IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Kiss me - I'm Irish!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Kiss me - I'm Irish!   Pon Lip 21, 2014 8:25 pm

Opis wspomnienia
Wielkie irlandzkie święto rodziny Lucasa. A jak je spędzić jak nie z sympatią o równie irlandzkim pochodzeniu?
Osoby:
Resa Anderson, Lucas Shaw
Czas:
Lipiec 1977
Miejsce:
Irlandia, dom Lucasa







Piętrowy dom usytuowany na wspaniałym, irlandzki wzgórzu. Nieopodal rozciągają się zielone wzniesienia i las, który jest tylko przykrywką dla głowy rodziny. Pan Shaw zajmuje się leczeniem magicznych stworzeń, w tym smoków, które po kuracji odsyłane są do Smoczej Kolonii w Rumunii.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Pon Lip 21, 2014 8:39 pm

Poranek zbudził do życia Lucasa nie tylko dla tego, że miała się dzisiaj odbyć rodzinna impreza. Za parę godzin miała pojawić się tutaj Resa. Na samą myśl o niej uśmiechał się szeroko i podśpiewywał pod nosem. Mama Lucasa śmiała się z niego i czochrała go po włosach, kiedy gotowała wielki gar gulaszu. Z racji ładnej pogody cała uroczystość miała się odbyć na zewnątrz. Pan Shaw osobiście wraz z braćmi rozstawiał wielkie namioty na wzgórzu i ustawiał stoły. Luc oberwał szmatką po głowie, kiedy zlizywał zielony lukier z tortu, który był przystrajany przez jedną z ciotek. Oczywiście wszędzie było mnóstwo ludzi, cała rodzina, dziadkowie, wujkowie, kuzyni... w tym pięcioletnia Mia, która co chwila zaczepiała Lucasa i przypięła mu do zielonej koszuli wielką koniczynkę, która śpiewała "sto lat!". Luc wziął ją na barana i zaczął z nią biegać po wzgórzach, ku uciesze małej. Dziadek zapuścił właśnie irlandzką muzykę z wielkiego gramofonu i zagadywał syna, czyli ojca Lucasa o najnowszy okaz smoka, który mu się trafił do leczenia. Miał uszkodzone skrzydło, które wymagało specjalnej protezy. Teraz dochodził do siebie. Luc puścił Mię i spojrzał na zegarek. Za niedługo miała pojawić się Resa..
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Czw Sie 07, 2014 8:56 am

Była przygotowana na to dziwne uczucie, a jednak spowijająca ją ciemność kominka i tak jak zwykle niemile ją zaskoczyła. Podróżowania tym sposobem dawało wiele możliwości, ale trudno powiedzieć by był to najwygodniejszy środek transportu. W końcu jednak znalazła kominek, którego szukała i z prychaniem i kaszleniem wyszła z klaustrofobicznej ciemności, tym samym stając na dywaniku w salonie Lucasa.
Jeśli by teraz na nią spojrzeć w życiu nikt by nie powiedział, że dziewczę to przyszło na imprezę. Rozczochrane włosy, policzek umazany sadzą i przybrudzony zawartością sieci fiuu dres nie wyglądały najlepiej. Jedynie mała torebka, którą teraz wyjęła spod bluzy, pod którą jeszcze przed chwilą przytulała ją do siebie, świadczyła o powodzie dla którego znajduje się w tym domu.
- Teleportacja na pewno byłaby lepsza. - mruknęła pod nosem i kaszlnęła jeszcze dwa razy, a potem głośniej dodała - Lucas?
Nie bardzo wiedziała co ma ze sobą zrobić. Z jednej strony nie chciała stać w miejscu jak sierotka, z drugiej była w nowym dla siebie miejscu. Bezradnie zamachała rączkami, rozejrzała się i wtedy go zauważyła.
- Luc? Dobrze znowu cię widzieć. - Wchodził właśnie do przytulnego salonu, a na jego twarzy jak zwykle rozlał się uśmiech, który pojawiał się zawsze kiedy go widziała. A może wtedy kiedy to on widział ją? Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Jej kąciki ust również powędrowały ku górze, a chwilę po tym jak zwykle wisiała mu na szyi, przytulając się na powitanie.
- Chyba trochę się spóźniłam? - zerknęła na zegarek chłopaka, jednak kąt nie pozwalał jej dobrze odczytać godziny.
Wydawała się być zupełnie nie świadoma swojego żałosnego wyglądu.
Pewnie już zapomniała.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Nie Sie 10, 2014 12:16 am

Jego zniecierpliwienie udzielało się w każdej czynności, jakiej dokonywał. Co chwila spoglądał na zegarek i odliczał minuty. Obiecywał sobie, że nie będzie się zdradzał swoim zachowaniem wobec Resy. Nie pozwoli, by ktokolwiek odkrył jego tajemnicę, którą skrywał od tak dawna. Im jednak dłużej znał Resę, ukrywane prawdziwych uczuć wydawało się coraz trudniejsze.. gdy tylko widział jej uśmiech, cały świat przestawał istnieć. Gdy jakiś chłopak przytulał ją lub chociażby dotykał, zaciskał dłonie w pięści i przez zaciśnięte zęby witał się z jegomościem. Nie chciał się nią dzielić, ponieważ każdy z nich mógł mu ją zabrać. Dziwne, że nigdy nie miał problemów z kobietami, zawsze dość odważnie zdradzał się ze swoimi zamiarami, a jednak... Anderson powodowała, że zapominał języka w gębie. Jej roziskrzony wzrok czarował Lucasa lepiej niż Imperius i po prostu... rozmowa schodziła na inny temat. Po prostu się bał. Zasłużył sobie na to, aby złączyła ich przyjaźń, no ale.. jak ona nie odwzajemnia jego uczuć? Zniszczy wszystko i nawet jako przyjaciółki nie będzie jej miał koło siebie. Mijały dni, miesiące, lata... ale frustracja nie milkła. Coraz częściej denerwował się przy Resie, gdy te ważne słowa chciały opuścić krtań i wybrzmieć..
W końcu wybiła godzina zero. Lucas postawił na ziemi Mię i wszedł do domu. Resa miała przybyć siecią Fiuu. Nerwowo przeczesał nieco i tak zmierzwione włosy. Przekroczył próg salonu akurat, gdy do środka wpadła Resa. Na jego twarzy pojawił się uśmiech rozbawienia. Wyglądała bardzo uroczo umorusana sadzą i nieco zakłopotana.. ale nadal piękna. Ciepło owiało serce Lucasa, które zaczęło szybciej bić.
-Ciebie również, Popiełku. -zażartował na jej widok i ochoczo przytulił ją do siebie. I po raz kolejny, gdy ją przytulał nie mógł utrzymać emocji na wodzy, przez co gest był może nazbyt czuły. Odsunął się w końcu od przyjaciółki i kciukiem starł jej sadzę z policzka.
-Gwiazda wieczoru się nie spóźnia, to goście są za wcześnie. -mrugnął do niej. Coś małego ciągnęło go za spodnie. Nie musiał zgadywać. Kucnął i złapał Mię w pasie. Włożył ją sobie pod pachę, ku jej ogólnej uciesze.
-To małe, wrzeszczące coś to moja kuzynka, Mia. Chodź, zaprowadzę Cię do pokoju, który zajmiesz. Wyglądasz trochę jak kominiarz. -zażartował i poprowadził ją na piętro, gdzie czekał gotowy pokój gościnny. -Czekam za drzwiami. -rzucił, zatrzymując się przed progiem. Postawił małą na podłodze. Dziewczynka spojrzała na Lucasa.
-Kto toooo? -zapytała.
-To moja przyjaciółka, Resa. Jest bardzo miła. -westchnął Lucas.
-Zaaaaakoooo....-zaczęłą mała, ale Luc zamknął jej usta dłonią.
-Zobacz, czy nie trzeba polukrować ciastek. -zaproponował. Trafił idealnie, bo mała prawie spadłą ze schodów, zbiegając. No.. chociaż tyle.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Nie Sie 10, 2014 11:42 am

Kiedy tak stał i przytulał ją z prawdopodobnie większym zaangażowaniem niż wymagałoby tego zwykłe powitanie czuła się... dziwnie. Jakby nieświadoma, że nie tuli ją jak zwykły przyjaciel, chciała więcej i więcej. Bo w tej krótkiej chwili miała ochotę uśmiechać się z byle powodu, szerzej niż zazwyczaj.
Jej policzki pokrył ledwie zauważalny cień rumieńca, nie wiadomo czy wywołany dotykiem chłopaka, gestem, który nagle wydał się nazbyt czuły czy może faktem, że stała tutaj cały czas  z twarzą umorusaną jak u kominiarza. Działo się z nią coś dziwnego, na chwilę odebrało jej mowę, stała i wpatrywała się w Lucasa, a oczyma wyobraźni widziała jak przytula się znów do niego, jak Krukon składa na jej ustach czuły pocałunek, a potem szepcze coś do ucha. A może nie była to tylko wyobraźnia? Może to cień wizji, wynikającej z jej niecodziennych umiejętności?  
Uśmiechnęła się mimowolnie na tę myśl, bardziej jednak z rozbawienia niż rozmarzenia. O czym ty w ogóle myślisz, co? Głupiutka. Gdyby powiedziała o tej myśli Lucowi z pewnością oboje śmialiby się do rozpuku. Byli przyjaciółmi, na myśl o pocałunku z nim od razu powinna pomyśleć "blee" i wystawić język aby wyraźnie zaznaczyć granicę.
- Wydaje mi się, że ten skrzat o wiele bardziej pasuje do roli gwiazdy wieczoru - roześmiała się, widząc uśmiech małej dziewczynki i taki sam dziecinnie beztroski wyraz twarzy u Lucasa. Wyglądał jak starszy brat albo młody tatuś i obie wersje były przeurocze. Nadawał się do tych ról.
- Mia, tak? Bardzo ładne imię. Kojarzy się z jakąś damą, a może i księżniczką - puściła oczko do dziewczynki i zniknęła za drzwiami. Tak rozgościła się nieco, siadając na łóżku i sięgając do małej torebki, która, jak się okazało, miała na sobie zaklęcie zwiększająco-zmniejszające. Delikatnie wyciągnęła z jednej z przegródek sukienkę, a z drugiej buty, które wciąż ją przerażały. Szpilki, szczególnie tak wysokie były dziwnie nie w jej stylu, a jednocześnie miała ogromną ochotę chociaż raz poczuć się jak prawdziwa kobieta. W domu przez kilka dni ćwiczyła chodzenie w tych potworach, wciąż jednak miała wrażenie, że potknie się o coś i skręci kostkę, lub w połowie tańca złamie jej się obcas. Z torebki wyciągnęła również niewielkie lusterko i różdżkę, którą kilkoma ruchami zakręciła włosy w delikatne loki/fale. Wpięła w nie niebieskie i białe spinki w kształcie koniczynek. Zmyła resztki sadzy z twarzy, ubrała się pospiesznie i ze sporą dozą niepewności wyszła z pokoju gościnnego.
- Zapniesz sukienkę? - zapytała, patrząc się intensywnie w podłogę i starając się na niego nie spojrzeć, obróciła się plecami do Lucasa. Całe pokłady jej pewności siebie gdzieś uleciały, pojawiła się obawa, że zostanie przez niego po prostu wyśmiana.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Nie Sie 10, 2014 11:22 pm

Gdyby tylko Lucas miał świadomość, że takie myśli przeszły przez głowę Resy.. zrealizował je by szybciej, niż dziewoja zdązyła by nawet mrugnąć oczami. Wiedza, że nie odrzuciła by go.. że oddała by pocałunek i była tak na prawdę jego wzbiła by go na skrzydłach ponad chmury. Mógłby dotknąć nieba i krzyczeć wniebogłosy z radości. Spełniło by się jego najskrytsze marzenie, nawet mógłby poświęcić swoją karierę jako przyszły hodowca smoków. Zrobiłby wszystko, byle tylko nie zostać wyśmianym. Zdobyć ją i nie stracić. Nawet gdyby chciał to zrobić sam Voldemort. Lucas oparł się plecami o ścianę obok drzwi i czekał.. uśmiechał się do swoich myśli, w których to Resa znowu rzucała mu się w ramiona. Zabawne, ile mogło zdziałać zdarzenie na trybunach parę lat temu. Trzeba przyznać, dziewczyna powaliła go na kolana. A nawet na łopatki. Miała parę w rękach, uderzając przypadkowo w Lucasa. Oczywiście już dawno to jej wybaczył, bo dzięki temu mógł ją poznać.. Czasami dawał za wygraną, starał się zainteresować inną panną, ale zawsze to były związki na chwilę. Nie potrafił się w pełni zaangażować, bo kiedy Resa proponowała mu wyjście na piwo, on odwoływał randkę, by tylko być z nią. Nie był zadowolony, gdy musiał ją przytulać i wysłuchiwać żalów, gdy ktoś raczył się ją skrzywdzić.. dziwne, że kolejnego dnia ta osoba znajdowała tuzin żab w swojej torbie. Tak samo, a może nawet i gorzej reagował widząc, jak jakiś chłopak ogląda się za Anderson lub gdy ona sama o jakimś opowiada. Przecież wystarczyła chwila, aby ktoś mu ją zabrał. A on nadal nie miał odwagi jej nic powiedzieć..
Z zamyślenia wyrwał go cichy głos przy progu. Podniósł wzrok i aż osłupiał. Zawsze uważał, że Resa jest piękną kobietą, nawet umorusana sadzą, ale teraz.. bił od niej cudowny blask, który powodował, że Lucasowi prawie opadła szczęka. Oddech mu przyspieszył. Dopiero po chwili dotarło do niego, co powiedziała.
-Aa.. zapiąć. Tak. -przypomniał sobie i podszedł do dziewczyny. Pachniała zabójczo. Chwycił suwak i powoli zaczął go przeciągać do góry. W jednym miejscu nawet się zaciął, ale i z tym sobie poradził.
-Gotowe. -oznajmił, nagle uświadamiając sobie, że powiedział to prawie do jej ucha.
-Wyglądasz... bosko. -Przesunął dłońmi po jej ramionach, jakimś cudem opamiętując się. -I urosłaś.-zażartował
-Chodź na dół. Impreza zaraz się zaczyna. -oznajmił nieco zachrypniętym głosem, ale uśmiechnął się. Ofiarował Resie swoje ramię i zeszli na dół.
Miał rację.
Po wejściu do namiotu powitało ich konffeti w kształcie różnokolorowych koniczynek. W tle grała irlandzka muzyka Lucas poprowadził Resę w kierunku stołu. Tam przedstawił dziewczynę dziadkom i rodzicom.. nawet parę ciotek się załapało. Nie chciał robić z dziewczyny zwierzaka na pokaz, więc czym prędzej usiedli.
-Mam nadzieję, że lubisz irlandzki taniec. Moje kuzynki dadzą zaraz pokaz. -szepnął jej na ucho. Faktycznie, wujkowie zasiedli do orkiestry, a kuzynki w zielonych sukienkach wyskoczyły na parkiet. Paru kuzynów w czarnych ubraniach im towarzyszyło. Goście zaczęli klaskać ochoczo.
Rozpoczął się występ. Lucas co jakiś czas zaglądał na Resę, czy jej się podoba widowisko. W pewnym momencie, gdy występ się skończył, goście zaczęli skandować głośno "Lucas, Lucas!". Chłopak zarumienił się i ostro się wzbraniał, ale w końcu musiał dać za wygraną.
-Błagam tylko, nie śmiej się za głośno. -bąknął do Resy i wyszedł na pakiet do kuzynek. Chwycił się pod boki i sam zaczął tańczyć. Podskakiwał żywo i można by to było uznać, za kontynuacje tańca, ale był okraszony dziwnymi minami i zabawnymi pozami, przez co goście śmiali się w głos. Po chwili do Lucasa dołączyła Mia. Chwycił ją za ręce i kontynuował swój parodystyczny występ. Na sam koniec przejechał na kolanach przez pół parkietu, co zostało skomentowane oklaskami. W tym momencie wróciła skoczna irlandzka muzyka, a pierwsze pary zaczęły tańczyć. Lucas nieco zarumieniony od tańca podszedł do Resy, podając jej dłoń.
-Chyba mi nie odmówisz? O ile się nie zabijesz w tym czymś. -wyszczerzył się do dziewczyny. Rozochociły go te wygłupy.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Nie Paź 05, 2014 10:30 pm

Sama nie wiedziała czemu aż tak ją to zawstydza. W szatni Quidditcha przebierała się prawie codziennie przed członkami drużyny, a po prysznicu wszyscy paradowali w samych ręcznikach, ale teraz, kiedy zamiast wielu ludzi był przy niej najlepszy przyjaciel, a ona wcale nie była rozebrana, poczuła się dziwnie obnażona.
Głupiaś, to tylko plecy – zganiła siebie w myślach.
Słysząc przyjemny tembr jego głosu tak blisko ucha, czując ciepły oddech chłopaka nie potrafiła powstrzymać uśmiechu. Wraz z jego dotykiem na ramionach Resy pojawiła się gęsia skórka, i ledwo dosłyszała jego komplement, przymykając na chwilę powieki. Czuła się jak spetryfikowana i tylko za sprawą jakiegoś cudu udało jej się przywołać do porządku. Obróciła się przodem do niego i odważnie spojrzała w jego oczy, tak jakby przed chwilą nie chciała, by jego dotyk trwał choć chwilę dłużej.
- A może to ty zmalałeś? – uśmiechnęła się zadziornie i przyjęła ramię, które okazało się bardzo przydatne. Pierwsze kroki były nieporadne i nieco chwiejne, ale z każdym kolejnym jej chód nabierał pewności siebie i kobiecości.
Reagujesz tak bo jest przystojny, każda inna dziewczyna czułaby to samo. W duchu westchnęła i postanowiła nie przejmować się tą sprawą. Nie dało się odmówić uroku Lucasowi, nie miała na to wpływu, dlatego pozostało jej tylko korzystać ile może z imprezy, na której dominowała jej ukochana irlandzka kultura.
Poznając jego rodzinę, czuła się dziwnie komfortowo. Rozmawiała z każdym przez chwilę, uśmiechała się, a w zamian otrzymywała ciepłe uśmiechy i liczne komplementy. Nawet kiedy usiedli, jedna z ciotek uszczypnęła ją delikatnie i szepnęła, że cieszy się, że w końcu ktoś wziął się za „tego kochanego urwisa”. Dodała też, że urocza z nich para, na co Resa spąsowiała i roześmiała się w geście obrony. Nie bardzo wiedziała co ma odpowiedzieć, dlatego słowa Lucasa były dla niej wybawieniem z kłopotliwej sytuacji. Pokaz! Świetnie! Nie musi teraz z nikim rozmawiać, po prostu będzie się przyglądać.  Po chwili wybawienie przerodziło się w czystą rozrywkę. Sama nie tańczyła najlepiej, więc patrzenie jak wychodzi to komuś innemu sprawiało jej frajdę, a trzeba przyznać, że kuzynki Lucasa świetnie poruszały się w rytm tradycyjnej irlandzkiej muzyki.
W końcu występ dobiegł końca, a goście zaczęli wołać... Lucasa. Zerknęła na niego zdziwiona, ale nie zastanawiała się długo.
- Lucas! Lucas! – wykrzyknęła razem z jego rodziną. Biedny Krukon nie miał wyboru. Rumieniec wypływający na jego policzki był przeuroczy i Resa roześmiała się głośno. – Oczywiście, że będę się głośno śmiać, od tego są przyjaciele!
Kiedy tylko wyszedł na parkiet i rozpoczął swój taniec, cała rodzina głośno się roześmiała, a śmiech Resy wtopił się w tło. Zaklaskała w rytm muzyki, a na koniec nie szczędziła na owacjach.
Kiedy podszedł, uniosła głowę ku górze, by upewnić się, że ten nie żartuje, po czym podała mu rękę i powoli wstała.
- Nie śmiem odmówić. – dygnęła z gracją i zachichotała cicho.
Powędrowali na parkiet, który stopniowo zaczęły zapełniać inne pary, gdzieś obok mignęli jej nawet rodzice Lucasa. Resa miała szczęście – irlandzka muzyka nie należała do tych, przy których tańczy się przytulańca, mogła zachować dystans. Obcasy nie przeszkadzały jej w ogóle, żwawo podskakiwała, narzucając tempo Krukonowi – jak zawsze. Podczas meczów ścigała się z nim na miotłach, przy porannym joggingu zawsze go pospieszała. Nie potrafiła długo usiedzieć w miejscu, do tego ta nieustanna chęć rywalizacji...
Przetańczyli tak może dwa tańce i mogłaby powiedzieć wszystko, ale nie to, że ma ochotę zejść z parkietu. Mimo to ich zabawa została nagle przerwana. Usłyszała wesołe „odbijany”, a przed nią pojawił się nieznajomy mężczyzna przy kości. Uśmiechnęła się do niego serdecznie.
- Czy to bezpieczne narażać się Lucasowi? – zapytała, a zaraz potem się roześmiała. Wkrótce muzyka ucichła, szykował się kolejny skoczny utwór.
- Nie wiem jak ty, ale ja napiłbym się czegoś dobrego. Mamy tu irlandzką whiskey, coś pysznego, musisz spróbować.
Wcale nie czekał na jej odpowiedź, po prostu oferował jej ramię i kontynuował swój wywód.... nie sposób było odmówić. Kiedy doszli do stołu, wujek Lucasa zdążył jej opowiedzieć połowę historii rodziny.
Co na to wszystko Resa? Mężczyzna wydał jej się sympatyczny, poza tym uważała, że niegrzecznie byłoby szukać wymówki i uciec jak najdalej od trunków. Nigdy nie piła dużo, nie miała ku temu powodów. Świetnie bawiła się bez alkoholu, a z doświadczenia znajomych wiedziała, że zakrapiane imprezy źle się kończą. Tylko czasem Charlie była w stanie wyciągnąć ją na coś mocniejszego niż piwo kremowe, a wtedy dziewczyny pilnowały się nawzajem. Nim jednak zdążyła powiedzieć, że nie pija alkoholu, zza jej pleców odezwał się kolejny głos.
- Greg! Cholera, gdzieś ty się chował, whiskey prawie się zagrza... och! Witam piękną panią, całuję rączki, nazywam się Harold, a ten tutaj to mój szwagier – to mówiąc, faktycznie schylił się i szarmancko ucałował wierzch jej dłoni, po czym przysunął sobie krzesło i usiadł między nią, a „Gregiem”. Zaraz po tym wziął trzy szklaneczki i rozlał do nich cieczy o przyjemnej barwie.
No tak, teraz już nie da rady odmówić. Rozejrzała się za Lucasem, ale nie dostrzegła go w pobliżu. Może zajęła go mała Mia, a może obowiązki gospodarza....
- Harry, co tam u starej Betty? Widziałem, że z nią rozmawiałeś. Zdrowie pięknych pań!
– wzniósł szklaneczkę, a potem pociągnął sporego łyka. „Harry” nie pozostał mu dłużny, więc i Resa upiła łyczka. Whiskey okazała się mocniejsza niż na to wyglądała, ale nie dała tego po sobie poznać - zamiast się skrzywić, uśmiechnęła się wbrew sobie.
Z łyka na łyk rozmawiało się coraz luźniej i przyjemniej. Po pierwszej szklance w zasadzie przestała się czuć jak w potrzasku i nie miała ochoty uciekać. Whiskey smakowała coraz lepiej, tylko tempo narzucane przez wujków było dla niej trochę za szybkie. Tym sposobem po wypiciu trochę więcej niż trzeciej szklanki czuła się normalnie... dopóki nie wstała. Natychmiast zakręciło jej się w głowie i na chwilę przysiadła, bo poczuła, że w takim stanie nie ustoi zbyt długo na wysokich obcasach.
- Gregory, nalejesz mi jeszcze szklaneczkę? – zachichotała i wyciągnęła rękę ze szklanką w stronę wujka Lucasa. Kiedy bursztynowy płyn znów się w niej pojawił, wstała powoli i pożegnała się z mężczyznami.
Ze szklanką w ręce, chwiejnie wyruszyła na poszukiwanie Lucasa, który jak na złość gdzieś się schował. Czy on jej szukał? A może nie obchodziło go co się z nią działo? Popijała co chwilę drobne łyczki i w zasadzie dochodziła do końcówki trunku, kiedy w końcu na niego wpadła – dosłownie potknęła się i byłaby upadła, gdyby jej nie złapał. Roześmiała się głośno i przez chwilę nie potrafiła się uspokoić. Potem spojrzała na niego i przekrzywiła głowę.
- Zawsze w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze.
Z pewnością wyglądała żałośnie. Od nadmiaru alkoholu jej policzki były wyraźnie zaczerwienione i nie bardzo mogła ustać na nogach. Przyglądała mu się jakby widziała go pierwszy raz od wielu lat, przygryzła delikatnie wargę.
- Lucas... – zachichotała znów. – Pocałuj mnie. A potem chodźmy tańczyć.
Stanęła na palcach, chociaż ze względu na wysokie szpilki nie zmieniło to zbytnio jej wzrostu, przytuliła się do niego i podjęła próbę pocałunku. Zamiast w usta, trafiła jednak w policzek, a i zaraz potem potknęła się ponownie i drugi raz tego wieczoru Krukon uchronił ją przed upadkiem. Znów zaczęła się śmiać, a kiedy tylko się uspokoiła, posmutniała
- Nie chcesz mnie pocałować?
Kobiety. Każdy, kto próbuje je zrozumieć, skazany jest na porażkę.
- Skoro tak... to chociaż ze mną zatańcz. – rozejrzała się żeby namierzyć parkiet, ale coś innego przykuło jej uwagę.
- Lucas! Zobacz, kroją tort. Chcę tort. Chcę tort, taniec i buziaka. Prooooooooszę.
Dopiła whiskey i spojrzała na niego z niecierpliwością wymalowaną na rumianej buzi.
Zobacz profil autora
Louis Shaw
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 07/09/2015
Liczba postów : 36
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Pią Wrz 18, 2015 3:05 am

Folklor Irlandii był po prostu niesamowity. Nic więc dziwnego, że przyciągał uwagę czarodziejów, a nawet mugoli z całego świata. Nie ma chyba drugiej kultury, w której kilka razy do roku dominowałyby koniczynki, a na niejednej imprezie tańczyły zaczarowane Leprehauny. Co jak co, ale nikt chyba nie potrafił bawić się tak radośnie jak Irlandczycy. Shawowie byli czystymi Irlandczykami, a co za tym idzie bawili się z pompą do bardzo późnych godzin. W przygotowanie rodzinnych biesiad angażowała się cała rodzina odkąd tylko Louis sięgał pamięcią. Dla każdego zawsze znalazło się coś do zrobienia. Lou przez moment obawiał się, że pierwszy raz w życiu zabraknie go na rodzinnej imprezie, ponieważ jego smok się rozchorował, a w smoczej kolonii zostało niewielu wychowawców, którzy jak to mają w zwyczaju lecieli w różne strony świata po smoki - zarówno pochodzące z nielegalnych hodowli, jak i te samotne małe smoczątka zagubione w często trudno dostępnych miejscach. Odpowiednie mikstury na szczęście postawiły Walijskiego Zielonego na nogi na tyle szybko, że Lou zdołał dotrzeć do domu po południu na godzinę przed rozpoczęciem biesiady.
Kiedy tylko wszedł do domu matka rzuciła mu się na szyje rozradowana z jego przyjazdu, w powietrzu unosił się zapach pieczonych ciast, przyrządzanych mięs i innych potraw, pod ciężarem których już wkrótce będzie uginał się biesiadny stół.
Starszy Shaw nie czuł zmęczenia mimo długiej podróży jaką odbył. Wszystko za sprawą mugolskiego wynalazku o nazwie kawa, którego to skosztował w Rumunii tuż przed wyruszeniem w podróż. Częstujący go smoczy opiekun ostrzegał, że napar ten będzie wyjątkowo mocny, ale Lou wiedząc jak długa droga przed nim nie zastanawiał się długo. Napój podziałał pierwszorzędnie, nic w tym dziwnego ponieważ Shaw miał wrażenie, że w kubku było więcej zmielonej kawy niż wody. Energia, którą nabył w ten sposób szybko jednak została spożytkowana:
- Louis! Cudownie, że już jesteś! - zawołał ochoczo jego tata, przytulając go serdecznie - - Chodź, chodź synku, zjesz i przebierzesz się potem, teraz trzeba pomóc wujkowi Gregowi i Antonowi wieszać namiot, wujek Harry też już jest! - zawołał ochoczo.
Louis westchnął lekko, no tak z ich tatą nie można było się nudzić. Prędkim krokiem ze szczerym uśmiechem skierował się w stronę ogrodu, gdzie wymieniwszy uśmiechy z członkami rodziny przystąpił do pomocy w tym jakże integracyjnym przedsięwzięciu.
Kiedy się z tym uporali Louis wrócił do domu, ledwo zrobił krok kiedy usłyszał wołanie mamy dochodzące z kuchni:
- Louis! - zawołała, a mężczyzna od razu wiedział o co jej chodzi. Był bowiem samozwańczym testerem jakości rodzinnych potraw. Chodź wszyscy doskonale wiedzieli, że ich matula gotuje jak mało kto. Ona jednak zawsze wolała się upewnić. Lou wszedł do kuchni, wziął drewnianą łyżkę i spróbował gotującego gulaszu:
- Niebo w gębie mamusiu! Jak zawsze. - powiedział i ucałowawszy ją w policzek ruszył do swojego pokoju. Dawno go tu nie było, jednak bajzel jaki zostawił tu przed wyjściem dawno zniknął. Loreen Shaw nienawidziła nieładu i nie pozwoliłaby na to, by ten panoszył się po pokoju jej pierworodnego. Wszystkie ciuchy były teraz uprasowane, książki, pamiątki, zdjęcia  - wszystko na swoim miejscu. Tylko wgniecenie w ścianie (małe ale jednak) pozostawało nienaruszone. Louis nie wybaczyłby sobie gdyby ktokolwiek ośmielił się majstrować przy tak wyjątkowej pamiątce braterskich zapasów, kiedy to przerzucając Lucasa przez siebie nie chcący wpadł z nim w ścianę tworząc wgniecenie wielkości dwóch pięści.
Właśnie...Gdzież jest jego brat?
Wtem usłyszał muzykę za którą tak tęsknił. Jego kuzynki już pewnie wywijały swoimi malutkimi nóżkami wespół w zespół z wujostwem w rytm tradycyjnej muzyki. Lou ubrał się w białą koszulę i spodnie od garnituru, do tego muszka i idealnie wypastowane buty. Trzeba przyznać wyglądał naprawdę szarmancko szybkim krokiem, przeskakując po dwa stopnie zbiegł na dół. Nikogo już tam nie zastał, wszyscy bawili się w ogrodzie. Kiedy tam dotarł nagle wszyscy zaczęli skandować imię jego młodszego brata i tak oto wkrótce donośne "LUCAS! LUCAS!" dało efekt. Oto bowiem jego brat znalazł się tuż obok kuzynek i przygrywającego wujostwa, by wspólnie z nimi tańczyć. Prawie popłakał się ze śmiechu kiedy młody ślizgiem pokonał pół parkietu. Pędem ruszył w stronę grającego wujostwa. Wujek Greg najprawdopodobniej zrobił sobie przerwę na coś mocniejszego, więc Lou porwał jego dudy i zaczął grać z wujkiem Harry'm. Kiedy to starszy z wujków przycinał solówkę Louis podbiegł do swojego brata:
- Naprawdę myślałeś, że będziesz się bawił beze mnie?! - powiedział przekrzykując muzykę, po czym podniósł brata i serdecznie wyściskał - Dobrze Cię widzieć Młody! - po tych słowach zaczął podskakiwać ochoczo ze swoimi kuzynkami mało nie poślizgując się za sprawą butów, które średnio pasowały do irlandzkich pląsów.
Tymczasem Lucas gdzieś zniknął, pewnie poszedł coś wrzucić na ząb. Lou porwał wujaszkowi Harremu flaszkę Irlandzkiej whisky i nalał sobie przyzwoitą porcję. Spacerował racząc się drobnymi łyczkami palącego trunku, kiedy jakaś dziewczyna minęła go ni to tanecznym ni to wężowym krokiem. Nagle wpadła wprost w ramiona jego brata.
Zaszedł ich od tyłu i powiedział:
- Koleżance widać nie służy nasz irlandzki nektar. - uśmiechnął się obdarzając Lucasa spojrzeniem typu: "Chcesz mi coś powiedzieć?" i swoim firmowym uśmiechem.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Pią Wrz 18, 2015 11:15 pm

Pojawienie się starszego brata Lucasa było dla niego wyczekiwanym momentem. Powitanie w kuchni zapewne wywołało u matki braci łzy wzruszenia, ale Lucas nie dbał o to. Poklepał mocno Louisa po plecach i już musiał lecieć do gości. Nie było nowością, że rodzina wywoływała Lucasa na parkiet. Zawsze uświetniał każdą rodzinną uroczystość jakimś komediowym występem. Miał niebywały talent do takowych parodii. Oczywiście znał irlandzki taniec dość dobrze, inaczej nie dałby radę takiemu występowi. Zawsze się naśmiewał, że to podskakiwanie ma wiele wspólnego z kimś, kto nie może wytrzymać w kolejsce do ustępu. Miał okazję to zaprezentować. Krygował się mocno jednak z powodu Resy. Znał ją doskonale, ale mimo wszystko nie chciał się przed nią zbłaźnić. Nie było jednak wyjścia, kiedy tylko usłyszał jej głos skandujący jego imię. Spojrzał na dziewczynę z lekkim wyrzutem, oczywiście udawanym i udał się na parkiet. Już po paru sekundach był skupiony tylko i wyłącznie na występie. Bawił publiczność i to było w tej chwili najważniejsze. I śmiech Resy, kiedy zobaczyła jego wygibasy. Zemści się na niej perfidnie, jeszcze nie będzie wiedziała kiedy! To było najzabawniejsze w całej tej pogmatwanej relacji – Lucas odpuszczał Resie wszelkie winy, mimo, że męska duma kategorycznie się sprzeciwiała.Jak to mogło być, że ta roześmiana szatynka z Gryffindoru tak sobie nim kręciła i obracała, jak tylko chciała? Był na każde jej skinienie, zawsze znajdował dla niej czas, nawet specjalnie się dawał we wszelkiego rodzaju grach i zakładach, byle to ona wygrała i mogła podarowac mu ten jeden z jej najpiękniejszych uśmiechów. Tylko, że istniał mały, tyci problem. Resa wielokrotnie podkreślała, że są przyjaciółmi.. że Lucas jest przyjacielem. Nie patrzyła na niego jak na chłopaka, na pewno. I to go bolało. Tyle lat starań, wysyłania dyskretnych znaków... miał nadzieje, że jego zachowanie jakoś naprowadzi Resę na właściwy trop. Czas mijał, ale relacji między nimi nie zmieniała się ani trochę. Resa oglądała się za innymi, pytając niekiedy Lucasa o opinię o jegomości. Nibyb nie szukała nikogo, ale zainteresowanie robiło swoje. Lucas przeżywał załamanie nerwowe, gdy tylko wyobrażał ją sobie z kimś innym. Wiedział, że powinien postawić sprawę jasno i zaryzykowac, ale tak bardzo bał się, że Resa tego nie odwzajemnia i straci jej przyjaźń... Shaw westchnął dyskretnie, zanim porwał Anderson na parkiet. Nie było wyjścia. Zanim skończy szkołę coś z tym zrobi. Koniec końców może ojcu uda się załatwić dla niego pracę w Smoczej Kolonii, a co z oczu to z serca, jak dobrze wiadomo.
Tańczył z Resą nie po raz pierwszy, ale może to kwestia muzyki i atmosfery... wydawało mu się, że coś jest innego w tym tańcu. Prowadził lekko dziewczynę, lecz po chwili to ona zaczęła narzucać swoje własne tempo. Luc pozwalał sobą tak dyrygować, skoro odpowiadało to Resie. Miał właśnie zaproponować coś własnego, gdy pojawił się jego wujek z powszechnym "odbijanym". Lucas przewrócił oczami, ale oddał Resę pod opiekę wujka. Miał tylko nadzieje, że tego nie pożałuje. Lucas uśmiechnął się do swojej kuzynki i porwał ją w taniec, chociaż co chwila zaglądał, jak radzi sobie Resa. Po dwóch tańcach zniknęła mu z oczu już kompletnie. Nieco zaniepokojony już się wybierał na jej poszukiwania, gdy dorwała go inna kuzynka, a potem Mia. Nie mógł odmówić. W końcu uwolnił się od kobiecych dłoni, które rwały go na parkiet i poszedł szukać Resy. Z jękiem odnalazł ją w gronie jego wujków i stryjków. No to pozamiatane... Ci na pewno ją spili do cna. Byli w tym dobrzy. Lucas zaczął się przeciskać do tego stołu, chociaż mnóstwo par na parkiecie mu przeszkadzało. Obrócił się właśnie, aby kogoś przeprosić, że go potrącił łokciem, gdy "coś" wpadło na niego. Odruchowo złapał osobnika i przytrzymał w pozycji pionowej. Z zaskoczeniem stwierdził, ze to jego "zguba". Trzymał mocno dziewczynę. Szklanka w dłoni i woń alkoholu dały mu pewność, że jego przypuszczenia były słuszne. Posłał wujkom mordercze spojrzenie.
-Oczywiście, zawsze na czas. -zauważył nieco rozbawiony. Bądź co bądź dziewczyna była nie do poznania. Bawiło go to.
W tym samym momencie pojawił się Louis. Widząc jego uśmiech młodszy Shaw wywrócił oczami i posłał mu spojrzenie w stylu "później pogadamy" i ustawił Resę do pionu.
-Louis, to Resa, moja przyjaciółka z Hogwartu... Resa, to mój starszy brat. -przedstawił ich i skorzystał z okazji, by pchnąć dziewczynę na wolne krzesło.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 392
Skąd : Clonmel, Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Sob Lis 14, 2015 2:49 am

Koleżanka w zasadzie znała większość Irlandzkich trunków, bo i w jej domu dbało się o tradycje, choć może nie z taką pompą. Nigdy jednak nie próbowała większości z nich, a już na pewno nie w takich ilościach, które potrafiłyby rozweselić postawnego mężczyznę, a co dopiero dość drobną, pijącą bardzo sporadycznie siedemnastolatkę. Niemniej jednak oblała się rumieńcem.
- Ja tylko… dla towarzystwa. Greg i Harold to prawdziwi dżentelmeni, tylko trochę za starzy.
Ciche czknięcie delikatnie podrzuciło ją na krześle, na którym usadził ją Lucas. A potem kolejne. I jeszcze następne.
- Zawsze chciałam Cię poznać, Lucas dużo o Tobie opowiadał – uśmiechnęła się bardzo bardzo szeroko. Nie bardzo pamiętała czy nie nagadała Lucasowi jakichś głupot, ale teraz przyświecał jej jeden, bardzo wyraźny cel – zgrywać trzeźwą. Może nikt się nie dowie? Uścisnęła jego dłoń i zajrzała w dno swojej szklanki.
- Nie siadacie? Powinniście się ze mną napić. Tak, widzę wasze miny, ja po prostu drugi raz w swoim życiu chodzę na tych szczudłach, też byście się potknęli.
Tak, tak, Resiu, wcale nie jesteś aż taka pijana. Dobrze. Misja wykonana, na pewno wszyscy ci już wierzą, a teraz doleją ci do pełna, usiądą razem z tobą i wychylą szklaneczkę. Można by się z niej śmiać, ale ona naprawdę nie czuła się aż tak pijana. Piła rzadko, ale zazwyczaj dobrze znała swoje możliwości. Teraz jej czujność została osłabiona, jednak irlandzka whiskey to trunek o wiele przyjemniejszy niż tanie wino lub wódka, którą na którąś z imprez przemyciła Symplicja, piła więc i piła, w ogóle nie czując siły trunku, który dodatkowo bardzo dobrze smakował.
- Tyle czasu się znamy, a tak rzadko mieliśmy okazję się napić. A z Louisem napijemy się za kiełkującą znajomość. Nie daj się prosić. Pójdę po szklaneczki – jak powiedziała, tak zrobiła. Wstała, pilnując się, żeby wyglądało to jak najbardziej naturalnie i pokonała odległość kilku kroków, dzielącą ją od stojących na środku stołu czystych szklaneczek. W duchu przeklinała wybór obuwia i miała szczerą ochotę zdjąć buty, które sprawiały, że wyglądała na bardziej wstawioną niż rzeczywiście było, ale to tylko potwierdziłoby myśli wszystkich, którzy widzieli ja w towarzystwie wujostwa. A do tego nie mogła dopuścić. Wzięła dwie szklaneczki i butelkę schłodzonego złocistego trunku i z tym ekwipunkiem wróciła do braci. Uśmiechnęła się do każdego z osobna i niepewną ręką nalała whiskey do szklaneczek. O mało nie rozlała odrobiny cennego trunku, o mały włos, ale zdołała ocalić sytuację, mrucząc pod nosem, że butelka jest zdecydowanie za ciężka i śliska.
Usiadła i dopiero teraz dobrze przyjrzała się Louisowi. Kojarzyła go ze szkoły, choć był kilka lat starszy, teraz jednak się zmienił, wyprzystojniał. Dostrzegała pewne podobieństwo między braćmi, choć na pierwszy rzut oka wydawali się zupełnie inni. Starszy Shaw wydawał się spokojniejszy, podczas gdy młodszego często rozpierała energia, Lou patrzył na świat piwnymi oczyma, a Luc niebieskimi. Tymi cholernie niebieskimi oczyma, które czasem prześladowały ją w snach.
- Słyszałam, że planujesz przyjść na praktyki do Hogwartu… – zwróciła się do Louisa i spojrzała nań pytająco. Miała ochotę sięgnąć po szklaneczkę napełnioną whiskey, ale nie chciała wyjść na zbyt łapczywą.
Zobacz profil autora
Louis Shaw
avatar
Pracownik Szkoły
Data przyłączenia : 07/09/2015
Liczba postów : 36
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Sro Lis 18, 2015 3:06 am

Lou obserwował dziewczynę ze szczerym rozbawieniem. Znajomość z jego wujostwem zdecydowanie zalecana jest tym, którzy raczej preferują rozrywkowy tryb życia. Co prawda daleko im do jego rosyjskiego znajomego z hodowli smoków, ale byli na naprawdę dobrej drodze, by móc z nim współzawodniczyć (zakładając, że można taką ścieżkę życia nazwać dobrą). Kiedy Resa czknęła, Louis musiał pilnować się, by nie parsknąć śmiechem:
- Jeśli dalej będziesz trzymać się naszego bądź co bądź kochanego wujostwa, to obawiam się, że mało prawdopodobne będzie to, byś cokolwiek zapamiętała z tej jakże barwnej imprezy młoda damo. - powiedział uśmiechając się z czym na kształt troski. Kiedy wspomniała o tym, że Lucas wspominał jej to i owo o jego osobie, starszy Shaw usiadł naprzeciw niej, rzucając mu pytające spojrzenie.
- Miło mi to słyszeć. Ciekawe, co młody nagadał Ci na mój temat? - odparł zaintrygowany z lekka. Nie miał na szczęście zgrywać typowej mamy, która na widok potencjalnej partnerki swojego syna wyciąga wszystkie możliwe albumy rodzinne, by chwile później rozprawiać z przejęciem "a tu mój kochany synek kiedy miał pięć latek, popatrz! Już wtedy był z niego rozrabiaka!" Louis nie miał bowiem w zwyczaju utrudniania życia bratu (zapasy się nie liczą!)
Stażysta Hogwartu widział niejednokrotnie swoich wujków w akcji toteż tłumaczenie stanu Resy (która rzekomo porusza się w ten jakże dystyngowany sposób za sprawą swoich butów na obcasie) po prostu puścił mimo uszu. Whisky miała moc, a Resa Anderson właśnie padła jej ofiarą. Jego dziadek i tata zawsze powtarzali mu, by mimo swojej mocnej głowy uważał na alkohol i nigdy z nim nie przesadzał, bo łatwo sobie narobić wówczas kłopotów. Do znudzenia rzucali mu frazesy typu "Louis jako starszy musisz dać przykład swojemu bratu i mimo wieku być ostrożnym. Pamiętaj, że jeśli alkohol zaczyna Ci naprawdę smakować, znaczy, że masz problem. Duży problem" Choć będąc w wieku Lucasa lubił zaszaleć, a rady często puszczał mimo uszu, to w kwestii alkoholu gdzieś podświadomie wytyczył sobie nieprzekraczalną granicę spożycia. Jego mózg przed rozpoczęciem balangi zwykł generować komunikat - "Pij tak, żebyś wszystko pamiętał".
Kiedy Resa ruszyła zdeterminowana w stronę najbliższego stolika z alkoholem, Lou skorzystał ze sposobności by zadać bratu pytanie:
- Nie żebym miał coś przeciwko niej Luc, ale nie sądzisz, że Twoja ekhm...przyjaciółka.. już dość wypiła? - ledwo zdążył skończyć zdanie, kiedy dziewczyna wróciła do nich z prawie pełnym flakonikiem ognistej. Obserwował ją uważnie kiedy zmagała się z jakże skomplikowanym jak na jej posturę i ogólny stan zadaniem nalania do szklanek alkoholu w taki sposób, by nie uronić kropli. O dziwo udało jej się to, choć chwilę wcześniej postawił by galeona na to, że nie uda jej się ta sztuka. Moment potem Louis skinął uprzejmie głową i ująwszy w dłoń szklankę, upił drobny łyk i odpowiedział:
- W sumie można powiedzieć, że już się tam zadomowiłem. Będę pomagał profesorowi Fimmelowi w prowadzeniu lekcji i pilnowaniu porządku, ale oczywiście poprowadzę sam kilka lekcji, na co już jestem przygotowany, mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić. - odpowiedział na jej pytanie szczerze zadowolony z tego, że rozmowa obrała bezpieczny kierunek.
Zobacz profil autora
Lucas Shaw
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/04/2014
Liczba postów : 174
Skąd : Irlandia

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   Czw Gru 24, 2015 11:29 pm

Chyba impreza wymknęła się nieco spod kontroli, a przynajmniej pewnej Gryfonce. Siadając obok wujków Lucasa i Louisa doprowadziła do sromotnego upadku. Alkohol na pewno płynął w żyłach Resy wartkim strumieniem. Może i była wytrzymała, ale ilość, moc i tempo narzucone przez mężczyzn mogło zabić nawet rosłego Rosjanina. A przecież Resa była jedynie drobną, choć silną pałkarką Gryffindoru.
Ujarzmienie procentowych podrygów Resy zostało dokonane przez usadzenie na krześle. Dzięki Merlinowi, że było jakieś wolne. Lucas posłał wujkom spojrzenie pełne wyrzutu i z lekką nadzieją spojrzał na swojego starszego brata. Byłby głupi, gdyby serio wierzył w jego bezinteresowną pomoc. Tylko mógł dobić Lucasa, z czego ochoczo skorzystał.
-Tak, same pozytywy. Jak mnie dusiłeś za małego, rzucałeś we mnie gnomami i takie tam.-rzucił chłopak. Oczywiście, że ich relacje były zdrową, braterską przyjaźnią. Mnóstwo siniaków i zadrapań, opuchlizn i wybitych zębów. To tylko odrobina z całej gamety pamiątek z ich beztroskiego dzieciństwa. Lucas podniósł mocno brwi do góry.
-A może po prostu zdejmij te szczudła? -zaproponował, ale Gryfonka już szła po whiskey. Lucas dzielnie obserwował jej poczynania, aby w końcu odpowiedzieć cicho na komentarz brata.
-Nie było mnie raptem kwadrans. Wujkowie nieźle ją spili. -zauważył, pocierając zmęczone czoło. Tego się nie spodziewał. Nie na tym etapie. Zwłaszcza, że Resa zrobiła się bardzo szczera. Gdy wróciła, trochę siłą nakierował ją, aby usiadła z powrotem. Ze szklankami.
-Tobie chyba wystarczy, co? Ostatni drink z moim bratem i koniec tego dobrego. -pogroził jej palcem, ale gdzieś na twarzy błąkał się uśmiech na myśl, jaki kac dorwie jutro dziewczynę. I będzie mógł pełnoprawnie się nią zajmować. I tak wyglądała przepięknie.
-Ciekawe, nie? Będzie się mną opiekował cały czas, wieczne kontrole. A ja liczyłem na spokój w szkole. -westchnął Luc, biorąc łyk whiskey.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Kiss me - I'm Irish!   

 

Kiss me - I'm Irish!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» 'Calm down girl - it's just a kiss...'
» Ten lepszy Avery
» Irish coffee
» Rosalie Yaxley

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Strefa gracza
 :: 
Dodatki do postaci
 :: Myślodsiewnia :: Zawieszone
-