IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Kwi 2018, 17:59

Nic nie mogło wygrać z chłodem i spokojem szkolnych lochów, ale nawet Mistrzyni Eliksirów odrzucała je na rzecz czegoś innego, żywszego. Przyodziawszy ciepły, ciemnofioletowy płaszcz na czarną sukienkę wyszła ze swojej pieczary, gotowa na pieszą wędrówkę. Poniekąd chciała odetchnąć świeżym powietrzem, zostawiając ciężkie, zatęchłe powietrze podziemi przepełnione słodkich zapachem kurzu i wilgoci za plecami... ale również chciała dojrzeć, czy potrzebne jej do eliksirów rośliny niepewnie wychyliły się już z zamarzniętej ziemi.
Szła pewnym, szybkim krokiem przez główną drogę Hogsmeade, z żalem stwierdzając, że jeszcze musi poczekać na swoje eksperymenty z bulgoczącym kociołkiem.
Zaciekawił ją natomiast szyld przy Trzech Miotłach. Przeczuwała, że gospoda będzie pełna jej "ukochanych" uczniów, ale czy w szkole nie było podobnie? Pchnęła drewniane drzwi, od razu prosząc o szklankę wódki z sokiem jabłkowym. Może i preferowała ten trunek w czystej postaci, tym razem jednak miała wrażenie, że przyda się to później... na widok Katji. Odebrała szklanicę i bezpardonowo rozsiadła się przy stoliku nauczycielki zaklęć, zarzucając płaszcz na oparcie.
Chantal wzięła łyk trunku, odstawiając go głośno na blat stolika. Wpatrywała się w przyjaciółkę długo i nieznośnie.
-Długo jeszcze? -zapytała, mając oczywiście na myśli jej stan. Wołający o pomstę do nieba.
Zobacz profil autora
Katja Odineva
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Kwi 2018, 18:29

Ludzie krążyli dookoła niej, kiedy sączyła szklankę za szklanką. Za drugim razem jakiś świętszy od papieża barman postanowił zanadto rozsączyć jej drinka, jednak skarcony delikatnie acz tonem jadowitym, zmienił swoje postępowanie i od tamtej chwili częstował ją trunkiem, któremu niewiele brakowało, przynajmniej zdaniem Katji, do nektaru bogów. Tym bardziej nie miała ochoty go sobie odmawiać, choć prawdopodobnie docierała już do granic, których w towarzystwie kręcących się po Trzech Miotłach uczniów nie powinna przekraczać. I cóż z tego…?
Kiedy ktoś znalazł się obok niej, niechętnie podniosła na tę osobę oczy, przywołując na twarz instynktownie taki wyraz, którego jedynym zadaniem było zniechęcić do rozmowy intruza. Ale to była Chantal. I choć kłamstwem byłoby stwierdzenie, że przyjaciółka była jednym z niewielu wyjątków od zasady, osobą, z którą wciąż jeszcze chętnie przebywała, to jednak szybko zmyła ze swojego oblicza ten odrzucającą maskę. Na Smoczycę i tak by ona nie zadziałała.
- Czy coś sugerujesz?  -zapytała cicho, choć wcale nie udawała, że nie rozumie. Wypowiedziała to wyzywającym tonem, wysuwając do przodu podbródek i zaraz potem, jakby na złość, pociągając sporego łyka ze swojej szklanki.
Co miała jej odpowiedzieć? Że prawdopodobnie tak, długo jeszcze. Że być może już na zawsze?
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Kwi 2018, 18:34

Dobrze było być w domu. Dokładnie. Uważał Hogwart za swój drugi dom. Spędził parę tygodni w Rumunii na wstępnych praktykach i wiedział jedno - na pewno tam wróci. Uwielbiał przebywać ze smokami i tylko jedna, jedyna istota na ziemi była ważniejsza. Pewna mała Gryfonka.
Krukon przemierzał wietrzne aleje wioski pełnej czarodziejów, z uśmiechem witając znane twarze. Postawił kołnierz, by ochronić skrytego pod swetrem pupila, niżeli swoją szyję. Zmierzał do Trzech Mioteł, gdzie planował z kimś się spotkać. Miło się zaskoczył, widząc obowiązującą w tym dniu promocję. Lepiej dla niego!
Zrobił kolejny krok, aby udać się do gospody, gdy coś, a raczej ktoś mignął mu w oknie... nawet z tej odległości poznał te czuprynę. To musiała być Resa. Młody Shaw zatrzymał się, jakby powątpiewając w słuszność swojej decyzji. Nie wiedział, na czym stał. Poza tym, dawno się poddał. Znaczy tak myślał. Jednak widok ukochanej, ciemnej główki wywołał u Lucasa szybsze bicie serca. Znowu.
Zastanawiał się właśnie, co zrobić, kiedy decyzja została podjęta za niego. Feliks, również wyczuwając obecność ulubionej koleżanki, wyskoczył spod swetra i pobiegł w stronę drzwi gospody, które jak na złość akurat się uchyliły przed panną Lacroix.
Shaw pobiegł za fenkiem, przeklinając go w duchu.
-Zaczekaj, Feliks! -Krukon wpadł do karczmy, klucząc między stolikami.
Uradowany fenek jakby nigdy nic wskoczył na stolik, przy którym siedziały Resa i Thetis. Pozamiatane, panie Shaw. Stało się.
Nieco zdyszany i zarumieniony zatrzymał się przed dziewczynami. Chcąc jakoś wybrnąć, uśmiechnął się szeroko.
-Cześć! -przywitał się, zdejmując kurtkę i odsłaniając tym samym błyszczącą bliznę, która wychylała się spod swetra i znaczyła szyję aż do ucha. -Tęskniłyście?
Zobacz profil autora
Thetis Morgenstern
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Kwi 2018, 21:23

Przyjemny smak kremowego piwa pieścił sam koniuszek jej języka, pozostawiając lekko gorzkawy smak. Resa wydawała się słuchać uważnie jej słów, kiwając głową za każdym razem, gdy ta kończyła zdanie. Niestety brunetka wydawała się myślami być daleko stąd. Thetis domyślała się o kim tak intensywnie myśli. Nigdy nie pogodziła się z wyjazdem Lucasa, zaczęła odcinać się od innych, ale z drugiej strony nie zrobiła nic, aby coś zmienić. To dziwiło Morgenstern od początku, ta która zawsze wychodziła przed szereg, pierwsza rzucała się w wir przygodny, podejmowała nowe wyzwania, a przede wszystkim nigdy nie odpuszczała, tak po prostu się poddała. Z obawy? Być może, ale przed czym? Tego blondynka nie mogła pojąć, jak strach potrafi zmienić postępowanie ludzi, zmienić ich myślenia, przyodziewając każdą ideę, intencję czy zamiar w czarne szaty.
Zaśmiała się widząc z jaką czułością traktowała swój prezent. Pokręciła głową z pewną dozą rozczarowania w wyrazie twarzy.
-Resa, aż wróci? I myślisz, że co? Że nadal będzie taki sam jak dawniej? – kolejne pytania opuszczały jej usta, a mina robiła się coraz bardziej sroga. –Ludzie się zmieniają, a rok to dużo czasu. Nowe miejsce, ludzie spotkani w międzyczasie. Wszystko to ma na nas ogromny wpływ, więc nie zdziw się, że jak wróci to wcale nie będzie taki jak dawniej, nie ma co żyć wspomnieniami. Prawda jest taka, że spieprzyłaś na całej linii- nie mogła okłamywać przyjaciółki, nie chciała być wredna, jej słowa miały jedynie uzmysłowić Gryfonce, że po roku rozłąki nic nie musi być takie jak dawniej. Osobiście kibicowała jej oraz Lucasowi cały sercem, jakaś jej cząstka wierzyła, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko, ale nie była też naiwna. Wystarczyła jedna „zbędna” osoba między dwojgiem ludzi, aby wszystko trafił szlak.
-Nie, nie chcę cię zabić, no może czasem, po prostu lubię nazywać rzeczy po imieniu moja droga – odpowiedziała z wielkim uśmiechem na ustach. –A co masz zepsuć co? Reś ty jesteś taka głupia czy naprawdę nie widziałaś w jaki sposób on na ciebie patrzył co? – cichy śmiech wydobył się z jej ust, czasami naprawdę miała wrażenie, iż panienka Anderson jest całkowitą amebą jeżeli chodziło o związek z Shawem.
Obietnica została złożona. Blondynka jedynie przytaknęła głową, gdyż zanim zabrała głos, na ich stole pojawiło się zwierzę. Pisk wydobył się z jej ust, a kufel wylądował na podłodze z głuchym łoskotem. Początkowo nie poznała owego stwora, dopiero kiedy ten zaczął przymilać się do Resy wszystko stało się jasne. Feliks Nie mogła uwierzyć, a po chwili jakby za sprawą czarów pojawił się przy nich nikt innych jak Lucas Shaw we własnej osobie. Thet spojrzała wymownie na Gryfonkę
-Widzisz jakie masz dzisiaj szczęście – zwróciła się do niej, z szerokim uśmiechem –Cześć Lucas, miło cię znowu widzieć, oczywiście że tak! – odpowiedziała na powitanie –A teraz wybaczcie, ale kremowe piwo samo się nie przyniesie – dodała wskazując na swój pobity kufel. Po czym wstała od stolika i ruszyła w stronę baru, zostawiając tamtą dwójkę samych. Była pewna, że Resa ją za to zabije, jednak gra była warta ryzyka.
Podeszła do drewnianego blatu prosząc o kolejny kufel piwa, ponownie rozejrzała się po Trzech Miotłach, a jej wzrok zatrzymał się na brunecie siedzącym w odosobnieniu. Znała go. Artemis? Artur? Aeron! Panicz Steward. Uśmiech rozjaśnił jej twarz, po czym podeszła do chłopaka
-Cześć – rzuciła – Mogę? – zapytała niepewnie, wskazując na wolne krzesło.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pon 02 Kwi 2018, 21:49

Cała ich rozmowa sprawiała, że Res czerwieniała i czerwieniała, wyglądała już prawie jak burak. Początkowo trochę się zdenerwowała, słysząc ostre słowa dziewczyny, ale potem było jej po prostu bardzo wstyd. Każde słowo było w każdym calu prawdziwe, przepełnione szczerością. Właściwie była jej bardzo wdzięczna za to, co powiedziała, może właśnie kubeł zimnej wody wylanej na głowę było czymś, czego potrzebowała? Nie obraziła się, nie zezłościła, prawdę powiedziawszy świadomość, że bliska jej osoba potrafi być z nią zupełnie szczera sprawiało jej radość.
Biedna Anderson w ogóle nie spodziewała się tego, co miała zaraz ujrzeć. Nie zwracała uwagi na trzaskające drzwi, to był bar, w dodatku sukcesywnie wypełniał się kolejnymi spragnionymi piwa osobami. Nie patrzyła też za okno, pochłonięta rozmową z przyjaciółką i własnymi myślami. Wtem duże uszka przesłoniły jej widok na Krukonkę, która pisnęła, rozlewając piwo. Puchate maleństwo, które z gracją wskoczyło na stolik sprawiło, że zamrugała ze zdziwienia. Początkowo nie wiedziała co się dzieje, skąd w Trzech Miotłach wziął się fenek i gdzie jest jego właściciel, a kilka sekund później rozpoznała w nim Felixa. Roześmiała się w głos na widok bałaganu, jaki zrobiła Thet i złapała liska, całując go w mokry nosek i głaszcząc mięciutkie futerko. Tęskniła za tym maluchem, o jego właścicielu nawet nie wspo... właśnie, właściciel! Ledwo zdążyła posłać Thetis bardzo zdziwione i przerażone spojrzenie, a z boku usłyszała znajomy głos, który wywołał w jej głowie plątaninę uczuć. Szczęście, tak? A co z jej planem? Dopiero miała go obmyślić! Była przeszczęśliwa, zaskoczona, trochę zawstydzona, jeszcze bardziej szczęśliwa i zaskoczona... można by tak w kółko. Szybko odwróciła twarz w stronę Lucasa pragnąc go zobaczyć i roztopiła się na widok szerokiego uśmiechu jakim je obdarzył. Czuła, że głos uwiązł jej w gardle, a wszystkie części jej ciała są sparaliżowane. Widok blizny ani trochę nie pomógł jej w doprowadzeniu się do ładu, za to usta same jej się otworzyły, wyrażając nieme zdziwienie. Czy tęskniła? Gdyby tylko wiedział... na szczęście Thet odezwała się jako pierwsza, nie dopuszczając do niezręcznej ciszy. Po raz kolejny poczuła falę wdzięczności, kiedy ta postanowiła się ulotnić. Kochała ją, ale w towarzystwie trzeciej osoby na pewno by stchórzyła. Uśmiechnęła się do Lucasa zupełnie szczerze, choć nerwowo i wstała by przytulić go na powitanie. Był tu! Naprawdę był! Czuła jego ciepło przez ten krótki moment, kiedy wtuliła się w niego i miała już pewność, że nie jest to jedynie sen czy wytwór jej wyobraźni. Puściła go o wiele szybciej niż naprawdę sobie tego życzyła i palcem przesunęła po jego szyi, znacząc linię blizny.
- Dobrze, że wróciłeś w jednym kawałku, Shaw. - to były pierwsze słowa, jakie wypowiedziała odkąd przyszedł. Trochę niezgrabne, pełne troski i zdecydowanie w jej stylu. Uśmiechnęła się do niego ciepło. - Tak bardzo mnie zaskoczyłeś! Kiedy wróciłeś? Usiądziesz? - wskazała na krzesło, na którym wcześniej siedziała Thet. Kałuża z kremowego piwa zdążyła już zniknąć, zapewne dzięki różdżce kelnerki. Sama opadła na krzesło i wzięła łyka kremowego piwa.

_________________

Resa Anderson


Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 14:46

Kto jak kto, ale Chantal dobrze znała wszystkie miny i zagrywki Katji. Czasami nawet miewała wrażenie, że znała ją lepiej niż siebie. Poniekąd. Każdy miał taką cząstkę własnej duszy, której nikomu nie okazywał, więc zapewne te ciemne zakamarki nie były ukazane nawet Smoczycy. Sączyła swojego drinka prawie, że przez zaciśnięte wargi, przyglądając się przyjaciółce. Wyglądała gorzej niż chodząca Śmierć. Stan ten utrzymywał się od pamiętnej śmierci Roginskiego i nic nie wskazywało na to, że ma się polepszyć. Z jednej strony Chantal zazdrościła przyjaciółce takiego... afektu? uczucia? który potrafił odbierać dech w piersiach i chęci do życia, z drugiej zaś była na nią wściekła. Nawet Lacroix miała sumienie i było jej przykro, widząc w jakim stanie jest Katja. Chciała jej pomóc, a jakże... tylko na ile może pomóc osobie, która wcale tego nie chce? Nie raz proponowała jej Eliksir Zapomnienia, ale kończyło się to komentarzem w stylu miny, którą Odineva właśnie chciała odstraszyć Chantal. W odpowiedzi, Smoczyca posłała jej pełne kpiny spojrzenie, żeby przestała odprawiać cyrki. Na nią to nie podziała.
Chantal westchnęła z zażenowaniem.
-Nie, wcale. Po prostu znudziło mi się rozmawianie o pogodzie. -wzięła łyk swojego napoju. -Rozumiem, że masz interes w tym, by utrzymywać przemysł alkoholowy na rynku, bo bez Ciebie zbankrutuje. -wycedziła cicho. Robiła to oczywiście z troski.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 14:59

Oh, jak bardzo zazdrościł teraz fenkowi! Dałby teraz wszystko by być na jego miejscu... aby Resa to jego całowała po nosku i tak przyjemnie czochrała za uszami. Marzenia marzeniami, ale trzeba wrócić do realiów. Dopadł stolika w chwili, gdy Thetis wywróciła swój kufel z piwem. By to szlag!
-Thetis, wybacz, postawię Ci to piwo! -zaczął od szczerych przeprosin. Zmarszczył brwi i wskazał oskarżycielsko palcem na Feliksa. -Obetnę to z Twojej części na karmę! -zagroził, ale już za chwilę uśmiechał się tak jak przy powitaniu. Nie mógł nie wykrzywiać do góry warg widząc tę słodką duszyczkę... sam nie wiedział co powiedzieć, przecież tyle się nie widzieli...
Na szczęście Anderson zrobiła pierwszy krok, zostawiając wyraźnie urażonego fenka na stoliku na koszt przytulenia się do Krukona. Teraz serce Lucasa boleśnie obijało się o mostek, a zapach perfum Gryfonki doprowadził go do zamroczenia. Chciał ją już tak trzymać już zawsze... i nawet był skory obrócić twarzy, aby swoimi ustami odnaleźć jej usta...
Gdy wszystko prysło. Resa odsunęła się zdecydowanie za szybko. Minimalnie zadrżał, kiedy pałkarka postanowiła przesunąć palcami po bliźnie. Pamiątce po szwedzkim krótkopyskim.
-Niewiele brakowało. Ta blizna ciągnie się znacznie niżej, ale może nie będę się tak obnażał przed ludźmi. Może kiedyś. -wyszczerzył się i puścił do Gryfonki oczko, siadając na miejscu zwolnionym przez Thetis.
-Dosłownie wczoraj wróciłem z Rumunii i postanowiłem jak najszybciej znowu się tu znaleźć. Planowałem inne przybycie, ale ten mały pchlarz jak zawsze miał swoje zdanie. - zaśmiał się, głaszcząc niepokornego pupila.
-Opowiadaj, co tu się działo? Nawet nie wiem co się działo, zanim wyjechałem. -odebrał z wdzięcznością darmową butelkę piwa i otworzył ją o kant stołu, widowiskowo łapiąc kapsel w powietrzu.
Zobacz profil autora
Katja Odineva
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 15:12

Nie było czego jej zazdrościć. Uczucie, o którym myślała, kiedy miało jeszcze szanse na spełnienie, pozostawało głęboko w ukryciu, w obawie przed niepożądanymi konsekwencjami. A teraz? Teraz kiedy było je widać jak na dłoni i cały świat mógł je podziwiać, nie przydawało się jej już na nic. Teraz skazywało ją jedynie na potępienie i otępienie, swoistą śmierć za życia. Teraz zmuszało ją do szukania substytutów, przelewania go na alkohol, puste łóżko, spraną niemalże do cna koszulę.
Naprawdę nie było jej czego zazdrościć.
Gdyby była w stanie zastanowić się nad swoim zachowaniem i swoimi uczuciami logicznie, musiałaby dojść do wniosku, że nie postępuje racjonalnie. Że niszczy swoje życie, pozostając w destrukcyjnej żałobie nie po kimś, kogo bez wątpliwości kochała, ale po czymś, czego nigdy nie doświadczyła i co mogłoby wcale nie być aż tak cudownym przeżyciem, jak sobie wyobrażała. Tęskniła za Vincentem, to oczywiste. Ale tęskniła za nim przez te wszystkie lata, kiedy pozostawali z dala od siebie i nie było to coś, z czym nie potrafiłaby sobie poradzić. To, co ją niszczyło, co zżerało ją od środka i popychało w kierunku dającego zapomnienie alkoholu, to była świadomość, że nigdy nie zaryzykowała, nie powiedziała mu, co czuje, nie mogła dotknąć ustami jego ust ani zasnąć wtulona w jego bok. Choć śniła o tym prawie każdej nocy.
I gdyby była w stanie racjonalnie się nad tym zastanowić, pewnie doszłaby do wniosku, że to głupie, i że rzeczywistość rzadko kiedy dorównuje marzeniom. Że być może wcale nie straciła tak wiele. Że pewnie czekałoby ją w życiu coś dobrego, gdyby choć na chwilę potrafiła oderwać się od butelki i wyjść do ludzi w przyzwoitym stanie.
Ludzie jednak rzadko kiedy zachowują się racjonalnie. Zwłaszcza tacy ludzie jak Katja.
- A szkoda, bo po raz pierwszy od długiego czasu nastąpiła w niej jakaś zmiana. – Odineva odpowiedziała ciętym tonem, odnosząc się oczywiście do pogody. I choć w głębi duszy miała nadzieję, że Chant da jej spokój i pozwoli pognębiać się w samotności, to wiedziała dobrze, że akurat w tym przypadku nie ma na to najmniejszych szans. Być może nawet mogłoby być miło, gdyby Smoczyca nie postanowiła się czepiać jej zachowania. Święta się znalazła.
Z ust Katji wyrwało się pogardliwe prychnięcie, które należało jej wybaczyć, bo nie od dzisiaj wiadomo, że pod wpływem alkoholu ludziom zdarza się zachowywać niekulturalnie.
- Nie pierdol, Chant. Rozejrzyj się dookoła. Ilu widzisz tutaj abstynentów? Każdy ma jakiś problem, który chce utopić w alkoholu. Nie udawaj, że jesteś jakimś cudownym wyjątkiem i pijesz dla smaku. To nie jest smaczne, Chant. Żadne skuteczne lekarstwo nie jest. Ale pomaga, cholera, jak pomaga. – to mówiąc, pociągnęła kolejnego łyka i oblizując ostentacyjnie usta, skinęła na barmana, który wzruszając ramionami bezradnie (w odpowiedzi na ewentualne taksujące spojrzenie Smoczycy), napełnił po raz kolejny jej szklankę.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 16:23

Zdecydowanie nie zachowywała się racjonalnie. Ona to wiedziała, wiedziała to Chantal. Tylko cholera, od stwierdzenia faktu do działania była milowa droga, którą nijak przebyć, jeśli się jest ciągle naprutym jak Katja. Lacroix dziękowała Merlinowi i szczęściu, że kobieta przychodziła trzeźwa na lekcje i Dumbledore jak dotąd nie miał pomysłu zrobić jej nagłej wizyty po kolacji. Chantal zawsze miała Katję za osobę o silnej psychice, jak i ona, ale widocznie grubo się pomyliła... albo łatwo jest kogoś ocenić, jeśli w jego życiu nie stało się nic na przekór złego. Może Chantal była by w o wiele gorszym stanie, gdyby spotkało ją coś podobnego? Kto to wiedział...
Kobieta spojrzała przelotnie przez okno. Fakt, gdyby nie zwiastująca wiosnę pogoda, zapewne nie wyszła by ze swojej jaskini zwanej powszechnie szkolnymi lochami. Zamiast potrzebnych jej do eliksirów szafranu w rozkwitających krokusach, spotkała wyraźnie więdnącą Odinevę. Z deszczu pod rynnę.
Nie poruszyło ją nagłe zerwanie się Katji i jej ton głosu. Nawet soczyste przekleństwo w jej ustach nie było niczym ciekawym. Chantal przekrzywiła głowę i jedynie się cynicznie uśmiechnęła.
-Dobrze słyszeć, że oprócz depresji potrafisz jeszcze okazać inne emocje, jak chociażby złość. Nie jest z Tobą jeszcze tak źle. -dokończyła trunek i pstryknięciem palcy nakazała, aby barman również jej przyniósł alkohol. Nie zamierzała niańczyć Odinevy i zakazywać jej pić. Była dorosła, a że niedojrzała to już inna innszość.
-Daj mi tylko znak, kiedy mam Cię stąd wyprowadzić jeszcze o własnych siłach. Nie, żeby nie było tu tłumu uczniów, których najbardziej na świecie interesuje by przeżyć kolejne eliksiry i poplotkować o pijanej nauczycielce. Chętnie obalę z Tobą butelkę wódki lub dwie w zupełnie innym towarzystwie. Jeśli Ci to nie zaszkodzi, bo pomóc to już chyba nic nie pomoże. -skwitowała dość długo zachowanie Katji.
-Mówisz, że pogoda jest warta uwagi? Faktycznie, zapewne drużyny zaczną intensywne treningi na kolejny mecz sezonu. Wcale nie wspominam tym samym, że Ślizgoni zmierzą się z Twoimi słodkimi aż do porzygu Puszkami. -Chantal jak zawsze ociekała dobrocią i życzliwością. Chciała rozmawiać o pogodzie? To niech rozmawia. Może w końcu to wykrzesa z niej trochę więcej energii niż jest potrzebne do podniesienia szklanki z alkoholem.
Zobacz profil autora
Katja Odineva
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 17:05

Czy Katja miała silną psychikę? Trudno powiedzieć. Była osobą skłonną do eskapizmu, całe swoje życie uciekała, kiedy tylko pojawiały się problemy. Często udawała też, że po prostu ich nie ma. Nienawidziła alkoholu, piła go tylko dla towarzystwa albo w innych sytuacjach, w których odmowa nie bardzo wchodziła w grę. A teraz? Naprawdę wierzyła w swoje słowa. Wciąż nienawidziłaby alkoholu, gdyby nie potrzebowała go tak rozpaczliwie, aby przebrnąć każdy kolejny dzień, każdą kolejną noc. To było lekarstwo, lekarstw się nie lubi, nie są smaczne ani zdrowe. Ale leczą. I można się od nich uzależnić.
- To było głębokie, Chant. Oczywiście, że czuję złość. Czuję ją cały czas. Gdyby nie to… - w tym momencie zakręciła trunkiem w szklance –…dawno bym pewnie kogoś posłała w częściach do Munga. – nie potrafiła sobie radzić z tą emocją. Nie mogła kłamać w tej kwestii. Nigdy nie miała z nim problemu. Była osobą nieumiejącą się zbyt długo gniewać, wybuchała szybko i intensywnie, ale uspokajała się równie prędko. To nowe dla niej uczucie było jedynie kolejną rzeczą, która absolutnie ją przerastała. Alkohol zaś tępił zmysły i sprawiał, że akceptowała debilizm otaczających ją osób i bezsens wyroków losu z niejaką obojętnością. Zamiast iść w ślady Chant i budzić powszechną grozę.
- Na twoje nieszczęście mam dosyć duże możliwości. – mruknęła w odpowiedzi na komentarz przyjaciółki i po raz pierwszy rozejrzała się dookoła, faktycznie napotykając w zasięgu swojego wzroku twarze, które rozpoznawała i poczyniwszy pewny wysiłek umysłowy, dawała nawet radę przypisać uczniom konkretnych domów. – Jak boisz się o swoją reputację, to możemy zmienić lokal już teraz, chociaż obecny tutaj Derek robi nieziemskie drinki. – uśmiechnęła się do stojącego za ladą młodego mężczyzny, który wyglądał, jakby chciał się zapaść pod ziemię.
Chciała rzucić jakiś cięty komentarz w odpowiedzi na zaczepkę Chant, ale ta wspomniała coś o Quidditchu. Zupełnie niewinnie. Zupełnie przypadkowo. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości. We wzroku Katji pojawiła się jakaś pustka, szklistość spojrzenia, które zaczęło jakby przenikać przez przedmioty i ludzi.
- A tak. Pewnie tak. – mruknęła, wypijając za jednym zamachem całą zawartość szklanki i odpychając ją w kierunku barmana, który w ostatniej chwili złapał ją, zanim spadła i zbiła się na tysiące kawałków.
- Chyba masz rację. Powinnam się stąd zbierać. – dodała wypranym z emocji głosem i rzuciła na ladę pieniądze, wliczając w kwotę spory napiwek. – Derek, poratuj ludzkiego wraka butelką jakiejś dobrej Whiskey. – dodała, na co chłopak z pewnym ociąganiem podał jej rzeczony alkohol, rzucając zaniepokojone spojrzenie siedzącej obok Chantal. Katja zarzuciła na siebie płaszcz i zaczęła się wycofywać w kierunku wyjścia, w pewnym momencie oglądając się przez ramię i rzucając ze zniecierpliwieniem:
- Idziesz, czy nie?
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 21:03

Jego uwaga na temat blizny sprawiła, że mimowolnie powiodła wzrokiem po torsie chłopaka, unosząc jedną brew. Z całą pewnością głowa Anderson była w tym momencie przepełniona brudnymi myślami, a jego żarcik sprawił, że z zakłopotaniem prychnęła śmiechem.
- Powinieneś podziękować stworzeniu, które Ci to zrobiło, teraz w ogóle nie opędzisz się od dziewczyn. - nie to, żeby kiedykolwiek narzekał na brak zainteresowania ze strony koleżanek, zarówno jego, jak i jej. Faktem jest, że jej bliska relacja z Lucasem często wywoływała krzywe spojrzenia w jej stronę. Bawiło ją to, bo bez względu na to czy miał jakąś dziewczynę, czy nie - zawsze znalazł dla niej choćby chwilkę. Czy to jednak świadczyło o czymkolwiek? Czy było tak jak mówiła Thet i faktycznie chłopak patrzył na nią inaczej niż na przyjaciółkę? Przyglądała mu się kiedy otwierał butelkę i później, kiedy przeniósł spojrzenie na nią. Nie dostrzegła jednak żadnej zmiany w jego oczach, były ciepłe i radosne jak zwykle.
- Przyjechałeś wczoraj i nie odezwałeś się ani słowem, jestem skłonna się obrazić. Dobrze, że Felix ma swój rozum, upiekło Ci się. - pogroziła mu placem, ale jej uśmiech zupełnie zaprzeczał słowom i nie schodził z jej twarzy nawet na sekundę. Tak dobrze było znów z nim rozmawiać. Odchyliła się wygodnie na krześle, bawiąc się kapslem własnego piwa.
- Bez Ciebie było... pusto. Wszyscy zwariowali przez OWUTEMy, a ja nie miałam z kim biegać. - przerwała, biorąc kolejny łyk piwa z butelki. Nie chciała mu się żalić, zresztą smucenie się z byle powodu nie leżało w jej naturze. Była mu jednak winna wyjaśnienia co do jej zniknięcia. Zacisnęła dłoń w pięść, czując metalowe serduszko. Musiała mu dzisiaj powiedzieć, po prostu musiała.
- Tego dnia po balu... - zaczęła, odwracając wzrok. Och, jakże jej teraz było głupio. - Potter zarządził trening, po odejściu Cu nie możemy znaleźć dobrego pałkarza. Większość drużyny była na kacu, to właściwie nie mogło się skończyć dobrze. - zaśmiała się pod nosem na to wspomnienie, choć wtedy nie było im do śmiechu.
- Chłopak nie zagrzał miejsca w drużynie po tym tłuczku, którym zwalił mnie z miotły, a pani Pomfrey nie miała miejsca w Skrzydle ani odpowiednich umiejętności żeby mi pomóc, dlatego wylądowałam w Mungu. - gdyby tylko wiedziała, że potem już go nie zobaczy, wyszłaby ze szpitala choćby miała rzucić drętwotę na każdą napotkaną osobę. Gdyby wtedy nie dała się tak obić i zatrzymać w Mungu, wszystko mogło potoczyć się inaczej.
- Lucas... - zawahała się, patrząc na niego niepewnie. Czy mówienie mu na pewno było dobrym pomysłem? Nie widzieli się tak długo, a on nie wyglądał jakby cierpiał z tęsknoty. - Szukałam Cię wszędzie, a potem dowiedziałam się, że już pojechałeś. I.. i... i nie zdążyłam.
Zaczęła się jąkać, więc westchnęła w duchu i zajęła się znów piwem. Była już tak blisko powiedzenia mu czego nie zdążyła zrobić, że czuła jakby miała wybuchnąć i zapaść się pod ziemię w tym samym momencie. Rozprostowała zaciśnięte dotąd w pięść palce.

_________________

Resa Anderson


Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Chantal Lacroix
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 22:28

Fakt, Lacroix nie należała do najmilszych osób i nawet dla swoich przyjaciół potrafiła być wredna i ironiczna. Dzięki temu grono jej zaufanych znajomych było tak nieliczne. Katja w żaden sposób nie wywierała na Chantal wrażenia swoimi słowami czy zachowaniem. Szczerze mówiąc, mało co już potrafiło wywrzeć na Lacroix wrażenie, a przyjaciółka alkoholiczka już na pewno.
-Może powinnaś? Z oczywistych powodów nie zaproponuje siebie, bo ktoś będzie musiał Ci pomóc zakopać ciało. -odparła, omiatając czujnym spojrzeniem salę. Jeśli jakikolwiek nieupoważnione spojrzenie zagubiło się w rejonach stolika Katji i Chantal, zaraz uciekało do innych stron pomieszczenia.
-Raczej szczęście. -odburknęła, nadal sącząc drinka. Chmurne spojrzenie niebieskich oczu jednak wróciło błyskawicznie do Odinevy, gdy ta wspomniała o reputacji Chantal. Mistrzyni Eliksirów zmrużyła oczy gniewnie.
-Już bardziej moja reputacja nie może być podkopana niż jest obecnie. -odpowiedziała w końcu. Nie czas był i miejsce na jakieś kobiece animozje związane ze złym doborem słów.
Nie umknęło Chantal, jak zmienił się wyraz twarzy Odinevy, gdy zmieniła na siłę temat rozmów. Niestety czekała je kolejna ciężka przeprawa przez odmęty samotności i pijaństwa, ale na pewno nie tutaj. Kobiet odprowadziła wzrokiem przyjaciółkę, gdy ta poszła uiścić opłaty i zabrać butelkę whiskey. Mozolnie zapinała guziki płaszcza, gdy Katja niecierpliwie ją upomniała. Obdarzyła opiekunkę Puchonów jadowitym wzrokiem, ale szybkim krokiem opuściła gospodę, idąc ramię w ramię z Odinevą.

Z tematu x2
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 22:48

Młody Shaw zmarszczył czoło, słysząc o powodzeniu wśród dziewcząt. Nigdy na nie nie narzekał, problem w tym, że ta jedna co miała być zainteresowana pozostawała niewzruszona jak tafla jeziora w bezwietrzną pogodę.
-No nie wiem, o mało co nie przepłaciłem tego życiem. -odparł bez większych dobrych ani złych emocji. Po prostu źle wspominał tę pamiątkę. Pierwszy raz w życiu się bał.
Roześmiał się w głos, gdy zobaczył grożący mu palec Resy. Doprawdy? Ona na ziemi była praktycznie nieszkodliwa, największe straty były w powietrzu, gdy Anderson trzymała w dłoniach swoją słynną pałkę. Tę samą, którą wycelowała wtedy w głowę Lucasa na trybunach. Przeklęty kawał drewna, przez niego to wszystko!
Zgarnął fenka na kolana, pieszcząc go za uszami, że ten aż przymrużył swoje czarne ślepia.
-Dobra, dobra. Powiedzmy, że nie byłem pewny czy odwiedziny o jedenastej w nocy zostaną przez Ciebie dobrze przyjęte.-wytłumaczył się pokornie, biorąc łyk kremowego piwa i odlewając parę kropel na blat, z czego błyskawicznie skorzystał fenek. Mały piwosz się znalazł!
Skwapliwie licząc krople, które wydzielał Feliksowi, jednym uchem słuchał Resy. Podniósł wzrok słysząc pewne zawahanie się w głosie Gryfonki. Co poskutkowało piskiem radości pupila. Nie chciał rozmawiać o tym, że Resa nie chciała się z nim pożegnać... może za bardzo sobie pozwolił z powodu pierścionka.
Pierścionek!
Lucas dyskretnie spojrzał na dłonie dziewczyny. Dojrzał błysk na prawej ręce, ale nie widział, w którą stronę skierowane jest serce. By to szlag!
Lucas zbladł, słysząc o tym, że powodem nieobecności Anderson była jej poważna kontuzja. Na Merlina, gdyby wiedział, na pewno by nie wyjechał!
Syknął, czując jak plama na jego spodniach robi się większa od nadmiaru wylanego piwa. Odstawił butelkę i machnął niedbale różdżką, pozbywając się zacieku.
Ponownie spojrzał na przyjaciółkę. Wpatrywał się w jej cudne oczy, czując, że coraz bardziej się w nich zatraca. Znowu... a już się poddał. Shaw, ogarnij się! To powinna być przeszłość!
Dziwnie zakuło go w sercu, gdy Resa kulawo skończyła swoją wypowiedź. Czym się tak denerwowała? Przecież... ona...
-Czego nie zdążyłaś? Pożegnać się? Przecież i tak bym wrócił, głupolu. Powinienem się boczyć za to, że nie odpisałaś na mój list, ale wychodzi na to, że nie byłaś w stanie. -automatycznie usprawiedliwił dziewczynę. Może wyciągnął zbyt pochopne wnioski?


Ostatnio zmieniony przez Lucas Shaw dnia Wto 03 Kwi 2018, 23:48, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 23:35

Och, palnęła głupotę. Takie blizny nie biorą się znikąd i nigdy nie są to przyjemne wspomnienia, a ona potraktowała to tak, jakby zupełnie nic się nie stało. Z drugiej strony lepiej było wszystko obrócić w żart, przecież żył i był tutaj, na pierwszy rzut oka zdrów jak ryba i całkiem zadowolony z życia.
Była właściwie tak skupiona na tym co ma mu do powiedzenia, że nie zwracała większej uwagi na to co się dzieje z piwem Lucasa, a tym bardziej nie zauważyłaby na co zerka chłopak. Próbowała wydusić z siebie coś, co dręczyło ją od tak dawna i szło jej naprawdę koszmarnie. Zadziwiające, że mimo najlepszych chęci było to dla niej tak trudne. Kiedy w końcu podniosła na niego wzrok, będąc u kresu swojej opowieści, zauważyła, ze wygląda na przejętego. A więc było tak jak podejrzewała - nie wiedział nic o jej kontuzji. To było nawet zabawne, już drugi raz w historii ich znajomości Lucas był o krok od obrażenia się, bo Resa z powodów zdrowotnych nie była w stanie się z nim skontaktować. Zdecydowanie powinna zacząć na siebie uważać!
Kiedy w końcu się odezwał, energicznie pokręciła głową i nachyliła się w jego stronę, by położyć palec na jego ustach.
- Musisz dać mi dokończyć. - powiedziała tonem, który jednoznacznie wskazywał, że jest to kwestia życia i śmierci. Była absolutnie poważna i nawet uśmiech zszedł z jej twarzy. Intensywnie wpatrywała się w oczy Lucasa, które teraz wydały jej się jeszcze bardziej niebieskie niż zazwyczaj.
- Nie zdążyłam powiedzieć Ci... - Powoli podniosła prawą dłoń tak, żeby mógł zobaczyć pierścionek, który podarował jej po balu. Serce skierowane do wnętrza dłoni, oznaka, że była zajęta. Że miejsce w jej własnym sercu było już zajęte - przez niego. - Że szaleję bez Ciebie, a jeszcze bardziej za Tobą. I że każdy dzień bez Ciebie był i będzie dla mnie jak tortury.
Wpatrywała się w niego dalej, nagle poczuła się lekka, a serce chciało wyskoczyć jej z piersi. Powiedziała to! W końcu mu o tym powiedziała. I w tym momencie wiedziała, że bez względu na jego reakcję - było warto.

_________________

Resa Anderson


Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Wto 03 Kwi 2018, 23:59

Zdecydowanie ta rozmowa przestawała zaliczać się do kanonu ich zwyczajowych spotkań. Często to Lucas narzucał tematy, miał milion żartów i kawałów w kieszeni i nie dawał się uciszać. Resa mu wtórowała, ale na pewno nie uciszała jak teraz!
Chciał coś dopowiedzieć, zażartować, ale poczuł palec na swoich ustach. Spojrzał pytająco na Gryfonkę. Co ona planowała?
Serce Krukona biło już tak szaleńczo, że tlen nie dochodził do głowy i jak zawsze miał jakieś błyskotliwe stwierdzenia, teraz była pustka. Nawet Feliks zorientował się z powagi sytuacji. Siedział cicho i jak urzeczony patrzył na przyjaciółkę.
Zupełnie jak Lucas.
Shaw lekko rozchylił usta w niemym zdziwieniu, gdy dojrzał w końcu pierścień i dotarł do niego sens słów Resy.
Trwał tak przez chwilę, nim przypomniał sobie jak się mówi. Zamknął usta, ale nadal wpatrywał się w Gryfonkę. Co teraz?! Nie spodziewał się nigdy takiej sytuacji, zawsze w snach to on zbierał się na odwagę! A jak... jak się im nie uda? Nie będą na powrót przyjaciółmi...
-Resa... ale... -głos uwiązł mu w gardle. Rozejrzał się skołowany po sali, najbliższych twarzach...
-Musisz mi wybaczyć, ale... muszę go zabrać... bo on... -jąkając się, Lucas sięgnął do dłoni Resy. Prawą ręką delikatnie przytrzymał nadgarstek dziewczyny, a lewą zsunął pierścionek do swojej garści. Wstał, równocześnie wbijając wzrok w podłogę i jakby wsuwając rękę do kieszeni. Zrobił nawet krok w tył, gdy...
Spoiler:
 
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 9 z 10Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-