IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Skrzydło Szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Henry Lancaster
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 815
Skąd : Wiekowa chata w malowniczym Devon.

PisanieTemat: Skrzydło Szpitalne   Sob Lut 15, 2014 6:26 pm


Cii, nie mów tak głośno! Tutaj leżą chorzy i ranni, więc zachowaj ciszę, jeśli nie chcesz narazić się na gniew pani Popy Pomfrey. Jeśli kogoś odwiedzasz, również zachowuj spokój i pozwól odpocząć i kurować się pacjentom. To duża sala z rzędami łóżek, parawanami i białymi szafkami na osobiste rzeczy. Wszystko lśni, błyszczy od czystości i sterylności, więc przypadkiem nie wchodź tu z ubłoconymi buciorami. Wiesz, Filch i pani Pomfrey to groźni przeciwnicy.
Łóżka są zaczarowane. Jeśli pielęgniarka sobie zażyczy, wyciągają niewidzialne ręce i łapią pacjenta, a potem przygwożdżają go do siebie i łatwo nie wypuszczają. Tylko nieliczni wiedzą jak obejść to zaklęcie.
W powietrzu unosi się zapach detergentów i eliksirów, więc nie dziw się, jak nagle Cię zemdli bądź poczujesz się gorzej. Zachowuj ciszę, to najważniejsze.
Zobacz profil autora
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Lut 24, 2014 9:35 pm

Kto normalny zasypia na korytarzu w codziennym ubraniu? Nikt. Nikt poza Mattem, którego choroba zaczęła ujawniać się najwyraźniej w coraz gorszy sposób. To wszystko zaczynało być powoli męczące. W nocy nie mógł zasnąć, a kiedy już zasypiał, to lunatykował i budził się później w różnych dziwnych miejscach. Poza tym, jego organizm był wyczerpany, miał okropnie podkrążone oczy, a w ciągu dnia niekiedy zdarzało mu się pogrążyć we śnie podczas lekcji. Nigdy tego nie robił! Zawsze był pilnym uczniem, a teraz coraz częściej był adresatem licznych uwag nauczycieli, co zdecydowanie go nie cieszyło. Zresztą, miał też kłopoty z koncentracją, gorzej mu się uczyło, chociaż starał się to tłumaczyć ogólnym rozdrażnieniem, a także kolejnymi miłosnymi niepowodzeniami. Nie chciał nawet myśleć o tym, że może chorować na to samo, co jego matka. To było niedorzeczne, żeby dwie osoby w ich rodzinie zginęły w tak młodym wieku na skutek demencji. Powróćmy jednak do szarej rzeczywistości, a dokładniej do skrzydła szpitalnego, do którego niczego nieświadomy Finnigan został przeniesiony z korytarza na II piętrze.
„Dlaczego? Dlaczego ja?!” – myślał młody Puchon, kiedy uciekał przez leśne chaszcze przed przerażającym, włochatym stworzeniem. Odwracał co jakiś czas głowę, ale to wcale nie pomagało. Jego kły szczerzyły się zapewne już na samą myśl o tym, że dostał na obiad taki smaczny kąsek. Jakim cudem Matt znalazł się w ogóle w Zakazanym Lesie? Przecież starał się go unikać, a przynajmniej, kiedy był sam. Czasami bowiem zdarzało mu się jednak tam zajść ze swoimi znajomymi, ale to tylko wtedy, gdy szukał jakichś rzadkich okazów ziół i roślin. W końcu Brytyjczyk, jak mało kto, interesował się zielarstwem, a na lekcjach zawsze mógł popisać się jakąś ciekawostką, którą wyczytał w książkach. Chciał także poprzeć swoją wiedzę praktyką, stąd te niebezpieczne wędrówki do Zakazanego Lasu. Zwykle jednak chłopaki nie zapuszczali się w jego głąb, a przystawali gdzieś na jego skraju, zrywając co potrzebniejsze i ciekawsze do ich badań. Lancaster często mówił mu o składnikach wykorzystywanych w magii leczniczej, a Matt dzielił się z nim wiedzą o tym, które z roślin stosuje się na przykład do stworzenia amortencji.
Tym razem jednak Finnigan marzył o tym, aby miał do czynienia jedynie z florą czarodziejskiego świata. Gdyby tylko wiedział, że to głupi koszmar… Ale nie, on był taki realistyczny, a ten wilkołak! Jezu, chłopak nigdy nie widział takiej bestii z tak bliskiej odległości i dałby wszystko, aby taki stan utrzymywał się jak najdłużej. Biegł coraz szybciej, ale zwierzę zdawało się w ogóle nie przejmować podkręceniem tempa. Matt znów przyśpieszył, co w rzeczywistości zaowocowało tym, że zaczął się niemiłosiernie wiercić w łóżku w skrzydle szpitalnym, a z jego ust znów wydobyło się niezbyt głośne pojękiwanie świadczące o strachu, który opanował umysł nastolatka. Dobrze, że odruchowo nie sięgnął po różdżkę, bo jeszcze zupełnie nieświadomy narobiłby tylko niepotrzebnych szkód w skrzydle szpitalnym, a później musiałby się tylko tłumaczyć, że nie miał pojęcia, że to tylko sen. Zupełnie jak w przypadku Chiary, choć tam nawet nie było mowy o żadnych wyjaśnieniach. Ona po prostu nie miała ochoty go słuchać.
-Nie! Zostaw mnie! – krzyknął wreszcie na cały głos, kiedy potknął się we śnie o jakąś wystającą gałąź. Wiedział, że to już koniec. Jednakże w chwili, w której wilkołak szykował się już do rozszarpania jego ciała, Puchon obudził się i podniósł się gwałtownie na łóżku. Niestety, ucieczka z krainy snu wcale nie okazała się zbawieniem. Chłopak odetchnął z ulgą, kiedy nagle zobaczył, że przy jego łóżku siedzi Jack Stone! Jego serce zaczęło bić szybciej, właściwie to najwyraźniej ubolewało nad tym, że nie może się wyrwać z jego piersi. Stan przedzawałowy. Pomijając fakt, że obawa Matta przed uzdrowicielem była irracjonalna, wyniesiona z kilku plotek, które siedemnastolatek usłyszał o tym człowieku. Podobno zabił wielu ludzi! Zresztą, był takim mrukiem, że nietrudno było w to uwierzyć. Nie, Finnigan w ogóle nie pomyślał, że zachowanie Jacka wynikało raczej z jego nieśmiałości i spokoju ducha. Dla niego był mordercą, i tyle. Uczeń z Domu Borsuka starał się jak najciszej wyjść spod kołdry i uciec z tego miejsca, zanim oprawca zdąży się obudzić. Wystarczyła mu już senna ucieczka przed wilkołakiem. A tu jeszcze Stone? Za dużo wrażeń na dzisiaj. Nic dziwnego, że cały dygotał z przerażenia.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Lut 24, 2014 9:50 pm

Gdy już znaleźli się w Skrzydle Szpitalnym i Jack zapadł w sen, który zdecydowanie mu się należał po tak ciężkim dniu pracy. Zresztą, od kilku dni nie spał i faktycznie mógł być nieco mrukliwy i niemiły, ale to tylko z niewyspania! Podkrążone oczy były tego dowodem, tak samo, jak włosy, które chyba nie widziały grzebienia z tydzień. Jack zwyczajnie przeczesywał je palcami, uznając, że tak jest najlepiej. Nie dziwota, że nie masz kobiety, Stone.
W ogóle, ciekawe skąd wzięły się takie plotki? Czyżby właśnie dlatego? Tak błahy powód naprawdę mógł spowodować coś takiego? Rety, Jack nigdy by o tym nie pomyślał i dobrze, że nie wiedział, co mówią o nim niektórzy uczniowie (pewni ci wredni Ślizgoni, którzy go nie lubią!). Byłoby mu bardzo przykro! Bo on nie chciał nikogo zranić, przecież był milutki. Tylko nieśmiały, to tyle. I zapewne wyniósłby się ze szkoły, z Londynu dowiedziawszy się, że jest mordercą! Biedaczysko.
W przeciwieństwie do Puchona Jack sen miał bardzo lekki i przyjemny. Ale, jak zwykle, nie pamiętał nic po dość gwałtownym przebudzeniu. Wystarczyło, że Matt zaczął poruszać się pod kołdrą, a on, choć przecież wciąż siedział na stołku otworzył oczy, jakby wcale nie spał, a tylko nad nim czuwał.
A potem ten przerażający krzyk i chłopak także się obudził. Stone, nieco spanikowany, rozejrzał się po pomieszczeniu, ale na szczęście wszyscy poza nimi twardo spali. Chwała Merlinowi! Jeszcze pomyśleli by, że Jack naprawdę jest niebezpieczny i próbuje udusić Matta poduszką, czy coś w tym stylu.
-Hej, hej. Poczekaj- powiedział, zupełnie już rozbudzony, automatycznie wyciągając rękę w stronę chłopaka i zaciskając ją lekko na jego kolanie. -Gdzie ty uciekasz? Co się stało? Czemu tam spałeś? Czy ktoś zrobił ci krzywdę?- zapytał, nieco ostrzej niż by się spodziewał i zmarszczył brwi, ściągając rękę z pościeli i kładąc obie na swoich kolanach, wciąż jednak bacznie mu się przyglądając.
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Lut 24, 2014 10:05 pm

Matt, tkwiąc w swym błędnym przekonaniu o prawdziwych intencjach szkolnego uzdrowiciela, myślał teraz, że zdecydowanie bardziej wolałby już zostać obudzony przez któregoś z Ślizgonów. Zapewne któryś kopnąłby go tylko w twarz albo w brzuch, obrzucił kąśliwym komentarzem i poszedł w swoją stronę. Ból byłby do zniesienia, a przynajmniej chłopak nie musiałby męczyć się teraz tak długo. A przede wszystkich, nie umierałby z przerażenia. Kiedy tylko dłoń Jacka zacisnęła się na jego kolanie, drgnął odruchowo, jakby chciał rzucić się do ucieczki. Ostatecznie skończyło się na tym, że wylądował tylko w połowie za łóżkiem, bo zaplątał się biedaczek w kołdrę. Prawdę mówiąc, miał dużo szczęścia, że przynajmniej jego noga zaklinowała się w odpowiednim momencie, bo inaczej najpewniej trzasnąłby z impetem głową o podłogę. A może byłoby lepiej? Wtedy by może zemdlał, a śmierć okazałaby się dla niego bezbolesną. Co on w ogóle gadał? Eh, nawet nie pamiętał skąd słyszał te wszystkie plotki, być może od Ślizgonów, ale nawet nie wiedział, że ci tak nienawidzą Stone’a! Wtedy zapewne wziąłby poprawkę na to, co mówią, a tak naiwnie wierzył we wszystko, co dobiegło do jego uszu. Teraz zmagał się ze strachem, bo miał świadomość, że nie ucieknie. Nie ucieknie przed Jackiem, nie ucieknie przed jego pytaniami… chwila! Ale nie wyciągnął jeszcze różdżki. Nie wszystko stracone. Finnigan stwierdził, że odpowie mu grzecznie na każdą jego wątpliwość, a później wykorzysta jego czas na przemyślenia na to, aby ulotnić się ze skrzydła szpitalnego. Próbował wydusić z siebie jakieś słowo, ale nie potrafił. Zupełnie, jakby ktoś odebrał mu mowę. Patrzył jak wmurowany w straszliwe oczy Jacka. Wzrok bazyliszka. Serce momentalnie podskoczyło mu do gardła. Był za młody, żeby umierać. Chociaż… czy ten uzdrowiciel byłby na tyle głupi, żeby uśmiercać go na terenie szkoły? Nie, chyba nie. Takto by go już dawno złapali. Chyba na razie był bezpieczny. Ale ten typ z pewnością go zapamięta. Co za przeklęty dzień, doprawdy, to już spotkanie z wilkołakiem wydawało się przyjemniejsze, mimo że sen uchodził do rangi koszmaru.
-Ja… nie wiem. Nie wiem. Po prostu się tam obudziłem. Chyba lunatykowałem. – odpowiedział na pierwsze z pytań, siląc się na spokojny ton, ale widać było po nim, że próbuje jak najszybciej zakończyć rozmowę i opuścić to miejsce. Matt miał chociaż nadzieję, że zabrzmi to tak, jakby po prostu nie lubił przebywać w skrzydle szpitalnym. Nie chciał zdradzić tego, że boi się uzdrowiciela. To tylko pokazywałoby jego słabość, stałby się odpowiednim materiałem na kolejną ofiarę tego mordercy.
-Nie! – prawie wykrzyknął zaraz, gdy Stone zapytał o to, czy ktoś go skrzywdził. Jeszcze tego brakowało, żeby roztrząsał tego typu sprawy. Pewnie właśnie badał podłoże, jego psychikę, jak reaguje na oprawców. Prawda była taka, że jedyną osobą, od której ostatnio zaznał krzywdy to Chiara, ale to była zupełnie inna kwestia. Zawód miłosny, a strach przed byciem zamordowanym to chyba jednak nieco inne uczucie.
-To znaczy, nie… nikt mnie nie skrzywdził. Mogę już iść do dormitorium? – dodał po chwili, znów próbując przekonać uzdrowiciela do tego, że wszystko jest w jak najlepszym porządku i żeby ten wreszcie do puścił. Wolał nie spędzać tutaj ani minuty dłużej. W łóżku szpitalnym był bezbronny, a kto wie, co wpadnie do głowy temu zabójcy. Podobno był wobec swoich ofiar okrutny. Ah, marny los naszego Puchona!
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Lut 24, 2014 11:11 pm

Powiedzmy, że Jack byłby mordercą, który bez skrupułów wykańcza swoje ofiary. Czemu jednak jedną z nich miałby być ten oto chłopaczek? Wydawał się, był taki naiwny, zupełnie nieszkodliwy. Sam Lord Voldemort zapewne darowałby mu życie, bo to taka fajtłapa. Jack zaś nigdy w życiu pewnie nie miałby okazji go zabić, no bo rety... niby czemu? On kochał cały świat.
-Lunatykowałeś?- uniósł do góry brew, wyraźnie zdziwiony słowami Puchona. Aż zamrugał oczyma, po czym raz jeszcze na niego spojrzał, próbując dojść, czy też zwyczajnie się z niego nie nabija. W całym swoim długim, jakże nudnym życiu nie spotkał nikogo, NIKOGO kto by lunatykował. Nie miał więc pojęcia, skąd się to bierze i choć bardzo chciał pomóc to nie mógł. Widzicie? Chciał mu pomóc! Nie jest więc potworem, zdecydowanie nie.
Był jednak kiepski w odczytywaniu ludzkich intencji i teraz także nie miał pojęcia, że chłopak chce uciec od niego, jak najszybciej. Dopiero, gdy zapytał o pozwolenie na opuszczenie skrzydła szpitalnego Jack potrząsnął głową i zaczął podnosić się z krzesła.
-Tak, tak. Jeśli już czujesz się w porządku to oczywiście nie będę cię zatrzymywał. Tylko nie zasypiaj po drodze- hoho, ale żartowniś! Nagroda za suchar roku ląduje do pana Jacka Stone'a, oklaski proszę.
-Gdyby taka sytuacja się powtórzyła to zgłoś się, proszę, do Skrzydła Szpitalnego. Takie lunatykowanie to chyba trochę... niebezpieczne- podrapał się z tyłu głowy, nie bardzo wiedząc, co jeszcze może powiedzieć. O tym, że zrobił z siebie głupka z tym "zgłoś się do SS" nie miał pojęcia. Jak to brzmi! Jak będziesz spał gdzieś pod drzewem w środku nocy albo mordował kogoś nieświadomie to przyjdź, wyleczymy cię!
-Chcesz żebym cię odprowadził?- zapytał, uśmiechając się przy tym szeroko. Był pewny, że chłopak się zgodzi. W końcu tak późno, Zamek taki wielki i straszny, ojej.

/tak bardzo brak weny :c
Matthew Finnigan
avatar
Uczeń Hufflepuffu
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 53
Skąd : Londyn, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Czw Mar 06, 2014 12:17 am

Mattowi można było tłumaczyć tysiąc razy, że jego podejrzenia względem Jacka są po prostu maniakalne i bezzasadne, jednak do niego nie docierały żadne słowa oparte na rozsądnych dociekaniach. Po prostu, Puchon usłyszał co nieco, uwierzył w to, a teraz ciężko było go odciągnąć od czarnych myśli dotyczących szkolnego uzdrowiciela. Właściwie, siedemnastolatek sam czasem zastanawiał się czy aby na pewno te plotki to prawda, ba, starał się nawet jakoś je zdementować, jednak za każdym razem, kiedy zobaczył Stone’a, odczuwał ten sam, niewyjaśniony lęk. Teraz czuł się jak w potrzasku, miał wrażenie, że nigdy już od niego nie ucieknie. Każda jego kolejna wypowiedź, chociaż troskliwa, wydawała się młodemu Finniganowi nachalna, a chłopak ubzdurał sobie, że mężczyzna wyciąga tylko z niego jak najwięcej informacji po to, aby później dopaść go w najmniej spodziewanej sytuacji. Tylko po co? Po co w ogóle zabijać takiego niewinnego i bezbronnego przedstawiciela Hufflepuffu, jakim był ten dzieciak? Nie był groźny, nie skrzywdziłby nawet muchy. Może i nadawał się na potencjalną ofiarę, ale jedynie głupich żartów Ślizgonów. Ah, zapomniał o jednym… był mugolakiem! A jednak istniał pretekst, żeby na niego polować, ale szlag! W takim razie Elsa była tak samo zagrożona! Musiał stąd wiać i ją uprzedzić, żeby była przygotowana na ewentualny atak. Nie mógł pozwolić na to, żeby ktokolwiek dobrał się do jego siostry, w jakimkolwiek znaczeniu. Tak, tak, nie chodziło tutaj tylko o morderców ze skrzydła szpitalnego. Każdy wielbiciel jego bliźniaczki także musiał najpierw przejść test jego wszystkowidzących oczu. Przecież Matty nie chciał oddać siostry jakiemuś zboczeńcowi albo niebezpiecznemu typowi. I jego kochana siostrzyczka mogła sobie mówić, co chciała. On był po prostu nadopiekuńczy. Może wynikało to z tego, że tak wcześnie stracili mamę. Siedemnastolatek starał się ze wszystkich sił, aby nic nie stało się jego rodzinie. Nie przypuszczał nawet, że to on sam przysporzy jej tak wiele kłopotów.
-No tak… Chyba tak. Sam już nie wiem. Byłem zmęczony. – odpowiedział znów jak najprędzej, aby czasem dyskusja nie zabrnęła jeszcze dalej. Naprawdę, z całego serca nie chciał tutaj przebywać. Zresztą, cały czas szykował się do ucieczki. Przedbiegi. Kiedy tylko usłyszał od Stone’a, że może wracać do dormitorium, rzucił się pędem w stronę drzwi wyjściowych. Po drodze tylko wykrzyczał coś, że nie trzeba go odprowadzać, bo przecież jest duży, silny i takie tam inny głupoty, które właściwie nie były zbyt składne, ale przerażenie wygrywało z rozsądkiem i koncentracją. Wreszcie jednak chłopak znalazł się na korytarzu i odetchnął z ulgą, gdy zdał sobie sprawę z tego, że uzdrowiciel wcale go nie goni. W tym samym momencie nadleciała sowa należąca do Henry’ego. Lancaster pisał, że idzie na przesłuchanie i że Matt ma się zająć jego kotem. Jakaż radość! Młody Finnigan uwielbiał koty, tak samo jak jego siostra bliźniaczka. Dlatego też Puchon nabazgrał jeszcze coś tylko na kartce papieru, odpisując przyjacielowi, a następnie napisał jeszcze list do swojej bliźniaczki. Jej, tyle do roboty! Powoli przestawał się ze wszystkim wyrabiać. Pobiegł szybko na błonia, kierując się w stronę mostu. Łaził jak dureń po połaciach zielonego terenu, szukając małego puchatego stworzonka. Tak swoja drogą, kto nazywa kota „potworek”?! Miał nadzieję, że to imię nie miało nic wspólnego z aparycją zwierzaczka.
-Kici kici. – szeptał co chwila, przyciągając ciekawskie spojrzenia innych uczniów. Część z nich była wyraźnie rozbawiona jego zachowaniem, choć sam Puszek jakoś szczególnie się tym nie przejął. Obiecał Henry’emu, że zaopiekuje się jego kotem, więc dotrzyma słowa. Choćby miał tego jego pupila szukać po całym Zakazanym Lesie. Cóż, na szczęście do tak drastycznych poszukiwań nie doszło. Małe kocię ukryło się w pobliżu mostu. Natomiast Finnigan musiał przez dłuższą chwilę przekonywać tego słodziaka, że nie zamierza mu zrobić krzywdy. Miał jednak podejście do zwierząt, więc jego działania okazały się skuteczne. Chłopak wziął kotka na ręce i wszedł z nim do zamku. I wtedy przypomniał sobie, że napisał Elsie, iż będzie zaraz w pokoju wspólnym! Nie sądził jednak, że to poszukiwanie Potworka zajmie mu tak dużo czasu. Eh, miał nadzieję, że dziewczyna nie znudziła się jeszcze i na niego czeka. Podążył więc szybkim krokiem do pokoju wspólnego, próbując przy tym nie wypuścić z rąk kotka Lancastera.

zt.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Mar 10, 2014 8:28 am

// Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko nocnej wizycie?:)

Te postękiwania było słychać już na schodach. Można było sądzić, iż to jakaś zmora nawiedziła Hogwart i późnym wieczorem straszy każdego, kto o tej porze nie śpi. Nie było to dalekie od prawdy, wystarczyło spojrzeć na osobę woźnego. Był w piżamie. Poważnie był w piżamie, nieco przeżółkłej, z pewnością przepoconej i nieświeżej, przedpotopowej. Koronki przy nadgarstkach i kostkach były sztywne od rozłąki z wodą i proszkiem do prania, w brązowych kapciach wystawał duży palec stopy woźnego - tłumaczył sam sobie, iż to krwiożercze szczury wygryzły mu dziurę w kapciach. Na głowie była czapka klowna... wróć, czapka nocna, szary pompon podskakiwał na skrzywionych plecach. Chuderlawa dłoń trzymała w górze na wysokości głowy lampę oliwną, która rzucała wokół nikłe, zielonkawe światło, które dodawało grozy postury woźnemu.
- Liiiitooości... - zawył ochryple, gdy próbował się wyprostować, lecz bezskutecznie. Słyszał wtedy nieprzyjemny dla ucha trzask w kościach, zaś ból rozchodzący się po kręgosłupie zwiastował reumatyzm. Szurając kapciami Filch pokonywał przerażającą wielką odległość z parteru na pierwsze piętro. Kości dobitnie mu mówiły, aby ograniczył gonitwę uczniów po korytarzach, bo potem w nocy nie może przewrócić się na drugi bok. Wpół schylony powłóczył nogami, sapał i dyszał zmęczony podróżą po takim krótkim odcinku.
Gdy dotarł już drzwi, na których widniała metalowa tabliczka Skrzydło Szpitalne, Filch dosyć głośno i mocno się o nie oparł, co wywołało dźwięk, jakby coś się przewracało. Lecz nie! Woźny stał skrzywiony w pół i po omacku szukał chudą, owłosioną ręką klamki. Potrząsnął nią kilka razy aż w końcu mógł wejść do środka.
- Po...Poppy? - wydyszał i uniósł wyżej lampę, jednak nie dostrzegł nigdzie sylwetki tej miłej pani. Argus nie pamiętał, że teraz zastępuje ją inny Uzdrowiciel, do którego szczerze powiedziawszy bardzo sceptycznie się odnosił. Charknął, zakrztusił się własną śliną i ruszył wgłąb Skrzydła w poszukiwaniu pomocy. Dostrzegł Uzdrowiciela i zaszedł go od tyłu. Zimna, koścista ręka zacisnęła się na przedramieniu czarodzieja. Gdy Jack się odwrócił mógł ujrzeć nieciekawy widok. Przekrwione, wybałuszone i zamglone małe oczka Filcha, mokrą wargę, w której kąciku ust było widać resztkę kolacji, opadłe pomarszczone policzki i bladą, wykrzywioną bólem twarz.
- Pomóż. - warknął ostro jeszcze mocniej zaciskając rękę na ramieniu Uzdrowiciela. Opierał o nią połowę ciała, nie mogąc się wyprostować. Uniósł wyżej lampę, aby oświetlała twarz Jacka. Machnął nerwowo głową w stronę swoich wygiętych pleców.
- Moje plecy... - zawył znowu i potrząsnął ręką Uzdrowiciela ponaglając go. Bóle reumatyczne były bardzo dokuczliwe! Pan Filch nie mógł myśleć ciągle o własnym zdrowiu, gdy musiał podążać ścieżką sprawiedliwości i karać tych, co nie przestrzegają regulaminu szkolnego. Gdy widział łamanie prawa bezzwłocznie ruszał za przestępcą, chcąc się przypodobać aurorom i pokazać jak bardzo on, Argus Filch, dba o porządek w Hogwarcie! Przypłacał to teraz nocnym wizytom w Skrzydle Szpitalnym i nawiedzaniem Merlina winnym czarodziejom.

_________________

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sro Mar 12, 2014 9:45 pm

Szkoda, że obawy Matta były w ogóle nieuzasadnione. Bo w sumie to Jack mógłby być taki groźny, zły i w ogóle. Mógłby biegać z widłami za mugolakami, choć sam nie był czystej krwi. Mógłby zabijać z zimną krwią, bez skrupułów i mieć własnego węża albo kota. Takie mroczne zwierzątko, które wszędzie by za nim podążało. Mógłby być jak Voldemort! Wiecie, matka czarownica, ojciec mugol. Dobra, piszę tylko, by pisać.
-To świetnie- uśmiechnął się lekko, choć chłopak wcale nie wyglądał zbyt dobrze. A Jack nie miał pojęcia, dlaczego! Nie był zbyt dobry w odczytywaniu cudzych emocji, ale strach w oczach tego Puchona można byłoby dostrzec z drugiego końca Wielkiej Sali! Chłopak się bał. Odhaczone. Ale czego? JEGO?! Młodemu Uzdrowicielowi nawet do głowy to nie przyszło. No bo jak? On taki miły. Też by muchy nie skrzywdził.
Już otwierał usta, by coś powiedzieć, ale siedemnastolatek zerwał się i tyle go widzieli. Jack zdążył jedynie zamrugać oczyma. Kilkakrotnie poruszył bezgłośnie ustami, a potem po prostu pokręcił głową z rezygnacją i wstał z miejsca na którym siedział. Sięgnął po swoje manatki i wtedy też zauważył, że w nogach łóżka leży torba. Na pewno nie należała do niego, a więc musiała być Puchona. Jack, ty geniuszu!
-Zapomniałeś to...- nie dokończył. Był pewien, że to Matt wrócił po swoją zgubę, ale nie. Aż podskoczył, gdy wyrosła przed nim postać woźnego. Teraz to on się bał. A fakt, że mężczyzna wyglądał, jak wyglądał wcale mu nie pomagał. Taki był z niego wrażliwiec.
-Panie Filch, proszę siadać. I się nie ruszać- polecił tonem nie znoszącym sprzeciwu. Pomógł mężczyźnie usiąść na brzegu łóżka, a sam rzucił swoje rzeczy, wraz z torba Puchona gdzieś na krzesło i zaczął przeszukiwać szuflady w biurku, a potem szafkę, w której trzymano leki. Wciąż był tu nowy i nie pamiętał dokładnie, gdzie co powinno się znajdywać.
-Jest- mruknął do siebie, obracając w dłoniach niewielkie pudełeczko z niezbyt przyjemnie pachnącą mazią. Obrócił się w stronę woźnego i pokazał mu owe pudełeczko, po czym sam usiadł obok niego. -Panie Filch, będziemy musieli zdjąć panu koszulę. Posmaruję panu plecy, to powinno pomóc.
Odłożył maść na bok i nie zważając na ewentualne protesty ze strony mężczyzny sam zajął się jego koszulą, unosząc ją do góry jedną ręką. Drugą chwycił za pudełko i otworzył je niezdarnie, by nabrać na palce trochę tego śmierdzącego czegoś.
-Najlepiej będzie jeśli przed kilka dni poleży pan tutaj- mówił spokojnie, smarując Filchowi plecki. Jak romantycznie! -I niech się pan nie martwi, w tym czasie ja mogę pilnować porządku na korytarzach. I obiecuję, że będę panu przyprowadzał każdego, kto złamie regulamin!- powiedział poważnie, obciągając mężczyźnie koszulę. -Gotowe. A teraz pan tu zostanie. Bez gadania- zarządził, pomagając woźnemu się położył. Zakręcił pudełeczko z maścią i odłożył ją na miejsce, po czym sięgnął po swoje rzeczy i zaczął się ubierać, wciąż mając jednak na oku Filcha.
-Odwiedzę pana jutro. Teraz niech spróbuje pan usnąć- uśmiechnął się szeroko, chcąc go w ten sposób jakoś podnieść na duchu. Przed drzwiami postał jeszcze chwile, coby mieć pewność, że woźny stąd nie ucieknie i wyszedł po cichu z SS/

z/t
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Czw Mar 13, 2014 4:06 pm

Ktokolwiek, kto nie był starą, sprawdzoną panią Pomrfey wzbudzał w woźnym surowy sceptycyzm i brak choćby najmniejszej ufności w działaniach leczniczych. Musiał jednak zaakceptować fakt, że to był obecnie jedyny wykwalifikowany magomedyk, który mógł pomóc na bóle reumatyczne. W głowie Filcha zagotowała się myśl, aby jak najszybciej porozmawiać o panu Stone z Dumbledorem. Woźny mu nie ufał, a to z kolei sprowadzało się do wszczęcia śledztwa. Nie interesował go ton Uzdrowiciela, stał więc jak kołek ignorując polecenie czarodzieja, a usiadł dopiero wtedy, gdy usłyszał o maści. Powarkując niczym dziki zwierz (a co, też ma w sobie bestię!) odgonił od siebie łapska czarodzieja i marudząc, przeklinając pod nosem z trudem zdjął z nieświeżą koszulę ukazując krzywy kręgosłup i chropowatą, brzydką skórę.
- Uważaj! - wydarł się ostro, gdy niedelikatne ręce Uzdrowiciela dotknęły jego wrażliwe plecy. Potem wydarzyła się tyrada jęków i powarkiwań, gdy maść wchłaniała się w skórę. Filch marudził dla zasady, choć musiał przyznać, iż ta śmierdząca esencja chłodzi rozpalone nerwy i uśmierza ból.
- Nie będziesz mi rozkazywał, szpiegu! - oczywiście, że zaprotestował. Pan Filch był wyjątkowo nieprzyjemnym i awanturującym się pacjentem. Wymagał wiele stawiając siebie o wiele wyżej niż niesprawdzony, marny Uzdrowiciel. Obnażył kły w krzywym uśmiechu, gdy pomyślał o uczniach łamiących regulamin. Wyobraził sobie jak karze ich na łożu śmierci nie okazując litości. Bardzo dumna wizja.
- Gdzie ty idziesz, szpiegu?! Wszystko powiem mojemu przyjacielowi Dumbledorowi! - chciał sie podnieśc, ale nie za bardzo mu to wyszło. Łóżko delikatnie go do siebie przyciągało, a gdy podsunęło ciepłą poduszkę pod plecy, Filch się poddał. Z trudem ułożył się na pościeli krzywiąc się, poczuwszy ból. Poleży chwileczke i zaraz wróci do swojego gabinetu, gdzie czeka na niego zmartwiona pani Norris. Ale tylko chwileczkę! Parę dni? Nikt nie uziemi na tak długo pana Filcha. Któż za niego będzie gonił za sprawiedliwością? Nie miał grosz zaufania do Uzdrowiciela, nie brał go nawet pod uwagę. Cóż z tego, że mu własnie pomógł? Poszedł z miejsca pracy! Oznacza to, iż się obija i należy mu się kara. Woźny zasnął nawet tego nie zauważywszy. Ciepła poducha pod plecami tuż przy bolącym i kującym miejscu sprawiała cuda. Gdy się obudzi, jedno było pewne- skieruje się wprost do Dumbledora skarżąc na kompetencje Uzdrowiciela bądź jeszcze lepiej, spotka się z Ritą Skeeter. Ta plastikowa pani z przyjemnością oczerni Jacka Stone'a, jeśli Argus tego zażąda. Da jej w zamian smakowity kąsek. Na przykład jednego z tych bandziorów z Gryffindoru albo jakiegoś Ślizgona pod gilotynę. Z takimi oto pięknymi snami Filch głośno pochrapywał, a jedna noga zwisała luźno poza łóżkiem.

_________________

Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Wto Kwi 15, 2014 1:35 pm

Kiedy zrozumiał, że wpakował się w niewielki układ z Irytkiem, to zrobiło mu się słabo. Jakim cudem poszedł na ugodę z tym cholernym duchem? Powinien pogonić go gdzie pieprz rośnie, a tymczasem zupełnie nie wiedział jak. Na Irytka nie ma sposobu. Zwykły uczeń, taki jak Bill nie da mu rady. Co innego, gdyby w okolicy kręcił się Krwawy Baron i przypadkiem zajrzał na Pokoju Wspólnego. Najprawdopodobniej dopiero wtedy odechciałoby mu się psot. Byłoby miło, ale aktualnie mało prawdopodobne. A szkoda, Krukon chętnie zobaczyłby, jak Irytek trzęsie nogami z przerażenia i zwiewa. Ktoś powinien zrobić z nim porządek i porządnie utrzeć mu nosa...
- Nie musisz tego robić. - starał się mówić szybko i cicho do Krukonki. - Jeśli nie chcesz się narazić pierwszego dnia, to zrozumiem. Aczkolwiek... chyba jest już za późno na wybór. - dodał, gdy zobaczył, że Irytek już wyczarował dla nich łajnobomby.  Poczuł wstręt i obrzydzenie, kiedy jedna z nich znalazła się w jego dłoniach. Odrażająca, śmierdząca kula idealnie nadawała się do rzutu w woźnego. Nikt nie darzy go sympatią, Bill również, więc nie będzie mu go żal. Wręcz przeciwnie, z chęcią obejrzy jego minę tuż po tym, jak łajnobomba eksploduje na jego głowie. Oby celnie rzucił! W innym razie poltergeist mógłby pomyśleć, że chłopak specjalnie chybił, celem uniknięcia kłopotów. Czuł, że mogłoby się to skończyć jakąś karą ze strony ducha, a tego właśnie próbował uniknąć, prawda?
Jeszcze raz spojrzał na Sel, aby upewnić się, że chce z nim iść. Nie wiedział, czy podoba się jej ten pomysł, ale mógł się założyć, że entuzjazmem to ona tryskać nie będzie. Zresztą Bill miał podobne odczucia. Był prawie pewien, że nie ujdzie im to na sucho, a Filch będzie  wniebowzięty, kiedy okaże się, że będzie miał możliwość ukarania tę dwójkę.
Wzruszył ramionami i z łajnobombą w dłoniach skierował się w stronę drzwi wyjściowych. Gdy już miał wychodzić zorientował się, że przecież ma na sobie tylko dres. Mało odpowiedni strój na przechadzkę po szkole, zwłaszcza, że nie miał na sobie butów, więc mógł nabawić się choroby przez chodzenie po zimnej podłodze. Poza tym, gdyby faktycznie miała spotkać ich kara, to nie chciałby jej otrzymać będąc ubranym w stary dres. Przystanął na chwilę, chwycił różdżkę i po chwili miał na sobie swoje ulubione jeansy z podartymi nogawkami, szary t-shirt i najwygodniejsze buty, jakie miał przyjemność nosić.
- Chodźmy. - rzekł do Krukonki i otworzył drzwi, przez które przeszli.
Droga wydawała się nie mieć końca. Musieli maszerować z samego szczytu wieży na pierwsze piętro, gdzie znajduje się Skrzydło Szpitalne. Tam Filch zwykł sypiać, a że był poranek, to mieli nadzieję go tam zastać. Szczęście chwilowo im dopisywało, bo nie spotkali żadnego z belfrów na korytarzu. W ogóle, było dziwnie pusto. Minęli tylko kilku uczniów, którzy nawet nie byli zainteresowani tym, co nieśli. W zasadzie, to nawet lepiej, brak świadków mógł w przyszłości działać na ich korzyść.
Przystanęli przed wejściem, przez które Bill wsadził łeb, by zajrzeć. Filchuś leżał sobie spokojnie na jednym z łóżek, nie spodziewając się, że zaraz nastąpi spotkanie z przygotowaną przez nich niespodzianką. Przesunął się rudowłosej, by ta weszła pierwsza.
- Proszę, damy mają pierwszeństwo. - wyszczerzył zębiska.
Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Sob Kwi 19, 2014 11:28 pm

Selene starała się pojąć w jakikolwiek sposób rozumowanie chłopaka, ona jakoś nie potrafiła zaufać temu wrednemu duszkowie. Miała wielką nadzieję, iż Bill wie co robi. Zastanawiała się, czy może on wiedział coś, z czego ona nie zdawała sobie sprawy? Jej przeczucie mówiło, że czyhało na nich niebezpieczeństwo. I choć starała się odsunąć od siebie tę myśl, ona powracała. Na razie jednak bała się przyznać do swojego strachu. Musiała być silna, prawda? Gdy usłyszała słowa bruneta, z jednej strony miała ochotę dać temu spokój, nie chciała pakować się w tarapaty już pierwszego dnia. Przypuszczała, że właśnie do tego zaprowadzi ich pomysł Irytka, który wciąż się uśmiechał nie tracąc dobrego humoru. Była pewna, że to nie wróży niczego dobrego, jednakże czy mogło być coś gorszego od Polteigeista? Z drugiej strony siedzieli w tym razem i nie mogła pozwolić by Bill narażał się sam, ponosząc odpowiedzialność również za nią. –Nie chcę to fakt, ale siedzimy w tym razem co nie? – zapytała uśmiechając się delikatnie, choć wcale nie było jej do śmiechu. Po chwili w jej dłoniach wylądowała śmierdząca łajnobomba. Sel musiała na chwilę wstrzymać oddech by nie puścić pawia, dopiero po dłuższej chwili jakoś przywykła do tego odrażającego zapachu. Będę musiała wziąć długą kąpiel przeszło jej przez myśl. Nie mogła zrozumieć jak to możliwe, że w ciągu kilku godzin od wyjazdu z Londynu mogła wpakować się w coś takiego?!
Przez szesnaście lat uważała się za dobrą osobę. Była idealną córką, nie sprawiała problemów, słuchała się rodziców. Przynosiła im dumę, odrabiała skrupulatnie zadania domowe i zbierała świetne oceny. Miała swoją dobrą przyjaciółkę i wielu życzliwych znajomych. Była przykładną obywatelką i uczennicą, więc co się zmieniło? Dłużej nie dane było się jej nad tym zastanawiać, spojrzała na Steinera w momencie gdy ona spojrzał na nią. Widziała pytający wzrok więc przytaknęła delikatnie głową, po czym ruszyła za nim. Im bliżej byli celu tym większe obawy rodziły się w rudowłosej. Szła niepewnym krokiem tuż za chłopakiem, który w międzyczasie włożył wygodniejsze ubrania. Starała się dotrzymać mu kroku, a za nimi podążał roześmiany, pełen anielskiego humoru Irytek, Sel spojrzała na niego po czym wyrównała krok z chłopakiem –Jesteś pewny że chcesz to zrobić? – zapytała cicho, jednakże zanim uzyskała odpowiedź już byli w Skrzydle Szpitalnym. Dziewczyna nawet nie zdała sobie sprawy kiedy minęła cała droga, a zapewne nie była ona zbyt krótka. Wzięła głęboki oddech. Po czym weszła do środka, na jednym z łóżek leżał jakiś mężczyzna pochrapując sobie, rozejrzała się po pomieszczeniu. Nie było tutaj nikogo poza nim, a więc to musiał być Flich, przyjrzała mu się uważniej, nie wyglądał na przyjemnego typa. Słysząc słowa Billa spojrzała na niego uśmiechając się sztucznie –Jakiś ty szarmancki – odpowiedziała ironicznie, po czym wymierzyła dobrze cel. Była dobra w rzutach wszelkiej maści piłkami, więc z łajnobombą nie powinno jej pójść gorzej, jednak co będzie później?! Panienka Casta zamachnęła się po czym rzuciła z całej siły w stronę mężczyzny, który smacznie spał. Łajnobomba poleciała z dużym impetem trafiając w klatkę piersiową, a pod wpływem siły z jaką w nią uderzyła rozprysnęła się na wszystkie strony. Odór był straszny, aż Sel zatkała sobie nos –Teraz Ty! Szybko! – powiedziała do Billa wycofując się delikatnie do tyłu.
Irytek
avatar
Poltergeist
Data przyłączenia : 16/02/2014
Liczba postów : 94
Skąd : Każdy zakątek Hogwartu

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Nie Kwi 20, 2014 10:29 am

Irytek rechotał. W tej szkole było coś gorszego niż poltergeist. Woźny. Duszek mógł gnębić, dokuczać, prowokować, podjudzać, hałasować, ale to wszystko trwało chwilowo (w zależności od osób, którym obiecał swe towarzystwo na dłużej). Znowuż pan Filch nigdy nie pozwalał nikomu ujść płazem przed sprawiedliwością. Podśpiewując "Filch-ma-kłopoty-filch-ma-kłopoty" płynął nad głowami Krukonów pilnując ich, aby wykonali swe zadanie. Wszak tylko i wyłącznie za to zgodził się dać im dziś spokój. Tak. Dziś. Nie wspominał nic o dniu jutrzejszym ani o innych. Tego ta dwójka nie przewidziała i póki co nie musiała się tym przejmować. Gdy tylko zmyją z siebie smród hipogryfowego łajna, którym oberwali w Pokoju Wspólnym oraz jak tylko przeżyją starcie ze zmorą szkoły, Irytek powróci. Ukochał sobie Ravenclaw, a podziękowania należy składać na rączki panny di Scarno. Duszek pstryknął palcami, a na jego szyi zmaterializował się aparat. Musiał to uwiecznić! Może wyśle to Plotkarze? Z pewnością będzie to smaczny kąsek, a Steiner i Casta staliby się sławni.
- Mam was na oku. - przestrzegł dwójkę, gdy dziewczyna przyspieszyła kroku. Gdy stali już przed drzwiami skrzydła szpitalnego, Iryt wsadził głowę przez klatkę piersiową Billa, zaglądając do środka. Mógł co prawda po prostu przelecieć, lecz zabawniej było, gdy z Krukona wystawała głowa ducha. Obejrzał się na wszystkie strony i uśmiechnął obrzydliwie na widok śpiącego Filcha. Poklepał po ramieniu Selenę (czego nie mogła poczuć, wszak był duchem, ale liczyły się intencje!) dając jej znak, że damy mają pierwszeństwo.
- Jak nie trafisz, mam jeszcze dwie zapasowe. - zachichotał złowieszczo i wylazł z klatki piersiowej Billa. Wziął aparat w łapska i w momencie rozbijania się łajnobomby o Filcha, pstryknął dziesięć fotografii, wyjąc ze śmiechu. Posłał mordercze spojrzenie Billowi, gdyż teraz była jego kolej. Gdy już to uczynił, gdy już Irytek wykonał kilkanaście zdjęć jak rzucają się do ucieczki, piruetem odleciał kawałek i zrzucił im pod nogi zbroję rycerza, która rozbiła się na drobne kawałki dosyć mocno utrudniając ucieczkę Krukonom.
- Hahahaha! - wył wręcz, dusił się i ryczał z radości. Nikt nie wspominał, że Irytek będzie im pomagał. Pstryk, pstryk, pstryk, paff! Zdjęcia wywracających się Krukonów wykonane. Ach, a ten wrzask woźnego... kołysanka dla uszu Irysia.
Zobacz profil autora
Bill Steiner
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 109
Skąd : Wisbech.

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Kwi 21, 2014 7:13 pm

Selenko, o co Ci chodzi? Co to za wypowiedź, w której aż kipi sarkazmem? Bill zadbał tylko o to, by nawet w takiej sytuacji nie zapomnieć o kulturze i właściwym zachowaniu. Przepuścił Cię, a Ty co? Kpisz sobie z niego? Nieładnie, nieładnie, przecież powinnaś się cieszyć. Uwierz mi, niejeden uczeń Hogwartu chciałby obrzucić Filcha łajnobombą. To taki ładny prezent za jego dobre serducho i pilnowanie porządku w szkole. Jego zasługi zaś nie powinny być zapomniane, a nagrodzone. Nagrodzone łajnobombami.
Poza tym, Bill nie potrzebował zachęty aby zrealizować wyznaczone mu zadanie. Gdy tylko Sel cisnęła łajnobombą w woźnego, chłopak natychmiastowo wbiegł za nią i uczynił to samo. Wielka kula roztrzaskała się centralnie na głowie Filcha, rozbryzgując się na wszystko, co było dookoła - ścianę, łóżko, stolik, podłogę. Chcąc wycofać się, został oślepiony przez flesz aparatu, którym posługiwał się Irytek, przez co wszedł prosto w Selene.
- Upsss... - szepnął pod nosem, widząc, że ją nadepnął. - Chyba czas uciekać. - podzielił się niezwykle zaskakującym spostrzeżeniem. Chwycił dłonie Krukonki, by pociągnąć ją w stronę korytarza. Rozpoczął się wyścig z czasem. Należało naprawdę szybko przebierać nogami, by nie zostać schwytanym. Oczywiste, że widział ich twarze, ale... Może ich nie znajdzie? Może zapomni jak wyglądali? Muszą naprawdę szybko biec, by mu uciec. Szkoda tylko, że temu durnowatemu poltergeistowi zachciało się robić zdjęcia. Latał i migał tym fleszem, przez co Bill totalnie oślepł. Widział tylko jakieś plamy i rozmazane tło; biegł na oślep. Już dawno puścił dłoń Krukonki, przez co ciężko było mu ocenić, czy jest blisko. Nie chciał się odwracać, bo miał jakieś złe przeczucie, że wbiegnie w kogoś lub coś i to się źle dla niego skończy.
Skręcili na schody prowadzące na drugie piętro, biegnąc po prostu przed siebie.
- Dokąd biegniemy? - rzucił w międzyczasie do Krukonki.
Zobacz profil autora
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Kwi 21, 2014 7:40 pm

Rozległ się wrzask. Krzyk. Wycie.
- Aaaaaawrgh! - zerwał się na równe nogi, gdy coś zasłoniło mu widok. Bomby, które wybuchnęły i rozlały się wokół. Odór, dławiący smród na jego starej, spranej i brudnej piżamie... Ciesz kapała z niego, budząc i dusząc inne osoby przebywające w skrzydle szpitalnym. Reumatyzm jak ręką odjął, cudowne ozdrowienie. Paciorkowate małe oczka Filcha namierzyły sprawców. Jego wzrok przerażał obłędem, wariactwem. Skóra na twarzy woźnego poczerwieniała, potem pozieleniała i na powrót przybrała czerwonej niezdrowej barwy. Zaczął sapać niczym byk na widok czerwonej płachty, a kościste paluchy zacisnęły się w gniewie.
- STEINEEEEER! - wydarł się na głos, gdyż drugiej dziewczyny jeszcze nie znał. Nie wiedział, że jest nowa uczennica w Hogwarcie. Znowuż chłopaka poznał od razu. Znał szychy z Ravenclawu, wiedział, że to wstrętne nicponie. Kolejny wrzask i krzyk. Złapał to, co miał w zasięgu ręki... miotłę. Filch miał w skrzydle szpitalnym swoją ulubioną miotłę. Została mu przyniesiona, aby zachował spokój i przestał przeszkadzać innym pacjentom. Tak więc miotła stała się teraz niebezpieczną bronią.
- Stać! Jesteście ARESZTOWANI! - kolejny wrzask rozdzierający gardło. Filch rzucił się w stronę drzwi wymachując groźnie miotłą w powietrzu. Na bosaka, w żółtej piżamie, która w poprzednim wcieleniu była biała, ze świecącą łepetyną, rozrzuconymi cienkimi siwymi włosami, obnażonymi krzywymi zębami, wypukłymi przekrwionymi ślepiami... Wypadł jak oszalały ze skrzydła szpitalnego i zamachnął się miotłą na dziewczynę.
- POPAMIĘTACIE MNIE! - przeklinał i wymachując bronią w łapskach próbował trafić w głowę a to dziewczyny a to Billa. Chyba musnął bronią chłopaka... Dopadnie ich, jak Merlina się kocha, dopadnie ich i obedrze ze skóry. Powiesi za nadgarstki przy suficie napawając się ich jękami, błaganiami... obserwując pot, krew, łzy... Użyje zgniatacza kciuków, wyrzeźbi w ich paluszkach definicję posłuszeństwa. Zamknie w schowku zakutych w kajdany na rękach i nogach, poda do sądu, nakaże czyścić własnymi szczoteczkami do zębów sowiarnię. Będą tańczyć jak im zagra. Zmusi ich do szorowania podłóg żółtymi gąbkami. Wyczyszczą ramy obrazów. Okna. Dziedziniec, agresywne posągi i gobeliny. Zniszczy w nich ostatnią iskierkę nadziei i życia. Będą błagać o litość, a on im jej nie okaże. Będą wisieć pod sufitem, dyndając niczym denaci, zdani na jego miłosierdzie.
Oszalałe z gniewu szare oczy nabrały jeszcze więcej grozy. Biegł za nimi szybko, morderczy bieg, pot spływający z błyszczącego czoła, ziajanie, sapanie, szuranie, strzykanie w kościach. Gniew woźnego było czuć na całym korytarzu. Ze skrzydła wylęgli się pacjenci dusząc się, krztusząc. Śmierdząca ciecz z łajnobomby nadal okrywała jestestwo Argusa, trując wszystkich wokół.
- NIE RUSZAĆ SIĘ! - wydarł się głośno, strasząc obrazy na korytarzu. Kilka z nich schowało się, uciekło, wyszło z ram chcąc przestrzec Hogwart przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Z ust Filcha pociekła ślina... a może to piana? Zamachnął się miotłą na Selenę, całkowicie ignorując obecność Irytka. Nawet go nie zauważył, gnany morderczym gniewem. Nie ujdzie im to płazem, a kara będzie bezlitosna.

_________________

Zobacz profil autora
Gość

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   Pon Kwi 21, 2014 8:36 pm


Podobno, gdy człowiek jest zdesperowany, na wierzch wypływa jego prawdziwa natura. Zostają zerwane wszystkie maski, wszelkie niedopowiedzenia, promienie dnia oświetlają każdą ukrytą niedoskonałość. Całość wad wypływa z ludzi jak sprowokowana błahostką lawina. Tak też było w przypadku Selene. Została postawiona w sytuacji bez wyjść, sprawiając że dziewczyna nie czuła się komfortowo. Była wściekła na Irytka, to jego wina! Przez tego polteigeista znalazła się w takiej a nie innej sytuacji, gdy Bill wyszedł na przód rudowłosa spojrzała na duszka. Jej oczy zasnuła ciemna mgła wściekłości, blada twarz zaczerwieniła się, a dłonie zacisnęły w pięści. Miała ochotę mu przywalić, choć było do niemożliwe, jego śmiech rozszedł się echem po korytarzu. Ona marzyła tylko o tym by się go pozbyć, pragnęła chwili spokoju. Kiedy kolejna łajnobomba uderzyła w mężczyznę ten poderwał się na równe nogi krzycąc nazwisko chłopaka. Wtedy do Selene dotarło, że wpakowali się w jeszcze większe kłopoty. Bill zaczął się wycofywać kiedy nagle wpadł na nią Yhhhh… – warknęła pod nosem. Brunet zaczynał jej działaś na nerwy tak samo jak Irytek. Była zła na siebie, na niego i na duszka. –Miło, że zauważyłeś – odpowiedziała po czym ruszyła przed siebie, słyszała głos Flicha, który był coraz bliżej nich. Jad w jego głosie kapał stopniowo na jej skórę, parząc ją coraz mocniej. Zdawał się wędrować po jej dłoniach, oplatając ramiona i wnikając do środka, zarażając ją narastającą furią. Czuła, że już dłużej tak nie może, że nie zniesie tego ciągłego napięcia, że świat zamykał się wokół niej i dusił ją, pozbawiając ostatnich gorzkich kropel swobodnego życia. A wszystko to zaczęło się od jej cholernego przyjazdu do tej szkoły! Jakby nie mogła zostać w Paryżu i żyć swoim spokojnym życiem, które przecież kochała. Rudowłosa pędziła ile sił w nogach, długie rude włosy Selene falowały, wprawione w ruch przez szybkie tempo. Odgłos jej kroków odbijał się echem od ścian korytarza. Przez dłuższą chwilę czuła bliskość Billa, jednakże straciła ją, nie oglądała się za siebie brnąć na przód. Wiedziała, że gdy mężczyzna ich dopadnie będą mieli bardzo duże kłopoty, tego obawiała się najbardziej. –Nie wiem! – odpowiedziała na jego pytanie, które swoją drogą było w tym momencie tak głupie, że dziewczyna się roześmiała. Przecież nie ważny był kierunek, byle by tylko uciec przed Flichem. –W lewo? – zapytała oglądając się do tyłu, widziała jak jego sylwetka jest coraz bliżej, chwyciła rękę Billa po czym ruszyli ponownie biegiem.

2x tz
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Skrzydło Szpitalne   

 

Skrzydło Szpitalne

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 7Idź do strony : 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Skrzydło Szpitalne
» Skrzydło Szpitalne
» Świnka skarbonka Białego skrzydła
» Madara Tenebris
» Restauracja „Pod skrzydłami”

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
I piętro
-