w kropkę, bo choć coś może kogoś łączyć, to na pewno nie będzie tak samo proste w wykonaniu, gdy druga osoba robi to naturalnie. Można kogoś udawać, zgapywać powiedzonka, ćwiczyć równie paskudne spojrzenia przed lustrem, ale być taka jak ona? Nigdy.
Śmiało można było powiedzieć o Wandzie, że jest typem dziewczyny – kumpla. Wypije z Tobą piwo, ponaśmiewa się z pustych panienek po czym zacznie Cię moralizować na wszelkie, święte tematy, o których nie miałeś pojęcia, nie dostrzegałeś ich. Była do rany przyłóż, praktycznie zawsze miała gotową odpowiedź na zadane pytanie ale była również tylko dziewczyną i miała swoje troski, smutki czy właśnie humorki. W jednej chwili można było się z nią wygłupiać i śmiać się w głos, by zaraz uważać by nie nadepnąć jej na odcisk, by nie spojrzeć na nią jak na kobietę, by jej nie rozpalić. Przyjaźń damsko – męska była trudną rzeczą, podobnie jak i miłość. Trzeba było ją pielęgnować, dbać o nią i sprawdzać czy linia, do której się zbliżamy nie zostanie przekroczona przez drugą połówkę.
Robiła również co tylko mogła by pomóc Timowi choć trochę opanować wiedzę na temat kobiet, którą była – wiedziała jakie potrafią być skomplikowane, co robią by dać się zauważyć, co mówią chociaż myślą zupełnie o czym innym. Doradzała mu w pewnych kwestiach, strofowała i wymyślała od głupków, gdy widziała kolejną zapłakaną pannicę, która myślała, że tym razem to będzie to. Nie miała wpływu na to jak zakończy się jego kolejny romans – obserwowała spokojnie jego poczynania, gierki z drugą płcią zastanawiając się jedynie kiedy ten szczerze się zakocha. Póki co na jego drodze nie widziała żadnej odpowiedniej kandydatki, która mogłaby pretendować na to zaszczytne miano dziewczyny Lowthera – nie wiedziała również czy zniosłaby drugą kobietę obok, która pewnie okazałaby się w większości przypadków ważniejsza od niej – od jego szczerej przyjaciółki. To byłoby trudne, przyzwyczaić się do kogoś z kim Tim regularnie sypia, spędza czas i dzieli się sekretami. To było również egoistyczne, bowiem gdy obok panny Whisper pojawiał się chłopak to i ona starała się poświęcać mu cały wolny czas Tima natomiast zaszczycając tymi nielicznymi wówczas chwilami spędzonymi u niego w dormitorium czy Pokoju Wspólnym.
- Co mam Ci powiedzieć? Czasy się zmieniają i postrzeganie cnoty i … i nie wiem, to, to wszystko też. Dziewczyny dorastają szybciej, dążą do kontaktu fizycznego chcąc może komuś coś udowodnić? – Wzruszyła ramionami nie wiedząc jak ubrać w słowa to co chciała mu przekazać. Że każda panna chce poznać dotyk drugiej osoby nieważne co? Gdy pojawia się światełko nadziei, a uśmiech chłopaka staje się zbyt kuszący by mu odmówić, bo a nuż mu się spodoba i będzie happy end? Rzadko można było na coś takiego liczyć, bo i chłopcy w tym [i nie tylko tym] wieku liczyli na jedynie szybki numerek by zaspokoić swoje potrzeby i nic poza tym. Szybki seks, zero zobowiązań, tak im graj! Najlepiej by było gdyby to wszystko podać na tacy, tak jak właśnie dostawał Timothy.
- Mogłabym powiedzieć, że jeżeli tak bardzo Ci to przeszkadza, ten cały szum wokół Twojej osoby to równie dobrze mógłbyś nie korzystać z takich okazji. Wiele dziewczyn ma słabą wolę i nie potrafią Ci czy komuś innemu się oprzeć. Co zrobisz, Ty masz swój kodeks i mówisz o wszystkim jasno, a inne pomimo tego co usłyszą mają jeszcze nadzieję. – Spojrzała na przyjaciela poważnie. To w ich relacji było piękne – mogli dyskutować niezależnie od tego na jaki temat, nie zawsze musieli się zgadzać, nie musieli sobie słodzić by pozostać w dobrej komitywie, by ich pogawędki przeradzały się w wielogodzinne dysputy. Wanda upiła jeszcze kilka łyków alkoholu po czym odstawiła pustą butelkę. Nie, w sumie położyła się na moment i przeturlała ją po podłodze, by ta dotarła bezpiecznie do swych pustych braci. Powróciła też zaraz do swojej poprzedniej pozycji i odetchnęła głęboko, jakby faktycznie była zmęczona tym wszystkim.
- Nie mogę ręczyć za inne dziewczyny, ale jeżeli pytasz mnie jako mnie to zależy. Są jakieś granice, których bym nie przekroczyła za nic. Jednak dla chłopaka, którego kocham zrobiłabym wiele. Inne panny pewnie też, ale rzeczy, których pewnie ja bym nie zrobiła. Każda z nas jest indywidualistką i ma inne postrzeganie. Można nas wrzucać do jednego worka, ale to też jest krzywdzące dla dziewcząt mniej… no wiesz. – Zakręciła młynka palcami jakby chciała uzmysłowić mu co ma dokładnie na myśli.
Ona poznając chłopaka zawsze zwracała uwagę na jego charakter. To jaki był, w jaki sposób się przy niej zachowywał, czy potrafił ją rozśmieszyć. Jeżeli tutaj było wszystko w porządku dopiero patrzyła na jego wygląd, sprawdzała jak czuje się w jego towarzystwie. Miłość, zauroczenie przychodziło znienacka, albo inaczej – rodziło się po czasie. Nie czekała na wielkie bum, nie robiła też nic na siłę. Musiała po prostu coś poczuć – wówczas mogła mówić o pewnego rodzaju poświęcenia. Jednak nie o takim, o jakim myślały wszystkie kociaki Lowthera.
- Nie wierzę, że gadamy o psychice młodych kobiet. Wiesz jak jest, po co roztrząsać temat. Jedne będziesz miał na pstryknięcie palca, a o inne musisz zawalczyć. Tyleeee. – Uniosła się odrobinę na kolanach i złapała za poduszkę, którą przycisnęła do twarzy przyjaciela. Co miało jednoznacznie oznaczać wypchaj się.
Nie chodziło o to, że bała się, że Krukon się na nią rzuci, czy na nią spojrzy – po prostu nie lubiła paradować w bieliźnie przed wszystkimi – i tutaj z drugiej strony warto przecież nadmienić, że Lowther nie był wszystkimi. Dusiła go jeszcze przez chwilę, potem wyrwała mu butelkę z ręki i dopiła je do końca by znowu potraktować je tak jak poprzedniczkę.
- No tak, przecież Ty już widziałeś wszystko u wszystkich. Jak mogłam o tym zapomnieć. – Parsknęła śmiechem ciągnąc za brzeg swetra, który ściągnęła przez głowę czując jak jest jej lepiej. Lżej. Chłodniej. Alkohol dawał się jej we znaki o czym świadczyło rozpalone lico panienki Whisper. W przeciwieństwie do towarzysza ona swój sweter złożyła w miarę starannie i dopiero potem położyła je na jednym z krzeseł.
Czarny biustonosz odcinał się na jasnej skórze Wandy kiedy ta sięgała po koc w kratę, który leżał samotnie na pufie przed łóżkiem. Zarzuciła go mimo wszystko na ramiona, by aż tak nie świecić golizną. Wiadomo.
- Teraz jest idealnie, mistrzu. – Niedbałym gestem próbowała opanować swoje loki co jej się nie udało, dlatego zaprzestała robić z nimi cokolwiek. Odchyliła się do tyłu jednak i moment lawirując niejako w powietrzu sięgnęła po swój plecak, w którym chwilę grzebała wyjmując z niej srebrną piersiówkę należącą do jej ojca. Z jej ust wyrwało się gardłowe parsknięcie, a gdy się podnosiła ewidentnie było widać jak bardzo jest z siebie zadowolona. Była wolną kobietą, bez swetra, praktycznie pijaną i w otoczeniu przyjaciela, który mógłby zostać masterem Hogwartu gdyby tylko chciał. Czego chcieć więcej?
Ano może właśnie tego o czym tak zawzięcie dyskutowali?
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 21:40

Uciekli ze szkoły, zaszyli się w czterech ścianach Trzech Mioteł i rozkładali na czynniki pierwsze psychikę, marzenia i oczekiwania nastolatek. Czy ktokolwiek tego ranka byłby w stanie przewidzieć, że tak skończą? Tego ranka, kiedy właściwie nie było pewności, że Wanda w ogóle się do niego odezwie. To znaczy, on był pewien - gdyby nie był, z pewnością nie zerwałby się o tak skandalicznie wczesnej porze, by osaczyć przyjaciółkę w Wielkiej Sali. Ale inni - innym pewności ewidentnie brakowało. Tak, jak gdyby więź Tima z panną prefekt naprawdę mogła pęknąć tak łatwo, właściwie bez powodu. Naiwni ludzie, którzy wierzyli w podobny rozłam. To nie miało się zdarzyć, a już na pewno nie w tak banalny sposób. W bardziej skomplikowany zresztą też nie. Z perspektywy Timothy'ego to było bardzo proste - choćby nawet w jego życiu miała się pojawić jakaś kobieta, która faktycznie skradłaby mu serce, musiałaby się z obecnością pogodzić. Lowther był ostatnim, który dałby się szantażować: albo ona, albo ja. Przynajmniej w tej chwili chciał wierzyć, że na podobną groźbę byłby niewzruszony. Jak zresztą miałby wybrać? Wanda była dla niego ważna niemal jak własna dziewczyna czy narzeczona, to przecież coś znaczyło.
Oczywiście, zdawał sobie sprawę, że to by było za proste - zbyt wygodne, gdyby chodziło tylko o jego własne nastawienie. W tym wszystkim była jeszcze wyżej wymieniona, to jest Wanda. Gdybając tak sobie - jak ona zareagowałaby, gdyby czas Timothy'ego stał się nagle bardzo ograniczony, gdyby większość wolnych chwil wolał spędzać z inną, jeszcze mu bliższą dziewczyną? Dotąd nie musieli się nad tym zastanawiać, rozważać takich scenariuszy. To zawsze było na odwrót - to Wanda miała stałych partnerów, to Tim był tym, który musiał z tym jakoś żyć. Był zazdrosny? Był. Wciąż jednak pozostawał osobnikiem powściągliwym emocjonalnie, stąd nie bardzo to po sobie pokazywał. Zwalczał każdą chęć wtrącania się w życie Wandy, uznając, że Krukonka nie zasługuje na to, by psuć jej intymność takimi ingerencjami. Po prostu był obok, jak zawsze, z wyczuciem cofając się o krok czy dwa za każdym razem, gdy na horyzoncie pojawiał się mężczyzna bardziej godzien serca Whisper.
Ale właśnie, zazdrość. To silne uczucie, powinno kiedyś znaleźć ujście. Dotąd nie znalazło, bo... Nie było impulsu. Lowther nie został postawiony pod ścianą, nie miał nic do stracenia. Nie było chwili, od której zależało, kogo będzie miał u swego boku. Wiedział, że nawet jeśli Wandzie towarzyszy jakiś rycerz, to przyjaciółka i tak go, Tima, nie odrzuci. Nie i koniec, szczerze w to wierzył. Nie szalał więc, nie stawał do walki - choć umiał. W dużej mierze to właśnie na tym zależało wszystkim tym dziewczynom, prawda? Łóżko łóżkiem, ale jedną z nadziei było to, że to właśnie dla niej oszaleje. Że na jaw wyjdzie pierwotna agresja - każdy facet taką miał - która każe rzucić się z pazurami na konkurenta, osłonić partnerkę własnym ciałem. Timothy wiedział, że byłby do czegoś takiego zdolny. Co więcej, był absolutnie pewien, że do takiego stanu bardzo łatwo byłoby go doprowadzić. Wystarczyło, by znalazła się ta, której gotów byłby z pełnym przekonaniem powiedzieć: kiedyś zostaniesz moją żoną. Tylko tyle, by powściągliwość Krukona znalazła swoje granice.
To jednak wciąż była wizja przyszłości. Jego zazdrość, zazdrość Wandy - to wciąż mieli jeszcze przed sobą, gdzieś, dalej lub bliżej. Teraz wciąż było po staremu, z garścią pewnych obietnic i jeszcze większym pakietem zobowiązań, których żadne z nich nie podjęło.
- Strasznie to wszystko słabe - podsumował wreszcie, nie siląc się na większą elokwencję. Krążący w jego żyłach alkohol z pewnością go rozleniwiał, ale też wiele ułatwiał. Nie potrzeba było wzniosłych słów, by podzielić się własnymi przemyśleniami. - Ja korzystam i będę korzystał, bo lubię. Nie zmienia to jednak faktu, że podobne postawy nie motywują do ustatkowania się - parsknął cicho, jednocześnie na macanego szukając kolejnego już tego dnia papierosa. Na co dzień palił dużo, ale teraz miał niepowtarzalną okazję posmakować nikotyny po rozcieńczeniu krwi etanolem. - Bo z kim miałbym żyć? Z tą, która pierwszy raz w życiu zdecydowała się na mocny makijaż tylko po to, by wskoczyć mi do łóżka czy może tą, która każdy uśmiech traktuje za obietnicę wspólnego wieczoru? - Uśmiechnął się gorzko. Łyk piwa, odrobina dymu do płuc. - To już wolałbym taką, którą te gierki bawią tak, jak mnie. Przynajmniej nie mógłbym zarzucić jej głupoty i naiwności.
To, co sobie pomyślał, nie miało ujrzeć światła dziennego. A tak naprawdę to chciałbym taką, jak Ty. Łapiąc się na takim zdaniu Lowther skrzywił się lekko i prychnął. Jesteś chory na głowę, kolego.
Potem okazja na roztrząsanie podobnej mądrości minęła, bo musiał się jakoś wybronić. Na jego niekorzyść zadziałała wprawdzie chęć ocalenia piwa, które wciąż trzymał w ręce - a może łóżka przed piwem? albo dywanu? albo ich własnych ciuchów? - w związku z czym na jakąkolwiek intensywniejszą reakcję mógł zdobyć się dopiero wtedy, gdy Wanda pozbawiła go chmielowego balastu. Wtedy to rzucił się na nią bez wahania, choć w celach jak najbardziej przyzwoitych. Miała łaskotki, tak? Pozostawiając więc papierosa w ustach dopadł panny Whisper i ukarał ją za ostatnią bezczelność. Bo co to miało być za podduszanie? Za to należała się reprymenda, oczywiście, że się należała. To, że przy pacyfikowaniu Krukonki niewinnymi łaskotkami siłą rzeczy uczestniczył w zdejmowaniu swetra wyszło jakoś naturalnie, bezwolnie. Timothy szczerze mówiąc nie zwrócił nawet na to uwagi.
Powiedziane było jednak, że Tim nie knuł niczego niecnego, w kolejnej chwili znów więc półleżał na łóżku, paląc niespiesznie i mierząc Wandę spojrzeniem spod oka.
- Widzisz, zdarza mi się czasem mieć dobre pomysły - parsknął cicho, gdy przyznała, że sweter to na ten moment było jednak za dużo. Musiało być, bo w pokoju - albo tylko w ich własnych ciałach, cholera wie - zaczynały panować prawdziwe tropiki.
Milcząc potem przez dłuższą chwilę Lowther stłumił ziewnięcie i, bez uprzedzenia, wyraźnie zaczepnie, pyknął palcami w kolano panny Whisper. Niewinny uśmiech na jego twarzy był bardzo niewinny.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 22:29

Wanda chyba od zawsze marzyła o ustatkowaniu się, założeniu własnej rodziny i pilnowania czy jej dzieci będą dobrze się uczyć – to marzenie pogłębiło się wraz ze stratą ukochanych rodziców. To wtedy jeszcze mocniej zapragnęła być szczęśliwa i spełniona, jako matka, żona i kochanka. Nie chciała martwić się co będzie jutro, dzisiaj czy za rok. Była naprawdę zadowolona jak jej życie się toczy – to Henry wówczas dał jej nadzieję na lepszy dzień i lepszy start. To o nim myślała jako o swoim przyszłym mężu, o nikim innym. Jak było teraz? Czy teraz wiedziała co zrobi po szkole, po tym jak zostanie aurorem? Z kim będzie dzielić łoże, swoje smutki i troski? Czy mógłby to być Tim, który mógł wybierać w dziewczynach jak w pieleszach podczas gdy ona potrafiła skupić się tylko na tym jednym, jedynym? Pokręciła łepetyną by odgonić niewygodne dla niej myśli i zająć się teraźniejszością. Henry był dla niej ważny, w pewnym momencie najważniejszy w życiu i nie bała się do tego przyznać, a teraz go nie ma. I wątpiła szczerze by wrócił przed końcem roku. Kiedy ona wybędzie ze szkoły istniało marne, małe prawdopodobieństwo, że jeszcze kiedykolwiek się spotkają. Ale czy tego chciała? Czy chciała spojrzeć na jego twarz po tym co zrobił? Bezwiednie zacisnęła dłoń na udzie modląc się by tylko się nie rozpłakać, nie przy Lowtherze, przy kimkolwiek. Powinna się cieszyć, że żyje, że ma wspaniałych przyjaciół, którzy życzą jej jak najlepiej. Czyż nie?
Nie powinna myśleć również o tym co się stanie gdy Timmy się zakocha, gdy wybędzie z jej gniazda i będzie spędzał każdą wolną chwilę z wybranką swego serca. Nie będzie mogła mu tego zabronić, nie teraz i nie wtedy gdy on nic nie mówił na jej nowych partnerów, a po cichu ją wspierał. Nie mogłaby mu zabronić, ani grozić, że to się skończy ich przyjaźnią, kiedy jeszcze niedawno sama powiedziała mu, że chce by się ustatkował. To byłby jak strzał w kolano.
Byłoby jej ciężko – to było bardziej pewne niż to, że jutro będzie boleć ją głowa. Pewnie nie mogłaby się pozbierać z myśli, że teraz to jakaś inna dziewczyna mogłaby go dotknąć, przytulić i zagarnąć do siebie wdychając tą charakterystyczną mieszankę perfum chłopaka. Sama nie wiedziała kiedy wbiła w niego jakby oskarżycielsko wzrok. Po chwili ogarnęła się wmawiając sobie, że to wszystko przez wypity alkohol i złamane serce. Wszędzie szukała wymówek, usprawiedliwień i czego?
Ujścia swej zazdrości. Być może. Kto by to wiedział? Na pewno nie ona, nie w tym stanie – teraz powinna wszystko widzieć jak przez różowe okulary, lekko zamglone, zamazane kontury i jasne przekazy. Przygryzła policzek od środka jakby gryząc się z własnymi myślami, które nie do końca były czyste. Nie rozumiała siebie, swojego postępowania i tego co się dzieje wokół niej. Dlaczego nic nie może być proste – ja przykładowo teoria opisana w książce? Dlaczego musimy się wciąż uczyć na swoich błędach, dzień w dzień obserwując wszelkie zmiany u siebie, ale i u innych, bliskich nam osób?
Ocknęła się tuż po tym jak blondyn się odezwał – szczerze mówiąc nie chciała kontynuować tego tematu, z kim powinien być, z kim przespać, a z kim nie.
- Będziesz robił to co uważasz za słuszne, Tim. Ja już powiedziałam co miałam powiedzieć. – Ucięła jakby rozdrażniona. Znowu ugryzła przedsionek swego policzka czując metaliczny posmak na języku. Odwróciła na moment wzrok znowu czując dym papierosów unoszący się nad nimi, kłębiący nad ich głowami niczym niewypowiedziane myśli. Każde z nich miało coś na sumieniu o czym drugie nie wiedziało i nie miało prawa się dowiedzieć.
Chwile kiedy miała ochotę zjeść się od środka minęły bezpowrotnie podczas przekomarzania się, nieinwazyjnych gierek, przepychanek. Nienawidziła łaskotek, bała się wówczas, że zrobi komuś krzywdę przez wymachiwanie nogami czego nie oszczędzała. Krzyczała przy tym, dusiła się ze śmiechu i ponownie czerwieniała na twarzy. Koniec końców sweter został rzucony, towarzysz odepchnięty, a papieros wciąż się tlił. W jej dłoniach natomiast leżała zgrabnie piersiówka, którą to najpierw przytuliła do siebie jakby to było najcenniejsze co w tej chwili miała, a potem zwycięskim ruchem otworzyła ją. Do jej nozdrzy doszedł mocny zapach wódki, a piwne tęczówki błysnęły gdy odwzajemniła spojrzenie.
- Chcesz? Czy już pasujesz na tą chwilę? – Spytała łaskawie pociągając jednak łyka pierwsza. Solidnego łyka warto nadmienić, który kazał jej wpierw przymknąć powieki, by powstrzymać szum w głowie i obroty, które jej doskwierały, acz nie przeszkadzały. Na jej twarzy zakwitł nieco nieobecny uśmiech, a sama panna Whisper bez ostrzeżenia wsunęła w ręce przyjaciela alkohol. Jak mają się upić, to razem.
- Bardzo smaczny ten trunek, zaiste. – Wybełkotała wybuchając śmiechem i kładąc się na plecach tuż obok kompana w niedoli. Nie ziewnęła, nie jęknęła tylko rozłożyła się wygodnie i uniosła rękę do góry rozcapierzając palce – widocznie obserwowała swoje smukłe palce na tle białego sufitu.
- Nie dopijaj do końca, ok? – Poprosiła jeszcze obracając buzię w jego stronę.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 23:01

Zazdrość, zazdrość, zazdrość. To nie był temat, nad którym powinni się w tej chwili zastanawiać. Wanda była zraniona, w głowach im szumiało, wypowiadanie słów stawało się coraz trudniejsze - wszyscy wiedzą, że takie okoliczności nie sprzyjają mądrościom. Albo inaczej - mądrości formułuje się wtedy bardzo łatwo, ale już ich wartość pozostawia wiele do życzenia. Moglibyśmy więc dalej przemierzać zakamarki poplątanych, nastoletnich serc i próbować domyślić się, co tam tak naprawdę się dzieje, ale dajmy temu spokój. Wszyscy wiedzą, że drążenie tych tematów nie doprowadziłoby do niczego dobrego, a dzień - i obecny wieczór również - były zbyt miłe, by na koniec tak je zepsuć. Timothy zignorował więc bardzo dziwne, oskarżycielskie? spojrzenie Wandy i od razu przeszedł do dalszej części rozmowy, dochodząc do wniosku, że w tym momencie wiele rzeczy mógł sobie po prostu wyobrazić. A głupio byłoby, gdyby zapytał teraz o coś, co zobaczył tylko we własnej głowie, nie?
Temat podbojów takich bądź innych został więc tym sposobem zakończony, dzięki czemu mogli zająć się rzeczami przyjemniejszymi. Czyli, na przykład, załaskotaniem Wandy na śmierć... W porządku, nie aż tak. Gdzież by tam z Tima był taki brutal! Nie, on po prostu musiał się odegrać, a gdy już to zrobił, z uśmiechem nieskrywanej satysfakcji spoglądał na rumieńce na policzkach przyjaciółki i kilka łez rozbawienia, które udało mu się z niej wycisnąć. Tak się wyrównuje rachunki, proszę państwa, właśnie tak.
- Podobno nie powinno się mieszać - rzucił tymczasem, gdy panna Wanda zaproponowała mu dalsze pijaństwo. Panna Wanda. Panna prefekt Whisper. I proszę mi teraz powiedzieć, ale tak z ręką na sercu - czy ktokolwiek by ją o to posądził? Czy którykolwiek z tych zastraszonych, małoletnich uczniów byłby w stanie wyseplenić oskarżenie, że radosna posiadaczka odznaki będzie rozpijała jednego ze swych współdomowników? Oczywiście, że nie, i właśnie dlatego to było tak urocze. Wanda mogła sobie być surową, dumną perfekcjonistką na co dzień, ale Timothy miał tę przyjemność, by widzieć ją także w innych, bardziej ludzkich odsłonach. To naprawdę bezcenne uczucie, nie ma co.
Ostatecznie piersiówkę przyjął więc bez większych protestów i przechylając ją na pion, wlał do gardła trochę ognia. Żywego. Takiego, po którym kaszle się i z trudem łapie oddech - dokładnie tak, jak teraz Lowther. To nie było mądre, zdecydowanie nie było. Powinien pić ostrożniej, ale z drugiej strony - nie ma co wymagać cudów od osobnika w stanie wskazującym. Ostrożność była ostatnim, na co mógłby się teraz zdobyć.
- Wiedziałem, że te pierniki to tylko przykrywka - mruknął, gdy tylko był w stanie zrozumiale się wysławiać. - Tak naprawdę w jednej ze swych toreb masz pewnie całą gorzelnię i za dnia odejmując punkty, nocami spijasz niczemu winnych uczniów. Rozgryzłem cię - parsknął cicho, kolejną chwilę poświęcając na odzyskanie ostrości wzroku. Piersiówka ponownie wróciła do rąk panny Whisper - razem z zawartością, jasna sprawa, bo Timothy daleki był od wysuszenia naczynia do dna.
Chwilę potem jego uwagę zwróciła dłoń dziewczęcia, do której bez wahania dołączył własną - najpierw obok, również na tle sufitu, potem bez wahania splatając swoje palce z palcami przyjaciółki. Trochę arogancko, trochę zaborczo, ale kto by się tam tym przejmował? Na pewno nie on, na pewno nie teraz.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 23:28

Dokładnie tak. Skoro mieli przed sobą jeszcze tyle do zrobienia, do przeżycia to niepotrzebnie marnowali dzień pełen niespodzianek i leniuchowania na myślenie o tym co ich czeka, co powinni zrobić, a czego nie. Zazdrość, niepewność i zauroczenie powinni odsunąć na bok i brać garściami to co im się jawnie należy, o co nie musieli się kłócić i walczyć. Bo mieli to przed sobą, tuż na wyciągnięcie ręki. Alkohol, przyjemne rozmowy o niczym i całe stosy książek, których przeczytanie nie zajmie im tak długo jakby wszyscy myśleli. Przecież byli z nich nieźli pochłaniacze liter, zdań złożonych czy fraz, które głęboko zapadają w pamięć, czyż nie?
- Czasami można. Na przykład dzisiaj. – Zarządziła samolubnie chociaż doskonale wiedziała, że łączenie alkoholi to niezbyt dobry pomysł zwłaszcza, że obydwoje po dość sytym śniadaniu to fakt, potem obżerali się jedynie jej słodkimi wypiekami i innymi, które zdołali ukraść ze szkolnej kuchni. Było więc jasne, że alkohol krążący w ich żyłach zacznie nie tylko rozpalać ich od środka ale będzie mieszał im w głowach i sprawiał, że każdy kolejny łyk stanie się zabójczym dla nich – przynajmniej w tej sytuacji, gdy oboje leżeli obok siebie, praktycznie roznegliżowani, bezwstydni, z własnymi marzeniami i troskami.
Nikt również nie posądzałby ją o takie zachowanie – i chociaż jej bliscy znajomi wiedzieli, że ona z alkoholem idzie za pan brat, że nigdy nie odmówi gdy jest okazja, ale młodsi uczniowie, którzy widzieli jej poważne spojrzenie gdy mijała ich każdego dnia węsząc na odległość wszystkie niecne uczynki, których się podjęli? Żaden z nich nie widział jej pijanej, co najwyżej w złym stanie psychicznym gdy nawet dawanie korepetycji nie było już przyjemnością. Dziewczyna westchnęła i przeciągnęła się żwawo podczas gdy jej kompan chyba odrobinę się zaszarżował albo i przecenił swoje możliwości, bo zaraz zaczął się krztusić i parskać, na co szatynka tylko uśmiechnęła się ironicznie.
- Na Merlina, ostrożnie. Jeszcze mam zapas, nie musisz pić tak łapczywie! – Uspokoiła go przez śmiech nie spuszczając z niego oka. Przyjęła piersiówkę i zważyła ją w dłoni chcąc najpewniej sprawdzić ile wódki z niej ubyło. Przyjemny grymas chyba utwierdził ją w przekonaniu, że nie było tak źle jak zakładała.
- Fakt, rozgryzłeś mnie. Jesteś moim kolejnym celem. Porwę Cię, zwiążę i będę na Tobie testować eliksiry. Sorry not sorry, Tim. – Powiedziała iście poważnym tonem odwracając wzrok i kierując go na swoją łapkę, drugą jednocześnie celując sobie do ust gwint. Uniosła odrobinę głowę by alkohol lepiej wszedł. Zacisnęła na moment usta twierdząc zgodnie, że gorzałka była o wiele mocniejsza niż wypite wcześniej piwa.
Z zaskoczeniem stwierdziła, że ręka jej przyjaciela trąca o jej własną. Pozwoliła na niewinny splot ich palców obserwując spod przymrużonych powiek ów wydarzenie, nie mając nic przeciwko. Palcem wolnej dłoni najpierw zaznaczyła serduszko na grzbiecie łapy Tima, a potem przesunęła opuszkiem niżej zahaczając o ledwo zarysowane linie żył, potem znowu niżej czując nie tylko lekkie pulsowanie, ale i miły w dotyku meszek. Rysowała na jego skórze różne esy i floresy nie odzywając się już więcej, nie mówiąc nic, a oddychając głęboko i skupiając się na swoim zadaniu jakby od tego zależał jej żywot.
Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 28 Lis 2015, 23:58

Łapczywy, też coś! On po prostu... Po prostu... Po prostu korzystał z pozwolenia, oto, co robił! Bo skoro dzisiaj można mieszać, to fajnie, ale dzisiaj powoli dobiegało końca. Nie był wprawdzie pewien, która jest godzina - a spojrzenie teraz na zegar i wywnioskowanie z niego coś mądrego przekraczało już jego obecne możliwości - ale było ciemno, czyli pewnie późno. Nieważne, że w grudniu ciemno jest już o szesnastej, nieistotne. Było ciemno, czyli bliżej końca dnia. Czyli Tim po prostu chciał zdążyć, dokładnie o to chodziło.
Tym niemniej fuknął coś niezrozumiale na BARDZO niesympatyczny komentarz Wandy, otarł usta przedramieniem i zaszczycił przyjaciółkę teatralnie urażonym spojrzeniem. Nie miał pojęcia, po prostu nie rozumiał jak mogła go tak podsumować. Tak go zranić! Ale on sobie to jeszcze odbije, na pewno. Poczeka tylko na odpowiedni moment i odegra się tak, jak Wanda sobie nie wyobrażała, że można się odegrać.
Z tym, że moment ten - odpowiednia okazja, ta znacząca chwila, w której ponownie mógłby wyrównać rachunki - zaczęła się jak gdyby oddalać. Timothy jednak tego nie żałował - szczerze mówiąc bardzo szybko zapomniał, że w ogóle miał na jakiś odpowiedni moment czekać.
- Wiedziałem - przyznał natomiast poważnie, kiwając głową ze zrozumieniem. Cicha woda, po prostu cicha woda. Niby taka spokojna, niby wzór dla wszystkich młodszych uczennic, a tak naprawdę umysł co najmniej socjopatyczny. W kaftan taką powinno się wsadzić a nie do ludzi wypuszczać. Bo widzicie, tylko spuścić ją z oka, a zaczyna realizować swe niepokojące fantazje. I ona śmiała twierdzić, że to on, Timothy Lowther, jest nieprzyzwoity! O, droga panno, już wszystko się wydało!
- Wiedziałem, że nie można być tak dobrym człowiekiem - kontynuował więc sentencjonalnie. - To te poczucie władzy, nie? To na pewno ono za wszystkim stoi. - Westchnął cicho, dzielnie wytrzymując bez uśmiechu. - To ta satysfakcja z poczucia dominacji, tak? O to chodzi? - Kąciki warg zadrżały mu nieznacznie. - Ale ja nie jestem łatwy. To znaczy, ze mną nie pójdzie ci tak łatwo - stwierdził z przekonaniem, ostatecznie jednak parskając śmiechem. Obojgu im poprzestawiało się coś w głowach, ale jakże przyjemne to było!
Tak samo, jak frywolne poczynania panny Whisper. Timothy ani myślał wypuszczać jej ręki ze swojej, jednocześnie z ciekawością obserwując wędrówkę drugiej dłoni przyjaciółki. Niewinne pieszczoty łaskotały, nic więc dziwnego, że Lowther uśmiechnął się szerzej. Biorąc pod uwagę, że w zamroczeniu wszystko odbiera się intensywniej, można było wyobrazić sobie, jak przyjemne mogą być podobne czułości.
Nie mógł przy tym nie skorzystać z okazji, jaką było uwolnienie z objęć panny prefekt piersiówki. W miarę możliwości nie przeszkadzając jej w czynieniu swojego własnego arcydzieła, wygiął się trochę i sięgnął po porzucone naczynie. Zostały ze dwa, może trzy łyki. Jeden chyba gdzieś mu umknął podczas uprowadzania piersiówki do siebie - może gdzieś na kołdrę, może na koc, w który zawinęła się przedtem Wanda, a może w ogóle gdziekolwiek indziej - ale kolejne dwa trafiły już tam, gdzie powinny. Nauczony doświadczeniem Tim przyswoił je wolniej, z godnością. Cały czas też zerkał na Wandę, nie spiesząc się jeszcze z reagowaniem w jakikolwiek sposób na jej poczynania.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 29 Lis 2015, 00:22

Bardzo możliwe, że była już noc. Może pierwsza, druga, albo dopiero dwudziesta? Nie miała pojęcia, nie miała ochoty zerkać w stronę tarczy zegara bo podobnie jak Lowther i ona nie potrafiłaby dojrzeć nic sensownego. Poza tym oboje nie musieli się spieszyć, mieli czas na przemyślenia, na rozmowy, śmiechy i picie alkoholu, który zabierali sobie z rąk do rąk. I chociaż czysto teoretycznie mogli robić to wszystko w szkole to tutaj mieli odrobinę uciechy i tej intymności, która każdemu z nich była potrzebna.
Niestety mimo szczerych chęci nie była żądną krwi dominą z pejczem w dłoni i rozkazem w ustach. Jedyne co mogła rozkazać to to byś dokładnie przeczytał rozdział w podręczniku, opisał zastosowanie smoczej krwi z podanymi przykładami ewentualnie podał mąkę na pierniki. Pewnie miała swoje fantazje, o których mało co myślała, bo nie zbliżyła się jeszcze do nikogo w taki sposób by wiedzieć w jaki sposób chce być dotykana. Tak samo jak nie przemyślała co mógł oznaczać obrażony wzrok Tima – prawdopodobnie nic znając jego wachlarz mimiczny, którym obrzucał co drugą dziewczynę w szkole. Znała go niemal na pamięć, wiedziała kiedy chłopaczyna gra i chce coś ukryć przed światem, a kiedy jest szczery, autentyczny. Dzisiaj taki był. Teraz, wcześniej, w Sali gdy się na nią natknął, gdzie na nią koczował. Gdyby odmówiła, gdyby nie chciała z nim porozmawiać to co by pewnie teraz robiła? Być może spożywała kolację, układała plan dnia na kolejny pracowity tydzień roboczy, albo siedziała w bibliotece. A takto czuje się lekka, pijana, w głowie jej się kołysze ale jest zadowolona. Z siebie, z tego co dzisiaj zrobiła, bo zrobiła to dla siebie.
- Jestem złą kobietą, Timothy. Bardzo złą. Lepiej ze mną nie zadzierać, bo odjęcie punktów to najłagodniejsza kara. – Starała się zachować powagę, starała się mówić wyraźnie – jej brytyjski akcent lekko świszczał co dodatkowo ją rozbawiło. Zamknęła na moment oczy by się uspokoić. Jej klatka piersiowa unosiła się wysoko, szybko i sprawnie, a usta już, już rozciągały się w rozbestwionym uśmiechu.
- Jesteś łatwy, jesteś, jesteś! Jesteś, wiesz? – Paplała po swojemu, niemal śpiewając mu do ucha, niemal ćwierkając, rzecząc tym swoim słodkim, a jednocześnie głębokim tonem Krukonki. Nie patrzyła już na niego, nie zwracała uwagi na to, że jej piersiówka gdzieś zniknęła. Nie czuła pod palcami przyjemnego chłodu metalu, a czuła ciepłą skórę, migotanie żył i skurcze poszczególnych partii mięśni. Nie chciała obrazić Lowthera, po prostu powiedziała co jej ślina na język przyniosła. Nie łatwo było zdobyć jego erce, to prawda – i tutaj nie był łatwy czy prosty do zdobycia. Ale by pójść z nim do łóżka nie trzeba było wiele, nawet ona o tym wiedziała. W sumie zwłaszcza ona.
Kontynuowała swoją wędrówkę dalej nawet nie wiedząc dokładnie co sama rysuje. Tworzyła niewidzialne krajobrazy, tatuaże na jasnej skórze przedramienia młodzieńca wciąż trzymając go za drugą dłoń w górze, co póki co nie wydawało się jej uciążliwe. Na moment opuściła ów rękę, ciągnąc i kończynę przyjaciela na dół. Opuszki jej palców sunęły jednak dalej, a sama panna Krukoniasta obróciła się na bok by mieć lepszy wgląd na ramię przyjaciela, które obserwowała z rosnącą fascynacją. Nigdy nie rysowała za dobrze, nie była wybitnym plastykiem, ale swoimi mazajami często przyozdabiała rulony pergaminu – chociażby z nudy. Teraz jednak miała poczucie, że robi coś ważnego i niezwykłego. Ot, drobnostka, która zapętliła się w jej głowie.
Teraz przesunęła palec ku górze, wspinając się po lekko zarysowanych mięśniach, krocząc szlakami dla niej nieznanymi, aż w końcu doszła do na bark, który muskała delikatnie rysując, a raczej starając się namalować Kruka – symbol domu, do którego przynależą. Lubiła to robić, tak samo lubiła gdy jej mama pisała dane frazy na jej plecach podczas gdy Wanda musiała silnie skupić się na pisanych literach by poprawnie odczytać hasło. Teraz robiła podobnie, z pewnym jednak wyjątkiem. Nie kazała nic odczytywać Timowi, po prostu wsłuchiwała się w ich oddechy rozkoszując się ciszą i tym co właśnie robiła. Podparta niedbale łokciem, z rozrzuconymi ciemnymi lokami i rozkojarzonym wzrokiem.

Zobacz profil autora
Timothy Lowther
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 29 Lis 2015, 12:15

Powiedzmy sobie szczerze, kto pozwala sobie w szkole na pełną swobodę? Hogwart był wprawdzie ich domem, w tym momencie spędzali tam większość swojego życia, ale nie zmieniało to faktu, że mało kto pozwalał sobie na bycie w pełni takim, jakim jest. To całkiem naturalne, że egzystując w tłumie rówieśników chce się wypaść jak najlepiej - a to nie idzie w parze z prezentacją wszystkich swoich cech. Pokazuje się tylko te, które nie popsują wyrobionego sobie imienia, czas spędza się tak, jak ludzie oczekują, że będzie się go spędzać. Każdy siłą rzeczy dopasowuje się do przyklejonej mu metki, jakakolwiek by ona nie była. Mniej lub bardziej, ale tańczy do tego, co mu się gra.
Z tego względu dzień i wieczór, jaki sobie dziś zorganizowali, rzeczywiście tylko teoretycznie mogliby spędzić w szkole. Tak naprawdę podobne rozprężenie w zamkowych murach nie wchodziło w grę, bo Wanda Whisper była panną prefekt - tylko dla bliskich współgrało to z faktem, że była też człowiekiem, zwykłą nastolatką - a Timothy Lowther był zdystansowanym od pospólstwa amantem. I nie mogli, nie mieli prawa pozwolić sobie na taką beztroskę tam, gdzie było pełno świadków. Tu natomiast byli sami - i to wiele zmieniało. Może nawet wszystko.
- Całe życie w błędzie. - Słysząc kontynuację gróźb Krukonki pokręcił głową z rezygnacją, jak gdyby szczerze go to zaskoczyło i ubodło, jak gdyby całe jego życie zaliczało właśnie przewrót o sto osiemdziesiąt stopni. I wrażenie może zrobił tym nie najgorsze, z tym, że w podobnej pozie nie wytrzymał długo - już w kolejnej chwili parskał śmiechem, nie będąc już w stanie obrazić się nawet na kolejne docinki Wandy. Chociaż tak naprawdę obrazić się nie było o co - dziewczyna paplała przecież wszystko, co jej ślina na język przyniosła, niekoniecznie w złych zamiarach.
- Nie jestem. To znaczy, to może zależy od tego, jak na to spojrzeć, ale... - zaczął więc filozoficznie, nie kontynuując jednak. Znów roześmiał się tylko, bo w porządku - może i był łatwy. Z drugiej strony - czemu nie? I tak na jego korzyść działały obowiązujące w społeczeństwie reguły - łatwa dziewczyna to puszczalska, ale już łatwy chłopak to drapieżnik i zdobywca. Zabawne.
Nie kontynuował jednak tych rozważań i tym bardziej nie wypowiedział ich na głos. Zamiast tego z ciekawością przyglądał się poczynaniom przyjaciółki, śledząc wędrówkę jej dłoni i skupienie na doskonale znanej twarzyczce. To, co czuł, znane wcale jednak nie było. Może i miał dotąd dość dziewczyn, by zapoznać się z całym przekrojem fizycznych bodźców, ale nigdy nie dotykała go panna w jakikolwiek sposób mu bliski. Nie tak intymnie i tak... niewinnie. To było coś nowego, coś niewątpliwie przyjemnego. Coś, czego wcale nie chciał przerywać.
Gdy sięgnął do policzka przyjaciółki, by zgarnąć jej za ucho pojedyncze niesforne kosmyki - to był odruch. Uśmiechając się nieznacznie - nie znacząco, w żaden sposób prowokująco, ale zwyczajnie, ciepło - upewnił się, że szczególnie uparty lok nie będzie już próbował wdzierać się do ocząt Wandy, dopiero wtedy wahając się na chwilę. Ostatecznie jednak musnął opuszkami palców policzek Krukonki, linię jej żuchwy, potem szyję, krzywiznę ramienia i boku. Czuł się tak, jak gdyby uczył się jej kształtów - ale uczył zupełnie inaczej, niż kiedykolwiek dotąd. Bez nieokiełznanego ognia palącego mu żyły, ale w sposób bardziej stonowany, zrównoważony, dojrzały.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 29 Lis 2015, 15:32

Nie chciała zagłębiać się już w te tematy mówiące o łatwości – jakiejkolwiek, czyjejkolwiek. Wiedziała, że są osoby, które przywiązują wagę do cnoty, zaufania i miłości, a także takie osoby, które biorą to co ktoś im oferuje. Nie pytając o to czy można, czy to jest słuszne, czy powinno takie rzeczy się robić. Wanda miała swoje racje i swoje zobowiązania, z których starała się również wywiązywać. Miała swoje marzenia i swoje wady, których nie da się usunąć, a jedynie zneutralizować czy zaakceptować. Dlatego, bo miała swój rozum i swoje zdanie nie postępowała jak inne dziewczyny o nieco mniejszym rozumku niż Kubuś Puchatek i nie wskakiwała do łóżka każdemu. Owszem, święta nie była – miała swoje złe dni, złe zwyczaje i momenty, w których można było w nią zwątpić. Kręciła się wokół chłopców wokół, których nie powinna się kręcić nie dostając tak naprawdę nic w zamian prócz kilku pocałunków. Nie oczekiwała nic, nie szukała związku – a może podświadomie szukała kogoś kto jednak byłby w stanie z nią wytrzymać? I znalazła – raz wyszło całkowicie naturalnie, drugi raz bawiła się w podchody. Teraz, czy teraz powinno być coś? Czy powinna dać sobie póki co spokój?
Zresztą, dlaczego myślała o takich sprawach akurat teraz, gdy przyjemny szum zagłuszał wszystko inne niż jej kłopotliwe myśli. Alkohol wciąż wrzał w żyłach, a i jej wciąż było zbyt ciepło by zrobić cokolwiek więcej jak lenić się perfidnie pośród pieleszy. Nie odezwała się już ani słowem – widocznie to co miała powiedzieć to już powiedziała, Tim doskonale znał jej zdanie, tak samo jak znał ją od podszewki, jak własną kieszeń można by rzec. On był na swój sposób łatwy, ona skomplikowana. Teoretycznie się uzupełniali, teoretycznie byli tacy sami. Wszystko niby proste, a jednak, nie do końca.
Nie chciała myśleć o rzeczach ważnych, mniej przyziemnych. Chciała brać to co życie jej dawało, lenić się popołudniami i poczuć, że żyje. Wagary okazały się być dobrym pomysłem by choć trochę odbiec od otaczających ją problemów i zerknąć na siebie i na swoje życie z boku, jako osoba trzecia. Może dlatego z rosnącą fascynacją obserwowała wędrówkę swojego palca wskazującego, którego zazwyczaj używała do pokazywania błędów młodszym uczniom, a nie jak teraz, jak dzisiaj w sposób niecodzienny. Wyczuwała każde drżenie, każdy włosek pod opuszkiem co ją dziwiło – nie robiła niczego niezwykłego, po prostu miziała przyjaciela po swojemu. Przecież każdy z nas kiedyś był w taki sposób dotykany, bez seksualnego podłoża, dla czystej przyjemności i z sympatii.
Malowany przez nią liść nie został dokończony – wraz z pojawieniem się dłoni w okolicach jej twarzy – poczuła jak męska dłoń odsuwa łaskoczący ją lok, jak sunie niżej wprawiając ją w lekkie drżenie. Przystanęła, nie ruszając się dalej, a obserwując poczynania przyjaciela kompletnie nie wiedząc co o tym myśleć. Miała czarną dziurę, pustą kartę, której w nijaki sposób nie potrafiła zapisać. Gdy ręka Lowthera przeniosła się na szyję przymknęła na moment powieki i otwierając je spojrzała wprost w zielone oczy Krukona. Jej piwne tęczówki były jakby za mgłą – trudno było z nich cokolwiek odczytać, ale uśmiech blondyna mówił jej dużo. Może za dużo.
Może przypominał jej uśmiech jakim obdarzał ją Henry, co spowodowało nagłą zmianę w jej ruchach w jej zachowaniu. Może znowu chciała poczuć bliskość i ciepło drugiego człowieka, który by jej nie oceniał, nie osądzał. Dlatego podniosła się ze swojej pozycji i przerzuciła jedną nogę nad chłopakiem otaczając go zewsząd. Czuła jak ciśnienie jej skoczyło, jak wszystko zaczyna wirować jej przed oczyma, jak nic nie jest już tak proste jakby się wydawało. Oparła obie dłonie tuż przy twarzy Brytyjczyka spoglądając na niego niemo, rozpaczliwie prosząc o pomoc? Sama nie wiedziała. Wstrzymała oddech i pochyliła się o kilka centymetrów zmniejszając niejako dystans, badając tą cienką linię, której przekroczyć nie mogła, nie powinna. Ale on przypominał jej Henryka przeszło jej przez myśl. Zacisnęła dłonie na pościeli i już, tuż czuła jak zbliża się do jego ust, nie łapczywie, a spokojnie, jakby doskonale wiedziała co robi.
Ale nie wiedziała – czuła jedynie spięcie i dziwny dreszcz podniecenia z tego wszystkiego. Doskwierała jej samotność, a Timothy byłby odpowiednim kandydatem do zaspokojenia jej chwilowych potrzeb.
Nie mogła jednak zrzucić wszystkiego na przypadek, na jej słabość i złe – a jednak dobre samopoczucie, dlatego jej miękkie usta musnęły tylko czubek jego nosa i finalnie wylądowały na jego czole.
Emocji co nie miara, drodzy państwo.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-