IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | .
 

 Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 18  Next
AutorWiadomość
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob 19 Kwi 2014, 23:39

Resę zawsze ciągnęło na zewnątrz w tak ładne, ciepłe i słoneczne dni jak ten. Nagle przestawała lubić chłodne mury zamku, przytulny Pokój Wspólny, a zapach kurzu i starych książek unoszący się w bibliotece zwyczajnie drażnił jej nos kiedy słońce wpadało przez okna i pobudzało do ruchu. W takich chwilach zazwyczaj brała miotłę i szła poćwiczyć umiejętności gry w Quidditcha... pod warunkiem, że znalazła kogoś, kto będzie chciał grać razem z nią, a niestety tym razem nikt nie wyraził chęci ćwiczeń.
Tak czy inaczej wyszła na błonia, bez miotły, ale i tak całkiem zadowolona z życia. Fakt, ostatnio przybyło jej problemów po tej całej akcji z aurorem, ale czy warto się tym dołować i przejmować? Martwiła się o Tanję, bo wiedziała, że musi stać się coś złego, a do tego jej wybawca nie będzie księciem z bajki, tylko oschłym czarnoskórym mężczyzną, ale sama jeszcze nie wiedziała czy powinna mówić Gryfonce o swojej wizji. Przyszłość i tak niełatwo będzie zmienić, a do czasu wakacji Tanja będzie się niepotrzebnie przejmować i za duża wiedza o przyszłych wydarzeniach może przynieść niechciane, przkre skutki.
To wszystko było bez sensu. Tym bardziej, że Everett była jak zwykle zamknięta na świat, nawet dla Resy. Ten problem irytował ją chyba najbardziej ze wszystkich.
Z zamyślenia wyrwał ją znajomy śmiech, a wkrótce potem również śmiech. Rozejrzała się w celu zlokalizowania Charlie, uśmiechnęła się i przyspieszyła kroku, by wkrótce znaleźć się tuż przy dziewczynach.
- Cześć! - Zawołała już z daleka i pomachała, radośnie jak zwykle.
Dopiero kiedy podeszła na tyle blisko, by mówić normalnie, odezwała się do gryfnek.
- Czy słyszałam coś o jakimś ślubie? - popatrzyła po koleżankach i na chwilę zawiesiła wzrok na harcujących fretkach. Jej wolno było mieć tylko sowę, cholerna alergia matki... - Skoro szykuje ci się ślub to czemu tak się krzywisz? Byłam pewna, że to raczej powód do radości!
Starała się uśmiechnąć do Charlie najcieplej jak umiała. Oczywiście, że słyszała całość, ale chciała jakoś rozwiać ten ponury nastrój. Po co się gnębić?
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Nie 20 Kwi 2014, 16:36

Jeśli Tanja marzyła dzisiaj o przebywaniu w samotności, słono się przeliczyła. Zmuszona była przybrać w miarę szczery uśmiech i udawać, że chociaż trochę rozluźnia się w towarzystwie Gryfonek. Sama ich obecność nie była katuszą, jednak ich niekiedy niewygodne pytania. Charlie w miarę spokojnie podchodziła do rozmów z Tanją, Resa natomiast.... strasznie na nią naciskała i ciągle powoływała się na przyjaźń, która niegdyś bardzo mocno ich wiązała ze sobą.. a czemu nagle osłabła? Ponieważ Tanja o to zadbała. Oczywiście nie był dla niej to miły ruch... ale w jej dziewczęcym umyśle ubzdurało się, że uchroni tak bliskie jej osoby od zbytecznego cierpienia.
-Ślub? No wiesz... jestem jedynaczką, ale domyślam się, że nagła... utrata kontaktu z bratem może być dla Ciebie ciężka... ale zawsze będziesz mogła go odwiedzać. Poza tym, chyba Ci zależy na jego szcześciu... -odpowiedziałą cicho Tanja, uśmiechając się pocieszająco. Wtedy też usłyszała bardzo znany jej, irlandzki głos... Odwróciła się i poczuła znajome ciepło... ale i obawę. Resa Anderson podeszła do nich, jakby przywołana myślami.
-Cześć Resa. -przywitała się Tan. Skończyła czekoladową żabę i zmięła papierek, w którym była.
-Czy ja wiem, czy ślub to radosne wydarzenie... mój przyszły, nierealny mąż chyba uznał by to za koszmar swego życia. -zażartowała. Była przecież znana ze swojego paskudnego charakteru!
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pon 21 Kwi 2014, 19:28

Odwróciła się, słysząc głos Resy. Uśmiechnęła się na jej widok. I trochę zdziwiła. Dziewczyna w takich chwilach najczęściej latała na miotle i najłatwiej ją było znaleźć na boisku. Nie żeby Allison narzekała. Lubiła spędzać czas z ludźmi. Była osobą towarzyską, chociaż często też lubiła pobyć sama, w towarzystwie zwierząt. Bądź książek. Mimo, że nie cieszyła się opinią osoby, która często siedzi w książkach, to lubiła to robić. Szczególnie, gdy jest to jakaś fajna. Na przykład, niedawno zakochała się w Hamlecie.
-Ślub. Ale nie mój. Do tego mi roku brakuje kochana. Nie żebym miała chłopaka. Tym bardziej narzeczonego. Zresztą podpisuję się do słów Tanji. Koszmar życia, kochana, koszmar.
Charlie zaczęła się bawić swoimi włosami. Bardzo często tak robiła. To był taki odruch. Zawsze musiała mieć coś w rękach.
-Związać, czy nie związać? A tak w ogóle Resa, to dlaczego nie jesteś na boisku. Czyżby nikt nie zechciał grać z naszym Panem i Władcą?
Zaśmiała się, gdy fretki zrobiły wokół jej kółko, po czym znowu pognały przed siebie.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 23 Kwi 2014, 21:22

Cóż miała zrobić? Roześmiała się szczerze i wyszczerzyła do Tanji. Było w tym trochę prawdy, czyż nie? Niejednokrotnie słyszała krążące po zamku plotki o paskudnym charakterze Gryfonki, ale nigdy jej to nie zraziło. Gdyby była milusia, jakiż sens miałaby taka znajomość?
A co z Charlie? Ona była miła, ale to nic nie zmieniało w stosunkach między nimi. W ten sposób przynajmniej miała lenia, którego mogła wyciągać na siłę, a charaktery Tan i Charlie świetnie się równoważyły.
- Może znajdziesz kogoś... wystarczająco głuchego i uległego - mrugnęła do niej i przeniosła wzrok na Charlie. - Wszyscy albo bawią się w amory, albo uczą do egzaminów. Ale trening i tak trzeba będzie zrobić, nie damy się rozłożyć Ślizgonom!
Usiadła na kocyku obok Tanji i zasłoniła oczy przed słońcem, by móc w spokoju patrzeć na Charlie. Znając życie, "wampirzyca", jak zwykła ją nazywać, wcale nie chciała by ktoś siedział tak blisko niej, ale Anderson jak zwykle miała to w głębokim poważaniu.
- Ale to nie jest teraz ważne. Skoro nie ty, to w takim razie twój brat? Jaka ona jest? Wiesz, nowa bratowa. Bo jeśli nie jest specjalnie głupia, no i zarozumiała, a do tego da się ją znieść to uśmiechnij się i ciesz się jego szczęściem. I jedzeniem na weselu. - na samą myśl oblizała dolną wargę. Tort weselny, to było coś. A potem spalanie tego wszystkiego w szalonym tańcu ze spoconymi wujkami.
- Słuchaj, Tan, nie miałaś ostatnio problemów z ogniem? W ogóle to lubisz ogień? Może boisz się rudych ludzi? - mruknęła do czarnowłosej, nieco ciszej, tak by nikt nieodpowiedni nie dosłyszał tych słów. - Albo ognista whisky. Miałaś ostatnio problemy z jej piciem?
Przez chwilę wpatrywała się w dziewczynę, próbując coś wyczytać z jej reakcji, ale potem przeniosła wzrok na harcujące fretki i postanowiła po prostu poczekać na odpowiedź.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Czw 24 Kwi 2014, 02:12

Z jednej strony Tanja nie była zachwycona obecnością Resy. Im bardziej Tan ją odrzucała, tak ta wracała jak bumerang. Nie dawała się rzucić w kąt, mimo usilnych próśb, a nawet gróźb. Everett czuła pustkę wywołaną tą decyzją, ale sądziła, że tak będzie lepiej... jednak ta bardziej ludzka część jej serca ucieszyła się, gdy Irlandka usiadła na kocyku. Tan posłała jej niewinny uśmieszek, który kiedyś był znakiem dla przyjaciółki, że Tanja ma ochotę na psoty. Jaki to miało teraz wydźwięk? Sama Tan nie miała pojęcia, po prostu to zrobiła bez większego zastanowienia.
Spojrzała na Resę wymownie.
-Dobra dobra, wiem, że ze mną to gorzej jak w horrorze, ale jakoś jeszcze żyjecie, więc można wytrzymać. -pokazała jej czubek języka.
Poprawiła włosy, wsłuchując się w rozmowę pomiędzy dziewczynami. To była bardzo miła odskocznia od życia poza murami Hogwartu..
-Trzeba trzeba... -zgodziła się. Quidditch to było jej życie, chociaż ciężko było grać, walcząc z myślami na widok Syriusza. Nie było jednak innej opcji, jak wrzucić dumę do kieszeni. Resa wiedziała o tym, jak każdy w zamku... o tym chorym trójkącie. Jednak już sporo czasu minęło i inne tematy zajmowały głowy ludzi.
Temat ślubu krążył wokół nich i zaraz Tanja zamyśliła się... jak wyglądał ślub jej rodziców? W końcu za coś matka pokochała ojca, więc musiał być kiedyś inny.. zupełnie inny... nim Everett zdążyła dojść do jakiś konkretnych wniosków, doszedł ja cichy głos Resy. Odwróciła głowę, natrafiając wprost na jej wzrok. W odruchu prawą dłonią chwyciła na rękę i bok, które zostały oparzone... tak paskudnie podczas zimowego "spotkania" z ojcem, z którego notabene wyratował ją nie kto inny jak sam Łapa... gdyby brunetka chciała kiedykolwiek komuś zaufać... opowiadaniu o problemach, wydarzeniach itd zajęło by miesiącami.
Blizny po oparzeniach jeszcze szpeciły jej ciało, leczenie z nich trochę trwało.. ale i tak Tanja poczuła dziwny lęk. Paraliżował ją od środka.
-Boję.. boję się ognia. Bardzo. -odpowiedziała równie cicho. Tamte wydarzenia odbijały się echem po jej głowie.. faktycznie. Od tamtej chwili ogień wywoływał w niej niepokój, chociaż w szkole miała z nim często do czynienia. Taki mały płomyk nic jej nie robił.. ale obrazy w książkach, jak ludzie stają się płonącymi pochodniami zmuszały ją do tego, by zatrzasnąć tomisko z hukiem.
Whiskey? Rudy człowiek? Jakby się zastanowić to na każde z pytań Resy znalazła by się odpowiedź. Może nie bała się rudych ludzi, ale spotkania z Lily nie były ani miłe ani beztroskie... a whiskey? To przez nią wszystko się zaczęło..
-Raczej nie.. rzadko ją piję, bo za nią nie przepadam. Do czego zmierzasz? -zapytała wnikliwie.
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 30 Kwi 2014, 20:51

Charlie trochę odpłynęła myślami. Jednak nie na tyle, aby nie słyszeć pytania Resy. I zaczęła się zastanawiać, dlaczego nie lubi swej przyszłej bratowej. Może mówmy jej po imieniu. Jest to Jade. I Charlie nie mogła określić, dlaczego jej nie lubi. Była w Gryffindorze, co było zresztą bardzo dobre. Była też miła, i ładna. Może Charlie była po prostu zazdrosna? Ale to też trochę dziwne. Być zazdrosnym o brata, który zresztą jest pełnoletni, ma ponad 20 lat. Może robić co chce. Jednak to naprawdę... nie mogła wymyślić żadnego słowa do tej przerwy.
-Jest fajna. Miła, ładna, no i jest byłym Gryfonem. Tak ogólnie, to ma na imię Jade. Z tego co słyszałam, jest to skrót od Jadeit. Nie mam pojęcia, dlaczego rodzice dali jej imię po kamieniu. I mają mieć trzypiętrowy tort! Do tego czekoladowy! Toż to niebo w gębie! Ja też taki będę chciała, na swój ślub! A na weselu będą grać tylko i wyłącznie Disco Polo!
Zaśmiała się. Disco Polo, to najgorsza muzyka, jaką można wymyślić. Tekst bez sensu, głupie słowa i melodia. Charlie słuchała pytania Resy, które zadała Tanji. Ogień. Gryfonkę przeszył dreszcz. Nienawidziła tego żywiołu, czego można się domyśleć po tym, że tak wygląda jej bogin. Usłuchała odpowiedzi Everett, i postanowiła się nie wtrącać do rozmowy dziewczyn. Zaczęła cicho nucić jakąś piosenkę.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 30 Kwi 2014, 23:29

Spojrzała na Charlie i parsknęła śmiechem. Jadeit, dobre sobie.
- Teresa Opal, do usług - teatralnie wyciągnęła w jej stronę rękę, jakby chciała się przywitać, jednak siedziała i dziewczyny dzieliła jakaś tam odległość.
Już samo to, że użyła pełnego imienia nadawało swoisty komizm całej sytuacji, niewiele osób miało prawo tak na nią wołać. Nawet nauczyciele, widząc jej kwaśną minę podczas odczytywania listy obecności w końcu przyzwyczaili się do nazywania jej przy pomocy zdrobnienia, które po jakimś czasie znała większość szkoły... czemu? Chociażby przez mecze Quidditcha. Ale nie o tym teraz.
- Swojego syna nazwę Rubin i będę mu wmawiać, że jest moim oczkiem w głowie. Biedna dziewczyna. Ale chyba ją kojarzę... w końcu nie może być aż tak stara, żebyśmy jej nie spotkały w Pokoju Wspólnym. - na jej twarzy na sekundę zagościło zamyślenie, ale w chwili kiedy uświadomiła sobie, że nie jest w stanie przypomnieć sobie twarzy osoby, która miała zostać bratową Charlie wzruszyła beztrosko ramionami.
- Zawsze mogłaś urodzić się w Szkocji. Wtedy całe wesele to byłyby dźwięki dud, a parkiet zapełniliby roztańczeni faceci w spódniczkach, którzy podobno nie wiedzą co to majtki. Zawsze chciałam to sprawdzić, ale za bardzo boję się, że to prawda.
Uśmiechnęła się od ucha do ucha i położyła wygodnie, mrużąc oczy, ponieważ słońce oślepiało ją swoim ciepłym blaskiem. W myślach zganiła się za to, że niepotrzebnie wprowadziła nerwową atmosferę.
- Och, wiesz. Po prostu zastanawiam się czy moja nieustraszona Tanja ma jakieś słabe strony, które mogłabym wykorzystać - pewnie zrobiłaby jakąś paskudną minę, ale szybko doszła do wniosku, że skoro dziewczyna powiedziała jej o swoim lęku, to musi być on bardzo mocny, a w takich sytuacjach lepiej się nie śmiać. Jak w takim razie ostrzec ją i nie wzbudzić paniki?
- Słuchajcie, co robicie w wakacje? Jesteście zajęte? Gdzieś wyjeżdżacie? - niby zwykłe pytanie, a jednak miało drugie dno. Może uda jej się wykombinować wspólny wyjazd, który zająłby jak najwięcej czasu? Wtedy mogłaby chronić Tan. Wydawała się taka krucha, taka delikatna... jak płatek śniegu szybko roztapiający się na języku. Było w niej coś, co sprawiało, że chciało się ją chronić ze wszystkich sił.
Po raz pierwszy w życiu Resa modliła się, by jej przepowiednia okazała się bredzeniem.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Czw 01 Maj 2014, 18:17

Marzyła o samotności? Jak mogła marzyć o samotności, kiedy obecność Resy oraz Charlie działała na nią jak najlepszy lek. Czuła się tak beztrosko, mogąc rozprawiać o quidditchu, ślubie czy czekoladowym torcie! Roześmiała się, słysząc imię narzeczonej brata Charlie.. jak te jubilerskie imiona były teraz w modzie! A wcześniej znała tylko Rubina.. a w sumie dostał to imię ot.. z przypadku. Upodobał sobie spinkę mamy Tanji, taką z rubinem.. i tak już zostało.
Odgarnęła włosy z twarzy. Jej niezwykle jasne, błękitne oczy lśniły niesamowitym blaskiem.. blaskiem radości.. blaskiem, który Resa mogła znać z wcześniejszych lat ich znajomości. Mogło się wydawać, że ten chłód zamienił się w rozchichotane iskierki, tak znajome wszystkim uczniom Godryka.
-Ejj! Nie śmiej się z mojego syna, Rubina! -oburzyła się aktorsko na Resę i na znak tego chwyciła fretkę za ogon i wzięła w ramiona. Pupil pyszczkiem miział jej twarz oraz szyję, zadowolony z tego nagłego wybuchu miłości jego właścicielki. Po chwili odpuścił sobie przytulanie, by znowu dopaść Freddiego i wrócić do zabawy.
-Jak każde dziecko, uważa, że zabawa jest teraz ważniejsza. -Tanja pokręciła głową rozbawiona tym faktem. Zawsze uważała Rubina za zdrajcę, kochał każdego, kto mu dawał jedzenie albo się z nim bawił.
Perspektywa sprawdzania, czy Szkoci faktycznie nie noszą majtek pod kiltami przeraziła Tanję tak mocno, że aż się wzdrygnęła z obrzydzenia. Jeszcze czego! Zdecydowanie wolała kulturę słowiańską, tak bliską jej mamie. Tam niczego takiego nie wymyślali.
-Zawsze mogłabyś być Irlandką i ubierać się w zielone kostiumiki pełne koniczynek... -spojrzała na Resę i mrugnęła do niej. Znała pochodzenie koleżanki i trochę jej tego zazdrościła, ponieważ Irlandia słynęła z przecudnych krajobrazów.. i leprokonusów!
Pytanie Resy przygasiło nieco entuzjazm Tanji, lecz za wszelką cenę starała się, aby tego po sobie nie pokazać. Musiała to przeobrazić w kawał.. coś nieistotnego..
-Zaczniesz za mną gonić na ziejącym ogniem smoku? Sądziłam, że gramy w jednej drużynie. -zakpiła Tanja, chcąc jakoś zbyć to niewygodne pytanie. Również położyła się na kocu, wpatrując się w niebo.
-Zostanę w domu. Jak zawsze. -odpowiedziała beznamiętnie, jakby pobyt w domu byłdla niej katorgą.. bo istotnie nim był. Kto wiedział, co przyniesie ten rok..
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob 03 Maj 2014, 18:55

Zaśmiała się na reakcję Resy na temat imienia Jadeit. Postanowiła, że jak Teresa powiedziała swe pełne imię, one też tak zrobi.
-A ja jestem Charlotta Cytryn. Ale proszę mnie nie mylić z cytryną, aż tak kwaśnej miny nie mam. - powiedziała, po czym zrobiła zeza, i pokazała Resie język. Po czym jeszcze raz się zaśmiała, i pogłaskała przebiegającego Freddiego, który zaraz znowu poleciał za Rubinem, który wyrwał się swej właścicielce.
-Możliwe, że nie noszą. Jednak nigdy nie zaglądałam pod kilt mojego wujka, Edgara. I nie chcę tego zmieniać!
Dziewczynę przeszył dreszcz. Fakt, że miała widzieć swego wujka w kąpielówkach, ją przerażał. A co dopiero widok bez majtek. Charlie przeszył dreszcz obrzydzenia, gdy sobie to wyobraziła. Okropieństwo. Wolała już, aby mama ubrała ją w różową sukienkę i wypuściła na miasto.
-Wakacje? Pewnie będę siedzieć w domu. Chcę nadrobić trochę czasu z Adamem. A! Nie zdziwcie się, jak pewnego dnia zapukam do was do domów i wyrwę was nad jezioro. Może nawet poznacie Adama i Jade! I wujka w kilcie!
Teraz miała histeryczny napad śmiechu. Nie mogła przestać chichotać, chociaż Bóg wie dlaczego. Może rozśmieszyła ją tak wizja Resy i Tanji, stojących obok Adama, i zaglądających pod kilt wujka? Bo to właśnie sobie wyobraziła.
Zobacz profil autora
Resa Anderson
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Czw 15 Maj 2014, 17:04

Prychnęła cicho, niby to obrażona, mrucząc pod nosem, że koniczynki są super, a garnki na końcu tęczy pozwalają zmniejszyć problem biedy w kraju. Oczywiście obie znały ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że naprawdę ciężko doprowadzić ją do złości.
- Czy Adam jest przystojny? - spojrzała na Charlie i przeciągnęła się, rozleniwiona ciepłem, którego dostarczały jej promienie słońca. Czuła się taaaka nie do życia, najchętniej zostałaby tutaj już na zawsze.
Prawdę powiedziawszy nie miała ochoty nawet na trening Quidditcha, nie mówiąc nawet o zbliżających się nieubłaganie finałach Quidditcha, w których to po raz kolejny zmierzą się ze Ślizgonami. Każda czerwono - zielona gra była pełna nieczystych zagrań i brutalności, obrzucania Gryfonów przezwiskami i wykorzystywania słabych punktów. Na tym to polegało, prawda? Ale z żadnym innym domem walka nie była tak zacięta jak z uczniami spod znaku węża.
- Tak, popływałabym sobie w jeziorze. - stwierdziła po chwili zastanowienia - W tym roku jeszcze nie pływałyśmy w szkolnym! Trzeba to zmienić. Musimy w końcu odwiedzić starą dobrą kałamarnicę.
Oczywiście jezioro w Hogwarcie było pełne niebezpieczeństw, ale jeśli miało się różdżkę w ręce i odpowiedni refleks...
- Tan, byłoby lepiej gdybyś, no wiesz, gdybyś gdzieś wyjechała. - w jej oczach pojawiło się coś, co często można było w nich dostrzec - zadziwiającą pewność, że słowa, które wypowiada są prawdą. Może i jej wizje nie zdarzały się często, nie dotyczyły jutrzejszej kolacji, ale jako jasnowidz od zawsze miała wyostrzoną intuicję i pewne rzeczy zwyczajnie... wiedziała.
Poza tym teraz miała absolutną pewność, że Tanji grozi niebezpieczeństwo.
- Wyjedźmy nad jezioro na miesiąc. A potem... potem coś wymyślimy. Przemyślcie to.
Bała się niezręcznej sytuacji, w końcu nagłe odciąganie dziewczyny od powrotu do domu nie było do końca normalne. Poza tym bała się, że zaczną coś podejrzewać - Resa nigdy nie była szczególnie subtelna. Dlatego też wstała, otrzepała szorty i jeszcze raz zerknęła na ganiające się fretki. Kochane futrzaki.
- Widzimy się w dormitorium!
Pożegnała się i niespiesznie odeszła.

z/t

_________________

Resa Anderson
Sometimes your joy is the source of your smile, but sometimes your smile can be the source of your joy.
Zobacz profil autora
Tanja Everett
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią 16 Maj 2014, 21:55

Tanję zainteresowało, czemu Resa tak naciskała na wspólne wakacje.. nigdy tak nie było. Wyraźnie kręciła w swoich zeznaniach, ale Tan postanowiła dać sobie z tym spokoju. Na jej propozycję tylko wzruszyła ramionami.
-Może.. wiesz, jak u mnie jest.. -mruknęła cicho i przywołała do siebie Rubina. Wzięłą go na ręce i podniosła się.
-Przepraszam Charlie, Słońce mi juz doskwiera.. ale możesz iść ze mną. Jak nie, to bedę w pokoju wspólnym. Do zobaczenia- pożegnała się i ruszyła za Resą do zamku.

Z tematu.
Zobacz profil autora
Charlie Allison
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sob 17 Maj 2014, 09:09

Pokiwała głową, i także wstała. Zagwizdała lekko, aby Freddie do niej przyszedł. Po czym wzięła go, i położyła sobie na ramieniu. Jej albinos trochę podrażnił jej nos swym ogonem, po czym ułożył się, i zasnął. Jaki leniwiec. Zaśmiała się, i przytuliała do siebie fretkę, co ta skwitowała znowu drażniąc swą właścicielkę ogonem. Patrzyła jeszcze chwilę za Resą, która poszła pierwsza. Jezioro... Może być. Pożegnała się z Tanją, i wesołym krokiem ruszyła w stronę zamku, nucąc pod nosem kolejną mugolską piosenkę. Miała dzisiaj wyjątkowo dobry humor.

z/t
Zobacz profil autora
Victoria Craven
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Pią 23 Maj 2014, 01:10

Chyba była nawet nieco zniecierpliwiona tym, co mogą ujrzeć jej oczy i to, co mózg zarejestruje. Wiedziała, że Franz potrafi zaskoczyć. Szczególnie w sytuacji, która była niecodzienna, która nigdy wcześniej nie miała miejsca. W końcu w przeszłości coś podobnego się nie wydarzyło. Żadna kobieta nie zdołała aż tak przeniknąć w duszę Franza, by ten był zdolny do takiego szaleństwa. Tak, dla Victorii to było w jakimś stopniu szalone, chociaż głos Ślizgona przyjemnie rozbrzmiewał w jej uszach. Uśmiechała się nawet delikatnie, podczas gdy stał na prowizorycznej scenie, a niewidzialni muzycy przygrywali na instrumentach. To wszystko tworzyło jakiś niepowtarzalny klimat. Nie można było również pominąć tego, jakie słowa padały z jego ust w tym melodyjnym tonie. Zwrócony tylko do jednej dziewczyny, do Jasmine, wyznawał teraz przy wszystkich, że oddał część siebie, by mieć coś ważniejszego. Czy uważała to za śmieszne bądź poniżające? W żadnym wypadku. Ani dla jednej, ani dla drugiej strony. Rozumiała jakim to wyzwaniem mogło być dla Franza. Chłopak raczej nie obnosił się z uczuciami, a przynajmniej nie z takimi ciepłymi. Szczególnie do Jasmine. Teraz jednak postanowił podejść do tego lodowatego łańcucha i go przerwać, tak po prostu. Zburzyć jakiś mur, który kiedyś pomiędzy sobą zbudowali i utrzymywali dla publiczności aż do teraz. Nie zamierzała z niego szydzić, chociaż zapewne wielu taki czyn wydawałby się haniebny. Próbowała spojrzeć na to z zupełnie innej strony. Nie można było odmówić Franzowi odwagi. Mogła go w jakimś stopniu zrozumieć, chociaż znajdowała się kiedyś w gorszej sytuacji. Chociaż jej serce biło nieco szybciej na widok pewnej osoby, nie mogła wyjść z cienia. Musiała pozostawić to w najciemniejszym kącie swojego umysłu i tam pochować.
Nie myślała jak może zareagować Jasmine. Sama była dość zaskoczona przebiegiem wydarzeń i tego jak odsłonił się Franz. Rzecz jasna nie oczekiwała żadnego rzucania się sobie w ramiona, ale może jakieś delikatne gesty, ciche słowa. Dobre chęci Niemca zostały jednak odebrane nie tak, jakby tego oczekiwał. Dziewczyna wyglądała na bardzo niezadowoloną tym, co się wydarzyło. Czuła się upokorzona? Czyżby naprawdę myślała, że Franz chciałby ją wystawić na pośmiewisko? Co prawda przez dłuższą chwilę na pewno czuła na sobie wzrok większości tutaj zgromadzonych, ale to nie oznaczało, że chłopak chciał tu zrobić cyrk. Ba, sama skupiała swoje spojrzenie na chłopaku, żeby ewentualnie nie krępować dziewczyny. Presja jednak najwidoczniej zrobiła swoje. Syczenie, warknięcia, pretensje. Padły słowa, które zapewne ugodziły obie dusze i już po wypowiedziach Jasmine wiedziała, że ta impreza nie skończy się dobrze. A przynajmniej nie dla Franza. Czyżby jednak nie potrafili się zrozumieć? Czyżby kobieta, która potrafiła skraść jego duszę, właśnie pokazywała, że wcale nie jest w jej posiadaniu? Przymknęła na moment oczy, czekając aż słowa wypłyną z ust Ślizgona. Nie przerywał dziewczynie, ale była pewna, że będzie miał coś do powiedzenia. Zarzuty Jasmine na tyle podsyciły atmosferę i wrogość, że młody mężczyzna nie szczędził słów. Jakby wyrzucił z siebie to, co mu na sercu leżało. Otwarcie przyznał się do tego, kim dla niego była ta dziewczyna i jak zraniła go słowami po takim czynie, na jaki się zdobył. Mimo iż był świadomy, że wystawia się na pośmiewisko taką zagrywką, był zdolny zaryzykować właśnie dla niej. Jak widać, niepotrzebnie. Chociaż nie dotyczyło to jej, była rozczarowana. Nigdy nie miała nic do Jasmine, chociaż ta zapewne mogłaby czasami być zazdrosna o jej relacje z Franzem, skoro jednak łączyło ich coś więcej, czego świadoma nie była. Nie myślała jednak, że dziewczyna pomyśli o tym chłopaki w ten sposób, obierając siebie jako ofiarę i obiekt kpin czy żartów, a nie myśląc o tym, na co musiał zdobyć się Franz, by to zrobić. Nie jej jednak było to oceniać. Nim nawet zdążyła zareagować, w końcu nie chciała zostawiać teraz Franza samego, ten postanowił zakończyć swój udział w tej imprezie. Nie dziwiła się. To musiało bolec, kiedy otwierając drzwi do nowego pokoju i stawiając krok w przód, spadasz w przepaść.
W tym momencie nawet nie myślała o tym, co robi. Jej mięśnie automatycznie drgnęły, kiedy tylko sylwetka Franza zaczęła powoli się oddalać. Ruszyła za nim, nie przejmując się resztą tutaj zebranych. Mało ją obchodzili. W sumie sama do samego końca nie wiedziała czy przyjść na tę imprezę. Pojawiła się tutaj w dużej mierze ze względu na Franza. I teraz opuści z nim ten przybytek.
Jej kroki były w miarę spokojne. Nie biegła za nim, bo wiedziała, że nie ma takiej potrzeby. Nie spuszczała go z oczu, rejestrując tylko, ze opuszczają mury szkoły i wychodzą na zewnątrz. Chłód musnął jej nieokryte ramiona, ale nawet nie drgnęła. Ważniejszy był teraz jej przyjaciel, który pewnie nie potrzebował żadnych słów, a jedynie towarzystwa. Zapewne do napicia się. Dlatego w końcu go dogoniła, łapiąc delikatnie za ramię i ciągnąc w dół. Nie oczekiwała żadnych sprzeciwów. Słów też nie musiała wypowiadać, bo nie o to w tym chodziło. On nie potrzebował żadnego pocieszenia, nie był słabym człowiekiem. Potrzebował tylko zapomnieć, przynajmniej na chwilę.
- Mam nadzieję, że sporo masz tej whisky. - mruknęła, nie chcąc jednak nawiązywać do tego, co stało się kilka chwil temu na imprezie. Chciała się z nim napić, dotrzymać mu towarzystwa. Być przy nim. Na tyle było ją stać i wiedziała, że więcej i tak by od niej nie chciał. Swoją drogą... Vicky jeszcze nigdy się nie upiła. Może to będzie ten moment? O ile nie zabraknie im alkoholu, ale na pewno sobie z tym poradzą. I zapewne będzie o wiele przyjemniej, niż na tej nudnawej imprezie. Gdyby nie występ Franza nie byłoby na czym dłużej nawet oczu zawiesić. Głupie pogawędki i picie. Ot co.
Rzecz jasna usadziła swój tyłek na ziemi, a delikatne ciągnięcie Franza za ramie miało sprawić, że i on zrobi to samo. Zapewne ktoś z tyłu myślałby, że to romantyczna schadzka przy świetle księżyca na świeżym powietrzu. Jakiż wielki błąd.
Zobacz profil autora
Evan Rosier
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 28 Maj 2014, 00:47

Imprezę opuścił chwilę po Kruegerze i Vicky, w rozdrażnieniu i irytacji zostawiając za sobą gwar podniesionych głosów, ostrą woń alkoholu i przytłumione dudnienie muzyki; zostawiając Chiarę, Aristos i rozwścieczoną Vane. Ściskał w dłoni zamkniętą butelkę Ognistej Ogdena, poruszając się ciemnymi, przesiąkłymi wilgocią korytarzami lochów, od czasu do czasu zaczepiając zbłąkanego Ślizgona lub szukającą intymności parę, by wywiedzieć się, w którą stronę wyrwał jak burza ten skończony idiota Franz. Organizowanie imprezy zaraz po sromotnej porażce Slytherinu, której nikt się nie spodziewał, dopóki nie zderzyła się z nimi w najgorszy możliwy sposób, jak widać nie należało do najlepszych pomysłów. Gdyby tylko wiedział, jak szybko i niespodziewanie potoczyły się wydarzenia zaraz po jego wyjściu (o ile oczywiście niespodziewaną można było nazwać bójkę wynikłą z potężnego stężenia alkoholu, testosteronu i gniewu skłębionych przez określony czas na ograniczonej przestrzeni), prawdopodobnie wyniósłby się stamtąd jeszcze szybciej. Nie dlatego, że jemu nie zdarzało się dać komuś w gębę, kiedy było trzeba albo kiedy był wystarczająco wściekły bądź pijany – przemoc bywała oczyszczająca. Wszystkie wydarzenia dzisiejszej nocy zaczęły jednakże przybierać jaskrawe barwy komicznej farsy, a może to on wciąż był po prostu stanowczo zbyt trzeźwy. Potrzebował wypić, skoro dzisiejszego wieczora i tak przyszło mu pożegnać się z pucharem, ze świętowaniem i z chwilą odprężenia, nie wspominając już o niej i o tej zielonej sukience, którą z radością zdjąłby z niej lub zerwał gdzieś w odosobnieniu, kiedy dzień dobiegłby końca.
Wyszedł na błonia, a ciepły, wiosenny wiatr uderzył go w twarz i zmierzwił poczochrane włosy. W nocy robiło się chłodniej i znośniej, powietrze nie było tak parne, ciężkie i przytłaczające, a choć mnogość zapachów wciąż zawracała w głowie i drażniła nozdrza, była bardziej do przyjęcia, kiedy słońce nie prażyło ramion i nie oślepiało żółtawym blaskiem. Odkręcił butelkę whisky i przechylił ją do ust, pociągając z niej porządny łyk. Kiedy zmrużył oczy, widział dobrze ich sylwetki majaczące chwiejnie w srebrzystej plamie światła rzucanego na błonia przez księżyc. Chwilę przyglądał się tym dwóm niewyraźnym kształtom spod zmarszczonych lekko brwi, by wreszcie, kilka razy pociągnąwszy jeszcze z dzierżonej butelki, ruszyć ku nim przez nisko skoszoną trawę, na której osiadały już pierwsze krople rosy. Całe to przedstawienie przed połową Slytherinu wciąż wydawało mu się dziwnie nierealne, może dlatego, że w jednej chwili przyszło mu skonfrontować się z kilkoma faktami, których dotychczas nie śmiał nawet podejrzewać. Pomijał związek Kruegera z Vane, który zrodził się nie wiedzieć kiedy (zdawało mu się przecież, że nie tak dawno temu widział go jeszcze z tą śmieszną Gryfonką, z którą zwykł się kiedyś spotykać), pomijał całe to przedstawienie, na poły śmieszne, na poły żenujące, a także publiczne wyrzucanie sobie krzywd, bo istotne znaczenie miało w zasadzie to, jak dalece Franz zdołał się w to wciągnąć, a także to, że on, Evan, pozwolił sobie tego faktu nie zarejestrować. Czy nie miał jednak na głowie większych problemów od miłostek Kruegera? Wszystkie środki zabezpieczające, wszyscy aurorzy, którzy okupowali ostatnimi czasy tę szkołę, wszystko to dokonywało się z jego powodu.
— Zrozumiem wszystko, Krueger. — Jego spokojny głos odezwał się ponad ramionami Vicky i Franza, a buty zanurzyły się w trawie w pobliżu miejsca, w którym siedzieli. Wsunął dłoń do kieszeni i zmierzył wzrokiem Niemca, a coś w jego postawie wskazywało, że nie planował być tak taktowny jak panna Craven. — Wszystko, ale Vane? Wiesz jak marnie skończyło ostatnich dwóch Puchonów, którzy wodzili za nią wzrokiem?
Jego ton nosił w sobie znamiona drwiny, a uniesione brwi wskazywały na pokpiwające nastawienie. W zasadzie nawet nie miał nic przeciwko Jasmine, dobrze współpracowało im się na boisku i pewnie nawet przyklasnąłby jeszcze Franzowi, gdyby nie całokształt okoliczności, w których przyszło mu się o tej ich zażyłej znajomości dowiedzieć. To nic, że do marnego położenia jednego z tych Puchonów całkiem mocno przyłożył się sam, Krueger, a już szczególnie Victoria, nie musieli o tym wiedzieć. Wciąż stojąc nad nimi, rozejrzał się po leniwie błoniach, a potem powrócił do nich spojrzeniem i uniósł lekko butelkę whisky, jakby w geście toastu. Gdy żadne z nich nie zareagowało, uniósł brwi.


// Taki tam, ale nie spałem od jakichś 40 godzin, mam prawo.
Zobacz profil autora
Franz Krueger
avatar

PisanieTemat: Re: Błonia   Sro 28 Maj 2014, 01:50

Pod osłoną nocy, przy blasku księżyca wszystko wydawało się piękniejsze i jeszcze bardziej tajemnicze. Nawet te błonia, po których Krueger stąpał praktycznie każdego dnia otwierały teraz przed nim swoje nowe oblicze. A może to po prostu paskudny nastrój chłopaka wpłynął na sposób postrzegania świata, a Franz traktował otoczenie nazbyt teatralnie, jak gdyby sam stał się bohaterem jakiegoś dramatu. Najwyraźniej zbyt mocno dawał się wciągnąć w ten świat skrywanych skrzętnie uczuć i przesadzonych uniesień. Dusza artysty podpowiadała mu, żeby pokazać całemu światu garstkę swoich uczuć, a tym samym pozwolić Jasmine uwierzyć w to, że mu zależy i że nie jest jedynie bezlitosnym dupkiem, za którego jego i Evana miało pewnie wiele osób. Niestety, jego plan okazał się najgorszym z możliwych rozwiązań, a takiego zwieńczenia historii siedemnastolatek nie mógł przewidzieć. Nie mógł jednak także powiedzieć, że żałuje tego całego występu czy że przejmuje się tym, co myślą o nim inni. Czuł się dotknięty tym, że panna Vane zareagowała tak nerwowo i, jakby nie patrzeć, zrobiła mu osobiste wyrzuty w obecności większości ich przyjaciół i znajomych, ale to nie był wystarczający powód do tego, aby żałować swojej decyzji. Krueger wychodził bowiem z założenia, że każdy życiowy wybór miał jakieś znaczenie. Kto wie, może przynajmniej Ślizgon zdoła się czegoś nauczyć na błędach i wyciągnie stosowne wnioski. Na razie jednak wolał o tym wcale nie myśleć. Świeże rany bolały najbardziej, a w tym momencie Franz miał wrażenie, że jego serce pęka od nadmiaru wściekłości połączonej z nutą rozczarowania i rozżalenia. Każdy jednak, kto chociaż trochę znał Niemca, na pewno zdawał sobie sprawę z tego, że chłopak przeżywał będzie porażkę jedynie w swoim wnętrzu, a na zewnątrz będzie starał się zachowywać tak, jakby ta sytuacja w ogóle go nie obeszła. Jak gdyby nie była niczym wyjątkowym. Cieszył się zatem z tego, że Victoria nie kontynuowała niewygodnego tematu. Wystarczyło mu to, że wspierała go zawsze w jego dążeniach, niezależnie od tego, jak szalone by one nie były.
- Mam jeszcze parę butelek w dormitorium, a od czego jest różdżka… - odpowiedział dziewczynie z uśmiechem, zgrywając gościa, który nie użala się nad przeszłością i który zdążył już zapomnieć o tym, co wydarzyło się na imprezie. Wyciągnął od razu zza marynarki Ognistą i podał ją wpierw swojej przyjaciółce, by za chwilę samemu pociągnąć parę łyków, o wiele większych, niżeli w lochach. Teraz już nie zależało mu na tym, aby zachować nawet pozory trzeźwości. Alkohol uchodził za perfekcyjną truciznę, a on w swym wnętrzu skrywał wiele spraw, które należało wytruć. Zajęty sączeniem kolejnych dawek wysokoprocentowego trunku nie zauważył nawet Rosiera. Prawdę mówiąc, nie zastanawiał się do tej pory nad tym, czy jego kumpel postanowi opuścić potańcówkę z tak błahego powodu. Dopiero głos Ślizgona uświadomił go w tym, że jednak nie tylko panna Craven poczuwała się do obowiązku sprawowania nad nim opieki. Problem tkwił w tym, że on takiej w ogóle nie potrzebował, choć doceniał starania przyjaciół. I o ile obecność Victorii sprzyjała jedynie temu, żeby Franz zajął myśli czyś innym, tak nagłe przybycie Evana wiązało się z nieprzyjemnymi pytaniami i komentarzami, których Krueger nie mógł uniknąć.
- A Ty masz mnie za Puchona? Rosier, widzę, że jeszcze nikt Ci nie obił dzisiaj twarzy, a uwierz, że mogę być pierwszy. – mruknął niechętnie, bo przyrównanie go do któregokolwiek z przedstawicieli domu Borsuka było dla niego nad wyraz obraźliwe. O dziwo jednak, Franz nie zwrócił nawet uwagi na to, że Rosier wytknął mu przy tym zażyłe relacje z Jasmine, o których, rzecz jasna, do dzisiaj nie mógł mieć zielonego pojęcia. Prawdę powiedziawszy, niemiecki czarodziej był wystarczająco zirytowany tym, co usłyszał od brunetki, by jeszcze próbować stawać w jej obronie, czy może w obronie swojego gustu do kobiet. Zresztą, to nie było w jego stylu, by odpłacać się taką dobrocią bezinteresownie. Zawsze traktował innych tak, jak sobie na to zasługiwali, a w jego mniemaniu, Ślizgonka przekroczyła dzisiaj granice dobrego smaku. Nawet, jeżeli miała uraczyć go takimi słowami, nie musiała prać brudnych spraw przy wszystkich innych. A on, beznadziejnie, dał się jeszcze wciągnąć w te gierki i dorzucić parę groszy od siebie.
- Nie musisz się mną przejmować. Myślę, że tiara nie popełniła błędu, co do mojej osoby. – dodał jeszcze, tłumacząc Evanowi, że nie obchodzi go zupełnie los wspomnianych przez niego Puchonów. A już w szczególności w odniesieniu do obaw dotyczących jego sercowych kłopotów, czy jakkolwiek inaczej dało się jego nastrój nazwać. Nie potrzebował litości, ba, takie zachowania doprowadzały go do jeszcze większego szału, na skutek którego wyjątkowo mógłby nawet wybuchnąć. Trzeba było bowiem powiedzieć, że Krueger należał raczej do spokojnych i małomównych typów, co było zresztą wyraźnie widać podczas meczu. Nie można go było jednak także określić mianem potulnego baranka. Kiedy był rozdrażniony, nie szczędził silnych argumentów pod postacią pięści. I może, gdyby był tak pijany jak Gross, zachowałby się o wiele bardziej agresywnie, jednak zaznanie większej ilości alkoholu nie było mu jeszcze dzisiaj dane, a głos rozsądku nadal przebijał się do świadomości.
- Jak nie z tą, to na pewno z tamtą. Najwidoczniej nie było warto. – rzucił po chwili już spokojniej, a na jego twarzy dało się nawet zauważyć delikatny uśmiech, choć nieszczery i jakby z pewną dozą goryczy. Franz wypił jeszcze łyka whiskey i odstawił butelkę na bok. Zaraz po tym założył ręce za głowę, kładąc się na ziemi i patrząc bezsensownie w gwiazdy. Nie zamierzał przecież tłumaczyć się Rosierowi z tego, co ostatnimi czasy działo się w jego życiu.
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Błonia   

 

Błonia

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 18Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5 ... 11 ... 18  Next

 Similar topics

-
» Gabinet prof. McGonagall

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Marudersi :: 
Hogwart
 :: 
Tereny Zielone
-