IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pon 22 Paź 2018, 22:06

Był milczącym towarzyszem. W skrzydle zdołał się jedynie jakoś bardziej odziać, by nie paradować w szpitalnej piżamie. Mimo wszystko dalej wyróżniał się bladością skóry, dołami pod oczami i ponurą miną. Zaoferował Alecto ramię i gdy je przyjęła w taki też sposób wybyli w kierunku szkolnej kuchni. Zabrali stamtąd skrzatom trochę jedzenia - zapiekankę, parzącą w palce lazanię, kawę w termosie na co Horn nalegał i jeszcze inne dania, które to Alecto wybrała, a czym się już nie interesował. Poszli do Wielkiej Sali, by tam zaszyć się i zjeść. Niestety, gdy tylko drzwi się uchyliły Horn dostrzegł Gabrielle. Roześmiana, złotowłosa, głośna i przeraźliwie jasna. Nie widział w czyim jest towarzystwie, bo ujrzawszy ją od razu cofnął się z Alecto i ponurym tonem mruknął, że muszą iść gdzieś indziej, gdzie będzie mniej ludzi i nikt nie będzie mu doskwierał obecnością. Chyba to zrozumiała i miał nadzieję, że nie powiązała to z widokiem puchońskiego dziewczęcia, które mu ostatnio tak mocno zalazło za skórę.
Przeszli skrótami. Trafili na najwyższą wieżę. Horn zrobił się jeszcze bardziej milczący, bowiem nie doszedł w pełni do sił. Niełatwo było mu się tu wspiąć, dostał zadyszki, co było ujmą dla jego świetnej kondycji fizycznej. Delikatny nacisk palców Alecto szybko odegnał chmury znad jego lic. Nie mówił nic nie tylko z powodu, że musiał oszczędzać siły na wspinaczkę. Ludzie na nich patrzyli. Morze uczniów przyglądało się im jakby byli wspaniałym okazem w mugolskim muzeum. Miał ochotę cisnąć w nich zaklęciami za samą namolną obecność. Lewa dłoń piekielnie go bolała. Eliksir znieczulający przestał działać, a więc umysł Horna wypełniony był misją wytrzymywania pulsowania podrażnionej i niezagojonej jeszcze kontuzji. Dopiero gdy znaleźli się na wysokościach, gdy weszli na drewnianą podłogę obserwatorium Horn wyraźnie się rozluźnił. Postawił tackę z jedzeniem na najwyższym i najbliższym schodku. Odwrócił się do Alecto i zaczerpnął głęboki wdech. Zabrał ramię, które trzymała i tylko niedbale przesunął dłonią po jej łokciu, by niemo podziękować za jej zimny, dodający otuchy spokój.
- Dobra, w skrzydle mam chociaż święty spokój ale mnie zadek boli od tego wiecznego leżenia i przewracania się z boku na bok. - odezwał się schrypniętym tonem po tak długim milczeniu. Pomasował nadgarstek obolałej ręki. Skinął na Al głową i podszedł razem z nią do barierki, skąd rozpościerał się fantastyczny widok na błonia, dziedziniec, jezioro i Zakazany Las. Gdy byli razem czasami tu przyłazili po zmroku na wiadomo co. To było tak dawno temu i jak wiele się od tego czasu zmieniło. Oparł łokieć o barierkę i wodził leniwym wzrokiem po spokojnym i niewzburzonym horyzoncie. Hogwart był tak spokojny, a przecież nie tak dawno temu kilkoro uczniów tej szkoły przeszło piekło. Stracił palce, a świat dalej był spokojny, obojętny. Oderwał wzrok od dławiących widoków i odnalazł spojrzenie Al. Tam szukał kotwicy, która miała go powstrzymać przed skoczeniem w dół.
- Na chwilę obecną mam ochotę odstraszać dziewczyny. Nie mam na nich sił. Co innego ty, na ciebie to nie działa. Nawet przetransmutowana w biżuterię martwa wrona, mam rację? - wyciągnął różdżkę. Z czystego lenistwa przywołał do siebie kawałek zapiekanki i pochłonął ją w ciągu trzech- czterech minut. Dosyć szybko, co poświadczało o tęsknocie za porządnym jedzeniem niż te paćki i lekka dieta pani Pomfrey. Współczuł Andersonównie, która nie miała możliwości zbiec ze skrzydła tak, jak właśnie zrobił to on. Został zaprowadzony z dala od skrzydła przez prefekt Ślizgonów. O ironio. Chętnie da się tak porywać.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto 23 Paź 2018, 20:41

Zapadła między nimi cisza, zmącona jedynie ich oddechami oraz głuchym odgłosem butów uderzających o kamienną podłogę. Alecto postanowiła jej nie przerywać, dając chłopakowi czas na okiełznanie myśli i uspokojenie skołatanego serca. Cisza ta nie ciążyła na nich, nie zawisła w powietrzu z milionem niewypowiedzianych słów, po prostu była, klarowana, i w swojej prostocie piękna. Przyjęła ramię, które jej zaoferował z delikatnym uśmiechem na ustach, kiedy drzwi skrzydła szpitalnego zamknęły się za nimi z cichym skrzypnięciem.
Zapach unoszący się z kuchni czuć było zanim uchylili drzwi pomieszczenia, blondynka zaciągnęła się nim przymykając powieki na ułamek sekundy dłużej niż powinna. Z impetem otworzyła drzwi, spojrzenie skrzatów krzątających się między garnkami i szafkami skupiło się właśnie na blondynce, wyrażając zdziwienie obecnością, w tym miejscu dwóch Ślizgonów. Przedstawiciele domu Salazara rzadko kiedy zapuszczali się w to miejsce, plugawione przez stopy niższej rasy. Bez słowa zabrali kilka rzeczy oraz termos z gorącą kawą oraz kawałek dyniowego ciasta, na które akurat nabrała ochoty. Przeszli do Wielkiej Sali, gdzie o tej porze mało kto przebywał, z czego panienka Carrow doskonale zdawała sobie sprawę, a jednak. Zanim przekroczyli jej prób, Horn skupił swoje spojrzenie na kimś, mimowolnie spojrzała w tym samym kierunku, a jej oczom ukazała się postać uroczej, roześmianej blondynki, która w najlepsze zaoferowana była rozmową z jakimś chłopakiem. Wszystko to nie było niczym niezwykłym, lecz zmusiło Castiela do wycofania się, a z pomiędzy jego warg wydobył się pomruk sugerujący, by poszli gdzie indziej. Była to najbardziej niezwykła, a jedocześnie najciekawsza rzecz, jaką mogła ujrzeć w wykonaniu chłopaka, od czasu ich pijackiego wieczoru w Prefekturze.
Usta Alecto ozdobił szeroki uśmiech, a w niebieskich tęczówkach pojawiły się te charakterystyczne iskierki. Już teraz nie mogła doczekać się chwili, w której obsypie przyjaciela gradem pytań dotyczących owej dziewczyny. Teraz to ona była milcząca, przed oczyma wciąż miała minę Ślizgona kiedy ujrzał on ową blondynkę. Czuła ekscytację, która powoli ogarnia jej ciało, z każdym kolejnym krokiem wędrówki w górę. Widziała, że jest mu ciężko, wspinaczka w jego stanie nie była najlepszym pomysłem, dlatego gdy w końcu dotarli na miejsce ucieszyła się na widok drewnianej podłogi obserwatorium. Po raz kolejny dawała mu czas, by doszedł do siebie, czekając spokojnie aż pierwszy zabierze głos, choć w środku szalała od emocji. Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, by powstrzymać pytania, które uparcie cisnęły się jej na usta.
W odpowiedzi na jego gest uśmiechnęła się delikatnie, im nie potrzebne były słowa. Ona dobrze wiedziała, co miał na myśli. Stanęła przy barierce wpatrując się w dal. Z tego punktu świat wydawał się być taki piękny, tak niepodobny do tego, co miała okazję ujrzeć kilka dni temu. Nawet powietrze pachniało tu zupełnie inaczej. Chłodny wiatr otulał jej twarz, wprawiając w ruch rozpuszczone włosy. Przymknęła oczy rozkoszując się tą chwilą spokoju, jaka została jej podarowana. Słysząc głos Ślizgona spojrzała na niego.
-Długo zamierzają cię tam więzić? – zapytała, świadomie używając tak wymownego słowa, wiedziała czym dla Castiela jest bezczynne leżenie w łóżku, kiedy świat nadal biegł do przodu. Kolejne słowa wywołały u niej cichy śmiech, pokręciła z niedowierzaniem głową. Czy on chciał okłamać ją, czy może samego siebie?
-Toż to urocze – oznajmiła teatralnie wywracając oczami, często zastanawiała się skąd w jego umyśle biorą się takie pomysły. –A teraz na poważnie Castielu – jej głos nabrał dziwnego tonu, nieco władczego, jednak nadal była spokojna. Spojrzała w czekoladowe oczy chłopaka. –Powiesz kim jest ta dziewczyna? – zapytała, grzecznie póki co. Nie zamierzała odpuścić tego tematu, i on musiał zdawać sobie z tego doskonale sprawę.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Wto 23 Paź 2018, 21:57

Potarł wierzchem dłoni kość policzkową, a potem przesunął dłonią po twarzy i brodzie, na której wyczuwał już szorstkość. Chwilowe ożywienie jakiego zaznał na widok Alecto powoli normowało się, rozkładało na całe ciało i wymagane reakcje na odbierane bodźce. Przestał więc uśmiechać się nie tylko uniesieniem ust, ale i w oczach próżno było szukać wesołości. Nie chciało mu się wykrzesać z siebie tych pozytywnych emocji. Cieszył się z obecności Alecto, czerpał z tego ulgę i przyjemność, a więc to jedyne, co go spotkało w chwili, gdy po otwarciu oczu dostrzegł zarys jej twarzy. Teraz opadł z sił, więc po prostu był i nic więcej nie można było od niego wymagać.
Jego pogruchotane serce poruszyło się za mostkiem. Al tak dobrze go znała. Wiedziała jak do niego podejść, co powiedzieć, w jaki sposób nazwać pobyt w skrzydle szpitalnym. Potrafiła wczuć się w tor jego myśli i w tym tempie z nim rozmawiać.
- Minimum tydzień, ale wypiszę się na żądanie. Mam rękę niesprawną, a nie nogi. - mruknął w odpowiedzi, choć posłał Ślizgonce dłuższe spojrzenie, lustrując uważnie jej mimikę. Coś mu w niej zaczęło przeszkadzać. Ten błysk w oku zwiastował zazwyczaj kłopoty. Zupełnie jakby coś sobie właśnie knuła i próbowała znaleźć odpowiedni moment, by go zaatakować. Niezbyt mu się to podobało. Z Alecto tak właśnie było. Dawała wiele otuchy swoją obecnością lecz jeśli nie daj Merlinie jakiś temat ją szatańsko zainteresował to towarzystwo zamieniało się w niebezpieczeństwo. Niełatwo było uniknąć jej pytań, a już w szczególności spostrzegawczego wzroku.
- Jesteś jedyną osobą, która uznała to za urocze. Gdybyś nie kochała innego a ja nie kochał innej to bym ci się oświadczył za to. - stwierdził jednolitym tonem pozbawionym żywszych barw. Sens w tym był. Dogadywali się, rozumieli wzajemnie, potrafili odgadnąć wzajemne potrzeby i nie musieli być w sobie zakochanym, by cenić swoje towarzystwo. Czego chcieć więcej? Byli partnerami, szli ramię w ramię i niechaj zatem tak pozostanie, skoro serca biją z dala od siebie.
Jęknął, gdy usłyszał pytanie. Nosz na gacie Merlina, zauważyła! Jego mina wyrażała udręczenie. Odwrócił się do Al profilem, oparł łokciami o barierkę i kciukami potarł brwi. To sobie nagrabił. Nieumyślnie, nierozważnie, a już w jej głosie pobrzmiewał lodowy upór, spomiędzy którego ciężko jest się wywinąć. Co on też najlepszego zrobił... no ale przecież nie mógł sobie po prostu wejść do Wielkiej Sali i siedzieć nieopodal Gabrielle. Przecież zaraz by coś jej powiedział, zaraz zdradziłby się, że ma jakąkolwiek relację z nią. Wiedział, że Alecto chciałaby go widzieć w towarzystwie jakiejś dziewczyny. Mówiła mu o tym, w Prefekturze, gdy byli pijani i gdy bełkotała mu, aby zostawił wieszak na ubrania tylko znalazł sobie prawdziwą dziewczynę, która będzie śmiać się z glanów transmutowanych w papcie z kocią paszczą.
- Skąd miałbym wiedzieć kim jest ta dziewczyna? Nie jestem Black, co maca i seksi się z większością lasek. Jego zapytaj, pewnie wie. Któregokolwiek, bo zapominam, że jest ich dwóch. - wzruszył ramionami patrząc na nią kątem oka. Poczuł na karku lodowate smagnięcie zaniepokojenia. Wzrok Alecto mówił jasno, że nie odpuści. Odpowiedział jej hardym spojrzeniem na znak, że nie da z siebie tak łatwo wyciągnąć. Jeśli powie cokolwiek o Gabrielle... nie wiedział co Alecto z tym fantem zrobi, jednak cokolwiek by to nie było, czuł, że nie przypadłoby mu to do gustu.
- Tak na dobrą sprawę póki nie wyjdę z więzienia to masz w spadku Buca. Znaczy się kota, zmienię mu imię. Tfu, jej. Rzuć mu do kufra żarcie i pozwól spać w łóżku. Z resztą sobie poradzi. - doskonale zdawał sobie sprawę, że podjął się marnej próby zmiany tematu. Mimo wszystko robił to. To, że jest wykończony i przygnębiony nie sprawi, że nagle się otworzy. Wylał z siebie naprawdę wiele emocji, ledwie pół godziny temu miała dostęp do najgłębszych odmętów jego osobowości, co nie znaczy, że będzie sobie na to patrzeć w nieskończoność. Przywołał do siebie termos z kawą. Nie stawał przodem do Al. Nie chciał być świadkiem jak krzyżuje ramiona i patrzy na niego wyzywająco. To oznaczało kłopoty, może ją zniechęci przy odrobinie oporu...
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 24 Paź 2018, 22:10

Widziała to. Castiel był jakiś inny. Nieobecny. Rozbity. Do jej umysłu wkradł się cień niepokoju. Chwilowa radość, którą dostrzec można było kilkanaście minut temu w jego czekoladowych oczach zniknęła. Zastąpił ją smutek, a on zdawał się po prostu być, oddychać. Serce w jego piersi biło, ale nic nie wskazywało na to, że żuje, ot egzystuje. Zmiana jego nastroju wpłynęła również na blondynkę, która nieco przygasła. Uśmiech opuścił jej usta, zastąpiony przez poważny wyraz twarzy. Chwyciła jego dłoń splatając ich palce razem. Podejrzewała w czym, albo raczej w kim leży przyczyna takiego stanu rzeczy, jednak nie śmiała tego komentować. Nigdy nie darzyła sympatiom panienki Temple, wciąż nie mogła zrozumieć nie mogła, dlaczego to właśnie w niej Horn ulokował swoje uczucia. Z całego serca życzyła mu szczęścia, o które ciężko w mrocznych czasach, w których skazani byli żyć, lecz miała również nadzieję, że uczucie które uważał za miłość, było jedynie zauroczeniem. Ciche westchnienie opuściło jej usta, oparła głowę o jego ramię.
Zmarszczyła brwi słysząc jego mruknięcie. Odsunęła się nieco przerywając tym samym ich cielesny kontakt, który zawsze dawał swego rodzaju ukojenie, patrząc na niego z wyrzutem.
-I myślisz, że ci na to pozwolę? – uniosła do góry brew rozbawiona jego ignorancją. Nawet jeżeli własnoręcznie miałaby przywiązać go do łóżka, spędzi w skrzydle tyle czasu ile powinien. Zdawała sobie sprawę z tego, czym dla niego jest ta sytuacja, lecz nie mogła pozwolić, by świadomie pozbawił się opieki medycznej, której nadal potrzebował. Był jeszcze zbyt słaby, widziała jaką trudność sprawia mu ich wspólna wspinaczka, nawet jeżeli używali skrótów. Ucieczka ze skrzydła szpitalnego nawet na kilka godzin w mniemaniu Carrow była nawet właściwa, zwłaszcza iż miała go ciągle na oku, ale opuszczenie tego na własną rękę było głupotą.
Uśmiechnęła się szeroko, chwyciła twarz chłopaka w swoje dłonie dając mu całusa w nos.
-A ja bym te oświadczyny przyjęła – oznajmiła. Wizja ta nie przerażała jej tak bardzo, jak zaaranżowane zaręczyny z Regulusem. Poczuła, jakby na palcu serdecznym nadal ciążył pierścień wysadzany diamentami, mimowolnie spojrzała na swoją dłoń. Na szczęście, niczego tam nie było. Odetchnęła z ulgą.
Powietrze między nimi raz gęstniało, by po chwili znowu rozrzedzić się wśród uśmiechów, czy niestosownych uwag. Jęk opuścił usta Ślizgona, który mimochodem odwrócił wzrok, unikając jej badawczego spojrzenia. Każdy kolejny przez niego gest tylko utwierdzał blondynkę w przekonaniu, że ma coś do ukrycia, coś co związane było z uroczą blondyneczką, którą dane jej było ujrzeć w Wielkiej Sali. Szybka zmiana tematu również nie działa jego korzyść. Znała te wszystkie sztuczki od podszewki, sama wielokrotnie stosowała je, gdy obrany temat nie był jej na rękę. różnica między nimi polegała na tym, że Alecto wychodziło to milion razy lepiej. Skrzyżowała ręce na piersi, zmarszczyła brwi, nie do końca zadowolona z próby spławienia. Chwila konsternacji, w której zastanawiała się, czy Castiel jest naiwny czy może głupi. Położyła dłoń na jego prawym ramieniu, wspierając się na palce.  
-Castielu Hornie – wyszeptała tonem nieco złowieszczym tuż przy jego uchu, po czym zrobiła dwa kroki stając nim, dłonią rozpoczęła wędrówkę po jego ciele, z ramienia przenosząc ją na bark, a następnie plecy. Nieustępliwość Alecto w jakimś stopniu wszystkim działała na nerwy, a jej zawsze podobało się to władcze stanowisko, kiedy próbowała z kogoś wyciągnąć informacje.
-Czy ty masz mnie za głupią blondynkę? – zapytała zatrzymując dłoń na jego lewym ramieniu, wbiła w nie mocniej paznokcie. Pokręciła z niedowierzaniem głową, cmokając ustami z dezaprobatą.  
-Masz dwa wyjścia – oznajmiła unosząc do góry podbródek. Niech pozna jej łaskę! - Pierwsze, mówisz mi kim jest ta dziewczyna i co cię z nią łączy – rzuciła z zawadiackim uśmieszkiem na ustach, który zwiastował zbliżające się niebezpieczeństwo, co potwierdzał błysk w jej niebieskich oczach –Drugie, mówisz co łączy cię z tą dziewczyną i kim ona jest.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 25 Paź 2018, 20:50

Trwał w swoim zawieszeniu. Nie wszystko było na swoim miejscu. Choć z jego barków spadł ogromny ciężar niepokoju o Alecto, tak po uldze powrócił marazm. Chciał go znów pochwycić i osaczyć zabierając zeń chęci do jakiegokolwiek przejawu życia. Czuł, że się mu poddaje, że nie jest w stanie się mu sprzeciwić, gdy nagle jego chłodne palce zostały oplecione obecnością ciepłej dłoni, która odegnała i opóźniła powrót gradowych chmur. Ścisnął mocno jej drobną dłoń, nie pamiętając już kiedy ktoś inny niż ona go tak potraktował. Gdy poczuł na ramieniu ciężar jej głowy mimowolnie rozluźnił mięśnie. Brakowało mu tych gestów i małych zachowań, a Alecto ofiarowywała mu je ze sobie naturalną swobodą. Ocieplała jego zziębnięte ciało i był jej za to wdzięczny. Teraz to on westchnął z ulgą, w pełni wracając do rzeczywistości.
- Ależ ja cię nie pytam nawet o zdanie. - odpowiedział niemalże życzliwie, co dziwnie wyglądało w jego ustach. Nie mógł oprzeć się przed odrobiną oschłości, którą Alecto celowo w nim wywoływała. Nie bała się jej, nie zrażała, a wiedziała, że gdy rzucał chłodniejsze komentarze to wracał do właściwej sobie równowagi. Non stop przesuwał kciukiem po jej dłoni chłonąc po prostu obecność drugiej osoby. Tylko tyle potrzebował i aż tyle. Wywrócił oczami na widok jej szerokiego uśmiechu i zgody na niedoszłe i nierealne oświadczyny. Nie uśmiechnął się, chociaż wzrok jego ożył niczym dźgnięty zaklęciem rozświetlającym. Czemu musiał tak długo czekać aż ona przyjdzie? Zupełnie inaczej oddychało się mając świadomość, że przyjaciółka jest tutaj obok. Taka bliska, chłodno patrząca, ale i potrafiąca uśmiechnąć się w obliczu jego prawdziwego charakteru. Nie każdy to potrafił. Uniósł ich ręce i też popatrzył na jej dłoń, choć nie skomentował tego słowem. Przesunął palcem po miejscu, gdzie powinna/była niegdyś obrączka. Teraz Al była wolna, nie licząc rzecz jasna zakochanej w niej nieludzkiej poczwarze, którą chciałby zamordować, ale nie może. Takie tam.
- Nie castieluj mi tutaj, to zły omen. - próbował jej przerwać. Wzniósł oczy ku niebu i zadrżał. Alecto zawsze się tak doń zwracała, gdy miała w planach mocne zaakcentowanie swych słów i zachowania. Ten złowrogi ton... wywołał w Castielu falę ciepła, która rozpłynęła się po jego piersiach i tam sobie została. Pierwszy raz od dawna poczuł się w ułamku szczęśliwy i to właśnie przez tę groźną obietnicę składaną niemo przez spojrzenie Alecto. Uśmiechnął się przelotnie, krótko i z niewyraźnym rozbawieniem. Wszystkie zmysły zakotwiczyły się w miejscu, gdzie dotykała go palcem. Wędrowały za jego ścieżką i znaczyły ją gęsią skórką okraszoną ciepłem. Odwrócił głowę na drugą stronę i zatrzymał ciemne ślepia na Ślizgonce. Budził się w nim zmysł buntownika. O nie, nie da się tak łatwo urobić. Nic z tych rzeczy. Zmarszczył brwi i przymrużył wojowniczo oczy.
- Takie tam, łudzę się, że odpuścisz. - puścił jej oczko i wysłuchał cierpliwie jej jakże hojnego ultimatum. Ten wzrok... trzymał go w miejscu, a więc wyszedł mu naprzeciw. Uniósł wyżej podbródek i pozwolił paskudnemu uśmiechowi wpełznąć mu na usta.
- Ależ moja droga, dziękuję za twą łaskawość. Wybieram opcję trzecią. - nachylił się blisko niej tak, że czuł na twarzy ciepło jej oddechu. - Wypiszesz mi grzecznie przepustkę na jeden wieczór szlajania się po Hogwarcie i nie będziesz protestować, gdy wypiszę się z wcześniej ze skrzydła szpitalnego, a wtedy być może uzyskasz odpowiedź na pytanie. - skoro miał zdradzić swoje relacje z Gabrielle i narazić się na silną reakcję Alecto warto na tym skorzystać i zabezpieczyć się zyskiem. Nie da niczego za darmo i choć wiedział, że być może ulżyłoby mu, gdyby wyżalił się jaką to wariatkę poznał, to widząc niebezpieczny błysk w oczach Al, chciał z tego wycisnąć jak najwięcej korzyści.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 26 Paź 2018, 15:57

Tak było cały czas. Minuty szczęścia przeplatały się ze zwątpieniem, goryczą i bezsilnością. Rany w sercu krwawiły w najmniej oczekiwanej chwili, dając jasno do zrozumienia, że coś jest nie tak. Z czasem pojawia się samotność, najgorsza chorobowa ludzkości. Castiel nigdy otwarcie o tym nie mówił, ale blondynka doskonale wiedziała, że ta przypadłość dotknęła i jego. Przez te wszystkie lata dobrze go poznała, nauczyła się rozpoznawać jego uśmiechu i właściwie interpretować jego znaczące spojrzenia – również te, które przepełnione były pustką i obojętnością.
Oboje czuli, że potrzebuje on czegoś, co zdejmie z niego zły urok i przywróci radość życia. W nielicznych momentach tym czymś - ściślej rzecz ujmując kimś - była właśnie ona, niczym kotwica trzymała go, by myślami nie popłynął zbyt daleko, aby całkowicie nie zatracił się w morzu uczuć, które nie niosły ze sobą nic poza gradowymi chmurami. Przy Alecto nie było chwili, w której Castiel mógłby czuć się niepotrzebny i zepchnięty na drugi plan. Ona zawsze wiedziała, kiedy potrzebował czułych słów czy gestów, a kiedy jedynie samej jej obecność. To była jedna z najlepszych cech dziewczyny, której nie doświadczył nikt poza Ślizgonem i Danielem.
Dlaczego tak bardzo spodobały się jej te słowa? Może odpowiedzią na to pytanie jest fakt, że Castiel Horn bardzo rzadko wyrażał na głos swoje uczucia, a ta życzliwość w jego ustach brzmiała wręcz niewiarygodnie? Jego dotyk przynosił jej widoczną ulgę. Okazywana przez bruneta czułość była niezwykle naturalna, a jednocześnie potrzebna im obojgu. Zbyt rzadko w swoim życiu mieli okazję jej doświadczać. Zastanówcie się nad tym dobrze: wszelkie najlepsze uczucia, jakie są w człowieku, z czasem zabija rutyna. I przychodzi moment, w którym rodzice przestają mówić swoim dzieciom, że je kochają, przyjaciele rzadko dziękują za to, że jesteś, bliscy ci ludzie nie wspominają, jak bardzo cię potrzebują. Wszyscy myślą przecież, że doskonale o tym wiesz – i, bądź co bądź, mają rację. Ale któż nie chciałby usłyszeć słów „Kocham cię”. Nie znała nikogo, kto nie uśmiechnąłby się, słysząc: „Dziękuję, że jesteś”, ani kto przeszedłby obojętnie obok jakiegokolwiek gestu wyrażającego wdzięczność, uczucie. Nawet Casstiel, który częściej niż oazą spokoju i miłości wydawał się być gruboskórnym dupkiem, tego pragnął. Niestety w swoim długim, człowieczym życiu często zapominamy o tym, co potrafimy najpiękniej.
- Co nie zmienia faktu, że nawet jeżeli ty się z nim nie liczysz, Pani Pomfrey go nie podzieli – skwitowała jego wypowiedź niewinnie się uśmiechając. Za nic miała nieco oschły ton wypowiedzi, była do niego przyzwyczajona, często sama go prowokując swoimi gestami czy słowami. Wtedy miała pewność, że w chłopaku istnieją jeszcze jakiekolwiek uczucia, które dawały jej nadzieję, że nie zatracił się on całkowicie w odmętach własnych, destrukcyjnych myśli.
Wzdrygła się, gdy jego palce zsunęły się do miejsca, gdzie kilka miesięcy temu spoczywał pierścionek, mimo jego braku nadal czuła ciężar zawodu na swoich barkach, który sprawiła nie tylko swoim rodzicom, ale również Blackom. Zerwanie przezeń zaręczyn było plamą na honorze obu rodzin. Potrząsnęła delikatnie głową, by odgonić niepotrzebne myśli, skupiając swoją uwagę ponownie na przyjacielu, a chęć wyciągnięcia z niego informacji była tym większa im bardziej chciał uniknąć odpowiedzi na jej pytania.
Okazała wobec niego przejaw łaski, którą odrzucił stawiając własne warunki. Próbowała wyłapać w jego mimice jakiekolwiek oznaki oszustwa, gry która miałaby ukryć jego prawdziwe uczucia wobec tamtej blondynki, ale twarz miał wciąż nieodgadnioną, niczego nie potrafiła z niej wyczytać. Zmrużyła oczy, dłonie położyła na biodrach, jej wyzywająca poza mogłaby obudzić w kimś grozę, jednak na Castielu zdawała się nie robić żadnego wrażenia. Mierzył się z nią spojrzeniem, jego źrenice rozszerzyły się, a oczy z brązu zmieniły w czerń, całości dopełniał ten charakterystyczny dla chłopaka, paskudny uśmieszek, który większość zmuszał do ucieczki w chwili gdy się pojawiał. Alecto na jego widok reagował zupełnie inaczej, zamiast się skulić i odpuścić wypięła pierś do przodu, a kąciki jej ust uniosły się znacznie do góry. Zaśmiała się złowieszczo z warunków jakie jej postawił, niebieskie oczy błysnęły niebezpiecznym blaskiem. Ani myślała odpuszczać mu tego tematu, Carrow cechowała się uporem, zwłaszcza kiedy na czymś jej mocno zależało, nie odpuszczała tak łatwo. Wymagał od niej wiele, co nie pozostawiało żadnych wątpliwości. Dziewczyna była dla niego ważna, nie świadomie dał to arystokratce do zrozumienia. Poczuła jak serce w jej piersi uderza mocniej, po czym zakłuło ją delikatnie. Czyżby zazdrość pomieszania ze szczęściem? Ciężko było stwierdzić.
- Horn, czy ty myślisz że się na to zgodzę? – zapytała, patrząc na niego z politowaniem wymalowanym na jasnej twarzy. Uniosła palec wskazujący do góry- W drodze wyjątku... ogromnego wyjątku, mogę zgodzić się na przepustkę, ale wtedy będziesz musiał powiedzieć mi wszystko o niej i o tym, co was łączy. A wiedz... widziałam, że łączy! – wydawała się być naprawdę miła i spokojna, choć chłopak musiał zdawać sobie sprawę z tego, że były to jedynie pozory.



Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 26 Paź 2018, 23:30

Przy Alecto mógł być sobą. Takim prawdziwym sobą, bo przeszedł z nią już wszystkie możliwe etapy relacji. Kiedyś się nie cierpieli, potem się w sobie zadurzyli, później zerwali, dokuczali wzajemnie, robili na złość, godzili się, poszli razem gdzieś na bal, chorowali obok siebie, wymykali się gdzieś, okazywali sobie zniecierpliwienie, czułość, oschłość, delikatność i w końcu z całej tej morderczej mieszanki wykluła się prawdziwa przyjaźń. Taka, której nie da się zniszczyć miłością, bowiem mieli za sobą etap tworzenia pary. Dopiero teraz, dzisiaj docenił to, co miał. Stracił Nessie, ośmieliwszy się poczuć wobec niej coś, co poważnie naruszyło strukturę ich relacji a w obecnej chwili uniemożliwiało jakąkolwiek interakcję. Czuł się temu winny, ale czy miał wpływ na swoje emocje? Póki co jedyną zaletą jego siedemnastoletniego żywota było posiadanie głębokiej relacji z Alecto. Tego nie da się łatwo zniszczyć, a trzeba przyznać, że postronny obserwator mógłby mieć pewne wątpliwości co do oceny ich wzajemnej relacji. Wiedział, że mógł pozwolić sobie na oschłą uwagę czy zimniejsze spojrzenie. Nie musiał się hamować, jeśli nie chciał. Alecto utrzymywała cały jego chłód w odpowiedniej odległości i nie zrażała się jego mocą. Potrafiła dostrzec pod tym wszystkim prawdziwe intencje, których nie umiał po ludzku wyrazić. Wiedziała kiedy go dotknąć, kiedy lepiej zaniechać. Choć miał Alecto Carrow za przyjaciółkę, tak nie była ona w stanie wypełnić pustki w jego sercu. Czasami tego żałował. Tak bardzo mu brakowało kogoś jeszcze...
Depresyjno-ponury stan uśpił z początku jego czujność i błyskawiczne powiązanie szczegółów. Dzięki temu Alecto wyniuchała trop, który wolałby zachować tylko i wyłącznie dla siebie. Nie miała pojęcia co ją czeka. Nawet na myśl jej nie przyszło co będzie się działo w dniu, kiedy wyjdzie oficjalnie ze skrzydła szpitalnego. Zabierze ją na noc. Ukryją się w tajemniczym pomieszczeniu na siódmym piętrze i przegadają wszystkie godziny - będzie walczył o jej rozsądek i dokona pierwszej części zemsty na Blaisie - namiesza w głowie Alecto do takiego stopnia, by zwątpiła w swego ukochanego. Dzisiaj jednak musiał przyjąć postawę defensywną, jeśli nie zamierzał pozwolić na wyciągnięcie z siebie wszystkich smacznych informacji. Miał przed sobą trudnego przeciwnika i szczerze mówiąc, uwielbiał to. Niczym psychopata cieszył się, gdy mógł się z nią zderzyć i sprawdzić, w którym momencie ją zdenerwuje. To go ożywiło, a zważywszy na dzisiejszy dzień, Alecto czyniła właśnie cuda. Przywracała jego blade i zimne ciało do życia, wpompowywała weń energię i dzieliła się swoimi siłami. Poszczęściło mu się. Miał przy sobie kogoś wartościowego, za kogo będzie walczyć do ostatniego palca. Albo i dłużej.
- Carrow, ja wiem, że się na to zgodzisz, bo nie masz innego wyjścia. - przedrzeźniał ją i też popatrzył na nią z politowaniem. Gdy wysunęła naprzeciw niego palec wskazujący, od razu go odsunął i sprowadził wzdłuż ciała. Nie lubił, gdy ktoś go tak mierzył paluchem. Czyżby chciała się pochwalić, że ma wszystkie, a on nie? Klękajcie narody, budził się w nim wisielczy humor.
Syknął przez zaciśnięte zęby, gdy odkrył z opóźnieniem podstęp. Nawet w niewinnym ultimatum zasiała pułapkę i wpadł w nią bez najmniejszych oporów. Naburmuszył się, ściągnął brwi i posłał jej pełne wyrzutu spojrzenie. Oparł się tyłkiem o barierkę i popatrzył na Alecto. Znowu ta poza, znowu to spojrzenie. Ileż on się na to napatrzył przez te lata. Znał to na pamięć, domyślał się scenariusza jej planu. Skrzyżował zatem ręce na ramionach.
- Nie powiem ci wszystkiego, cwaniaro. W zamian przepustka i jak podkreśliłem, nie będziesz mi utrudniać wypisu ze skrzydła. Nie dam ci tego zapomnieć. - już on jej da łapanie za słówka i wyciąganie z ultimatum tego, co jej się podobało. Stawiał żelazną zasadę i żądał jej respektowania. I tak informacje są bardziej wartościowe niż sama zapłata. Co nie znaczy, że powie jej wszystko. Cenił sobie Alecto teraz bardziej niż kogokolwiek lecz nie da jej tej satysfakcji. Nie chciał wzbudzać w niej nadziei, że kogoś sobie znalazł na miejsce Nessie. Przecież to niemożliwe, by ktoś inny był dla niego "Ness", skoro ona była tylko jedna jedyna. Musiał znaleźć inny bodziec, który wypełni pustkę po tej, która sobie wesoło zieje w jego sercu. Nie był pewien czy była to...
- Gabrielle. - mruknął z wyraźną niechęcią. - Z wymiany z Beauxbatons. Wariatka, ma nierówno pod sufitem. Nic mnie z nią nie łączy. - patrzył wyzywająco prosto w oczy Al. - Działa mi na nerwy i tyle. Jest na co popatrzeć, ale zawartość jej mózgu doprowadza niejednego do szału. Kropka, ot masz całą historię. Jutro chcę widzieć moją przepustkę na szafeczce w skrzydle szpitalnym. - zakończył wywód wkładając w niego tyle informacji ile mógł, a które by mu mocno nie zaszkodziły. Oczywiście musiał zdradzić, że Gab działa mu na nerwy inaczej Alecto nie zadowoliła się brakiem "smaczka", na którego była taka łasa. Niezbyt mu to pasowało lecz wybrał mniejsze zło. Niechże lepiej wierci mu dziurę w brzuchu z tego powodu niźli miała wypytywać o Nessie. Sięgnął po termos z kawą, który stał sobie beztrosko przy jego nogach, i wypił spory łyk. Otarł kłykciem usta zwilżone życiodajnym napojem. Nie odrywał oczu od Alecto, bo wiedział o co toczy się gra. Czuł na sobie jej badawcze i piekielnie niebezpieczne przenikliwe spojrzenie, a więc nie mógł po sobie nic pokazać. Celowo trzymał w dłoni termos, by nie było widać jak spiął dłoń na samą myśl o "działaniu na nerwy" w wykonaniu francuskiej panienki. Celowo oparł się o barierkę, aby powstrzymać chęć odwrócenia wzroku pod naporem błękitnej toni oczu Alecto. Celowo wlewał w siebie kawę, aby panować w pełni nad głosem. To, co myśli o Gab zostanie w jego głowie. Są sposoby by to wyciągnąć, ale chciałby coś w zamian. Nie zwyczajną przepustkę, nie paczkę fajek. Coś więcej. Na przykład taki palec Blaise'a w prezencie, na tacy, w czerwonym jedwabiu. To by go usatysfakcjonowało. Sęk w tym, że Horn nie zawsze miał ochotę przyznawać na głos, co aktualnie czuje. Szczególnie, jeśli chodziło o dziewczyny. Na samą myśl o tej przeklętej Gabrielle włos jeżył mu się na głowie. A mimo wszystko nie mógł pozbyć się wrażenia, że mógłby się z nią dogadać, gdyby tylko przestała... sam nie wiedział co. Chciał unieść dłoń, by pomasować swój kark lecz zauważył, że ma do dyspozycji tylko jedną.
- Podrap mnie po karku. Nie mam wolnej ręki.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 27 Paź 2018, 14:02

Ona już wiedziała jak to jest, kiedy nagle ziemia rozstępuje ci się pod nogami, a niebo zaczyna walić się na głowę. Znała to uczucie, kiedy stoisz na rozdrożu, musisz wybrać jedną ścieżkę i już nigdy nie dowiesz się, czy mogłeś wybrać lepiej. Znała ten ból, który towarzyszy rozstaniom i doskonale wiedziała, jak smakuje rozczarowanie. Może dlatego tak doskonale rozumiała Castiela, wiedziała jak się przy nim zachować, by w chwili kiedy odzyskiwał pozorny spokój, tak szybko go nie utracił. Ona wiele razy zatracała się w destrukcyjnych myślach oraz uczuciach, z którymi budziła się i zasypiała każdego dnia pozbawiona obecności Daniela.
Oficjalnie byli przyjaciółmi, jednak to co łączyło ich naprawdę, ciężko było zmierzyć miarą prostych wyrażeń, dużym niedopowiedzeniem było w tym prostym słowie wyrazić wszystko to, co działo się między nimi. Sposób w jaki ze sobą rozmawiali, gesty którymi obdarowywali siebie wzajemnie, wszystko to co było przeszłość sprawiało, że ich relacja była niezwykle stabilna. W świecie, kiedy każdy kolejny dzień stał się niepewny, a przyszłość mogła nigdy nie nadejść, ich przyjaźń trwała. Wiedzieli o tym doskonale, była to dla nich jedyna pewna rzecz w życiu.
Horn należał do osób, które nie potrafią rozmawiać, w słowach wyrażać tego, co czują. Zamiast tego wolał myśleć, zachowując pewne rzeczy jedynie dla siebie. Ona była jedną z nielicznych, która potrafiła wyciągać informacje z jego zachowań. Drżenie powieki, zmarszczka pojawiająca się na czole, szerzej otwarte oczy, które pod wpływem zbyt intensywnych emocji buzujących w jego wnętrzu zmieniają kolor na czarny. Wszystko to, co robił nieświadomie, naprowadzało ją na odpowiedni trop, nie pozostawiając złudzeń. Tak samo było w przypadku uroczej blondynki z Wielkiej Sali, nie zdążyła się jej nawet przyjrzeć, zapewne nie zwróciła by na nią nawet uwagi, gdyby nie zachowanie Castiela. Gdy uświadomił sobie jej obecność w tamtej chwili, jego oczy gwałtownie rozszerzyły się, na skroni pojawiła się kropelka potu, a ciało spięło się nieznacznie, zupełnie jakby w jego ciało trafił piorun lub tłuczek. Rozbudziło to w niej tą chorą ciekawość, każda komórka jej ciała drżała od nadmiaru emocji, a na usta cisnęły się pytania, których z każdą sekundą pojawiało się coraz więcej.
Zamknął jej palec w swojej dłoni, wydęła usta mrużąc na niego oczy.
-Chciałbyś! – burknęła, zastanawiając się czy Castiel naprawdę wierzył w swoje słowa, czy może jedynie grał. Oboje doskonale wiedzieli, że z każdej sytuacji jest jakieś wyjście, w innym wypadku nie stali by tu teraz. Odwróciła od niego wzrok patrząc, gdzieś poza horyzont. Świat nadal wydawał się taki piękny, mimo wszystkich krzywd jakich doznali. Wróciła do niego spojrzeniem. Zacisnął zęby, tym samym dając Ślizgonce do zrozumienia, że ma go w garści. Po raz kolejny to ona wygrała ich małą bitwę, uśmiechnęła się triumfalnie. Każde wypowiedziane przez bruneta słowo jedynie podsycało jej ciekawość.
-Wszystkiego? – zapytała chwytając się tego słowa niczym tonący brzytwy. Zignorowała dalą część wypowiedzi, jej warunki były jasne, i nie zamierzała ich zmieniać. Czyżby między Castielem a tajemniczą dziewczyną doszło do czegoś więcej niż przypuszczała? Może właśnie ona miała stać się jego ucieczką?
-Piękne imię – wtrąciła się mu w słowo, jednak odniosła dziwne wręcz palące wyobrażenie, że gdzieś już je słyszała. Gabrielle, hm… nie dane było jej się zbyt długo nad tym zastanawiać. Uśmiech na ustach arystokratki powiększał się z każdym kolejny słowem wypowiedzianym przez przyjaciela. Dziwna fala ekscytacji i radości - oby nie przedwczesnej - rozlała się po jej drobnym ciele. Wiedziała jaki potrafi być Castiel, mało kto potrafił znosić jego zmienne nastroje, a teraz? Teraz znajdował się w najgorszym z możliwych momentów swojego życia, czy ktoś poza nią zdoła to znieść?
Uniosła brew do góry, z ogromną uwagą przyglądając się mu, uważnie słuchają i wyłapując, co smaczniejsze kątki, których mogłaby się uczepić. Wyraźnie chciał coś przed nią ukryć, czuła to i widziała. Sięgnął po termos z kawą, by ukryć to, jak się spiął. Zaśmiała się.
-Przestań pieprzyć Horn. Zachowujesz się wręcz nagannie! – skarciła go, zrobiła krok w stronę chłopaka. –Myślisz, że twoje wymijające wyjaśnienia mi wystarczą? – – zapytała marszcząc delikatnie czoło, na którym pojawiła się jedna, niewielka zmarszczka. –Gabrielle… działa ci na nerwy… wariatka. Może wyjaśnisz mi to? Poza tym ciebie też doprowadza do szału, hm? - delikatny uśmiech błąkał się po jej ustach, jakby świetnie się tą całą sprawą bawiła. Być może Castiel zastanawiał się, jak wybrnąć z tej sytuacji, jednak nie szło mu zbyt dobrze. Westchnęła wspinając się na palce, po czym przejechała paznokciami po jego karku, jednocześnie wyczuwając jak spięty jest.


Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 27 Paź 2018, 15:26

Nie czuł się zbyt komfortowo stojąc tak pod spojrzeniem Alecto. Była taka nieustępliwa, uparta jak stado hipogryfów i nie dawała mu nawet chwili wytchnienia. Tęsknił za tym przez ten czas, kiedy jej wyczekiwał. Gdy przyszło co do czego stwierdzał, że zapomniał odnieść się z nostalgią do jej temperamentu, a który teraz przejawiał się w najczystszej formie. Szukał zawzięcie w umyśle sposobu jakby się tutaj wybronić i nie odsłonić zbyt wiele. Nie dałby rady znieść jej pełnego nadziei wzroku, aby w razie czego następnego dnia ujrzeć w nich smutek, jeśli okaże się, że jednak nikt nie jest w stanie wypełnić pustki w jego sercu. Nie chciał wybiegać tak w przyszłość, nie miał na to sił. Liczyło się tu i teraz, koniec i kropka. Co będzie jutro, to już go nie obchodziło. Wolał trzymać się kurczowo teraźniejszości, bo gdziekolwiek by nie wybiegał - czy do wspomnień czy do planów - spotykał go tam mrok i osamotnienie. Wytrzymał więc dzielnie spojrzenie niebieskich oczu, choć miał ochotę sprawić, by przestały się tak podejrzliwie mrużyć.
Podrapał się po kąciku ust, gdy doczepiła się kolejnego słowa. Rany boskie, czy on przestanie popełniać takie gafy? Miał się tutaj bronić, a podawał szczególiki jak na tacy, czego nie omieszkała wykorzystać.
- A idź mi. - burknął i upił gorącej kawy. Wykrzywił się lekko, gdy sparzył sobie końcówkę języka. Wbrew swojej woli przyznawał się, że ktoś poza Alecto i Nessie potrafił go doprowadzić do białej gorączki. To niecodzienne, nietypowe, niezwyczajne. Aż prosi się o wykorzystanie i sprawdzenie jak daleko można zajść. Gabrielle była jego przeciwieństwem, oboje o tym wiedzieli. Ciężko było im do siebie dotrzeć mimo, że Horn nawet zaczął się odrobinę przykładać do zawarcia z nią jakichkolwiek relacji. Zauważył, że przy niezamykających się ustach Puchonki mógł przestać na chwilę katować się swoimi problemami. Denerwowała go, owszem, ale mimo wszystko opierała się jego oschłym komentarzom - a nie wyglądała na zdolną do tego. Jakże miałby to wyjaśnić Alecto? Jakże miałby ubrać to w słowa, aby nie wzbudzić w jej wzroku nadziei?
Zrobiła krok bliżej i był pewien, że go podrapie po karku. Zamiast tego znowu dała mu znać, że jego gierki są bezskuteczne. Nie był w formie, nie tylko fizycznej, ale i kondycja psychiczna pozostawiała wiele do życzenia. Odstawił termos gdzieś na bok... w efekcie czego zleciał z hukiem na drewnianą podłogę i doturlał się pod najbliższy drewniany schodek. Teraz to on naruszył granicę. Rozgrzaną od termosu dłonią zasłonił usta Al przez co reszta jej słów została stłumiona. Wbił w nią spojrzenie ciemnych ślepi nakazując jej niemo zamilknąć.
- Nie rób tego. - szepnął głosem zdradzającym zdenerwowanie. - Nie uśmiechaj się z nadzieją, bo nie zniosę twojego rozczarowania. Próbuję zapomnieć, ale mi nie wychodzi. Nie obiecam ci, że się zakocham w kimś normalnym, o ile w ogóle to kiedyś nastąpi. - odsunął dłoń z jej ust i umiejscowił na wątłym ramieniu. - Wiem, że tego pragniesz, Al. Dziękuję ci, też bym tego chciał, ale nie jestem teraz w stanie. - nie podnosił głosu, choć nikt mu nie nakazywał szeptać. Z jego oczu biła udręka, głos miał zmieniony, stłumiony emocją. - Gab... Gab przeszkadza mi w chaosie. Tylko tyle, Al. Nie chcę żebyś cierpiała, jeśli się rozczarujesz. Więc cśśś. - przysunął ją do siebie, siebie do niej. Przytulił, objął drugim ramieniem. Oparł brodę o jej włosy. Serce biło mu nierówno, spięty był od bólu ręki i duszy. Trzymał ją przy sobie i wewnętrznie cierpiał, bowiem tylko ją miał prawo tak objąć. Nikogo innego, nikt inny tego nie pragnął. Zatracił się znów sam w sobie, w swych wadach, które są składnikami jego paskudnego charakteru. Zgarbił ramiona, jeszcze mocniej ją do siebie przycisnął, bo właśnie teraz, dopiero w tym momencie uderzyły go wydarzenia ostatnich dni. Póki trzymał się ciepłej, żywej osoby dzięki temu wytrzymywał. Jak dobrze, że nie widziała wyrazu jego twarzy.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 27 Paź 2018, 20:14

Czuła się wyjątkowa, niezaprzeczalnie, bo przecież Castiel jej ufał – choć mało kto miał prawo o tym wiedzieć. Mimo, że nadal podążał za nimi cień ostatnich wydarzeń, na chwilę obecną jej życie stanęło w miejscu. Czuła się tak jakby zatrzymała się w korytarzu prowadzącym z jednego pomieszczenia, do drugiego, od Daniela, do Castiela. Ta krótka podróż cieszyła ją. W tej chwili nie zastanawiała się na tym, co myśli, żyła chwilą, uciekającą teraźniejszością. Wiedziała, że na myślenie i wątpliwości przyjdzie czas później, być może jeszcze tej nocy, ale nie teraz. Teraz najważniejszy był dla niej on. Tylko on.
Nie była wobec niego łagodna, nieugięta, uparta niczym przysłowiowy osioł, pragnęła poznać odpowiedzi na pytania, które pojawiły się w jej głowie w momencie, gdy zobaczyła reakcje chłopaka. Całą siłą woli zmuszała go do mówienia, czepiała się słów wypowiedzianych zbyt szybko, nieprzemyślanie, i… teraz tego żałowała. Być może posunęła się za daleko, może nie powinna tego robić, świadomie pragnąc jego szczęścia. Widziała wyraźnie, jak wiele ich różniło, a łączyło jeszcze więcej. Oboje ukrywali przed światem jakiś sekret. I ona, i on. Powoli zaczynała bać się tego, co w niej rosło – bo tak było i nie mogła temu zaprzeczyć. Za wszelką cenę pragnęła wyrwać z ust chłopaka informacje, tajemnicę którą przed nią skrywał, z jakiegoś powodu. Sama nie wiedziała, jak powinna zareagować na odkrycie którego dokonała. Serce w piersi blondynki wyraźnie przyspieszyło, na plecach poczuła dreszcz, a w głowie lekko jej zawirowało. Przerażało ją to. Otworzyła usta, by po sekundzie je zamknąć, nie wypowiadając nawet słowa. Poruszała wargami niczym ryba pozbawiona wody. Nie chciała – chociaż dotarło to do niej dopiero później – zmuszać Ślizgona do niczego, by zrobił coś wbrew sobie. Chciała uspokoić jedynie swoje sumienie, poczucie winy które przytłoczyło ją w momencie, kiedy ujrzała Castiela leżącego w szpitalnym łóżku. Słodkość poranka, zastąpiona została goryczą, sprowadzając Alecto na nieodpowiednie tory, egoistycznie podchodziła do sytuacji, doszukując się we wszystkim głębszego sensu.
Panienkę Carrow zaskoczyła jego szczerość. Fakt, pomyślała o tym mimochodem, o tym by Ślizgon zakochał się w kimś, obdarzył drugą osobę uczuciem wyższym, jakim była miłość, ale stwierdziła, że byłoby to nieczyste i nietaktowne szczególnie teraz, kiedy zaczęła dostrzegać w nim tak wiele ludzkich zachowań, o które wcześniej nawet go nie podejrzewała. Znała go kilka, jeżeli nie kilkanaście lat, wiedziała jaki jest, na jak wiele go stać, znała jego prawdziwą naturę, lecz czy znała prawdziwą twarz? Ciężko było odpowiedzieć jej na to pytanie, wielu z nich, przed nimi i po nich, każdy kryje się za maską, nie dając drugiej osobie odkryć się naprawdę i w pełni. Może tak naprawdę to ona miała problem? Mierzyła Castiela miarą swoją i Daniela, kiedy tak naprawdę niewiele miał z nimi wspólnego. Być może jej się tylko wydawało, ale dostrzegła w nim odrobię smutku i zawstydzenia.
- Ktoś mądry kiedyś powiedział, że człowiek jest jak księżyc: ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu – rzekła patrząc gdzieś przed siebie. Proste słowa, a jednak niosły ze sobą głęboką myśl.
Naruszył jej granicę, poczuła tylko jak wielka dłoń przesłania jej usta, zmuszając by zamilkła. Horn wyglądał, jakby cała siłą woli powstrzymywał się, by nie wybuchnąć. Po raz pierwszy w życiu widziała go w takim stanie – zwykle starał się ukrywać emocje, które nim targały. Tym razem było jednak inaczej. Głos drżał mu lekko z emocji. Ton, którego użył, nie był rozkazem, ale… prośbą, wręcz błaganiem. Jego słowa zdawały się wisieć w powietrzu przez dłuższą chwilę. Jakby prosiły i błagały, by je skomentowała, może przywróciła mu na nowo jakąkolwiek nadzieje. Ale w tym momencie nie potrafiła tego zrobić. Człowiek, który przed nią stał otoczony był gęstą mgłą enigmatyczności, jednak gdzieś w jej oparach pojawiało się światło. Pośród białego, wręcz mlecznego powietrza dostrzec mogła jego prawdziwą twarz., czuła niepewny grunt pod nogami. Im bardziej się przed nią otwierał, tym bardziej chciała mu pomóc. Na cokolwiek się zdecyduje, będzie to jego i tylko jego decyzja, a więc on i tylko on będzie ponosić jej konsekwencje. Nie chciała być współodpowiedzialna za to.
Zamilkli boje, pozwalając, by panująca cisza otuliła ich swoim płaszczem magii, tajemniczości i grozy. Myśli dziewczyny błądziły po nieznanych drogach, ale wciąż wokół Castiela i usłyszanych przez nią słów. Wbiła wzrok w ziemię, czując, że w oczach stają jej łzy. Trwało to ułamek sekundy. Mniej niż jedno spojrzenie. Potrząsnęła lekko głową karcąc się w myślach, wzięła dwa głębsze oddechy, kiedy otuliły ją ramiona Ślizgona, niosąc za sobą przyjemny zapach jego ciała, wymieszany z wonią medykamentów, jednak nawet to jej nie odrzuciło. Przylgnęła do niego, chwyciła jego ciało w swoje drobne ręce, zaciskając się na nim najmocniej jak potrafiła. Chłonęła tą chwilę całą sobą, każda komórka jej ciała wtopiona była w jego. W tym momencie słowa były zbędne, bo gesty wyrażały więcej. Dzięki nim zrozumiała jego potrzebę… potrzebę bliskości drugiego człowieka, tęsknotą za uczuciem ciepła drugiego ciała, zapachu, który nie był wyłącznie jego. Objawienie przyszło z opóźnieniem. Położyła brodę na jego ramieniu, wprawiając lekko ich ciała w ruch, kołysali się niczym liście na wietrze, jednak z niezwykłą delikatnością, charakterystyczną dla blondynki. Ciężko było przerwać tą ciszę, jedno nie przemyślane słowo, niepewny gest, mogłyby sprawić, że wszystko rozleciałoby się jak domek z kart, dlatego milczała, czekając aż on pierwszy zabierze głos.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pon 29 Paź 2018, 21:24

Dostrzegał szok na jej twarzy. Zupełnie jakby pożałowała swojego uporu i ataku. Nie miał jej tego za złe, choć trzeba przyznać, że mówienie o relacjach z Gabrielle było dosyć trudnym przedsięwzięciem. Nie umiał dokładnie sprecyzować ich wzajemnego stosunku. Nie miało to swojej nazwy ani dziedziny, a więc niełatwo było przedstawić Alecto wierny opis tego, co go spotkało w towarzystwie blondwłosej wyszczerzonej od ucha do ucha dziewczyny z Hufflepuffu. Nie mógł jej przecież opowiedzieć o tym, do czego mogło dojść między nimi na boisku. To też nie miało swojej własnej definicji. Niektóre wydarzenia należy trzymać blisko serca, gdzieś w okolicy duszy i czekać na rozwój sytuacji. Alecto dała mu do zrozumienia co sądzi o jego obiektach uczuć. Nie dziwił się zatem, że chciałaby widzieć go w rękach dziewczyny, która mu nie złamie serca. Drugi raz by tego nie zniósł. Minął miesiąc od tamtego strasznego dnia, kiedy rozmawiał z Nessie... i dalej bolało tak samo. Nie przemijało, choć były momenty kiedy na parę chwil udawało mu się o tym zapomnieć. Przesunął dłoń z ust Al na jej brodę i uniósł ją ciut wyżej, by odegnać jej poczucie winy. Popatrywał w jej oczy kiedy wypowiedziała jedno zdanie. Po chwili zastanowienia uznał, że zgadza się z nim.
- Zatem jesteśmy księżycami, Al. - szepnął, choć wcale nie musiał zniżać głosu. - Ostatnio trzykrotnie pokazałem swoją. Nie wiem czy to dobrze. Nie miałem sił, Al. Tak bardzo mi ich teraz brak. - powiedział już do jej włosów, o które oparł brodę, kiedy dała się objąć... kiedy nie uciekła, nie odsunęła się, nie wykrzywiła, nie nazwała go dupkiem.
Moment, kiedy oplotła jego tors miał zapamiętać na długo. Tak niewielki gest, a wywołał w Castielu coś, co myślał, że już dawno umarło. Zdał sobie sprawę jak mocno potrzebował czyjejś obecności. Dni, kiedy leżał sam w zimnej, cuchnącej chemikaliami pościeli zwiększyło znacznie deficyt w kontaktach z ludźmi. Andersonówna nie była zbyt rozmowna przez stan w jakim się znajdowała. Ktokolwiek go odwiedzał, przychodził raptem na kilkanaście minut i musiał iść, wyjść, załatwić coś, udać się na lekcję, obiad... zajmował się sobą, a Castiel dalej leżał w skrzydle szpitalnym i patrzył tępo w biały sufit. Poczuł namiastkę szczęścia z faktu, że jest tutaj, z Alecto, tak wysoko i sam na sam. Zamknął oczy. Napawał się ciszą, czyimś ciepłem, spokojem i bólem, który tracił na sile z każdą upływającą sekundą. Czuł się coraz lepiej fizycznie, choć wewnętrznie było jeszcze sporo do rozpracowania i naprawienia. Nie był pewien jak długo to trwało, jak wiele czasu ukradł Alecto. Nie chciał wiedzieć, to nie było istotne. Bicie jego serca zwolniło, wróciło do swojego naturalnego tempa.
- Nie mogę przywyknąć do braku palców. - odezwał się nagle, cicho. - Nie jestem w stanie na to patrzeć, Al. To nie jest zbyt wielka szkoda, Andersonówna skończyła gorzej, ale nie da się ich mi zwrócić magią. Brzydzi mnie to. Nikt o tym nie wie, tylko ty. Proszę, nie zadręczaj się tym, skoro ja już to robię. Po prostu musiałem to powiedzieć na głos. - ostatnią rzeczą jakiej chciał to wywołać w niej kolejny atak płaczu czy paniki. Przesunął dłońmi po jej ramionach i odsunął się na ich odległość. Zmierzył ją bacznie wzrokiem i zacisnął usta w bladą linię, gdy pojął jak bardzo musi czuć się przygnębiona tym, że stała się przyczyną jego pojedynku z Blaise'm. Nie umiał jej za to przeprosić, nie wiedział jak ma to wyjaśnić. Musiał z nią podjąć ten temat lecz nie dzisiaj. Nie teraz, kiedy oboje są tak wewnętrznie wyczerpani. Czyż nie zasługiwali na odrobinę wytchnienia?
- Cieszę się, że nic ci nie jest. Nawet nie wiesz jak bardzo. - czyżby i teraz pokazywał swoją prawdziwą twarz? Na to wygląda, bowiem jego usta nie zdobił ironiczny uśmieszek, od wielu minut nie rzucił jeszcze oschłym komentarzem. Przy Alecto nie musiał udawać, choć i tak nie pokazywał po sobie tego jak w pełni się czuje.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 04 Lis 2018, 13:05

Zacisnęła mocno powieki i otworzyła je ponowie, mając nadzieję że obraz przed jej oczami ulegnie przynajmniej małej modyfikacji. Mieli na głowie tak wiele problemu, dlaczego więc życie uparcie dostarczało im ich coraz więcej? Chwila spokoju, przelotne minuty szczęścia nie były wpisane w ich codzienne życie. Ostatnie wydarzenia, jedynie utwierdziły Alecto w przekonaniu, że już łatwiej nie będzie. Spojrzała przelotnie na Ślizgona i jej serce drgnęło, kiedy zobaczyła jego pełną cierpienia twarz. Trzeba było spojrzeć prawdzie w oczy: to nie był idealny moment na cokolwiek. Żadne słowa nie oddadzą tych wszystkich uczuć, które pętały ich dusze i serca. Ciężko było mówić innym o sobie, ciężko było też określić komu można zaufać.
Miała wrażenie, że to jedno zdanie posiadało ukrytą głębię, nie odnosiło się tylko do tej sytuacji. Wymagało to ode niej kilku długich sekund zadumy. Każde wypowiedziane przez Castiela zdanie zdawało się rozjaśniać mrok wokół nich, dawało wydźwięk wszystkiemu, co działo się do tej pory, a czego ona nie potrafiła zrozumieć. Przytuliła go jeszcze mocniej, rozumiała jego potrzeba bliskości, dlatego nie odbierała mu samej siebie. Nie krzyczała, nie uciekała, nie dociekała, po prostu była i właśnie sama ta obecność zdawała się zmuszać Ślizgona do mówienia. Gorzkie słowa przerwały ciszę, jednak jej przyniosły swego rodzaju ulgę. Przestał udawać, że jest silny, choć dla niej nadal był. Przeszedł większe piekło niż ona, stracił w nim część siebie. Alecto nie była pewna, jak sama by zareagowała gdyby okazało się, że ktoś pozbawił ją palców, dla nikogo taka rana nie była łatwa do przetrawienia, a tym bardziej dla tak młodej osoby, jaką był Castiel. Zastanawiało ją tylko jedno, czy ta cała Gabrielle zaakceptuje w nim te braki?
Wraz z tym pytaniem w głowie arystokratki zrodziła się myśl, podstęp, który albo okaże się katastrofą, albo pozwolić Castielowi na to, by poznał w końcu smak prawdziwej miłości i szczęścia. Wiele ryzykowała, jednak to wpisane było w jej naturę, nigdy nie potrafiła odpuszczać. Zaswędział ją nos, dlatego poruszała głową ocierając się o jego ramię. Skierowała na niego spojrzenie swoich niebieskich oczu.
-Castielu, nie powinno. Nie możesz myśleć w ten sposób – oznajmiła biorąc delikatnie jego zranioną dłoń w swoje ręce po czym ucałowała zabandażowane miejsce. –Nie masz się czego wstydzić, czy bać. To czy masz palce czy nie, nic nie zmienia mój drogi. – stwierdziła. Chciała dodać coś jeszcze, jednak to nie był jeszcze odpowiedni czas, nie teraz, dopóki nie rozgryzie tego wszystkiego i nie będzie miała dostatecznie dużo informacji.
-Ja też się cieszę, że tu jesteś – odpowiedziała obdarzając go jednym z najpiękniejszych uśmiechów, jej oczy delikatnie błyszczały od ukrytych w nich łez, a usta wyciągnęły się w subtelnym uśmiechu, który zdawał się emanować niezwykłymi pokładami miłości i troski. –Mam pomysł! – powiedziała, przerywając między nimi ten nieco patetyczny nastrój. –Ale będziesz musiał na mnie chwilę poczekać! – dodała, a uśmiech blondynki poszerzył się, zaś w oczach zaczęły budzić się ogniki. – Poczekaj, proszę – powiedziała, dając mu całusa w policzek, po czym ruszyła w kierunku wyjścia.

zt

Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 04 Lis 2018, 13:45

Obserwował jak siły opuszczają jego ciało. Udawanie kogoś, kim nie jest pochłaniało energię w zastraszającym tempie, a zważywszy na ostatnie wydarzenia Castiel chciał ryknąć na głos "Dość". Najgorsze w tym wszystkim było fakt, że to dopiero początek problemów. Nie koniec, nie jest w trakcie ich rozwiązywania. Dopiero wspinał się na sam szczyt kłopotów i dopiero wówczas będzie musiał stawić im czoła. Okoliczności spotkania wpędzały go w przygnębienie. Choć przy Alecto ożywił się bardziej niż przez ostatnie dwa dni, to wiedział, że gdy tylko każde pójdzie w swoją stronę (on rzecz jasna znowu do sterylnego skrzydła szpitalnego) to ochota do rozmów całkowicie go opuści. Będzie leżeć w łóżku całymi dniami i ignorować otoczenie, odliczając czas, kiedy to będzie miał możliwość wypisania się spod opieki pani Pomfrey i tego uzdrowiciela, którego onegdaj wezwała.
Stał z zamkniętymi oczami i czerpał sobie egoistycznie otuchy z obecności Al. Ostatnimi czasy przemknęła mu myśl opleciona sporą dozą żalu - i on i Al pasują do siebie idealnie, a jednak nie mogliby tworzyć pary ani dać sobie tego, czego oboje potrzebują. To smutne i prawdziwe, a naprawdę mogliby na tym zyskać. To psikus losu, że oboje oddali serce komu innemu - dwóm osobom, które nie są w stanie w pełni uszanować uczucie, jakie otrzymali. Nessie, bowiem nie była w stanie odwzajemnić i Daniel, który nie zasługiwał nawet na całowanie stóp Al. Wdychając spokojny i znany zapach Ślizgonki pomyślał o jutrzejszym dniu, kiedy będzie to musiał z nią porozmawiać. Poważnie, długo, w trudny i zawiły sposób, kiedy to emocje będą buzować pod skórą i wylewać się jadem spomiędzy ust. Zacisnął mocniej powieki, aby się teraz w to nie zagłębiać. Jechał na rezerwie sił. Jeszcze nie podniósł się w pełni.
- To nie strach, mądralo. - mruknął głosem pozbawionym energii. - Taa, wiem, wszystko wiem, ale przejść z tym do praktyki... - westchnął i dalej stał. Żałował, że Al nie jest tak ciepła, by być w stanie podzielić się swoją temperaturą ciała. Drgnął przypomniawszy sobie miękki policzek Gab, który zakrywał drżącymi palcami. Wydawało mu się, że było to wieki temu. Odległe wspomnienie w którego prawdziwość zaczynał wątpić. Może sobie to wmówił? Może to tylko sen, który odpowiadał jego wewnętrznym ukrytym pragnieniom? Może to zew serca, jego głód czyjegoś harmonijnego przyjemnego ciepła. Miał poszarzałą skórę na twarzy kiedy Al odsunęła się obdarzając go uśmiechem jednym z najpiękniejszych jakie widział na jej ustach. Przymrużył powieki, nie odpowiedział tym samym tylko bacznie przyglądał się błyskom w jasnych niebieskich oczach, próbując dociec na jaki pomysł wpadła. Nie był w stanie współodczuć ekscytacji ani nabrać wystarczającego poziomu ciekawości, aby przytrzymać ją w miejscu i zażądać stanowczym tembrem wyjaśnień. Po prostu ją puścił, jego dłonie opadły luźno wzdłuż ciała.
- Zostawiasz zbiega samego? - zapytał niegłośno kiedy odwracała się i kierowała pospiesznie ku schodom. - A z resztą... - westchnął. Nie miał sił uciekać do lochów, byleby nie musieć wracać do skrzydła. Skoro ma jakiś pomysł i ją czymś uradował... może go zaskoczy i poprawi mu humor. Nie miałby nic przeciwko. Stał jeszcze kilka minut tak nieruchomo patrząc w miejsce, gdzie Alecto przed chwilą była. Odwrócił się ku barierce, podszedł ku niej. Westchnął głęboko i oparł o nią łokcie. Dłonią pocierał powieki, brwi, próbował się ocknąć z marazmu i obojętności. Szukał w sobie ochoty do czegokolwiek poza ewentualnym rozważaniem przeskoczenia przez barierkę. Oparł brodę o dłoń, patrzył na krajobraz wzrokiem pozbawionym głębszych emocji. Jaskrawe słońce wyjątkowo go mierziło, żywa zieleń wydawała się zbyt wesoła i nieadekwatna do ostatnich wydarzeń. Ktoś taplał się w jeziorze, inni ganiali się po błoniach, kilkoro osób śmigało po błoniach na miotłach... czy to Filch za nimi biegnie wrzeszcząc jak opętany? Horn zamknął oczy i znieruchomiał niczym posąg. Tak na dobrą sprawę nie miał już nic do stracenia. Nessie nigdy nie wróci do niego w żadnej relacji, Alecto miała czelność pokochać Śmierciożercę... nie ma rodziny, nie posiada nawet drzewa genealogicznego. Morze relacji i znajomości jakie zawarł nie miały znaczenia, nie były w stanie przebić się przez skorupę beznadziejności. Czarny Pan postanowił rosnąć sobie w siłę, a aurorów popierdoliło równo z tej przyczyny. Castiel nie miał po prostu ochoty by budzić się i zasypiać. Żywił się pragnieniem zemsty... i tylko tym. Czuł się zimny jak lód, chropowaty i nieprzyjemny w dotyku jak naruszona skała. Rozplątał włosy z karku, by swobodnie opadły po bokach twarzy. Przesłoniły trochę jasnego słońca, które oświetlało szarą, niezdrową z wyglądu skórę. Słyszał szum swojej krwi w skroniach, ćwierkanie ptaków, skrzypienie desek i przesuwanie się ogromnej wskazówki zegara umieszczonego wszak na tej wieży, w której się znajdował. Czekał na Alecto i tęsknił za jej obecnością. Odwracała jego uwagę, nakazywała mu trzymać się żywej osoby, siebie samej, a teraz popadał w coraz głębsze przygnębienie. Nie chodziło już o same palce, ani ich brak. Ponosił jedną porażka za drugą i to go zdemotywowało. Odnosił wrażenie, że nie jest już osobą sprzed miesiąca. Nie widział sensu w dogryzaniu i dokuczaniu, w podrywaniu dziewcząt i nakłanianiu ich do przesiadywania w ciasnym schowku. Podbieranie Krukonom budyniu było teraz żałosne, kradzież słodyczy Panny Encyklopedii też stało się bezbarwne i nudne. Ważna była zemsta. Przetrwać, by się zemścić, to najważniejsze.
Wykrzywił się i otworzył oczy słysząc skrzypienie schodów. Nie wiedział ile czasu minęło, ale sądząc po skostniałym nadgarstku o który opierał brodę, musiał czekać jakieś pół godziny. Poruszył barkami, by je rozciągnąć, jednak gdy poczuł, że robią się miękkie i gorące zaniechał, bo to tylko znów zabrało mu energii. Nie odwracał się, czuł, że Al przyszła. Nareszcie, źródło ciepła!
- Nie obchodzi mnie co myślisz, jutro wychodzę ze skrzydła. Prędzej sobie strzelę zaklęciem w łeb niż wytrzymam kolejny dzień wśród jęków. - głos miał schrypnięty mocno, więc musiał porządnie odchrząknąć co i tak nie przyniosło spodziewanego efektu.
- Co to za pomysł, Al? Ociągasz się, zacząłem z nudów myśleć nad przeskoczeniem barierki. - zerknął kątem oka za siebie ale nie widział jeszcze jasnych włosów Ślizgonki. Czekał aż łaskawie podejdzie i da mu rękę, nogę, cokolwiek, byleby podłączył się do cudzego ciepła i nie zamarzł.
Zobacz profil autora
Gabrielle Levasseur
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 04 Lis 2018, 19:53

Niepewność, radość, strach, ekscytacja, obawa przed nieznanym - każdy kolejny krok, który przybliżał ją do docelowego miejsca, jakim było obserwatorium wywoływał w niej inne uczucie. Życie w Hogwarcie obfitowało w wiele różnych, czasem niebezpiecznych, innym razem przyjemnych wydarzeń, jednak zawsze czymś ją zaskakiwało. Moment, w którym przekroczyła próg Wielkiej Sali słysząc swoje imię zmienić całkowicie miał z pozoru spokojny i nudny dzień. Niczego nieświadoma blondynka uparcie kroczyła przed siebie, wspinając się po kolejnych stopniach schodów. Nie śmiała nawet przypuszczać w co, tak naprawdę pakowała ją piękna nieznajoma, która zdawało się doskonale wiedziała kim jest panienka Levasseur. To powinno dać Puchonce do myślenia, a ona? Zamiast zignorować słowa dziewczyny, odwrócić się na pęcie i zwyczajnie odejść, kontynuowała wspinaczkę, niepewna tego, co zobaczy, kiedy w końcu dotrze na szczyt wierzy.
Alecto - imię blondynki, która uparcie twierdziła, że nie kto inny, jaka sam Castiel Horn bardzo chce się z nią spotkać, wydawało się jej znajome, chociaż nie miała co do tego pewności. Może to popularne imię w Anglii i gdzieś je przypadkowo usłyszała? Zupełnie nie połączyła faktów, że Alecto przez jakiś czas była tematem numer jeden w domu dziadków. W jej niebieskim spojrzeniu widziała determinację, ale i smutek, uśmiech którym ją obdarowała mimo, iż szeroki również nie wydawał się radosnym. Była głupia. Zgodziła się. Głupota zwyciężyła, a każdy argument przeciw temu, wykrzywiany przez zdrowy rozsądek gubił się pośród kolejnego, mocnego uderzenia serca w piersi.
Drewno skrzypiało po jej nogami, informując że nadal pnie się ku górze, choć wydawało się, że blondynka straciła kontakt z rzeczywistością. Pogrążona we własnych myślach, nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, że na jej ustach od jakiegoś czasu gości uśmiech, oczy błyszczą, a na policzki wstąpiły charakterystyczne, różowe plamy.
Gwałtownie walnęła się w czoło z otwartej dłoni, próbując pozbyć się dziwnych myśli z głowy. STOP! Niedorzeczność. Dlaczego ona się w to pakowała? Jakim cudem uległa prośbie Alecto? Zatrzymała się biorąc kilka głębokich wdechów, dając sobie czas na chwilę zastanowienia, przemyślenie sytuacji w jakiej się znajdzie stając twarzą w twarz z Castielem. Jaką postawę powinna przybrać? Przymknęła na chwilę oczy, chcąc uspokoić skołatane serce. Dlaczego ono tak mocno bije? Słyszała krew buzującą w jej żyłach. Sekunda, minuta… czas mijał nieubłaganie, nie postawiał złudzeń. Zrobiła krok.
Usłyszała jego zachrypnięty głos, poczuła jak serce podchodzi jej do gardła. Bała się. Dłonie dziewczyny drżały, dlatego schowała je w kieszeni bluzy, wcześniej poprawiając zmierzwione wiatrem włosy. Nabrała w płuca świeżego powietrza, poruszona jego niecodziennym widokiem. Wydawał się spokojny, rozluźniony, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć, a ona nie wiedziała, jak ma to wszystko odebrać. Odchrząknęła kiedy zalazła się w zasięgu jego wzroku.
-Myślę, że tym pomysłem jestem ja – odezwała się niepewnie. Zupełnie nic z tego nie rozumiała.
Zobacz profil autora
Castiel Horn
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 04 Lis 2018, 20:28

Nie tego głosu spodziewał się usłyszeć. Nagle wyprostował się, bowiem do jego wnętrza się wlał zimny szok, który momentalnie go ocucił. Z rozszerzonymi źrenicami zawiesił wzrok na profilu Gabrielle, która pojawiła się tutaj wbrew wszystkiemu, co dzisiaj sobie zaplanował - tępe patrzenie w sufit albo jęczenie Alecto o pierdoły. Serce zaczęło bić w jego piersi lecz po chwili wróciło do swojego naturalnego tempa. Zwęził oczy w szparki i oparł się plecami o barierkę, aby móc widzieć ją w pełnej okazałości. Alecto go wrobiła. Wymyśliła... cholera wie co i postanowiła bez pomyślunku wprowadzić wszystko w życie. Powinien być na nią wściekły lecz... nie miał na to sił. Opuścił ramiona, spomiędzy jego ust wydobyło się westchnięcie. Milczał, zaciskał usta w bladą linię i patrzył na Gabrielle, której uroda uderzała za każdym razem gdy ją widział. Nawet w mundurku szkolnym była śliczna. Zadomowiła się, skoro zaczęła nosić szkolny strój nawet po lekcjach. Skrzyżował ręce na ramionach, podparł palcami brodę. Gładził ją, drapał, myślał. Nie miał w sobie iskry, by wdać się w słowne utarczki. Choć burzyła jego spokój to nie mógł zdobyć się, by ją przegnać stąd i iść opierdzielić Alecto za pomysły, których efekt nie był jasny i klarowny. Co chciała osiągnąć wysyłając tu Gab? Był w kiepskim stanie, naprawdę beznadziejnym, a Gabrielle... była idealna, spokojna, choć patrzyła na niego niepewnie jakby znajdowała się obok tykającej bomby. Czyżby się lękała? Jego? Jak wiele osób boi się do niego normalnie podejść i zagadać? Nie chciał widzieć nawet grama strachu na jej twarzy, więc zaniechał jakichkolwiek prób udręczenia jej. Nie dzisiaj, czuł się na to za stary, a przecież ma siedemnaście lat. Co to za wiek, by się tak czuć?
Nagle niespodziewanie osunął się na ziemię, bowiem czuł, że nogi go tak długo nie utrzymają. Nie chciał się przed sobą przyznać, że jest wyczerpany. Duma nie pozwalała mu przyznać się po raz kolejny w ciągu godziny do jakiejkolwiek słabości. Usiadł na drewnianej podłodze i oparł kręgosłup o metalową barierkę. Skinął jej głową, przesunął otwartą dłonią po desce obok siebie zapraszając, by usiadła. Podświadomie nie chciał zostawać już sam. Przecież nie żartował mówiąc o skakaniu przez barierkę. Źle znosił aż taką samotność, a złamane serce nie ułatwiało tego przeżyć. To była wieczność zanim dołączyła obok, zanim usłyszał i zobaczył ruch po swojej prawej stronie. Oparł potylicę o metalowy pręt tym samym zadzierając ku górze głowę. Ręce luźno zwisały przełożone przez zgięte kolana. Choć zmysły się wybudziły, serce dalej pozostawało martwe.
- Nieopatrznie odkryła, że cię znam. - nie poznawał swojego głosu. Należał do kogoś innego, miał inny wydźwięk. Głębszy, choć obojętny. - Stwierdziła pewnie, że jesteś dla mnie dobrym pomysłem. - powiedział nie patrząc na nią nawet przez chwilę. Nie był pewien co tam ujrzy. Z Alecto było łatwo, bo był w stanie przewidzieć mniej więcej kiedy będzie wpatrywać się w niego zimno, morderczo, ciepło, prosząco, pewnie siebie. Gabrielle była wielką niewiadomą.
- Co byś zrobiła, gdybym skoczył przez barierkę? - zapytał, zamykając powieki. Ona skoczyła z miotły. Ocalił ją przed rozkwaszeniem się na murawie. Chciał wiedzieć, chciał zniszczyć niezręczność, którą czuł pod skórą. Czuł bijące z jej ramienia ciepło. Nie ruszał się jednak, nie przekraczał granicy, bowiem Gabrielle nie znała go na tyle, by móc go zrozumieć. Oddychał cicho, niesłyszalnie. Miał świadomość, że nie jest tu sam lecz było to uczucie skrajnie odmienne od tego, co czuł przy Alecto. Ciepłe powietrze wiało zza pleców wywołując u niego gęsią skórkę. Wzdrygnął się, był wewnętrznie i zewnętrznie zziębnięty. Mimo wszystko siedział i starał się nie ruszyć nawet palcem. Zastanawiał się gdzie jego agresywna wola walki i pojedynkowania się gestem czy słowem. Gdzie jego zamiłowanie do naruszania wyznaczonych granic? Denerwował go swój własny stan głębokiego z niechęcią i awersji do życia. Sparzył się kilka razy i nie wiedział co poza zemstą ma trzymać go przy życiu. Zazdrościł Gabrielle naturalności, nawet tego obłąkanego szaleństwa, którym raz na jakiś czas go karmiła. Ona żyła, istniała, egzystowała i rumieniła się. Nie musiał otwierać oczu by widzieć wyraz jej twarzy. Wyobrażał go sobie i o dziwo udało mu się to zrobić nawet dokładnie. Dostarczała mu adrenaliny, ale dzisiaj by jej odmówił. Potrzebował czasu, którego mu brakowało. Nie był pewien czy Gabrielle jest dobrym pomysłem, jednak mimo wszystko ochota przeskoczenia przez barierkę została stłumiona przez jej obecność. Zacisnął powieki. Pragnął nade wszystko...
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

 

Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-