IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Anastasia Cassidy
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 29/05/2014
Liczba postów : 143
Skąd : Minnesota

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie Cze 01, 2014 9:18 pm

Dziewczyna podeszła do grupki z czystej ciekawości. Coś się jej obiło o uszy, że Ślizgoni mają zamiar urządzić coś na kształt imprezy poprawiającej humor po przegranej, ale nie skupiała się za bardzo na szczegółach. Nie zamierzała się na nie wybierać, a sam fakt, że jednak się na niej znalazła, mogło oznaczać tylko jedno. Przeznaczenie albo zbieg okoliczności. Tak czy owak, nie mogła teraz po prostu odejść. Nie miała zbyt wielu znajomych, z którymi mogłaby spędzić wolny czas. A odejście w takim momencie zdecydowanie nie poprawiłoby jej sytuacji towarzyskiej.
Gila pamiętała dość osobliwie. Choć ich pierwsze spotkanie wyryło trwały ślad w jej umyśle, wolała go sobie nie przypominać. To co wtedy się zdarzyło, było po prostu dziwne. Nigdy wcześniej nie zachowywała się tak jak w towarzystwie Gila. Teraz z dystansu czasowego, dobrze wiedziała, że chłopak był nikim innym jak zwykłym podrywaczem, a ona tylko jedną z jego ofiar. Ale cóż… nic nie mogła poradzić na to, że mimo wszystko, darzyła chłopaka sympatią. Zapach alkoholu unosił się wszędzie, tak więc gdy Gil objął ją, nie zdziwiła się, że i od niego czuć tę charakterystyczną woń. A po tym co widziała, chłopak był nieźle pijany. Brunetka przewróciła oczami, po czym szybko wyswobodziła się z uścisku chłopaka. Może i go lubiła, ale zdecydowanie nie przepadała za jego pijaną wersją.
- W butelkę? – zapytała, jakby pierwszy raz słyszała o tej grze. W sumie, nigdy wcześniej w nią nie grała i tak jak dziewczyna obok niej, zawsze decydowała się na bycie obserwatorką. Ale tym razem… co jej szkodziło? –Pewnie – odparła chłopakowi, którego jedynie kojarzyła z widzenia, rozciągając swoje różowe wargi w uśmiechu.
Gdy tylko chłopak przetransmitował krzesła w poduszki, razem z grupą usiadła na jednej z nich.  Dziwnym zbiegiem okoliczności usiadła naprzeciwko chłopaka, którego już wcześniej dostrzegła. Wiedziała kim jest. Carrow. A obok niego to pewnie Alecto… pomyślała, zerkając na dziewczynę kątem oka, po czym znów spojrzała na niego nieśmiało. Wydawał jej się taki… inny. Był zbyt poważny jak na ich wiek, a może tylko takiego udawał? Była tak pochłonięta przyglądaniem się chłopakowi, że nawet nie zauważyła kiedy ktoś zakręcił butelką. Z niedowierzaniem spojrzała na jednego ze Ślizgonów, tego który zadał pytanie.  Tak naprawdę nie obchodziło ją to, o co pytano. To nie była jej sprawa. Jednak kiedy Amycus zaczął odpowiadać co by zrobił, jej oczy stawały się coraz większe. Ale zdziwienie było jeszcze większe, gdy powstrzymał się, spoglądając na nią. Na nią! Nie mogła oderwać od niego wzroku. Miał tak hipnotyczne spojrzenie, które zapowiadało kłopoty, ale nie. Nie bała się go. Raczej ją fascynował.
Gdy padło kolejne pytanie, a siostra Amycusa spojrzała w jej kierunku, dziewczyna poczuła się nieswojo. Na jej policzki wypłynął rumieniec. Spuściła wzrok i od niechcenia zaczęła kręcić nitką przy bluzce. Choć nie patrzyła na zgromadzonych, uważnie słuchała. Dopiero gdy Alecto zakręciła butelką, odważyła się podnieść wzrok. Na jej nieszczęście.  Słysząc zadanie, które musi wykonać, jej policzki zrobiły się jeszcze czerwieńsze. Ona? Ma zatańczyć? I to seksownie?!  Spojrzała niepewnie na Amycusa, który nie odrywał spojrzenia od siostry. I wtedy coś w niej pękło. Wzięła porządny łyk z butelki, po czym wstała. –Jak coś robić, to robić dobrze – powiedziała, podwijając swoją bluzkę, ukazując kawałek brzucha. Z włosów ściągnęła gumkę i przeczesała je palcami, tak by delikatnie spływały jej na ramiona, po czym powolnym krokiem zbliżyła się do Amycusa. Spojrzała na niego z góry, lekko się uśmiechając, choć w jej oczach wciąż czaiła się niepewność. Położyła swoje dłonie na jego ramionach i zaczęła się poruszać. Z początku nieśmiało, jednak z każdą kolejną sekundą, czuła się coraz pewniej. Chwyciła go z rękę, przekazując mu, by wstał. Gdy to zrobił, stanęła przed nim tyłem, kierując jego dłonie na swoje biodra, którymi zaczęła poruszać. Po chwili odwróciła się do niego przodem i wspinając się na palce, złożyła na jego wargach lekki pocałunek. Gdy zadanie dobiegło końca, posłała chłopakowi niewinny uśmiech, po czym usiadła na swoim miejscu.
- Ok., to teraz ja – powiedziała, czując się coraz bardziej swobodniej w towarzystwie.

Numer ID rzutu: 152481
Daniel
wynik: 4
Numer ID rzutu: 152482
Alecto
wynik: 4
Numer ID rzutu: 152483
Amycus
wynik: 5
Numer ID rzutu: 152484
Gil
Wynik: 3
-A więc Amycus, czy kiedykolwiek darzyłeś jakąś dziewczynę więcej niż sympatią? Siostra się nie liczy! – ostrzegła, uśmiechając się do Alecto.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie Cze 01, 2014 10:44 pm

Gdyby spojrzenie mogło zabijać, Daniel w tym momencie ległby trupem. Jedynie pijaniutki Gil nie patrzył na niego w ten pełen napięcia, zabójczy sposób. Blais nie potrafił wyjaśnić dlaczego zadał to głupie pytanie, które mogło go pogrążyć jeszcze bardziej, ale gdyby musiał komukolwiek wyjaśniać pobudki, zgoniłby wszystko na alkohol. Właśnie. Chwycił za najbliższą whisky i wypił trzy duże łyki. Ciepło od razu na nowo wypełniło jego ciało, a sama świadomość, że za kilka chwil będzie patrzył na to wszystko z jeszcze mniejszą rezerwą koiła nerwy.
Z kamienną twarzą, niemal doskonałą maską słuchał odpowiedzi, a z każdym słowem umacniał się w przekonaniu, że lepiej byłoby nie wiedzieć. Już czuł ten ból między nogami, obezwładniający ból, który słabł dopiero z upływem dni. A przecież warunkiem było potraktowanie tej nocy jak zaliczenie kolejnej dziewczyny, więc pewnie ta kara ominęłaby go. Starał się nie wzdrygnąć, ale na jego ciele na chwilkę zawitała gęsia skórka. Wierzył w to co mówił Amycus, znał go na tyle, by wiedzieć do czego jest zdolny ten niby niepozorny uczeń.
Po uzyskaniu odpowiedzi zmusił się do uśmiechu.
- W takim razie nie zazdroszczę takiej osobie. Jeśli w ogóle istnieje.
Może dawno utracona cnota siostry była dla Amycusa czymś, co powinno być oczywiste przed ślubem? Dobrze, że Ślizgon nie będzie miał szans dowiedzieć się o jej czystości, bądź jego braku.
Dopiero kiedy sytuacja stała się mniej napięta pozwolił sobie spojrzeć na Gila, dobrze wiedział, że chłopak pomyślał o tym samym, że gdzieś w podświadomości poczuł ten ból przyrodzenia.
Kiedy usłyszał szept przez chwilkę myślał co powinien powiedzieć. Wziął jeszcze łyka z butelki i nieznacznie skinął głową. Był mu winien szczerość, Gil przecież powiedział mu o swojej przeszłości z Alecto, a było to jeszcze wtedy kiedy była dla niego tylko odległym marzeniem.
Tylko, cholera, skąd nagle był za stałymi związkami?
- Stary, ile już wypiłeś? – zapytał go, wyraźnie rozbawiony. Pewnie fakt, że Gilgamesh przypominał mu o tym, że przespał się z Alecto powinien był go zdenerwować, ale Daniel pogodził się z tym już dawno temu, już przestało go to boleć. Choć trudno ukryć, że miał ochotę dać mu kompromitujące zadanie lub pytanie, które doprowadzi do rychłej śmierci. Na przykład „Czy przespałeś się z Alecto Carrow?”. Ślizgon miał jednak rację – porzucenie Alecto to ogromny błąd i Daniel nie zamierzał go popełniać.
Słuchał pytania Alecto, słuchał odpowiedzi, ale nie bardzo go to ruszało, nie jego brat, nie jego problem. Seksowny taniec o wiele bardziej przypadł mu do gustu, choć kiedy wodził wzrokiem za dziewczyną wyobrażał sobie Alecto tańczącą zamiast niej, z pominięciem pocałunku na końcu. Alecto tańczyłaby tylko dla niego.
Butelka znów się zatrzymała, wybierając Amycusa, a Blais znów był tylko w połowie obecny w tym gronie. Wolał pogrążyć się w myślach, zerkając na Al nieco częściej niż powinien. Nawet w tej skromnej sukience prezentowała się tak seksownie. A potem spojrzał na jej brata i stwierdził, że lepiej pozbyć się brudnych myśli w jego obecności. Czuł się tak, jakby Amycus mógł grzebać w jego umyśle kiedy tylko sobie tego życzy.
Zajął się więc rozmyślaniem jakiego problemu przysporzy mu butelka, gdy już zostanie wylosowany.
Amycus Carrow
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 26/05/2014
Liczba postów : 556
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon Cze 02, 2014 5:26 pm

Na szczęście dla całego otoczenia, Amycus nie należał do osób porywczych i za podszepty po jego odpowiedzi przeszły mu koło nosa. O wiele bardziej zajęty był tym, co miała mu do przekazania jego siostra. Nie można było powiedzieć, że był dotknięty jej nieco opryskliwą odpowiedzią – kierowanie się tym, co podszeptuje serce zawsze było poza zasięgiem zmysłów młodego Carrowa. Skurcz mięśni po prawej stronie twarzy zmarszczył brew na krótki moment, jednak żadne słowo nie wypadło na zewnątrz.
Nie wiedział bowiem tego, jak miałby zareagować na taką bezczelność z jej strony – bo nie obrał tego jako spokojnej, zaskakującej wiadomości, ale niczym cios w policzek skierowany w jego stronę. Do świadomości przebijał się fakt, że on nie jest centrum świata i chociaż miał egoistyczne zapędy, Alecto z pewnością nie miała na celu wytknięcia mu jego ułomności.
Podszepty nasiliły się kiedy zakończył wypowiedź, dlatego pochylił ucho w kierunku siostry, która miała mu do przekazania jeszcze bardziej zaskakującą wiadomość. Odwrócił twarz w jej stronę mrużąc przy tym powieki, jak gdyby próbował w jakiś sposób odczytać myśli dziewczyny i już teraz dowiedzieć się, co będzie głównym tematem ich rozmowy. Podejrzewał, że Alecto zamierza mu opowiedzieć o związku jaki wyszedł w spontaniczny sposób między nią a Danielem – ani przez chwilę nie zwątpił, że jego siostra zastanawia się nad jakimiś zbliżeniami z chłopcami. Przyglądając się jak wypija kilka łyków whiskey, jaka znajdowała się chwilę wcześniej w jego ręku, dostrzegł w niej podniesiony poziom zdenerwowania.
Rozmowa mogła jednak zaczekać na tyle, aby Amycus mógł poniekąd poukładać sobie pewne scenariusze sytuacji, jak rozegrać ów dialog – teraz trwała przecież impreza, a nie wypada jej zepsuć kłótniami między bliźniakami. Szczególnie, że takowych jeszcze nikt w Hogwarcie nie widział. W końcu zakręcił butelką, zadając pytanie z pewnością całkiem zaskakujące dla wszechobecnych. Atmosfera zdała się nieco opaść, chociaż sugestywne spojrzenie w stronę nieznanej Krukonki był aż zbyt wyraźny. Niechybnie zaczął się jej przyglądać, a sprawa była wielce ułatwiona zważywszy na fakt iż znajdowała się naprzeciwko niego. Praktycznie mógł uznać zachowanie Alecto za czystą formę blefu, ponieważ opisywanie cech stanowiło wiedzę, którą już on sam posiadał: czysty ród, śliczna. No, nie sądził tylko, że rodzice będą mieli szersze perspektywy i spoglądali stanowczo dalej niż dom Salazara Slytherina. Przez cały czas przyglądał się pannie Cassidy, ponieważ już teraz miał dziwne przeczucie, iż ta osoba może mieć jakieś powiązania. Oczywiście nie zamierzał nikogo wypytywać i badać sprawy, w końcu po zakończeniu roku szkolnego na własne oczy ujrzy ów dziewczę i sam oceni jej wartość. Swoją miarą, nie pytając nikogo o rade i nie dzieląc się z nikim oceną. Musiał przyznać, że uroda niezwykle drobnej Krukonki należała do przeciętych, jednak im dłużej się jej przyglądął – tym silniejsza była myśl, iż warto byłoby ją sprawdzić.
Rumieńce na policzkach świadczyły z całą pewnością o niewinności, a z tym bardzo łatwo można było połączyć łatwowierność czy naiwność. Odwrócił wzrok dopiero wtedy, jak siostra wybuchnęła gromkim śmiechem, uciszając tym samym całe zebrane towarzystwo (przynajmniej zdaniem Amycusa). Już teraz wiedział, że trybiki w umyśle Alecto włączyły wyższy poziom, jednak nie spodziewał się tego co wypowiedziała. Uniósł więc brew w górę, nie do końca będąc przekonanym czy alkohol aby czasem nie deprywuje jego ukochanej siostry, zniżając ją do poziomów prymitywnych. A to przecież on odczuwał te najbardziej podstawowe uczucia: gniew, pożądanie, gniew, pożądanie – w zależności od tego, z jaką osobą miał do czynienia. Oraz jakiej płci.
Kiedy Anastasia podnosiła spojrzenie, jako pierwsze mogła dostrzec oczy Amycusa wpatrzone w jej. Twardy wzrok nie speszył się, a twarz chłopaka pozostawała niemalże kamienna – śmiertelna powaga ustąpiła po krótkiej chwili łagodnemu i w pełni naturalnemu uśmiechowi. I chociaż wcale nie wydał się bardziej dostępny, to jednak ostre rysy ujawiły pewną dozę fascynacji, wycelowaną w sylwetkę Krukonki. Poniekąd zastanawiał się skąd w ogóle ta osoba się znalazła na ich spotkaniu, jednak dość szybko zrozumiał iż to jedna ze znajomych Grossherzoga. Nawet nie zerknął na niego przelotnie, przekonany iż dziewczyna pęknie i z tak ogromnym rumieńcem nie będzie w stanie niczego zdziałać. Druga brew pomknęła do góry w chwili, kiedy sięgnęła po butelkę i poinformowała wszystkich o podkasaniu rękawów do czekającego na nią wyzwania.
Spojrzenie większości na pewno zostało utkwione w całkiem szczupłym brzuchu Krukonki, a już na pewno Amycus przyglądał się tej odsłoniętej części ciała. Nie omieszkał przesunąć wzrokiem również na jej biust oraz biodra, stwierdzając że raczej dziewczyna nie miałaby problemów z rodzeniem dzieci. To samo w sobie było plusem, chociaż Ślizgon nie rozmyślał teraz nad tym dłużej niż powinien. Oto przed nim pojawiła się ścieżka, po której kroczyła urocza dziewczyna. Gdzieś z tył głowy pojawiło się podziękowanie dla Alecto za taką niespodziankę, jednak to w żaden sposób nie uciszyło jego ostrożności – podejrzewał bowiem siostrę o to, że aby go ugłaskać przed rozmową, wykorzysta grę w butelkę do własnych celów.
Niepewność w oczach dziewczyny niemalże wychodziła na wierzch informując wszystkich dookoła o wątpliwościach, zaś ruchy z początku nie były ani płynne ani zgrabne (przynajmniej według Amycusa). Nie musiała minął chwila, kiedy jego twarz rozluźniła się po raz kolejny a na twarzy pojawił się pokrzepiający uśmiech, zaś patrząc w oczy Ślizgona – Cassidy mogła dostrzec jakiś dziwny błysk, jaki trudno było zakwalifikować. Mogła go zinterpretować wedle woli, szczególnie iż Carrow zacisnął palce na jej drobnej dłoni i podniósł się z poduszki na całkiem wygodną pozycję. Znajomość kroków tanecznych nie była tutaj potrzebna, ponieważ Carrow stał za plecami Krukonki i zgodnie z jej sugestiami ułożył dłonie na wirujących biodrach. Dotychczas dumnie wyprostowany chłopak pochylił się w stronę nieznajomej dziewczyny, zaciągając się zapachem emanującym z jej włosów.
Wiadomym było, że poziom podniecenia gwałtownie wskoczył, a spojrzeniem przesuwał po płynnie poruszającym się ciele. Nie należał do narwanych i napalonych chłopaków, którzy widząc ociekającą seksapilem dziewczynę rzucają się na nią, najlepiej zdzierając z niej całe ubranie. Sycił się powoli tym cudownym ciepłem rozlewającym się po całym ciele, mającym swoją kulminację przede wszystkim w dłoniach, gdzie dzielił ich tylko skromny kawałek materiału. Powściągliwość była cechą charakterystyczną dla Amycusa, jednak doskonale wiedział iż należy dać odpowiedni sygnał w celu okazania zainteresowania. Dlatego też nieśpiesznie przesunął palcami na fragment ciała pozbawiony wszelkiej odzieży, dotykając dłońmi gładkiej i wijącej się pod jego dotykiem skóry. Była rozgrzana, dlatego też Amycus pod koniec tańca dziewczyny pochylił się nieznacznie bardziej, zatrzymując usta tuż przy jej uchu, a ponieważ wciąż się wiła to muskał wargami co jakiś czas, owijając też ciepłym oddechem narząd słuchu. – Jak masz na imię? – Niby zwyczajne pytanie zadane szeptem, zupełnie nie pasujące do czynności, jaką wykonywała Krukonka. Domyślał się jednak, że bezpośrednie nawiązanie do seksualności pokaże go na straconej pozycji, dlatego obrał zupełnie inną drogę zapoznania się z Krukonką. Już niedługo oświadczy się, więc niewiele czasu mu zostało z napisem „wolność” związaną ze stanem kawalerskim.
W końcu dziewczę zakręciło się wokół własnej osi, kończąc taniec całkiem łagodnym i niezbyt górnolotnym pocałunkiem. Amycus zdążył musnąć jej wargi, spijając z nich smak niewinnego dziewczęcia, łapiąc ją za rękę akurat wtedy kiedy odwracała się, aby udać się w stronę swojego miejsca. Suchość w gardle nie należała do przyjemnych, więc zwilżył je przełykając ślinę, a końcówki warg pomknęły w górę. Uśmiech jaki pojawił się na twarzy Amycusa nie należał do słodkich i niepewnych, ale niósł ze sobą drapieżność oraz obietnicę skierowaną do panny Anastasi. Nie puszczając jej ręki uniósł ją wyżej, zginając się w połowie, ażeby ucałować również zewnętrzną stronę palców Krukonki. – Dziękuję. – Powiedział to cicho, ale wystarczająco głośno dla dziewczęcia.
W końcu wrócił na swoje miejsce i mruknął w stronę Alecto zdawkowe: - Dzięki. – Za którym znów nie kryło się nic prócz obojętności.
Butelka zaczęła się kręcić, a Amycus nie doszedł do równowagi sprzed nietypowego tańca Krukonki, na którą przez cały czas patrzył. Szyjka została wycelowana w jego stronę, a kiedy padło pytanie w głowie pojawiło się brutalne słowo „nie”. Zerknął na bliźniaczkę na dwie sekundy odbierając znów butelkę i łyknął dwa mozolne łyczki, zanim odpowiedział:
- Nie. – Miał zamiar poprzestać tylko i wyłącznie na tym, jednak podejrzewał, że nieznajoma chciałaby dowiedzieć się o nim czegoś więcej, ale nie potrafiła zadawać dobrze sformuowanych pytań. No bo jak niby miał odpowiedzieć na coś zaczynające się „czy” skoro odgórnie przyjęta odpowiedź ma tylko dwie możliwości? Odstawił butelkę z resztką ognistej przed swoimi skrzyżowanymi nogami, podejmując wyjaśnienia: - Jeśli brać pod uwagę pożądanie, jako wyższą formę sympatii to w tym przypadku tak. Jeśli masz na myśli wielką, szaloną miłość do utraty tchu to odpowiedź brzmi nie.
I nie czekając na reakcje pochylił się, zakręcając butelką po raz drugi podczas tego spotkania. Miał lichą nadzieję na wylosowanie Daniela, nie planując konsultować się z nikim przy zadawaniu wyzwania bądź pytania, jakie krążyły mu po głowie.
Numer ID rzutu: 152505
Daniel
wynik: 6
Numer ID rzutu: 152506
Alecto
wynik: 5
Numer ID rzutu: 152507
Gil
wynik: 1
Numer ID rzutu: 152508
Anastasia
wynik: 2
(ID rzutu można sprawdzić tutaj)
Najwyraźniej jego prośby posyłane drogą telepatyczną do sił poruszających butelką dotarły do celu, ponieważ szyjka butelki zatrzymała się wskazując pana Blaisa. Mimo sojuszu zawiązanego przed laty między nimi, wiedział iż osoba Ślizgona zaczyna stawać na krawędzi niebezpieczeństwa z utratą zdrowia. Oboje wiedzieli jak wielkie są upodobania Amycusa do krwi oraz sprawiania cierpienia słabszym, jednak na tym polu mieli odmienne poglądy.
- Czy jesteś jednym z osób, które powinienem zabrać na dłuższą pogawędkę? – Nie zamierzał wchodzić w szczegóły, ale mętlik w głowie poniekąd wciąż gdzieś w nim tkwił i potrzebował jakichś dowodów iż nie musi martwić się o Alecto. Podejrzewał, że Daniel coś planował. Pytanie brzmiało: co?
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto Cze 03, 2014 4:42 pm

Tak w zasadzie to dla Daniela zapanowała już całkiem luźna atmosfera. Amycus wciąż wydawał się nieco spięty, ale czyż nie stwarzał takich pozorów w każdym momencie kiedy się go wiedziało? Choć może napięcie to złe słowo, on był po prostu niesamowicie opanowany. Tego młody Blais mu zazdrościł, niby potrafił zrobić dobrą minę do złej gry, ale trzymanie emocji w ryzach wychodziło mu niejednokrotnie o wiele gorzej, nie zawsze panował nad sobą. Zdradzał się przed Jasmine, przed Alecto, przed tą szlamą, Ericą, również odsłaniał część siebie, bo gniew i obrzydzenie były całkiem szczere. Pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że kiedyś opanuje to wszystko do perfekcji.
Wracając do tematu – dzięki alkoholowi i odejściu od tematu sióstr i ich zaliczania Daniel prawie zupełnie się wyluzował i jedynie obserwował wszystko, nie zastanawiając się nawet nad tym co dzieje się dookoła. Butelka szczęśliwie go omijała, padały kolejne pytanie. Niepozorna tancerka, jak w myślach zaczął nazywać Anastasię, zadała równie niepozorne pytanie. Pewnie była kolejną dziewczyną, której spodobał się Amycus, koleją, którą on wykorzysta i porzuci. To takie ślizgońskie. Czy miał prawo powiedzieć, że on sam nigdy z nikim nie był jedynie z czysto fizycznych powodów? Ba! Chyba wszystkie związki, jakie sobie teraz przypominał polegały tylko na seksie. Może kiedyś, na drugim roku... ale to nieważne.
Poza tym...
Coś nagle wyrwało go z zamyślenia. Wzrok wszystkich dookoła, który jeszcze przed chwilką był skupiony na obracającej się butelce teraz nagle spoczął na nim. Miał ochotę zaśmiać się z własnego pecha, z faktu, że wylosował go nie kto inny jak Amycus Carrow. Zamiast tego uśmiechnął się, nie dając po sobie poznać, że ta sytuacja nie podoba mu się ani trochę. Pociągnął z butelki jeszcze kilka mniejszych łyków i z pewną dozą rozbawienia stwierdził, że jest już prawie tak pijaniutki jak Gil. Czy to wszystko nie było niesamowicie zabawne?
I to pytanie, które padło dosłownie chwilkę po wypiciu łyków alkoholu, jakże podobne do tego, czego się spodziewał. Carrow dobrze to rozegrał, chciał zmusić Daniela do szczerej odpowiedzi, ale jednocześnie nie poniżył swojej siostry jeszcze bardziej. W zasadzie nie wiadomo czy ktokolwiek poza nim i Gilem odczuł grozę tych słów. Przez chwilę poczuł się jakby na czole drukowanymi literami wypisane miał słowo „winny”, podobnie jak kumpel siedzący obok niego. W tej chwili czuł się bliżej von Grossherzoga niż kiedykolwiek indziej.
Dyplomatyczne zagranie bliźniaka miało jednak swoje słabe strony – nie ujął niczego dosłownie, dlatego odpowiedź mogła mówić równie mało co pytanie.
Blais wyprostował się, „strzelił” palcami i w końcu odważył się spojrzeć w chłodne oczy Carrowa. Te szalenie przenikliwe, brązowe oczy, którym wyszedł na przeciw radosną zielenią.
- To zależy o czym chcesz ze mną porozmawiać. Możemy na przykład wybrać się do Hogsmeade w celu uzupełnienia barku i długo pogadać sobie o alkoholu. Albo pięknych kobietach. Albo jednym i drugim.
Gdyby Ślizgon wiedział ile kosztowało go utrzymanie tej maski, która nagle zaczęła ciążyć jak nigdy wcześniej. Był starszy od Amycusa, ale czuł przed nim dziwny respekt, bał się tego, do czego zdolny jest tak młody chłopak. A był przecież pewien, że wciąż widział niewiele jego okrucieństwa.
- Jednak zważając na to, że widzimy się codziennie, na pewno się za mną nie stęskniłeś, a pogawędka mogłaby być co najwyżej krótka i raczej rutynowa.
Koniec gadania. Aby dać wyraźny znak, że nie ma nic więcej do powiedzenia w tym temacie, sięgnął do butelki i zakręcił nią mocno.
Kręć się, buteleczko, kręć.
Po upływie kilku chwil szyjka wyraźnie wskazała na Gila.
- No, Gil. To co, stajemy na rękach, tak? Stań na rękach i zaśpiewaj nam coś z opery. Tylko prosto, bez ściany, a śpiewać masz czysto, kochanie.
Miał dość niewygodnych pytań i nudnej gry, pijany, usiłujący ustać na rękach, a do tego śpiewający Gilgamesh był na pewno dobrym sposobem na poprawienie sobie humoru po wcześniejszym stresie.
Gilgamesh von Grossherzog
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 26/04/2014
Liczba postów : 526
Skąd : Deutschland, Deutschland uber alles

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto Cze 03, 2014 5:25 pm

No proszę, proszę. Co jak co, ale taniec mu się zdecydowanie podobał, z jednym wyjątkiem - tańczyła przed Amycusem, a nie przed nim. To było jedyne co mu się w owym tańcu nie spodobało. Mimo wszystko, nawet z boku wyglądało to wyjątkowo przyjaźnie dla oka. Pytanie Carrowa trochę go zbiło z tropu. Może i nie było do niego, ale poczuł się zdecydowanie winny. W końcu jego akurat powinien zabrać na pogawędkę. Tak czy siak, odpowiedź Daniela nie należała do najlepszych sposobów na wybrnięcie z ciężkiej sytuacji. Pociągnął łyka whiskey. Oj, jego ulubiony szukający chyba był już nieźle pijany, skoro tak słabo mu poszło. Zarechotał w duchu, po czym...butelka wskazała na niego. Z radością wybrał wyzwanie - w końcu padło już zdecydowanie zbyt wiele pytań. Mimo wszystko, zdanie mu przydzielone nie należało do najprzyjemniejszych.
-Hmpf. Cóż, niestety ale musicie mi wybaczyć że nie mogę przyjąć tego wyzwania w tej formie. Mam nadzieję że stanie na jednej ręce również Cie usatysfakcjonuje, bo ta ręka...-urwał i wzniósł zranioną kończynę-...chwilowo jest troszkę bezużyteczna. Aczkolwiek za dużo gadania, przechodzę do czynów
W tej chwili troszkę pożałował, że jest już pijany. Gdyby był trzeźwy, wówczas owe zadanie było by banalne. Niestety teraz...cóż, za dużo myślenia. Delikatnie się odsunął i kucnął. Położył dłoń na podłodze, oparł się na niej najpewniej jak mógł i wyrzucić nogi w górę, przenosząc cały ciężar swojego ciała, na swoją zdrową kończynę chwytną. Przez dłuższy czas balansował ciałem, które najwidoczniej zechciało się spotkać z bliska z posadzką. Wiele go kosztowało, aby mu na to nie pozwolić. Po kilku chwilach rozpaczliwej walki z własną ciężkością, wreszcie udało mu się ją wygrać, mimo że był świadom tego, że jutrzejszy ból mięśni go wykończy. Teraz pora śpiewać. Jedyne co mu przychodziło do głowy to L'Orfeo Claudia Monteverdi, jednakże było to zdecydowanie zbyt długie, więc postanowił zaśpiewać tylko URYWEK który był w stanie zapamiętać. Niestety nie posiadał ani instrumentów, ani pomocy, dlatego też skupił się na samym śpiewie, odwalając robotę za kilka osób. Co prawda na początku szło mu raczej kiepsko, jednakże gdzieś tak w połowie wczuł się w to na tyle, żeby przezwyciężać nawet swoje pijaństwo i śpiewał w miarę czysto, a w każdym razie na tyle na ile było go stać. Gdy skończył i nie pamiętał już ani słowa więcej, pozwolił sobie ciężko opaść na podłogę.
-Mam nadzieję że się podobało.-rzucił i wrócił na swoje miejsce siedzące, po czym wziął sporego łyka swojego ukochanego whiskey. Nie spodziewał się dotąd, że śpiewanie jest takie trudne. Na szczęście miał to już za sobą. Chwycił butelkę i zakręcił. Obserwował jak butelka wiruję, z wyczekiwaniem czekając na to, w kogo ostatecznie wyceluje. Alecto. Z racji że ostatnio odpowiadała na pytanie, to według wszelkiej logiki tej gry, teraz powinien przydzielić jej wyzwanie. No to wpadł. Miał doskonały plan na zadanie dla niej, jednakże byli tutaj Daniel i Amycus. Jeden będzie na niego wściekły, a drugi...szkoda gadać. Mimo wszystko, nie potrafił się powstrzymać. Upił jeszcze trochę whiskey i wyszczerzył się do panny Carrow.
-Alecto, moja droga, mam coś specjalnie dla Ciebie. Taniec przy rurze, połączony ze striptizem! Zapewne obawiasz się braku rury, jednakże nie martw się, zastąpię ją-rzekł i wstał. Oj, oberwie mu się od kolegów, oberwie mu się. Co tam. Raz się żyje.


Ostatnio zmieniony przez Gilgamesh von Grossherzog dnia Wto Cze 03, 2014 5:27 pm, w całości zmieniany 1 raz (Reason for editing : Niewidoczne było, to trzeba było z capslockiem dać.)
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto Cze 03, 2014 6:48 pm

Kto jak kto, ale Chiara zdawała sobie sprawę z rzeczywistego stanu wnętrza Jasmine. Zbyt dobrze i zbyt... dogłębnie poznała Ślizgonkę, aby móc podejrzewać ją o brak serca lub organ wykonany z lodu, czy kamienia. Ostatecznie stała też po jej stronie i to nie tylko dlatego, że była jej przyjaciółką i byłą kochanką. Znała jej historię, wiedziała jak bardzo zranił ją związek z Wyattem i do pewnego stopnia widziała w tym uzasadnienie dla tego zbyt pochopnego wybuchu i niepotrzebnie tak emocjonalnej reakcji. Tym niemniej zdawała sobie sprawę z tego, że dziewczynie w tej chwili potrzeba otrzeźwienia, a nie współczucia. Najwyraźniej Jasmine uważała podobnie, skoro na jej słowa zareagowała żartobliwie.
-Noc jest jeszcze młoda. – stwierdziła lekkim tonem, jakby ten wieczór miał jej dostarczyć wielu okazji na wykazanie się i skupienie uwagi na sobie... Ludzie powoli się rozchodzili, zniechęceni dramatami albo wynoszeni przez znajomych, którzy byli dość trzeźwi aby uratować ich przed sięgnięciem zupełnego dna. Nic nie wskazywało na to, aby Chiarze miało się poszczęścić. Cóż, nie zawsze to ona mogła królować, prawda? Właściwie nawet nie czuła takiej potrzeby, zwłaszcza jeśli objęcie trony nastąpić mogło jedynie drogą publicznej kłótni, tak jak w przypadku Jasmine. Wiedziała doskonale, że Vane gra w tej chwili, ale czyż nie o to jej chodziło, kiedy usiłowała przemówić jej do rozsądku? Przecież niemożliwym było, aby już teraz czuła się doskonale i odzyskała dobry humor. Chi nie o to próbowała zresztą osiągnąć, to co siedziało w Jasme było jej sprawą, tak długo jak nie chciała o tym rozmawiać; ona zaś postanowiła jedynie zadbać o to, aby wieści o stanie jej nerwów nie obiegły całej szkoły.
I w tym momencie ktoś zaproponował grę w butelkę. Chiara nie przepadała za tą formą rozrywki z wielu powodów, z których część była niezwykle oczywista, jak choćby ten, że niektóre pytania zmuszały do dzielenia się informacjami, których w normalnych warunkach nigdy by nie wyjawiła. Oczywiście mogła kłamać lub odmówić wykonania wyzwania, jednak nie na tym to wszystko polegało, prawda? Oprócz tego była wciąż jeszcze zbyt trzeźwa, a więc bardziej wycofana i mniej skora do szaleństw. Chciała się dzisiaj bawić, ale jedna z osób, które miały jej towarzyszyć była pewnie już gdzieś daleko, druga zaś przed chwilą zrobiła sama sobie kuku i teraz cierpiała na moralnego kaca. Nie odpowiedziała więc Jasmine, nie ruszyła się też, kiedy jej towarzyszka zbliżyła się do grających i usiadła za ich plecami.
Zamiast tego Chi splotła ręce na piersi i z raczej niewielkim zainteresowaniem śledziła przebieg zabawy. Pytania, tańce, śpiewy? Była w stanie to udźwignąć, a ostatecznie postanowiła sobie, że dzisiaj będzie się bawić. Że ten jeden dzień i jedną noc spędzi jak normalna nastolatka, bez widma Azkabanu wiszącego nad głową, bez perspektywy spędzenia reszty życia na wypełnianiu rozkazów Voldemorta. Planowała co prawda nieco inne atrakcje niżeli butelka, zwłaszcza na te bliższe świtu godziny, ale skoro los pokrzyżował jej zamiary, najwyraźniej musiała się zadowolić półśrodkami. Uśmiechnęła się do siebie i podeszła do grających, jedną dłoń opierając na ramieniu Amycusa, drugą zaś odgarniając loki Jasmine, tak aby móc wszeptać jej do ucha.
-Chyba jednak postaram się odzyskać swoją koronę. – uśmiechnęła się lekko ironicznie do przyjaciółki i już miała zająć miejsce w kole, kiedy usłyszała słowa Gilgamesha. Co prawda jego wcześniejszy występ starała się puścić mimo uszu (co się jej nie udało, tak okropnie fałszował), teraz jednak postanowiła zagrać chłopakowi na nosie. Nie chodziło jednak o niego, a przynajmniej nie przede wszystkim, po prostu dawno nie... dotykała się z Alecto.
-Myślę, że będę dużo lepszą rurą, przynajmniej wciąż jestem w stanie trzymać się prosto. – odezwała się słodkim tonem, słowa kierując do Gila, ale patrząc porozumiewawczo na pannę Carrow.
-Poza tym powinnam chyba jakoś odrobić swoje tyły, skoro dopiero teraz przystępuję do zabawy. – zadeklarowawszy swoje zamiary, czekała na ciąg dalszy wieczoru, który może nie był jeszcze dla niej stracony.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 16/03/2014
Liczba postów : 132
Skąd : Stolica Zjednoczonego Królestwa - Londyn.

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sro Cze 04, 2014 10:28 pm

Alecto w swojej odpowiedzi nie chciała być w stosunku do brata bezczelna, rzadko kiedy jej się to zdarzało, a już na pewno nie celowo. Teraz po prostu powiedziała, co myślała. A może wcale nie myślała? Alkohol od dłuższego czasu krążył jej w żyłach, a każdy wiedział, że dziewczyna ma słabą głowę. Robiła to co uważała za słuszne, choć zapewne w oczach innych wcale na takie nie wyglądało. Widziała spojrzenie bliźniaka, to oznaczało tylko jedno. Westchnęła zrezygnowana, to był jedyny temat na który nie miała ochoty rozmawiać z Amycusem. Sama nie rozumiejąc swoich uczuć jakim prawem miała mu o nich mówić? Przecież to ona zawsze była tą bardziej emocjonalną. Gdy na nią spojrzał pochwyciła jego wzrok przez chwilę wpatrując się w jego brązowe oczy, były takie innej o jej. Nigdy jeszcze nie wiedziała w nich tych iskierek, które u niej od czasu do czasu się pojawiały. Jego spojrzenie zawsze było takie samo. Puste.
Słysząc odpowiedź Daniela na słowa Carrow’a uniosła do góry jedną brew przenosząc swój wzrok na jego osobę. To brzmiało dość zabawnie w jego ustach, wcześniej mówił jej, że ta noc nie była tylko zwykłym zaliczeniem kolejnej osoby na liście, jednakże teraz jego słowa nabrały większej mocny. Wierzyła w to, że między nimi może zrodzić się jakieś uczucie, choć nie koniecznie można byłoby nazwać je miłością. O ile sama Alecto być może była do niej zdolna, o tyle Blais raczej nigdy nie przyznałby się, że kogokolwiek prócz siebie darzy owym uczuciem.  Blondynka nie miała czasu dłużej się na tym skupiać, z resztą była już trochę podpita i zapewne z rozmyślań tych nie wyszłoby nic sensownego. Później padło pytanie z ust Amycusa i choć dziewczyna mogła udzielić prostej odpowiedzi, składającej się jedynie z imienia i nazwiska dziewczyny wolała trochę zabawić się z bratem, zwłaszcza że los dziś bardzo jej sprzyjał. Zakręciła butelką która po krótkiej chwili wskazała na Anastasie. Ślizgonka odtańczyła w myślach taniec zwycięstwa, jakby co najmniej złapała złotego znicza. Oczywiście nie zwracając uwagi na to, co powie brat wymyśliła Krukonce urocze zadanie do wykonania, które również miało na celu uświadomienie Amycusowi, kogo wybrali dla niego rodzice. Chyba logicznym jest, że Al. nie pozwoliłaby ktoś mało ważny zbliżył się do jej brata, jeśli chodziło o jego dziewczyny, miała ona bardzo wygórowane wymagania. Niestety nie przewidziała tego, że chłopak nie jako zafascynowany Cassidy nawet nie pomyśli o drugim dnie tego wyzwania.
Nie przyglądała się zbytnio wygibasom Anastasi, nie interesowały ją zbytnio, miały jedynie sprawić przyjemność jej bratu, a tak zapewne było, gdyż po chwili usłyszała podziękowania z jego ust –Nie ma za co braciszku – odpowiedziała po czym objęła go mocno. Rzadko kiedy publicznie okazywali sobie tego typu uczucia, więc to była nowość dla wszystkich zgromadzonych. Później przyszedł czas na Anastasie i jej pytanie. Następnie Amycus skierował swoje pytanie do Daniela. Nie jest dobrze stwierdziła w myślach blondynka zaciskając lekko dłonie. Nadal bała się konfrontacji między tą dwójką. Na szczęście Blais wybrnął z pytania. Zadanie Gila wprawiło ją w wielki śmiech, który trudno było jej powstrzymać. Nigdy nie przypuszczała, że ten osiłek będzie wiedział, co to opera, a on w dodatku znał niektóre arie. Zaklaskała mu gdy zakończył swój występ, choć na jej ustach wciąż błąkał się szeroki uśmiech. Butelka po raz kolejny tego wieczoru poszła w ruch. Kręciła się i kręciła. Patrząc na nią Carrow czuła się jakby była na karuzeli, w końcu szklany przedmiot zatrzymał się wskazując na nią. Spojrzała na Gila wyczekując jego odpowiedzi na jej słowo „wyzwanie”. Wywróciła teatralnie oczami podnosząc się ze swojej poduszki, aby wykonać owe zadanie. Czego innego mogła się po nim spodziewać? To było takie przewidywalne, wygładziła swoją sukienkę. –Uroczo z twojej strony Gilgamesh – zaśmiała się. Spojrzała na brata i Daniela, choć na tym drugim dłużej zatrzymała swój wzrok, była bardzo ciekawa jak zareaguje na propozycje Gila. Właśnie miała brać się za wyzwanie, kiedy odezwała się Chiara. Na ustach panienki Carrow pojawił się szeroki uśmiech. Dobrze pamiętała ich ostatnie bliższe spotkanie i bardzo miło je wspominała. Stanęła po środku między wszystkimi zgromadzonymi, szpilki ze średniej wielkości obcasem znajdowały się na jej stopach, a smukłe nogi opinały cieniste kabaretki. Muzyka popłynęła z głośników, a pokaz się zaczął. Alecto zaczęła poruszać się w rytmie muzyki. Na początku wszystko działo się powoli. Tańczyła nie zwracając do końca uwagi na innych, znała dobrze swoje zadanie, jednak w pewien sposób chciała przedłużyć wyczekiwanie na to co najlepsze.  Jej dłoń powoli przesunęła się w górę po jej boku, unosząc sukienkę do góry, odsłaniając kobiecy, wyrzeźbiony brzuch, by następnej kolejności mocno zaakcentować bity. Seksowna, zmysłowa, czyli to o co chodziło. Jej biodra wraz z miednicą zostały wypchnięte do przodu przez lekką falę ciała. Prawa dłoń przejechała do ust, przez szyję, piersi, brzuch, podbrzusze i nawet trochę dalej, ale cały czas ten wzrok kusicielki był utkwiony gdzieś w przestrzeń, tak jakby dziewczyna na kogoś patrzała, jednak nie widziała tej osoby. Stanęła na wyprostowanych kolanach  i mocno zarzuciła głową wraz z włosami, by siąść na biodrze. Prawa noga wysunęła się w bok, co spowodowało, że zeszła w dół. Jej drobna rączka przejechała po całej jej długości, połączyła nogi i rozchyliła kolana, po czym je złączyła i delikatnie pokręciła biodrami, tak była zajęta sobą że przestała zwracać uwagę na cokolwiek innego. Po chwili jednak zdjęła z nóg szpilki odrzucając jej gdzieś na bok, po czym podeszła do Daniela chwytając jego dłoń. Nie mogła wybrać między Gilem a Chiarą, więc zdecydowała się na mniejsze zło. Zmusiła go do tego by wstał, stanęła plecami do niego, tak blisko by nie było między nimi wolnej przestrzeni, po czym położyła jego dłonie na swoich udach. Zakręciła biodrami tuż przy jego męskości, jego dłonie zaczęła kierować wyżej, tym samym unosząc sukienkę do góry. Kiedy napotkali materiał kabaretek –Odepnij – wyszeptała lekko ochrypłym głosem. Jej ciało ponownie zaczynało opanowywać pożądanie. Ręce Blaisa były niezwykle sprawne, szybko uporał się z zapięciami. Nadal kręcąc biodrami blondynka zaczęła zdejmować powoli zbędną cześć stroju. Uśmiechała się przy tym lubieżnie do Niemca. Czuła na swoim tyłku jak męskość Daniela robi się coraz bardziej twarda, zapewne nie wybaczy szybko jej takiego zachowania w obecności bliźniaka, ale teraz miała to gdzieś. Ponownie zaczęła kierować dłońmi chłopaka, jednak tym razem odwróciła się do niego przodem. Czy "błogosławiła" w obecnej chwili ich pijaństwo? Można powiedzieć, że po części - tak. Nie narzekała na nudę, on chyba też, a poza tym... Czuła się inna, totalnie inna, jakby była wreszcie sobą. A tego jej bardzo, bardzo brakowało, szczególnie w ostatnim okresie życia.  Cieszyła się, że jednak nie poszła od razu spać, jak to chyba powinna była zrobić po przebraniu się. Zupełnie jakby przewidziała co może się wydarzyć i postanowiła działać jak najszybciej. Lecz nie - ona tego w ogóle nie zaplanowała. Nigdy nawet o czymś takim nie śniła. Uczucia, które w niej buzowały, był okropnie dziwne, ale i też miłe. Głównie czuła łopoczące serce, o wiele szybciej niż zazwyczaj, na ten moment jedynie na tym mogła się skupić, gdy on tak wciąż i wciąż wwiercał się wręcz w jej tęczówki za pomocą swoich.
Po raz kolejny przeszła do totalnej inicjatywy - pocałowała go. Pocałunek delikatny, wprowadzający, albo raczej dokańczający to, co się pomiędzy nimi stało przed kilkoma dniami. Zawędrowała językiem, gdy tylko dostała taką szansę, do jego jamy ustnej, badając jego podniebienie, aby i on także poczuł przyjemność, na koniec delikatnie przejeżdżając nim po dolnej wardze, by na koniec złapać ją za pomocą swoich ust. Poczuła jak jego dłonie teraz już same, zmierzają od połowy ud, po ich zewnętrznej stronie, coraz wyżej i wyżej, przechodząc na talię, nie przejmując się materiałem, który zasłania jej ciało. Po prostu go olał, nie miał zamiaru się z nim "bawić", co było jej, tak na prawdę, na rękę. Poczuła ciarki na całym ciele, przez to mógłby pomyśleć, że zmarzła. Lecz nie... Jej było w tym momencie niesamowicie gorąco, jakby dopiero co wyszła z sauny, ale po prostu z ciepłej kąpieli.
Dłonie chyba nie chciały jeszcze się "uspokajać", gdyż przeniosły się bardzo sprytnie na jej pośladki, co doprowadziło do mruczenia u niej podczas pocałunku. Znalazła się bliżej jego ciała - o wiele bliżej, czując chyba każdą część. Ponownie wydała z siebie mruknięcie zadowolenia. Dłonie powróciły na jej talię, za to jej dłonie rozpoczęły wędrówkę z policzków do jego włosów, wtapiając palce pomiędzy kosmyki, delikatnie kręcąc je wokół paluszków wskazujących, po czym przeszła na dalszą pieszczotę, jakim jest kontynuowanie tego, co zostało także wcześniej rozpoczęte - drapanie jego karku. Przerwała. Spojrzała znów mu w te jego zielone oczy, posyłając uśmiech ukazujący jak bardzo była z powodu tego wszystkiego, co tutaj się odgrywa, zadowolona. Chyba nie musiała nic mówić, czy jej się podobało, czy też nie - mruknięcia, jej działania, a także pogłębianie z każdą sekundą pocałunku było chyba idealnym znakiem, prawda? Dopiero gdy usłyszała czyjś niezadowolony mruk wróciła do rzeczywistości, przypominając sobie, że tak naprawdę nie są sami, a ona ma zadanie do wykonania.
Przygryzła delikatnie dolną wargę. –Teraz moja kolej! – oznajmiła uradowana. Usiadła na swoim miejscu wprowadzając butelkę w ruch. Aż w końcu zatrzymała się na uroczej Chiarze –Dla Ciebie nie może być nic innego niż zadanie! Czyż nie? – zapytała puszczając jej oczko. –W takim razie twoje wyzwanie to: kostka lodu – oznajmiła, po czym wstała z ziemi podeszła do stołu biorąc z niego pojemnik z lodem, następnie stanęła przed dziewczyną  –Masz wziąć  kostkę lodu do ust, po czym przez pocałunek podać ją Gilgameshowi – wyjaśniła wręczając jej pojemnik i zajęła swoje miejsce.
Zobacz profil autora
Anastasia Cassidy
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 29/05/2014
Liczba postów : 143
Skąd : Minnesota

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Czw Cze 05, 2014 10:09 am

Taniec sam w sobie, sprawił jej wielką przyjemność. No dobra, zaczął sprawiać jej przyjemność, gdy poczuła się na tyle swobodnie na ile było to możliwe z grupką obserwatorów. Zadanie, które z początku ją przerażało, zaczęło ją bawić, zwłaszcza gdy poczuła, że Amycus nie jest obojętny na jej kołyszące się ciało. Z drugiej strony, który facet by nie zareagował, gdyby jakaś dziewczyna zaczęła się przed nim wić? Chyba tylko o odmiennej orientacji.
Gdy chłopak dotknął jej skóry, leciutko zadrżała. Nie była przyzwyczajona do dotyku chłopaków, ale podobało jej się. Coraz bardziej. Uśmiech sam pojawił się na jej różowych usteczkach, gdy zapytał o jej imię.
- Anastasia - szepnęła. Uznała, że póki co nie musi znać jej nazwiska. Ta wiedza była po prostu zbędna.
Pocałunek może i nie był spektakularny, ale właśnie o to jej chodziło. To miała być tylko mała zachęta, a nie od razu cały prezent. To tak jakby dać dziecku kawałek czekolady, a przed nosem machać mu całą tabliczką.
W odpowiedzi na jego podziękowanie, jedynie kiwnęła głową, znów nie mogąc oderwać spojrzenia od jego oczu. Coś było z nimi nie tak, choć jeszcze nie wiedziała co. Były takie... zimne, a przynajmniej tak jej się wydawało. Usiadła na swoim miejscu, obciągając koszulkę. Zabawa trwała nadal.
Jej pytanie było banalne, ale takie właśnie miało być. Chciała się po prostu zorientować w sytuacji i dostała doskonałą odpowiedź. Później przyszła kolej na innych. Krukonka nie bardzo zwracała uwagę na to, co się działo, póki nie nadeszło kolejne zadanie. Kiedy Gil zaczął śpiewać operę... no nie mogła się nie zaśmiać. Zaczęła mu nawet klaskać, gdy skończył, zapominając o drobnych nieczystościach.
To dziwne, że aż tak poprawiło jej to humor. Przez chwilę rzeczywiście mogła się poczuć jak w towarzystwie prawdziwych przyjaciół.
Zadanie Alecto nie bardzo zaskoczyło Cassidy. Pijani faceci to napaleni faceci, a takich nie brakowało w tej ekipie. Gdy dziewczyna zabrała się do wykonywania swojego zadania... cóż, Ana nie mogła oderwać od niej wzroku. Tak bardzo zazdrościła jej swobody i seksapilu, którym wręcz ociekała. Dopiero, gdy zbliżyła się do Daniela, odwróciła wzrok. To było dla niej zbyt nieprzyzwoite.
Patrzyła na wszystko i wszystkich, byle nie na tą dwójkę. Dlatego też doskonale orientowała się w tym jakie emocje malowały się na twarzach zebranych. Jeśli dobrze je odczytywała to Amycus był zły, Gil zawiedziony, a Chiara... cóż może gdzieś pomiędzy rozbawieniem, a zazdrością.
Dopiero gdy Alecto przestała robić to co robiła z Danielem, brunetka uniosła spojrzenie. Zdecydowanie między tą dwójką coś się działo. Coś poważnego, ale ostatecznie to nie była jej sprawa i nie zamierzała się do tego mieszać.
Butelka znów poszła w ruch i znów wskazała jedną osobę, którą była Chiara. Zadanie było dość zabawne, ale Anastasia nie mogła się jakoś skupić na tym się działo. Czuła się poważnie wytrącona z równowagi. A wszystko przez niezaspokojoną ciekawość odnośnie relacji panujących w tej dziwnej grupie. Nie miała ochoty dalej tutaj siedzieć. Nie czuła się jak jedna z nich. Nikt nie zwracał na nią uwagi. Dlatego wstała z poduszki, otrzepując i tak idealnie czyste ubranie i pożegnawszy się z wszystkimi, udała się do swojego dormitorium.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 26/05/2014
Liczba postów : 556
Skąd : Londyn

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Czw Cze 05, 2014 3:31 pm

MNiewiele obchodziła go teraz obecność panny Vane oraz Scarno, ponieważ obie stanowiły miłą alternatywę pozostawiając go bez złudzeń. Wiedział aż zbyt mocno, że żadnej z nich nie będzie w stanie posiąść na swoją wyłączną własność, a te drobne uszczypliwości oraz flirty jakie między nimi zachodziły nie miały żadnego dalszego pokrycia. Stanowiły całkiem przyjemne oderwanie od rzeczywistości, dając dowód Amycusowi iż należy do mężczyzn atrakcyjnych i pociągających dla młodych kobiet.
Skupiając więc swoją uwagę na odpowiedzi Daniela stwierdził dość prędko, iż alkohol w żyłach Blaisa utrudnia mu poruszanie szarymi komórkami i podłapywanie aluzji znajduje się poza zasięgiem szukającego Ślizgonów. I chociaż wysłuchał początkowych słów, wyłączył się po niedługim czasie, przenosząc spojrzenie na pijaniutkiego Gilgamesha, jakoby on miał stanowić przyjemną odmianę. Zaledwie dwie sekundy minęły, jak spojrzenie przesunęło się dalej i spoczęło ostatecznie na sylwetce nieznanej Krukonki, a wraz z tym proste i całkiem spontaniczne pytanie – jak daleko byłaby w stanie się posunąć, ażeby wkupić się w łaski ślizgońskiej braci? Jej obecność tutaj raziła go, chociaż nie należał do grona osób odrzucających innych z błahych powodów. Sam fakt, że nie została wyproszona świadczył o jakiejś odpowiedniej czystości krwi płynącej w żyłach jej rodu.
Na obecną chwilę, Amycus wiedział iż po wytrzeźwieniu Blaisa zabierze go na spokojną pogawędkę w którym z dormitoriów, ażeby nikt im nie przeszkadzał podczas poważniejszej rozmowy. Niepokoiło go bowiem to, że chłopak nie odpowiedział satysfakcjonująco na pytanie, całkowicie ignorując niepokój Carrowa o siostrę. Jak powszechnie było wiadomo, dla Ślizgona nie było najmniejszego problemy z zadawaniem cierpienia, jeśli to w jakiś sposób poprawiłoby ogólny stan samopoczucia Alecto – oczywiście pomijając jej czysto dziewczęce kaprysy.
Obserwowanie śpiewającego Gilgamesha stanowiło nieprzyjemne doświadczenie, dlatego siłą rzeczy Amycus odwrócił się przez ramię w kierunku Jasmine obojętnie obserwującą grę. Po niedługim czasie dotarła do nich Chiara, a ciepło jej dłoni nakazywało spojrzeć w górę. Spod tej perspektywy twarz Krukonki nadawała się niejakiej grozy, zważywszy na grę cieni i nikłego światła. Kuszące kształty oraz miękkie gesty prowokowały Amycusa do ponowienia sytuacji ze wspomnień, przypominając jej o istnieniu ust takich istot jak mężczyźni.
Chociaż przyznać musiał, że powinien czuć wdzięczność w stosunku do propozycji jaką wysnuła w odpowiedzi na wyzwanie Grossherzoga – przynajmniej do momentu, w którym jego siostra nie przykleiła się do Blaisa. Czy dostrzegła moment, w którym podnosił się z poduch i bez żadnego pożegnania, nie obdarzając nikogo spojrzeniem – odchodzi w kierunku dormitorium? Zerknął tylko na Anastasie, już teraz wiedząc iż sprowokuje ich spotkanie w najbliższym czasie.
Już nawet nie słyszał zadania, które zostało zadane Chiarze.

[zmiana tematu]
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Czw Cze 05, 2014 10:52 pm

Wyzwanie, jakie rzucił Niemcowi było w zasadzie pierwszą głupią rzeczą, jaka przyszła mu do głowy i rzucił ją licząc na dwa skutki – Gil skutecznie odciągnie uwagę od jego osoby, ponieważ dziwne spojrzenia po pytaniu Amycusa  zaczynały działać mu na nerwy, a poza tym kumpel na pewno nieco się wydurni, a  może i nie uda mu się zaliczyć zadania. Gdyby wiedział o niesprawnej ręce z pewnością... cóż, nie, prawdę powiedziawszy nic by to nie zmieniło. Z uśmiechem obrazującym satysfakcję jaką odczuwał obserwował żałosne z początku (i pod koniec) utrzymania się prosto i słuchał wycia, które w tej chwili wydawało się piękną muzyką. Widział kpiące uśmiechy na twarzy innych i można powiedzieć, że odgryzł się za komentarz dotyczący meczu. Jednak nie na długo. Butelka ponownie zawirowała i wskazała na Alecto, która bez chwili zastanowienia wybrała wyzwanie. Już w tej chwili wyraźnie nie było mu to w smak, ale czekał spokojnie na treść zadania, które okazało się bardzo podobne do jego przewidywań. Gil był pod tym względem tak przewidywalny... i po raz pierwszy zaczęło go to irytować. Gdyby była to jakakolwiek inna dziewczyna – nawet Jasmine, po prostu cieszyłby oczy obrazami, których nie spodziewał się zobaczyć ponownie, sam na sam (przynajmniej w przypadku panny Vane). Tym razem było inaczej. To nie było kolejne stopniowo odsłaniane seksowne ciało, to była Alecto. JEGO Alecto. Zacisnął dłonie w pięści.
Należy wybaczyć Danielowi fakt, że potraktował Alecto jak swoją dziewczynę, ale miał ku temu podstawy, słabe bo słabe, ale jednak. Poza tym alkohol, który zdążył wypić nieźle namącił w jego głowie. Częściej się uśmiechał, Al zachwycała go jeszcze bardziej, no i wszelkie emocje były dwa razy silniejsze. Na przykład zazdrość. Zazdrość i złość. Rzucił Gilgameshowi spojrzenie, które od avady różniło się tylko brakiem efektów specjalnych no i poprawnego działania i w zasadzie zdążył otworzyć usta żeby coś powiedzieć, ale w odpowiedniej chwili do gry weszła Chiara. Nie wiedział czy zrobiła to dla niego, dla satysfakcji, że Gil ma już tylko 50%  szans na zostanie rurą do tańczenia, czy może był to kolejny miły gest w jego stronę. Tak czy inaczej – był jej wdzięczny, choć, jak miał się zaraz przekonać, niepotrzebnie. Pochwycił spojrzenie Alecto... czy ona go, cholera jasna, sprawdzała?  Patrzył na nią, starając się zachować pozory obojętności, ale w zielonych oczach chłopaka wyraźnie kryła się niepewność i zazdrość.  A potem się zaczęło.
Wzrokiem chwytał każdy jej ruch, nawet na chwilę nie spuścił z niej wzroku, jak alkoholik, który spija ostatnią kroplę z kieliszka, jak narkoman, który wykorzystuje działkę do samego końca. Zapowiadało się tak niewinnie, ale przecież wiedział, znał ją na tyle by wiedzieć, że niewinność nie jest w jej stylu. Poczuł kolejne ukłucie zazdrości w momencie kiedy odsłaniała kawałek gładkiego, ponętnego ciała. Tylko on miał prawo ją oglądać, cholera. Tylko.
Jej ruchy go hipnotyzowały, zmysłowość, niesamowita pewność siebie, świadomość własnego ciała. Zapewne wiele Ślizgonek mogło pochwalić się podobnymi cechami, ale Daniel cierpiał na rzadką przypadłość jaką było uzależnienie od Alecto Carrow. Pociągnął jeszcze łyka z butelki, pozwolił sobie rozejrzeć się po reszcie grających. Amycus nie wyglądał na zachwyconego.
Spuścił ją z oczu na kilka krótkich sekund, a ona przez ten czas zdążyła znaleźć się tak blisko. Zaskoczyła go, spojrzał na nią pytająco, a potem chwycił jej drobną dłoń i wstał posłusznie. Czy miał tu w ogóle coś do gadania? Z zadowoleniem położył swoje dłonie na jej udach, gładził je delikatnie, początkowe oszołomienie szybko minęło, pojawiło się pożądanie. Zatopił twarz w jej włosach, zaciągając się ich zapachem, szybko zapomniał, że nie są tutaj sami. Powoli lecz nieubłaganie podnosił materiał sukienki, ukazując coraz więcej ciała Alecto, po chwili jego palce tańczyły z zapięciem. Chciał zedrzeć z niej wszystko jak najszybciej, ponownie zobaczyć ją nago, pogrążył się w tym tańcu na tyle mocno, że nie był świadom obecności całej reszty, a alkohol tylko mu w tym pomagał. Gdyby to zależało od niego już teraz nie miałaby na sobie zupełnie nic, jednak za każdym razem kiedy postanawiał przejąć inicjatywę, ona wymykała mu się. Tych kilka minut należało tylko do niej, on był jedynie pionkiem w tej dziwnej erotycznej grze. Nie był świadom jak blondynka zerka na Grossherzoga i bardzo dobrze, bo z pewnością rzuciłby się na niego pięściami.  
W końcu odwróciła się do niego, a on uśmiechnął się do niej lubieżnie, nie trwało to jednak długo, w gruncie rzeczy pocałunek uznał za lepszy od bezsensownego szczerzenia się do Al. Przytulił ją do siebie mocno, a jego dłonie rozpoczęły wędrówkę po jej udach, po biodrze, po talii. Znowu była jego, a on należał do niej i chciał żeby tak było już zawsze.
Spojrzał w niebieskie oczęta, które przyglądały mu się zadziornie, zsunął dłonie na zgrabne pośladki, na których zatrzymał się na dłużej, potem zwinie schował je pod materiałem sukienki, gładził delikatną, gorącą skórę. Tak, zdecydowanie będzie musiał zasłaniać spodnie.
Stopniowo wszystko ustawało, przestali tańczyć, wymienili jeszcze kilka pieszczot. Blais z wolna zaczął sobie uświadamiać jak mocno dał się ponieść, ludzie patrzyli na nich z różnymi reakcjami wypisanymi na twarzach. A Amycus? Amycusa nie było. To nie wróciło nic dobrego. Cholera. Czy Alecto mściła się na nim za coś, o czym nie miał pojęcia? Teraz nie uniknie miłej pogawędki z sadystycznym braciszkiem Al. Zagryzł wargę, obdarzył ją spojrzeniem, ucałował krótko wargi i powrócił na swoje miejsce, starając się by nikt nie zauważył jak mocno na niego działała. Czuł, że musi stąd uciekać. Loch, w którym się znajdował ze znanego miejsca imprez stał się dla niego prawdziwym więzieniem. Zaczynając swój romans z Alecto prawdopodobnie narobił sobie dwóch wpływowych wrogów i właśnie do niego to dotarło. Wstał niezgrabnie, z trudem utrzymując równowagę. Słyszał wyzwanie skierowane do Chi, zaczekał jeszcze chwilę by zobaczyć rozwój sytuacji, a potem podszedł do Alecto, klęknął przy niej i zbliżył wargi do jej ucha.
- Chodźmy stąd, znam lepsze miejsce. – szepnął, a kącik jego ust drgnął w delikatnym półuśmiechu. Starał się udawać, że nie jest zdenerwowany. Zresztą... kiedy tylko się do niej zbliżył cały stres nagle zmalał. Tak czy inaczej chwycił jej dłoń i wstał.
- Dzięki za imprezę, mam zapas eliksiru na kaca... wiecie gdzie mnie szukać. – powiedział do reszty towarzystwa, jakie zostało w lochu i skierował się do wyjścia, biorąc ze sobą Al. Ta zresztą nie stawiała żadnego oporu, wręcz przeciwnie. Nie bardzo wiedział gdzie powinien iść, więc po prostu skierował swoje kroki w stronę Pokoju Wspólnego Ślizgonów. Przed wejściem zatrzymał się na chwilę.
- Śpisz ze mną? – spojrzał na nią znacząco, a potem otworzył przejście i przepuścił ją przodem. W środku jednak nie miało na niego czekać nic miłego. Zajrzał do środka i postanowił, że poczeka chwilę z wejściem do środka. Tak, był tchórzem. – Później do Ciebie dołączę, Al. – mruknął cicho i ruszył korytarzem, oddalając się od PWŚ.

Z tematu (Daniel i Alecto)
Chiara di Scarno
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 250
Skąd : Tivoli, Włochy

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon Cze 09, 2014 9:46 am

Chiara dosyć szybko zorientowała się, że Alecto nie wybierze żadnego z nich. Początkowo sądziła, że zadowoli się samotnym tańcem, który szedł jej całkiem dobrze, ale spojrzenie jakie rzuciła Danielowi sprawiło, że zmieniła zdanie. I rację miała dopiero za drugim razem… Panna Carrow odstawiała niezłe przedstawienie, ociekające seksem, dodajmy, i niewątpliwie przyciągające spojrzenia. I choć była to impreza Ślizgońska, to Włoszka była pewna, że do jutra cała szkoła będzie wiedziała co zaszło w lochach. Chi miała dość liberalne poglądy na temat ustawianych narzeczeństw. Sama miała jasny układ z Neilem – mogą robić co chcą, byle się nawzajem nie ośmieszać. Nie wiedziała jakie ustalenia Alecto poczyniła z Blackiem, ale była jak najdalsza od osądzania jej. Podejmowała swoją decyzję i to ona będzie żyła z jej konsekwencjami.
Poza tym dzięki Ślizgonce, Chiara miała teraz niezłą zabawę. Tylko przez chwilę przyglądała się pocałunkom i pieszczotom. Nie bawiło jej to, wolała doświadczać niżeli oglądać. Bardziej interesujący od Daniela i Alec byli ludzie dookoła, ludzie, którzy w większości nie mogli oderwać od nich wzroku. Mo…że za wyjątkiem tej małej Krukonki, która wydawała się głęboko zażenowana zaistniałą sytuacją, co wywołało lekko drwiący uśmiech na twarzy Włoszki. Cóż, skoro była taka delikatna, nie powinna się zjawiać na imprezie domu Slytherina… To nie ona jednak była wedle Chiary osobą najbardziej godną uwagi. Di Scarno wciąż bowiem pamiętała reakcję Amycusa na jej niewinny pocałunek z Alecto. Panicz Carrow przejawiał nieco zbyt zaborczą postawę wobec swojej młodszej siostrzyczki i patrząc na jego gniewną twarz, Chi zastanawiała się nawet przez chwilę, czy nie będzie kolejnego mordobicia. Prawdę powiedziawszy była nawet trochę zawiedziona, kiedy Ślizgon po prostu wyszedł…
Nagle jednak znalazła wdzięczniejszy obiekt obserwacji… Dan wyglądał na trochę przerażonego tym, co właśnie zrobił, a nieobecność Amycusa pewnie nie poprawiała mu humoru. Chiara zaczynała się nawet całkiem dobrze bawić, ale właśnie wtedy butelka wskazała na nią. Skinęła głową, zgadzając się nie wyzwanie i czekając na to, co Alecto może wymyślić. W jej przypadku pytania po prostu nie wchodziły w grę, nie mogła ryzykować, że ktoś dowie się zbyt wiele, albo odczyta jej kłamstwo. Słysząc jednak treść swojego zadania, na moment przyszła jej do głowy myśl, że mogła lepiej byłoby, gdyby wybrała pytanie… Nie wiedziała na ile Alec zdale sobie sprawę z jej relacji z Gilem, ale nie potrafiła wyzbyć się wrażenia, że dziewczyna wcale nie wybrała Niemca przypadkowo.
Brwi Chiary ściągnęły się na moment w wyrazie niezadowolenia, ale już po krótkiej chwili rozpogodziła się i sięgnęła po kostkę lodu. To była tylko zabawa, prawda? Mogła pokazać panu Grossowi co stracił będąc takim egocentrycznym, rozpijaczonym dupkiem. Wsunęła kawałek lodu do ust i zbliżyła się do Gilgamesha, uśmiechając się do niego odrobinę lubieżnie i kusząco poruszając biodrami. Pochyliła się nad nim tak, aby mógł zajrzeć w jej dekolt (nie żeby było jakoś wielce na co patrzeć, ale cycki to cycki), po czym musnęła dłonią jego twarz. Nienawidziła go. Nienawidziła ludzi takich jak on, bo przypominali jej ojca, on jednak zrobił coś więcej niżeli bycie po prostu narcyzem, uważającym, że może wszystko. Prawie zniszczył jej życie, doprowadził do tego, że ją bito, a potem jeszcze nieskutecznie próbował się nad nią znęcać. Wolałaby całować się z ropuchą, niż z nim. Zbliżyła swoje usta do jego i wtedy usłyszała, jak Daniel zabiera z lochów Alecto. O milimetry minęła cuchnące alkoholem wargi Gilgamesha i zamiast tego szepnęła mu do ucha, drażniąc go zapewne schłodzonym przez lód oddechem.
-Nie masz dzisiaj szczęścia, słoneczko. – poklepała go po policzku, jak to się robi z niesfornym dzieckiem i wyprostowała się z drwiącym uśmiechem. –Może nie tylko ja w tej szkole uważam, że związek z zapijaczonym facetem, który woli patrzeć w lustro niż na mnie, nie jest szczytem marzeń. – dodała po chwili, wciąż dość cicho. Nie zależało jej na tym, aby cała szkoła wiedziała, że odrzuciła jego zaręczyny. Była mściwym typem, ale nie nadużywała tego. Gilgamesh na razie nie zasłużył sobie na taką karę. Odwróciła się i podeszła do Jasminem, która już wstała i czekała na nią z zaciekawionym wyrazem twarzy. Włoszka wzruszyła jedynie ramionami, nie zamierzała się tłumaczyć. Fakt, że Gil wzbudzał w niej wstręt i obrzydzenie to jedno, a poczucie, że byłoby to niewłaściwe względem Evana – drugie. Wielokrotnie już pisałam o tym, że Chiara oprócz uwięzienia najbardziej bała się być podobną do ojca. Jak mogłaby więc zdradzać i nie iść tym samym w ślady osoby, której przysięgała nie naśladować? Wplotła swoje palce w dłoń przyjaciółki i wyciągnęła ją z lochu. Nie zamierzała zaprzątać sobie głowy sprzątaniem, od czegoś w końcu mieli skrzaty.


z/t x2
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto Sty 20, 2015 1:16 am

STOP
Wściekłość. Nie było jej obce to uczucie. Przejmująca gorycz rozpływająca się po języku. Drażliwy jad wypełniający wszystkie żyły i dochodzący do serca. Nieznośnie przyspieszony rytm serca, doprowadzający do furii. Zimne światło złości rozświetlające nawet najcieplejsze kolory tęczówek. Sam ton głosu przypominający odgłos trzęsienia ziemi. Fala negatywnych emocji paląca ciało. Skumulowana w drobnym ciele panny Vane domagała się ujścia. Gdy się rano przebudziła, chciała to wszystko uznać za koszmarny sen. To się przecież nigdy nie wydarzyło!
Jednak widok zakrwawionych rękawów jej bluzki mówił co innego. Jasmine usiadła raptownie na łóżku, że aż cały świat zakręcił się wokół niej. Wczorajsza kolacja podeszła do gardła. Serce załomotało rozpaczliwie.
Nie dość, że Franz ją rzucił, rujnując podwaliny całego jej psychicznego spokoju, to jeszcze okazał się być facetem z pół światka.
Pokochała mordercę?
Takie myśli przechodziły przez jej głowę, doprowadzając do istnej rozpaczy. Jakimś cudem zebrała się na śniadanie, ale nie potrafiła nic przełknąć. Wraz z upływem kolejnych godzin narastała w niej frustracja. Domagała się swoistego ujścia jak najszybciej. Oh biada temu, który stanął jej na drodze.
Gdy nastał wieczór, coś w niej pękło. Szepty, skumulowane spojrzenia w jej kierunku, wizja wczorajszej nocy... to było ponad jej siły. Postanowiła posnuć się po zamku, warcząc na Merlinowi winnych pierwszorocznych.
Jej ciało okrywała sukienka, podkreślająca atrybuty jej ciała. Odsłonięte ramiona były łaskotane przez rozpuszczone lekko włosy, a dekolt, chociaż tylko trochę wkradał się na biust, przysłonięty był z przodu tylko seksowną koronką, która mogła więcej pokazać niż ukryć.
Będąc gdzieś w okolicach końca korytarza w lochach, spotkała grupkę trzecioklasistów z Hufflepuffu. Warknęła coś do nich, gdy przechodziła obok, na co jeden skomentował to dosyć obraźliwie.
-Nie jesteś straszna, kto by się bał dziewczyny! -zadrwił.
To był zapalnik. Jasmine odwróciła się na pięcie, wpijając morderczy wzrok w chłopaka. Jego koledzy odsunęli się z niepokojem. Błysnęło światło różdżki i jegomość już był wbity w ścianę. Jasmine chwyciła go za połać koszuli na piersi i mocno przytrzymała.
-Nie boisz się? A powinieneś. Takich jak Ty załatwiam jeszcze przed śniadaniem. Twoje wątłe mięśnie zostaną pożywieniem dla hipogryfów, oczy wrzucę po jednym każdemu z Twoich koleżków do zupy, zęby zastąpią klawisze w salonie pianistki, a cała krew, która wypłynie z Twoich nędznych,puchońskich żył, co więcej, szlamowata krew zostanie użyta do podlania kwiatków w wieży Gryfonów, oni tak lubią szkarłat. A uwierz, stracisz jej dużo, gdy kawałek po kawałku zacznę sprawiać Ci ból i sprawdzać, gdzie mam dotknąć, byś kwilił jak zarzynane prosię. Jazda. Mi. Stąd. -wycedziła mu prosto w twarz. Chłopczyk zbladł i ugiął się na kolanach, gdy uderzył stopami o podłogę. Cały się trzęsąc wyprostował się i wraz z dwójką kolegów uciekł na drugi koniec korytarza. Jas zdmuchnęła kosmyk włosów z oczu, wyraźnie zadowolona.
-Mogłam dodać, że przerobię jego kości na lampkę nocną. -mruknęła pod nosem.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pią Sty 23, 2015 11:36 pm

Dni w Hogwarcie mijały i Vincent był coraz bardziej skłonny uznać, że ta szkoła to w porównaniu do Durmstrangu jedna wielka pomyłka, na dodatek wiejąca nudą z każdego kąta. No dobrze, prawie każdego, gdyż raz na czas szczęście uśmiechnie się do niego i pozwoli natrafić na interesującą jednostkę, która będzie w stanie przykuć jego uwagę na dłużej. Poza Porunn i Ingrid nie mógł jednak przypomnieć sobie nikogo wartego jego cennego czasu, chyba, że mowa była o nowych kombinacjach w kwestii wystroju wnętrz lub wyposażenia orkiestry. Wtedy pierwszy lepszy dzieciak stanowił odpowiedni cel, choć efekt końcowy mógł być różny. Musiał w końcu siąść do zaklęcia podtrzymującego funkcje życiowe, ofiary zdecydowanie za szybko nieruchomiały pozbawiając go zapału do pracy. Jeszcze się wypali i co będzie? Porunn potrafiła go na chwilę pobudzić do tak destrukcyjnego działania, a on potrzebował dodatkowo kogoś stałego. Dlaczego mordercom tak trudno znaleźć muzę i gdzie mogą składać zażalenia?
Tego popołudnia akurat siedział w korytarzu prowadzącym do Pokoju Wspólnego Slytherinu, niestety na ten moment nie miał żadnych ciekawszych planów. Chwila relaksu z dala od pozostałych uczniów też mogła okazać się ożywcza, więc wyciągnął z torby notes z gładkimi kartkami i ołówek. Skoro miał chwilę dla siebie postanowił sprawdzić ile pamiętał z samodzielnych lekcji biologii. Zaczął do szkicowania szkieletu, umieszczając to tu, to tam drobne, acz charakterystyczne dla niektórych ofiar elementy jak źle zrośnięte złamania. Teoria to jedno, ale nic nie utrwalało wiedzy jak praktyka. Nie posiadał wybitnego talentu do rysowania, wystarczało jednak, by odwzorować widok z pamięci. Koniec korytarza oferował sprzyjające warunki do pobudzania kreatywności, szczególnie, gdy zabrał się w następnej kolejności za czaszkę z nowotworem kości, mięśnie i organy. Nie był pewien ile czasu upłynęło - godzina czy może cztery, ale i tak liczył, że nikt mu nie przerwie. Cóż, mylił się, słysząc głośną wymianę zdań nieopodal. Prawdę mówiąc wszystko w tym momencie byłoby dla niego głośne i drażniące, skoro już zdążył się stopić z błogą ciszą lochów.
Przeniósł wzrok z kartki na delikwentów i z zaskoczeniem odkrył, że wśród nich znajduje się Jasmine. Dobrze ją pamiętał z obozu letniego, stanowiła jedną z tych osób, które miał w planach bliżej poznać, zobaczyć co z tego wyjdzie - niekoniecznie mając na myśli dylemat między lampą a wazonem. Doskonale im się współpracowało podczas toru przeszkód, wciąż bawił go tytuł nadany tamtego dnia. Ciekawe czy prowadzący zdawali sobie sprawę jak bliscy makabrycznej prawdy byli. Nieprzyzwoicie wręcz, co wywoływało szeroki uśmiech na twarzy Ślizgona. Zamknął notes, opierając się wygodnie plecami o zimną, kamienną ścianę. Słuchał uważnie panny Vane, tego jak groziła młodszym i aż mu się humor poprawił. Nie zawiodła go i tym razem, chyba już zawsze będzie mógł liczyć na jej kreatywność. Kto wie, może przy bliższym spotkaniu odnajdzie w niej kogoś równego sobie? Interesującym by było posiadanie jej i Porunn w swojej kolekcji, mogąc patrzeć jak nieświadome niczego rywalizują między sobą o jego uznanie niczym gladiatorzy na arenie, czekając na sygnał cezara. Jasmine tym popisem przypieczętowała swój los, teraz wszystko zależało od niej - bezpieczeństwo, spokój, dobra zabawa, tortury. Wiele aspektów wiązało się ze znajomością z Pride'em, a każdy z nich ukrywał pod maską czegoś kuszącego, pięknego lub zwyczajnie niewinnego, by nikt nie dostrzegł co kryje się na dnie tego niewinnego uśmiechu.
Kiedy Puchoni uciekli w popłochu, prawie potykając się o własne nogi Ślizgon zaczął powoli klaskać, chcąc zwrócić na siebie uwagę dziewczyny. Uśmiechał się szeroko, błękitne oczy błyszczały elektryzująco, utkwione w kuszącej sylwetce jego zdobyczy. Kreatywna i pociągająca, miał nadzieję na ciekawy rozwój wypadków.
- Jak to dobrze widzieć, że jesteś w formie. - przemówił tonem dumnego starszego brata. - Twoje pomysły nie przestają mnie ujmować za serce, naprawdę. No i dobrze cię znów widzieć, Jasmine. Brakowało mi twej urokliwej osoby.
Komplementy nie były wymuszone, wręcz przeciwnie - z nadzwyczajną swobodą opuszczały jego usta, by ewentualnie sprawić przyjemność koleżance z domu. Kobiece serce to zdradziecki grunt, powoli i cierpliwie jednak dało się je otworzyć. Wbrew niektórym opiniom nie istniała kobieta na to odporna, niekiedy po prostu nie odkryto wystarczająco wiele na jej temat, by podążać po odpowiednich śladach.
- Zły dzień? Chętnie pomogę w oczyszczeniu atmosfery, jeśli tylko nie wyślesz mnie bijąca wierzbę - nawet jeśli do twarzy mi z bliznami. - dodał wyciągając do niej dłoń i zachęcając do zajęcia miejsca obok niego.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 864
Skąd : Swansea, Walia

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pią Lut 06, 2015 6:12 pm

Nigdy chyba nie była aż tak wściekła jak dzisiaj. Miała ochotę zmieść wszystko i wszystkich z powierzchni ziemi. Nic nie powstrzymywało jej przed używaniem różdżki, słowa ostre niczym noże wbijały się w ciała przypadkowo spotkanych ludzi. Jad sączył się obficie, kapiąc na posadzkę i wypalając głębokie dziury. Rany takowe nie goiły się łatwo. Dziewczyna nie robiła sobie nic z faktu, że sprawia innym ból. To cierpienie, które zrodziło się w jej ciele było tak olbrzymie, że musiała się go pozbyć. Tylko tak potrafiła chociaż trochę odreagować. Serce Jasmine, tak przecież harde i silne, płakało z bezsilnej złości krwistymi łzami. Pozostawała stała walka o to, by nie oszaleć. Dziewczyna dawała upust emocjom właśnie w taki sposób jak teraz.
To, jak Puchoni uciekali, o mało nie zabijając się o własne nogi spowodowało, że na malinowych ustach Ślizgonki wykwitł ponury uśmiech. Ciepła barwa czekolady stała się zimna i przywodziła na myśl same niemiłe rzeczy. Kolor ten bardziej przypominał chłodny kolor drewna, z którego wykonana była trumna lub rękojeść noża. Jas oparła dłonie na biodrach, mając ochotę się roześmiać. Uprzedziło ją czyjeś klaskanie. Zmrużyła oczy i odwróciła się. Ciemne loki zamiotły powietrze. Opadły na ramiona, falując nie jak łagodny ruch morza, a jak wijące się w złości węże. Dopiero po chwili wychwyciła, że jej widzem okazał się Vincent. Mięśnie odprężyły się lekko, nieco naiwnie wierząc, że ta osoba nijak zagraża Jasmine.
-Taak… stały trening to podstawa. –przyznała cicho. Zrobiła parę kroków w stronę Vincenta, niespiesznie, powoli. Jakby smakowała każdy kolejny gest, który miał przedłużać słodką torturę oczekiwania. Niekoniecznie była towarzyska, ale widok Pride’a, z którym ostatnio rozmawiała na obozie był wyjątkiem. Jednym z niewielu.
-Pomysły? Czyżby wizja tego, co miałam ochotę zrobić z tym miernym Puchonem była aż tak artystyczna? To była rozgrzewka, nieco spontaniczna. –przyznała, odgarniając włosy do tyłu. Zatrzymała się gdzieś z dwa metry przed Vincentem. Wzrok lekko prześlizgnął się po sylwetce, dość dyskretnie, ale jeśli nawet zostało to zauważone, Jasme nie miała zamiaru się tłumaczyć.
Uniosła kąciki ust ku górze. Tak, miłe słowa łechtały ego każdej kobiety, nawet Jasme, która koniec końców i tak pozostawała zdystansowana wobec każdego komplementu.
-Jak nie mam ochoty nikogo oglądać, to o dziwo również cieszy mnie Twój widok. Chyba Twoja obecność budzi we mnie artyzm w dokonywaniu bestialskich zbrodni. –skinęła głową, odpłacając się za słowa.
Zaśmiała się krótko, chociaż zimno.
-Daruję Ci, nie wyślę Cię na drzewo ani nie przerobię Cię na lampę. Tym razem. –zastrzegła. Chwilę spoglądała na wyciągniętą dłoń Vincenta. Ujęła ją w końcu i pozwoliła sobie zająć miejsce obok Ślizgona. Nie uszło jej uwadze, że miał jakiś notatnik.
-Czyżbyś spisywał pomysły, jak zawładnąć światem? Uwierz, że najlepiej zrobić to spontanicznie wprowadzając grozę i postrach. Sprawdzone. –przyznała, opierając się o ścianę. Nadal tkwiła w niej złość, nieco mniejsza po tym niecodziennym wybuchu. Przyjrzała się Vincentowi.
-Co proponujesz? Mam nadzieję, że to coś nielegalnego i kameralnego, więcej osób nie zniosę. Czuj się zaszczycony. –uśmiechnęła się kwaśno.

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through
Zobacz profil autora
Vincent Pride
avatar
Zmarły
Data przyłączenia : 17/06/2014
Liczba postów : 234
Skąd : Orlean, Francja

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon Lut 16, 2015 3:20 pm

Jasmine nieświadomie(jak podejrzewał) wypowiadała słowa, które Vincent najbardziej chciał od niej usłyszeć. Kto wie, może to pierwsze wrażenie z obozu było jej prawdziwą naturą? Liczył na to, choć niczego nie zakładał z góry. Plany były dobre, ale po co nieprzyjemnie się rozczarować, gdy któryś z nich weźmie w łeb? Vane była uroczą, młodą damą, która wstępne rokowania miała bardzo dobre, ale należało pamiętać, że znała się z Aristos, może nawet przyjaźniła - w końcu kto odgadnie tajemne zasady damskiej przyjaźni. Dziś kochasz, jutro nienawidzisz, a to wszystko z byle powodu. Po prawdzie byłoby mu to na rękę. Chciałby wykorzystać każde spięcie Gryfonki z osobami jej bliskimi i nie tylko, powoli zabierając jej wszystko, co cenne. Wierzył w powodzenie tej misji, szczególnie, że Lacroix należała do osób ciężkich pod względem charakteru. Gdyby jeszcze oplótł czarnymi nićmi tego jej O'Connora, zbezcześcił tę miłość, która najwyraźniej już na "dzień dobry" zaliczyła pierwszy kryzys. Poczta pantoflowa to potężny oręż, a ludzie na szczęście mają w zwyczaju rozpowszechniać ciekawe wiadomości, nie ważne komu, byle słuchał. W ten sposób Pride niepostrzeżenie, bez pośpiechu poszerza swoją osobistą bibliotekę fantów.
- Ja mam nadzieję, że to tylko rozgrzewka, która ma zaostrzyć apetyt. Sprawiasz wrażenie osoby o bogatej wyobraźni, więc nie śmiałbym posądzać cię o coś innego. - zaśmiał się lekko, jakby wcale nie dywagowali właśnie nad sposobami dręczenia innych. Ukradkiem jednak obserwował Ślizgonkę, każdy ruch jej ciała, każde spojrzenie, a nawet drgnięcie warg. Odczytywał te niewerbalne znaki, by wiedzieć na ile mógł sobie pozwolić, czym jej nie odstraszyć. Musiał być precyzyjny, cierpliwy i ostrożny. Nikomu nie dawał drugiej szansy.
- Skoro moja obecność jest dla ciebie taka pomocna to muszę chyba częściej przebywać w twym towarzystwie, panno Vane. - odpowiedział, posyłając jej uśmiech, który miał zdecydowanie więcej niż dwa znaczenia. Miał ich tysiące, a połowa z nich na pewny była poprawna. Dał jej dowolność interpretacji, gotów, by nakierować obrót spraw na swoją korzyść. Może i jego oczy potrafiły zdradzić zbyt wiele jak na jego gust, jednakże nawet one nie były czasem dostatecznie silne, by zaburzyć ważenie sympatycznego, młodego człowieka, któremu mimo wszystko można zaufać. Oczy szaleńca, uśmiech anioła. - I chętnie poigram ze śmiercią, jeśli z tym wiąże się możliwość spędzania z tobą czasu. Zawsze lubiłem ryzyko.
Pokazał jej szkice, w niezbyt zaawansowanym stadium, których nie zdążył dokończyć. Ot, zarysy mięśni, szkielet, czaszki. Leonardo Da Vinci byłby dumny - przynajmniej do czasu, dopóki by nie zobaczył innych szkiców. Na przykład realistycznie narysowane scenariusze i instrukcje przerabiania ludzkiego ciała na różne przedmioty domowego użytku.
- Nie tym razem, pozwoliłem sobie na pielęgnowanie tytułu otrzymanego na obozie. Ale chętnie posłucham twoich rad na zawładnięcie światem. Chyba że wolisz mi pokazać. Kobiety u władzy zawsze miał w sobie coś pociągającego i przyznam, że fascynują mnie ich sposoby na podporządkowanie sobie wszystkich do własnych potrzeb. - westchnął cicho z błyskiem czającym się w oczach. O tak, osoby - szczególnie kobiety - torujące sobie drogę do potęgi stanowiły ekscytujący widok. Jeszcze bardziej uwielbiał sprawiać, by ta potęga ich niszczyła na własne życzenie. Jemu na niej aż tak nie zależało. Wolał działać jak cień - z ukrycia, byle skutecznie, obserwując przy tym jak wszystko prędzej czy później ulega jego woli, jak rozpada się w dłoniach, zostawiając na nich krew tak przyjemną w dotyku, jeszcze ciepłą. Na koniec zostawało ucałowanie czule czaszki poległej duszyczki i z szerokim uśmiechem obranie drogi do kolejnego celu. Czy Jasmine stanie się jednym z nich? Możliwe, wszystko zależało tylko i wyłącznie od niej. Pride nie mógł się oprzeć wrażeniu, że Ślizgonka powinna zostać kamelią - kwiatem, który umiera, gdy jest w swym najpiękniejszym stadium rozkwitu. O tak, z chęcią zobaczy jak opada na ziemię, nawet jeśli wolałby, by spełniła jego oczekiwania, co przedłużyłoby jej czas w jego towarzystwie.
- To nie miejsce, by zaprosić cię na herbatę lub mocniejszy trunek - co z chęcią bym i tak uczynił, jeśli tylko mi pozwolisz. - zaczął, mrugając do niej. - Więcej osób nie przewiduję, chyba, że w roli materiału na lampę, o której wspomniałaś. Możemy jednak porozmawiać, chętnie dowiem się czegoś o tobie. Nie zamierzam wtykać nosa w nie swoje sprawy, jednakże bardzo chciałbym cię bliżej poznać. No i dla rozluźnienia możemy pofantazjować na temat tortur, to sprawdzony patent psychologiczny. Złość piękności szkodzi, a doprawdy, byłaby to wielka strata.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   

 

Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-