IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Salon   Sob Lut 15, 2014 7:49 pm


To centralne miejsce w trudno dostępnej chacie. W powietrzu unosi się standardowy kurz, okna są zabite deskami. Na środku pokoju stoi łóżko. Stare, zepsute. W rogu znajduje się mały stoliczek. Nawet tutaj widać na meblach ślady szponów bądź pazurów. Podłoga trzeszczy przy najlżejszym kroku.
Zobacz profil autora
Lord Voldemort
avatar
Czarny Pan
Data przyłączenia : 20/02/2014
Liczba postów : 41
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Gru 23, 2014 2:09 am

Wnętrze nie zachęcało, ale jemu to nie przeszkadzało. Nie chodziło teraz o wygodę, chociaż wchodząc do salonu z pogardą przesunął nogą połamane części krzesła. Jednym ruchem różdżki kanapa przybrała schludny i porządny wygląd, nawet nadawała się do wykorzystania. Voldemort obrócił się na pięcie i zasiadł na meblu, zrzucając z ramion płaszcz. Ogromny wąż uniósł swój trójkątny łeb i zaczął się prześlizgiwać na dalszą cześć kanapy. Przez chwilę nawet utkwił wzrok w Franzu.
-Nie zaatakuje bez rozkazu.-głos Czarnego Pana przerwał ten kontakt między uczniem, a zwierzęciem. Przez chwilę Voldemort wpatrywał się w ciemne oczy Franza, próbując coś z nich wyciągnąć. Czyżby wyczuwał niespełnioną chęć sprawdzenia się? Potrzebę chwały i sukcesów? Może nieco chorobliwą ambicję, tak znaną każdemu wychowankowi Węża?
-Dawno się nie widzieliśmy, nie znaczy to jednak, że Lord Voldemort o Tobie zapomniał. Bardzo mi się przydasz. Nawet nie wyobrażasz sobie, jak bardzo. -zaczął mężczyzna, machinalnie głaszcząc wężową skórę.
-Masz okazję wykazać się przede mną. Dowieść swojej wierności, która nigdy nie była przecież zachwiana, prawda? -to pytanie wydawało się przeciąć powietrze jak ostry nóż. Lord nie zamierzał się uzewnętrzniać na temat swoich przemyśleń na ten temat. Chciał zobaczyć reakcję chłopaka na jego słowa. Czy poczuł strach. Czy wykona zadanie z wierności czy może strachu.
-Na pewno znasz swojego nauczyciela Historii Magii, Vincenta Roginskiego? -zapytał dość lekkim tonem, wyjmując z kieszeni płaszcza fiolkę. Czarna ciecz przelewała się w niej bezwiednie.
-Wlejesz mu to do napoju. Tylko i wyłącznie. Jednak zrobisz to tak, by nikt się nie zorientował. Proste zadanie, a zyskasz sobie tym w moich oczach, Franz. -głos nie przekraczał normalnego tonu, ale we wnętrzu rozmówcy wydawał się krzyczeć. Fiolka w dłoni Voldemorta skrzyła i czekała na to, czy Krueger podejmie wyzwanie i ją weźmie.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 469
Skąd : Berlin

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Gru 24, 2014 1:25 am

Nie zawiódł się, nie było takiej opcji. Niezależnie od tego, jakie by nie były motywy Franza, i tak musiał się w tym miejscu pojawić. Przecież chciał coś znaczyć w nadchodzącej wojnie, chciał odegrać jedną z większych ról, choć jeszcze nie rozumiał, że tak naprawdę wziąłby nawet i najmniejszą, byleby panna Vane była bezpieczna. Chyba nadal nie potrafił jeszcze rozmówić się z samym sobą. Ślepo podążał za swoimi ambicjami i choć z jednej strony chronił Jasmine, z drugiej nie dopuszczał do siebie innych rozwiązań. Nadal tkwił w szponach okrutnego przeznaczenia, z których nawet nie starał się wyrywać. Można było powiedzieć, że płynął razem z prądem. Dlatego też powłóczył nogami, by podążyć za Voldemortem w głąb Wrzeszczącej Chaty. Nie odezwał się przy tym ani słowem. W milczeniu obserwował jak czarnoksiężnik otwiera jakimś zaklęciem drzwi, a później siada na kanapie ze swoim wężowym pupilem. Krueger nie miał nic przeciwko wężom. Cóż, w końcu gdyby miał, nienawidziłby godła swojego domu, a nie oszukujmy się, Tiara Przydziału z pewnością nie popełniła błędu, kiedy odesłała dzieciaka do Slytherinu. Chłopak z przykrością musiał jednak przyznać, że Nagini stanowiła wyjątkowo paskudny gatunek węża. Niemiec miał już okazję "poznać" ją wcześniej, przy okazji morderstwa swojej byłej dziewczyny i szczerze mówiąc, wolał zapomnieć o widoku śliniącej się na myśl o obiedzie bestii. Zresztą łypała zawsze na wszystkich swymi złowrogimi oczami, w których tkwiło coś przerażającego. Czego by jednak o niej nie powiedzieć, do wizerunku Czarnego Pana pasowała idealnie. Kolejna zabójcza broń w ręku najpotężniejszego czarnoksiężnika.
"Te słowa brzmią jak groźba" - przeszło Franzowi jedynie przez myśl, kiedy Voldemort mówił o swoim wężowym przyjacielu. Siedemnastolatek jednak nie miał zamiaru dawać temu, którego imienia nie wolno wymawiać żadnego powodu, dla którego on miałby sprawić swojemu zwierzakowi posiłek z ludzkiego mięsa. To nieodpowiednia pora, żeby umierać. Jeszcze nie.
- Tak, panie. - potwierdził podsuwaną mu przez Czarnego Pana sugestię. Czy zawsze był mu wierny? Jeżeli spojrzeć pod kątem jego czynów, nie można było mu niczego zarzucić. Jego myśli jednak często podążały w odwrotnym kierunku. Czy Voldemort już je poznał? Krueger nie miał o tym zielonego pojęcia. Tego dnia nie musiał się jednak silić na żadne sztuczki, z których korzystał podczas nauki oklumencji z panem Vane'em. Tego dnia był bowiem święcie przekonany, że stoi przed nim zadanie, które musi wykonać. Nie myślał o niczym innym, jak tylko o jego treści. Zdradzić mogły go więc tylko wspomnienia, ale czy siedzący przed nim czarnoksiężnik zadawał sobie tyle trudu, by spenetrować najskrytsze zakamarki jego umysłu, czy może skoncentrował się jedynie na tym, co działo się w głowie chłopaka "tu i teraz"?
- Tak, panie. - powtórzył te same słowa, kiedy Tom Marvolo Riddle zapytał o Vincenta. Jak mógłby go nie znać? Przez jakiś czas mężczyzna był przecież opiekunem Slytherinu. Poza tym całkiem w porządku był z niego gość. Ślizgonom, na swoich zajęciach, zawsze odpuszczał. Nawet można było się z nim napić szklaneczki whiskey w gabinecie, gawędząc o czymkolwiek się tylko zamarzyło. Franz darzył go sympatią, ale nie był do niego aż tak przywiązany jak niektórzy wychowankowie Domu Węża, którzy spędzali u niego niemal każdy wieczór. Może nawet i lepiej, bo niemiecki czarodziej rozumiał do czego zmierza ta rozmowa. Patrzył uważnie na znajdującą się w dłoni czarnoksiężnika fiolkę i choć nie miał pojęcia, jaki eliksir w sobie zawiera, okoliczności, jak i jego czarna barwa, przypominały mu o cieczy podobnej w swych właściwościach do Wywaru Żywej Śmierci.
- Możesz na mnie liczyć, panie. - rzucił dopiero po chwili namysłu nad tym, w jaki sposób niepostrzeżenie upoić Rogińskiego eliksirem, pozostawiając gdzieś poza rozmyślaniami moralne aspekty zamierzonego czynu. Wpadł nawet dość szybko na pewną ideę, która wiązała się z wykorzystaniem jednej z największych słabości profesora. Podszedł więc zaraz parę kroków bliżej i złapał zdecydowanym ruchem za fiolkę, chowając ją do kieszeni marynarki. Przyjął tym samym wyzwanie, a raczej zleconą mu misję.

_________________

This is all I ever wanted for You, Jas. For both of us.
Zobacz profil autora
Lord Voldemort
avatar
Czarny Pan
Data przyłączenia : 20/02/2014
Liczba postów : 41
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Gru 26, 2014 1:53 am

Lord Voldemort nie miał w zwyczaju analizować zachowań swoich popleczników. Ba, nawet nie miał na to najmniejszej ochoty. Nie interesowała go przeszłość, teraźniejszość, a nawet bliska przyszłość jego zwolenników. Każdy był dla niego kolejnym pachołkiem, którego zadaniem było wykonać jego rozkaz. W dążeniu do nieśmiertelności i chwały liczyło się tylko jedno nazwisko, jedna persona. Czarny Pan wykorzystywał ich wszystkich jako kolejne stopnie w swoich schodach do szczytu, nie przykładał wagi do ich uczuć i życia. Byli mu potrzebni tylko przez chwilę, co ważniejsi stawali u jego boku, ale też w końcu tracili na wartości. Nie czuł wobec nich niczego co mogło nosić miano pozytywnego uczucia. On nie znał pozytywnych uczuć. Franz również miał mu się przysłużyć do celów związanych ze szkołą. Miał Evana oraz Regulusa, ale ten tutaj miał się wykazać, dowieść swojej wierności. Voldemort machinalnie głaskał wężowe, przyjemne w dotyku ciało. Zimne łuski prześlizgiwały się pod opuszkami jego bladych palców. Obserwował uważnie zachowanie Franza. Nie zadawał sobie trudu o poznanie jego wspomnień. Od chłopaka biła chęć sprawdzenia się, może odrobina strachu? Czy może to był smutek? Obojętnie co kierowało Franzem, podjął wyzwanie. Voldemort minimalnie uniósł prawy kącik ust.
-Gdy wykonasz swoje zadanie dasz mi znać. Nie listem ani się nie spotkamy. Wyczarujesz nad Hogwartem Mroczny Znak. -czerwone oczy Voldemorta przeniosły się na lewe przedramię chłopaka. -Gdy wszystko się powiedzie, taki sam znak znajdzie się na Twojej ręce. Jako uznanie ze strony Lorda Voldemorta i zaszczyt. -wzrok wrócił do ciemnych ocząt Franza. Wstał, narzucając na nowo płaszcz na swe ramiona. Nie spojrzał nawet na Franza, gdy go mijał. Jeśli chłopak wyszedł zaraz za nim, to i tak by go nie spotkał... Na zewnątrz mogła powitać Niemca wyłącznie cisza.

z.t.x2
Zobacz profil autora
Mistrzyni Sophie
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 232

PisanieTemat: Re: Salon   Nie Maj 15, 2016 11:15 pm

Zakładnik: Claire Annesley
Śmierciożercy: Mary Watts (w masce)
Ekipa ratunkowa: Kenneth Watts, Madeline Kerry

***Event***
Wieczorną wyprawę stażystki Astronomii z Claire przerwała wizyta zamaskowanych Śmierciożerców. W bezpośrednim starciu nie miały najmniejszych szans. Ostatkiem sił udało się kobiecie rzucić zaklęcie patronusa, które pognało do szkoły z wiadomością, że je porwano. Za ten akt samowolki została potraktowana ostrym zaklęciem Cruciatus, które odebrało jej świadomość. Patronus ten napotkał trójkę nauczycieli - Kennetha Wattsa, Iwana Dobreva oraz Alexa Halla. Watts wiedziony instynktem sam wysłał swojego srebrnego pomocnika do osób, które przyszły mu na myśl - do Lorcana oraz Aleca, a także Madeline Kerry. Pomoc medyczna była nieunikniona.
Claire została doprowadzona do salonu w Wrzeszczącej Chacie przez zamaskowaną kobietę. Towarzyszył jej wilkołak, który na widok Puchonki intensywnie się ślinił. Czas uciekał.

Odpisy co 48 godzin.

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.
Zobacz profil autora
Mary Watts
avatar
Śmierciożerca
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Salon   Pon Maj 16, 2016 2:07 am

Wola Czarnego Pana była absolutem – wiedział o tym każdy, kto miał choć raz okazję doświadczyć jego potęgi, czy obserwując z daleka, czy też dostępując zaszczytu znajdowania się z nim w jednym pomieszczeniu i bycia choć przez chwilę obiektem jego uwagi. Cokolwiek by nie myślała o planach swojego pana, Mary nigdy nie ośmieliłaby się im przeciwstawić. Na szczęście jej wierność nigdy nie została wystawiona na próbę tak srogą, by choć zaczęła rozważać odwrócenie się od mrocznego lorda – jego plany i ich możliwe skutki zawsze radowały śmierciożerczynię, zachęcając, by w wykonywanie każdej, najmniejszej nawet misji angażowała cały swój spryt i umiejętności.
To, że tym razem przeprowadzenie planu Lorda Voldemorta zakładało przynajmniej jedną ofiarę czystej krwi, niespecjalnie wzruszyło panią Watts – skryta za maską zerknęła tylko ku porzuconej w kącie nastolatce, w żaden sposób nie dając rozpoznać, że mogła ją znać, lub chcieć chronić. Choć prawdę powiedziawszy, śliniący się stwór zapewne niewiele byłby w stanie wywnioskować po subtelnych znakach wysyłanych przez drgnięcia kobiecego ciała – gdyby się jakieś pojawiły, gdyby Mary nie zmieniła się w lodową skałę, całkowicie odpychając od siebie wszelkie uczucia i pozostawiając tylko rozsądek mogący doprowadzić do zwycięstwa. Powinna się przygotować – ta parszywa szlama zdążyła przecież wysłać patronusa do szkoły, a to znaczyło, że prędzej czy później ktoś pojawi się we Wrzeszczącej Chacie. Jeśli to Mary decydowałaby o przebiegu całej operacji, natychmiast zarządziłaby teleportację z zakładnikami w nowe miejsce, gdzieś, gdzie aurorzy nie zaczęliby dyszeć im w karki, ale wobec woli Voldemorta mogła się tylko ugiąć i wykonać polecenie. Zostanie tutaj, a każdemu kto spróbuje przejść przez próg pomieszczenia i nie będzie posiadał Mrocznego Znaku na ramieniu, zgotuje piekło. Przecież potrafiła. Nie trapiła się byciem rozpoznaną – obszerna, ciemna szata oraz maska identyczne u wszystkich popleczników Czarnego Pana zapewniały jej anonimowość i tylko głos... Głos. Uniosła różdżkę do gardła, niewerbalnie rzucając zaklęcie, które miało go zmienić nie do poznania, zmienić w skrzekot staruszki kojarzący się nieprzyjemnie z paznokciami sunącymi po tablicy.
- Waruj – warknęła nagle, gdy towarzyszący jej wilkołak zaczął powoli przysuwać się do do spętanej zaklęciem i zakneblowanej Claire Annesley, jakby sądził, że Mary niczego nie zauważy. - Jeśli zobaczę, że zbliżasz się do niej przed czasem, twoja śmierć nie będzie szybka.
Groźba nie była wymyślna ani szczególnie imponujący, ale pani Watts nie rzucała słów na wiatr – jeśli wilkołak się jej sprzeciwi, zabije go bez mrugnięcia okiem. Te konkretne bestie były akurat bardzo łatwe do rozmnożenia, Czarny Pan mógł ich mieć całe zastępy. Zaraz jednak inna myśl wysunęła się na pozycję tej priorytetowej – strategia. W tym przecież była najlepsza, nigdy nie lubiła otwartej walki, w której nie posiadała żadnych dodatkowych atutów, tej swoistej i nie do końca czystej przewagi.
Pierwszym, co zrobiła, było podejście bliżej przydzielonego jej wilkołaka – maska śmierciożercy na szczęście ukrywała wykrzywioną w nieprzystojnym grymasie twarz, gdy unosiła różdżkę, rzucając na bestię zaklęcie kameleona, które stopiło ją z otoczeniem.
- Zaczaj się przy drzwiach w kącie, zaatakujesz dopiero, kiedy ci każę – poleciła, zaraz zajmując się rozmieszczaniem w różnych miejscach przemyślnych pułapek podobnych działaniem do mugolskich min. Klątwy miały za zadanie wypalać, gdy ktoś nieumyślnie dotknął miejsc, w których zostały zakotwiczone, rozpraszając koncentrację i sprawiać problemy ze wzrokiem – słysząc zbliżające się głosy z zewnątrz, nie miała czasu, by pokusić się o coś wymyślniejszego. Powróciwszy do swojej zakładniczki, otoczyła się wraz z nią zaklęciem Contrprotego, nie zerkając już więcej w kierunku rudowłosej Puchonki, nie sprawdzając w żaden sposób, jak dotkliwie została poturbowana i niczego nie zmieniał fakt, że nie tak dawno przyszła do Trzech Mioteł wraz z Benem, trzymając go za rękę. Stanowiła element wymienny, coś co można by Krukonowi zastąpić, jeśli tylko odpowiednio do tego podejść i w oczach Mary zwyczajnie nie zasługiwała na to, by darzyć ją specjalnymi względami. Dla syna zrobiłaby wyjątek, zaryzykowała, ale nie dla przypadkowej dziewczyny, nawet jeśli łączyło ją z nim coś więcej niż przyjaźń. Coś więcej. Jak to żałośnie brzmiało... Kiedyś była jeszcze na tyle naiwna, by wierzyć w podobne farmazony, ale już nie. Od dawna nie. Pewnie trzymając różdżkę w dłoni, ostatni raz powiodła spojrzeniem po pomieszczeniu, upewniając się, że wszystko wyglądało zwyczajnie i czekała na nadejście przeciwnika.
Zobacz profil autora
Kenneth Watts
avatar
Nauczyciel
Data przyłączenia : 25/12/2015
Liczba postów : 56
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Maj 17, 2016 11:35 pm

Musiał przyznać, że dzisiejsza kolacja należała do wybornych. Jak nigdy Ken został na posiłek w szkole. Zwykle wracał do domu, wygodnego fotela, kochanej żony i ulubionych kapci, lecz tym razem Arturia wybyła na babską noc do koleżanek, a Watts nie miał lepszych planów niż spędzenie trochę czasu z kolegami. Ledwie wyszli z Wielkiej Sali, chociaż ich posiadówka trwała do późrznych godzin nocnych, natrafili na srebrną owieczkę. Watts przyjrzał się jej uważnie, starając się pojąć jej pochodzenie. Nie dane mu było dłużej się nad tym zastanawiać, gdyż patronus przemówił głosem przerażonej stażystki astronomii. W te pędy w trójkę wybiegli ze szkoły, kierując się za patronusem. Zaprowadził ich aż do Wrzeszczącej Chaty, nim się rozpłynął w powietrzu. Nie pozostawało nic innego jak rozejrzeć się tam i tu. Watts wstrzymał towarzyszy przed wejściem do Chaty. Kucnął przy drodze. Wyraźnie dojrzał świeże ślady stóp. Większych i nieco mniejszych.
-Będzie potrzebne wsparcie. -mruknął do mężczyzn. Wyjął różdżkę i podążył na wprost drzwi. Alex i Iwan rozbiegli się, natomiast Ken postanowił zostać tam, gdzie był. Na parterze były drzwi prowadzące do salonu. Biorąc przykład z kompanów, wyciszył swoje kroki i przybliżył się do drzwi. Co go tam czekało? Powinien był zrobić jakiś rekonesans...
-Petrificus Totalus! -ryknął, kierując czar na osobnika w masce. Jeden rzut oka pozwolił, aby serce przestało mu bić. Wszędzie by poznał te rude loki.
Claire Annesley. Dlaczego u diabła to musiałaś być Ty?!
Odzyskując zdolność logicznego myślenia rzucił się za ogromny kredens, aby nie oberwać ewentualnym kontratakiem.
Zobacz profil autora
Mistrzyni Sophie
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 232

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Maj 18, 2016 12:40 am

Nagłe wtargnięcie Kennetha zaszokowało wilkołaka na tyle, że nie zdążył zareagować. Zaklęcie chybiło, ale ogromny mebel zwalił się z łoskotem na niego. Rozległ się ogłuszający ryk bólu i wściekłości. Przez jakiś czas był uziemiony, ale co z drugą osobą? Czy Kenn tak szybko zadziała wobec Mary? Claire schowana w kącie pokoju była ledwie żywa ze strachu. Jakakolwiek próba uwolnienia się wymagała ostrego przedmiotu lub drugiej osoby. Na razie jej jedynym towarzyszem był sporej wielkości pająk, który zaczął wchodzić po jej ręce w kierunku szyi.

***
Kenneth
6-5 - zaklęcie trafia bezbłędnie w wilkołaka, przez co leży oszołomiony na podłodze.
4-3 - zaklęcie chybia, ale rykoszet przewraca starą biblioteczkę na wilkołaka.
2 - zaklęcie chybia, ale rykoszet rozbija lustro za wilkołakiem, raniąc go odłamkami.
1 - zaklęcie chybia.

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.


Ostatnio zmieniony przez Mistrzyni Sophie dnia Sro Maj 18, 2016 1:27 am, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Maj 18, 2016 12:40 am

The member 'Mistrzyni Sophie' has done the following action : Dices roll


'6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Madeline Kerry
avatar
Uzdrowiciel
Data przyłączenia : 04/04/2016
Liczba postów : 13
Skąd : Centrum Galway

PisanieTemat: Re: Salon   Sro Maj 18, 2016 9:31 pm

To chyba cud sprawił, że dzisiejszego wieczoru zawitała do Hogsmeade. To, że musiała odwiedzić starą przyjaciółkę, by opowiedzieć jej o zaręczynach z Riley'em było zwyczajnym zrządzeniem losu. Ale przecież nawet nie doszła do drzwi domu przy jednej z bocznych ulic, który znajdował się wcale nie tak daleko Wrzeszczącej Chaty. Może i nie było to bliskie sąsiedztwo, ale z pewnością z tej odległości dało się dostrzec białe postacie wędrujące w stronę szkoły, a jeden z nich kierował się ewidentnie na spotkanie z nią samą.
Patronusy.
Serce Madeline stanęło na kilka długich sekund, po których dziewczyna zacisnęła dłonie na różdżce i teleportowała się pod wejście do domu, w którym podobno straszy. Cokolwiek działo się w środku jej obecność na pewno była obowiązkowa. Ktoś potrzebował pomocy, a panienka Kerry z racji wrodzonej empatii nie potrafiła tej pomocy odmówić.
Z bijącym szybko sercem podeszła do drzwi i dostrzegła znikające z jej widoku plecy kogoś, jakiegoś mężczyzny, który właśnie wykrzykiwał zaklęcie i ewidentnie robił unik. Właśnie tam skierowała swoje kroki. Bała się, oczywiście, że się bała. Jej strach rósł z każdym dotknięciem podeszwy o brudną podłogę korytarza więcej i nic nie wskazywało na to, by nie miała ku niemu podstaw. Była tylko psychiatrą, nie bohaterką. Oczywiście, że przysięgła walczyć ze sługami Voldemorta ale nie oznaczało to, że będzie robić to bez żadnych emocji. Cholera jasna, że też nie miała przy boku Riley'a! On by wiedział co robić. On by... Serce Madeline zamarło na dobre. Gdy dotarła do drzwi salonu dostrzegła, że to Claire, siostra jej narzeczonego rzucona w kąt ewidentnie potrzebowała pomocy. Nie miała wiele czasu i chyba tylko element zaskoczenia sprawił, że jeszcze żyła. Kątem oka dostrzegła Kennetha, chowającego się za starym kredensem i nie wiele myśląc pomknęła ku niemu, rzucając jeszcze w stronę zamaskowanej postaci szybkie zaklęcie.
- Drętwota!
Błysk światła i już nie było panny Kerry na progu salonu. Opierała się za to plecami o drzwiczki kredensu i wpatrywała szeroko otwartymi oczami w Wattsa. Co tu się dzieje, zdawały się pytać. A jednocześnie wyrażały też - cholera, to Claire!
Zobacz profil autora
Mary Watts
avatar
Śmierciożerca
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Maj 20, 2016 1:49 pm

Głupie zwierzę.
Mary mimo wszystko nie pokładała wielkich nadziei w towarzyszącym jej wilkołaku, w razie potyczki planując wykorzystać go głównie jako mięso armatnie, ale żeby już na samym wstępie, choć się przygotowała, mieć takiego pecha? Liczyła na to, że rzucone przez nią Contrprotego odbije czar w rzucającego... Którym nota bene okazał się jej szwagier – śmierciożerczyni syknęła pod maską na widok Kennetha, klnąc w duchu na jego talent do pakowania się wszędzie tam, gdzie nie powinien się znaleźć. Zawsze taki był, niech go hipogryf kopnie. Choć czy nie działało to w pewien sposób na korzyść Mary? W końcu miała okazję zabić tego zdrajcę krwi, nie ściągając ku sobie żadnych podejrzeń.
- Protego Socii – rzuciła odruchowo, gdy w progu pomieszczenia pojawił się ktoś jeszcze, zaraz uskakując dokładnie w to samo miejsce, co Kenneth. Twarz młodej kobiety nie mówiła pani Watts absolutnie nic, nie przeszkadzało to jednak w niczym – skoro ją zaatakowała, opowiadając się po tej drugiej stronie, nie było żadnych wątpliwości, że można ciskać w nią Avadami. Mając oboje przeciwników w jednym miejscu, zwróciła najpierw wzrok w miejsce, gdzie powinien stać jej niewidzialny wilkołak, ciskając niewerbalnym Reducio w przygniatający go kredens, by zmniejszyć rozmiar mebla i uwolnić bestię. Jeśli jej się to udało, nakazała mu atakować Madeline i Kennetha, samej bez względu na wynik działania zaklęcia, wycelowując Bombardę Maximę w ich zasłonę. Chwycenie Claire za ramię, ostre szarpnięcie jej w górę i użycie jak żywej tarczy przyszło zupełnie naturalnie, podobnie jak i ciśnięcie czarnomagicznego Cutis, jeśli któryś z przeciwników się odsłonił.
Zobacz profil autora
Claire Annesley
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 02/09/2015
Liczba postów : 338
Skąd : Galway, Irlandia

PisanieTemat: Re: Salon   Pią Maj 20, 2016 8:21 pm

To nie tak. To zupełnie nie tak. Czegoś takiego nie było w planach, to nie... Gdy umawiała się na dodatkową, prywatną lekcję z panną Guardi, nie brała pod uwagę, że to się tak skończy. Gdy decydowała się na poświęcenie jednego wieczoru nie na raczenie się towarzystwem Bena, a na dokarmianie swych ambicji prymuski, spoglądanie w niebo i rozszyfrowywanie kolejnych konstelacji gwiazd, nie uwzględniała tego, że może skończyć tutaj. We Wrzeszczącej Chacie. Ze Śmierciożercami.
Nie była głupia i nie szarpała się. Nazbyt dobrze wiedziała, że jej nie puszczą - i nazbyt dobrze zdawała sobie sprawę z tego, jak spogląda na nią ten drugi. To nie był wzrok człowieka, to było.. Zwierzę. Drapieżnik, po prostu głodny drapieżnik. To spojrzenie paraliżowało, pozbawiało tchu. Choćby nawet chciała, choćby nie krępowało jej zaklęcie - i tak nie mogłaby się ruszyć.
Jak jednak miałaby chcieć? Klara nie była odważna, nie aż tak. Nie potrafiła schować lęków do kieszeni i w iście heroicznej postawie walczyć o swe dobro. Nie, ona mogła tylko siedzieć i czekać, dygocząc ze strachu. Próby uwalniania się nawet przez myśl jej nie przeszły, bo wszystko zdominowało ślepe przerażenie, tak silne, że nawet nie zauważyła pająka - pająka, którego w normalnych okolicznościach z pewnością również by się bała i uciekała od niego z piskiem. Teraz jednak było więcej rzeczy, które przerażały bardziej, znacznie bardziej.
Gdy towarzystwo powiększyło się o kolejne dwie osoby - tym razem stojące po odpowiedniej stronie barykady, tej samej, po której znajdowała się również Claire - nie od razu zorientowała się, z kim ma do czynienia. Dopiero porwana przez Mary, przysposobiona do roli żywej tarczy, dopiero po szybkim, gwałtownym oddechu wypełniającym jej nozdrza charakterystycznym, aczkolwiek trudnym teraz do nazwania zapachem (zioła, z pewnością, ale jakie? lecznicze?) - dopiero wtedy zdała sobie sprawę, kogo widzi. I jak profesor Watts na moment zatrzymał jej serce, tak widok Madeline wymusił przywrócenie serca do pracy niemal siłą, bo niechętny mięsień nie chciał drgnąć.
Annesley mogła panny Kerry nie lubić. Mogła uważać, że ta kradnie jej brata, że nie nadaje się, by wejść do ich rodziny, że... Mogła mieć naprawdę wiele argumentów. Ale teraz nic z tego nie miało znaczenia. To, że Claire szarpnęła się w rękach Mary - to odruch. To, że z jej gardła wydarł się stłumiony, zduszony kneblem krzyk - zapewne coś w stylu uciekaj! albo ani się waż, nie próbuj nawet walczyć, Maddie! - to też przyszło samo, całkiem naturalnie, niezależnie od codziennej, teoretycznie niewzruszonej awersji.
Madeline. Ukochana Riley'a. Na Merlina, nie, nie mogła próbować, nie mogła ryzykować, nie mogła tak po prostu wystawiać się na... Gdzieś w tym wszystkim szarpnęła się jeszcze raz, chwilowo jednak niewiele mogąc zdziałać.
Zobacz profil autora
Mistrzyni Sophie
avatar
Mistrz Gry
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 232

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Maj 21, 2016 11:57 pm

Mary nie czekała na fanfary, od razu rzucając morze zaklęć.
Pomyślnie wyczarowana tarcza chroniła ją przed Drętwotą Maddie, chociaż i tak jej czar poleciał w powietrze. Reducio rzucone w pośpiechu na kredens nie podziało, na co odpowiedział wściekły ryk wilkołaka. Nie spoczywając na laurach, Mary wysadziła w powietrze podłogę obok komody, przez co mebel wraz z czarodziejami. Został mocno odepchnięty i przewrócił się, odsłaniając napastników. Kenneth pierwszy rzucił się do ataku, lecz Mary zdążyła już uderzyć go Cutis, który uderzył go w rękę. Jęknął z bólu, spowodowany odpadaniem skóry. Był przyzwyczajony do bólu poparzenia przez jady, toksyny i smoczy ogień. To było podobne. Nie miał zamiaru się poddawać.

Claire miała niespętane nogi, a tak się złożyło, że los podsunął jej pod stopy kawałek drewna z rozwalonego mebla. Gdyby dobrze został kopnięty w łydkę Mary, mógł by ją trochę rozproszyć. Czy Puchonka skorzysta z okazji? Czy w całym tym zamieszaniu da radę wymanewrować stopami na tyle, aby dobrze wycelować? A może wymyśli coś innego?
***
Protego socii:
Parzyste - działa
Nieparzyste - działa

Reducio:
6-5 - cały kredens zniknął
4-3 - połowa kredensu znikła
2-1 - zaklęcie nie podziałało

Bombarda:
6-4 - zaklęcie wyrzuca w powietrze komodę, raniąc Kena i Maddie odłamkami
3-2 - zaklęcie odpycha mocno komodę oraz ludzi za nią, gdyż trafią obok mebla
1 - zaklęcie wysadza całą ścianę za aurorami

Cutis:
6-5 - zaklęcie trafia w Kena
4-3 - zaklęcie trafia w Maddie
2-1 - zaklęcie chybia

Kostka anulowana
Kenneth:
Contrprotego
6-5 - zaklęcie odbija klątwę Mary w nią samą
4-3 - zaklęcie odbija klątwę Mary w przestrzeń
2-1 - Ken nie zdąża podnieść tarczy


Maddie:
6-4 -zaklęcie trafia w Mary
3-1 -zaklęcie chybia

Post MG będzie w poniedziałek (chyba, że bardzo będziecie chcieli wcześniej).

_________________
1. Decyzja i wola Mistrzyni jest ostateczna i nieodwołalna!
2. Mistrzyni ma swoje życie i każde poganianie jest niemile widziane.
3. Gdy tylko ktoś Cię zablokuje lub zrobi się nudno - zawołaj na PW.
4.Jeśli okaże się, że ktoś inny Cię odratuję lub zmienisz zdanie - napisz na PW!
5. Każde igranie z Mistrzynią skończy się dla Ciebie bardzo źle!
6. Propozycje rozwinięć sytuacji to tylko propozycje - nie jest powiedziane, że Mistrzyni ich posłucha w 100%.


Ostatnio zmieniony przez Mistrzyni Sophie dnia Nie Maj 22, 2016 12:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Site Admin
avatar
Admin
Data przyłączenia : 27/10/2013
Liczba postów : 690

PisanieTemat: Re: Salon   Sob Maj 21, 2016 11:57 pm

The member 'Mistrzyni Sophie' has done the following action : Dices roll


'6-ścienna' :
Zobacz profil autora
Mary Watts
avatar
Śmierciożerca
Data przyłączenia : 21/02/2015
Liczba postów : 59
Skąd : Szkocja

PisanieTemat: Re: Salon   Wto Maj 24, 2016 12:45 pm

Dwójka jej przeciwników okazała się irytującymi indywiduami, które nie chciały dać się grzecznie wysadzić w powietrze i mimo przewagi liczebnej nie korzystali z niej tak, jak mogliby. Irytujący i niekompetentni, co za połączenie.
Syknięciem i mocniejszym zaciśnięciem palców na ramieniu Mary upomniała swoją zakładniczkę, że szarpanie się nie było w dobrym tonie, jeśli stało się na pozycji ofiary, zaraz przytknęła też różdżkę w zagłębienie między żuchwą a szyją panny Annesley, rzucając ostro:
- Somitomortis.
Nieważne co się stanie, dziś śliczna Puchonka śnić będzie jedynie koszmary. Nie ona była teraz jednak najważniejsza, bo choć śmierciożerczyni używała jej w charakterze żywej tarczy, najwyraźniej nie osłabiło to entuzjazmu zranionego przed chwilą Kennetha. Musiała to przyznać przed samą sobą, widok odpadającej mu z ręki skóry był bardzo, bardzo satysfakcjonujący. Ponawiając próbę zmniejszenia mebla, który przygniótł wilkołaka, Mary jeszcze raz rzuciła w niego Reducio, zaraz znów przenosząc wzrok na dwójkę przeciwników – zamiast próbować własnoręcznie ich pozabijać, miała lepszy plan. Pierwsze dwa zaklęcia przeznaczone były dla drugiego Wattsa:
- Falsum Hostium. Imperio.
Nawet gdyby jedno z nich nie zadziałało przez nieuwagę spowodowaną zamieszaniem, Mary miała jeszcze pod ręką rozstawione wcześniej klątwy – dwie z nich pobłyskiwały niewyraźnie na drodze, jaką Kenneth musiałby przebyć, żeby okrążyć kobietę i nie trafić trzymanej przez niej Claire. Jeśli klątwa Imperiusa zadziałała, pani Watts nakazała szwagrowi atakować Madeline, a najlepiej wyrwać jej różdżkę i pozbawić przytomności. W stronę panny Kerry natomiast powędrowało zaklęcie Decursus mające za zadanie wmówić jej, że jej najbliższa rodzina została brutalnie zamordowana właśnie przez stojącego nieopodal Kennetha.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Salon   

 

Salon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Mały salon
» Główny Salon
» Pokój Dzienny - Salon II - Parter
» Salon z kuchnią
» Studio Piercingu i Tatuażu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Inne magiczne miejsca
 :: 
Hogsmeade
 :: Wrzeszcząca Chata
-