IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 07 Sty 2015, 10:16

Buty Yumi trzeszczały w kontakcie z wilgotną trawą po nocnym ataku deszczu. Słońce leniwie wznosiło się na jasnoróżowe niebo, nikłymi promieniami padając na bladą skórę Japonki. Niespiesznie wędrowała ku sowiarni, trzymając w dłoni list zaadresowany do ojca. Dziewczyna wyszła z dormitorium zanim Wanda, Aria, Skai i Mercy zdążyły się obudzić. Wrzuciła do ust kilka miękkich, świeżych malin przysłanych od Sorena i wykradła się ze szkoły. Usilnie nie starała się oglądač przez ramię. W jej wnętrzu tliło się wiele sprzecznych emocji, jedbakże wszystkie cienie jej rozsądku zgadzały się z jednym: pragnęły spotkać Amycusa, dotknąć go i sprawdzić czy jest prawdziwy. Choć Yui widywała go mimochodem na korytarzu, mieli tam dla siebie raptem parę sekund. Mijali się, ocierając się ramieniem i oddalając w milczeniu. Yui dalej żywiła do niego urazę za ostatnią awanturę, lecz tęsknota skutecznie zatarła tamten gniew ustępując roztargnieniu.
Spuściła głowę na swe buty, przeskakując zgrabnie niewielki głaz, nie wpadając na pomysł jego wyminięcia. Trzykrotnie przeglądała się w lustrze doszukując się w sobie czegoś, co mogłoby się podobać. Mając w głowie echa słów przyszłej teściowej i kazania Sky na temat noszenia spódniczek, odsłoniła chude kończyny ubierając się letnio. Nie potrafiła określić czemu owinęła nadgarstek niebieską arafatką. Stała się jej ulubioną, bo spodobała się Amycusowi. Imię ją ocuciło i powróciła leniwie na ziemię. Wystawiła sercowatą twarz ku słońcu, wdychając jednocześnie rześkie wilgotne powietrze. Yumi lubiła ten zapach.
Zwolniła, pamiętając w liście złożoną obietnicę przyjścia do sowiarni jak najdłuższą drogę. Udało się jej nie obejrzeć za siebie w poszukiwaniu znajomej sylwetki owianej dziwnym mrokiem. Kuszącym i odpychającym zarazem.
Otuliła się szczelniej szkolną szatą i zadarła glowę zawieszając wzrok na wzrastającej budowli wieży sowiej szkolnej poczty. Zaciemnione tęczówki i szybsze drgania serca zdradzały niepewną myśl kłębiącą się w jej głowie. Amycus zaniepokoi ją czy poprowadzi dalej milczącą bitwę trwającą już czternaście dni. Westchnęła i stanęła naprzeciwko pagórkowi dzielącego ją od schodów sowiarni.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 07 Sty 2015, 10:56

Był jednym z tych Ślizgonów, którzy do późnej nocy wpatrywali się w ciemne niebo pozbawione śladu bytności Mrocznego Znaku, wstrząsającego całą szkołą – aż w fasadach. Jako pierwsi dowiedzieli się od opiekuna, kto stał się ofiarą śmierciożerców i sami dopowiedzieli resztę, umacniając stereotypy. Amycus przyglądał się ludziom przebywającym w pokoju wspólnym, później zaś podsłuchiwał rozmowy prowadzone w dormitorium, aby sprawdzić reakcje ludzi i ocenić ich szanse na przeżycie. Świat był brutalny, o czym każdy przekonywał się na własny sposób, indywidualnie brnąc w bagno z nikłą nadzieją na poprawę. Carrow samodzielnie zgasił to drobne światełko, zmieniając rzeczywistość na grę obdartą z pozorów i złudzeń, przekonując się jak niewiele kosztowało życie.
Tym właśnie tętnił cały Hogwart – groźbą rychłej śmierci i obietnicy, że na ziemi nie istnieje żadne bezpieczne miejsce. Lada moment sowy zasypią gabinet dyrektora, a rodzice wypiszą uczniów z miejsca pozbawionego wystarczających zabezpieczeń, ażeby udaremnić atak śmierciożercy. Zdawałoby się, że każdy myśli właśnie o tym.
Była jednak pewna drobna istota, sięgająca Amycusowi zaledwie do ramienia, która bujała w obłokach z głową zadartą wysoko. O czym myślała? Czego pragnęła? Jeśli człowieka pozna się w wystarczająco trudnych sytuacjach, już po chwili można ocenić go i powiedzieć na ile go stać. Bywa to krzywdzące dla tej właśnie ofiary, ale Ślizgon nie miał żadnych zahamowań, by dokonywać odpowiednich konkluzji w zaciszu swego umysłu. Nikt nie miał prawa się tam wedrzeć.
Miał zamiar zaskoczyć ją i zajść do tyłu, aby w następnym ruchu przyciągnąć plecami do toru, kradnąc ciepło emanujące z jej policzków. Zapewne usłyszała szelest ubrania i uginającej się pod podeszwami trawy, odwracając się w odpowiednim momencie, by uniknąć gwałtu na swej prywatności. Nieobecny wzrok w mgnieniu oka wyostrzył się, zderzając się z chłodnym spojrzeniem ( XD) opanowanego kaleki, pozbawionego wszystkiego prócz dumy. Każdy krok stawiał pewnie, unosząc przy tym wysoko podbródek i patrzył na przeciwniczkę nieugięty, gotowy na kolejną potyczkę. Przez blisko dwa tygodnie utrzymywali pozory obojętności, ofiarowując sobie pokłady tęsknoty rozumianego przez każdego z nich w różnoraki sposób.
Zatrzymał się przed nią, jak zwykle elegancki i nienagannie przystojny, z ostrymi rysami twarzy i brwiami, podkreślającymi delikatny cień gniewu, jaki krążył pod skórą. Zatrzymał się zdecydowanie za daleko, ofiarując jej wolność i dystans, którego pragnęła kilka tygodni wcześniej równie mocno, jak dziś rwała do ramion Amycusa. Nie pozwolił jej przywitać się pierwszej, lustrując sylwetkę Krukonki badawczo by nie pominąć żadnego istotnego szczegółu, jak na przykład spódniczki – niecodziennie przez nią zakładanej.
- Pięknie wyglądasz, Yui – zaatakował ją bez żadnego ostrzeżenia, wyciągając lewą rękę wewnętrzną stroną ku górze. Cierpliwie czekał na grzecznościową odpowiedź dziewczyny, która powinna wsunąć dłoń i przyglądać się jak miękkie usta witają się z jej naskórkiem.
Grę pozorów czas zacząć.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 07 Sty 2015, 10:59

Pagórek urósł w oczach. Kilka kroków i jej nieśmiałe zaproszenie na wspólne pójście do sowiarnii zostanie unieważnione jego nieobecnością. Zanim jednak gorycz zawitała w jej sercu, powietrze się zmieniło. Rozchyliła usta dziwiąc się jego smakowi, zdradzającemu obecność pewnej spóźnionej osoby. Trzask uginającej się trawy i szelest dotarł do jej uszu z ociąganiem. Zamknęła usta i powoli odwróciła się, zastając przed sobą wysokiego chłopaka z nieodgadnioną miną.
Mroczny Znak był snem. Dowiedziała się o tym w nocy, wybudzona przez Arię. Ledwie zarejestrowała swoją pobudkę. Nie zrozumiała co do niej mówiono tak późną porą. Zapadła z powrotem w słodki sen, w którym siedzieli oboje na werandzie w Shieffeld popijając herbatę oraz dysputując na temat wielkości stóp Hagrida. Bezsens zakłócił przyjęcie do świadomości mrocznej informacji, wnoszącej strach pomiędzy mury Hogwartu. Nad ranem o tym zapomniała, uznała to za senną marę. Dzięki temu mogła powitać Amycusa piekielnie gorącym spojrzeniem, a nie przestrachem. Słodka nieświadomości, trwaj wiecznie.
Yumi oszacowała czas pokonania dzielącej ich odległości, jednakże nie pozwoliła sobie na spontaniczne zareagowanie. Chciała delektować się chwilkę niepewnością wiszącą między nimi. Uniosła głowę spoglądając w końcu na jego sylwetkę. Urósł w ciągu tygodni albo wypełniał sobą całe błonia. Był "bezpieczną" kryjówką, do tego nieprzyzwoicie przystojną. Tak trudno było jej uwierzyć, że wczorajszego popołudnia dała się wciągnąć w rozmowę o innych urodziwych chłopcach, mając teraz na wyciągnięcie ręki greckiego boga. Policzki zapiekły ją w odwecie na namacalny żar płynący z jego ciała. Rozchyliła kąciki ust w uśmiechu, pragnąc zapytać jaka jest jego definicja piękna. Podrzędny komplement trafił do serca. Yumi chciała się mu podobać. Dla innych mogła przyodziać worek ziemniaków, ale dla Amycusa chciała przestać być szarą myszką.
- Spóźniłeś się. - stwierdziła lakonicznie, spoglądając na uniesioną dłoń. Serce rwało się ku temu przystojnemu kalece nie zrażone chłodnym spojrzeniem i zmarszczonymi brwiami skrywającymi fale gniewu. Nie odrzucało jej to, tak jak jego nie odrzucała jego brama, którą zniszczył. Nie wahała się ani chwilę. Musnęła wnętrze jego plącej dłoni, ukrywając tam swoją. Ciepło roztopiło całą irytację nań kierowaną. Właśnie za tym jej serce tęskniło, za banalnym drobnym gestem. Zrobiła krok przed siebie aż zrównała się z nim. Nie powiedziała już nic, pozwalając, aby czytał z jej twarzy co tylko zechce. Yumi zastanawiała się jak towarzystwo człowieka może wzmocnić i jednocześnie osłabić. Jej poranione resztki serca biły dla niego, cokolwiek w sobie skrywał. Zajrzała już w ten mrok i nie zdołała się wycofać.
Delikatnie narzuciła im powolne tempo, kierując się ku pagórkowi. Potrzebowała ruszyć się w przestrzeni, aby nie zapomnieć gdzie są oraz rzecz jasna przestać wpatrywać się w jego usta. Udawała brak cierpienia tą bliskością i jednocześnie oddaleniem. Teraz wszystko było na swoim miejscu, skoro trzymała jego rękę. Cała niepewność ulotniła się. Mogła w końcu wysłać piekielny list do ojca, aby w następnej chwili poświęcić się na wpatrywanie w obojętność wymalowaną na jego twarzy. Już raz udał się jej ją zburzyć. A więc umiała.
Z dziwnym uśmiechem na ustach postawiła nogę na pierwszym schodku, pozostawiając za sobą łagodny pagórek, a zyskując ciepło Amycusa. Milczała, bo słowa nie chciały rozdzierać okrutnie napiętego powietrza między nimi. Zaniepokoił ją swoją obecnością tak, jak prosiła. Pokonanie góry schodów nigdy nie było jeszcze tak długie.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 07 Sty 2015, 11:00

Jaką wartość niosły słowa, podczas gdy przed człowiekiem staje możliwość prawdziwej wierności w postaci stęsknionego spojrzenia, nie wystarczająco mocno powstrzymywane jarzmem społecznych zasad? Amycus ucałował wierzchnią stronę dłoni Yumi, nie skupiając się na cieple jakie emanowało ani też zapachowi tak charakterystycznemu, że nie łatwo pomylić go z inną wonią. Pusty gest nasączony był gracją człowieka wychowanego w odpowiednio wysokich wymaganiach kulturowych, prezentującego nienagannie urokliwą szarmanckość szlachcica.
Gorące spojrzenie wwiercało się w niego krótko, niewystarczająco aby odpowiedział zagadkowym mruknięciem, stanowiącym zaproszenie do wspólnej zabawy. Splatając palce z małą Krukonką widział o wiele więcej korzyści niż ona, skupiona na odczuwaniu przyjemności z tak prozaicznie drobnego gestu. Odsłaniając się przed ciekawskimi podglądaczami informował ich, do kogo należy panna Merberet – oznaczał teren w wysublimowany, ludzki sposób. Zamiast pozostawić to we względnym spokoju, wyszarpnął rękę z coraz mocniejszego splotu i zarzucił ją na ramię dziewczyny, dłonią przyciągając ciało do swego boku. Ziarnko miłości zostało zasiane, teraz należało zbierać plony przyjemnych doświadczeń, do jakich Yumi może wracać w przyszłości.
- Przepraszam – niezwykłe słowo przecięło tymczasową ciszę w zwyczajny sposób, kiedy pochylał się w stronę jej skroni i ucałował. Blokada, jaką na siebie zarzucił była solidnie zbudowana, a jej fasady wciąż nienaruszone od niepamiętnych wręcz czasów. Śladów po poprzednim wybuchu złości, mętliku w głowie i nieodpowiedzialnym zachowaniu nie było, obojętnie z której strony spojrzeć. Inną sprawą było to, w jaki sposób każdy z ludzi interpretuje drugiego, wyszukując w nim tego, czego właściwie nie ma – budując nierzeczywisty obraz rozmówcy, co daje niebagatelną przewagę w ewentualnym starciu.
- Jak tobie minęły te dwa tygodnie? – Uprzejmość spływała z jego ust, chociaż ton głosu zaprzeczał zainteresowaniu, jakie wykazywał słowami.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 07 Sty 2015, 11:01

Dwa tygodnie wypełnione pozornym spokojem pozwoliło Yumi na uporządkowanie przyziemnych spraw. Wyparła ze świadomości dotkliwie piekące wspomnienia skupiając się na detalach, zaniedbywanych przez ostatni czas. Pewien detal nosił imię Luca Chant i na dniach obchodził urodziny. Chcąc wynagrodzić mu nieobecność w wakacje, postanowiła urządzić mu skromne nocne " sto lat" z kilkoma wspólnymi znajomymi. Japonka potrzebowała takich chwil, aby zachować równowagę. Ze szczerymi uczuciami szukała dlań prezentu, znajdując w tym coś dla siebie.
Rozluźniła palce wypuszczając dłoń, trochę rozczarowana. Potrzebowała sprawdzić jak się trzyma, zapytać o rękę, dowiedzieć się co robił i czy wysłany kwiat odzwierciedlał jego uczucia. Przy nim niczego nie mogła być pewna. Wypuściła powietrze z płuc, chętnie dźwigając ciężar jego ręki. Oparła się o niego, jakby rozmowa w pociągu nigdy nie miała miejsca. Przeprosiny jak i zapytanie puściła mimo uszu, bardziej skupiając się na położeniu jego ust. Gęsia skórka przeszyła ją na wskroś i musiała zwalczyć chęć sprowokowania go do okazania większych uczuć. Była siódma rano, śniadanie jeszcze się nie zaczęło, tak więc ich publicznością był co najwyżej szary zając przeskakujący w krzaki. Nie miała teraz nic przeciwko uświadamianiu świata, że tworzą coś na kształt kulejącego związku. Na początku irytowało ją publiczne pokazywania ich narzeczeństwa, lecz teraz jej reakcje zmieniały się wraz z nią.
Weszli w końcu do sowiarni powitani zaspanymi pohukiwaniami sów. Włochatka dziewczyny podleciała piętro niżej zanim zdążyła ją zawołać. W dziobie miała żywą dżdżownicę. Nie próżnowała, jadła śniadanie przed pierwszym śniadaniem i lunchem.
- Nie pamiętam czy wspominałam tobie, że od tego roku wracam do quidditcha. - przerwała ciszę podchodząc do krokwi, na której przysiadła sowa. Niespiesznie wiązała kopertę wstążką. Poinformowała go tą błahostką, przeświadczona wiadomością jego drażliwością gdy jest czymkolwiek zaskakiwany. Stała do niego tyłem, dziwnie opanowana. Pogłaskała głowę sówki, dając jej czas na skończenie posiłku. Odwróciła się ku Amycusowi szukając w nim jakichś zmian. Powróciło wrażenie jego nasilonej obojętności. Zimniejszej i bardziej niezrozumiałej. Tłumaczyła sobie, że wrażenia nie muszą się sprawdzać. Może tylko wstał lewą nogą...
- Planuję przejść się do Hogsmade. - dodała z błyskiem w oku odnajdując w sobie zdolność do łamaniu kilku zasad mimo odznaki. Nie sądziła, że na nią zasługiwała. Hormony fundowały zdolność buntu w ciele nastolatki. Wyrwała się z letargu bezsilności, próbując odzyskać władzę nad własnym życiem. Podeszła do chłopaka, zadzierając głowę. Podniosła pięty, aby sięgnąć do szorstkiego policzka i zostawić tam niewidzialny ślad swoich ust.
- Pomożesz mnie tam przemycić? - zamrugała rzęsami zachowując się jakby spotkanie z Greybackiem nigdy nie doszło do skutku, a na ramieniu nie miała znamienia jego ataku. W ciemnych skośnych oczach czaiła się pewność siebie oraz jakiś błysk. Znudziło się jej bycie małą, grzeczną Yumi. Po liście od brata ocknęła się i przejrzała na oczy. Aby stawić mu czoła, musi ożyć i tak zrobi. Bo czy miała coś albo kogoś do stracenia?
- Okay? - zapytała i nie o deklarację łamania zasad, a czy u niego wszystko jest na swoim miejscu. Splotła dłoń w pięść, odmawiając sobie czułości, gdy powietrze zrobiło się gęstsze. Nie podobał się jej ten nienaturalny chłód. Nie wróżył dobrze.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pią 09 Sty 2015, 17:01

Dotarli do sowiarni zdecydowanie zbyt szybko, aby na nowo obudzić pożądanie objawiające się świadomym krzywdzeniem drugiej osoby, pozwalające na dokładniejsze splecenie ich losów wspólnego życia. Amycus wyczekiwał na odpowiednią chwilę, aby zburzyć pozorny spokój i wyciągnąć z narzeczonej informacje dotyczące niefortunnego wydarzenia z pociągu, przez które uciekała od jego ramion z taką gorliwością, jakby wcześniejsze tygodnie przestały istnieć. Przekonany o bezbłędnym rozprawieniu się z Derekiem nie sądził, że należało przyglądać się umiejętnie wyplecionymi sieciami (jakich nie powstydził się żaden pająk), mającymi schwytać bezsilną ofiarę imieniem Yumi.
Nieśpiesznie przesunął spojrzeniem po przysypiających spokojnie ptakach, jak gdyby nie usłyszał beztroskiej informacji przekazywanej słodkimi ustami bezbronnej dziewczyny. Wyszukiwał wzrokiem Lory, która ukryła się w mroku i odgoniła od siebie słabsze, zdecydowanie mniejsze sowy. Nie odnalazł jej w przeciągu tych kilku ułamków sekund, które Krukonka poświęciła na wysyłaniu listu. Zamiast zastanawiać nad wyrazem twarzy, nad ściągniętymi w niepokoju wyczekiwania brwiami i zmrużonych powiek, podszedł do niej nieśpiesznie, lustrując każdy centymetr pleców. Lekkie kroki zdradzały stanowczość i brak pośpiechu, więc kiedy odwracała się był dopiero w połowie drogi z niedbale wsuniętą dłonią w kieszeni spodni. Nawet się nie wysilił, aby obdarzyć ją uśmiechem pełnym dezaprobaty. Pozwolił, aby wyrzuciła z siebie wszystkie argumenty, a kiedy do tego nie doszło, zatrzymał się dwa kroki od niej. Ściągnął wzrok z delikatnych warg na iskrzące się oczy pełne nadziei i dziecięcego żaru, tak nieodpowiedniego dla prefekta Ravenclawu. Wiedział, że ona zna już odpowiedź, jaką powinien jej udzielić i nie powstrzyma ucieczki do Hogsmeade.
Nie brał pod uwagę spontaniczności, jaką go obdarzyła. Jeśli wciąż trzymała dłoń na wygolonym z samego rana policzku, wyczuła napinające i rozluźniające się mięśnie – taniec wątpliwości i jedyne oznaki wahania, jakie mogła dostrzec na jego ciel. – Dopiero, gdy oddasz odznakę prefekta, Yumi Merberet – oficjalny ton drażnił uszy, a spozierająca z oczu pustka zdawała się pochłaniać dziewczynę w swojej zachłanności. Ciężko powiedzieć, w którym momencie wyślizgnął rękę z kieszeni i objął Krukonkę w talii. Czy wtedy, kiedy przystąpił pół kroku aby poczuć słodki, malinowy zapach jej rozpuszczonych włosów, czy z chwilą wyrzucenia prowokacyjnego zdania. Wystarczyło twarde spojrzenie, jakim obdarzał japonkę, aby mogła wyczytać z nich coś więcej poza obojętnością: przywoływał ją do porządku, do wykonywania powierzonych zadań, miast oddawać się dziecięcej rozkoszy zabawy, na jaką nie mogła sobie pozwolić; nakazywał zrzeknięcia się przywileju za cenę dalszej zabawy, sprawdzając równocześnie hardość charakteru i pewność siebie; wnikał w głąb duszy japonki, aby odkryć słabość bądź siłę osobowości, ukrytą w kruchym ciele egoztycznej dziewczynki.
Przedłużająca się walka spojrzeń trwała, podczas gdy Amycus niezauważalnie pochylał się coraz mocniej, nie zdejmując wzroku z błyszczących entuzjazmem i figlarnością oczu. Drżąca potrzeba zlizania z utęsknionych warg słodyczy podsycała wysublimowaną cierpliwość chłopaka, który subtelnie witał się ze skórą ukrytą pod fałdami wierzchnich ubrań.


Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 10 Sty 2015, 15:35

Skrupulatnie zabraniała sobie wspominania listu od przyrodniego brata, wypierając to ze swojej świadomości. Nie potrafiąc z tym walczyć, ignorowała własny lęk, aby nie usatysfakcjonować jednostki, która powinna dawno przestać istnieć. Bardzo wiele uczuć kłębiło się w ciele piętnastoletniej Yumi, szczególnie tych, o których sile nie potrafiła zapomnieć. Nienawiść, tak namiętnie podsycana przez Amycusa, puściła pąki, splatając wnętrzności dziewczyny w duszącym proteście i coraz silniej narastającym pragnieniu zemsty. Spłoszona i wystraszona swymi wnioskami i reakcjami wobec tego słowa, zakazała sobie wspominanie ich nie rozumiejąc, że milczenie nie wypleni tego z jej ciała.
Odwracając się, kątem oka dostrzegła ruch chłopaka. Jego niezmieniająca się mina zgasiła bunt Yumi, wymuszając na niej dorosłe zachowanie. Tak wiele dzieciństwa utraciła, aby po latach pogodzić się, że ono nie powróci. Opuszki palców mrowiły, pragnęły pozostać na szorstkim policzku pozbawionym zarostu i napawać się mikroskopijnymi ruchami mięśni twarzy. Fascynująca obserwacja współgrających mięśni, kusząca ciepłota policzków i ten zapach, za którym tęskniła. Jej arafatka, którą uprowadził w szpitalu dawno utraciła ślad dotyku Amycusa, czego żałowała, pogrążając się w niechcianym uczuciu do niego. Otoczona zewsząd wonią jej Amycusa, zrozumiała, że chce tutaj być, z nim i pragnie, aby to dalej trwało mimo braku odwzajemnienia.
Zapomniawszy o obecności Cirii, znieruchomiała porażona pustką. Wpadła w nią, usztywniona jej głębią. Już od dawien dawna powinna przywyknąć do jej obecności w ciemnych oczach Amycusa, lecz ilekroć w nie spojrzała, dała się jej pochłonąć. Nie cieszyła się z tego, była to szpilka wwiercająca się w jej serce przypominająca, że tak już na zawsze pozostanie.
Paradoksalnie chłonęła ciepło z jego ciała i zimnych oczu. Wypuściła powietrze z płuc zapominając co miała powiedzieć. Nie potrafiła oderwać wzroku od tej pustki, łudząc się, że gdzieś za nią istnieje coś więcej niż chorobliwa psychopatyczna obojętność. Oparła dłoń o jego ramię, nieznacznie zaciskając palce na materiale mundurka. Pragnęła zniknąć w szerokich barkach i zasnąć w nich słodkim snem tak, jak nieśmiało marzyła o tym od dłuższego czasu. Tonęła w ciemnej pustce oczu, straciła dech w piersiach i czucie w kolanach. Dostrzegłszy skarcenie i przywoływanie do porządku, cicho westchnęła.
-  Nie patrz tak na mnie. - zaczepnie rzucone zdanie miało wiele interpretacji. Zakryła całą dłonią skrawek chylącej się szyi, wyczuwając rytmiczne pulsowanie żył, słysząc niemal szmer płynącej w nim ciepłej krwi udowadniającej, że nie jest tylko wytworem chorej wyobraźni. Im dłużej przy nim przebywała, tym bardziej pogrążała się w bolesnej rozpaczy dostrzegając w sobie uczucie nie mogące zostać nazwane zadurzeniem. Podsycał to świadomie, a Yumi z bólem się temu poddawała.
- Trudno jest ciebie kochać. - wyrwało się z jej gardła niekontrolowanie, jako przypieczętowanie pogodzenia się z losem. Chylił się ku niej, potęgując siłę błysków w skośnych oczach i szybsze bicie serca. Chłodny wiatr smagał jej policzki, odsłonięte nogi, ale nawet to nie pomogło jej wytrzeźwieć z pustki spadającej na nią jak zawsze brutalnie. Poddając się chwili, sięgnęła ku jego wąskim wargom zatracając się w ich miękkości i smaku. Potrzebowała podsycenia tlącego się w niej uczucia, które chociaż nieodwzajemnione, było słodkie, ciepłe tworzące imitację szczęścia. Dłoń na ramieniu zacisnęła się mocniej na materiale, marszcząc go od natłoku rozmaitych emocji, tak głębokich i nieskalanych.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 31 Sty 2015, 09:50

Amycus świadomie piętnował w niej wszelkie przejawy dziecinnych potrzeb, aby wymusić w niej poważne podejście do powierzonych obowiązków. W przyszłości miała zostać żoną Carrowa, przejmując całe dziedzictwo związane z potrzebami utrzymania ciągłości rodu, jakkolwiek straszne by się jej to teraz wydawało. Podejmowanie decyzji spraw błahych będzie leżało w dłoniach kruchej dziewczyny, jednak Śłizgon poznał jej temperament i wiedział, jak wiele zapłaci za fanaberie Yumi. Dlatego też próbował nauczyć ją odpowiedniej postawy już zawczasu, kiedy ich związek rozkwitał i miał na nią tak solidny wpływ – właśnie teraz, w momencie silnej burzy uczuć i tworzącej się stabilności. Ostoi, którą musiała się stać dopóki nie opanuje magii bezróżdżkowej na tyle, by uchodzić za niebezpiecznego. Na nowo.
Jakkolwiek mógł patrzeć, wciąż była zranionym przez los dzieckiem, które do końca nie pogodziło się z rzeczywistością i chociaż próbowała oponować – nie wychodziło to tak dobrze jak kilka miesięcy wcześniej. Zignorował ucieczkę jej spojrzenia, realizując własny plan misternie splecionych gestów, prowadząc końcowo do pocałunku. Ciężko ocenić czy stęsknił się za ustami Merberet, pomimo iż włożył w to niezwykle wiele czułości i delikatności tak mocno kontrastującej z chłodem bijącym od serca.
Czuł przy sobie drżącą iskierkę schowaną w ciało drobnej dziewczyny, którą w jednej chwili byłby w stanie zgasić i zniszczyć. Właściwie wystarczyłoby przerwać pocałunek, oderwać się od złaknionych pieszczot warg i wypowiedzieć kilka dosadnych słów. Zadziwiające, jak łatwo możemy zniszczyć czyjeś marzenia.
Amycus nie pozwolił sobie na przekroczenie granicy, jaką ustawił we własnym umyśle i po kilku chwilach odsunął twarz od Krukonki, pozostawiając ją wciąż w ścisłym ujęciu silnego ramienia. Jedynego, jakie mu pozostało. Odczekał aż rozchyliła powieki, zdradzając swoje upodobanie w zamglonym spojrzeniu bursztynowych oczu.
- Ty sobie radzisz świetnie – wyrzucił z siebie szeptem, przez który przemknęła tajemnicza nutka: ni to rozbawienie, ni podziw. Przyszpilił ją spojrzeniem i trwał tak, dopóki dziewczyna sama nie zapragnęła wyrwać się z okowów miłości.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 31 Sty 2015, 18:57

Wpływ na nią stawał się coraz silniejszy i mocniejszy. Yumi wbrew pozorom wiedziała do czego to doprowadzi, jeśli już nie doprowadziło. Długie tygodnie milczenia dały się jej we znaki. Przywykła do obecności Amycusa mimo swych sprzecznych odczuć. Rozsądek tłumaczył o trzymaniu się z daleka od osób jego pokroju. Pustka w oczach i trawiący chłód nie mógł zwiastować szczęśliwej przyszłości. Próbowała, kiedyś podejmowała próby nie kontaktowania się z nim w żaden sposób, choćby poprzez unikanie kontaktu wzrokowego. Dzisiaj, po trzech miesiącach przywykła i sama przychodziła do niego, szukając w nim czegoś, czego nie było. Nie mógł jej dać tego, czego pragnie człowiek, a była tutaj i topniała od czułego pocałunku mającego dać jej namiastkę tego, czego nigdy nie zdobędzie. Miał na nią wpływ i posiadał na nią pewną władzę. Zniszczenie jej było dziecinnie łatwe, skoro wbrew woli pozwoliła mu wejść do swojego serca. Yui budziła się w nocy i często pytała samą siebie dlaczego jest tak, a nie inaczej. Pustka nigdy jej nie odpowiadała, kwitując jej niepewność ciszą.
Westchnęła, z roztargnieniem żegnając ciepłe usta, którym posłała dłuższe spojrzenie. Kilka chwil nieświadomie zastygła w bezruchu wtapiając się w ciemność oczu, prześladujących ją dzień i noc w ostatnich tygodniach. Zamrugała, poruszyła się niespokojnie, ucinając głębokie spojrzenie. Nie podobało się jej to, choć nie miała powodów, aby temu sądzić.
- Mam na ten temat inne zdanie. - zaprotestowała widząc tak wiele niedociągnięć. Niełatwo jest zdusić w sobie pragnienia uczuć i empatii od drugiego człowieka. Zakrwawiało to na niemożliwe do osiągnięcia, jednakże Amycus wierzył, że się jej uda. Nie próbowała na ten temat dłużej myśleć, w obawie do czego by doszła.
Sięgnęła ku jego lewej dłoni, chowając ją między swoimi, o wiele mniejszymi i bledszymi. Zapadła cisza, spokojna, monotonna pozwalająca Yumi wsłuchać się w oddech Amycusa. Ten moment, gdy zdawała sobie sprawę, że nie chce zamieniać narzeczonego nawet z tak poważnymi wadami uniemożliwiającymi im zdrową relację.
- Czy... my jesteśmy parą, Amycusie czy tylko zaręczeni? - zapytała cicho ni stąd ni zowąd, podnosząc wzrok na chłopaka. Marszczyła brwi, zaś jej słowa były poważne, a odpowiedź wielce istotna. Skai stwierdziła, że oczywiście są parą, Amycus jest jej chłopakiem i tak dalej. Yumi nie potrafiła zrozumieć, że być może to jest prawda. Nie nazywała go w takich kategoriach. Nie umiała. Nie, dopóki nie zaczęła się w nim beznadziejnie zakochiwać.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon 09 Lut 2015, 20:39

Czy mogło istnieć coś wspanialszego niż obraz uwielbienia w oczach życiowego partnera? Każdy człowiek podałby inną odpowiedź, kierując się różnorodnymi definicjami wspaniałości. Skupmy się jednak na oziębłym AMycusie i jego metodzie zwalczania obronnego muru, który Yumi próbowała ustawić na nowo. Różnica w tym wszystkim polegała na tym, że dziewczyna wciągnęła w odbudowę również jego i, oczekując szczerego zaangażowania, ochronić ich oboje. Nie to, że tego nie pochwalał.
Prawda była śmiesznie prosta: dążył do zdystansowania się od serca Yumi, aby nie miała więcej sposobności dostrzeżenia słabości. Ciężko było utrzymywać obojętność, kiedy malinowe usta pieszcząc z taką czułością i utęsknieniem.
Przerywając pocałunek drażnił się z Krukonką, sprawdzając jej wytrzymałość i rzeczywistą siłę uczucia, jakim go mimowolnie obdarzała każdego dnia. Bez słowa obietnicy ponownego dotyku unieruchomił spojrzenie na twarzy dziewczyny, nie pozwalając na obniżenie pustki dookoła serca. W stosunku do Yumi nie mógł popełnić błędu, w pamięci trzymając rzeczywiste niebezpieczeństwo czające się między korytarzami Hogwartu.
- Jakie – podchwycił, przeciągając temat bez litości dla przestraszonej nowymi uczuciami serduszka Merberetówny. Domagał się liczniejszych szczegółów, chociaż mogło to powoli męczyć ją i uruchamiać mechanizmy obronne – ucieczkę.
Miłość. Co tak naprawdę oznaczało to słowo dla kogoś, kto utożsamiał je z uporczywym pragnieniem cielesnego spełnienia, bluźnierczo podchodząc do przeżyć emocjonalnych dziewczyny?
Bezbłędnie odnalazła ciepłą dłoń, podtrzymując potrzebę ujrzenia w jego oczach zapewnienia o szczęściu, którego przecież nie mógł ofiarować. Nikomu. – Jesteś moją partnerką – patos wyciekając z ust Amycusa uświadomił mu już w myślach (kiedy formułował zdanie) o wartości wkładanej w (zdawałoby się) puste słowa. Mrok okalający baryton nie zelżał ani o jotę, gdy dodał po chwili: - Będzie tobie łatwiej, jak powiem, że jestem twoim chłopakiem? Jak inaczej wolałabyś nazwać nasz związek? – nie, wcale się nie angażował. Jego mina mówiła to samo co serce: nic.
Zobacz profil autora
Yumi Mizuno
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Wto 17 Lut 2015, 17:42

Nadaremnie próbowała wypchnąć Amycusa zza muru, pieczołowicie budowanego od lat. Trzymał w dłoniach zabójczą broń, którą mu podarowała. Masochistyczne zachowanie w postaci zakochania się w osobie psychopatycznej przyszło jej z dziecinną łatwością. Yumi nie miała już nikogo do stracenia. Jej rodziciel chorował, a serce krukońskiego dziewczęcia nie potrafiło skurczyć się z żalu. Od dawna czuła się sama, a trzymając dłoń Amycusa nie czuła się z kimś. Nie byli jedną duszą w dwóch ciałach, nie stanowili jednego wspólnego organizmu, domagającego się procesu syntezy za dnia i nocy. Związek najczystszej formy partnerstwa i jednostronnego uczucia.
Struna w sercu skręciła się ciasno wraz z pożegnaniem ciepłych ust. Dowodu namacalnego łączącej ich nici. Dolna warga Japonki zadrżała, zaś organizm powstrzymał rozpaczliwy dryg przyszycia się do zdrowego ramienia ślizgona. Ćwiczyła przy nim samokontrolę i cieszyła się z powstrzymywania swych odruchów. Gorzki smak rozczarowania wyplenił z niej chęć pozostania w jego towarzystwie do końca ich dni. To wróci, Yui wiedziała, że sprzeczne emocje jakie w niej zasiał przeplatały się wzajemnie. Odchodziły, aby wrócić ze zdwojoną siłą. Brązowe tęczówki Krukonki zasnuły cienie.
- Bolesne. - odparła, zbywając możliwość kontynuowania tematu. Nie kłamała, jednakże zdradzenie zmian w jej sercu było trudniejsze niż samo zburzenie mentalnego muru, jakim próbowała się odgrodzić od Amycusa. Bezskutecznie.
Cienie przemieniły się w chmury przesłaniające ból, jaki odczuła usłyszawszy szczerą odpowiedź partnera. Oczy zapiekły, zaś serce rozpoczęło wybijanie nierównego rytmu. Pustka. Za swoje serce otrzymywała pustkę; transakcja nierówna, karygodna i niedopuszczalna. Zmrużyła skośne powieki, przesłaniając siebie dumą. Znał ją na wylot. Był człowiekiem nader inteligentnym, aby ujrzeć za fasadą uniesionego podbródka czyściutki ból. Proste cierpienie od zabijających szczerych słów.
- Nie. My nie jesteśmy parą, Amycusie. Masz rację. Nigdy nią nie będziemy. - szepnęła łagodnie pomimo szalejącej burzy w jej wnętrzu. Yumi odnalazła w sobie siłę, dzielnie znosząc ból do samego końca spotkania. Amycus nie skomentował tego, tak, jak to przewidywała. Nie potrafiąc wypuścić jego dłoni spomiędzy palców, niemal niewolniczo przytakiwała jego słowom. Pogadali raptem parę minut zanim włochatka nie zasygnalizowała końca posiłku. Yui z ulgą odwróciła się od partnera, pozwalając swym palcom obdarzyć sówkę pieszczotami. Posłała list do chorego ojca, o którym nie wspomniała Amycusowi. Pozwoliła się odprowadzić do wieży Ravenclawu, choć spacerem tego tła było dudniące w uszach milczenie. Nie uroniła ani jednej łzy. Weszła do pustego dormitorium. W obecności posągu orła poprzysięgła sobie, że już nigdy nie zapłacze po spotkaniu z partnerem.

[z tematu Amycus oraz Yumi]
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 06 Maj 2015, 11:58

Wchodząc po stopniach prowadzących do sowiarni, rozmyślał nad ponownym skontaktowaniem się z redakcją „Lustra”, odwołując całą aranżację wywiadu. Spędził już wiele godzin na próbie odnalezienia jakiegoś złotego środka w całym biegu wydarzeń, odnajdując tylko lęk przed machinerią działań poruszaną ręką Jareda Wilsona. Zapędzony w kozi róg nie widział zbyt jasnych barw na przyszłość, z natury podchodząc pesymistycznie do stereotypów krążących w każdym ze społeczeństw.
Przystanął nieśpiesznie obok jednej ze szkolnych sów używanych przez osoby nie posiadające własnych pupilów, aby doczepić do małego puchacza list skierowany do jednej z uzdrowicielek pracujących w świętym Mungu. Miał wystarczająco dużo czasu przed przyjściem Carmen, aby obejrzeć dokładnie pomieszczenie wypełnione różnorodnymi piórami i spojrzeniami zaciekawionych sów, wsłuchując w całą gamę różnorodnego pohukiwania. Gdzieś w ciemności, na samym szczycie wieży dostrzegł białą niczym śnieg samiczkę ochrzczoną imieniem Plotkara i przez ułamek sekundy zapragnął zawołać ją do siebie, aby odwołać w trybie natychmiastowym zaaranżowany wywiad, który z pewnością zmieni pogląd wielu z jego podopiecznych.
Miał na sobie jak zwykle brązową marynarkę, pamiętającą zdecydowanie lepsze dni i niebieską koszulę, celowo wybrane na praktyczne zajęcia w sowiarni. Przez ostatnie tygodnie rozmyślał nad dogodnym terminem, aby mogli razem z Carmen popracować nad jej współpracą z pupilem i wyrobić chociaż tyle łagodności, żeby zapobiegać dalszemu okaleczaniu dziewczyny. Dopiero teraz, kiedy pokonała swój pierwszy lęk przed zwierzętami i zdecydowała zaopiekować się jeżykiem na własną rękę, nadeszła odpowiednia chwila do sprostania kolejnej trudności. Dzięki obowiązkom szkolnym, Milton nie popadł jeszcze w depresję i chociaż wyglądał na bardziej zmęczonego niż kiedykolwiek, potrafił skupić myśli na aktualnym zadaniu. Bezwiednie przesuwał spojrzeniem po rzędach zapełnionych ptakami, próbując odszukać tę przynależną do panny Luminos.
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 06 Maj 2015, 17:06

Początek listopada przywiódł ze sobą wyłącznie przenikliwy chłód i przywołał ciemne chmurzyska rozciągające się teraz na całym niebie. Słońce praktycznie zaczęło umykać przed spojrzeniem zmarzniętych ludzi, nosząc groźbę nadchodzących zimowych poranków pełnych białego puchu. Rudowłosa zrezygnowała dziś ze szkolnego ubioru na rzecz ciepłych spodni i długiej marynarki, której tył delikatnie falował gdy udawała się krętymi, wąskimi schodami do wieńczącego ich pomieszczenia. Zimne dłonie trzymały w objęciach pomarańczowe zawiniątko skrywające przed ciekawskimi spojrzeniami żyjący organizm. Ostatnie tygodnie były dla niej niezwykłą próbą. Profesor Milton zaryzykował i oddał jej pod opiekę małego jeżyka, ufając, że pomoże to uczennicy w dalszej nauce oswajania zwierząt. Na początku nie próbowała ukrywać swojego zaskoczenia i nie oszukujmy się – lęku. Parogodzinna opieka pod czujnym okiem mentora, a całkowicie samodzielna troska o zwierzę stanowiły ogromną różnicę. Bojaźń o jeża spowodowała że rudowłosa nie potrafiła odstąpić go ani na krok. Nawet pochylając się nad książkami zawsze musiała obserwować kątem oka kolczaste zawiniątko. Doszło nawet do tego, że po jakimś czasie szesnastolatka słyszała poszeptywania młodszych koleżanek, że najzwyczajniej w świecie powinna znaleźć sobie chłopaka, gdyż to chorobliwe przywiązanie do zwierzęcia było co najmniej… dziwne. Jednak Carmen bardziej przejmowała się dbaniem o podstawowe potrzeby jeżyka niż złośliwymi uwagami, które w porównaniu do wyzwania, przed którym stanęła były doprawdy bardzo błahe. Towarzystwo młodszego osobnika zaczęło wpływać na nią uspokajająco i stało się nierozłączną częścią jej planu dnia. Teraz dzieliła swoje obowiązki między chodzeniem na zajęcia, nauką i opieką nad maleństwem. Na inne rzeczy nie miała po prostu czasu.
Od Sowiarni dzieliło już ją tylko kilkanaście stopni. Ziąb się wzmagał powodując przeszywający dreszcz na ciele dziewczyny. Lewą dłonią poprawiła swój filcowy beret, który niestety spełniał bardziej funkcję dekoracyjną niżeli stanowił ochronę przed zimnem. Ostatnie schodki pokonała już lekkim truchtem, choć trochę próbując rozgrzać mięśnie, jednocześnie uważając na schowane w połach koca maleństwo. Na samej górze przywitał ją przykry zapach mieszaniny ptasich odchodów i siana, tak charakterystyczny dla miejsca pełnego rozmaitych sów i sóweczek. Fakt, że Sowiarnia była pomieszczeniem nie posiadającym okien niestety nie umniejszał unoszącej się nieprzyjemnej woni. Jednak po pięciu latach regularnych wizyt, by wysłać parę ciepłych słów do starszego brata, dziewczyna zdążyła się przyzwyczaić do specyfiki tego miejsca.
- Witam profesorze Milton – odezwała się na widok znajomej rudej czupryny przesuwającej się wzdłuż wnęk z sowami. Widząc zgarbioną sylwetkę nauczyciela mimowolnie rozluźniła się i mocniej objęła trzymany tobołek. Od kiedy zaczęła korepetycje diametralnie zmienił się jej stosunek do profesora ONMS. Teraz był jednym z osób, którym jednocześnie najbardziej ufała jak i zaufania, których nie chciała zawieść.
- Zgodnie z poleceniem przyniosłam ze sobą jeszcze kogoś – rzekła nieco zbliżając się stojącego mężczyzny, powoli stąpając po miękkim podłożu. Jej melodyjny głos mieszał się z głośnym pohukiwaniem dochodzącym z każdej strony pomieszczenia. Była pewna, że jak długo będzie zmuszona zostać w tym miejscu wróci do dormitorium z nieznośną migreną.
Zmęczenie na twarzy nauczyciela wydawało się jeszcze głębsze niż zazwyczaj. Rudowłosa zawsze zastanawiała co powoduje, że zmarszczki na męskim obliczu pogłębiają się z każdym kolejnym ich spotkaniem. Nigdy nie pytała o coś wykraczającego poza temat ich zajęć, nie chciała zachowywać się niestosownie wobec jej mentora. Mimo wszystko przywołała na twarz niezobowiązujący uśmiech, który zdawał się być oznaką niejakiej dumy wynikłej ze wzorowej opieki nad jeżykiem.
Zobacz profil autora
Harry Milton
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 06 Maj 2015, 18:01

Odgłos pośpiesznych kroków wymusił na nim zawrócenie spojrzenia w kierunku wejścia do sowiarni, zagłuszając na kilka sekund pohukiwanie ptaszyk zainteresowanych nowymi przybyszami. Po krótkiej chwili zwątpienia w nadchodzącą uczennicę wszystko wróciło do normy, podczas gdy dziewczyna pokonywała ostatnie stopnie. Nawet teraz nie potrafił zrozumieć, dlaczego jej widok zawsze wywoływał u niego nagły napływ rozczulenia powiązanego w bezpośredni sposób z dumą pokonywanych przez nią kolejnych stopni fobii. Na powitanie posłał jej ciepły uśmiech, jednak nie wyciągnął dłoni z kieszeni spodni, w mało elegancki sposób gniotąc płowy rozpiętej marynarki. – Dzień dobry, Carmen. – Przystając poczekał, aż dziewczyna podejdzie bliżej niego i wówczas przesunął spojrzenie na szczelne zabezpieczenie dla szpiczaka ukrytego w tym samym kocyku, jaki podarował jej kilka tygodni wcześniej. Z powodu licznych stresów nagromadzonych w ostatnim czasie, cera nauczyciela poszarzała postarzając jego twarz przynajmniej o kilka lat do przodu, jednak w tym momencie po jego ustach błąkał się delikatny uśmiech, który jakby obawiał się wyjrzeć śmielej na zewnątrz. Blokady nałożone przez nerwice, jakiej się nabawiał przez pewnego czarnoskórego aurora nałożyły większy dystans w stosunku do uczniów, ale nie dotyczyło to tych kilku wybranych jednostek, przy których Milton mógł rozluźnić mięśnie karku i skupić na przekazywaniu wiedzy w pierwotnej formie, bez jakichkolwiek obaw.
- Nadałaś mu już jakieś imię? – dla podtrzymania tej miłej atmosfery, pozwolił sobie na odciągnięcie uwagi dziewczyny od sedna sprawy, dla której w ogóle tutaj przyszli. Zrobił jeden krok do przodu, zmniejszając odległość między nim a uczennicą, aby wyciągnąć dłonie w kierunku zawiniątka i w należyty sposób zainteresować się starym znajomym, sprawdzając równocześnie postępy dziewczyny w dbaniu o zdrowie zwierzaka. Nie odważył się wyciągnąć go z zabezpieczającego przez kolcami koca, przekonany o zbyt długim okresie czasu, po którym szpiczak nie tylko urósł, ale również zapomniał naturalny zapach wampira, na jaki mógł zareagować teraz agresją. Dlatego tylko podrapał maleństwo pod ryjkiem, kończąc na tym geście powitanie.
- Spacer dobrze mu zrobi, niech sobie trochę posprawdza nowy teren – zaproponował uczennicy, dopiero po wypowiedzeniu zdania pojmując, że zrobił to w niewłaściwy sposób, narzucając jej własną wolę i ograniczając możliwości decydowaniu o nowym pupilu. Posłał krótkie spojrzenie z błyskiem smutku w oczach, ale nie zamierzał tego rozwijać bądź wyjaśniać w jakikolwiek sposób, odsuwając się. - I jak ci się z nim żyje, Carmen? – podjął, po raz pierwszy próbując wykroczyć poza przyjęte przez nich granice znajomości. Poniekąd był zainteresowany samopoczuciem dziewczyny, nie tylko związanym z opieką nad małym stworzeniem, ale mając na względzie atak dementorów podczas feralnego balu. Miał w tym również jeszcze jeden ukryty cel, o którego istnieniu dziewczyna nie mogła wiedzieć i postanowił delikatnie wybadać jej stosunek do kwestii odnoszących się do czegoś poza nauką opieki nad magicznymi stworzeniami.
Po jego twarzy przemknął cień zachęcającego uśmiechu, aby opowiedziała coś więcej o zachowaniu szpiczaka oraz własnego stosunku do niego, licząc na ujawnienie się cechy charakterystycznej dla nastolatek : gadulstwa. Ostatnim razem, kiedy rozmawiał z pewną puchońską szóstoklasistką usłyszał o jej umiejętnościach animagicznych oraz zdolnościach dziennikarskich. Naiwnie łudził się, że Ślizgonka również miewa kłopoty z kontrolowaniem myśli i przypadkiem zapyta bądź powie coś wykraczającego poza obszar ich spotkań.
Zobacz profil autora
Carmen Luminous
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sro 06 Maj 2015, 20:31

- Nie – odparła krótko – Nie miałam żadnego pomysłu na imię dla niego. Wiem, wiem, że to podstawowa rzecz na drodze do oswojenia pupila... – dodała szybko, próbując się nieudolnie usprawiedliwić – Jednak, wolałam zostawić go bezimiennym maleństwem. - Nieco pogubiwszy się, uraczyła profesora paroma niezgrabnymi słowami. To prawda, że długo zastanawiała się nad tym, jak go nazwać. Ostatecznie postanowiła jednak zostawić szpiczaka bez specjalnego imienia, zwracając się do niego bezpośrednio per maleństwo. Dopiero teraz, gdy profesor poruszył ten temat uświadomiła sobie, że mogła popełnić podstawowy błąd na drodze do jego wychowania. Potarła skronie, w duchu wyrzucając sobie taką ignorancję.
Posłusznie wykonała polecenie nauczyciela w żadnym wypadku nie odbierając ich jako narzucanie się jej jako opiekunce. Wyjęła szpiczaka z okowów koca i położyła delikatnie pośród miękkiej słomy.
- Na początku się bałam – zaczęła, nie spuszczając wzroku z jeżyka, który z dystansem obwąchiwał podłoże, na którym się niespodziewanie znalazł - Ciężko było pogodzić się z tym, że poza sobą jestem jeszcze za kogoś odpowiedzialna. To trudne – stwierdziła – Zwłaszcza dla kogoś takiego jak ja. Włożyła opadający kosmyk za ucho. Pamiętała jak wiele nerwów kosztowały ją początki obcowania z nowym zwierzakiem. Z czasem jednak zatarła się granica lęku. Zaczęła się bać się o szpiczaka. A nie bezpośrednio niego.
- Teraz praktycznie mam poukładany dzień wyłącznie pod jego potrzeby – zaśmiała się, odwracając lazurowe spojrzenie w stronę oblicza profesora – To bardzo dziwne uczucie... ale miłe – Wzruszyła ramionami, jednocześnie szukając coś na wzór aprobaty w mimice profesora. Nie zauważyła nawet kiedy tak bardzo otworzyła się przed nauczycielem mówiąc mu nawet o jej osobistych przeżyciach. Co najdziwniejsze – czuła się z tym niejako swobodnie. Pod pytaniami profesora Miltona zawsze tliła się jakaś iskierka troski, dzięki której dziewczyna nabierała większej pewności siebie. I, mimo że rudowłosy mężczyzna nie był zapewne tego świadomy i tak była mu dozgonnie wdzięczna. Za sprawowanie nad nią niepisanej opieki.
Oprócz nieciekawej pogody nowy miesiąc przyniósł również i niepokój. Po wydarzeniach mających miejsce na balu z okazji Nocy Duchów zdenerwowanie w szkole znacznie wzrosło. Rezygnując z udziału w tańcach nie wiedziała, że przy okazji omija ją zagrożenie w postaci zakapturzonych, mrocznych postaci – dementorów. Spędzając swoje urodziny w cieniu Pokoju Wspólnego, przez myśl jej nie przeszło, że w tej samej chwili jej rówieśnicy znaleźli się w wielkim niebezpieczeństwie. Wyłącznie przypadek uchronił ją od złego wyboru. Zdążyła nawet przyodziać się w suknię specjalnie wybraną przez jej babkę oraz doręczoną z okazji szesnastych urodzin. Jednak balowy nastrój minął wraz z momentem spojrzenia w gładką taflę lustra, na której odbijała się sylwetka rudowłosej dziewczyny. Mimo, że turkusowa suknia, tak mocno podkreślająca jej barwę tęczówek, leżała na niej niemal idealnie, smutek skrywający się za maską przypudrowanej twarzy zniechęcił ją do całonocnej zabawy. W trymiga pozbyła się pieszczotliwego aksamitu chowając się na powrót w swoje codzienne ubranie. Westchnąwszy chwyciła nowego pupila i zeszła do Pokoju Wspólnego zupełnie nieświadoma popłochu w Sali Balowej.
- Co zamierzamy dzisiaj robić? - zwróciła się do profesora, przerywając potok niedawnych wspomnień. Niejako domyślała się dlaczego mężczyzna wybrał to miejsce na ich kolejne spotkanie. I wątpiła, że jest to związane z chęcią napisania listu. Mimowolnie rozglądnęła się chwytając wzrokiem pierzastą rudą kulkę czającą się parę stóp na jej głową. Jak na zawołanie sówka odwzajemniła spojrzenie przymrużając oczu, niejako rzucając wyzwanie swojej właścicielce. Rudowłosa westchnęła cicho, kręcąc głową. Nie wróżyło to niczego dobrego.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   

 

Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 6Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Sowiarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-