IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Skrzydło Szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7
AutorWiadomość
Symplicja Szafran
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 12/05/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Polska, Lublin

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sro Lis 18, 2015 9:52 pm

Symplicja Szafran, od siedmiu lat na emigracji, od siedmiu lat samotna, od siedmiu lat jest duchem, od siedmiu dni, czuje, że żyje. Żyje bo czuje ból, ten na sercu i ten, który oblepia każdy nawet najmniejszy kawałek jej ciała. O tym na ciele udaje jej się zapomnieć, eliksiry pozwalają się jej osunąć w mlecznobiałą mgłę zapomnienia, marazmu, braku uczuć, gdyby te same środki potrafiły jeszcze naprawić, poskładać jej duszę. Naprawdę chciałaby płakać, ale już nie ma czym, więc próbuje być silna, stara się, nie do końca jej to wychodzi, ale zawsze ma jakiś cel, każdy cel jest dobry, każdy cel ciągnie do przodu.
Czasami gdy tak sobie leży, wpatrzona w biel sufity, zastanawia się czy to wszystko nie było snem. Tak łatwo można by sobie było wmówić, że Remus, obóz, góry, jezioro, że to wszystko to tylko koszmar, że już się obudziła i wszystko jest w porządku. Wszystko jest dobrze. Powtarza sobie w kółko niczym mantrę, czasami nawet zaczyna w to wierzyć, otwiera wtedy szeroko oczy, odrzuca z siebie kołdrę i zamiera. W jednej sekundzie każdy element jej ciała zaczyna krzyczeć, wyć, niczym bezwładna laleczka opada z powrotem na łóżko i uświadamia sobie, że to przecież nie jest sen, choćby nie wiem jak się starała w to wierzyć.
Leży tak nieobecna, gdzieś na granicy snu i jawy, słyszała kiedy wprowadzono Gryfona, jak go badano, kazano leżeć, potem pojawiła się ta dziewczyna, może gdyby byli ciszej udało by się. Po prostu by zasnęła, ale oni sami jej to uniemożliwili. Więc trwała tam z zamkniętymi oczami wsłuchana w ich rozmowę, w końcu coś nowego, coś co przebiło jej codzienną rutynę, leki, sen, posiłek, sen, leki i tak w kółko, nagle coś się wydarzyło, nagle w jej śledzie środków przeciwbólowych pojawili się żywi, prawdziwi ludzie ze swoimi problemami. Na chwile pozwalając jej zapomnieć o jej własnych myślach, delikatnie uśmiecha się do tego w swoich myślach. Nie może jednak wiecznie słuchać, zmęczenie organizmu powoli zaczyna ją przytłaczać i odpływa, nagle słyszy jednak coś jeszcze, cichy tupot nóg, ktoś nowy wszedł do Skrzydła Szpitalnego. Na początku nie przejmuje się tym, nadal udaje, że śpi, przecież siedzi tu od stuleci i nikt nie przyszedł jej odwiedzić, dlaczego nagle miałoby się to zmienić. Kolejny dźwięk, teraz jakoś bardzo blisko, coś jakby ktoś szurał krzesłem po ziemi. Coś się dzieje i nagle to przyjemne ciepło, ktoś dotyka ją po głowię.
Niepewnie otwiera oczy, przez chwilę ma wrażenie, że widzi przed sobą te upragnione brązowe tęczówki, ten delikatny, zmęczony uśmiech, że zaraz usłyszy ten głos, od, którego jej serce podskoczy i ucieknie z piersi. Ta wizja jednak szybko się rozmywa, trudno jej się powstrzymać przed zawiedzionym spojrzeniem.
Aeron? Przez chwile nie może uwierzyć swoim oczom. Tak dawno go nie widziała, a może tak się jej wydawało. Bo ostatnimi czasy odrzuciła od siebie wszystkie żywe istoty, nawet siebie samą.
Zdziwienie, smutek, że to jednak nie pewien Gryfon, szybko mija i zamienia się na miejsce z cichą radością, że ktoś sobie o niej przypomniał, że ktoś przyszedł, zauważył, że jej nie ma. Gdyby miała czym to pewnie by się teraz popłakała.
-Cześć.- Mówi cichym, zachrypłym głosem, a równolegle z wychodzącym dźwiękiem jej gardło zaczyna się rozdzierać nieboskim bólem. Nie pamięta kiedy ostatnio wypowiedziała na głos jakieś słowo i już wie dlaczego.
Zobacz profil autora
Aeron Steward
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 02/07/2014
Liczba postów : 413
Skąd : Stewarton, Szkocja

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Czw Lis 19, 2015 12:06 am

Aeron miał jedynie nadzieję że osoby postronne które również przebywały w tym samym pomieszczeniu nie przykładały zbyt wielkiej uwagi do jego osoby. Szczerze i ciężko pracował na wizerunek gbura, i podejrzanego typa, toteż takie akcje jak ta teraz z Sym mogły się dla niego źle skończyć. Zresztą, nie tylko o reputację chodzi. Wszelkie osoby które mogłyby na tym skorzystać, z wielką radością doniosą komu trzeba kto z kim gdzie po co i dlaczego. W czasach praktycznej wojny osoby bliskie często padają ofiarą szantaży i wymuszeń.
Arcio westchnął. Sym była w opłakanym stanie, i wystarczyło tylko rzucić na nią okiem by to stwierdzić. Można sobie tylko wyobrażać jaki szok przeżyła kąpiąc się w lodowatej wodzie. Ktoś musiał ją zapewne wyciągnąć, bowiem dziewczyna o jej posturze w życiu nie dałaby rady sama się wydostać. Pewnie by też nie próbowała, zważywszy na to że w ogóle się tam znalazła. Pokiwał głową z dość sporą dawką dezaprobaty. Ratował już kogoś przed samobójstwem. I zatrzymanie samego zamiaru pozbawienia życia wcale nie było najtrudniejszą rzeczą. Zdecydowanie najtrudniejszą rzeczą było doprowadzenie niedoszłą ofiarę do normalnego stanu psychicznego, w którym ta nie będzie już próbowała się targać na własne życie. Panna Szafran z pewnością nie jest wyjątkiem od tej reguły, jednak Arcio uważał że potrzebuje ona kogoś innego do tego zadania. On był… specyficzny. Często brakowało mu podstawowej wiedzy z dziedziny komunikacji interpersonalnej. I nie chodziło tu o zwykłe rozmowy. Chodziło o coś więcej, o te bardziej delikatne i wyczulone na szczegóły konwersacje. Sym potrzebowała kogoś kto będzie w stanie ją uleczyć. Aeron działał jedynie powierzchniowo. Tylko tyle. Bowiem na tylko tyle było stać jego umiejętności komunikacji.
Widzi ruch Sym. Najpierw delikatne, potem nieco śmielsze, ale ciągle nieznaczne. Otwiera oczy i… No właśnie. Przez ułamek sekundy na jej twarzy odbija się masa różnych uczuć. Nadzieja, zdziwienie, rozczarowanie. Ani jedna część nie budzi w Aeronie większego zakłopotania. No bo kto by się spodziewał jego przybycia tam? No kto? On sam się tego nie spodziewał. I pewnie by go to nie było, gdyby nie ten zbieg okoliczności. Czy tylko zbieg? Czy może aż? Kto wie. Po tym na jej twarz wypływa coś jeszcze. Radość. Uśmiechnął się ponuro. Chwilę później usłyszał mocno zniekształcone powitanie. Gdyby nie jego oczy, zapewne określiłby właściciela głosu na „około czterdziestoletniego białego mężczyznę rasy kaukaskiej, dobrze zbudowanego i mocno nawalonego”. Odpowiedział Sym słowami:
-Witaj panno Szafran. Pewnie spodziewałaś się tu kogoś innego. Przykro mi, ale to tylko ja. Przyszedłem sprawdzić co z Tobą, albowiem przykre wiadomości dotarły ostatnimi czasy do mych uszu.- powiedział. Nie często ktoś w Hogwarcie popełnia samobójstwo, a już nigdy nie wróży to nic dobrego. Dodał jeszcze:
-Nie martw się, nie zajmę Ci dużo czasu. Najbardziej potrzebujesz teraz odpoczynku. Wiem że to okropne tak tu leżeć. Sam miałem wątpliwą przyjemność spróbować owych rozkoszy. Z tym że ja wtedy byłem poparzony, Ty zaś masz całkiem na odwrót. Ehh Ty głupolu. Co ja mam z Tobą zrobić, co?- stwierdził na koniec, bardziej do siebie niż do niej. Przykra sprawa. Widzieć kogoś w takim stanie.
Zobacz profil autora
Symplicja Szafran
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 12/05/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Polska, Lublin

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Nie Lis 22, 2015 8:05 pm

Na co się patrzysz? Nigdy nie widziałeś osoby, która uczyła się pływać, w zimie, w jeziorze z druzgotkami i wielką kałamarnicą, osoby która weszła do wody w ubraniach i potem prawie utonęła, a to wszystko na swoje głupie życzenie. W sumie ja też pierwszy raz kogoś takiego widzę, ale to nie oznacza, że nikogo innego takiego nie ma.
Chciałby mu tak powiedzieć, kiedyś pewnie by to zrobiła, teraz, a teraz niczego nie była pewna. W jednej chwili tam w jeziorze, zaczęła żałować, przez chwilę nie myślała o tych wszystkich w jej świadomości wielkich i złych rzeczach, które ją spotkały, przez chwilę znowu zapragnęła po prostu żyć, cieszyć się każdym dniem, żyć naiwną nadzieją powrotu do domu. Teraz nie była pewna, czy tamten moment jej się po prostu nie przyśnił, może to była halucynacja spowodowana niedotleniem mózgu, przecież istnieje taka możliwość. Czy warto było przeżyć, żeby teraz siedzieć w skrzydle szpitalnym i nie móc mówić, nie mieć siły podnieść się nawet na centymetr, widzieć tylko białe płótno sufitu?
Lekko, niepewnie, sprawdza na ile może sobie pozwolić i przechyla głowę w stronę Aerona. Ma ochotę się zaśmiać, ostatnio za każdym razem gdy się spotykają ona jest w opłakanym stanie, a to złamana noga, a teraz po nieudanym podtopieniu. Jeśli tak dalej pójdzie następne spotkanie będą mieli na jej pogrzebie.
Z jej ust nie wychodzi jednak żaden dźwięk, radość spotkania żywej osoby, przemija zamienia się na miejsca, ze wstydem, strachem, Symplicja boi się konsekwencji swojego czynu, bo przecież nauczyciele tego tak nie zostawią. Zaczną się pielgrzymki, dlaczego to zrobiłaś, a potem wstyd, że narobiła takiego zamieszania przez głupie problemy, głupiej zakochanej dziewczyny. Uczniowie będą ją wytykać palcami, a miała taką głupią nadzieje, że może nikt się nie dowie, że zniknie na trochę i potem wróci jak gdyby nigdy nic, ale nie w Hogwarcie niczego nie dało się ukryć. Nawet nie chciała wiedzieć ile osób widziało jej ociekające wodą ciało kiedy tamten chłopak niósł ją do Skrzydła Szpitalnego. Lekko przygryza wargi i od razu czuje bóle.
Z zamyślenia nad tym wszystkim co się niedługo stanie w momencie, w którym odzyska siły i wróci do życia, wyrywa ją głos Stewarda. Krukon taki jakim go pamiętała, miły i przyjemny jak papier ścierny, no ale martwił się o nią. Przecież gdyby tak nie było nie przy fatygowałby tu swoich szacownych czterech liter. Gdzieś w sobie czuje wzruszenie za to, że przyszedł jako jedyny.
-Co ludzie gadać?- Pyta nie pewnie, boi się do jakiej miejskiej legendy urósł jej głupi wyczyn.
Co z nią zrobić? Dobre pytanie, sama najchętniej zaszyłaby się w jakiejś małej dziurze i została tam do końca świata, nie musząc się już nigdy więcej ludziom pokazywać na oczy, o ile to by było łatwiejsze. Nie musieć już nigdy więcej nikomu spojrzeć w oczy, zaszyć się gdzieś i samemu o sobie zapomnieć, żyć najprostszymi potrzebami.
-Zastrzelić- podsuwa pomysł co mogłoby być dobrym pomysłem na dalsze postępowanie z jej osobą.
Zobacz profil autora
Aeron Steward
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 02/07/2014
Liczba postów : 413
Skąd : Stewarton, Szkocja

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Lis 23, 2015 6:56 pm

Jedno było pewne. Symplicja zdecydowanie nie powinna teraz śpiewać. Jej głos brzmiał jeszcze gorzej niż ona sama wyglądała, jeśli było to w ogóle możliwe. Im dłużej Aeron przyglądał się tej istotce leżącej na szpitalnym łóżku, tym bardziej robiło mu się smutno. Atmosfera w Skrzydle Szpitalnym była doprawdy dołująca. Sam zresztą pamiętał jego własny pobyt tutaj. Po powrocie z „przygody”, którą zafundowała mu Resa (chyba; sam już nie pamiętał czy to on wciągnął ją, czy ona jego), trafił tu z rozległymi poparzeniami brzucha, i nieco mniejszymi na lewej ręce. Wprawdzie nie spędził tu zbyt dużo czasu, bowiem było to ledwie parę dni, okres ten jednak zaliczał do jednego z najmniej interesujących w życiu. Oczywiście nikt nie przyszedł go wtedy odwiedzić, co zresztą było raczej normalne jeśli chodzi o jego osobę. Fakt faktem leżenie tutaj jest przygnębiające, tym bardziej że Sym ma teraz dużo, o wiele za dużo czasu do rozmyślania o tym co zrobiła, i zapewne o powodach jej postępowania.
Nie bardzo wiedział co robić. Przyjść przyszedł, ale co teraz? Przejechał dłonią po włosach, maskując przy tym pewnego rodzaju zakłopotanie. Wolałby już walkę ze smokiem, niż przełamywanie się w takich chwilach. Cóż, pewne osoby po prostu nie były stworzone do takich skomplikowanych spraw. Spojrzał na Sym, która przechodziła podobne rozterki. Jej twarz wyrażała prawie wszystko to co aktualnie przelatywało jej przez myśli. Strach przed reakcją społeczności. Przecież to niedoszła samobójczyni. Za tydzień znać ją będzie trzy czwarte Hogwartu, ale Aeron wątpił czy znalazłaby się osoba która cieszyłaby się z takiej rozpoznawalności. Kto by bowiem chciał być „tym nieudacznikiem”, jak zapewne ludzie by nazywali kogoś kto chciał skończyć ze swym życiem. Cóż, nie można się bardziej mylić. Samobójstwo to akt wymagający tak ogromnych pokładów odwagi, że mało który człowiek jest zdolny do faktycznego jego popełnienia.
Usłyszał pytanie Sym, zadane w dość prymitywnej odmianie języka angielskiego. Nie wiedział czy to ze względu na zmęczenie czy może powiedziane specjalne, toteż po prostu się uśmiechnął, gdy to usłyszał.
-Niewiele, raczej nic konkretnego. Tylko że jakaś osóbka próbowała ćwiczyć na mistrzostwa świata w pływaniu. Usłyszałem to, i połączyłem te plotki z Twoją nieobecnością. No i jestem.- odpowiedział, zgodnie z prawdą zresztą. Poza tym, nie było tu jakiejś specjalnej logiki, ot zwykła kalkulacja i łączenie faktów. Druga odpowiedź nie była specjalnie odkrywcza, jak na kogoś kto właśnie próbował się zabić. Aeron zaśmiał się, po czym powiedział:
-Ledwo żeś wyszła z wody, a chcesz żeby Cię dziurawili. Oj Symplicjo. Nie łam się. Wiem że masz za dużo czasu na myślenie, więc postaram się sprowadzić Ci tu parę osób, żebyś nie czuła się samotna. No i postaram się zrobić coś z tą plotką, więc się nie martw. W końcu kto może pochwalić się nurkowaniem ekstremalnym?-
Zobacz profil autora
Symplicja Szafran
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 12/05/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Polska, Lublin

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sro Lis 25, 2015 9:22 pm

Przygląda się Aeronowi, powoli rejestruje każdy jego ruch, zmianę mimiki, zauważa jak próbuje ukryć zakłopotanie. Przez chwilę Symplicja nie wie o co chodzi, co między nimi się zmieniło. Gdzie są tamte dzieci, które zimą urządziły wielką bitwę na śnieżki, a potem siedziały w kuchni, żeby na końcu zgubić się w lochach. Co się stało, gdzie uciekł ten czas, łatwość w rozmowie, beztroska życia. Powoli przesuwa wzorkiem po nim, szuka odpowiedzi na swoje pytania, no urośli, on się zmienił i ona, nic nie jest stałe.
Spacerując spojrzeniem po twarzy Krukona niby przez przypadek natrafia na jego oczy, zimne, podobne do jej, ale co to? Czy tylko jej się to wydawało? W jego niebieskich ślepiach nagle jakby znikąd zauważa siebie. Kruchą, bladą jak śmierć, nie mogącą nawet podnieść ręki, żeby wziąć do ust szklankę z wodą. Czy to naprawdę jestem ja? Zadaje sobie pytanie w myślach. To nie możliwe. Sili się na uśmieszek, powoli próbuje podnieść się chociaż trochę. Nic jednak nie działa, uśmiech jest niewidzialnym grymasem bólu, a ręce bezwładnie leżą, nawet nie próbując udźwignąć ciężaru świadomości. Mimowolnie Szafran przygryza wargę, przez chwilę ma wrażenie, że zaraz znowu się rozpłacze. Nie płacz! Krzyczy na siebie w myślach, jeszcze, wytrzymaj tylko chwilę, jak odejdzie, kiedy wszyscy zapomną znowu będziesz mogła. Teraz będziesz musiała grać, będziesz udawać silną, musisz. Czasami nie ma innej opcji.
Zęby zaciskają się jeszcze mocniej, po chwili czuje w ustach krew. Próbuje go powoli, więc taki jest smak życia.
Widzisz, nikt nic nie wie, ktoś Cię widział, ale nie mówią o tobie. Nie wiedzą, że to byłaś ty. To dobrze, niech nie wiedzą, może zapomną, może nie skojarzą, oni nigdy tego nie robią nikt nigdy nie pamięta, tak jest prościej. Po co pamiętać imię trupa.
-Dziękuje Ci.- Kolejny niewyraźny grymas. Steward nawet nie potrafi zdać sobie sprawy jak dziewczyna jest mu wdzięczna, że przyszedł, że pojawił się, ale nie tylko za to, te słowa również znaczą bardzo wiele. Dają nadzieję, że to że jednak przeżyła nie było nieszczęśliwym przypadkiem, że może jednak jest nadzieja, że jej historia może mieć jeszcze kiedyś szczęśliwe zakończenie, tak, na pewno kiedyś będzie dobrze.
Musi?
Czy aby na pewno?
Zobacz profil autora
Aeron Steward
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 02/07/2014
Liczba postów : 413
Skąd : Stewarton, Szkocja

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Nie Lis 29, 2015 2:09 pm

Nie bardzo wiedział czemu powiedział to co powiedział. Rzadko kiedy był w ogóle skłonny do pomocy innym. Ludzie z reguły oczekiwali czegoś w zamian, nie znając chyba słowa „bezinteresowność”. Chcąc nie chcąc Arcio również po jakimś czasie przestał przejmować się obcymi. Nie płynęły z tego prawie żadne korzyści, niestety. Ludzie przypominali sobie o Tobie dopiero w momencie w którym sami czegoś potrzebowali. A gdy już to dostali, to znikali, by pojawić się ponownie przy następnej okazji. Dbał więc tylko o siebie, i te marnych parę osób które nadawały się do nazywania ich „przyjaciółmi”. Jednak oprócz owych przyjaciół oraz prawie całej reszty, istniała jeszcze trzecia grupa osób. Grupa ta charakteryzowała się głównie tym, że Arcio nie miał pojęcia co z nimi zrobić. Nie należeli już do tej reszty którą Arcio miał totalnie gdzieś, jednak z pewnych powodów nie nadawali się do przyłączenia ich do grupy przyjaciół. Trawli więc w tym półstanie świadomości Arcia. Sym należała właśnie do nich. Gdy usłyszał podziękowania od leżącej Sym, uśmiechnął się nieznacznie.
-Nie ma za co. Postaraj się wyzdrowieć jak najszybciej.- odpowiedział, patrząc na leżące na łóżku stworzenie. Nie miał jak jej pomóc, poza tym co już zrobił. Potrzebowała kogoś innego, kogoś kto będzie w stanie ją przytulić i pocieszyć. Kto będzie mógł spędzić z nią czas, wypełnić jej tą bezdenną pustkę w której się teraz znajduje. On się nie nadawał. Pewnie dlatego, że sam znajdował się w podobnej pustce, tylko znacznie ciemniejszej, i to z własnego wyboru. Westchnął, po czym delikatnie wstał z zajmowanego miejsca. Bezpośrednio pomóc Sym nie miał jak, mógł jednak zrobić inną rzecz. Korzystając ze świeżości plotek które rozchodziły się po szkole, miał sporą szansę zmienić nieco ich treść. Wystarczy że powie coś tu czy tam, i zaraz z samobójstwa zrobi się groźnie wyglądający wypadek, w którym brała udział jakaś uczennica, którą to uratował bohaterski chłopak zjawiający się w ostatniej chwili. Od razu brzmiało to lepiej aniżeli to co naprawdę się wydarzyło. Znając możliwości szkoły, plotka rozniesie się w ciągu kilku dni, dając Sym czas na regenerację, psychiczną i fizyczną. Już miał odchodzić, gdy zdecydował się schylić się jeszcze na sekundę, a jego ręka po raz ostatni dotknęła czubka głowy Sym. Powiedział do niej cicho, tak cicho że nikt inny nie dałby rady tego usłyszeć:
-Nie umieraj, Sym. Zabraniam Ci. Masz żyć, bo nie jesteś sama.- powiedział, po czym wyprostował się. Rzucił krukonce ostatnie spojrzenie, po czym odwrócił się i cicho wyszedł z Sali.

z/t Arciek
Zobacz profil autora
Gabriel Szeptycki
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/11/2015
Liczba postów : 14
Skąd : Polska

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sro Gru 02, 2015 7:04 pm

W Hogwarcie było niewielu Polaków. Gabriela zawsze to ciekawiło, dlaczego akurat z jego narodu rodziło się tak mało czarodziejów. Nie miał głowy do analizy oraz studiowania opasłych tomów w bibliotece, gdzie unosił się zapach kurzu i starości. Szczerze powiedziawszy unikał owego miejsca gdy tylko mógł. Przyprawiało go o dreszcze, choć sam nie wiedział dlaczego. Uczył się przyzwoicie, ale tylko wtedy gdy musiał. Jednak musiał przyznać bibliotece jeden plus. Zawsze ktoś się tam kręcił. Tak jak tego dnia. Przechodził jedynie obok pomieszczenia, ale tyle wystarczyło by usłyszał o wypadku jednej z Krukonek. Z początku ta informacja wydała mu się mało istotna. W takim miejscu jak Szkoła Magii i Czarodziejstwa wypadki zdarzały się zadziwiająco często. Dopiero wzmianka o pochodzeniu poszkodowanej zwróciła jego uwagę. Może i w Hogwarcie było mało Polaków, ale wszyscy starali się trzymać w miarę blisko. Nie jest łatwo być osobą, która nic nie rozumie. Osobą, która nie potrafi się dopasować, dopóki jakaś życzliwa duszyczka nie weźmie jej pod swoje skrzydła. Dla Szeptyckiego taką osobą była Symplica.
Nie musiał zastanawiać się długo. Zresztą czy kiedykolwiek to robił? Wolał najpierw działać, a dopiero później myśleć. Szybkim krokiem przemierzył korytarze, starając się nie zwrócić na siebie zbytniej uwagi. Nie miał ochoty na durne rozmowy, które jedynie wydłużyłyby mu czas dotarcia do celu. Na całe szczęście inni uczniowie zdawali się być pogrążeni we własnych sprawach.
Do skrzydła szpitalnego dotarł w nie całe 20 minut. Ostrożnie uchylił drzwi, by sprawdzić czy przy interesującej go osobie nikogo nie ma. W pomieszczeniu nie było wielu pacjentów, co ucieszyło Gabrysia. Zawsze to swobodniejsze możliwości do rozmowy.
Od razu ją rozpoznał. Dziewczyna leżała z przymkniętymi powiekami, a większość jej ciała przykryta  była prowizoryczną kołdrą. Gdy podszedł bliżej zauważył na jej twarzy mimowolny grymas bólu.
Obserwował ją przez dłuższy czas. Dopiero po chwili zorientował się, że Krukonka spogląda na niego swoimi niebieskimi ślepiami.
- Cześć - powiedział, uśmiechając się do niej lekko wyginając kąciki ust ku górze. -Jak się czujesz?
Zobacz profil autora
Symplicja Szafran
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 12/05/2014
Liczba postów : 257
Skąd : Polska, Lublin

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sro Gru 02, 2015 10:21 pm

Nie umieraj, Sym. Zabraniam Ci. Masz żyć, bo nie jesteś sama.

Aeron odszedł. Wrócił do swojego życia, do swojej historii, zostawił ją samą z natłokiem myśli, z premedytacją wymuszając na niej spełnienie obietnicy nie do zrobienia, mimowolnie kazał jej zrobić coś co jak widać było ponad jej siłami.
NIE MOŻESZ TEGO ODE MNIE WYMAGAĆ. NIE MA MNIE. PRZEZ CAŁE SIEDEM LAT BYŁAM DUCHEM, A TERAZ JUŻ NAWET NIM NIE JESTEM. NIE WYMAGAJ ODE MNIE TAK WIELE, NIE KAŻ MI ŻYĆ DLA KOGOŚ KOGO NIE MA.
Jak miała żyć dla kogoś, skoro sama najlepiej wiedziała, że nikogo takiego nie ma. Ostatnia osoba, którą kochała odrzuciła ją, dała jej nadzieje, dała sens, światło, wiarę, a potem nagle zabrała to wszystko, bo coś, nikt nie wie dlaczego. Co do reszty świata, to dobrze im było bez niej. Nikt przecież nie zauważył jej zniknięcia, ludzie, którzy myślała, że ją lubią że są jej przyjaciółmi. Milczeli, pozwalając jej wierzyć w to, że jej życie dla nikogo nic nie znaczy, dla wszystkich jest bezwartościowe.
JESTEŚ NIKIM!
Jesteś Nikim!
Jesteś...
NIKT!
Słowa Stewarda w swoim założeniu miały ją podnieść na duchy, miały sprawić, że poczuje się lepiej, pokazały jej jednak wielką straszną prawdę. To, że nawet jej śmierć stworzyłaby w Hogwarcie więcej przyjemności z nowych plotek, niż bólu po stracie jednej z uczennic. Nic nie wartej uczennicy.
Pogrążona w swoich myślach nawet nie zauważyła kiedy zaczęła płakać, kiedy jej twarz ponownie pokryła się łzami. Kiedy świat znowu ukrył się za ścianą łez, że też ona jeszcze miała czym płakać.

***

Czas płynął powoli, kolejna porcja leków, danie w płynie o dziwnym bliżej niesprecyzowanym kolorze. Powoli wracały do niej siły, od wizyty Arcia minął dzień, może więcej. Nie wiedziała ile, to miejsce posiadało swoje własne kontinuum czasowe, którego płynięcie kierowane było przez dawki eliksirów, szpitalne obiadki. Skrzydło Szpitalne pustoszało i jedynym stałym elementem krajobrazu stawała się senna, niewyraźna postać w szpitalnym łóżku, której blada twarz nie przedstawiała już żadnych emocji. O ile siły fizyczne powoli wracały do niej, o tyle od ostatniej wizyty psychika była w jeszcze bardziej opłakanym stanie.
Leżała z zamkniętymi oczami, nie mogła spać, kiedy tylko odpływała do krainy snów na nowo widziała tamto jezioro, czuła jak zimna woda chluszcze ją w twarz, miała wrażenie, że czyjeś ręce ciągną ją na samo dno. Widziała zarys tej postaci, te zimne, niebieskie oczy, świecące w zielonej toni. To jej oczy.
Nagle ciszę panującą w pomieszczeniu przerwało skrzypnięcie drzwi. Czyżby kolejna porcja leków. Delikatnie Panna Szafran uchyliła powiekę, nie to nie była pielęgniarka, tylko Gryfon. Przez chwilę wydawało się, że na jego widok Krukonka się uśmiechnie. Nic takiego się jednak nie zdarzyło. Szybko na nowo zamknęła oczy, nie miała ochotę z nikim rozmawiać. Nie chciała sobie robić nie potrzebnej nadziei, że jednak są jeszcze osoby dla, których jej osoba coś znaczy.
Słyszała jak podszedł, jak oddychał, pewnie, głęboko. Jej oddech był, płytki nierówny, ciągle zapominała, że jeżeli weźmie za dużo powietrza to coś ją zaboli, więc co jakiś czas mimowolnie krzywiła się przy zbyt łapczywym połykaniu tlenu.
Minęło kilka minut, a Gryfon jak na złość nie chciał sobie pójść. Niepewnie Szafran otworzyła oczy i spojrzała na niego, przyglądała się jego zamyślonej twarzy. Przez chwilę złapała się na tym, że zastanawiała się o czym tak myśli. Nie miała jednak długo czasu na kreowanie swoich teorii bo czyjś głos przywołał ją na ziemię.
Słysząc ojczystą mowę, na krótką sekundę przez jej twarz przeszedł cień uśmiechu.
-Żyje.- Grunt to odrobina humoru nawet tam gdzie go nie ma.
Zobacz profil autora
Gabriel Szeptycki
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 25/11/2015
Liczba postów : 14
Skąd : Polska

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Czw Gru 03, 2015 2:56 pm

Gabriela nigdy zbytnio nie obchodził los innych. Tych wszystkich szaraczków, których dziesiątki mijał na szkolnych korytarzach. Uważał, że nie ma sensu przejmować się kimś, kto o twoim istnieniu nie ma najmniejszego pojęcia. Przez to co wydarzyło się w przeszłości nauczył się ograniczać liczbę swoich zaufanych osób. Wiedział, że dzięki takim ograniczeniom był silniejszy, mniej podatny na krzywdę. Swoich prawdziwych przyjaciół, takich którzy udowodnili mu swoją wartość, mógł zliczyć na palcach jednej ręki. Czy było mu z tym źle? Nie, niekoniecznie. Zawsze to lepiej mieć kilku prawdziwych przyjaciół niż setkę takich, którzy odwracają się od ciebie z byle powodu.
Symplica już od początku ich znajomości dawała mu swoiste poczucie przynależności. Dzięki niej choć trochę czuł się lepiej w całkowicie obcym miejscu. Dziewczyna niewątpliwie była wyjątkowa, przynajmniej dla niego.
Nie bardzo wiedział jak się zachować, kiedy ktoś leży w Skrzydle szpitalnym. Był tutaj zaledwie kilka razy w ciągu tych sześciu lat i nigdy nie zabawiał dłużej niż było to absolutnie konieczne. Tym razem jednak wiedział, że był na właściwym miejscu. Nie zamierzał pocieszać dziewczyny. Wiedział, że słowa typu "musisz dać sobie z tym radę" potrafiły doprowadzić człowieka do szaleństwa. Prawda bowiem była taka, że nikt nie miał prawa mówić drugiej osobie co powinna zrobić. Był tutaj tylko z jednego powodu. Sym była dla niego ważną osobą, a takich osób miał niewiele. Nie miał zamiaru rezygnować z kolejnej, która tyle dla niego zrobiła.
Z krukonką zawsze rozmawiali po polsku. Po części dlatego, że nikt więcej ich wtedy nie rozumiał, a po części dlatego że dzięki temu czuli się hm... bardziej zżyci? Tak chyba tak można to nazwać.
Chłopak przewrócił oczami, słysząc jej sarkazm w głosie. Nie zamierzał jej tego wypominać. Każdy kto spędził w szpitalu choć trochę czasu mógł stać się nieco zgorzkniały.
- To widzę - - odparł, przysuwając sobie krzesło, które stało koło drugiego łóżka. -Pytałem jak się czujesz, tak naprawdę. - Gabriel nie był idiotą. Widział, że dziewczyna jest na skraju załamania nerwowego. Ciekawiło go tylko z jakiego powodu i czy ten powód nadal żyje.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   

 

Skrzydło Szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7

 Similar topics

-
» Skrzydło Szpitalne
» Skrzydło Szpitalne
» Świnka skarbonka Białego skrzydła
» Madara Tenebris
» Restauracja „Pod skrzydłami”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-