IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Korytarze w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next
AutorWiadomość
Argus Filch
avatar
Woźny
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 290
Skąd : Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart, parter, drzwi pierwsze po lewej

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Maj 19, 2014 5:26 pm

Rezygnacja na twarzach Krukonów dała mu wiele satysfakcji. Karmił się tym widokiem, aby móc się potem tym rozkoszować, gdy nadejdzie go melancholia. Ravenclaw ostatnimi miesiącami dał popalić szkole. Filch łapał się za głowę nie wiedząc co się dzieje w Hogwarcie. Puchoni umierali albo się torturowali, Krukoni bawili się w żartownisiów, Gryfoni wszystko dewastowali, znowuż Ślizgoni siedzieli cicho, tajemniczo się uśmiechając. Kto by pomyślał, że ten rok szkolny przyniesie takich zaskakujących zmian? Niestety jakkolwiek w Hogwarcie się zmieniało, u Filcha to nie działało. On był niereformowalny. Skoro wydał werdykt, nie może go zmienić, choćby chciał - a nie chciał, przypomnijmy.
Jego twarz przybrała koloru fioletowo-zielonego słysząc na kogo powołuje się ten ślizgoński potomek. Podpełzł do niego i uniósł wyżej lampę oliwną, aby oświecić jego twarz.
- Nie ma tu Lacroix, jestem ja. Więc podlegacie mi. Za brak szacunku do pracownika szkoły i groźby masz szlaban O'Malley. Rozmyśliłem się, straciłeś swoją szansę, zarozumiały smarkaczu. - cuchnący oddech owionął jego ślizgońską twarzyczkę. Dał mu szansę. Odzywając się próbując bronić Krukonów, sam się wpakował w tarapaty. To było przecież do przewidzenia. Odsunął się o krok i spojrzał na uczniów Ravenclawu.
- Nie będę powtarzał. Cała trójka marsz na górę. - warknął wskazując schody. Ucieczka? Ktoś tu rozważał ucieczkę? Gdy Selena i Bill mu zwiewali, zostali dopadnięci dwa piętra wyżej. Nie da się uciec przed wymiarem sprawiedliwości i szponami komisarz kocicy. Kto by chciał w czerwcu zapewnić sobie dyszenie woźnego? Obserwację na każdym kroku i uprzykrzanie życia podczas, gdy mogliby bezpiecznie wylegiwać się na błoniach? Lacroix się nie bał. Kto by się jej bał! Ta kobieta co prawda faworyzowała swoich i Filchowi nic do tego nie było, jednak przebywanie po godzinie nocnej w nieswoim dormitorium i nie w jego okolicach punktowało u niego, nie u uczniów. Pani Norris stanęła za całą trójką, sycząc na nich i warcząc. Pilnowała, aby rządek nicponi nie zrobił przypadkowego w tył zwrotu. Przy dobrych wiatrach wyczyszczą po pół tuzina pucharów na głowę i będą mieli spokój. Co jak co, ale Filch też potrzebował snu. Przy złych wiatrach nie wyjdą stąd do rana, jak nie omieszkał wspomnieć panicz Alexander.

[zt]

/ napiszcie sobie zt i zapraszam IP :P

_________________

Zobacz profil autora
Dorian Whisper
avatar
Pracownik Księgarni
Data przyłączenia : 29/04/2014
Liczba postów : 276
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Maj 19, 2014 6:17 pm

Dlaczego, dlaczego do cholery musieli trafić akurat na Filcha? Przecież ostatnio, jak go widział, to było to pierwsze piętro! Jakim cudem pojawiał się tam, gdzie go naprawdę nie chciano? Jakim cudem Filch posiadał jakieś czarodziejskie zdolności, skoro czarodziejem wcale nie był? Był tylko… był tylko CHARŁAKIEM! A spróbowałby ktokolwiek mu o tym wspomnieć. Chyba na następny dzień byłby w drodze do domu z nieukończoną szkołą magii i czarodziejstwa. Dorian więc milczał, dopóki nie odezwał się O’Malley, który zamiast pokornie odejść do swojego dormitorium, to wciąż starał się przekonać Filcha o tym, że ukaranie ich było bardzo niestosowne.
Niestosowne, O’Malley było to, że zamiast ratować swoją piękną dupę, naraziłeś się na gniew Pogromcy Uczniów. Niestety, Filch, jak się okazało wcale nie lubił twarzy Alexandra, jak to większość dziewcząt. Dziwne… Dorian nie miał żadnych zastrzeżeń do to akurat tej części ciała ślizgona. No, ale nic. Nawet to nie pomogło i cała trójka musiała udać się w kierunku Izby Pamięci. Niewiadomo ile tam spędzi czasu, jednak jednego był pewien… Doborowe towarzystwo przede wszystkim. No… I będzie miał na oku Wandę. I nie, wcale nie cieszył się z faktu, że będzie musiał wyczyścić wszystkie puchary. W dodatku Quidditcha! Oh, jak on nienawidził tej gry!
Chwycił Wandę za ramię i pacnął w potylicę, marszcząc przy tym brwi. Należało jej się, bo gdyby nie ta mała podglądara to siedziałby teraz w swoim dormitorium i czytał Astronomię…
- Będziemy mieli mnóstwo czasu na rozmowy – wymamrotał, a gdy ta chciała coś powiedzieć, to zakrył jej usta dłonią tak, że to miało znaczyć iż nie miał nawet ochoty jej słuchać. Nie teraz. Będzie na to czas podczas szlabanu, który może się okazać całkiem… pouczający.

[z/t dla całej trójki]
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Cze 16, 2014 10:55 am

Potrafiła zrozumieć to, że przegrany mecz oraz koniec roku szkolnego nie sprzyjały włóczeniu się po błoniach, a nawet krótkiej wymianie zdań na szkolnych korytarzach, jednakże kiedy tydzień przerodził się w dwa, z kolei dwa tygodnie zmieniły się w miesiąc, a żadna wiadomość pióra pewnego Ślizgona nie dotarła do rąk własnych Dor, zaczynało się to robić co najmniej... niepokojące? Pewnie gdyby Meadowes nie była sobą, zwyczajnie machnęłaby ręką na brak odzewu ze strony Regulusa, najwidoczniej zajętego swoimi sprawami i albo nie mającego dla niej czasu, albo za bardzo biorącego sobie do serca słowa Łapy co już zupełnie się jej nie podobało. W każdym razie Dor, korzystając z braku w dzisiejszym dniu zajęć przed popołudniowymi godzinami, jak i umyślnie wybierając czas, w którym to Łapa zniknął gdzieś z Huncwotami, skierowała swoje kroki w stronę lochów. Ograniczała swoją obecność w tych mało przyjaznych okolicach do minimum, ale czasami wyższe cele wymagały pewnych nieproporcjonalnych poświęceń, tak więc już bez szemrania pokonywała kolejne stopnie, aż nie znalazła się w rozległych, na jej gust obskurnych korytarzach, gdzie skręciła najpierw w odnogę prowadząca do sali, w której mają miejsce zajęcia z eliksirów. Udało się jej dowiedzieć ze sprawdzonego źródła (patrz osoba Henry'ego Lancastera), iż rocznik Puchona oraz Regulusa będzie niebawem kończyć swoje zajęcia z profesor Laxroic, tak więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że młodszego Blacka uda się jej tutaj spotkać. w tłumie uczniów, którzy będą pośpiesznie opuszczać sale lekcyjne, jej obecność nie powinna się wydać... nie na miejscu. Zresztą, Dor była chyba ostatnią Gryfonką, która miała pewne obiekcje przed zapuszczaniem się na umowne tereny Slytherinu. Pochodziła z rodziny czystokrwistej, równie dobrze sama mogła skończyć w domu Salazara, gdyby nie zgoła odmienne spojrzenie na świat.
Przystanęła w stosownej odległości od zamkniętych drzwi do sali, zza których dało się słyszeć nawoływanie nieznoszone sprzeciwu odnośnie kończenia warzenia eliksiru. Była gotowa, jeżeli teraz nie złapie Regulusa, czekać pod przejściem do ich Pokoju Wspólnego, co już powinno mu dać do myślenia, skoro się do takich kroków posuwa. Nie chciała sięgnąć po ostateczność, a mianowicie po sówkę, którą zawsze nosiła w kieszeni. Przynajmniej nie na razie.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 150
Skąd : Grimmauld Place 12

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Cze 16, 2014 5:03 pm

Nie mógł nazwać tego dnia miłym. Nawet znośnym. Ten dzień należał do jednego z gorszych w jego szkolnej karierze. Nie spał całą noc, rzucał się z boku na bok. Pal licho, gdyby to tylko chodziło o koszmary, które miał już od jakiegoś miesiąca! To była raczej kwestia anonimowego zdjęcia, które ujawniało związek Alecto z Danielem. Nie zdążył nawet na to odpowiednio zareagować, bo dzień później dostał list od Carrow z pierścionkiem. Nie wiedział co o tym myśleć, był zły, że dziewczyna tak to ukrywała przed nim, a cały zamek doskonale o tym wiedział i za plecami się z niego naśmiewał. Nie potrafi utrzymać dziewczyny przy sobie.. dobre sobie. Ta cała szkolna hołota nie wiedziała, że od początku to wszystko było ustawione pod rodziny. Nikt nikomu nie obiecywał... a chociaż Reg ostatnio zaczął ulegać, szukać w Al bratniej duszy... musiał się z tym pogodzić. Nie była by to hipokryzja, gdyby zrobił jej awanturę i zakazał spotykania z Blaisem? Sam mówił, że pojmie za żonę tylko kogoś, kogo szczerze pokocha.. Pytanie tylko, czy z Mrocznym Znakiem na lewym przedramieniu mógł sobie na to pozwolić?
Lekcja eliksirów u Lacroix pozwoliła mu odejść myślami od tych spraw. Z jękiem w duszy powitał dzwonek kończący lekcje. Wrzucił wszystko jednym ruchem do torby i ruszył do wyjścia. Spieszył się, a nadmiar ludzi budził w nim negatywne emocje. Wmieszał się w tłum, skoncentrowany na tym, aby wyjść stąd jak najszybciej. Odwrócił głowę w kierunku okien.. i prawie go zamurowało. Dorcas?! Tutaj?! Reg rozejrzał się po korytarzu. Była sama i wyraźnie na niego patrzyła. Zboczył z wyznaczonej ścieżki i podszedł do Gryfonki.
-Cześć, co tutaj robisz? -zapytał ją, wyraźnie poddenerwowany. Nie miał nic przeciwko dziewczynie.. ale trafiła na zły dzień. Oby mówiła krótko.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Cze 16, 2014 5:22 pm

Na szczęście cierpliwość Dor nie została wystawiona na próbę. Mogło minąć nie więcej niż dziesięć minut, a już pierwsze osoby niemalże wybiegły z sali, jakby ktoś je gonił. Poniekąd się im nie dziwiła, wszak profesor Lacroix nie budziła ani odrobiny sympatii, no chyba że ktoś miał skłonności sadystyczne. Zostawiła swoje jakże barwne przemyślenia na bok, szukając wśród tłumu uczniów charakterystycznej czupryny. Nawet, gdyby w pierwszej chwili nie dostrzegła Regulusa, to jednak chichot jakiś dziewcząt z Ravenclawu przykuł jej uwagę. Zwłaszcza, że towarzyszyły temu pewne komentarze odnośnie jego złamanego serca. Wywróciła oczyma, czekając, aż większość się już rozejdzie w swoim kierunku, wszak nie chciała urządzać tutaj żadnego widowiska. A zapewne znaleźliby się i tacy, który w obecności Dor czekającej na młodszego Blacka chcieliby widzieć murowaną sensację.
Choć Meadowes nie miała na sobie obszytej w czerwień szaty, to jednak jej osoby nie dało się pomylić z żadną inną. A już na pewno nie tego zatroskanego wzroku, który wbił się w lica Regulusa. I nie było w tym nic z altruistycznego współczucia, którym pewne sama Dor by pogardziła, a troska o przyjaciela. O jego milczenie, posępny wyraz twarzy.
- Gdybym powiedziała, że się stęskniłam, to kazałbyś mi iść i nie wracać?
Nie miała zamiaru z nim pogrywać, tak więc pytająco wskazała na jedną z bocznych odnóg korytarza, którą również doszliby do pokoju wspólnego Slytherinu. Można rzec, iż chciała być po prostu towarzyszem w drodze powrotnej Regulusa. Tam przynajmniej mało kto się zapuszczał, gdyż siłą rzeczy dłużej musiał wędrować do dormitorium. Mogli więc liczyć na jako taką prywatność.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 150
Skąd : Grimmauld Place 12

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Sro Cze 18, 2014 12:34 am

Idąc w kierunku Dorcas już słyszał ciche komentarze kolegów, a nawet pojękiwania dziewczyn. Jedne zachwycały się jego postawą, inne ubolewały nad jego złamanym sercem. Typowe..
Czuł palące spojrzenia na swoich plecach. Oczywiscie lubił być w centrum uwagi.. ale nie w taki sposób. Podszedł do Dorcas z niezbyt zachęcającą do rozmowy miną. Nie było to wymierzone w nią, jednak nie przywykł do krycia swoich emocji. Skoro Dor była z jego bratem to chyba coś na ten temat wiedziała, czyż nie?
-Już się bałem, że podasz mi chusteczkę bym otarł łzy po stracie ukochanej. -odpowiedział jej ironicznie i dość ostrym tonem. Nie miał zamiaru pokazywać, że jakkolwiek go to bawi. Mógł by tłumaczyć każdej osobie jaka była prawda, ale co to by dało? Szkoda języka.
Westchnął ciężko i włożył ręce do kieszeni. Jego nerwy były na skraju wytrzymałości, zgodził się jednak iść z Dorcas w odnogę korytarza. Szli ramię w ramię, a Reg milczał. To ona do niego przyszła. W głowie miał milion myśli, a żadna nie napawała go optymizmem. Nawet ta krztyna radości, która pojawiła się na jej widok nie przyniosła mu ulgi.
-Nawet gdybym Ci tak powiedział, to byś tego nie zrobiła. -odpowiedział na jej pytanie po tak długiej chwili, że mogło by się wydawać już, że odeszło ono w niepamięć.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Czw Cze 19, 2014 2:29 pm

Grzecznie zignorowała ewentualne zamieszanie wśród uczniów, którzy wciąż stali w progu sali lekcyjnej bądź kręcili się gdzieś w pobliżu. To nie była ich sprawa, przede wszystkim. Nie mniej była jedną z person, która doskonale wiedziała, jak... upierdliwe mogą być szepty za Twoimi plecami. Doświadczyła tego na własnej skórze i właściwie nawet we wspomnieniach nie chciałaby do tego wracać.
- To byłby cios poniżej pasa i zdecydowanie nie w moim stylu.
Stwierdziła jedynie, choć na usta cisnęły się jej inne komentarze, które jednak zachowała dla siebie. Nie spodobała się jej ta cała wroga postawa Regulusa wobec osoby, która miała sporo okazji, aby się od niego odwrócić, a jednak tego nie uczyniła. To jednak nie była odpowiednia chwila na prawienie kazań, tak samo jak na wmawianie sobie, iż młodszy Black był niewdzięczny. Z ulgą zostawiła tych wszystkich ciekawskich daleko za sobą. Meadowes nie tolerowała, kiedy ktoś z butami wchodził w jej prywatność.
- Cóż. Słuszna uwaga. Chyba nie uważałeś, że wystarczy burknąć, abym dała Ci spokój? Za mało się starasz, Reg, jeśli chcesz się mnie pozbyć.
Wykazywała na prawdę sporo tolerancji, jak i cierpliwości, bowiem ani razu nie przerwała ciszy, która im towarzyszyła. Po prostu szła obok, wsłuchując się w echo ich kroków.
- Nie musimy o tym rozmawiać, jeśli nie chcesz, jednakże Twoje namiętne milczenie od dłuższego czasu jest niepokojące. Jakbyś w ogóle zapomniał o moim istnieniu.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 150
Skąd : Grimmauld Place 12

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Sob Cze 21, 2014 1:46 am

Cisza w tej chwili wydawała się być przekleństwem i błogosławieństwem jednocześnie. Słyszał każdy krok, każdy wzięty oddech oraz myśli... myśli tłukące się po głowie, która go rozbolała. Tego było za wiele. Potrzebował się wyżalić, powiedzieć, co tak bardzo go irytuje...
-Nie chcę się Ciebie pozbyć! -powiedział stanowczo za głośno. Nie chciał z tym tak wylecieć, najwyraźniej nie podołał swoim emocjom. -Przepraszam. -bąknął rozżalony, że już na Dorcas zaczął się wyżywać. A za co? Za nic. Jakby nie doceniał tego, co dla niego robiła i jak się poświęcała. Chyba nie takiej wdzięczności się spodziewała.
-Nie zapomniałem o Tobie, po prostu nie miałem czasu i też nie chciałem Cię wciągać w niektóre sprawy. -wytłumaczył się krótko, ewidentnie czując wyrzuty sumienia. Spacerowali dalej, dopóki Regulus nie zatrzymał się w jakimś ciemniejszym załomie. Odwlekał tym samym moment wejścia do pokoju wspólnego Slytheinu.
-Uwierz, zerwanie zaręczyn z Alecto to mój najmniejszy problem. Ta banda kretynów robi ze mnie ofiarę i to jest irytujące. -po co się tłumaczył? Może dlatego, że presja od strony Czarnego Pana oraz mnożące się porażki wykańczały go psychicznie? Nie pamiętał, kiedy przespał całą noc. Chyba był winien Dorcas dużo więcej niż przeprosiny, ale nie chciał jej w to wciągać.. bał się o nią. Jej rodzina zginęła z rąk takich, jak on. Tego mu nie przebaczy.
Zobacz profil autora
Dorcas Meadowes
avatar
Uczeń Gryffindoru
Data przyłączenia : 15/02/2014
Liczba postów : 303
Skąd : Dolina Godryka

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Nie Cze 22, 2014 11:02 am

To, że zareagował tak nagle i gwałtownie, zmusiło Dor do zatrzymania się w połowie kroku i obrócenia w stronę Regulusa. Czy była na niego zła? Skądże. Potrafiła okazać nieco wyrozumiałości, jak i zrozumienia, zwłaszcza, że i do wieży Gryffindoru trafiły nie do końca ciekawe plotki. Oczywiście ignorowała je, wierząc, że gdyby coś naprawdę było na rzeczy, Reg sam by jej powiedział.
- Daj spokój, nie musisz przepraszać.
Zapewniła go, bo przecież nie przyszła tutaj, aby słuchać jak się kaja i żałuje tego, że nie poświęcał jej ostatnio czasu. I dopiero kiedy spojrzał jej w oczy oraz to zrozumiał, ruszyli dalej. Nie znała dobrze tej części lochów, jednakże jakoś nie miała ochoty na to, aby podziwiać jakże "barwne" okolice. Kiedy Regulus się zatrzymał, Dorcas również, podnosząc na niego łagodne spojrzenie ciemnych oczu.
- Ta banda kretynów robi ofiarę z każdego, kto im się tylko nawinie. Chyba oboje dobrze wiemy, jaki mieli ten rok rok owocny.
Spontanicznie chwyciła jego dłonie i lekko je zacisnęła, dla dodania otuchy. Widziała, że coś go gryzie, ale też nie miała serca, aby wymuszać na nim jakiekolwiek zwierzenia. Jakby na to nie patrzeć, znalazła się w sytuacji patowej.
- Jeśli nie chcesz jeszcze wracać do dormitorium może się gdzieś przejść... Albo równie dobrze pozwiedzać lochy. Zawsze chodziłam tutaj tymi samymi, utartymi korytarzami. Ty pewnie znasz ich większą część.
Zobacz profil autora
Regulus Black
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 19/02/2014
Liczba postów : 150
Skąd : Grimmauld Place 12

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Cze 23, 2014 2:27 am

Może i nie musiał, ale czuł się wobec niej niefair. Nie odzywał się, bardzo długo nie łapał z nią żadnego kontaktu. Jak miał jej wytłumaczyć, ze to było dla jej dobra? Nie chciał, by ich znajomość wpłynęła na którekolwiek... gdyby Czarny Pan się dowiedział o tym, wykorzystałby to. Wykorzystałby jego słabość. To,że ktoś go obdarzył zaufaniem i troską. Poczuł niemiły ścisk w żołądku, kiedy Dori nawiązała do używania sobie na innych. Wiedział, do czego pije i wcale nie poprawiło mu to humoru.
Przymknął oczy,kiedy złapała go za ręce. Czuł nagły przypływ spokoju... koiło to jego zszargane nerwy. Jednak ten stan nie mógł trwać wiecznie. Otworzył oczy. W tych oczach oprócz ogólnego poirytowania pojawiło się coś jeszcze. Ból. Skrzętnie skryty pomiędzy rzęsami.
-Chodźmy stąd. Chcę się pozbyć ich wszystkich. -podniósł głowę widząc przechodzącą obok grupę uczniów, których spojrzenia mówiły same za siebie. Nie mógł narażać Dorcas na to niebezpieczeństwo. Wysunął dłonie z jej uścisku, mając dość wybrednych komentarzy.
-W lochach nie ma nic ciekawego, uwierz mi. Prowadź. -rzucił nieco zrezygnowanym tonem. Nie chciał tej rozmowy, ale wiedział, że milczenie będzie gorsze. Poprawił ramię torby i udał się z Dori w tylko jej znanym kierunku. Ta rozmowa nie wymagała świadków.

/zt x2 -> napisz gdzie tylko sobie życzysz, ale nie w miejscu publicznym
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Gru 22, 2014 5:18 pm

Po pierwszych zajęciach nauki Patronusa Isabelle obiecała sobie poświęcać każdą wolną chwilę na ćwiczeniu swoich umiejętności. Próbowała analizować popełnione błędy, choć grzebanie w czymś, co już dawno miała za sobą nie należało do jej ulubionych czynności. Dała się zaskoczyć, a nie chciała drugi raz popełniać tych samych błędów. Jak można jednak odcinać się od otaczającego świata, skoro ciągle ktoś broił, a ona musiała być czujna? A przynajmniej tak sobie tłumaczyła przerwy od wakacji w przeszłości, które tylko ją męczyły i odgrzewały niepotrzebne uczucia. Odreagowywała szukając śmiałków, którzy odważyli się jej podskoczyć, bądź też zasłużyć czymkolwiek na odjęcie punktów i szlabany. Odznakę prefekta nosiła z dumą, lecz na zewnątrz wyglądała na niewzruszoną tym tytułem. Stał się dla niej wymówką, mogła teraz spokojnie zrzucać brak czasu na rozmowy z kimkolwiek na inne, ważniejsze obowiązki i skupiać się na unikaniu pewnych osób – skoro ich nie widziała, nie musiała o nich nawet myśleć, co w rzeczywistości okazywało się nieco trudniejsze niż mogłoby się wydawać.
Było nadzwyczaj spokojnie, nic podejrzanego się nie działo… Isabelle zauważyła, że próbując zatopić się w myślach podczas przechadzania się po korytarzach, wcale nie musiało oznaczać wpadania na przypadkowe osoby. Zdawało się, że ciało zazwyczaj automatycznie unikało przeszkody w postaci innych ludzi, a niektórzy bardziej przytomni po prostu w porę odsuwali się na bok. Ważnym było jedynie to, by wiedzieć dokąd należy się udać – była w Hogwarcie już wystarczająco długo, więc nogi same nosiły ją do celu. Problem zaczynał się, gdy spacer służył tylko rozprostowaniu kości, a wtedy można było zawędrować w różne bardziej lub mniej dziwne miejsca… Albo uderzyć nagle o coś dużego, co wyłoniło się znikąd. Dłonie Isabelle automatycznie wystrzeliły do przodu, chcąc chwycić się najbliższej rzeczy, by nie wylądować z hukiem na podłodze! Nigdy więcej nie będzie próbowała działać wbrew sobie i zamyślać się podczas chodzenia. Nawet nie chciała wiedzieć co by się stało, gdyby tak wpadła na Filcha, albo co gorsza – nadepnęła na ogon pani Norris. Dopiero po chwili oprzytomniała, spoglądając na swoje palce, które zaciskała na czyjejś szacie. Powiodła wzrokiem ku górze, marszcząc przy tym nieco brwi.
- Sam? – rzuciła, patrząc na przyjaciela, który chyba spodziewał się zobaczyć w tej chwili kogoś innego. Przekręciła głowę lekko w bok, widząc przewieszona przez jego szyję buty. Rozluźniła uchwyt, po chwili puszczając materiał i robiąc kilka kroków w tył. No tak, oczywiście musiał znów biegać boso. Nie potrafiła powstrzymać głupkowatego uśmiechu, który nagle pojawił się na jej twarzy.
- Co ty wyprawiasz? – spytała, chcąc uniknąć rozmowy na temat tego, dlaczego wcześniej się do niego nie odzywała. Wiedziała, że zapewne teraz się nie wywinie…  Przeczesała palcami włosy, odgarniając je jednym ruchem na plecy. Zbyt dużo o nim ostatnio myślała, a widząc go tak blisko, czując jego zapach sprawiło, że poczuła ogarniającą ją falę gorąca, której towarzyszyła dziwna ciężkość.
Zobacz profil autora
Samuel Silver
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/08/2014
Liczba postów : 119
Skąd : Dover, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Gru 22, 2014 10:05 pm

Rozmowa z Yumi dała mu do myślenia. I chociaż na myśleniu spędził większość wieczoru, nic niestety nie udało mu się zrozumieć. Chciał poznać specyfikę kobiet, ich sposób myślenia, którego za nic w świecie nie potrafił ogarnąć. Rozważył wszystkie za i przeciw, uznając, że Yumi albo się z nim bawiła, albo powiedziała mu głupoty, albo chciała się zemścić za to, że wpadł do łazienki prefektów, kiedy to myła włosy. O co jej chodziło? Przecież branie prysznica jest normalną rzeczą, a samo mycie głowy raczej nie powinno wywoływać zakłopotania i rumieńców na twarzy, prawda?
Następną sprawą, jaka chodziła mu po głowie i zaprzątała czysty umysł była sowa, którą dostał od Bena. Szybko na nią odpisał, starając się w jakiś sposób pomóc przyjacielowi. Nie sądził, że był w jakiś konkretny sposób pomocny, bo wychodził z założenia, że najlepszym lekarstwem na nerwy był… sen i jakieś dobre lekarstwa. No, chyba, że brało się pod uwagę tę dziwną psychologię człowieka, to druga osoba też mogła być takim okładem na zszargane nerwy. Zatrzymał się na moment, wyobrażając sobie jego samego w roli mokrej szmatki, którą kładło się na czoło Bena i wzdrygnął się. Stwierdził, że lepiej powinien zostać przy logicznych rozwiązaniach, a sprawami duchowymi ktoś inny niech się zajmie.
Do lochów zawędrował niewiadomo kiedy. Tak naprawdę kierował się w stronę wieży Krukonów, ale postanowił, że zrobi jeszcze jeden obchód, aby nie mieć wyrzutów sumienia. Łudził się też, że spotka Bena i razem pójdą do Pokoju Wspólnego, a on przy okazji zabawi się w psychologa, którym tak naprawdę byłby bardzo dennym. I dobrze, bo przyszłości z pomaganiu innym w problemach sercowych i z głową to nie miał zamiaru. Zbyt wielu świrów chodziło po tym świecie, żeby jeszcze miał z nimi bezpośredni kontakt. Głupi to on nie był. No, może trochę był, biorąc pod uwagę, że podłoga w lochach była zimna jak lód, a on biegał aktualnie boso. Przez całą drogę nie spotkał Filcha i raczej nie sądził, żeby już miał z nim styczność tego dnia. Oby. Miał taką nadzieję i raczej byłoby mu przykro, gdyby okazało się inaczej. I nagle ktoś, jak na zawołanie uderzył w jego klatkę. On odruchowo chwycił tę niezdarę za ramiona i przytrzymał, aby nie upadła. Zamrugał ze zdziwieniem, gdy spojrzał w dół i rozpoznał Isabelle.
- Oh, Izzy. Dawno Cię nie widziałem. Gdzie byłaś? – spytał, uśmiechając się do niej, po czym pochylił się lekko, aby zrównać ich twarze ze sobą. Wtedy położył dłoń na czubku jej głowy i wyszczerzył zęby. – Bałem się, że mnie unikasz czy coś, ale głupi by nawet wiedział, że to nie jest do ciebie podobne – powiedział, spoglądając na nią uważnie swoimi zielonymi, cholernie błyszczącymi oczami, które zdawały się być jak dwie gwiazdy w pochmurną noc. Podrapał się po brodzie i zamyślił nad odpowiedzią na jej ostatnie pytanie, po czym po prostu wzruszył ramionami, nie mając w sumie pojęcia co też tutaj robił. Poza tym... to ona na niego wpadła, prawda? O co więc chodziło?
- W sumie to chyba uchroniłem Cię od zaliczenia przez podłogę twojego ładnego tyłka - wyjaśnił w końcu po chwili namysłu.
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pon Gru 22, 2014 11:15 pm

Było źle. Bardzo źle. Chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak jego zachowanie wpływało na Ślizgonkę. Miała wrażenie, jakby wewnątrz niej wybuchały fajerwerki i nie miała pojęcia jak mogła się ich pozbyć. Przełknęła ślinę, powtarzając sobie w głowie, by zachować spokój. Nie spodziewała się go tutaj, była więc zupełnie nieprzygotowana i zaskoczona, ale przecież to Sam – może nic nie zauważy. Zamrugała kilka razy, próbując nadążyć za jego słowami.
- Gdzie byłam? – powtórzyła pytanie chłopaka, jakby dopiero to pomogło jej zrozumieć sens słów. – Nie unikam cię – dodała szybko, chcąc potwierdzić jego myśli. – Skupiam się na swoich obowiązkach i nauce, a ty masz teraz też dużo na głowie. To chyba normalne, że się mijamy – Machnęła dłonią, siląc się na spokojny ton. Musiała się uspokoić, lecz przychodziło jej to z trudem, gdy serce wciąż biło zbyt szybko, a całe ciało było spięte. Będzie musiała jak najszybciej opracować nowy system radzenia sobie z tą sytuacją.
- Teraz właściwie też nie mam zbyt wiele czasu – skłamała, po czym wzięła kilka głębokich oddechów. Nigdy nikt jej tak bardzo nie peszył, jak w tym momencie Sam. Nie miała problemu wytrzymywać spojrzenia Wilsona, ale zielone oczy ogromnego Misia wprowadzały ją w panikę, którą na szczęście udało jej się skryć. Po chwili udało jej się wyciszyć nieco wewnętrzny chaos, a wtedy na jej twarzy zagościł uśmiech.
- Uważasz, że mam ładny tyłek? – Złe pytanie. Wcale nie chciała powiedzieć tego na głos, ale skoro już to rzuciła, musiała żyć z konsekwencjami. Uniosła ku górze jedną brew, poszerzając uśmiech, by wszystko wyglądało jak niewinny żart. Nie miała zamiaru przyznać się do winy, ani też przepraszać, że na niego wpadła.
- Wiesz, że to jest bardzo niehigieniczne? – spojrzała wymownie na jego bose stopy, opierając dłonie na biodrach. Sam czasem miał więcej szczęścia niż rozumu, choć należał do grona najinteligentniejszych osób, które znała. Może był trochę dziwny, ale był jej dziwakiem. Zmarszczyła brwi, nie rozumiejąc tego, co tak właściwie chciała. Z jednej strony najchętniej by się do niego przytuliła i nigdy więcej nie wypuszczała z objęć, z drugiej zaś… Chwileczkę. Uniosła jasne tęczówki w górę, łapiąc jego spojrzenie. Znowu jej nie przytulił na powitanie! Dlatego tak dała się zaskoczyć, wciąż miała w płucach zbyt dużo powietrza. Wahała się, czy powinna o to spytać. Powoli objęła się ramionami, chwilę później opuszczając je swobodnie wzdłuż ciała. Była zazdrosna, za nic w świecie by się do tego jednak nie przyznała… Jakby to wyglądało, gdyby zaczęła mu prawić wyrzuty? Mimo wszystko cieszyła się, że go widzi. Tęskniła za swoim najlepszym przyjacielem, choć zmuszała się do unikania jego radosnej buzi. Żałowała, że nie mogła cofnąć się w czasie do tych wszystkich wspólnych wakacji, kiedy to jeszcze nie zdawała sobie sprawy ze swoich uczuć – wszystko było wtedy takie proste i kolorowe. Teraz musiała walczyć ze sobą, by nigdy się o nich nie dowiedział.
Zobacz profil autora
Samuel Silver
avatar
Uczeń Ravenclawu
Data przyłączenia : 27/08/2014
Liczba postów : 119
Skąd : Dover, Wielka Brytania

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pią Gru 26, 2014 9:48 pm

Sam spoglądał na Isabelle przez dłuższą chwilę, zastanawiając się nad pewnymi rzeczami. Nie rozumiał dlaczego tak nagle przestała chcieć się z nim widywać, w dodatku ciągle broniła się tym, że ma obowiązki. On też miał, szczególnie, że były podobne. Normalnym więc było to, że powinni się właśnie widywać, a było całkiem odwrotnie. Podświadomość mu podpowiadała, że jego przyjaciółka go po prostu unikała, ale rozum i logiczne myślenie tę opcję odrzucały. No przecież była jego Izzy. A jego Izzy zawsze chciała przebywać w jego towarzystwie i to ze wzajemnością. O co więc chodziło? Pewnie mu się coś pomyliło.
- Isabelle… – zaczął, kładąc jedną z dłoni na jej ramieniu, a drugą chwycił za brodę, aby nakierować jej spojrzenie prosto na swoje zielone, błyszczące się jak latarnie oczy. Był delikatny, zawsze starał się obchodzić z dziewczyną jak z czymś niezwykle kruchym, jakby miała się pod wpływem większego nacisku rozprysnąć na milion kawałków. Oczywiście, nie było to możliwe. Ludzkie ciało nie miało takich właściwości, ale zawsze istniały jeszcze siniaki. Pochylił się lekko, aby zrównać ich twarze ze sobą. Zdawał sobie sprawę z tego, ze był odrobinę za wysoki.
- Gdybym Cię nie znał, jak rodzoną siostrę, to uznałbym, że mnie okłamujesz – powiedział, po czym wyszczerzył zęby w szerokim uśmiechu. Nie puścił jej jednak, dając tym samym do zrozumienia, że chciał zamienić z nią więcej niż tylko kilka słów. Dawno jej nie widział i zdążył zatęsknić za jej charakterystycznym zapachem perfum, które z niezwykłą intensywnością uderzały zmysły. To spojrzenie szaroniebieskich oczu zdające się wiedzieć wszystko, widzieć wszystko… Przesunął dłonią w dół, aby palcami dotknąć jej pleców i następnie mocno do siebie przyciągnąć, zamykając w potężnym uścisku i nie dając nawet szansy na ucieczkę. Cicho westchnął, trzymając ją w silnym uścisku jeszcze przez chwilę, nie chcąc jej wypuszczać zbyt szybko. Nigdy. Odsunął się jednak po chwili i wyszczerzył zęby ponownie, jakby nic nigdy się nie zdarzyło. W końcu to było tylko przytulenie, zbliżenie się dwóch ciał ze sobą. Trochę adrenaliny, jakieś endorfiny i szalejący testosteron. Normalka. Wtedy dopiero zdecydował się odpowiedzieć jej na wszystkie pytania i zdania, które wydusiła z siebie jak torpeda. Spieszyła się gdzieś? Cóż, ktoś będzie musiał na nią poczekać, bo jeszcze z nią rozmowy nie skończył i nie zamierzał na daną chwilę.
- Oczywiście, że masz ładny tyłek. Cała jesteś ładna. Idealny, książkowy przykład organizmu kobiety. W sumie to kiedyś chciałem napisać książkę o anatomii człowieka, bazując na własnych zdjęciach. Byłabyś idealna. Mam nadzieję, że będę mógł liczyć na Twoją pomoc – mruknął, zamyślając się na chwilę. Przesunął dłonią po brodzie, na chwilę zatracając się w zadumie. W jego głowie pojawił się obraz nagiej Isabelle, który niemalże od razu sprawił, że jego policzki się zarumieniły. Uniósł subtelnie brew do góry zdziwiony tą reakcją.
- Pomyślałem o Tobie i o tym, że stoisz przede mną naga i nagle krew napłynęła mi do głowy, brakuje tylko, żebym dostał krwotoku z nosa. Pomożesz mi jak do tego dojdzie, dobra? – zaniepokoił się, po czym potrząsnął głową, jakby to miało mu pomóc. Z marnym skutkiem. Nie skomentował jednak słów o bieganiu boso po całym zamku. W końcu cały czas to robił i cały czas, od każdego słyszał tę samą śpiewkę. Machnął tylko ręką, ignorując tę uwagę.
Zobacz profil autora
Isabelle Cromwell
avatar
Uczeń Slytherinu
Data przyłączenia : 21/09/2014
Liczba postów : 104
Skąd : Londyn, Anglia

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   Pią Sty 02, 2015 5:59 pm

Powiodła wzrokiem za dłonią, która znalazła się na jej ramieniu, lecz chwilę później została ponownie zmuszona do spojrzenia Krukonowi w oczy. Dotyk Samuela był niezwykle delikatny, jak zawsze, gdy się z nią obchodził – pomijając oczywiście miażdżące objęcia, które tak bardzo uwielbiała. Gdyby ktoś przyglądał się tej dziwnej parze z boku, mógłby pomyśleć, że między nimi rozgrywa się właśnie niezwykle romantyczna scena. Przez ułamek sekundy nawet sama Isabelle miała wrażenie, że przyjaciel zaraz zrobi coś głupiego i ją pocałuje. Chwilę później magiczny moment został jednak zniszczony. Kiedy stała się taka naiwna? Tak, jakby przez tę krótką rozłąkę zdążyła zapomnieć o tym, gdzie jest jej miejsce. Na szeroki uśmiech odpowiedziała tym samym, choć jego dłoń sunąca wzdłuż pleców nie pomagała w utrzymywaniu odpowiedniej maski. Przytulona, mimowolnie objęła go swoimi ramionami, niwelując jakąkolwiek zbędną odległość między nimi. Ślizgonka odetchnęła z ulgą, gdy nagle opadło z niej całe napięcie. Zamknęła oczy. Do pełni szczęścia potrzebowała tak mało, a jednak wciąż zbyt wiele. Gdyby miała za chwilę umrzeć, odeszłaby przynajmniej przepełniona pozytywnymi uczuciami. Cichy pomruk niezadowolenia wydobył się z jej gardła, gdy Sam znów się od niej odsunął. Przez chwilę wyglądała jak obrażone dziecko, by kilka sekund później znów się uśmiechnąć.
- Sam… Jesteś takim głupkiem – wywróciła oczami, słuchając jego planów. Czy on oszalał? Isabelle nie wiedziała, co powinna zrobić. Nie miała zamiaru zgadzać się na taką propozycję, ale myśl o odmowie wcale nie wyglądała ciekawiej. Silver zapewne znalazłby sobie inną „modelkę”… Zimny dreszcz wstrząsnął nieznacznie ciałem dziewczyny, gdy wyobraziła sobie taką scenę. Nie. Jeżeli będzie trzeba, to siłą wybije mu takie pomysły i myśli z głowy! Przyglądała się twarzy przyjaciela, chcąc odgadnąć co mu w tej chwili chodzi po głowie. Wiedziała, że takie rzeczy jak nagość go nie krępowały, jednak trochę zmartwiły ją rumieńce, które pojawiły się na jego policzkach. Zdawał się zdziwiony tą reakcją, a Isabelle już miała wtrącić kąśliwą uwagę, lecz szybko zamknęła usta. Zmieszała się, a czerwone pląsy również pojawiły się na jej twarzy. Cudownie. Chwyciła krawat chłopaka, niezbyt delikatnym szarpnięciem zniżając jego twarz, by móc pstryknąć go palcem w nos.
- Cieszę się, że uważasz mnie za idealny, książkowy przykład… – powtórzyła jego słowa, wbijając oczy w jego zielone tęczówki. – Ale chyba prawie-siostrze nie wypada proponować takich rzeczy – mrugnęła do niego. Powoli zaczynała znów coraz lepiej grać i panować nad sobą, unikanie chłopaka zdawało się teraz głupim pomysłem, choć wtedy było najłatwiejszym wyjściem. Musiała ponownie rozważyć najlepsze opcje, by nie dać się po raz kolejny zaskoczyć.
- Na pewno nie dam ci się wykrwawić, albo umrzeć – cmoknęła go w policzek, puszczając trzymany do tej pory krawat. Uśmiechnęła się figlarnie, lecz jej zewnętrzny wygląd wcale nie odzwierciedlał sprzecznych emocji, które odczuwała. Gdyby chciała, zapewne potrafiłaby odciągnąć Sama od całej reszty społeczeństwa, jaką byłaby jednak przyjaciółką? Musi obracać wszystko w żart, by na niego nie naciskać. Znali się tyle lat, nie mogła tego wszystkiego przekreślić niepotrzebnym słowem, czy czynem, choć miała ochotę rozszarpać każdego, kto zbytnio zbliży się do jej przyjaciela. Wiedziała, że Sam nigdy by jej nie zostawił, jednak cichy głosik z tyłu głowy wciąż podsuwał jej niezbyt przyjemne obrazy. Nie była pewna, czy udałoby jej się normalnie funkcjonować, gdyby Silver postanowił się od niej odciąć.
- Chciałeś o czymś ze mną porozmawiać? – spytała po chwili ciszy, przekręcając głowę delikatnie w bok. Stała blisko niego, chcąc jak najdłużej chłonąć jego ciepło.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Korytarze w lochach   

 

Korytarze w lochach

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 7Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Next

 Similar topics

-
» Korytarz w lochach

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Maraudersi :: 
Hogwart
 :: 
Parter i lochy
-