IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 07 Lut 2015, 18:34

Pora wcale nie była taka późna, a zazwyczaj wtedy to uczniowie przychodzili tutaj obserwować gwiazdy przytuleni i wpatrzeni w siebie. Jak widać, była inna. Nie było tutaj gwiazd, ale wprawdzie inne widoki wciąż były. Rzadko tutaj przychodziła bo rzadko tutaj nikogo nie było. Nie myślcie sobie, że jest osobą, która kocha samotność i robi wszystko by odepchnąć od siebie wszystkich! Po prostu każdy chciałby znaleźć miejsce, w którym mógłby porozmyślać. Zadać sobie pytanie "i co dalej?". Ona do tej pory nie mogła znaleźć odpowiedniego miejsca więc zbyt wiele nie myślała nad swoim losem. Dla niej się bardziej liczyło dobro innych. Chciała by wszyscy naokoło niej byli szczęśliwi!
Tym razem też nie była tu sama. Nie zasmuciło jej to. Uśmiechała się do siebie w duchu i ruszyła w stronę chłopaka. Nie wyglądał najlepiej. Czy nie powinien leżeć sobie spokojnie w łóżku? Wyglądał trochę jakby uciekł z szpitala i chciał popełnić samobójstwo! I jeszcze te nożyczki, co on chciał sobie zrobić?! Dotknęła jego ręki delikatnie.
Hej, jak się czujesz? Czyżbyś planował nową fryzurę? Moim zdaniem ta do ciebie pasuje.- nie ma to jak szczerość jej osoby. Może i wydała się trochę wredna i pyskata. Skąd się u niej to wzięło? Może po prostu się przestraszyła widząc chłopaka w tym stanie? Zawsze radosny i tryskał energią, a teraz taki przygaszony, smutny.
- mam nadzieję, że nie narzucam się swoją osobą, a jak nawet to nie zostawię cię. Chcesz pogadać?- a o czym ona chciała gadać? Też coś!
- jak masz ochotę to mogę ci pożyczyć nożyczki. Różne ciekawe rzeczy można spotkać w kuchni.
Zorientowała się, że ciągle trzyma go za rękę więc ją cofała trochę speszona.
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 07 Lut 2015, 19:02

Celowo wybrał to konkretne miejsce, z którego widać go było już przy kilku ostatnich schodach prowadzących na szczyt. Zamierzał odstraszyć potencjalnych obserwatorów przytulonych do swoich boków, z błyszczącymi oczyma wpatrującymi się we własne twarze, z których wylewała się wręcz miłość. W chwili obecnej Dwayne nie miał najmniejszej ochoty obserwować rozmaślone spojrzenia zakochanych par, drażliwy niezwykle na punkcie przejawów najmniejszej czułości względem (nawet) nieznanych mu osób.
Zakrzywiona rzeczywistość przepełniona była niegasnącą nienawiścią do samego siebie i wyrzutów sumienia za sposób, w jaki potraktował Henry’ego odpychając jego realną troskę o zdrowie. Tak bardzo ugrzązł w poczuciu bezsilności podczas spotkania z von Groszkiem, że nie był w stanie opanować chęci zniszczenia wszystkiego co wiązało się z dawnym Morisonem. Pchnięty prosto w serce myślą, że powinien się zmienić i dorosnąć tak jak pragnęła tego Jolene, postanowił udowodnić każdemu o wewnętrznej przemianie jaka w nim zaszła. Pragnął pobiec pod drzwi do dormitorium Ravenclawu i dobijać się do nich tak długo, aż nie ujrzy przed sobą Arii i nie powie wprost o wymyślnym kłamstwie, jakie zapoczątkował. Dlaczego nie pomyślał o tym, że to może jej zaszkodzić? Przecież nie wiedział nic o relacji łączącej ją z von Groszkiem, aż do feralnego listu od Wandy.
Pierwsze kosmyki brązowych włosów upadły pod rozsunięte stopy Dwayne’a, który był zbyt zaaferowany własnymi myślami by zwrócić uwagę na nadchodzącą koleżankę. Drgnął i poderwał głowę równocześnie, kiedy delikatne muśnięcie zatrzymało dłoń trzymającą nożyczki. Zmniejszone z przypływu strachu źrenice wwierciły się w łagodne rysy twarzy Puchonki, a spomiędzy warg przemknął dźwięk zaskoczenia – stłamszony niechęcią eksponowania emocji trawiących trzewia. Prześliznął się wzrokiem po poruszających się bezgłośnie ustach Elsy, podczas gdy umysł próbował ocenić zagrożenie z zaistniałej sytuacji. – Mówiłaś coś? – Wciąż oszołomiony nie panował nad własnym głosem, który w tej chwili wydał się obcy. Zdradził nie tylko zaskoczenie, ale wniósł gniewną nutkę do pytania.
W oczach Elsy nie potrafił odczytać niczego, czego już by nie znał. W przeciągu ostatnich pięciu godzin widział współczucie i litość, zazdrość i gniew, obrzydzenie i zniesmaczenie, smutek i gorycz. Wystarczyło, że spojrzał na lustrzane odbicie. Palące poczucie wstydu rozkazało mu wyrwać rękę z delikatnego trzymania Elsy, zanim jeszcze dziewczyna zdążyła spostrzec wykonany gest i speszyć się własną śmiałością. Uciekając spojrzeniem w podłogę, podjął kolejnej próby przedostania się przez warstwy gęstych włosów zlepionych potem i namiętnie operował nożyczkami. – Mam dobre nożyczki – burknął pod nosem obrażony niczym dziecko, wyszukując w sobie resztki pokładów kultury. Samotność, której pragnął nigdy nie miała nadejść i nawet, jeśli zostałby z własnymi myślami – to właśnie one by go zdradziły. Nienawiść trawiąca Pachońskie serce ściskała spękane usta Dwayne’a, przekonanego o pogardzie na jaką zasługiwał.
Wydawało się, że nie wszystkie słowa Elsy docierało do jego głowy.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 07 Lut 2015, 19:34

Czy był jakiś sens dalej rozmawiania, o ile można rozmową? Oczywiście, że tak. Miała wrażenie, że chciałby zostać sam i zatopić się w myślach. Przecież tak nie można! Ona już kilka razy była załamana przez jakiegoś frajera. Nie miała sił stawać z łóżka, uśmiechać się, rozmawiać. Nie chciała nawet ochoty jeść. Musiała. Powtarzała sobie, że da radę, bo nie jest pępkiem świata. Nie jest ważne przecież to co ona czuje tylko to jak przez nią się inni czują. No ale to nie jest to samo! To całkiem coś innego. W sumie nie widziała dokładnie o co chodzi. Mogła sobie mówić do siebie (przecież kocha gadać!), on mógłby udawać, że słucha. W końcu przecież zmusi się by posłuchać o czym ględzi!
- W sumie to nic takiego nie mówiłam. Przywitałam się i chciałam jakoś do czegoś nawiązać rozmowę. Bez obaw poradzę cobie sama. - ostatnie zdanie powiedziała bez potrzeby. Mogła ruszać tylko buzią a i tak na to samo by wyszło przecież! Zaśmiała się sama do swoich myśli. To by było niesamowite, ale wolała nie robić z siebie głupszą niż była. Choć tak o sobie nie myślała wiedziała, że większość uważa ją za głupią blondynkę, która pcha się tam gdzie jej nie chcą. I co z tego? Już tak była i nie jednym już dała nieźle w kość.
- Ja nie sądzę by te nożyczki były niezłe i w ogóle, ale niech ci będzie. Jak skończysz radzę włosy posprzątać. Przecież wiesz jakie eliksiry można z nich zrobić. Może to potem być przykre. W każdym razie ja się już przekonałam na własnej skórze. wcale nie było to fajne. Przykre, ale.. przeżyć idzie. - wolała sobie nie przypominać jak ktoś zabawił się jej kosztem. Żeby zrobić eliksir wielosokowy i potem latać nago po całej szkole to musiał być tupet. Naprawdę niektórzy są podli.
Kiedy wyrwał rękę i spojrzał w podłogę to tylko leciutko zacisnęła usta, ale po chwili kiwnęła głową. Chyba musiało stać się coś poważnego!
Miała wrażenie, że nic tu nie zdziała.
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 07 Lut 2015, 20:42

Dwayne odnosił wrażenie, że świat interesuje się nim zbyt mocno ostatnimi czasy i wymusza na nim podejmowanie decyzji zbyt istotnych, aby mógł je podejmować bez niczyjego wsparcia. Przecież był tylko i wyłącznie Piotrusiem Panem. Wiecznie uśmiechnięty i zadowolony z życia stawiał czoło przeciwnościom losu bagatelizując je. Według wielu, rozwiązywał je z zawiązanymi oczyma i w następnej kolejności podchodził z jeszcze większą energią do podjętych wcześniej działań. Prawdę znali tylko nieliczni tacy jak Jolene czy Henry, którzy znając go przez kilka lat wiedzieli czego spodziewać się po wybuchu złości starszego z Morisonów.
W pierwszych minutach obecność Elsy przeszkadzała mu dokładnie tak jak mucha latająca dookoła lampki nocnej kiedy próbujesz zdrzemnąć się w słoneczne popołudnie i starasz się ją zignorować. – Poradzę sobie – burknął pod nosem niewyraźnie, a słowa do złudzenia przypominały „radzisom” : coś bardzo podobnego jak te dziwne słowa Symplicji z Kruklandu. Nie przerywał walki z własnymi włosami, a kolejne kosmyki opadały na kamienne podłoże bez krztyny współczucia dla rozpaczy rozgrywającej się w sercu Dwayne’a. Nierówno ścięta prawa strona i wystające kędziorki znad ucha pogłębiały żałosne wrażenie zgarbionej sylwetki nastolatka, przekonanego o własnej beznadziejności. Zamiast podzielić się własnymi odczuciami z przyjaciółmi, tłamsił własne słabości w duszy i na zewnątrz uwydatniał jedynie wściekłość skierowaną w niewłaściwe osoby. Zrozumienie tego znajdowało się poza zasięgiem możliwości poznawczych chłopaka, zaś umiejętne wykorzystanie świadomości własnego zachowania przekraczało emocjonalne zasoby.
Lewa powieka zadrżała kiedy umysł zarejestrował słowo „przykrość” padające z ust bezproblemowej Puchonki. Wywar wieloskokowy nie należał do łatwych i niewiele uczniów potrafiłoby go przyrządzić, Dwayne przynajmniej nie znał takowej osoby. – Po co mi to mówisz? – Nieugięte spojrzenie wpatrywało się w oczy dziewczyny ( : D) kiedy próbował odczytać z jej twarzy odpowiedź, widząc egoistyczną potrzebę przegonienia koleżanki z domu. Chcąc pozbyć się niewygodnych myśli schylił głowę, na ślepo poszukując odpowiedniego miejsca do ścięcia.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 07 Lut 2015, 21:18

Zamilkła i tylko patrzyła się przed siebie. No cóż, nie był to najlepszy widok, ale wydał jej się bardzo interesujący. Zrobiła dwa kroki przed siebie i wpatrzyła się jeszcze bardziej w zakazany las. Patrzyła tak jakby miał zniknąć albo przynajmniej spłonąć. Przestraszyła się kiedy zapytał po co to mu mówi. Jednak słuchał, tak? Odgarnęła włosy na bok i się uśmiechnęła. Odczekała chwilę aż w końcu powiedziała.
- chciałam pomóc, ale widocznie się myliłam bo niektórzy.. niektórym nie da się pomóc! Mają wszystkich w nosie i tylko skupiają się na własnym bólu. Problemach. - zawsze była szczera, ale też starała się być dobra, pomagać. Ale ile można się starać?! Nie mogła tak już. Chyba zaraził ją tym swoim humorem. Tacy ludzie już sprawiają, że jesteś szczęśliwy, a po kilku minutach nagle ten dzień kończy się tragedią. Odrzuciła włosy do tyłu uśmiechając się fałszywie do siebie samej. Wiedziała, że nikt tego nie zauważy.
- muszę już chyba iść.- cóż, chyba nie rozmowy potrzebował. Raczej potrzebował coś rozwalić i wyżyć się na kimś. A najlepiej kogoś załatwić do nieprzytomności. W każdym nie chciała by ktoś się na niej wyżywiał teraz fizycznie ani psychicznie.
Dwayne Morison
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 08 Lut 2015, 00:48

Nie podejrzewał nawet jak wiele może dziać się w sercu stojącej przed nim dziewczyny, przejęty bez reszty nad własną niedolą i tragediami, jakie go spotykały od kilku dni. Wciąż żywa rana po spotkaniu z Jolene pozostawała otwarta, a Gilgamesh posypał na nią solą i dodatkowo dodał kilka nowych obrażeń. Przestał dostrzegać ludzi jako potencjalne jednostki chętne do współpracy zajmujące się zapominaniem o obrażeniach.
Niespełna dwa kroki niewielkich obcasów zakończonych na damskim obuwiu wyrwały go z chwilowego zamyślenia i zerknął w stronę nieobecnej duchem Elsy. Ruchy nadgarstków spowolniły nieznacznie, kiedy przyglądał się pojawiającemu się uśmiechowi na twarzy koleżanki. Wymierzony wprost w jego serce speszył go wystarczająco, aby opuścił wzrok i podjął gorączkowego ścinania ostatnich resztek włosów pozostałych na głowie. Widział wyraźnie zmizerniałe pióra, które utraciły swój żywy kolor i przypominały starą pamiątkę po chwalebnych czasach, ale jednak jego umysł był daleko we wspomnieniach dzisiejszego popołudnia.
Bez słowa opuścił ręce z nożyczkami i rozgarnął palcami skrzętnie pielęgnowane włosy, niegdyś potraktowane przez Joe wydłużającą odżywką. Czy był jednym z tych ludzi, o których mówiła Elsa? Czy oczekiwała od niego otwarcia i porozmawiania o problemach mimo, że niewiele o sobie wiedzieli? Czy proponowała mu własne ramię, w które mógłby się wypłakać?
Nieświadomie zacisnął palce na nożycach i podniósł beznamiętny wzrok na Puchonkę ze sztucznym uśmiechem przytwierdzonym do twarzy. Pragnął pożegnać się z nią i przeprosić za swą gburowatość, pociągnąć ją za nadgarstek i zaproponować miejsce obok siebie, aby choćby w milczeniu mogli pooglądać gwiazdy. Pragnął również pozostać tu sam, przekonany o toksyczności swej osoby i niegodziwości jaką wystosował w stronę najbliższych przyjaciół.
Nie potrafił podjąć ostatecznej decyzji i w ostatecznym rozrachunku mógł jedynie obserwować odchodzącą koleżankę.
Zobacz profil autora
Dimitr Cronström
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 13 Sie 2015, 01:04

Najgorszy jest ten moment, gdy wstajesz i uświadamiasz sobie: "O Boże... koniec urlopu! Czas do roboty..."
Teraz pytanie, o co chodzi? Ukochany profesor udał się w podróż po świecie. Musiał trochę spraw przemyśleć, mieć czas na to. I dostał! Miesiąc. Za pomocą mugolskich pociągów, oraz autobusów dotarł do wielu ciekawych zakątków. Ale najważniejszymi punktami jego podróży była Szwecja i ZSRR. Co do tego pierwszego... znowu odwiedził posiadłość Crömstromów. Tym razem jednak bez jakiegokolwiek towarzystwa. Przesiedział tam tydzień. Czytał księgi z biblioteki, badał pomieszczenia w rezydencji, sprawdzał miejscową okolicę. Za drugim razem przybycie tam nie było już takie trudne. Miał nawet okazje do małej demolki. Wysadził w powietrze pomniki i inne rzeczy związane z jego przodkiem, Bjornem. Ale także trochę naprawił! Po prostu musiał ogarnąć domostwo. Sam nie wiedział dlaczego miał taką potrzebę.
Jeśli chodzi natomiast o ZSRR... Moskwa. Ona padła jego celem. Odwiedził sierociniec w którym przyszło mu dorastać, a także przywitał się z kobietą, która była dla niego jak matka. Dzięki temu wszystkiemu przypomniał sobie swoje życie przed trafieniem do Durmstrangu. Ah te czasy.
Jednak kiedyś trzeba było wrócić do Hogwartu. Zrobił jak w umowie. Do szkoły dotarł późną porą, a Filch wziął od niego bagaże. Crömstrom nie udał się od razu do gabinetu. Trafił akurat na noc spadających gwiazd. Dlatego skierował kroki do obserwatorium, gdzie czekała go niespodzianka.
-Nie wiem kim jesteś, ale wychodź z rękoma w górze.
Powiedział do pewnej młodej damy, którą dostrzegł wchodząc na wieżę. Slyszał, że uczniowie lubią tu wpadać poza zajęciami. Jednak było to wciąż zabronione.
No tak, jest Dimitr, jest problem.
-Rozumiem, że dzisiejsze niebo jest dla Ciebie jakąś inspiracją do napisania dla mnie dodatkowego wypracowania? Jak tak to wybacz, że zepsułem tę niespodziankę. Lecz wole byś tego nie robiła, czasami i my nauczyciele musimy mieć przerwe od sprawdzania prac.
Dodał, gdy rozpoznał uczennice. Prędzej spodziewałby się ciekawskiego Krukona, albo zakochanych Gryfonów. W ostateczności pijanego Gilgamesha...
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 13 Sie 2015, 19:43

Szalona myśl pojawiła się w jej umyśle niespodziewanie, gdy przez okno dormitorium zauważyła niknący blask. Spadającą gwiazdę. Leżąc na wznak na wygodnym łóżku mogła obserwować jedynie małą część nieboskłonu, które o tej porze nocy musiało wyglądać imponująco. Mimo, że zbliżająca się pora roku niosła jedynie groźbę całkowitego zachmurzenia, tej nocy granatowe sklepienie było zadziwiająco czyste, jakby specjalnie przygotowane na wyjątkowy spektakl. Choć zamek pogrążony był w rozkosznym uśpieniu, ona sama zasnąć nie mogła. Jak tylko zamykała powieki jej umysł nie był w stanie odpędzić się od parszywych obrazów - zarówno z przeszłości jak i tych, które zapewne na nią czekały. Głęboko westchnąwszy, gdy po raz kolejny z niepowodzeniem próbowała odejść w objęcia Morfeusza w końcu usiadła na skraju łóżka, spojrzenie kierując na upstrzone małymi światłami niebo. Chwila, nim podjęła decyzję nie była długa. Zgarnęła ubranie, które miała pod ręką i uważając, by robić to jak najciszej, zaczęła zbierać się do wyjścia. Wsłuchiwała się w delikatne oddechy Izzy i Pieruna, by w razie niepokojących ruchów poprzestać na swoich zamierzeniach. Los był jej jednak wyjątkowo pomyślny, bo opuściła lochy nie alarmując nikogo ze swoich domowników, a przynajmniej taką miała nadzieję. Droga na wieżę dłużyła jej się niemiłosiernie, uważając, by odgłosy kroków nie odbijały się echem po marmurowej posadzce. Każdy mijany cień podnosił poziom adrenaliny i sprawiał, że pragnęła przyśpieszyć, by znaleźć się jak najszybciej w pożądanym miejscu. Odetchnęła głęboko, gdy nareszcie, zziajana, stanęła u szczytu schodów w Obserwatorium. Kondycję miała mizerną, więc jeszcze dobrą chwilę dźwięk przyśpieszonego oddechu rozlegał się w pomieszczeniu, w parze z rozszalałym biciem serca. Jednak rozciągający się widok był niesamowity i warty poświęcenia. Niestety zachwyt Carmen nie potrwał długo, gdyż usłyszawszy głęboki głos za sobą całkowicie zamarła. Jęknęła zaś, gdy uświadomiła sobie do kogo ten głos należał.
- Dobry wieczór profesorze Cronström - rzekła, bardzo nieadekwatnie, gdyż szybciej z pewnością było do świtu niż do wieczora - Myślałam, że jest pan na urlopie?
Nie próbowała się tłumaczyć, ani tym bardziej uciekać. Została jasno przyłapana na występku i nawet największe łgarstwo nie zdziałałoby tu cuda. I na dodatek miała do czynienia Cronströmem. Człowiekiem, na którego widok jej oczy chciały krwawić.
- Niestety, nie w tym celu tu przybyłam - odparła na jego cyniczne słowa - A polegając na inspiracji, jaką właśnie tu znalazłam,  raczej nie przystoi młodej pannie nic napisać.
Carmen była pełna ciekawości, czy stojący przed nią nauczyciel zdaje sobie sprawę jaką niechęć do niego żywi. Nie było prawdą, że z premedytacją wbijała mu szpilki na każdej lekcji. Po prostu sam się o nie prosił.
Zobacz profil autora
Dimitr Cronström
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 13 Sie 2015, 21:13

Zawsze jęczą na jego widok? Czy to zachwyt, czy próba wyzionięcia ducha, Dimitr zawsze musi wzbudzić jakieś odczucia w drugiej osobie. W przypadku Panny Luminous, chodziło bardziej o to drugie. Przez pierwszy miesiąc nawet próbował poznać powód tej nienawiści, którą Ona kieruje w jego stronę. Może to pojął. Strzelał jednak, że Carmen jest przekonana o swojej fałszywej racji, która w realnym świecie nie ma miejsca. Nigdy raczej nie miał okazji do wyprowadzenia jej z błędu. To pierwsze takie indywidualne spotkanie. Oczywiście przypadkowe. Można sądzić, że teraz się zemści i potraktuje dziewczynę w najgorszy sposób. Ale lubił tę Ślizgonkę, mimo wszystko. Była dobra z astronomii, oraz miała nieufny stosunek do nowego nauczyciela. A w tych czasach nikomu się nie ufa. Przynajmniej tak myślał Crömstrom.
-Dobry. Urlop właściwie mi się skończył.
Odpowiedział i zapiął swoją kurtkę, gdyż o tej porze roku, o tej godzinie i na tej wysokości, zdawało się być chłodniej.
-Nie wymagam nawet. W sumie... prace zaczynam rano. Na chwilę obecną nie mam nawet obowiązku Cię stąd przeganiać. Ahhh, wczasy...
Ostatnie słowo wypowiedział z nutką sarkazmu, ale reszta była bardzo prawdziwa. Aż grzechem byłoby przerwanie jej takiego widowiska rozgrywającego się na niebie. Profesor podszedł nawet do barierek, aby się oprzeć i robić to co Ona. Oglądać.
-Deszcz meteorów. Zjawisko spalania się drobinek materii z roju meteroidów. Zabawny jest fakt, że niby wiemy wszystko o kosmosie, a prawdą jest... że tak właściwie nic.- Wtrącił nagle wytłumaczając zjawisko. Większość do teraz jest przekona, że to gwiazdy latają po niebie. -Chociaż astronomia w naszym świecie pełnym magii jest mało istotna. Wiem to jeszcze ze szkoły. Mało kogo nawet ten przedmiot obchodzi...
Dlaczego w sumie próbował z nią nawiązać kontakt? Cóż, nikt nie zrozumie tego człowieka.
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 13 Sie 2015, 22:11

Lekcje Astronomii były jedynymi, które kochała i nienawidziła zarazem. Na każde zajęcia szła z podekscytowaniem, do momentu przekroczenia progu sali i ujrzenia pary błękitnookich tęczówek zdających się nie zauważać wpatrzonych w nich szeregu rozanielonych dziewcząt. Wbrew pozorom nie czuła żadnych obiekcji w stosunku do własnej płci. Problemem był sam Cronström, który swoją manierą i pozorną "niedostępnością" dopuszczał do takiej sytuacji - nie oszukujmy - bardzo mu schlebiającej. Carmen zasiadała zawsze na końcu sali, łypiąc z pod przymrużonych powiek na adorowanego, przez śliczny wianuszek, profesora oraz docinała mu przy każdej nadarzającej się okazji. Wcinała mu się bezczelnie w słowo, próbowała ośmieszyć zadając trudne, wyszukane pytania, lecz z zawsze mizernym skutkiem. Irytacja z powodu usposobienia profesora była niejednokrotnie tak wielka, że nie pozostawało jej nic innego jak walenie głową o blat. Wołająca o pomoc bezsilność niosła się wtedy echem po całej sali. Tej nocy jak tylko Dimitr przekroczył wejście do wieży jej rozdrażnienie osiągnęło zatrważająco wysoki poziom.
- Mhm - skomentowała krótko jego pozwolenie na zostanie w pomieszczeniu. Co on kombinował? Dlaczego nie odesłał jej chćby z odjętymi punktami? Rudowłosa nie spuszczała wzroku z nauczyciela, jednocześnie gorączkowo myśląc, jaką karę mógł już dla niej szykować. Toż to była doskonała okazja do upokorzenia frywolnej uczennicy. Mocniej ścisnęła palce na barierce lustrując twarz Dimitra skąpaną w nikłym świetle miliona punkcików. Nie wyglądał na bardzo przejętego jej obecnością tutaj, czyżby naprawdę nie miał nic przeciw? Carmen odwróciła spojrzenie od profesora i sama zagłębiła się w czarującym nieboskłonie, choć myślami wędrowała zupełnie gdzie indziej. Kolejne słowa Cronströma spowodowały, ze zupełnie straciła rezon. Czy on chciał z nią rozmawiać? Tak... po ludzku?
- Nieprawda - Rudowłosa pochwyciła temat, wdając się w dyskusję z profesorem. Jeśli musieli już "umilać" sobie czas rozmową, nie miała ochoty na wysłuchiwanie podobnych tego typu rzeczy. - Astronomia jest niezwykle istotna.
Nie powiedziała nic więcej, choć bardzo ją kusiło. Czy profesor w ogóle chciałby znać jej zdanie na ten temat? Ten, w którego rzucała gromy, niczym Zeus w greckich biedaków?
Zobacz profil autora
Dimitr Cronström
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 13 Sie 2015, 23:03

Gdyby się tak zastanowić, Dimitr miał gdzieś to, czy wzbudza zainteresowanie uczennic. Nie było to jednak dla niego problemem, póki dziewczęta nie stawały się natarczywe. To tylko dzieci, które jedyne co mogą to patrzeć. A Cronström i tak po akcji z Odinevą, Sofią... chciał skupić się na rzeczach ważniejszych. Nie był już przecież napalonym nastolatkiem, chcącym bawić się w coś takiego. Dodatkowo przygniatały go problemy. Nie ma się co dziwić jego niedostępności, sceptyzmowi i cynizmowi.
Słysząc jej odpowiedź zaśmiał się stłumionym głosem. Zerknął na nią ukratkiem.
-To miło. Sprawdzałem Cię. Chociaż próbujesz utrudnić mi pracę, znasz się na moim przedmiocie.  Może nawet dorównałabyś Pannie Whisper, gdybyś chociaż bardziej skupiła się na temacie, niż na wymyślaniu pytania na którego nie znajdę odpowiedzi.
Puścił jej oczko i znów skierował wzrok w stronę nieba. Ale tylko chwilowo. Musiał zobaczyć w końcu błonia w całej okazałości. Było tu nawet ładniej, niż w Durmstrangu. Tam nawet jako nauczyciel długo by nie pociągnął. Choć za czasów nauki był jednym z lepszych-jeśli nawet nie najlepszy-studentów.
-Niebo w Skandynawii jest bardzo ładne. Podczas urlopu miałem co oglądać. Polecam Panno Luminous kiedyś się tam wybrać. Kraina magiczna.
Dodał spokojnym głosem, jakby był skupiony na wszystkim, tylko nie na niej. Może była to wina tematu. Dimitr wychował się w ZSRR, lecz miał cholernie dużo powiązań ze Szwecją, leżącą właśnie w Skandynawi. Przykładowo opuszczony dom rodzinny. Albo jego dawna uczelnia. Kwestia wspomnień...


Ostatnio zmieniony przez Dimitr Cronström dnia Pią 14 Sie 2015, 12:48, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 14 Sie 2015, 00:50

Nie potrafiła poczuć się swobodniej w obecności nauczyciela. Znalazła się tu tylko w jednym celu - by być częścią tej pięknej nocy, której odzwierciedlenia w swoich wierszach nie powstydziłby się żaden poeta. Astronomia nie dorównywała magii? Rudowłosa spoglądając na tańczące gwiazdy nie mogła się z tym zgodzić. TO była magia. To wszystko co działo się teraz na ich głowami. Każdy proces, który w tej chwili miał miejsce był częścią czegoś większego. Umieranie gwiazd, rodzenie się planet, wszystko to miało wpływ na świat. Czyli na nas. Rudowłosa z szacunkiem odnosiła się nauki, którą Cronström wykładał, mimo, że dla niektórych mogła się wydawać ona zbyt kuriozalna, ba, nawet niepotrzebna. Jako przyszły teoretyk magii, Carmen nie odrzucała wiedzy wpajanej przez książki czy obserwację. Praktyka, owszem, była niezbędną częścią każdego czarodzieja. Lecz dziewczyna chciała czegoś więcej, móc poznawać świat, dostrzegać piękno w drobnych rzeczach, podobnie, jak czyniła to z muzyką. Rudowłosa wychodziła z założenia, że aby zostać wartościowym czarodziejem nie wolno przestać kosztować świata. Magia była płynna, obecna w każdym zakamarku i czekająca na odkrycie. Jak możemy się nią odpowiednio posługiwać, jeśli nie staramy się poznać jej prawdziwej natury?
- Myślę, że jestem wystarczająco skupiona na rzeczach, które uważam za wartościowe - odparła enigmatycznie, nie chcąc zbaczać na tematy jej zachowania na lekcjach. Zignorowała puszczone do niej oczko, wystrzegając się wpadnięcia w sidła uroku profesora Cronströma. Mimo, że zachowywała do niego dość klarowny stosunek, obawiała się, że Dimitr mógłby to w jakiś sposób wykorzystać.
Napięcie w mięśniach dziewczyny powoli zanikało, pozwalając jej rozluźnić smukłe, piegowate dłonie, oparte na barierce. Urokliwa atmosfera miała zbawienny wpływ na rudowłosą - znów doznawała upragnionego komfortu, którego brak nie pozwalał jej zasypiać w nocy. Wydała z siebie ciche westchnięcie.
- Nie omieszkam się nie wybrać - chyba pierwszy raz tej nocy, nie dało się wyczuć chłodu w tonie jej głosu - Uwielbiam chłodne rejony - Zamyśliła się na dłuższą chwilę wsłuchując się w dalekie pohukiwanie sowy. - Profesorowi zaś polecam Alpy. Równie magiczne miejsce.
Carmen, wychowana od urodzenia w urokliwej Szwajcarii, całe dzieciństwo spędziła na wyjazdach do tych przepięknych gór. Wspomnienia, jakie chowała z tych lat były jednymi z tych, do ktorych z uśmiechem wracała. Oparła się łokciem o barierkę, przytulając lewą dłoń do policzka. Teraz obawiała się tylko jednej rzeczy. Świtu, który ugasi magiczną noc.


Ostatnio zmieniony przez Carmen Luminous dnia Pią 14 Sie 2015, 02:08, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Dimitr Cronström
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 14 Sie 2015, 02:02

Ta sceneria była najlepszą odpowiedzią na to, dlaczego jeszcze nie skreślił Carmen. Mogła go na siłę nie lubić, wymyślać straszne scenariusze, utworzyć rewolucje przeciw niemu... ale miała w sobie to coś, co Dimitr ceni bardziej od czegokolwiek innego. Chodzi o zawziętość? Możliwe, lecz odpowiedzi było tysiące, a poprawną wersją mogła być nawet ta, że Cronström szuka osób podobnych jemu samemu. Co nawet, by się zgadzało, gdyż debile dla niego nie istnieli. Więc jeśli Carmen chciała wytoczyç mu wojnę, nie mogła liczyć na jego odpowiedź. Miał za zadanie kształtować młode umysły, pomagać uczniom, wstawiać się za nimi... za tą Ślizgonką także.
-Nie moja sprawa co jest dla Ciebie wartościowe. Lecz tak właściwie... skoro tyle energii wkładasz w utrudnienie mi życia, to znaczy, że jestem czymś na czym się mocno skupiasz?
Droczył się. Mógł. Do świtu nie był nawet jej nauczycielem. Ona bała się wpadnąć w sidła, a brak reakcji na zwykły gest, bardzo go rozbawił. Gdyby już miał wykorzystać urok to w ciekawszy i przebieglejszy sposób.
-Znałem kiedyś czarodzieja, który pochodził z Alp. Dziwny człek, ale to co mówił o miejscu swojego pochodzenia... bardzo mnie zaintrygowało. Niestety nie każdy może się pochwalić czymś takim.
Tak samo on. Bo przecież... co ładnego jest w Moskwie, nawet drogi lipne.
-Po szkole zobaczysz wiele ciekawych miejsc. Za ile to, dwa lata? Całe życie przed Tobą. Mam nadzieję, że podczas jego trwania dostrzeżesz jeszcze wielę meteorów.
Powiedział to jakby nie widział dalszej drogi dla samego siebie. Może wiedział coś więcej, niż okazywał. Nie wiadomo co robił w ciągu miesiąca, ani co skrywa w głowie.
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 15 Sie 2015, 20:30

Jasne gwiazdy wydawały się niemal tak blisko jak na wyciągnięcie ręki. Dziewczyna pragnęła chwycić smukłą dłonią jedną z nich i za żadną cenę nie wypuszczać z rąk zbawiennego światła. Z tej perspektywy lśniące drobiny stanowiły niby drogowskaz dla zagubionych dusz - chwytawszy za rękę i ukazując prawdziwą drogę do domu. Rudowłosa chciała tak trwać wiecznie, wsłuchując się w delikatną melodię graną przez wiatr, przy akompaniamencie dalekich odgłosów nocnych zwierząt, szelestu Zakazanego Lasu i oddechów ich obojga. Pieszczona subtelnym blaskiem nie odczuwała lęku, odnajdując wytęsknione poczucie bezpieczeństwa, niczym w czułych objęciach matki. Widok nocnego nieba wywoływał u niej rozkoszny spokój, jednocześnie łagodząc rodzierający konflikt jej serca. Obawiała się co mogą przynieść kolejne wschody słońca, zbliżając ich do rzeczy nieuniknionych i okrutnych. Wskazówki niewidzialnego zegara nieubłaganie odmierzały czas do końca, zatrzymując morderczą machinę tylko na moment, w chwilach ulotnych, w taką noc jak ta. Carmen doceniała każdy dzień, szanując minuty pokoju, których odzyskać się nie będzie w stanie, gdy nadejdzie moment belitosnego zerwania pozorów szczęścia. Żal straconych dni kłuć może boleśniej niż najostrzejszy cierń.
- Myślę, że jest Pan zbyt egocentryczny, uważając, że szczególny stosunek do Pańskiej osoby jest sensem mojego życia - zerwała wstążeczkę nostalgii, nie zdążając powstrzymać okowów niesfornego języka. Zuchwałości profesora nie mogła odebrać jako drobne droczenie się. Zdawała sobie sprawę w jakiej sytuacji się teraz znajdowali, nieoficjalnej i niezaprzeczalnie intymnej, i nie miała zamiaru przesuwać muru stojącego na relacji student - nauczyciel. Mimo to, odpowiedź na przekomarzanki profesora wydawała jej się teraz zbyt ostra, zbyt nieodpowiednia. Oczekiwała od niego teraz reakcji wysoce krytycznej, będącej reprymendą jakiej nie ujrzał jeszcze świat. Cronström nie posiadał bezgranicznego limitu cierpliwości, a Carmen spowodowała, że kres samokontroli mógł wynurzyć się już z głębokiego dna.
Dimitr mógł ją ukarać za niestosowny język i rudowłosa doskonale ten fakt pojmowała, gotowa na wszelkie konsekwencje.
Wzmiankę o tajemniczym jegomościu z gór skomentowała jedynie nieznacznym skinieniem głowy. Szwajcarzy wywodzący się z terenów południowych, typowo górzystych stanowili jednostki zupełnie odmienne od chociażby ludzi zamieszkując jej zachodni kanton. Skłonni do życzliwości lecz podchodzący z dystansem do obcych, chętnie pomagali przyjezdnym nie tracąc przy tym dozy nieufności. Jeśli Dimitr nie miał wcześniej przyjemności z mieszkańcami gór, to, że nazwał jednego z nich "dziwnym" nie wprawiał ją w zdumienie.
Następne słowa Cronströma zważyła w myślach zanim uraczyła go odpowiedzią.
- Tak, dwa lata - przytaknęła, kalkując ilość miesięcy do momentu ukończenia przez nią szkoły. Gdy uświadomiła sobie nieznaczną ilość czasu, który pozostał jej do spędzenia w murach zamku, drgnęła ledwo dostrzegalnie - Też mam taką nadzieję - odparła, choć ton jej głosu wskazywał na dalece nieobecny. Dostrzegła drzagę, wywiercającą bolesną dziurę w jej sercu - zbliżała się chwila konfrontacji z ojcem. Pozwoliła na moment nastać przyjemnej ciszy, zanim na nowo podjęła konwersację, by odpędzić rychle czekające na nią widmo.
- Niech Profesor opowie więcej o Skandynawii.
Zobacz profil autora
Dimitr Cronström
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 15 Sie 2015, 21:37

Tak. W takich chwilach można było zapomnieć się całkowicie. Niestety, ale prawdą było, że trwała wojna odbijająca się na wszystkich. Szczególnie na uczniach tracących rodziny. W Hogwarcie było bezpiecznie, ale co poza nim? Nawet Cronström uważał na plecy podczas wędrówek. Był nieufny po próbie zwerbowania. I dobrze wiedział, że ludzie tęsknią za spokojem, oraz pięknymi rzeczami. Może nie znał Carmen na tyle, aby być tego pewnym, jednak miał przypuszczenia, że w jej przypadku także mogło to się sprawdzić.
-Jestem także cyniczny, sceptyczny i kontrowersyjny. Jednak mam racjonalne podejście do życia. Widać więcej wad, niż zalet, to prawda. Ale czy jest to powodem Twojego podejścia do mnie? Bardzo mnie ciekawisz...
Uśmiechnął się w sposób nieprzyjemny, co miało zamaskować jego prawdziwą reakcję na słowa Ślizgonki. Dimitr miał duże ego. Co jest w sumie dziwne u osoby pochodzącej z sierocińca, lecz Durmstrang uświadomił go o jego sile. Nauczano Czarnej Magii, wiele razy torturowano z powodu okazaniu słabości... wypaczyli pogląd na rzeczywistość. Może dlatego był jaki był. Ale miał silny charakter. To ceniono.
Głupie pytanie: chciało mu się ją ukarać? Nie, raczej nie Dorośli czasem zabraniają tego co sami robili w młodości. Rosjanin także kiedyś odważnie pyskował. Wiedział przynajmniej, że człowiek może mieć własne zdanie o kimś. Większość tego nie tolerowała. Ale żyjemy w czasach zakazów.
Prośba dziewczyny lekko go zgubiła. Prawdę mówiąc, Skandynawie znał głównie z terenów dawniej zamieszkiwanych przez jego krewnych. Nigdy nawet nie miał okazji odwiedzić tamtejszej stolicy. Więcej opowiedziałby o Rosji, gdyby spytała. Jednak nie spytała.
-Em. Tereny zielone. Lasów więcej, niż w Anglii, a klimat znacznie chłodniejszy. Są miejsca ładne, warte zobaczenia i te mokre, ponure... gdzie niechętnie się zapuszczasz. Pewna rodzina... miała rezydencje na prawdziwym pustkowiu, otoczonym drzewami i moczarami. Jesienią okolica wygląda... magicznie. Sam zamek-rezydencja sprawia, że ciarki przechodzą po plecach. To cała Skandynawia, moim zdaniem...
Odpowiedział trochę zamyślony, gdy opisywał ziemie będące dawniej własnością Cronströmów. Pamiętał ten błysk w oczach Landona, kiedy pokazał mu wspomnianą lokalizacje.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

 

Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-