IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 00:29

Jak zwykle bywa w takich przypadkach dziewczę ze szlachetnego domu Ravenclaw nie otrzymało odpowiedzi jaką by ją satysfakcjonowała. Tak naprawdę nie otrzymała żadnej odpowiedzi bo niestety ktoś w sposób dosyć niekonwencjonalny przeszkodził im w gruchaniu. Czując silne szarpnięcie do tyłu syknęła tylko cicho zaciskając przy tym zęby wiedząc doskonale z kim ma do czynienia.
Ta ślizgońska jędza. Pierunek. Uch.
Nie mając za bardzo jak zareagować odskoczyła do tyłu, wpadając przy tym na pierwszy lepszy filar tym samym obijając sobie odrobinę plecy, co tylko spotęgowało jej niezadowolenie i rzuciła Porunn ostrzegawcze spojrzenie. Już miała sięgać po swoją różdżkę, by ukarać ciemnowłosą, gdy nagle do akcji wkroczył nie kto inny jak Gilgamesh. Krukonka zupełnie nie spodziewała się, że ten może tak potraktować swoją koleżankę, co tylko wywołało na jej twarzy wyraz ogromnego zdumienia, co zaraz zatuszowała jednak kpiącym uśmiechem. Obserwowała z ukosa tą dwójkę, zastanawiając się czegoż to mogła chcieć od niej jej ukochana Ślizgonka.
Była także pod wrażeniem tego co zrobił Gilgamesh – nie spodziewała się, że ten wstawi się za nią – tym samym stwierdzeniem u niej mocno zapunktował, a i sama Wandzia zaczęła przychylniej na niego patrzeć. Może jednak on nie jest taki zły na jakiego wygląda? Chociaż, zaraz – jest cholernie zły, jest wyrafinowany i obłudny i doskonale wie jak wykorzystać bezbronne dziewczyny. Whisperówna zmarszczyła tylko nosek i w milczeniu patrzyła na nich czując jak w środku wrze w niej niczym w wulkanie. Bezwiednie zacisnęła pięść, wyobrażając sobie jak trafia nią w twarz panienki ze szmaragdowego domu, w duchu jednak planując już zemstę na swoim przeciwniku tym razem płci pięknej. Nie daruje jej tego wybryku, przekona się o tym sama.
Gdy tamci już skończyli ciemnowłosa odprowadziła wzrokiem Fimmel, a gdy tamta ja mijała tylko rzuciła w jej kierunku krótkie acz treściwe stwierdzenie.
- Suka. – Patrząc z obrzydzeniem jak się oddala, spojrzenie piwnych oczu skierowała tym razem na Gilgamesha, do którego to zraz podeszła z ociąganiem. Twarz miała bladą, a w patrzałkach dalej tliły się iskierki informujące o tym, że teraz najchętniej Wanda by kogoś zamordowała. Zamrugała kilkukrotnie i z oporem pogłaskała go po policzku, chcąc mu pokazać, że naprawdę docenia jego gest jakim była obrona jej dobrego imienia.
- Dziękuję. I przepraszam, ale chyba już pójdę. – Powiedziała cicho spoglądając mu w oczy smutno, jakby ze zrezygnowaniem. Te dzień chyba nie należał do zbytnio udanych. Panienka Whisper chciała już pójść tylko do siebie i położyć się spać, by móc nie myśleć o problemach, które ją dotykały na co dzień. Wspinając się na palcach ucałowała go lekko w policzek i odwróciła się na pięcie kierując się w stronę wyjścia. Gdy znalazła się tuz przed drzwiami prowadzącymi na korytarz zatrzymała się nagle i spojrzała na Niemca przez ramię, posyłając mu jeden z tych swoich uroczych uśmiechów.
- To Twoja impreza, baw się dobrze z przyjaciółmi. I odwiedź to Skrzydło Szpitalne. – Rzuciła jeszcze na odchodnym po czym wyszła pozostawiając po sobie tylko słodki zapach wanilii.

[z/t]
Zobacz profil autora
Chiara di Scarno
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 13:18

Chi jakaś wściekła jest. Uh, przepraszam/

Od momentu, kiedy Evan wyszedł z lochu, Chiara miała wrażenie, że opuściła ten teren ostatnia rozsądna osoba. Ją samą w to włączywszy. Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, co działo się na tej śmiechu wartej imprezie? Jeśli macie jakieś pomysły, to proszę, podzielcie się nimi, bo Chiary nie było stać na nic więcej, jak tylko palące rozczarowanie i zdumienie graniczące z wściekłością. A miała taki dobry humor! Była miła i planowała po prostu potańczyć, pobyć zwyczajną nastolatką pod wpływem alkoholu. Nie zostało jej to dane, czyżby wszechświat oświadczał jej tym sposobem, że mordując człowieka przekreśliła swoje szanse na względnie normalną młodość?
-Nie, dzięki. To już usłyszałam przed chwilą, a wraz ze mną kilkanaście innych osób. – odparła niezbyt miło, na pytanie Jasmine. Cóż, nie od dziś było wiadomo, że z panny di Scarno na pocieszycielkę materiał jest nędzny albo i gorszy. Tym razem ponadto wcale nie popierała zachowania swojej przyjaciółki. Nie stała również po stronie Franza, więc nie spieszcie się tak z wyzywaniem jej od zdradzieckich suk, po prostu uważała, że oboje zachowali się głupio i nieracjonalnie, a więc jak na siedemnastolatków przystało. Nie wspominając o tym, że robili z igły widły.
Westchnęła tylko, słysząc potwierdzenie swoich podejrzeń, na co słownie zareagować nie zdążyła, bo jej przyjaciółka, jakby niepomna swojej chwilowej niepoczytalności, zaatakowała kolejną tego wieczora osobą i kolejną, jeśli liczyć to wydarcie się na Alexa. Słuchała jej słodkiego głosu przebijającego się ponad gwar imprezy i zastanawiała się, czy to z nią jest coś nie tak, czy też wszyscy inni dzisiaj powariowali. Widziała reakcję O’Malley’a i miała ochotę nim potrząsnąć. Och, tak. Najlepiej było się zacząć użalać nad biedną, biedną Jasmine. Może jeszcze pogłaskać ją po głowie i pochwalić za takie zachowanie. Ba, wręczyć order! Chiara skrzywiła się sama, do swoich myśli. Powoli zaczęła się dostosowywać do reszty i niewątpliwie przesadzała w swoich reakcjach, tylko że ona nie robiła tego na głos… Wbrew pozorom rozumiała, dlaczego Jass wybuchła i do pewnego stopnia popierała jej oburzenie na tę scenę, którą zafundował jej Krueger, ale jej zielona przyjaciółka chyba oszukiwała się co do intencji swojego amanta, nie wspominając już o tym, że nie musiała o stanie swojej kondycji psychicznej informować połowy Slytherinu i wybitnych jednostek pochodzących z innych domów.
Chiara zignorowała towarzystwo skupiające się dookoła Gilgamesha, ten facet był dla niej powietrzem. Mógłby publicznie uprawiać seks z hipogryfem, a ona i tak nie poświęciłaby mu ani jednego spojrzenia. Nie interesowało jej kogo obmacuje i z kim się bije. No chyba, że jego przeciwnik by go znokautował, wtedy może skusiłaby się na oklaski dla zwycięzcy. Kątem oka wyłapała natomiast Alecto i Daniela, którzy najwyraźniej wcale nie byli tylko i wyłącznie znajomymi, jak jej się wcześniej wydawało. Ach, co ta wiosna robiła z ludźmi! Wszędzie miłość i dramaty… Tylko ona jakaś taka inna, zbyt opanowana, zbyt spokojna i zbyt beznamiętna.
Stwierdziła, że Jasme i Alex patrzą na nią wyczekująco, więc podeszła do nich, po drodze zgarniając jeszcze dwie butelki alkoholu, i uśmiechnęła się drwiąco.
-Co tam O’Malley, przekonywałeś naszą królową dramatu, że postąpiła w jedyny słuszny sposób? A może raczej, że zapomniała użyć różdżki dla lepszego efektu? – Chi uśmiechnęła się krzywo i wcisnęła obu Ślizgonom po butelce do ręki, nie zapominając ich wcześniej otworzyć. Nie miała zamiaru pocieszać Jasmine, na podobieństwo chłopaka przytulać jej i głaskać po głowie. Dziewczyna nie potrzebowała tego, natomiast niewątpliwie przydałby się jej otrzeźwiający policzek, nawet jeśli tylko słowny. Zbyt długo i zbyt dobrze się znały, żeby Jasme mogła mieć jej to za złe, ostatecznie kiedyś obiecały być wobec siebie zawsze szczere. Nie chodziło bynajmniej o to, żeby co tydzień spotykały się na ploteczki i zwierzały się sobie ze wszystkiego, hasło było inne: jeśli już coś do mnie mówisz, to nie kłam. Jeśli nie możesz być szczera – zamilcz.
-Powiem wam, że dom Slytherina jak żaden inny wie, jak uczcić przegraną.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 15:14

Uwadze Alecto nie uszedł wzrok Daniela jakim na nią spoglądał, widziała w jego oczach coś więcej niż tylko fascynacja jej osobą. By może nawet on sam tego nie dostrzegał lub nie chciał dostrzec, lecz to nie było ważne. Ona widziała, to wystarczyło. Od czasu ich wspólnej nocy, blondynka zaczęła patrzeć na niego inaczej. Nie był teraz jedynie przyjacielem ubiegającym się o jej względy, był kimś więcej. Na początku Carrow nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, była ona zbyt irracjonalna. Tamta noc wydawała się jej jedynie snem, choć tak naprawdę wszystko było prawdziwe. Musiała uciec wcześniej, zostawiając list. Miała tak wiele spraw do przemyślenia, przez to wszystko jej cała uwaga skupiała się na wyborze którego musiała dokonać.
Uśmiechnęła się słysząc jego odpowiedź, widać było, że Daniel nie darzy Blacka „miłością”, choć wcześniej wydawało się jej, iż chłopaki nawet się lubią. To uświadomiło jej jak bardzo wpłynęła na relacje pomiędzy tą dwójką, a najgorsze w tym wszystkim było to, że nadal nie dokonała wyboru. Będąc z Blaisem, rozmawiając z nim, nawet wtedy gdy rano obudziła się w jego ramionach, chciała by tak było zawsze. Ale gdy przebywała z Regulusem….chłopak miał w sobie coś takiego, że nie potrafiła się mu oprzeć. Irytował ją, czasami miała go naprawdę dość, ale kiedy dochodziło do sytuacji gdy byli sami, nikt nie śledził bacznie ich kroków było inaczej. Wtedy Black wydawał się inną osobą, tak jakby miał swoją drugą naturę, którą odkrywał jedynie przed nią.
Wynik nie był ważny, dla Al. Ślizgoni byli zwycięzcami, a Potter miał zwyczajnie szczęście. Blais był znacznie lepszym szukającym i nie raz doprowadził zielonych do zwycięstwa. Jedna przegrana o niczym nie świadczyła.
Słysząc jego pytanie mocniej wbiła paznokcie w jego skórę –Zdecydowanie – odpowiedziała oblizując przy tym czerwone wargi na których czuła jeszcze smak alkoholu. Jej wzrok był lekko zamglony, a pożądanie zaczynało przejmować kontrole nad jej ciałem. Jak to możliwe, że wystarczył tylko jeden dotyk jego ciała a ona była już na niego gotowa?! Czuć było między tą dwójką niewyobrażalną chemię, jednakże czy ona była równoważna z miłością? Przecież Blais nie powiedział jej, że ją kocha. Czy oświadczyny mogła traktować jako nieme wyznanie uczuć? A co z nią? Czy była zdolna kogoś pokochać? Jeśli nie, to jak mogła nazwać uczucia którymi darzyła bruneta? Kolejne myśli pojawiły się w jej głowie. Zamiast ich ubywać, rodziły się na nowo, zasypując ją jak lawina. Nie odpowiedziała na jego pytanie, sama nie wiedziała kim była. Kiedy musnął jej wargi, ona miała ochotę rzucić się na niego, nie dbając o to czy ktoś się im przyglądać. Dan działał na nią jak magnes, przyciągał, kusił. Sprawiał, że nie potrafiła się od niego oderwać, jej wzrok błądził od jego oczu po usta, które zapraszały ją do pocałunku. Jęknęła cicho gdy zabrał od niej szklankę, choć niezadowolona mina zniknęła bardzo szybko czując jak ją przytula do swojego ciała. Zaczęli delikatnie bujać się w rytm muzyki. Blondynka położyła głowę na jego ramieniu –To dla mnie czysta przyjemność paniczu Blais – odpowiedziała uśmiechając się delikatnie. Naprawdę była zadowolona z takiego obrotu sprawy, przy nim czuła się naprawdę szczęśliwa. Wystarczyło powiedzieć tylko jedno słowo, a nie musieliby martwić się o nic. Mogłaby z nim być.
-Wybacz – poprosiła słysząc jego pytanie -Wszystko co zrobiłeś było w najlepszym porządku, po prostu……musiałam w spokoju przemyśleć trochę spraw. – odparła spoglądając na niego. Nie potrafiła oprzeć się tym zielonym, hipnotyzującym oczom. Kolejny dreszcz przepłynął przez jej ciało, gdy poczuła dotyk Daniela. –Nie żałujesz? – zapytała po chwili. Wiedziała, że brunet zrozumie jej pytanie. Chciała wiedzieć czy aby tamta noc nie była tylko jedną, mało znaczącą. Czy mogła znaczyć dla niego coś więcej? Być może właśnie zmuszała go do tego by określił swoje uczucia wobec niej, potrzebowała wiedzy na ten temat, by dokonać słusznego wyboru.

_________________
Alecto Carrow Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 20:13

Właśnie, czy za tą chemią stało jakiekolwiek uczucie? Czy osoby tak spaczone jak większość bogatych Ślizgonów rozumiała co to znaczy kochać? Kochać prawdziwie, nie jedynie pożądać. Może to okaże się z czasem? Może wcale nie mają wpływu na swoje wybory, bo wszystko zostało dawno temu zapisane? Ludzie zadawali sobie takie pytania od zarania dziejów, nie ma co się łudzić, że będzie się osobą, która w końcu znajdzie odpowiedź.
Jednak mimo tych wszystkich niewiadomych był pewien jednego – w chwili obecnej bycie szczęśliwym było o wiele bardziej prawdopodobne kiedy Alecto Carrow była blisko niego i Daniel czuł, że musi się tą bliskością nacieszyć. Może zostanie przy Regulusie, może znajdzie kogoś jeszcze innego, nie dbał o to. W tej chwili była tutaj, z nim i tylko z nim, jakby nic innego się nie liczyło.
Kiedy tulił ją do siebie, odkrył, że zadziwiająco łatwo ulega jego dotykowi, ba, czuł ciepło jej ciała i stwierdził, że jest zdecydowanie rozpalona. To mu pochlebiało, ale przede wszystkim dawało niejaką gwarancję, że nie oszukuje go w stu procentach – nawet jeśli nie wiązałaby z nim żadnej przyszłości, ba, chciała go tylko wykorzystać, to jednak fizycznie reagowała na niego prawie tak silnie jak on. A może tak samo?
- No tak. Kiedy teraz o tym myślę, powinienem był to zrozumieć. Chyba namąciłem w twoim różowym związku z Blackiem. – uśmiech nie schodził z jego twarzy. Chwilę bawił się złotymi kosmykami Alecto, nakręcił nawet jeden na palec, kołysząc się ciągle w rytm muzyki.
Ale w końcu powiedziała to. Padło pytanie, które prawdopodobnie musiało paść. A odpowiedź na nie była tka oczywista, że myślenie nad nią nie zajęło mu nawet chwili. Przystanął, przerywając taniec, złapał jej dłoń i delikatnie pogładził. W końcu ponownie spojrzał w jej oczy.
- Alecto. Gdyby nie ci wszyscy ludzie dawno nie mielibyśmy na sobie ubrań – roześmiał się, by nie odebrała tego całkiem poważnie.  Nie chciał dopuścić do sytuacji, w której dziewczyna źle go rozumie i odchodzi obrażona. Swoją drogą, strasznie bł dziś wesołkowaty. Pytanie tylko czy zawdzięcza to jej obecności, czy wypitym procentom.
- Tamta noc nie chce wyjść z mojej głowy, myślę o tym non stop i czasem sam nie wiem czy sobie tego nie wymyśliłem. Ale, na Merlina, nigdy nie będę tego żałować. Zrobisz co zechcesz, Al, to twoje życie, ale nie myśl sobie, że jesteś po prostu kolejną na liście.
To było dziwne. Tak otworzyć się przed nią kolejny raz i powiedzieć wszystko, co leżało mu na sercu. Do tej pory tylko Jasmine była osobą, która poznała go naprawdę, każdy kolejny powiernik tajemnic zwiększał ryzyko, że kiedyś zostanie zdradzony.
- Cholera, Al,  jak ty to robisz? Chyba nie chcesz, bym pocałował cię przy wszystkich? – westchnął i ucałował ją w czółko, a potem rozejrzał się po zebranych. Zdecydowanie było ich mniej, ale wciąż dało się ożywić to przymulone towarzystwo i choć na chwilę przestać myśleć o tym gdzie w zamku znajduje się opuszczone, ale przytulne miejsce z dużym łóżkiem.
- Trzeba coś zrobić z tą stypą. Potem się tobą zajmę, obiecuję. – nie potrafił powstrzymać dwuznacznego uśmieszku. Ponownie powiódł wzrokiem po sali.
W końcu zatrzymał wzrok na pustej butelce po Whisky. Oblizał dolną wargę, wyciągnął z kieszeni różdżkę i ściszył muzykę na tyle, by inni go słyszeli.
- Ekhem. Myślę, że to dobra pora na butelkę. Kto gra ze mną? Alecto? Gil?  Chiara i Jas, wy na pewno mi nie odmówicie – posłał im szeroki uśmiech. Widział, że Jas jest nadal zdenerwowana, a jej humor... lepiej nie mówić. Ale był niemal pewien, że siostrzyczka mu nie odmówi, a gra mogła poprawić nieco jej podły nastrój. Rozgonił ludzi ze środka lochu, położył na ziemi butelkę i usiadł na podłodze.
- Chodźcie, im nas więcej, tym lepiej!
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 20:30

Mimo wszystko - poczuł się trochę lepiej, gdy Wanda go zostawiła. Czego by nie mówił, postrzegał ją trochę inaczej niż smaczny kawałek mięsa, który można z uśmiechem na twarzy puknąć i odstawić. Ale zamierzał się przekonywać że to tylko ze względu na to, jak wspaniałym sposobem zemsty była. Tak, to na pewno o to chodziło! Potem z ciekawością obserwował z odległości Dana i Alecto. No no no. Coś tu się kroiło. A Blais odważył się nie podzielić się z nim nowinkami. Będzie go musiał spić i przepytać, bo Gil znał się na męskich popędach i wiedział że to nie jest relacja koleżeńska to co tam odstawiali z panną Carrow. Co prawda ich nie słyszał, no ale bez przesady - to na kilometr widać. Swoją drogą...butelka?
-Aye! Tak jest nasz wspaniały szukający, któremu żaden znicz nie umknie!-wykrzyknął i wyszczerzył się złośliwie do kolegi. No bo w końcu co, czemu miałby mu odpuścić? Nie będzie go z tego powodu torturował, ale też nie zamierza udawać że nic się nie stało. Trzeba mu trochę dopiec, coby chłopak w samouwielbienie nie popadł. Ale też bez przesady, bo jeszcze biedny będzie miał depresję, a to by nie było miłe - w końcu z kim by wówczas dręczył szlamy? Blais był w tym dobry, chociaż brakowało mu okrucieństwa. Niestety z tej delikatności nie szło go wyleczyć, choć Gil próbował. Podszedł ochoczo do nich i szepnął do Daniela:
-Psst. Uważaj na Amycusa. Jak zobaczy że rozmawiasz z jego kochaną siostrzyczką, to zrobi Ci z tyłka twarz Steinera. I lepiej żebyś tylko z nią rozmawiał, bo jak nie, to Amy obu nas powiesi-rzucił i roześmiał się głośno. Gil był pijaniutki i nie miał pojęcia co mówi. Chociaż zapewne miał, ale mówił znacznie więcej niż chciałby powiedzieć. Poklepał Daniela po ramieniu i skrzywił się, jakby ktoś mu Puchona pod nos podetknął. Arrgh, pomylił ręce i poklepał go tą zepsutą. Chyba faktycznie trzeba było coś z nią zrobić, jakoś tak asap. Swoją drogą...Alecto tutaj jest? Nie zauważył jej chyba. Oh, jak nie grzecznie. A wypadało być grzecznym.
-Cześć Al, wybacz, umkneło mi Twoje wejście chociaż zapewne było spektakularne-rzucił i przytulił ją na przywitanie, nieświadom że to może być nie najlepszy pomysł. No ale któż byłby na niego zły że kogoś przytula nie dzieńdobry? Toż to był Gil, on był pełen miłości do wszystkiego co się rusza, ma cycki i nie ucieka. A jak uciekało...nie ma lepszego sposobu na podryw niż oszałamiacz, no nie? Teraz zostało mu tylko czekać aż dołączy do nich więcej osób.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Wto 27 Maj 2014, 21:49

Alecto nie wiedziała właściwie na czym stoi z Danielem, między nimi istniała jakaś więź, była ona zapewne bardzo silna, jednakże czy to wystarczyło? Od pierwszego dnia, w którym Blais się nią zainteresował myślała, że to tylko zwykły podryw, aby zaciągnąć go do łóżka. Wiele się o nim nasłuchała zanim jeszcze się poznali. Jak o większości Ślizgonów i o nim krążyło już wiele legend, a jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarenko prawdy. Teraz nie była pewna czy jakakolwiek plotka o Danielu była prawdziwa.
Musiała przyznać nawet sama przed sobą, że w końcu uległa jego zalotom, a w dodatku w niej zaczęły budzić się uczucia o których wcześniej nie myślała. Brunet w jej oczach stał się zupełnie inną osobą. Dlaczego dopiero teraz? To pytanie nie dawało jej spokoju, jednakże nie mogła się nad nim zastanawiać, nie kiedy znajdowała się w ramionach Ślizgona. Gdy była z nim reszta nie miała znaczenia, czy właśnie to było objawem miłości? Kiedy patrzymy na ukochaną osobę nie potrafimy dostrzec niczego poza nią? Tak jakby ta jedna osoba była centrum wszystkiego? Jeśli to była miłość, to można było śmiało stwierdzić, że Alecto kochała Daniela. A Regulus? Kim on był dla panienki Carrow? To pytanie było znacznie trudniejsze od wszystkich innych.
Dziewczyna nie potrafiła zapanować nad swoim ciałem gdy czuła na skórze dotyk Blaisa, jej myśli od razu uciekały do owej nocy. Pamiętała z niej wszystko, czułe pocałunki, jej dłonie badające każdy milimetr jej ciała, malinki które jej zrobił. Nadal je miała, stając przed lustrem w samej bieliźnie przyglądała się im z uśmiechem, choć z każdym dniem traciły swój kolor, w przeciwieństwie do jej uczuć względem chłopaka.
Roześmiała się słysząc jego uwagę na temat związku z Regulusem –To fakt, wyobraź sobie, że planowałam już założenie rodziny – dodała starając się przy tym zachować kamienną twarz i powagę sytuacji, jednakże nie potrafiła, czego wynikiem był szeroki uśmiech na jej czerwonych ustach. Jej związek z Blackiem, czy to właściwie był związek. Raczej chodziło o zwykły układ między ich rodzinami, nic więcej się nie liczyło jak zachowanie czystości krwi i ciągłości owych rodów. Jej brata również czekał taki los, ojciec planował kolejne zaręczyny w rodzinie, zaraz po ukończeniu przez Amycusa szkoły. Wiedziała, że jej brat podporządkuje się woli rodziców, on zawsze był tym „spokojniejszym”, za to Al., ciągle pakowała się w kłopoty, tym razem było tak samo.
Bała się odpowiedzi jaka może paść z ust Dana, sama nie wiedziała czego właściwie oczekuje, może gdyby powiedział jej, że była kolejną na liście, wtedy łatwiej byłoby jej być przy boku Blacka. Przerwał taniec, po czym ujął jej dłoń w swoją. Spojrzała w jego oczy i już wiedziała. Nic nie mogło się przed nią ukryć gdy wpatrywała się w te zielone tęczówki. Wysłuchała jego słów uśmiechając się szeroko. Jej serce zaczęło szybciej bić, tak jakby za chwile miało wyskoczyć z jej piersi wprost w dłonie chłopaka.
-Nie, to ja pocałuje Ciebie – odpowiedziała na jego pytanie, po czym wpiła się w jego usta. Tym razem pocałunek był o wiele łagodniejszy. Alecto pozwoliła sobie objąć go czule, tak by ściśle przylegał do jej ciała. Jej usta nabrały tej zmysłowej miękkości. Oderwała się od niego dopiero po dłuższej chwili, zupełnie nie przejmując się tym, że zapewne wiele osób patrzy teraz na nich z zaskoczonymi minami. Właściwie miała to gdzieś! Uśmiechnęła się na jego słowa. Nie zdążyła nic odpowiedzieć, a padł pomysł. Butelka! –Jestem za! – odpowiedziała entuzjastycznie, a wtedy pojawił się przy nich pijany Gilgamesh. –Daruj sobie Gil – odparła na jego zaczepkę z uśmiechem na ustach. Chłopak zdecydowanie był pijany, gdyż już po chwili zaczął mówić znacznie więcej niż zazwyczaj, kto by pomyślał, że ten Niemiec ma tyle odwagi by wspominać o jej bracie. Choć czy można było to nazwać odwagą? Raczej pijacką głupotą –Dobrze, że go tutaj nie ma, bo już leżałbyś na podłodze za powiedzenie na niego Amy – stwierdziła po czym dała mu buziaka w policzek na powitanie. Była na niego trochę zła, że wcześniej nie zauważył jej obecności, jednakże był zbyt zajęty Wandą, więc mu wybaczyła. –Oby to był ostatni raz – ostrzegła robiąc groźną minę. Teraz dopiero zaczęła zastanawiać się czy Dan ma świadomość tego, co kiedyś łączyło ją z Gilgamesh’em.

_________________
Alecto Carrow Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sro 28 Maj 2014, 19:23

Jak zwykle rozgrywki quiddicha nie zainteresowały Amycusa wystarczająco mocno, aby przejął się przegraną swojego domu. Miał sprawy niecierpiące zwłoki, a w skład nich wchodziło wysyłanie kilku listów niecierpiących zwłoki.
- Kto mnie tak nazwał? – Odezwał się głos z ciemności, a już po krótkiej chwili można było dostrzec sylwetkę Amycusa ubranego w nienagannie założoną koszulę koloru czarnego. Nie miał na sobie żadnego zielonego elementu, jaki świadczyłby o jego przynależności do domu węża. Wlepił swoje obojętne spojrzenie w siostrę i to niej podszedł, stając między nią a Danielem. Trudno było orzec jak długo obserwował zgromadzenie i widział pocałunek, jaki zaistniał między dwojkiem nastolatków – z inicjatywy dziewczyny. Można było go równie dobrze posądzić o rzucenie zaklęcia wyciszającego chodzenie, dzięki czemu nikt z obecnych nie spostrzegł jego obecności wcześniej niż on sam tego nie życzył.
Nie czekając na odpowiedź, podjął już po kilku sekundach zasłyszaną propozycję, poniekąd ujawniając zgromadzonym jak wiele czasu spędził w cieniu. – To jak, gramy w tą butelkę? – Najwyraźniej nie był urażony skróceniem swojego imienia użytego przez pijanego w trzy dupy Gilgamesha, ponieważ z błyskiem w oku zlustrował sylwetkę Jasmine. Być może była to jedna z niewielu okazji, przy której dane mu będzie dosięgnąć ust tejże Ślizgonki, bez właściwie żadnych konsekwencji związanych z obecnością Kruegera.
Wciąż nie wyjmował rąk z kieszeni, sprawiając wrażenie ponurego i tylko trochę zainteresowanego tematem zabawy rzuconej przez Daniela. – Macie jeszcze jakieś piwo? – Zagadnął, tym razem zwracając się do kolegi przyklejającego się do JEGO siostry chwilę temu. Mięśnie twarzy Amycusa nawet nie drgnęły, chociaż Alecto z pewnością wiedziała co się dzieje w jego wnętrzu i jak wieli mętlik ma w głowie, ażeby wysunąć odpowiednią reakcję na to co właśnie widział. Próba odnalezienia rozwiązania umykała Carrowi niczym królik, ponieważ wcześniej nie przyłapał siostry na podobnym zdarzeniu. No, prawie. Chiara się nie liczy.
Zobacz profil autora
Jasmine Vane
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sob 31 Maj 2014, 03:15

Po prawdzie Jasmine miała w głowie jeden wielki chaos. Jakaś jej część wyzywała ją od idiotek i nakazywała pokorę i ukorzenie, druga zaś unosiła się dumą oraz pychą na tyle, aby zmusić do w miarę normalnego egzystowania. Jasmine zacisnęła dłonie w pięści i dość chwilę nic nie mówiła, próbując odnaleźć w tym wszystkim siebie. Podniosła głowę, wytrącona z tego transu za pośrednictwem głosu Chiay di Scarno. Jej komentarz wcale nie ugodził Vane.. w co miało godzić, skoro chwilę temu dała światu dowód na to, że serca nie ma lub jest ono z lodu? Uśmiechnęła się chłodno do Krukonki i odebrała napój.
-Impreza Ślizgonów bez dramatu? Przy okazji zgarnęłam status królowej. Powinnaś być ze mnie dumna, moja księżniczko. -stuknęła szkłem o butelkę Chiary oraz Alexa. Taak... dobra mina do złej gry. Gdyby choć na chwilę móc ujrzeć jej wnętrze.. kunszt aktorski, jakim się teraz wykazywała był godny pochwały. W środku chciała krzyczeć, płakać, histerycznie się śmiać, a nawet popaść w głęboką melancholię.. na twarzy jednak była niewzruszona. Chciała taka być. Jeśli Chiara i Alex znali ją dobrze, a ten drugi znał ją od małego, to wiedzieli, że toczy bój sama z sobą.. i wiedzieli też, że lepiej nie pytać. Nie próbować roztrząsać.
Jasme wzięła potężny łyk alkoholu i z nikłą radością stwierdziła, że ostry, piekący smak w przełyku dusi trochę ten.. ból? Spojrzała na Alexandra.
-Jeśli chcesz, to idź. Ja.. zostanę i dopiję piwo. Pewnie za jakieś pół godziny do godziny spotkamy się w pokoju wspólnym.. jak zawsze podczas TeKa.. -powiedziała mu na ucho. TeKa było skrótem od bardzo prostego wyrażenia - Totalna Katastrofa. Jeśli o drugiej, trzeciej, czwartej w nocy było słychać ciche rozmowy w pokoju wspólnym Slytherinu, najpewniej byli to Alex oraz Jasmine podczas swoich oczyszczających rozmów. Pytanie tylko czy Vane będzie w stanie rozmawiać po takiej dawce alkoholu, jaką zamierzała spożyć. Poklepała Alexa po ramieniu z smętnym uśmieszkiem.
Kolejny łyk przepłynął przez jej gardło, a ona dojrzała kątem.. Daniela z Alecto? Uniosła brew. Przez jej głowę przechodziło teraz milion myśli, domysłów, emocji i pomysłów.. raz chciała wyjść bez słowa z trzaskiem drzwi, za chwilę wskoczyć na stół i tańczyć do upadłego. Zapijała więc smutki kolejnymi łykami alkoholu i chociaż miała twardą głowę, czuła, że chociaż trochę jej pomaga. Nie leczył, ale otępiał. A widok Daniela z Carrow nieco ją zaskoczył. Czy ona nie była zaręczona z Regulusem?
-Odmówię. -odparła, biorąc kolejny łyk alkoholu. Znowu udało jej się dorwać papierosa. Z lubością włożyłą go do ust i odpaliła. Nikotyna i alkohol, najlepsi lekarze.. Nie miała ochoty na zabawy typu butelka, chociaż zawsze była pierwsza by je proponować. Spojrzała na Chiarę.
-Ja nie mam ochoty, ale chętnie popatrzę jak śpiewająco pokonujesz kolejne wyzwania. Zastrzegam sobie jednak wyłączność na Twoje usta. -wypuściła obłok dymu, czując przyjemne drapanie. Znajoma odzywka.. znak, że może nie jest z nią aż tak źle? Było źle, ale trzeba było żyć dalej... i pozwolić emocjom opaść. Tak... pozwolić myślom się poukładać.
-Zaczynajcie, mam nadzieję, że chociaż będzie zabawnie dla mnie jako dla obserwatora. -rzuciła, znowu się zaciągając. Ostatnio paliła coraz mniej, już nawet można było mówić o rzucaniu... ale widać sytuacje "stresowe" nie sprzyjały rzucaniu z nałogiem. Akurat w tym momencie dojrzała nową postać.. Amycusa. Ich spojrzenia się spotkały. Ciekawe, czy i do niego doszła już wieść o akcji z Franzem... tak jak i cała reszta był przekonany, że tę dwójkę łączy tylko nienawiść.. gdyby tak nie było nie próbowałby tych swoich flirciarskich sztuczek na jej osobie.
-Cześć Amycus. -przywitała się, zajmując miejsce za grającymi. Wypije tyle, by zapomnieć chociaż na chwilę, skupi uwagę na zabawie i kiedy ten słodki stan nieświadomości będzie się utrzymywał, pójdzie do łóżka i odpłynie.. Kolejny łyk, tym razem whiskey. Z boku wyglądała na niewzruszoną. Obserwowała, jak Alexander kiwa głową i żegna się z nią, wychodząc już z imprezy. Uśmiechnęła się lekko.
W jej wnętrzu mała dziewczynka imieniem Jasmine szlochała w kącie, a na jej ręce wyryte do krwi było słowo "suka".

/na wyraźną prośbę - zt dla Alexa

_________________
 
You'll never find another love like mine
Someone who needs you like I do
You'll never see what you've found in me
You'll keep searching and searching your whole life through


Ostatnio zmieniony przez Jasmine Vane dnia Sro 11 Cze 2014, 23:59, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Anastasia Cassidy
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sob 31 Maj 2014, 21:59

Tak naprawdę w ciągu całego swojego pobytu w Hogwarcie, Anastasia była tutaj tylko parę razy. Nie przepadała za lochami, głównie dlatego że kojarzyły jej się z osobami, za którymi nie przepadała. Jeśli już musiała tutaj przebywać, albo przebiegała szybko albo starała się nie rzucać w oczy. Tym razem jednak, przemierzała korytarze spokojnym krokiem z wysoko uniesioną głową. Jej kroki odbijały się echem od ścian, roznosząc echo, które było jej jedynym towarzystwem.
Miała właśnie skręcić w boczny korytarz, gdy dobiegły ją głosy kilku osób. Zaciekawiona, ruszyła w ich stronę. Po paru sekundach stała z grupką osób, przyglądając się zbiorowisku. Jedyną znajomą twarzą jaka rzuciła jej się w oczy, była postać Gilgamesha. Odruchowo na jej różowych wargach pojawił się cień uśmiechu. Dobrze pamiętała chłopaka oraz to co kiedyś robili. Niewiele myśląc, podeszła do chłopaka i popukała go dwa razy w ramię.
- Witaj Gil - przywitała się z uroczym uśmiechem na ustach, spoglądając na niego z dołu. Naprawdę irytował ją jej niski wzrost, choć niektórzy uważali to za urocze. Ale jak może być urocze coś przez co wszyscy znajomi, zawsze traktują cię jak dziecko? -Co tu się dzieje? - zapytała, przyglądając się leżącej na środku butelce oraz zgromadzonym osobom.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sob 31 Maj 2014, 23:54

Ile tu się ludzi natworzyło! Gil nawet nie zdążył się rozejrzeć, a tu nagle wparował zacny waść - Carrow. Zaraz, czy oni przypadkiem o nim przed chwilą nie rozmawiali? To możliwe...o wilku mowa! Skubany wiedział kiedy się pojawić. No ale wypadałoby przywitać ładnie gościa.
-Amycus! Stary druhu!-wykrzyknął na widok Ślizgona za takim entuzjazmem, jakby widział go po raz pierwszy od przynajmniej dwudziestu lat. Gil był zdrowo pijany, a aktualnie wkręciła mu się faza na bycie milutkim i kochanym dla wszystkich. Albo nie do końca.
-Spóźniłeś się. Jak zwykle. Wiesz ile przegapiłeś? Występy artystyczne już były, bójka też, dzikie romanse.-paplał radośnie, po czym chwycił butelkę Ognistej ze stołu i wepchnął ją Amycusowi w dłonie, po czym dodał: -Piwa niestety nie ma, ale chyba nie wzgardzisz Whiskey czystą prawie jak krew?
Prawdopodobnie powiedziałby jeszcze parę rzeczy, gdyby nie to że przybyła kolejna osoba. Anastasia. Pamiętał ją skądś, ale był w takim stanie nie byłby w stanie szczegółów określić. Jednakże była ładna, więc na pewno miała czystą krew, więc oczywistym było że powinien być dla niej kochany. Zresztą on aktualnie był milutki - już pozbył się agresji, dzięki niewielkiej pomocy Doriana i...i...z kim on tam jeszcze się pobił? Nie mógł sobie przypomnieć, ale na pewno bił się z dwoma. Radośnie przytulił pannę Cassidy i obdarzył ją pocałunkiem w policzek.
-Witaj gwiazdo ma. Otóż, to co możesz tutaj zauważyć, to nasze zapijanie smutków i świętowanie tego, że mimo że ten dupek Potter przyfarcił, to byliśmy wybitnie lepsi. Mam nadzieję że widziałaś mecz i moje osiągnięcia? W końcu zrobiłem co do mnie należało. A...tak przy okazji, gramy w butelkę. Mam nadzieję że dołączysz do nas kwiatuszku?
Ok, był bardzo miły i raczej jej niczym nie uraził, więc jeszcze był trzeźwy! Jeszcze mógł się napić! Na pewno. Gdzieś tam był alkohol, prawda? Ale to za moment, bo chwilowo musiał przecież...coś musiał. A nieważne. Na wszelki wypadek uśmiechnął się do Any, tak społecznie.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 01 Cze 2014, 16:04

Był zdezorientowany, nieco przestraszony, ale przede wszystkim zachwycony. Strach brał się przede wszystkim z faktu, ze Al oficjalnie była z Blackiem, a oni i tak pokazali już za dużo. Czuł na sobie palący wzrok pozostałych zebranych, ciche szepty. Postanowił się tym nie przejmować. Jedna dłoń Daniela wplotła się między złote kosmyki, druga gładziła plecy, zjeżdżając od czasu do czasu niżej, na pośladki.
Jednak pocałunek był tylko ulotną chwilą. Podkręcił to dziwne erotyczne napięcie między nimi, ale oboje wiedzieli, że nie mogą nic z tym zrobić. Jeszcze nie teraz.
Poza tym i tak obok nich pojawił się Gil. Alkohol sprawił, że Daniel puścił jego słowa mimo uszu, a nawet uśmiechnął się do niego. W końcu miał świetny humor, jedna z najlepszych partii w szkole właśnie pocałowała go przed elitą Ślizgonów, a w dodatku on ją..
Cholera, on chyba się zakochał.
Starał się jednak o tym nie myśleć, zbyt łatwo można pomylić zwykłe zauroczenie z prawdziwym uczuciem.  Z obojętnością patrzył jak Gil przytula Alecto, dobrze wiedział, że nic między nimi nie istnieje, natomiast komentarz Gila skomentował szczerym śmiechem. Twarz Steinera. Cóż za obelga.
- Ach, ten Amycus. Wiesz, Gil, dawno nie zrównywaliśmy Steinera z poziomem tyłka. Albo kibla.
Krukon miał to nieszczęście, że był mugolakiem, a Gil wraz z Danielem w ogóle go nie oszczędzali. Nie żeby Danielowi było go szkoda... już nie. Chociaż wydawał się osobą, którą łatwo pomyśleć.
Jesteś, Ślizgonem, Blais, za to Steiner jest szlamowaty. Jest dla Ciebie przegrany, niezależnie od tego czy da się go lubić.
A potem przyszedł Amycus. Wszyscy wiedzieli, że dla Amycusa, mimo kamiennej twarzy i niewzruszonego serca Al była największym skarbem, przez co każdy, kto miał styczność z Alecto mógł się go trochę bać. Daniel nigdy nie miał z nim złych relacji  wolałby żeby tak zostało. Cz on w ogóle widział ten pocałunek? Nawet jeśli... nic nie było po nim widać. Po Danielu zresztą też nie. Już nie. Nałożył swoją maskę i znów był rozpieszczonym Ślizgonem jak setki innych.
- No to gramy. Ty też grasz? – rzucił spojrzenie Krukonce. Kojarzył ją, ale wolał nie ryzykować przekręcenia imienia. Dlatego po prostu spojrzał na nią, kiedy zadawał pytanie.
Skąd na ślizgońskiej imprezie wzięło się tylko Krukonów?
Wyciągnął różdżkę z kieszeni i kilka krzeseł przetransmutował na wygodne poduszki, które następnym ruchem przeniósł  na podłogę wokół butelki. Na wszelki wypadek butelek było trochę więcej niż osób, które wokół niego stały. Miał cichą nadzieję, że Jas dołączy tutaj... dla niego. Ale była chyba zbyt zdołowana. Irytowało go to, ale wybaczył, jak zawsze.
- Gil, spokojnie, bracie, siadaj, gramy, starczy tego gadania – rzucił mu standardowy półuśmiech. Obawiał się, że między wersami powie nieco więcej o pocałunku, o wcześniejszym tańcu. To byłoby bardzo niewygodne. – Proponuję grać na wyzwania.
A kiedy wszyscy zajęli miejsca, zakręcił butelką.
Numer ID rzutu: 152412
Daniel Blais
wynik: 4
Numer ID rzutu: 152413
Alecto Carrow
Wynik: 1
Numer ID rzutu: 152414
Amycus Carrow
Wynik: 6
Numer ID rzutu: 152415
Gilgamesh von Grossherzog
Wynik: 1
Numer ID rzutu: 152416
Anastasia Cassidy
Wynik: 3
Wypadło na bliźniaka Carrow.
- No proszę, Amycus na pierwszy ogień. Pytanie czy wyzwanie? - posłał chłopakowi niewinny uśmiech i zaczął naradzać się z resztą po tym jak Carrow wybrał pytanie.
Po chwili już wiedział.
- Co byś zrobił, gdyby ktoś przeleciał Twoją siostrę?
Oczywiście odpowiedź była dla niego dość ważna. Dla Gila chyba też, bo jakoś tak spojrzał na niego. Tak dziwnie.

/Jeśli ktoś chce dołączyć to śmiało. Rzuty zawsze będą w tej samej kolejności ;)
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 01 Cze 2014, 17:03


Alecto sama była zaskoczona swoją reakcją, jednakże z drugiej strony alkohol który krążył w jej żyłach sprawiał, że była gotowa zrobić wszystko. Teraz nawet Bazyliszek nie byłby jej straszny, więc dlaczego obecni na imprezie mieliby być? Czuła na sobie ich spojrzenia, słyszała szepty, choć wcale ją to nie ruszało. Co z tego, że obiecana była Regulusowie?! Nadal była zła na rodziców, że na to pozwolili, dobrze znali jej stosunek do tej tradycji. Matka oczywiście była po stronie dziewczyny, choć nie przyznałaby się do tego głośno.
Blais oddał pocałunek a ich języki ponownie rozpoczęły walkę o dominację, to dodatkowo zwiększyło napięcie seksualnie które powstało między nimi już w czasie tańca. Blondynka przez tą krótką chwilę nie myślała o niczym innym jak znalezieniu się ponownie w łóżku chłopaka. Wiedziała, że tym razem nie uciekałaby zostawiając jedynie list. Chciała zasypiać i budzić się w jego ramionach, czuć jego ciało przy swoim. Gdy oderwali się od siebie z ust Carrow wydobył się cichy jęk niezadowolenia.
Później wszystko potoczyło się tak szybko, a przynajmniej dla niej. Gil pojawił się przy nich a zaraz potem z ziemi jak duch lub cień pomiędzy nią a Danielem wyrósł Amycus.
-Witaj Amycus – przywitała się z bratem przytulając go mocno, choć on jak zwykle był niewzruszony tym gestem. Panicz Carrow należał do osób, które rzadko kiedy okazywały swoje uczucia, twarz chłopaka rzadko kiedy zmieniała swój wyraz. Na palcach jeden ręki można by było zliczyć ilość jego uśmiechów, które dla większości były zwykłym grymasem. Mimo, iż Amycus nie okazywał żadnych uczuć związanych z tym co zapewne widział, Alecto wiedziała już teraz, że czego ją poważna rozmowa.
Cieszyła się, że chłopak podjął propozycję gry, choć była trochę zawiedziona Jasmine, która tym razem im odmówiła. Uważała, że panienka Vane należy do osób, które bardzo chętnie przyjmują podobne propozycje, w końcu to z nią Al. urządzała najlepsze imprezy w Hogwarcie o których mówiona przez długi czas. Spojrzała na przyjaciółkę lekko rozczarowana. Po chwili ich imprezę zaszczyciła kolejne osoba, była to Krukonka. Anastasia Cassidy. Na ustach blondynki pojawił się szeroki uśmiech. Znała ową dziewczynę, właściwie to wiedziała o niej wszystko, jak również to, że właśnie ją rodzice wybrali na przyszłą żonę dla Amycusa. Swój wzrok przeniosła na brata, gdy zasiadła na jeden z poduszek, które przetransmutował Daniel. Oczywiście zajęła tą pomiędzy Blaisem a bratem.
Wiedza, o tym, że Am nie jest nawet świadomy iż wśród nich znajduje się jego narzeczona dodała Alecto pewności siebie, jeśli chodziło o jej relacje z Danem. Chwyciła delikatnie za dłoń, kręcąc kciukiem kółka na jej zewnętrznej części. Mimo, że sama przed sobą by się do tego nie przyznała, to zaczęła darzyć tego chłopaka pewnymi uczuciami. W ich wypadku nie chodziło jedynie o zwykłą chemię, między nimi było coś więcej i to budziło w niej strach. Jej wzrok padł na bruneta, który właśnie zakręcił butelką. W jej głowie od razu pojawiło się milion myśli. Szybko jednak wyparowały gdy szklany przedmiot zatrzymał się na jej bracie.
Była przekona, że Amycus wybierze wyzwanie, w końcu płynęła w nim krew Carrow’ów, wyobraźcie sobie jakie było jej zdziwienia gdy wybrał pytanie, jednakże kiedy usłyszała słowa wypadające z ust Daniela szczęka opadła jej do ziemi, zacisnęła mocniej swoją dłoń na jego. Żartujesz?! Nie, to jest chyba jakiś żart? Czy ona się przesłyszała? Nie, Dan nie był aż takim samobójcą by zadać jej bratu to pytanie. Musiało się mi coś pomylić pomyślała ciskając gromy. Jej wzrok błądził między Gile, Danielem i Amycusem. Miała ochotę zapaść się pod ziemię, to nie była jedynie niewinna zabawa. Jeśli nadal będzie szła w takim kierunku to wszyscy się pozabijają, a ona będzie pierwszą które rzuci zaklęcie zakazane.

_________________
Alecto Carrow Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
Zobacz profil autora
Amycus Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 01 Cze 2014, 17:27

Reakcja Amycusa uznana została przez resztę jako powściągliwa, chociaż on sam we wnętrzu własnego umysłu zastanawiał się głęboko w jaki sposób powinien się teraz zachować. Zazdrość nie była uczuciem, jakie należało teraz zaprezentować – w końcu to zadanie należało do Regulusa. Alecto przyjęła oświadczyny chłopaka i mimo początkowej niechęci jaką do siebie pałali, to jednak Amycusowi zawsze wydawało się, że coś między nimi może jednak zaiskrzyć. Szybko porzucił rozmyślania na temat domniemanej miłości, ponieważ nie wierzył że istnieje coś takiego – nie mogąc tego odczuć, odrzucał jak najdalej od siebie, ustępując miejscem racjonalności i empiryzmowi.
Zazdrość nie była więc emocją, którą powinien teraz zaprezentować Ślizgonom oraz siostrzyczce. Ona najwyraźniej miała całkiem sporą radość z powodu swojego obściskiwania się z Danielem, ośmieszając przy tym swój związek z Blackiem. Czyż nie pokazywała teraz, jak niewiele jest warta, poniekąd zdradzając narzeczonego z innym?
Najbezpieczniejszą drogą, jaką mógł obrać panicz Carrow był gniew i bezpodstawna złość skierowana w kierunku Blaisa. Dobre relacje jakie mieli obaj chłopacy były stosunkowo ważne, jeśli chodzi o zbieranie sojuszników, ale … co było ważniejsze? Z tym ciemnowłosy miał problem, ponieważ nie był wcześniej obserwatorem tak dziwnie skomplikowanej sytuacji.
Przez krótką chwilę przyglądał się jeszcze Jasmine, pozostającą niewzruszoną i całkowicie obojętną na to, co właśnie się rozgrywało. Informacja o biernym przyglądaniu się grze nie wsparła go na duchu, zaś motywacja zmniejszyła się na kilka dłuższych chwil. Powitanie bowiem niewiele go podparło na duchu, kiedy jedna z pięknych dziewcząt w tym gronie postanowiła odpuścić.
Leniwie odwrócił wzrok na Grossherzoga, któremu alkohol z pewnością pozmieniał kolejność szarych komórek w mózgownicy i nie przywitał się po raz kolejny. Ale zaraz, czy on w ogóle się z kimkolwiek tutaj przywitał? Pochwycił ostatecznie wciśniętą mu do rąk ognistą i wysłuchując paplaniny kolegi przytknął butelkę do ust, spijając dwa średnie łyki nie prosząc ani o szklankę. Oddanie Gilgameshowi szkła mogło oznaczać pożegnanie się z jego zawartością w tempie natychmiastowym, dlatego chłopak postanowił zatrzymać ją dla siebie. Puścił mimo uszu informację o bójce, romansach czy dramatach – spojrzał tylko wymownie w kierunku swojej siostry. Nić wiążąca bliźniaki z pewnością należała do tych trwalszych, a wspólne wychowanie zrobiło swoje: Alecto wiedziała, że Amycus najchętniej zaciągnąłby ją za rękaw z lochów i porozmawiał z nią co ona wyprawia i do czego zmierzają jej zabiegi. Zbyt wiele towarzystwa było, aby w jakikolwiek sposób miał pokazać, że coś mu się nie podoba w zachowaniu siostry – zawsze ją popierał i stał za nią murem, obojętnie co by wykombinowała. Nawet teraz podejrzewał, że ten pocałunek to nie wina panny Carrow, ale Blaisa. Ostatecznie wiedział, co takiemu może chodzić po głowie. Nie podejrzewał jednak tego, że Daniel poniekąd próbował oświadczyć się Alecto i zmienić jej zainteresowania co do przyszłego męża.
Jedynie kątem oka spostrzegł przybycie kolejnej persony do zgromadzenia, przypominając sobie dość pośpiesznie nazwisko czysto krwistej czarownicy – ojciec ostatnio opowiadał mu o rodzie Cassidy w taki sam sposób, jak o wielu innych. Umiejętności podrywu Gilgamesha były żałośnie bezczelne, ale zamiast interweniować i ratować dziewczę – Carrow odwrócił się w kierunku swojej siostry, korzystając z odejścia Daniela w kierunku krzeseł, przemieniając je na poduszki. Amycus wolał bardziej subtelną zabawę z płcią przeciwną, niespieszną i odpowiednio stanowczą z wyczuciem, którego pijanemu Ślizgonowi teraz brakowało.
- Co ty najlepszego wyprawiasz? – Wysyczał w jej stronę, poniekąd pochylając się nad jej uchem. Ostatnie, czego by sobie życzył to podsłuchiwanie przez osoby trzecie tej rozmowy, dlatego ie zamierzał tego kontynuować w nieskończoność. Zależało mu na jednej lakonicznej odpowiedzi, dzięki której będzie miał jakiś konkretny i wyraźny punkt odniesienia.
Ostatecznie Daniel zaczął zwoływać towarzystwo na grę, dlatego niechybnie trzeba było umiejscowić zadek niedaleko głównego przedmiotu zabawy. Poduszki przemienione przez Blaisa były w miarę wygodne, chociaż to akurat nie zaprzątało głowy Amycusa. W końcu butelka zaczęła się kręcić, a Carrow nawet nie podejrzewał, że zostanie jako pierwszy odstrzelony. Wybrał pytanie bez żadnego wyjaśnienia, stwierdzając że po Danielu niewielu rzeczy można było się spodziewać. Nie sądził jednak, że słowa jakie usłyszy będą aż takie..bezpośrednio odnoszące się do sytuacji, o której przez cały czas myślał Ślizgon.
Jego brwi drgnęły, kiedy przypomniał sobie o zmarszczeniu brwi w grymasie niezadowolenia. Serce zabiło mu nieznacznie szybciej, ale nie było teraz wystarczająco wiele czasu na fascynację tym niecodziennym zjawiskiem. Poczuł na sobie palące spojrzenie swojej siostry, na którą przeniósł wzrok i dość szybko odkrył, w kogo kierunku ona spogląda.
Daniel – to nic nie znaczyło, on mógł jedynie zadać pytanie. Jednak dlaczego oboje zerkali w kierunku Gilgamesha? Kolejne ukucie w klatce piersiowej Carrowa zmusiło go do tego, aby nieznacznie mocniej zmarszczyć brwi i zmusił się, przenosząc wzrok na Blaisa. Cisza zdawała się przytłaczać, a atmosfera stawała się coraz gęstsza.
- Gdybym dowiedział się kto to zrobił, na początku otumaniłbym dupka i wywiózł gdzieś w bezpieczne miejsce, abym potem mógł na spokojnie przeprowadzić z nim… – Amycus nagle przypomniał sobie o obecności nieznanej Krukonki, dlatego urwał w połowie zdania i zerknął na Anastasię, dokańczając spokojniej: -..pogawędkę.
Każda osoba znająca jednak Carrowa trochę bardziej niż „dobrze” była w stanie przypomnieć sobie informację o obsesji Amycusa dotyczącą zabawiania się nad torturowanymi osobami. W kręgu nie było Regulusa, który najwięcej ze wszystkich widział na własne oczy,  jak wielkie oddanie wykazuje chłopak podczas tych niewielkich epizodów w swoim życiu.
Przerwa trwała niezwykle krótko, ponieważ Ślizgon wrócił beznamiętnym spojrzeniem do Daniela, a jego twarz rozluźniła się. – Jeśli dowiedziałbym się, że głównym celem było zaliczenie kolejnej dziewczyny w szkole i nie wiąże się z poważniejszymi krokami… zapewne ów osobnik miałby problemy przez kilka dni na używanie w prawidłowy sposób swojego narządu rozrodczego. – Amycus sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego, jak zwykle zresztą. Ujrzenie uśmiechającego się go bądź opowiadającego kawał graniczyło z cudem. Jego spojrzenie wciąż wwiercało się w oczodoły Daniela, chociaż słowa wypowiadane przez niego skierowany były poniekąd do Gilgamesha jako ostrzeżenie. Ogólne ostrzeżenie do każdego chłopaka w kręgu, że jeśli tylko będą próbowali tknąć jego siostrę palcem w celach zabawy – spotka ich bolesna kara, którą zapamiętają do końca swoich dni.
Zażenowanie takimi kwestiami nigdy nie dotyczyło młodego Carrowa, dlatego też ten przeniósł w końcu spojrzenie na swoją siostrę i chociaż nic nie powiedział, jej rozbiegane spojrzenie zdradzało coś. Coś – bo Amycus nie potrafił domyślić się, który ze scenariuszy obranych w myślach może być prawdziwy.
Wypowiedź chłopaka była dobrze przemyślana, mimo że pytanie zostało zadane gwałtownie i w całej swojej nieprzewidywalności – zaskakująco. Celowo używał słów niedotyczących poważnego związku i chemii, jaka mogła wyniknąć między Alecto a na przykład Blackiem. Oczywiście byłoby niezbyt interesująco, jeśli straciłaby dziewictwo przed ślubem – Amycus jednak był przekonany, ze dziewczyna nie miała jeszcze styczności z żadnym nagim chłopakiem. Zdecydowanie łatwiej będzie mu przełknąć myśl, że bliźniaczka spała z Regulusem przed ślubem – nie podejrzewał, iż oddała swoje ciało nie jednemu, ale dwóm Ślizgonom w tym otoczeniu.
Stwierdziwszy, że wystarczy już tego ciężkiego milczenia, a ciekawość osób postronnych została zaspokojona – pochylił się i zakręcił butelką. Która kręciła się i kręciła, aż w końcu spoczęła… na nikim innym jak na Alecto.



Numer ID rzutu: 152417
Daniel
wynik: 4

Numer ID rzutu: 152418
Alecto
wynik: 6

Numer ID rzutu: 152419
Gil
wynik: 2

Numer ID rzutu: 152420
Anastasia
wynik: 2


Tym razem lewy kącik ust drgnął Amycusowi, kiedy przekręcał głowę w kierunku siostry – dało się nawet dojrzeć błysk w jego ciemnych oczach. Upił łyk ognistej, jaką otrzymał od Gilgamesha, przeciągając chwilę zadania pytania i rzucił:
- Co wiesz o dziewczynie, którą za miesiąc mam poprosić o rękę? – Pytanie niezwykle prywatne i intymne, ale najwyraźniej Amycusowi nie przeszkadzało to, że praktycznie obce mu osoby będą wiedziały TAKIE rzeczy. Podejrzewał, że Alecto ma wystarczająco dużo oleju w głowie, aby nie wypaplać wszystkiego. Coś na kształt ciekawości krążyło po umyśle Amycusa, a już na pewno zamierzał wykorzystać butelkę do osiągnięcia swoich celów. Bo co to za zabawa, skoro nie ma się z tego żadnych korzyści? Wiedział aż za dobrze, że matka wtajemniczyła Alecto w szczegóły dotyczące przygotowania nadchodzących oświadczyn w posiadłości Carrow.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 01 Cze 2014, 20:39

ilgamesh chwycił kolejną flaszkę whiskey i popijając ją, dosiadł się radośnie do gry. Kiedy natomiast usłyszał pytanie Daniela i zobaczył wymierzone w niego spojrzenia, prawie się zachłysnął. Na wszelki wypadek udał że wypił za dużo whiskey naraz i to dlatego. To chłopak dowalił pytaniem. Zaraz zaraz...takie pytania NIE BIORĄ się znikąd. Coś tu było nie tak. Chyba jego ulubiony szukający zapomniał mu o czymś wspomnieć. A to dupek! No no no, to teraz mu zamierzał troszkę dowalić. Chociaż...bez przesady, nie zamierzał za bardzo godzić w Alecto. Miał plan jak to zrobić, aby był wilk syty i owca cała. Lekko przerażony wysłuchał odpowiedzi Amycusa. Jego biedna męskość. Starał się nie pokazywać po sobie żadnej reakcji na wypowiedź Ślizgona, jednakże zdecydowanie nie podobało mu się to, co mogło się dziać, gdyby Carrow wiedział za dużo. Hmm. Chyba nadeszła pora aby się zwierzyć koledze. Oczywiście nie Amycusowi! To by mogło byś troszkę ryzykowne. Ale Daniel, powinien o czymś wiedzieć - zresztą Gil też zamierzał się czegoś dowiedzieć, licząc że jego reakcja będzie wymowna. Nachylił się do Blaisa.
-Psssst. Ty też spałeś z Alecto? Bo jak tak to obaj umrzemy w męczarniach, a tego bym wolał uniknąć -szepnął Gilgamesh do Daniela, tak by tylko on miał możliwość go usłyszeć, po czym dodał również szeptem: -Nie popełniaj tego błedu co ja i trzymaj się jej. Warto.
O tak, to była perfekcyjna wypowiedź. Odsunął się i uważnie obserwował szukającego, licząc że ten swoją reakcją jakoś się zdradzi i Gilgamesh będzie mógł być czegoś pewien. Co prawda jutro nie będzie tego pamiętał, ale co tam. Później zostało mu tylko obserwować przebieg gry.
Zobacz profil autora
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 01 Cze 2014, 21:26

Alecto wiedziała, że to czego świadkiem był jej brat wywołało w jego głowie totalny mętlik. Mimo pokerowej twarzy, która zachowywał zawsze, niezależnie od sytuacji jego umysł buzował. Zawsze starał się zrozumieć jej zachowanie, była jego młodszą siostrą, choć ja dla niej te 3 minuty właściwie nie miały znaczenia. Niestety ona była tą, która rzadko kiedy zachowywała się racjonalnie, jedynie w sytuacjach którego tego wymagały starała się zachować zimną krew, nie pozwalając by emocje wzięły nad nią górę. To ona była tą która zawsze mówiła co myśli, nawet jeśli musiała sprzeciwić się rodzicom. Amycus był jej zupełnym przeciwieństwem, zwłaszcza w strefie emocjonalnej. On zawsze podporządkowywał się woli ojca, tak jakby nie miał własnego zdania, blondynka wiedziała czym to było spowodowane, dlatego starała się w tej kwestii pomagać bratu.
Ona w przeciwieństwie do Ama nigdy nie liczyła na to, że między nią a Blackiem coś zaiskrzy, patrząc na historię ich znajomości zadziwiającym było to, że przyjęła jego oświadczyny. Sama do końca nie była pewna dlaczego to zrobiła, widocznie presja jaką wywarli na niej rodzice strasznie się jej udzieliła, nie potrafiła powiedzieć „nie” czując na sobie wzrok wszystkich obecnych. Poza tym gdyby jej odpowiedź była negatywna zapewne wywołałaby nie lada skandal, który nie tylko odbiłby się na rodzinie Regulusa, ale i na jej. Dzięki temu, że powiedziała „tak” miała zapewniony święty spokój, a w dodatku między nią a narzeczonym zawarty był układ. On robił co chciał i ona również. Mimo tego wszystkiego skłamałaby mówiąc, że noc spędzona z Regiem w cienistym zakątku nie miała wpływu na jej odczucia względem niego. Przez to wszystko co teraz działo się w jej życiu miała totalny w głowie.
Daniel od zawsze był kimś ważnym w jej życiu, choć uświadomiła sobie to dopiero niedawno, zaś Regulus powoli stawał się częścią jej życia. Spędzali ze sobą sporo czasu poza Hogwartem, na wszystkich uroczystościach pojawili się razem, grali szczęśliwą parę, jednakże czy nadal to była tylko gra? Sam nie wiedziała. Trudno było jej ocenić uczucia Blacka względem jej osoby, a przecież jeszcze niedawno zapewniał ją, że podejmie walkę. Jej brat nie rozumiał przez co przechodzi blondynka. Byli sobie bardzo bliscy, z racji tego, że byli bliźniakami łączyła ich niezwykła więź, ale Alecto nie mówiła Amycusowi o wszystkim. Miała swoje tajemnice, które nigdy nie ujrzały światła dziennego. Jedną z nich była noc spędzona z Danielem i jego oświadczyny. Temat ten był trudny nawet dla niej.
Panienka Carrow wpatrywała się w brata chcąc dotrzeć jak najwięcej w jego zachowaniu, małe gesty, wymowne spojrzenia kierowane wobec Blaisa, wiedziała że brat wcale nie pochwala jej zachowania, choć zapewne uważał iż to Ślizgon zawinił nie ona. Słysząc pytanie skierowane jej kierunku spojrzała w oczy bliźniaka. –To co nakazuje mi serce – odpowiedziała szeptem, sama była zaskoczona swoją odpowiedzią. Nigdy wcześniej nie mówiła otwarcie o swoich uczuciach skierowanych do Dana.
Ślizgonka zagryzła mocniej dolną wargę, przecinając ją delikatnie zębami, jej usta wypełnił smak krwi. Nie mogła uwierzyć, że brunet zachował się tak bezmyślnie.
Każdy wiedział, że panicz Carrow uważa swoją siostrę za największy skarb świata, a gdy jakiś chłopak się do niej zbliży od razu jest na przegranej pozycji, więc co Blais chciał osiągnąć? Nie zdziwiła jej odpowiedź bliźniaka, wręcz spodziewała się czegoś bardziej okrutnego. Widocznie obecność Krukonki spowodowała lekkie złagodzenie Carrow’a. Gdy na nią spojrzał uciekła wzrokiem, teraz będą musieli poważnie porozmawiać. Alecto nie była jeszcze gotowa na tą rozmowę, jednakże po dzisiejszym wieczorze nie będzie miała wyboru. –Będziemy musieli później rozmawiać Am – pochyliła się w kierunku brata szepcząc mu na ucho owe słowa, po czym wzięła butelkę z jego ręki upijając z niej spory łyk. Smak alkoholu sprawił, że skrzywiła się delikatnie –Nienawidzę ognistej – mruknęła pod nosem, spojrzała na butelkę, która kręciła się niebezpiecznie, aż w końcu zatrzymała się na jej osobie. Super! przeszło jej przez myśl, była gotowa usłyszeć najgorsze pytania ze wszystkich, a kiedy w końcu je usłyszała roześmiała się. Jej wzrok spoczął na uroczej Krukonce znajdującej się w ich towarzystwie, musiała mieć więcej odwagi niż rozumu przychodząc tutaj.
-Hm….niech się zastanowię. – odparła obracając butelkę w dłoni. Chciała potrzymać brata w słodkiej niepewności. Lubiła czasami znęcać się nad nim w taki sposób, jego niewiedza w niektórych przypadkach była dla niego zabójcza. Mimo wszystko musiała przyznać, że Amycus jest bardzo cwany, zapewne przewidział to, iż w otwartej rozmowie ona nie zdradziłaby mu nic. –Na moje oko wiem bardzo dużo. Nie jest to żadna ze Ślizgonek, tego możesz być pewien, aczkolwiek jej ród jest dość znany i ceniony. Urodziwe z niej dziewczę, więc wasze dzieci również powinny być piękne. – odparła z wielkim uśmiechem, nie miała zamiaru zdradzać mu od razu wszystkiego. To była jej karta przetargowa. –Teraz ja kręcę! – oznajmiła po krótkiej chwili wprawiając w ruch szklany przedmiot. Blondynka była tak zaaprobowana kręcącą się butelką, że nie zwróciła uwagi na to, że Gil szepcze coś do Daniela. W końcu po nieskończoności flaszka zatrzymała się na Anastasi –Tak, tak, tak – zaczęła śpiewać uradowana poruszając przy tym ciałem –Pytanie czy wyzwanie? – zapytała, a słysząc słowo „wyzwanie” w oczach Carrow pojawiły się małe iskierki.
Numer ID rzutu: 152474
Daniel
wynik: 3

Numer ID rzutu: 152475
Amycus
wynik: 2

Numer ID rzutu: 152476
Gil
Wynik: 4

Numer ID rzutu: 152477
Anastasia
wynik: 6

Pokręciła się trochę na poduszce, zupełnie tak jakby była jakaś niewygodna, choć trzeba przyznać że Daniel bardzo się postarał. Spojrzała na brata, po czym swój uradowany wzrok przeniosła na Anastasie. Wzięła do ręki butelkę whisky podając ją dziewczynie –Masz zatańczyć w najbardziej seksowny sposób jaki potrafisz przed moim bratem, a na końcu go pocałować – oznajmiła z wielkim uśmiechem na ustach. Była bardzo zadowolona z takiego obrotu sprawy.

_________________
Alecto Carrow Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   

 

Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-