IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Pub Trzy Miotły   Sob 15 Lut 2014, 19:51



Pub Trzy Miotły


Znany i popularny pub przy głównej ulicy w wiosce Hogsmeade, ulubione miejsce spotkań zarówno nauczycieli, jak i uczniów Hogwartu. W gospodzie jest najczęściej dość tłoczno, a pomieszczenie bywa zadymione; tym niemniej jest tu czysto i ciepło, panuje także przyjazna atmosfera. Wiele osób chętnie wstępuje do Trzech Mioteł na kufel Kremowego Piwa bądź szklaneczkę Ognistej Whiskey. Właścicielką, a zarazem barmanką owego pubu jest Madame Rosmerta.

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 15 Mar 2014, 20:18

W Trzech Miotłach panował straszny tłok, gdy Daemon przekroczył próg tego wątpliwego przybytku rozkoszy. Zaczął rozglądać się za wolnym stolikiem, w dłoni trzymając piękny, długi kwiat, zakończony białym kielichem, który kształtem przypominał lampkę od szampana. W końcu, wypatrzył jeden, w dalekim kącie izby, schowany trochę jakby w cieniu. Westchnął. Może to i lepiej. Ewentualnie, go nie zauważy.
Zaczął przepychać się przez ciżbę, od czasu do czasu kiwając głową jakimś znajomym. Gdzieś tam mu nawet mignęły, bardzo nawet znajome twarze. Coraz bardziej zaczął przeklinać swoją głupotę. Zachciało się romantyzmu i innych tego typu dupereli.
Odsunął krzesło i opadł na nie z westchnieniem. Nie zdjął nawet kurtki ze smoczej skóry, którą miał na sobie. Zamiast tego wpatrywał się usilnie w drzwi, przez które przelewały się tłumy młodych czarodziejów i czarownic. I za każdym razem, gdy widział jakąś czarnowłosą dziewczynę prostował się, jakby na rozkaz. Bo to, że miała czarne włosy niczym pióra kruka, był niemal pewny.
Teoretycznie Loki, postawiony na straży przy wejściu, powinien dać mu znać, kiedy wejdzie. Jednakże im bliżej było godziny „zero” tym większą czuł dziurę w żołądku. Więc kiedy Madame Rosmerta postawiła przed nim szklankę Ognistej, wypił ją jednym haustem i zamówił następną. Ewentualnie będzie zbyt pijany, by potem pamiętać ten dzień.
Zastanawiał się, kim ona będzie. Ślizgonką? Szczerze wątpił, by jakakolwiek wychowanka domu Slytherina pisywała listy sama do siebie, a potem do nieznajomego. Krukonka? Huh…miał dostatecznie dużo problemów z di Scarno, nie potrzebował kolejnej pannicy, która wie lepiej od innych co jest dobre dla wszystkich dookoła. Puchonka? o zgrozo, byle nie to! Gryfonka? Byłoby to zapewne bardzo ciekawe, jednakże bardzo niebezpieczne, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia.
I gdy tak siedział, jego umysł również powędrował do dnia po ślubie, gdy odnalazł odpowiedź od niej na szafce. Ten kawałek pergaminu nadal tkwił w jego kieszeni, jednakże był straszliwie pognieciony, wiele ze słów było już nieczytelne, gdyż tusz zamazał się.
Nagle rozległ się dzwonek od drzwi, a Loki zaczął szaleć. Daemon podniósł głowę zaciekawiony i zaniemówił. To nie mogła być prawda. To nie mogła być ONA.
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 15 Mar 2014, 21:14

W końcu nadszedł ten dzień... Tanja nie mogła w nocy spać z nerwów. Przewracała się z boku na bok, ciagle rozmyślając.. kogo spotka jutro w Trzech Miotłach? To będzie ktoś, kogo zna? Może nie powinna była się zgodzić... a za chwilę już myślała o tym, co ubierze na ran... nie, na spotkanie!
Prychała wtedy jak rozjuszona kotka i uderzała głową w poduszkę. Ostatnie nastroje w szkole nieco się uspokoiły i Tan mogła odetchnąć.. to teraz zachciało jej się randek w ciemno. Tfu! Spotkań...
Nastał poranek,a później południe... a Tanja od samego ranka bawiła się w przebieranki w swojej szafie.. jak nigdy nie zważała na swój wygląd, tak teraz bała się o każdy szczegół...w końcu ubrała czarną sukienkę do kolan, przylegajacą do tali oraz biustu.. z dekoltem... ale żeby nie wyglądać jak na osobę idącą do mugolskiego teatru, narzuciła na ramiona skórzaną kurtkę. Wyglądała ładnie.. ale z rockowym pazurem. Wzięła do rąk Rubina i spojrzała mu w oczy.
-Trzymaj kciuki... chociaż ich nie masz. -poklepała pupila po głowie i pozwoliła mu wejść do torby. W razie czego może jej pomóc.. wyzwolić od natrętnego Ravena, jeśli ten się takim okaże.
Westchnęła i spryskała się perfumami i wyszła na spotkanie. Wiele razy w ciągu spaceru miała ochotę zawrócić, ale ktoś, a raczej coś - w postaci puchatej fretki - gryzło ją w palce i nakazywało nie pękać. W końcu była Gryfonką.. właśnie?
A co, jeśli Raven okaże się kimś z Gryffindoru? Tanja zadrżała na tę myśl. Przecież oni ją tam dobrze znali.. spali się chyba ze wstydu. Krukoni.. Puchoni... nie miała tam znajomych, może to było by lepsze... hmm....
Byli jeszcze Ślizgoni. Ślizgon nie pisał by chyba takich rzeczy w listach.. ale Tanja wolała nie uprzedzać się zbytnio do nosiciela pseudonimu Raven...
W końcu pchnęła drzwi gospody. Wyprostowała się, by nabrać pewności siebie.. i zaraz coś koło niej zaczęło szaleć, skupiając tak na sobie spojrzenia innych.. nawet Tanji. Dziewczyna spojrzała na szalejącego stwora, w którym rozpoznała żaberta... więc to był Loki? Nawet Rubin wychynął z torby i niuchał swym noskiem, wyczuwając zdziwienie właścicielki.
Brunetka odgarnęła nieco skręcone dzisiaj włosy za ucho i spojrzała na salę.. nikt z kwiatem.. nikt, kto chociaż trochę by....
I wtedy jej serce stanęło. W kącie siedziałchłopak, którego znała.. nawet bardzo dobrze. Ostatnio spotkała go na szkolnym boisku...i trzymał w ręku kalię. Ich znak umowny.
Tanja miała ochotę się cofnąć... lecz Loki nie pozwalał na taki krok.. tak samo jak jej duma. Przełknęła ślinę i zrobiła krok w stronę Daemona... i Loki pobiegł przodem. Z każdym kolejnym krokiem dziewczynie robiło się goręcej, ale dzielnie szła dalej. Stanęła przy stoliku, patrząc na Ślizgona swoimi niebotycznie jasnymi oczami.
Chwilę przyglądała mu się... raptem parę sekund..
-Witaj.. Ravenie. -przywitała się cicho, mając jednak tę pewność, że Daemon ją usłyszał. Jeśli to był na prawdę on - odpowie. Jeśli nie.. no cóż, Tanja się rozczaruje..
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 15 Mar 2014, 22:08

Zachowanie Lokiego, chociaż zapewne pełne zbyt dużego, zwierzęcego entuzjazmu, przyciągało spojrzenie jak magnez. Daemon pochylił się do przodu, ni to zaintrygowany, ni to zaniepokojony. Mimowolnie położył dłoń na łodydze kalii, niczym na amulecie, który miał odstraszać złe duchy i fatum. Zmrużył oczy i zaczął przyglądać się dziewczynie, która zaczęła iść w jego kierunku, za Lokim, tak, jakby wiedziała, że może mu zawierzyć. Tudzież po prostu, wiedziała do kogo to stworzonko należało. A tutaj mogła się pojawić tylko jedna odpowiedź. Śnieżka.
Im więcej stawiała kroków w jego kierunku, tym więcej szczegółów zaczął dostrzegać, a co za tym idzie, zaczął ją rozpoznawać. I właśnie w tym momencie na jego twarzy pojawiło się zdziwienie. Zaczął szybciej oddychać, gdy przypomniał sobie boisko. I gdy zaczęło do niego docierać, że istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że już dwa tygodnie temu spotkał dziewczynę z listów. Że już dwa tygodnie temu poznał fakturę jej skóry oraz jej smak. Że dwa tygodnie temu dał jej do zrozumienia, że nic dla niego nie znaczy. Zaczął przeklinać sam siebie, jednocześnie mając ochotę postąpić iście po Ślizgońsku i dać drapaka, jak najdalej stąd. Coś mu jednak nie pozwalało. A było to spojrzenie jej niebieskich tęczówek, wbite w niego, niczym dwa sztylety.
Sam nie do końca się zorientował kiedy wstał. Jego umysł był zaćmiony, nie myślał tak do końca racjonalnie. Gdy stanęła przed nim i się przywitała, przełknął z trudem ślinę.
To niemożliwe. Po prostu niemożliwe. Jak można było mieć tak, niewyobrażalnego pecha?
Z transu, wyrwała go Madame Rosmerta, która postawiła przed nim kolejną szklaneczkę Ognistej. To samo zresztą zrobiła w stosunku do Gryfonki.
-Usiądź, proszę. – wskazał krzesło przed sobą, a sam opadł na swoje. Założył lewą rękę o oparcie tego, jakże wygodnego siedziska i wbił spojrzenie w szklankę stojąca na stole. Nie był w stanie, wypowiedzieć jej listownego pseudonimu. Nie kiedy wiedział kim ona jest. Milczał, więc. A w głowie wszystko powoli zaczynało się układać w jedną, logiczną całość.
Zapewne, gdyby miał jakikolwiek pomysł co powiedzieć, powiedziałby. Świetnie mu szło, udawanie mięśniaka, bez ani krzty rozumu, dzieciaka, który nic innego tylko bawi się na imprezach i robi z siebie debila na oczach wszystkich. Teraz jednak było inaczej. Bo już dawno temu odsłonił przed nią swoją duszę i myśli. Byli sobie tak bliscy, a jednocześnie dalecy. Jak można było stworzyć taką znajomość? Z drugiej strony, co ich pokusiło do tego by poznać całkowita prawdę o sobie? Teraz, gdy siedziała przed nim, Daemon stwierdzał, że wolał chyba słodką iluzję, stworzoną przez listy. Teraz, byli obdarci z tych wyobrażeń, doskonale zdając sobie sprawę, jaki typ osoby, siedzi po przeciwnej stronie stołu.
Ślizgon chwycił szklankę, którą opróżnił dosyć szybko. Zaczął obracać ją w swoich palcach. Była jedna rzecz…jedna malutka rzecz, która nie dawała mu spokoju, jednakże, by móc do niej dojść, wypadałoby, rozpocząć jakąkolwiek konwersację.
-Myślałem, że nie przyjdziesz. – niby proste stwierdzenie, jednakże niosące ze sobą wiele emocji. Niespotykanych u niego, na co dzień. Niepokój, może również lęk. Odrobinę nadziei. Chociaż po ostatnich wydarzeniach w jego życiu na jakąkolwiek nadzieję, jest już chyba za późno.
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Sob 15 Mar 2014, 22:41

Gryfonka musiała by być głupią... ba.. w dodatku z niezłą sklerozą, by nie pamiętać ów spotkania niecałe dwa tygodnie temu. Kiedy to weszła na boisko quidditcha, chcąc odbyć krótki trening, który by uwolnił ją od demonicznych szponów problemów.. wtedy uważała, że jej nos spłatał jej psikusa i zapach z listów był odczuwalny przy osobach, które na pewno nie mogły być Ravenem. A tu jednak.. miała intuicję, już wtedy. Nie chciała w nią wierzyć i to był jej błąd..
Miała przyspieszony oddech, widząc przed sobą pałkarza Slytherinu.. którego smak ust poznała i to nie tak dawno. Wtedy to była czysta fizyczność, nic więcej.. poza tym chłopak dobitnie dał jej do zrozumienia, że to zwykła zabawa.. jej kosztem. Nic więcej, nic szczególnego.. był Ślizgonem i nawet Everett nie była jakoś specjalnie wściekła za tamto. Sama tego chciała.
I teraz okazuje się, że ów impertynencki i notabene przystojny gracz quidditcha, jest czułym i romantycznym Ravenem z listów.. że wiedział o niej wszystko. Odkryła przed nim całą swoją poranioną wielokroć duszę. Jak miała to odbierać?
Pech... różnie można było to interpretować. Dla Everett była to ironia losu. Dziwne zrządzenie sił nieczystych, które chciało z nich zadrwić. I Tanja musiała przyznać - udało im się.
Skinęła głową na jego prośbę i posłuchała. Wtedy też Rubin wyskoczył z torby i zamachał puszystym ogonem. Czekał chyba na coś dobrego.. a zarazem zaglądał na Lokiego, widząc w nim.. właśnie? Wroga czy może kompana do zabawy? Na razie trzymał się blisko Tanji, wciskając się pod jej ręce. Tan nie miała aż takiej odwagi by przyglądać się Daemonowi... a i on nie szczycił jej spojrzeniem. Było to dla niej zarówno bolesne jak i zrozumiałe. Jednak wybawienie w postaci whiskey pozwolił jej się nieco uspokoić. Chwyciła napój i wypiła go wręcz duszkiem, krzywiąc się lekko pod koniec. Jak to mówili? Alkohol ma Ci wykrzywić twarz, bo jak zacznie Ci smakować to zaczyna się problem... Sean Everett o tym zapomniał. Brunetka wzięła kolejny cichy wdech, żałując, że ognista się skończyła. To było dziwne..gdy wiedziała o Ravenie wszystko, czuła się.. wspaniale. Wiedząc coś o kimś, czego nie wie nikt inny. Mogąc mu doradzać.. a teraz wiedziała kto miał owe problemy. I nie mogłą uwierzyć, ze ktoś pokroju Daemona takie miał. Może była w błędzie? Może nie powinna była oceniać po pozorach, czego miałą teraz lekcję?
Podniosła głowę, kiedy przerwał milczenie, podczas którego Tanja chciała już uciec.. i nie wracać do tego nigdy więcej.
Uśmiechnęła się lekko, jakby odgadł jej myśli. Zanim odpowiedziała, zagryzła wargę. W listach nigdy mu nie skłamała, dlaczego teraz iało by się to zmienić?
-Też tak myślałam. Jednak ciekawość.. i puchaty potwór wygrały. Też myślałam, że.. mnie wystawisz. -wzruszyła ramionami. Zaczęli rozmawiać, to był jakiś postęp.
-Bardzo jesteś rozczarowany? -zapytała wprost, odzyskując nieco rezonu, który zniknął gdzieś w okolicach progu Pubu..
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 16 Mar 2014, 14:12

Miseczka z orzeszkami pojawiła się na środku stołu dosyć niespodziewanie, tak samo jak butelka Ognistej. Zupełnie tak, jakby cały otaczający go świat, zorientował się, że jedyne na co ma teraz ochotę to orzeszki i alkohol. Zaskakujące…jak do tej pory nikt, nigdy nie wytrącił go tak bardzo z równowagi, by nie miał nic do powiedzenia. Bo co miał powiedzieć? Sam nie wiedział co myśleć o całej tej sytuacji. Jednakże, właśnie teraz wszystkie jej listy plus plotki jakie krążyły na jej temat w szkole, to wszystko zaczynało się układać w jedną, logiczną całość. I ten dzień, spędzony z nią na boisku, to poczucie, że powinien przy niej być, dotykać jej…przełknął jeszcze raz z trudem ślinę i nalał sobie i jej alkoholu do szklanki. Spojrzał na nią przelotnie, by potem odwrócić wzrok w stronę butelczyny, która bardzo ostrożnie postawił na stoliku.
Loki, jakby zaniepokojony, tym, że atmosfera wcale się nie rozluźniła, a wręcz jeszcze bardziej zagęstniła, podszedł do miseczki i wziął dwa orzeszki. Jeden postawił przed Gryfonką, a drugi przed Ślizgonem, jednocześnie zaszczycając go, spojrzeniem pełnym dezaprobaty, tak jakby uważał, że wszystkiemu winien jest Daemon. Ostatecznie jednak i tak wdrapał się chłopakowi na ramie, gdy Rubin zaczął bawić się jego ogonem. Prychnął zniesmaczony i nie zaszczycił futrzaka nawet spojrzeniem.
Daemon trochę się rozbawił zachowaniem swojego pupila. Trochę, jakby się uspokoił i powoli zaczęła mu wracać jego zdolność trzeźwego myślenia w sytuacjach nagłych, dziwnych i nieodpowiednich. Upił mały łyk Ognistej.
-Jest dla ciebie. – przesunął kwiat w stronę Tanji, jednocześnie zaczął ją uważnie obserwować. I tak jak wcześniej, nie spoglądał na nią wcale, tak teraz wbił w nią uważne spojrzenie swoich bursztynowych tęczówek. Było to badawcze spojrzenie kogoś, kto próbuje rozwikłać do końca zagadkę, co ona tutaj tak właściwie jeszcze robi. Czy po zobaczeniu go, nie powinna była uciec, jak najdalej? Gdzieś tam głęboko w zakamarkach jego duszy rodził się potwór. Bardzo wygłodniały, dodajmy.
Jej pytanie było…dziwne. Co do tej całej sytuacji miało to czego się spodziewał? Bynajmniej nic. Na dodatek nie miał czego żałować. Siedziała przed nim, piękna dziewczyna. Jedyne o co mógł mieć pretensje, to o to, że nazywała się Everett i napatoczyła mu się po łapki dwa tygodnie temu, ale wolał o tym po prostu zapomnieć i nie wracać wspomnieniami do tamtego dnia.
-Rozczarowany? Nie masz garbatego nosa i nie okazałaś się podstarzałą babą z kompleksami. Czemu miałbym więc być rozczarowany? – spojrzał na nią, trochę jak na idiotkę. Uśmiechał się jednak, trochę jakby serdeczniej, niż wtedy na boisku.
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Nie 16 Mar 2014, 19:36

Tanję coraz bardziej zaskakiwało, w jaki sposób na pustym stoliku pojawiało się tyle rzeczy. Whiskey... teraz butelka i miseczka z orzeszkami. Kiedy się rozejrzała za sprawcą owego pojawienia się "smakołyków", dojrzała tylko kaskadę włosów Madame Rosmerty. Marzenie niejednego chłopaka, gdyż gospodyni była zaokrąglona i tu i tam.. przejawiała swoisty ideał ciała kobiety.
Tanja uśmiechnęła się lekko i spojrzała na blat, gdyż zielony stworek imieniem Loki postanowił nieco rozluźnić atmosferę. Z zaciekawieniem przyglądała się jak żabert kładzie przed nią i przed Daemonem orzeszka, dodatkowo tego ostatniego taksując wymownym spojrzeniem.
Rubin wyskoczył nieco ośmielony na blat i zaczął noskiem podrzucać do góry ogon Lokiego, chcąc chyba wyniuchać, co to za stwór.. czy to zjeść.. czy może się z nim pobawić? Kiedy żabert prysnął na ramię, a Rubin zamachał niestrudzony swym ogonem, Tanja roześmiała się cicho. Rubin zawsze szukał kłopotów.. jak jego właścicielka. Z wdzięcznością odebrała od Daemona szklankę i kolejny łyk ognistej pozwolił jej się nieco rozluźnić.. i w jej błękitnych oczach pojawił się znajomy, łobuzerski błysk. Przyjęła prostą strategię.. nie wspominać słowem o wydarzeniach sprze dwóch tygodni, chociaż smak jego ust gdzieś tam dalej błąkał się po jej głowie. Wiedziała, co Blackrivers mógł oferować tymi ustami oprócz mądrej gadki..
Nie myśląc o tym więcej wzięła kolejny łyk i spojrzała pytająco na towarzysza, gdyż podsunął jej kwiat. Odebrała go, nieopacznie muskając palcami jego palce przy odbiorze. Poczuła suchość w ustach, ale podziękowała skinieniem głowy i lekkim uśmiechem. Powąchała kalię i aż zrobiło jej się lepiej, gdy słodkie wonie oplotły jej umysł i pozwoliły mu się zrelaksować. Fakt, chciała uciec.. ale nie byłą by sobą, gdyby nie brnęła w tę sytuację dalej.. pokazując mu, że nie jest spłoszona sarną, na którą mógł zapolować.. że jest tą zranioną, ale odważną lwicą, którą poznał w listach.
Położyła kwiat obok szklanki i przesunęła opuszkami palców po kielichu.
-Piękny.. i nietypowy. -zauważyła, przenosząc palce na szklankę i znowu biorąc mały łyk. Dobrze, że zabrała ze soba dzisiaj oszczędności.. ale szkoda, że nie znały mowy kwiatów..
Przekrzywiła zabawnie głowę, słuchając Daemona... i aż zganiła się w myślach, bo jego zapach i poza jaka przybrał spowodowały, że jej wzrok uciekał trochę na usta. Dzielnie jednak trzymała wzrok ku górze. Te dwa bursztyny też były intrygujące. NA jej ustach pojawił się złośliwy uśmieszek.
-Tak pytałam... bo ja jestem rozczarowana. -o mal nie wybuchnęła śmiechem, gdy zobaczyła jego zaskoczoną minę. -..bo masz założoną koszulkę. -mrugnęła do chłopaka rozluźniając atmosferę. Już czuła się nieomal swobodnie. -A tak serio to.. raczej w drugą stronę. -dodała ciszej,ostentacyjnie odwracając wzrok w kierunku okien. Rubin zaczął skubać jej rękę, więc powróciła wzrokiem i podsunęła fretce orzeszka. NA twarzy Tanji panował nieprzerwany uśmiech. Nie było źle.. a mogło być ciekawiej, kiedy każde z nich zacznie dochodzić, dlaczego nie uciekło.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Czw 17 Kwi 2014, 23:56

Jasmine nie kazała długo na siebie czekać. Najwyraźniej nie należała do tej grupy dziewcząt, która twierdziła, że na spotkanie z mężczyzną należało spóźnić się przynajmniej kwadrans, aby przekonać się na tym, że temu rzeczywiście zależy. I mimo że Krueger najpewniej poczekałby jeszcze dłużej, był rad z tego, że panna Vane przybyła na czas. W końcu sam nie mógł doczekać się chwili ich spotkania i już w pokoju wspólnym Slytherinu rozmyślał o tym, jak będzie ono wyglądało. Najgorsze było to, iż Franz zawsze miał wszystko przemyślane, układał sobie zawsze wcześniej plan działania, analizował każdy kolejny krok, który mógłby wykonać. Teraz natomiast, mimo że był szczęśliwy już na samą myśl o widoku Jasmine, nie potrafił tak wszystkiego przewidzieć i dopiąć na ostatni guzik, aby z pewnością wypaść w jej oczach przynajmniej dobrze. Musiał zatem zdać się na spontaniczne decyzje i liczyć na to, że okażą się one skuteczne.
Powróćmy jednak do samej Ślizgonki, która na dziedzińcu pojawiła się w czarnej, opiętej na jej zgrabnym ciele, sukience. Kilku przechadzających się uczniów zerkało nawet za siebie, aby móc spojrzeć na jej piękne szczupłe nogi. Dziewczę natomiast najwyraźniej patrzyły na nie z zazdrością, bo ich miny niestety nie przynosiły na myśl żadnych pozytywnym emocji. Niemiecki czarodziej czuł się największym zwycięzcą w całej szkole, że to akurat on zaprosił na randkę taką piękność. I bynajmniej nie liczyła się dla niego jedynie uroda dziewczyny, bo przecież odczuwał bliską więź nie tylko z jej biustem. Choć nie skłamałby, gdyby powiedział, że Jasmine należała do kobiet charakternych, które wpierw należało odpowiednio usidlić i oswoić, a to niestety, nie było zadaniem łatwym.
- Pięknie wyglądasz. – skwitował również i jej przygotowania, których niewątpliwie nie można było określić mianem bezowocnych. Krueger, kiedy tylko ujrzał pannę Vane na horyzoncie oniemiał z zaskoczenia. Mimo iż widział ją już wielokrotnie w podobnym stroju, a nawet i nago, nadal zachwycała go tak samo, a może nawet i bardziej od chwili niezbyt fortunnego spotkania w Dziurawym Kotle. W tym momencie poczuł, że musi ją mieć i to nie w tym sensie, który do tej pory przyświecał ich nocnym schadzkom. Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie znalazła się tuż obok niego. Dopiero po chwili milczenia ruszyli razem w kierunku tajemnego przejścia, które prowadziło do Hogsmeade. Tam nie musieli się już raczej obawiać o gapiów. Opuszczanie szkoły, nawet celem udania się do Miodowego Królestwa było aktualnie surowo zabronione, a niewielu uczniów tak ochoczo kwapiło się do łamania szkolnego regulaminu.
Wreszcie dotarli pod „Trzy Miotły”. Oczywiście Franz, jak na brytyjskiego dżentelmena przystało, otworzył swojej partnerce drzwi, a później poprowadził ją do baru. Przywitał się za stojącym za ladą barmanem, jako że nie od dzisiaj wiadomym było, iż Krueger należał do koneserów whiskey, a gdzieżby indziej miał ją wychylać, jak nie w „Trzech Miotłach”, do których z Hogwartu prowadziła najbliższa droga. Zaraz po tym rzucił okiem na kartę, a następnie pytającym wzrokiem uraczył Jasmine.
- Poproszę szklankę Ognistej Whiskey i… - zaczął składać zamówienie, pozwalając, rzecz jasna, dziewczynie dokończyć i dopełnić je tym drinkiem, który ona sama zapragnie zamówić. Nie trzeba było chyba mówić o tym, iż siedemnastolatek od początku miał zamiar za wszystko zapłacić, i to nie powinno nikogo dziwić. W końcu sam zaprosił tę piękną brunetkę na randkę, a etykieta wymagała od niego takiego zachowania. A już szczególnie z tego względu, iż Krueger należał do rodu arystokratów, a ojciec od dziecka nauczał go takiego zachowania.
- Nadal mnie nienawidzisz? – rzucił po chwili wyraźnie rozbawionym tonem, tak tylko, aby rozluźnić atmosferę. Nie miał na razie w planach rozpoczynania żadnych poważnych tematów, bo i przecież nie po to tutaj przyszli. Mieli się pobawić, zapomnieć o problemach i o tym zdarzeniu z Dziurawego Kotła. Chłopak uśmiechnął się więc tylko szelmowsko, a z kieszeni marynarki wyciągnął paczkę papierosów. Najpierw poczęstował jednym Jasmine, a później sam zapalił, zaciągając się tytoniowym dymem.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 00:34

Sama podróż do Trzech Mioteł nie była zbyt owocna w rozmowy, raczej wymieniali się komentarzami odnośnie zastanego otoczenia. Panowała mimo wszystko napięta atmosfera, którą o dziwo można było faktycznie porównać do czegoś jak.. pierwsza randka? Jasmine skupiała swoją uwagę na wielu nieważnych szczegółach swego ubioru oraz Franza, jakby chciała upewnić się, że nic nie zepsuje ich planów.. które tak na prawdę nie były nigdzie spisane i byli skazani na pełen spontan i zabawy z losem. Jasme ochoczo przekroczyła próg baru, widząc spojrzenia co niektórych panów. Jednak nie skomentowała tego w jakikolwiek sposób. Udała się wraz z Franzem do lady i zaczęła się bawić skrawkiem sukienki, dając zajecie swoim dłoniom. Przeniosła spojrzenie z Kruegera na barmana.
-Dwie szklanki whiskey. -dopowiedziała. Nie była wybredna i nie domagała się kolorowych drinków z palemkami jak mugolskie kobiety wyższych sfer. Odebrała swój napój i umoczyła w nim ust, czując znajomy, ziołowy smak na czubku języka. Chętnie odebrała od chłopaka papierosa i zapaliła go różdżką. Ziołowy smak whiskey oraz drapiąca nikotyna w gardle było idealnym dopełnieniem tego wieczora i pozwoliło jej się wyluzować. Wypuściła dym akurat wtedy, gdy padło pytanie. Zaskoczyło ją i poniekąd zamurowało, ale na jej malinowych ustach wykwitł uśmiech rozbawienia.
-Oczywiście, że tak. Najbardziej Cię nienawidzę, kiedy Cię nie widzę. Można więc uznać, że teraz jesteś w miarę bezpieczny. -wzięła kolejny łyk napoju i posłała chłopakowi znad szkła zalotne oczko. Powoli wkręcała się dobry rytm i nie czuła się dziwnie przytłoczona. Flirt był obecny w jej życiu. Kolejny dym został wypuszczony w powietrze w postaci zgrabnych kółek.
-A Ty mnie? Czasem daję Ci popalić. -zauważyła, odbijając piłeczkę. W sumie chciała pociągnąć trochę ten temat, ciekawa, czy ta zmiana ich relacji była obecna nawet w rozmowie. Założyła nogę na nogę i obciągnęł materiał w dół, zakrywając to, co wymknęło się spod sukienki i chciało kusić innych, by zerkali gdzie nie powinni.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 00:52

To prawda, że atmosfera była nieco stresująca nawet pomimo tego, iż pewnie oboje mieli w planach dobrą zabawę. Franz nawet nie miał tej świadomości, że Jasmine również traktuje to spotkanie niejako jak pierwszą randkę, no ale nie można było od nich wymagać porozumienia w tych kwestiach. Prawdę mówiąc, sam fakt, iż razem wyszli na drinka budził pewne podejrzenia, skoro do tej pory darzyli siebie wzajemnie jedynie szczerą i żywą nienawiścią. To było całkiem zabawne, jak los potrafił płatać ludziom figle. Ale być może właśnie tak miało być, być może taki był odgórny plan, aby zainteresować ich początkowymi kłótniami, a wreszcie dojść do sedna sprawy i połączyć ich duszę niewidzialną nicią. Nikt przecież nie powiedział, że każdy związek winien zacząć się od szczenięco zauroczenia czy też prawdziwej przyjaźni. Albo przynajmniej Krueger i panna Vane byli nad wyraz pokrętni i zaczęli wszystko nie od tej strony, co należało. Nienawiść jednak podsyciła ten intrygująca klimat, który cały czas popychał ich ku sobie i nie pozwalał im myśleć o czym innym, jak tylko o sobie. Nienawiść jednak zniknęła, a wyzwoliła zupełnie inne emocje, które na razie tak skrzętnie ta dwójka skrywała w sobie. Zdawało się jednak, że to niemiecki czarodziej zaczynał się otwierać na nowe doznania, zachęcając Ślizgonkę do tego, aby poszła w jego ślady i odrzuciła dawny chłód w niepamięć.
- Widzę, że nie tylko ja jestem koneserem Ognistej. – rzucił znowu bez sensu, ale nie oszukiwał przynajmniej samego siebie. Dawno nie zapraszał żadnej dziewczyny na randkę, a co za tym idzie, zapomniał już o tym przyjemnym stresie, który towarzyszył zabieganiu o osobę, na której naprawdę mu zależało. Chwila, czy on właśnie nie przyznał się do tego, że liczył na coś więcej, niźli fizyczną bliskość w murach hogwarckich opuszczonych sal? Miał wrażenie, że piękno panny Vane zamroczyło mu trzeźwe spojrzenie na świat. Innymi słowy, przepadł, jak wielu innych mężczyzn, którzy mieli do czynienia z takimi kobietami, do których należała i Jasmine.
- Brzmi jak tęsknota. – odpowiedział na jej komentarz a propos tego czy nadal go nienawidzi. Wybrnęła świetnie, ale wiedział, że może spodziewać się po niej odpowiedniej riposty. Uśmiechnął się tylko szeroko i zaciągnął się znowu dymem, by po chwili wypuścić go z ust pod postacią sporej chmury trującego gazu. Dostrzegał zalotne spojrzenia dziewczęcia, choć póki co zdawało się, iż stara się w ogóle na nie nie reagować, jakby z przekory, pokazując, że nie jest podatny na jej wdzięki. Dopiero jej pytanie zwrotne zbiło go nieco z tropu i zmusiło do wytężenia szarych komórek.
- Ja? Spotkania z Tobą to przecież sama przyjemność. Myślę, że na tę chwilę spokojnie mógłbym ubiegać się o posadkę sapera. Mało kto potrafiłby rozebrać tykającą bombę zegarową, taką jak Ty… - mruknął z czarującym uśmiechem, zapominają się w porę ugryźć w język. W każdym razie jego wspomnienie nagiego ciała Vane nie brzmiało wcale lubieżnie, a wypowiedź Kruegera przybrała raczej żartobliwy ton.
- Powiedziałem „rozebrać”? Przepraszam, miałem na myśli „rozbroić”.  – poprawił się jednak zaraz, stwierdzając, że tego wymaga od niego kultura osobista. Zresztą, dziwnie było na pierwszej randce wspominać o nagim ciele partnerki, ale cóż, ich relacja była wystarczająco skomplikowana, aby i ich pierwsza randka odbiegała od takich, które najzwyczajniej w świecie dopiero zaczynały zbliżać do siebie dwoje ludzi. Krueger po tym fatalnym komentarzu musiał upić sporego łyka whiskey, mimo że wiedział, iż dziewczynie zupełnie nie będzie przeszkadzało to jedno, niewinnie wrzucone do całości, słowo.
- Myślałem, że się nie zgodzisz. Wyjść ze mną. – dodał zaraz już śmiertelnie poważnie, jakby badając teren, po którym stąpał. Wyczuwał, że grunt pod jego stopami nie jest stabilny. Życie, a raczej rozmowy z Jasmine, doświadczyły go już wystarczająco, aby wiedział, że lepiej nie wchodzić dziewczynie w drogę, ani nie raczyć jej słowami, których nie chciałaby usłyszeć. Typowa kobieta – jeśli coś nie szło po jej myśli, przeistaczała się w demona, z którym, na całe szczęście, Franz nauczył się już walczyć i nawet w jakiś sposób udało mu się do niego przywyknąć.

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 01:21

Zakręciła lekko szklanką na kontuarze i uśmiechnęła się delikatnie.
-Doceniam to, co dobre... a to na pewno można powiedzieć o whiskey. Doskonale balansuje pomiędzy słodyczą, a goryczą.. zarówno smakuje, jak i wykrzywia usta w grymasie zgorzknienia. -przyznała i potwierdziłą swoje słowa łykiem bursztynowego płynu. Dziwne, by na.. randce.. mówić o zaletach alkoholu i rozprawiać na podobne tego typu tematy. Jasme musiała przysłowiowo pokręcić głową z zażenowania. Nie pamiętała podobnej sytuacji, chyba ostatnio na randce w prawdziwym tego słowa znaczeniu byłą z Wyattem... rozmawiali o rzeczach błachych, jakby nie chcąc, aby zapadła między nimi cisza, która tylko stresowała. Porównanie do dwójki nastolatków zauroczonych sobą było tutaj jak najbardziej na miejscu.. ale Jas i tak starała się omijać to stwierdzenie szerokim łukiem. Musiała się zrelaksować, a jego uroczy uśmiech tylko to utrudniał.
Na wspomnienie o tęsknocie, uśmiechnęła się tylko zagadkowo i wzruszyła ramionami, jakby chciała zostawić coś niedopowiedzianego w ich konwersacji.. jakby zmuszała Franza na wysilenie szarych komórek. W tym duecie to on miał robić za tego bawiącego rozmową, a Jas miała odpowiednio odbijać temat, by w końcu porwał ich wir rozmowy i zastał świt.
Wyczekiwała zaciekawiona jego odpowiedzi, gdyż nauczyła się, że każda wypowiedź Franza może zbić z pantałyku. Wbiła w niego spojrzenie orzechowych oczu, przesuwając opuszkiem palca po szklance.
I miała rację, gdyż tekst o rozbieraniu bomby zegarowej wywołał mruganie powiek i lekkie rozchylenie ust. Nie spodziewała się takiego porównania! Chyba Franz zauważył jej reakcję, gdyż okrasił to wszystko uśmiechem i poprawił się niezbyt szybko. Jas powinna była warknąć coś nieprzyjemnego, ale jedynie wplotła dłoń we włosy z tyłu głowy i uśmiechnęła się rozbrajająco, kwitując wszystko cichym śmiechem. Rzadko kiedy zdejmowała z siebie maskę obojętności..
-Taak... rozbie...rajanie masz opanowane do perfekcji, mało kto robi to tak szybko i umiejętnie. -przyznała, podchwyciwszy tę dziwną grę słowną. Panna Vane nie miała dzisiaj ochoty na złości, fochy i inne tego typu, a alkohol tylko to w niej potwierdzał. Zgasiła papierosa w popielniczce, odwlekając odpowiedź na kolejne pytanie, którego ponieka się obawiała.
-Nie zawsze jestem aż taką suką, jak mnie malują. Chwila rozluźnienia przed czerwcem jest na wagę złota. -odpowiedział dosyć lakonicznie. Między nimi wisiało wiele niezadanych pytań, których wypowiedzenie wiązało się z niewyobrażalnym stresem odnośnie odpowiedzi tego drugiego. Sama Jasmine chciała dowiedzieć się prawdy... ale pytanie o nią leżało powyżej jej aktualnych możliwości. Lepiej więc było czekać.
-Poza tym... Tobie się nie odmawia, chyba tak to szło, nieprawdaż? -przywołała jedną z tych sentencji, jakimi ją raczył Franz, gdy chwilę opierała się jego wdziękom z racji wzajemnych frustracji.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 02:00

Nie skomentował jej wypowiedzi na temat whiskey, chociaż brzmiała nad wyraz poetycko, aż przesadnie, jak na okoliczności, w których ją rzuciła. W każdym razie, gdyby ktoś w tej chwili ją usłyszał, rzeczywiście wyglądało to tak, jakby Jasmine skosztowała w swoim życiu przynajmniej kilkudziesięciu gatunków whiskey. A Franzowi wydawało się, że to raczej męski trunek. Nie spodziewał się spotkać takiej samej koneserki wśród płci przeciwnej. Cóż, nie od dzisiaj jednak było wiadome to, iż panna Vane lubiła zaskakiwać, a w przypadku Kruegera akurat zawsze było to zaskoczenie niezmiernie pozytywne. Bowiem od tak pięknej i inteligentnej dziewczyny można było oczekiwać wszystkiego, co najlepsze. Nawet, jeżeli czasami przyprawiała Niemca o zawrót głowy, warto było wytrzymywać jej krzyki i przytyki dla tych chwil przyjemności.
- Miło słyszeć kolejny komplement z Twoich ust dzisiejszego wieczoru. Jeszcze jeden, a zacznę się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno zaprosiłem Jasmine Vane. – odpowiedział niezbyt głośno, wybuchając zaraz już bardziej gromkim śmiechem. No ale czy nie miał racji? Brunetka do tej pory raczej szczędziła słów rzuconych w jego kierunku, a już na pewno tych pochlebnych. Z kolei dzisiaj, na tej ich rzekomej randce, na początku skwitowała jego przystojny wygląd, a jeszcze teraz zachwalała jego zdolności w kwestii zręcznego pozbawienia jej niepotrzebnych części garderoby. Oczywiście, kłamstwem byłoby stwierdzenie, że chłopakowi jakoś szczególnie to przeszkadzało. Tak naprawdę wiele by dał, aby widzieć Jasmine w takim nastroju jeszcze częściej. Zresztą, do tego właśnie dążył i miał nadzieję, że to spotkanie wpłynie na ich relacje w znaczący sposób.
- Czyli jesteś miła tylko przed czerwcem? Warto zapamiętać. Właśnie wtedy powinienem Cię zapraszać na randki. – dodał po chwili z uśmiechem na ustach, już dosłownie nazywając rzeczy po imieniu. Nie przejmował się aktualnie nawet tym, że dziewczyna mogłaby odbierać ich wieczornego drinka jako zupełnie inną okazję. Poza tym, ich swobodna rozmowa i jej zalotne spojrzenia utwierdzały go w tym przekonaniu, że jednak panna Vane myśli o tym spotkaniu tak samo, jak i on. Zamilknął na chwilę, kiedy do jego uszu dobiegło to stwierdzenie, którym być może uraczył niegdyś Jasmine, gdy ta opierała się jego pokusom. Nawet nie pamiętał tych słów, przynajmniej nie tak dokładnie. Roześmiał się jednak na samą myśl, że mogły one wypłynąć z jego ust.
- Łapiesz mnie za słowa, ale skoro tak… to na pewno nie odmówisz mi, jeśli poproszę, abyś chwilę poczekała. Mam do załatwienia jedną sprawę. – mruknął tak, aby tylko ona słyszała, mimo iż raczej nie było obaw co do tego, że ktokolwiek próbował podsłuchiwać ich konwersację. Wydawałoby się, że Franz zachował się w tym momencie co najmniej nieprzyzwoicie, bo młodemu mężczyźnie raczej nie przystoi zostawiać kobiety samej, tym bardziej na pierwszej randce. Być może nawet i taka myśl pojawiła się przez chwilę w głowie samej panny Vane. Jednak, nawet jeśli, przekonanie to było jak najbardziej mylne, ponieważ Krueger nie zamierzał wcale swojej partnerki opuszczać. Wręcz przeciwnie. Chłopak przeszedł parę kroków dalej i szepnął kilka słów barmanowi na ucho, nachylając się nad barową ladą. Rzecz jasna, Jasmine, choćby wytężyła słucha, nie byłaby w stanie zrozumieć, o czym gawędzili. Minęło może niespełna pięć minut, kiedy Franz znalazł się w miejscu, w którym w tle grała orkiestra. Razem, zresztą, z barmanem, który tym razem szeptał na ucho coś jednemu z muzyków. W pubie rozbrzmiały pierwsze dźwięki utworu ”Sway”, a przy mikrofonie stanął nikt inny, jak sam Krueger. Mało kto w Szkole Magii i Czarodziejstwa zdawał sobie sprawę z tego, iż chłopak prócz gry na fortepianie, miał również talent do śpiewania. Mógł poszczycić się delikatnym, płynnym, nawet wysokim głosem, który idealnie współgrał teraz z sekcją muzyczną. Siedemnastolatek wczuł się w swoją rolę, traktując mikrofon niemalże tak, jakby w tym samym miejscu stała jego partnerka. W dodatku swoje sceniczne ruchy połączył jeszcze z krótkim stepem (1.29), który spajał wszystko w jedną kompletną całość. Podczas swojego występu Franz patrzył tylko na Jasmine, mimo że mógł odczuć na sobie spojrzenia wielu zainteresowanych jego osobą kobiet. Jego czarujący uśmiech i piękny wokal najwyraźniej zaintrygowały niektóre przedstawicielki płci pięknej, które po tym, jak się ukłonił zaczęły jeszcze głośniejsze rozmowy. Chyba niektóre nawet zaklaskały w dłonie, choć Krueger nie zwracał już na to wcale uwagi. Wrócił do panny Vane, nadal z tym samym, szerokim, uśmiechem na twarzy, nie odzywając się jednak ani słowem.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 03:02

Jasme wyprostowała się na swym krześle, prezentując w pełni swoje zgrabne ciało. Kolejne wtrącane, dosyć bezsensowne formułki zaczynały się spajać w jedną całość, a Vane postanowiła odrzucić dzisiaj wpływ rozsądku. Alkohol chociaż jej nie upijał był poniekąd sprawcą dobrego humoru, więc korzystała najdłużej jak się tylko da.
Uśmiechnęła się dosyć ironicznie, gdy Franz przyznał, że chyba nie umówił się z tą dziewczyną co powinien.
-Może właśnie poznajesz prawdziwą Jasmine Vane? -zapytała go retorycznie, pozostawiając w powietrzu coś na wzór niedopowiedzenia. Napój nęcił jej kubki smakowe, wyzwalając od odpowiedzi na niektóre pytania, które chciała nadal zostawić nierozwiązane. -Za to jeszcze jeden z tych czarujących uśmiechów i będę musiała Cię zapytać, czy na pewno nazywasz się Franz Krueger. -specjalnie podłapywała jego wypowiedzi, by miał świadomość, że w z ich dwojga nie tylko Jas starała się o miłą atmosferę, co było do niej nad wyraz niepodobne. Musiała przyznać, ze niski tembr głosu Franza pomieszany ze śmiechem był miły dla jej ucha. Relaksował jej napięte nerwy i pozwalał najprościej mówiąc- nie myśleć zbyt wiele o tym, co będzie. Zauważyła słowo "randki", co mile połechtało jej duszę, ale będąc szczerym.. sama by to tak nazwała. Każde ich spotkanie miało w sobie coś z randki.. chyba.
-Zdarza mi się być miłą nie tylko wtedy. Jednak to już Twoja rola móc to wyłapać odpowiednio. -skwitowała komentarz Franza. Jednym tylko skinieniem głowy przyzwoliła Kruegerowi na odejście od niej, spodziewając się, że idzie do łazienki... lecz musiała zaciekawić się tym, że zaczął coś szeptać barmanowi, a potem idzie na podium dla orkiestry i z nimi coś dogaduje. Sączyła więc napój, aż niestety pojawiło się dno. Odstawiła szkło w momencie, gdy zabrzmiały pierwsze takty. Gdy mocny i czysty śpiew rozbrzmiał w barze, Jasme uderzyła fala ciepła i zaskoczenia. Czy ten chłopak musiał co chwila mieszać w jej głowie? Melodia zdawała się ją otulać niczym ramiona kochanka, a głos... wydawał się skierowany tylko i wyłącznie na niej, bo chociaż cała rzesza kobiet wpatrywała się w Franza, on sam patrzył się tylko na Jasmine. Poczuła się jak ledwie podrośnięta nastolatka, gdyż lekki, niepozorny uśmieszek nie schodził z jej ust. Kiedy dodatkowo Niemiec uświetnił swój występ stepem, Vane musiała bezgłośnie westchnąć, gdyż nie widziała jeszcze tak uroczego i zarazem zachwycającego występu. Jedyne drobne szpilki kuły ją, gdy słyszała zachwyty innych kobiet.
Co Ci się dzieje panno Vane? Nie powinnaś aby wrócić do tego, co było kiedyś? Alkohol w żyłach i zamówiona całkiem niedawno kolejna szklanka raczej jej tego nie ułatwiały, a na rzekome żałowanie chyba przyjdzie czas później.
Gdy występ się skończył, Jasmine nie omieszkała zaklaskać parę razy w dłonie, wyrażając tym samym swój podziw.
-Nie chwaliłeś się, że śpiewasz... gdybym wiedziała, kazałabym Ci śpiewać mi kołysanki do snu. -rzuciła trochę obrażonym tonem, co oczywiście było lekkim aktorstwem z jej strony.
Nie, żeby jego głos raczej by ją rozbudzał jak uspokajał...
Pokręciła głową z rozbawieniem.
-Chylę czoła.. gdybyśmy byli sami, nie omieszkałabym rzucić stanikiem na scenę. -uniosła kącik ust ku górze. Co tu dużo mówić, był na prawdę dobry. Głosem rozbudził w niej tak znajomą iskierkę pożądania i miło było Jas, że teraz to inne kobiety patrzyły z zazdrością na nią, ze Franz podszedł właśnie do Jasmine. -Pytanie teraz tylko, czym ja mogę uświetnić nasze spotkanie... bo chyba nie mogę zaproponować nic poza swoją obecnością, co i tak jest już dużym wyróżnieniem... -rzuciła cicho, nie mogąc sę powstrzymać od tego komentarza. Oczywiście flirtowała z nim, jak zresztą zawsze od czasu spotkania w sali eliksirów... lecz teraz niekoniecznie oczekiwała skoku do łóżka.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 16:43

Jeżeli to właśnie tak wyglądała prawdziwa Jasmine, Franz stwierdził, że chętnie widywałby ją częściej. Ich kłótnie zawsze wydawały mu się niezwykle intrygujące, ale być może właśnie nadszedł odpowiedni czas na to, by wreszcie zakopać topór wojenny i spędzić czas w nieco przyjemniejszej atmosferze. Krueger bowiem, chociaż ich spotkanie w „Trzech miotłach” nie było pierwszy, miał wrażenie, że poznaje pannę Vane na nowo. Nigdy wcześniej nie miał przecież okazji zobaczyć jej drugiej twarzy, tego ciepłego oblicza, które jeszcze bardziej go zauroczyło, niźli chłodne przytyki, którym, mimo wszystko, nie brakowało jednak inteligentnego wyrazu. Chociaż już wtedy dziewczyna działała na niego w taki sposób, iż nie potrafił o niej zapomnieć, tak dopiero teraz mógł ujrzeć jej uroczy i szczery uśmiech, bez żadnej nuty złośliwości czy szyderstwa. Tym bardziej wydawało mu się, że łączy ich znacznie więcej niż tylko wspólna niechęć czy fizyczna chemia. Oboje ukrywali swoje prawdziwe i wrażliwe wnętrze, zgrywając mniej uczuciowych, niż byli w rzeczywistości. A trzeba było przyznać, że oboje byli dobrymi aktorami, więc pewnie żadne nie przypuszczałoby, iż tak łatwo dadzą się zaskoczyć. Mieli to szczęście, że los postanowił zbliżyć ich do siebie i chociaż okoliczności w salonie pianistki najwyraźniej nie sprzyjały przyjaznym gestom, tak ich znajomość rozwijała się w zawrotnym tempie, niejako żyła swoim własnym życiem, podczas gdy zarówno niemiecki czarodziej, jak i ta przepiękna brunetka, nie do końca chyba byli jeszcze pewni, co z tego wyniknie.
Jedno było jednak widoczne na pierwszy rzut oka – Franz całkiem stracił głowę, skoro z własnej woli, publicznie wystąpił tylko po to, aby sprawić Jasmine przyjemność. Nie bez powodu nikt inny w Hogwarcie nie zdawał sobie nawet sprawy z wokalnego talentu chłopaka. Ten bowiem nigdy nie szczycił się swoim głosem, bynajmniej nie dlatego, że nie znał swojej wartości. Po prostu, zawsze traktował swój muzyczny świat niczym azyl, nie pozwalał nikomu innemu do niego wstąpić. Ale skoro w jego życiu ostatnimi czasy nastąpiło tyle zmian, być może i w tej kwestii należałoby pójść naprzód. Nad tym jednak na razie się nie zastanawiał. Nie było czasu na takie przemyślenia, kiedy obok niego siedziała taka seksowna i zmysłowa kobieta jak panna Vane, która w dodatku cały czas posyłała mu te zalotne spojrzenia i uśmieszki. I nawet, jeśli udawał, że nie działają one na niego w ten sposób, niepotrzebnie okłamywał samego siebie. Dał się złapać w sieć Ślizgonki, co jednak działało tylko na jego korzyść. Bowiem to właśnie ta brunetka była w stanie uratować jego duszę owianą mrokiem na skutek zręcznych zabiegów Voldemorta.
- Może w takim razie lepiej, że nie wiedziałaś o tym wcześniej. Nie jestem do wynajęcia. – odpowiedział znów rozbawiony, kiedy dziewczyna wspomniał coś o śpiewaniu kołysanek. To było zadziwiające, jak poprawiała mu nastrój. Od kiedy tylko weszli do pubu, uśmiech z twarzy Kruegera w ogóle nie schodził. Dawno nie spędził tak miło wolnego czasu i miał nadzieję, że na tej jednej randce się nie skończy. Wracając jednak do kołysanek, jego słowa niewiele wspólnego miały z rzeczywistością, bo najpewniej Jasmine przy odrobinie wysiłku byłaby w stanie namówić go i do takich poświęceń.
- W takim razie możesz trzymać mnie za słowo, że następnym razem zaśpiewam tylko dla Ciebie. – dodał po chwili, stwierdzając, że perspektywa rzucania przez brunetkę stanika na scenę wydaje się wystarczająco kusząca, aby kiedyś powtórzyć swój występ, rzecz jasna, z nieco innym repertuarem. Wyobraził sobie zresztą pannę Vane, która rzuca swoim stanikiem na scenę, co spowodowało, że kąciki jego ust uniosły się jeszcze wyżej. Może faktycznie powinien pomyśleć o tym, aby częściej raczyć ludzi swoim głosem? Na pewno znalazłby wiele fanek. Chociaż czy były mu one potrzebne, kiedy miał przy sobie Jasmine?
- Nie śmiałbym zaprzeczyć, choć jest jeszcze jedna rzecz, którą robisz wspaniale. – mruknął nieco ciszej, kiedy to Ślizgonka rzuciła pomysłem uświetnienia spotkania. Co prawda, nie myliła się, jej obecność wystarczała chłopakowi do szczęścia, ale skoro sama zalecała się z chęcią niejakiego odwdzięczenia za mały występ w pubie… Twarz Kruegera nagle znalazła się niebezpiecznie blisko twarzy brunetki, a Franz musnął ustami wargi dziewczyny, by zachęcić ją właśnie do tej rzeczy, którą jego zdaniem robiła wspaniale, bo któż inny całował lepiej od niej?

_________________

Already broken.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   Pią 18 Kwi 2014, 23:44

Skrupulatnie przygotowany plan od jakiegoś czasu zaczynał wymykać się spod kontroli, los postanowił zabawić się z Jasmine i Franzem na tyle ciekawie, że oni sami nie byli chyba jeszcze tego świadomi. Brunetka zaczęła wyczuwać, że wszystkie sznurki wyślizgują się z jej dłoni i gdy tylko próbuje uchwycić je mocniej, te jeszcze szybciej się wymykają. Co chwila jej zdrowy rozsądek nakazywał przybranie z powrotem tej chłodnej maski, którą znali wszyscy uczniowie Hogwartu.. lecz tutaj żadnej z nich nie było. Oprócz Franza. Ich dobre formy zrzuciła w sporej części na wpływ alkoholu i... emocjonalnej pustki z jej strony, lecz nie mówiła o tym zbyt głośno nawet w myślach. Naczelna wredota Vane nie miała w zwyczaju dawać się ponieść swoim słabościom.. gdyż tak bardzo się bała, co one mogą z nią zrobić. Występ Franza był bardzo przyjemny dla uszu oraz oczu, więc grzechem było nie skwitować tego chociażby lekkim uśmieszkiem. Dlaczego to zrobił? Chciał jej uprzyjemnić wieczór? A może tylko się popisywał? Trudno było wyczuć, bo sama Jas była w kropce. Na dzisiejszy wieczór odrzuciła jak na razie domysły, chcąc się nimi zająć sam na sam w swoim łóżku, o ile jej dane będzie w ogóle wrócić do sypialni.
Przekrzywiła głowę, pozwalając swoim atramentowym włosom opaść swobodnie na biust.
-Jesteś pewien? Jestem uparta i chyba nie miałbyś innego wyjścia... -rzuciła ot tak, dosyć niefrasobliwym tonem, jednak kryło to jej wewnętrzne zacięcie, by przekonać Franza jeszcze parę razy do solowego występu tylko dla niej. Kolejny łyk trunku, by zebrać myśli, które chciała ubrać w słowa... przedtem znowu jednak się uśmiechnęła. Nie pamiętała dnia, w którym śmiałą by się tak często.. a raczej pamiętała, ale wolała by został w przeszłości i nigdy już do niej nie wracał.
-Tylko dla mnie? W takim razie może nie tylko stanik poleci na scenę.. -odwróciła wzrok od chłopaka, oczywiście ciągnąć nadal swoją kokieteryjną grę. Nie chciała sie roześmiać, więc skupiła przez chwilę swój wzrok na czymś innym... do jej uszu dotarły kolejne słowa chłopaka, a mogła by ich słuchać cały czas. Była to miła odmiana, kiedy nie warczeli na siebie albo nie wyrażali chłodno swoich opinii na temat niedawnych igraszek. Zaintrygowało ją, co wedle Franza ona robiła wspaniale, więc wróciła do niego spojrzeniem.. akurat wtedy, gdy ten przybliżył się do niej na znikomą odległość. Kolejna fala ciepła przeszła przez jej ciało, a krew zaszumiała w uszach od swego wysokiego ciśnienia.
Delikatne muśnięcie, raptem trwające krócej niż sekundę wywołało spustoszenie w jej umyślę. Kącik ust drgnął do góry, a oczy posłały zagadkowe spojrzenie chłopakowi. Wspaniale całowała? W takim razie utwierdzi go w tym przekonaniu. Przybliżyła się i tym razem to ona musnęła usta chłopaka, co przypominało zapewne dotyk skrzydeł motyla.. specjalnie bawiła się jego nerwami, dolną wargą ledwie co przesuwając po jego ustach, dawkując nacisk na wargi w bardzo małych porcjach. Wiedziała, że go tym irytuje, że tak mu ucieka, tylko muskając jego wargi, ale chciała by ostateczny pocałunek dał wystarczające spełnienie. Tym razem cmoknęła delikatnie jego wargi... najpierw w kącik, następnie w środek... i drugi kącik. Czuła niesamowitą frajdę z tej małej gierki.. kusząc, a jednocześnie odbierając. W końcu jednak sama nie mogła się oprzeć pragnieniom i mocno zetknęła ich usta we właściwy już pocałunek. Rozchyliła lekko wargi, by móc pogłębić czułość i pozwolić, by ich języki zwarły się w bardzo sensualnym tańcu, w którym największą uwagę skupiało się na wręcz frustrująco wolnych ruchach, które i tak ekscytowały bardziej jak te gwałtowne. Jasmine położyła dłoń na szyi Kruegera, a drugą chwyciła go za krawat, chcąc go do siebie przyciągnąć. Miał być teraz bardzo blisko niej. I tak było, czuła ciepło jego ciała promieniujące na jej skórę.. zapach perfum uderzający do nozdrzy i przyprawiający o zawroty głowy... a panna Vane wzmocniła pocałunek. Zapomniała o całym świecie otaczającym ją i Franza w Trzech Miotłach. Liczyło się teraz tylko to, by go czuć.. by był najbliżej jak się da. Może ten pocałunek trwał tylko chwilę, raptem minutę... a może minął już grubo ponad kwadrans? Jasmine straciłą rachubę czasu, a i tak, gdy odsunęła się od twarzy chłopaka, miała wrażenie, że znów to było tylko muśnięcie.
-Mam nadzieję, że był chociaż w połowie tak dobry jak Twój występ. -znowu ucałowała usta Franza, tym razem krótko, jakby stawiała kropkę na końcu zdania. Puściła jego krawat, ale nie chciała dać spokoju jego szyi, którą nęciła opuszkami palców przez cały ten czas. Nie mówiła zbyt wiele.. bo tego nie potrzebowała. Smak pocałunku jeszcze trwał i nie chciała, by tak szybko minął. Może nie był to ostatni tego wieczora? W końcu pozwoliła by dłoń spłynęła po karku przez ramię do nadgarstka i wtedy właśnie Jas położyła ją na barze.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Pub Trzy Miotły   

 

Pub Trzy Miotły

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 10Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  Next

 Similar topics

-
» Pub Trzy Miotły
» Pub Pod Trzema Miotłami
» Festiwal Cieni - Trzy Beznogie Niziołki
» Miotły
» Sklep Magiczny

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Inne Magiczne Miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Ulica Główna
-