IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next
AutorWiadomość
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 20 Kwi 2014, 00:42

Jasmine wyglądała na osobę pewną siebie, zdecydowaną, taką, która doskonale wiedziała, czego pragnie, dlatego nie powinno dziwić to, iż chciała zawsze pociągać za sznurki i kontrolować swoje życie niczym marionetkarz swoje lalki. Czasami jednak los płatał figle i nie pozwalał ludziom na pełną kontrolę czy samozaparcie, i tak było też w tej sytuacji, która najwyraźniej namieszała w głowie dziewczyny niemniej niż w przypadku Kruegera. Co było dostrzegalne w zachowaniu panny Vane od samego początku, dziewczyna próbowała się bronić przed zalotami niemieckiego czarodzieja, jednak z czasem i ona nie dawała sobie rady, a wreszcie, na tej ich pierwszej randce, wydawało się, że w ogóle przestała słuchać głosu rozsądku i dopuściła do siebie chłopaka, nie myśląc o konsekwencjach swoich czynów. I bynajmniej Franz nie odczuwał już nawet tej satysfakcji, pewnego tryumfu, a przynajmniej te emocje nie były już dla niego najważniejsze. Istotniejsze było bowiem to, że w towarzystwie Ślizgonki czuł się naprawdę szczęśliwy. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie oczekuje ona od niego żadnych zmian, akceptuje go takim, jakim jest, nawet pomimo tego, iż ich znajomość nie rozpoczęła się w przyjemnych okolicznościach, a nienawiść zasłoniła im wszystko to, co dopiero w sobie odkrywali. Krueger czuł się przy pannie Vane wolny niczym ptak. Był po prostu sobą, nie zgrywał kogoś chłodniejszego, bez uczuć, nie musiał udawać, tak jak przed Voldemortem, przed swoim ojcem, a nawet przed Rosierem. Mrok nie zdążył zapanować jeszcze nad jego duszą w stu procentach, a ta dziewczyna skutecznie pomagała mu odepchnąć od siebie te demony, o które tak walczyło śmierciożercze grono. Przy Jasmine Niemiec był lepszym człowiekiem, brunetka wyzwalała w nim to, co było najlepsze. Pozwalała mu uniknąć tej przykrej tendencji do samodestrukcji.
- W to nie wątpię, choć uwierz, ja też potrafię być uparty. Chociaż dla Ciebie może gotów byłbym zrobić wyjątek. Może… - mruknął dosyć tajemniczo, zgrywając kogoś mniej dostępnego, mimo że dla Jasmine był w stanie się otworzyć. Była wyjątkowa, zrozumiał to może nieco za późno, ale jak to mówią, lepiej późno, niż później albo wcale. I chociaż wydawałoby się, że pierwsza randka to za mało, aby powiedzieć, że jest już cały jej, taka była właśnie prawda. Była aktualnie jedyną bliską mu osobą. Na tyle bliską, że mógł być przy niej sobą, nie wstydzić się swojej wrażliwości. W tej chwili miał już świadomość, że musi ją mieć na wyłączność. I o ile kiedyś wolałby unikać jej zimnego spojrzenia, tak teraz miał wrażenie, że mógłby rozmawiać z nią o wszystkim, nawet o najbardziej skrytych emocjach, które w jego mniemaniu stanowiły niejako temat tabu.
- Potrafisz być okropnie przekonująca, a to powinno być karalne. – dodał, gdy dziewczyna wspomniała, iż w przypadku jego kolejnego występu, na osobności, być może nie tylko jej stanik wyląduje na scenie. Nie byłby sobą, gdyby nie pomyślał o jej nagim ciele. Poza tym, Franz był przecież rasowym mężczyzną, więc właściwie nie było chwili, w której nie wizualizowałby sobie jej zgrabnych pośladków czy jędrnego biustu, choć oczywiście fizyczna bliskość nie była najważniejsza. Musiała iść w parze z tą nicią porozumienia, którą wreszcie dostrzegł i zamierzał pielęgnować. Widział, że Jasmine obawia się zaangażowania, nie był głupi, ale musiał też przekonać ją do siebie, przekonać ją do tego, że warto ponownie podjąć ryzyko. Z jego strony w końcu to także była pewna inwestycja, wymagała wielu wyrzeczeń i zaufania, którym Krueger raczej nie darzył wielu osób. Życie nauczyło go tego, że nie wszyscy przyjaciele są nimi naprawdę, dlatego też i on w pewnym sensie miał wiele wątpliwości co do zawiązywania tak poważnych związków. Ten pocałunek, którym obdarowała go panna Vane sprawiał jednak, że chłopak zupełnie o nich zapomniał. Brunetka nie całowała go po raz pierwszy, ale ten pocałunek był dla niego niezwykły, bo wiązał się z ich pierwszą randką i krył za sobą coś więcej, niźli tylko seksualne napięcie. Chłopak położył dłonie na jej biodrach, kiedy dziewczyna przyciągnęła go do siebie za jego czarny krawat. Gdyby tylko mógł, nie wypuszczałby jej ze swych ramion, a perspektywa pożegnania po zakończonym spotkaniu wydawała mu się teraz tak odległa, nierealna, wręcz abstrakcyjna, że wolał nawet o niej nie myśleć.
- Powiedziałbym nawet, że był lepszy, ale sam już nie wiem. Przez Ciebie tracę zdolność do obiektywnej oceny. Przez Ciebie zdałem sobie sprawę z tego, że jeszcze wielu rzeczy nie wiem. – jego cichy pomruk musiał być niezwykle czarujący, biorąc jeszcze pod uwagę to, iż Franz zapomniał o bożym świecie. Nie zwracał w ogóle uwagi na spojrzenia innych dziewcząt, które najprawdopodobniej z zazdrością obserwowały romantyczną scenę, która niewątpliwie wpasowywała się w filmowy klimat. Zresztą, wystarczyło tylko spojrzeć na kreację dwojga bohaterów, którzy wyglądali tak olśniewająco, że równie dobrze mogliby teraz wyjść na czerwony dywan w celu odbioru swoich Oscarów.
- Zatańczymy? – zapytał nagle znów z tym zawadiackim uśmiechem, który nie tolerował żadnego sprzeciwu. Poza tym, przecież sama Jasmine przypomniała mu o jego słowach. Jemu się nie odmawia i był pewien, że tym razem panna Vane zastosuje się do jego zaleceń.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 20 Kwi 2014, 01:36

Niezwykle upojna atmosfera ów spotkania udzielała się Jasmine tak mocno, że już prawie zapomniała, co ich łączyło wcześniej. Jakby właśnie rozwinęła czysty pergamin, na którym dopiero ktoś zaczął pisać romantyczne sentencje. Kto by pomyślał, że ich wewnętrzna nienawiść była tylko objawem pragnienia? Było to uczucie tak nacechowane gwałtownością i emocjami, że oni błędnie odebrali to jako nienawiść. To było wręcz śmieszne, bo gdyby ktoś miesiąc temu ich zapytał, co jest powodem ich niechęci, po głębszym zastanowieniu każde by tylko wzruszyło ramionami. Chociaż Jas miała twardą głowę, bursztynowy płyn mieszał się z jej krwią i wprawiał w dobry nastrój... a na pewno nie nakłaniał do myślenia o konsekwencjach tej.. randki. Jasme patrzyła na Franza dyskretnie, szukając tylko i wyłącznie jego spojrzenia... czasem doceniając kształt jego ust podczas rozmowy.
Nawet nie zauważyła, że podświadomie wysyłała chłopakowi sygnały jej głębokiego zainteresowania jego osobą. Niefrasobliwie bawiła się swymi włosami, nawijając pukle na palce i nieco je rozprostowując.
-Przekonywująca? Nazwałabym to raczej nieodpartym urokiem osobistym i kobiecym magnetyzmem.... -uniosła brwi do góry, co miało wyglądać nieco wyzywająco. Nie bała się odważnych gestów o dwuznacznej wymowie, ponieważ lubiła prowokować... a już szczególnie Franza. Ostatnio nawet te gierki przybrały nieco inny wymiar..
-Karać? Chciałbyś mnie karać? Taką słodką i uroczą osóbkę jak ja? -zapytała, udając aktorskie oburzenie. Na potwierdzenie swych słów zatrzepotała krótko rzęsami jak rasowa kokietka i posłała subtelny uśmiech, który niejednego by zwalił z nóg. -Lubię być niegrzeczna, ale nie daję się za to ukarać... -dodała, mocząc usta w resztkach napoju. Nie podejrzewała, że z Kruegerem można tak swobodnie rozmawiać i nawet żartować.
Pocałunek, którym go obdarzyła miał zaszokować, ale i wprawić w osłupienie.. a nawet w rozmarzenie, którego sama stała się ofiarą. Poruszyli niebo i ziemię tym pocałunkiem, który najbardziej działał na umysł i co za tym idzie, dwukrotnie mocniej na ciało. Smak pocałunku jeszcze długo trwał w ustach Jasmine i nawet whiskey nie umiała go zabić. Dłonie chłopaka na jej biodrach tylko dawały jej poczucie wewnętrznego ciepła, a ona sama czuła się jak w jednej z tych czarodziejskich baśni. Na słowa Franza poczuła, że jej policzki różowieją, więc udała, że coś przyczepiło się do materiału sukienki i musi to natychmiast odczepić. Gdy wyprostowała głowę, szczęśliwie pozbyła się już rumieńców, za to jej oczy błyszczały niespotykanym dotąd blaskiem.
-Popatrz no... jaka ja niedobra jestem, że przeze mnie tyle rzeczy się dzieje.. a przez ten pocałunek straciłeś jakąś połowę fanek, które teraz chcą mnie zamordować samym spojrzeniem... -odpowiedziała na komplement, a uśmiech nie schodził z jej ust, chociaż był nad wyraz delikatny... za to szczery.
Muzyka się zmieniła i w tym samym czasie do uszu Jas doszło pytanie Franza. Spojrzała na niego z ciekawością i niejakim niedowierzaniem...
-Powiedz, że jeszcze potrafisz tańczyć, a co najważniejsze... że to lubisz... uznam Cię za wymarły gatunek faceta idealnego. -zażartowała, śmiejąc się cicho. Wstała jednak z krzesła, zadowolona z propozycji. Pozwoliła się zaprowadzić na wolny kawałek parkietu i odwróciła się przodem do Ślizgona.
-Ostrzegam tylko, byś mnie nie podeptał... bo będziesz zmuszony nieść mnie do łó... do zamku na rękach przez całą drogę. -rzuciła niefrasobliwie. Była ciekawa, który z tańców wybrał na tę okoliczność chłopak i co najważniejsze - na jakim poziomie tej umiejętności się znajdował.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 20 Kwi 2014, 21:28

Ludzie często mawiali, że nie powinno się rozpamiętywać przeszłości i chociaż nikt nie był w stanie w pełni dostosować się do tego stwierdzenia, tak należało powiedzieć, że takie podejście do życia bywało naprawdę pomocne. Po co bowiem marnować wcale nie tak długie lata swojego życia na to, by tkwić w dawnych smutkach i urazach, kiedy można było zmienić coś na lepsze, zacząć niektóre sprawy od początku. Tak właśnie postanowili zrobić Franz i Jasmine, chociaż słowo „pozwolić” chyba niekoniecznie zostało tutaj odpowiednio zastosowane, skoro ta dwójka nie do końca wiedziała, co czyni. To raczej podświadomość podpowiadała im, aby odrzucić nienawiść gdzieś do lamusa, pozwolić sobie na czystą kartę i na udawanie, że dopiero co się poznają. W końcu o tym miała świadczyć też ich pierwsza randka, którą dziwnie było określić mianem pierwszej, skoro Niemiec i jego towarzyszka mieli za sobą już wiele ciekawych doświadczeń. Mimo wszystko, młody Krueger chyba w tej chwili nawet wolał nie myśleć już o tym, co było, kiedy wokół niego, w „Trzech Miotłach” działo się tyle znacznie bardziej interesujących rzeczy. Musiał przyznać, że jeden pocałunek, szczery, podszyty głębszym uczuciem, a nie tylko seksualną frustracją, stanowił dla niego istotniejszy gest, niżeli ich, skrywane przed oczami innych uczniów, nocne schadzki w murach szkoły. I chociaż sam nie określiłby siebie mianem romantyka, najpewniej niektóre jego zachowania mogły utwierdzić go w przekonaniu, że jednak się mylił.  
- Skromnością także nie grzeszysz, ale do tego chyba zdążyłem się już przez tyle lat przyzwyczaić. – odpowiedziałem żartem na jej słowa, których w rzeczywistości nie traktował wcale jako przechwałki. Brunetka nie była bowiem w jego mniemaniu zarozumiałą osobą, która traktowałaby samą siebie jako boginię. Jej wypowiedź raczej miała podobny wydźwięk, co i jego komentarz, a że chyba zdołali już odnaleźć pomiędzy sobą nić porozumienia, takie rozmowy wydawały się niezwykle swobodne i prawidłowo interpretowane przez każdą stronę.
- Karać Ciebie? To zależy w jaki sposób. – rzucił zaraz tylko krótko, nie rozwijając tematu, chociaż wyobraźnia i tak robiła swoje. Wolał jednak takie sprawy pozostawić na inną okazję, ponieść się spontaniczności, nie zdradzać wszystkich tajemnic na samym wstępie. Jak to mówią, trzeba było trzymać jakiegoś asa w rękawie, ażeby tę diabelską dziewczynę jeszcze czymś kiedyś zaskoczyć. Dzisiejszego dnia i tak najwyraźniej udało mu się wkupić w jej łaski występem, który wyglądał naprawdę profesjonalnie. Przez chwilę był zamyślony i nieobecny, więc nie zauważył nawet rumieńców na twarzy swojej partnerki, a szkoda, bo jej zaróżowionych policzków jeszcze nigdy nie miał okazji ujrzeć. W każdym razie, roześmiał się na jej komentarz a propos utraty fanek.
- Nie dbam o to. Przyszedłem tutaj z Tobą i nie zamierzam Cię zostawiać ani na chwilę. A już tym bardziej, jeżeli ktokolwiek miałby w planach Cię mordować. – mruknął wyraźnie rozbawiony sytuacją, a nawet zerknął na moment w stronę siedzących niedaleko dziewcząt, które jednak szybko odwróciły wzrok w inną stronę. No cóż, życie było pełne trudnych wyborów, chociaż wybór Jasmine tego wieczoru akurat przyszedł Franzowi z wyjątkową łatwością, a chłopak nie miał żadnych wątpliwości co do tego, z kim chciał spędzić ten wolny czas w „Trzech Miotłach”. Kiedy tylko orkiestra zaczęła grać swingowo-bluesowy kawałek, chłopak zaciągnął Ślizgonkę na parkiet, uśmiechając się przy tym ponownie niczym bohater filmów rodem z Hollywood.
- Hoho, łaskoczesz moje ego. Lubię, a czy potrafię, sama się przekonasz. Postaram się nie podeptać Twoich delikatnych stóp, chociaż do łóżka mogę zanieść Cię i tak. Taki ze mnie wszechstronny pan idealny. – odpowiedział znowu żartem, swobodnie, nie przechwalając się zbytnio, bo i nie temu miały służyć jego słowa. Zresztą, połączone z tym bananowym uśmiechem z pewnością nie przeistaczały go w zadufanego w sobie narcyza. Krueger złapał dłoń panny Vane, a już po chwili oboje oddali się wspaniałemu tańcu, jakim był wolny swing w połączeniu z elementami bluesowymi, tak idealnie wpasowujący się w klimat muzyki wygrywanej przez orkiestrę. Franz oczywiście prowadził całkiem nieźle. Przecież zawsze na wszelkiego rodzaju uroczystościach odgrywał rolę bawidamka, zapraszając dziewczęta do tańca, przynosząc im drinki do stolika i racząc swoim towarzystwem przez większą część wieczoru. Poza tym, miał przecież poczucie rytmu. Grał na fortepianie, śpiewał, dlatego też i taniec nie sprawiał mu większych trudności. Chociaż zdecydowanie jako artysta upodobał sobie muzykę, gdyż chociażby dla porównania, nie potrafił narysować nawet prostej kreski i nigdy nie był w stanie zrozumieć w jaki sposób ludzie są w stanie malować obrazy tak łudząco przypominające rzeczywistość.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 20 Kwi 2014, 23:06

Idealność może nabierać w oczach wielu zupełnie różne barwy, tak więc dla kogoś Franz mógł być ucieleśnieniem zła, dla niektórych zaś - tak jak chociażby dla Jas - być właśnie panem idealnym. Oczywiście dostrzegała niektóre z jego wad, lecz jak to bywało.. gdy ktoś był kimś zafascynowany lub... zauroczony.. wtedy jego wady były oglądane przez palce, a u Jas można by się nawet było pokusić o stwierdzenie, że patrzyła na te wady przez zamknięte powieki.. trochę było to zabawne, biorąc pod uwagę, że czujne oczy brunetki wypatrywały wszelkie minusy i krytykowała je bezczelne bez litosci. Nawet Franza to spotkało, ale tym razem... widziała tylko i wyłącznie jego zalety.
Nie uciekała myślami zbyt daleko, gdyż obecność Kruegera kazała jej koncentrować się tylko i wyłącznie na nim. Potrzebowała tego, chociaż oficjalnie się do tego nie przyznawała... i chyba jeszcze długo nie będzie, chyba, że jakiś szok lub drastyczny nacisk uświadomią jej, że musi rozeznać się w swoich odczuciach. Tym razem jednak wszystko było zawieszone w otoczeniu rozluźnienia i chęci zabawy..
-Myślę jednak, że nikt nie ośmieli się mnie skrzywdzić... ani zabić." -zażartowała, jakby to była najbardziej niedorzeczna rzecz w życiu.
Na temat karania nie odezwała się tylko posłała dwuznaczne, dosyć zalotne spojrzenie, które mogło mówić wiele.. a już na pewno coś na temat reakcji na ewentualną karę. Nie trzeba było mówić, że chyba ich myśli popłyneły w jednym kierunku.
Znajdując się na parkiecie Jas dygnęła lekko i podała chłopakowi dłoń. Jak samo ujęcie jej było jeszcze delikatne, tak pierwsze kroki tańca... żywiołowe. Jasmine chwilę zajęło pojęcie co jej partner chce zatańczyć, ale złapała rytm i pozwoliła się prowadzić w tym emocjonalnym, ale bardzo eterycznym tańcu, który dawał jej wiele radości. Znowu zdawało się, że cały świat wokół nich przestał istnieć, a przynajmniej zatrzymał się czas. Franz tańczył bardzo dobrze i nie zdarzało mu się deptać delikatnych stóp Vane. Ocieranie się ciał w niektórych figurach nęciło Jas na tyle, że pragnęła więcej takich kontaktów. Sama nawet nie starała się odsuwać od chłopaka, kiedy przechylał ją ku parkietowi.
Kiedy ostatnie takty piosenki zawirowały wśród par, Jas objęła Kruegera za szyję i pozwoliła by ich usta zatrzymały się milimetr od siebie... Jasme czuła ciepło promieniujące od jego ciała i atmosfery, która raptownie zgęstniała. Wszystkie pary zdążyły już opuścić parkiet, a oni nadal trwali w objęciach jak para kochanków rodem z filmu. Vane przesunęła dłonią po ręce Franza, aż ich palce splotły się w niewinnym geście.
-Chodźmy stąd. Gdzieś, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał... -poprosiła półszeptem, prawie muskając usta Franza swoimi. Odsunęła się i pociągnęła chłopaka ku wyjściu z Trzech Mioteł.. gdyż dalsza część ich spotkania miała już się odbywać wyłącznie w cztery oczy.

Z tematu x2

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 26 Cze 2014, 21:30


UPIORNE WYJCE W HOGSMADE





Uwaga ludzie! Frank Lemarchal, wokalista i lider zespołu Upiorni Wyjce, we wczorajszym wydaniu Czarownicy powiadomił swoich licznych fanów o nadchodzącym koncercie w Hogsmade. Odbędzie się on 10 lipca 1977 roku, niedaleko Wrzeszczącej Chaty.




Mało tego! James Backerman, sławny gitarzysta zapowiedział, że do wygrania będą ekstra koszulki Upiornych Wyjców. Jest to główna nagroda przewidziana za najlepiej wykonany jego ulubiony utwór pt "This is the night". Koszule są unikalne, niedostępne w żadnym sklepie, tylko podczas koncertu w Hogsmade. Nie możecie tego przegapić!



Koszt biletu wynosi tylko 40 galeonów, zaś miejsca VIP i w  Loży Honorowej (tuż obok naszego zaproszonego Ministra Magii) 80 galeonów. Połowa środków zostanie przekazana na akcje charytatywne, które mają na celu pomoc osobom poszkodowanym przez działalność Śmierciożerców.



Bilety można nabyć u wspaniałej Madame Rosmerty, która wyjątkowo zgodziła się prowadzić punkt sprzedaży od godziny 10:00 do 21:00 w "Trzech Miotłach" od poniedziałku do soboty. Za kupno pierwszych dziesięciu biletów, zobowiązała się podarować po jednym piwie kremowym, a więc nie zwlekajcie! Liczba biletów jest ograniczona!

Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 17 Lip 2014, 16:11

Jeszcze przez chwilę śmiali się z faceta romansującego z cegłami, a ich śmiech odbijał się echem od ścian budynków otaczających ich postacie by zaraz zniknąć w jednej z głównych uliczek, która to prowadziła do chyba najbardziej znanego pubu w całym Hogsmeade. W międzyczasie minęli kilka znanych, bądź mniej znanych im twarzy, które przypatrywały im się życzliwie, a którym to nasi młodzi czarodzieje machali niedbale, pozdrawiając to jednego, czy drugiego…
Gdy znaleźli się już przed budynkiem Wanda dla pewności obejrzała się jeszcze raz przez ramię, by sprawdzić czy żaden pajęczak czy inny robal za nimi nie podążał. Widząc, że jest czysto odetchnęła z ulgą i weszła pierwsza do baru, witając resztę obecnych tu ludzi kiwnięciem głowy i lekkim uśmiechem.
Jak zwykle o tej porze roku było tu mnóstwo osób. Z trudem przepchnęli się przez tłum nastolatków okupujących szynkwas, którzy czyhali na Madame Rosmerta’e, która jak zwykle wesoło coś nucąc pod nosem hasała w te i we wte. Była to istna bogini, przynajmniej dla nich. Ten zadziorny uśmiech, pełne piersi! Na widok szczeniaczków Wandzia tylko parsknęła krótkim śmiechem i wcześniej wyhaczywszy wzrokiem wolny stolik przy oknie tam się właśnie skierowała, ciągnąc przy okazji Henryśka, jeżeli ten się po drodze zgubił.
- Prosimy o dwa kremowe piwa! – Zdołała jeszcze krzyknąć do kobiety znajdującej się za barem, która zadowolona, że w końcu ma coś do roboty zajęła się napełnianiem kufli, aniżeli obserwowaniem poczynań chłopców wgapiających się w nią jak w obrazek.
Krukonka rozsiadła się wygodnie na wolnym miejscu, torbę przewiesiła przez oparcie krzesła i oparła łokcie o blat stolika – być może nie było to zbyt kulturalne, ale Whisperówna była przecież w dobrze znanym jej towarzystwie, co nie przeszkadzało jej zachowywać się z pełną swobodą. Powachlowała się wolną dłonią, bo cóż, było jej strasznie gorąco i rozejrzała się po pomieszczeniu, sprawdzając czy aby od ostatniej jej wizyty coś się tutaj zmieniło. Zaraz jednak wróciła wzrokiem do swojego towarzysza jednocześnie grzecznie czekając na zamówienie.
- No i jak tam sobie teraz radzisz? Bez tego całego rozgardiaszu jaki nam fundowali w szkole? – Spytała po dłuższej chwili opierając się wygodnie i rozciągając wargi w przyjaznym uśmiechu. Była ciekawa co Henry porabia w wakacje, gdy ona sama upierdziela się ile wlezie. Przynajmniej do tego czasu, bo przez te dwa miesiące ma zamiar wziąć się ostro do roboty.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Lip 2014, 09:36

Miło było spotkać znajomych w wakacje. O wiele lepiej jest widzieć się na żywo niźli kontaktować się przez sowy. Kiwał głową do swoich i Wandy znajomych, a było to zupełnie normalne i nie dawało powodów do przyglądania się im, co też robią. Henry zaczął doceniać normalność, dlatego uśmiechał się pogodnie do każdego, kto na nich spojrzał. Nawet do babci z fioletowej szacie w groszki sprzedającej cukrowe laski w małym stoisku przy pubie. Przepuścił Wandę w drzwiach i jakimś cudem jej nie zgubił, gdy szli do stoliczka. Trochę zbyt entuzjastycznie powitał Madame Rosmertę, bo na jego "dzień dobry pani", odwróciło się parę głów. Tylko jeden raz potknął się o czyjąś torbę, gdy zapatrzył się na znaną barmankę. Henry miał dziewczynę, ale nic nie poradzi na to, że właścicielka Pubu robiła furorę na każdym, kto ją widział. Jego to nie ominęło. Była kiedyś jego miłością, jak ledwie co umiał machać różdżką nie uszkadzając nikogo wokół. Szczenięce lata...
Kiedy w końcu dotarł do stolika, postawił torbę z sowimi akcesoriami pod meblem i usiadł na krzesełku, oddychając z ulgą. Co prawda było tutaj duszno i gwarno, ale wątpił czy przypełzną za nimi jakiekolwiek robaczki. Wyprostował nogi aż coś w nich strzyknęło i rozpiął jeden guzik koszuli tuż pod szyją. Z trochę maślanymi oczami podziękował madame Rosmercie za dwa kremowa piwa z lodem, płacąc jej o jednego galeona za dużo. Przez chwilę zawiesił się, gdy obdarowała go bardzo miłym uśmiechem i potrzebował sekundy, aby się otrząsnąć. Zerknął na Wandę, która wszystko widziała i uśmiechnął się troszeczkę zażenowany, a jego wzrok mówił "No co? To nie moja wina".
- Obijam się i nie uczę. SUMy były okropne i nie mam pojęcia czy nawet to zdałem. Lacroix obedrze mnie ze skóry, jeśli nie będę miał Powyżej Oczekiwań. - westchnął zastanawiając się, czy dało radę zdać egzamin. Złapał kufel piwa za ucho i napił się porządnie, zostawiając sobie nad ustami białe wąsy. Oczywiście tego nie widział.
- Słyszałaś o tym obozie Dumbledore'a? Zapisałem się. Miałem w tym samym czasie jechać z dziadkiem polować na garbatorogi, ale przez te ekscesy w Hogwarcie mogę sobie o tym pomarzyć. - wyraźnie to go gnębiło, bo przygotowywał się dosyć długo na wycieczkę. Prawie wtedy udało mu się wyprowadzić Laurel w pole, żeby też nie chciała tam jechać, a w ostateczności nikt się tam nie wybiera, bo To-Jest-Niebezpieczne. Dobrze chociaż, że zapis na obóz dyrektora przeszedł przez prześwietlenia rodzicieli.

Pogadali przez jeszcze godzinę. Po sześćdziesięciu minutach do Pubu wpadła jego siostra (jak go znalazła?!) i Henry musiał ewakuować się. Zrobił to z wielkim żalem. Dopił tylko trochę piwa, uśmiechnął się onieśmielony do madame Rosmerty i pomachał Wandzie. Miał nadzieję, że nie zostanie zawleczony przez Laurel do ich spa.

[zt]
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sro 12 Lis 2014, 17:43

Przygotowania do wyjazdu stanowiły zdecydowanie zbyt wiele zachodu, jak na coś tak... Alex sam nie wiedział, jak to określić. Pamiętał, że za czasów nauki w Hogwarcie, pakowanie kufra wychodziło mu jakoś dużo szybciej i sprawniej. Może dlatego, że wtedy wrzucał wszystko zwinięte byle jak w wielką kulę skarpet, szat i ksiąg (niekoniecznie w tej kolejności), a w ciągu ostatnich kilku dni karcące spojrzenia Williama zwyczajnie nie pozwoliły mężczyźnie tego powtórzyć. I w dodatku starszy auror musiał pojawiać się w drzwiach, ilekroć Hall choć kiwnął palcem w kierunku kufra. Jak tu żyć?
Listę sprawunków i wywalenie za drzwi mieszkania przyjął nawet z pewną ulgą, w końcu zawsze lepiej i efektywniej pracował w ruchu. Człowiek-huragan, rzadko zwalniał, by złapać głębszy oddech, wychodząc z założenia, że porządnie odpocznie, jak będzie martwy. Wtedy wyleży się za wszystkie czasy, nie czując niewygody dębowych desek zakopany sześć stóp pod ziemią. Bardzo ekonomicznie. Od rana zdążył zawitać do Ministerstwa w celu uprzątnięcia swojego stanowiska, zostawienia stosownych uwag odnośnie trwających spraw, posegregowania papierów. Nawet udało mu się ominąć łukiem Wilsona, który chyba obdarłby go ze skóry, nie zadając pytań o wyjaśnienie całej sytuacji. Taki uroczy człowiek, aż żal było myśleć, że przestaną się regularnie widywać. Potem trochę zakupów na Pokątnej, które teraz bezpiecznie spoczywały na dnie sporej, płóciennej torby przerzuconej przez ramię Alexa. W Trzech Miotłach zjawił się z bardzo prozaicznego powodu, a konkretniej chwilowej zachcianki, nieuwzględnionej na magicznej liście Williama. Skoro posiadał fantastyczną i niezwykle przydatną zdolność teleportacji, jakim problemem było wyskoczyć po kilka butelek kremowego piwa na wieczór? Myśl ta uderzyła go niecałe pół godziny wcześniej, gdy stał w aptece, cisnąc się między kuwetką z muchami siatkoskrzydłymi a pękiem suszonych żmij rogatych. Mm, te zapadnięte oczodoły miały cudowną zdolność odbierania chęci na konsumpcję. Otoczony ciepłem i gwarem, który tego dnia wyjątkowo przypominał bardziej szum w tle, niż stado jeleni na rykowisku, Alex skierował się w stronę baru uważając na swój bagaż. Nie chciałby robić drugiej przebieżki po sklepach, gdyby ktoś zdecydował się machnąć łapskiem i uszkodzić zawartość torby. Pomijając już fakt, że musiałby zareagować wobec potencjalnego psuja, a nie miał wybitnej ochoty z nikim się kłócić. Dotarcie na miejsce na szczęście obyło się bez awantur – opierając wolną rękę na wypolerowanym, ciemnym drewnie uśmiechnął się z całym, wciąż nieco młodzieńczym urokiem w kierunku madame Rosmerty, prosząc o cztery butelki kremowego piwa. Przynajmniej będzie miał na co czekać wieczorem.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sro 12 Lis 2014, 22:52

Nigdy nie myślał, że praca na terenie Hogwartu mogła być taka ciężka. Szczególnie, jeśli chodziło o pomaganie nie Hagridowi, a Argusowi Filchowi. Charłak niezwykle upodobał sobie Doriana do wykonywania brudnej roboty. Dobrze, że nie kazał mu prać skarpetek, jednak kto wie, może i na to przyjdzie pora? Miał nadzieję, że siłą rzeczy do tego nie dojdzie i większość czasu będzie spędzał na świeżym powietrzu w towarzystwie przesympatycznego gajowego i Kła. Do rozpoczęcia roku szkolnego zostało niecałe cztery dni, a on już od prawie tygodnia przesiadywał w Hogwarcie, będąc w większości chłopcem na posyłki woźnego. Jeszcze to WDŻ, które wymyślił Argus. On z pewnością  będzie wiedział najwięcej, jeśli chodziło o wychowanie. Przez chwilę przed oczami stanęła mu wizja Charłaka i jego dzieci z wielkimi, kocimi uszami i puszystymi ogonami. Już my ci pokażemy, Whisper! O nie, takiej przyszłości to on nie chciał przewidzieć. Miał nadzieję, że jego własne myśli nie mogły się przemienić w jakąś wizję przyszłości, czy coś w tym stylu. Stwierdził, że chyba za mało dzisiaj wypił, ba - nic. Trzeba było to zmienić.
Do Trzech Mioteł przyszedł grupo po południu, słońce powoli zachodziło, a on miał chwilę wytchnienia. W końcu mógł trochę się odprężyć, zanim wpadnie do Hogwartu cała zgraja młodych, w tym jego siostra i Aria. Tego spotkania obawiał się najbardziej, jednak gdyby tak umiejętnie unikać tych obu pań, to może jeszcze trochę pożyje. O dziwo od tamtego incydentu w Londynie zaczął powoli się ogarniać, nie pił tyle, ile przez całe wakacje i nawet zaczął wychodzić na prostą. Uczucia, jakie nim targały były jednak sprzeczne. Z pozoru wyluzowany, wcale taki nie był. Wiedział, że zabił, że zrobił coś, do czego nigdy by się nie posunął. Przed oczami wciąż miał obraz wbitego szkła w tętnice mugola, może trochę zamglony, jednak wciąż wydawało mu się, że to było jak wczoraj. Powinien unikać tych miejsc przez trochę czasu, ludzie zapominali, może i tamci zapomną. Najgorsze jednak było w tym to, że chciał więcej, chciał znów poczuć jak to być panem i władcą, jak wydawać na  kogoś wyrok śmierci. Starał się z tym walczyć, jak na razie marnie mu to szło.
Rozejrzał się po pomieszczeniu, w poszukiwaniu wolnego miejsca. O tej porze w karczmie zawsze było tłoczno i z trudem przecisnął się z kuflem piwa kremowego do jedynego wolnego miejsca, tuż naprzeciw osobnika, którego na pierwszy rzut oka nie poznał. Usiadł i przeciągnął się, po czym spojrzał na sąsiada. Przewrócił oczami, gdy rozpoznał w końcu przy kim to miejsce sobie wybrał. Alex Hall, znowu ten przeklęty Hall. Był na niego skazany czy jak? W dodatku był Aurorem, a ich Dorian starał się już unikać. W końcu miał coś na sumieniu i niekoniecznie chciał, żeby ktoś się dowiedział o wszystkich jego grzechach.
- Wydaje mi się, że spotykanie Ciebie na każdym kroku to już chyba przejdzie do tradycji – zagadnął na powitanie, po czym upił łyka piwa, mierząc mężczyznę spojrzeniem błękitnych oczu, które niespecjalnie wyrażały zachwyt tym spotkaniem. Cóż, nie można było mieć wszystkiego. Dorian już się przekonał o tym nie raz. Szkoda.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 13 Lis 2014, 00:01

Alex zdążył już zapomnieć, jak ogromnym magnetyzmem zdawały się emanować Trzy Miotły, ilekroć się tam znalazł. Nie można było tak po prostu wejść i wyjść, nie. Pub miał swój urok i jeśli chciałeś się mu oprzeć, chwytał cię za wszarz i wpychał w najbliższe krzesło, dobitnie choć z wdziękiem każąc wypić choć jedną kolejkę. Bo jak nie to foch z przytupem i melodyjką. I klątwą między oczy. Co więc pozostawało aurorowi? No musiał się posadzić z zamówieniem, zakupy upychając bezpiecznie pod stolik. Trzymając w dłoni chłodną butelkę kremowego piwa (jakoś nie przepadał za kuflami), upijał małe łyki, przeciągając moment na tyle, by nie odczuwał potrzeby zamówić kolejnej. Nie przyszedł się wstawiać. Socjalizacji też nie miał w planach bliższych ani dalszych, a jednak nie dano mu w tej materii nic do powiedzenia, gdy ktoś bezczelnie i bez pytania posadził się naprzeciwko. Mężczyzna miał już na końcu języka nieprzyjemną, kąśliwą uwagę, że na tę noc nie szukał szczęścia, gdy spojrzenie zielonych oczu padło na Doriana. Starszego Whispera, którego tak niedawno widział podczas rejestracji hogwardzkich pupili. A to ci przewrotny los, pomyślał wtedy, że chciałby porozmawiać z nim na osobności i oto okazja sama wskakiwała mu w ramiona.
Kąt ust Alexa uniósł się nieznacznie, zanim auror odpowiedział na powitanie:
- Myślę, że niestety tak. Nie byłem na tym głupim spędzie Filcha, bo tak mi się podobało, od września pracuję w zamku. Nie, proszę, opanuj się Dorian, bo ci zaraz twarz pęknie od tej radości i jak ja to przeżyję?
Nie mówił tego z zamiarem dopieczenia świeżo upieczonemu absolwentowi Hogwartu (no może odrobinę), a bardziej by pociągnąć luźną rozmowę. Miał swoje opinie odnośnie jego zachowania wobec Wandy, ale bez wyraźnej potrzeby nie widział powodu, dla którego powinien wywlekać je na światło dzienne i wpychać Dorianowi do gardła. Nikt tego nie lubił, a choć z przyczyn wciąż dla siebie niejasnych auror interesował się losami Whisperów, nie poczuwał się do roli obrońcy czci i honoru siostry siedzącego naprzeciw młodego mężczyzny, gdy nie było jej nawet obok. Hall założył nogę na nogę sypiąc piaskiem z podeszw ciężkich butów, ze spokojem przyglądając się rozmówcy.
- Na co się w ogóle wkręciłeś, na pomocnika gajowego? - zagadnął po chwili. - Z tego co pamiętam byłeś bystrzacha z eliksirów, trzeba było iść na stażystę, jak już tak bardzo chciałeś zostać.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 13 Lis 2014, 23:27

Na wspomnienie o Filchu Dorian wzdrygnął się, a jego twarz wykrzywiła się w geście niezadowolenia. Dlaczego to imię zawsze musiało się ostatnio pojawiać w każdej rozmowie jaką prowadził. Nieważne, czy knuł wraz z Francisem na temat podbicia Hogwartu, czy też po prostu w normalnej pogawędce przy kuflu piwa, jak na przykład teraz. Może jeśli chodziło o towarzystwo to była jeszcze kwestia do omówienia, jednak miał gdzie usiąść i wygodnie rozprostować nogi, zanim ktokolwiek go tutaj znajdzie. Takie miejsca, jak pub Trzy Miotły były miłą odmianą po brudnych klubach nocnych, w których prawie całe wakacje przesiadywał. Miał wrażenie, że cały jego potencjał wraz ze śmiercią Alexa i odtrąceniem od siebie osób mu bliskich, po prostu wyparował, jakby w ogóle go nie było. Teraz, kiedy minęło już trochę czasu, powoli przyzwyczajał się do nowego życia, nowych doświadczeń, które zdawały się za nim ciągnąć w nieskończoność. Były jak efekt domina, czekał na kolejny upadek. W tej chwili jednak był tu i teraz, w towarzystwie Aurora, w którym jego siostra była zakochana po uszy. Może nawet zaakceptowałby ten związek, gdyby zaloty Wandy były odwzajemnione. Szkoda, że Dorian potrafił rozpoznać już na pierwszy rzut oka, że tak nie jest.
Oparł się łokciami o blat drewnianego stołu i pochylił się w stronę Halla, po czym lekko przechylił głowę, lustrując go spojrzeniem błękitnych, chłodnych oczu.
- Uśmiecham się tak, że już mnie kąciki ust zaczęły boleć – mruknął, a jego twarz w rzeczywistości pozostawała niewzruszona. Zmarszczył brwi, po czym uśmiechnął się kątem ust i upił jednego łyka piwa kremowego. Westchnął, po czym odsunął się, zakładając ręce za głowę. Obserwował go przez chwilę, zastanawiając się od kiedy zaczęli ze sobą normalnie rozmawiać. Zazwyczaj się nie lubili, unikali, kiedy Alex przychodził do Wandy, udzielać jej korepetycji rzecz jasna. Wypuścił z płuc powietrze, po czym wzruszył ramionami.
- Będziemy pracować w takim razie razem – powiedział, wzruszając ramionami. – A praca nauczyciela nigdy mnie nie ciągnęła. Nie lubię pracować z ludźmi i dzielić się z nimi moją wiedzą. Powinieneś to już dawno zrozumieć i zaakceptować – dodał, unosząc nieznacznie brwi do góry. Fakt faktem, Dorian nienawidził towarzystwa większej ilości ludzi. Odzywały się w nim wtedy zapędy mordercy i sadysty, mając ochotę powybijać ich wszystkich, a głowy nadziać na kikuty w ogrodzie. Wolał chodzić po lesie, pracować sam ze sobą, oczyścić w ten sposób umysł. Poza tym ludzie, ile on by dał za legalne włóczenie się po Zakazanym Lesie! Filch mu już nigdy w tej kwestii nie podskoczy, nigdy.
- Poza tym stary… Miałbym być stażystą Lacroix? Ona by mnie przy dobrych wiatrach zamordowała z zimną krwią. Udusiła gołymi rękami – powiedział, po czym złapał się za szyję, aby zademonstrować o co mu tak właściwie chodziło. Niecodziennie można było usłyszeć od niego taki potok słów. Widocznie nie napił się zbyt dużo.
Zobacz profil autora
Alex Hall
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 14 Lis 2014, 00:10

Choć nigdy nie mieli okazji, by zamienić więcej niż dwa (w porywach trzy) zdania, towarzystwo Doriana nie było tak niemiłe, jak można by się tego spodziewać. Alex wiedział o nim sporo z opowieści pana Whispera, co nieco usłyszał od Wandy... Chociaż wyobrażenie skonfrontowane z rzeczywistością musiało rzecz jasna przejść pewne modyfikacje. Owiana niezbyt dobrą sławą gburowatość chłopaka i jego sarkazm powinny odrzucić aurora, ale tak po prawdzie poczuł z nim lekką, na razie wątłą nić porozumienia.
- Wierz lub nie, ale nigdy nie brałem uczenia pod uwagę – zaczął, przekrzywiając lekko głowę i obracając butelkę w palcach. - Nawet korki mnie denerwowały, ale... - urwał na moment, szukając odpowiedniego słowa. - Powiedzmy, że mój przyjaciel potrafi dobierać słowa, jak nikt inny – wykonał ręką bliżej niesprecyzowany gest, trochę jakby chciał opędzić się od natrętnej muchy. Nie była to cała prawda, a starannie wybrana część robiąca za front takiej a nie innej decyzji, ale Alex nie czuł potrzeby tłumaczyć całego tła, o które Dorian najpewniej nie dbał. Mężczyzna parsknął krótkim śmiechem, nim podjął znowu: - Mówisz tak, jakbym znał cię na wylot, a ledwo wymienialiśmy uprzejmości, kiedy przychodziłem do waszego domu.
Wziął długi łyk kremowego piwa, odchylając nieco głowę do tyłu i przymykając oczy. Gdy na powrót spoczęły na starszym Whisperze, ich zieleń wydała się ciemniejsza w oświetleniu pubu.
- Ale rozumiem z czego wychodzisz, wbrew pozorom ledwo znoszę większość osób – dodał jakby od niechcenia. Ta informacja nic nie wnosiła do ich rozmowy. Brwi Alexa podjechały nieco do góry, gdy Dorian zaczął mówić o nauczycielu... nauczycielce eliksirów. Jeśli wierzyć obrazowi, jaki przed nim roztoczył, to Halla czekały pełne buchających wnętrzności i rozdzieranych tętnic batalie na śmierć i życie.
- Lacroix mówisz... Mam wrażenie, że gdzieś już słyszałem to nazwisko. No trudno, od początku czułem, że zgoda na stażystowanie była złym pomysłem.
Posłał butelce smętne spojrzenie, mamrocząc pod nosem coś, co brzmiało łudząco podobnie do „A niech cię, William i te twoje spojrzenie kopniętego kociaka”. Czuł zbliżający się wielkimi krokami przypływ własnej gburowatości, już zaczynała mu dyszeć w kark i szeptać czule na ucho...
- Za wszystkich kretynów, z którymi musimy się użerać – rzucił nagle, unosząc butelkę. - A niech ich hipogryf stratuje.
Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 17 Lis 2014, 00:10

Dorian uniósł brew, gdy słuchał wszystkiego, co mówił Alex. Nie wiedział, że ten nie brał pod uwagę nauczania. To jak to się stało, że postanowił pracować w szkole, kiedy tam roiło się od wściekłych uczniów, którzy próbowali wejść nauczycielom na głowę. Westchnął ciężko, nie komentując tego, tylko w milczeniu obserwował mężczyznę, popijając przy okazji kufel zimnego piwa kremowego. Piana została na jego nosie, wyglądając komicznie. Szybko starł ją rękawem i oparł się wygodnie o siedzenie.
- Bój się Lacroix, chyba, że będziesz taki jak ona. Tępiciel. Wiesz, nazywają ją Smoczycą i to raczej nie bezpodstawnie – powiedział i zaśmiał się cicho. Na tym ich tematy się skończyły. Dorian wyszedł z założenia, że skoro nie znali się na tyle, aby wiedzieć o czym rozmawiają, po prostu nie będzie tego ciągnął. Dopił do końca kufel i spojrzał na aurora. Przez chwilę po prostu się na niego gapił, zastanawiając nad tym, czy powinien podjąć temat o Wandzie. Nagle jednak coś sobie przypomniał zanim otworzył usta, aby coś powiedzieć. Spojrzał na zegarek i poderwał się z siedzenia.
- Cholera, już ta godzina? Filch mnie zamorduje – syknął. Zapomniał o tym, że miał wyczyścić o tej godzinie futerko pani Norris. Gdzie on zostawił te wielkie, puchowe rękawiczki, które miały chronić jego dłonie przed potencjalnym zagrożeniem wynikających z ugryzień i zadrapań. Jeszcze złapie jakieś patogenetyczne ustrojstwo i tyle z niego zostanie. A miał jeszcze mnóstwo planów na przyszłość.  
- Trzymaj się! – krzyknął, po czym puścił się biegiem do wyjścia. I tak już był spóźniony, jak zwykle z resztą.

[z/t x2]
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 07 Gru 2014, 23:08

W ciągu ostatnich dni nie był zbyt rozmowny, a wszystkich znajomych, którzy próbowali do niego zagaić, zbywał półsłówkami, bądź kompletnie ignorował ich starania. Nie obchodziło go ani to, czy ktoś poczuł się z tego powodu urażony, ani to, czy ktokolwiek próbował zrozumieć, co się z nim stało. Krueger zaginął gdzieś w najciemniejszych czeluściach swojej poharatanej duszy, a w najbliższym czasie musiał poważnie porozmawiać przede wszystkim z samym sobą. Wskazówki zegara przesuwały się nieubłagalnie, przypominając, że to już nie okres sielanki, kiedy największym problemem okazywało się spóźnienie na zajęcia do profesor Lacroix. Wszystko zaczynało się zmieniać, świat tracił kolory, powoli przywdziewając na siebie odcienie szarości. Niekiedy los wskazywał jedynie te jaśniejsze punkty, choć wydawało się, że i one bledną na tle zapowiedzi mrocznej i niespokojnej przyszłości. I choć ci, którzy nie poznali Lorda Voldemorta nie dostrzegali tej mrożącej krew w żyłach aury, Franz zdawał sobie sprawę z tego, że niedługo nadejdzie dzień, w którym będzie zmuszony podjąć decyzję - żyć w zgodzie, albo ze swym sercem i zaspokojoną ambicją, albo z poczuciem rozwojowego spełnienia, ze zmąconym sumieniem i śmiercią wymalowaną na twarzy.
W gruncie rzeczy cieszył się, że ma możliwość opuszczenia na kilka godzin murów szkoły. Dzięki zaproszeniu na spotkanie z managerem Fenwickiem uzyskał zgodę Albusa Dumbledore'a na legalną wycieczkę do Hogsmeade, choć mówiąc szczerze, wcale niewykluczone było to, że Krueger znalazłby się w magicznej wiosce nawet wtedy, gdyby jego zachowanie miało naruszyć któryś z punktów regulaminu. Chłopak nie łamał go może celowo, na pokaz, ale nie widział też żadnych przeciwwskazań w tym, by "zapomnieć" o niektórych zakazach, jeżeli te godziły w jego plany i zachcianki. Tego wieczoru zaś Ślizgon odczuwał nieodparte pragnienie sięgnięcia po szklaneczkę whiskey, samotnie, w zatęchłym barze, w którym nikt nie wtrąca przynajmniej nosa w nieswoje sprawy. Fenwick, rzecz jasna, był jedynym towarzyszem, jakiego Niemiec dzisiejszego dnia tolerował, a to ze względu na to, że rozmowa z nim miała przybrać charakter stricte biznesowy.
Wychowanek Salazara przekroczył próg Trzech Mioteł chwilę po godzinie dwudziestej, a przywdziany przez niego na spotkanie czarny garnitur zdecydowanie wyróżniał go spośród zebranej tutaj klienteli. Jej większość stanowiła banda dorosłych czarodziejów, ubranych w przedarte gdzieniegdzie szaty, najwyraźniej szemranych typów, z którymi lepiej było się nie zadawać. Na próżno zaś było szukać tutaj o tej porze któregoś z uczniów Hogwartu. Co prawda, niektórzy regulaminowe nakazy i zakazy rozumieli jedynie jako wskazówki, a co za tym idzie udawali się na wycieczki poza wyznaczonym ku temu terminem, jednak być może godzina, być może paskudna pogoda, zniechęciły wychowanków Szkoły Magii i Czarodziejstwa do odwiedzin pubu, w którym podobno podawano najlepsze piwo kremowe w całym Hogsmeade.
Siedemnastolatek od razu skierował się w stronę baru, siadając po chwili na jednym ze stołków i opierając łokcie o ladę. Brodaty mężczyzna zbadał go swym wzrokiem, nie przerywając polerowania armatury. Szklanki i kieliszki nie wyglądały jednak tego dnia zbyt korzystnie, a nad barem połyskiwało na wpół brudne szkło. Mimo tego Franz zamówił podwójną whiskey z lodem, nie bacząc na zdziwione spojrzenie barmana, który najprawdopodobniej nie spodziewał się tak młodych gości. Szczególnie, biorąc pod uwagę wspomnianą już wcześniej klientelę, która najwidoczniej zaplanowała sobie tutaj jakieś zebranie. Krueger również i nich miał w głębokim poważaniu. Wyciągnął tylko papierosy i przyćmił jednego, obserwując około trzydziestoletniego mężczyznę na drugim końcu baru, który bezskutecznie adorował niezbyt urodziwą pannę. Jeden buch ukoił żądny nikotyny organizm i pozwolił zapomnieć o wszystkim, co wzbudzało niepotrzebne nerwy. Jeżeli zaś chodziło o spotkanie z samym Fenwickiem, wydawało się, że Franz nie jest nim w ogóle zestresowany. Już z dormitorium wyszedł z założeniem, że będzie, co ma być. Nie każdemu udawało się w końcu trafić do świata showbiznesu, a już szczególnie za pierwszym razem.
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 08 Gru 2014, 01:25

Był uznawany za człowieka, który wiecznie nie miał czasu na życie poza pracą. Można było mieć takie wrażenie. Richard Fenwick był znanym na świecie managerem gwiazd estrady czarodziejskiego świata. To on pozwolił zaistnieć na scenie Upiornym Wyjcom, a także z odmętów szarej masy wyciągnął perełkę w postaci Celestyny Werbeck, teraz już znanej piosenkarki. Jednakże praktycznie co roku należało znaleźć kogoś nowego. Świeżego. Kogoś, kogo jeszcze nie było. Był rock, było delikatne country, balladowo bluesowy styl Celestyny... a przydałby się jakiś wysublimowany pazur, okryty pod płaszczem elegancji i szarmancji. Richard nie zajmował się tym zbyt często, miał za wiele na głowie, ale tuż przed snem pojawiała się taka wizja nowej sławy. I tak oto, podczas jednego z poranków dostał list od starego przyjaciela - Louisa, który był wiceministrem. Rozpisywał się o jakimś młodym chłopaku z Hogwartu, który zachwycił go śpiewaniem piosenek Sinatry. Richard nie był głupi - znał mugolskich wykonawców, niektórych nawet cenił. Sinatrę nawet bardzo. Dzień później spotkał się z Lousiem i Sandrą, jego żoną, aby posłuchać, jakie to utwory chłopak zaprezentował. Ekscytacja wiceministra udzieliłą mu się tak bardzo, że postanowił dać chłopakowi szanse. Miał niemiecko brzmiące imię i nazwisko... Umówił się listownie z chłopakiem na spotkanie w Trzech Miotłach w pierwszy weekend roku szkolnego. Richard spojrzał na siebie w witrynie sklepowej, idąc na miejsce spotkania. Brązowe włosy poprzetykane były siwizną, ale związane dość schludnie w kucyk z tyłu głowy. Zielone oczy były nieco przekrwione od nadmiaru kawy i braku snu, ale za to usta schowane pod parodniowym zarostem na wpół uśmiechnięte. Ekscytacja. Znajome uczucie. Zapowiedź dobrego wieczoru.
Wszedł do pubu i rozejrzał się. Mniej więcej znał rysopis chłopaka, ale bał się, ze moze go nie poznać. Miał to szczęście, że tylko jeden klient gospody był w wieku zgadzającym się z opisem Louisa. Richard podszedł do lady i zamówił to co zawsze, jednym tylko skinieniem ręki.
-Franz Krueger? -zagadnął, wyciągając dłoń ku chłopakowi. -Richard Fenwick, manager muzyczny. Dostałeś rekomendacje od samego wiceministra, a on nie słucha byle czego. -powitał ucznia. Odebrał swój napój.
-Weź swój drink i przejdźmy na zaplecze, cenie sobie prywatność podczas ważnych spotkań. -rzucił, wskazując drzwi za ladą. Przeszli bez słowa obok barmana i weszli do pomieszczenia. Było dość małe, ale za to schludne. Był tu stolik, cztery krzesła, lampa i szafka, wyglądająca na jakiś schowek. Usiedli naprzeciwko siebie.
-Mów mi Richard. Powiedz mi Franz... czym jest dla Ciebie muzyka? Co czujesz jak śpiewasz? Jaki gatunek preferujesz? Piszesz coś sam? Występowałeś kiedyś publicznie? -standardowe pytania wyszły z ust Fenwicka. Wiedział, że odpowiedź na nie go nie zawiedzie. Zrobił już wstępny wywiad.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 11Idź do strony : Previous  1, 2, 3, ... 9, 10, 11  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-