IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 08 Gru 2014, 20:46

Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego, ale lubił te chwile, kiedy siedział przy barze ze szklaneczką whiskey i papierosem między palcami. Nie potrzebował wówczas nikogo, żadnego towarzystwa; był postronnym obserwatorem tego wszystkiego, co działo się akurat wokół niego, a on nie musiał w niczym uczestniczyć. Być może fakt, że przez całe swoje dzieciństwo był sam, sprawił, że Krueger przywykł do takiego stanu i niekiedy odczuwał chęć odizolowania się od szkolnej społeczności. Ponadto ten moment relaksu w Trzech Miotłach pozwalał skutecznie zapomnieć o przeznaczeniu, o czyhającym gdzieś na niego Voldemorcie, i o poczciwym Drake'u z drugiej strony, który najwyraźniej wierzył w to, że przekona chłopaka do zmiany drogi, którą obrał za niego jego ojciec. Franz nadal czuł się tak samo zagubiony, może nawet bardziej, bo teraz zdawał sobie sprawę z tego, że będzie odpowiedzialny za wszelkie decyzje, które podejmie. Był już dorosłym czarodziejem i musiał liczyć się z konsekwencjami swoich czynów, choć zrozumiał to chyba dopiero wtedy, kiedy cisnął śmiercionośnym zaklęciem w bogu ducha winną dziewczynę. W uczennicę Hogwartu, która niegdyś była mu przecież bliska. Jej oblicze powracało we wspomnieniach w najmniej oczekiwanych sytuacjach. Tak było i teraz. Mimo że z początku Ślizgon przekonany był o tym, że odpocznie od swoich problemów, pozostawi je gdzieś w tyle, teraz wydawało mu się, że zobaczył tę kruchą blondynkę przy barze. Siedziała obok niego, gdy po raz kolejny zaciągał się tytoniowym dymem. Zniknęła jednak, kiedy niemiecki czarodziej wyciągnął w jej kierunku dłoń. Przeklęty umysł lubił płatać figle i skutecznie pogorszył chłopakowi nastrój.
- Jeszcze raz to samo. - mruknął niezbyt głośno Franz, wychylając zawartość swojej szklanicy do samego dna. Po chwili siedemnastolatek cieszył się już kolejnym, napełnionym do połowy szkłem, choć nie skłamałby mówiąc, że byłby rad, gdyby barman zapomniał o zwyczajach i polał whiskey aż po same brzegi. Z zamyślenia wyrwał Kruegera dopiero męski głos brzęczący gdzieś ponad prawym uchem. Na miejscu, w którym pojawił się na parę sekund mglisty obraz Vivienne, zasiadł Richard Fenwick. Uścisnął on dłoń chłopaka, na co ten uniósł delikatnie kąciki ust, starając się chociaż być uprzejmym. Na szczęście manager zamówił tylko drinka i wskazał mu niewielkie pomieszczenie na zapleczu, gdzie przeprowadzą rozmowę. Na szczęście, bo w tym momencie Niemiec wolał odejść od barowej lady, która zachęcała tylko do skosztowania większej ilości wysokoprocentowego trunku. Fenwick wydawał się porządnym człowiekiem, choć zadawał zdecydowanie za dużo pytań na raz. Ślizgon jednak rozumiał pośpiech, najwyraźniej mężczyzna był zapracowany i chciał jak najszybciej przekonać się czy w ogóle warto zaufać rekomendacji wiceministra.
- To chyba nieodpowiednio zadane pytanie. Muzyka jest w końcu wszystkim. Ale, jeśli miałbym powiedzieć z czym mi się kojarzy w tym momencie, to byłaby tu ucieczka. Ucieczka przed niezbyt sprzyjającą rzeczywistością. Ucieczka, której największym atutem jest możliwość wyrażenia własnego "ja", a nie tego, które przylgnęło na łatce przypinanej przez innych ludzi. - odpowiedział spokojnym tonem, nie zastanawiając się długo nad odpowiedzią. Stwierdził, że powie to, co pierwsze przyjdzie mu na myśl. Nie sądził i tak, by to od jego słów zależała dalsza współpraca z managerem. Kluczem do sukcesu był przecież głos, charakter stanowił jedynie dodatek, mógł być asumptem dla medialnych skandali.
- Kiedy śpiewam, czuję się wolny, przede wszystkim. Mogę powiedzieć i wyrazić wszystko to, co siedzi gdzieś głęboko we mnie, a czego normalnie najpewniej bym nie powiedział. Muzyka to zwierciadło ludzkiej duszy i ludzkich pragnień. - dodał już po chwili namysłu, ale tylko dlatego, że musiał przypomnieć sobie, jakie pytania zadał mu jeszcze Richard. Nawet zaczął się zastanawiać, co rzeczywiście manager chciał osiągnąć przez tę pogawędkę. Ostatecznie jednak zrezygnował, twierdząc, że i tak nie odgadnie jego zamiarów.
- Myślę, że jazz i swing to gatunki, w których czuję się najlepiej, choć na pewno nie jedyne, po które bym sięgnął. Jeżeli chodzi o pisanie, zdarzało się, że napisałem jakiś tekst, który później lądował w szufladzie, bo wydawało mi się, że jest zbyt trywialny albo zbyt wiele mówił o mnie samym. Jak już mówiłem wcześniej, kiedy śpiewam, mogę powiedzieć i wyrazić wszystko to, co siedzi gdzieś głęboko we mnie, ale są rzeczy, o których nawet śpiewać chyba nie wypada. Dlatego, kiedy występuję przed publiką, wolę sięgnąć po klasyczny repertuar, który jednak wybieram skrupulatnie i który również jest mi bliski. Czy występowałem publicznie, już wiesz. Śpiewałem na bankietach u ojca, kilka razy w pubie. Raz w szkole, ale to było akurat żałosne przedsięwzięcie. - na trzy ostatnie pytanie odpowiedział, można by rzec, że hurtowo. Wszystkie jednak w jakimś stopniu się ze sobą łączyły, a Richard nie przerywał mu w połowie zdania, co było niezwykle kulturalne z jego strony. Krueger wspomniał nawet o tym, że zaśpiewał raz w Hogwarcie, dla Jasmine, ale że ten występ nie zakończył się zbyt korzystnie, chłopak wolał nie rozwijać tematu.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sro 10 Gru 2014, 01:11

To prawda. Richard cierpiał na niedobór czasu. Nawet będąc na koncercie swojej nowej perełki, już musiał myśleć o innej wschodzącej gwieździe lub obowiązkach w biurze. Jak to się stało, że miał jeszcze czas na sen? Nie wiedział sam. Ale przepłacał to zdrowiem, przez spore dawki alkoholu lub nikotyny w swoich płucach. Jednak nie mógł sobie odpuścić spotkania z Franzem. Był dobrze zapowiadającym się talentem. Richard musiał poznać jego duszę tak dobrze jak swoją własną, aby cokolwiek z tego wyszło. Nie przerywał odpowiedziom Franza. W sumie nie potrzebował ich do szczęścia, bo coś było w oczach tego młodzieńca, co podpowiadało managerowi, że postawienie na niego całej puli mu się opłaci. I opłaci się koneserom muzyki. Fenwick kiwał głową słysząc słowa Niemca. Popijał co jakiś czas whiskey. Imponował mu ten młodzieniec. Na sam koniec dopił alkohol i uśmiechnął się dość przyjaźnie.
-Goni mnie dzisiaj czas. Weź jednak to. -podał mu swoją wizytówkę. -Chciałbym spotkać się z Tobą za tydzień w moim studiu nagraniowym. Chcę przetestować ten głos. Do zobaczenia. -wstał, podając dłoń Franzowi. Ulotnił się z pubu z nadziejami na nowy sukces, mijająć się w progu z pewnym jegomościem w ciemnym płaszczu. Był to nie kto inny, a sam Drake Vane. Zrzucił kaptur z głowy i swymi brązowymi oczami przyjrzał się otoczeniu. W końcu dojrzał chłopak wychodzącego z zaplecza. Ruszył ku niemu.
-Franz. Musimy porozmawiać. Poważnie. -rzucił cicho. W jego oczach kryła się trwoga. Nie było dobrze. Oj nie.

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sro 10 Gru 2014, 01:28

Ostatnimi czasy nawet Franz cierpiał na niedobór wolnego czasu, więc rozumiał Fenwicka w pełni. W dodatku on sam nie pracował, a jedynie zmagał się z  przeróżnymi problemami, poszukując gdzieś pośród nich własnego "ja". Sam już nie wiedział, czy praca by go zniszczyła doszczętnie, czy może jednak pozwoliła nieco uwolnić się od demonów walczących o jego duszę. Nie było innej możliwości jak spróbować szczęścia. Właściwie, mimo swych wątpliwości, Krueger miał nawet trochę Richardowi za złe, że ten przełożył próbę jego głosu na kolejne spotkanie. Cóż jednak miał uczynić? To nie on stawiał tutaj warunki. Póki co decydował Fenwick, a niemiecki czarodziej musiał przystać na wszystkie jego warunki. Kto wie, być może któregoś dnia to Ślizgon będzie mógł wybierać swoich współpracowników i podbije serca milionów fanek, śpiewając w świetle reflektorów, kompletnie oddając się sztuce, ale to jeszcze nie była odpowiednia chwila, by marzyć o tak ogromnym sukcesie.
- Dziękuję i do zobaczenia. - skwitował również rozmowę z muzycznym koneserem, chowając do kieszeni jego wizytówkę. Może nie powinien się pieklić o ten brak pośpiechu? W końcu kolejne spotkanie z Richardem oznaczało parę szklaneczek whiskey w doborowym towarzystwie, poza murami Hogwartu i poza wydarzeniami, które owionęły chłodną aurą cały czarodziejski świat. Taki odpoczynek w świetle obecnych czasów był na wagę złota i każdą okazję do ucieczki należało traktować jako upragnioną nagrodę.
Chłopak zapomniał więc o urazie, a zamiast tego wziął w dłoń swoją szklankę, upijając jeszcze parę łyków, by wreszcie nacisnąć mocno klamkę i ponownie znaleźć się w lekko zadymionym już pomieszczeniu. Gdzieś ze sceny dało się słyszeć relaksacyjną, jazzową muzykę, niestety zagłuszaną przez wrzaski podekscytowanych rozmową czarodziejów. Siedemnastolatek wytężył słuch, by dopuścić do swoich uszu jedynie odprężające dźwięki instrumentów. Nie zauważył nawet, kiedy tuż obok niego znalazła się znajoma postać, która na jego widok bez zastanowienia zrzuciła kaptur, ukazując światu czekoladowe oczy. Takie same jak te u Jasmine. Dopiero głos Drake'a wybudził Franza z letargu, wprowadzając tym samym dość nerwową atmosferę. Pan Vane był tego dnia wyjątkowy niespokojny, a jego głos zawierał w sobie pewną nutę grozy i jakby ostrzeżenia. Niemiecki czarodziej nie spodziewał się dzisiejszego wieczoru tak przypadkowego spotkania, a już szczególnie takiego, które ciągnęłoby za sobą zapach niekorzystnych wieści. Krueger przez długą chwilę wpatrywał się w oczy swojego rozmówcy, a choć mówiono, że te stanowiły zwierciadło duszy, nie zdołał z nich odczytać niczego, co pomogłoby mu zrozumieć zaistniałą sytuację. Nagle jednak, gdzieś z tyłu jego głowy, zapłonęła ostrzegawcza lampka - a co, jeżeli coś przydarzyło się pannie Vane? Ślizgon, nie przejmując się konwenansami, pociągnął Drake'a za szatę, kierując się w stronę baru.
- Dwie podwójne whiskey. - rzucił krótko, ale treściwie, nie pozostawiając barmanowi innego wyboru jak porzucenie jakże interesującej czynności, jaką było polerowanie szkła, celem napełnienia dwóch szklanic dobrze schłodzoną i wysokoprocentową cieczą. Ton wypowiedzi, który towarzyszył panu Vane'owi nie zwiastował niczego dobrego, a skoro rozmowa miała być trudna, nie zaszkodziło skropić ją odrobiną szlachetnego trunku.
- Pan mówi, ja słucham. - mruknął wreszcie Franz, kierując swoje słowa do Drake'a. Nie wiedział, nie miał zielonego pojęcia, czego się spodziewać, a jednak poczuł jakieś niewytłumaczalne ukłucie w sercu, a przez jego ciało przeszły nieprzyjemne dreszcze. Być może to strach o Jasmine sprawił, że poczuł się zdenerwowany i nie potrafił wyczekiwać odpowiedzi o pustej gardzieli. Sięgnął więc zaraz po szklankę i wychylił spory łyk whiskey, który niestety nie miał mocy łagodzącej wszelkie jego obawy.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 11 Gru 2014, 22:42

Skąd wiedział, że go tutaj spotka? Szukał go w szkole, uważając, aby nie spotkać przypadkiem Jasmine. Nie było to łatwe. Jasmine najprędzej by wiedziała, gdzie się podziewa jej chłopak, ale było coś jeszcze. Panna Vane nie odpuściłaby. Po co jej ojciec miałby chcieć spotkać się z Kruegerem za jej plecami? Co ukrywa? Czy to aby nie tyczy się jej osoby? Jasmine była bardzo błyskotliwa i na pewno odkryłaby cel wizyty ojca. Wolał więc jej unikać. Udało mu się wyciągnąć od woźnego, że jeden ancymon ze Slytherinu pokazał świstek od dyrektora i wyszedł, a na pewno wróci z masą błota. Lampka w głowie Drake'a zabłysła. To musiał być Franz. Nie pomylił się, wchodząc do Trzech Mioteł i dostrzegajac Niemca z oddali. To, co miał mu do przekazania było bardzo ważne. Tyczyło się wszystkich w równie wysokim stopniu. A najbardziej Franza i Jas.
Drake bez słowa odebrał whiskey i jeszcze dla pewności rozejrzał się parę razy po sali. Tłum zagłuszał ich rozmowę. Nachylił się do chłopaka.
-Wracam ze spotkania z informatorem. Voldemort formuje szyki. Jest bardzo ostrożny, ale... knuje za plecami wszystkich. Podobno wpuszcza do Hogwartu swoich ludzi. Jeden z nich ma bardzo mu pomóc. -mówił cicho, biorąc co jakiś czas łyk alkoholu. Spojrzał na chłopaka uważnie.
-Padło Twoje nazwisko, Franz. On o Tobie pamięta. I widzi w swoich szeregach. Musisz podjąć decyzję, Franz. -zakończył, patrząc w oczy Niemca. Nie wiedział, czy przywodziły mu jego czekoladowe tęczówki wyczekujące spojrzenie Jas, ale zapewne tak było.

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 11 Gru 2014, 23:09

Krueger nie musiał długo czekać, by dowiedzieć się tego, dlaczego Drake go szukał, chociaż od początku miał świadomość, że to sprawa wielkiej wagi. Ojciec Jasmine zawsze miał łeb na karku, a najwyraźniej potrafił pozyskać sobie także i zaufanych informatorów, nawet w kręgu czarodziejów przychylnych temu, którego imienia ponoć nie powinno się wymawiać. Podobno zbierał swoich popleczników, więc "zabawa" powoli zaczynała się rozkręcać. Nic dziwnego, że Drake był zdenerwowany całą sytuacją. Każdy, kto miał trochę rozumu w głowie, wiedział, że Voldemort zbiera siły. Nikt jednak nie sądził chyba, że tak szybko przejdzie do działania. Czy świat czarodziejski gotów był odeprzeć jego atak?
Ślizgon upił kilka łyków whiskey, słuchając uważnie słów swojego rozmówcy. Czarny Pan zdolny był do wszystkich środków, byleby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Zdecydował wykorzystać więc tych, którzy stacjonowali w Hogwarcie. Ruch ten był niezwykle przemyślany - najlepiej było uderzyć w miejsce, które uznawano było powszechnie za najbezpieczniejsze, za swego rodzaju niezdobytą twierdzę. Tylko co dokładnie planował? Szukał szpiega, mordercy? Bo chyba nie liczył na to, że wprowadzi do zamku całą swoją armię, łamiąc wszelkie magiczne bariery. Zbyt wiele pytań pojawiało się teraz w głowie Franza. Chłopak sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, częstując najpierw Drake'a; potem sam zapalił. Z pozoru wydawał się spokojny, jednak jeśli przyjrzało mu się bliżej, można było dojrzeć, że jego dłonie drgają lekko. Zupełnie tak, jak przy delirce. Cóż, Krueger byłby najpewniej idiotą, gdyby taka informacja w ogóle go nie obeszła.
Wreszcie jednak padło jego imię, dokładnie w tej chwili, kiedy tytoniowy, drażniący dym zadomowił się na dłuższą chwilę w płucach siedemnastolatka. Ten o mało co się nie zakrztusił, wypuszczając z nich niekształtną, jaśniutką chmurę. Voldemort pamięta. I chociaż Franz doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Czarny Pan o nim nie zapomni, starał się do tej pory nie dopuszczać tego faktu do swojej świadomości. Teraz jednak pojawił się wyraźny sygnał, zapłonęła lampka ostrzegawcza; nie mógł już dłużej wypierać się tego, co miało nastąpić.
- Co mam zrobić? - bardziej stwierdził, niż zapytał, a jego ton zawierał w sobie jakby nutę zrezygnowania. Wydawało się, że to sytuacja bez wyjścia. Tom Marvolo Riddle nie tolerował przecież odmowy. A Drake w świetle danych okoliczności zapewne był tak samo bezsilny, jak i sam Krueger. Chłopak pokręcił tylko głową, choć nie był to wyraz żadnego niedowierzania, a raczej oznak tego, że taki stan rzeczy jest trudny do zaakceptowania, ale i nieunikniony. Kolejny łyk whiskey nijak nie mógł załagodzić smaku goryczy, a jedynie stanowił dla niego dodatkową pożywkę.
- Nie mogę jej narażać. Dopóki sam jestem umoczony, dopóty jestem dla niej tylko ciężarem. I zagrożeniem. - wygłosił wreszcie te słowa, których miał nadzieję nigdy nie wypowiedzieć. Być może akolhol obudził w nim bohaterską postawę i rozmywał obraz przyszłego cierpienia. Franz kochał Jasmine ponad życie, nie wyobrażał sobie, by nie towarzyszyła mu na jego drodze... zdecydowanie jednak wolał oglądać ją żywą. Nie zamierzał więc dopuścić do tego, by spotkała, czy to Voldemorta, czy któregokolwiek z jego ludzi. Milczał przez kilka minut, które teraz wydawały mu się wiecznością. Walczył z samym sobą, szukając innego rozwiązania, którego niestety w jego mniemaniu nie było.
- Niech się pan nią zaopiekuje. Poinformuję pana, kiedy nadejdzie odpowiednia pora. - dodał w końcu, niejako opowiadając się po stronie pana Vane'a. Przyznał, że przekaże mu najistotniejsze wieści, że ostrzeże przed zarzewiem konfliktu. Nie obiecywał jednak, że nie wypełni woli Czarnego Pana. Z jednej strony przecież ciemność drzemała gdzieś na dnie jego serca, z drugiej zaś i tak nie miał na razie innego wyjścia jak przystać na warunki najpotężniejszego czarnoksiężnika.
Dopił pozostałego w szklance łyka whiskey, po czym zamówił kolejną porcję trującej cieczy, którą wychylił już jednym haustem. Uczucie gorąca uderzało do jego mózgu ze zdwojoną siłą: po pierwsze, z powodu wlanego w siebie alkoholu, po drugie, wynikało ze stresu i ciężaru odpowiedzialności.
- Nadal chciałbym się u pana uczyć. - rzucił na pożegnanie, bo nie pasowało mu tutaj żadne "do zobaczenia" ani inne słowa, którymi zwykło się zamykać konwersację. Wstał od barowej lady, przez moment tracąc równowagę. Odzyskał ją jednak szybko i ruszył w drogę do Hogwartu, po drodze kupując jeszcze u barmana całą butelkę Ognistej, która miała mu towarzyszyć dzisiejszego wieczoru.

zt.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 01 Lut 2015, 01:18

Bez wątpienia Pub pod Trzema Miotłami był miejscem kultowym. Clinton Horris bardzo lubił to miejsce, miał z nim bardzo wiele pozytywnych wspomnień. Dowiedział się, że dzisiejszego wieczoru miała grać całkiem dobra kapela. Tworzyło ją trzech świeżo upieczonych absolwentów Hogwartu, nazywali siebie Groszakami Salazara. Nazwa ta była bardzo ironiczna oraz odważna, mając na uwadze niepewne czasy, w których przyszło im żyć. Groszaki Salazara grali klasycznego rocka. Clintowi się to podobało. Nic w tym dziwnego, że wybrał ten lokal na spotkanie z bratem.
O omówionej porze pojawił się w Hogsmeade. Nigdy nie przepadał za teleportacją, lecz nie miał żadnego zaprzyjaźnionego kominka w pobliżu, aby użyć Sieci Fiuu. Jak zwykle nałożył na siebie skórzaną kurtkę, z którą praktycznie nigdy się nie rozstawał. Pod spodem miał beżowy sweter zapinany na wielkie czarne guziki, a jeszcze bardziej pod biały t-shirt. Najbardziej charakterystycznym elementem dla mężczyzny były czerwone trampki. Powoli zaczynało się robić zimniej, więc powinien pomyśleć o innym obuwiu. Trudno, na razie w szafie miał tylko szmaciane buty o gumowej podeszwie. Włosy jak zwykle postawił na żel firmy Czarodziejski Przystojniacha.
Clinton Horris rozejrzał się po Głównej Alei w Hogsmeade. Lubił to miasteczko nocą, miało swój klimat. Latarnie dawały całkiem przyjemne światło. Tu nie było tak samo, jak na magicznym przedłużeniu ulicy Krupniczej we Wrocławiu. Gdyby Horris chciał umówić się z jakąś dziewczyną w okolicach zimowych, zaproponowałby właśnie spotkać się w Hogsmade.
Dość jednak tych przemyśleń! Mężczyzna miał nadzieję, że jego młodszy braciszek nie wystawi go do wiatru. Dobrze wiedział o jego antyspołecznym nastawieniu, więc mógł się przerazić na samą myśl przybycia na koncert do Pubu pod Trzema Miotłami. Ale może jednak Ab przybędzie? Możliwe.
Clint wszedł do baru, przywitał się ze wszystkimi, których rozpoznawał. Był postacią rozpoznawalną, był przecież Głównym Uzdrowicielem. Teraz jednak był osobą prywatną, nie zaś dyrektorem tejże zacnej placówki. Udał się w stronę szynkwasu. Usiadł na wysokim barowym stołku. Rozpiął kurtkę. Zamówił dla jakże kultowe Kremowe Piwo.
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 01 Lut 2015, 01:56

Dzisiaj rano trenował szermierkę. Nagle przyszła do niego sowa brata. Mógł spodziewać się tylko jednego. I się nie pomylił! Kolejne głupie zaproszenie do baru. Nie potrafił zrozumieć, że Abernat nie przepada za alkoholem i integracją z innymi? Także muzyka było nie w jego guście. Ale w sumie dawno się nie widzieli, a młody Horris zanudzał się na śmierć w mieszkaniu. Nawet zaczął się pytać wynajemcy, czy nie ma jakiejś zagadki do rozwiązania! Jakiejkolwiek! On potrzebował jakiejś łamigłówki. Może Clint odwróci jego uwagę?

Hogsmeade? Czemu tam? Te miejsce w przeciwieństwie do brata nie najlepiej zapamiętał. Raz ślizgoni go wsadzili do kubła na śmieci i sturlali z pobliskiej górki. Grrr. I jak tutaj nie lubić ludzi?
Jednak stawił się na umówioną godzinę. Tym razem! Nie liczcie na taki wyczyn w przyszłości. Abernat pokierował się w stronę Trzech Mioteł otulając ciało płaszczem. Po drodze musiał znieść tych pijaków, którzy ciągle go zaczepiali. Eh. Wiadomo czemu woli unikać takich miejsc? Teraz na pewno!
Wszedł do pubu, gdzie uderzyło go cieple powietrze. Wszyscy zerknęli w jego stronę. Ale odwrócili wzrok, kiedy kapela wyszła na scenę. "Groszaki Salazara... co to za nazwa?- Pomyślał i dostrzegł nagle brata, już zadowolonego z alkoholu. Jeśli Ten myśli, że go upije to się pomylił. I tak szok, że zawitał.
-Wiesz, mogłeś wybrać lepszy lokal.- Powiedział siadając koło niego. Barman zaproponował coś mocniejszego, ale ten zaprzeczył. Był tutaj tylko dla towarzystwa.
-Co u Ciebie? Wykończyłeś już jakiegoś pacjenta? To musi być wspaniałe, mieć w rękach czyjeś życie.- Spytał i walnął złośliwy tekst. Jak zawsze przy powitaniu z nim. Co się tyczy tego co powiedział... zabawny jest fakt, że młodszy z Horrisów nigdy nie pasował na lekarza. Miał gdzieś czyjeś życie. Byłby w tym beznadziejny. Co prawda może umiałby leczyć i by to robił, ale chyba dla własnej satysfakcji, że coś dokonał i się powiodło.
-Wiem, że zaraz też się spytasz co u mnie, więc odpowiem, że nudzę się, ponieważ od dawna nie miałem fajnego morderstwa.- Wielu ludzi uczepiłoby się jego słów. Źle mogły zabrzmieć. Choć chyba główny uzdrowiciel jest do tego przyzwyczajony, prawda?
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 01 Lut 2015, 12:06

W przeciwieństwie do brata, Clint nie uprawiał żadnej sztuki walki. Jak więc dbał o swoją sylwetkę? Kilometry, które wytupał w szpitalu dobrze na niego wpływały. Wieczorami biegał, o ile nie miał dyżuru nocnego (nawet Główny Uzdrowiciel czasami zostawał na noc w szpitalu, naprawdę!). Czasami zaglądał do mugolskich siłowni, zazwyczaj w celach zapoznawczych niż kreowanie rzeźby.
Wróćmy jednak do naszej akcji. Na mini scenę weszło trzech chłoptasiów. Widać było, że ledwo pokończyli siedemnaście lat. Dwóch grało na gitarach, a trzeci na perkusji. Zaczęli śpiewać. Mieli nawet przyjemne głosy. Clint zaczął wystukiwać rytm nogą. Kochał klasycznego rocka, to go odprężało.
- Dlaczego niby? – odpowiedział automatycznie sącząc piwo kremowe. Wbrew nazwie nie zawierało ono zbyt dużo alkoholu, a może nawet nie zawierało go wcale, skoro było bez jakichkolwiek problemów sprzedawane młodzieży już w wieku trzynastu lat. Ten zacny ‘trunek’ był smakiem z dzieciństwa naszego bohatera. – Dobrze grają, a Pub pod Trzema Miotłami jest najbardziej kultowym miejscem w całym Królestwie. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego narzekasz. Zawsze mogłem zaprosić Cię do Dziurawego Kotła. To również miejsce kultowe, ale za dużo podejrzanych typów się tam kręci. – Jak zwykle Clint miał dużo do powiedzenia o przeróżnych lokalach. – Kiedyś musisz się ze mną wyrwać do Wrocławia, wiesz tam do Polski. Pokażę Ci jak oni tam balują. – Być może Polakom udałoby się namówić Aba na skosztowanie alkoholu? Starszy brat naprawdę chciał zobaczyć pijanego detektywa, był ciekaw czy wtedy byłby bardziej społeczny. No co? Kochał eksperymentować!
- Zazdrościsz mi stanowiska? Jeśli wykażesz, że potrafisz leczyć ludzi, być może zastanowię się czy mogę Cię przyjąć na operatora czyściciela powierzchni płaskich. Wiesz… Od zera do bohatera. – Wiedział, że miejsce Aba było zupełnie w innym miejscu. Prawdopodobnie Clint mógłby sprawdzić się na miejscu aurora, ale nigdy go to nie pociągało. Dwóch Horrisów miało odmienne pomysły na swoje życie. Może to dobrze, przynajmniej nie było nudno.
- Morderstwa powiadasz? Ostatnio mi przywieźli takich poharatanych ludzi. Twoich ludzi. Na moje oko to robota jakiegoś wilkołaka. Jeden zmarł na stole operacyjnym. Może zakręć się przy tej sprawie, aby Ci ją przekazali? - Spojrzał krytycznie na brata, który nic nie zamówił.
- Serio? Nawet nie kupisz Kremowego Piwa? Przecież w tym tyle alkoholu... Co we mnie niewinności.
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 01 Lut 2015, 13:22

Abernat lubił muzykę klasyczną... ale nie klasycznego rocka! To dwa różne gatunki muzyczne. Ciekawe, że Horrisowie zawsze mieli talent muzyczny. Clinton preferował śpiew, a Ab grę na instrumentach typu skrzypce... Jednak żaden z nich nie poszedł w tym kierunku. Woleli stałą robotę, niż niepewną przyszłość. Choć nie wiadomo ile ten młodszy posiedzi wśród aurorów. Wilson był coraz mniej łaskawy. Nie tolerował jego sposobów i samowolki. W końcu za to oberwie od niego. Lecz póki co... i tak nie ma nic do roboty.
-To miejsce jest zbyt głośne. Za dużo tu dzieciaków.- Odpowiedział spoglądając na jego piwo. To prawda, że zawierało mało alkoholu. Ale było niedobre. Wolał pić coś co mu smakowało. -Macie jakiś napój który mnie nie upije, ale da się wypić?- Spytał barmana. Odpowiedź padła szybko: "Woda". -Czemu nie! Zaszalejmy!- Uśmiechnął się szeroko żartując oczywiście. Choć wody by się napił.
-W Dziurawym Kotle nie jest tak źle. Obserwując tych dziwnych typków można dowiedzieć się o nich wiele rzeczy. Jak widzisz, że ktoś pije whiskey znaczy, że miał ciężki dzień. Jak gin to się zwyczajnie upija...- Powiedział. Nie lubił Trzech Mioteł. W sumie z powodu Hogsmeade. Ale powód był już wcześniej podany.
-Nie śpieszy mi się wyjazd do Polski. Za dużo mnie trzyma w Londynie.- Co prawda tylko praca. Ale to Ona była najważniejsza w jego życiu bo dostarczała jedynej rozrywki, która była w stanie zadowolić chore pragnienie rozwiązywania zagadek i myślenia. -Bal to forma eleganckiej zabawy, polegającej na wyrafinowanych strojach i tańcu. Trochę nie pasuje do baru w Wrocławiu. I polaków z tego co się nasłyszałem.- Znów odezwała się ta wkurzająca część Abernata. Do tego trzeba przywyknąć.
-Pozwól, że zostanę na swoim stanowisku. Nie widzi mi się sprzątanie w szpitalu. Nawet gdybyś kiedyś zaryzykował i chciał ze mnie zrobić lekarza musiałbyś liczyć się z tym, że jestem nienormalny i interesowałyby mnie przypadki, a nie chorzy.- Odparł unosząc brwi z lekkim uśmiechem. W sumie taka prawda.
Horris trochę się zastanowił na słowami brata. Próbował sobie przypomnieć o jaką sprawę chodzi. Zazwyczaj nie przywiązywał uwagi do łatwych i prostych spraw.
-Ah, to. Byłem przy sprawie. Jednak nie muszę w to ingerować. Odpowiedź jest prosta. Wilkołakiem był Martich. Gość zajmuję się warsztatami. W sumie ciężko nie zauważyć, że jest chory. Sierść na szyi, bądź ślady pazurów na lewej łydce. Dość spore. Zauważyłem kiedy coś chciał zdjąć z górnej półki. Czasami wystarczy mieć tylko dobre oko. Teraz się mnie spytasz czemu jeszcze nikomu nie powiedziałem o swoim odkryciu i że to niemoralne... Ale wiedz, że świetnie się bawię.- Odparł wesoło i upił łyk wody którą przyniósł barman. Zaraz czekają go wywody brata. Przeżyje, jak zwykle.
-Źle smakuje...-
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 01 Lut 2015, 14:10

Clint w jakiś sposób cieszył się, że za dużo osób nie odkryło jego śpiewu. Nie było mu to potrzebne. Zresztą śpiewanie było bardzo problematyczne. Być może dzięki śpiewaniu kołysanek chorym dzieciom, tak dobrze mu się z nimi dogadywało. I pewnie z powodu czytania im bajek. Śpiew był tylko dodatkiem dla kontaktów z dziećmi oraz umilenia sobie pobytu pod prysznicem. Niczym więcej.
- Przesadzasz. Nie bądź takim starym prykiem. – Clint spojrzał na Aba jak na idiotę. Kto jak kto, ale to uzdrowiciel był tutaj starszy. Między mężczyznami było jakieś sześć lat różnicy. To właśnie Clint powinien czuć się nieodpowiednio w takim miejscu. – Chociaż dla Ciebie wszędzie jest za głośno, a średnia wieku nieodpowiednia. Następnym razem zaproszę Cię do mojej piwnicy. Jestem pewien, że nie znajdziemy tam żadnego życia. Nawet tam okien nie ma. – Gdyby ktoś inny mówiłby o piwnicy, pewnie byłoby to przerażająca perspektywa. Clint jednie żartował. Kochał próbować wkurzać Aba, a jeśli mu się to udało, jego Wewnętrzny Bóg (nawiązanie do największego gniotu w historii książek zamierzone) zawsze wywijał salta.
- Przecież Piwo Kremowe jest dobre! – zaprotestował Clint. – Jeszcze nie widziałem nikogo, kto by się nim upił. Jeśli znajdziesz mi taką osobę, dam Ci sto galeonów. Tylko od razu wyślij mi go do Szpitala. Otulę go specjalną opieką medyczną. – To byłoby ciekawe wyzwanie – ktoś upity piwem kremowym. Clinton naprawdę wątpił w to, że byłoby to jakkolwiek możliwe.
- Jesteś dziwakiem – skwitował Clint, tak jakby Ab tego jeszcze nie wiedział. O tym akurat wszyscy zdążyli się przekonać.
- Mało w życiu widziałeś i nigdy nie zabalowałeś. Dlatego nie wiesz o co chodzi. Chociaż wielokrotnie widziałeś mnie na kacu. Wtedy równie dobrze możesz uznać, że mocno zabalowałem. – Naprawdę? Musiał mu wyjaśnić język potoczny? Tego jeszcze nie grali! Ab był inteligentny, ale czasami Clinta całkowicie rozwalał. Jego umysł działał naprawdę dziwnie.
- I zresztą czy ja mówiłem coś o baru we Wrocławiu? Wspomniałem tylko o balowaniu we Wrocławiu. To jest różnica. – Warto napomknąć, że Clint dość śmiesznie wymawiał nazwę „Wrocław”. Mówił bardzo łamanym językiem polskim, ale znał go na tyle, aby umieć się porozumieć z Polakami.
- Bramy mojego szpitala zawsze są dla Ciebie otwarte. Chociaż powiem szczerze, że nadal nie wiem czy chcę Cię widzieć jako Uzdrowiciela czy jako pacjenta. Trudny orzech do zgryzienia. – Wzruszył ramionami i powrócił do picia piwa kremowego. Powoli zaczynało mu się robić gorąco, więc ściągnął kurtkę. Oparł ją o poręcz krzesła. Rozpiął guziki swetra. Jak wspominałem wcześniej, pod spodem miał zwykły biały t-shirt.
- Dzięki za informację. – Nie zapytał o nic więcej. – Będę już wszystko wiedzieć jak postępować z tym gostkiem. Aczkolwiek tego wilkołaka wrzuć za kratki. Który to już będzie z kolei? Sześćdziesiąty dziewiąty więzień? – Zero wywodu? Nic?
- Nie prawię Ci wywodów, bo jestem po pracy. Przyszedłem się rozluźnić i rozruszać swojego młodszego braciszka. – To było nawet dobre wyjaśnienie.
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Lut 2015, 18:40

-"Starym prykiem"? Nie rozumiem...- Powiedział szczerze. Jakoś nie zawsze pojmował określenia, które padały pod jego adresem. Taki właśnie zacofany Abernat. -Wiesz, byłem w twojej piwnicy. Strasznie nieciekawa. Mógłbyś wykorzystać to miejsce, by ładnie je udekorować maszynami tortur. Bądź zrobiłbyś laboratorium! Na coś byś mi się przydał!- Teraz tylko geniusz odgadnie, czy mówił to na serio. Miał różne pomysły. Eksperymenty, czy zakazane praktyki... to dla niego nic.
-Potwierdzam, że jest słabe, ale jak zauważyłeś nie przepadam za tym. Mogę wypić pianę, ale widzę, że ty już swoją pochłonąłeś...- Spojrzał na piwo brata i znów wrócił do niego wzrokiem. -Nie założę się z tobą bo szkoda, abyś tracił swoje pieniądze. Mówiąc "osobę" nie określiłeś dokładnie o co Ci chodzi. Wiec skrzat się liczy, prawda? Nie jestem za traktowaniem ich jak zwierząt...- Wiadomym jest, że te stworki potrafią się upić nawet jednym kremowcem. Abernat jednak ruszył główką, aby sobie o tym przypomnieć i znalazł lukę w argumencie Clintona.
-Potwierdzę twoje słowa. Słyszałem to niejednokrotnie. Ale chyba już znasz mnie na wylot?- Spytał nie oczekując odpowiedzi. Wypił do dna wodę. -Ah, mocne!- Zażartował, wciąż starając się brzmieć jak najbardziej szczerze.
-Kacu... a inni się dziwią kiedy uważam, że alkohol ogłupia i tępi.- Skomentował i rozejrzał się po pubie. Kapela już zdążyła zagrać jeden, bądź dwa utwory. Horris nad czymś myślał.
-Wątpię byś chciał mnie jako pacjenta. Sam wiesz, że jestem najlepszy w tym co robię dzięki mojemu ignorowaniu tego co każdy uważa za ważne.- Braciszek musiał się domyślić o co chodzi. Gdyby Ab kiedyś miał znormalnieć, co jest niemożliwe, zepsułoby to go całkowicie. -Natomiast Ja chyba nie wytrzymałbym z tobą jako moim przełożonym.- Odparł na wszystko jakby mówił do siebie, a starszy Horris był tylko duchem. To znaczyło, że w głowie detektywa roiło się od przemyśleń.
-Nie rozumiesz, że mnie ten człowiek mało interesuje? Niech inni się nim zajmą.- Źle zabrzmiał. Nic więcej do dodania. -A teraz cicho!- Powiedział nagle szeptem i skierował wzrok przed siebie. Co go napadło? -Coś mi tu nie pasuje. Widzisz tego czarodzieja, który siedzi przy stoliku, na przeciwko sceny? Ma parasol...- Zaraz... co?! Czyżby znów obudziła się w nim ta "sherlockowa spostrzegawczość"?
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Lut 2015, 16:58

Clint spojrzał na Aba jak na wariata. Czasami było mu brak słów do młodszego braciszka, nie wiedział czy sobie żartuje czy po prostu już taki jest. Kiedyś miał nadzieję, że z wiekiem chłopak przestanie go denerwować, ale im bardziej Ab posuwał się w latach – tym bardziej denerwował Horrisa.
- Chcesz zamienić moją piwnicę, w której trzymam konfitury malinowe na salę tortur? – zapytał takim tonem głosu jak ich matka, kiedy Clint znowu coś przeskrobał. Znał go aż za dobrze.  – No tak. Zrobię sobie z piwnicy Czerwony Pokój Bólu. Trzeba zrobić coś nowego, a nie tylko tak klasycznie postępowań z panienkami. Dziękuję bracie za podsunięcie mi tego idealnego pomysłu. – Poklepał brata po plecach. Tak naprawdę Clint nie zamierzał nic zmieniać w swojej piwnicy, ponieważ pasowała mu taka, jaką była. Bardzo lubił kolekcjonować różne słoiki z marmoladami, konfiturami, mieć w zapasie kompot czy ogórki kiszone.
- Odwal się od mojego piwa i od mojej piany. Masz swoją… wódkę, więc się jej pilnuj. Zasada numer jeden – nigdy nie kradnij alkohol drugiego faceta, chyba, że chcesz być osądzony o gejostwo. – Aba co najwyżej można było osądzić o bycie aseksualnym, ale to już inna para kaloszy. Starszy Horris nie chciał się w to dłużej zagłębiać, jakoś mało interesowało go życie seksualne brata… Chociaż może jakaś czarownica miałaby wpływ na jego zachowanie i zmieniłaby go na bardziej społeczną osobę? Pewnie też nie. Clint przecież tyle razy próbował ustawić Aba na randkę w ciemno. Kobiety były wcześniej uprzedzane, próbowały postępować z detektywem bardzo ostrożnie, a i tak nigdy nic z tego nie wychodziło.
- Nie, oczywiście, że skrzat się nie liczy! Mówiąc osobę mam na myśli osobę ludzką! Nie myślącą! Na Merlina! – Uniósł ręce do góry, tak jakby chciał się modlić. Braciszek zawsze należał do bardzo problematycznych osób, w dodatku czepiających się za słówka. Czasami Clint o tym zapominał. On sam nie był tak dokładny, chociaż mógłby być.
- A narkotyki to już nie ogłupiają, co? – Spojrzał na niego wymownie. Pewnie Ab zaraz mu powie, że w taki sposób poszerza swoje horyzonty i wspomaga zmysły. W takim razie uzdrowiciel mógłby powiedzieć to samo o alkoholu. Poszerzał swoje horyzonty.
- Zwyczajnie bym cię uśpił i tyle. –Wzruszył ramionami. Nie miał to dostępu do naprawdę poważnych eliksirów? – A potem dopiero wziął się do badania oraz do rozwiązywania zagadki twojej choroby. Za dobrze cię znam, aby nie wiedzieć, że tylko przeszkadzałbyś mi w pracy. To byłaby tylko i wyłącznie moja zagadka. Nie lubię się nimi dzielić. – To również nie była nowość. Horrisowie woleli pracować sami, chociaż Clint miał umiejętność pracy w zespole. Z młodym było inaczej.
- No shit Sherlock. Jesteśmy na wyspach. Tu często pada. Chodzenie z parasolem nawet w upalny dzień nie jest podejrzaną czynnością.
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Lut 2015, 22:35

Kiedyś wiele osób liczyło na to, że Abernatowi się z wiekiem poprawi. Jednak to co zaburzało jego świadomość było nieuleczalne.
-Przynajmniej byłaby lepiej spożytkowana!- Oburzył się bo Clint nie wziął do serca rady brata. Przecież taka sala tortur jest przydatna i praktyczna. Można mieć niezłą zabawę i wyciągać z ludzi informacje. Tak, młodszy Horris potrzebuje psychiatry!
-Oh, Clint. Zasmucę cię, ale z obserwacji już zauważyłem, że kobiet raczej nie pociąga "Żelazna Dziewica", bądź koło do rozciągania...- Powiedział z drwiną. Ten głupiutki braciszek, zawsze nie pojmuje co Abernatowi chodzi po głowie! -Ale zgodzę się, idealny pomysł. Jak wszystkie, które wymyśle.- Dodał skromnie i spojrzał an barmana. -Podaj kolejną wodę! Szykuje się szalona noc!- Krzyknął z uśmiechem na ustach. Cała sala spojrzała na niego jak na debila. Pracownik coś tam mrucząc pod nosem przyniósł mu kolejną szklankę z przezroczystą cieczą. -Wykwintne. Moje ulubione.- Powiedział do brata. Ten to sobie chyba z tym spokoju nie da.
-Kto wymyślił te zasady i czemu ja ich nie znam?- No to chyba oczywiste, że detektyw odstawał od norm społecznych i raczej ciężko było mu zrozumieć te etyczne zasady... -Rozumiem, że ocenianie orientacji seksualnej jest tutaj bardzo proste. Wystarczy jeden gest i wszystko przesądzone.- Zażartował i upił wody.
Ab nigdy nie przywiązywał uwagi do kobiet, choć nie oznacza to, że woli mężczyzn... po prostu nigdy nie interesowały go te sprawy. W szkole wolał naukę niż latanie za koleżankami. Co nie czyni go aseksualnym. Jest całkowicie hetero, ale nie zachowuje się jak wszystkie inne samce. Nie szuka sobie partnerki. Wybrał życie samotnika i ono mu pasuje.
-Czasami szczegóły są ważne. Zmieniają całą postać rzeczy.- No to chyba oczywiste według mistrza dedukcji, który właśnie dzięki wnioskom i drobnym elementom może odkryć prawdę, złamać nawet największą zagadkę. Ta gra słów pomiędzy braćmi dowodziła, że młodszy Horris uczepi się wszystkiego.
Blady mężczyzna uśmiechnął się do uzdrowiciela.
-Kiedy to było, dowiedziałem się, że wyłączają tą część mózgu odpowiadającą za skupienie. Zgadza się. Ogłupiają.- Potwierdził jego słowa. To, że kiedyś spróbował czegoś nielegalnego nie oznacza, że będą mu to wypominać do końca życia!
-Co do leczenia mnie... sam wiesz przecież, że nic z tym nie zrobisz, prawda? No i gdybym nagle stał się słaby jak reszta ludzi...- Słabość pojmował jako odczuwanie emocji i uleganie uczuciom. -...mogłoby to zaszkodzić moim dobrym wynikom na liście "Kto złapie więcej przestępców!".- Oczywiście tego ostatniego lepiej nie brać na serio. Choć kto wie co tam robią aurorzy jak się nudzą.

-Wiem to bracie. Ta parasolka jest mało istotna, chciałem cię zmylić.- Szybko odpowiedział i kontynuował. -Ale twarz faceta znam. Jest w naszych kartotekach. To Rully Dimbish.- Chyba powiedział to zbyt głośno w momencie jak kapela skończyła grać. Owy mężczyzna którego obgadywali zwrócił na nich uwagę i podszedł do Horrisów.
-Masz problem?!- Zaczął agresywnie. Ab nawet na niego nie spojrzał, ale zaczął intensywnie myśleć. "Skierować się w jego stronę o 90 stopni, oblać szklanką wody i wykorzystując chwilę odwrócenia uwagi, uderzyć prawym sierpowym w lewą skroń przeciwnika." Pomyślał. Po dwóch sekundach auror obrócił się na krześle jednocześnie oblewając twarz Rully'ego. Następnie wymierzył mu mocny cios w odpowiednie miejsce który znokautował Dimbisha. Gość upadł z hukiem na ziemię. Wszyscy spojrzeli groźnie na braci. Jednak ten młodszy miał plan. Podbiegł do mikrofonu...
-Przepraszamy za zakłócenie spokoju. Ktoś uważa, że AUROR niesłusznie zaatakował klienta tego... przecudownego lokalu?- Spytał i wszyscy jakby się uspokoili. Woleli nie zadzierać z aurorem. -No to miłego egzystowania i wchłaniania alkoholu.- Tak oto zszedł ze sceny. Każdy ma swoje 5 minut...
-Clint, idziemy?-
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 05 Lut 2015, 16:12

Clint nigdy właściwie nie mówił, dlaczego wybrał ścieżkę kariery uzdrowiciela. Miało to związek z jego braciszkiem. Opiekował się nim, kiedy Ab był mały. Miał nadzieję, że kiedyś uda mu się zrozumieć wszystkie procesy, które odbywały się pod czaszką młodego. W pewnym sensie potrafił wyjaśnić wszystkie zależności, uczył się o tym podczas studiów. Nie potrafił jednak pomóc Abowi. Przyczyna była prosta – pacjent sam musiał pragnąć zmian. Młodszy Horris nie wyglądał na takiego, który źle czułby się w swojej skórze. Clint więc nie naciskał, chociaż po cichu lubił go umówić z jakąś dziewczyną, próbować wyciągnąć na drinka, próbować go wkręcić w dobre towarzystwo.
- Spożytkowana? – powtórzył po nim Clint i pokręcił głową. – Mój drogi bracie, uważam, że nie ma nic lepszego od spożywania dżemu truskawkowego według przepisu naszej babki. Naprawdę jestem zdania, że moja piwnica się nie marnuje. Sam odpowiedz sobie na pytanie sensu życia. Co masz na drugim miejscu, zaraz po rozwiązywaniu zagadek? Ja mam jedzenie. Bo jedzenie jest po prostu zajebiste. – Szczególnie podane na jakiejś seksownej brunetce. Raz był w takim barze, miał nadzieję, że kiedyś taką wizytę powtórzy. Może powinien zamówić stolik dla siebie i brata? Może Ab by się nieco rozwinął? Clinton aż roześmiał się w duchu, to byłaby zabawa!
- Czy Ty naprawdę dawno nie zaglądałeś w gacie kobiety? – zapytał nagle bez ogródek. Wypił swoje piwo do końca. Przez chwilę zastanawiał się czy zamówić sobie kolejne, ale zamiast tego poprosił, aby polano mu dwie kolejki Ognistej Whisky. Po takim rozpoczęciu miał ochotę na coś mocniejszego. Dobrze zrobił, bo to co na nich czekało później, przejdzie jego najśmielsze oczekiwania.
- Wiesz czym jest BDSM? – Przewrócił oczami. – Jutro wyślę Ci podręcznik z obrazkami. Tylko od razu ściągnij gacie. Możesz odczuć pewien dyskomfort, kiedy będziesz patrzył na te wszystkie ruchome obrazki, szczególnie, jeśli ostatnio się zaniedbywałeś. – Oj chamskie to było, ale powoli Ab zaczynał działać Clintowi na nerwy. Naprawdę… Horris twierdził, że detektyw dawno już nie wyruchał. Bo zresztą co miał wyruchać? Trupa? Wątpił, aby Aba kręciły trupy.
- Wyśmienite. – Pokręcił głową. Chwycił w dwa palce kieliszek Ognistej i wlał ją sobie do gardła. To dopiero był alkohol! Poczuł przyjemne pieczenie w gardle, a uczucie ciepła rozeszło się po jego całym ciele. Czuł się wyśmienicie. Uśmiechnął się do brata i wzruszył ramionami.
- Jak dziecko, naprawdę – skomentował poczynania Aba z wodą. Barman pewnie miał już ich dość. Dobrze, że Clint zamawiał coś mocniejszego, przynajmniej mógł sobie zarobić. Niemniej jednak uzdrowicielowi było nieco wstyd za młodszego brata oraz jego zachowania. Takie odgłosy tylko dlatego, bo pił wodę? W głowie mu się to nie mieściło! To było zwyczajnie posrane!
- Ponieważ jesteś aspołeczny i nie kontaktujesz ze społeczeństwem. Nie znasz więc zasad, jakich należy przestrzegać, aby w nim funkcjonować. – Clint machnął na barmana, aby zabrał pusty kufel po piwie oraz kieliszek po whisky. Został mu jeszcze jeden. Dobrze. – Jesteś społecznie niedostosowany, chociaż… wykraczasz ponad ten termin, ponieważ jak nikt przestrzegasz zasad prawa. Zdumiewające. – Uśmiechnął się dziwnie. – Jesteś pewien, że nie chcesz stać się moim obiektem do badań, abym wreszcie zdobył tytuł profesora? Mam trzydzieści sześć lat, powinienem zacząć coś robić w tym kierunku. Jak na razie tylko Ty jesteś idealnym przypadkiem, abym się nim zajął i dokładnie opisał. McCallister i jego ręka też jest dobry, ale nie tak dobry, aby strać się o profesora. – Podrapał się po głowie. Gdyby Ab się zgodził, znaczyłoby to tyle, że musieliby spędzić ze sobą o wiele więcej czasu niż to właściwie byłoby możliwe. Może Ministerstwo Magii przymknęłoby więc na to oko i wydawałoby Clintowi pozwolenie na posiadanie zmieniacza czasu? Zawsze chciał go chociaż przez chwilę potrzymać w dłoni!
Już miał kontynuować rozmowę, kiedy wydarzyło się TO. Uzdrowiciel wiedział, że jego brat jest skończonym idiotą, ale nie podejrzewał, że aż tak. Clinton siedział na swoim miejscu i tylko próbował zarejestrować to, co się wydarzyło. Było to cholernie trudne, ponieważ auror stanowczo za szybko się poruszał. Clint odzyskał możliwość kojarzenia dopiero wtedy, kiedy młody dopadł mikrofon. Szybko wypił Ognistą Whisky, zapłacił za siebie i brata.
- Ja pierdolę. – Pacnął sobie otwartą dłonią w twarz. Chwycił Aba za rękaw, dorwał swoją kurtkę z poręczy krzesła. Był wściekły z powodu tego przedstawienia. Chciał jak najszybciej opuścić to miejsce.
Razem z Abem opuścił więc lokal. Był wkurwiony. Inaczej tego się nie dało opisać.

[Z tematu, podejrzewam, że razy 2]
Francis T. Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 08 Mar 2015, 20:27

stop, cwaniaki.

Francis brnął przez deszcz i postawił kołnierz kurtki, chcąc skryć się nieco przed zacinającymi uparcie chłodnymi kroplami wody wpadającymi mu za kołnierz. Francis nie cierpiał, kiedy coś wpadało mu za kołnierz. W powietrzu dało się wyczuć pierwsze oznaki nadchodzącej zimy, powietrze zdawało się zimniejsze, lżejsze i dużo bardziej orzeźwiające, a noc zapadała już zdecydowanie wcześniej. Lacroix mruknął tylko niezadowolony wyraźnie z tego stanu rzeczy, bo o ile deszcz wywoływał w nim pozytywne emocje to robił to tak długo, jak stażysta nie był narażony na dość długie spacery i brodzenie po kostki w kałużach. Wilgotny materiał stał się cięższy i młody Lacroix, w najłagodniejszym przypadku, kapał subtelnie na podłogę, kiedy tylko przekroczył próg trzech mioteł przenosząc dość solidne porcję wody z zewnątrz do wewnątrz.
Zerknął na zegarek odgarniając wilgotnym palcem parę kropel deszczu z potłuczonego szkiełka i z trudem odczytał godzinę. Jeszcze zostało mu parę minut przed przybyciem Doriana, swojego dobrego druha do spraw mniej lubi bardziej ważnych. Cieszył się, że odnalazł w padawanie gajowego tak wybitnego towarzysza, z którym zaraz, bez większych trudności, odnalazł wspólny język. Filch zacementował ich znajomość prawdopodobnie na dobre, a wspomnienie Hogwarckiego Spisu Futerkowatego dalej brzęczało w pamięci Francisa radośnie. Jednak od tych zabawnych sytuacji ważniejsze było to, że widzi w Dorianie przede wszystkim człowieka, z którym może spokojnie i poważnie porozmawiać, ulokować swoje zaufanie nie bojąc się co ten odpowie. To była pierwsza tego typu znajomość, którą Lacroix nawiązał w Hogwarcie i zapowiadało się na to, ze Francis łatwo z niej nie zrezygnuje.
Rozpiął guziki ociekającego wodą grafitowego okrycia i podszedł do kontuaru. Dym wypełniał pomieszczenie, a ręka Fracisa mechanicznym ruchem powędrowała do kieszeni w poszukiwaniu fajki, którą miał. Kiedyś. Zanim Wanda zmieniła ją w bańkę pełną dymu. Widocznie tego typu zachowania płynęły w krwi Whisperów. Odczekał moment w kolejce, w między czasie szukając wzrokiem w zatłoczonym w piątkowy wieczór lokalu miejsca. Zamówił od starej, poczciwej Madame Rosmerty dwa kufle piwa kremowego i udał się w miejsce godne Aragorna, w samym rogu pomieszczenia. Tylko brakowało mu tej cholernej fajki. I kaptura, ale mniejsza o to. Ściągnął płaszcz, zawiesił na oparciu i czekał cierpliwie na swojego towarzysza, przyglądając się wejściu do Pubu i lustrując z deka zgromadzonych w lokalu.
Czuł lekki niepokój związany z nadchodzącą rozmową, ostatnio sprawy zdawały się bez przerwy komplikować, a szczera pogawędka z kompanem mogła być dobrym rozwiązaniem tych rozterek. Ostatecznie, nie miał nikogo innego z kim mógłby odbyć tę wymianę zdań, ale Francis nie chciał korzystać z pomocy kogokolwiek innego. Jeśli w tej kwestii był ktoś, kto udzieliłby Lacroixowi odpowiednio szczerej odpowiedzi był to właśnie Dorian. Stażysta zabębnił palcami w ciężki, dębowy stół, a gwar pomieszczenia zagłuszył głuchy łomot. Ostatecznie, wybór młodego Whispera w tej sytuacji mógł się wydawać nieco… zabawny, ale to dość złozona historia. Francis przymknął oczy w zastanowieniu i czekał.


Ostatnio zmieniony przez Francis T. Lacroix dnia Wto 10 Mar 2015, 16:58, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-