IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pon 19 Maj 2014, 10:02

Pogoda ducha i optymizm tylko częściowo wynikały z jej pozytywnego charakteru. Cała reszta była skutkiem jej świadomych postanowień i życiowej filozofii, która zakładała, że życie jest zbyt krótkie aby je przeżyć w powadze, pogrzebowym spokoju, robiąc i mówiąc tylko to, co świat uznaje za słuszne. Pierwszym krokiem na drodze do zrealizowania potencjalnie niemożliwych marzeń, było ich posiadanie. Kolejnym wiara, że to może się udać. Sol ani jednego, ani drugiego nie brakowało. I jeszcze było w niej coś, w tym małym, niepozornym ciałku, co nie pozwalało jej się poddawać, kiedy świat zdawał się próbować uświadomić jej jak fałszywe jest jej spojrzenie na świat, jak wypaczone i nieadekwatne do rzeczywistości.
Ona wtedy uśmiechała się i w duchu stwierdzała: "Ale o ile piękniejsze!"
Słysząc słowa Dor, spojrzała na dziewczynę z lekkim uśmiechem i błyskiem w oczach. No i proszę, już pojawiło się pierwsze marzenie.
-Nie jesteś typem Ikara, na pewno by Ci się to udało, gdybyś spróbowała. - odparła pogodnie, ponownie wyglądając za okno. W tym momencie na horyzoncie pojawił się jeden z testrali najwyraźniej ucząc potomka trudnej sztuki latania. Na twarzy Soleil automatycznie pojawił się jeszcze szerszy uśmiech, który co nie co zbladł, pod wpływem wypowiedzi koleżanki.
-Większość ograniczeń sami na siebie nakładamy. Albo pozwalamy nałożyć je innym. - stwierdziła tylko odrobinę poważniej. I nie, wcale nie uważała, że to jest złe w każdej postaci i w każdych okolicznościach. Sama przecież zrezygnowała z częstych wypadów do Zakazanego Lasu, tylko po to, aby uszczęśliwić kogoś, kto był la niej ważny. czasem odbierając coś sobie, albo zgadzając się na to aby inni coś odebrali, możemy kogoś uszczęśliwić. Tylko jest cienka granica pomiędzy tym kiedy warto, a kiedy jest to jawne zezwalanie na manipulowanie własną osobą.
-A czasem zakładamy, że nie ma innego wyjścia i nawet nie próbujemy go znaleźć. Bo chociaż to, co się dzieje wcale nam się nie podoba, łatwiej jest narzekać, niż zdobyć się na wysiłek wykreowania nowej rzeczywistości. - zamilkła na kilka sekund, aby zaraz potem dodać - Ten, kto stworzył świat, musiał być potem na prawdę zmęczony. Ale i dumny. Akt tworzenia jest jednym z najpiękniejszych.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Czw 22 Maj 2014, 20:19

Gdy mówiła o tym Soleil, wydawało się to takie proste i oczywiste. Nie mniej wciąż wydawało. Niewykluczone, ze problem tkwił w samej osobie Dorcas, która rzadko kiedy pozwalała sobie na spontaniczność. Nie podejmowała decyzji pod wpływem chwili, wszystko musiało być najpierw dokładnie przemyślane oraz przeanalizowane. Musiała umieć przewidywać skutki, wiedzieć czy te pokrywają się z tymi pożądanymi przez Meadowes a także umieć przewidzieć ewentualne scenariusze, które układała później w myślach, chcąc być przygotowaną na każdą ewentualność. Stąd też wielu widziało w Dorcas osobę perfekcyjną, a już na pewno ułożoną. Jej ścisły uśmiech był przyzwyczajony do takiego toku pracy. Dopuszczał fantazje, umiał współżyć z wyobraźnią, nie mniej były pewne sfery, w których to on miał dominujący głos. A przecież rozum wyraźnie szacował, że próba jakiejkolwiek zmiany już dobrze utartych relacji między Blackami była z góry skazana na niepowodzenie. Dor zdała sobie sprawę, że przez większość czasu raczej odwzajemnia spojrzenie Gryfonki, niż podziwia ślady po pantoflach bogiń. Nie trudno było więc odgadnąć, iż Meadowes najwyraźniej się nad czymś zastanawia, do czego też sprowokowała ją Soleil.
- Raczej bałabym się tego, że moje próby zmiany, szukanie innych rozwiązań bądź wyjść, okazało by się właśnie taką chęcią narzucenia komuś czegoś, na co te osoby nie miałyby najmniejszej ochoty.
Po chwili też dodała, raczej nie dając szansę dziewczynie na jakąkolwiek odpowiedź. Nie znaczy to jednak, że nie chciała jej usłyszeć.
- Kim był Ikar?
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 23 Maj 2014, 10:01

Bo słowa z reguły przychodzą łatwiej niż czyny. I za ich pomocą pięknie można opisać nawet rzeczy niewykonalne. Ale Sol naprawdę wierzyła w to, co mówiła. Jak dla niej marzenia powinny być trudne do spełnienia, bo jeśli wystarczyło machnąć różdżką, to jaki był w ogóle sens śnienia? Poczucie konieczności planowania każdej istotniejszej rzeczy nie było cechą złą zawsze i wszędzie. Niejednokrotnie mogło być nawet pożądane i ratować od poważnych kłopotów. Sol, jako weteranka wypadów do Zakazanego Lasu, dobrze to wiedziała i doceniała praktyczny zmysł i pragmatyczne myślenie i osób, które spotykała. A jednak wolała spontaniczność, wolała radosne wybieganie naprzeciw nieznanemu z nadzieją na fascynującą przygodę, wolała się zawieść niż wycofać zanim czegokolwiek doświadczy.
-Rozmowa nie może przynieść szkody. Nikt Ci nie każe sięgać po różdżkę, albo szantaż. - odparła, zanim padło drugie pytanie, które sprawiło, że jej myśli natychmiast uciekły w stronę przyjemniejszych tematów.
-Ikar? - powtórzyła za Dorcas i złapała jej dłoń, wyciągając ją na szeroki taras otaczający obserwatorium. Słońce w końcu już zaszło za horyzontem i widać było liczne gwiazdy. -Ikar był synem Dedala, inżyniera i człowieka praktycznego. - zaczęła swoją opowieść głosem, którym bajarze zwykli byli kusić potencjalnych słuchaczy. Zacisnęła dłonie na barierce i uśmiechnęła się do Gryfonki.
-Kiedy musieli uciekać z domu, ze swojej wyspy, Dedal skonstruował dla nich skrzydła. Przestrzegał syna żeby nie podlatywał zbyt blisko słońca, bo wosk, którymi połączone były pióra roztopi się, ani zbyt blisko morza, aby skrzydła nie zawilgotniały. Ikar jednak miał marzenie i za to marzenie oddał życie, do dzisiaj jednak morze, w którym utonął nazywa się Ikaryjskim. - zakończyła, ale wyraz jej twarzy świadczył o tym, że nad czymś intensywnie myśli.
-Gdybym była Dedalem, poleciałabym za nim. - dodała, jakby do siebie. -Czy czasem nie jest tak, że nawet nie wiemy, czego chcemy, zanim nam ktoś tego nie uświadomi?


Ostatnio zmieniony przez Soleil Larsen dnia Sob 24 Maj 2014, 12:29, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 24 Maj 2014, 11:47

Dor zmrużyła oczy. Sięganie po różdżkę? Szantaż? To do niej zwyczajnie nie pasowało. Właściwie biorąc pod uwagę jej spokojne, momentami nawet stoicko spokojnie, usposobienie, ciężko było sobie nawet wyobrazić Gryfonkę, która pod wpływem emocji sięgnie po ostateczność. Ale Dorcas tym samym nie chciała się nikomu narzucać, bo takie właśnie wrażenie miała, kiedy i z jednym Blackiem, i z drugim rozmawiała o jego bracie - oboje zaczynali robić się nerwowi, węsząc, że najchętniej doprowadziłaby do ich rozmowy. I już z góry zakładali, że takowa będzie bezowocna. Być może to nie Meadowes za mało wierzyła w dokonanie rzeczy niemożliwych?
Skinęła tylko głową i pozwoliła się prowadzić Soleil, wyraźnie zasłuchana w jej opowieść. Dorcas znała wiele ksiąg pisarzy mugolskich, gdyż nie stroniła od tych lektur, nie mniej nigdy nie miała okazji zaczytać się w mitologii. Być może ktoś kiedyś wspomniał o Ikarze na zajęciach z historii magii bądź wróżbiarstwa, nie mniej musiał to być tak mało istotny szczegół, że Gryfonka go nie zapamiętała.
- Rozumiem, że jednak skusił się i chciał podlecieć do słońca?
Było to raczej pytanie retoryczne, gdyż odpowiedź wynikała z kontekstu opowieści. Dor oparła się tyłem o barierki, tylko przez chwilę podziwiając coraz bardziej widoczne gwiazdy.
- Jeżeli są to rzeczy, za które warto zapłacić nawet sporą cenę, zapewne wtedy warto polecieć za Ikarem.
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 24 Maj 2014, 12:38

Sol by jej nigdy o takie zapędy nie oskarżyła. Dorcas wydawała jej się raczej praworządną osóbką, nawet jeśli nie była maniaczką zasad na podobieństwo swojej rudowłosej przyjaciółki. Nie sądziła także, że Meadowes jest jedyną osobą, która zbyt mało wierzy w możliwość spełnienia niemożliwego, jakkolwiek śmiesznie to brzmi. Takich osób było zdecydowanie zbyt wiele! Osóbki pokroju Soleil uważano zaś za śmieszne, dziwne, a czasem nawet i głupie, czy godne pogardy. Ona sama uważała jednak, że niesienie dobrej nowiny, uświadamianie innym, że marzenia są konieczne, aby cokolwiek mogło się zmienić na lepsze, a działania to kolejny krok, którego nie można się obawiać - że to właśnie jest jej życiowym powołaniem. Nie była chrześcijanką, ale gdyby lepiej znała nauczanie Kościła, zapewne uznałaby te wszystkie razy, kiedy ją wyśmiewano i odtrącano, za jej osobisty krzyż. Tymczasem tłumaczyła sobie to na własny sposób. Wszystko miało swoją cenę, ale jeśli płaciła tym za szczęście i nawrócenie choć jednej osoby, to było warto!
-Tak, promienie rozpuściły wosk i zakończył swój lot. Czasem jedna niemożliwa rzecz nie wystarcza. - odparła na pytanie Dorcas, choć dziewczyna zapewne nie oczekiwała odpowiedzi. Sol spojrzała z zainteresowaniem na swoją gryfońską koleżankę, po czym dodała poważnym głosem.
-Ty jesteś raczej Dedalem, ale myślę, że w przeciwieństwie do tego mitologicznego, nie wahałabyś się podzielić losu syna. - stwierdziła, patrząc Meadowes prosto w oczy.
-Są sytuacje kiedy logika zawodzi; uczucia nie lubią się nią kierować, wiesz? Rozsądek, praktyczne argumenty, to na nic kiedy ma się do czynienia z porywami serca.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sob 24 Maj 2014, 23:38

Czy była Dedalem? Niewątpliwie, choć z drugiej strony nie do końca. Nie odtrącała wyobraźni ani uczuć, aby pozostać na nią głuchą. Spokojnie odwzajemniło to spojrzenie, które budziło w Dor odczucie, jakby ktoś ją właśnie chciał przejrzeć na wylot. Nie mogła pozbyć się wrażenia, że Soleil wie doskonale o konflikcie dwóch Blacków, o tym jak to się odbija na Meadowes, a także o jej nieudolnych próbach pogodzenia braci. Bo każdy uważał, że ich racja jest tą nadrzędną, woleli tkwić dalej w starych, utartych przekonaniach. Porywała się z motyką na słońce, jak to kiedyś malowniczo nazwał pewien mugol zapędy ludzi ambitnych. Ale przecież nie musiała skończyć jak Ikar. Nie musiało ją to słońce sparzyć, nie musiała utonąć w bezkresnych wodach.
- Pewna jestem tylko ich uczuć, Sol. Stąd boje się, że ich skrzywdzę. Ale... Ale jeśli pozostanę na to obojętna, być może tym samym obojgu wyrządzę jeszcze większą krzywdę.
Nie ukrywała już pod subtelnymi metaforami tego, co ją najbardziej gryzło. Na moment uciekła spojrzeniem do gwiazd.
- Ale być może uda mi się ich namówić na lot ku słońcu. Brzmi pięknie, nieprawdaż?
Z westchnięciem w duchu uświadomiła sobie, iż spędziła w obserwatorium znacznie więcej czasu, niż go posiadała. Soleil zjawiła się ze swoją poradą nieoczekiwanie, choć sporo wniosła w pewne wątpliwości Meadowes. Dziewczyna była postronnym obserwatorem, być może warto więc iść za jej głosem?
- Dziękuje Ci, Sol. Dałaś mi do myślenia. Pozostaje mi Ci życzyć spokojnej nocy i tymczasem wrócić do szarej rzeczywistości. Praca domowa nie zrozumie dlaczego jej nie poświęciłam wystarczającej uwagi.
Dor wróciła po swoje rzeczy i podniosła je z podłogi. Nim na dobre skierowała się do wyjścia, pomachała jeszcze Sol z uśmiechem, będąc już na niższych stopniach. Ciężko było jej wczuć się w Ikara, ale gotowa była zaryzykować.

zt
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Nie 25 Maj 2014, 14:35

Dobry inżynier nie mógł odtrącać wyobraźni! Dedal zaś na pewno posiadał jej całkiem sporo, skoro potrafił konstruować skrzydła i labirynty. Tylko, że po prostu posiadał do tego pragmatyczną i praktyczna naturę oraz spore doświadczenie i to ta część jego charakteru była przeważająca, a co za tym idzie częściej dochodziła do głosu.
Coraz więcej osób miało to wrażenie, że Sol przenika ich wzrokiem. Czyżby tak rzadko można się było w obecnych czasach spotkać z takim poważnym, skoncentrowanym i przenikliwym rodzajem spojrzenia, jakim Sol zwykła dość często obdarzać swoich rozmówców? Jeśli tak, to to by sporo wyjaśniało. Zapewne niektórzy już na samą myśl o podobnym "prześwietleniu" uciekali gdzie pieprz rośnie, a więc nie mogli zbyt dużo czasu spędzać w obecności kogoś, kto upodobał sobie obserwowanie ludzi z uwagą.
Słuchała słów Dorcas, spoglądając dla odmiany na nocne niebo, aby dać jej nieco więcej przestrzeni. Uśmiechnęła się do siebie, bo cieszyła się z wniosków, do których doszła jej starsza koleżanka.
-Co trzy pary skrzydeł, to nie jedna. - powiedziała na koniec, sięgając po dłoń Meadowes i przez krótki moment ściskając ją swoimi chudymi paluszkami.
-Dobranoc. - pożegnała gryfonkę. Kiedy ucichły jej kroki na schodach, Soleil wciąż stała na tarasie obserwatorium. Na moment wspięła się na barierkę i wychyliła niebezpiecznie, ale nie, nie zamierzała skakać. Zbyt wiele by straciła w zamian za krótki lot.
Jeszcze chwila i ona także wyruszyła w drogę powrotną do dormitorium.

z/t
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 04 Cze 2014, 09:59

Lily powoli wspinała się po stromych schodach prowadzących do obserwatorium. Koniec roku szkolnego był tuż za zakrętem i większość egzaminów uczniowie mieli za sobą, ale panna Evans musiała dopracować (oczywiście do perfekcji!) swoją mapę nieba. Oczywiście było o wiele za wcześnie na obserwację gwiazd, czy też planet, ale Ruda miała nadzieję odnaleźć w jednej z szafek książkę, której brakowało w bibliotece. Pani Pince z pewnym niezadowoleniem stwierdziła, że niektórzy nauczyciele wolą trzymać część woluminów w klasach i była prawie pewna, że tom poszukiwany przez Lily powinien gdzieś być. Spod rozpiętego mundurka dziewczyny wyglądała brązowa sukienka, a włosy po długim dniu wysunęły się z ciasnych splotów warkocza, okalając jej buzię niesfornymi loczkami. Na twarzy było jednak widać zmęczenie i troskę.
Kiedy jej stopy dotknęły w końcu wymyślnej posadzki obserwatorium, o dziwo wcale nie skierowała się w stronę stojących pod jedną ze ścian szafek. Zamiast tego obrzuciła trochę nieobecnym spojrzeniem całe pomieszczenie i podeszła do szyb, za którymi widać było całe błonia. Pchnęła delikatnie drzwi prowadzące na szeroki taras, pozwalając aby pachnące latem powietrze zaczęło bawić się jej włosami i strojem. Podeszła do barierki i zacisnęła na niej drobne dłonie. Smutnym spojrzeniem objęła relaksujących się w dole ludzi. Dlaczego ona nie mogła być taka jak oni? Dlaczego nie potrafiła choć od czasu do czasu się wyluzować i pozwolić sobie na dobrą zabawę, nawet jeśli musiałaby dla niej nagiąć pewne zasady? Była teraz dla siebie zbyt surowa. Miała całkiem niezłe poczucie humoru i umiała się zrelaksować, tylko rzadko działo się to wtedy, kiedy tego po niej oczekiwano. Poza tym jej charakter sprawiał, że martwiła się o zbyt wiele osób i rzeczy, co stanowczo krępowało jej swobodę i zmuszało do nadmiernej powagi. Nie wspominając już o tym, że zbyt serio traktowała swój status prefekta. Regulaminy i zasady pozwalały jej uciekać od pewnych rozterek, które w przeciwnym wypadku by ją dręczyły. Nade wszystko jednak nie chciała zawieść zaufania dyrektora, który obdarzył zaszczytem i odznaką właśnie ją, mugolaczkę. Mogła udawać, że to nie ma większego znaczenia, ale cierpiała na syndrom szlamy. Czuła potrzebę udowadniania swojej wartości, swoich umiejętności magicznych.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 04 Cze 2014, 13:34

Totalny brak ważnej funkcji społecznej pozwalał mu całkowicie być aspołecznym człowiekiem. Był niewidzialny dla większości uczniów Hogwartu z czego niezmiernie się cieszył. A i niedawne zniknięcie z jego życia tych czterech ćwoków z Gryflandu uważał za niezmierne szczęście. Wychodziło na to, więc że jego marny żywot biegł całkiem spokojnie i zgodnie z życzeniem samego Severusa. I chociaż brak pewnej rudowłosej był niepokojący, był w stanie to sobie w logiczny sposób usprawiedliwić. W końcu tak jak on, miała znajomych w swoim domu i spędzała z nimi czas. Ale zbliżały się wakacje. Wrócą do rodzin i jak zwykle usiądą pod swoim ulubionym drzewem i będą rozmawiać. Tak jak zawsze.
Ogólnie Snape nie narzekał. Egzaminy poszły mu całkiem zręcznie, nie spodziewał się żadnej przykrej niespodzianki. Dobra passa trwała, a on nie miał ochoty zbytnio ją przerywać. Tak więc unikał kłopotów, które mogły czyhać za każdym zakrętem.
Wieża Astronomiczna i znajdujące się w niej obserwatorium lubił traktować jako swoją samotnię nie licząc lochów. Było to dobre miejsce, by pomyśleć i odetchnąć świeżym powietrzem, gdy nie chciało się ryzykować powieszenia za gacie na gałęzi drzewa. Dlatego też skierował tutaj swoje kroki, gdy stwierdził, że nie ma co ze sobą zrobić. Koniec roku był zbyt blisko, by zacząć warzyć kolejny z rzędu eliksir.
Nie spodziewał się spotkać kogokolwiek. Tak na dobrą sprawę chciał być sam i nie przewidywał niespodzianek. W ogóle nie lubił niespodzianek. Były takie…niespodziewane. I poza ogólną kontrolą pod jaką lubił mieć swoje życie. Kiedy więc zobaczył na tarasie Lily początkowo nie wiedział co zrobić. W końcu jednak podszedł i uśmiechnął się trochę jakby z wymuszeniem. Jak zawsze, na jej widok żołądek zaczynał robić mu akrobacje.
-Witaj, Lils.

Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 04 Cze 2014, 20:24

Wbrew pozorom Lily i Snape'a wiele łączyło, poza samą przyjaźnią oczywiście. Niechęć do niespodzianek była jedną z tych rzeczy, bowiem Evans wolała być zawczasu przygotowaną na wszystkie okoliczności. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że jest to zwyczajnie niemożliwe, jednak nie należała do osób, które łatwo się poddawały. Niechęć do fizycznego kontaktu z innymi ludźmi była tylko pewnym odbiciem jej potrzeby kontrolowania świata dookoła. Trzymanie się sztywno zasad, trudności z "wyluzowaniem się" - to wszystko było tylko zewnętrznym wyrazem czegoś znacznie głębszego i bardziej złożonego.
Co zadziwiające Lily potrafiła być przy tym spontaniczną, wesołą osobą, jednak tylko w pewnych określonych okolicznościach i z ludźmi, których dobrze znała. W porównaniu do Dorcas, to ona częściej kierowała się chyba emocjami, a przynajmniej nie potrafiła tak dobrze jak przyjaciółka przedkładać ich ponad emocje. Może gdyby było inaczej, już dawno dogadałaby się z Huncwotami...
Podobnie de Snape'a nie spodziewała się nikogo spotkać w obserwatorium. Wszyscy normalni ludzie spędzali te ostatnie dni roku szkolnego z przyjaciółmi, rozmawiając, śmiejąc się i dokazując. Dor pewnie była gdzieś z Syriuszem, może także pozostałymi chłopakami... Ruda wiedziała, że czułaby się pośród nich jak piąte koło u wozu, czyż nie udowodniła, że jest dla nich zbyt sztywna. Czyż nie powiedziano jej, że nie potrafi się bawić?
Nie usłyszała kroków, dopiero cichy głos Ślizgona wyrwał ją z niezbyt przyjemnych rozmyślań. Spojrzała na niego i udało się jej nawet wywołać na twarzy lekki uśmiech. Ostatnimi czasy nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu, ale kłamstwem byłoby stwierdzenie, że Lily do pewnego stopnia unikała swojego przyjaciela. Odkąd zorientowała się w stanie jego uczuć... po prostu nie czuła się w jego towarzystwie tak swobodnie jak kiedyś. Bolało ją, że nie potrafi obdarzyć go taką miłością, która mogłaby dać mu szczęściem, ale przecież nie ona o tym decydowała, prawda?
-Cześć, Sev. - odparła na jego powitanie, przyjaźnie muskając jego dłoń swoimi chłodnymi palcami.
-Zabłądziłeś, czy też szukałeś chwili samotności?

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 18 Cze 2014, 13:59

Omiótł wzrokiem jej twarz, ściągając brwi, kiedy poczuł na dłoni chłodny dotyk dziewczyny; jego oczy śledziły uważnie wymykające się z warkocza loczki, wyraźne zmartwienie malujące się w zielonych tęczówkach. Jego oczy drgnęły lekko gdy zauważyły uśmiech, ale Severus nie potrafił zmusić się, by go odwzajemnić, nie po raz kolejny. Odetchnął tylko głęboko, opierając dłonie na nagrzanym od słońca kamiennym murze, skutecznie bądź też nie, chroniącym różnego pokroju idiotów przed zrobieniem sobie krzywdy.
Według niego nie powinno być tego muru. Gdyby głupcy, kretyni i czarodzieje o wątpliwym ilorazie inteligencji eliminowali się samo, świat prędko stałby się piękniejszy.
Przynajmniej w jego własnym mniemaniu.
- Czego mógłbym szukać, jeśli nie samotności, Lily? Nie próbuj mnie obrażać, zabłądzenie w tej szkole po niemal siedmiu latach przebywania wewnątrz murów byłoby iście upokarzającym precedensem. - stwierdził chłodnym tonem, zerkając na nią po raz kolejny. Była tak piękna, że coś w jego sercu skręciło się boleśnie, wymykało się z najciemniejszych jego zakątków, wyjąc jak opętane. Nie rozumiał co widzi w tak niskiej formie życia, jaką reprezentował sobą Potter i choćby tłumaczono mu to tysiąc lat - nadal by nie zrozumiał.
- Jesteś ostatnio nieuchwytna. - zauważył po chwili ciszy, wpatrując się w horyzont nieco nieprzytomnym wzrokiem. Można by rzec, nieobecnym. Znudzonym.
I bardzo, bardzo smutnym.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 18 Cze 2014, 16:46

Zauważyła to uważne, badawcze spojrzenie. Często ją nim obdarzał i jeszcze kilka miesięcy temu nie dostrzegała w nim niczego głębszego od naturalnej dla dwojga przyjaciół troski i sympatii. Teraz jednak nie mogła powstrzymać się od pewnej obawy, że on właśnie w tej chwili może dawać wewnętrznie upust swoim uczuciom, albo co gorsza planuje ją z nimi skonfrontować. Szybko jednak zganiła się za te wszystkie paranoiczne myśli, w duchu tłumacząc sobie, że przecież nigdy nie dał jej powodu do niepokoju, że może jednak wszystko to sobie uroiła podżegana przez plotki i swoje otoczenie. To, że powoli się od siebie oddalali nie oznaczało bynajmniej, że Lilianne łatwo przystałaby na zerwanie ich kontaktów. Wciąż był dla niej ważny, wciąż liczyła się z jego zdaniem i chciała go widzieć po swojej stronie. Miała nawet nadzieję, że wakacje pozwolą im się ponownie zbliżyć, bo on będzie szukał ucieczki od patologicznego ojca, a ona bez wątpienia szybko odczuje potrzebę zdystansowania się od mikroświata swojej rodziny, do którego już nie pasowała i prawdę powiedziawszy nie należała, a przynajmniej nie tak, jak powinna. Słysząc jego odpowiedź zaśmiała się lekko, choć przecież z punktu widzenia obiektywnego obserwatora nie było w niej nic zabawnego. Tyle że w Lily zawsze budziło się jakieś ciepło, kiedy konfrontowała się  z poważnymi spostrzeżeniami Severusa i jego dość surowym i ponurym spojrzeniem na świat. Ona być może była legalistką obdarzoną przez naturę realizmem, ale najwidoczniej nie przeszkadzało jej to w równoczesnym wiedzeniu życia istoty raczej radosnej i szczęśliwej.
-W takim razie mnie się te „upokarzające precedensy” zdarzają zawsze, ilekroć skręcę nie tam gdzie trzeba albo pomylę drzwi. Ten zamek jest jednak tak duży, że wybaczam sobie ten brak orientacji w terenie. Od czasu do czasu. – w jej oczach zapaliły się łobuzerskie iskierki i jasno było widać, że droczy się odrobinę z Snapem. W tym związku to ona była tą połową, której przypadało zadanie rozluźnienia napiętej atmosfery. Kolejne stwierdzenie chłopaka sprawiło jednak, że jej uśmiech zbladł nieco, a na twarzy pojawiło się poczucie winy. Z drugiej strony Ślizgon także nie szukał chyba kontaktu, bo przecież nie chowała się po kątach ani nie uciekała na jego widok.
-Wiem, Sev. I przepraszam, ale ostatnio trochę się działo… – odparła, obserwując uważnie jego oblicze w poszukiwaniu niewerbalnych wskazówek, mogących pomóc jej w zweryfikowaniu jego  nastroju.
-Nadrobimy zaległości w wakacje, zgoda? – zapytała z nadzieją, ponownie dotykając jego dłoni. Nieświadomie wracała do swojej postawy sprzed całej tej afery z „odkrywaniem” prawdziwych uczuć Snape’a. Wtedy był jedną z niewielu osób, których dotyk akceptowała bez większego skrępowania, czy niechęci. Teraz jednak budził w niej nagle jakieś obiekcje. Oczywiście wtedy, kiedy zatrzymywała się na chwilę, żeby tę sprawę rozważyć.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 18 Cze 2014, 17:16

Na jego ustach zamigotał uśmiech, przez kilka sekund rozjaśniając zwykle poważną, ściągniętą w wyrazie politowania dla reszty świata twarz. Zniknął równie szybko, ale Severus dawno przestał się uśmiechać swobodnie i otwarcie. Te czasy minęły, przytłoczone latami prześladowań, walki o spokój i pozycję w świecie, do którego według niektórych nie pasował. W miejscu, do którego nie miał prawa.
Severus nie czuł się gorzej od innych uczniów. Wręcz przeciwnie. Lotny, chłonny umysł wyróżniał go spośród tłumu ignoranckich impertynentów, takich jak Potter, czy głupców w stylu casanovy, których przewodnikiem i duchowym guru był Black. Ktoś mógłby stwierdzić, że okupuje tą swoistego rodzaju wyższość samotnością, ale Snape nie był samotny.
Fakt, że Lilianne nie aprobowała jego znajomości i miała kolegom Ślizgona do zarzucenia tak wiele, że z czasem przestał nawet pamiętać, nie zmieniał nic. Severus miał znajomych.
Lecz przyjaciółkę drogą jego sercu... Tylko jedną.
Uśmiechanie się jednak nawet przy niej nie było dla niego łatwe. Od dawna nie.
- U mnie też wiele się działo, nie przeszkadzało mi to jednak przychodzić tu i czekać, aż się zjawisz. Nie przeszkadzało też w dowiadywaniu się o tym, co dzieje się u ciebie, Lily. - uniósł lekko brew, posyłając jej spojrzenie krótkie, lecz wyjątkowo wymowne. Usprawiedliwienia. Puste słowa.
Po co to wszystko?
Kiedy dotknęła go po raz kolejny spiął się wyraźnie, jednak poczucie winy malujące się na jej twarzy, wyrzut lśniący w zielonych oczach zmusił go do uśmiechu. Bladego, powściągliwego świadectwa, że ta rudowłosa, eteryczna istota potrafiła dotrzeć tam, gdzie Severus zakopał pod stertą żali pozytywne uczucia.
- Nadrobimy. Jeśli tylko będzie ku temu okazja. - odparł powoli, ostrożnie ujmując jej dłoń w swoją. Przez moment przesuwał palcami po jasnej skórze dziewczyny, w milczeniu podziwiając jej gładkość, a potem odetchnął głęboko.
- O ile oczywiście nie będziesz zajęta. - dodał, wzruszając ramionami.
Krótki, bezradny gest człowieka, który naprawdę nie miał już siły na prowadzenie bezcelowej konwersacji, przeplataniem równie niepotrzebnymi uprzejmościami. Wybaczyłby Lily wszystko, czasem ta świadomość niesamowicie go drażniła, jednak nie potrafił w żaden sposób oprzeć się przyjemności płynącej z przebywania w jej towarzystwie.
Zobacz profil autora
Lily Evans
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Sro 18 Cze 2014, 20:31

Lubiła, kiedy się uśmiechał. W tych krótkich, rzadkich momentach wyglądał jak normalny nastolatek, a nie przytłoczony przeszłością i przyszłością, zbyt szybko nadmiernie dojrzały mężczyzna. Tak było od zawsze, Lily nie była trzpiotką i daleko jej było także do dziecinności, a jednak czasem przerażała ją ta wewnętrzna starość Severusa. Strasznie bolało ją, że musiał przejść przez to, co mu los zgotował. Wiedziała, że nie chciałby aby ktokolwiek się o tym dowiedział, ale świadomość tego jak ciężko miał w życiu, zawsze jedynie pomnażała jej złość na wszystkich tych, którzy mu próbowali podłożyć nogę albo dodatkowo dodać cierpienia. Nie umiała tego zmienić, zbyt bardzo go kochała, a on potem wyrzucał jej matkowanie. Z resztą… to w konsekwencji jednej z takich sytuacji, kiedy nie powstrzymała swoich emocji, prawie zniszczyli łączącą ich przyjaźń.
-Może trzeba było mnie powiadomić, że czekasz? – wypaliła, zanim zdążyła się zastanowić nad wymową tego stwierdzenia. Nie chciała się kłócić. Zbyt rzadko miała okazję z nim się spotkać, aby marnować ten czas na bezsensowne spory. Na całe szczęście Snape znał ją zbyt dobrze, by przejmować się tymi wybuchami, zapewne wynikającymi z faktu, że charakter to ona miała bezsprzecznie w kolorze włosów.
-Przepraszam, ja też się dowiadywałam, Sev. Co nie było zbyt łatwe, biorąc pod uwagę, że mało z kim rozmawiasz. Nawet próbowałam raz czekać w lochach, ale skończyło się spięciem z tym Niemcem o egzotycznym imieniu jakiejś mitologicznej postaci. Na całe szczęście był pijany. – wzruszyła ramionami. Nie dodała, że tamta feralna wyprawa miała miejsce dość dawno. Nie aprobowała jego znajomości? Ba, większość jego tak zwanych „kolegów” najchętniej by ją pozbawiło możliwości nauki w Hogwarcie i różdżki, zapewne za pomocą brutalniejszych metod niż uprzejma prośba. A on nie pozostawał obojętny, wiedziała, że gdyby nie oni, nigdy by jej nie nazwał szlamą.
Odetchnęła z ulgą na jego słowa. Więc wciąż wszystko było okej? Może tylko nie wiadomo co sobie wyobrażała? Czasem bywała po prostu głupia. Udowodniła to sobie i innym nie jeden raz. A jednak nie potrafiła powstrzymać fali niepewności kiedy ujął jej dłoń i pogładził ją lekko swoimi palcami. Kiedyś by to na niej nie zrobiło wrażenia. Oddałaby wiele, aby móc do tego wrócić! A potem jeszcze dodał te słowa, których wolałaby nie usłyszeć, bo trochę ją raniły i zrzucały na nią odpowiedzialność. Robił jej wyrzuty, choć sam nie był bez skazy. Wybaczyłby jej wszystko? I vice versa. Przecież nazwał ją szlamą, do Merlina, choć on najlepiej wiedział, jak bardzo wrażliwa była na komentarze tyczące się swojego mugolskiego pochodzenia. Nie dlatego, że się go wstydziła, po prostu wciąż czuła, że musi coś komuś udowadniać. Że nie jest dość dobra.
-Czuję się winna bez twojej pomocy, Panie Sceptyczny. – odparła, mrużąc zielone oczy i wyswobodzoną z uścisku chłopaka dłonią odgarniając niesforne kosmyki, które w efekcie szkodliwej działalności wiatru, ograniczały jej pole widzenia. –Poza tym dobrze wiesz, że dla Ciebie znajdę czas. O ile Ty nie będziesz zajęty. – dodała, naśladując jego ton głosu, może po to aby go poirytować albo (co bardziej prawdopodobne) rozbawić.
-I nie udawaj, że Ci nie zależy. Oboje dobrze wiemy, że to wierutne brednie. – stwierdziła na sam koniec, unosząc jedną brew i uśmiechając się zadziornie.

_________________

That's one thing the monster had definitely taught her. Stories were wild, wild animals and went off in directions you couldn't expect.

Zobacz profil autora
Severus Snape
avatar

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   Pią 20 Cze 2014, 23:02

Odetchnął głęboko, odwracając od niej spojrzenie.
Przebywanie w otoczeniu Lily było najprawdopodobniej największym wyzwaniem w jego życiu. Z jednej strony pragnął jej uśmiechu, potrzebował jak powietrza tych zielonych oczu. Oczu w kolorze Avady.
Potrzebował jej śmiechu i pogody ducha, bo jemu los poskąpił jednego i drugiego. Nieprzyjemne wrażenie, że bez Evans, jej rudych włosów i złośliwości jego życie nie byłoby niczym więcej jak pustą otchłanią wcale nie pomagało.
Z drugiej strony dziewczyna stanowiła obiekt sporu w kręgu ludzi, w którym obracał się ostatnimi czasy.
Szlama.
Niegodna.
Severus wielokrotnie smakował to słowo na języku, zastanawiając się jaki czort podkusił go by skierować tak obraźliwe wyrażenie w kierunku Lily. Nie doszedł do zadowalającego wniosku, wiedział jednak, że to nie powinno się powtórzyć. Że drugi raz mu nie wybaczy.
Nie zniósłby cierpienia w jej spojrzeniu, nerwowości w ruchach. Nie po raz drugi.
Na dźwięk jej głosu skrzywił się nieprzyjemnie, znów wracając wzrokiem do twarzy Lily. Tym razem się nie uśmiechał.
Kiedy wracał wspomnieniem do tego momentu wydawało mu się, że czas na moment stanął. Zatrzymał się i dał mu szansę na ugryzienie się w język. A on nie skorzystał.
- Może gdybyś odkleiła się od Pottera na pięć minut, dostrzegłabyś, że czekam? - spytał chłodno, zakładając ramiona na klatce piersiowej.
Uniósł brew, obserwując zmianę na jej twarzy. W jakiś perfidny, sadystyczny sposób karmił się jej bólem, jednocześnie wzywając na świadków wszystkich znanych mu bogów.
Tak bardzo nie chciał jej skrzywdzić.
- Co więcej, zakładam, że gdybyś była bez winy, nawet moje słowa niewiele by zmieniły. Czyli przyznajesz się do tego, że zawaliłaś sprawę, Lilianne. - zignorował jej tłumaczenia; ostatnią rzeczą, której teraz chciał było dyskutowanie o Grossherzogu. W ostatniej chwili powstrzymał się też przed splunięciem z pogardą. Nie przepadał za Niemcem, nie lubił jego fanclubu i nie pochwalał zachowania, które, nomen omen, było równie dojrzałe co u pierwszorocznych.
Gdy wyrwała dłoń z jego uścisku przez twarz Severusa przebiegł kolejny skurcz; niemal niezauważalny. Zapewne gdyby nie ściskanie w żołądku, lodowata kula zdenerwowania, w ogóle nie dałby po sobie znać, że zaczyna ogarniać go irytacja. I irracjonalna złość.
Kącik wąskich ust uniósł się w górę, jednak nawet przy dobrych chęciach nie można było nazwać tego uśmiechu miłym.
Przepełniony goryczą, zasuszony, odpychający... tak, Snape był mistrzem w odpychaniu ludzi.
- A gdybym powiedział, że mi nie zależy? Co wtedy, Evans? Sądzisz, że znasz mnie tak dobrze?
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Obserwatorium   

 

Obserwatorium

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

 Similar topics

-
» Obserwatorium

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-