IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Sowiarnia   Sob 15 Lut 2014, 19:17



Sowiarnia


Aby tu wejść, musisz pokonać długie, kręte i wąskie schody, które zimą bywają oblodzone. Już w połowie drogi czuć tu specyficzny zapach sowich piór, odchodów, pergaminu i rozmaitych przysmaków dla sów. Gdy tylko pokażesz się sowom na oczy, one huczą, piszczą i hałasują okropnie, jakbyś miał w rękach łajnobombę. Miejsc na sowy nigdy tu nie zabraknie. Ściany wieży są zabudowanie legowiskami- specjalnymi wnękami, gdzie każde ptaszysko może się rozgościć i odpoczywać. Znajdziesz tu szkolne sowy - małe, energiczne i uwaga, bardzo łakome ptaszyska, które mogą Cię nawet zaczepić!
Pośrodku stoi marmurowy stolik, gdzie możesz na szybko napisać list.

Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon 17 Lut 2014, 11:11

Puchon dostał list. Ojciec z dziadkiem przyjadą po niego już jutro po obiedzie. Ma do tego czasu się spakować i wyczekiwać ich przyjazdu. Henry pojedzie do Devon na jakiś tydzień, a wróci do szkoły jak tylko uda mu się wyrwać. Wtedy będzie musiał iść na przesłuchanie do aurorów. Co prawda nikt go do niczego nie zmuszał, lecz wszyscy jawnie mu pokazywali, że dla dobra innych i siebie samego musi powiedzieć co się działo wtedy w Zakazanym Lesie. Nie podobała mu się ta perspektywa i gdyby mógł, odwlókłby ją jak najdalej. Przed wyjazdem Henry musiał koniecznie spotkać się z Soleil. Nie mógł wyjechać wcześniej z nią nie rozmawiając. Ją również będą ponownie przesłuchiwać i to w interesie Lancastera leży, aby było to ostatnie spotkanie z aurorami w tejże formie. Henry zaraz po śniadaniu wyszedł na świeże powietrze i skierował się do sowiarni. Wysłał Nero do Sol z listem, aby przyszła jeśli może. Nie mógł jej znaleźć, w szkole ciągle było tłoczno, ostatnio bardziej niż zwykle. Płomykówka wróciła po kilkunastu minutach informując swego właściciela, że list z powodzeniem został dostarczony. Chłopak wyszedł na schody, oparł się tam o mur i rozpoczął intensywne głaskanie swej sówki pod dziobem i za skrzydłem. Czule się mu odwdzięczała terapeutycznie pohukując.
Henry był zdenerwowany, chociaż starał się to za wszelką cenę ukryć. Rozmowa u profesor Odinevy wcale go nie uspokoiła. Musiał teraz po kolei sobie przypomnieć co się działo w Zakazanym Lasie i przy okazji nie zwariować. Nie chciał grzebać w tych wspomnieniach, ledwo co się z nich wykaraskał i jako tako powrócił do życia.
Przymknął oczy, oparł brodę o rękę, a łokieć o mur. Była taka ładna pogoda, a nie mógł z niej korzystać. Wyjść na błonia, wylegiwać się na trawie, rzucać kamykami do jeziora czy siedzieć z książką pod drzewem. Nie mógł tak się zachowywać póki "jego sprawa" nie zostanie ostatecznie zamknięta. Gdy miał tak zamknięte oczy powoli, leniwie i baardzo niechętnie powrócił do tamtego wieczoru, kiedy dostał tajemniczy list. Siedział z Sol w bibliotece i tak chamsko ją potraktował, wybiegając bez wyjaśnienia. Szukał Jasmine. Szedł i szedł przez las i szukał... chaty. Gałązki go drapały, zimny wiatr ciął po policzkach. Henry wyprostował się gwałtownie i wstrzymał powietrze w płucach, gdy zdał sobie sprawę, że potem spotkał oprawcę.
Chłopak nie chciał już tam się zapuszczać, w te myśli. Nero spojrzała na niego zdziwiona, przekrzywiła dziób i dziobnęła go lekko w spoconą rękę. Pogłaskał ją odruchowo i przygotowywał się psychicznie, że będzie musiał tam wrócić. Byłby głupcem, gdyby się tego nie bał.
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon 17 Lut 2014, 11:17

Soleil ostatnimi czasy przebywała nieco więcej czasu w samotności, niż do tego przywykła. Oczywiście nie mogła się pochwalić masą przyjaciół, ale jej otwarty charakter sprawiał, że właściwie z każdym potrafiła zamienić kilka słów, dzięki czemu rzadko odczuwała samotność. Nie wspominając już o fakcie, że miała także wyimaginowanych znajomych, którzy służyli swoim towarzystwem o każdej porze dnia i nocy. Byli zawsze, od kiedy pamiętała, nie uważała ich za nic dziwnego, a właściwie gdzieś w głębi duszy żywiła chyba przekonanie, że każdy ma takiego wymyślonego przyjaciela, nawet jeśli jest to temat tabu. Nigdy więc nie przypuszczała, że coś, co jest jedynie wytworem jej wyobraźni, może zacząć sprawiać jej kłopoty, a nawet budzić podejrzenia, że w gruncie rzeczy coś wymknęło się jej spod kontroli i bujna wyobraźnia tak naprawdę przybiera cechy opętania. Tytan, jak kazał siebie nazywać, pojawiał się wciąż w najmniej oczekiwanych momentach i nie zachowywał się zupełnie jakby był odpryskiem jej podświadomości. Miała wewnętrzne przeczucie, że powinna o tym komuś opowiedzieć, ale równocześnie coś w niej blokowało każdą próbę wyduszenia z siebie czegoś równie nieprawdopodobnego. Raczej nie chodziło tutaj jednak o obawę, że ludzie uznają ją za świata, to przecież miało miejsce już dawno temu, to raczej On stanowczo protestował przeciwko ogłoszeniu światu, że w tej chwili to właśnie Soleil Larsen stała się jego nową „przyjaciółką”.
Kiedy dostała list od Henry'ego odwiedzała właśnie grób Luny, to ciche, opuszczone miejsce stało się ostatnimi czasy jej ulubioną kryjówką. Żadnych pytań, żadnych dziwnych spojrzeń i co najlepsze żadnych irytujących aurorów, nie potrafiących zrozumieć, że nie może opowiadać nie o swoim życiu, jeśli nie dostanie na to pozwolenia. Nie potrafiła zrozumieć dlaczego tacy inteligentni ludzie czasem wykazują się aż taką ignorancją.
W tej chwili wspinała się po krętych schodach na wieżę, zgodnie z treścią listu od przyjaciela. Przez moment nawet dopuszczała do siebie myśl, że może to być kolejny podstęp kogoś, kto obawia się, że Soleil wie za dużo, ale ostatecznie uznała, że w Hogwarcie powinno być bezpiecznie. Poza tym pismo i sowa wskazywały, że nadawcą jest Lancaster. Nie chciała świrować tylko dlatego, że była świadkiem strasznych wydarzeń, nie mogła zacząć wypatrywać niebezpieczeństwa za każdym rogiem, nie zamierzała sobie na to pozwolić.
Wyjrzała nieufnie zza kamiennej futryny, ale dojrzawszy Henry'ego przywołała na twarz odrobinę zmęczony uśmiech i postąpiła kilka kroków do środka. Zatrzymała się koło chłopaka i naśladując jego pozycję, oparła się także o ścianę. Nic jeszcze nie mówiąc obdarzyła go jednym ze swoich badawczych spojrzeń, po czym zmarszczyła czoło, jakby była z czegoś niezadowolona.
-Cześć, Henry. – powiedziała jednak dość radosnym tonem, w którym dało się jednak wyczuć nutę zapytania. Ostatecznie chciał się spotkać z nią z jakiegoś konkretnego powodu, a nie dlatego, że się stęsknił i musiał sobie popatrzeć. To nawet lepiej, ta druga sytuacja zapewne byłaby strasznie niezręczna.
Zobacz profil autora
Henry Lancaster
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon 17 Lut 2014, 11:27

Z tego co Henry'emu wiadomo, nie posiadał żadnych wymyślonych przyjaciół. W dzieciństwie mówił do zwierząt jakby byli ludźmi, ale robi chyba tak każde dziecko, które choć trochę kocha czworonożne stwory. Obecnie jego jedynym takim rozmówcą była Nero. Mała płomykówka z pewnością nie pojmowała o co chodzi jej właścicielowi, ale słuchała i go po swojemu pocieszała. Henry nie mógł pozwolić na mówienie samemu do siebie. Nie tylko dla niego wydawało się to dziwne i niestosowne, lecz również poważnie by mu to zaszkodziło. Na historii magii podsłuchał nieumyślnie rozmowę Krukonki z Gryfonką. Otóż oficjalnie Henry został mianowany zdziwaczałym. Śmiał się z goryczą na z tego miana. Miał poważniejsze problemy na głowie.
Aurorzy pałętający się po Hogwarcie dali mu spokój po tym, gdy wyszedł z gabinetu profesor Odinevy, czyli od wczoraj. Nie musiał już ukrywać się i przemieszczać tak, aby uniknąć miejsc, w których koczują. Mógł teraz spokojnie przejść przez korytarz, gdy stali obok nie obawiając się, że podejdą i uprzejmie oraz życzliwie zapytają czy nie chciałby z nimi porozmawiać czy się zwierzyć. Była to duża ulga móc swobodnie przechadzać się bez zagrożenia narzuconych rozmów.
Nero zatrzepotała delikatnie beżowymi skrzydłami, gdy nadeszła Soleil. Henry wyprostował się wiedząc, że zaraz pojawi się promykowe przenikliwe spojrzenie, które wyciągnie z niego wszystko na wierzch. Nie mylił się, po chwili poczuł je na sobie. Uśmiechnął się smutno, postanawiając dziś wyjątkowo nie ukrywać swojego nie najciekawszego stanu psychicznego.
- Cześć, Sol. - splótł swoje ręce na murku i przeniósł na niego połowę ciężaru ciała. Spojrzał przed siebie i przez pół minuty zbierał się, aby zacząć mówić. - Jutro jadę do Devon. - zerknął na Sol. - Odineva mnie do siebie wezwała. Ojciec chyba naciskał i muszę tam jechać. Postaram się wrócić za tydzień. Jeśli Arina mnie nie zabije. - uśmiechnął się kątem ust na myśl o wściekłej siostrze. Jeszcze nie wymyślił sposobu jak uniknąć gniewu rodzeństwa. Od miesiąca była uwięziona w domu przez prośbę Henry'ego. Zapewne da mu popalić, jak tylko pokaże się na horyzoncie. Lancaster uznał, że przyda mu się takie niegroźne przekomarzanie. Może w końcu oderwie się od złych myśli i odpręży chwilę przed przesłuchaniem.
- Ale nie z tego powodu chciałem się spotkać. - wziął głęboki wdech, próbując się pozbyć z głowy słów Odinevy. - Gdy wrócę, aurorzy mnie przesłuchają. Ciebie też, już ostatecznie. - chcąc ukryć zdenerwowanie wtopił palce w miękkie futerko Nero, która na ten gest wesoło i leniwie zahukała. Wyraźnie podobały się jej pieszczoty od dotychczas powściągliwego pana.
Puchon przełknął gulę w gardle.
- Do tego czasu muszę wszystko odtworzyć. Jak najwięcej, po kolei. Może dasz się zaprosić na kakao gdzieś w szkole? - chciał się uśmiechnąć, lecz mimika jego twarzy ani trochę się nie zmieniła. Bardzo dużo kosztowało go poproszenie o pomoc. Nie współgrało to z nim i w środku bolało, że musi przyznać się do słabości i zwracać z prośbą do Soleil. Z drugiej strony ona i tak wie swoje. Nie musiałby nic mówić, w lot pojęłaby o co chodzi. Mimo tego i tak Henry'emu nie było łatwo.
Zobacz profil autora
Soleil Larsen
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pon 17 Lut 2014, 11:32

Zakładam, że kiedyś nadejdzie ten wiekopomny dzień, kiedy Soleil w końcu zorientuje się, że tak na prawdę to całe wymyślanie sobie niewidzialnych przyjaciół wcale nie jest czymś powszechnym, a właściwie w świecie ludzi normalnych uznaje się to za objaw jakiejś choroby psychicznej. Tym niemniej na razie nie musiała sobie tym jeszcze zawracać głowy, zwłaszcza że ostatnimi czasy i tak wszystko ograniczało się do Tytana, nie wspominając już o tym, że miała całkiem sporo innych problemów i jej zdrowie psychiczne można było zacząć kwestionować w ogóle nie odwołując się do tworzenia wyimaginowanych humanoidów.
Nie potrzebowała smutnego uśmiechu, żeby zdawać sobie sprawę ze stanu chłopaka. I to nie tylko dlatego, że całkiem nieźle go poznała i w ogóle odznaczała się spostrzegawczością w temacie ludzkich nastrojów, ale także ponieważ sama przechodziła przez podobnie marny czas, z tymi wszystkimi plotkami, przesłuchaniami i cierpliwym czekaniem aż świat wróci do normalności i przestanie koncentrować się aż tak bardzo na niej. Henry musiał to wszystko znosić jeszcze gorzej.
Słysząc i konieczności wyprawy chłopaka do Devon, obdarzyła go niespokojnym spojrzeniem i przygryzła dolną wargę. Po początkowej niechęci, Lancaster senior zrobił na niej całkiem pozytywne wrażenie, ale zdawała sobie równocześnie sprawę z tego, że wolałby mieć syna w domu na stałe. Czy puści go z powrotem jeśli w końcu będzie miał go bezpiecznego u siebie? Ale z drugiej strony nie mogła być samolubna, choć bała się, że kiedy Henry zniknie, jej osoba stanie się jeszcze bardziej oblegana. Teraz cała ta uwaga dzieliła się przynajmniej na ich dwoje, nie mówiąc już o tym, że przecież nie było żadnej innej osoby, z którą mogłaby otwarcie porozmawiać o wszystkim co zaszło. I nie tylko o tym.
-Mam nadzieję, że odpoczniesz w domu. - powiedziała zamiast tego wszystkiego, nie chcąc go obarczać własnymi problemami, zwłaszcza że widziała jego niechęć do tego wyjazdu. Z resztą co by jej słowa zmieniły? Zupełnie nic. -A z siostrą na pewno się dogadasz. - dodała po chwili z pokrzepiającym uśmiechem, zastanawiając się, czy chciał jej oświadczyć tylko, że wyjeżdża, czy z rzeczonej rozmowy z Odinevą wynikło coś jeszcze.
Nie zdziwiła się więc, gdy zaczął mówić dalej. Może nieco mniej rozumiała właściwie co chciał jej tymi słowy przekazać. Przecież wiedziała, że będą ich przesłuchiwać do czasu aż nie dostaną odpowiedzi na swoje pytania, dali temu wyraz przez ostatni tydzień. Tym niemniej nie wiedziała skąd jego pewność, że później dadzą im spokój, jak dla niej schody dopiero się zaczynały.
Widząc wyraz jego twarzy szybko jednak wydedukowała resztę, lubiła ten moment kiedy wszystkie puzzle nagle zaczynały do siebie pasować, ale w tym momencie wnioski okazały się na tyle nieprzyjemne, aby ukrócić jej przyjemność. Westchnęła cicho i pokręciła głową, ale po chwili odparła tylko - Oczywiście. - jakby żadna inna możliwość nie wchodziła w grę.

2x z/t
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Czw 27 Mar 2014, 15:55

Szła przed siebie z takim zdecydowaniem, jakby chciała przekonać samą siebie, że jej świat nadal jest taki sam, jaki był do tej pory. Nie miała pojęcia, w którą stronę się udać, kiedy znalazła się na rozwidleniu korytarza. Stała więc w spiętej pozie, patrząc przed siebie przez zabrudzone kurzem okno. Miała trzy możliwości. Mogła skręcić w lewo, w prawo bądź wrócić tam, skąd przyszła. Zadziwiające, jak nagle tak prosta sytuacja wydała się skomplikowana. Jak wiele sensu i bezsensu można w niej było odnaleźć. Drgnęła, gdy nagłe zimno przebiegło wzdłuż jej kręgosłupa. Obróciła głowę, by rozważyć pójście lewym korytarzem, którym powinna iść, jeśli wybierała się na Transmutację. Po chwili jej wzrok podążył śladem prawego korytarza. Tamtędy zazwyczaj chodziła do sowiarni. Pokręciła z roztargnieniem głową, skręcając wreszcie w prawy korytarz i starając się oczyścić umysł z wszelkich ciążących myśli. Poprawiła torbę na ramieniu, otaczając się zewsząd przytłaczającą pustką. Uczniowie pewnie już dawno stali pod klasą i czekali na koniec przerwy, jednakże ona dziś miała inne plany, nie miała ochoty siedzieć w zatęchłej klasie ucząc się podstaw które już dawno powinni znać. W ostatnim czasie zaczęło denerwować ją to, że profesorowie ograniczają jej możliwości, a były przecież one bardzo wielkie. Alecto jest żywym przykładem na to, iż piękna nie oznacza głupia, całe życie Carrow polegało w swej istocie na wierze we własne siły. Wierzyła, że jest silna, niezależna, odpowiedzialna, idealna. Wierzyła w zło, ale zasłaniała się dobrem, ilekroć doszło do sytuacji, w której musiała dokonać wyboru. Owe dobro zaś sprowadzało się do jej własnego dobra. Wierzyła, że tak jest wygodnie i dla niej, i dla innych. Bo w końcu nie krzywdziła nikogo, dbając o swoje interesy, prawda?
Przyspieszyła, oddychając głęboko, zanim trafi do sowiarni, zamykając za sobą drzwi wejściowe, jej wzrok przeleciał po wszystkich sowach, które teraz smacznie sobie spały, by zatrzymać się na tej jednej, śnieżnobiałej siedzącej z dala od innych, blondynka podeszła do niej tak cicho jak tylko się dało, po czym ręką przejechała po jej główce, która teraz była trochę opuszczona. Sowa instynktownie otworzyła oczy spoglądając na dziewczynę i zahukała kilka, po czym uniosła się i usiadła Alecto na ramieniu –Witaj kochana – przywitała ją –Zobacz co dla ciebie mam – dodała niebieskooka, zaczęła szperać w swojej torbie, z której wyciągnęła średniej wielkości kartonik, otworzyła go, w środku znajdowały się cztery na wpół świadome myszy. Zaczęła wyjmować jedną po drugiej i karmić swojego ulubieńca.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Czw 27 Mar 2014, 16:40

Ostatnio czas wydawał się kpić jawnie z Jasmine. Wtedy, kiedy miała mnóstwo spraw na głowie, wydawał się przelatywać między jej palcami jak piasek.. a im bardziej chciała go zatrzymać, tym szybciej się wymykał. Innym zaś razem, kiedy mogła poszczycić się chwilą oddechu... wskazówki wydawały się stać w miejscu. Tak było i teraz. Jasme sfrustrowana leżała w niepojętej pozie na fotelu w pokoju wspólnym, olewając wszystkie zaintrygowane tym faktem spojrzenia. Poprawiając fryzurę po raz dziesiąty, postanowiła w końcu przejść się po Hogwarcie. Ot tak.. byle by coś ze sobą zrobić. Zadzwoniła bransoletką i zeskoczyła z mebla. Poprawiła materiał spodni i obciągnęła czarną bluzkę w dół, bo nieopacznie podwinęła się do góry pokazując alabastrową skórę brzucha. Sięgnęła po pergamin i czyjeś pióro, kreśląc coś na żółtym materiale... może chociaż list do ojca trochę ją rozerwie. Była głucha na jęczenie właściciela pióra, posyłając mu jedynie groźne spojrzenie. Ucichnął w momencie. Brunetka zakończyła list zamaszystym podpisem i zwinęła go w zgrabny rulonik. Odrzuciła pióro i wyszła z pokoju. Niespiesznym marszem udała się do sowiarnii, wirując pomiędzy korytarzami. W końcu natknęłą się na drewniane drzwi, które pchnęła. Nie zdziwiła ją obecność tutaj kogokolwiek innego poza nią...
Nawet na jej twarzy wykwitł delikatny uśmieszek.
-Alecto, cóż za miła niespodzianka.. nie możemy się spotkać w pokoju wspólnym, a natykamy się na siebie w zatęchłej i śmierdzącej sowiarnii... -pokręciła głową, jakby nieco rozbawiona tą sytuacją. Gwizdnęła cicho i Serpens, kremowa sowa rodzaju męskiego wylądowała na jej ramieniu. Jasmine pozwoliła, by sówka pomiziała swą panią dziobem w policzek. Ślizgonka pogłaskała pupila i zawiązała liścik na nóżce. Cmoknęła cicho i Serpens rozwinął skrzydła,szybując na zewnątrz przez okno. Jas otrzepała pióra z ramion, które się tam przyplątały i uśmiechnęła się do Alecto, delikatnie, dosyć subtelnie jak na nią. Podeszła do niej i przywitała ją lekkim buziakiem w policzek, ot, muśnięcie. Nie byłą to nowość wśród dziewcząt, bardzo dobrze się znały.
-To nie przypadek, że się spotykamy, trzeba to jakoś wykorzystać... -oczy Jasmine rozbłysły blaskiem.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Czw 27 Mar 2014, 20:22

Alecto stała zaraz przy oknie wychodzące na wschodnią stronę, wpatrując się w przestrzeń, oczywiście w tym samym czasie głaskała swoją sówkę, która tylko pohukiwała z przyjemności na jej ramieniu. Blondynka lubiła tutaj przychodzić i spędzać czas ze swoim ulubieńcem. Avada kedavra był z nią od pierwszego dnia w Hogwarcie, obie były bardzo do siebie podobne, być może właśnie dlatego wybór panienki Carrow padł na tę śnieżnobiałą piękność, której nikt nie chciał. Gdy dziewczyna ją zobaczyła od razu jej zapragnęła, sprzedawca przestrzegał iż sowa jest bardzo agresywna i ma temperament zupełnie jak człowiek, ale przy niej Avada stawała się spokojna i potulna jak baranek. Sowiarnia to nie miejsce gdzie należy oczekiwać chwili samotności, dlatego Al nie dziwiła się, kiedy drzwi od pomieszczenia otworzyły się, obwieszczając tym samym przybycie kolejnej osoby. Blondynka obróciła się słysząc znajomy głos i delikatnie uśmiechnęła –Witaj Jasmine – odpowiedziała odkładając sowę w miejsce z którego ją wzięła –Tak dość zabawne, chociaż jeśli mam być szczera wolę zapach sowiarnii niż naszego pokoju, mam wrażenie że tam chyba coś zdechło – dodała śmiejąc się. Przez chwilę przyglądała się brunetce a kiedy jej Serpens odleciał wraz z listem przyczepionym do nóżki odwzajemniła gest Ślizdogonki. Znały się już od kilku lat, z resztą dziwne byłoby to gdyby było inaczej, należały do jednego domu i mały wspólnych znajomych, Alecto lubiła Jasmine, w jakiś sposób ta dziewczyna przekonała ją do siebie, co wcale nie jest proste. Na znajomość a tym bardziej przyjaźń Carrow trzeba sobie zasłużyć, blond piękność nie należała do osób które pokazywały się ze wszystkimi, większość była dla niej nikim, takimi małymi mróweczkami, której mogłaby zgnieść przy nadążającej się okazji. Gdy usłyszała słowa przyjaciół w jej oczach pojawiły się iskierki –Masz jakiś pomysł? – zapytała uważnie mierząc ją wzrokiem –Ja osobiście nabrałam ochoty na jakąś dobrą zabawę – dodała unosząc lekko kąciki swoich ust w delikatnym uśmiechu.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 29 Mar 2014, 01:46

Znajomość z Alecto była już bardzo długa i bardzo zawiła. Można by się pokusić o milion szczegółów tejże relacji, ale po co zdradzać więcej niż się powinno? Zostawmy nutkę tajemnicy, niech niektórych poniesie wyobraźnia. Jasmine czuła radość z owego spotkania, chociaż moze nie do końca było to po niej widać. Vane nie miała w swoim zwyczaju dopuszczać do siebie całej masy osób, lecz parę z nich na stałe zagościło w najściślejszym kręgu jej skromnej osoby. Jedną z tych osób była właśnie Alecto, którą Jasmine uważała za nieliczną godną tytułu Ślizgonki kobietą. Wszystkie inne były dosyć obłudne w swym zachowaniu i traciły sens tego, co tak miało niby je charakteryzować.
-Może to zdechła duma Gryfonów? -zapytała, unosząc kącik ust do góry. Lubiła dokopywać czerwonym, gdyż ich porażajaca niekiedy cnota oraz wrażliwość mogły prosić jedynie o pożałowanie. Przesunęła wzrokiem po żerdziach, przyglądając się sowie Alecto. Była bardzo charakterna i unikatowa z racji upierzenia. Jej imię także...
-Tak.. wielkie i soczyste tak na tę propozycję. Impreza Ślizgonów, o niczym innym nie marzę! -podchwyciła propozycję koleżanki. Faktycznie, ostatnio cierpiała na swoistego rodzaju niedobór wrażeń... a chcąc nie chcąc, imprezy zielonych były pełne niespodziewanych przygód. Chociażby ostatnia, którą uświetnił pocałunek Alecto oraz Chiary i "mała" bójka chłopaków. Tym razem nie mogło być inaczej... w szczególności, że Jas potrzebowała słodkich nut muzyki, wokół których mogła by się okręcić niczym ten wąż w godle.. dać się porwać adrenalinie, alkoholowi oraz właśnie muzyce. Co lepiej podziała na kobietę jak taniec?
-Gdzie i kiedy, a będę cała Twoja. Możesz na mnie liczyć by znowu... złamać trochę przepisów. -mrugnęła do blondynki. Wypadało by pociągnąć dalej ten temat, jeśli obie chciały się zabawić..

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 29 Mar 2014, 12:53

Relacja obu dziewczyn była naprawdę zawiła i czasami nawet Alecto nie potrafiła jej pojąć, więc nie zdziwiłaby się gdyby osoba trzecia miała z tym problem, nie mniej jednak panienka Vane była jedną z bliższych osób dla blondynki, która starannie i z rozmysłem wybierała przyjaciół, lubiła tych którzy mieli jej coś do zaoferowania, zaś reszta zupełnie się nie liczyła, Carrow traktowała ich jak powietrze czasami nawet nie zwracając na nich uwagi. Blondynka również ucieszyła się ze spotkania z uroczą blondynką, gdyż ostatnio rzadko ze sobą rozmawiały, nie do końca rozumiała dlaczego tak było, być może nawał pracy nie pozwalał im na to, jednak nie ma sensu się nad tym zastanawiać.
Słysząc odpowiedź przyjaciółki Al uśmiechnęła się ukazując rząd śnieżnobiałych zębów.
-To bardzo możliwe – odpowiedziała poprawiając kosmyk włosów który leciał jej na  oczy i schowała go za ucho. Gryfindor był domem do którego należeli ludzie wywołujący u Alecto odruch wymiotny, szczycili się swoimi cnotami:  męstwo, odwaga, szczerość, szlachetność, prawość i sprawiedliwość. Czy to były cechy wielkich czarodziejów?! Według Carrow tylko głupcy je posiadali, w czasach w których oni żyją szlachetność już dawno odeszła w niepamięć, a szczerość? Została zastąpiona przez kłamstwa i egoizm wszystkich, więc czy tylko ona to zauważyła? Gryfonii często zachowywali się tak jakby wokół nich nic się nie zmieniało, a przecież wiele uległo zmianą!
Blondynka zauważyła jak Jasmine patrzy na jej sowę więc podeszła do niej, a ta od razu wskoczyła jej na ramię, nie można nie przyznać Vane racji, Avada wyróżniała się spośród innych sów, tak jak Alecto spośród uczniów Hogwartu, a rodzice wziąć powtarzali jej, że jest osobą do stworzoną wielkich rzeczy, jak sam Lord Voldemort.
-Wiedziałam że się ze mną zgodzisz! – oznajmiła, do jej głowy od razu zaczęło napływać wiele pomysłów jakby można było uświetnić tę imprezę. Miała ich naprawdę dużo, poczynając od tego, że odpowiednim miejscem na tego typu wydarzenie będzie opuszczona sala, która znajduje się zaraz przy kuchni! Z sali będą mieli dobry dostęp do wszystko czego będą potrzebować, będzie trzeba tylko wysłać zaproszenia. Imprezy robione przez Ślizgonów były bardzo ciekawymi i opływającymi w wiele emocji wydarzeniami, zwłaszcza kiedy to Jas i Alecto brały się za ich szykowanie, one zawsze miały świetne i niekonwencjonalne pomysły, właściwie nie licząc się z żadnymi zasadami. –Cała moja? – zapytała unosząc kąciki ust ku górze w delikatnym a zarazem łobuziarskim uśmieszku, co prawda Alecto wolała facetów, jednakże nie pogardziłaby bliższym towarzystwem pięknej dziewczyny. –Myślę że odpowiednim miejscem będzie opuszczona sala, jest zaraz przy kuchni, natknęłam się na nią na 3 roku, impreza mogła by się odbyć dziś wieczorem, mamy jeszcze sporo czasu by rozdać zaproszenia, a no i zrobimy babeczki z amortencją, kiedyś ją przygotowywałam ma już trochę czasu więc będzie silniejsza niż te które zazwyczaj się przyrządza. Co o tym myślisz? – zapytała głaszcząc swoją sowę, która jakby rozumiejąc o czym mówią dziewczyny zahukała kilka razy.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Pią 04 Kwi 2014, 01:27

Ciemnowłosa Ślizgonka uśmiechnęła się charakterystycznie do jej skromnej osoby. Czemu miała by się nie zgadzać na imprezę Ślizgonów? Ostatnio miała sporo stresów i nerwów, więc chwila.. może nieco dłuższa chwila rozluźnienia? Noc wytchnienia o zapachu dobrego alkoholu i dymu papierosowego... choc Jasmine nie sięgała już tak często jak kiedyś. Nie miała na to po prostu czasu, pomiędzy jedną sprawą, a drugą. Połączyć zbliżający się niechybnie czas egzaminów wraz z coraz częstszymi zleceniami od jej dziadka nie było łatwo. Dodając do tego użeranie się z paroma niezbyt inteligentnymi osobnikami i brak czasu był murowany.
-Ja bym się miała nie zgodzić? Ja, która kiedyś odliczała czas od imprezy do imprezy? Sądziłam, że już trochę mnie znasz Alecto. -Jasmine mrugnęła do kumpeli, pozwalając sobie na taką ironię względem niej. Jasmine nie przywykła do bycia słodką nastolatką o miłej dla oka aparycji. Femme fatale - przezwisko jakie do niej przylgnęło było o wiele bardziej adekwatne.
Vane oparła ręce o biodra i uśmiechnęła się, ukazując cały rząd perłowych ząbków. Przesunęła dłonią po blond włosach, jakby uwodzicielsko..
-Wiesz dobrze, o moim związku z Chiarą di Scarno.. aby życie miało smaczek... -roześmiała się cicho, cofając dłoń, by przypadkiem Alecto nie oskarżyła ją o molestowanie, chociaż tyle już razem rzeczy przeżyły, że niewinny gest nie został by odebrany jako nachalność.
Z zainteresowaniem wysłuchała wszystkich propozycji przyjaciółki i była zaskoczona potokiem słów, jaki wydarł się z tych karminowych ust. Wyglądało na to, że Alecto nosiła się z zamiarem zorganizowania tej imprezy już wieki temu. Wystarczyła iskra w postaci spotkania z Jasme.
-Słyszę, że masz wszystko dobrze przemyślane... -Jas zmrużyła oczy, co było oznaką silnego zamyślenia. -Chyba wiem, o której sali mówisz, bliskość kuchni będzie nam niewątpliwie bardzo potrzebna... -Ślizgonka przejechala opuszkiem palca po ustach. -Nie wiem tylko, czy się wyrobimy, ale zawsze można to przerzucić na jutro jak nam braknie czasu. -zadecydowała po chwili namysłu. Perspektywa zabawy była coraz bardziej kusząca i Vane nie chciała odpuszczać.
Nie mniej otworzyła nieco szerzej oczy, słysząc o amortencji.
-Jesteś pewna? Nie wiem czy chcę zostać ofiarą tej babeczki, jeszcze bym się przykleiła do takiego jednego, którego imienia lepiej nie wymawiać... albo ktoś do mnie. -Jasme przeczesała włosy,jakby rozważajac wszystkie za i przeciw. -W sumie. mogło by być zabawnie. -przyznała, co potwierdził jeszcze znajomy blask w oczach dziewczyny. -Jakoś specjalnie je ozdobimy, aby przypadkiem ich nie spróbować... dodałabym jeszcze zabawy typu butelka albo siedem minut w raju. Jak szaleć to szaleć!

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 05 Kwi 2014, 11:03

Alecto w przeciwieństwie do Jasmine w ostatnim czasie bardzo się nudziła, wciąż spacerowała po zakątkach zamku szukając jakiegoś ciekawego zajęcia, powoli zaczynało jej się wydawać że wszystkie ciekawe rzeczy zdążyły już się wydarzyć w tym roku.  Trzeba przyznać, iż wiele się działo do tej pory, a teraz nastał ten czas kryzysu w którym blondynka zastanawiała się co dalej? Wtedy do głowy wpadł jej pomysł z imprezą, jednakże brakowało jej ludzi do jego realizacji, gdyż miała to być najlepsza impreza jaka kiedykolwiek odbyła się w Hogwarcie. Dobrze, że w gronie swoich znajomych Carrow miała kogoś takiego jak Jas, która zawsze znalazła czas na imprezę, tego typu przedsięwzięcia zawsze owocowały w dużą ilość niespodzianek, a jeśli dodatkowo Carrow maczała w nich swoje urocze paluszki, wtedy nikt nie mógł narzekać na nudę.
-Znam, znam o to się nie martw, ale wiesz jak to jest, miłość zmienia ludzi – zaśmiała się nawiązując do relacji jakie łączyły Jasmine z Evanem, co prawda dziewczyna wszystkiemu zaprzeczała jednak Alecto wiedziała swoje. Czasami panienka Vane nie wyrażała się o Rosierze zbyt przyjaźnie, choć zdaniem blondynki wynikało to z obawy przed uczuciami do jego osoby. Niebieskooka już dawno zastanawiała się jakby zmienić nastawienia przyjaciółki do tego osobnika a impreza była ku temu idealną okazją.
Słysząc kolejne słowa brunetki uśmiechnęła się szeroko w ten charakterystyczny dla siebie sposób ukazując swoje białe ząbki a w kącikach jej ust pojawiły się małe dołeczki –Doszły mnie słuchy na ten temat, jednak tym razem Chiara będzie moja, muszę odegrać się na jednym idiocie, a z moich informacji wynika, że jest on nią bardziej niż zainteresowany – odpowiedziała dając jej buziaka w policzek, ona sama również miała za sobą pewne doświadczenia z panienką di Scarno i wcale się tego nie wstydziła,  do Hogwartu uczęszczało wiele pięknych dziewczyn a Alecto lubiła wszystko co było piękne.
-Może nie wszystko, ale ostatnimi czasy bardzo mi się nudziło, więc sama rozumiesz – odparła wygładzając swoją szatę, otrząsnęła z niej pióra która pozostawiła jej ukochana sowa, gdy Jasmine wspomniała o tym że się nie wyrobią na jego czerwonych ustach wykwitł trochę mroczny uśmieszek –Nie wierzysz w moje umiejętności? – zapytała a uśmiech nie schodził z jej ust, ona już w głowie miała cały plan i była pewna, że zdążą ze wszystkim na czas. Miała bardzo dobre układy ze skrzatami pracującymi w Hogwarcie, które bardzo chętnie jej pomagały we wszystkim, o dziwo bardzo łatwo jest przekupić te stworzenia –Oczywiście, że jestem pewna – odpowiedziała z lekkim wyrzutem w głowie, jak Jas mogła wątpić w jej słowa –Ja się tym już zajmę, to będzie naprawdę udany wieczór – dodała z iskierkami w oczach.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Sob 05 Kwi 2014, 18:12

Jakakolwiek próba odwiedzenia Alecto od jej niecnych planów była z góry skazana na porażkę, więc biedni Ci, którzy nie poznali jeszcze panny Carrow od tej strony. Jasmine miała się tyle lepiej, że znała jej upór oraz nienawiść do braku zajęcia, więc nawet nie oponowała. Ba... nie oponowała, bo dla niej samej pomysł wydawał się całkowicie bezbłędny. Jak szaleć, to szaleć. Bez patrzenia za siebie lub przed siebie. Ślizgoni słynęli z najlepszych imprez organizowanych w Hogwarcie.. ale i z imprez, której wynik mógł być bardzo nieprzewidywalny. Po prostu wychowankowie domu Węża nie mieli w zwyczaju myśleć o konsekwencjach, to nie leżało w ich naturze. Wyrzuty sumienia, problemy z emocjonalnym kacem? To ich nie dotyczyło, więc konsekwencje tym bardziej ich nie ruszały. Jasme przeniosła włosy na jedną stronę, bawiąc się nimi nieustannie. Słowa na temat panny di Scarno wywołały uśmimechy u obu pań. Vane nadal czuła nieodpartą sympatię do tej urokliwej Krukonki. Widziała pocałunek Alecto i Chiary na poprzedniej imprezie. Było na co patrzeć, a do Ślizgonki wróciły wspomnienia ich burzliwego związku. Brązowe oczy Jasmine rozbłysły zimnym blaskiem.
-Zemsta? Alecto, zemsta dla Ślizgonów to synonim najrozkoszniejszej ze słodyczy, ciekawa jestem, jaki posmak przyjmie ta zagrywka. -kącik ust uniósł się nieznacznie, jakby sama Jasme nie mogła się doczekać, co szykuje Alecto wobec Krukonki.
Jas pokraśniała, czując miękkość i ciepło kobiecych ust na swym policzku. Ostatnimi czasy więcej oglądała się za chłopakami niż dziewczętami, ale mając przed sobą kogoś takiego jak Alecto.. nie należało o tym myśleć. Jasme swoim zwyczajem położyła dłoń na talii blondynki.
-Al... Twoje umiejętności zadziwiały mnie niejednokrotnie, więc i teraz jestem pełna nadziei na nasz sukces. Aż czuję ekscytację na samą myśl.... -Jasme przekrzywiła głowę i wyjęła z blond fal osamotnione sowie pióro. Spojrzała dziewczynie w oczy i najnormalniej w świecie skradła jej całusa, ale już nie w policzek.. a w usta. Karminowy kolor zawsze wydawał się Jas pociągający, chociaż ona sama nie czuła się w nim dobrze. Miała nazbyt chłodny typ urody i nie przepadała za szminkami.
-To tak na dobry początek, co by nie zabrakło nam też odrobiny szczęścia... ale szczęście sprzyja urodziwym, więc chyba nie ma się o co martwić, hm? -zapytała, jakby właśnie nie pocałowała przyjaciółki w bardzo nieprzyjacielski sposób. Ostatnimi czasy Jasme narzekała na brak kontaktów fizycznych, więc samo takie muśnięcie dawało jej wiele satysfakcji. Dojrzała iskierki w oczach Alecto i tylko upewniła się w swoich przekonaniach. Na raz naszło ją, aby zmienić trochę temat rozmowy, korzystając z tej miłej sposobności.
-Co czujesz jak masz pod nosem amortencję? I masz ją może przy sobie? -zagadnęła ją jakby olśniona. Ciekawiła ją jedna rzecz, a wolała się zabezpieczyć przed możliwością pomyłki na imprezie. -

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Nie 06 Kwi 2014, 13:11

Alecto była upartą osobą, która bez względu na wszystko musiała postawić na swoim, nie liczyła się z konsekwencjami swoich czynów, była egoistyczna i nie ukrywała tego przed innymi. Nikt dotąd nie zmienił jej myślenia ani spojrzenia na świat, uważała się za osobę najważniejszą i godną uwagi, choć ona swoją skupiała jedynie na swej osobie , czasami miała przebłyski człowieczeństwa, jednak tylko wtedy gdy na czymś jej zależało. Jasmine znała ją bardzo dobrze i właściwie godziła się na wszystko co reprezentowała sobą Carrow, były dość podobnymi osobami i być może dlatego tak świetnie razem się dogadywały. Obie lubiły swoje towarzystwo a to naprawdę dużo.
Jeśli chodziło o imprezy Al. wiedziała że na Jas może liczyć, ich pomysły na uatrakcyjnienie ich były bezbłędne, być może dlatego na długo pozostawały w pamięci uczniów którzy mieli zaszczyt uczestniczyć w nich.
Chiara była jedyną dziewczyną z poza domu Węża akceptowaną przez Carrow, miała ona w sobie to coś, według teorii blondynki, Tiara Przydziały po prostu się pomyliła przydzielając ich do Krukonów, ale niestety na to wpływu już nie miała.
Uśmiechnęła się słyszą słowa Jasmine na temat zemsty – Lepiej sama bym tego nie ujęła – stwierdziła uśmiechając się łobuziarsko. W głowie dziewczyny bardzo często pojawiały się plany zemsty na wielu osobach, można powiedzieć że było to paliwo napędzające ją do działania. Była bardzo podobna do swojego dziadka, który teraz siedział w Azkabanie nad czym dziewczyna bardzo ubolewała. Uważała że jest niewinny, ale kto by w to uwierzył skoro dowody mówiły co innego.
Odwaga panienki Vane imponowała Alecto, rzadko kto odważył się przebywać w jej towarzystwie, a zwłaszcza tak blisko, gdy dłonie brunetki znalazły się na jej tali dziewczyna odgarnęła kosmyk jej słów który przysłaniał oczy i założyła go za ucho. –Myślę że nie zawiedziesz się i tym razem, ta impreza przejdzie do historii Hogwartu a ja się o to postaram – odpowiedziała, a po chwili poczuła usta przyjaciółki na swoich, przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, ona również gustowała w chłopakach, ba….od wakacji miała nawet narzeczonego, ale to wcale nie przeszkadzało jej w tym by od czasu do czasu skusić się na jakąś dziewczynę. Lubiła piękne rzeczy i osoby, a jej przyjaciółka zaliczała się do nich. Oczywiście odwzajemniła tego całusa a na jej ustach pojawił się wielki uśmiech. –Trudno mi się dziś z Tobą nie zgadzać moja droga – oznajmiła chwytając jej twarz w obie dłonie i tym razem to ona ją pocałowała, jednakże to nie był zwykły całus. Językiem przejechała po dolnej wardze brunetki prosząc o wejście, a gdy ta rozchyliła usta ich języki splotły się walcząc od dominację, dopiero po dłuższej chwili Alecto oderwała się od Jas.
Uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic, to był miły wstęp do dzisiejszego wieczoru i nie ukrywajmy że Carrow liczyła na więcej, ona również w ostatnim czasie nie miała z nikim bliższych kontaktów i chętnie odwróciłaby tę złą passe.
-Hm….czuje zapach cytrusowych owoców, a ty? – zapytała, sama nie wiedziała dlaczego właśnie cytrusy, w końcu było tyle możliwości. –Niestety nie, została w dormitorium w mojej walizce, nie mogę jej nosić od tak, bo gdyby Flich zrobił mi rewizję ciężko by było się z tego wytłumaczyć, zwłaszcza że mam ją już dość długo i pewnie jest niebywale silna – dodała
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   Wto 08 Kwi 2014, 01:21

Pociąg wobec kobiet był niespotykany na oficjalnym wiecu, ale mylił się ten, który twierdził, że mało jest takich co same będąc przedstawicielkami płci pięknej ciągnęło do tych samych osobniczek. Właśnie chyba w Slytherinie odsetek kobiet biseksualnych był największy, ale nie można zapominać o takich pannach jak chociażby di Scarno, dumnie reprezentującej dom Kruka. Owa fascynacja nie zawsze miała wymiar aż tak emocjonalny by procentował później w postaci dożywotnich związków, czasem to była zwykła ciekawość i upodobanie piękna w każdej, nawet tak pozornie delikatnej postaci. Jasmine nigdy nie zaprzeczała, że podnieca ją wizja nagiego, kobiecego ciała, które może poznawać na wskroś. Najwięcej takich doznań dostarczył jej związek z Chiarą. Okazywanie czułości wobec niej lub wobec Alecto było na porządku dziennym, więc niewinny całus był też już niejakim odruchem. Słysząc głos Alecto, dosyć niski, ale z fascynującą chrypką w tle ożywił połączenia nerwowe na ciele Jasmine, co wywołało kolejny uśmiech. Uniosła prowokująco lewą brew, jakby chcąc wyciagnąć z przyjaciółki większa dozę szczegółów, którymi raczyła ją tak skąpo. Naraz poczuła dotyk dłoni na swych policzkach i ponowny smak karminowych ust. Jej ciało nie było na to obojętne, gdzieś wewnątrz niej wydobył się cichy pomruk przyzwolenia i błogiego zadowolenia. Ochoczo rozchyliła wargi, by jej język oraz język panny Carrow splotły się w dzikim, ale bardzo namiętnym tańcu, który chciał wymusić na jednym z partnerów uległość. Ostateczny wynik starcia był nierozstrzygnięty. Żadna z panien nie odpuszczała, chcąc zagarnąć sobie jeszcze posmak władzy i dominacji. Jasme odsunęła się i lekko kciukiem przesunęła po swych wargach, zdejmując z nich resztki szminki. Oczywiście ten rodzaj czułości należał do kategorii "niewinnej przygody". Pocałunki z Chiarą zawsze miały w sobie ten podtekst seksualno-emocjonalny, bo nie tak łątwo zapomnieć o przeszłości... a poza tym żadna z dziewczyn zapomnieć nie chciała.
-Mrrrr..... -teraz pomruk był głośniejszy, lecz nadal ledwo słyszalny. Oczy Jasme błyszczały i chyba coraz bardziej niecierpliwie wyczekiwała imprezy.
-Właśnie chciałam to sprawdzić. -odparła Jasmine, czując jeszcze resztki szminki w swoich ustach. -Kiedyś, dawno temu, gdy Slugh pokazywał na eliksiry, czułam jaśmin... ale to chyba żadna nowość, co? -uniosła kącik ust do góry. -Z tego co pamiętam, dostałam to imię na część krzewu, pod którym zostałam upojnie spłodzona, to pozostaje w człowieku.... -mrugnęła do blondynki, nawlekając na palec kosmyk swych ciemnych loków.
Roześmiała się krótko, mając przed oczami zabawną scenę.
-Oh... gdyby Ci go zarekwirował i nie daj Merlinie SPRÓBOWAŁ.... chyba nie o takich wielbicielach zawsze marzyłaś... -zażartowała, sycąc się widokiem Filcha padającego na kolana i wyznającego Alecto miłość, a w podarku zaręczynowym ofiarując pasztet ze swego ukochanego kota.
-Nie mniej... potem sobie to sprawdzę, a nuż się dowiem, że czuję zapach perfum jakiegoś przystojniaka, na którego wcześniej nie zwracałam uwagi... -wzruszyła ramionami.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Sowiarnia   

 

Sowiarnia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 6Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6  Next

 Similar topics

-
» Sowiarnia

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Wieże
-