IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next
AutorWiadomość
Dorian Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sob 24 Maj 2014, 17:29

Tak jak się spodziewał. Gilgamesh nie pozostał mu dłużny i cisnął nim o podłogę, jak szmacianą lalką. Rąbnął przez to nosem o zimną posadzkę i syknął. Na domiar złego, butelka alkoholu, którą wcześniej trzymał rozbiła się na miliony kawałeczków, rozlewając przy tym przeźroczysty trunek. Miał tego dnia takiego pecha, że chcąc się podnieść, obiema dłońmi nacisnął na szkło, rozcinając sobie skórę… przy okazji sprawiając sobie ból, dotykając otwartymi ranami wódki, która działała jak spirytus. Podłoże wokół niego szybko zmieniło barwę na krwistoczerwoną. Dorian jednak się tym nie przejął zbytnio, mimo iż pulsujący ból był trochę nie do wytrzymania. Będzie musiał się tym zająć dosyć szybko, gdyż ułamki szkła dość głęboko wsunęły się w jego dłonie.
Wanda pojawiła się wtedy, kiedy miał się podnieść na nogi i dołożyć Gilgameshowi, nie zważając na swoje rany. Stwierdził, że później się tym zajmie… Ale nie tylko siostra odciągnęła go od zamiaru obicia mordy Narcystycznemu Ślizgonowi… Pojawienie się Jasmine nieco zbiło go z tropu. Jeszcze przed chwilą była tam… cała roztrzęsiona. Teraz natomiast była tu i mówiła mu czego ma nie robić, grożąc przy tym różdżką. Przewrócił oczami, nie zawracając sobie nią głowy. Przynajmniej odciągnęła O’Malleya w bezpieczne miejsce i na pewno się nim dobrze zajmie. W końcu nie ma to jak czuła, kobieca ręka, prawda?
- Chrzanić to – warknął do siebie, akurat wtedy, kiedy Wanda, nieproszona, pomogła mu wstać. Wciąż był na nią zły, jednak nie zwrócił się do niej bezpośrednio. Nie podobało mu się to wszystko, nie podobały mu się jego uczucia, jego mętlik w głowie i ta złość, która od jakiegoś czasu wciąż się pogłębiała i pogłębiała, tworząc w jego umyśle dużą, czarną dziurę. Wszystko było przytłaczające i nawet tępy ból dłoni tego chociaż na chwilę nie zagłuszył. Kolejne obietnice z ust Wandy także przyjął w milczeniu, po czym wyrwał się jej, jakby dotyk własnej siostry palił. Zrobił kilka kroków do tyłu i zapominając się, przesunął dłonią po ustach, pozostawiając na twarzy smugi własnej krwi.
Rzucił spojrzenie Wandzie, po czym chłód błękitu jeszcze na chwilę spoczął na Alexandrze. Nie wyglądał za dobrze, pewnie będzie po tym ślad… W milczeniu znów się wycofał kilka kroków. Wanda przylgnęła do Gilgamesha, mówiąc coś o Skrzydle Szpitalnym. Należało się draniowi, bardziej niż kiedykolwiek mu się należało. Nie skomentował tego jednak. Znów był w punkcie wyjścia. Sam, jednak i nie do końca. Towarzyszył mu okropny, kłujący ból… i wcale nie był on spowodowany rozciętymi dłońmi.
Odwrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia. Tak, zdecydowanie nienawidził imprez.

[z/t]
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Sob 24 Maj 2014, 17:59

Z radością pozwolił się odciągnąć. I tak już nie miał zamiaru się bić. Nie dzisiaj. Po przegranym meczu, bójka z Dorianem mogłaby się skończyć połamaniem kilkunastu kończyn. W obu wypadkach. Kiedy zobaczył z lekkiej już odległości, że Dorian sam się bardziej krzywdzi, nie odczuł jakiegoś specjalnego żalu. Aktualnie był w stanie zmiażdżyć mu czaszkę osobiście i żałować dopiero dnia następnego, więc dobrze że Whisper sam się ukarał. Tak było dla niego bezpieczniej. Nie byłoby też mądrze gdyby próbował się dalej bić z Alexem - w końcu przy Jas to mogłoby się zakończyć tym, że dostałby od niej po łbie, albo co gorsza - po kroczu. Rosier i Krueger już wyszli na szczęście, bo znając życie, któryś z nich zareagowałby gwałtownie i bójka toczyła by się sama dalej. Gilgamesh wziął dwa głębokie oddechy. Czemu tu nie było żadnego cholernego Puchona? Akurat teraz by się przydał. Albo Syriusz Black. O, tego dupka to by chętnie teraz spotkał i pokazał mu jak bardzo go lubi. Swoją drogą nie rozumiał czym właściwie Wanda się przejmuje. Toż nie stało mu się nic specjalnego, czemu niby miał iść do Skrzydła Szpitalnego? Przecież samo się naprawi. Rano.
-Chrzanić rękę, to tylko drobne zranienie.-rzucił trochę obojętnie. W końcu nie zamierzał wyjść na kogoś miękkiego. Swoją drogą, Wandzia mogła być teraz na niego wściekła - w końcu naklepał jej bratu. Eh, trzeba to było jakoś rozwiązać, szczególnie że potrzebował teraz kobiecego ciała. W sumie, po namyśle, był jeden prosty sposób. To takie proste, czemu on na to nie wpadł! Przecież mówił to milion razy, różnym dziewczynom! Co prawda to nie było zbyt szczere, ale są trzy prawdy - ta prawdziwa, ta czasowa i ta Ślizgońska. Swoją drogą, reakcja na pewno będzie zabawna i dostarczy mu wiele rozrywki. Tak, zdecydowanie taki teatrzyk poprawi mu humor. Zdrową ręką odgarnął włosy Wandy, po czym dotknął jej policzka. Spojrzał jej w oczy i złożył szybkiego buziaka na jej ustach, po czym odchylił się do jej ucha i postanowił właśnie zmienić jej światopogląd. Tak, zdecydowanie przyjemnie będzie widzieć jej zszokowaną minę.
-Kocham Cie-wyszeptał. Po chwili powrócił i spojrzał jej w oczy, starając się zachować stuprocentową powagę. W końcu nie byłoby zbyt dobrze gdyby się roześmiał. Swoją drogą, może to wmówi pannie Whisper że powinna się bardziej starać. Bo jak to tak, że tylko on się męczy i podejmuje działania, a ona mu jeszcze okrutnie odmawia? Tak nie można było.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 12:40

Zapamiętać. Nigdy nie wpadać na dzikie imprezy ślizgońskie kiedy w jednym pomieszczeniu znajdują się pan Narcyz i pan Mruczek. Zawsze istnieje ryzyko, że tamci zadźgają się na śmierć swoimi różdżkami, albo tak jak teraz zaczną wymachiwać łapami we wszystkie możliwe strony. Walka nie jest chyba najmocniejszą stroną Doriana – przynajmniej nie po pijaku, kiedy ten jeszcze rozwalił butelkę wódki, kalecząc się nią. Gdyby Wandy nie było przy tym wydarzeniu pewnie skomentowałaby to jakoś chamsko, wyśmiewając przy tym brata, ale teraz kiedy znalazła się pośrodku wymiany ognia wcale do śmiechu jej nie było.
Gdy Dorian zebrał się i wyszedł, ta przeniosła spojrzenie na Gila i zmarszczyła brwi, słysząc jego głupi tekst o tym, że to nic takiego. No przepraszam, ale jego ręka była w dość kiepskim stanie, dlatego dziewczyna tylko zacisnęła zęby.
- Wybacz, ale jednak będę upierać się żebyś odwiedził to głupie Skrzydło. – Powiedziała i spąsowiała gdy ten dotknął jej twarzy, nie wspominając już o przelotnym buziaku, który wytrącił ją z równowagi. Kompletnie nie rozumiała tego kolesia… Ostatnim razem kiedy rozmawiali nie było tak miło, a za każdym razem gdy spotykali się w Sali lekcyjnej czy też na korytarzu Wanda zawsze mogła liczyć na paskudne komentarze względem jej osoby. Ile to razy robiło się jej przykro, gdy ten w dosyć niewybredny sposób poniżał ją przy reszcie kolegów. Teraz jednak gdy ją spotkał sam na sam zachowywał się zgoła inaczej. Jego zachowanie zmieniło się diametralnie, czego nie mogła ogarnąć, zrozumieć, chociażby naprawdę chciała. Dodatkowy mętlik w głowie wprowadziły te dwa słowa, które wywołały dziwny acz przyjemny dreszczyk na jej ciele. Nie wiedząc gdzie podziać oczy, kompletnie zażenowana zerknęła na niego przelotnie, czując jak się czerwieni od stóp po cebulki włosów. Zasłoniła dłonią połowę mordki i zamknęła oczy, nie wiedząc jak się zachować.
- Gilgamesh, ja… Nie wiem co.. Dziękuję… – Wymamrotała łamiącym się głosem spoglądając na niego zakłopotana. Nie wiedziała czy była to prawda, wolała teraz o tym nie myśleć, bo to jeszcze pogorszy sprawę. Mimo jego skandalicznego zachowania lubiła go. Podobał jej się, to owszem, bo niestety trzeba było mu to przyznać – jest cholernie przystojny. Ale sama Wandzia nie wiedziała dokładnie co do niego czuje, skoro wokół niej kręci się tylu przystojniaków, na których w każdej chwili może liczyć.
Zbita z tropu patrzyła na niego tylko szeroko otwartymi oczami, a kącik jej ust nieznacznie drgał zupełnie jakby zastanawiał się czy pozwolić się jej uśmiechnąć, czy też wybuchnąć śmiechem.
No to żeś dowalił, Niemcu.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 14:55

Haha! Wandzia się zaczerwieniła! No no no, reakcja wspaniała! Lubił fakt że się tak często czerwieniła, bawiło go to wręcz momentami. Zdrową ręką wyciągnął różdżkę i szybko przywołał butelkę whiskey ze stołu. No bo co, chyba nie będzie sam chodzil, no nie? Postawił butelkę na podłodze, przytrzymał stopami i odkręcił. Pociągnął parę zdrowych łyków, po czym uznał że jest trochę niegrzeczny i podsunął butelkę Wandzi. Jeśli wzięła to po prostu zostawił ją w jej rękach, jeśli nie - odstawił na ziemię. Jednakże był pewien że powinna się napić - na odwagę. W końcu w przeciwnym wypadku ciężko będzie z nią porozmawiać. Chociaż czy on w sumie chciał z kimś rozmawiać? A może chciał? Mógł trochę wolniej opróżniać to whiskey, bo kręciło mu się w głowie.
-Jesteś piękna niczym butelka Ognistej.-powiedział. A w każdym razie był przekonany że to powiedział, bo raczej jego słowa były troszkę zniekształcone. Ale w jego intencji było żeby tak właśnie powiedzieć. Położył jej dłoń na talii i spojrzał w jej oczy.
-Wiesz...kiedy patrzysz w moje oczy, znów pijane jak codzień...-rzekł filozoficznie, po czym najwyraźniej alkohol mu dał znać że zdecydowanie przesadza dzisiaj z dyskusjami. W końcu było już wszystko - paskudna przegrana, durna bójka, głupie wyzwiska, nadmiar rozmów i wątek miłosny. Chyba już wystarczyło wrażeń na dzisiaj. Organizm Gila tak najwyraźniej uznał, bo nie dał mu dokończyć swojej myśli, której teraz już nawet nie kojarzył. Oczy mu się zamknęły, a ciężka głowa pociągnęła go do tyłu. Rąbnął o posadzkę, jednakże nie obchodziło go to. Już nic nie czuł. To był zgon, zwykł zgon, który mógł się zdarzyć każdemu. Gdy przydzwonił, to poza nabiciem sobie sporej wielkości guza, ugryzł się też w język dość dotkliwie, bowiem z jego ust popłynęła wąska strużka krwi. I odpłynął, w krainę pijackiego snu.
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 18:22

Dziewczyna kompletnie nie rozumiała co też Gilgamesh wygaduje. Widocznie za dużo wypił, a do tego jeszcze mocował się nieporadnie z kolejną butelką alkoholu. Tego było już za wiele. Gdy wcisnął jej whiskey w ręce, ta w pierwszym odruchu miała ochotę się napić. Napić by zapomnieć co się tutaj wydarzyło. Napić by może zrozumieć lepiej postępowanie Gila – co jednak mogłoby się skończyć płaczem czy inną katastrofą. Zdecydowała jednak zachować trzeźwość umysłu i butelkę po prostu odstawiła na najbliższy stolik, poza zasięg rąk towarzysza. Uniosła spojrzenie ciemnych ocząt powrotem na jego twarz i z całych sił starała się zrozumieć co tez on do niej mówi. Chyba miało wyjść z tego coś romantycznego, albo miłego, ale jedyne co Wanda zrozumiała to jakiś pijacki bełkot. Już miała mu coś odpowiedzieć, gdy ten się zachwiał i rąbnął tyłem głowy o posadzkę. Krukonka nie miała najmniejszych szans by go złapać – poza tym nie była aż tak silna, w końcu z Panicza to kawał chłopa. Ze zdziwieniem obserwowała cały wypadek zupełnie jakby widziała wszystko w slow mode i zamrugała oczkami. Dopiero po tym jak usłyszała dudniący odgłos uderzającej głowy o podłogę ocknęła się o uklękła przy Ślizgonie, obejmując dłońmi jego twarz. Spojrzała na nią i w duchu stwierdziła, że chłopak naprawdę jest przystojny. Szkoda tylko, że ma trudną osobowość i dziewczyny traktuje tak przedmiotowo, ale może da się to zmienić? Wandzia sama nie wiedziała co o tym myśleć. Korzystając z okazji, że Gil w końcu nic nie mówi, przesunęła delikatnie kciukiem po jego policzku i uśmiechnęła się lekko do siebie i swoich myśli. Widząc ścieżkę krwi wędrującą przez jego podbródek, aż na koszulę sięgnęła na sąsiedni stolik po jakąś serwetkę i wytarła delikatnie szkarłatną ciecz, tak, by nie poplamiła jego odzienia. Robiła to delikatnie i z wyczuciem, w końcu była kobietą.
Nie miała siły by go gdziekolwiek przenieść, a reszta osób uczestniczących na imprezie była zajęta sobą więc postanowiła zbudzić śpiącego Księcia.
- Gilgamesh, Gilgamesh. Obudź się, no proszę. - Poklepała go po policzku, starając się zrobić to lekko, jeżeli jednak to nie dało skutku to po prostu strzeliła go odrobinę mocniej, tak by go otrzeźwić.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 21:27

A miało być tak pięknie. Miał wypoczywać, regenerować swe siły po tak pracowitym dniu. Co prawda odczuł iż ktoś go tyka, jednakże zareagował tylko pijackim ruchem zdrową ręką (która całkowitym przypadkiem wylądowała na piersi Wandy), po czym przestał reagować, oddając się słodkiej nieświadomości. Jednakże nie, nie dane mu było - jego słodki sen został przerwany tak brutalnie, jakby do pokoju pary podczas stosunku ktoś wbiegł i zapalił światło. Wyjątkowo nieprzyjemny sposób. Wandę najwyraźniej poniosło, bo dostał naprawdę pięknego płaskiego, który wyrwał go z letargu. Na początku miał ochotę zerwać się na równe nogi, jednakże jego organizm był przeciwko. Dlatego też tylko lekko podniósł głowę, która zostawiona sama sobie w powietrzu, postanowiła oddać się prawu grawitacji. Kolejne uderzenie o podłogę znowu go zamroczyło. Kiedy już dziwne mroczki zniknęły, zorientował się że dalej jest na Ślizgońskiej imprezie. Hurra, party all damn night! A któż to obok niego majaczył? Toż to Wanda! Hurra. O cóż to tam, na jej piersi spoczywało? To jego ręka, hurra. W sumie...to chyba nie był najlepszy pomysł. Powoli, choć niechętnie, zsunął tą rękę po jej ciele, co by się skrępowana nie czuła. Jednakże kim by był, gdyby ją zabrał? Niech sobie odpoczywa spokojnie, na udzie Krukonki.
-To chyba najlepsze pijackie przebudzenie, jakie w życiu zaliczyłem, wiesz? Dopiero co z podłogi wstaję a nade mną piękna kobieta. Pochlebia mi to skarbie mój.-rzucił lekko, tak jakby to było zwykłe zdanie, który każdy wypowiada gdy się budzi. W sumie...jemu się dość często zdarzało. Z trudem się podniósł do jakiejś znośnej pozycji i musnął ustami policzek Whisperówny. Przecież nie będzie sobie żałował, fajne policzki miała.
-Wiesz, to bardzo niemiłe że ostatnio nie chciałaś ze mną spędzać czasu.-rzekł, zupełnie zapominając o tym że przecież to on był obrażony. No bo w końcu każdemu się może zdarzyć, prawda?
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 21:55

No tak. Gil nie byłby Gilem gdyby nie skorzystał z okazji zmacania Wandy, prawda? Nawet gdyby miał to zrobić kiedy jest nieprzytomny, to ten i tak znajdzie sposób. Zupełnie tak jak teraz kiedy jego dłoń niby to przypadkiem wylądowała na lewej piersi dziewczyny, na co tylko ta zmarszczyła brwi i strzepnęła ją z siebie. Przepraszam bardzo, ale to było nie w porządku. Nie należy wykorzystywać tej słabostki dziewczyny, tylko po to by pomacać sobie jej cycka. Oburzona tym wybrykiem spojrzała na niego i zmarszczyła gniewnie brwi, gdy ten się podnosił. Jak widać mocne uderzenie zadziałało zbawiennie na jego postać, co w środku ucieszyło Wandzię. Mimo wszystko nie chciała zostawiać go samego tutaj – nie wiadomo kto by się nim zajął. I w jaki sposób…
Słysząc pierwsze słowa wypowiedziane przez Ślizgona tylko uciekła wzrokiem gdzieś na bok, by tylko nie patrzeć jego oczy. Chłopak mógłby w nich dojrzeć coś, czego nie chciała mu pokazać, co tylko wkopałoby ją jeszcze bardziej w to bagno. Dlatego otworzyła usta, by powiedzieć coś n odczepnego gdy ten znowu się odezwał. Frazy, które wymknęły się z jego strony kazały dziewczynie przystopować i zamilknąć. Nie mogła uwierzyć, że miał czelność czymś takim wspomnieć. Zacisnęła pięść, by po chwili znowu się rozluźnić. Zrobiła tak kilka razy mierząc spojrzeniem Księciunia.
- Wybacz, ale nie rozumiem… O co Ci chodzi? Czego ode mnie chcesz? – Spytała z wyrzutem wymalowanym na jej licu. Naprawdę miała dość tych podchodów, tych dziwnych akcji i jego zmienności. Niech się do cholery zdecyduje!
- Nie chciałam się z Tobą spotykać, bo zazwyczaj gdy się widywaliśmy kończyło się to niezbyt przyjemnie. Zapomniałeś już? – Wzburzony wzrok, zaciśnięte usta i ta czerwień na policzkach. Widać było, że pannie Whisper nerwy powoli puszczały. Co też ten Niemiec z nią robił. Kręcił nią jak bączkiem i tylko patrzył rozbawiony co się z nią dzieje.
To było bardzo nie w porządku.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Nie 25 Maj 2014, 23:13

No proszę. Więc jednak udało mu się rozpętać klęskę żywiołową, w jego małej, kochanej pannie Whisper. Wreszcie. To chyba była odpowiednia kara, za odmowę. Mimo to...przedstawienie się jeszcze nie skończyło. Wręcz przeciwnie - prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna. Teraz się będzie działo. Miał świadomość że za chwile może zniszczyć pannę Whisper. Zamierzał zastosować najbardziej okrutny sposób zemsty, jaki tylko był możliwy. Przebaczyć jej. I to w taki sposób, by sama poczuła się winna. Zniszczyć ją wewnętrznie. To się nazywa prawdziwe przebaczenie, co? Milczał przez jej obie wypowiedzi, po czym zbliżył się do niej i ją przytulił. Nie żeby tego potrzebował czy żeby potrzebował przytulenia. Po prostu wolał jej szeptać do ucha, w obawie że przypadkiem wypuści na usta okrutny uśmiech. Dopiero wtedy, kiedy miał już pewność że skończyła wylewać swoje żale, odezwał się w końcu szeptem, wymuszając smutną barwę głosu.
-Czego chcę? Czy Ty dalej nie rozumiesz? Ciebie. Po prostu Ciebie.-powiedział i urwał na chwilę, a oczy przez ułamek sekundy zabłysneły mu złośliwie. Show time.
-Obserwowałem Cie od Ceremonii Przydziału. Już wtedy nie mogłem od Ciebie oderwać wzroku. Przez cały ten czas myślałem tylko o Tobie. Nie mogłem się od tej myśli odpędzić. A Ty mnie odrzuciłaś. Wtedy właśnie pękło mi to moje pierdolone serce. Dlatego byłem nieprzyjemny, bo nie mogłem się pozbierać. Bez Ciebie już nic mnie nie cieszyło. Pragne Cie.
Gdyby musiał płacić za okrutne kłamstwa, to od ponad 3 lat byłby już zadłużony, ale co tam. Warto było. Przybrał kamienny wyraz twarzy i się odchylił aby spojrzeć Wandzie w twarz. Nie mógł się doczekać jej reakcji. Popłacze się? Rzuci mu w ramiona? A może ucieknie? Ciekawiło go to. Nie wydawała się aż tak słaba psychicznie żeby już ją zniszczył, jednakże zauważył dotąd że strasznie brała do siebie każdą zagrywkę. Była na niego podatna. A to go bawiło. Swoją drogą miał co do niej pewne niecne plany. Poważnie zastanawiał się czy nie spróbować zainicjować z nią związku. Tyle osób by to zniszczyło. Steiner, Pround...a Whisper aż by się miotał z tego powodu. Śmiesznie by było. Może tez Chiara by zrobiła się zazdrosna widząc że Wanda byłaby z nim szczęśliwa, a wówczas on by miał okazje ją odrzucić, w akcie zemsty. Gdyby tylko udało mu się przemóc, to byłby to wyjątkowo dyplomatyczny związek. Podejrzewał że i jego korepetytorka pochodząca przecież z Ravenclawu, ze złości zjadłaby własny stanik. Taaak, powinien poderwać Whisperówne. Wiele chyba mu nie brakowało. Raczej nie.
-Bądź moja jeśli chcesz.-dodał jeszcze, w końcu...czemu nie?
Zobacz profil autora
Wanda Whisper
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 09:34

Dziewczyna pozwoliła mu się objąć i z napięciem wypisanym na jej twarzy wysłuchiwała jego szeptu. Przymknęła oczy czując ogromną gulę w gardle i pociągnęła noskiem, wiedząc, że lada chwila a się rozpłacze. Nie wytrzymywała jego gry, nie wiedziała co ma robić. Słuchała tylko oparta o niego bezwładnie podczas gdy jej ciałem raz po raz wstrząsał dreszcz, a w głowie tliło się sto różnych scenariuszy tej rozmowy, która mogłaby się odbyć w bardziej komfortowych warunkach.
- Jesteś pijany, nie wiesz co mówisz. – Mruknęła tylko starając się, aby jej głos zabrzmiał normalnie, nie płaczliwie. Odsunęła się odrobinę od niego, tak by móc spojrzeć w oczy Gilgamesha starając się wyłapać jakieś złośliwe iskierki czy też inne symptomy, które dałyby jej znać, że chłopak się z niej nabija. Miała nadzieję, że to co mówił nie jest prawdą. Chociaż, co ja gadam. Chciała! Chciałaby, żeby te wszystkie słodkie słówka były prawdziwe.
Badając w skupieniu jego twarz zbliżyła się do Księciunia i najpierw delikatnie, a potem jakby nieśmiało musnęła wargami jego miękkie usta, by potem lekki całus zamienić na słodki pocałunek z odrobiną namiętności. Zrobiła to, bo nie chciała już słuchać jego dennych tłumaczeń, które mimo, że robiły na niej wrażenie, to nie do końca były prawdziwe. Wiedziała jaki jest Niemiec, wiedziała, że miał ogromne powodzenie u dziewcząt co stale wykorzystywał. Nie tylko dla własnych przyjemności, ale i dla innych celów. Nieco większych niż tylko przyziemne zaspokojenie potrzeb seksualnych.
Oderwała się od niego po krótkiej chwili i spojrzała na niego zdębiała, gdy ten poprosił ją o…chodzenie. Boże, jakie to śmieszne słowo. Chciał z nią być, a Wanda nie była na to gotowa. To dla niej było zdecydowanie za szybko. Poza tym miała Charlesa, na którego mogła liczyć każdej chwili, z którym się przyjaźniła od pierwszej klasy. No i Bill, którego Gilgamesh nienawidził, a ona go z kolei uwielbiała. Ze smutkiem stwierdziła, że nie wie co ma począć w tej sprawie, a że nie chciała PONOWNIE zdenerwować Gila odezwała się cicho.
- Pochlebia mi to, ale daj mi czas. Proszę. Muszę to przemyśleć. Nasza znajomość jest dosyć burzliwa, a ja jestem… Nie wiem. – Zakończyła to lekkim ściśnięciem jego dłoni, chcąc pokazać mu, że bardzo go lubi i że decyzja wkrótce zapadnie. Ciekawa jednak była reakcji Ślizgona.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 10:27

Porunn nie lubiła czekać, szczególnie, że naczekała się już wystarczająco długo. Niemiec zaraz po meczu miał z nią usiąść, żeby wypić z nią parę kieliszków. Obiecał jej to i wcale nie była zainteresowana tym, że wolał obijać sobie mordę. W sumie to nie wiedziała, że już mu się znudziiła, chociaż...
Gdy Gross przyłożył z główki dwa razy prosto w nos O'Malleyowi jej usta przybrały kształt litery" o", a później wykrzywiły się w szerokim, szyderczym uśmiechu. Może i lubiła Alexandra, co nie koniecznie było przez niego odwzajemniane, ale w tej chwili liczyła się dobra zabawa, której na imprezie było zdecydowanie brak. Przynajmniej alkohol był dobry. Ku jej zaskoczeniu Dorian, ten burkliwy krukon, oddał z pięści Gilgameshowi, a póżniej został ciśniety przez pałkarza na podłogę. Chwilę póżniej zniknął, zostawiając po sobie rozbitą butelkę wódki i kałużę alkoholu wymieszanego z jego własną krwią. Jak on to zrobił?
Walka trwałaby pewnie w najlepsze, ale Jasmine im przerwała. Biedna dziewczyna... Franz niestety się nie popisał wyczuciem taktu, nawet panna Fimmel to wiedziała... Piękna śligonka szybko odsunęła na bok poszkodowanego Alexandra, jednak Porunn już tego nie zarejestrowała tak dokładnie. Jej oczom ukazała się ONA. Cholerna Wanda Whisper, której nienawidziła ze szczerego serca i wcale nawet nie próbowała się z tym kryć. Krukonka w wielu rzeczach jej podpadła, chociaż już sama nie pamiętała od czego to się zaczęło. Lubiła mugolakow, kręciła się przy nich tak często, że Porunn sama się zastanawiała czy Wanda nie jest jedną z nich.  Przeklęte szlamy.
Teraz w dodatku Gross chyba zainteresował się nią o wiele mocniej niż to było dozwolone z jej punktu widzenia. Nie słyszała o czym rozmawiali, jednak myśl o tym, że zapomniał o Porunn napawiła ją nieopisana złością. Nie była zazdrosna, nic w tych rzeczy! Czuła obrzydzenie i wściekłość. Zapomniał o Pierunie, bo był zajęty amorami z fanką szlam!
Powoli odbiła się od ściany, o którą się opierała i ruszyła w ich kierunku. Towarzystwo trochę się wykruszyło, tym lepiej.
Nim ktokolwiek zdążył zauważyć, stanęła tuż za Wandą i szarpneła ją boleśnie za długie włosy do tyłu, przesuwając usta do jej ucha:
- Witaj, zdrajczyni krwi. - wymamrotała, po czym zanim Wanda zdążyła zareagować, Porunn popchnęła ją w stronę wyjścia. Spojrzała błękitnymi oczami na Gilgamesha i uśmiechnęła się szeroko do niego. - Pokaż jej gdzie jest wyjście. Inaczej zacznę podejrzewać, że tak samo jak ona jesteś wielbicielem szlam. - spoglądała na niego wyzywająco.
Zobacz profil autora
Gilgamesh von Grossherzog
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 14:19

Na gacie Merlina! Pierun...ta to wiedziała kiedy się władować. Jak śmiała stawiać go przed takim wyborem? Krew i szacunek do własnej krwi, albo wieloosobowa zemsta i piękna kobieta...pieprzona Fimmel. Obrażał go sam fakt że władowała się w takim momencie. Do tego zarzucała mu że jest wielbicielem szlam, nie wiedząc dosłownie nic o motywach jakimi się kieruję. To była obraza majestatu, za którą zapłaci, mimo że była jego kochaną krówką. Zacisnął pięści. Nie. Nie aż tak - przecież jej nie rąbnie. Nie wypadało. Jednakże miał zdecydowanie lepszy sposób na skrzywdzenie jej i upokorzenie. Wstał i podszedł do Ślizgonki i spojrzał na nią zimno. Ta wredna mała menda tak go zirytowała, że aż troszeczkę otrzeźwiał, a to mu zdecydowanie nie pasowało. Ból w ręce tylko się nasilił. Cholerny Dorian. Gdyby go tak nie poturbował, to życie byłoby łatwiejsze. Porunn mogła podziękować nie tylko sobie, za to co zaraz miało się wydarzyć - mogła podziękować też Dorianowi, Alexowi a także tej pieprzonej drużynie Gryfonów, która miała idiotyczne szczęście. Pora rozpocząć przedstawienie. Zdrową ręką chwycił Porunn za gardło i zbliżył swoją twarz do jej twarzy.
-To że jesteś moją suką, nie uprawnia Cie do takiego zachowania-powiedział cicho, z zimną wściekłością. Lekko nacisnął. Nie zamierzał jej oczywiście zabić ani trwale uszkodzić, nie chciał też bezapelacyjnie odbierać jej oddechu, jednakże chciał aby odczuła jego niezadowolenia.
-Wanda jest znacznie bardziej potrzebna, znacznie ważniejsza niż Ty-dodał już głośniej. W końcu wypadało żeby i Krukonka słyszała jak jej słodzi, w końcu po coś to przedstawienie robił, prawda? Ponownie ściszył głos, tak żeby tylko Ślizgonka go słyszała.
-Mógłbym Cie teraz zabić, a uwierz mi że mam taką ochotę. Pewnie myślisz że nie odważyłbym się tego zrobić w obecności innych...to głupota. Jestem Księciem Slytherinu, Ty tylko marną czarownicą z niszy społecznej. Powinnaś znać swoje miejsce, nie uważasz? Powinnaś też pamiętać o tym, że ktoś taki jak ja, nie zrobiłby niczego bez odpowiedniego powodu, którego znać nie musisz. Zresztą...sama chyba niezbyt dbasz o krew, prawda? Gdybyś faktycznie respektowała idee czystej krwi, to zachowywałabyś odpowiednią dozę szacunku, wobec największego niemieckiego arystokraty czystej krwi. Radziłbym Ci uważać na siebie Fimmel, bo jak dalej tak będziesz sobie poczynać, skończysz naga w lochach, skuta łańcuchami. I uwierz mi, nie ograniczę się do patrzenia.
Spojrzał jej prosto w oczy starając jej się przekazać, że naprawdę jest wściekły, że wpieprzyła mu się z buciorami w jego dopracowaną sztukę. Chciał też jej dać do zrozumienia, że wcale nie żartował - w końcu w genach miał bycie katem. Któż rozliczałby arystokratę z tego, jak traktuje swoich wrogów? A Porunn mimo całej jego sympatii względem jej osoby, właśnie sobie nagrabiła. Zresztą...takie ciało...aż chętnie by się ją gwałciło i przypalało. Skręcając się pod wpływem Cruciatusa również by wyglądała wyjątkowo wspaniale. Musiał to poważnie przemyśleć. Jednakże chwilowo puścił jej szyję. Bał się że jego mała, przyszła ofiara, zaraz zacznie się krztusić.
-Masz jeszcze coś do powiedzenia?-spytał beznamiętnie. Miał nadzieję że się zrozumieli na tyle dobrze, że nie będzie musiał powtarzać. Po namyśle...gdyby Porunn sama zdecydowała mu się oddać w najbliższym czasie, to nie miałby wyboru - musiałby wybaczyć. W końcu każdy wie, że Gilgamesh von Grossherzog słynie z miłosierdzia.
Zobacz profil autora
Porunn Fimmel
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 19:38

Porunn bez mrugnięcia chociażby jednym okiem, spoglądała na Gilgamesha surowo. Gdy ten chwycił ją za gardło nawet nie wydała z siebie okrzyku zaskoczenia, a jej wyraz twarzy pozostał taki sam, jak wcześniej – zastygły, obojętny. Gdy Gilgamesh wygłaszał tę swoją przemowę, ona spoglądała na niego jakby znudzona, jakby całą tę śpiewkę znała na pamięć. Książę czystej krwi, bla, bla, bla, wyżej urodzony, bla bla bla, lepszy od wszystkich i tak dalej. To było na porządku dziennym.
Nie zdziwił ją nawet w najmniejszym stopniu fakt, że się wkurzył. Czyżby pokrzyżowała mu plany, związane z panną Whisper, które nie ograniczały się tylko i wyłącznie do rozmowy. Już ona znała tego drania zbyt dobrze. Amant i podrywacz, w dodatku chyba obrał nową strategię, jaką było wyznawanie dziewczętom miłości, a później wszystko powinno iść jak po maśle. Tak mu się tylko zdawało.
Jaka Wanda by nie była, Porunn dobrze wiedziała, że Krukonka się na taką sztuczkę nie nabierze. Może i uważała ją za głupią, słodką idiotkę, to raczej uczniowie Ravenclawu byli na tyle inteligentni, żeby nie ulegać. No, chyba, że Whisper była wyjątkiem i do tego domu została przydzielona przez przypadek, co było raczej niemożliwe.
Puścił ją i znów zaczął się odgrażać, a ona stała, chowając ręce do tylnych kieszeni spodni. Na jej twarzy pojawił się nikły uśmiech, jednak po mowie ciała, nic nie wyglądało na to, żeby coś planowała, czy kombinowała. Po prostu stała i go słuchała, jakby to był kolejny, nudny wykład Historii Magii. Powoli wyjęła z kieszeni różdżkę i przyłożyła ją nagle do gardła pałkarza, spoglądając mu bez przerwy w oczy.
- Spróbuj mnie dotknąć jeszcze raz, to potraktuję cię niczym innym, jak Imperiusem i każę polizać tyłek Filcha – syknęła, po czym odsunęła się o krok od niego, wyszczerzając żeby, jakby chciała warknąć. Zmarszczyła nos i jeszcze przez chwilę na niego spoglądała, po czym minęła go, uderzając ramieniem. Jeszcze sobie pogadają i tym razem nie ograniczy się tylko do słów.
Zniknęła za filarem, kierując się w stronę Pokoju Wspólnego… Chyba gdzieś tam zostawiła swoje wino. Powinna je szybko skończyć.

[z/t]
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 21:42

Chiara go zaskoczyła, zresztą bardzo mile. Nie spodziewał się takiej pochwały, a komplement całkowicie wystarczył, by nie doszukiwał się w tych kilku słowach próby pocieszenia go po zawalonym meczu.
Uśmiechnął się do niej i bąknął pod nosem jakieś niezgrabne „dzięki”. Potem jednak doszedł do wniosku, że nie jest to najlepsza odpowiedź.
- Za to tobie bardzo pasuje zieleń, Chi. – powiedział, mierząc ją spojrzeniem od góry do dołu. Trzeba przyznać, że krótka sukienka mocno działała na wyobraźnię. – Powinnaś częściej wybierać ten szlachetny kolor.
Nawet nie wspomniał o tym, że tiara pomyliła się, nie przydzielając jej do Slytherinu, na pewno słyszała to już nie raz i nie dwa.
Generalnie wszystko szło lepiej niż sobie to wyobrażał idąc korytarzem - nawet jeśli wszyscy tutaj byli nieco przybici niedawną porażką, starali się wzajemnie nie obwiniać, a nawet więcej – subtelnie pocieszać się wzajemnie.
Skoro pili, on również sięgnął po szklaneczkę z whisky i upił łyczka, ciesząc się przyjemnym ciepłem, które z każdym kolejnym łykiem coraz wyraźniej wypełniało go od wewnątrz. Już – już miał pociągnąć kolejny łyk alkoholu, kiedy na szyję rzuciła mu się osóbka o wyraźnym jaśminowym zapachu, który zaraz uderzył w jego nozdrza przyjemną falą. Wtulił się w jej włosy przez ten krótki moment, a potem obdarzył Ślizgonkę uśmiechem od ucha do ucha, który był przeznaczony dla nielicznych. Jak zwykle wbił „zielone” spojrzenie w pełne usta, licząc, że nie skończy na policzkach. Ale przecież wiedział, że tak się nie stanie, już dawno ustalili, że są dla siebie zupełnie jak rodzeństwo.
Ją również zmierzył spojrzeniem, które nieco dłużej zatrzymał na miniówce.
- Jas, ślicznie wyglądasz. Chociaż jesteś trochę blada. Wszystko w porządku? – kochana siostrzyczka, zawsze wiedziała jak poprawić mu humor. Dopiero po jej słowach poczuł, że wieczór nie jest jeszcze stracony i wciąż ma szansę na lepszy nastrój. Pojawiało się coraz więcej osób i wyglądało na to, że impreza się rozkręci. Obrzucił wchodzącą Victorię nieprzychylnym spojrzeniem.
- Nie zgadniesz kto mi je obciął! Cha... oh. – poszła sobie. Tak po prostu. Westchnął jeszcze raz, powitał kolejnych ludzi i postanowił usiąść gdzieś, gdzie nie będzie wyglądał na samotnego i porzuconego, a nie będzie musiał stać jak kretyn. Po zamianie kilku słów z dobrym kumplem znalazł sobie takie właśnie miejsce, zbierając po drodze butelkę whisky i... obserwował. Tak, zielone oczy śledziły wszystko z ogromną uwagą, ale też obojętnością.
Widział Franza, który wyśpiewywał dla Jasmine. Tak, scyzoryk aż się otwierał w kieszeni. Nie przepadał za typem, poza tym Jasmine to jego siostrzyczka, mała, kochana siostrzyczka. Każdy dobrze wiedział jaki on jest. Ale co Daniel mógł z tym zrobić? Nie zabroni Jasmine spotykać się z facetami, nie była przecież zakonnicą. Poza tym... kto jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Po chwili jednak dotarło do niego, że Niemiec więcej nie dotknie panienki Vane, że coś rozpadło się po tej piosence. Widział minę Jasmine, przebiegł spojrzeniem po otoczeniu. Wszyscy murem stanęli za Franzem, przyjmując, że Jasmine jest zimną suką. Ale nie on, on zawsze był po jej stronie. Mimo niedorzecznego zachowania, dziwnych zachcianek, częstych złośliwości. Cokolwiek by nie zrobiła, on zawsze ją popierał. Nawet teraz poderwał się z miejsca, widząc, że dziewczyna jest bliska ucieczki z tego miejsca. Prawdę powiedziawszy on też czuł się nieswojo. Do akcji wkroczyła jednak Chiara.
Kolejna szklaneczka została opróżniona, przez ten czas ktoś bił się z kimś bo ktoś tam coś tam. W tej szkole ludzie bili się tak często, że w zasadzie miał to w głębokim poważaniu. W tej chwili liczyło się tylko jedno.
Przyszła. Cholera, przyszła. I była jeszcze piękniejsza niż na trybunach. Serce poderwało się z radości, ale nogi nie chciały wykonać ruchu. Czy on był kiedyś zły za kibicowanie Regulusowi? Już tego nie pamiętał... jebać to, naprawdę jebać. Nie chciał jej spotkać kiedy tu przychodził, ale teraz nie potrafił powstrzymać uśmiechu. Napełnił szybko dwie szklaneczki – swoją i czystą, dla Alecto. Po chwili już był przy dziewczynie. Podszedł tak, aby nie zauważyła go od razu, nachylił się nad jej uchem.
- Alecto. – zamruczał, będąc na tyle blisko, że muzyka nie mogła go zagłuszyć. Zapach alkoholu w jego oddechu mieszał się z wyraźną wonią mocnych męskich perfum. Zaciągnął się jej zapachem, korzystając z króciutkiej chwili „prawie bliskości”.
- Chyba zgubiłaś gdzieś narzeczonego – uniósł kącik ust i podał jej szklankę. Sam pociągnął łyka ze swojej. Wszystko było takie wyraźne, wszystko działo się tak szybko. Powoli i skutecznie się upijał.
- A może kręci się gdzieś tutaj? – rozejrzał się za Regulusem, zastanawiając się co by zrobił gdyby jednak przyszli razem. Cóż... to byłby cios. Zaraz jednak powrócił wzrokiem do Alecto, skupiając się na czerwieni jej ust i pięknym błękicie tęczówek.
Alecto Carrow
avatar

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 22:47

Alecto pojawiła się na imprezie chyba w najmniej dogodnym momencie. Mimo porażki wszyscy bawili się w najlepsze, widać było że alkohol lał się strumieniami. Dowodem na to był śpiew Franza, który wywołał u Al. napad śmiechu. Co jak co, jednakże po nim dziewczyna spodziewała się znacznie więcej, dlatego nie zdziwił ją napad złości Jasmine. W pełni popierała zachowanie przyjaciółki, Niemiec ośmieszył ją na oczach wszystkich, a tak nie powinno się robić! Gill po raz kolejny zaczął z kimś walczyć, zapewne powód tej bójki był tak samo ważny jak zeszłoroczny śnieg. Ślizgonka nie rozumiała zupełnie zachowania facetów, po alkoholu robili się jeszcze bardziej agresywni niż Rogogon Węgierski. Panienka Carrow błądziła wzrokiem po całym korytarzu, jednakże nawet ona nie potrafiła ogarnąć co właściwie się tutaj dzieje. Dlatego z czasem zaczęła przyglądać się temu wszystkiemu obojętnie, pijąc swoje piwo. Czuła jak alkohol zaczyna krążyć w jej żyłach, wiedziała, że dużo nie potrzebuje by się spić. Była bardzo ekonomiczną osobą, miała strasznie słabą głowę, nie to co jej brat, który mógł pić hektolitry alkoholu a i tak czuł się dobrze. Czasami mu tego zazdrościła, choć z drugiej strony…nie wiedziała czy możliwość takiego picia to dar czy przekleństwo. Gdy Jas do niej zagadała obdarzyła ją jedynie delikatnym uśmiechem, jakoś nie miała ochoty na razie dołączać do reszty. Wzrokiem szukała Daniela, miała nadzieję że mimo wszystko chłopak pojawi się na imprezie. Nie miała mu za złe, że nie złapał tego znicza i tak była z niego dumna.
Co chwilę w ich otoczeniu pojawiały się nowe twarze, ale i znikały te, które były wcześniej, naprawdę trudno było ogarnąć tutaj cokolwiek. Alecto rozglądała się wypatrując to Daniela to Regulusa. Chyba jednak nie do końca chciała by ta dwójka wpadła na siebie, a przynajmniej jeszcze nie teraz. Blondynka wypiła do końca zawartość swojej butelki odstawiając ją gdzieś na bok, poczuła to przyjemne uderzenie ciepła spowodowane dawką procentów. To cudowne rozluźnienie, które nagle się pojawiło przyniosło jej nie lada ulgę. Poprawiła swoją sukienkę i przeczesała dłonią włosy. Po raz kolejny zaczęła się rozglądać wśród zgromadzonych, a wtedy usłyszała swoje imię.
Na dźwięk głosu chłopaka przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, zagryzła delikatnie dolną wargę, gdy poczuła dobrze znany jej zapach pomieszany z alkoholem miała ochotę wpić się w usta chłopaka by zasmakować po raz kolejny jego pocałunków, której tamtej pamiętnej nocy czuła na swoim ciele. Miła wrażenie, że od tamtej nocy minęły wieki, jednakże teraz wszystkie wspomnienia z niej uderzyły w nią z wielką siłą. Dlaczego ona od tego czasu go unikała? Po co to robiła? Co chciała tym osiągnąć? Nagle wiele pytań pojawiło się w jej głowie, jednakże nie miała czasu się nad nimi zastanawiać. Kolejne słowa Blaisa sprawiły, że spojrzała na niego zaskoczona –To raczej wy go zgubiliście po meczu – odpowiedziała uśmiechając się, po czym wzięła od bruneta szklankę. Upiła z niej łyk, skrzywiła się na smak whisky w ustach, zazwyczaj ograniczała się jedynie do piwa, które i tak było dla niej zabójcze – Gratuluje świetnego meczu – powiedziała po czym dała Danielowi buziaka w policzek, zostawiając na nim ślad swojej czerwonej szminki. Trzeba przyznać, że Alecto czuła się trochę niezręcznie, chyba po raz pierwszy w życiu. Była na siebie zła, że po wspólnej nocy zostawiła chłopakowi jedynie list. Jednakże co innego mogła zrobić? Miała tak wiele spraw do przemyślenia, a nadal wszystkiego sobie jeszcze nie poukładała. Upiła kolejny łyk ze swojej szklanki uśmiechając się przy tym delikatnie. Po chwili delikatnie pochyliła się ku niemu –Wyglądasz dziś naprawdę seksownie – wymruczała mu do ucha, jej wolna dłoń znalazła się na jego brzuchu, błądziła po nim pod materiałem schodząc coraz niżej. Wiedziała, że go nie był najlepszy pomysł, jednakże nie mogła się powstrzymać przed wykonaniem tego gestu, a alkohol który powoli zaczynał przejmować nad nią kontrole wcale nie ułatwiał trzymania uczuć na wodzy.

_________________
Alecto Carrow Popsuć da się wszystko, ale nie wszystko da się naprawić. Na tym polega przewaga zła nad dobrem.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   Pon 26 Maj 2014, 23:31

Cholera. Chi mogła wyglądać dobrze, Jas mogła wyglądać dobrze, nawet ta przeklęta Victoria miała coś w sobie, ale Alecto... Alecto nie mieściła się w skali. Uwodziła nawet kiedy była tego nieświadoma, choć znał ją na tyle, by wiedzieć, że o wiele częściej wykorzystuje swój urok niż tego nie robi. Zawsze patrzył na nią z iskierkami w oczach, ale teraz był to czysty zachwyt. Może to wynikało z tego, że doskonale wiedział, że bez sukienki jest jeszcze piękniejsza?
Myślał o tej wspólnej nocy nie raz i nie dwa. Kiedy obudził się sam... cóż, najpierw pomyślał, że to sen, potem go to zabolało. Ale w końcu znalazł list i wszystko byłoby dobrze, gdyby Al nie zaczęła go znów ignorować. Niezmiennie zadawał sobie pytanie czemu to wszystko tak wyszło.
A jednak byli tutaj oboje, tak blisko.
- Cóż, byłoby fajnie. – wzruszył ramionami. Może Black udał się na spacer do Zakazanego Lasu? Może już z niego nie wróci? Nikt by za nim nie płakał. O ile niegdyś miał z nim dość dobre stosunki, tak teraz nie był w stanie patrzeć na niego i nie czuć odrazy.
Tak czy siak, kolejna osoba uspokoiła go, mówiąc, że wynik meczu nie jest aż tak ważny. Nie wypowiedział się w tym temacie, nie chciał go już poruszać – póki co przynosił ze sobą zły humor i wprowadzał trochę niezręczną atmosferę. Zamiast się odzywać, wziął jeszcze dwa łyki whisky. Czuł alkohol, który szumiał mu w głowie. Miał ochotę wpić się w te czerwone wargi, które jeszcze przed chwilą dotykały jego policzka, miał ochotę przytulić to drobne ciałko, a potem...
Blais, twoje myśli są godne zakochanego idioty. Ty nie jesteś idiotą. Zakochany też nie jesteś. Ty nie potrafisz kochać kogoś bardziej niż samego siebie.
Rzeczywiście. Chyba nie potrafił.
- Doprawdy? – uniósł jedną brew i kącik ust, ale to w oczach widać było prawdziwe rozbawienie. Do czasu. W normalnych okolicznościach zapytałby ją co wyprawia, ale teraz... jej dotyk działał na niego jak kolejna działka na narkomana – nie potrafił się oprzeć.
- Za to twoja sukienka zasłania zadziwiająco... dużo. Czy to na pewno ta sama Alecto? – miał to gdzieś. Wszystko. Tę imprezę, ludzi, którzy na pewno ich obserwowali. Musnął jej wargi, a potem oblizał się z wyraźnie zadowoloną miną. – Cóż, usta są bardzo podobne w dotyku i smaku, ale wciąż nie jestem przekonany.
To mówiąc, wziął obie szklanki, odstawił je na pobliskie krzesło i przytulił do siebie dziewczynę. Jej zapach ponownie uderzył mu do głowy, zmysły zaczęły wariować. To nie było normalne. Zaczął poruszać się w rytm muzyki, dziękując temu na górze, że akurat leciał wolniejszy kawałek. Taniec dawał im poczucie bliskości, a nie wzbudzał podejrzeń.
- Jest panienka skazana na moją obecność, panienko Carrow. – spojrzał w niebieskie oczy, wyraźnie myśląc czy powinien coś powiedzieć. Zagryzł nerwowo wargę i dopiero po dłuższej chwili podjął decyzję. – Unikałaś mnie. Zrobiłem coś nie tak?.
Stwierdził, że kiedy nie traci kontaktu wzrokowego jest mu o wiele łatwiej powstrzymać się przed pocałowaniem jej przy wszystkich. Pocałowaniem, nie zwykłym muśnięciem wargami. Przesunął palcami po materiale na plecach Alecto i chyba przyciągnął ją jeszcze bliżej, jakby rozpaczliwie. Sam nie wiedział co robi.
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Na końcu korytarza   

 

Na końcu korytarza

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 9Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-